JAN PAWE£ II:

Ka¿dy musi byæ przygotowany

do tego, ¿e stanie

przed Panem i Sêdzi±.


Rozwi

MAMY PATRONA!
Wroc³aw, 4.10.2011r.
Kaplica cmentarna
p.w. Zmartwychwstania Pañskiego


MAMY PATRONA!
Kazanie na Mszy ¶w. pogrzebowej ¶p. Ryszarda Wroczyñskiego
(tekst autoryzowany)
"Wszystko, co mi daje Ojciec, do mnie przyjdzie"(J 6,7).
Nie bêdziemy siê tu oficjalnie witaæ, bo nas Pan Jezus przywita³ z poleceniem po¿egnania ¶p. Ryszarda Wroczyñskiego, przewodnicz±cego Komisji Zak³adowej NSZZ Solidarno¶æ Politechniki Wroc³awskiej. Chcemy po¿egnaæ po chrze¶cijañsku, to znaczy ziemi oddaæ cia³o, bo z ziemi jest wziête i do ziemi powraca. Ale ducha oddamy Bogu, bo od Boga wyszed³, losem jego i celem jest wróciæ do Boga.
Tak, ale my¶my siê spodziewali! W³o¿yli¶my tyle troski, zabiegów - szpital jeden, szpital drugi, we Wroc³awiu, poza Wroc³awiem z najlepiej wyposa¿on± sal± operacyjn± – aby go wyleczyæ! A ile modlitw pop³ynê³o pod Niebo! My¶leli¶my tylko o tym, by wyszed³ z choroby. Nie wyszed³. Odszed³. Wyzion±³ ducha... Dlaczego? Dlaczego nie zostali¶my wys³uchani? Przecie¿ Ryszard by³ tak bardzo nam potrzebny! - Pan Bóg nam odpowiada: „My¶li moje nie s± my¶lami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8). Nie zagl±dajmy wiêc Panu Bogu do rêkawa. Do¶wiadczyli¶my w ostatnich dziesi±tkach lat w najgorêtszych procesach naszego ¿ycia spo³ecznego, ¿e cz³owieka, który nam przewodzi³, Pan Bóg zabiera³ do siebie. Tak by³o przecie¿ z Prymasem Tysi±clecia. Nam siê wydawa³o, ¿e powinien jeszcze z nami byæ, choæ schorowany i wiekowy nie powinien odej¶æ. Ale Pan Bóg my¶li inaczej, ma sobie tylko znane sekrety.
¯egnamy dzi¶ cz³owieka bardzo nam potrzebnego – bo ta ¶mieræ niczego nie obala – on odcisn±³ mocne piêtno, zostawi³ swój indywidualny ¶lad dla Solidarno¶ci Politechniki, dla Wroc³awia, dla Dolnego ¦l±ska. Ryszard pracowa³ w Uczelni i dzia³a³ w Zwi±zku zawsze dla ludzi. Otaczali go chêtnie, bo chêtnie z nimi by³ i chêtnie im pomaga³. Nie najwa¿niejsze by³y dla niego uroczyste jubileusze i manifestacje, wystawy i koncerty, choæ przy ich organizowaniu wk³ada³ ca³e serce, si³y i czas. Dla Ryszarda Wroczyñskiego praca w Zwi±zku to przede wszystkim s³u¿ba ludziom. Dba³ o to, aby ka¿dy odchodz±cy na emeryturê zosta³ sprawiedliwie zabezpieczony na godne ¿ycie, by nie ominê³y nikogo nale¿ne ró¿ne dodatki. Uwa¿a³, ¿e po okresie wspania³ym Solidarno¶ci, po bohaterskim kroczeniu wysokimi drogami idei, nale¿a³o zej¶æ na ziemiê i nie traciæ z oczu pracowników tu i teraz. Widzia³ dok³adnie, jak wielu z tych, co wspiêli siê na szczyty w³adzy po plecach wielomilionowej rzeszy Polaków, potrafi³o tam gardziæ lud¼mi, a nawet niszczyæ sam± ideê Solidarno¶ci. Ryszard nie zapomnia³ Bo¿ego nakazu, przypomnianego przez Jana Paw³a II, wspieraj±cego ruch Solidarno¶ci: „jedni drugich brzemiona no¶cie!”