JAN PAWE£ II:

Ka¿dy musi byæ przygotowany

do tego, ¿e stanie

przed Panem i Sêdzi±.


Rozwi

¯YCIE DAROWANE STUDENTOM


¯YCIE PODAROWANE STUDENTOM
Homilia na 10-lecie ¶mierci ks. Aleksandra Zienkiewicza
(tekst autoryzowany)

Bóg nie jest Bogiem umar³ych, lecz ¿ywych.
(£k 20,39)
Czy¿ nie uroczy jest Chrystus w tym momencie, kiedy znawców ksi±g biblijnych, pragn±cych o¶mieszyæ prawdê o zmartwychwstaniu, zagania w kozi róg s³owem Boga, nad którym oni trawi± ca³e dni, ca³e swoje ¿ycie?...
A czy¿ nie jest wzruszaj±cy Bóg, który na pustyni, chc±c wys³aæ Moj¿esza do ludu, by wyprowadzi³ go z niewoli egipskiej, powo³uje siê na przodków?... „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba...” na pustyni odnawia pamiêæ ludu. Pamiêæ, która staje siê fundamentem nowego uobecniania siê Boga w¶ród ludzi. Boskie czyny staj± siê inspiracj± dla czynów ludzkich. Ziemia nape³nia³a siê moc±, aby dzia³y siê na niej wielkie rzeczy Boga. Aby po wiekach podjêta zosta³a pie¶ñ dziêkczynienia: „Wielbi dusza moja Pana, albowiem uczyni³ mi wielkie rzeczy”. Ta nowa obecno¶æ Boga przodków otwiera ³añcuch wydarzeñ, które stworz± naród wybrany, plemiê ludzi wolnych. To oni naucz± ludzko¶æ, jak trzeba Boga prawdziwego rozpoznawaæ, czciæ, wierzyæ Mu, a przede wszystkim oczekiwaæ na spe³nienie Jego najwiêkszej obietnicy: Przyjdzie Mesjasz, przyjdzie Zbawiciel!
Wpatruj±cy siê w p³omieñ krzewu tamaryszkowego Moj¿esz, zstêpuj±c z góry, niesie w swojej duszy nowy ogieñ - imiê Boga, Który Zawsze Jest, a który ongi¶ mówi³ do patriarchów: Abrahama, Izaaka i Jakuba. To Imiê Boga przodków staje siê legitymacj± Moj¿esza prowadz±cego naród z niewoli do wolno¶ci. A kiedy przyjdzie pe³nia czasu, Jezus Chrystus poprowadzi nowy lud Bo¿y dalej: od ¶mierci do zmartwychwstania. Tego saduceusze nie mogli poj±æ: Bóg ¿yje i jest Bogiem ¿ywych!

Eminencjo, Ekscelencje, czcigodni Duszpasterze akademiccy, ¿o³nierze pierwszej linii na froncie Boga – jak mawia³ Wujek – i wy, wszyscy Uczniowie i Przyjaciele Wujka! Przyszli¶my dzi¶ do¶wiadczyæ podobnego ognia z góry, który p³on±³ w sercu ksiêdza Aleksandra Zienkiewicza. Przyszli¶my do¶wiadczyæ prawdy, ¿e Bóg jest Bogiem ¿ywym i ¿ycie daj±cym. Przyszli¶my uczciæ Wujka, który nape³ni³ swoj± duchowo¶ci± nasze miasto. Gdzie nie pójdziemy – do urzêdów Wroc³awia, do szkó³, na uniwersytet, na politechnikê, do ¶rodowisk medycznych – wszêdzie tam spotkamy ¶lady jego duchowo¶ci, jego obecno¶ci. Bo naprawdê nie by³o dla ks. Aleksandra wa¿niejszej sprawy nad tê, by m³odym przekazaæ i nauczyæ przekazywaæ ten ogieñ z góry Synaj, ten ¿ar przebitego Serca z góry Golgoty, ten blask poranka Zmartwychwstania.

