JAN PAWE£ II:

Ka¿dy musi byæ przygotowany

do tego, ¿e stanie

przed Panem i Sêdzi±.


Rozwi

Dobro w z³ym czasie budowane
Ks. Miros³aw Drzewiecki


DOBRO W Z£YM CZASIE BUDOWANE


A. Duch przenika wszystko

Nie ma tak z³ego czasu, ¿eby cz³owiek nie móg³ uczyniæ dobro. Gdy WRON-a zamyka³a w wiêzieniach, aresztach i internatach ludzi „Solidarno¶ci”, po drugiej stronie my¶lenia powsta³ Arcybiskupi Komitet Charytatywny. Na ka¿dy akt przemocy na ziemi duch ludzki rodzi pomoc skrzywdzonym. Stan wojenny w anna³y ju¿ trzydziestoletniej historii „Solidarno¶ci” wpisa³ po jednej stronie gwa³t, rabunek i ból, k³amstwo, deptanie godno¶ci, krzywdê i nienawi¶æ, zdradê, kolaboracjê i donosicielstwo… Po drugiej stronie Mi³o¶æ zapisa³a tysi±ce ma³ych i wielkich inspiracji i realizacji dobra: pomocy, opieki, czuwania, obrony, pociechy, obecno¶ci, a tak¿e odwagi, pokory i samozaparcia, przebaczenia, ¿alu i nawrócenia. Wszystko to mog³o siê dziaæ tylko na gruncie Jezusowej Dobrej Nowiny: „Jeden drugiego brzemiona no¶cie” i „z³o dobrem zwyciê¿aj” . Ko¶ció³ otworzy³ bramy swych ¶wi±tyñ dla zupe³nie nowej paraliturgii, gdzie uwidoczni³ siê sposób oddawania czci Bogu poprzez odwa¿ne ¶wiadectwa mi³o¶ci bli¼niego, kultywowanie s³u¿by drugiemu cz³owiekowi, niesienie pomocy i zaradzanie potrzebom tak cia³a jak i ducha.