. Solidarno¶æ dla Ryszarda by³a ide±, która ma ³±czyæ ludzi ze sob± po to, by siê nawzajem wspomagali. Zadaniem ludzi Zwi±zku ma byæ obrona warto¶ci chrze¶cijañskich i powszechnych praw ludzi pracy. Ryszard jako szef Solidarno¶ci Politechniki Wroc³awskiej, razem z innymi, wszelkimi sposobami i ¶rodkami prawnymi zabezpiecza³ i egzekwowa³ pomoc dla tych, którzy ju¿ wypracowali swoje ¿ycie. Dla tych, którzy s± niejako korzeniami Uczelni, wzmocnili sw± prac± fundamenty tej stuletniej wszechnicy technicznej naszego miasta. Ryszard z Politechnik± by³ zwi±zany od pocz±tku swej przygody naukowej, od studenta przez wszystkie stopnie a¿ do stanowiska docenta. Umia³ pamiêtaæ o wszystkich, o profesorach, o rówie¶nikach, o wspó³pracownikach i o m³odzie¿y. Czêsto jego twarz zmiêta i poszarza³a z niewyspania by³a stygmatem odpowiedzialno¶ci wobec zadañ i ludzi. Zarwa³ noc i t³umaczy³ siê nieporadnie przyjacio³om: przecie¿ musia³em przygotowaæ na dzi¶ zajêcia ze studentami. Zawsze mocno zapracowany. M³odzie¿ odwzajemnia³a ten szacunek. Pamiêtamy jego drobn± postaæ, niewyró¿niaj±c± siê w¶ród innych, otoczon± m³odymi. On nikogo nie ¶mia³ potraktowaæ z góry, nie chcia³ byæ mentorem, co wie najlepiej. Z uwag± s³ucha³ innych.
Teraz, drogi Ryszardzie, spoza drzwi wieczno¶ci od tronu Bo¿ego, mo¿esz nas pouczyæ. Tak, to wielka ³aska i trzeba na ni± zas³u¿yæ, by - w ¶wietle prawdy o obcowaniu ¶wiêtych -pozostawaæ obecnym wci±¿ w¶ród swoich przez przyk³ad ¿ycia. Ty ju¿ wiesz doskonale, ¿e nasza pamiêæ jest krucha i wyciekaj±ca. Ale gdy owiniemy j± w modlitwê, wzniesie siê do Boga, a Bóg nie zapomina i nam nie pozwoli zapomnieæ o mi³o¶ci, o przyja¼ni. Poszed³e¶, Rysiu, na drug± stronê rzeczywisto¶ci. Op³akujemy ciebie. Niektórzy z³oszcz± siê na ¶mieræ, niektórzy boj± siê ¶mierci, a wszyscy jeste¶my pe³ni ¿alu. To takie ludzkie. Ale nie tak trzeba traktowaæ ¶mieræ. Ona nie jest najwa¿niejsza. Oczywi¶cie, dla ludzi pozbawionych wiary i ufno¶ci w Bogu, ¶mieræ gra inn± rolê, niewidzialnie przewodzi cz³owiekowi. Bierze go pod rêkê i ledwie wyczuwalnie prowadzi przez ¿ycie. Zrazu biega siê po rozkwit³ej ³±ce, kroczy siê przez sady owocuj±ce, zbiera siê owoce takie czy siakie. Kto¶ po drodze przypina cz³owiekowi ordery, medale i odznaczenia. Jest nieraz bardzo wygodnie i rado¶nie. W koñcu jednak ¶mieræ sprowadza cz³owieka na ziemiê z wykopanym do³em. W oczach niewierz±cych to ju¿ jest definitywny koniec. ¦mieræ im nie zaprzecza.
Stoj±c tu nad trumn± obsypan± kwiatami my¶limy: czy Bóg nie ma tu nic do powiedzenia? - Ma! I powiedzia³ przez swojego Jednorodzonego Syna. Jezus staje przed nami w Eucharystii i wo³a: ludzie, zechcia³em ¿yæ jak wy i umar³em dla was, aby zmartwychwstaæ i poci±gn±æ was za sob±. Bóg odpowiada z najwy¿sz± mi³o¶ci±, w któr± istotnie w³±czony jest cz³owiek. Przez ca³± historiê my¶li ludzkiej ró¿ne imiona nadawano ¶mierci i ró¿nie j± oceniano. Ale chyba najtrafniejsz± ocenê da³ czwarty z wielkich wieszczów polskich, Cyprian Kamil Norwid. Powiedzia³ o ¶mierci:
A jednak ona, gdziekolwiek wziê³a,
t³o – nie istotê, co na tle – rozdar³szy,
prócz chwili, w której wziê³a, nic nie wziê³a.
- Cz³ek od niej starszy!
