JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

Archiwum Dziennika

2010-12-31
PÓŁNOC.
Na Rynku wrocławskim tłumy i tłumy. Pokazuje to dwójka TVP. Na estradzie zmarznięci artyści, piosenkarze, prezydent Rafał z papierową gwiazdką na uchu prawym, spikerzy, kelnerzy i kto tam jeszcze z butelkami szampana i uśmiechami twardo przylepionymi do twarzy na przekór zimie z dwoma zaledwie stopniami Celsjusza. Powoli gasną fajerwerki. Noc dokoła cichnie. Pogadam jeszcze chwilkę z królem Dawidem, on pewnie zna przyszłość. Ja nie znam, więc oddaję ten nowy rok 2011 w ciepłe ręce Zbawiciela.


2010-12-28
SNY.
Święty Józef bywał w wielkich tarapatach związanych z początkami rodziny, którą założył z Maryją. Po ludzku patrząc, nie można ominąć tego rodzaju kłopotów rodzinnych. Każdy małżonek i dziś może to potwierdzić. Józef absolutnie we wszystkim zaufał Bogu. Kochał Maryję, oboje pochodzili z tego samego rodu Dawida, oczekiwali na obiecanego Mesjasza. Jeżeli Bóg ich wybrał do rzeczy Wielkich, a przekraczających ich ludzkie możliwości, czyż nie powinna ta rola być im ułatwiona? – Okazuje się, że nie! Józef musiał wszystko przemęczyć całą swoją osobą. Bóg w ten sposób modelował jego świadomość wewnętrzną. Działał na Józefa we śnie. On wstawał i zaczynał spełniać, co zobaczył i usłyszał we śnie i w ten sposób trudna sprawa, czy zagrożenie było eliminowane. Błogosławiony i przed swą śmiercią byłeś, Józefie!
Ja czasem, gdy budzę się rano, widzę, czuję, czy jak to nazwać, resztki jakiejś rzeczywistości i jakiegoś dziania się, a nawet mam w uszach czyjś głos… Z jakiego miejsca wróciłem? W jakim dzianiu się uczestniczyłem? Kompletny zator.


2010-12-26
DYLEMAT.
Biskupi polscy w dorocznym liście na niedzielę Świętej Rodziny napisali m.in.: „Siostry i Bracia! Komunia z Bogiem to serce rozmiłowane w Bogu. To człowiek podzielający Boży sposób patrzenia i rozumienia. To całe życie oddane Panu Bogu. W takim kontekście lepiej rozumiemy, że przystępowanie do Komunii Świętej nie jest i nie może być praktyką oderwaną od życia – od tego, co myślimy, mówimy, jakie są nasze przekonania i czyny. (…) Każdy katolik, który odrzuca prawo Boże, winien się nawrócić. Inaczej jego przystępowanie do Komunii Świętej jest świętokradztwem. (...) Nikt wewnętrznie uczciwy nie może wybierać grzechu, a równocześnie twierdzić, że żyje w zjednoczeniu z Bogiem. Tym bardziej nie może z uporem demonstrować publicznie jedności z Ciałem Chrystusa, gdy odrzuca ewangeliczny styl myślenia i postępowania. W takim przypadku posiada błędnie ukształtowane sumienie i potrzebuje nawrócenia”.
I co teraz będzie? – A co może być?... Albo katolicy urzędujący na wysokich stanowiskach państwowych przestaną opowiadać publicznie o swej wierze (podziemie?)… Albo ukaże się zakaz państwowy uczestniczenia urzędnikom w uroczystościach kościelnych (palikocizna?)… Chyba że się nawrócą...


2010-12-25
STACJA BETLEJEM.
Jezus przyszedł na ziemię, czy ktoś czekał na Niego? Zapowiadany był przecież tylokrotnie. Matka była przy Nim, ochraniając Go przed obcością tego świata, a Józef po nieudanym dobijaniu się do dobroci obcych ludzi zajął się szykowaniem prymitywnego przytuliska z desek wyścielonych słomą czy sianem. Aniołowie odprowadzili Go tu z Nieba. Noc była pełna gwiazd. Z ludzi nikt nie czekał na Niego. Co sobie aniołowie pomyśleli o ludziach? Jeden z nich udał się na pole, gdzie spali pasterze. Rozbudził ich ciekawość, przyszli. Nic nie rozumieli, ale zapamiętali i potem opowiedzieli. To właśnie im pierwszym świat zawdzięcza zauważoną Chwilę Czasu, która przełamała na pół historię ludzkości. Prorok Izajasz zapowiadał tę chwilę w zupełnie innej tonacji: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką” . Może bardzo potrzebował pociechy dla swego znękanego niewolą narodu, a może przepowiadał już drogę Kościoła? Jakakolwiek byłaby tu właściwa interpretacja, to jedno jest pewne: nie czekał na Niego nikt z tych, dla których przyszedł na ziemię.


2010-12-22
DUSZPASTERSTWO GRUDNIOWE.
Od tygodnia trwa czas „wigilii” czy „opłatków” środowiskowych. Dziś uczestniczyłem w trzech: w szkole, w Regionie „Solidarności” i w Odnowie Życia w Duchu Świętym. Trochę za dużo, dość męczące, ale świetny kontakt z ludźmi. Bardzo często to są inni ludzie niż ci z niedzielnej Mszy św. Przy składaniu życzeń oprócz tradycyjnego „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo to najważniejsze”, można usłyszeć czasem jakiś głębszy ton. Trzeba wsłuchiwać się uważnie, by w odpowiedzi nie przejechać się po człowieku jak po bruku. Ludzie niosą w sobie szczęście i nieszczęście, nie wiadomo kiedy może któreś wybuchnąć. Miło jest usłyszeć ciepłe słowa, pełne serdeczności, ale chyba ważniejsze jest, by w odpowiedzi (czasem dłuższej) znaleźć właściwe słowo, które podniesie serce, wyrówna zmarszczki wokół ust, obetrze skradającą się łzę malutką pod rzęsami.
Nie w każdym środowisku wszyscy się garną z opłatkiem do księdza. Potrzebna jest bystra obserwacja, by z uśmiechem zajść komuś drogę i dobrym słowem zdjąć z jego czoła chmurę rzucającą cień na księdza. Kiedy indziej usłyszysz między życzeniami słowo „przepraszam”, a także możesz komuś szepnąć „dobrze, że jesteś”. Warto brać udział w tych „wigiliach” i „opłatkach” nie tylko dla ryby, pierogów z kapustą i barszczu z uszkami.


2010-12-21
OLŚNIENIE.
Ojciec Ludwik znów zabrał głos. Tym razem w Gazecie Wyborczej na temat swego listu. Cytuję fragmenty. „1) Oświadczam, że nie przekazałem listu prasie, nie wyraziłem także zgody na jego publikację. List napisałem do Nuncjusza i kilku biskupów i w ich ręce złożyłem losy mojego apelu. 2) (…) oskarża się mnie za to, że list ukazał się w "Gazecie Wyborczej". Odpowiadam - nie miałem na to wpływu. 3) (…) przypisywanie mi intencji niszczenia Kościoła uważam za największą obelgę. Nie chcę także zniszczenia Radia Maryja. (…) 4) Jestem wdzięczny wszystkim, którzy włączyli się do dyskusji, nie tylko tym, którzy się ze mną zgadzają, ale także tym, którzy mnie krytykują. (…) 5) Pojawiły się głosy podejrzewające o jakieś "obce inspiracje" przy powstawaniu tego tekstu. Odpowiadam: nie było takich inspiracji. (…) PS Powyższy tekst napisałem w niedzielę 19 grudnia. Tymczasem w poniedziałek "Gazeta Wyborcza" opublikowała wywiad z Księdzem Arcybiskupem Józefem Kowalczykiem, Prymasem Polski. Szok, wdzięczność, radość, podziw! Oto jakiego mamy Prymasa. Chciałoby się powiedzieć: Księże Arcybiskupie, Prymasie Polski - prowadź nas!”
Otóż to! Nie tylko szok, ale i olśnienie zakonnika: oto mamy poszukiwaną "twarz" Kościoła w Polsce! Po tych listach nikt nie ma już prawa o autorze nie pamiętać. Jest jednak zagubiony.


2010-12-19
KATECHETA.
Byłem dziś w Sycowie, 50 km od Wrocławia, ale już w diecezji Kaliskiej. Po wojnie w 1947 roku, gdy w Sycowie prefektem w szkole był ks. Aleksander Zienkiewicz, miasteczko należało do archidiecezji wrocławskiej. Pojechałem na zaproszenie ks. proboszcza , aby przypomnieć parafianom ich dawnego katechetę i przybliżyć sprawę jego procesu beatyfikacyjnego. Homilię zatytułowałbym: "Święci chodzą wśród nas". Wyszedłem od ukazanej w ewangelii postaci św. Józefa - człowieka posłusznego woli Bożej i według niej rozwiązującego codzienne ludzkie problemy. Stąd już miałem otwartą drogę do osoby mego szefa zwanego Wujkiem. Duży kościół był wypełniony wiernymi, do komunii przystąpili chyba wszyscy ludzie starsi. Kilku księży komunikowało, ja jednak nie zauważyłem przed sobą młodzieży. Po świętej Eucharystii ks. proboszcz zaprosił mnie do salki na spotkanie z parafianami, którzy pamiętają Sługę Bożego. Była ich spora gromada, mówili ze wzruszeniem o ks. Aleksandrze, który przygotował ich do I Komunii, pokazywali fotografie z tamtego czasu. Opowiadali o harcerstwie, które założył młody katecheta, grał z chłopakami w piłkę i wyjaśniał, na czym polega trudna praca nad sobą i zdobywanie sprawności. Uczył kochać Pana Jezusa i dla niego walczyć z grzechem. Żadna z tych osób, przeważnie kobiet, nie pamiętała jakiegoś niestosownego potraktowania ich przez młodego księdza. Był delikatny i wnosił dobrą atmosferę tam, gdzie wchodził. Na koniec spotkania zawiązano grupę inicjatywną, która będzie zbierała pamiątki i świadectwa o życiu Sługi Bożego, będzie obserwowała toczący się proces beatyfikacyjny i animowała różne grupy modlitewne w intencji rychłego potwierdzenia przez Kościół heroiczności cnót w życiu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Siostra urszulanka, która uczy religii w szkole, obiecała, że obmyśli i wdroży specjalny program, przybliżający młodzieży życie i wartości duchowe naszego Sługi Bożego.


2010-12-18
LIST OJCA.
Od kilku dni w kraju afera z listem o. Ludwika Wiśniewskiego, niby do nuncjusza apostolskiego, a tak naprawdę szwendającego się po sieci niby plotka z ust do ust. Ma też inne cechy klasycznej plotki. To nie jest raport o stanie Kościoła w Polsce oparty o rzetelne badania populacyjne, raczej są to pozbierane wieści zasłyszane po dziwnych salonach, w których nie kocha się ani „pogańskiego” Radia Maryja, ani „głęboko antychrześcijańskiego” Naszego Dziennika, ani też biskupów, którzy tam się wypowiadają i drukują. W tych salonach nie kocha się prostych ludzi i ich wiary wyrażanej z prostotą, jak ich przodkowie. Nie ceni się tam ani biskupów, ani kapłanów, ani świeckich, którzy odważają się nie popierać jedynej słusznej i obowiązującej poprawności politycznej, lansowanej przez obóz ludzi „aktualnie kierujących Krajem”. Wiekowemu ojcu Wiśniewskiemu cni się za jedyną „twarzą”, jaką miał polski Kościół w drugiej połowie XX wieku. No cóż, nie można z pretensjami zaglądać Panu Bogu do rękawa, gdy Prymasa Tysiąclecia daje Narodowi tylko co dziesięć wieków. To prawda, że w tamtym okresie żyło się pewnie w Kościele. Pamięta o tym i o. Ludwik, i wielu innych duszpasterzy akademickich, którzyśmy razem nie tylko we Wrocławiu prostowali wśród młodych ścieżki dla Pana. W „społeczeństwie coraz bardziej pluralistycznym” jest dużo inaczej.
Podoba mi się w tym liście pokora autora, gdy przyznaje się w kilku passusach, że racje jego spostrzeżeń nie posiadają obiektywnej rangi. Nie są też odkrywcze, bo od kilkunastu lat słychać je tylko z jednej strony wspomaganej przez media atakujące Kościół.
Uważnemu czytelnikowi listu, dającemu choć jeden pozytyw jego autorowi, może przyjść na myśl dobra choć spóźniona rada: trzeba było z tym pismem siąść przy stole z nuncjuszem i w zatroskaniu poważnym pogadać, jak ksiądz z księdzem – obaj przecież odpowiedzialni. List nie stałby się łupem zachłannej na sensacje kościelne arcyzakrystianki z GW.


2010-12-16
ŻYWA ROCZNICA.
Jeszcze raz celebrowana rocznica. Jak co roku - bo to nie jest tylko wspominanie śmierci 9-ciu górników z kopalni „Wujek”. To jest spotkanie z żywymi ludźmi, których ta zbrodnia boleśnie zraniła, rodzin górniczych. To jest także wpatrywanie się w lustro pamięci tej części Polaków, którzy swą Ojczyznę widzą przez pryzmat drugiego człowieka, zwłaszcza tego skrzywdzonego i krzywdzonego. Msze św. celebrowane dziś w Polsce za śmiertelne ofiary stanu wojennego to wypełnienie patriotycznego obowiązku wspierania duchowego tych, którzy oddali swe życie, aby mogli żyć w wolności ci, którzy pozostali. Dołącza do tego także ważna intencja modlitewna zbulwersowanego społeczeństwa oczekującego na sprawiedliwe osadzenie junty wojskowej. Aby już nigdy z ust żadnego generała po umorzeniu sprawy „z braku dowodów”, nie wydobyło się z cynicznym uśmiechem bezczelne „zaproszenie na wódkę” skierowane do oniemiałych z wrażenia świadków. Dzisiejsza rocznica to także dobijanie się do zamrożonej niepamięci tych rodaków, którzy zawsze potrafią urządzić się w życiu, a pociski ludzkiej sprawiedliwości sprytnie przekierowują na niewinnych.


2010-12-13
DLA NIEPOZNAKI.
O kim się dziś nie mówi, a powinno? O żyjących ofiarach stanu wojennego, o mężczyznach i kobietach noszących w sobie wielki uraz i ciągle cierpiących na wspomnienie tamtych spotkań na ulicy z formacją ZOMO i z ubecją w pomieszczeniach milicyjnych. Niektórzy noszą nawet fizyczne urazy na swym ciele jako pamiątki po wściekłym odwecie generałów. Bo trzeba pamiętać, że ci wojskowi byli przerażeni i walili w ludzi na oślep czołgami, armatkami, pałami i paragrafami. W ich oczach, mimo buty, czaił się strach. Płonące komitety partyjne zapowiadały ruinę ich ukochanej socjalistycznej Polski.
Bardzo wielu Polaków wiele wycierpiało od nich. Dziś jednak w ich krzywdzie obok zabliźnionej rany mieszka prosta duma: warto było! Wielu z nich Pan Prezydent wydobył z cienia, a niekiedy nawet i z zapomnienia. Cóż, kiedy Pana Prezydenta już nie ma wśród nas, zatrzymano go między Katyniem a Smoleńskiem. Jego następca dekoruje zupełnie kogoś innego, stawiając obok dla niepoznaki w tym samym rzędzie jednego delegata episkopatu. Ma taki zwyczaj robienia dla niepoznaki, podobnie inkorporował szefa WRONy do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Warszawiacy jednak nie dali się oszukać. Dziś w nocy urządzili „kocią muzykę” pod willą generała. Zapytani po co to robią, odpowiedzieli, żeby nie zapomnieć o tej nocy sprzed 29-ciu laty.


2010-12-05
JEDNOGŁOŚNIE.
Z episkopatu jedynie ks. emeryt,legendarny, twardy opozycjonista komunistyczny, abp Ignacy Tokarczuk ma odwagę odnieść się i krytycznie ocenić skandaliczne zachowanie prezydenta demokratycznej Polski wobec kaznodziei katolickiego tuż po uroczystej Mszy św. w intencji Ojczyzny. „Kazanie, które 11 listopada wygłosił ks. prałat płk Sławomir Żarski, przekazywało głębokie treści katolickie, zgodne z prawdą według zasadniczej drogi życiowej: prawdą żyć, prawdę głosić i prawdy wymagać. Była to obiektywna homilia ukazująca rozmaite choroby, na które cierpi obecnie Polska. Znamy liczne przykłady z czasów PRL, gdy wielu kapłanów było szykanowanych za głoszone kazania, wiele razy sam doświadczyłem ataków”. Tak to jednogłośnie episkopat nasz potępił niebezpieczną próbę powrotu przemocy władzy wobec kościelnego nauczania.


2010-12-02
MASKOTKA.
Raduj i ciesz się Ludowa Polsko, 20-letnia nieboszczko, bo twój obmierzły duch odezwał się z najciemniejszych zakamarków strachu władzę sprawujących. Nie, nie, takiego hymnu jeszcze nikt głośno nie zaśpiewał i oby nie zaśpiewał. Aliści wielką nawałnicę zwiastuje zwykle ciemny pomruk i coraz silniejszy wiatr. A dziś powiało i pomruczało!
Ks. płk Sławomir Żarski, administrator Ordynariatu Polowego, świetny kaznodzieja – pełniący swą funkcje od czasu katastrofy smoleńskiej, w której zginął biskup polowy ks. Tadeusz Płoski -został przeniesiony do rezerwy kadrowej. Jakkolwiek by to nie nazwano, przyjemnością ani awansem dla ks. pułkownika nie było. Wcześniej, w Święto Niepodległości, w bazylice Świętego Krzyża ks. Żarski w obecności pana Prezydenta wygłosił patriotyczne kazanie, w którym zgromadzeni usłyszeli, że „u podstaw III Rzeczypospolitej wartość została zastąpiona ‘antywartością’… Patriotyzm zastąpiono promowanym kosmopolityzmem; miejsce uczciwości zajęła nieuczciwość; prawdę zastąpiono kłamstwem i pomówieniem; ofiarność i poświęcenie - chciwością i pazernością; miłość – nienawiścią... Wartością stała się zaradność w zaspokajaniu własnych potrzeb i gromadzenia dóbr osobistych, nawet za cenę zniszczenia dobra wspólnego” . Pan Bronisław Komorowski po pobożnym uczestniczeniu w Eucharystii, po przyjęciu Komunii św., na koniec - zanim z prezbiterium zdążył dojść do zakrystii - publicznie wyraził swe zaskoczenie i oburzenie wobec kaznodziei za jego obraz budowania nowej Polski. M.in. świadkiem tej „pobożności” prezydenckiej był szef MON-u Bogdan Klich, który dokonał przeniesienia do rezerwy kadrowej. Witaj cenzuro, ulubiona maskotko rządzącej braci komunistycznej.


2010-12-01
ZIMA.
Mróz się rzucił na kraj. Rano za oknem było minus dziesięć. W Białymstoku minus dwadzieścia pięć! Śniegu w dzień dosypało, a wieczorem istna zamieć. Pryzmy urosły między plebanią a kościołem. Za to w kościele gorąco. Dziś wyjątkowo. Ojciec Andrzej, sercanin, prowadzi Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Dziś na modlitwę o uzdrowienie przyszło mnóstwo ludzi. Podniosła się średnia uczęszczania. Ciekawe, gdy w kościele za darmo coś się daje, czy paczki, czy obietnicę zdrowia, wtedy mnóstwo amatorów. Smutne. Nikt nie rozumie, że łaska Boża jest bardziej potrzebna niż cokolwiek innego, i jest darmo dana. Niedzielna frekwencja wciąż spada. Kapryśny brak popytu. Sacrum na bocznicy. Okres przed Bożym Narodzeniem – widać, jak temperatura handlowa rośnie. Ciepłota duszy jak na lodowcu.


2010-11-29
ALERT.
Obruszył się chór płanetników na moje lekkoduszne pisanie i dowalił dziś z rana potężnym białym puchem. Polska, i chyba też kawał zachodniej Europy (jak zjednoczenie to zjednoczenie!), sparaliżowana, ledwie się wlecze drogami wzdłuż i wszerz. Koła nie słuchają się kierownicy i tańczą, pijane, po jezdni. Łopaty się kapryśnie wyginają przy odgarnianiu chodników. No i oczywiście, kompetentne władze miejskie i krajowe zaskoczone zimą, bo w kalendarzu jeszcze nie czas na nią. A na drogach kraksy, karambole, ranni i przeniesieni co poniektórzy poza horyzont. Jeszcze jeden alert z Nieba: Wieczność nie czeka!


2010-11-27
ŚNIEG.
Pierwszy śnieg. Drobniutki, ale zabielił świat. Cień i mróz pomagają, aby nieco dłużej trwał. Rachityczny upiększacz świata (za oknem). Na ulicy już rozdeptany, jedynie trawie pozwala szeptać przy kościele, że świat nie musi być taki brzydki.


2010-11-25
WYBORY.
Po wyborach, a wciąż o nich głośno i grząsko, jakby płatnym nagłaśniaczom zabrakło pomysłu i odwagi. Trudno przyjąć przecież, że tematów już nie ma na świecie bliskim czy dalekim. Panie dysydentki PiS-owe z męskim tłem za plecami skwapliwie wykorzystują swoje piękne pięć minut. A pan Prezes z zimnym błyskiem w oku gromi przeciwników. Bo gdyby nie oni, to wygrałby na pewno te wybory. Kto wie, może wybory te nie tyle przegrane są, co błędne.


2010-11-21
NA OSTROWIE TUMSKIM.
Dżdżysta niedziela. Czyżby niebu zabrakło słońca? Dwa dni były cudownie cieplutkie. Nie, ten siąpiący deszczyk – interpretowałem sobie - to po prostu kropla po kropli, jakie Wujek nam posyła z Nieba w dowód wdzięczności za nasze skupienie modlitewne przy nim. Przed południem czwórkowicze ze wszystkich stron świata skrzyknęli się na uczczenie Chrystusa Króla w kościele u Matki Bożej na Piasku. Dziękczynienie było bardzo uroczyste pod przewodem drogiego ojca biskupa Józefa Pazdura. W wielkim, gotyckim kościele miejsc siedzących zabrakło. Głosząc homilię musiałem zważać na czas, bo ziąb okrutny ciągnął od kamiennej posadzki. A mówiłem o Królestwie Chrystusowym, które mieszka w nas, a na imię mu: Miłość. Wujek Aleksander przez całe życie swe kochał i uczył miłowania. Mówił: Miłości trzeba się uczyć jak każdej sztuki. Dziś dopowiedziałem Wujkowi: w sztuce przede wszystkim liczy się talent, dar darmo dany. Bóg obdarza talentem i żąda sumiennej pracy nad nim.
Podczas Eucharystii dziękowałem Jezusowi nie tylko za łaskę uroczystego rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, pamiętałem także o tej małej grupce szaleńców Wujkowych, którzy doprowadzili (nieraz w ciężkim mozole) do tego procesu. Ich trud zaowocował zebranymi dokumentami, z których wyłania się urzekający obraz świątobliwej osobowości ks. Prałata. Nasz Ordynariusz poddał się zupełnie urokowi tego wizerunku.
Trwałem cierpliwie na zimnej posadzce i uporczywie wyszeptywałem z królewskiego skarbca Serca Jezusowego łaski i błogosławieństwa dla ks. Andrzeja, Jadwigi, Marysi i ich pomocników. Potem było odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej na fasadzie „Czwórki”, gdzie mieszkał, pracował i uświęcał młody Wrocław duszpasterz akademicki, sługa Boży ksiądz Aleksander Zienkiewicz, ukochany Wujek. Trzydniowe uroczystości zwieńczył w kościele św. Krzyża koncert muzyczny grupy Spirituals Singers Band pt. „Rzecz o świętych”.
Wszystko to działo się na wrocławskim Ostrowie Tumskim w pamiętnym Roku Pańskim 2010.


2010-11-20
CIŻBA PRZY WUJKU.
Całą sobotę przeżyłem w podniosłym nastroju. To chyba miniony wieczór jeszcze oddychał we mnie cichą radością. Wczesną jutrznią od razu nawiązałem kontakt myślowy z tym, co było i co czekało na wielką wspólnotę czwórkową. Popędziłem do katedry na Ostrów Tumski. W zakrystii zastałem pełno księży i kleryków przyodzianych liturgiczną bielą. W kanonickiej zakrystii ubierali się do Mszy św. księża biskupi i dostojni goście. Obok ks. Abpa przygotowywał się ks. bp Antoni Dziemianko z Pińska, były proboszcz z Nowogródka z miasta młodości Aleksandra Zienkiewicza. Przy nim już gotowy czekał ks. proboszcz Paweł Samsonow z parafii Duniłowicze, gdzie maleńki Olek przyjął łaskę Chrztu św. i opiekę swego patrona niebieskiego. Kilka minut po 9-tej dotarli księża bpi z Legnicy i Świdnicy, którzy utknęli w długim korku na trasie przed Wrocławiem. Warto było zaczekać, bo ks. bp Ignacy Dec wygłosił piękne kazanie podczas Eucharystii. Sześć białych i złotych mitr otaczało ołtarz ofiarny, a całe prezbiterium było zapełnione młodszym i starszym duchowieństwem. W nawie głównej głowa przy głowie skupiał się czwórkowy lud Boży. Wszyscy tu obecni znaliśmy i korzystaliśmy z mądrości i dobroci Wujka pod „Czwórką”.
Po Mszy św. cała ta ciżba ludzka wylała się z katedry i zapełniła wielką aulę naszej uczelni teologicznej. Punktualnie o 10:30 stanęliśmy w ciszy wspólnie wzywając pomocy Ducha Świętego. Tak właśnie rozpoczęła się pierwsza, uroczysta sesja wrocławskiego, diecezjalnego procesu kanonicznego, którego zadaniem będzie dostarczenie dla świętej kongregacji na Watykanie dowodów i świadectw o heroiczności cnót w życiu mojego wieloletniego, wspaniałego Szefa. Wszystko, co się dalej działo, niosło mnie aż do wieczora na fali wewnętrznej, niecodziennej radości. To był niesamowity czas. Słuchałem z uwagą świadectw ludzi, których ścieżki życiowe przecięły się niejeden raz z drogą Wujka. Życie tego Duszpasterza akademickiego działo się jak na wielkim placu, gdzie każdy miał, o każdej godzinie, dostęp ze swoimi problemami i potrzebami do jego serca, a często i do jego przepastnej kieszeni w sutannie.
Do samego wieczora rozmawialiśmy, przy herbacie i ciasteczkach, w mniejszych i większych grupach, każdy chciał z każdym zamienić choć słówko. Najdłużej był oblegany Harnaś - długoletni współpracownik i świadek świątobliwego życia Wujka – obecnie ks. bp senior Adam Dyczkowski z Zielonej Góry.


2010-11-19
WIGILIA SZCZEGÓLNA.
Bardzo duża grupa czwórkowiczów zgromadziła się wokół grobu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Modliliśmy się na różańcu. Kwiaty liczne na płycie grobowej. W blasku płonących zniczy głośno rozważałem tajemnice bolesne z życia Pana Jezusa i Maryi. Z niejakim trudem mogliśmy odgadywać wzajemnie rysy naszych twarzy, ale z łatwością rozpoznawaliśmy się po życzliwym uśmiechu. Po modlitwie przeszliśmy na godz. 18:00 do naszego kościoła u NMP Częstochowskiej na Mszę św. koncelebrowaną pod przewodnictwem Harnasia – ks. bpa Adama Dyczkowskiego. Dopisali duszpasterze akademiccy, nie zawiodła też Wujkowa „Rodzinka”. W Ewangelii Chrystus, powołując się na życie nieustające Abrahama, Izaaka i Jakuba, przypomniał nam: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Bardzo były nam potrzebne dziś te słowa, gdy trwaliśmy na modlitwie błagalnej w przededniu rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego naszego Wujka, którego nam przed piętnastu laty śmierć zabrała. Po Mszy św. przez godzinę trwaliśmy na modlitwie adoracyjnej przed Najświętszym Sakramentem.


2010-11-15
WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ.
Nowa bomba polityczna. Pan Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, i pani Anna Fotyga, zajmująca się w PiS sprawami zagranicznymi, udali się do Waszyngtonu z pismem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w sprawie uruchomienia międzynarodowej komisji do wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej i z trzystu tysiącami podpisów Polaków potwierdzających niewystarczalność i nieudolność w prowadzeniu śledztwa polskiej prokuratury wespół z MAK-iem rosyjskim. W kręgach rządowych konsternacja, oburzenie i wielki krzyk. Zbulwersowany rzecznik rządu oznajmia, że wyjazd do USA w tej sprawie to jest „absolutny i totalny skandal, ocierający się wręcz o zdradę", konkludując, że gdyby Polska potrzebowała pomocy eksperckiej przy śledztwie, to by się o nią zwróciła. Podziwiam wstrzemięźliwość pana rzecznika. Nie powiedział przecież, że to jest absolutna i totalna zdrada, ani nie przypomniał o wydeptanej od dawna ścieżce do ekspertów po przeciwnej stronie geograficznej.
I jeszcze jeden podziw wzbudza we mnie wstrzemięźliwość adwersarzy rządowych, bo nie mają sumienia, by przypominać teraz „ocieranie się o zdradę” Narodu, gdy premier - dla uczczenia 70. rocznicy bestialskiego mordu dokonanego na Polakach w Katyniu przez sowieckie NKWD - nie zapragnął pojechać na groby ofiar z prezydentem polskim lecz z premierem rosyjskim i na jego osobiste zaproszenie.


2010-11-14
BEATUS VIR.
Dziś nasz ks. abp Marian Gołębiewski zapowiedział w liście pasterskim do wiernych Dolnego Śląska rozpoczęcie, na etapie diecezjalnym, procesu beatyfikacyjnego mego szefa ks. Aleksandra Zienkiewicza, z którym mieszkałem pod jednym dachem przez ponad 15 lat w Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Katedralnej 4 we Wrocławiu. List jest ewenementem, bo adresatami są wierni całego Dolnego Śląska. Kiedyś była to jedna archidiecezja i ks. Zienkiewicz w naturalny sposób pracował w różnych miastach, dziś poza naszymi granicami kościelnymi. Mrowie po krzyżu przebiega, gdy sobie uświadamiam, że kawał mego życia dane mi było przepracować i przemodlić razem z człowiekiem świętym – tak blisko Nieba! A przecież moje związki z ks. Aleksandrem sięgają wstecz do czasów seminaryjnych, kiedy uczył kleryków mądrego czytania literatury i uważnego odczytywania znaków czasu. Ks. Profesor był łaskaw wygłosić kazanie na moich prymicjach. Mówił, pamiętam to, że Boga wypędzonego z jakiegoś obszaru działań ludzkich musi zastąpić długi w nieskończoność wielopiętrowy układ kontrolerów społecznych: kontroler kontrolera jakiegoś kontrolera, który jest kontrolerem nad kilkoma kontrolerami, którym podlegają podkontrolerzy, a ci z kolei są nadkontrolerami innych kontrolerów itd…


2010-11-11
NIE POPUSZCZĄ.
Wczoraj, po uroczystym poświęceniu pomnika ofiar smoleńskiej katastrofy na Powązkach, pan premier Donald Tusk zaprosił osierocone rodziny po popołudniu na kawę i dał możliwość stawiania mu pytań związanych z tą katastrofą lotniczą. Oczywiście, żony i córki zmarłych wysokich urzędników państwowych przygotowały bardzo dużo konkretnych pytań dotyczących tak długiego i rodzącego coraz więcej nowych pytań procesu wyjaśniania przyczyn i okoliczności śmierci ich bliskich. Premier najwyraźniej był przygotowany tylko na towarzyską kawkę i złożenie wyrazów współczucia, bo po pierwszej serii pytań poprosił o godzinę przerwy na przygotowanie swych odpowiedzi. Ale i tego było za mało. Towarzystwo rozeszło się z obietnicą przyszłego spotkania dla dalszego drążenia prawdy. Kobiety nie popuszczą! Zbyt wiele smutku w nich i goryczy mnożonej przez ślamazarne śledztwo i dziwne poddaństwo polskich władz kierownictwu rosyjskiemu.


2010-11-10
BEZ MIŁOŚCI.
W Warszawie dziś wiele się działo, a wszystko spowite aurą religijności. Gdyby jeszcze do tego dołączyła miłość, byłoby naprawdę pięknie. Szkoda, że nie wszystkie rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej znalazły się razem przy poświęceniu pomnika na Powązkach. Szkoda, że Jarosław Kaczyński złożył swój wieniec Bratu przy pomniku już po wszystkim. Bez miłości pokornej nie wypędzi się tej nienawiści na górze. Kard. Nycz przed poświęceniem pomnika powiedział, że katastrofa zraniła cały naród. Przypomniał też, że Ojczyzna jest wartością godną ofiary życia, ale i pracy, i codziennego wypełniania obowiązków, czego należy się uczyć od tych, którzy zapłacili za Ojczyznę najwyższą cenę. Trudna ta nauka, bo nie idzie tylko o przetasowanie myśli, ale trzeba na nowo uformować serce i sumienie.
Szkoda też, że po porannym przeniesieniu drewnianego krzyża harcerzy z kaplicy pałacowej do kościoła św. Anny znów uformowała się „warta” z nowymi krzyżami pod Pałacem Prezydenckim. Harcmistrz Jarosław Błoniarz pytany, czy jego zdaniem przeniesienie krzyża oznacza koniec sporów pod Pałacem Prezydenckim, odpowiedział: Mamy taką nadzieję, ale jak będzie, zobaczymy . Oczywiście, trzeba pilnować miejsca pod pomnik w mieście, ale nie wolno do tej politycznej sprawy używać najgodniejszego znaku wiary chrześcijańskiej.


2010-11-04
ODWAGA.
Gdy posłów polskich, tak z prawa, jak i z lewa, nie stać na zdecydowanie w sprawie „in vitro”, krakowscy młodzi ludzie zrzeszeni w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży napisali – w Dniu Zadusznym - do swoich parlamentarzystów z PO list otwarty . Cieszyć się należy z tego odważnego głosu w chwili, gdy zbliżające się wybory do władz w terenie zawiązały oczy na najważniejszą, nieustabilizowaną prawnie sprawę, jaką jest los człowieka od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. Piszą: „in vitro” jest nie tylko metodą sprzeczną z prawem Bożym, o czym naucza Kościół, ale też metodą niezwykle kosztowną, mało skuteczną i ryzykowną nie tylko dla zdrowia kobiety, ale także dziecka.(…) Sztucznie wspomagany rozród metodą „in vitro”, w odróżnieniu od NaProTechnologii, niesie ze sobą ryzyko śmierci zarodków, poronień, ciąż wielopłodowych zakończonych porodami przedwczesnymi. Wiąże się ze zwiększoną częstością wad wrodzonych i lekceważy godność mężczyzny, kobiety i dzieci.
Brawo, młodzieży krakowska! Podziwiam i za to, że w tym odezwaniu się do parlamentarzystów mówią głośno o przemilczanej przez polskie media metodzie „naprotechnologii”, która skutecznie leczy chorobę niepłodności. Daje szansę na poczęcie poprzez naturalne współżycie i urodzenie zdrowego, donoszonego dziecka, korzystając przy tym z najnowszych osiągnięć medycyny. Tę odwagę trzeba pochwalić tym bardziej, że krakowskie KSM stanęło bez lęku oko w oko z potężnym lobby wyciągającym z kieszeni obywateli niemałe pieniądze na zastosowanie metody „in vitro”. W dobie powszechnej korupcji na szczytach taki znak ostrzeżenia jest wskazany. Brawo, młodzi przyjaciele!


2010-10-28
APEL UCZONYCH.
Stu trzech polskich naukowców i nauczycieli akademickich wystosowało apel do parlamentarzystów . Przytaczam tekst w całości jako świadectwo i zwięzłe wyjaśnienie ważnych i aktualnie dyskutowanych w Sejmie problemów ludzkiej reprodukcji.
We wrześniu [2009 r.] w Sejmie RP rozpoczęły się prace nad regulacjami prawnymi dotyczącymi procedury "in vitro". Jako naukowcy i nauczyciele akademiccy pragniemy zabrać głos w tej ważnej kwestii społecznej. Życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia - to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura "in vitro", mająca służyć przekazywaniu życia ludzkiego, jest nieodłącznie związana z niszczeniem życia człowieka w fazie prenatalnego rozwoju, jest więc głęboko nieetyczna i jej stosowanie winno być prawnie zakazane. Z publikowanych danych - z różnych ośrodków medycznych stosujących "in vitro" - wynika, że w trakcie tej procedury ginie 60-80% poczętych istot ludzkich (z brytyjskich informacji wynika, że nawet 95%). Procedura "in vitro", na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: art. 30, art. 38, art. 40 oraz art. 157 kodeksu karnego. Procedura ta jest rażąco sprzeczna z ekologią prokreacji, zastępując naturalne środowisko poczęcia i początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez "szkło", a w skrajnym przypadku przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195°C). To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie dwukrotnym wzrostem śmiertelności niemowląt, 2-3-krotnym wzrostem występowania różnych wad wrodzonych a także opóźnieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczętych metodą "in vitro" w porównaniu do dzieci poczętych w sposób naturalny. Pozytywną metodą pomocy małżonkom pragnących poczęcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. Naprotechnologia to nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niepłodności na podstawie tzw. Modelu Creighton, służącego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu. Na żadnym etapie stosowania naprotechnologii nie dochodzi do niszczenia poczętych istot ludzkich, naruszenia godności małżonków i poczętej istoty ludzkiej oraz zachowane są ekologiczne zasady prokreacji. Należy też podkreślić, że naprotechnologia w porównaniu do procedury "in vitro" jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie mniej kosztowna. Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury "in vitro" jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ.


2010-10-25
DWIE KLASY.
Wypowiedzi i działania pana Palikota – expeowca - mogą służyć jako doskonała ilustracja „wysuszenia” intelektualnego obecnej klasy politycznej. Daj, Boże, niecałej! Ostatni wyczyn wygląda i brzmi tak: Protestujemy przed kuriami w związku z tym, że chcemy państwa świeckiego. Nie chcemy, żeby biskupi straszyli posłów.
Być może, jest to jakiś stan chorobowy, tym bardziej niebezpieczny, że dotyka zgrupowanych zwolenników w kilku biskupich miastach. Oby to nie była epidemia! Księża biskupi pytani przez katolików, jak mają reagować na te godne pożałowania demonstracje, zalecają modlitwę i spokój ducha. Nowo mianowany kardynał Kazimierz Nycz mówi: Trzeba reagować bardzo spokojnie, ponieważ są to demonstracje mocno upolitycznione (…). Nie chciałbym, żeby katolicy odpowiadali na takie akcje zaczepkami.
W rozmowie z profesorami uniwersytetu i politechniki usłyszałem opinię, że nie wolno łączyć (nawet w myślach!) polityków z ludźmi wiedzy i nauki.


2010-10-19
OWOC NIENAWIŚCI.
Około godz. 11:00 w Łodzi do biura partii PiS wtargnął uzbrojony mężczyzna z krzykiem, że chce zabić Kaczyńskiego,(którego tam nie było). Zastrzelił więc obecnego Marka Rosiaka i poranił nożem drugiego pracownika biura. 62-letni mieszkaniec Częstochowy wynajął mieszkanie w hotelu i przez 4 dni przygotowywał się do swej akcji. Trudno powiedzieć, czy to psychopata, ale z całą pewnością był mocno wzburzony i podekscytowany. Krzyczał o swej nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego.
Oczywiście, wydarzenie to natychmiast wywołało burzę polityczną. Szef PiS-u określił to zabójstwo jako wynik długotrwałej kampanii nienawiści prowadzonej przez PO przeciwko PiS-owi. Politycy PO natomiast mówią, że z pewnością jest to tragiczny incydent w wykonaniu człowieka chorego na umyśle. Trudno tu rozstrzygać, ale chyba można pomyśleć, że drugie nie wyklucza pierwszego.Istnieją bowiem takie nienawistne słowa, które rzucone w świat, jak iskry potrafią zapalić niewiadomo kiedy i niewiadomo jaki stos. I zaskoczyła mnie data wybrana przez zabójcę – rocznica zbrodniczej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.


2010-10-17
ŚMIETANKA.
Myślałem wczoraj (apolitycznie i irracjonalnie), że w Kielcach przed katedrą pojawi się pan Tadeusz Mazowiecki, że podczas sympozjum wobec księży i kleryków opowie, jak to w czasach stalinowskich ludzie pisaniem zarabiali na chleb z masłem. Myślałem, że będzie miał odwagę publicznie wyznać grzech publiczny i przeprosić Kościół: hierarchów i miliony wierzących Polaków. Jest przecież katolikiem. Czyż Naród katolicki nie wybaczyłby pokutującemu bratu?
Nikomu nie jest łatwo zdobyć się na pokutę, zwłaszcza, gdy w okresie prosperity dla niektórych nie było się osamotnionym. Chmara czerwonych wron rozdziobywała do krwi ludzi Kościoła. Wiele z tych osób - dziś także ze świetnym samopoczuciem – woli nie pamiętać lat pięćdziesiątych XX wieku. W Krakowie w styczniu 1953 roku władza ludowa zorganizowała proces, oskarżając wielu księży za „szpiegostwo za amerykańskie pieniądze”. Nienawiść komunistów do Kościoła była absurdalna i okrutna. Wyrok też był okrutny: trzech kapłanów skazano na śmierć, a innych pozbawiono wolności na wiele lat. Obserwatorzy tamtych nienormalnych działań mówili i mówią, że można było tych niewinnych ludzi uratować, zwłaszcza, że wtedy władza ludowa jeszcze nie czuła się zbyt mocno osadzona na polskiej ziemi. Liczyła się z głosem polskiej ówczesnej inteligencji. Niestety, płomień wstydu mnie ogarnia, gdy czytam rezolucję krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich z 8 grudnia 1953 roku: „wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali - za amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję”.
Tak to literaci polscy stanęli w obronie Sprawiedliwości i Prawdy . A nazwiska pod rezolucją widnieją znakomite: Wł. Machejek, B. Miecugow, L. Flaszen, L. Herdegen, Wisława Szymborska i jej kolejni mężowie: A. Włodek i K. Filipowicz. Widnieją tam również: Jalu Kurek, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś i ponad dwudziestu innych reprezentantów śmietanki towarzyskiej PRL-u. Dziś nazwiska stamtąd wyjaśniają niektóre trudne do zrozumienia postawy inteligenckie w obu dekadach III RP.