Pierwszy okres oporu spo³ecznego wobec zbrojnej przemocy Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego charakteryzowa³ siê niekonwencjonalno¶ci± i nowo¶ci± ¶rodków i wydarzeñ. Ksiê¿a na ambonach g³osili z niespotykan± si³± przekonania s³owo Bo¿e w aspekcie rzadko s³yszanym przedtem. Ko¶cio³y czêsto s³u¿y³y jako galerie plastyczne, sale koncertowe i sceny misteriów religijno-patriotycznych. Wroc³aw pamiêta wystawy i spektakle domowe w prywatnych mieszkaniach i aktorów wyje¿d¿aj±cych do ludzi na wsiach i w miasteczkach. W styczniu 1983 roku zaczê³o prê¿nie dzia³aæ we Wroc³awiu Duszpasterstwo ¦rodowisk Twórczych . Przy ul. Katedralnej 4, w salach „Pod Czwórk±”, arty¶ci mieli wzglêdnie bezpieczne miejsce do rozmów, spotkañ towarzyskich, wieczorów literackich i muzycznych. Oczywi¶cie, bezpieczeñstwo by³o wzglêdne, bo mieli¶my ¶wiadomo¶æ obecno¶ci tajnych agentów, wspó³pracowników milicji politycznej. Ta ¶wiadomo¶æ jednak nie zatrzymywa³a artystów w zamkniêtych domach. W roku 1983, gdy Ojciec ¶wiêty Jan Pawe³ II w czerwcu odwiedza³ Wroc³aw, aktorzy wroc³awscy na przywitanie znakomitego Go¶cia wobec 800-tysiêcznej rzeszy p±tników na hipodromie partynickim przedstawili wspania³e, patriotyczne s³uchowisko poetyckie pt. „Pokój tobie, Polsko! Ojczyzno moja!”. Natomiast ludzie pêdzla i d³uta na wspólnej wystawie amatorów i zawodowych plastyków w ko¶ciele ¦wiêtego Krzy¿a na Ostrowie Tumskim pokazali ponad 600 eksponatów autorstwa trzystu artystów z ca³ej Polski. W czerwcu 1985 plastycy zrzeszeni w ZPAP, Okrêg Dolno¶l±ski, po raz pierwszy bez mecenatu pañstwowego (i bez cenzury!), wspomagani przez Duszpasterstwo ¦rodowisk Twórczych, dokonali przegl±du swej twórczo¶ci w „czasie zakazanym”. Dwustu plastyków wystawi³o blisko piêæset obrazów i rze¼b w s±siaduj±cych ze sob± ko¶cio³ach ¶w. Krzy¿a i ¶w. Marcina. Wernisa¿ odby³ siê pod go³ym niebem w przestrzeni miêdzy tymi ¶wi±tyniami. Zainteresowanie wroc³awian by³o ogromne, tu mo¿na by³o odetchn±æ wolno¶ci±. Podobnie dzia³o siê 18 maja 1985 r. i 20 maja 1987 roku podczas dwu edycji krajowego biennale – wystawy i sympozjum – pod ewangelicznym tytu³em „Droga i Prawda”. Aleksander Wojciechowski, krytyk sztuki niezale¿nej, okre¶li³ wystawê w 1985 roku jako najwiêksz± i jedyn± na tak± skalê w Polsce od 1945 roku. W tej wystawie uczestniczy³o 91 m³odych artystów z ca³ej Polski . Na tê okoliczno¶æ zosta³ wydany katalog, oczywi¶cie, poza cenzur±. Dwudniowe sympozjum zgromadzi³o mnóstwo go¶ci z ca³ego kraju: artystów plastyków i znanych aktorów, jurorów, krytyków sztuki i propagatorów. Uczestników trzeba by³o gdzie¶ umie¶ciæ i nakarmiæ! Hotele pañstwowe (innych przecie¿ nie by³o!) najpierw z entuzjazmem przyjê³y nasze zg³oszenie, a po kilku dniach odmówi³y „z braku miejsc”. SB i tu po³o¿y³a swoj± ciê¿k± ³apê. Ale te¿ tu siê objawi³ duch solidarno¶ci – wszystkich zg³aszaj±cych siê go¶ci przenocowali¶my w mieszkaniach artystów, znajomych i sympatyków naszego duszpasterstwa. Tam te¿ zostali nakarmieni, chocia¿ „Pod Czwórk±” czêstowali¶my bigosem i kanapkami. Znów siê sprawdzi³o, ¿e mo¿na z³o dobrem zwyciê¿yæ. Nauka ks. Jerzego Popie³uszki, widaæ wyra¼nie, nie posz³a w las.

Dla ¶cis³o¶ci trzeba jednak zaznaczyæ, ¿e w¶ród artystów nie ze wszystkim by³o tak jasno i czysto. Na dwóch czy trzech obrazach autorzy zakleili swe podpisy. Siewcy strachu ró¿nymi sposobami podsycali lêk w sercach; niejeden z plastyków zaproszony na rozmowê z urzêdnikiem SB na wroc³awskim Podwalu wraca³ stamt±d z roztrzêsionymi nerwami. Istotnie trzeba by³o mieæ nerwy jak postronki, ludzie delikatni i wra¿liwi psychicznie nie³atwo to znosili. W sposób naturalny wiêc, wiekowy, ma³y, z kameraln± i wyciszon± atmosfer± wnêtrza, ko¶ció³ ¶w. Marcina sta³ siê „miejscem ¼ród³owym”, gdzie w modlitwie cz³owiek odzyskiwa³ równowagê ducha i panowanie nad nerwami. Sami arty¶ci poprosili ks. abp. Henryka Gulbinowicza o to wyj±tkowe miejsce dla spotkañ, gdy wszelkie gromadzenie siê w Polsce by³o zakazane przez re¿im. Do ko¶cio³a na Mszê niedzieln± licznie przychodzili twórcy ró¿nych dziedzin sztuki, starzy i m³odzi. Czêsto ko¶ció³ek „pêka³ w szwach”, ludzie wierz±cy i niewierz±cy stali st³oczeni na modlitwie, a tak¿e po niej, gdy go¶cili¶my znakomitych wyk³adowców czy recytuj±cych i ¶piewaj±cych aktorów z daleka. Pamiêtam wielki tumult, gdy przyjecha³a na spotkanie z Warszawy pani Maja Komorowska. Trzeba by³o dodatkowy g³o¶nik wystawiæ przez okno na zewn±trz dla otaczaj±cych ko¶ció³ fanów artystki. T³umy te¿ przyci±ga³ pan Jacek Federowicz.