Starszy jest Cz³owiek od ¶mierci chronologicznie, bo ¶mierci jeszcze nie by³o, gdy Bóg stwarza³ ludzko¶æ. Starszy te¿ znaczy tu: godniejszy, bo stworzony przez Boga samego. Wiêkszy od ¶mierci jest Cz³ek o ca³e Niebo, bo ona nigdy nie dostanie siê do Nieba. Cz³owiek ma w sobie Bo¿ego ducha, który stworzony zosta³ dla wieczno¶ci. ¦mieræ istnieje tylko w czasie, który przeminie z kretesem. ¦mieræ zabiera cz³owiekowi tylko to, co towarzyszy mu w ¿yciu dla objawienia siê w¶ród stworzeñ, jako t³o zauwa¿alne – cia³o. Niczego wiêcej!
Zapytajmy jeszcze, co nam mówi s³owo w dzisiejszej liturgii? Co nam mówi Jezus Chrystus? – Nie o ¶mierci mówi – ale o przechodzeniu. „Wszystko, co mi daje ojciec, do mnie przyjdzie, a tego, który do mnie przychodzi, precz nie odrzucê” (J 6, 7). I tutaj, moi drodzy, niech siê zamkn± nasze ¿ale. Wszystkie kubeczki, kube³ki pe³ne ³ez zamknijmy. Ryszard stan±³ ju¿ przed Tronem Boga zbawiaj±cego. Przecie¿ Ryszard nale¿a³ ca³ym swoim ¿yciem do Ko¶cio³a – owczarni Chrystusowej. Czy¿ Zbawiciel nie zapewni³ swego Ko¶cio³a: „Moje owce s³uchaj± Mego g³osu, a Ja znam je. Id± one za mn± i Ja dajê im ¿ycie wieczne” (J 10, 27-28)?...
¯egnaj±c Ryszarda, chcemy mu podziêkowaæ za jego mi³o¶æ, jak by³ ³askaw powiedzieæ na pocz±tku Eucharystii g³ówny celebrans, kapelan Solidarno¶ci Dolno¶l±skiej. Mi³o¶æ Ryszarda nie by³a tylko s³owem obracanym wielorako w ustach. Wyra¿a³a siê w delikatno¶ci wobec innych, w umiejêtnym wyciszaniu trudnych spraw, by nie uraziæ kogo¶, a doprowadziæ sprawê do dobrego zakoñczenia. Ryszard kocha³ bli¼niego poprzez cierpliwo¶æ i upór w wyja¶nianiu nieznanych, czy ma³o wyra¼nych przyczyn i zal±¿ków konfliktów. Przy tym nara¿a³ siebie na bole¶æ, z czego nigdy siê nie skar¿y³. On kocha³ cz³owieka nawet wtedy, gdy inni oskar¿ali i odnosili siê z niechêci± – on broni³ go po chrze¶cijañsku. On umia³ czekaæ, a¿ prawda w kim¶ dojrzeje i uka¿e siê dobry jej owoc. To by³o jego mi³owanie i szanowanie ludzi. Postawmy jeszcze sobie przed oczy niezwyk³± kreatywno¶æ Ry¶ka w wykonywaniu obowi±zków dydaktycznych. Zapamiêtajmy, ¿e nie umia³ odmówiæ nikomu, kto go o co¶ prosi³. Dajmy ¶wiadectwo o jego rado¶ci i wewnêtrznym spokoju podczas organizowania imprez solidarno¶ciowych, a wreszcie, wspomnijmy jego bezprzyk³adne zaanga¿owanie podczas tragedii stanu wojennego… To wszystko - z nim samym postawione przy Jezusie Chrystusie - czyni nas uczestnikami wielkiej, nadprzyrodzonej nadziei. Bóg przyj±³ naszego Przyjaciela. Bóg nie odrzuca nikogo, kto umia³ przez ca³e ¿ycie trwaæ w wierze i mi³o¶ci. Mo¿emy byæ pewni, ¿e my tu obecni, ¿e Solidarno¶æ Politechniki Wroc³awskiej, ¿e Solidarno¶æ Dolnego ¦l±ska, obecna tu w t³umie kolorowych sztandarów, otrzyma³a swego Patrona w Niebie. To nic, ¿e nie bêdzie beatyfikowany czy kanonizowany – Patronem jest!
Pewnie jeszcze rodzina mia³aby tu wiele do powiedzenia o mi³o¶ci Ryszarda. Ale to nie teraz. Teraz trzeba odprowadziæ po¶wiêcone i omodlone cia³o do grobu i uzbroiæ siê w cierpliwo¶æ, bo i my tam przecie¿ zd±¿amy. Nasze drogi prowadz± ku Wieczno¶ci. A tam bêdzie czeka³ na nas mi³osierny Bóg i Ryszard wraz z tymi, którzy nas poprzedzili. Amen.

2011-10-12


Wicej