2010-10-16
NIEZŁOMNY.
Przy kieleckiej katedrze, w rocznicę wyboru Polaka na Stolicę Piotrową, odsłonięto dziś pomnik biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, prześladowanego i więzionego przez komunę. Uroczystość poprzedziła Msza św. w katedrze, a jeszcze wcześniej bardzo ciekawe sympozjum naukowe w Seminarium Duchownym z uczestnictwem kleryków.
Ks. bp Kaczmarek, od 1938 roku ordynariusz kielecki, nagle zniknął w 1951 roku; przez trzydzieści dwa miesiące był więziony i okrutnie torturowany. Zorganizowano mu proces zawyrokowano: 12 lat bez wolności! W całej prasie i w radiu przez długi czas prowadzono oszczerczą i zniesławiającą ks. Biskupa kampanię publiczną. Brał w niej niesławny udział późniejszy premier rządu III RP, Tadeusz Mazowiecki. Kościół w Polsce wszystkimi dostępnymi kanałami prowadził starania o uwolnienie ordynariusza kieleckiego. Kiedy wreszcie ks. biskup Czesław Kaczmarek pojawił się na wolności, jego widok przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Zmaltretowany i schorowany, bez sił, przywieziony został do swego mieszkania. Po dziesięciu latach, przed śmiercią w 1963 roku, zapisał w testamencie słowa przebaczenia swoim oprawcom.
Obecna uroczystość potwierdza rację tych wiernych, którzy - nie poddając się propagandzie komunistycznej - zaliczyli bpa Kaczmarka do wielkich „kapłanów niezłomnych” w czasach ucisku sowieckiego.


2010-10-13
SAN JOSÉ.
Od najwcześniejszych polskich godzin dzisiejszego poranka rozpoczęła się w Chile akcja wydobywania górników z zawału na głębokości 625 metrów w kopalni San José na pustyni Atacama. Przebywali pod ziemią od początku sierpnia. Przy życiu i w dobrej kondycji psychicznej utrzymywała ich szybko nawiązana łączność radiowa z ludźmi na powierzchni, którzy dostarczali im pożywienie i słowa nadziei. Nadziei najbardziej byli złaknieni, bowiem po ludzku patrząc na sytuację, wyjścia nie było widać. Na powierzchni ta nadzieja stała się źródłem twórczych pomysłów ratowników z różnych stron świata. Solidarne myślenie i działanie przyniosło nadspodziewane efekty. Dosłownie cały świat zatrzymał się dziś obserwując przez telewizję wydobycie pierwszego z trzydziestu trzech górników. Po pierwszym wydobyto drugiego i tak, co godzinę wracał z podziemnego uwięzienia jeden człowiek. Do godzin południowych wydobyto dziesięciu górników. Każdy z nich, stawiając stopę na powierzchni, klękał i w skupieniu modlił się, a następnie wybuchała niesłychana radość mężczyzny i łzy szczęścia w oczach żony witającej w serdecznym uścisku swego męża. Inne kobiety, oczekujące cierpliwie na kolejne powroty jednoosobowej kapsuły ratunkowej, powoli w zamyśleniu przebierały w palcach paciorki różańca świętego. Tym ludziom nikt nie musiał mówić, że uczestniczą i są świadkami cudu.
Metropolita Górnośląski, ks. Abp Damian Zimoń, który urodził się i wychował w rodzinie górniczej, określił ocalenie tych ludzi jako ich zmartwychwstanie. „Taka akcja ratownicza to ewenement na skalę światową. W wielu regionach świata pogodzono by się ze stratą i nikt by uwięzionych górników nie ratował. A tu podjęto bezprecedensową akcję, nie zważając na koszty. Ku chwale Chile”. W Katowicach w kaplicy św. Barbary Bractwo Gwarków od początku września czuwało na modlitwie w intencji wydobycia uwięzionych górników na drugiej półkuli Globu. Zapalili lampkę górniczą, nazwaną „płomykiem nadziei” i wyłożyli „Księgę Nadziei” dla wpisów ludzi wrażliwych na tragiczny los górników w San José. Wolno mi dziś pomyśleć, że św. Józef skutecznie interweniował u Opatrzności Bożej, wypraszając ożywienie geniuszu ratownictwa u kompetentnych ludzi skupionych nad katastrofą górniczą.


2010-10-05
NIENOBLIWY NOBEL.
To celowe fałszowanie prawdy! – tak określiły środowiska naukowe katolickie - i nie tylko - decyzję Komitetu Noblowskiego, który przyznał nagrodę w dziedzinie medycyny Brytyjczykowi Robertowi G. Edwardsowi za badania nad zapłodnieniem in vitro.
Specjaliści od naturalnych metod planowania rodziny zwrócili uwagę, że w wyniku działań Edwardsa na świat przyszło 4 mln dzieci, które, owszem, inaczej by się nie urodziły - ALE !!! aby osiągnąć tę liczbę, „po drodze” zniszczono ok. 20 mln istnień ludzkich w wyniku zastosowania tej metody. Nie można zgodzić się z uzasadnieniem Komitetu Noblowskiego, który stwierdził, że dokonania Brytyjczyka umożliwiły leczenie bezpłodności. - To jest celowe fałszowanie prawdy, in vitro to tylko produkcja dzieci. Niepłodność, jako choroba w łonie kobiety, po zastosowaniu tej metody nadal pozostaje nieuleczona.
Komitet Noblowski kiedyś potrafił odrzucić kandydaturę Jana Pawła II do nagrody pokojowej – wolno im, pomyślałem wtedy – ale teraz, gdy pochwala się zabijanie wielu nienarodzonych dzieci dla urodzenia jednego, trzeba powiedzieć: zgroza! Ten brak uszanowania dla życia ludzkiego przypomina podobny proces u Starożytnych, który doprowadził do upadku całej ich cywilizacji. Pochwała nieszlachetnego odnoszenia się do najbardziej bezbronnego życia ludzkiego, jeśli wypływa ze źródła nienawiści do chrześcijaństwa – jest czystym zakłamaniem ateistycznym i przekreśla definitywnie ulubioną zachodnią tezę o tolerancji i wolności.


2010-10-03
NA DEPTAKU.
Telefonują i piszą znajomi pytając o moje zdrowie, bo niczego nowego nie znajdują w Raptularzu. Cieszy mnie to zatroskanie. Odpowiadam: w zdrowiu nic się nie zmieniło, ani na gorsze, ani na lepsze. Mam dobrą opiekę lekarską i apteczną. Największą jednak ufnością obdarza mnie twarz Zbawiciela z obrazu „Jezu, ufam Tobie”. Przed nim, gdy staję, modlitwa moja nabiera wigoru. W jej obszerne rękawy każdego ranka zagarniam sporą ilość imion, nazwisk i loginów, wydarzeń, rozmów i twarzy zapamiętanych. Noszę je nieraz przez cały dzień, by wieczorem wetknąć je w tę jasną szparę na piersi Jezusa, z której wypływają dwa promienie: biały i czerwony.
A dlaczego nie piszę? Bo mi się odechciewa, gdy muszę na państwowym deptaku nie chodzić, lecz przeskakiwać obrzydliwe kałuże zgęszczonej mazi tuskowo-palikotowej z przyklepywaniem schetynowskim wszystkiego na tak. Smutno mi bardzo, gdy oglądam w telewizorze rozchełstanego pod szyją i rozdzianego z dostojnych szat dominikańskich ojca Macieja. Modlę się też za niego, wspominając dawne, młode, wrocławskie czasy.


2010-09-21
CAUSA FINITA.
Moskwa polskim prokuratorom badającym sprawę katastrofy smoleńskiej powiedziała: dość już zabawy! Zabierajcie swoje zabawki i wracajcie do domu! Polacy zabrali oddane kilka paczek dokumentów z rozbitego samolotu przy akompaniamencie zdecydowanego oświadczenia: więcej nie będzie, nie przeszkadzajcie nam, bo musimy napisać raport o tym, co się stało 10 kwietnia. Powiadomimy, gdy skończymy.
Komentatorzy w Polsce i na świecie domyślają się, że to pisanie będzie łatwe i trudne jednocześnie. Łatwe, bo Moskwa od samego początku nie ukrywała, że zna przyczynę katastrofy, a trudne, bo trzeba raport tak napisać, by zamknąć usta politykom raz na zawsze na ten temat.


2010-09-17
ZAKAJEW.
Rosyjski list gończy nazywa Ahmeda Zakajewa, premiera rządu czeczeńskiego na emigracji, terrorystą i mordercą, i żąda ekstradycji. Pan Zakajew przyjechał na Kongres Czeczenów do Pułtuska. Polska prokuratura zatrzymała go na przesłuchanie. W kraju niepokój i oburzenie wielkie, bo przecież Polacy pamiętają, jak żołnierze AK byli przez okupantów niemieckich i sowieckich nazywani bandytami, i tak traktowani. Wieczorem odetchnęliśmy z ulgą, sąd (tym razem niezawisły) postanowił o uwolnieniu Zakajewa.
Tak, ulga ulgą, ale skaza na polskiej demokracji zostanie na długo. Pan Zakajew zdąży na obrady drugiego dnia Kongresu Czeczenów i z pewnością przyjęty będzie entuzjastycznie. Myślę, że pan Tusk obecnie byłby tam przyjęty z bardzo stonowanym aplauzem. Szkoda go, bo i z panem Putinem nie będzie teraz miał słodko.


2010-09-16
POZYTYW.
Nowa wrzawa na Krakowskim Przedmieściu. Czterech borowców rano o ósmej przeniosło krzyż harcerski do kaplicy w Pałacu Prezydenckim. Szef kancelarii prezydenta nazwał to uroczystością (bo przenieśli przez główną bramę). Koń by się uśmiał. Ludzie, którzy przyszli na swój „dyżur” modlitewny, byli zaskoczeni. Emocje w nich nie opadają, jak chce prezydent i rząd, a zaczynają rosnąć i burzyć się. SMS-ami zwołują się na godzinę 21. I obiecują, że przyniosą 96 krzyży! Jarosław Kaczyński zapowiedział, że przyjdzie zapalić znicze dla pamięci brata, bratowej i innych bliskich mu ludzi, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Widać wyraźnie, że sprawa wcale nie ma się ku końcowi. Przez cały dzień media polują na polityków i przechodniów z pytaniem, co sądzą o nowym miejscu i o sposobie przeniesienia krzyża. Polaryzacja sądów, oczywiście, w całej możliwej rozpiętości.
Dziwna, zakłamana sytuacja. Wszyscy wiedzą, o co naprawdę chodzi w całej aferze, ale nie ujawniają tego, raczej mówią, o co nie chodzi (nie chodzi o krzyż!). Dziś wieczorem poseł PO powiedział, że on wie, iż tu chodzi o podsycanie przez przeciwników politycznych emocji w społeczeństwie… Ale nie stać go było na nazwanie źródła tych emocji czyli sprzecznego interesu rządzących i opozycjonistów. Jarosław Kaczyński pragnie godnie i godziwie upamiętnić osobę prezydenta Kaczyńskiego, swego brata bliźniaka, a Komorowski bardzo się stara, by nie dopuścić do wielkiej chwały i pamięci o swym poprzedniku - przeciwniku.
No cóż, nihil novi sub sole! A to znaczy, że świat się jeszcze kręci, czyż to nie pozytyw? Jedyny w tej zawierusze.


2010-09-14
EKSPIACJA.
Dzisiejsza data od wieków niesie ze sobą święto Podwyższenia Krzyża. W znanych polskich sanktuariach dzisiejsze uroczystości, często poprzedzone oktawą lub triduum adoracji, modlitw i wykładów, zgromadziły wyjątkowo liczne rzesze wiernych. Ale nie tylko tam. W wielu parafiach w Polsce dzień dzisiejszy jest okazją do modlitwy ekspiacyjnej za zniewagi wobec znaku Chrystusa Zbawiciela na Krakowskim Przedmieściu w stolicy i w Przemyślu. Z różnych miejsc kraju słychać pozytywne głosy duszpasterzy o wyjątkowo dużej frekwencji na wczorajszych i dzisiejszych nabożeństwach. W Kielcach wielka, neogotycka świątynia pod wezwaniem Krzyża św. była szczelnie wypełniona wiernymi, przeważnie młodymi. Młodzież chętnie gromadziła się wokół autentycznego papieskiego krzyża Jana Pawła II, podczas rozważań na temat miejsca krzyża w Europie była cisza, jak makiem zasiał. W Lublinie u dominikanów odbyła się dziś „dyskusja dwóch ambon” o krzyżu z udziałem biskupów: katolickiego i ewangelicko-metodystycznego. Cudami słynące krzyże na Wawelu, w Mogile czy w Kcyni gromadziły dziś licznych wiernych przychodzących z modlitwą pokutno-wynagradzającą.
Wygląda na to, że Kościół oddolnie daje odpowiedź politykom na ich usiłowania usunięcia znaku krzyża z przestrzeni publicznej. Oby tylko nie powtórzyła się historia generała Jaruzelskiego, który w stanie wojennym o nabożeństwach w kościele Stanisława Kostki, czy o treści kazań ks. Popiełuszki, dowiadywał się jedynie z ubeckich raportów.


2010-09-10
PRZY BARIERKACH.
To już piąty miesiąc mija od katastrofy smoleńskiej. Żadna ze spraw przyczyn i odpowiedzialności za to tragiczne wydarzenie nie została wyjaśniona. Rosjanie zwlekają i wodzą za nos naszą władzę, a władza chodzi wokół sprawy jak wół ze spętanymi nogami. Partia PO, jak ktoś bardzo przestraszony, atakuje partię PiS, pilnując bardzo uważnie każdego wypowiedzianego i niewypowiedzianego słowa prezesa „chrześcijańskiej” opozycji. Zupełnie jak w rodzinie dwaj bracia nienawidzący się wzajemnie, nawet nie szukają logiki czy zdrowego rozsądku, byleby mocno zdzielić drugiego i aby gawiedź dookoła zagulgotała z uciechy. Media doskonale im w tym usługują, także przy barierkach.
Dziś jednak żadem dziennikarz, ani polityk nie może powiedzieć, że przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu waruje garstka oszołomów, którzy okupują publiczną przestrzeń miejską i mają czelność domagać się rozmowy z panem prezydentem. Dziś do krzyża przyszło kilka tysięcy ludzi w procesji z kwiatami, chorągwiami i transparentami. To nie przelewki. Księża biskupi, chociaż jeden w tę, a drugi w inną stronę ciągnie w prywatnych sympatiach, to jednak mówią coraz odważniej do polityków: zejdźcie z krzyża, to nie jest zabawka do politycznych rozgrywek. Krzyż trzeba uszanować! I koniecznie trzeba postawić pomnik dla upamiętnienia ofiar katastrofy. Czas się nie wlecze. Kto spóźni, ten przegra.


2010-09-09
ODWET.
Niedawno amerykański pastor w proteście wobec planów budowy meczetu obok zniszczonych przez terrorystów islamskich wież w Nowym Yorku, zapowiedział publiczne spalenie 200 egzemplarzy Koranu w rocznicę katastrofy. Na świecie zrobiło się głośno wokół jego małej wspólnoty religijnej, popłynęły słowa potępienia pomysłu ze względu na nieobliczalność skutków odwetu islamistów. Watykańska Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wyraziła swój niepokój, bo chociaż atak Bin Ladena z 11 września 2001 roku jest ze wszech miar godny potępienia, to jednak odpowiedzią nań nie może być „ gest ciężkiej obrazy księgi uważanej za świętą przez daną wspólnotę religijną”.
Dziś jednak pomysłowy pastor, pod pręgierzem opinii światowej, odwołał swój zamiar. Chcąc jednak zachować swą twarz wobec wiernych, ogłosił poprawkę o zawieszeniu wykonania zamiaru. Co kraj to obyczaj, a czas pokaże.


2010-09-05
WSTYD.
Dziś niedziela i żaden kalendarz liturgiczny nie wspomina o bł. Matce Teresie z Kalkuty. W moim brewiarzu w ogóle nie ma takiego wpisu. Ołówkiem zaznaczyłem sobie zaraz po beatyfikacji Założycielki Sióstr Misjonarek Miłości. Wspomnienie to w bieżącym roku łączy się mentalnie z rocznicą stulecia urodzin Matki Teresy. Albania i Indie kłócą się, który kraj jest ważniejszy w organizowaniu obchodów tej rocznicy. Na razie nie widać skutków tych kłótni.
A ja w spokoju sięgam do listu Matki Teresy, adresowanego do jej kierownika duchownego, ojca Neunera, i czytam wstrząsające słowa: „W dniu kiedy pisałam – czułam się tak, jakbym nie mogła cierpieć już ani trochę więcej. – Ale św. Paweł udzielił mi odpowiedzi w swoim liście na Niedzielę Sześćdziesiątnicy , także list od Ojca – więc jestem szczęśliwa, że cierpię coraz bardziej i że również z wielkim uśmiechem. – Jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi” .
A mnie tu św. Paweł nie pociesza, raczej zawstydza i wyrzuty sumienia wywołuje.


2010-08-31
OBCHODY.
Nie można uradować ani serca, ani umysłu wczorajszymi obchodami stoczniowców na jubileuszowym zjeździe w Gdyni, który miał pokazać chwałę „Solidarności”. Pan Wałęsa nie pojawił się, tłumacząc swą absencję zbytnim upolitycznieniem Związku. Premier Tusk został wygwizdany za podzielenie „Solidarności” na tamtą dobrą i tę dzisiejszą, której szefostwo utraciło dziedzictwo i ideały sprzed trzydziestu lat. Słowa pana prezydenta Komorowskiego zostały przyjęte chłodno i z pomrukami w wielkiej sali. Gdy obaj politycy wychodzili z sali, odprowadzało ich głośne skandowanie „Tu jest Polska! Tu jest Polska! Solidarność!”. Natomiast prezes PiS-u był przyjęty entuzjastycznie, z wielkimi brawami i skandowaniem „Jarek! Jarek!”. Aliści po jego przemówieniu na mównicę weszła Henryka Krzywonos i zarzuciła prezesowi „buntowanie ludzi przeciwko sobie” i niszczenie „godności Lecha”.
I tak to „ ideał sięgnął bruku”. W pewnej rodzinie na koniec emisji telewizyjnej starsza pani westchnęła ze smutkiem: „oni obaj są po jednych pieniądzach”. Kto? – zapytał wnuk. „No, jak to kto? Tusk i Kaczyński”. Dlaczego, babciu? Pani popatrzyła uważnie na chłopca i odpowiedziała patrząc mu w oczy: „Bo się nienawidzą!”.


2010-08-30
BŁOGOSŁAWIONY PATRON.
Dziś w Gdyni podczas 24.Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” podjęto następującą uchwałę: „Opierając swoje działania na gruncie etyki chrześcijańskiej i katolickiej nauki społecznej, w XXX rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”, wyrażamy wdzięczność Bogu za odzyskaną wolność, a także wyniesienie do chwały ołtarzy błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki – męczennika za wiarę, kapelana „Solidarności”(...) Zwracamy się za pośrednictwem Episkopatu Polski do Stolicy Apostolskiej o oficjalne ustanowienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki Patronem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.
Słuszna decyzja i właściwy krok Związku, bo widać wyraźnie po 30-tu latach, że znów będzie potrzebna odwaga w upominaniu się o dobro najbiedniejszych i dobrem zwyciężanie zła aż do świadectwa krwi. Władza nad Polską skumulowana w jednym ręku boi się działań, a nawet słów, ludzi „Solidarności”, którzy nie mają za co chwalić ani rządu, ani prezydenta.


2010-08-29
WROCŁAW UMIE.
Od kilku dni w różnych ośrodkach robotniczych w kraju zaczęło się świętowanie 30-lecia „Solidarności”. Region Dolny Śląsk świętuje jubileusz już od czwartku 26 sierpnia. Są różne ciekawe imprezy. W ratuszowej Wielkiej Sali odznaczono we czwartek wszystkich poprzednich przewodniczących Regionu. Oczywiście, tam trzeba było mieć specjalne zaproszenie, ale już na uroczyste wciągnięcie na maszt flagi państwowej przed Ratuszem bez zaproszeń przyszło sporo wrocławian. W piątek w samo południe otwarto pod namiotem na pl. Społecznym piękną i bardzo potrzebną wystawę „Solidarny Wrocław”. Wernisaż był ludny i gwarny. Wieczorem przy kościele spotkana uczennica pochwaliła mi się z uśmiechem: „widziałam duże zdjęcie księdza na wystawie”. W Zajezdni MPK, gdzie onegdaj zaczęło się wrocławskie „nowe”, odbył się muzyczny koncert zatytułowany „Legendy rocka”. Sobota dała nam po południu okazję przysłuchania się mądrym ludziom debatującym na temat: „Wrocław 80/97/2010”. Wieczór zgromadził zaproszonych gości w Operze na uroczystym koncercie, który uświetnił nagradzanie zasłużonych solidarnościowców i prezentację monografii Dolnośląskiej Solidarności. Dzisiaj w niedzielę, wrocławianie znów zgromadzili się na terenie Zajezdni MPK. Tutaj w południe ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz przewodniczył Mszy św. koncelebrowanej w licznym otoczeniu księży. Od ambonki dostrzegłem wśród uczestników wiele twarzy działaczy robotniczych, byli też profesorowie i garstka rodzimych VIP-ów. W pierwszym rzędzie zauważyłem pana Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Na uroczystości nie było polityków ze stolicy. Z Wrocławia pochodzący rządowiec pan Schetyna mieszka przecież w Warszawie. No i dobrze. Każdy z tych uroczystych dni kończył się multimedialnym pokazem fontanny przy Hali Stulecia na terenie Parku Szczytnickiego, w naszym sąsiedztwie. Wrocław umie!


2010-08-25
APEL Z JASNEJ GÓRY.
Biskupi nasi, zebrani na Jasnej Górze, w swym komunikacie odnieśli się do „sprawy krzyża”. Proszą polityków, aby „w sporze politycznym, którego „zakładnikiem” stał się krzyż, oddzielić sprawę samego krzyża od słusznego postulatu upamiętnienia wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy godnym pomnikiem. Dlatego biskupi apelują do Prezydenta Rzeczypospolitej, Marszałków Sejmu i Senatu, Premiera Rządu, Pani Prezydent Warszawy oraz Przewodniczących partii politycznych koalicyjnych i opozycyjnych o powołanie Komitetu i powierzenie mu sprawy miejsca i formy upamiętnienia w Warszawie ofiar katastrofy smoleńskiej. Równocześnie biskupi kierują apel do mediów, by relacjonując wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia zachowywały zasadę ważności spraw dziejących się w Polsce i unikały jednostronności oraz sensacji”.
Obserwując polityków, którzy krzycząc na przeciwników ogłuchli na wołanie zdrowego rozsądku, ze smutkiem myślę, że głos pasterzy Kościoła pozostanie „głosem na puszczy”.


2010-08-19
BARYKADA.
Wczoraj Pan Prezydent stwierdził, że nieuzasadnione jest stawianie pomnika przed Pałacem Prezydenckim, a dzisiaj pewien 71-letni obywatel rozbił słoik z fekaliami o tablicę pamięci na Krakowskim Przedmieściu.
Oto jest pytanie: po przeciwnych, czy po jednej stronie barykady stoją ci panowie?


2010-08-14
DWIE DEMOKRACJE.
Zadyma krzyżowa wciąż trwa. Strona prezydencka dziwi się, że samozwańczy obrońcy krzyża, nikogo nie reprezentujący, są niezadowoleni. Przecież upamiętnienie katastrofy i żałoby po niej wisi na ścianie budynku Pałacu Prezydenta. Wczoraj słynny poseł PO dał klasyczny pokaz kłótliwości, zacietrzewienia i zupełnego braku kontroli nad swymi słowami. Ustawił sobie Jarosława Kaczyńskiego i całą PiS do bicia i walił jak w bęben, zupełnie nie licząc się z faktami i obarczając tych ludzi winą za wywołanie sprawy krzyża. A dzisiaj poseł niezrzeszony zaatakował senatora i wicemarszałka senatu , że będąc przedstawicielem prawa państwowego nie broni go, lecz staje po stronie „jakiejś grupy ludzi” łamiących wyraźnie prawo polskie. Na to senator, mocno podekscytowany, odpowiedział, że on stoi po stronie ludzi, i to on ustanawia prawo w imieniu wyborców. Ustanawia prawo dla ludzi, słucha ludzi i obserwuje ich potrzeby i wymagania. I to jest demokracja. Niezrzeszony poseł oburzony z całą mocą ubolewał (patrząc na senatora), że w demokratycznej Polsce jest łamane i poniżane prawo - uosabiane przez demokratycznie wybranego przez Naród prezydenta. Tak nie może być! Państwo ma prawo tych nieposłusznych zaaresztować i siłą usunąć sprzed Pałacu. Prawo ustanowione w demokratyczny sposób musi być przestrzegane. Pan poseł nie rozumie: dlaczego tak nie jest i dlaczego ta anomalia wciąż trwa w stolicy.
Czy rzeczywiście w demokratycznym państwie muszą być dwie demokracje?


2010-08-13
PIES POGRZEBANY.
Wczoraj trzej przedstawiciele Episkopatu Polski w specjalnym oświadczeniu przedstawili swój pogląd na to wszystko, co dzieje się wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W końcowym fragmencie tego tekstu można przeczytać: „W kwietniu narodowa tragedia zjednoczyła nas pod krzyżem ustawionym obok siedziby prezydenta. Dziś, gdy w Europie toczy się walka o miejsce symboli chrześcijańskich w przestrzeni publicznej, podtrzymywanie konfliktu wokół krzyża szkodzi sprawie jego obrony podejmowanej przez liczne środowiska w Europie, w tym także rządy i parlamenty wielu państw. Oczekujemy, że także Rząd Rzeczypospolitej włączy się czynnie w proces zagwarantowania obecności chrześcijańskich symboli w publicznych przestrzeniach nowej Europy. Ponawiamy zatem apel do wszystkich ludzi dobrej woli o zrozumienie powagi chwili i poszukiwanie dróg jedności i porozumienia”.
Apel absolutnie słuszny, ale pies pogrzebany jest gdzie indziej: jak znaleźć i gdzie szukać owych ludzi dobrej woli?


2010-08-12
TABLICA.
Po wielu dniach niesmacznych i niebezpiecznych niepokojów przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu, dziś z samego rana zawieszono tablicę z tekstem przypominającym, co tu się działo w kwietniu po przetransportowaniu z Moskwy ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Tablica jest skromna – to chyba dobrze – przyozdobiona u góry znakiem krzyża łacińskiego, a u dołu lilijką harcerską. Między tymi symbolami umieszczono, graficznie zgrabnie rozłożony, tekst: „W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której zginęło 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński z żoną i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa”. Po odsłonięciu tablicę pokropił wodą święconą kapłan w komży i białej stule i odmówił modlitwę za zmarłych. Następnie wieniec biało-czerwony złożyli: z Kancelarii Prezydenta pan Jacek Michałowski i z Urzędu Miasta pan wiceprezydent Jacek Wojciechowicz. Czy to zakończy „sprawę krzyża”?


2010-08-08
ODEJŚCIE.
Dziś dowiedziałem się o wczorajszym odejściu do nowego życia ks. Zygmunta Malackiego. Jego śmierć zaskoczyła mnie, była ostatnim przystankiem w drodze z rakiem. Wiedziałem o chorobie. W ubiegłym roku polecał mi pewien lek, jaki zażywał od dwóch lat i dzielnie się trzymał po operacji nowotworowej. Znałem Zygmunta ponad dwadzieścia lat. Obaj byliśmy duszpasterzami akademickimi, on u warszawskiej św. Anny, a ja we wrocławskim CODA . Spotykaliśmy się w stolicy podczas krajowych konferencji duszpasterskich. Jego mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu było zawsze otwarte dla księży i dla studenckiej braci. Gości nigdy tam nie brakowało. Zygmunt miał szerokie serce. W kontaktach z ludźmi urzekał prostotą. Mniej więcej w tym samym czasie odeszliśmy z DA do pracy parafialnej. Spotkania się urwały, ale zawsze cieszyłem się słysząc o różnych inicjatywach duszpasterskich ks. Prałata Malackiego. Zasłużył na wielką wdzięczność Polaków za urządzenie muzeum ks. Jerzego Popiełuszki. Z prawdziwym wzruszeniem oglądałem najważniejszą parę uczestników uroczystości beatyfikacyjnej ks. Jerzego. Ks. Zygmunt i starowinka, pani Marianna Popiełuszko, dzielnie i pogodnie wspierali się nawzajem idąc do ołtarza podczas Mszy św. Ten łagodny i ciepły obraz utkwił mocno w mej pamięci. Wiadomość o śmierci Zygmunta zasmuciła mnie. Poczułem przenikliwe zimno w całym ciele, a po chwili spociłem się niemożebnie. Zaraz zacząłem się modlić.


2010-08-07
NIE WIDAĆ.
Od wczoraj, od święta Przemienienia Pańskiego, nie mogę sobie poradzić z myślami i z wyobraźnią. Obserwowałem przez okno TVP katedralną celebrację Mszy św., jako c.d. uroczystego zaprzysiężenia pana Komorowskiego na urząd prezydencki, uwierzyłem jego rozmodleniu duszy, jakie pokazywał swą postawą ciała, nawet zauważyłem różnicę między małżonkami, gdy on klękał przed ołtarzem najświętszej Ofiary, ona pochylała jeno głowę pierwszej damy (może to ischias lub reumatyzm w kolanach?). Jeszcze mi brzmią w uszach słowa abpa Nycza, że nie wolno używać krzyża do dzielenia, bo krzyż powinien łączyć. I w rozmarzonej wyobraźni mojej utkwił, jak drzazga, żywy obraz metropolity stołecznego idącego z prezydentem Rzeczypospolitej do prostych ludzi pilnujących krzyża harcerskiego. Pan prezydent mówi wzruszonym głosem: bracia rodacy, to miejsce będzie przez wieki świadczyć o tragedii państwa polskiego, która się stała pod Smoleńskiem w Rosji, zabierając nam śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych z nim na służbie narodowi. Na tym miejscu wkrótce stanie pomnik. Ja, prezydent wszystkich Polaków, zapewniam was o tym. Urzeczony tą postawą nowego prezydenta metropolita warszawski podchodzi do pilnujących i mówi: bracia, pomóżcie mi! Razem podnoszą krzyż i abp błogosławi nim prezydenta, wszystkich stojących wokół i całą Rzeczypospolitą. A potem przy śpiewie „Boże, coś Polskę” idą z krzyżem do kościoła św. Anny, gdzie od niepamiętnych czasów kształtowane są serca i sumienia młodej inteligencji polskiej.
Czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego ten obraz jest tak bolesny i dokuczliwy? Przemienienie Pańskie wciąż trwa, a przemiany sumień ludzi dzierżących władzę nie widać. Dlaczego?


2010-08-06
ZAPRZYSIĘŻENIE.
Mamy prezydenta. Czy uspokoi się w kraju? 9 milionów Polaków świętuje, 8 milionów nie podziela ich radości. A to zaledwie połowa populacji, druga połowa to ta niewybierająca. Bądź tu mądry i pisz wiersze! A pan Prezydent po dotknięciu insygniów manu propria na Zamku przemieścił się z grupą fanów do następnej sali na lampkę wina. Może mniej, a może więcej rodaków nie skorzystało z lampki wina, lecz pozostało nieopodal na Krakowskim Przedmieściu przy krzyżu. Wiernie strzegą pamięci żałoby narodowej po Katyniu i Smoleńsku. Tych ludzi wcale nie wzruszała dzisiejsza uroczystość zaprzysiężenia. Ich wcześniejsze poniżające (nie)spotkanie z prezydentem-elektem nakazywało im stać czujnie pod krzyżem. W katedrze warszawskiej prymas Polski celebrował Mszę św. za Ojczyznę i za nowego Prezydenta. Metropolita warszawski w pięknej homilii zauważył, że droga pana Prezydenta zaczęła się od krzyża. Trudna to droga służby, a nie panowania, z koniecznym darem rozsądnego serca. Czekać więc trzeba i obserwować dalsze kroki nam dziś Zaprzysiężonego. Warto pamiętać, że spotkanie człowieka z krzyżem, jakiekolwiek by ono nie było, nie pozostaje bez śladów niezmywalnych.


2010-08-03
KRUCJATA.
Klubowe rozwiązanie sprawy krzyża harcerzy na Krakowskim Przedmieściu, sprzed dwunastu dni, nie przyniosło spodziewanego efektu. Trzej księża przyszli, według umowy, pod Pałac Prezydencki, by stamtąd procesjonalnie przenieść krzyż do kościoła św. Anny. Bezradnie przez pół godziny przysłuchiwali się hasłom i nawoływaniom, także do nich skierowanym, aby krzyż zostawić na miejscu. Wreszcie przyszedł urzędnik z kancelarii prezydenckiej i ogłosił, że krzyż dzisiaj nie będzie przenoszony. Kto chciał się pomodlić o spokój wieczny duszom ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, mógł to uczynić podążając za księżmi do kościoła akademickiego, gdzie, także wg umowy, zaczęła się Msza św. Zostali „Wiecowicze” – kim oni są? – zostali i kontynuowali swą krucjatę pod pałacem. Straż miejska i milicja otoczyła ich szczelnym wianuszkiem, a za kordonem gromadzili się przechodnie, przeważnie turyści, mieli niezłą przygodę darmową. Politycy w swych lokalach zaraz otoczyli się uzbrojonymi w kamery i mikrofony dziennikarzami i ogłaszali światu, że za ich rządów taka afera polityczna nie mogłaby się zdarzyć. Ordynariusz warszawski zapytany, czy zechce pośredniczyć w sprawie tego krzyża, odpowiedział skromnie, że nie jest tu stroną. No tak, partiom się zachciało, a media roztrąbiły, że sprawa krzyża jest super polityczna, i Metropolita uwierzył. Duszpasterza tu potrzeba. Człowieka z Bożym charyzmatem! Niestety, ten incydent potwierdza prawdę, że Polacy nie mają dziś zaufania do urzędników w jakichkolwiek garniturach.


2010-07-25
MIVA POLSKA.
Piękna w wyrazie i owocna w skutkach jest akcja misyjna: „auto dla Afryki” przeprowadzona przez organizację MIVA POLSKA w dzień św. Krzysztofa – patrona kierowców, połączona z dorocznym zwyczajem duszpasterskim gromadzenia na modlitwie właścicieli pojazdów i poświęcenia ich maszyn. Każdy z nich mógł ofiarować dla misjonarzy w Afryce jeden grosz za minutę spędzoną w drodze za kierownicą w ciągu minionego roku. Z kolorowych folderów przysłanych z Warszawy przez MIVĘ wychylają się zadowolone twarze polskich księży pracujących w Afryce i uśmiechnięte buzie i oczy czekoladowych, bosych dzieciaków. Misjonarze mają się z czego cieszyć, bo dzięki 10-letniej „Akcji św. Krzysztofa” otrzymali z Polski sporą liczbę rowerów, motocykli, łodzi rzecznych, samochodów osobowych i pojazdów terenowych. Wszystkie te środki transportu służą misjonarzom w codziennej niełatwej pracy duszpasterskiej.


2010-07-24
MEDIALNI.
Upał nie tylko zelżał. Polskę ogarnął wilgotny, miejscami bardzo mokry, chłód. W Kudowie w sklepach i na straganach z ciuchami powodzenie miały koszule i bluzki z długimi rękawami. Narzekać na zimno nie przystoi, bo przecież jeszcze wczoraj szukaliśmy na niebie choć jednej chmurki, dałby Bóg deszczowej, ku odświeżeniu. Na wschodzie kraju ochłodzenie spóźniło się o jeden dzień.
Dziś w „Pasterskim Kwadransie” na falach lubelskiego eteru popłynęły gorące słowa „medialnego ordynariusza” na temat krzyża. Po pochwale lubelskiego środowiska solidarnościowego mówca wypowiedział namiętne słowa: „Tutaj od lubelskiej „Solidarności” mogliby się nauczyć ci, którzy działają emocjonalnie i najpierw znajdą jakiś krzyż, potem bez uzgodnienia z kimkolwiek wstawią go, a później angażują się do ostrej walki uważając, że tylko ich głos w sprawie krzyża jest miarodajny” . Ciekawym bardzo, gdzie powinni schładzać swe emocje „medialni ordynariusze”, zwłaszcza, gdy mówią o harcerskiej młodzieży?


2010-07-21
POROZUMIENIE.
Fragmenty dzisiejszego, wspólnego komunikatu Kancelarii Prezydenta RP, Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, Duszpasterstwa Akademickiego Kościoła św. Anny w Warszawie oraz organizacji harcerskich:
- Krzyż przed Pałacem Prezydenckim, jako tradycyjny chrześcijański symbol upamiętniania zmarłych, został ustawiony przez harcerzy z różnych organizacji jako inicjatywa oddolna, poryw serca, podczas ich solidarnej służby od chwili katastrofy samolotu pod Smoleńskiem i służył wspólnej modlitwie ludzi gromadzących się w tym miejscu w dniach żałoby narodowej. Ustawienie Krzyża miało charakter spontaniczny i było ściśle związane z atmosferą żałoby narodowej.
- Przedstawiciele organizacji harcerskich, Kurii Metropolitalnej, Kancelarii Prezydenta RP i Duszpasterstwa Akademickiego są zgodni, że miejscem najbardziej godnym tego Krzyża i jego symboliki jest świątynia. W związku z tym, Krzyż usytuowany przed Pałacem Prezydenckim zostanie przeniesiony do Kościoła Akademickiego św. Anny w Warszawie, miejsca silnie związanego z historią Stolicy i Polski. Świątynia ta jest miejscem nieustannej modlitwy za tragicznie zmarłego Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego Małżonkę oraz wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej. Przeniesiony Krzyż stanie się centrum rozważań rekolekcji w drodze i poprowadzi XXX-tą Jubileuszową Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną na Jasną Górę, której przesłanie brzmi „Przez Krzyż”.
Kościół Warszawski w osobie Metropolity Warszawskiego Abpa Kazimierza Nycza oraz Kancelaria Prezydenta RP reprezentowana przez jej Szefa Ministra Jacka Michałowskiego zobowiązały się do niezwłocznego podjęcia działań, zmierzających do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy, jak również wspólnej służby harcerskiej.



2010-07-19
GORSZĄCY ETYK.
Przeciwnicy pozostawienia krzyża harcerzy przed Pałacem Prezydenckim zaangażowali do pomocy autorytet nie byle jaki. Ks. Profesor, etyk z KUL-u, całą obecną sytuację nazwał „upolitycznianiem sprawy krzyża”, które „ubliża krzyżowi i tym, których dotknęła tragedia pod Smoleńskiem”. Hmm, zgrabne odwrócenie kota ogonem, trzeba przyznać, i brzmiałoby to całkiem po katolicku, gdyby uwzględniało fakt, iż owo „upolitycznianie” zaczęło się nie wtedy, gdy harcerze postawili na Krakowskim Przedmieściu krzyż, ale od wypowiedzi pana prezydenta-elekta na temat przeniesienia stąd tego chrześcijańskiego, bardzo wymownego, europejskiego znaku.
Prawdą jest, co zauważa uniwersytecki kapłan, iż „w naszej kulturze jest zwyczaj, że w miejscu tragedii umieszcza się znak krzyża”, ale nieprawdziwa jest konstatacja, że ten drewniany krzyż nie powinien tu pozostać, ponieważ tragedia stała się w Smoleńsku.
Krzyż został postawiony na Krakowskim Przedmieściu przed domem pierwszego Obywatela, który zginął w katastrofie wraz z innymi bardzo ważnymi Polakami na służbie Ojczyźnie. Ten krzyż stoi tu jako niemy „świadek” i znak pamięci o modlitwie i żałobie dwóch milionów naszych rodaków opłakujących wielką stratę narodową. Tutaj, a nie pod katedrą i nie w Świątyni Opatrzności czy na Powązkach, w całorodzinnych pielgrzymkach przybywających z różnych stron kraju, trwała funeralna katecheza, przepływały rozmowy o naszej historii i patriotyzmie i dokonywała się korekta oceny upolitycznionych mediów szkalujących przeciwników „bieżącej” władzy.
Wygląda na to, że zdarza się nam obecnie historia (nie tylko) z bajki o królu, który rozpoczynając swe władanie, poprawia własną i dworu kondycję psychiczną raptownym wyczyszczaniem do zera pamięci o swym poprzedniku. W tym właśnie widziałbym księdza profesorowe gorszące przekabacenie „upolityczniania sprawy krzyża”.


2010-07-18
PORTRET KAPŁANA.
Wczoraj podczas Eucharystii pogrzebowej ks. abp Sławoj Leszek Głódź namalował kapłański wizerunek śp. Ks. Prałata Henryka Jankowskiego. Mówił pięknie i długo, a zebrana ciżba wewnątrz i na zewnątrz bazyliki św. Brygidy w Gdańsku często przerywała egzortę mocnymi brawami. Warto ten pośmiertny portret zapamiętać, tym bardziej, że w ostatnich latach życia gdański kapelan „Solidarności” wiele wycierpiał od mediów obrzucających go błotem. Zapisuję sobie tu niektóre fragmenty. „Mamy pewność, my wszyscy, którzyśmy go znali, że jego postawa wobec wyzwań czasu była pochodną jego kapłaństwa. Mocnego, autentycznego, wyzbytego lęku. Kapłaństwa na Chrystusowych ordynansach. "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciw nam? (…) Kapłaństwo księdza prałata Henryka wpisane było w szerszy kontekst doświadczeń Narodu i drogi Kościoła, także tej lokalnej, gdańskiej drogi. (…) Są dziś z nami stoczniowcy. Traktowali Cię, Księże Prałacie, jako swego proboszcza. Od tamtej historycznej chwili, kiedy przyszedłeś do nich. I Ty ich traktowałeś jak swoich - z serdecznością, z otwartością. Wtedy i później, przez wszystkie lata. Przychodzili, jakże często, do tej świątyni - sanktuarium Matki Bożej Królowej Świata Pracy. Byłeś im potrzebny. Szczególnie wtedy, kiedy przyszedł zły czas. Kiedy Stocznia Gdańska, od której w 1980 roku rozpoczęła się polska droga do wolności, stała się uciążliwym balastem w czasach wolności gospodarczej i systemowych zmian. A ci, którzy w 1980 roku wznieśli żagiew robotniczego i narodowego protestu, stali się wielką masą upadłościową. Problemem, którego nie potrafiono rozwiązać, nie tylko w imię sprawiedliwości, także w imię porządku serca i w imię wdzięczności za to, co się tu w sierpniu 1980 roku zaczęło. I to był również Twój ból, Księże Prałacie. To była wasza wspólna gorycz, Twoja i stoczniowców. Mogłeś ich wspomagać modlitwą, radą, świadectwem wspólnoty. Oni to pamiętają, oni za to dziś dziękują. Dziękują Ci dziś ci, którzy w ciszy swoich serc niosą pamięć o doznanej od Ciebie pomocy; kiedy nie mieli co jeść, kiedy nie mieli pracy, kiedy ich bliscy byli w więzieniu, kiedy cierpieli niedostatek, kiedy byli chorzy. (…) Księdza prałata także dotknęło doświadczenie Hioba: doświadczenie choroby, samotności, opuszczenia, upokorzenia... Ten kapłan - tak znany, tak zasłużony dla Kościoła, dla "Solidarności" - stał się negatywnym bohaterem mediów, obiektem ataków, pomówień, oskarżeń. Stanął wobec nich w prawdzie swego życia, pełnego dobrych czynów, która - okazało się - nic nie znaczyła, przestano się z nią liczyć... Nie stanęli w jego obronie ci, którzy go dobrze znali, z którymi szedł przez najtrudniejszy czas. Swoistą racją stanu stało się milczenie. (…)
Księże Prałacie Henryku! Żegnamy Cię, Sługo Chrystusa, Ojczyzny i Kościoła!
Żegnaj, Rycerzu Rzeczypospolitej! W dobrych zawodach wystąpiłeś, bieg ukończyłeś, wiary ustrzegłeś (por. 2 Tm 4, 7). Niech Cię Ten, któremu zawierzyłeś, Jezus Chrystus, obdarzy wieńcem sprawiedliwości i wiecznej chwały. Odpocznij od trudów swoich. Żyj w pokoju. Amen” .