Przez ponad sze¶æ lat, do roku 1990, w podziemiu ko¶cio³a ¶w. Marcina miejsce dla comiesiêcznych ekspozycji pod krytycznym okiem Jerzego Ryby znalaz³a Galeria „Na Ostrowie” . Tutaj wystawiali swe prace tak dojrzali arty¶ci, jak i m³odzi dyplomanci wroc³awskiej ASP. Inne wroc³awskie galerie, gdzie artysta móg³ nie czuæ ucisku rz±dowego, zosta³y zamkniête z chwil± delegalizacji Zwi±zku Polskich Artystów Plastyków na dzieñ przed przybyciem Jana Paw³a II do Wroc³awia w czerwcu 1983 roku. Znacz±cym wydarzeniem w galerii „Na Ostrowie”, przyci±gaj±cym ogromn± liczbê zwiedzaj±cych, by³a otwarta 11 listopada 1988 roku wystawa po¶wiêcona ofiarom terroru stalinowskiego, ¿o³nierzom AK i WiN, zamordowanym przez funkcjonariuszy Urzêdu Bezpieczeñstwa i pochowanym w nieodwiedzanym, zachwaszczonym k±cie Cmentarza Osobowickiego we Wroc³awiu. Piêkny i pe³en powagi wernisa¿ tej wystawy by³ owocem mrówczej pracy i nieustêpliwych, upartych poszukiwañ dwu wroc³awianek , które nie chcia³y siê pogodziæ z haniebnym podeptaniem polskiej godno¶ci i honoru ze skutkiem pozbawienia ¿ycia ¿o³nierzy, patriotów polskich, ukrywaj±cych siê przed milicj± polityczn± po wojnie we Wroc³awiu. Nastêpnym owocem tej pracy poszukiwawczej by³ uroczysty pogrzeb prowadzony, przy ogromnej frekwencji rozmodlonych wroc³awian, przez ks. bp. Adama Dyczkowskiego. Wkrótce stan±³ na Cmentarzu Osobowickim pomnik po¶wiêcony ofiarom re¿imu komunistycznego. Duszpasterstwo ¦rodowisk Twórczych s³u¿y³o Polakom dla odk³amania naszej niedawnej historii oraz dla obrony czci Ojczyzny, a tak¿e ku pokrzepieniu serc w tym bardzo z³ym czasie. Trwali¶my w przekonaniu, ¿e praca nasza daje ludziom pociechê i podniesienie ducha ku Bogu. Trzeba o tym pamiêtaæ i przypominaæ, jak wiele i jak skuteczne by³y artystyczne dzia³ania w przestrzeni religijno-patriotycznej, ile rado¶ci i nadziei wnosi³y w ¿ycie mieszkañców Wroc³awia i okolic wystawy, koncerty czy spektakle po³±czone ze Msz± ¶w. „za Ojczyznê”. Wielk± tajemnic± Pana Boga (nie wykluczaj±c spowiedników) pozostaje liczba Polaków nawróconych w stanie wojennym ku Niebu. Przez ten trudny, ale i pod wieloma wzglêdami piêkny czas ksiê¿a, jak zwykle, s³u¿yli w konfesjona³ach i g³osili kazania, za które nieraz Jezus pozwala³ im nieco pocierpieæ. Omnia ad majorem Dei et Patriae gloriam!



