JAN PAWE£ II:

Ka¿dy musi byæ przygotowany

do tego, ¿e stanie

przed Panem i Sêdzi±.


Rozwi

Wywiad nt.
PAMIÊÆ PO 25 LATACH

Rozmowa z ksiêdzem Miros³awem Drzewieckim

Jak ksi±dz wspomina 13 grudnia 1981roku?

O stanie wojennym dowiedzia³em siê wczesnym rankiem w drodze do katedry. Pamiêtam, ¿e by³em, nie tylko zreszt± ja, zdezorientowany. Samo pojêcie „stan wojenny” by³o wtedy czym¶ dziwnym. Nigdy dot±d w Polsce nie prze¿ywali¶my czego¶ takiego. Nie wiadomo by³o, jak na to zareagowaæ, ale ju¿ wkrótce dotar³y wiadomo¶ci, ¿e wielu ludzi w nocy mia³o wizyty w swoich domach, z których byli zabierani ludzie „Solidarno¶ci”. Jeden drugiemu opowiada³ „u tamtego byli, tego wziêli, u innych dziecko dozna³o szoku psychicznego na widok uzbrojonych ¿o³nierzy wal±cych kolbami do drzwi” itd.
Ju¿ podczas pierwszej Mszy ¶w. zacz±³em mówiæ, choæ jeszcze delikatnie, ¿e to jest agresja, przedziwna wojna, w której w³adza napad³a na swój naród.

Co przynios³y kolejne dni?

Wszêdzie: w zak³adach pracy, na uczelniach, w szko³ach, w kurii, na plebaniach pojawiali siê komisarze Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego siej±c atmosferê strachu. Lêk potêgowa³ siê na widok czo³gów i uzbrojonych ludzi na ulicach– tego w³a¶nie w³adza chcia³a. Ponadto dociera³o coraz wiêcej informacji o rewizjach, aresztowaniach, przes³uchaniach, o zgarnianych w pracy robotnikach – przepadali bez wie¶ci na wiele dni. Represje w³adz objawia³y siê dokuczliwie w kontrolowaniu poczty i w ograniczeniu przemieszczania siê samochodami po kraju. Aby wyjechaæ poza Wroc³aw, potrzebne by³y specjalne przepustki. Po benzynê reglamentowan± sta³o siê w kolejce na Bielanach po dwie doby. Pamiêtam, ¿e kiedy¶ jecha³em samochodem do Opola z siostrami zakonnymi i zatrzyma³ nas patrol na drodze. Milicjanci za¿±dali, aby otworzyæ baga¿nik. Nie wychodz±c z auta spokojnie wykonali¶my polecenie, bo wiedzieli¶my, ¿e baga¿nik jest pusty. W drodze, tkniêci przeczuciem, zatrzymali¶my siê po kilku kilometrach i otworzyli¶my baga¿nik. W ¶rodku le¿a³a jaka¶ paczka.

Co by³o w paczce?

Nie wiem, bo wyrzucili¶my j±, nie by³a ciê¿ka, owiniêta w gazety. Wkrótce zatrzyma³ nas kolejny patrol. Facet z radiotelefonem przy uchu od razu za¿±da³ otwarcia baga¿nika, po czym w¶ciek³y, zupe³nie siê z tym nie kryj±c, przez aparat ruga³ kogo¶, ¿e on tu ¿adnej paczki nie widzi. Ta historia werystycznie maluje tamt± atmosferê zastraszenia i nieskrêpowanej manipulacji w³adzy. Nie mo¿na nie wspomnieæ o bardziej przejmuj±cych wydarzeniach, jak np. wy³±czanie telefonów domowych (komórek jeszcze wtedy nie by³o) czy ca³kowita kontrola rozmów telefonicznych w biurach. Wy³±czanie energii elektrycznej zaowocowa³o ¶miertelnymi wypadkami niemowlaków w inkubatorach. W takich warunkach nie mo¿na by³o wezwaæ karetki pogotowia ratunkowego, chorzy na dalekich wsiach czy te¿ ranni w wypadkach konali bez pomocy lekarskiej. Wieczorami ulice by³y puste i ciemne, od 20-tej obowi±zywa³a godzina milicyjna. Tylko patrole, jak z³e widma, jawi³y siê miêdzy domami. W bia³y dzieñ nie wolno by³o siê spotykaæ na ulicach, nawet 3-osobowe grupki by³y legitymowane i rozpêdzane przez MO czy ORMO. Wszystko to sk³ada³o siê na tê straszn± atmosferê stanu wojennego. W rodzinach panowa³ ból, ¿al i rozpacz po mê¿czyznach i kobietach zabranych do wiêzienia czy „internatu”. Bieda szybko zaczê³a go¶ciæ w polskich domach. Racje ¿ywno¶ciowe sprzedawane na kartki czêsto nie wystarcza³y, a do tego trzeba by³o po nie staæ d³ugie godziny w kolejkach. Wielu ludzi w obawie przed represjami ucieka³o z miasta. Wielu dzia³aczy solidarno¶ciowych zesz³o do podziemia. ¯ycie kulturalne zamar³o. W teatrach bojkot, aktorzy teatralni i telewizyjni odmówili wspó³pracy z WRON-±. ¦wiêta Bo¿ego Narodzenia prze¿ywane by³y w smutnej ciszy i g³êbokiej trosce o los tysiêcy wiê¼niów politycznych.