2010-07-16
POGRZEB.
Wpisałem się do Księgi Kondolencyjnej zmarłego ks. Prałata Henryka Jankowskiego.
Księże Henryku, kiedyś proboszczu u św. Brygidy i kapelanie Solidarności, przyjacielu słynnego Wałęsy, ale także skromnego i świętego księdza Jerzego, który nas wyprzedził w drodze do Domu Ojca. Śmierć postawiła Cię przed Panem i natychmiast ujrzałeś siebie w całej prawdzie, tak jak Cię widzi Stwórca wszechmogący. Ludzkie opinie już Cię nie urażą, ani skrzywdzą, ale także nie dorysują Ci żadnej aureoli. Daleki i wolny już jesteś od tego, co powie o Tobie ktokolwiek na ziemi, przyjaciele czy nieprzyjaciele. W ojcowskich dłoniach Boga sprawiedliwego i miłosiernego jesteś już najbezpieczniejszy. Tutaj, na ziemi, pamięć uczciwych solidarnościowców gdańskich oraz parafian św. Brygidy zatrzyma w sercach całe dobro, jakieś uczynił dla sprawy polskiej wolności i niezawisłości słowa prawdy. To natomiast, co było nieudane i złe w Twoim życiu - Któż jest bez grzechu? - jeżeli nie zostało wynagrodzone na ziemi, zwłaszcza w końcowej, pełnej cierpienia fazie Twego życia, będzie wypalone ogniem pokuty u progu Królestwa Bożego. Wieczność oczyści Twoją duszę aż do podobającej się Panu Bogu świętości.
Staję duchowo przy Twojej trumnie podczas Najświętszej Eucharystii i proszę: Jezu miłosierny, przyjmij duszę Twego kapłana, namaszczonego olejem Ducha Świętego, i oddaj Twojemu Ojcu i naszemu Ojcu w Niebie.


2010-07-15
KRZYŻAK.
O krzyżakach dziś mówi się sporo w kraju. Na miejsce zwycięskiej bitwy przed 600 laty pod Grunwaldem przybyło mnóstwo ludzi. Jedni, aby wziąć udział w wielkim odtworzeniu pogromu rycerstwa krzyżackiego przez sprzymierzone armie: wojska polskiego i litewskiego . Inni przybyli, by się temu przedstawieniu napatrzeć i coś pomyśleć. Pośród tych drugich był nasz prezydent-elekt , była pani prezydent Litwy i był dzisiejszy wielki mistrz krzyżacki . I, oczywiście, tysiące turystów. Nasz pan prezydent niezaprzysiężony mówił o polskim „smaku zwycięstwa”, pani prezydent, co dopiero zaprzysiężona w Wilnie, pięknie mówiła po polsku, a ojca mistrza najchłonniej słuchano, boć to przecież „krzyżak”, zupełnie zjawiskowa osoba. Ojciec opat, Bruno Platter, Wielki Mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, pokazał Polakom całkiem inny wizerunek krzyżaków, niepodobny do polskiego obrazu doświadczeń z malborskim sąsiadem. Być może nie będzie już straszył Polaków widok zakonnika w czarnym habicie przepasanym pasem i z narzuconym na ramiona białym wełnianym płaszczem z czarnym krzyżem na ramieniu.
Dawno to było, chyba w latach siedemdziesiątych ub. wieku, na zaproszenie wiedeńskiego duszpasterstwa akademickiego, z grupą studentów spod Czwórki byliśmy w Wiedniu. Obok posiedzeń i wykładów na ustalone tematy były też różne niespodzianki. Nasza grupa wylosowała wycieczkę go Górnego Tyrolu, a tam zajął się nami przeuroczy młody zakonnik o. dr Arnold Wieland. W Bolzano, zwiedzając stary gotycki kościół z licznymi wewnątrz zwisającymi starymi chorągwiami, odkryliśmy, że znajdujemy się we włoskiej prowincji zakonu krzyżackiego. I, oczywiście, nasz opiekun i przewodnik to czystej maści krzyżak. Opowiedzieliśmy mu o naszych historycznych skojarzeniach i… śmiechu było co niemiara. On opowiedział nam o swojej pracy duszpasterskiej ze studentami w Bolzano. Ucieszyłem się więc dziś, gdy dowiedziałem się, że ten skromny i radosny nasz przyjaciel w białym płaszczu z czarnym krzyżem, w latach osiemdziesiątych przez dwie sześcioletnie kadencje piastował urząd Wielkiego Mistrza Zakonu. Wracając pociągiem do Wrocławia, myśleliśmy zgodnie: krzyżak, a taki wspaniały człowiek, do tego głęboko maryjny zakonnik! I łaził z nami po górach Tyrolu, które czarowały nas przeróżnym światłem i barwą skał w zależności od pory dnia.


2010-07-13
KŁOPOT WŁADCÓW.
Wśród polityków polskich znowu kłótnia, tym razem o krzyż. Jakby nie mieli nic do roboty po wyborach. Drewniany, niewielki krzyż z biało-czerwoną wstęgą i kirem przynieśli harcerze po katastrofie smoleńskiej i postawili przed domem i urzędem śp. Prezydenta na Krakowskim Przedmieściu. Tam ludzie zaczęli w hołdzie modlitewnym składać kwiaty i znicze, jakby na grobie bliskich i ważnych dla nich 96 osób, z Lechem Kaczyńskim i jego małżonką Marią na czele. To był spontaniczny i zwyczajny gest warszawian, którzy krzyżami czy obrazami lub figurami świętych zaznaczali tragiczne miejsca poległych na wojnie i w powstaniu. Cała wręcz Polska poszła, też spontanicznie, tym śladem.
Kim są ci, którzy nie wiedzą, co uczynić z krzyżem katyńsko – smoleńskiej bolesnej historii? Czy tysiące rodaków z całego kraju, przynoszących pod ten krzyż swe modlitwy i kwiaty, nic nie mówią dzisiejszym władcom? Utrata przez państwo naraz aż 96 najważniejszych obywateli zaangażowanych w służbę Narodowi to przecież wielka tragedia – trzeba o niej pamiętać! Ten skromny, drewniany krzyż przewiązany wstążkami biało-czerwoną i czarną to znak niespotykanej w innych krajach całonarodowej żałoby. Nie szukać mu innego miejsca trzeba, ale zabezpieczyć, by tu stał i mówił młodym pokoleniom o wielkiej wrażliwości uczciwych Polaków w tych trudnych czasach agresywnego liberalizmu, gdy zysk i kariera zaczadzają młodych, niby wartości im wystarczające.


2010-07-10
KARKONOSKA DUKLA.
Upał nieznośny! Przyjechali do Borowic goście z Wrocławia, tu wreszcie złapali oddech. W wielkim mieście w wielkich blokach i na ulicach nie ma czym oddychać. 33 stopnie Celsjusza! Przyjechali na odpust św. Jana z Dukli. Od kilkunastu lat utarł się zwyczaj zjeżdżania wrocławian do Dukielki w Borowicach k/Karpacza. Dukielka to niewielki płacheć zielonego zbocza uwieńczonego koroną strzelistych świerków, a po środku stoi kamienna kapliczka dedykowana św. Janowi z Dukli w Beskidach. Kapliczka erygowana przez biskupa legnickiego przyciąga turystów swą prostotą architektoniczną i bogatą galerią portretów różnych świętych Pańskich uczynionych ręką artystki Ewy, żony właściciela. Lubię to miejsce, bo patrzę na kapliczkę przez pryzmat wspomnień czasu poczynania się dzieła wdzięczności za Bożą pomoc w rodzinie, gdy Andrzej i Ewa razem z przyjaciółmi artystami z Wrocławia przygotowali kamienne pomieszczenie do celów kultu religijnego. Księża podczas ferii i wakacji szkolnych przywożą tu grupy młodzieżowe na pobożne dni skupienia i wakacje z Bogiem. Prócz modlitwy zwykle organizowane są piesze wędrówki po szlakach karkonoskich. Stąd można wyjść na Śnieżkę, czy w odwrotnym kierunku ku Szrenicy i do Śnieżnych Kotłów. Miejsce jest urokliwe, zalesione i osłonecznione. Zwykle panuje tu cisza kojąca zranienia ducha umęczonego wielkim miastem. Można tu posłuchać mowy ptaków i żab. Można zanurzyć swe serce spragnione w miłosierdziu Bożym.


2010-07-07
ODGRZEWANIE MITU. Dziś, gdy usłyszałem z ust szefa zwycięskiego sztabu wyborczego oskarżenie, że Kościół w słowach księży na ambonie przekroczył „granicę zaangażowania politycznego”, utwierdziłem się w przekonaniu, że PO buduje zgodę narodową jedynie hasłowo, na transparentach, i to z bardzo lichego materiału. Szydło bardzo szybko wylazło z worka. Dlaczego to – pytam – słowa księdza w nauczaniu na tematy wyborcze mają być niedopuszczalne i gorsze od słów innych obywateli? Czy dlatego, że psuły szyki w akcji przedwyborczej jej szefa? Ten temat już przerabialiśmy w czasach PRL-u. Trzeba wreszcie skończyć z obłudą i spychaniem księży do kruchty kościelnej. Pan Jezus w świątyni jerozolimskiej nie tylko modlił się i dyskutował z uczonymi w Piśmie, ale gdy trzeba było, powywracał stoły bankierów i handlarzy uprawiających swój biznes w świątyni. Kto chce budować zgodę narodową, niech zacznie od swego sumienia. Najjaśniejsza Rzeczpospolita w budowaniu ładu moralnego dla pomyślnego swego rozwoju korzystała z mądrości i inteligencji światłych biskupów i odważnych kaznodziejów. W okresie bezkrólewia, gdy król toczył wojnę z dala od stolicy, interrexem był prymas Polski. Komunistyczny mit o mieszaniu się Kościoła do polityki, niestety, prowadził do bolesnych represji ubeckich wobec duchowieństwa, a także często przynosił śmierć wielu wspaniałym kapłanom. Tak się działo również w końcowej fazie istnienia PRL-u . Niebezpieczną metodą w życiu społecznym jest odgrzewanie mitów stworzonych przez złych ludzi z nienawiści i żądzy śmierci niewinnych ludzi.

2010-07-06
MASKA.
Jak trudno nosić maskę i skrywać publicznie prawdę o sobie przez dłuższy czas! Powszechny niesmak wzbudził „happening zwycięzców” na Krakowskim Przedmieściu u bram pałacu prezydenckiego tuż po wyborach. Nikt nikomu, oczywiście, nie zabrania cieszyć się ze „zwycięstwa”, z wyników osiągniętych ciężką „agitką”, ale trzeba wpierw wyrobić w sobie choć odrobinę przyzwoitości. Toż przed tym pałacem, ozdobionym krzyżem po kwietniowej tragedii, tysiące Polaków trwało w autentycznym smutku i żałobie! Taka niesforna pamięć absolutnie nie sprzyja „budowaniu zgody”. Po cóż było przez całą kampanię świecić rodakom w oczy tym skąd inąd szlachetnym hasłem, jeżeli ono nie znajduje w głoszących żadnej siły wcielenia!


2010-07-04
TURA DRUGA.
Wieczorem całym domem (raptem trzy osoby!) wybraliśmy się do urny wyborczej. Stała jedna, samotna w środku Sali między dwiema graniastymi kolumnami. Miała szaroniebieski kolor, przypominała plastykowy kosz na śmieci – taki współczesny – z pokrywą i zatrzaskami. W środku szpara na karty wyborcze, po bokach godło państwowe z (widocznie) domalowaną złotą koroną. Komisja stawała na wysokości zadania, pokazując ząbki w zmęczonym uśmiechu witającym nas, dość późnych spełniaczy obowiązku obywatelskiego. Namyślanie nad kartą krótkie, jeden krzyżyk u góry z prawej strony i lekki wrzut do szpary. Godzina dwudziesta, pół Polski przed srebrnym ekranem! Koniec ciszy przedwyborczej. Wybuch radości w drużynie pana Marszałka , oklaskom brakowało końca. W tłumie mignęła mi twarz pani Mai Komorowskiej. Wprawdzie nie przeciskała się do buźki pana prawie-prezydenta, ale zdziwiłem się. Nie wiem, jakie wiatry mogły ją przywiać sprzed Pałacu Namiestnikowskiego w kwietniu aż tu dziś, w ten skwar lipcowy. No cóż, tempora mutantur.
W kwaterze prezesa PiS-u nie ma euforii. Jest za to wola walki wychylona ku przyszłości, ku następnym wyborom. Zwyciężymy! – pocieszali się ciężko upracowani działacze prawicowej (najwyraźniej!) akcji przedwyborczej – Będziemy zmieniać Polskę! Musimy ją zmienić! Dwadzieścia lat nowego ustroju minęło w ciągłych zmianach, i znów końca nie widać. Przychodzą na pamięć ironizujące słowa poety: „Polska! Polska!…[ale] Jaka?” .


2010-07-04
DZIEŃ PAŃSKI.
Niedziela w Borowicach. Piękna, słoneczna pogoda. Upał. I wszędzie dookoła cisza. Nawet świerki otaczające dom, wkłute swymi szczytami w lazur nieba, poddały się władaniu tej niedzielnej ciszy. Jedynie młode trzmiele z żywością brzęczącą uwijają się wśród otwartych kielichów dzikiego różowiska. Dla niech, jak i dla maleńkich muszek i fruwających żuków, praca znaczy jedzenie, a więc przyjemny i jedyny obowiązek. Dlatego tak beztrosko przegryzają świętość dnia Pańskiego. Cóż, ich niewinny świat różni się od naszego ucywilizowania, nie muszą uciekać się ani do przykazań, ani do sumienia. Ich dług wobec Stwórcy spełnia się w podporządkowaniu sile naturalnego instynktu. Człowiek większe bogactwo nosi w sobie. Choć wypędzony z raju, nie jest bezbronny wobec trudów i zadań życia. Zabrał ze sobą z miejsca pierwotnego szczęścia serce, rozum i pamięć. Rozum bez serca nie byłby zdolny zbudować cywilizacji. A i pamięć jest niezbędna, by nie utracić fundamentu ciągle budowanej kultury.
W południe dzwon zaczął zwoływać wspólnotę borowiczan na Mszę św. Wielu ogłuchło jak bąki i żuki. Siedzą beztrosko przed domami, połykając chciwie w tym upale złoty płyn z browaru. Do kościoła weszło wielu wczasowiczów, a wśród nich zobaczyłem wiele uśmiechniętych, opalonych twarzy dziecięcych. Śpiewaliśmy bardzo zróżnicowanym chórem, jak kto umiał, ale chwały Panu Bogu nie żałowaliśmy. Obok w koncelebrze stanął młody kapłan, filozof z KUL-u. Po Mszy zapytany, czy pójdzie dziś głosować, zatrzepotał rzęsami, jakby rozrzedzał zdziwienie i powiedział: nie. No tak, dopowiedziałem, są przecież wakacje. Dla młodego naukowca to bardzo istotny czas.


2010-06-30
WIERNOŚĆ.
Od pięciu dni są już wakacje, dzieci na Mszy św. pożegnały ks. Wojtka i pojechały w Polskę i w świat. Rodzice naszej parafii w sporej części wywożą dzieci na wakacje daleko, nawet za granicę. Jesienią jest dużo dziecięcej radości i opowiadań, jak tam było i co ciekawego zobaczyły. Jest też wtedy (dla mnie) wielki smutek. Dzieci najczęściej nie uczestniczą we Mszy św. niedzielnej. Rodzice nie szukają kościoła w okolicy, albo uważają, że 6 km samochodem do kościoła na wakacjach to absolutnie za daleko, a poza tym, czy po to opuścili swą parafię? Czy nie mają prawa do wyspania się i, w ogóle, do nieskrępowanego życia?... Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Ja pewnie tego nie będę obserwował, ale już dziś mi smutno, bo przewiduję marny los rodziców, którzy nie potrafią wychowanie własnych dzieci oprzeć na swej wierności Panu Bogu.
Ks. Wojtek został przeniesiony od nas do prawdziwie wielkomiejskiej parafii, gdzie wszystkiego jest więcej: parafian i nie parafian, wierzących i ledwie wierzących, bloków, pięter, ulic, katechez i innych zajęć. Będzie też więcej współpracowników – kolegów i więcej okazji do wspólnotowego działania. To wszystko może doprowadzić młodego kapłana z prawdziwego zdarzenia do dalszego pogłębiającego rozwoju jego powołania.
Ks. Wojtka nasi parafianie serdecznie pożegnali, niejednej parafiance spadła jakaś łza z oczu. A życie musi się toczyć dalej. Bóg czeka, człowiek czeka i Ojczyzna czeka na wierną służbę.


2010-06-29
CHMURKA.
Wyjątkowo uroczyście przeżyłem ten dzień rekolekcyjny. Ks. Abp zaprosił wszystkich uczestników do katedry na Mszę św. i do modlitwy w intencji Ojca Świętego Benedykta XVI.
Przed 46 laty w małym wiejskim kościółku w Kostrzy składałem Bogu prymicyjną Najświętszą Ofiarę, włączyłem się w mistyczny krąg Eucharystycznej Obecności Zbawiciela. Nie było tak uroczyście, ani według najnowszych przepisów liturgicznych, bez grzmiących organów katedralnych i bez rzeźbionych przed wiekami dłutem snycerza stall z zasiadającym duchowieństwem wyższym i niższym, ale była za to swoista i bardzo serdeczna wzniosłość. Żyli wtedy jeszcze rodzice, przyjaciele, koledzy ze szkoły, no i ja byłem wtedy zupełnie młody i trudów życia kapłańskiego nieznający. Była więc wielka radość w potężnej atmosferze dobrych uczuć. Czułem skrzydła i… pot na twarzy i rękach mych błogosławiących w pełnym słońcu wokół kościoła klęczących wiernych. Została jednak w pamięci ciemna chmurka z tego dnia prymicyjnego. Był na tej Mszy św. Jurek S., mój najlepszy kolega z jaworskiego LO, a ja go, w tym anielskim uniesieniu, nie zauważyłem. Tak często o nim myślałem w czasie studiów, bo zniknął mi z oczu po maturze, nie byłem pewny czy dotrze do niego wieść o mojej świętej radości. On był, przyjechał z daleka… ale dowiedziałem się o tym po prymicjach. Noszę go nadal w sercu razem z tą smutną chmurką.


2010-06-28
GŁĘBIA ŻYCIA.
Upalne dni, ale radość chyba tylko na plażach czy w górach. W mieście skwar i ociekanie strumieniami potu. Dziś przyjrzałem się uważniej św. Ireneuszowi, patronowi dnia moich święceń kapłańskich. Żył w II wieku, doprawdy niewielki okres czasu dzielił go od życia Jezusa. Jego mistrz, św. Polikarp, był uczniem św. Jana Ewangelisty. Nigdy nie dowiem się, jak to się słucha kogoś, kto słuchał opowieści o Zmartwychwstałym od widzącego Pana. A to jest właśnie fundament odpowiedzi na pytanie, dlaczego w początkach chrześcijaństwa Ewangelia tak szybko rozchodziła się wśród ludzi i powiększała świadków wiary bohaterskiej? Ireneusz oddał swoje życie za wiarę w Syna Bożego Jezusa Chrystusa w 202 roku. Pozostawił wielkie 5-cio tomowe dzieło „Adversus haereses” . Można i dziś głęboko się zadumać nad jego teologią.
„Majestat Boga ożywia. Ci zatem, którzy oglądają Boga, otrzymują życie. Niewypowiedziany, niepojęty i niewidzialny Bóg pozwala się ludziom zobaczyć, zrozumieć i pojąć dlatego, aby dać życie przyjmującym Go i oglądającym. Nie ma życia bez życia pochodzącego od Boga”. Gdyby zwolennicy aborcji zechcieli wejść w głębię tej prawdy…
Za chwilę dołączę do kolegów (przeważnie młodszych) i rozpoczniemy w górnej kaplicy seminaryjnej rekolekcje.




2010-06-26
UCHO PRYMASA.
Ks. abp Józef Kowalczyk, nowy - po abpie Henryku Muszyńskim - prymas Polski, odbył dziś swój ingres do katedry gnieźnieńskiej. W jego homilii było wiele przywołań słów i myśli Jana Pawła II. Trudno dziś po Papieżu-Polaku mówić oryginalnie na temat Kościoła, Polski, historii i współczesnego obrazu świata. Jednak znalazłem w słowach nowego Prymasa wrażliwe ucho przyłożone do obecnej sytuacji w Ojczyźnie: „Byłby więc czas najwyższy aby po 20 latach skończyć te bezpłodne dyskusje, bezsensowne kłótnie, a podjąć pracę organiczną i wytrwałą nad budową dobra społecznego. To jest nasze zadanie, to nas łączy, nie dzieli. Wszelkie podziały czynione tu i ówdzie – nie wiem skąd wynikają: czy z woli zaistnienia, jako taka czy inna siła polityczna, czy też rzeczywiście z troski i wielkiego przekonania, że tylko ja i moja siła polityczna ma receptę na największe dobro narodu i państwa. To jest egoizm, a nie współdziałanie. Polska dzisiaj powinna zespolić swoje siły do tego, ażby po kilku latach wytężonej pracy w duchu solidarności i miłości Boga i człowieka zbudować ten dobrobyt, który jest w zasięgu jej ręki – byle ta ręka była otwarta na współpracę z współbratem”.
I tu ciśnie się na usta słowo osobiste o rękach Polaków. Te ręce powinny być nie tylko otwarte, ale i czyste. Przede wszystkim czyste.


2010-06-24
HANDEL.
W Polsce: frymarczenie życiem. Grzegorz Napieralski, lider SLD, wyłożył karty na stół, przy którym siedzieli politycy PiS-u i PO: jeżeli zapewnicie refundację in vitro, to w II turze dam wam głosy moich wyborców. Bronisław Komorowski, marszałek parlamentu (sic!), przypomniał, że już w prawyborach obiecał pieniążki z budżetu na sztuczne zapładnianie kobiet. Za nim minister zdrowia Ewa Kopacz zaoferowała 10 milionów złotych na in vitro. Jarosław Kaczyński natomiast krótko skwitował ten handel: Jestem katolikiem i z powodów kampanii nie zmieniam mojego wyznania.
Ciekaw jestem, czy katolicy: pani Ewa i pan Bronisław (na tle swej rodziny) w najbliższą niedzielę podejdą do balasek, by przyjąć żywe Ciało Pańskie. To może być ciekawa lekcja na temat, jak się ukręca łeb sumieniu własnemu.


2010-06-21
TRZYNASTKA.
Wielki entuzjazm w mediach. Szczęśliwa 13-tka! Lewica wchodzi na scenę! – krzyczą na temat ponad 13 % oddanych głosów na lidera SLD w wyborach prezydenckich. Skąd ten entuzjazm? – pytam. Media zamiotły już pod dywan całą aferę wyniesioną na światło dzienne o posługiwania się kłamstwem i oszczerstwami postkomunistów w przedstawianiu osoby Prezydenta RP przed 10 kwietnia bieżącego roku. Dwaj główni pretendenci do fotela zaczęli swe umizgi do szefa SLD, by oddał im swój elektorat, a ten nie odda, ale sprzedać może…
Zakrztusiłem się nagle, jedząc pierwszy raz w tym powodziowym roku dojrzałe truskawki, gdy usłyszałem, jak lider PiS-u zamienił „postkomunistów” na „lewicę”, jako że to jest mniej niegrzeczne i bardziej nowoczesne. Koń by się uśmiał! I chociaż po wyborach prezydent niewiele będzie miał do gadania w rządzeniu państwem, to jednak przeraża mnie niepamięć Polaków o głoszonym bezceremonialnie programie partyjnym spadkobierców PRL-u. Ktoś tu nie śpi i ogonem wachluje…


2010-06-20
TURA PIERWSZA.
Pierwszy oddech złapany. Ponad 50 procent Polaków poszło głosować. Różnica zdobytych głosów między kandydatami PO i PiS wynosi zaledwie kilka punktów procentowych. Obie walczące o fotel prezydenta partie ponoć mają korzenie chrześcijańskie. Czy ktoś z tych komitetów kampanii wyborczej miał czas, by wysłuchać bardzo ważnych i a propos słów Ojca Świętego? Na Placu św. Piotra Benedykt XVI dziś w południe nawiązał do słów Jezusa z niedzielnej Ewangelii: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Wziąć krzyż oznacza zaangażować się w pokonanie grzechu, który utrudnia drogę do Boga, przyjmować codziennie wolę Pana, wzrastać w wierze przede wszystkim w obliczu problemów, trudności, cierpienia”.
Bóg zna wynik wyborów. Nie ogłosi ich jednak. Widocznie chce przyjrzeć się walce polityków zwanych katolikami w naszym kraju. Za dwa tygodnie będziemy i my znali wynik wyborów.


2010-06-16
RĄBNIĘTY KONCEPT.
Gazety polskie piszą wiele i różnorodnie na temat prostego chłopaka, Jurka z Okopów na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej obecnej. Trzeba było więc i GW coś rzeknąć na tak popularny temat. Dyżurny katolik Gazetowy rąbnął w koncept i… popełnił pean na cześć księdza Jerzego – „bohatera kościelnego i narodowego”. Aliści nie bez strzyknięcia przez zęby ludziom pobożnym pod nogi: „Nie chodzi mi o to, czy swoim poziomem umysłowym wyrastał ponad księżą przeciętność - beatyfikacja to nie literacki Nobel. Chodzi mi o umysłowe otwarcie. Czy ten bohater walki z ateistycznym reżimem wzywający do politycznej wolności rozumiał, że Polak to niekoniecznie katolik, także na przykład ateista?”.
Gdyby autor tekstu słuchał podczas Mszy za Ojczyznę homilii ks. Jerzego, rychło by zrozumiał, o jaką wolność wołał, i że ten, bardzo wrażliwy na krzywdę innych, kapelan „Solidarności” z bólem mówił o Polakach bez wiary, którzy tak strasznie i bez wewnętrznych oporów niszczyli duchowo i fizycznie współrodaków w stanie wojennym. Dodać należy, że ci oprawcy zza biurka czy z ulicy, w mundurach czy bez, często byli po studiach wyższych. A może w tym rąbniętym koncepcie chodzi jedynie o obłok wstydu wobec naczelnego?


2010-06-15
POTRZEBA CHWILI.
Piękno i bohaterstwo świętości współczesnego błogosławionego męczennika, księdza Jerzego Popiełuszki, wciąż nasyca polską atmosferę życia publicznego. Odbywają się debaty, sympozja, spotkania i rozmowy na temat nie tylko osobowości młodego kapłana polskiego, ale i treści przekazanych w jego homiliach. Można czytać nowe książki, oglądać albumy z ciekawymi fotografiami, można nawet wysłuchać nagrań oryginalnych kazań kapelana „Solidarności”. Ludzie w kościołach trzymają w ręku nowe obrazki i modlą się do nowego świętego. Taka jest potrzeba chwili! Maleńką figurkę gipsową, bardzo piękną i skromną jak sam Błogosławiony, po beatyfikacji zamieniłem na duży baner z portretem ks. Jerzego. Jego otwarte oczy z wielką dobrocią i życzliwością patrzą na wiernych w kościele.


2010-06-10
MORZE STRACHU.
Można się uśmiać, ale to wcale nie jest komiczne. Z jednej strony morze zalanych gospodarstw i domów po dachy. Zdjęcia z helikopterów pokazują bezmiar całkowitego zniszczenia ziemi przez wodę od Śląska po Podkarpacie. A z drugiej strony morze urzędasów, przepisów i różnych zaświadczeń, o jakie trzeba starać się, by uzyskać sześć tysięcy złotych dla powodzian. Ludzie nie spieszą do Ośrodków Pomocy Społecznej, gdyż boją się ujawniać swoje dochody, renty, oszczędności na kontach bankowych, drżą przed fiskusem. Podejrzewają, że gmina oskubie te ich sześć tysięcy. Nie będzie po co iść. W Sandomierzu wnioski złożył zaledwie co czwarty poszkodowany. W zalewanym wciąż
Wilkowie niewiele ponad 20 proc. W Sokolnikach na blisko pięciuset poszkodowanych do OPS trafiło 60 wniosków. Na Śląsku Opolskim jest zupełnie inaczej.


2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 2.
Pytanie drugie: Skąd siła i determinacja ducha kapłana katolickiego?
„Kto dał naszemu męczennikowi tak heroiczną siłę do przyjęcia męczeństwa? (…)
Jezus wybrał młodego Jerzego, jeszcze w łonie jego matki, i powołał go swoją łaską do kapłaństwa, aby głosił Jego słowo prawdy i zbawienia „nowym poganom” swoich czasów (por. Gal 1,16). Jezus Chrystus, obecny w Eucharystii, był jego mocą. (…) W obliczu religijnych prześladowań, Eucharystia była dla niego boskim pokarmem, który umacniał go w dawaniu świadectwa wierze.(…) Jego wiara miała wpływ na innych. Była też niezłomna i promieniowała w środowiskach oraz w osobach, które spotykał. Wiara nie była w nim czymś dodatkowym, uzupełniającym, lecz stawała się miarą wszystkich jego czynów.
Ksiądz Popiełuszko, podobnie jak biblijny sprawiedliwy, żył wiarą i miłością. Jego dewizą były słowa św. Pawła: ‘Zło dobrem zwyciężaj’. (…)Był świadomy, że zło dyktatury miało swoje źródło w szatanie, dlatego więc zachęcał, aby zło zwyciężać dobrem i łaską Bożą: „Zło może zwyciężyć tylko ten, kto jest pełen dobroci”. (…) Zło, niosące ze sobą przemoc, jest znakiem słabości i bezużyteczności. Natomiast dobro zwycięża i rozszerza się siłą swojej słodyczy, współczucia i miłości. Ustroje polityczne przemijają tak jak letnie burze, pozostawiając jedynie zniszczenia, podczas gdy Kościół wraz ze swoimi synami pozostaje, aby wspomagać ludzkość darem nieograniczonej miłości. Chrześcijanie są solą ziemi i światłem świata. (…)
Moi drodzy, w obliczu odradzających się prześladowań skierowanych przeciwko Ewangelii i Kościołowi (…) nowy Błogosławiony był kapłanem i męczennikiem, wytrwałym i niestrudzonym świadkiem Chrystusa. On zło dobrem zwyciężył, aż do przelania krwi. Amen”.


2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 1.
Wczoraj legat papieski, ks. abp Angelo Amato, w homilii beatyfikacyjnej odpowiedział na dwa przez siebie postawione pytania. Odpowiedzi przedstawione w skrócie homilii.
Pytanie pierwsze: Skąd zło, które doprowadziło do morderstwa katolickiego księdza?
„Co było powodem tak wielkiej zbrodni? Czy Ksiądz Jerzy był może przestępcą, mordercą, a może terrorystą? Nic z tych rzeczy. Ksiądz Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który bronił swojej godności jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy, podobnie jak on, byli ciemiężeni i upokorzeni.(…) To właśnie dlatego rozpętał się przeciw niemu niszczący gniew wielkiego kłamcy, nieprzyjaciela Boga i ciemięzcy ludzkości, tego, który nienawidzi prawdy i szerzy kłamstwo. W tamtych latach, jak zdarzało się niekiedy w historii na dużym obszarze Europy, światło rozumu zostało przyćmione ciemnością, a dobro zastąpione złem. (…)
Ksiądz Jerzy nie uległ pokusie, by żyć w tym obozie śmierci. Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana. Lecz zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości. Dlatego ten bezbronny kapłan był śledzony, prześladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie związany i, choć jeszcze żył, został wrzucony do wody.(…) Jego ciało zostało odnalezione dopiero po dziesięciu dniach”.


2010-06-06
PROROCTWO SPEŁNIONE.
Po całonocnej podróży (z przeszkodami milicyjnymi) pełni determinacji wspólnie ze studentami dotarliśmy na Żolibórz w Warszawie na pogrzeb kapelana „Solidarności”. Było to w sobotę 3 listopada 1984 roku, tysiące ludzi ze wszystkich stron Polski przez całą noc podążało w kierunku kościoła św. Stanisława Kostki, gdzie w trumnie złożono zmaltretowane ciało księdza katolickiego. Każdy chciał oddać hołd kapłanowi zamordowanemu przez komunistów (niestety, polskich!), od pół wieku bez mała dzierżących władzę w kraju i uciskających swych rodaków. Mieli pod rozkazami Departament IV w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych do rozprawiania się z księżmi, wojsko, milicję, ZOMO i ostatnio dekret o stanie wojennym. Niszczyli każdy przejaw wolności w kraju, wypełniali więzienia Polakami, którzy nie zgadzali się z ich narzuconym porządkiem społecznym, brutalnie walczyli z Kościołem. Ich reżym był tym okrutniejszy, im większy rósł w nich strach przed utratą władzy. Ślepi niewolnicy Moskwy, nie potrafili przewidzieć, że męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki było zwiastunem ich końca.
Zło zostało dobrem pokonane! Zwykły ksiądz w czarnej sutannie, z polskim orzełkiem na piersi, nie tylko głosił od ołtarza tę prawdę św. Pawła, ale wyjednał u tronu Miłosierdzia Bożego faktyczne zwycięstwo Dobra w Polsce. Niepojęte są wyroki Boskie, ale przecież w wielkich i ważnych chwilach pozwala Bóg ludziom proroczo wejrzeć w Jego tajemnice. Na zakończenie uroczystości pogrzebowych, po wszystkich przemówieniach, w słowie pożegnania ks. prałat Teofil Bogucki, proboszcz ks. Jerzego, powiedział: „Ziemia polska otrzymała nowego bohatera i nowego męczennika. Na taki pogrzeb, z udziałem Kardynała Prymasa, biskupów i nieprzeliczonej rzeszy wiernych, zasługuje tylko człowiek wielki lub święty. Ocenę zostawiamy Najwyższemu Bogu”. Dzisiejsza uroczystość beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki, skupiająca umysły i serca milionów Polaków i ludzi dobrej woli w kraju i za granicą, jest cudowną odpowiedzią Boga, wypełniającą proboszczowe proroctwo. Oto otrzymaliśmy w Niebiosach kapłana wielkiego i świętego. Gaude, Mater Polonia! Ciesz się, Polsko - święta Matko-Ojczyzno nasza!


2010-06-05
PRZED BEATYFIKACJĄ.
W Warszawie jest już obecny legat Ojca Świętego Benedykta XVI, ks. abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, który będzie przewodniczył jutrzejszej Eucharystii beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie. Warszawa to miasto, w którym młody ksiądz przeżył ostatnie 12 lat swojej bardzo owocnej służby kapłańskiej.
Znakomity gość z Watykanu zapytany, jakie przesłanie przynosi dla Polski od Papieża, odpowiedział: „To będzie więcej niż przesłanie. Ojciec Święty ofiarowuje Polakom wielki dar: dar beatyfikacji polskiego Kapłana, Męczennika, godnego Syna wielkiego Narodu Polskiego. Tego Narodu, który nie przestaje dawać Kościołowi i światu wybitnych postaci. Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko, a także Czcigodny Jan Paweł II - w ich życiu w stopniu najwyższym zrealizowała się świętość i pełnia człowieczeństwa”. Zapytany następnie o heroiczne cnoty beatyfikowanego księdza Jerzego, wyszczególnił przynajmniej trzy: „obrona wiary aż do męczeństwa, odwaga życia po katolicku oraz wypełnianie posługi kapłańskiej pomimo prześladowań reżimu komunistycznego i pogardy dla religii” .


2010-06-04
PRZY GROBIE.
W roku 1987, na zakończenie swej pielgrzymki do Ojczyzny, Ojciec Święty Jan Paweł II modlił się nad grobem ks. Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Pamiętam to papieskie pokorne klęczenie przy kamieniu kryjącym ciało zwykłego księdza i długie trwanie na modlitwie. Wtedy też przy grobie modliła się matka księdza, Marianna Popiełuszko. Po modlitwie Ojciec Święty wstał i przywitał staruszkę. Powiedział jej z wyraźnym wzruszeniem, jakie może wywołać wdzięczność płynąca z serca: „Matko, dałaś nam wielkiego syna”. Staruszka odpowiedziała, jakby wcale nie była zaskoczona odezwaniem się do niej Papieża: „Ojcze Święty, nie ja go dałam, ale Bóg dał przeze mnie światu. Dałam go Kościołowi i nie zabiorę go Kościołowi”. Trudno nie uwierzyć, że to Duch Święty proroczo wieścił przez matkę.
Za dwa dni, po dwudziestu sześciu latach, podczas Mszy beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, w uroczystej procesji - w asyście czterech diakonów w czerwonych dalmatykach - matka Błogosławionego Kapłana-Męczennika poniesie do ołtarza relikwie swego syna.


2010-06-03
CORPUS CHRISTI.
Boże Ciało. Święto Obecności Boga wśród ludzi. Kim byłbym bez tej ożywiającej Obecności?... Myślę o ks. Jerzym – kim on byłby, gdyby nie wpatrywanie się w Corpus Christi na krzyżu i codzienne sprawowanie Mszy świętej? Ciało Chrystusa najpierw unoszone wysoko, a potem brane w siebie i podawane innym jako najświętszą więź wiążącą szlachetne dusze wzajemnie. Wiem, co przeżywał w latach osiemdziesiątych odważny i prawy kaznodzieja, ks. Jerzy Popiełuszko. Wielu uczciwych kapłanów stanu wojennego w Polsce równie dobrze to wie. Obrzydliwe nękania, przesłuchania na ubecji, oskarżenia i plugawe słowa to nie najtrudniejsze chwile. Wiadomo – to wszystko pochodziło od najprawdziwszych wrogów. Bolało, ale przecież można było opowiedzieć o tym kolegom, zironizować i obśmiać wspólnie. Paskudztwo wywalone na zewnątrz nie zatruwało serca. Najtrudniejsze były niektóre reakcje i opinie wychodzące z kręgu duchownych. Tutaj trzeba ból zamknąć w sercu i nosić samotnie, dopóki Pan nie obandażuje go łaską.
Czytam Zapiski ks. Jerzego i myślę w sercu, jakże bliski mi jest ten Człowiek, ten młodszy kolega – kapłan, kaznodzieja, co już poznał całą Prawdę. Szczere i proste były jego myśli i słowa: „Dzisiaj przed obiadem o 12.00 poszedłem odmówić różaniec w kościele na chórze. Błogosławiona cisza. Nad amboną złoty krzyż. Od czasu do czasu wpadał promyk słońca i krzyż rozjaśniał się złotą, ciepłą poświatą. Potem następował mrok. Boże, jak bardzo podobne jest ludzkie życie, szare, trudne, czasami ponure i byłoby często nie do zniesienia, gdyby nie promyki radości, Twojej obecności, znaku, że jesteś z nami, ciągle taki sam, dobry i kochający” .


2010-06-02
PADA I PADA.
Od kilku dni pada, chociaż ciepło w powietrzu. Na południu i zachodzie rzeki przybierają niebezpiecznie. Koło Tarnobrzega znowu wylało. W Krakowie obserwują powtórny alarmowy poziom, a deszcz pada i pada. W Opolu notują przybór wody w Odrze. Rośnie nowa fala powodziowa. Kiedy ruszy na Wrocław? W telewizornii pocieszają, że nie będzie taka wysoka jak ta pierwsza.
Jutro Boże Ciało. Łąka pod dębami w parku mocno podmoczona, grząsko. Trudno tam postawić ołtarz i ambonkę. W takiej sytuacji trzeba odwołać Mszę „sub divo” i procesję ulicami parafii. Będziemy świętować całą parafią w kościele i dookoła kościoła. Jakoś się musimy zmieścić.


2010-06-01
RADOŚĆ MATKI.
Prasa licznie pisze o zbliżającej się beatyfikacji, dziennikarze zaczepiają kogo bądź z pytaniem o ks. Popiełuszkę, a nuż ktoś powie coś sensacyjnego?...
A mnie od dawna urzeka prostota serca matki ks. Jerzego, pani Marianny. Na pytanie dziennikarki: „Cieszy się pani, że doczekała beatyfikacji syna?” odpowiedziała: „Byłam we łzach po śmierci syna, teraz jestem w radości”. – Czuje pani opiekę syna? – „W każdej chwili” . Nic dodać, nic ująć.


2010-05-30
RZEŹBA.
Za tydzień w Warszawie odbędzie się uroczystość beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę. Święty współczesny. Żył z nami, chociaż młodzież już go nie zna. Postawiłem na ołtarzu małą figurkę z gipsu. Jest to miniatura-projekt pomnika księdza Jerzego autorstwa wrocławskiej rzeźbiarki pani prof. Łucji Skomorowskiej. Podarowała mi onegdaj, po tym, jak cały kraj był wstrząśnięty makabryczną zbrodnią dokonaną na kapłanie przez peerelowską bezpiekę. Zdecydowałem się na to „ołtarzowe wystawienie” rzeźby współczesnego polskiego męczennika przed jego beatyfikacją, narażając się na pogrożenie palcem purystów liturgicznych, ponieważ ta rzeźba w sposób artystyczny obrazuje tajemnicę zwycięstwa nad śmiercią i tryumfu nad nieludzkim, zakłamanym systemem władzy. Ks. Jerzy, wrzucony na dno Zalewu Wiślanego pod Włocławkiem, wyłania się z tej toni w zwykłej sutannie z orzełkiem na piersiach i ze stułą z napisem „przyjmijcie znak pokoju”. Twarz pogodna z oczami otwartymi, patrzącymi przed siebie, ręce bezbronne wzdłuż ciała, otwarte z niemym zaproszeniem do spotkania. Wyjaśniłem parafianom, że stawiam tę rzeźbę na ołtarzu, gdzie nie tak dawno stała figura Chrystusa zmartwychwstałego, bo tajemnica życia i śmierci ks. Popiełuszki wyrasta z paschalnego orędzia naszego Zbawiciela. Wieczorami podczas liturgii eucharystycznej przybliżam wiernym wizerunek i dzieło wiary młodego, bo zaledwie 12-letniego kapłana katolickiego, syna polskiej ziemi.