B. W ciele jeste¶my pielgrzymami

Drugi okres pracy Duszpasterstwa ¦rodowisk Twórczych rozpocz±³ siê w po³owie 1989 roku, po (niby) demokratycznych wyborach i gdy zel¿a³ (bo przecie¿ nie usta³!) ucisk wci±¿ w³adnych urzêdników by³ej nomenklatury. Stara gwardia nie dawa³a siê ³atwo wysadziæ z siod³a. Nast±pi³o rozkradanie maj±tku narodowego. Dobrze by³o czuæ siê wolnym, mówiæ, co siê chce, organizowaæ spotkania, nie krêpowaæ siê godzin± milicyjn±… Tak, ale do polskich domów zaczê³a zagl±daæ zwyczajna bieda. Wprawdzie sklepy nie zia³y ju¿ pustk±, kartki ¿ywno¶ciowe przesta³y rozpalaæ wyobra¼niê rodziców i marzenia dzieci. Ale có¿ z tego, skoro brakowa³o pieniêdzy w bud¿etach rodzinnych. Bóg za¿±da³ od nas nowej wyobra¼ni i adekwatnych dzia³añ.
Odpowied¼ wyklarowa³a siê bardzo szybko. W dniu 11 listopada 1989 roku, w uroczysto¶æ patrona ko¶cio³a, zosta³a powo³ana do istnienia Fundacja ¦wiêtego Marcina. Mszê ¶w. odpustow± inauguruj±c± nasz± dzia³alno¶æ celebrowa³ i homiliê o ¶wiêto¶ci ¿ycia chrze¶cijañskiego wyg³osi³ kanclerz Kurii Metropolitalnej Wroc³awskiej, ks. pra³at Stanis³aw Pietraszko. Wspólnie te¿ dziêkowali¶my gor±co Panu Bogu za odzyskan± mo¿liwo¶æ obchodu rocznicy uzyskania niepodleg³o¶ci Polski, bo przecie¿ przez ca³e powojnie rz±dy komunistyczne niszczy³y wszelk± pamiêæ o roku 1918 i o Józefie Pi³sudskim, który Narodowi otworzy³ bramê do niepodleg³o¶ci. Na zakoñczenie Mszy wyrazili¶my wdziêczno¶æ Ojcu ¶wiêtemu za dar kanonizacji brata Alberta Chmielowskiego, który w ziemskim ¿yciu g³êboko pochyla³ siê nad najubo¿szymi i wydziedziczonymi lud¼mi. Jego prosili¶my o orêdownictwo w Niebie w pocz±tkach naszej dzia³alno¶ci. Wkrótce grupa chêtnych patriotów przez dobrowolne opodatkowanie siê stworzy³a fundusz za³o¿ycielski, u³o¿y³a odpowiedni statut i ju¿ dnia 23 listopada 1989 roku aktem notarialnym sporz±dzonym w Pañstwowym Biurze Notarialnym we Wroc³awiu nasza Fundacja uzyska³a osobowo¶æ prawn± . Potem by³o konieczne poddanie siê pod kuratelê (czytaj: kontrolê) Ministerstwa Pracy i Polityki Spo³ecznej i ju¿ mogli¶my pomagaæ ludziom najbardziej potrzebuj±cym . Za³o¿yli¶my konto bankowe i rozes³ali¶my wici w¶ród znajomych z zaproszeniem do niesienia pomocy. Odd¼wiêk by³ nadzwyczaj ¿ywy. Do³±czali do nas studenci ró¿nych uczelni. Tutaj pomog³o wcze¶niejsze przetarcie szlaków przez duszpasterstwo akademickie „Pod Czwórk±”. Przez 15 lat wcze¶niej pracowa³em tam z ks. bp. Adamem Dyczkowskim i ks. Andrzejem Dzie³akiem pod czujnym i bardzo ¿yczliwym okiem ¶wi±tobliwego – dzi¶ s³ugi Bo¿ego - ks. pra³ata Aleksandra Zienkiewicza. Rekolekcje dla studentów i udzia³ w strajkach uczelnianych pomog³y w werbowaniu m³odych do pracy charytatywnej. Spoza krêgów artystycznych do³±czyli do Fundacji wierni s³uchacze katedralnych kazañ dla inteligencji miasta Wroc³awia. Przychodzi³y z bardzo konkretn± pomoc± przewa¿nie kobiety: nauczycielki szkó³ podstawowych i ¶rednich, m³oda kadra uczelniana z Politechniki Wroc³awskiej i z Uniwersytetu, bibliotekarki, urzêdniczki, a tak¿e tryskaj±ce drug± m³odo¶ci± i energi± wiary panie emerytki.