Jak mo¿na by³o ¿yæ w takim zastraszeniu?

Dopiero we ¶rodê, 13 stycznia 1982 roku, miesi±c po og³oszeniu stanu wojennego, jako¶ zesz³o z ludzi to ciê¿kie powietrze. T³umy w katedrze na pierwszej Mszy za Ojczyznê odetchnê³y otuch±. Pamiêtam, w czasie Mszy trwa³a atmosfera g³êbokiego skupienia i ¿arliwej modlitwy. G³osz±c wtedy kazanie, czu³em siê jak zahipnotyzowany t± cisz± s³uchaj±c±. Ludzie w ukryciu nagrywali kazanie na swoje magnetofony. Pó¼niej tekst przepisywany kr±¿y³ po mie¶cie i po Polsce. Trafi³ nawet do Watykanu. Polacy przestali siê baæ. Zaczê³y pojawiaæ siê ¿arty i anegdoty ob¶miewaj±ce w³adzê ludow± z czarn± wron± na czo³gach. Odmieni³ siê te¿ stosunek mieszkañców do ¿o³nierzy patroluj±cych miasto. Zaczêto rozmawiaæ z ¿o³nierzami, przewa¿nie przywiezionymi z innych czê¶ci Polski. Byli to m³odzi, Bogu ducha winni ch³opcy. Styczeñ by³ bardzo mro¼ny, na ulicach p³onê³y „kozy”- ogniska w koszach metalowych. Kobiety przynosi³y ch³opakom gor±c± zupê w s³oikach.

A¿ taka przemiana nast±pi³a?...

Ogromna. Trzeba pamiêtaæ, ¿e jednym ze ¶rodków represyjnych by³o t³umne powo³anie m³odych ludzi do wojska. Ubierano ich w mundury i wysy³ano w Polskê. Byli og³uszeni tym, co siê z nimi sta³o. W obcym mie¶cie czuli siê zagubieni, bezradni.
Pamiêtam: le¿a³em „internowany” w szpitalu uczelnianym na pl. Katedralnym. Pod oknem mej sali dy¿urowa³ jeep z d³ugimi antenami radiowymi, ale tylko do godziny piêtnastej. W któr±¶ niedzielê ju¿ po godz. 21:00 zaczêli do bramy dobijaæ siê dwaj uzbrojeni ¿o³nierze. Chcieli widzieæ siê z ks. Drzewieckim. M³oda pani doktor na dy¿urze stanê³a w drzwiach i dramatycznie zawo³a³a: po moim trupie! Przez jej ramiê zauwa¿y³em m³ode, wcale nie wojownicze twarze. Poprosi³em lekarkê, by ich dopu¶ci³a do mojego ³ó¿ka. ¯o³nierze zdjêli he³my, od³o¿yli ochraniacze i pa³ki, i zaczêli mówiæ. Otrzymali zadanie do godz. 22:00 zrobiæ wywiad ¶rodowiskowy na mój temat. Nikogo we Wroc³awiu nie znali. Na ulicy nikt nie chcia³ z nimi na ten temat rozmawiaæ. Wreszcie kto¶ im poradzi³: id¼cie do tego szpitala. I przyszli. Ile¿ wdziêczno¶ci widzia³em w ich oczach, gdy przed dziesi±t± wieczorem wychodzili z zapisan± kartk± papieru. Na odchodnym powiedzieli: dziêki, uratowa³ nas ksi±dz.

Czy by³o wiêcej takiej ludzkiej solidarno¶ci?…

Tak. Polacy w trudnych sytuacjach potrafi± byæ solidarni. Msze ¶w. za Ojczyznê umacnia³y tê wiê¼, wlewa³y w serca otuchê i wyzwala³y odwagê. Spo³eczeñstwo zorganizowa³o sobie drugi obieg ¿ycia kulturalnego. Teatry by³y zamkniête, ale ludzie spotykali siê na spektaklach w prywatnych mieszkaniach. Teatr wêdrowny obje¿d¿a³ parafie Dolnego ¦l±ska. Pozamykano galerie artystyczne, ale arty¶ci zaczêli wystawiaæ swe prace w ko¶cio³ach. Na tym ugorze kulturowym arty¶ci we Wroc³awiu potrafili zorganizowaæ dwa ogólnokrajowe sympozja na temat: „Droga i Prawda” i kilkadziesi±t wystaw plastycznych. W ten sposób nasze miasto w 1983 roku przygotowywa³o siê do wizyty Ojca ¶wiêtego Jana Paw³a II.