2010-05-29
TROJKA.
Trzech żyjących prymasów Polski koncelebrowało w katedrze wrocławskiej z okazji dziękczynienia jubilata ks. kardynała Henryka Gulbinowicza. Najstarszy prymas-senior ks. kard. Józef Glemp, po nim krótko dożywający w Gnieźnie emerytury prymas - ks. abp Muszyński i niedawno mianowany przez Benedykta XVI dotychczasowy nuncjusz apostolski w Polsce, prymas - ks. abp Józef Kowalczyk. Takiej koniunkcji prymasostwo gnieźnieńskie jeszcze nie przeżywało w swych dziejach. Krakowski kardynał nie zaszczycił swą obecnością Wrocławia, ale za to przybył pełen energii i dobrych życzeń kard. Joachim Meissner z Kolonii, który swe korzenie wywodzi z Wrocławia. Tak więc, wliczywszy krakowskiego seniora – kardynała Franciszka Macharskiego, dostojnemu Jubilatowi przy ołtarzu towarzyszyło trzech purpuratów. Bo też i jubileusz był potrójny: 60-lecie kapłaństwa, 40-lecie biskupstwa i 25-lecie purpury kardynalskiej. Warto też zauważyć, że to niezwyczajne dziękczynienie zgromadziło w katedrze wrocławskiej duchownych i świeckich właśnie w wigilię Uroczystości Trójcy Przenajświętszej. „Boh liubit’ trojku!” – jak mówią ciągle niektórzy po prawej stronie Bugu i Niemna… Celebrujący 87-letni Jubilat był pełen werwy życiowej i w swym przemówieniu końcowym co rusz strzelał jasnym humorem. Po dwu i pół godzinnej celebrze miał jeszcze siły i cierpliwość przyjmować indywidualne życzenia i gratulacje. Ot, to znaczy się Wilniuk nie do zdarcia! W herbie biskupim napisał przecież: Patientia et Caritas – Cierpliwość i Miłość.


2010-05-28
BOŻY PRYMAS.
Dziś mija 29 lat od śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego. Pamiętam, była to Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Modliliśmy się wieczorem w kościele o rychłą beatyfikację. Przypominam sobie niesłychany gest Jana Pawła II podczas inauguracji pontyfikatu na Placu św. Piotra w Rzymie. Byłem tam wtedy. Gdy ks. Prymas podszedł do tronu papieskiego, by złożyć kardynalskie homagium, Jan Paweł II wstał, objął kardynała i ucałował jego rękę. Nazajutrz, w poniedziałek 23 października 1978 roku, podczas pożegnania z Ojczyzną w Auli Pawła VI, Papież z Polski dał piękne świadectwo wielkości Prymasa Tysiąclecia: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności, rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry - i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.
Przez 33 lata swej posługi biskupiej ksiądz Stefan Wyszyński, świadomy roli i ciężaru, jaki na jego barki w tak trudnym dla Polski czasie komunistycznego uciemiężenia złożył sam Bóg, kierował się zasadą oddania wszystkiego Bogu przez Maryję. Na 25-lecie swej sakry biskupiej w Gnieźnie wzruszony wyznał w homilii: „Pragnąłem, aby wszystko było naprawdę Soli Deo. Słowa te nie są ozdobą na mojej pieczęci biskupiej, to jest mój program, Najmilsze Dzieci! Nie do siebie was prowadzę, tylko do Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Nie chcę, abyście mnie służyli, lecz pragnę, abyście służyli Jezusowi Chrystusowi, Jego Matce i Kościołowi Bożemu”.


2010-05-27
BZDURA.
Pewien proboszcz przyjął od parafian i ogłosił intencję Mszy św. dotyczącą Jarosława Kaczyńskiego:„żeby nie niszczyły go media i aby uzyskał jak największe poparcie w wyborach prezydenckich”. Bardzo PObożny parafianin zaraz pobiegł z tą wiadomością do dziennikarza Rzeczpospolitej, a ten z kolei, uzbroiwszy się w cytat nowego ks. prymasa na temat polityki i księży, uciął sobie rozmowę z większym od siebie autorytetem (i słusznie, skoro nie był kompetentny) z naczelnym Tygodnika Powszechnego. I oto, co usłyszał: „Kościół jest kościołem wszystkich ludzi, czyli też zwolenników wszystkich opcji politycznych. Kapłan, ogłaszając taką intencję nabożeństwa, część ludzi z tej wspólnoty w pewien sposób wykluczył” . Dajcie spokój! Większej bzdury jeszcze nie słyszałem z ust Naczelnego! Wierzyć mi się nie chce, by ks. Adam Boniecki mógł to powiedzieć. A swoją drogą, warto się zastanowić, kto tu robi (rozrabia) politykę w Kościele…


2010-05-25
OSTATNI ŚWIADEK.
Wczoraj byłem na uroczystym pogrzebie staruszki zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, siostry Kajetany. Odwołał ja Pan Bóg z tej ziemi, gdy jej życie dobiegało stu lat. Pogrzeb był uroczysty dzięki obecności i śpiewom jej współsióstr. Nieboszczka cieszyła się dużym szacunkiem w zgromadzeniu, a szczególnie we wrocławskim klasztorze, gdzie przeżyła na służbie Bogu i ludziom ponad pół wieku. Młode siostry lubiły z nią rozmawiać i zadawały jej pytania na temat św. Siostry Faustyny, jaka Ona była? Bo znała ją. Pamiętam, że sam zadawałem podobne pytania podczas odwiedzin. Poznałem siostrę, gdy byłem wikariuszem w obecnej mej parafii i pracowałem ze studentami. Było to ponad 40 lat temu. W opowiadaniach swych mówiła z prostotą: Faustyna była taka zwyczajna, po prostu taka, jaka powinna być zakonnica, była lubiana. Ciężko chorowała, nie skarżyła się. Wtedy, za mojego nowicjatu, nic nie mówiło się o jej nadzwyczajności, traktowana była tak po prostu, dopiero później, po śmierci, dowiadywałam się o jej świętości. Siostra Kajetana poznała Siostrę Faustynę pod koniec jej życia, gdy sama dopiero rozpoczynała nowicjat we wspólnocie. W latach sześćdziesiątych, gdy przychodziłem do klasztoru na obiady (fundowane przez ks. proboszcza), siostra Kajetana często usługiwała przy stole, pogadywaliśmy sobie. Dzięki niej mogłem załatwić dla studentów salę na bal sylwestrowy (!). Bawiliśmy się do rana, a siostra czuwała, by na koniec zamknąć za nami bramę klasztoru. Siostrę Kajetanę mógłbym scharakteryzować według teologii św. Jana Ewangelisty: była prawdziwą chrześcijanką dzięki swemu człowieczeństwu skierowanemu ku drugiemu człowiekowi. Jej świętość objawiała się nie przez doznania mistyczne i szczególne jakieś namaszczenie duchowe, ale pilnowała przestrogi Bożej: „Jeśliby ktoś mówił: >Miłuję Boga<, a brata swego nienawidził, jest kłamcą” (1J 4,20). Siostra Kajetana kochała służąc. Z nią Bóg zabrał do siebie ostatniego świadka życia na ziemi świętej siostry Faustyny.


2010-05-24
STANIE.
Płock. Wojowanie z Wisłą. Minionej nocy ewakuowano 5 tysięcy mieszkańców z miejscowości na północ od Płocka. Wisła nie ustępuje, prze na przód i na boki. Pan Komorowski na tamie. Co robi? Nic. Stoi przedwyborczo.


2010-05-23
ULGA.
We Wrocławiu wczoraj Odra przerwała wały i wylała na osiedle Kozanów. Już trzecią noc trwało w mieście wzdłuż Odry czuwanie i umacnianie wałów folią i workami z piaskiem. Dzisiejsza niedziela Zesłania Ducha Świętego przyniosła wyraźną ulgę. Po południu na Starej Odrze można było zauważyć obniżenie lustra wody. Bogu niech będą dzięki. I ludziom niezmordowanym. Do kościoła na Godzinę Miłosierdzia przybyło sporo wiernych.


2010-05-20
WIELKA WODA.
Niemal połowa kraju pod wodą. Setki ton piachu ludzie wsypują do worków i otulają wielką wodę, która po przeciągłych opadach ruszyła w dół, nie licząc się z korytami małych i szerokich rzek. Mieszkańcy Podkarpacia, Małopolski i Śląska z bólem już patrzą na zniszczony dorobek całego swego życia. Woda nie tylko zalała jeszcze niedojrzałe owoce rolników, zniszczyła drogi i mosty, zburzyła także domy mieszkalne i zabudowania gospodarskie, przepędziła z błotem wszystko ruchome, co zastała na drodze. Mężczyźni i kobiety stają przed kamerami obserwującymi ich nieszczęście, żalą się bezradnie na los, nie wierzą w obietnice śmiesznie małej pomocy rządzących. Pytani odpowiadają, że ta powódź jest o wiele większa w niszczących skutkach niż ta sprzed trzynastu lat „powódź stulecia”. W okolicach Sandomierza i Tarnobrzega kamery zamontowane w helikopterach pokazują przerażające rozlewisko z dachami domów, na których ludzie i ptactwo szukają schronienia. Zgroza, cierpienie i żal, i płacz.
A co politycy na to? Siedzą przy biurkach i patrząc w oko kamery twierdzą bezczelnie, że katastrofy nie ma i stanu klęski żywiołowej nie będą ogłaszać. Głupcy zapomnieli, że „contra factum nullum argumentum”. Myślą jedynie, by nikt i nic nie odwołało wstępowania na fotel prezydencki. A co ulica na to? Ulica wie, że to nieczysta gra społecznymi kartami, że to strach przed wypłukaniem kasy. Mądrzy mówią: okłamać Narodu nie można bezkarnie, a domki z kart wcześniej czy później rozpadną się.


2010-05-12
PAMIĘĆ KOŚCIOŁA.
Dziś mija 75 lat od chwili, gdy niezłomny bojownik o niepodległą Polskę na początku XX wieku, Marszałek Józef Piłsudski, oddał ostatnie tchnienie na ziemi. Różni ludzie w różnych okresach różnie na niego patrzyli. Np. moje pokolenie w PRL-u w ogóle nie mogło oglądać jego obecności. Władza ludowa bała się Piłsudskiego, gdyż w świetle jego patriotyzmu jawił się, skrzętnie ukrywany przez komunistów, potworny grzech polityczny: zdrada Narodu Polskiego na rzecz Sowietów. Prawdę o Naczelniku Państwa szczelnie zamykano w lochach NKWD i UB, a z nią tych, którzy nosili w sercu obraz suwerennej Rzeczpospolitej.
Zawsze przez całe dzieje Polski Prawda miała swoje miejsce należne i nienaruszone w skarbcu pamięci Kościoła. Kto zechce zajrzeć do historycznych wypowiedzi Prymasa Polski, Kardynała Augusta Hlonda, znajdzie pewną i jasną wypowiedź: "Marszałek Piłsudski, poza wielu innymi zasługami, zapisał się w dziejach wskrzeszonej Polski jako pogromca zbrojnego bolszewizmu, co chciał podbić Polskę i wcielić ją we wszechświatową Republikę Sowiecką. Zwycięstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął Marszałek Piłsudski w szeregu dziejowych obrońców wiary. Za to należy się Józefowi Piłsudskiemu wieczna wdzięczność nie tylko obywateli polskich, lecz całego chrześcijaństwa".
Nie wiem, jakie ci dwaj wielcy Polacy znaleźli przyjęcie w Wieczności, ale z pewnością nie zawadzi przynajmniej jedno pobożnie odmówione „Wieczne odpoczywanie…”.



2010-05-11
APEL RODZIN.
19 rodzin ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku napisało list otwarty, w którym m.in. czytamy: "Zwracamy się z prośbą do polityków i dziennikarzy: nie wykorzystujcie smoleńskiej tragedii do realizacji politycznych celów. Nie zawłaszczajcie wciąż świeżego bólu po śmierci naszych najbliższych. Teraz najważniejsza jest dobra pamięć o nich. Wszystkie sensacyjne i przedwczesne spekulacje na temat katastrofy uderzają w nasze uczucia i odbierają równowagę psychiczną, którą z wielkim trudem staramy się odzyskać (…) Jesteśmy głęboko zasmuceni nieustającymi próbami wykorzystywania tragedii naszych rodzin do celów politycznych i medialnych. Nie oczekujemy wiele. Prosimy o uszanowanie naszej żałoby".


2010-05-05
ZAWŁASZCZAJĄ!
Ale się porobiło! W politycznym saganie wszystko wrze, para bucha, a spod pokrywki, co i rusz, z trzaskiem wydobywają się bąble pomysłów i domysłów. Zupełny brak uszanowania bólu ludzkiego po stracie bliskich. Brat zmarłego Prezydenta nie powiedział jeszcze słowa na temat kandydowania do fotela głowy państwa, a ci po drugiej stronie już zatrąbili, że „zawłaszczy tragedię”. Osieroconą córkę pary prezydenckiej owija się nimbem niepopularności za to, że z pewnością zechce poprzeć patriotyczne myślenie swego ojca i stryja. A cóż innego te polityczne, przestraszone, tuby robią? Zawłaszczają! Złodziej krzyczy, łapać złodzieja! Stara, niecna metoda.


2010-05-03
WROCŁAWSKIE SLUMSY.
Pani katechetka ze Specjalistycznego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego zgłosiła mi przed kilku tygodniami grupę jedenaściorga dzieci przygotowywaną od jesieni do I Komunii św. Dzieci są miłe, ale niestety z mocnym niedorozwojem psychicznym. Spotkałem się dwukrotnie z ich rodzicami. Rozmowy były trudne. W żadnej rodzinie nie było uporządkowania moralnego. Zrozumienie treści religijnych dotyczących sakramentu Pokuty, czy Eucharystii, na tym samym poziomie, co u ich dzieci. W rozmowie z katechetką rodzice sprawiali wrażenie, jakby robili jej łaskę, pozwalając na przygotowanie dzieci. Przy dalszej dyskusji okazało się, że dwoje dzieci nie miało Chrztu św., a trójka innych była ochrzczona w kościele polsko-katolickim. Jedna z matek zrobiła awanturę pani katechetce o to, „że się czepia, bo przecież co za różnica? Na pieczątce stoi jak byk „katolicka parafia, a to że „polsko-” to chyba lepiej niż „niemiecko-” czy jakoś inaczej”. Zauważyłem, jak pani katechetka ukradkiem ocierała łzy. Przecież napracowała się solidnie przy tych dzieciach, żeby zapamiętały, „kogo przyjmują do serduszka”. Rozumiałem ją, bo ona również te dzieci ubrała odświętne na tę uroczystość. Wyprosiła u różnych parafian sukienki, garnitury i buciki dla dzieci.
W rezultacie dziś do I Komunii miało przystąpić sześcioro dzieci. Do ostatniej chwili czekaliśmy przed kościołem. Przyszło tylko pięcioro. No, cóż powiedzieć? Są we Wrocławiu takie straszne miejsca, o których dokładniej powiedzieć potrafią tylko misjonarze. Slumsy mamy pod nosem.


2010-05-02
DO ZAKRYSTII.
Modlę się za moich parafian dwa razy dziennie, a każdej niedzieli odprawiam w ich intencji Mszę św. - A co moi parafianie? W zakrystii dziś musiałem wysłuchać nieprzeciętnie dynamicznej erupcji pretensji za to, że inni parafianie zbierali podpisy przedwyborcze. Usłyszałem o niegodnej robocie na terenie kościelnym, o nieposzanowaniu rozdziału Kościoła od państwa, o nieuprawnionym mieszaniu się w akcję popierania kandydatów, o sianiu niezgody i pogłębianiu podziałów w Polsce. Słuchałem oszołomiony, bo nie maczałem palców w niczym z tych rzeczy. Jedynie nie zabroniłem Akcji Katolickiej działać na terenie parafii. Próbowałem tej niewieście coś wyjaśniać na temat roli świeckich w Kościele, o potrzebie obrony wartości chrześcijańskich przez katolików, o społeczeństwie obywatelskim znającym i popierającym te wartości… Niestety, słowa moje padały w głuchą pustkę. Patrzyłem na rozmówczynię i czułem, jak rośnie jakaś wielka ogarniająca ją dziwna bania niezrozumienia. Nic nie pomogło nawet wtedy, gdy wspomniałem o podobnych kiedyś pretensjach komuny wobec Kościoła. Jedynie policzki kobiety bardziej się zaróżowiły. Skąd w niej tyle wrogości – pomyślałem - i to przecież do nieznanych sobie ludzi?… I nagle bania pękła! Usłyszałem: Ten Kaczyński to nienawiść! - Ach, to o to chodziło!! Boże! Jak obrzydliwie wylewa się brak miłości z podwórek politykierskich aż do… zakrystii. I to tuż, tuż po Mszy świętej.
Całe szczęście, że nie tylko takich mam parafian, ale modlić się za nich trzeba nadal i to goręcej.


2010-04-30
STRAŻNICY WIARY.
Jutro nasze dzieci z drugiej klasy przystąpią do I Komunii świętej. Nowocześni katecheci mówią inaczej: po raz pierwszy będą w pełni uczestniczyły w Eucharystii. Przygotowania do tej ważnej chwili w dziecięcym życiu trwały prawie cały rok szkolny. Katecheta pracował z dziećmi w klasie szkolnej, a ja z rodzicami w kościele i w salce. Przygotowywałem rodziców do rozmów z dziećmi w domach. Z początku szło jak po grudzie. Człowiek współczesny im mniej wie o Panu Bogu, tym bardziej jest przekonany o swojej wartości. Dobrze jest znać swoją wielkość i godność, ale źle jest nie wiedzieć, że to Stwórca jest źródłem ludzkiej godności. Dlaczego nasi ludzie dziś nie widzą swych grzechów? - Bo nie mają żywego kontaktu z Bogiem. Piękne odkrywanie w duszy „sacrum” prowadzi człowieka do pokory. Żywy kontakt z Chrystusem pozwala człowiekowi przez pokutę wychodzić z ciemności grzechu do światła zmartwychwstania w duszy.
Modlę się codziennie za moich parafian, a jutro będę szczególnie wielbił Boga za te dzieci i ich rodziców i będę prosił, by w tych rodzinach dzieci wyrosły na dojrzałych strażników Chrystusowej wiary.


2010-04-28
BÓG PAMIĘTA.
Przywołuję sprzed lat piękny czas nawróceń w Polsce, gdy dziękowaliśmy Panu Bogu za 1000 lat chrześcijaństwa i przepraszaliśmy za liczne wady i grzechy narodowe. Byłem wtedy bardzo młodym księdzem, pomagałem w rekolekcjach przed nawiedzeniem obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Świdnicy. Z kolegami pełniliśmy dyżury w konfesjonale po 8 godzin. Tłumy penitentów przewalały się przez wielką bazylikę. Zmęczenie było ogromne, ale też satysfakcja niemała. Nie zapomnę kobiety, późnej imigrantki ze Związku Sowieckiego, która po wyświetlonym w kościele filmie „Prawda o aborcji”, przyszła do mnie z płaczem, pytając, czy może się wyspowiadać, bo ona tam daleko, daleko za Bugiem 9 razy przerwała ciążę. Płakała i powtarzała: Jezu, Jezu, ja nie znała, że to morderstwo! Czy Bóg mi wybaczy? Dzisiejsze feministki bez emocji przyjmują doniesienia, że jesteśmy narodem pijaków, rozwodników i terrorystów rodzinnych, ale do sądu pozwą każdego, kto w kontekście aborcji użyje słowa: „morderczyni”. Zatykają uszy na głos dwudziestu milionów Polaków zza grobu wołających o pomstę do Nieba. Bóg pamięta o swych skrzywdzonych dzieciach.


2010-04-27
DZIEŃ POKUTY.
Wieczorem włączyliśmy się w naszym kościele w krąg modlitwy ekspiacyjnej z racji Narodowego Dnia Pokuty za Grzechy Przeciwko Życiu Człowieka. W okresie od 1956 do 1993 roku, gdy obowiązywała „stalinowska” ustawa pozwalająca na dowolne zabijanie życia prenatalnego, w Polsce nie narodziło się 20 milionów Polaków. Dzisiejsi zwolennicy aborcji w imię wolności kobiety, dla zabicia głosu sumienia, mówią o płodzie w macicy kobiety, a nie o dziecku noszonym pod sercem matki. Jednak sumienia nie pozwalają zagłuszyć pełne kubły z porozrywanymi rączkami i nóżkami, ze zmiażdżonymi główkami malutkich dzieci wynoszone na śmietnik z klinik aborcyjnych. To są zwłoki bestialsko zamordowanych maleńkich, bezbronnych ludzi. Dzisiejsza data i pamięć o tym przerażającym żniwie śmierci powinny nawrócić te „przerwane” w swym macierzyństwie kobiety na drogę przynajmniej zdrowego rozsądku. Dobrze się dzieje, że ludzie głęboko wierzący przepraszają i wynagradzają pokutą Bogu za to prenatalne ludobójstwo.


2010-04-26
KAMPANIA.
We Wrocławiu dziś żegnaliśmy naszą posłankę, panią Olę Natalli-Świat, która odeszła do Nieba dwa tygodnie temu w Smoleńsku. Wierzę, że patrzy na nas już z bardzo wysoka. Zostawiła nieco kłopotu na ziemi ze swoimi częściami materialnymi (trzeba było długo szukać i wgrzebywać się pod wrak samolotu), ale dusza w całości natychmiast znalazła się w dłoniach Boga Ojca. Ołtarz i trumnę ze światłem paschału otoczyło ponad pięćdziesięciu kapłanów. Ks. Abp swą homilię żałobną wtopił mocno, jak zwykle, w kontekst biblijny. Innych przemówień w kościele nie było. Spokojnym strumieniem płynęła modlitwa. Na cmentarz trumna była odprowadzona ulicami południowej części miasta długą kawalkadą samochodów i autobusów. Do grobu szczątki pani Poseł odprowadził sam ks. Kardynał –senior.
A co w mediach? Ledwie ostatnia gruda ziemi spadła na ostatnią trumnę smoleńską, a już wszystko, co liberalne i ateistyczne podnosi głowę. Nie udało się opluwanie prezydentury Lecha – Polska im nie uwierzyła – zaczynają straszyć ludzi czarnymi proroctwami na temat ewentualnej prezydentury Jarosława, bliźniaka. Szybko się „otrząsnęli z żałoby”, ale nadal są ślepi. Nie mają ręki na sercu i nie wiedzą, gdzie „Polska właśnie”. Żałobna nauka poszła w las. Trzeba się bać nadchodzącej kampanii przedwyborczej.



2010-04-24
POTOP ISTNY.
Wylała się na kraj – w ciągu tych dwóch tygodni - rzeka słów super pobożnych. Jeszcze nigdy w Polsce - w kościołach, na cmentarzach, czy w mediach - nie było słychać naraz tyle słów miodopłynnych, życzliwych, przepraszających, zwracających sprawiedliwość, wskazujących na potrzebę przemian, a nawet słów nadziei na wieczność. Rozwarłem szeroko oczy widząc posła SLD czytającego słowo Boże nad trumną swego partyjnego kolegi podczas Mszy pogrzebowej . Czy to wszystko ma znaczyć, że glob został już przepalony sumieniem ? Czy mógł się tego tak rychło spodziewać nasz Poeta? Trudno powiedzieć, bo słowa często się spalają przed narodzinami z nich czynów.
Wczoraj podczas pogrzebu prezesa IPN-u, prof. Janusza Kurtyki, padło z różnych ust wiele pięknych słów. Szczególnie celował tu minister kultury znany ze swego naturalnego słowotoku. Ktoś uważnie słuchający skwitował tę mowę krótko: „Niech powtórzy to z sejmowej trybuny” . No, cóż? Horacy pewnie by zapodał tu swą przestrogę: „Favete linguis! ” .



2010-04-20
HARMONIA.
Pozytywne myślenie o tym, co się stało, już z krótkiego czasowego dystansu, może ukazać ciekawy obraz ducha naszej Ojczyzny. „Czas po smoleńskiej tragedii pokazał, że prezydencka trumna złożona na armatniej lawecie nie wygląda śmiesznie, że ułani na koniach asystujący żałobnym konduktom nie są wcale anachroniczni. Mało tego, zdaliśmy sobie sprawę, że z tym patriotycznym patosem doskonale harmonizuje religijne uniesienie. Że pożegnanie zmarłego tragicznie polskiego prezydenta i jego małżonki może być odpowiednio wzniosłe tylko podczas Mszy świętej w miejscu takim jak bazylika Mariacka. Powszechnie zaakceptowaliśmy fakt, że w ważnych dla narodu chwilach Kościół i państwo zawsze muszą być razem. Majestat żałobnych uroczystości w wawelskiej katedrze spowodował, że bez znaczenia są już protesty przeciw religii w szkole czy wieszaniu krzyży w klasach"(Dominik Zdort, fragmenty blogu w Rzeczpospolitej).
Chwile wielkiego natchnienia są potrzebnym pokarmem dla długich dni zwyczajności, pozwalają dźwigać prozę codziennego życia.


2010-04-19
PIĘCIOLECIE.
Zapatrzeni wciąż w Jana Pawła II, nasłuchujący wieści o dacie beatyfikacji, z pretensjami do Watykanu, że „santo subito” trwa już pięć lat, być może nie zauważyliśmy, że minęło, jak z bicza trzasł, pięć lat służby Kościołowi Benedykta XVI. Służba dzisiejszemu Kościołowi wiedzie Papieża bardzo trudną drogą, wręcz krzyżową, ale właśnie taką drogą prowadzą ślady Pana Jezusa.
Dla mnie Benedykt XVI jest prawdziwym bohaterem, jego duch ma nadludzką siłę. Ogromnej hordzie atakujących wrogów przeciwstawia Chrystusową Prawdę, Miłość i Pokorę. Jednocześnie z przyjaciółmi dzieli się swoją chrystocentryczną duchowością. W Warszawie w 2006 roku powiedział: „Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował”. Kilkakrotnie w spotkaniach ze światem naukowców przypominał, że nie wystarczy roztrząsać tajemnic świata i Boga, ale trzeba jednoczyć się z Bogiem i widzieć świat przez pryzmat Stwórcy. Z nauczania papieża emanuje niezbite przekonanie, że szczęściem człowieka jest stałe poszukiwanie Boga. W tym poszukiwaniu tkwią korzenie europejskiej kultury. Z tego poszukiwania wyrosły wszystkie pamiątki piękna, prawdy i dobra, pozostawione nam przez poprzednie pokolenia. Papież całą swoja pokorną osobowością jest przykładem człowieka poszukującego Boga i wszystko odnoszącego do Boga. Jest jednakowo wierny i bliski Jezusowi, tak w katechizowaniu, jak i w postawie wobec bolesnych konkretów w Kościele. Po raporcie o pedofilii księży w Irlandii, gdy harcownicy liberalnego pogaństwa kołki strugają na głowie Ojcu Świętemu, on w liście do biskupów irlandzkich pisze: „aby zaleczyć tę bolesną ranę, Kościół musi przede wszystkim uznać przed Panem i przed innymi ludźmi, że zostały popełnione ciężkie grzechy wobec bezbronnych dzieci”. Dla Benedykta Jezus jest tak samo zraniony jak te dzieci. Ojciec Święty przeniknięty jest światłem Ewangelii, autentycznie jest to „alter Christus”.


2010-04-18
POGRZEB.
Chmura pyłu wulkanicznego znad Islandii zamknęła niebo w Europie. (Czy to symbol dzisiejszej duszy Europy?) Wielu chętnych polityków ze świata odwołało swój przylot na prezydencki pogrzeb. W tej sytuacji obecność prezydenta Rosji Miedwiediewa urasta w komentarzach medialnych do rangi symbolu prawdziwej przyjaźni i sygnału zmiany kursu polityki rosyjskiej wobec naszego państwa. Ale też można zauważyć wielu niewiernych Tomaszów mówiących: jeżeli nie zobaczę wszystkich akt katyńskich, trzymanych pod kluczem w Moskwie, nie uwierzę. Ciekawsze jest to, że ludzie wcale się nie przejęli obecnością, czy nieobecnością wielkich tego świata. Można powiedzieć, że pogrzeb pary prezydenckiej był przeżywany w Krakowie po polsku, z modlitwą i oddaniem całej uwagi tym, których Ojczyzna żegnała na wieczny spoczynek. Dwie trumny, okryte biało-czerwonymi barwami na osobnych armatnich lawetach, odprowadzane były poważnym spojrzeniem ludzi gęstym szpalerem okupujących Drogę Królewską z Rynku aż do Wzgórza Wawelskiego. Krzyż katyński mijany po drodze i dzwon Zygmunta towarzyszący konduktowi wplatał się w żal i łzy tysięcy Polaków zapełniających Rynek i przyległe ulice, jakby na potwierdzenie słów szefa Solidarności wypowiedziane w Bazylice Mariackiej tuż przed wyruszeniem w ostatnią drogę Prezydenta. „Leszku, płaczemy po Tobie wszyscy, świat pracy i prości, często ubodzy ludzie. Płaczemy, bo byłeś dobrym człowiekiem. "Solidarność" upomniała się o wolność, o sprawiedliwość społeczną i o obecność krzyża w życiu publicznym, tym wartościom dochowałeś wierności, jak nikt”. Prosty alabastrowy sarkofag, w którym złożono obie trumny w krypcie katyńskiej pod wieżą srebrnych dzwonów dopełniał powagi i dostojeństwa czasu pogrzebu wawelskiego. W tę ciszę nie trafiały krzywe słowa z ust post-peerelowskich patriotów.


2010-04-17
POCIESZENIE.
Sobota w Stolicy pełna uroczystej powagi. Jest też smutek i są łzy, bo jakże je powstrzymać, gdy przyszło Polakom żegnać na wieczność swego Prezydenta i tych wszystkich, którzy z nim razem zostali tragicznie wybrani z ziemskiego czasu. Drzewa okalające Plac Piłsudskiego – świeżo i delikatnie zazielenione - pierwsze usiłują powstrzymać szloch po umarłych: przecież wiosna idzie! Potwierdziły tę nieśmiałą podpowiedź przyrody słowa Jezusa przesłane z Watykanu przez kardynała Angelo Sodano w homilii: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem; kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11, 17). Od tygodnia szukałem tej pociechy wśród komentarzy, we wspomnieniach i rozmowach przed kamerami czy mikrofonami. Ks. Kard. Wyjaśnia: „Te słowa rzucają promień światła na nasze cierpienie, gdy opłakujemy odejście z tego świata tylu tak bliskich nam osób. W świetle wiary wiemy, że nie straciliśmy ich na zawsze. Wiemy, że ujrzymy ich pewnego dnia i że to spotkanie trwać będzie wiecznie”.
Na zakończenie żałobnej biskupiej koncelebry ks. Abp Józef Michalik, Przewodniczący Episkopatu Polski dopowiedział: „Przynosimy tu dziś przed Majestat Boży kawałek majestatu Polski, kawałek miłości do Ojczyzny, której wszyscy ci ludzie służyli według swojej najlepszej woli i umiejętności. Wszyscy dziękujemy za ich odwagę bycia dobrymi w życiu codziennym i publicznym. (…) Ojczyzna nasza i Kościół katolicki w Polsce żegna dziś i dziękuje (…) wszystkim, którzy zginęli, za ich wierną aż do końca służbę”.
Przez całą noc można modlić się w Katedrze św. Jana przy trumnach pary Prezydenckiej. Wczesnym rankiem trumny będą przetransportowane lotniczo do Krakowa na Wawel.


2010-04-16
KRZYK ZGROZY.
W mediach zadyma nad miejscem pochówku! Gdy jedni przemalowują się na lamentujących żałobników, inni bełkoczą niezdarnie: i tak i nie, to jeszcze inni rozsnuwają dywagacje o nieadekwatności proporcji pisowskiego prezydenta i królewskiego sarkofagu. Nad tą kurzawą zawistną rozlega się krzyk zgrozy Jarosława Marka Rymkiewicza: „Nie mogę tego słuchać, nie mogę patrzeć na te krokodyle łzy. Ludzie, którzy Go nienawidzili, którzy Nim gardzili, którzy Nim pomiatali, teraz płaczą nad Jego trumną. Dość tego. Politycy, którzy mówili o dorżnięciu watahy, którzy po zamachu w Gruzji mówili, że to był śmieszny zamach na śmiesznego człowieka, powinni na zawsze zniknąć z polskiego życia publicznego. Oni nie maja prawa iść za Jego trumną. Nie maja prawa być polskimi politykami. Życzenie śmierci sprawdziło się. To było to samo życzenie, które niemal 100 lat temu pchnęło szaleńca Niewiadomskiego do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza. Po raz drugi w naszych dziejach narodowych wydarzyło się to samo. Po raz drugi nienawiść zatruła polskie umysły. Polacy! Nie pozwólmy, żeby nienawiść i pogarda zatryumfowały”.
Bogactwo form wypełniania publicznej przestrzeni nie opuszcza polskiej sceny narodowej.


2010-04-15
DUMA.
Tysiące ludzi z całego kraju przesuwa się powoli w długiej kolejce, by po kilku, a nawet kilkunastu godzinach dojść do Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego i na kilka minut zastygnąć na klęczkach w modlitwie. Pytani przez dziennikarzy, odpowiadają z prostotą: musieliśmy tu przyjechać, chcieliśmy razem z innymi teraz tu się znaleźć, nasze dzieci niech uczą się patriotyzmu, przyjechaliśmy oddać hołd naszemu prezydentowi.
Na wielkiej scenie tragedii narodowej każdy dzień żałoby odsłania coraz piękniej i bardziej przekonująco szacunek Polaków do Prezydenta Polski, głębokie uszanowanie właśnie dla pana Lecha Kaczyńskiego i dla pani Marii Kaczyńskiej. Ci ludzie wciąż dołączający do patriotycznej kolejki jakby biorą odwet na tych, którzy narzucali im wizerunek prezydenta – nieudacznika. Czują się dumni, gdy mówią „nasz prezydent” i gdy słyszą opinie polityków zachodnich: „znakomity mąż stanu”. Myślę, że właśnie tego zlękli się mędrcy tego świata orzekający na salonach, co naród ma myśleć i chcieć.


2010-04-14
GAZETOWY BEŁT.
A już się wydawało, że diabeł usnął. Wczoraj wieczorem i dziś w pełnym świetle „warszawka” i „krakówek” pokazały, że diabeł wcale nie śpi. Protesty przeciwko pochowaniu Prezydenta RP z małżonką na Wawelu zbulwersowały normalnych ludzi, ale nie redakcję Gazety. Ona protestującym robi za patrona. Zawsze wie, gdzie i jak zabełtać. Człowiek religijny i wierny ideałom chrześcijańskim to smakowity kąsek dla ducha głodnej zjadliwości.
Jednoznaczna decyzja gospodarza wawelskiej Katedry, kard. Stanisława Dziwisza, ucina wszelkie dyskusje na wzniecony temat. Pięknie powitał decyzję Kardynała prezydent Królewskiego Miasta Krakowa prof. Jacek Majchrowski: „Pamiętajmy, że chowamy głowę państwa, która uosabia majestat Rzeczypospolitej. Prezydenta, który zginął podczas pełnienia służby”.


2010-04-13
HOŁD.
Tłumy, tłumy warszawiaków na ulicach wzdłuż trasy przejazdu żegnały Marię Kaczyńską wracającą (niestety w trumnie) z pielgrzymki samolotowej do Katynia. Dołączyła do męża – Prezydenta, który wcześniej tą samą drogą został przywieziony. Morze kwiatów usłało ich drogę powrotu do Stolicy. Rzucane z tłumu wiązanki przykryły czarny karawan. Może ktoś powiedzieć, że to była nieudana pielgrzymka, bo samolot nie doleciał do lotniska w Smoleńsku. Ale patrząc oczyma wiary, trzeba stwierdzić, że pielgrzymka była bardzo udana. Przecież cała delegacja państwowa, kwiat współczesnej inteligencji polskiej, spotkała się z umęczoną inteligencją polską sprzed 70-ciu lat. Połączyła ich wierna służba i miłość do Ojczyzny, tak bardzo ceniona w pałacu Miłosierdzia Bożego.
A co przed pałacem prezydenckim? – Na Krakowskim Przedmieściu wielki kolorowy dywan utkany z kwiatów i świateł. I tłumy ludzi w kilometrowej kolejce posuwające się ku Sali Kolumnowej, by oddać hołd śp. Parze Prezydenckiej.


2010-04-12
KATASTROFA.
O, jak mi smutno! W pewnym LO wrocławskim uczniowie z nauczycielami zwrócili się do dyrekcji z propozycją zorganizowania apelu szkolnego z chwilą zadumy i poważnej refleksji nad wydarzeniami katyńskimi. Odpowiedź była porażająca: Co? Dla kaczora? Pozostaniemy przy minucie ciszy!
Gdy w sobotę usłyszałem o katastrofie pod Smoleńskiem, pomyślałem zupełnie niespodzianie i po prostu: to musiało się stać! (Panie, wybacz). Nagromadzenie w polskiej przestrzeni publicznej tyle nienawistnych myśli i słów, złych opinii i życzeń kumulowanych i wysyłanych przy byle okazji politycznej w jednym kierunku, musiało eksplodować. Duchowość człowieka (także ta zła) nie zamyka się we własnym wnętrzu. Zło się wylewa, solidaryzuje z podobnym, kusi i buzuje między umysłami i sercami, sycone bezkarnością urasta do miar kuriozalnych i wybucha. Zło myślane potrafi skutkować złymi czynami. Inteligencja szatańska nie krępuje się bezbronnością drugiego. Raczej odwrotnie, podnieca ją pokorna i nieprzekupna uczciwość, atakuje i w końcu niszczy.
Zło, wywodząc się z wolności człowieka, nie potrafi jednak przewyższyć mocy Boga. Ludzie dziś pytają, gdzie był Bóg w tej tragicznej godzinie? – Tam, gdzie zawsze, przy człowieku cierpiącym. Gdy nienawiść sprowokuje tragiczną śmierć, przy człowieku skoszonym staje Jezus Zmartwychwstały i otwiera kwitnące łąki Wieczności.


2010-04-11
MONUMENT DUCHOWY.
Dziś media polskie (bez sterowania inspiracjami w różny sposób zszokowanych polityków) przez cały dzień budowały wielki, wspaniały pomnik Prezydenta RP, śp. pana prof. Lecha Kaczyńskiego. Z dalekiego i bliskiego, a od wczoraj jeszcze bliższego, Katynia wracał (w rosyjskiej trumnie) otoczony jasną, bohaterską aureolą patriotyczną. Doprawdy piękny jest ten duchowy monument złożony z licznych świadectw i opinii obcych polityków opowiadających o dalekowzroczności, celowości i klarowności wywodów, warunków i żądań stawianych przez polskiego Prezydenta w różnych gremiach międzynarodowych. Przyjaciele dawali świadectwo o naturalności i delikatności w obcowaniu rodzinnym i koleżeńskim. Wielu podkreślało rozległą wiedzę historyczną pana Profesora, a także jego przemówienia i wykłady wygłaszane bez kartki. Cechą charakterystyczną tej prezydentury była troska o odnowienie pamięci Polaków, oczyszczanie przestrzeni publicznej z kłamstwa, dążenie do historycznej prawdy czy też nagradzanie ludzi spoza pierwszych stron gazet, którzy całym sercem służyli Solidarności i wolnej Rzeczypospolitej. Warszawa z kwiatami i zniczami, prości ludzie opłakujący swego Prezydenta na długiej trasie z lotniska do pałacu, stanowili fundament tego pomnika. Plac Piłsudskiego i Krakowskie Przedmieście całą noc i całą niedzielę płonęły światłami. Ten blask unaoczniał niezwykłość aureoli patriotycznej zmarłego tragicznie Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Licznie przybyli dziś wierni do naszego kościoła w Godzinie Miłosierdzia na modlitwę w intencji wszystkich poległych wczoraj na służbie Narodowi. O miłosierdzie dla ich dusz za bramą śmierci błagaliśmy zmartwychwstałego Jezusa. Po modlitwie wyciągnąłem z kredensu i odkurzyłem Krzyż Orderu Odrodzenia Polski otrzymany od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Spontanicznie pobiegłem myślą do innych wrocławian wspólnie udekorowanych nocą 12/13 grudnia 2006 roku w byłym PaFaWag-u. Pewnie i oni czuli dziś żal ściskający mocno gardło.


2010-04-10
KATYŃSKI SZOK.
Diabeł zaszalał? Czy Bóg dopuścił? A może jedno i drugie, jak w starotestamentalnej Księdze Hioba?... To był straszliwy szok. W sobotni poranek wigilii przed Świętem Miłosierdzia Bożego, gdy w Lesie Katyńskim przygotowywano się do Mszy św. i oczekiwano na Prezydenta RP, jak grom z jasnego nieba spadła na Polskę potworna wieść o katastrofie samolotu. Nikt nie przeżył z całej delegacji państwowej lecącej z Warszawy do Smoleńska. Intencja modlitewna na Golgocie wschodu, polecająca Bogu polskie ofiary zbrodni katyńskiej sprzed 70-ciu lat, natychmiast została poszerzona i ogarnęła dusze śp. Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii oraz reszty znakomitych Polaków lecących tupolewem 154. Jednocześnie zrodziła się gorzka pretensja do ziemi katyńskiej, jak długo jeszcze będzie uśmiercała inteligencję polską?
Katyński szok trwał w Polsce i na świecie do samego wieczora. Polacy zapominając o politycznych podziałach, ratowali się modlitwą. Ze świata napływały kondolencje wyrażające wielki żal za utratą znakomitego męża stanu i mądrego polityka europejskiego Lecha Kaczyńskiego. Prezydent i premier Federacji Rosyjskiej zapalili świeczkę i przeżegnali się wielkim krzyżem przed świętymi ikonami w cerkwi. Do naszego kościoła przyszło bardzo wielu wiernych na Mszę św. wieczorną. Specjalny Apel papieski o godz. 21:00 zgromadził także wielu modlących się parafian. W mieście żałoba wyraziła się spontanicznym zapalaniem zniczy i wywieszaniem na domach flagi biało-czerwonej przepasanej kirem.