Dzia³alno¶æ konkretn± Fundacja ¶w. Marcina zaczê³a od dystrybucji bonów ¿ywno¶ciowych. Do koñca lutego 1990 roku wydali¶my ponad 10 tysiêcy bonów realizowanych w barach i restauracjach WSS Spo³em. Bony ¿ywno¶ciowe otrzymywali¶my od prezesów Spo³em lub kupowali¶my za pieni±dze uzbierane do koszyka podczas Mszy ¶w. Czasami kto¶ ofiarowa³ anonimowo kilka, kilkana¶cie bonów w prezencie. Galopuj±ca inflacja sprawia³a, ¿e cena jednego niewyszukanego obiadu w listopadzie ’89 z 300 z³ wzros³a do 1500 – 2000 z³ w lutym ’90. I jak tu ¿yæ przy tak szalonym wzro¶cie kosztów utrzymania? Mieli¶my tu tak¿e du¿o szczê¶cia. Po miêdzynarodowym spotkaniu modlitewnym m³odzie¿y we Wroc³awiu brat Marek z Taizé wspomóg³ Fundacjê ofiaruj±c 12 tysiêcy gotowych zup w puszkach. Rozdawali¶my je w marcu i kwietniu. Pod koniec zimy chleb dro¿a³, ludziom biednym brakowa³o podstawowego pokarmu, zgroza! Fundacja pomy¶la³a o tanim chlebie. Daleko w swojej pomys³owej ofiarno¶ci poszed³ dyrektor zak³adu piekarniczego Mamut. Dziêki jego darom przez d³u¿szy okres czasu ludzie mogli trzy razy w tygodniu otrzymaæ lub kupiæ za kilka z³otych bochenek ¶wie¿ego chleba. Zwykle kolejka ustawia³a siê du¿o wcze¶niej przed schodami. Zagraniczni go¶cie zatrzymywali siê i pytali, jaki spektakl bêdzie w tym ko¶ciele? Je¿eli kto¶ by³ wtedy spragniony radosnego u¶miechu, móg³ przyj¶æ do ¶w. Marcina i zobaczyæ, z jak± rado¶ci± ludzie ca³owali chleb otrzymany w drzwiach ko¶ció³ka. Studenci nasi dostarczali chleb tak¿e do zakonnych punktów darmowego ¿ywienia. Grupa studentów dofinansowana z Fundacji organizowa³a paczki ¶w. Miko³aja dla dzieci i spotkania op³atkowe w parafiach dla samotnych ludzi. Przed ¶wiêtami zwykle zwiêksza³a siê ofiarno¶æ na rzecz Fundacji, mogli¶my wspieraæ tych, co chcieli pomagaæ innym.

Osobny rozdzia³ w historii Fundacji stanowi rozdawnictwo odzie¿y. Po audycji TV w programie ogólnopolskim 31 grudnia 1990 roku zaistnieli¶my w Polsce, ale nie zarzucono nas darami, przeciwnie, zaczê³y nap³ywaæ listy z ca³ego kraju z pro¶b± o pomoc. Trzeba by³o podnie¶æ tê rêkawicê tym bardziej, ¿e w statucie na temat terenu dzia³ania mieli¶my zapis: ca³y ¶wiat. Wroc³awianie jednak nie zawiedli. Zaczêli coraz czê¶ciej przynosiæ u¿ywan±, czyst± odzie¿. Dopisa³a te¿ zagranica mocno przejêta stanem wojennym i bied± w Polsce. Otrzymali¶my potê¿ny transport ze Szwecji, dwa wypakowane po brzegi samochody z u¿ywan± odzie¿±. Po³owê transportu przekazali¶my do ró¿nych grup charytatywnych ko¶cielnych, szkolnych i solidarno¶ciowych. Resztê rozpracowa³a piêknie zorganizowana grupa kilkunastu pañ, z których ka¿da po¶wiêci³a kilka godzin w tygodniu dla sortowania, oceniania i wydawania odzie¿y. Najpierw grupa pracowa³a w podziemiu naszego ko¶cio³a. W tych nie najwygodniejszych warunkach rozdawali¶my odzie¿ do listopada 1990 roku. W grudniu otrzymali¶my od miasta lokal przy ul. Ko¶ciuszki 35 (oficyna). Miejsce by³o obszerniejsze, zosta³o zaadaptowane i umeblowane g³ównie dziêki pomocy DT Centrum we Wroc³awiu.