To wszystko, co ksi±dz opowiada, jest w du¿ej mierze dzi¶ zapomniane. Dla m³odych ludzi urodzonych w 1980 r. stan wojenny to co¶ tak odleg³ego jak bitwa pod Grunwaldem.

Ale bitwa pod Rac³awicami nie jest wroc³awianom (i nie tylko) odleg³a, prawda? Z pewno¶ci± trzeba oddzia³ywaæ ró¿nymi atrakcyjnymi sposobami na pamiêæ. Odnawiaæ pamiêæ. Budowaæ wyobra¼niê m³odych Polaków obrazami bohaterstwa, mêczeñstwa i chwa³y naszej Ojczyzny. Tak jak w stanie wojennym ks. Prof. Tischner nawo³ywa³ do „pracy nad prac±”, tak dzi¶ trzeba toczyæ „pracê nad szko³±”: nad uczniami, nie tylko przez zaostrzenie dyscypliny, i nad kadr± nauczycielsk± poprzez wskazywanie chrze¶cijañskich fundamentów w procesie formowania nowego cz³owieka. Przera¿aj±ca jest bezideowo¶æ wychowawcy!
Aby ocaliæ od zapomnienia to, co prze¿ywa³a Polska przed dwudziestu piêciu laty, „Solidarno¶æ” przy Politechnice Wroc³awskiej wydaje p³ytê z nagraniami ¶wiadectw s³ownych tamtego czasu z zamiarem rozprowadzenia w szko³ach. Szczególnie cenne s± tam kazania wyg³oszone przez ks. Jerzego Popie³uszkê. Dzi¶ s± to s³owa na wagê z³ota. Niemal relikwie! Mo¿na bêdzie us³yszeæ równie¿ pierwsze kazanie w stanie wojennym wyg³oszone we wroc³awskiej katedrze.

Co ksi±dz czê¶ciej wspomina z tego okresu? Ogrom z³a wyrz±dzony przez totalitarn± w³adzê, czy solidarno¶æ ludzi, zbieraj±cych siê w ko¶cio³ach na manifestacjach?

Z³o d³ugo siê pamiêta, bo boli. Ale i ten ból z czasem mija. Kiedy¶, podczas jednego z licznych mêcz±cych przes³uchañ, zadano mi pytanie: dlaczego ksi±dz mówi takie kazania? Odpowiedzia³em: bo trzeba braæ w obronê skrzywdzonych ludzi. Po do¶wiadczeniach stanu wojennego i wobec tego, co kryptokomuna wci±¿ czyni od roku 1989, zagnie¿d¿a siê w cz³owieku pamiêæ g³êbokiego przekonania: nigdy nie uwierzê w s³owa, choæby najpiêkniejsze, wypowiedziane przez cz³onka lewicy, choæby o najprzyjemniejszej twarzy. Nie mo¿e prawdziwie kochaæ cz³owieka kto¶, kto nie kocha Boga.
Najlepsze moje wspomnienia dotycz± pracy wspólnej z artystami w Duszpasterstwie ¦rodowisk Twórczych, a nastêpnie tworzenie i prowadzenie Katolickiego Radia RODZINA we Wroc³awiu. Najg³êbszych jednak prze¿yæ dozna³em w konfesjonale, obserwuj±c Bo¿± ³askê przemiany wewnêtrznej zagubionego cz³owieka.

Do¶æ powszechne jest przekonanie, ¿e stan wojenny zabi³ w polskim spo³eczeñstwie aktywno¶æ obywatelsk±.

Wprost przeciwnie. Wiele jest znaków zaprzeczenia dla tego przekonania. Miêdzy innymi ¶wiadczy o tym dzia³alno¶æ ludzi w strukturach podziemnej „Solidarno¶ci”, w twórczo¶ci wydawanej bez debitu, czy te¿ we wszystkich komitetach charytatywnych diecezjalnych pomagaj±cych wszystkim pozbawionym wolno¶ci i ich opuszczonym rodzinom. Towarzyszy³em ofiarnej s³u¿bie Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego we Wroc³awiu. Mogê zawsze daæ chlubne ¶wiadectwo o tym niezmordowanym i owocnym trudzie ludzi wielkiej, wspó³czuj±cej mi³o¶ci. Oni nie bali siê represji i nie czekaj± na pochwa³y.

Co ksi±dz s±dzi o dzisiejszej „Solidarno¶ci”?