Sk±d u ks. Zienkiewicza taka determinacja pedagogiczna? Sk±d to mocne ukierunkowanie na m³odego cz³owieka, aby prowadziæ go do pe³ni cz³owieczeñstwa, a¿eby ¶wieci³ i p³on±³ Bo¿ym ogniem?... Znamy datê urodzin ks. Aleksandra Zienkiewicza: to by³ 12 dzieñ sierpnia 1910 roku. Ale Wujek w swej dojrza³ej m³odo¶ci prze¿y³ drugie swoje narodzenie: 1 sierpnia 1943 roku. Wtedy w³a¶nie hitlerowcy zamordowali w Nowogródku siostry nazaretanki, które ofiarowa³y swoje ¿ycie, ukrywaj±c ksiêdza Aleksandra. „Bo Twoje ¿ycie jest bardziej potrzebne ludziom. Skoro Bóg chce tej ofiary, sk³adamy j± tak¿e za ciebie”- powiedzia³y swemu kapelanowi. Wujek od tamtej chwili wiedzia³, ¿e zosta³o mu podarowane ¿ycie na nowo, ¿e ju¿ ono nie nale¿y do niego. Nie bêdzie siê wiêc ubiega³ o ¿adne stanowiska, ale ca³y odda³ siê pod rozkazy Boga. Jednocze¶nie by³ bardzo oddany s³u¿bie Ko¶cio³owi na ka¿dym wyznaczonym mu stanowisku. Wype³nia³ swoje zadanie wszêdzie tam, gdzie go posy³ali prze³o¿eni. By³ tak pos³uszny swemu ordynariuszowi, ¿e budzi³ zdumienie na Ostrowie Tumskim. Ka¿dy móg³ zauwa¿yæ, ¿e Wujek choæ nie sk³ada³ ¶lubów zakonnych, ¿y³ jak mnich: w celibacie, pos³uszeñstwie i ubóstwie. Niczego nie mia³, on po prostu by³. Jego kieszenie sutanny by³y jak konto bankowe, gdzie w jednej chwili jest wp³yw, a w drugiej wyp³yw gotówki. Na w³asne uszy s³ysza³em opowiadanie Wujka o tym, jak pewnego razu na ulicy kto¶ go zaczepia i mówi: „Ksiê¿e, wychodz±c z domu powiedzia³em sobie, ¿e pierwszego ksiêdza spotkanego na ulicy obdarujê pewn± kwot±, bo jestem wdziêczny Bogu za ³askê, któr± otrzyma³em”. A Wujek wtedy wyszepta³ wzruszony: ja niem±dry martwi³em siê od rana czym nakarmiê i ogrzejê studentów mieszkaj±cych pod „Czwórk±”. Ks. Zienkiewicz ¿y³ ¿yciem kap³añskim w wierno¶ci idea³owi Chrystusa Oblubieñca – czystego. ¯ycie wiód³ ¶wi±tobliwe, oddane tej jednej mi³o¶ci, jaka zeñ promieniowa³a do serc tych wszystkich m³odych, których Pan Jezus mu posy³a³ do pokoju na pierwszym piêtrze przy Katedralnej 4.
Warto przytoczyæ tu równie¿ ma³o znane wydarzenie z czasów zimnej wojny, które ¶wiadczy, ¿e Wujek by³ autonomiczny i dobrze zorientowany w sprawach spo³eczno-politycznych swojego czasu. Otó¿ by³y takie lata w naszej ojczy¼nie, gdy prawda by³a zamiatana pod dywan, lepiej ¿eby nie by³o jej widaæ. By³y takie lata, gdy robi³o siê wiele na pokaz dla Zachodu. By³ taki ruch, zwany pacyfistycznym, który stanowi³ zas³onê dymn± dla polityki zbrojeñ wielkiego mocarstwa za nasz± wschodni± granic±. Moskwie chodzi³o o to, by w opinii publicznej, stworzyæ potê¿n± moraln± zaporê sprzeciwu wobec amerykañskich „pershingów” wycelowanych w Zwi±zek Sowiecki. Znale¼li siê w naszym mie¶cie tacy postêpowi katolicy, którzy zorganizowali pacyfistyczne sympozjum i na nim zredagowali wielkie pacyfistyczne o¶wiadczenie. Zaproszeni byli przedstawiciele ró¿nych ¶rodowisk. Wroc³awskiego ordynariusza reprezentowa³ w³a¶nie Wujek. Gdy dosz³o do sk³adania podpisów pod deklaracjê, Wujek mówi: „Nie podpiszê”. O, jak to, ksiê¿e Pra³acie, nie jest Ksi±dz za pokojem?”. „Jestem za pokojem i wiem, gdzie jest ¼ród³o pokoju. Deklaracji jednak nie podpiszê”. Tumult siê zacz±³ i dezorganizacja. Ju¿ tyle z³o¿ono podpisów, a ten Bo¿y cz³owiek nie chce podpisaæ, to musi co¶ znaczyæ. A Wujek wreszcie odpowiada: Dobrze, podpiszê, je¶li tam dodacie obok Nie chcemy amerykañskich „pershingów” równie¿ zdanie: Nie chcemy sowieckich pocisków SS-20. Rêce wszystkim opad³y. Zaczêto siê wykre¶laæ ze wstydem z listy podpisów.