Oprócz tego zwyk³ego nurtu pracy Fundacja organizowa³a wedle nadarzaj±cej siê potrzeby ró¿ne specjalne akcje. Dwukrotnie pomogli¶my zorganizowaæ dla Duszpasterstwa ¦rodowisk Twórczych wielk± aukcjê obrazów pod has³em: „Plastycy plastykom”. Ca³y uzyskany st±d dochód oddany zosta³ rodzinom artystów znajduj±cym siê w krytycznej sytuacji finansowej. Inn± cykliczn± akcj± by³ „Jarmark ¶w. Marcina”. Tutaj czê¶æ wybranej i dobrze zachowanej odzie¿y wystawiali¶my na sprzeda¿, aby uzyskane pieni±dze przeznaczyæ na inne formy pomocy. Pierwszy taki Jarmark odby³ siê na zewn±trz naszego ko¶cio³a przy piêknej pogodzie w maju 1990r. Czegó¿ tam nie by³o! Nawet „dziada z bab±” (a nawet kilku) nie zabrak³o. Oprócz propozycji odzie¿y dla starszych,
dzieci mog³y przebieraæ w zabawkach, misiach, lalach, ¿o³nierzykach, tak¿e w ksi±¿kach, zeszytach i piórnikach. By³y te¿ obrazy i ma³e rze¼by ofiarowane przez plastyków. Ka¿dy móg³ poprosiæ o kromkê czarnego chleba, posmarowaæ pysznym smalcem i zje¶æ popijaj±c gor±c± herbat±. Ciasto najsmaczniejsze w ¶wiecie upiek³y i przynios³y nasze panie. W wielu pomys³ach korzystali¶my z pomocy Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego, który dzia³a³ tak¿e „Pod Czwórk±”. Nieocenion± pomoc w prowadzeniu ksiêgowo¶ci udziela³a Fundacji ¦wiêtego Marcina nieod¿a³owanej pamiêci i anielskiej wprost cierpliwo¶ci, wspania³a kobieta, dzi¶ ju¿ stoj±ca przed Bogiem pani Apolonia Stawiarz. S³ów brakuje, by wyraziæ ca³± wdziêczno¶æ serca za jej dobroæ, prawo¶æ moraln±, dyscyplinê pracy i sumienno¶æ oraz ¿yczliwy u¶miech w przelocie na korytarzu.

Czy odbiorcy od nas darów zdawali sobie sprawê z tego, ile - poza chwil± przekazywania im paczek i pakunków – po¶wiêcali¶my im naszego wolnego czasu, zdolno¶ci, my¶lenia, si³ fizycznych, kilometrowych wêdrówek od sponsora do sponsora, zarywanych nocy, wielogodzinnych rozmów codziennych z ró¿nymi urzêdnikami?... Podejrzewam, ¿e nie wszyscy nasi beneficjenci zdawali sobie z tego sprawê. Z niektórych pretensji kierowanych pod adresem pañ dy¿uruj±cych mo¿na by³o wnioskowaæ, ¿e nie brano pod uwagê prostego faktu, i¿ nasze wspania³e wolontariuszki prowadzi³y swoje domy rodzinne czy te¿ normaln± prac± zarabia³y na ¿ycie. Na szczê¶cie niewiele takich pretensji dociera³o do prezesa Fundacji. Dla wiêkszo¶ci z nas prawdziw± nagrod± za trud by³ u¶miech i szczere s³owo „dziêkujê” z ust osoby obdarowanej. Najbardziej cieszy³a rado¶æ obdarowanych dzieci. W pocz±tkowym okresie pomogli¶my blisko 1300 osobom prosz±cym o odzie¿ i obuwie. Wielokrotnie wspomagali¶my finansowo bardzo biedne rodziny wielodzietne, ludzi chorych, samotnych i niezdarnych rencistów. Niektórzy prosili jeden raz, inni korzystali z pomocy wielokrotnie. W pierwszym i drugim roku dzia³alno¶ci wyp³acali¶my dwudziestu osobom sta³± „pensjê” miesiêczn± lub co dwa miesi±ce. Te wyp³aty siêga³y od stu do piêciuset tysiêcy z³. Na owe czasy to nie by³y kwoty zbyt wielkie , ale bez nich tym ludziom trudno by³oby powi±zaæ koniec z koñcem. Z pieniêdzy ulokowanych w banku w lipcu 1990 roku ufundowali¶my sze¶ciorgu dzieciom bardzo biednych rodzin wakacje w domu wczasowym w Sosnówce w Karkonoszach. W roku 1991 wydali¶my blisko 30 milionów z³ na dop³aty do rent i wspomaganie bezrobotnych i bezdomnych, na dofinansowanie sto³ówki parafialnej przy ko¶ciele ¶w. El¿biety, op³acenie obiadów dla dzieci w szko³ach wroc³awskich: Nr 58 i Nr 99, na lekarstwa i leczenie operacyjne w Szwecji, czy wreszcie na kupno i transport wêgla dla biednej wdowy. Podstaw± funduszu Fundacji by³y regularne sk³adki pieniê¿ne za³o¿ycieli Fundacji. G³ównym ¶rodkiem sta³ego dop³ywu pieniêdzy by³y wp³aty darczyñców na konto bankowe i ofiary sk³adane po niedzielnej Mszy ¶w. w ko¶ciele ¶w. Marcina. Poza tym owocne by³y wizyty u prezesów nowo powsta³ych na terenie miasta banków czy w³a¶cicieli ró¿nych stoisk w domach handlowych Spo³em. Istnia³a tak¿e sta³a lokata wydzielonego kapita³u i p³yn±ce z niej odsetki.