2010-04-07
BEZ PRZEŁOMU.
Spotkanie premierów Polski i Rosji w Lasku Katyńskim – w 70-tą rocznicę mordu dokonanego na polskich oficerach przez NKWD - po przemówieniach obu polityków zsunęło się zaraz do historii. Zbyt dużo było oczekiwań przed spotkaniem, zbyt wielkie nagłaśnianie medialne. A wynik kiepski. Nikt w Polsce nie jest zadowolony. Jedyna różnica w ocenie rosyjskiej wypowiedzi polega na tym, że lewica mówi z wyraźną próbą usprawiedliwiania pana Putina za brak słowa „przepraszam”. Wszyscy inni mówią jednym chórem: „przełomu nie było” bez usprawiedliwiania. Premier Tusk wyłamał się z chóru i powiedział do dziennikarzy, że przełom był, bo przecież odbyło się to spotkanie (dwóch takich polityków). Oczywiście, jest w tym racja „pierwszego kroku” możliwa do zweryfikowania dalszymi ruchami ze strony władz rosyjskich. „Pażywiom, da uwidim!” - jak mówią jeszcze gdzieniegdzie na wschodzie.
Może coś więcej będzie się działo nad polskimi mogiłami na rosyjskiej ziemi za kilka dni, gdy polski Prezydent pojedzie tam, by pomodlić się za ofiary sowieckiego ludobójstwa. Być może polscy pielgrzymi będą się tam chcieli pomodlić za tych, którzy strzelali jeńcom w tył głowy. O konkretnych oprawcach mówi się, że nie umieli sobie poradzić z życiem po tej masakrze, zapili się na śmierć lub oszaleli ze zgrozy. Tak czy inaczej, diabeł zebrał swoje żniwo.



2010-04-04
ZMARTWYCHWSTANIE.
Przed rokiem była cisza szpitalna na onkologii płucnej i były najspokojniej w życiu przeżywane Święta Wielkanocne. Ciało było słabiutkie po chemioterapii, dusza rozmodlona, a świadomość stanu zdrowia zawieszona. Wszystko wołało i prosiło o cierpliwość.
Dziś zajrzałem do wyników rtg klatki piersiowej. 16 kwietnia guz miał wymiary 10x6cm, po jedenastu dniach: 7x3cm, a w październiku na zdjęciu rentgenowskim śladu po guzie nie było! Codziennie dziękuję Panu Bogu za cud uzdrowienia i za ludzi, którzy w tym uczestniczyli, lekarzy i przyjaciół modlących się o uzdrowienie.


2010-04-03
KRÓL DUCH.
W Paryżu 3 kwietnia 1849 roku zmarł na gruźlicę zaledwie 40-letni Juliusz Słowacki. We Wrocławiu, w Ossolineum, znajduje się rękopis „Króla-Ducha”, na dzień przed śmiercią dyktowanego przez poetę Szczęsnemu Felińskiemu, późniejszemu arcybiskupowi warszawskiemu, a w ubiegłym roku wyniesionemu przez Ojca Świętego Benedykta XVI do chwały ołtarzy. Niełatwa była praca poety dyktującego i przyjaciela ręcznie przepisującego tekst poematu zawierającego trzy pieśni, a każda pieśń ponad 50 strof licząca, a strofa każda regularnie 6 wersów jednoczy jedenastozgłoskowych. Duch poetyckiego natchnienia, widać wyraźnie w tekście, śmierci się nie poddawał i karmił (goryczą) samoświadomość patriotyczną autora:
„Ale przeze mnie ta ojczyzna wzrosła, / Nazwiska nawet przeze mnie dostała;
I pchnięciem mego skrwawionego wiosła / Dotychczas idzie: Polska – na ból – skała...
Fala ją druga nieraz z drogi zniosła / I duch jej święty poszedł w kwiaty ciała
Bezwonne, martwe... lecz com ja wycisnął / Pod krwią... tym zawsze zwyciężył, gdy błysnął!... ”


2010-04-02
WOŁANIE.
Czas to nie wieczność, nie czeka. Dziś mija już piąta rocznica śmierci Jana Pawła II. Jest Wielki Piątek i odmiennie, niż co roku, na polskiej ziemi wspomina się Papieża Polaka. W wielu miastach młodzi ludzie wyszli ze świątyń na ulice, niosąc krzyż i czytając teksty nauczania lub Testament Jana Pawła, zatrzymują się na czternastu stacjach Drogi Krzyżowej i błagają o rychłe wyniesienie Go do chwały ołtarzy. Przy tym młodzi Polacy nie tracą swej naturalnej radości. Zauważa się jednak wśród wiernych oznaki zniecierpliwienia wobec przedłużającego się oczekiwania na beatyfikację. Przecież podczas pogrzebu Papieża sam dziekan kolegium kardynałów, Józef Ratzinger, słyszał potężne „Santo subito” i widział w tym głosie ludu głos Boga. Dlaczego to wołanie nie jest jeszcze zrealizowane?...



2010-04-01
PRAGNIENIA.
Nowość podjęta (za zwyczajem Jana Pawła II) przez biskupów polskich: wielkoczwartkowy list do kapłanów . „Jako uczniowie Chrystusa w każdej sprawowanej przez nas Eucharystii rozpoznajemy samych siebie, podobnie jak św. Jan Apostoł, doświadczamy bliskości Jezusa, odczuwamy bicie Jego Serca w nas, w Kościele i w świecie. Pragniemy, aby rytm naszego kapłańskiego serca bił rytmem miłości Serca Jezusowego. Wiemy, że oddalenie się od Jezusa powoduje osamotnienie i duchową arytmię, która może doprowadzić do zapaści i śmierci duchowej naszego życia kapłańskiego oraz osób, do których zostaliśmy posłani”.
W obecnej przestrzeni publicznej krążą codziennie wręcz wrogie opinie na temat życia kapłanów. W mediach pracuje sporo ludzi, którym jakąś niezdrową radość sprawia babranie się w grzechach kapłańskich, które przecież są ludzkimi grzechami. Media nie pomagają kapłanom. Jest tam ktoś, kto przez niszczenie stanu kapłańskiego pragnie wyprzeć z powszechnej świadomości obecność Jezusa Chrystusa.



2010-03-31
AUTOCENZURA.
Dziś w przedszkolu przy „śniadaniu wielkanocnym” dzieci nauczone przez panią od muzyki śpiewały o pisankach, jak się przechwalały, które z nich są piękniejsze, czy te z Łowicza, czy te ze Śląska? Pani katechetka opowiadała dzieciom także o pisankach, o jajeczku i o pięknej wiośnie. Ładne to było. Hmm, i takie ludowe…
Zdarza się czasem wśród artystów, wierzących katolików, że mają kłopot przy urządzaniu okolicznościowych spotkań, wieczorów, wernisaży, zwłaszcza przy redagowaniu zaproszeń z programem. Trzeba je skierować do różnych notabli, im więcej takich, tym bardziej urośnie ranga wydarzenia. A jak tu schować konfesyjność organizatorów i twórców? Hmm, wysokiej klasy delikatność…
Przed kilkunastu laty odwiedziłem nową inwestycję znajomych katolików w górach, hotel turystyczny. Mocno zdziwiony zapytałem gospodarzy, dlaczego w pokojach nie ma żadnego znaku religijnego, przecież są ludźmi wierzącymi i praktykującymi? Usłyszałem w odpowiedzi pół żartem, pół serio: nie chcemy nikogo wystraszyć. Zrozum, jesteśmy na dorobku. Hmm…
Co to jest? Ponad dwadzieścia lat minęło od transformacji ustrojowej, co się dzieje? Autocenzura – najprawdopodobniej! – pod podszewką duszy. Niestety, wciąż ma rację stary Norwid: „Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!... ”


2010-03-30
WEZWANIE WIELKIE.
Nasi rodacy wczoraj w bazylice św. Piotra usłyszeli specjalne słowo Benedykta XVI po polsku: „Gromadzicie się licznie wokół grobu Czcigodnego Sługi Bożego ze szczególnym sentymentem, jako córki i synowie tej samej ziemi, wyrastający w tej samej kulturze i duchowej tradycji. Życie i dzieło Jana Pawła II, wielkiego Polaka, może być dla Was powodem do dumy. Trzeba jednak byście pamiętali, że jest to również wielkie wezwanie, abyście byli wiernymi świadkami tej wiary, nadziei i miłości, jakich on nieustannie nas uczył. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II niech was zawsze umacnia Boże błogosławieństwo”.


2010-03-29
PIĄTA ROCZNICA.
Dziś wieczorem Ojciec Święty odprawił w bazylice św. Piotra w Watykanie Mszę św. w piątą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Uczestniczyło wielu turystów i pielgrzymów z różnych stron świata, byli też Polacy. Benedykt XVI w homilii m.in. powiedział: „Całe życie czcigodnego Jana Pawła II upłynęło pod znakiem miłości, zdolności dawania siebie w sposób wielkoduszny, bez zastrzeżeń, bez miary, bez kalkulacji. Tym, co nim powodowało, była miłość do Chrystusa, któremu poświęcił życie, miłość przeobfita i bezwarunkowa. I właśnie dlatego, że coraz bardziej zbliżał się do Boga w miłości, mógł stać się towarzyszem drogi współczesnego człowieka, rozsiewając w świecie woń miłości Boga”.


2010-03-26
STRASBURSKI SKUTEK.
Piątek. Gdzie nie spojrzysz w Polsce, możesz zobaczyć wędrującą Drogę Krzyżową. Ludzie idą z krzyżem, zatrzymują się, czytają Ewangelię o męce Jezusa, modlą się i idą dalej. Wędrują ścieżkami polnymi, leśnymi, z ciężkim oddechem wspinają się pod górę. Idą ulicami małych i wielkich miast. Kielce, Bytom, Łódź, Katowice, Wrocław. Idzie ich niemało. W naszym mieście szło osiem tysięcy studentów. Nocą na Kalwarię Zebrzydowską z krzyżem i modlitwą ludzie w małych grupach pielgrzymowali ponad 30 kilometrów. Chcieli dosłownie dotknąć bólu Krzyża. Bólu, który długo się pamięta. Oni chcieli zapamiętać Jezusowy Krzyż.
Co się w Polsce stało? W takiej skali nie zauważałem tego przed strasburskim wyrokiem.


2010-03-25
GALARETKA.
Ostatnio dzieje się dookoła tyle niekoniecznie pięknych rzeczy… Ale wśród nich mogą się trafić prawdziwe niespodzianki. Niedawno w prawie pustym autobusie od dwójki młodych ludzi dobiegł mnie wykrzyknik chłopaka z gazetą: 50 milionów rocznie mordują w szpitalach europejskich! Tak piszą w gazecie. – Głupiś! - odezwała się dziewczyna, wydzierając mu z ręki gazetę. Przeleciała oczami po szpaltach i powiedziała dobitnie: Nie zmyślaj. Tu piszą o aborcji, nie o ludziach. Moja matka dwa razy usuwała galaretkę. Pytałam ją. Opowiadała, że to bezpieczny zabieg. Raz musiała, bo wyjeżdżała za granicę, a drugi, gdy szef zagroził jej, że nie myśli płacić macierzyńskiego. – No to –odezwał się chłopak, sadzając dziewczynę na kolanach – brakuje ci rodzeństwa, a przydałby ci się choć jeden braciszek… - Wal się - warknęła dziewczyna – nie tęsknię. – OK.! - chłopak z uśmiechem spojrzał jej w oczy – Daj buzi na zgodę, moja ty mała galaretko. – I utonęli w pocałunku.


2010-03-24
EKSHUMACJA.
IPN otrzymał zgodę rodziny ś.p. Stanisława Pyjasa na jego ekshumację i ponowną sekcję zwłok. Siostra mówiła do dziennikarzy, że trzeba zbadać kości zmarłego, by zdobyć dowód na zastrzelenie jej brata przez SB… Jestem całą tą sprawą poruszony, bo pamiętam, że w maju 1977 roku w środowisku studenckim mówiło się o potajemnym zastrzeleniu krakowskiego studenta. Nikt nie miał wątpliwości, że to SB wykończyła Pyjasa. Byłem wstrząśnięty tą śmiercią. Napisałem wiersz – modlitwę do Matki Boskiej pt. „Na ławce w Krakowie”. W tomiku „Rozmyślanie drzewa figowego” ostał się tylko fragment krótkiego tekstu, cenzor wściekle pokiereszował książeczkę. „Zygmunt na wieży / wymilczał potężne requiem / ktoś przyniósł świeczkę / ktoś kwiat położył // Matko ta ławka / stała się ołtarzem / golgotą wolności / tutaj się modlić trzeba”. Czy IPN-owi uda się wykryć morderców?


2010-03-12
HUMOR DUCHOWNY.
Chyba rychło będzie wiosna, bo anonimowemu czytelnikowi szybko i łatwo otwiera się pudełko z duchownym humorem. Otrzymałem dziś krótki tekst e-mailem. Ktoś (domyślam się, że jegomość) napisał: „Cześć, piewco przeszłości Kościoła! Dziś także ludzie potrafią zapracować na kapelusz. À propos, nie widziałem „waszej miłości” na uroczystym spotkaniu z najnowszym doktorem honorowym z Watykanu. Żałuj, pięknie było. I pracowicie”.
I cóż tu odpowiedzieć „jego wielebności”? Tylko tyle: wiosna przyjść musi!


2010-03-10
PASTERZ – DYPLOMATA.
Rocznica śmierci ks. kard. Bolesława Kominka. Już 36 lat przeminęło z wiatrem nad Ostrowem Tumskim, nad Wrocławiem, nad Polską i Niemcami. Pamiętam rosnący w Europie podziw dla Arcybiskupa Kominka po zakończeniu Soboru Watykańskiego. Z dumą i z lękiem obserwowałem ogromną odwagę i mądrość mego Arcybiskupa, z jaką przyjmował na siebie wściekłą krytykę komunistów polskich z jednej i rewizjonistów niemieckich z drugiej strony. Był wielkim mężem stanu ten niskiej postury Arcypasterz na Dolnym Śląsku. Bolała mnie szyta grubymi nićmi i bezwstydnie nagłaśniana polityka nienawiści ówczesnych władców Polski do naszych biskupów. Jednocześnie w żaden sposób nie potrafiłem pojąć tego wręcz niechrześcijańskiego ociągania się biskupów niemieckich w przyjęciu wyciągniętej ręki z ewangelicznym przeproszeniem i przebaczeniem. Ciężko musiał pracować ten mądry i pobożny dyplomata kościelny, by tak fundamentalny nakaz Chrystusa stał się zrozumiały i pożądany jako konieczność budowania mostu między Wschodem a Zachodem po hekatombie światowej. Gdy 5 marca 1973 roku papież Paweł VI nakładał biret kardynalski na głowę abpa Bolesława Kominka, cieszyłem się całą radością mego młodego kapłaństwa.

2010-03-09
DAR PRZEBACZENIA.
Dziś wieczorem nadspodziewanie licznie przyszli wierni. Po Mszy św. była (w niedzielę zapowiedziana) przed Najświętszym Sakramentem modlitwa o dar przebaczenia. Siedziałem pod chórem w półmroku kościoła i rozmyślałem o tym, co się stało ubiegłej nocy w Nigerii w wioskach niedaleko miasta Jos. Muzułmańscy pasterze uzbrojeni w maczety zeszli z gór, otoczyli sieciami wioski w dolinie i wtargnęli między chaty, tnąc na oślep wybiegających z mieszkań przerażonych chrześcijan. Nikt nie uszedł żywy. Rano naliczono ponad pięćset martwych ofiar. Pocięte i rozpłatane ciała leżały rozrzucone w całej dolinie. Moją wyobraźnię wypełniły obrazy z biblijnej rzezi niewiniątek w Betlejem. Ale też mówiłem Panu Bogu o tych wyznawcach Allacha - zbrodniarzach. Powiedziałem: „przebaczam im”. Łatwo mi przyszło. Z zamyślenia wytrąciła mnie parafianka, staruszeczka z Wołynia, która siadając obok, drżącym głosem skarżyła się: „Nie mogę zapomnieć, mam ich przed oczami. Czy ja potrafię im przebaczyć? Już tyle lat…” – Komu, pani Mario? - szepnąłem do ucha starowinki. – „Banderowcom, proszę księdza proboszcza”. Wypowiedziała te słowa bez gniewu, ale z bólem. Przytuliła się do ramienia: „Pomóż mi, księże”- wyszeptała. Przed ołtarzem w rozświetlonym kościele ludzie wciąż modlili się o dar przebaczenia naszym winowajcom.

2010-03-07
ALBUM.
Zajrzałem do nowego albumu Białego Kruka o krzyżach w Europie. Przepiękne fotografie. Książka pokazuje ogromne bogactwo dzieł sztuki zrodzonych z natchnienia i wiary w Jezusa ukrzyżowanego, przynosi radość i spokój w duszy. Tu lektura niezauważalnie staje się modlitwą wdzięczności. Na stronicy 77 natknąłem się na zdjęcie z kościoła św. Piotra w Strasburgu przedstawiające piękny fryz kolorowy z XIV wieku zatytułowany „Pochód narodów do krzyża”. Długim szeregiem na koniach jadą królowie trzymając w ręku proporce z nazwami swych państw. Ze wzruszeniem odnalazłem proporzec z napisem „Polonia”. Ale jednocześnie z bólem pomyślałem o sędziach , którzy pracują w Strasburgu, a nie dociera do nich całe to bogactwo wieków przekazane nam przez wierzących przodków. Chyba przemykają tylko ulicami z oczami wbitymi w bruk jezdni i pewnie nie wstępują do świątyń, nie kontemplują ani piękna, ani prawdy tam zamieszkałej. No, bo jak inaczej zrozumieć ich wyrok skazujący krzyż na likwidację w miejscach publicznych?


2010-03-06
PŁONĄCY KRZEW.
Mojżesz na Synaju widział płonący i niespalający się krzak, przy którym musiał zdjąć sandały z nóg, bo stał wobec niewidzialnego i nietykalnego Boga, który po prostu JEST. Gdy schodził z góry, aby rozpocząć misję otrzymaną od Boga, wziął ze sobą w sercu ten gorejący krzew. Przez czterdzieści lat w czasie wędrówki do ziemi obiecanej, w chwilach niepowodzeń i ciężkiego zwątpienia, będzie wracał w sercu do tego Znaku.
Dla nas, chrześcijan, krzewem wiecznie gorejącym jest krzyż Jezusa z przebitym sercem. Krzak płomienisty na Synaju był zapowiedzią Bożej obecności już widzialnej i dotykalnej. Kto nosi pustkę w sobie, zamiast Jezusowej miłości płonącej na krzyżu, łatwo może zwiotczeć w życiu. Szybko wyczerpie się jego moc i pewność szczęścia.



2010-03-05
KWIATY POLSKIE.
Sąd Apelacyjny w Katowicach uprawomocnił wrześniowy wyrok Sądu Okręgowego przeciwko prasie katolickiej. Lewica cieszy się, feministki tryumfują, a uczciwi ludzie, słuchając słownego uzasadnienia wyroku, za głowę się chwytają i - bezsilni wobec dzisiejszych sędziów – błagają Najwyższego Sędziego słowami poety:
Lecz nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość, sprawiedliwość (Julian Tuwim, Kwiaty polskie).


2010-02-25
POCZEKAJMY.
Cały nasz kontynent mocno przeżywał ubiegłoroczny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nakazujący zdjęcie krzyży ze ścian szkolnych. Ból chrześcijan był tym większy, że wrogowie Chrystusa dopatrzyli się w tym wyroku otwarcia bram do przeróżnych, często niewybrednych ataków na Kościół. W ubiegłym tygodniu w Szwajcarii zebrała się Rada Europy, która jest organem założycielskim Trybunału, i przykróciła jego niejednakowo stosowane kompetencje w odniesieniu do różnych krajów członkowskich.
W czasie Konferencji minister sprawiedliwości Malty , powołując się na przykład zakazu wieszania krzyży w instytucjach publicznych we Włoszech, oświadczył, że Trybunał nie jest dostatecznie wrażliwy na czynniki kulturowe, które kształtują tożsamość narodową krajów członkowskich. To była gorzka pigułka do przełknięcia dla sędziów. Po takiej krytyce musi nastąpić reorganizacja Trybunału i określenie na nowo wyraźnych granic kompetencji sędziów. I pewnie polecą głowy… Poczekajmy, co będzie dalej.



2010-02-23
PRZYKAZANIA.
W Wielkim Poście piękna myśl św. Cypriana, biskupa i męczennika (+258): „Przykazania ewangeliczne, bracia najmilsi, nie są niczym innym, jak Bożym nauczaniem, fundamentem pod budowę nadziei, sklepieniem umacniającym wiarę, pokarmem krzepiącym serce, przewodnikiem ukazującym drogę i pomocą do osiągnięcia zbawienia. Nakazy te, kierując na ziemi uległymi sercami wierzących, prowadzą ich do królestwa niebieskiego” .


2010-02-22
POPRAWNOŚĆ.
Taka mała sprawa, prawie żadne wydarzenie, a jednak wymaga odrobiny refleksji. Kilka miesięcy temu do naszej parafii dotarł dekret z pieczęcią Kurii o zmianie wezwania parafii z „Matki Bożej Częstochowskiej” na „Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej”. Na całym świecie, gdziekolwiek używa się polszczyzny, parafie, kościoły, kaplice czy kopie obrazu jasnogórskiego noszą nazwy Matki Bożej (Boskiej) Częstochowskiej. Na Jasnej Górze wszelkie modlitwy zanoszone są do Boga przez wstawiennictwo Matki Bożej. To święte miejsce od wieków w świadomości Polaków odwoływało się do Bogurodzicy. Ikona w cudownej kaplicy jasnogórskiej, zupełnie inaczej niż w Lourdes, Fatimie czy La Salette, przedstawia Matkę z Synem Bożym na ręku. To jest od wieków znany portret Bożej Rodzicielki! W powojennej wędrówce z Kresów na ziemie piastowskie towarzyszyła Polakom pewność opieki Matki Bożej. Po osiedleniu się we Wrocławiu pierwsi pionierzy zza Buga, pod kierunkiem ks. Władysława Plewki-Plewczyńskiego, poczynili starania w Kurii o ustanowienie parafii pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Od ponad pół wieku nasz kościół na Zalesiu jest małą wrocławską Jasną Górą. Starsi mieszkańcy miasta, nie mając sił na pielgrzymkę jasnogórską, przychodzą tutaj 26 sierpnia na odpust Matki Bożej Częstochowskiej. Jest to długa, piękna tradycja wrocławska. Czy można zabierać parafianom to piękne wezwanie: "Matki Bożej"? – Dekret mówi o działaniu „po myśli norm liturgicznych”. Pewnie chodzi tu znowu o jakąś poprawność… Nie rozumiem.


2010-02-21
POKUSA.
Trzy strzały oddał kusiciel na pustyni, chcąc pokonać Jezusa. Wszystkie trzy chybione. Jezus pokonał i zawstydził swego odwiecznego nieprzyjaciela. Szatan usunął się z pustyni, ale odchodząc zaznaczył: „do czasu”. Jeżeli diabeł odważył się kusić Jezusa, to czy ja mogę chodzić po świecie bezpieczny i spokojny? Szukam odpowiedzi i znajduję u św. Augustyna. On poznał w swym burzliwym życiu smak pokusy: „Życie nasze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela” .
Wielki Post daje szansę zwycięstwa kuszonemu albo… kuszącemu. Oto jest zadanie!


2010-02-20
EUFORIA.
Złoto wygrał Simon Ammann, Szwajcar, w skokach narciarskich na dużej skoczni w Vancouver. Sklasyfikowano go jako zawodnika o cały poziom górującego nad resztą narciarzy. Nasz Adam Małysz otrzymał medal srebrny, ale radość w Polsce była tego wieczoru tak wielka, jakby Małysz został królem Olimpiady. Niewątpliwie dla polskich fanów, a zwłaszcza w Wiśle, Adam jest królem. Co go wyróżnia aż tak bardzo spośród innych sportowców, bo przecież przed tą olimpiadą Małysz nie miał spektakularnych osiągnięć? Niektórzy nawet wróżyli mu koniec kariery narciarskiej. Pan Bogdan Tomaszewski, legenda dziennikarstwa sportowego, podkreślił dziś jego stałą postawę: delikatność i skromność, a także umiejętność godnego przeżywania zwycięstw i porażek. To są wielkie cnoty prawdziwego sportowca i to one zjednują mu zawsze, nie tylko w chwilach tryumfu, rzesze miłośników.

2010-02-18
WIĘKSZA SPRAWIEDLIWOŚĆ.
Z Orędzia Benedykta XVI na Wielki Post 2010 roku nt. sprawiedliwości:
„Nawrócić się do Chrystusa, wierzyć w Ewangelię oznacza w gruncie rzeczy właśnie to: wyzbyć się złudzenia samowystarczalności, aby uświadomić sobie i zaakceptować własny brak — brak innych i Boga, potrzebę Jego przebaczenia i Jego przyjaźni.(...) Dzięki działaniu Chrystusa możemy dostąpić «większej» sprawiedliwości, jaką jest sprawiedliwość miłości (por. Rz 13, 8-10), sprawiedliwość tego, kto w każdym przypadku zawsze czuje się bardziej dłużnikiem niż wierzycielem, otrzymał bowiem więcej, niż można się spodziewać”.



2010-02-17
LOS BIELI.
Biały śnieg to najbielsza biel ze wszystkiego co białe. Dlaczego więc spotykam na ziemi dziś śnieg tak strasznie brudny, zupełnie niebiały? Serce się kraje. Póki leciał z nieba, zlatywał na ziemię – był czysty. Los bieli na ziemi jest tragicznie samozaprzeczony. Gdy leci, biel jest czysta. Gdy spadnie, a spaść musi, traci istotnie siebie. Biel nie jest już biała, czystość nie jest czysta. Dlaczego – dokucza mi pytanie - gdy się z nieba leci, leci się do upadku?
Zakwitł mi na oknie bielusieńki, aksamitny storczyk. Codziennie karmię go swoim zapatrzeniem i codziennie odżywiam mój wzrok jego czystością. Wsysam się oczami w białość nieskalanych płatków, czyżbym szukał bezpieczeństwa dla przedwiosennej wyobraźni?…


2010-02-15
ŚWIĘTY PLAN.
Dziś abp Kazimierz Nycz ogłosił w Warszawie datę ceremonii beatyfikacyjnych ks. Jerzego Popiełuszki, męczennika . Pamiętam wielką trwogę w sercu na wieść o porwaniu kapelana Solidarności przez ubeków i pamiętam wielką modlitwę w całym kraju o odnalezienie kapłana. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił wtedy: „Apeluję do sumień tych, którzy dopuścili się tego haniebnego czynu i ponoszą zań odpowiedzialność” . W żoliborskim kościele dzień i noc błagano z nadzieją: „Boże, wróć nam Księdza Jerzego!”. Po dziesięciu dniach runęła na naród straszna wieść: ksiądz Jerzy nie żyje! Prawdziwa rozpacz ogarnęła wielu Polaków. Modlitwa stała się lekarstwem niezbędnym. Wiele tysięcy ludzi ze wszystkich stron Polski uczestniczyło 3 listopada 1984 roku w pogrzebie kapelana Solidarności. Całą noc jechaliśmy samochodem z Wrocławia do Warszawy. Kilkanaście razy byliśmy zatrzymywani, oglądani, przepytywani i zapisywani przez patrole milicyjne. Uparliśmy się i dojechaliśmy, i zdążyliśmy przed godziną jedenastą. Wszystko to już mamy za sobą. Cała uczciwa Polska cieszy się z komunikatu metropolity, bo to jest dowód, że w tym trudnym czasie Pan Bóg niezmiennie realizował swój święty plan.


2010-02-13
WZRUSZENIE.
Vancouver przedziwnie piękne miasto. Tak strasznie daleko od nas, wszystko tam spóźnione o 9 godzin, a jednak przez igrzyska zimowe zbliżyło się ku nam. Dzisiejsze srebro Małysza pociągnęło wzrok tysięcy Polaków ze środka Europy aż do zachodniego brzegu kontynentu amerykańskiego. Vancouver jest dwuświatem klimatycznym. Pamiętam szok, jakiego doznałem przed dziewięciu laty, gdy z Aśką i Tomkiem najpierw nad zatoką spacerowaliśmy rozkwitłymi różowym kwieciem ulicami, a już po godzinie, wysiedliśmy z kolejki linowej pośród wysokich świerków uroczo ośnieżonych. Z szerokiej, przeszklonej werandy oglądaliśmy piękną panoramę całego miasta w dole.
Dzisiaj wzruszyłem się naprawdę, gdy zobaczyłem Szwajcara Simona Ammanna, jak po swym „złotym” skoku na małej skoczni w Vancouver ukląkł na jedno kolano i wsparty na pionowo ustawionych nartach schylił głowę, i tak trwał dłuższą chwilę w bezruchu. Pewnie Bogu oddawał tę chwałę zwycięstwa.


2010-02-11
ODWAŻNY BISKUP.
W Pakistanie szatan walczy z Jezusem już nie tylko posługując się fanatycznym motłochem podpalającym kościoły i domy chrześcijan. Ostatnio opanował elitarne kręgi społeczeństwa muzułmańskiego. Po wyjściu na jaw okrutnej zbrodni torturowania, gwałcenia i pobicia na śmierć 12-letniej katolickiej dziewczynki przez bogatego adwokata muzułmańskiego, u którego służyła jako pomoc domowa, stowarzyszenie adwokatów w Lahaurze wydało oświadczenie, którego treść nie mieści się w głowie cywilizowanego człowieka, budzi grozę: „Spalimy żywcem każdego, kto zechce reprezentować w sądzie interesy ofiary”. Oczywiście takie oświadczenie zbudziło strach w gronie palestry. Katolicka rodzina młodocianej Shazii Bashir nie może ani oskarżyć znanego zabójcę, ani szukać sprawiedliwości.
Jednakże szatan nigdy nie ma przed Bogiem ostatniego słowa. Oto znalazł się odważny obrońca. Prezbiteriański bp Timothy Nasir, prawnik i znany dziennikarz specjalizujący się w obronie mniejszości religijnych, zdecydował się pokierować zespołem adwokatów w obronie czci młodej katolickiej męczennicy w Pakistanie.


2010-02-08
POTRÓJNY JUBILEUSZ.
Nasz Arcypasterz – Senior, ks. kard. Henryk Gulbinowicz, w tym roku obchodzi aż trzy jubileusze: 60-lecie kapłaństwa, 40-lecie sakry biskupiej i srebrny jubileusz kapelusza kardynalskiego. To wielkie świętowanie rozpoczęło się wczoraj w sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej. Homilię wygłosił ks. bp Edward Materski, także senior, pochodzący z Wileńszczyzny, zasłużony wielce dla rozwoju katechetyki polskiej. Nasz potrójny Jubilat, swoim starym zwyczajem, musiał mieć ostatnie słowo. Przed błogosławieństwem na zakończenie Eucharystii mówił o roli rodziców. Kontent jestem z tych słów, gdyż są świadectwem tradycyjnego nauczania Kościoła, do którego nawiązuje w dobie dzisiejszej sądownictwo świeckie w Europie. „Nie ma ważniejszej instytucji poza rodziną, bo ją sam Bóg powołał. To, co zapiszą rodzice w świadomości dzieci, pozostaje na lata. Dlatego zapisujcie w duszy swoich dzieci to, co dobre i święte” – powiedział emerytowany metropolita wrocławski.


2010-02-06
SKANDAL.
Rodzice są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. Tę, zupełnie nieoryginalną, bo znaną od zawsze, tezę udowodniła pani sędzia Bianka La Monica w Mediolanie. Osądzając pięciu chłopców w wieku 14 i 15 lat, którzy przez dwa lata bili, zastraszali i szantażowali swą 12-letnią koleżankę, zmuszając ją do usług seksualnych, zawyrokowała nie tylko kary pozbawienia na dwa i trzy lata wolności, ale również obciążyła ich rodziców po 90 tysięcy euro jako odszkodowanie na rzecz poszkodowanej dziewczynki. Uzasadnienie wyroku brzmi, o dziwo, bardzo staroświecko. Rodzice podczas wychowywania dorastających synów nie pokazali im, co oznacza szacunek dla innych. Nie nauczyli ich nawiązywania innych niż fizyczne kontaktów z dziewczętami. Ich dzieci traktowały swą ofiarę jak rzecz. Sąd stwierdził, że brak wyrzutów sumienia, który umożliwił seryjne gwałty, był efektem fatalnego wychowania w rodzinach. Karę muszą zapłacić nawet rozwiedzeni ojcowie, którzy od lat nie mieszkają ze swoimi dziećmi.
Oto przykład, jak daleko potrafi odejść człowiek od człowieka, gdy porzuci Boga. I czy to nie skandal, gdy rodziców trzeba wysokimi karami pieniężnymi naganiać do ich podstawowego obowiązku?


2010-02-02
ŻYCIE KONSEKROWANE.
Jest Pan Bóg – powiedział mężczyzna do kilkuletniego chłopca na ulicy, przyglądając się procesji zakonnic rozciągającej się od kościoła św. Krzyża aż do Katedry. – Gdzie, gdzie? Tato, pokaż mi! - zawołał chłopiec, targając ojca za rękę. Mężczyzna w skupieniu patrzył na przesuwającą się przed nimi długą procesję z zapalonymi świecami. Po chwili dopiero zauważył wysiłki niecierpliwego synka. – Tato, pokaż mi Pana Boga! Ojciec podniósł chłopca i postawił na kamiennym ogrodzeniu przy pomniku Matki Bożej. Chłopak rozglądał się zaciekawiony i po chwili wyszeptał: tato, nie widzę Pana Boga. – Bo Pan Bóg jest niewidzialny. – A ty widzisz? – Nie widzę, ale wiem. Pana Boga niosą siostry. Chłopiec spojrzał zdziwiony: tato, one niosą świece! Ojciec przytulił synka i wyszeptał mu do ucha: gdyby Pana Boga nie było, nie byłoby tych sióstr. Synek nagle oderwał twarz od policzka ojca i powiedział głośno: tato, patrz, tam idzie nasza siostra katechetka! Spojrzał w oczy ojcu i spytał: czy ona też niesie Pana Boga? – Tak.
Malec umilkł, patrząc skupiony w wielkie drzwi katedry, a zakonnice powoli wchodziły z uniesionymi świecami, rozpraszając mroki starej świątyni.


2010-01-31
ŻYWIOŁY.
Ostra zima. Śnieg i mróz, i zadzierzysty wiatr. Drzewa powalone, słupy trakcji elektrycznej połamane, drogi pozamykane. Nie do wiary, z jaką „premedytacją” natura udowadnia codziennie człowiekowi jego niewydolność twórczą wobec jej potencjału kataklizmowego. Wioski i całe osiedla, z tysiącami mieszkańców żyjących bez ciepła i bez światła, wyciszają się po zapadnięciu nocy. Od kilku dni na południu kraju zaczyna nacierać na sadyby przyrzeczne inny żywioł, woda. Trzeba modlić się do ojca Noego w Niebie o mądrość i umiejętność odczytywania znaków Boga. Kataklizm potopu zawisł nad ośnieżoną i skutą lodem Europą. Co będzie, gdy tę białą planetę zacznie atakować intensywne słońce?...
Nieco humoru w tę rozpaczliwie trudną sytuację wnoszą urzędnicy państwowi swoimi codziennymi zapewnieniami: jesteśmy przygotowani. I tak się kończy pierwszy miesiąc roku Pańskiego 2010.


2010-01-29
SAPIENTI SAT.
No i masz, babo, placek! Ktoś się ujął za kanonikami. Otrzymałem krótkiego e-maila: „Proszę sobie nie dworować ze stroju kanoników! Barwność sutann, pasów, pelerynek i pomponów jest dowodem ad oculos, że mamy wiosnę Kościoła. To jest piękno Kościoła na zewnątrz, niby łąka ukwiecona, albo uroczysta suknia oblubienicy”.
Zaskoczył mnie ten anonimowy list. Chyba jest lekko dwuznaczny… W takiej sytuacji najbezpieczniej udać się do źródeł klasycznych, autorytetów uznanych. U św. Tomasza z Akwinu w szóstej rozprawie o „Wierzę w Boga” znajduję poradę absolutnie chrystocentryczną w odniesieniach biblijnych: „Nie przywiązuj się przeto do szat i bogactw, albowiem podzielili między siebie moje szaty, ani do zaszczytów, bo stał się przedmiotem naigrawań i biczowania, ani do godności, ponieważ uplótłszy koronę z cierni włożyli na moją głowę, ani do rozkoszy, albowiem pragnąłem, a napoili Mnie octem”.
Widzisz, Kolego (najprawdopodobniej po fachu!), jak Ty do mnie: „ad oculos”, to ja do Ciebie: „sapienti sat”.


2010-01-28
CELEBRACJA.
Zapytał mnie ktoś całkiem wprost: czy lubisz c e l e b r o w a ć ? Zastanowiłem się chwilę, bo najpierw musiałem uporać się ze słowem „lubisz”. Tak w ogóle to moja osobowość jest „antycelebracyjna”. Nie lubię wystawności. Wywijam się od wielkich uroczystości, np. katedralnych, chyba że muszę. Oczywiście, że czasem uczestniczę, ale to z powodów absolutnie zasadniczych. Wtedy unikam pierwszych rzędów (to nie jest trudne, tam nigdy nie ma pustki). Mijam, nie bez uśmiechu, młodszych kolegów, a nawet uczniów moich, w wysokich stallach, co to medaliki czy krzyżyki zawieszone noszą na wielkich pozłacanych łańcuchach na czerwonym podkładzie.
No cóż, kanonicy to specjalna, wielowiekowa maść Kościoła, matki naszej. Ich pasja, z jaką miłują emblematy i żywe, wyróżniające kolory, naprawdę jest podziwu godna. I nie trzeba tutaj się gorszyć, to jest tradycja, to jest folklor i humor lokalnego Kościoła…


2010-01-26
ŚWIADECTWO.
Europejski Kongres Żydów (EJC) mocno skrytykował, rozniesioną przez media od wczoraj, wypowiedź ks. bpa Tadeusza Pieronka na temat Szoah. Znany krakowski biskup miał powiedzieć, że „Szoah jest wymysłem żydowskim”, a „Żydzi wykorzystują go obecnie jako broń propagandową, w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści”. Oczywiście, Kongres nie sprawdzając niczego, wyrokuje, że ta wypowiedź polskiego hierarchy jest „dowodem głębokiego antysemityzmu“, który wciąż jeszcze pokutuje wśród niektórych duchownych katolickich w Europie. Żydzi amerykańscy poszli jeszcze dalej, domagając się od kard. Dziwisza, by swego biskupa ukarał dyscyplinarnie. Tymczasem, gdyby tak skwapliwi do uogólnień i żądni surowej kary członkowie „wiecznego Izraela” zechcieli wpierw spytać bpa Pieronka, co powiedział naprawdę, usłyszeliby proste świadectwo: "Nie powiedziałem, że to Żydzi wymyślili Szoah. Tylko w chorym umyśle mogłaby się zrodzić myśl, że ludobójstwo w Auschwitz wymyślili Żydzi. Ja powiedziałem jedynie, że to nazwa „Holokaust”, po hebrajsku „Szoah”, została przez nich wynaleziona. A dokładnie wymyślił ją Elie Wiesel, amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia (…) W wywiadzie przypomniałem, że nie tylko Żydzi cierpieli w czasie wojny i nie tylko oni byli przez Niemców przeznaczeni do unicestwienia. Dotyczyło to także innych narodów, Polaków, Cyganów, Włochów. A często jest to dzisiaj prawda niemal ignorowana. Można się więc spytać, czy Holokaust to nazwa zastrzeżona tylko dla Żydów".
Smutno mi, że u progu uroczystych obchodów 65-lecia wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau hodowana jest w mądrych żydowskich głowach taka zła wola, brak otwarcia na pełną prawdę. Czy w takiej sytuacji mogę mieć nadzieję, że getto arabskie w strefie Gazy będzie wreszcie otwarte, a ludzie wyjdą do normalnego życia, do jakiego przecież powołał wszystkich ten sam Jedyny Prawdziwy Bóg?


2010-01-25
PORA DNIA.
Gdy byłem młodszy, wolałem odprawiać Mszę św. rankiem. Szedłem do ołtarza jak do źródła sił, optymizmu i miłości potrzebnych na cały rozpoczynający się dzień. Po Mszy św. czułem, że nie jestem sam w moich zadaniach, sprawach i kłopotach. Ubogacony przez Chrystusa mogę iść do ludzi. Dzisiaj, gdy dźwigam na plecach siódmy krzyżyk, wybieram wieczorną porę Mszy św. To jest czas odpoczynku po całym dniu. Dobrze jest trawić minione godziny pracy i spotkań z ludźmi razem z Chrystusem Przyjacielem. Więcej mam czasu na refleksję. Proste pytania życiowe są dojrzalsze. Zwykle też wieczorem czuję wewnętrzne przynaglenie, by z wiernymi podzielić się skarbami słowa Bożego. Również wieczorem bardziej wyczuwalne i prawdziwie kojące są chwile ciszy w liturgii. Czasami, na przykład przy wezwaniu do modlitwy po komunii, słyszę zapadającą i tężejącą ciszę. To Milczenie staje się odpowiedzią.


2010-01-24
PRZEBUDZENIE.
Na Haiti codziennie odbywają się pogrzeby. Trzęsienie ziemi 12 stycznia pochłonęło 150 tysięcy ofiar ludzkich, w tym także wielu księży i kleryków. Dziś pochowano w Port-au-Prince księdza arcybiskupa Serge Miota. Ojciec Święty w liście skierowanym do uczestników ceremonii pogrzebowej, opłakujących tragiczną śmierć swego pasterza w gruzach katedry, wyraził swój wielki smutek i modlił się, aby Chrystus „przyjął do siebie pasterza, którzy wielkodusznie służył swej diecezji, a poprzez swoją pracę w Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej swoją troską ogarniał cały ten kontynent” .
Rząd haitański i ONZ ogłosiły zakończenie poszukiwań żywych ludzi w gruzach. W sumie wydobyto spod gruzów 133 osoby w różny m wieku. Dzielni ratownicy polscy, choć z kłopotami technicznymi i po usunięciu awarii samolotu, wracają do kraju. Teraz trzeba intensywnie zająć się pozostałymi przy życiu. 190 tysięcy rannych korzysta z medycznej pomocy zorganizowanej w specjalnych namiotach. Temperatura w ciągu dnia sięga 30 stopni Celsjusza. Caritas Polska posłała specjalnym samolotem pakiety z lekarstwami i materiałami opatrunkowymi. W całym kraju organizowane są zbiórki żywności i rzeczy oczekiwanych na Haiti. Na jutrzejszą niedzielę zapowiedziano zbiórkę pieniędzy do puszek przy kościołach. Pomoc dla Haiti z pewnością potrwa długo, bo wiele miejscowości legło w gruzach, a bez dachu nad głową pozostaje blisko trzy miliony ludzi.
Przy tym ogromnym nieszczęściu świat się przebudził. Organizowana pomoc z bardzo wielu krajów to dobry prognostyk dla cywilizacji globalnej wioski.