Wujek mia³ w sobie duchow± moc. Sk±d czerpa³ tê moc? Je¿eli siê przygl±damy jego ¿yciu, jak¿e skromnemu, to przede wszystkim spotykamy prawdê o cz³owieku rozmodlonym. Cz³owiek na klêczkach. Nie ma tutaj nikogo, kto by nie widzia³ Wujka klêcz±cego na modlitwie, czasem w jego pokoju na piêtrze, a najczê¶ciej w ko¶ciele ¦w. Aposto³ów Piotra i Paw³a. Przychodzili¶my na Mszê ¶wiêt± do tego ko¶cio³a, a Wujek ju¿ tam by³. Cz³owiek g³êbokiego ¿ycia wewnêtrznego, dla którego modlitwa by³a nie tyle wyj±tkowym stanem duszy, co chlebem powszednim, nieodzownym pokarmem, który dawa³ mu energiê od rana na ca³y dzieñ. A wiemy, ¿e dzieñ Wujka koñczy³ siê bardzo pó¼no.
Pamiêtam ¿artobliw± sytuacjê z okresu stanu wojennego. Wujek przyszed³ kiedy¶ do sto³ówki kurialnej przy ulicy Katedralnej i powiedzia³: „Wiecie, kochani, ja to nawet siê cieszê, ¿e jest ten stan wojenny”. - Wujku, jak¿e to tak? „A tak, bo o dwudziestej jestem ju¿ wolny, mogê sobie poczytaæ, pomodliæ siê, ulice s± puste, w mieszkaniu cisza”. To by³ ¿art, ale w³a¶nie on pokazuje styl pracy Wujka bez ram czasowych.