Najbardziej charakterystycznym i przynosz±cym wiele satysfakcji dzia³aniem w Fundacji z pewno¶ci± by³o coroczne organizowanie Wigilii dla bezdomnych. Anga¿owali¶my siê w to dzia³anie ze ¶wiadomo¶ci± wype³niania ¶wiêtego obowi±zku. Nie robili¶my Wigilii dlatego, ¿e trzeba to zrobiæ ubogim wspomaganym przez katolick± organizacjê. Chcieli¶my urz±dziæ bezdomnym autentyczn± wieczerzê wigilijn± ipsa die, tak jak wszyscy inni w swoich domach. Nie by³o to ³atwe zadanie, poniewa¿ ka¿dy wolontariusz, szczególnie nasze panie mia³y na g³owie przygotowanie wigilii we w³asnej rodzinie. Uda³o siê to w trzech pierwszych latach. Pó¼niej ju¿ o znalezieniu sponsorów nie mog³o byæ mowy, kwitowali mnie smutnym stwierdzeniem: „czasy siê zmieni³y, proszê ksiêdza”. To prawda,czasy biedne s± bli¿ej mi³o¶ci. Pierwsz± wieczerzê wigilijn± Fundacja przygotowa³a dla bezdomnych i bardzo biednych o godz. 15: 00 dnia 24 grudnia 1989 roku. Du¿y wk³ad organizacyjny wnie¶li cz³onkowie prywatnej firmy „Retropol”. Piêknie przygotowali ¶wi±teczn± salê na Wzgórzu Partyzantów i us³ugiwali ubogim przy sto³ach. Potrawy wigilijne przynie¶li stali uczestnicy Mszy u ¶w. Marcina. Na Wieczerzê przysz³o 120 go¶ci, w tym 12 dzieci z rodzin alkoholików. Obserwuj±c jedz±cych by³em zdruzgotany, starsi czy dzieciaki nerwowo, ukradkiem zgarniali jedzenie: bu³ki, rybê, pierogi, sa³atkê do kieszeni. Uspokoi³em to niesamowite bractwo obietnic±, ¿e to, czego nie zjedz± teraz, bêd± mogli wzi±æ ze sob±, i rozda³em ka¿dej osobie woreczki foliowe. Na zakoñczenie wszyscy zostali obdarowani przygotowanymi wiktua³ami na ¶wiêta Bo¿ego Narodzenia. Dzieci dodatkowo otrzyma³y paczki ze s³odyczami i zabawkami. Nastêpn± Wigiliê urz±dzili¶my 24 grudnia 1990 roku w sali bankietowej hotelu „Wroc³aw”. Praca organizacyjna by³a dla nas ³atwiejsza, bowiem ca³o¶æ sfinansowa³y „Kasyna Polskie”. Go¶ci ubogich przysz³o 140 osób, w tym 25 dzieci, byli elegancko obs³u¿eni przez kelnerów uroczy¶cie ubranych. Byæ mo¿e ci ludzie wtedy po raz pierwszy poczuli siê jak osoby godne i wa¿ne dla innych. W rozmowie z dyrekcj± hotelu prosi³em w³a¶nie o to uszanowanie osoby ludzkiej. Wszyscy go¶cie na koniec otrzymali paczki ¿ywno¶ciowe ofiarowane przez trzy oddzia³y spó³dzielni PSS Spo³em we Wroc³awiu. Zdarzy³ siê te¿ ma³y incydent. W czasie wieczerzy do drzwi hotelu zaczê³a siê dobijaæ grupa biednie (niechlujnie) ubranych mê¿czyzn. My chcemy na Wigiliê – mówili. Pokona³em pierwszy opór obs³ugi i poprosi³em o osobny stó³ dla tych, niestety, pijaczków. Prze³ama³em siê tak¿e z nimi op³atkiem, pomodlili¶my siê i posiedzia³em chwil parê w¶ród nich. Trudno by³o d³u¿szy czas wytrzymaæ, nie zd±¿yli wytrze¼wieæ. Niektórzy nie wiedzieli, jak maj± patrzeæ na mê¿czyznê w sutannie, uciekali ze wzrokiem. Najedli siê i poszli.
Trzeci± Wigiliê zorganizowali¶my 24 grudnia 1991 roku w piêknej restauracji na szóstym piêtrze Domu Towarowego Centrum. Go¶cili¶my 120 kobiet, mê¿czyzn i dzieci z rodzin bardzo ubogich, tak¿e moralnie. Sponsorowa³o w tym roku a¿ osiem firm, bo nikt siê nie znalaz³, aby w pojedynkê zafundowaæ wieczerzê. Przy po¿egnaniu ka¿dy go¶æ otrzyma³ po dwie paczki ¶wi±teczne. Cieszy³a mnie ich rado¶æ, ¿e i w ¶wiêta nie bêd± g³odowaæ.