2010-01-23
IKONA.
Siedziałem późnym wieczorem w pustym kościele, wszyscy już po Mszy wyszli, i myślałem o powstańcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiętników wyłania się tragiczny obraz życia zesłańców w potężnych zaspach śniegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jakąż musieli mieć ci ludzie wytrzymałość! Zaiste, byli bohaterami. Patrzyłem pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubię zimna), na naszą ikonę częstochowską dyskretnie oświetloną w głównym ołtarzu. Tak, każdy z zesłańców miał podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dziś, nigdy dość maryjnej modlitwy za tamtych i późniejszych, w XX wieku, bohaterów żyjących na „nieludzkiej ziemi” .


2010-01-22
MRÓZ I ŚNIEG.
Siarczysty mróz, dwadzieścia stopni Celsjusza, a do tego zwały twardego śniegu zalegają na chodnikach. Na południu i na wschodzie kraju w wielu gospodarstwach od kilkunastu dni nie ma energii elektrycznej. W różnych miastach na placach, przy przystankach pojawiły się żelazne kosze z palącymi się głowniami. Młodzi z pozawijanymi i zakapturzonymi głowami grzeją ręce nad żarem. Starzy nie wychodzą z domów, zresztą takie są apele i porady lekarzy. Patrząc na te żarzące się „kozy” na ulicach, biegnę mimo woli pamięcią do 13 grudnia 1981 roku. Żal było patrzeć na chłopaków w mundurkach zielonych czy niebieskich zwiezionych z różnych stron Polski do Wrocławia i do innych miast. Zupełnie nie orientowali się w sytuacji. Kazano im wyjść na wroga. Z gorącą herbatą wychodziły do nich kobiety i dziewczyny.
A co robił wtedy generał Jaruzelski? Od samego rana, z padającym orłem bez korony w tle, przekonywał Polaków, że nadeszła historyczna, acz niełatwa, chwila wyboru mniejszego zła. Wg generała miało być lepiej, gdy Polaków będzie więził i zabijał Polak, niż gdyby miał to robić sołdat sowiecki.
Siedziałem późnym wieczorem w pustym kościele, wszyscy już po Mszy wyszli, i myślałem o powstańcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiętników wyłania się tragiczny obraz życia zesłańców w potężnych zaspach śniegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jakąż musieli mieć ci ludzie wytrzymałość! Zaiste, byli bohaterami. Patrzyłem pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubię zimna), na naszą ikonę częstochowską dyskretnie oświetloną w głównym ołtarzu. Tak, każdy z zesłańców miał podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dziś, nigdy dość maryjnej modlitwy za tamtych i późniejszych, w XX wieku, bohaterów żyjących na „nieludzkiej ziemi”.


2010-01-20
CHORA DUSZA.
Jak ciężko jest żyć pod jednym dachem z człowiekiem, który ma chorą ”dojrzałość”! Przeróżnych wrażeń można doznać w rozmowach kancelaryjnych. - Proszę księdza proboszcza, mój mąż nie umie być ani mężem, ani ojcem! Zachowuje się jak rozkapryszony nastolatek, któremu wszystko się należy i wszyscy dokoła mają mu służyć, liczyć się z jego zdaniem. Jak mu coś nie podchodzi, potrafi - nawet po Mszy świętej - zrobić piekielną awanturę w domu… - Eeee, proszę nie przesadzać, chyba nie aż piekielną? – Żeby ksiądz słyszał, jak on wrzeszczy na mnie! Nakrzyczy, nakrzyczy, a potem z tą złością wychodzi, nie można go zatrzymać żadnym słowem, ani dobrym, ani złym. Nie słucha. A potem są ciche dni. On wie, że to mnie boli. Nasza córeczka jest nieszczęśliwa, pyta z płaczem: mamo, czy tatuś nas nie kocha?... – Czy miał ktoś nauczyć go miłości? – zapytałem znienacka. Zapadła kłopotliwa cisza. – Ojca nie miał od dziecka w podstawówce. Matkę ma, jest zakochana w nim, nie przyjmuje żadnej krytyki synalka. Kobieta ucichła, więc odchrząknąłem i zacząłem powoli: chłopcu jest potrzebna męska, odpowiedzialna miłość ojca. Tak mówią wytrawni psychologowie. Pani mąż nie miał w dzieciństwie wzorca miłości… Ciężko mi szła ta mowa. Pani nagle wstała i powiedziała: pójdę już, przepraszam, że zabrałam tyle czasu księdzu. Ja tu nie mieszkam. Swojemu proboszczowi nigdy bym się nie skarżyła, to wstyd przecież. Patrzyłem mocno zdziwiony. Małą ciszę wypełnił rytuał ubierania płaszcza. W końcu kobieta, podając rękę na pożegnanie, powiedziała: przyszłam tutaj, bo mi sąsiadka w pracy powiedziała, że ksiądz potrafi poradzić człowiekowi, bo ma doświadczenie… Wracałem od progu i myślałem niewesoło, jakie ja mogę mieć tu doświadczenie? Ja jedynie mam współpracownika, który nie chce zasiąść ze mną do obiadu.




2010-01-17
TRUDNA WIZYTA.
W Rzymie drugie z kolei odwiedziny papieskie w głównej synagodze rzymskiej. Pierwszą wizytę miał odwagę złożyć przed dwudziestu czterema laty Jan Paweł II.
Obecnie Benedykt XVI szedł lekko przygarbiony, niosąc w twarzy widoczny wyraz całego napięcia, jakie powstało między niektórymi rabinami a Watykanem po zadekretowaniu heroiczności cnót papieża Piusa XII. Patrząc na tę drobną, białą postać, myślałem z podziwem o odwadze i determinacji Ojca Świętego. Odrzucił zdecydowanie podpowiedzi doradców na temat ewentualnego odwołania wizyty. Szedł przez synagogę, jak apostoł, wiedząc, że jest to droga mocno pod górę. Utrudnienia ze strony żydów w dialogu między dwiema religiami monoteistycznymi nie uskrzydlają katolików. Coroczny Dzień Judaizmu w polskich większych parafiach, przy żadnym podobnym działaniu we wspólnotach żydowskich i przy bardzo kruchych kontaktach międzyśrodowiskowych, może w sercach wielu katolików budzić zniechęcenie i stawianie pytania o sens takiego dialogu. Dzisiejsi rabini, podobnie jak faryzeusze i uczeni w Piśmie przed dwudziestu wiekami, nie są w stanie w osobie Jezusa przyjąć zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Jestem wdzięczny Ojcu Świętemu za jego apel do żydów, byśmy wspólnie ratowali to, co i dziś jest najważniejsze w świecie: wiarę w Jedynego Prawdziwego Boga. Mam wrażenie, wbrew zachodnim komentatorom, że Benedykt XVI wyszedł zwycięsko z tego niełatwego spotkania.


2010-01-15
POCZĄTEK STULECIA.
W operze wrocławskiej dziś wieczorem rozpoczęto uroczystości jubileuszowe 100-lecia istnienia wyższego szkolnictwa technicznego we Wrocławiu. Do drugiej wojny światowej funkcjonowała tu Technische Hohschule Breslau. Sam cesarz Wilhelm II nadał jej królewski status i uczestniczył w uroczystości otwarcia 29 listopada 1910 roku. Niemcy zbudowali i Niemcy zniszczyli. Do polskiego Wrocławia przybyli uczeni i studenci lwowscy tuż po wojnie i zaszczepili tu wielką, bo liczącą 160 lat, tradycję akademicką. Wśród gruzów miasta 15 listopada 1945 roku odbył się pierwszy, pamiętny wykład w Politechnice Wrocławskiej. Wygłosił go prof. Kazimierz Idaszewski. Ten dzień stał się świętem Uczelni.
Dzisiejszy wieczór był bardzo uroczysty, wypełniony honorami i powitaniami wszelkiej maści dzisiejszego miasta (a nawet kraju) notablami, świeckimi i duchownymi. Siedziałem jak mysz pod miotłą w ostatnim rzędzie na drugim balkonie. Miejsce nie najgorsze, gdyż są jeszcze dwa wyższe balkony! Czułem się nieźle, bo była tam doskonała słyszalność i widok przyzwoity na scenę. Poczułem się jeszcze lepiej, gdy usiadł obok mnie ks. bp Cerkwi grecko-katolickiej. Spytałem go: dlaczego tu, a nie tam, wskazując na parter, gdzie widniała piuska księdza arcybiskupa. Odpowiedział po prostu: tu mi dali miejsce, więc tu siedzę. Mi też tu dali, odpowiedziałem i zaczęliśmy dość miłą rozmowę o pogodzie. Temat dość istotny, bo Polska tonie w śniegu zmrożonym od wielu dni, a ks. biskup wizytował swe wspólnoty unickie w całym kraju. Część poważną (i niesłychanie nudną) uroczystości zakończył pełen wesołych rytmów walca, polki i czardasza fragment opery Jana Straussa „Zemsta nietoperza”. Trzeba przyznać, głosy artystów były zachwycające, a wykonanie perfekcyjne. Wspólnie na koniec odśpiewaliśmy Politechnice „200 lat!”, a potem cała lawina ludzka, syta duchowych wrażeń, wylała się ze wszystkich foteli do foyer, by tam przy suto zastawionych stołach nasycić z kolei swoją zgłodniałą fizyczność. I ja, ta skromna mysz kościelna, zbliżyłem się do stołu, popatrzyłem, powąchałem i odszedłem: same mięsiwo! A był to piątek przecież!


2010-01-13
HAITI.
Straszna katastrofa nawiedziła we wtorek Haiti. Ziemia się zatrzęsła w tym najbiedniejszym kraju na półkuli zachodniej. Sejsmografy pokazały na skali Richtera siódmy poziom magnitudy. Ponad sto tysięcy ludzi zabitych, tysiące rannych i bez dachu nad głową. Domy małe i wielkie gmachy, kościoły, budynki urzędowe leżą w gruzach, a pod nimi nieznana liczba uwięzionych. Słychać stamtąd głosy wołające o pomoc. Nie można się do nich dostać bez dużego sprzętu ratowniczego. Na ulicach leżą zakrwawione zwłoki, rodziny lamentują nad swoimi umarłymi. Ojciec Święty dziś rzucił w świat wezwanie: „Wzywam wszystkich do wielkoduszności, aby nie zabrakło tym braciom i siostrom, znajdującym się w potrzebie i boleści, naszej konkretnej solidarności i czynnego wsparcia ze strony wspólnoty międzynarodowej”.
Caritas Polska, w ślad za Caritas Internationalis, przystąpiła do organizowania pomocy. Można wpłacać pieniądze na konto:
CARITAS POLSKA
ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
Bank Millenium S.A. 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384
z dopiskiem: HAITI

2010-01-12
REKORDY.
Od kilku dni Wrocław jest zasypany śniegiem. To rzadkość w naszym mieście. Wielka biała pierzyna otuliła place i ulice. Wcale to nie wygląda tak poetycko w zderzeniu z rzeczywistością na jezdni i na chodnikach. Spoza zwałów coraz to brudniejszego puchu wyglądają ledwie widoczne uwięzione samochody. Sporo ludzi zrezygnowało z jazdy, tym bardziej, że mróz tęgi trzyma w dzień i w nocy. Dla niektórych obserwatorów śnieżne zjawisko jest dowodem przeczącym tezie o ociepleniu klimatu na ziemi. Niech się wstydzą bogaci politycy o zacięciu ekologiczno-klimatycznym, którzy niedawno zjechali się do Kopenhagi , by gadać, gadać i… tylko gadać po próżnicy. Ale czy na pewno? W Australii, w Melbourne dziś nocą słupek rtęci skoczył do niebywałego poziomu – 31 stopni Celsjusza! Zaroiło się na plażach od gumowych materaców.


2010-01-11
POGROBOWCY.
Niektórym licealistom wrocławskim, którzy przecież nie znają poczynań zbrodniczych oddziałów ZOMO w okresie stanu wojennego, warto zwrócić uwagę na krwawe wydarzenia polityczne w Wietnamie. Tam rządzący komuniści, podobnie jak onegdaj w Polsce, walcząc ze znakiem krzyża, chcą wyrwać wiarę z serc chrześcijan. Nasi młodzi, jeśli nie chcą być pogrobowcami komuny, muszą nauczyć się rozpoznawać tego samego złego ducha, który militarnie walczy z krzyżem, lub posługuje się paragrafami czy modnymi hasłami demokracji. To ciągle jest ta sama walka z Chrystusem. Św. Jan Ewangelista krótko to wyjaśnia: ”Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie”.


2010-01-10
KRZYŻ BAMBUSOWY.
Brawo Wietnamczycy! Brawo archidiecezja Hanoi! Brawo parafia Dong Chiem! Brawo katolicy, bohaterowie wiary umordowani, pobici, poranieni i uwięzieni w obronie krzyża Chrystusowego! Jakże was nie podziwiać? Po zniszczeniu przez rządzących komunistów wielkiego betonowego krzyża, postawiliście dziś na tym samym miejscu nowy, wielki krzyż bambusowy . Ten krzyż dołączył do wcześniejszych polskich krzyży układanych z kwiatów i świateł na placach i ulicach podczas ostatniej dekady rządów komunistycznych w Europie. Bambusowy krzyż w Wietnamie jest zwiastunem nadchodzącego końca czerwonego reżimu w Azji.


2010-01-06
TRZECH KRÓLI.
Czy uroczystość Objawienia Pańskiego jest świętowana dziś bez obowiązku pracy? Niestety, nie. Rządząca Platforma Obywatelska - z solidarnościowymi korzeniami ponoć! – ręka w rękę z postkomunistami przegłosowała sprzeciw wobec obywatelskich usiłowań uchwalenia tego dnia jako wolnego od pracy . Pamiętam, jak po wygranych wyborach zwycięski lider Tusk chwalił się w telewizorze, że nazajutrz rano pójdzie do ks. biskupa gdańskiego . Myślę dziś, że właśnie teraz powinien pójść do księdza biskupa, ale nie na poranną kawkę, lecz w worze pokutnym. Blokowanie przez rząd świętowania Trzech Króli miało uzasadnienie iście komunistyczne: nie stać nas na jeszcze jeden wolny od pracy dzień! Oj, zabrakło tu nieco wyobraźni i pamięć wyparowała. Przecież wiadomo, że komuniści likwidując święta kościelne w latach sześćdziesiątych wcale nie wzbogacili kraju. Chodziło im jedynie o uciemiężenie wierzącego Narodu.


2010-01-02
MODLITWA MŁODYCH.
Mszą św. poranną w parafiach poznańskich zakończyły się Europejskie Dni Młodych. Młodzież z pięćdziesięciu krajów świata modliła się wspólnie od 29 grudnia ub. roku rozważając temat wolności. Arcybiskup poznański powiedział: „Dzisiaj, trzydzieści lat po wybuchu «Solidarności», (…) nadszedł czas, aby zapytać: Czy w Europie i na innych kontynentach myślimy dzisiaj poważnie o tym, jaki sens nadać wolności? Co robię z moją wolnością?”. Przeor Taizé, brat Alois, w swym rozważaniu o potrzebie zmian w dzisiejszym świecie, stwierdził: „niezbędne zmiany, w szczególności przemiana światowego systemu ekonomicznego i finansowego, nie uda się bez przemiany ludzkiego serca”. Nadzieją napawa ta trzydziesto tysięczna młodzieżowa solidarność modlitewna. Niech rośnie ta młodzieżowa, rozjarzona światłem wiary modlitwa!



2010-01-01
ROK PAŃSKI 2010

ŚWIATŁO I CZAS.
Noc. W srebrnym okienku zachwyt sztucznymi ogniami. Błyski, rozbłyski, strzelanie kolorowe. Noc jak dzień jaśnieje, niestety, tylko na moment. Wreszcie pokazują Poznań z 30-tu tysiącami rozmodlonych dziewcząt i chłopaków z różnych stron świata! Moje serce doznaje radości. Obraz ogromnej hali oświetlonej jedynie małymi światełkami w rękach śpiewających kanony z Taizé, przykuwa uwagę, rzuca urok, zagarnia. Moje serce tuli się do Tego, który urodził się nocą roziskrzoną aniołami śpiewającymi pierwszą kolędę w Betlejem.
Spoglądam wstecz. Wiele się działo w starym roku, wiele! Przyjaciele moi błagali, a Bóg działał. Jestem niewypłacalnym dłużnikiem Pana Boga i ogromnej rzeszy modlących się chrześcijan o moje uzdrowienie. Wdzięczny i zapatrzony przed siebie modlę się o światło w duszy, bym nie zgubił się Jezusowi w mym siedemdziesiątym roku życia. W czasie na nowo mi podarowanym.





2009-12-25
CIOSY DOTKLIWE.
Cały dzień myślę o Benedykcie XVI. Naprawdę jest bohaterem. Tyle ciosów wali w niego, a on dzielny, wstał z każdego. Od tej nieszczęsnej Ratyzbony, poprzez złamany nadgarstek w górach aż do tego upadku. Na zdjęciach widać wyraźnie ofiarne rzucenie się ochroniarza na kobietę, ale ona zdążyła schwycić Ojca Świętego za szaty i wszyscy runęli na posadzkę Bazyliki św. Piotra niedaleko wejścia do niej. Co myślał papież, gdy wstawał z posadzki? – W zamieszaniu wśród asysty i ochroniarzy spokojnie poprawił uroczyste szaty na sobie i ruszył z prostotą ku ołtarzowi. Sic! Współczuję Ojcu Świętemu, myśląc o jego bólach fizycznych i z pewnością różnych dolegliwościach wieku. Bardziej jednak solidaryzuję się z nim i podziwiam go za niezłomne głoszenie Ewangelii Chrystusowej, mimo perfidnych i niesprawiedliwych ataków polityków, ludzi biznesu i mediów ateistycznych. Benedykt XVI jest papieżem bardzo potrzebnym dziś dla ludzi myślących, nieskażonych uprzedzeniami, autentycznie szukających sensu życia i prawdy. On zadziwia swoją pewnością i stałością wiary, pociąga ludzi do Boga.


2009-12-24
WIECZÓR WIGILIJNY.
Wigilia. Jedno słowo i wystarczy. Każdy Polak zna to słowo. Nawet polscy ateiści wypowiadają je ze wzruszeniem. Zapalają światła na choince i dzielą się opłatkiem przekazując w rodzinie wzajemne życzenia „zdrowia, szczęścia i pomyślności”. Swoim Parafianom, Znajomym i Przyjaciołom życzę również „błogosławieństwa Bożego”. Wiem, że bez tego drugiego nie będzie pierwszego spełnienia.
Wigilia to wyczekiwanie. Tego wieczoru czekamy od pierwszej gwiazdki aż do północy, gdy zabrzmi kolęda „Wśród nocnej ciszy (…) Bóg się wam rodzi”. Magnetyzm serca i podniosłość umysłu – to jest ta pełna czaru i ciepła Uroczystość, brzemienna radością (zawsze radością, choć czasem głęboko ukrytą w duszy – przedziwne, ale prawdziwe).
Dziś Ojciec św. będzie celebrował Pasterkę w Watykanie o godz. 22:00. Dlaczego? Być może jego 82 lata pozwalają zrozumieć tę decyzję. Zobaczymy, czy to zmieni frekwencję na Mszy św. o północy w naszym kościele.
Wigilio, zamknięta nocą pokorna stokrotko, otwórz się w blaskach świątecznych, otwórz moje serce!
* * *
Watykan. Godzina 22:00. Pasterka. Ojciec święty Benedykt XVI w procesji na wejście został przewrócony w nawie głównej Bazyliki św. Piotra przez kobietę w czerwonej kurtce, która przeskakując barierkę, rzuciła się w stronę papieża. Ojcu Świętemu nic się nie stało, kontynuował procesję do ołtarza. Przewrócony został także kardynał Etchegaray, ze złamaną szyjką kości prawego uda przewieziony został do polikliniki Gemmelli.



2009-12-22
TĘSKNOTA.
Skończyły się dzisiaj w naszej parafii rekolekcje adwentowe. Prowadzi je ks. Krystian Hyla, kolega z mego „okresu świdnickiego”, gdy - za czasów proboszczowania ks. prałata Dionizego Barana (ostatniego wojennego proboszcza katedry w Łucku na Wołyniu) - odbywałem w bazylice (dzisiaj: katedrze) św. Stanisława wakacyjne praktyki studenta teologii na KUL-u.
Czas adwentowy zawsze odkrywa we mnie (od wczesnej młodości, ale dlaczego w Adwencie?) silne odczuwanie tęsknoty za… No właśnie, za czym? – Za każdym razem to się nazywa inaczej i jest przeżywane z różną intensywnością. Ale zawsze jest to krąg pragnień, które można by ująć krótko: pragnienie szczęścia. - Czyli co? Nigdy nie byłem szczęśliwy?... Bywałem nieraz! Chwila szczęścia rozbłyskała jak kolorowy fajerwerk i… gasła, doznawałem natychmiast nowego pragnienia. Tęsknota w duszy ludzkiej nie ma końca. Przy urodzinach umiera, umierając rodzi następną. Niewątpliwie jest to skaza, blizna na nieśmiertelnej duszy, która musi żyć w czasie. Sposobem na przedłużenie doznanej chwili szczęścia jest hodowanie w sobie poczucia wdzięczności. Wdzięczność na Ziemi to bezpieczna nadzieja Nieba.


2009-12-20
VENERABILIS.
Wczoraj Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał 21 dekretów otwierających dalszą drogę (bardzo niedaleką) do beatyfikacji czy kanonizacji różnych osób – sług Bożych. W tym są aż trzy dekrety dotyczące Polaków. Pierwszy potwierdza autentyczność cudu za przyczyną błogosławionego zakonnika krakowskiego Kazimierczyka, żyjącego w XVI wieku. Papież wkrótce ogłosi go świętym. Drugi podpis dekretuje heroiczność cnót Jana Pawła II. Od tej chwili naszemu Papieżowi przysługuje tytuł Venerabilis – czcigodny. Teraz trzeba czekać na potwierdzenie cudu uzdrowienia dotkniętej chorobą Parkinsona francuskiej zakonnicy i wtedy droga do beatyfikacji papieża Polaka stanie otworem. Spodziewana jest data 16 października 2010 roku, w 32. rocznicę słynnego konklawe, wybierającego kardynała Karola Wojtyłę na Stolicę Piotrową. Trzeci dekret ogłasza męczennikiem ks. Jerzego Popiełuszkę – tu należy oczekiwać rychłej daty uroczystości beatyfikacyjnej w Warszawie.


2009-12-19
PRYMASOWSKIE GNIEZNO.
Ojciec święty Benedykt XVI pismem z dnia 8 grudnia br. - skierowanym do ordynariusza gnieźnieńskiego, ks. abpa Henryka Muszyńskiego - przywrócił honorowy tytuł Prymasa Polski biskupowi Gniezna – pierwszej polskiej stolicy metropolitalnej. W piśmie czytamy: „tu czczone są relikwie św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika, pierwszego Patrona Polski, które są jednym z największych skarbów Narodu polskiego, a których „kustoszem” tradycyjnie jest Arcybiskup Gnieźnieński. Dlatego 19 grudnia br. Wasza Ekscelencja obejmie tytuł Prymasa Polski, który od tej pory znów będzie związany z tytułem Arcybiskupa Gnieźnieńskiego durante munere .
Honorowy tytuł Prymasa Polski, z kompetencjami określonymi w Statutach Konferencji Episkopatu Polski, cieszy się wielkim szacunkiem i znaczeniem w polskim Narodzie i jest znakiem jedności polskich katolików”.
W ten sposób definitywnie został zakończony powojenny czas specjalnych praw dla prymasa Polski. Te nadzwyczajne prawa kościelne wymuszone zostały sytuacjami stwarzanymi przez reżym komunistyczny, dążący do separacji Polski od Watykanu.


2009-12-18
EMERYTURA WARSZAWSKA.
Dziś ks. prymas kardynał Józef Glemp kończy 80 lat i jednocześnie jest to ostatni dzień, w którym może używać tytułu „Prymas Polski”; nosił go od września 1981 roku. Traci też dzisiaj prawo udziału w konklawe. Czyli jest już całą gębą emerytem, albo – jak to się pięknie w episkopacie nazywa – arcybiskupem-seniorem. Zamieszkał na Polach Wilanowskich i przygląda się realizacji swego marzenia: budowę świątyni Opatrzności Bożej.
Ks. kard. Józef Glemp nie miał łatwego życia na tronie arcybiskupów warszawskich po Prymasie Tysiąclecia, kardynale Stefanie Wyszyńskim, na tle pielgrzymiej działalności Papieża Polaka. Różne są opinie o tym prymasostwie, niektóre bardzo nieprzychylne i, myślę, bardzo krzywdzące. Ujęła mnie w osobowości kard. Glempa jego pełna zaufania Bogu wiara i pokora, nie tylko w rachunku sumienia i w przeprosinach w roku Wielkiego Jubileuszu, ale i wcześniej widoczna. W homilii na Trzech Króli 1985 roku mówił w archikatedrze warszawskiej: „Jeszcze niewystarczająco przestudiowaliśmy to, co nas dzieli i wzajemnie odpycha. Nie do końca przemyśleliśmy i nie potrafimy dobrze rozróżnić zagrożeń pozornych od zagrożeń rzeczywistych. Dojrzewanie do rozwiązań zgodnych z duchem Narodu wymaga długiego procesu. Nie jest to łatwe, gdy zważy się, jak długo wodzeni byliśmy po manowcach. Uprowadzenie i męczeńska śmierć Księdza Popiełuszki przyspieszają owo dojrzewanie.(...)Kościół pragnie iść wpatrzony w światło, które prowadzi do Zbawcy, pragnie strzec Bożych przykazań i zasad ewangelicznych, bo takie jest zadanie Kościoła wobec Narodu.(...) Dojrzewamy w trudnościach. Mimo to idziemy wytrwale i ufnie. Nie zrażamy się incydentami, choć one tak bardzo bolą.(...) Pragniemy pokoju - trwałego, rzeczywistego, opartego na wyznawanej wierze w Jezusa Chrystusa”.
Ks. kard. Józef Glemp dziś w południe poświęcił i otworzył w Inowrocławiu Instytut swego imienia, w którym nie tylko zbierane będą pamiątki, ale prowadzone będą badania nad czasem komuny prześladującej Kościół w Polsce.

2009-12-13
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA.
Solidarność zepchnięta do podziemia, tam rozwinęła szeroki front walki o świadomość obywatelską i ducha patriotyzmu. Przez długi czas literatura funkcjonowała poza obiegiem, artyści tworzyli poza państwowymi ośrodkami kultury, przede wszystkim w kościołach. Gdy ubecy pakowali robotników razem z inteligencją do „internatów”, profesorowie i publicyści organizowali wykłady z historii Polski. Biskupi i czarny kler odprawiali Msze św. na strajkach, zjeżdżali z górnikami do sztolni z pociechą i nauką słowa Bożego czy z sakramentalnym pojednaniem. Jasna Góra pękała w szwach przyjmując potężne, wielotysięczne pielgrzymki ze wszystkich stron kraju. W tych wędrujących, rozmodlonych skupiskach Polacy odnajdywali tchnienie wolności i uczyli się życzliwości i odpowiedzialności jeden za drugiego. Klęska generałów stawała się coraz bardziej widoczna i nieunikniona. Zwycięstwo Narodu potężniało. Nigdy nie było oficjalnego ogłoszenia tego zwycięstwa, a rehabilitacja pokrzywdzonych odbywała się wstydliwie i pokątnie. Sprawiedliwość i Prawda do dnia dzisiejszego zasłaniane są przeróżnymi paragrafami-parawanami, a dwaj generałowie namiętnie korzystają z usług mediów, by dorobić sobie nową twarz – gdyby mogli (tak jak kiedyś), postawiliby siebie w pierwszych szeregach twórców „Solidarności”.
Nie mając wyznaczonego przez władzę (jakąkolwiek) dnia zwycięstwa, mamy Pamięć Narodu. Z tej Pamięci wydobywa się potężne wołanie krwi śmiertelnych ofiar stanu wojennego – krew woła, a szlachectwo ducha zobowiązuje. Stąd rodzą się wszelkie czyny żywych członków Solidarności i jej obrońców. Stąd wyrasta ciąg dalszy wielkich, ożywiających imion czasu przeszłego i obecnego: Bóg, Honor i Ojczyzna. Tej rzeczywistości jesteśmy świadkami wczoraj i jesteśmy nosicielami dzisiaj. Pamięć Narodu – odnawiana corocznie - zmarmurzyła dzień 13 grudnia, w którym jak w soczewce zbiegają się promienie dumnego oporu, cierpienia i wolności Polaków. Przetworzyła go w dzień zwycięstwa. Dzień 13 grudnia 1981 roku to dzień drugich narodzin „Solidarności”.


2009-12-12
WOJNA Z NARODEM.
Co roku upamiętniamy rocznicę rozpoczęcia wojny jaruzelskiej. Ciekawe to zjawisko. Zwykle pamięta się i uroczyście wspomina jakieś wydarzenia, które przyniosły zwycięstwo, radość, miłą odnowę czy odmianę itp. Wojnę z Narodem nocą z 12 na 13 grudnia 1981 rozpoczęli generałowie. Oni powinni się cieszyć. No tak, cieszyliby się, gdyby tę wojnę zakończyli zwycięstwem. Tak się nie stało. Od początku byli przegrani. Już po miesiącu wielkiego ucisku wojskowo-kartkowego, gdy czołgi stały na ulicach i placach, już wtedy młodych zmarzniętych żołnierzy, grzejących się przy ulicznych „kozach”, kobiety – żony i córki internowanych mężczyzn - częstowały gorącą zupą czy herbatą. Już wtedy Naród odnalazł źródło nadziei. Pierwsza Msza św. za Ojczyznę w katedrze 13 stycznia 1982 pozwoliła nam podnieść głowy. I choć nadal trwały łapanki do suk milicyjnych, przesłuchania i bicie młodych w komisariatach MO, choć mięso i cukier, chleb i cukierki były na kartki, a po benzynę stało się całymi dniami i nocami, to Polacy potrafili opowiadać sobie anegdoty i kawały na temat WRON-y. Zwycięstwo Narodu rozwijało się powoli lecz sukcesywnie: dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Polska postawiona pod pręgierzem batożących komunistów godnie, po chrześcijańsku, odpowiadała szlachetną dumą.


2009-12-11
WYPEŁNIAĆ LUKĘ.
Dzisiaj Solidarność Politechniki Wrocławskiej pokazała przed gmachem głównym wystawę plenerową poświęconą ofiarom stanu wojennego. Do 20 stycznia 2010 roku studenci i inni mieszkańcy Wrocławia będą mogli zapoznać się z prawdziwym rozmiarem tragicznych ofiar wojny jaruzelskiej. Organizatorzy twierdzą, że mają udokumentowane 104 zgony osób zamęczonych przez bezpiekę w stanie wojennym. Z czarno-białych plansz wychylają się twarze mężczyzn i kobiet w różnym wieku: od 17 do 75 lat. Wśród nich można zobaczyć kilku księży. Ci młodzi mogliby dziś żyć – myślałem z żalem w sercu, przechodząc wzdłuż tego śmiertelnego szpaleru męczenników za wolność Ojczyzny. Wystawa jest doskonałą szansą dla młodzieży studiującej, by wypełniła czarną dziurę niewiedzy na temat walki ich rodziców o niepodległą Ojczyznę w końcowych dekadach XX wieku. Strach pomyśleć, jak wielkie są rodzinno-szkolne zaniedbania wychowawcze, gdy chodzi o najnowszą historię Polski!
W drugiej części wernisażu było dekorowanie medalami i krzyżami zasługi różnych ludzi Solidarności przez innych, znanych, ludzi Solidarności. Mam przed sobą piękny medal Solidarności podarowany przez Politechnikę Wrocławską. Czytam na nim słowa Zbigniewa Herberta: „(…) idź wyprostowany wśród tych co na kolanach / wśród odwróconych plecami i obalonych w proch / ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo (…)” . Ostatnią część rocznicowej uroczystości wypełnił koncert Jana Pietrzaka: „Polska naszych marzeń”. Było wesoło, choć tematy poważne. Spodobały mi się słowa twórcy kabaretu „Pod Egidą”: „Robię kabaret, bo mam miłosny stosunek do mojego kraju, do jego tradycji, historii, tego narodu i wszystkiego, co się w Polsce dzieje. Inaczej trudno byłoby mi wciąż żartować i kpić”.


2009-12-09
BARBARZYŃSTWO.
Urzędnicza warszawka znów straciła twarz . Czy ci ludzie na urzędniczym tronie i innych stołkach nie mają sumienia ani zdrowego rozsądku? Czym wytłumaczyć horrendalny najazd nocny na krzyże przydrożne, znaki tragicznej pamięci i modlitwy za ofiary wypadków drogowych? Dla rodziny czy przyjaciół zmarłej tu osoby miejsce to jest szczególne, święte, godne wyjątkowego szacunku. Opatrzenie go znakiem krzyża jest wyrazem wiary, jest znakiem nadziei zbawienia wiecznego, jest także prośbą o modlitwę. Porusza innych kierowców i przypomina każdemu: jedź ostrożnie! Tego urzędnik stołeczny nie potrafi zrozumieć, skoro pozwolono, aby pod osłoną nocy płatna wataha zmotoryzowana najechała na krzyże przydrożne, powyrywała je, zniszczyła i usunęła. Nie można nawet dowiedzieć się, gdzie je złożono. Rodzą się tu dwa ważne pytanie: komu te krzyże przeszkadzały i dlaczego urzędnikom nie spędzają snu z oczu wielkie przydrożne biblbordy, które z całą pewnością odwracają uwagę jadących kierowców? W odpowiednich urzędach, na pytanie o sprawców tego krzyżowego barbarzyństwa, odpowiedzią jest tajemniczy półuśmiech lub wzruszenie ramion, a najczęściej jawna głuchota.
Po wyroku strasburskim wygląda to na walkę z krzyżami na polskiej ziemi. Czy prosty, wierzący lud Warszawy ma zasypiać z poczuciem lęku, że którejś nocy zniszczone zostaną wszystkie krzyże, obrazy i kapliczki podwórkowe, znaczące pamięć bohaterskich obrońców Stolicy?
Ma Warszawa swoją panią Prezydent, a jakoby jej nie było tutaj.


2009-12-08
NIEPOKALANA.
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – zawsze był to ważny dla mnie dzień i zawsze uroczysty, święty. Zdarza się usłyszeć w pobożnych rozmowach, że „niepokalane poczęcie” to początek życia Jezusa. Owszem, prawdą jest, że Syn Boży, Jezus Chrystus, nie był skażony żadnym grzechem . Jednakże tajemnica niepokalanego poczęcia odnosi się do życia Maryi, Matki Bożej. W odwiecznym planie zbawienia Ta, z której Zbawiciel miał wziąć ciało, nie mogła być skażona grzechem pierworodnym. U Boga, który żyje w Wieczności, skutek odkupieńczej ofiary Chrystusa na krzyżu - jako wyjęcie Matki Syna Bożego spod prawa grzechu pierworodnego – mógł być bez żadnej trudności zaaplikowany na samym początku Jej życia, w chwili poczęcia w łonie swej matki Anny. Jej poczęcie, jako nietknięte grzechem dziedziczonym przez ludzkość od pierwszych rodziców, było więc niepokalane.


2009-12-04
PORAŻKA.
Lewica padła! No i dobrze, bo - jak mówią pamiętający sejmową walkę z Ministrem Edukacji Giertychem - posłowie z lewej strony posługiwali się nieprawdziwymi argumentami. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego o zgodności z Konstytucją RP wliczania oceny z nauki religii do obliczania średniej oceny na końcu roku jest zwycięstwem zdrowego rozsądku i uczciwości. Szczerze mnie martwi, że w naszym kraju każda, nawet najprostsza, prawda życia społeczno-religijnego musi przechodzić po kłodach rzucanych pod nogi Polakom przez politycznych spadkobierców nieboszczki PZPR.


2009-12-03
UCHWAŁA O KRZYŻU.
Sejm przyjął Uchwałę mającą swój wielki ciężar gatunkowy dla obecnego czasu w Europie. Warto przeczytać i poczekać na odpowiedź masonów rodzimych lub z dalsza.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
- uznając, że znak krzyża jest nie tylko symbolem religijnym i znakiem miłości Boga do ludzi, ale w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego człowieka i jego praw,
- deklarując wrażliwość na respektowanie wolności myśli, sumienia i wyznania,
- nawiązując do tradycji wolnościowej I Rzeczpospolitej, która była w ówczesnej Europie wzorem tolerancji w sferze narodowościowej i religijnej,
- wskazując na zasadniczy i pozytywny wkład chrześcijaństwa w rozwój praw osoby ludzkiej, kulturę narodów Europy i jedność naszego kontynentu,
- podkreślając, że zarówno jednostka jak i wspólnoty mają prawo do wyrażania własnej tożsamości religijnej i kulturowej, która nie ogranicza się do sfery prywatnej,
- przypominając, że w przeszłości, szczególnie w okresie dyktatury nazistowskiej i komunistycznej, akty wrogości wobec religii połączone były z masowym łamaniem praw człowieka i prowadziły do dyskryminacji,
- mając w pamięci słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II w historycznym wystąpieniu w polskim Parlamencie w czerwcu 1999 roku o tym, że „demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny bądź zakamuflowany totalitaryzm”, wyraża zaniepokojenie decyzjami, które godzą w wolność wyznania, lekceważą prawa i uczucia ludzi wierzących oraz burzą pokój społeczny i z tego względu ocenia krytycznie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zakazujący obecności krzyży w klasach szkolnych we Włoszech.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do parlamentów państw członków Rady Europy o podjęcie wspólnej refleksji nad sposobami ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy.


2009-12-02
WŁOSZCZOWA.
Mija 25 lat od pamiętnego strajku szkolnego we Włoszczowie. Ówcześni uczestnicy – uczniowie (z nauczycieli bodajże jeden tylko stanął po ich stronie) dzisiaj są dojrzałymi ludźmi, ale pamiętają dobrze tamte wydarzenia. Pytani, czy dziś, tak samo jak wtedy, broniliby krzyży w szkole, odpowiadają, że oczywiście, broniliby z taką sama stanowczością. W strajku 200 uczniom towarzyszyli dwaj młodzi księża. Jeden już zmarł, drugi, ks. Marek Łabuda, choć mieszka w domu emerytów dla księży i jest bardzo schorowany, gotów i dziś oddać życie za Chrystusa ukrzyżowanego. Wszyscy Ci ludzie są zdruzgotani wyrokiem trybunału strasburskiego o zdjęciu krzyży ze ścian szkoły we Włoszech. Nie pojmują, któremu z praw człowieka służy ten wyrok. Po dwóch tygodniach strajku uczniowie wyszli z krzyżem na ulice Włoszczowy (ludzie klękali na bruku) z głębokim przekonaniem o swym moralnym zwycięstwie, w czym utwierdził ich odwiedzający strajkujących ks. bp Mieczysław Jaworski. Ci młodzi Polacy wtedy stanęli w całej swej bezbronności przeciw kilku oddziałom uzbrojonych po zęby zomowców. Jedyną siłą, jaką dysponowali, była ich wiara. Mieli pewność, że krzyż jest najdroższym znakiem ich Zbawiciela i symbolem niekłamanej miłości. Skutki strajku to nie tylko niedobór pożywienia i niewygoda w spaniu. Szykany władzy ludowej ścigały ich długo jeszcze w życiu. Wielu z nich nie zdało matury, a inni przez długie lata szukali bezskutecznie pracy. Ich rodzice również byli prześladowani przez peerelowskich aparatczyków. Ks. Marek Łabuda został napadnięty w Krakowie i dotkliwie pobity przez nieznanych sprawców.
Po 25 latach o Krzyżu znowu głośno i to w całej Europie. Diabeł wymyślił zgrabną manipulację prawem niby parawanem, aby zasłonić niecnotę ateistów i zapewnić im bezkarność.



2009-11-30
PIĘKNY POGRZEB.
Piękny był pogrzeb o. Stanisława Golca! – Czyż to nie brzmi paradoksalnie? A jednak to prawda. Piękno nie było nachalne, ukrywało się w modlitwach liturgicznych, w homilii o. prowincjała redemptorystów, w skromności bukietów kwietnych i dostojeństwie białych infuł biskupich. Ale nade wszystko urzekała rozmodloną ciszą wielka ciżba z różnych stron miasta i kraju przybyłych „fanów” przedobrego i radosnego zakonnika. Parafianie przybyli pożegnać swego wspaniałego proboszcza, który, naturalnie przy ich pomocy, uratował rozpadający się pruski mur świątyni i zostawił potomnym „perełkę sakralną”. Sybiracy i „Katyniacy” z żalem wielkim mówili o swym opiekunie rozumiejącym ich niezastygły ból serca. Akcja Katolicka Wielkiej Wyspy wyraźnie zdradzała panikę spowodowaną tą nagłą śmiercią animatora młodej religijnej formacji ludzi Kościoła. Kombatanci AK nawiązali do rocznic organizowanych według pomysłów o. Golca. Harcerze widzieli w nim nauczyciela patriotyzmu. Nie zapomniano ogłosić, że pan Prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie wybitnego zakonnika Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Natomiast główny celebrans, ks. abp Marian Gołębiewski, na zakończenie ceremonii pożegnania podkreślił z całą mocą w głosie: żegnamy wspaniałego Kapłana, wiernego ucznia Chrystusowego i świadka żywej wiary. Jego odejście do Domu Ojca niech ożywi w nas, w tym Roku Kapłańskim, gorącą modlitwę za kapłanów. Trumnę z ciałem śp. o. Stanisława Golca złożono w krypcie zakonnej pod ołtarzem „Golgoty Wschodu”. On sam wymyślił ten ołtarz ojczyźniany i przy nim uczył Polaków honoru, miłości Boga i Ojczyzny.