Poza ambon± w katedrze, pod „Czwórk±” i w wielu ko¶cio³ach archidiecezji, miejsce mocno „zasiedziane” przez ks. Aleksandra Zienkiewicza to konfesjona³. Pamiêtam jak w Wielkim Tygodniu przychodzi³ zaaferowany i mówi³: „Kochany, kochany, zrobi³em tutaj tak± listê, kto chce, mo¿e siê wpisywaæ (chodzi³o o dy¿ury), bo ludzie czekaj±. Niejeden z nas mo¿e po¶wiadczyæ, ¿e ks. Aleksander by³ jak skórzany mocny wór, do którego wsypywali¶my wszystko, co w nas najgorsze, ¿eby siê wyzbyæ, ¿eby siê uwolniæ, wstaæ od kratek i i¶æ uradowanym, prze¿egnanym krzy¿em rozgrzeszenia w imiê Chrystusa. Wujek spowiednik, kierownik duchowy nieoceniony, nie znaj±cy spoczynku. Nie by³o niedogodnej pory dnia, wyznaczonych godzin. Skoro kto¶ przychodzi z tak± bied± serdeczn± swojego sumienia, Wujek s³ucha³, poucza³ i wypuszcza³ jak skowronka z konfesjona³u.
Uczyli¶my siê mi³o¶ci kap³añskiej Wujka do Chrystusa przede wszystkim z jego skupienia podczas Eucharystii, z jego mi³o¶ci z jak± wypowiada³ s³owa konsekracji. Na homiliach mówi³ o Chrystusie jak o kim¶ najbli¿szym, który tu mieszka, który nas s³ucha, patrzy na nas. Nota bene: ile¿ przynosili¶my Wujkowi smutku (trzeba siê uderzyæ we w³asn± pier¶), kiedy nam brakowa³o skupienia na Mszy ¶wiêtej, kiedy spó¼niali¶my siê... (Te stare owieczki czwórkowe nie nauczy³y siê do dzi¶ punktualno¶ci). A Wujek siedzia³ naprzeciw drzwi i wewnêtrznie krzycza³, bo jedna czê¶æ czwórkowiczów by³a w ko¶ciele ¦w. Piotra i Paw³a, a druga k³êbi³a siê w zakrystii. Cierpia³, on naprawdê wtedy cierpia³. I dlatego przychodzi³ przede Msz± ¶w., kiedy nikogo jeszcze nie by³o i klêcza³. A kto bli¿ej zna jego ¿ycie to wie, ¿e krzy¿em le¿a³.
Czy Ks. Aleksander Zienkiewicz, wychowawca i przewodnik m³odzie¿y akademickiej, nie mia³ ¿adnych wad, ni plam? A có¿ by to by³a za osobowo¶æ na ziemi, która nie ma zetkniêcia bia³ego z czarnym? Znamy i pamiêtamy utyskiwania Wujowe nad swoj± niedoskona³o¶ci±! A ka¿dy, kto go bli¿ej zna³, wie, ¿e Wujek do koñca swoich dni nie przesta³ pracowaæ nad sob± wewnêtrznie. W ostatnich latach ¿ycia uczy³ siê ci±gle na nowo, bo si³ brakowa³o, cierpliwego kochania wci±¿ przychodz±cych doñ nowych studentów. Umia³ pokochaæ ka¿dego. Jego modlitwa obejmowa³a wszystkich, dobrych i z³ych, sz³a za ka¿dym cz³owiekiem, gdziekolwiek by³. Jego kartki, listy, które przechowujemy w naszych domach ¶wiadcz± a¿ nadto o tym. Tak, Wujek pamiêta³ o wszystkich i o ka¿dym, bo wk³ada³ ka¿d± poznan± osobê w skarbonê swoich modlitw. Wspólna z Wujkiem Msza ¶wiêta, zw³aszcza w ostatnich latach jego ¿ycia, by³a prze¿yciem prawdziwej Tajemnicy – dotykaniem Boga staj±cego siê na o³tarzu w chlebie i winie, ale te¿ Boga mieszkaj±cego w cz³owieku. A przy tym obserwowali¶my Wujka coraz bardziej zaniepokojonego, coraz bardziej widz±cego swoj± niedoskona³o¶æ i zaaferowanego tym, ¿e tyle z³a jest jeszcze na ziemi. Wujek chcia³ Bogu oczy¶ciæ tê ziemiê, chcia³, aby Bóg mieszka³ jak król w naszych sercach, a¿eby Mu siê wszystko w nas podoba³o... I czu³ swoj± bezradno¶æ, wyciekaj±ce si³y i czas, który bieg³ coraz szybciej, jakby chcia³ dogoniæ wieczno¶æ.

Ogieñ z góry Synaj, który Moj¿esz wzi±³ w swe serce i zaniós³ do ludu niewolników, by sta³ siê ludem wolnym Boga Jahwe, p³on±³ równie¿ w duszy ks. Aleksandra Zienkiewicza. Wujek to Moj¿esz naszych czasów, któremu Bóg powierzy³ ¶wiat³o wiary i ogieñ mi³o¶ci, aby przekazane m³odemu pokoleniu czyni³y wroc³awian lud¼mi prawdziwie wolnymi. Do koñca swoich dni na ziemi Wujek pozosta³ m³ody. Do koñca by³a m³oda jego ¿ywa wiara. Do koñca ¿y³ nadziej± i mi³owa³ jak nastolatek Pana Boga i ludzi z ca³± eufori± i rado¶ci± ducha.
Wujek to ¶wi±tobliwa postaæ absolutnie nie do zapomnienia we Wroc³awiu! Dlatego prosimy dzi¶ publicznie naszego Arcypasterza, aby sprawa przygotowania procesu beatyfikacyjnego o¿y³a. Wyniesienie na o³tarze polskiego kap³ana, któremu ¿ycie zosta³o ponownie podarowane i które on w ca³o¶ci ofiarowa³ m³odzie¿y akademickiej, bêdzie potrzebnym zastrzykiem potêguj±cym rado¶æ i mi³o¶æ Bo¿± we Wroc³awiu, na Dolnym ¦l±sku, w ca³ej Polsce, a nawet na emigracji, dok±d wichry historii wygna³y wielu „czwórkowiczów”.
Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, ten sam Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa obecnego w Eucharystii po¶ród nas, niech pob³ogos³awi wszystkim, którzy pracuj± nad uwidocznieniem heroiczno¶ci cnót w podarowanym ¿yciu ks. pra³ata Aleksandra Zienkiewicza. Amen.

Katedra wroc³awska, 19.11.2005r.
2005

Wicej