Fundacja ¦wiêtego Marcina istnia³a ponad 15 lat, formalnie do 2005 roku, choæ trzeba powiedzieæ, ¿e najpiêkniejsze lata, z wielk± dynamik± wspólnotowego dzia³ania, to pierwsze piêciolecie. W drugiej piêciolatce by³o mniej ludzkiej energii i bod¼ców stymuluj±cych. Potrzeby naszych „klientów” by³y mniej natarczywe w wo³aniu o pomoc i zmniejszy³a siê ich liczba, poniewa¿ znajdowali pomoc spo³eczn± organizowan± w gminach. Wróci³ te¿ czas piêknej ongi¶ dzia³alno¶ci „Caritas Polska”. Ostatni okres naszej Fundacji charakteryzowa³ siê sporadycznymi wp³atami od wiernych sympatyków i wyp³atami w nag³ej potrzebie. Sta³ej pomocy udzielali¶my dla kilku chorych i kalekich osób, czerpi±c z kapita³u i z odsetek bankowych od lokaty kapita³ów. W 2005 roku, gdy puste konto zgas³o w banku, Fundacja zasnê³a snem niepowracalnym. Pozosta³y dobre wspomnienia, wierna wzajemna pamiêæ i dobre my¶lenie umocnione podczas tej ciekawej przygody chrze¶cijañskiej. Praca wspólnotowa, jakby nadprogramowa, oprócz poznania ró¿nych marginesowych ¶rodowisk i ubogich ludzi, dawa³a pog³êbion± ¶wiadomo¶æ solidarno¶ci serc. Poszerza³a tak¿e krêgi ¿ycia towarzyskiego, a do¶wiadczenie wspólnej modlitwy i czynnej mi³o¶ci bli¼niego pozwoli³o odczuwaæ to wszystko jako mi³osierne dotkniêcie Opatrzno¶ci. To z kolei nios³o ze sob± pewno¶æ b³ogos³awieñstwa Bo¿ego. W Fundacji ¦wiêtego Marcina chyba ka¿dy z nas móg³ powiedzieæ ka¿demu z nas: dobrze, ¿e jeste¶.

Ks. Miros³aw Drzewiecki

2011-06-09


Wicej