2009-11-29
WIECZÓR TUMSKI.
Najpiękniej było wtedy, gdy na zakończenie Wieczoru przyszła nieznana mi pani z fotografią obrazu Matki Boskiej w ręku i powiedziała: przed Nią prosiliśmy o zdrowie dla księdza. A ja właśnie w tym poetyckim wieczorze, pod sam koniec czytania i komentowania moich tomików, poczułem swą niezwykłą kondycję. Jeszcze przed miesiącem, czy dwoma, nie potrafiłbym wykrzesać aż tyle siły, optymizmu i radości w przekazywaniu tego, co mi w duszy gra. Myślę, że wielką zasługą powinienem się podzielić z uczestnikami, którzy nagradzali głośno nieledwie każdy przeczytany wiersz. Reflektory na scenie oślepiały wzrok, ale do uszu po każdej ciszy, przypływały tłumnie fale ciepłych oklasków. Siedzę wśród późnej nocy i myślę z wdzięcznością o niesłychanej wyobraźni Boga. Mnie, proboszczowi, podał tak zupełnie inny sposób uradowania stroskanych życiem serc. Niełatwo się żyje dzisiaj niemłodym i niepracującym już ludziom, którzy całe swe „produkcyjne” lata oddali walce i staraniom o wolną i lepszą Polskę. Dla mnie również ten wieczór był nagrodą, bo przecież wiele z tych wierszy zrodziło się z wiosennej, głuchej chmury cierpienia. Słuchacze moich wierszy w Auli potwierdzali dziś te uczucia i stany umysłu, w których wtedy dotykałem ciężkiej szorstkości i łamliwości życia. Dziękując Bogu i ludziom za podarowany mi „ciąg dalszy”, zamyślam się nad pytaniem (tyleż dokuczliwym, co niemądrym): jak jeszcze mam żyć na oczach Stwórcy?


2009-11-28
WIELKIE CZERWONE SERCE.
Umarł na niewydolność oddechową w Gorzowie Wielkopolskim ks. Piotr Ogrodowiak, zarażony wirusem świńskiej grypy A/H1N1. Jego, jak i całego personelu medycznego, zmagania z chorobą obserwowała cała Polska. Dziś odbył się pogrzeb w Kożuchowie, skąd pochodził młody kapłan. W ostatniej drodze doczesnej towarzyszyły zmarłemu księdzu tłumy wiernych, świeckich i duchownych, celebrowali obaj księża biskupi . Wielu ludzi chciało pożegnać dobrymi słowami, wspominając księdza katechetę, który zostawił w ich życiu trwały ślad. Wśród nich był rodzony brat zmarłego, ks. Marek Ogrodowiak. Opowiedział o pięknym epizodzie, niestety ostatnim, z życia brata: W październiku ks. Piotr, kiedy posługiwał w swojej parafii w Gorzowie Wlkp., na jedną Mszę dla dzieci przyniósł wielkie pluszowe, czerwone serce. I powiedział: „Drogie dzieci, oddałem całe moje serce Chrystusowi”. Potem położył je obok tabernakulum. Chrystus nie kazał długo czekać swemu kapłanowi, spontanicznemu i rzetelnemu świadkowi żywej wiary. Przyjął jego publiczne wyznanie miłości jako ofiarę całopalną.


2009-11-27
FUNDAMENTALIŚCI.
Biskupi polscy na Jasnej Górze z całą oczywistością opowiedzieli się przeciw wyrokowi strasburskiego trybunału na temat krzyży. „Prawa niewierzącej mniejszości powinny być łączone z obowiązkiem respektowania praw większości ludzi wierzących. Nie wolno ranić uczuć osób, dla których krzyż jest symbolem największych wartości. Trzeba uszanować ich prawo do publicznego wyrażania swych przekonań religijnych". Najwyższe zdziwienie budzi fakt, że tak oczywiste stwierdzenie trzeba dziś odtwarzać, przypominać i ogłaszać w XXI wieku. Cała tegoroczna jesień zaprzątnięta jest w europejskich mediach „walką o krzyże”. Zastanawiam się, czy ateiści w ten sposób badają poziom intensywności i nasycenia pierwiastkiem chrześcijańskim myślenia Europejczyków, czy też jest to już dołączenie fundamentalistów niewiary do fundamentalistów hinduskich lub arabskich w walce o „rząd dusz”? Ks. abp Józef Michalik twierdzi, że „mobilizacja liberałów laickich antyklerykalnego nastawienia” w Polsce budzi niepokój. Według opinii księdza Cisły: „Jest kilka etapów prześladowania, najpierw tworzy się wrogi klimat, w jego następstwie uchwalane jest antychrześcijańskie prawo, a to z kolei prowadzi do usunięcia chrześcijaństwa z życia publicznego” . Wrogi Kościołowi klimat w Polsce tworzony jest przez różnego autoramentu i stopnia ateistów od początku przemian ustrojowych w końcu ubiegłego wieku. Pamiętam „demokratyczną” zadymę w czasie wprowadzania lekcji religii do szkół polskich. Ileż to wtedy wymyślano szkód duchowych, jakie wyrządzi dzieciom żydowskim, prawosławnym i protestanckim ta katolicka nietolerancja!


2009-11-26
ZNAKI WYRAŹNE.
Podnieście głowy wasze! – mówi Jezus. Dookoła tyle znaków apokaliptycznych. Dziś w Iraku bomba zniosła z powierzchni chrześcijańską katedrę w Mosulu. Czy jest możliwy dialog z islamem? Widać wyraźnie dwie przestrzenie: w jednaj święci (tak za czasów św. Pawła nazywano chrześcijan) rozmawiają z modlącymi się wyznawcami Allacha; w drugiej wyznawcy Chrystusa boleśnie doznają dżihadu w różnych wydaniach zamachów terrorystycznych. Jeżeli do tego dodać trzęsienia ziemi, tsunami i pożary lasów oraz oziębłość religijną byłych chrześcijan europejskich i wojny prawne ateistów – to nie można zbyć półuśmiechem pytania parafian: czy to naprawdę już blisko koniec świata?
Modliłem się dziś w skupieniu na Eucharystii. Usłyszałem słowa: Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Rozglądam się dookoła po kartach Ewangelii i po świecie naszym. Koniecznie trzeba trzymać głowę wysoko, a jeszcze wyżej unosić serce, by dokładniej słyszeć, potrzebny naszym czasom, rytm serca Syna Człowieczego, który był, który jest i który przychodzi.


2009-11-25
METODA.
Pewna pani z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie postuluje, aby inspektorzy sanitarni podjęli w wielkich miastach dialog z miejscowymi biskupami ordynariuszami na temat higieny w kościołach w okresie pandemii nowej grypy. „Jak wiadomo nabożeństwa eucharystyczne w Polsce obejmują skrajnie niehigieniczne zachowania, a uczestniczą w nich tłumy, toteż domagam się instrukcji, która umożliwiałaby wiernym przyjmowanie Komunii św. tylko na rękę (nie dochodzi wówczas do niezamierzonego zetknięcia się dłoni kapłana z językiem przyjmującego Hostię św.). Wykluczone byłoby także przyjmowanie Komunii pod dwiema postaciami. Ludzie nie podawaliby sobie ręki na znak pokoju. Instrukcja powinna nakazać księżom dokładne mycie rąk przed mszą świętą i przypomnieć o konieczności zatykania ust przy kasłaniu” .
Podziwiam tę panią. Spory tupet, ale można by więcej zapostulować (ha!): Kapłani niech rozdają Komunię św. w białych rękawiczkach, zmiana rękawiczek obowiązuje przy każdej celebrze – nie ma co się śmiać – dawniej księża biskupi zawsze mieli piękne rękawiczki liturgiczne. Ministranci powinni służyć przy ołtarzu w albach jednorazowego użytku. Wierni niech przychodzą na Mszę św. też w rękawiczkach (jakichkolwiek) i z maseczkami higienicznymi na ustach i nosie. Śpiew podczas nabożeństw – zabroniony! Należy między rzędami ławek podwoić wolną przestrzeń i postawić przeźroczyste parawany. Uczestniczyć mogą we Mszy św. tylko ci, którzy zajęli miejsca siedzące. Kropielnice przy wejściu do świątyni powinny być zmodyfikowane na sposób miniaturowych fontann uruchamianych przez nadepnięcie na specjalny metalowy przycisk w posadzce. Niedozwolone jest całowanie krucyfiksów nad kropielnicami, chyba że otuli się je przeźroczystą folią – zmiana folii co godzinę. Jeżeli jakąś parafię nie stać na te niezbędne innowacje, należy kościół zamknąć i opieczętować pod strażą aż do odwołania.
Czyste szaleństwo! Tak, ale w tym szaleństwie jest metoda. Włosi wcześniej doświadczyli.


2009-11-24
LEWICOWA TEOKRACJA.
Pewien wicemarszałek sejmu chce, by Polska nie była „teokracją z religią katolicką jako dominującą” , bo nie lubi, gdy uroczystości państwowe, szkolne, uczelniane i samorządowe zaczynają się od Mszy św. Nie należy mu się dziwić, bo przecież od wczesnej młodości jego umysł karmiony był treściami socjalistycznymi na partyjnych akademiach miejskich, powiatowych, wojewódzkich i centralnych. Mógł sobie to obrzydzić. Jego partia sprawowała rządy „monokratyczne”, coś na kształt teokracji, tylko z przenicowanym bogiem. Pan poseł SLD potrafi nawet zaskoczyć znajomością Biblii chrześcijańskiej: „Naszym celem jest przywrócenie w państwie normalności: cesarzowi, co cesarskie, Bogu, co boskie”. Wielu lewicowych przed nim działaczy posługiwało się tym cytatem, tylko żaden z nich nie chciał się przyznać wobec ludu pracującego, że cesarz i bóg to u nich jedno. Kiedy jednak parlamentarzysta mówi: „państwo powinno zapewnić wszystkim obywatelom równy dostęp do in vitro”, to trzeba postawić mu ważne pytanie – dlaczego swą edukację biblijną zakończył na jednym tylko cytacie? Gdyby głębiej wczytał się w Biblię, to wiedziałby, że decydować o „in vitro” znaczy rozstrzygać o cudzym życiu, a to jest wyłączną domeną prawdziwego Boga.


2009-11-22
WŁADZA JEZUSA-KRÓLA.
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Benedykt XVI zauważył dziś w południe, że wprawdzie ten tytuł od niedawna (1925r.) wprowadzony został do ostatniej niedzieli cyklu liturgicznego, to jednak źródła Chrystusowego królowania znajdujemy zapisane w Biblii. W Starym Testamencie ukazane jest odwieczne władanie Króla – potomka Dawida jako zapowiedzianego przez Boga Mesjasza. Nowy Testament streszcza wszystkie wypowiedzi o godności królewskiej Jezusa i pokazuje w apokaliptycznym obrazie Księgi Objawienia św. Jana. Chrystus jest Władcą królów ziemi, Alfą i Omegą, Bogiem Wiecznym i Wszechmogącym . Patrzę na te prerogatywy królewskie przez pryzmat obrazu ewangelijnego z Jezusem stojącym przed Piłatem. Jezus przyznaje: Jestem królem, ale nie z tego świata. A czym jest ta władza Jezusa – Króla? Ojciec św. i na to próbuje dać odpowiedź: „Nie jest władzą królów i wielkich tego świata; jest władzą boską dawania życia wiecznego, uwolnienia od zła, pokonania panowania śmierci. Jest władzą miłości, która potrafi czerpać dobro ze zła, zmiękczyć stwardniałe serce, przynieść pokój podczas najostrzejszego konfliktu, rozpalić nadzieję w najgęstszych ciemnościach”. Koniecznie muszę tu dodać jedno uszczegółowienie: Jezus ma władzę nad chorobą – bez dwóch zdań, jestem tego pewien!


2009-11-21
DOBRE WIEŚCI.
W katedrze wrocławskiej ks. abp Marian Gołębiewski celebrował dziś Mszę św. z okazji 14 rocznicy śmierci ks. Aleksandra Zienkiewicza. Pod koniec homilii ogłosił, że episkopat polski wyraził zgodę na rozpoczęcie przez Archidiecezję Wrocławską starań o „nihil obstat” u Stolicy Apostolskiej w sprawie ewentualnej beatyfikacji znanego i cenionego duszpasterza akademickiego, wrocławskiego „Wujka”. Na godzinę przed Mszą św. spora grupa dawnych czwórkowiczów rozważała tajemnice różańcowe przy grobie ks. Prałata. Na Mszy św. katedrę zapełnili nie tylko czwórkowicze wszystkich pokoleń, ale również ci, którzy kiedykolwiek spotkali Wujka na swej drodze życiowej. Na agapie u ss. marianek w ogromnej sali przy ul. Kard. Bolesława Kominka miejsca brakowało.
Tak wielkie zainteresowanie wrocławian bardzo mnie cieszy, bo wygląda na to, że Duch Święty rozpoczął swe nadprzyrodzone działanie dla wsparcia maleńkiej z początku grupy czwórkowych animatorów głęboko przekonanych o świętości życia ks. Aleksandra Zienkiewicza. Kilka dni temu otrzymałem telefon z wiadomością od sióstr zakonnych o tym, że „czwórkowicze wymodlili mi przez wstawiennictwo Wujka wyzdrowienie z choroby raka płuc”. Tak, wiem o tym – odpowiedziałem - bo od dłuższego czasu w naszym kościele obserwowałem na Mszy św. zawsze kogoś spod „Czwórki” zatopionego w modlitwie.


2009-11-20
JANOSIK W SPÓDNICY.
Krakowska lekarka, Ilona Rosiek-Konieczna, nękana była przez prokuraturę od dziesięciu lat za to, że ludziom bezdomnym i najbiedniejszym udostępniała leki, wypisując recepty na nazwiska kombatantów. Prokurator wyliczył, że w ten sposób zubożyła NFZ o całe sto tysięcy złotych. W środowisku mówiono o przestępstwie, ale liczono na łagodny wymiar kary. Wczoraj od rana jej podopieczni, a ma w swoim domu 30 osób bezdomnych i karmionych, pocieszali panią doktor i gorąco się modlili w jej intencji. I wymodlili! Pani sędzia Małgorzata Bartuzi umorzyła wreszcie sprawę, uzasadniając, że oskarżona dysponowała publicznymi pieniędzmi, ale tym biednym ludziom przede wszystkim dawała to, co sama miała: swoją emeryturę, czas i własne zaangażowanie . Oczywiście, prokuratura zapowiedziała apelację. A może by tak prokuratura zajęła się tymi, którzy mając władzę i publiczne miliony, doprowadzili do tak skrajnej sytuacji wielu współczesnych Polaków?


2009-11-18
NOWOCZEŚNI KUGLARZE.
Któregoś dnia w rozmowie z dojrzałym aktorem, mężczyzną w słusznym wieku, doznałem wręcz szoku. Z żalem w głosie skarżył się, że chyba już skończy swą karierę teatralną. Dlaczego? – zapytałem – przecież do jubileuszu trochę lat zostało… - Tak, zostało, ale ja, proszę księdza, nie będę pracował „w kloace”! Dosłownie tak się wyraził, a chodziło tu o nowego dyrektora i reżysera, który postanowił „nowocześnie i współcześnie” prowadzić teatr. Innym razem ze zdziwieniem zapytałem kolegę, wspaniałego artystę śpiewaka operowego: Dlaczego nie występujesz w „Królu Rogerze” Szymanowskiego, przecież miałeś śpiewać? Odpowiedź zaskoczyła mnie: jako katolik nie mogłem pozwolić na zszarganie mego dobrego imienia. – Jak to? Nie rozumiem. - Reżyser zaprojektował pewną scenę na sposób sprofanowanej Eucharystii, gdzie aktor włazi na ołtarz i wypija zawartość kielicha. Żeby nikt na widowni nie miał wątpliwości, że tu chodzi o Mszę świętą, reżyser niedwuznacznie nawiązał do znanego z telewizji obrazu pogrzebu papieża Polaka…. Zawsze cieszę się, gdy artyści nie zapominają o mnie. Pewna dama teatru, która pamiętając o dawnym duszpasterzu środowisk twórczych, przynosiła zaproszenie na premierę, tym razem, powiedziała, nie zapraszam księdza, bo tyle tam na scenie świństwa, że można torsji dostać. Nie wiedziałem dalej, na czym polega to „unowocześnianie i uwspółcześnianie” sztuki na deskach? Ale dziś w katolickiej prasie otrzymałem wytłumaczenie tej chorej kondycji teatru. „Drogi dramaturgów i reżyserów do kariery teatralnej bywają różne. Najszybsza i najskuteczniejsza wiedzie przez obrazoburstwo, szydzenie z Pana Boga, atakowanie Kościoła, brutalizm, wulgaryzm językowy, dewiację seksualną pasowaną na "normalność", degradację osobowości ludzkiej itp. Nie wspomnę już o naigrawaniu się z uczuć patriotycznych i agresywną krytykę polskości. (…) Coś takiego jak ‘etyczne hamulce’ dawno już przestało w teatrze funkcjonować” .
W rozmowach z aktorami ongiś współczułem narzekającym artystom na niską kulturę społeczeństwa polskiego omijającego przedstawienia teatralne. Niska kultura – ale czy tylko z jednej strony kurtyny?


2009-11-17
CIERPIEĆ.
„Cierpię bardzo, ale czuję, że mogłabym cierpieć jeszcze więcej” . Słowa te wypowiedziała piętnastoletnia Teresa z Lisieux. Święta! Jezus wie, jak bardzo mnie bolą te słowa.


2009-11-16
NIEOFICJALNA WIEŚĆ.
Dobra wiadomość przedostała się przez mury Watykanu: gremium kardynałów badających dokumenty dotyczące życia Jana Pawła II potwierdziło heroiczność jego cnót. Wiadomość, oczywiście, jest nieoficjalna, bo oficjalnie ogłosić tę wieść, potwierdzając jej autentyczność, ma prawo jedynie papież. Do wyznaczenia daty beatyfikacji Jana Pawła II potrzebne jest jeszcze stwierdzenie autentyczności cudu uzdrowienia francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona za przyczyną zmarłego Papieża. Dzisiejszy dzień wzywa więc oczekujących na beatyfikację do modlitwy i cierpliwości. Spontaniczne „santo subito”, mimo upływu prawie pięciu lat, musi jeszcze cierpliwie dojrzewać w sercach wierzących. W Polsce może to wydawać się niezrozumiałe, ale na Zachodzie czyha zbyt wiele politycznych i medialnych źródeł nienawiści do Kościoła, by roznieść na widłach każde potknięcie czy błąd w ocenia życia i działalności człowieka na Stolicy Apostolskiej. Nadal trzeba wspierać modlitwą wszystkich pracujących nad przybliżeniem daty beatyfikacji naszego Ojca Świętego.


2009-11-15
GOŚĆ Z WATYKANU.
Dzisiaj, w Święto Nauki Politechniki Wrocławskiej, uczestniczyłem w spotkaniu Senatu uczelni z kard. Zenonem Grocholewskim z Watykanu, prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego, mianowanym jeszcze przez Jana Pawła II w 1999 roku. Zaprosił mnie na to spotkanie sam rektor, pan prof. Tadeusz Więckowski. Zawsze spotykam się z jego sympatią i serdecznością bezpośrednią. W czasie mej choroby modlił się o zdrowie podczas solidarnościowej Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Modlił się i wymodlił – wraz z innymi przyjaciółmi.
Dzisiejsze spotkanie było bardzo kameralne i zupełnie nierozgadane. W krótkim słowie księdza kardynała spodobało mi się określenie - i pochwała jednocześnie - uczelni technicznej za to, że nie tylko kształci specjalistów, ale wychowuje ludzi. Mówca miał tu na myśli szerokie kontakty Politechniki Wrocławskiej ze środowiskami naukowymi humanistycznymi i katolickimi. Odpowiedzią wdzięczną Rektora i Senatu było podarowanie dostojnemu Gościowi obrazu z widokiem na Ostrów Tumski i Katedrę wrocławską oraz księgi pamiątkowej. Tę księgę podał wraz ze swoim słowem objaśniającym pan prof. Jan Kmita, niegdysiejszy rektor uczelni, nasz parafianin, i jak tu nie być dumnym?


2009-11-11
ŚWIĘTO OJCZYZNY.
Ojczyzna to dziedzictwo. Polska od tysiąca lat rośnie przekazywana i dziedziczona przez Polaków. Nic z tego, co się stało, nie sczezło, ani obróciło się w niebyt. Nawet, jeżeli odchodzi z aktualnej pamięci, to nie rozmywa się w morzu nicości. Co z Polaków się zrodziło, Polską pozostaje. Odkłada się z całym tworzącym pokoleniem nową warstwą historyczną bytu ojczyźnianego. Jest i tworzy fundament, na którym rodzą się, kwitną i owocują nowe pokolenia i ich dzieła. Każde pokolenie dziedziczy całą Polskę, a pokolenie odchodzące oddaje następnemu całą Polskę - wzbogaconą o własny twórczy trud.
Ojczyzna to bogactwo wszystkich pokoleń i „urobek” wszystkich Polaków. Kiedy szczycę się przed innymi narodami moją Ojczyzną, to przede wszystkim mam przed oczyma ludzi. Obcy będzie w Polsce szukał pamiątek architektury, sztuki, literatury, przyrody i przemysłu. Swój natomiast przede wszystkim widzi ludzi, wpatruje się w człowieka. Patrzy i dostrzega duszę polską. Ojczyzna to ludzie, ogromna wewnętrzna przestrzeń zmagań, upadków i zwycięstw.
Od Jana Pawła II, papieża – Polaka, uczę się Ojczyzny, mego dziedzictwa. Gdy woła do Boga o odmianę oblicza naszej ziemi, powierza Bożej Mądrości i Opatrzności swoją, czyli naszą wspólną Ojczyznę. Gdy woła do polityków, by stali się ludźmi sumienia, odkrywa najgłębszą troskę swego patriotyzmu. Gdy prosi młodzież, by nie zaprzepaściła tego, co Polskę stanowi, otwiera Ojczyźnie najlepszy sposób na zabezpieczenie przyszłości. Gdy całuje ziemię na lotnisku oddając cześć Ojczyźnie jako matce, której dłoń zawsze godna jest ucałowania, to wyraża wielkie uszanowanie dla matek i ojców „upracowanych” dla wspólnego dobra Ojczyzny. A gdy wypomina narodowe wady Polaków, ubolewa i wzywa Ojczyznę do pokuty. Jan Paweł II zawsze szuka drogi wyjścia ku dobru i znajduje ją niezmiennie w jedynym źródle, jakim jest Jezus Chrystus. Jego wezwanie skierowane do całego świata: Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi! zrodzone zostało w Ojczyźnie od tysiąca lat chrześcijańskiej.


2009-11-10
KLĘSKA TUDORA.
Ogłoszono w Watykanie konstytucję apostolską Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” na temat utworzenia w Kościele ordynariatu personalnego dla anglikanów w świecie. W ten sposób szesnastowieczny okrutnik angielski z dynastii Tudorów, król Henryk VIII, może obserwować z zaświatów klęskę swej krwiożerczej rewolucji kościelnej. W samej Wielkiej Brytanii konstytucję przyjęto z różnymi nastrojami. Katolicy cieszą się niepomiernie. Tradycjonaliści anglikańscy wtórują im, acz z pewnym umiarkowaniem. Natomiast hierarchia anglikańska obserwuje bieg wydarzeń na zimno, ale bez objawiania niechęci. Wielką radość Benedykt XVI sprawił wielu diecezjom anglikańskim na innych kontynentach, które już dawno prosiły Stolicę Apostolską o przyjęcie do pełnej wspólnoty z Rzymem. Dokument papieski jest klarowny i delikatny, całą sprawę rozwiązuje w duchu ekumenicznym, bez urażania drugiej strony. Jednocześnie nie ukrywa swego stanowczego sprzeciwu wobec święceń kapłańskich kobiet i sakry biskupiej mężczyzn homoseksualnych.


2009-11-09
OBALENIE.
W Berlinie wieczorem (w deszczu) świętowano dziś pamiątkę obalenia muru przed dwudziestu laty. Pomysł zabawy był arcyciekawy. Na miejscu dederowskiej granicy długości 160 km okalającej West-Berlin postawiono obok siebie wysokie na 2,5 m klocki domino. Wszyscy się doskonale bawili, gdy na dany znak pierwszy klocek został pchnięty przez pana Lecha Wałęsę, pierwszego przewodniczącego „Solidarności” i pierwszego prezydenta Polski po przewrocie ustrojowym. Klocki harmonijnie waliły się, kładąc następne. Pan Prezydent spełnił swoje symboliczne zadanie ze śmiertelnie poważną miną, nawet wtedy, gdy mówił o „dyrdymałach” polityków.


2009-11-07
OPCJA LAICKA.
Wielu polityków na kontynencie staje dziś głośno w obronie krzyża. Czyżby Europa się ocknęła?... Warto przypomnieć, że takiego ruchu nie można było zauważyć podczas nie tak dawnej debaty na temat preambuły – z Bogiem, czy bez Boga – w tzw. konstytucji europejskiej. Politycy leniwie, czy z ostrożności, a najpewniej z braku rzetelnej wiedzy historycznej, poparli opcję laicką lansowaną przez środowiska ateistyczne, lewackie i masońskie. To wtedy należało doprowadzić do sprecyzowania pojęcia i określenia dokładnych granic laickości! Trzeba było wtedy oświecić umysły całej lewicy prawdą dobrze znaną każdemu zdrowo myślącemu, że „laicki” nie równa się „ateistyczny”. Nie byłoby dziś dalszego ciągu ateizacji kontynentu.
Czy sędziowie w Strasburgu nie widzą, że krzyże we Włoszech i innych krajach Europy znaczą place, ulice i polne drogi, wzgórza i szczyty, kościoły, szpitale i historyczne czy współczesne budynki użyteczności publicznej? – Wiedzą doskonale i przewidywali w całej rozciągłości wszystkie argumenty używane dziś przez oponentów. Ten wyrok wcale nie wymagał od nich szczególnej politycznej odwagi. Trybunał Europejski wydał go na podstawie prawa ustanowionego przez polityków europejskich.


2009-11-05
SKĄD ZŁO?
Na godzinie biblijnej czytamy w grupie parafian Księgę Hioba. Jesteśmy przy pierwszych rozdziałach, a już koczują nam w głowach pytania: dlaczego zło? skąd zło? Bardzo szybko uczestnicy przeskakują w wyobraźni od Hioba siedzącego w popiele, odartego z wszelkiego posiadania, dotkniętego trądem, do czasów niedawnych. Tak łatwo na tym miejscu zobaczyć kogoś bliskiego, człowieka współczesnego zamkniętego w bunkrze głodowym czy w łaźni gazowej w Auschwitz. Smutne oczy (nieśmiało, jakby ukradkiem, skierowane ku górze) pytają: skąd tyle zła?... Kto funduje człowiekowi cierpienie? Dlaczego niewinne dzieci chorują na białaczkę i umierają? Czy komuś jest potrzebna ta śmierć? Jaki jest sens w dzieciństwie tracić życie, którego się jeszcze, tak naprawdę, nie doznało?... Na razie Elifaz z Temanu, pierwszy z trzech przyjaciół głównego bohatera, w mowie swej nie odważa się obciążyć Boga odpowiedzialnością za cierpienie. Jego po-bożne myślenie raczej kieruje się z podejrzeniem o grzech ku Hiobowi…
Będziemy dalej szli drogą wytyczoną przez autora Księgi Hioba - dużej miary artystę. Czy na końcu lektury, oprócz przyjemnych doznań literackich, poznamy wyzwalającą prawdę?


2009-11-04
ATEIZM.
Patrzę i oczom nie wierzę, czytając następne uzasadnienie wczorajszego wyroku wydanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka: „Wolność niewiary (wynikająca z wolności do wiary) nie ogranicza się do braku praktykowania lub nauczania religii, lecz rozciąga się także na symbole wyrażające jakąś religię lub ateizm”. Ten nonsens w ustanawianiu przez Trybunał zakresu działania ludzi wierzących wynika z niedokładnego przetłumaczenia tekstu, albo ten tekst jest dowodem na nieznajomość historii krajów środkowo-wschodniej Europy sprzed półwiecza. Przecież to reżimowi ateiści zrzucali krzyże z cerkwi i z kościołów, ze ścian klas szkolnych, sal szpitalnych i urzędów państwowych. A poza tym, ateizm zawsze żywi się niechęcią, jeżeli nie nienawiścią do religii, w Europie najczęściej do Kościoła. Literatura oświeceniowa aż pieni się i syczy takimi dowodami.
Jeżeli chce się stawiać na równi wiarę w Boga i ateizm, to wynik może być tylko: 1:0, ateizm jako wiara w nie-Boga jest absolutnie niezrozumiały. Tak więc twierdzenie, że wolność niewiary wynika z wolności wiary, jest „jak pięść do nosa”, nonsensem tyle jasnym co groźnym w konsekwencjach. Z wyroku Europejskiego Trybunału jasno wynika, że dla sędziów europejskich niczym są włoskie trybunały narodowe. W Strasburgu zawyrokowano przeciw orzeczeniom Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego Włoch.



2009-11-03
OBECNOŚĆ KRZYŻA.
Chcieli Europejczycy Unii Europejskiej, no to mają, ale z przychówkiem strasburskiego Trybunału. Twórcy Unii ani się domyślali, że zakładają krajom Europy pętlę na szyję. Wyroki Trybunału są niepodważalne i ostateczne. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dziś wydał wyrok nakazujący zdjęcie krzyży ze ścian w szkołach publicznych w całych Włoszech. W uzasadnieniu Trybunał napisał, że „obecność krzyża w klasie nie jest niezauważalna i jako taka łatwo jest uznawana przez uczniów za symbol jednej religii. (…) To może pomagać uczniom wierzącym, ale może zakłócać spokój uczniów-wyznawców innej religii lub ateistów, szczególnie, jeśli są w mniejszości”. I tu rodzi się tu kilka ważnych pytań.
W jaki sposób krzyż może zakłócać spokój uczniów-ateistów, skoro dla nich ten znak nic nie znaczy? Dlaczego Trybunał - wiedząc, że krzyż na ścianie w klasach „może pomagać uczniom wierzącym”- nie zadbał w swym wyroku o tych uczniów? Dlaczego krzyż uświadamiający miłość, a z niej wypływającą tolerancję i zachętę do pomocy ludziom cierpiącym, uznany został przez Trybunał jako niepotrzebny w procesie wychowania szkolnego? Dlaczego Trybunał EUROPEJSKI - nakazując likwidację krzyża w szkołach publicznych – nie widzi wspaniałej cywilizacji i kultury europejskiej budowanej od dwóch tysięcy lat przez ludzi spod znaku krzyża? Dlaczego Trybunał PRAW CZŁOWIEKA broni „mniejszości” przez atak na „większość”? Czy tak ma wyglądać racjonalna wykładnia rozumienia wolności europejskiej?


2009-11-01
OBCOWANIE ŚWIĘTYCH.
Pięknie aktualizował dziś uroczystość Wszystkich Świętych Benedykt XVI.
„Drodzy przyjaciele, jak piękne i pocieszające jest obcowanie świętych! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do „towarzystwa” duchowego, w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego służy wszystkim i odwrotnie – wspólne szczęście promieniuje na jednostkę. Jest to tajemnica, której w jakieś mierze zaznać możemy już na tym świecie, w rodzinie, w przyjaźni, a zwłaszcza w duchowej wspólnocie Kościoła. Niechaj Najświętsza Maryja pomoże nam podążać szybko drogą świętości i okaże się Matką miłosierdzia dla dusz zmarłych” .


2009-10-30
AUDIENCJA.
Trwam w dziękczynieniu. Jestem zdumiony ilością trafiających do mnie różnymi drogami ludzi, którzy cieszą się razem ze mną „zniknięciem raka”. Zachęcamy się nawzajem do dziękowania Panu Bogu, a równocześnie rośnie we mnie poczucie zadłużenia wobec wszystkich wypraszających żarliwie łaskę zdrowia dla mnie. Sam tego długu nie spłacę, nie mam możliwości. „Sprzedaję” go codziennie Chrystusowi Panu. Oczywiście, w modlitwach moich (coraz dłuższych) nie zapominam o lekarzach. Późną nocą klękam i patrzę uparcie w oczy Jezusowi (na obrazie) i dziękuję za każdego w białym kitlu postawionego na mojej drodze człowieka. Zwykle kończę taką audiencję, niestety, prośbami… Mam młodszego ode mnie towarzysza medycznej Odysei. Głęboko wierzę, że Łaska Pana czeka i na niego.


2009-10-27
OPTYMIZM.
Jan Paweł II przekazał sprawę schizmatyków do kompetencji nowej papieskiej komisji „Ecclesia Dei” zajmującej się całokształtem spraw związanych z tradycjonalistami . Ojciec św. Benedykt XVI w swej służbie całemu Kościołowi od początku kieruje się wielką troską o zbawienie wiernych. Dlatego przywrócił Mszę św. wg liturgii przedsoborowej dla tych, którzy tego pragną, kapłanów i wiernych świeckich. Drugi papieski krok potwierdzający troskę o zbawienie wieczne i o jedność z Kościołem jest zdjęcie ekskomuniki z czterech biskupów konsekrowanych nieprawnie przez abpa Lefebvre’a. Jednakże to nie oznaczało jeszcze włączenia ich z powrotem do Kościoła . Zachowanie się czterech biskupów Bractwa oraz mediów ujawniających negowanie holokaustu przez bpa Williamsona nie przysporzyło Ojcu św. dobrego samopoczucia. Pewnie najtrudniejszy dla Benedykta XVI był fakt, że niektórzy bpi katoliccy publicznie przyłożyli rękę do niesprawiedliwego obniżania autorytetu papieża w jazgocie lewicowo-liberalnych mediów.
Nie wiem, czy uprawniony jest optymizm w sprawie pojednania Bractwa z Kościołem, skoro duchowni synowie schizmatyckiego abpa nadal twierdzą, że nie ma mowy o przyjęciu nauczania Vaticanum II. Ojciec św. wiele nacierpiał się już od wrogów Kościoła. Myślę, że w tym leży tajemnica jego prawdziwego optymizmu, on ufa Chrystusowi, z którym najgłębiej człowiek jednoczy się właśnie przez cierpienie.


2009-10-26
SCHIZMA.
Rozmowa z lefebrystami dziś w Watykanie minęła gładko i przyjemnie. Co z tego wynika? – Jedynie do twarzy przyklejony uśmiech obowiązującego optymizmu. Stolica Święta deklaruje swą wiarę i ojcowską miłość, spodziewając się dobrej woli po stronie spadkobierców zbuntowanego francuskiego abpa Marcela Lefebvre’a , który wyszedł „trzaskając drzwiami” przed końcem obrad Soboru Watykańskiego II. Miał wtedy 60 lat. Zarzucał Pawłowi VI i ojcom soborowym, że pod wpływem liberałów i modernistów zdradzili tradycję nauczania Kościoła. Abp pokazał, że nie zasypia gruszek w popiele. Doprowadził do powstania w 1970 roku Kapłańskiego Bractwa św. Piusa X, a rok później założył w Ecône w Szwajcarii seminarium duchowne, w którym kształci się do dziś kandydatów do kapłaństwa w duchu tradycji „przedsoborowej”. Święcenia kapłańskie udzielone bez zgody miejscowego bpa diecezji są ważne, ale niegodnie udzielone i nakładają na biskupa i na neoprezbiterów zakaz sprawowania czynności kapłańskich. Abp Lefebvre tym się nie przejmował, podróżował po Europie i Ameryce szukając zwolenników Mszy św. „trydenckiej”, w języku łacińskim. Jednocześnie wysyłał swych przedstawicieli na rozmowy ze Stolicą Apostolską w celu rozwiązania konfliktu. Żadne z tych spotkań nie przyniosło spodziewanego rozwiązania. W roku 1988 abp udzielił bez zgody Jana Pawła II sakry biskupiej czterem kapłanom z Bractwa. Stolica Apostolska określiła ten czyn jako schizmatycki i przestrzegała wiernych przed udziałem w „schizmatyckiej działalności abpa Lefebvre’a” . Na wieść o schizmie 320 kapłanów opuściło abpa Lefebvre’a i założyło własne Bractwo Kapłańskie św. Piotra, rychło zatwierdzone przez Stolicę Apostolską. W roku 1991 zmarł 86-letni abp Marcel Lefebvre.



2009-10-24
KONKLUZJA.
Przez Polskę w tym tygodniu przepłynęła rzeka pięknych słów, podniosłych oświadczeń i uroczystych uchwał w różnych, wielkich i małych, gremiach społeczno-politycznych. Co dziwniejsze, nie było słychać zniechęcających czy studzących patriotyczne emocje odzywek ze strony spadkobierców ideowych PZPR-u. Można by podejrzewać, że był to tydzień uroczystej poprawności politycznej. A jednak niekoniecznie! Od tych podejrzeń ratuje głos z Włocławka. W tamtejszym seminarium duchownym odbyła się sesja naukowa poświęcona osobie zamordowanego Duszpasterza ludzi pracy. Ks. Antoni Poniński, mówiąc „O śmierci księdza Jerzego Popiełuszki po 25 latach", konkludował następująco: „Ksiądz Jerzy, głosząc szacunek dla ludzkiego życia, prawdę o krzyżu i miłość bliźniego -za co stracił życie- otaczany był przez artystów, dziennikarzy i działaczy. Gdy dziś stali się oni politykami, opowiadają się przeciw wartościom, których ks. Jerzy nauczał. - A gdyby ks. Jerzy dziś żył, czy za to, co głosił, nie byłby znów odrzucany tym razem przez tych, którzy z nim byli, czy nie zostałby nazwany przedstawicielem ciemnogrodu i działającym przeciw człowiekowi klechą?”. Oczywiście, że nie wszyscy artyści, dziennikarze i działacze odwrócili się tyłem do młodego kapłana, ale - także w uroczystej chwili - trzeba mówić wyraźnie o ciemnej stronie księżyca.


2009-10-21
UCHWAŁA.
Przed rokiem poseł Antoni Błądek (PiS) wygłosił z mównicy sejmowej gorące oświadczenie: „Wysoka Izbo! Fakt, że po 24 latach od zabójstwa Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki nie możemy wskazać odpowiedzialnych za tę zbrodnię, powinien napawać nas wszystkich wstydem. Nieudolność wymiaru sprawiedliwości w wolnej i demokratycznej Polsce, za którą życie oddał ksiądz Jerzy, jest kolejnym bolesnym faktem w tej historii. Wyrażam nadzieję, że prawda, o którą walczył ksiądz Jerzy Popiełuszko, zostanie ujawniona, a osoby odpowiedzialne za brutalne zgaszenie płomienia wolności, który płynął z ust i serca księdza Jerzego, staną przed wymiarem sprawiedliwości”.
Po roku czasu naród – czekając w dalszym ciągu na czyn sprawiedliwości – otrzymał sejmową uchwałę: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnąc uczcić pamięć męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, uprowadzonego i zamordowanego 25 lat temu przez aparat Służby Bezpieczeństwa PRL składa hołd temu wielkiemu człowiekowi. Jego życie było darem dla historii Polski, najpełniej wyrażonym słowami św. Pawła „Zło dobrem zwyciężaj". Ksiądz Jerzy Popiełuszko uczynił je przesłaniem swoich homilii, wielu przedsięwzięć duszpasterskich, a dla nas wciąż pozostają one aktualnym wezwaniem. Ksiądz Jerzy Popiełuszko jako nieustraszony orędownik prawdy i wolności nawoływał, że „tylko życie w prawdzie daje wewnętrzną wolność". Sejm RP wyraża uznanie dla inicjatyw upamiętniających piękne i jakże krótkie życie mądrego i odważnego człowieka, kapelana Solidarności. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że ksiądz Jerzy Popiełuszko swoją postawą dobrze zasłużył się Polsce, a pamięć Jego męczeńskiej śmierci pozostanie w naszych sercach”.
„Słowa, słowa, słowa, słowa…”.Tak powiedział Poeta. A mój kolega, niepoprawny humorysta, parsknął mi dzisiaj w twarz: „Ha, ha, ha, zaśmiałem się z pamięci”.


2009-10-19
ZZA GROBU.
Podczas uroczystej Eucharystii przy grobie sługi bożego ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie pan Prezydent RP Lech Kaczyński przekazał na ręce matki ks. Jerzego, Marianny, Order Orła Białego pośmiertnie przyznany męczennikowi – kapelanowi „Solidarności”. Po II wojnie światowej w roku 1993 - gdy Order znowu stał się najwyższym honorowym odznaczeniem w Polsce - pierwszym udekorowanym był Ojciec św. Jan Paweł II. Rok później Order Orła Białego otrzymał pośmiertnie Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Dziś szeregowy ksiądz, męczennik za wiarę w Jezusa Chrystusa i odważny patriota, dorównał największym synom polskiej ziemi. Przez 25 lat ks. Jerzy Popiełuszko „pracował” zza grobu, aby Polska była Polską, ojczyzną wolności i honoru. W homilii metropolita warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz powiedział z nadzieją: „Chcielibyśmy bardzo i o to się modlimy, aby papież Benedykt XVI (…) dał nam błogosławionego męczennika, księdza Jerzego Popiełuszkę”. Dziś także podczas sympozjum „Droga do świętości” postulator procesu beatyfikacyjnego (rozpoczętego w 1997 roku) pocieszył: „Sprawa ks. Jerzego nabrała przyspieszenia w Watykanie po liście postulacyjnym biskupów polskich do papieża Benedykta XVI we wrześniu ubiegłego roku…”.
Najbardziej przekonującą w całej tej jubileuszowej gadaninie na temat Sługi Bożego była pani Marianna Popiełuszko (rocznik papieski, 1920). Chętnie odpowiadała na pytania. Jej odpowiedzi świadczą o prostej i głębokiej wierze: „- Jak to jest być Mamą męczennika? – Ten dowie się, kto przeżyje. Trzeba przyjąć wolę Bożą. – Nie miała Pani nigdy żalu, pretensji do Pana Boga? – Przecież w Jego mocy wszystko. Widocznie wola Boża taka była. Bóg sam wybiera na męczennika (…) – Czy było trudno przebaczyć mordercom? – Nie, bo to nie są moje sądy. Sądy będą Boże(…) - Pani Marianno, modli się pani do księdza Jerzego? – Ja modlę się do Boga. – Ale za przyczyną Sługi Bożego? – Nie „dokuczam” mu, bo ludzie mają pilniejsze sprawy, a on wie, czego mi trzeba, to i sam uprosi u Boga…”.