Nie mnie s±dziæ „Solidarno¶æ”. Z ca³± pewno¶ci± ju¿ nie bêdzie mo¿na my¶leæ o Polsce bez „Solidarno¶ci”. Kto tak zechce uczyniæ, bêdzie k³amc± i szubrawcem. To tu, na naszej ziemi, przed æwieræwieczem otwar³o siê ¼ród³o wielkiego ruchu solidarno¶ciowego - dziesiêæ milionów serc i ust wo³aj±cych skutecznie o wolno¶æ i o chleb. Pamiêæ o tej wielkiej solidarno¶ci polskich r±k, z trudem i w cierpieniu ugniataj±cych w politycznej glinie nowy kszta³t ustrojowy Ojczyzny, nie mo¿e zagin±æ. Przenios± j± w nastêpne pokolenia prawe sumienia uczciwych patriotów.

Ale chyba widzi ksi±dz zmiany, jakie zasz³y w „Solidarno¶ci”?... Gdzie s± te miliony ludzi?

Nie jest tak ¼le. Miliony widzê w woli Polaków tworz±cych now± Rzeczpospolit± bez uk³adów kolesiowych, sprawiedliw± i praworz±dn±, bez sowietyzmu i libertynizmu. Proszê zauwa¿yæ ten wielki trud mimo ³obuzerskich i niszcz±cych poczynañ politycznych „przeszkadzaczy”… Czy widzê zmiany w „Solidarno¶ci”? A kto ich nie widzi? Ale najpierw widzê to, co uczyni³ Jan Pawe³ II. Wyprowadzi³ korzenie, daj±ce soki ¿ywotne dla „Solidarno¶ci”, ze ¼róde³ biblijnych, nadprzyrodzonych: „Jeden drugiego brzemiona no¶cie!” To daje pewno¶æ trwania. Jednocze¶nie trzeba sobie u¶wiadomiæ, ¿e „Solidarno¶æ” to twór wielu bardzo ró¿nych ludzi. Jej dzieje to równie¿ historia ich egoizmów, w³asnych interesów, pychy i mia³ko¶ci umys³owej, lenistwa i zazdro¶ci, pragnienia w³adzy i b³yszczenia nad innymi… Ca³a scheda grzechu pierworodnego. Nie wiem, czy to jest zabieg uprawniony, ale widzê tu, mutatis mutandis, podobieñstwo do obrazu Ko¶cio³a jako rzeczywisto¶ci tak¿e ludzkiej.

Czy „Solidarno¶æ” jest jeszcze potrzebna?

Ks. Jerzy Popie³uszko na rok przed sw± mêczeñsk± ¶mierci±, a wiêc w okresie ostrego terroru komunistycznego, powiedzia³: „Niech nikt nie mówi, ¿e solidarno¶æ ponios³a klêskê. Ona idzie do zwyciêstwa. Idzie powoli. Ale coraz mocniej wrasta w Naród”. Wrastanie w polskie spo³eczeñstwo wielkich warto¶ci wpisanych w ideê „Solidarno¶ci” jest ci±g³ym obowi±zkiem i prac±, i honorem ludzi spod sztandaru Bia³o-Czerwonej.
Mam kontakt z „Solidarno¶ci±” zak³adow± na Politechnice Wroc³awskiej. Obserwujê ofiarn± s³u¿bê tej ma³ej komórki dla wielkiej spo³eczno¶ci uczelnianej. Dopóki bêdzie organizowana pomoc dla potrzebuj±cych, dopóki bêdzie skuteczne upominanie siê o ludzi najmniej zauwa¿anych w czarnej robocie dla profesorów i studentów, dopóki trwaæ bêdzie wysi³ek organizacyjny dla integracji ca³ej spo³eczno¶ci – „Solidarno¶æ” bêdzie tu niezbêdna. „Solidarno¶æ” w Polsce jest potrzebna, by ods³aniaæ piêkn± przesz³o¶æ, odnawiaæ pamiêæ Narodu, stawiaæ przed oczy Polakom idea³y i warto¶ci duchowe, najwy¿sze i nieprzemijaj±ce. „Solidarno¶æ” jest konieczna jako g³os sprzeciwu wobec g³upoty i prywaty mo¿nych tego ¶wiata, wobec pazerno¶ci i nieprawo¶ci pracodawców, wobec niezdrowej i zabijaj±cej prawdê sensacyjno¶ci mediów. „Solidarno¶æ” musi byæ stra¿nikiem z takim trudem wywalczonej wolno¶ci. Nie ma przedawnienia dla „Solidarno¶ci”, bo jak mówi Norwid: „Nie-prze-palony jeszcze glob, Sumieniem!”

Rozmawia³ Marcin Raczkowski, Wroc³aw, 17 listopada 2006r.

2012-10-13


Wicej