2009-10-18
KAPŁANI.
Kończy się niedziela, która umieszczona jest pośrodku między dwoma znaczącymi i tragicznymi wydarzeniami w Kościele i w Polsce. Oba wydarzenia dziś, po wielu latach, jawią się wyraźnie jako nacechowane stygmatem cierpienia. W piątek minęła 31 rocznica konklawe, z którego niespodzianie objawił się światu polski Papież. Człowiek, który służył Kościołowi swoim życiem i swoim bolesnym umieraniem. W poniedziałek natomiast minie ćwierć wieku od tragicznego finału w dzielnym oporze ks. Jerzego Popiełuszki, który stał się widomym „znakiem” Kościoła w Polsce wobec zdeprawowanej władzy PRL-u. Męczeńska śmierć kapelana „Solidarności” wstrząsnęła sercami tych rodaków, którzy – mimo wszystko – nie wierzyli, że Polak może targnąć się na życie drugiego Polaka. Władza, która w rządzeniu narodem bezwstydnie posługiwała się kłamstwem, nie mogła znieść obecności młodego człowieka, który bez lęku ukazywał prawdę. Obaj kapłani – papież w zlaicyzowanym świecie i kapelan w skomunizowanym kraju – w sposób prosty i niedwuznaczny opowiadali się za Chrystusem, który jest drogą, prawdą i życiem. Obaj byli sobie nawzajem potrzebni. Księdzu Jerzemu potrzebny był Ojciec święty jako najwyższy autorytet brzydzący się wszelkim, nie tylko politycznym, kłamstwem i który upominał się w świecie o los najsłabszych. Janowi Pawłowi II był potrzebny ksiądz z Polski, aby „na żywo” przed światem zdzierać maskę bezbożnych „obrońców” człowieka i jego wolności. O, jakąż wielką pociechą była dla kapelana „Solidarności” (i dla wszystkich księży walczących z paskudztwem i zaprzaństwem komunistycznej tuby medialnej) wiadomość z Watykanu, że Ojciec św. przekazuje Księdzu Jerzemu różaniec, że wspiera swą modlitwą.
Dziś w świetle tych rocznic, gdy tuba medialna zmieniła jedynie nazwę, ci dwaj kapłani ostrzegają nas przed urokiem sytego (przecież tylko dla niektórych!) liberalizmu. Przypominają, gdzie jest prawda, gdzie droga i gdzie życie.


2009-10-17
BOSKIE NATCHNIENIE.
Czas wyboru Polaka na Stolicę Piotrową był niezwykłym czasem, niósł ze sobą głęboką i gruntowną przemianę, odmienił los milionów zakładników Europy zniewolonych, zakneblowanych i zaczadzonych w sowieckim imperium. Lapidarnie ten czas i jego Boży owoc scharakteryzował intelektualista francuski André Frossard w rozmowach z Janem Pawłem II. „Nikt nie przypuszczał, że ten wojujący system, okrutna namiastka religii przebrzmiałych lub zajętych wyłącznie tym, aby połączyć stare kanały obrzędowe z wielkim ściekiem marksistowskim, miał się wkrótce rozpłynąć, a następnie z przerażającą szybkością zniknąć bez użycia jakiejkolwiek widzialnej siły.
W tych warunkach wybór Papieża pochodzącego z drugiej strony ideologicznej granicy Europy, z kraju trzykrotnie dzielonego na kawałki, usuwanego z map, uciskanego, pozbawionego innej broni poza modlitwą i nadzieją, był aktem profetycznym.
Ci, którzy dzisiaj nie dostrzegają, że ten wybór miał wtedy coś z boskiego natchnienia, nie zrozumieją nic z tego, co się dzieje w niebie ani na ziemi, a znaki będą się na próżno mnożyły nad ich głowami (…)”.


2009-10-16
STRUMIEŃ.
Czas biegnie, wręcz przeskakuje dekady jak kozica przez górskie żleby i rozpadliny. To już trzydziesta pierwsza rocznica pamiętnego konklawe, które zaowocowało wiekową, ale jakże nową, formułą z loggi św. Piotra: „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam! … Dominum Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae cardinalem Wojtyła”. Dech zaparło światu, dosłownie. W Polsce ta wiadomość powoli i z niedowierzaniem rozwijała się jak świt nowego, słonecznego dnia. Kraków najpierwszy, bo już nocą, rozbłysnął na Rynku spontaniczną radością. Poczęła się nowa epoka, której nadano imię: Jan Paweł Wielki.
Mam przed oczami ostatni poemat polskiego Papieża, Tryptyk Rzymski. Jakże nie zajrzeć dziś do tego świadectwa, a nawet testamentu, pozostawionego Ziemi przez kogoś, kto już mieszka w Niebie. Czytam: „Jeśli chcesz znaleźć źródło, / musisz iść do góry, pod prąd. / Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj (…)”. Te słowa docierają nie tylko do uszu, jak wykład nauczyciela, one budują obraz człowieka mocującego się z tajemnicą. Oto wędrowiec doświadczony, zna góry, las i przepływające potoki, zna trud wspinaczki i nakaz przedzierania się. Ale też wie, po co się idzie w góry. Człowiek myślący nie daje się zauroczyć pięknu przepływającego, zmieniającego się nieustannie leśnego strumienia. On potrafi patrzeć w odwrotnym kierunku i szukać źródła. Człowiek myślący wie, że źródło jest, musi być! Czasem oddalone wysoko, ukryte w gęstwinie, ale jest. Źródła trzeba szukać, nie żałując włożonego wysiłku i ofiarowanego czasu. Bywa, że trzeba głośno wołać: „Gdzie jesteś, źródło?... Gdzie jesteś, źródło?!” A kiedy indziej pośrodku ciszy pokornie prosić: „Strumieniu, leśny strumieniu, / odsłoń mi tajemnicę / swego początku!”.
Noc już spłynęła na wszystko dokoła. Święta księżna Jadwiga, patronka dnia konklawe, żegna się ze mną ciepło. Światło lampy maluje na biurku kolorową plamę, w środku której jarzą się i pulsują dwa słowa: TRYPTYK RZYMSKI. Jest zupełna cisza, nawet strumień się zatrzymał.



2009-10-15
NA KOLANACH.
Zapytał mnie ktoś bliski: wierzysz w ten cud w Sokółce? Pytanie przygwoździło mnie na chwilę, musiałem się zastanowić. Tu można tylko wierzyć. Rozum staje bezradny, doprowadzony do końca swych możliwości. Jeżeli bowiem nikt nie podmienił badanej hostii, jeżeli dwaj profesorowie – specjaliści, osobno i nie wiedząc nic o pochodzeniu badanego materiału, uczciwie i bez dwóch zdań orzekli, że to nie jest drobina białego, niekwaszonego chleba, lecz wycinek ludzkiego serca (który zabarwił korporał czerwienią), to cóż tu może powiedzieć rozum? Może jedynie zatrzymać się uczciwie i z pokorą powiedzieć: NIE WIEM. W tej chwili zawodowi specjaliści watykańscy dokonują dalszych, bardzo szczegółowych badań, użyją wszelkich najnowszych metod naukowych i… będzie to trwało bardzo długo. Ale w końcu powiedzą jedno: przemiana chleba w tkankę mięśnia sercowego nie mogłaby się wydarzyć bez nadprzyrodzonej mocy. Cud jest to wejście działającego Boga w rzeczywistość ludzką. Aby to pojąć, potrzeba nam wiary. Dla cudu w Sokółce potrzeba naszych zgiętych kolan przed Najświętszym Sakramentem.


2009-10-14
KURIA.
Kuria Metropolitalna Białostocka informuje, iż zakończyła swoje prace Komisja Kościelna, powołana przez Księdza Arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego (dnia 30 marca 2009 roku) do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokółce. Przebadała ona świadków wydarzeń i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygląda następująco: 1. Dnia 12 października 2008 roku księdzu udzielającemu Komunii św. wypadł z puszki Komunikant. Podniósł go i umieścił w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy św. przeniesiono zawartość vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii. 2. Dnia 19 października 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamę, sprawiającą wrażenie krwi. 3. Dnia 29 października 2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia Komunikant wyjęto z wody i położono na korporale w tabernakulum. 4. Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikanta pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: "przysłany do oceny materiał (...) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (...) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina".
5. Komisja ustaliła, że Komunikant, z którego została pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.
Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. […]
Białystok, dnia 14 października 2009 r.


2009-10-13
BEZ KOMPLEKSÓW.
Nie trzeba już ze wzruszeniem ramion pytać, czy po wizycie Benedykta XVI w zateizowanych Czechach pozostanie jakiś ślad. Jest ślad umocnienia, i to wcale niemały, międzynarodowy. Dziś biskupi czescy wydali oświadczenie, w którym potępiają ograniczanie suwerenności Litwy przez Parlament Europejski. Pamiętamy to wrześniowe, wprost bezczelne, żądanie eurodeputowanych, aby Sejm Litwy zrewidował swą ustawę z 14 lipca br. o ochronie dzieci i młodzieży przed anty wychowawczym wpływem informacji publicznych propagujących relacje poligamiczne, biseksualne i homoseksualne. Każdy, kto nie stracił zdolności używania rozumu, wie doskonale, że o trudnych i wstydliwych sprawach człowiek dowiaduje się naturalnie w miarę upływu lat, wraz z rozwojem osobowościowym. To przecież czysty faryzeizm i ewidentne kłamstwo, że coraz wcześniejsze rozpoczynanie życia seksualnego nastolatków bierze się z niewiedzy na temat płciowości. Wprost przeciwnie, ten zatrważający postęp degradacji duchowej wśród sporej populacji młodzieży ma swój początek w nagłaśnianiu, pokazywaniu i promowaniu bezwstydu erotycznego. Młody, dorastający człowiek nie ma jeszcze na tyle siły ducha w sobie, by bez pomocy mądrego autorytetu zapanować nad budzącymi się popędami i sensownie lokować uczucia. Najpierw trzeba młodych nauczyć widzieć wartości duchowe i poznać obowiązek odpowiedzialności za tę delikatną i wspaniałą sferę życia ludzkiego, następnie dopiero poznawać i doznawać wartości ciała. Brawo więc dla Episkopatu Czech, który bez kompleksów ustawia ład w myśleniu europarlamentarzystów, oświadczając: „Do kompetencji organów unijnych nie należy stawianie przeszkód poszczególnym państwom w pełnieniu tych zadań, gdyż zdrowy rozwój dzieci i młodzieży jest warunkiem dalszego istnienia poszczególnych narodów naszego kontynentu”.

2009-10-12
PRZYJACIELE.
Gdy rzeczpospolita kolesiów rodzi korupcyjne afery jedną po drugiej, w tej samej Polsce, ale na zupełnie innym poziomie, dzieją się sprawy wysokiej klasy i niebywałej piękności. Gdy w Warszawie odbywa się strącanie partyjnych kolesiów z wysokich stołków, w Imielnicy podczas niedzielnej Mszy świętej ks. bp Roman Marcinkowski dziękuje ludziom za ich autentyczną, niekłamaną przyjaźń: "Trzeba takich uroczystości, żeby zobaczyć, że w Płocku jest tak dużo wielkich, szlachetnych ludzi, którzy kochają i nie żądają żadnej zapłaty". W tym roku kapituła prestiżowego konkursu „Jesteś Przyjacielem” nagrodziła pięcioro wolontariuszy pięknymi statuetkami. Wszyscy oni bezinteresownie służyli innym, ukazując głębię swego serca. Najmłodszy z nich, Mateusz Rakowski ma zaledwie 14 lat. O jego przyjaźni dał świadectwo rówieśnik, Łukasz Ferszt, na wózku inwalidzkim. W liscie „laudacyjnym” napisał: „Mateusza poznałem 6 lat temu i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Chodzimy razem do gimnazjum, w którym jest dużo barier architektonicznych. Mateusz bardzo pomaga mi w ich codziennym pokonywaniu; wnosi na I i II piętro mój wózek i plecak, pakuje książki, przynosi ławki do klasy, zajmuje się mną w czasie przerwy. Potrafi mnie ubrać, przenieść, wie, na czym polega moja choroba i umie odpowiednio reagować. Gdy jestem chory, tylko on o mnie pamięta, odwiedza mnie w szpitalu, przynosi lekcje. Mateusz jest bardzo odpowiedzialny. Nigdy nie dał mi odczuć, że jestem niepełnosprawny”.



2009-10-10
NIE DO WIARY.
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów straciło pewność, spokój i cierpliwość. Reagując na szerzącą się „gminną wieść”, że mała Hostia zmieniła się w tkankę ludzką, złożyło do Prokuratury Rejonowej w Sokółce oficjalne doniesienie o popełnieniu przestępstwa zbezczeszczenia ludzkich zwłok. Swój donos stowarzyszeni wolnomyśliciele wywodzą z założeń ateistycznego światopoglądu. Ich zdaniem "mało prawdopodobnym wydaje się, że wspomniane fragmenty mięśnia sercowego należą do żydowskiego proroka ukrzyżowanego dwa tysiące lat temu". [Gazeta Pomorska, 3.10.2009r.] No i masz, babo, placek! Jak nie narzekania na dyskryminację mniejszości ateistów w Krakowie, to znów w Sokółce wywracanie kożucha na lewą stronę. Tak czy inaczej, pewności serca w tych działaniach nie widać.



2009-10-09
CUD.
Od kilkunastu dni o Sokółce, 20-tysięcznym miasteczku na Podlasiu, mówi się dużo w Polsce i z wielkim zainteresowaniem. Jedni mówią o cudzie i wybierają się na pielgrzymkę, inni doradzają czekanie, bo przecież jeszcze Kuria Białostocka nie wyraziła swego zdania. Wydarzenie miało miejsce rok temu w kościele św. Antoniego podczas udzielania wiernym Komunii świętej. Kapłan podając do ust Ciało Chrystusa miał nieszczęście upuścić na posadzkę jedną małą Hostię. Podniósł ze czcią i umieścił obok tabernakulum w specjalnym naczyńku z wodą, gdzie postacie konsekrowanego Chleba powinny się rozpuścić. Komunikant tracąc cechy chleba przestaje być sakramentalną postacią Ciała Pańskiego. Ale stało się coś niesłychanego! Na małej Hostii (zanurzonej przecież w wodzie!) zauważono czerwoną plamkę. Na zlecenie ks. abpa Ozorowskiego zbadali tę „rzecz” dwaj specjaliści (każdy z osobna i bez znajomości źródła pobrania) z Uniwersytetu Medycznego. Wynik tych badań zaskoczył nie tylko ks. arcybiskupa. Coraz głośniej mówi się o „cudzie eucharystycznym”. Mądrzy ludzie radzą czekać na urzędowy głos Kościoła. Czekam więc razem z innymi cierpliwie i nie bez zadumy.



2009-10-08
NADZIEJA.
Właśnie teraz, po zainteresowaniu się niusami z Radia Watykańskiego na temat Medjugorje, listonosz przyniósł książkę włoskiego dziennikarza, Antonia Socci „Tajemnice Jana Pawła II”. Kartkując trafiłem na wywiad autora z Mirjaną, „wizjonerką” z Medjugorje. Czytam i oczy przecieram (tym razem z radością). W lipcu 1987 roku Chorwaci pielgrzymowali do Rzymu. Na specjalne życzenie Jana Pawła II Mirjana została zaproszona do Castelgandolfo na prywatną audiencję. Zauroczona była wiarą, jaka promieniowała z twarzy Ojca św. ”W jego spojrzeniu widać było, że to święty. Oczy błyszczały mu, kiedy mówił o Maryi, był rozmiłowany w Dziewicy”. Mirjana w rozmowie z Ojcem św. nie mogła słowa wykrztusić ze wzruszenia, ale zapamiętała dokładnie to, co Jan Paweł II powiedział do niej: „Gdybym nie był papieżem, już dawno pojechałbym do Medjugorje. Ale nawet jeżeli nie mogę pojechać, wiem wszystko i śledzę wszystko, co się tam dzieje. Chrońcie Medjugorje. Jest nadzieją świata”. Cieszą mnie te papieskie słowa sprzed 22 lat, ale jednocześnie nie może radować, choć wygląda na uzasadnioną, obecna decyzja ordynariusza Mostaru. Werdykt biskupi ograniczający ruch pielgrzymkowy uderza w tysiące rozmodlonych i pokutujących pątników z całego świata... W zakończeniu wywiadu Mirjana konstatuje: „Mam nadzieję, że ci co mają władzę w Kościele, zechcą pozwolić, aby ludzie przyjeżdżali i nawracali się(…)”.
- Gdzie leży prawda? – W sercu Maryi. Cierpliwości!


2009-10-07
OWOC.
O maryjnych objawieniach w Medjugorje myślałem pozytywnie, oglądałem film z „wizjonerami”, słuchałem opowieści pielgrzymujących Polaków do Hercegowiny, śledziłem różne wypowiedzi i przesłania. Pojawiającymi się od czasu do czasu kontrargumentami, że przecież Kościół wciąż nie potwierdza nadprzyrodzoności tych wydarzeń, nie przejmowałem się zbytnio, przecież „młyny kościelne mielą powoli”. Po 28 latach przyzwyczajenia się do jasnego słowa „Medjugorje” decyzja bpa Ratka Perića o zamknięciu kościoła pielgrzymkowego i zakaz organizowania tam rekolekcji spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. – Dlaczego? Odpowiedź padła z kurii biskupiej. Okazuje się, że Tomislav Vlašić, były franciszkanin, który opiekował się grupą wizjonerów i promował kult objawień z Medjugorje, popełnił szereg błędów doktrynalnych i wykroczeń przeciwko dyscyplinie kościelnej. Został za to wydalony z zakonu i ze stanu duchownego z zakazem publicznego wypowiadania się na tematy religijne. Oczywiście, Chrystus powiedział: „Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron”(Łk 6,44). Nie da się pogodzić autentycznej czci Maryi z nieposłuszeństwem Kościołowi jej Syna. Ale czy z całą pewnością te słowa można odnieść tylko do tej osoby? Myślę ze smutkiem o tym zawirowaniu, jakże odmiennym, niż działo się to w Lourdes. Ciekawi mnie, co zrobił eks-franciszkanin z różańcem? Wcześniej przecież zawsze miewał go w ręku. Dlaczego modlitwa nie powstrzymała go przed błądzeniem? Matko Boża, Królowo Różańca świętego, nie opuszczaj tego niemłodego już człowieka.


2009-10-06
JEDNO SŁOWO.
Dziś zrozumiałem panią Wandę Półtawską, która na wieść o swym uzdrowieniu z choroby nowotworowej stanęła bezradna. Nie mieściło się to w jej głowie, chociaż była głęboko wierzącym człowiekiem. Cud uzdrowienia jest czymś tak dalekim od zwykłego postrzegania zjawisk fizycznych, że musimy „przymuszać” nasze myślenie do przyjęcia prawdy.
Dziś po kontroli rentgenowskiej w szpitalu uważnie wpatrywałem się razem z lekarzem w kliszę czarnobiałą i nagle doktor powiedział: nie ma guza! Nie rozumiejąc, tego co mówi, patrzyłem dalej: rzeczywiście, ani śladu! Mój rak –przypomniałem sobie dawne pytanie – potrafi chodzić do tyłu, wycofał się zupełnie. Jeszcze nie umiem tego objąć całkowicie myślą, ale jestem mocno wzruszony. Widzę i czuję, i śpiewam tylko jedno słowo: dziękuję.


2009-10-05
KARUZELA.
Znowu afera polityczna w kraju, afera rządowa. Media kręcą korbą sensacji i napędzają kolorową karuzelę. Coraz szybciej i szybciej, coraz więcej podejrzeń i niewiarygodności. Kręci się bez hamulca koło demonicznego egoizmu i prywaty. Z okienka TV wychylają się twarze czerwone i głęboko zbrużdżone, z kroplami potu słonego - tak smakuje strach. Dłonie, które zgarniały wielką kasę, teraz wyraźnie drżą. Czy nie ma nikogo radosnego w tym wesołym miasteczku? Oczywiście, że jest. Dyrekcja zatrudniła na pełny etat dwóch klownów.
Tymczasem tutaj potrzeba człowieka wysokiej klasy, który na widok wielkich pieniędzy nie traci równowagi. Potrzeba duchowej mocy. Wierzę, że dzisiejsza patronka dnia, św. Siostra Faustyna, adorując Boga w Niebie, modli się za Polskę. Przywołuję echa z krakowskich Łagiewnik, gdzie przed siedmiu laty Jan Paweł II – konsekrując sanktuarium Bożego Miłosierdzia – krzepił świat nadzieją: „Gorąco wierzę, że ta nowa świątynia pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Będą przychodzić tu z ufnością, jaka towarzyszy każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga - tej miłości, której największy grzech nie zdoła przezwyciężyć. Tu w ogniu Bożej miłości ludzkie serca pałać będą pragnieniem nawrócenia, a każdy, kto szuka nadziei, znajdzie ukojenie”.

2009-10-04
PRZYPOWIASTKA.
W dniu dzisiejszym ze szczególnym pokłonem staję wobec św. patrona dnia, Franciszka z Asyżu. Kochał i opiekował się zwierzętami, rozmawiał z nimi, bo widział przez nie Stworzyciela całej natury. Jego pojmowanie przyrody prowadziło go do nadprzyrodzonej miłości ludzi i Boga. Bratał się z całym światem stworzonym, bo czuł się bratem całego stworzenia i dzieckiem Boga. Dziś jednak nie tylko zielonym i różnej maści ekologom przypomnieć chcę przypowiastkę Juliana Ejsmonda:
„Pytano się raz ptaka, co bujał w lazurze,
czy jest z lewa czy jest z prawa?
‘bo to bardzo ważna sprawa…’
Odparł na to: ‘Jestem w górze’…”
Pamiętam z dawna, jak Prymas Tysiąclecia mówił z ambony do Polaków o orłach, które nie pełzają, lecz wysoko unoszą się nad Tatrami. Ks. Jerzy Popiełuszko także używał tego porównania, a mówił do ludzi walczących o wolność i o państwo prawa. Dziś dla uczczenia św. Franciszka, miłośnika ubóstwa i prawości, tę przypowiastkę przypominam obecnym twórcom i stróżom prawa.


2009-10-03
DEDYKACJA.
Wszystkim dziś w Polsce: i mądralom medialnym, i zagubionym odbiorcom, szukającym światła po wyroku sądu katowickiego, dedykuję słowa Jana Pawła II wygłoszone na Błoniach w Krakowie podczas beatyfikacji abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego:
„Oto przykład duszpasterskiej posługi, który dziś w szczególny sposób pragnę powierzyć moim braciom w biskupstwie. Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliński patronuje waszym wysiłkom mającym na celu tworzenie i realizację duszpasterskiego programu miłosierdzia. Ten program niech kształtuje wasze zaangażowanie w życie Kościoła, a także w życie społeczne i polityczne na arenie narodowej, europejskiej i światowej. W duchu tak pojmowanej miłości społecznej arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły - często kierujące się fałszywą ideologią wolności - starają się ten teren zagospodarować dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda krzyża Chrystusowego”.

2009-10-02
APEL ARTYSTÓW.
Stu „znanych” artystów USA i Europy, domagając się uwolnienia Romana Polańskiego, podpisało apel, w którym można przeczytać na samym początku:
„Dotarła do nas zdumiewająca informacja o zatrzymaniu Romana Polańskiego przez szwajcarską policję 26 września, gdy pojawił się w Zurychu (Szwajcaria) aby wziąć udział w festiwalu filmowym, na którym miał odebrać nagrodę za swój wkład w kinematografię.Jego zatrzymanie wynika z wydania przez Stany Zjednoczone nakazu w 1978 roku przeciwko filmowcowi, w sprawie o obrazę moralności”.
Zdumienie artystów bierze się stąd, że złamana została wolność i bezpieczeństwo festiwalu międzynarodowego, że w życie wielkich artystów odważyła się wtargnąć policja, że pogwałcono tradycję neutralności europejskiego kraju i wielkiej miary artystycznego wydarzenia, że największemu reżyserowi grozi ekstradycja do USA, gdzie czeka na niego rozprawa sądowa, która może odebrać mu wolność. Na koniec apelu stu podpisanych artystów (a z nimi także producenci filmowi i technicy) chce, aby aresztowany reżyser wiedział, że ma ich poparcie i przyjaźń.
Polska opinia publiczna także mogła usłyszeć niedawno rodzime autorytety świata aktorskiego (mocno podstarzałe), stające w obronie wolności (a nawet niewinności) pana Polańskiego. Tymczasem prawo stanu Kalifornia w USA uparcie obstaje przy swoim: że wolności, ani niewinności nie można szukać w ucieczce przed rozprawą sądową.


2009-10-01
INAUGURACJA.
Uczestniczyłem dziś w inauguracji roku akademickiego Politechniki Wrocławskiej. Zwykle otrzymuję zaproszenie i to wywołuje moje ukontentowanie. Ale od dwóch lat korzystam z zaproszenia niejako z obowiązku, bowiem stare więzy międzyosobowe z okresu stanu wojennego zaowocowały nominacją na kapelana „Solidarności” PWr. Dziś jednak miałem dodatkową satysfakcję, gdyż mój szef, ks. abp Metropolita, był udekorowany medalem PWr i wygłosił w auli wykład inauguracyjny. Oczywiście, przy takiej okazji nikt inny nie mógł wygłosić laudacji, jak tylko mój przyjaciel serdeczny, prof. Andrzej, który świetnie się znajduje w każdym znakomitym towarzystwie, w kościelnym również.


2009-09-30
SZANSA.
Nie można nie być smutnym, gdy się obserwuje smutne (to znaczy: normalne) skutki apostazji. Ale jednocześnie Bóg pozwala człowiekowi wejść na drogę życia w odwrotnym kierunku. Doznał takiej łaski osiemdziesięcioletni Malcolm Muggeridge, który miał szczęście spotkać Matkę Teresę z Kalkuty. Z prostotą swego serca pisała do niego: „Jestem pewna, że wszystko cudownie pan zrozumie – jeśli tylko stanie się pan jak małe dziecko w rękach Boga. Pańska tęsknota za Bogiem jest tak głęboka, a mimo to On jeszcze nie nachylił się nad panem. Na pewno z trudem się od tego powstrzymuje, bo przecież kocha pana tak bardzo, że dał Jezusa, by umarł za pana i za mnie. Chrystus pragnie stać się pańskim Pokarmem. Tymczasem pan, wśród obfitości Chleba Życia, każe sobie głodować. Miłość, jaką Chrystus żywi dla pana, jest nieskończona – przeciwnie niż pański drobny problem dotyczący Kościoła. Niech pan pokona małe wielkim. Chrystus stworzył pana, ponieważ pana potrzebował i za panem tęsknił”.
Czy kochający Bóg nie zechce upartemu wolnomyślicielowi dać drugą szansę?


2009-09-29
TEOLOG.
To brzmi na pierwszy rzut oka szokująco. Wczoraj senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, już po raz drugi, nie przyznał profesorowi Polakowi nominacji na kierownika Pracowni Pytań Granicznych. Profesor (onegdaj ks. Tomasz Węcławski) był założycielem tej pracowni i od samego początku gromadził na zajęciach tłumy studentów. Jako teolog cieszył się wielkim wzięciem tak wśród kleryków w seminarium jak i pośród świeckich studentów uniwersytetu. Jego sława sięgnęła szczytu, gdy ujawnił tajemnicę moralnego skandalu ówczesnego metropolity poznańskiego. Dalsze koleje jego życia nie były już tak świetlane. Opinie na temat osoby teologa i pedagoga mocno się spolaryzowały, u jednych wzbudzał on smutek, u innych zgorszenie i gorycz. Bowiem wiosną 2007 roku ks. Węcławski odszedł od kapłaństwa, pod koniec tegoż roku oficjalnie wyznał swój ateizm i apostazję, a w niedługim czasie ożenił się, przyjmując nazwisko żony. Jego odejście od wiary i Kościoła było szumne, wzbudzające wielką dyskusję wśród różnych autorytetów, tak z lewa jak i z prawa. Dziś jeno smutna cisza i senackie weto.
Jak dobrze, myślę sobie, że Benedykt XVI w katechezie środowej przedstawił życie wielkiego teologa św. Anzelma. Żył w Średniowieczu, a tradycja chrześcijańska nadała mu tytuł „Doctor Magnificus”. Święty teolog w pokorze stawał przed Bogiem: „Nie staram się, Panie, zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał [Proslogion, rozdz. 1]. Papież zaapelował do dzisiejszych chrześcijan duchownych i świeckich, aby chcieli za przykładem św. Anzelma „kochać Kościół Chrystusowy, modlić się, pracować i cierpieć dla niego, nie porzucając go nigdy ani nie zdradzając”. [ekai, 23.09.2009]. To jest droga dobra dla ludzi tak XII, jak i XXI wieku.


2009-09-28
W SERCU EUROPY.
Ojciec św. zakończył dziś swe pielgrzymowanie po ziemi Czechów i Morawian. Dwoma nurtami płynęło nauczanie papieskie: 1. wskazywanie na chrześcijańskie bogactwo dziejów w „sercu Europy” oraz 2. przestroga przed szukaniem szczęścia poza Bogiem. Podkreślał wolność, z jakiej cieszą się od dwudziestu lat narody środkowowschodniej Europy, ale jednocześnie tłumaczył, że wolność bez prawdy i bez dobra jest próżna. Ateiści, uwalniając się od Boga, są szczęśliwi tylko naskórkowo; gdy tę zewnętrzną warstwę zdrapie się z ich życia, widać nieuleczalny smutek. Dla chrześcijan Prawda ma na imię Bóg, a Dobro ma twarz Jezusa Chrystusa. Benedykt XVI zauważył wielką rolę w poznawaniu Prawdy przez środowiska naukowe i twórcze. Podziękował im za wkład umysłowej pracy w bezkompromisowe poszukiwanie prawdy. Przedstawicielom różnych wyznań dziękował za trud ekumeniczny i zachęcał do dalszej współpracy na tej drodze. Katolikom, którzy stanowią zaledwie 30% narodu, powinszował trudu i wierności w budowaniu środowisk wiary, nadziei i miłości. Nazwał ich „twórczą mniejszością”. Wzruszające było spotkanie ze starymi kapłanami, często na wózkach inwalidzkich. Do każdego podchodził, ściskał dłonie i rozmawiał. Ojciec święty radośnie solidaryzował się z młodzieżą, z którą spotkał się w Starym Bolesławcu, u źródła czeskiego chrześcijaństwa. Zacytował młodym słowa pisarza Franza Kafki: „Ten, kto zachowuje zdolność widzenia piękna, nigdy się nie starzeje”. Wyznał, że razem z młodymi czuje się młody. Zachęcał ich do poznawania piękna zbawczego planu Chrystusa i do budowania swej dojrzałej młodości i małżeństwa w oparciu o ten plan, w którym każdy ma swoje miejsce.


2009-09-27
DEBATA.
Głosy o wyroku (wątpliwej sprawiedliwości) sądu katowickiego na „Gościa Niedzielnego” z zaskarżenia Alicji Tysiąc nie cichną. Oto jeden z nich, wydrukowany przez redakcję „Rzeczpospolitej” jako list czytelnika Jerzego Zerbe z Poznania: „W sytuacji gdy trwa feta zwolenników zabijania dzieci, gdy kwiatami obsypuje się osobę, która domagała się aborcji, a następnie odszkodowania za to, że tej aborcji nie dokonano – aż się prosi o wspomnienie Matki, która w stanie ciężkiej choroby świadomie podjęła decyzję o ciąży i urodzeniu dziecka. Warto to zrobić teraz, gdy trwają w Polsce mistrzostwa Europy w siatkówce pań. Chwała więc śp. Agacie Mróz, znakomitej siatkarce, kobiecie pięknej nie tylko urodą zewnętrzną, ale przede wszystkim przymiotami ducha”.
Niedawno w parafii przeżywaliśmy życie i ofiarę z życia dla ratowania córeczki św. Joanny Beretty Molli. Kochała, żyła miłością i bezkompromisową miłość głosiła: „Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości. Spójrzcie na matki, które naprawdę kochają dzieci. Jak wiele ponoszą ofiar; są gotowe na wszystko, również do ofiarowania własnej krwi”. W czasie śmiertelnej choroby pisała do swojej siostry: „…żebyś wiedziała, jak się cierpi, kiedy pozostawia się malutkie dzieci”. Uświadamiając sobie, wobec jakiej alternatywy została postawiona przez Bożą Opatrzność, z łóżka szpitalnego pisała do swego męża: „Piotrze, proszę cię… jeżeli trzeba będzie wybierać między mną a dzieckiem, ratujcie dziecko”.
Pamiętam, tuż po ogłoszeniu wyroku sądowego pewna feministka, doradczyni Alicji Tysiąc, ogłosiła tryumfalnie, że zwyciężyła demokracja. Cóż powiedzieć? – Demokracja, która walczy o bezkarną wolność zabijania, buduje cywilizację śmierci, zagrożenie dla każdego człowieka.


2009-09-26
PIĘKNO I ODWAGA.
Dziś Ojciec święty Benedykt XVI stanął na ziemi czeskiej, w Pradze. W sanktuarium Dzieciątka Jezus, prosząc dzieci, by modliły się za niego, powiedział: "W Świętym Dzieciątku z Pragi rozważamy piękno dzieciństwa i umiłowanie, jakie Jezus Chrystus zawsze okazywał maluczkim, jak czytamy o tym w Ewangelii (por. Mt 10,13-16). Ileż dzieci jednak nie jest kochanych ani przyjętych, ani szanowanych! Ileż pada ofiarami przemocy i wszelkich form wykorzystywania przez osoby bez skrupułów! Oby nieletni mogli się spotykać z tym szacunkiem i z tą uwagą, na jaką zasługują: dzieci są przyszłością i nadzieją ludzkości".
Mieszkańcom Pragi otwierał oczy na rzeczywistość duchową ukrytą w pięknie ich miasta: "Przykuwające piękno jego kościołów, zamku, placów i mostów nie może nie skierować naszych umysłów ku Bogu. Ich piękno wyraża wiarę: są one objawieniem Boga, które słusznie pozwalają nam rozważać wspaniałe cuda, do których my, stworzenia, możemy dążyć, gdy dajemy wyraz wymiarowi estetycznemu i poznawczemu głębi naszego wnętrza. Jakże tragicznym byłoby, gdyby ktoś dostrzegał takie przykłady piękna, a nie znał transcendentnej tajemnicy, jaką one wskazują". Ostro i odważnie!
W katedrze natomiast podczas nieszporów papież przypomniał katolikom wielkich w XX wieku bohaterskich wyznawców wiary: kard. Józefa Berana i kard. Franciszka Tomaszka, a także wielu biskupów, księży, zakonników, zakonnice i świeckich wiernych, którzy cierpieli, a nawet życie swe oddali podczas terroryzmu komunistycznego w Czechach. Powiedział: „Ich bohaterstwo przypomina, że tylko z osobistego poznania i głębokiej więzi z Chrystusem możliwe jest czerpanie energii duchowej, aby w pełni urzeczywistnić powołanie chrześcijańskie”.


2009-09-25
GŁOS.
W Oświadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski można m.in. przeczytać: „Traktujemy ten wyrok jako zamach na wolność słowa i na prawo Kościoła do moralnej oceny postaw ludzkich. Kościół nigdy nie przekreśla człowieka, ale potępia grzech i zło, zwracające się zawsze przeciw samemu człowiekowi. Prawo do życia od początku aż do naturalnej śmierci jest podstawowym prawem ludzkim i jego obrona ma charakter uniwersalny. Głoszenie Ewangelii życia uważa Kościół za swój podstawowy obowiązek. Odmawianie mu tego prawa, a co gorsza nakładanie sankcji karnych za przypominanie prawdy o tym, że nikt nie ma władzy nad życiem drugiego człowieka, jest niedopuszczalnym ograniczaniem misji Kościoła. Wszystkim stającym w obronie życia i godności człowieka udzielamy pasterskiego błogosławieństwa. Warszawa,24.09.2009r.”.
Wśród wszystkich odpowiedzi środowisk katolickich na wyrok Okręgowego Sądu w Katowicach przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnego” ten głos jest najbardziej jędrny stylistycznie i klarowny teologicznie. Ten głos musiał zabrzmieć. Ucieszyłem się czytając te słowa bez patosu i emfazy.


2009-09-23
WYROK.
W Katowicach sąd okręgowy ostro pogroził katolikom głoszącym moralne opinie dotyczące V przykazania Dekalogu. Młoda sędzina twardo wyczytała wyrok księdzu redaktorowi „Gościa Niedzielnego” i wszystkim diecezjanom śląskim: chcecie, to nazywajcie sobie aborcję morderstwem, ale matki nie nazywajcie morderczynią, bo to boli i poniża. I nie drukujcie tego w katolickiej prasie! A poza tym w Polsce żyją nie tylko katolicy, którzy twierdzą, że w łonie matki od poczęcia zaczyna się życie człowieka…
Wyrok dzisiejszy jest nieprawomocny, a myślę, że nigdy się nim nie stanie, bo po prostu jest nietrafny. Słychać w tym wyroku całą wrzawę, jaką wokół powódki czyniło lewicowe lobby feministek. Pani sędzia ani się spostrzegła, jak stała się po prostu stroną w tym sporze. Mam nadzieję, że w Polsce jest sporo mądrych intelektualistów, którzy zdają sobie sprawę, że taki wyrok może stać się precedensem otwierającym niebezpieczną drogę do masowego dzieciobójstwa prenatalnego. Tu nie wolno powoływać się na prawodawstwo w innych krajach. Zwycięstwo, tak strasznie doświadczonej w czasie wojny Polski, nad stalinowskim prawem aborcyjnym jest naszą chlubą. Dla Polaka dotychczas zawsze walka o życie była najwyższym obowiązkiem honoru. Ateiści niech się nie zżymają na nas, ludzi wierzących, gdy bronimy prawa do życia człowieka od jego poczęcia – to sama natura tym prawem się rządzi i taka jest logika myślenia o człowieku nieobarczonego kamieniem ideologii.


2009-09-21
KRAKÓW.
Diabeł w Krakowie nie śpi. To miasto najbardziej mu doskwiera. Najpierw kard. Karol Wojtyła pokrzyżował nowohuckie plany miasta bez Boga, kościoły wolą ludzi pracy wyrastały jak grzyby po deszczu. Cokolwiek Komitet Wojewódzki zaplanował w ograniczeniach Bożej wiary, kard. Karol w kaplicy na Franciszkańskiej 3 w rozmowie z Panem Jezusem przekreślał. Czart lękał się Wojtyłowej argumentacji. A kiedy do Warszawy dotarła wieść o wyborze krakowskiego kardynała na Stolicę Piotrową, w Komitecie Centralnym i w pomniejszych - wielki popłoch. Komuniści pocieszali się myślą: nie ma strachu, to i lepiej, bo Wojtyła na Watykanie będzie daleko od nas. Dla Papieża odległość nie była żadną przeszkodą. Okno na Franciszkańskiej szeroko się otwarło. Jan Paweł II swoimi wizytami w Ojczyźnie przydeptał czartu ogon. Umilkła urzędowa propaganda ateistyczna. Ale czy tak zubożony diabeł mógł złożyć broń? – Żadną miarą! Oto niedawno do Krakowa przyjechało mnóstwo ludzi z całego świata, aby chwalić Boga różnymi językami. Wiara w Boga Jedynego buchnęła potężnym płomieniem chwały. Aliści mniejszość ateistyczna w Krakowie obudziła się i użaliła nad sobą: jesteśmy malutką mniejszością, nikt nas nie dostrzega, jesteśmy dyskryminowani. Musimy wyjść na ulicę, najlepiej z transparentem „Moralność bez wiary”, może nawet napiszemy to na tramwajach… Ateiści krakowscy (ponoć 150 osób) zaplanowali swe wyjście z cienia na dzień 10 października. Manifestacja spod gmachu Collegium Novum UJ (a jakże!) skończy się pod pomnikiem Boya (akuratnie!). Współczuć, czy śmiać się?


2009-09-19
ŚWIADKOWIE KANONIZACJI.
Odwiedziła nasz kościół dziś w swoich relikwiach (i w pięknym portrecie) św. Joanna Beretta-Molla, patronka narzeczonych, małżonków i rodziców, kanonizowana 5 lat temu przez Jana Pawła II. Na placu św. Piotra papież powiedział: „Joanna Beretta Molla była zwykłym, ale jakże wymownym świadkiem Bożej miłości (...) Ta święta matka rodziny w sposób heroiczny dochowała wierności zobowiązaniom podjętym w dniu zawarcia sakramentu małżeństwa. Najwyższa ofiara, którą uwieńczyła swe życie, świadczy o tym, że tylko wtedy człowiek może się zrealizować, gdy ma odwagę całkowicie poświęcić się Bogu i braciom. Oby nasza epoka, dzięki przykładowi Joanny Beretty Molli, mogła odkryć prawdziwe, czyste i płodne piękno miłości małżeńskiej, przeżywanej jako odpowiedź na Boże powołanie!”.
Pamięć moja wskazuje trzy wielkie kanonizacje na pl. św. Piotra, w których udział brali świadkowie życia osoby wyniesionej do chwały ołtarza. W roku 1950 Pius XII kanonizował 12-letnią dziewicę-męczennicę Marię Goretti, która z miłości do Chrystusa nie oddała się mężczyźnie. Rozwścieczony oporem Alessandro zasztyletował ją zadając 14 ran. Skazany na 30 lat pozbawienia wolności nawrócił się w więzieniu. Po wyjściu na wolność błagał Assuntę, matkę Marii, o wybaczenie. Matka wybaczyła i razem z nim uczestniczyła w uroczystej kanonizacji. Znany dobrze w Polsce Franciszek Gajowniczek, za którego o. Maksymilian w 1941 roku ofiarował swe życie w Auschwitz, uczestniczył w jego kanonizacji dokonanej przez Jana Pawła II w dniu 10.10.1982r. Polska wtedy odgrodzona była od świata prawem stanu wojennego ogłoszonym przez generała Jaruzelskiego. Niewielu Polaków mogło uczestniczyć w uroczystości na placu św. Piotra. Trzecie podobne wydarzenie to właśnie kanonizacja Joanny Beretty-Molli przed pięciu laty, w której uczestniczył 90-letni Piotr, mąż św. Joanny i córka Joanna Emanuela, dla urodzenia której matka ofiarowała swe życie. Czyż Boża Opatrzność nie jest wspaniała?


2009-09-17
TARGOWICA.
Jaki wstyd!!! Ksiądz Peszkowski pewnie przewraca się w grobie. Posłowie, jak niegdyś zubożali najmici oligarchów w Polszcze, zakrzyknęli głośno: „veto!” dla nazwania rzeczy po imieniu. Jak można?!... Czy półtora miliona strat osobowych to nie ludobójstwo? Czyż nie wiadomo, że Generalissimus w Katyniu i na całej nieludzkiej ziemi pod kosę śmierci posłał to, co było najistotniejsze w narodzie, polską inteligencję?! Historycy jednoznacznie stwierdzają, że 17 września 1939 roku to był początek totalnej eksterminacji Polaków. Tak się zaczęła realizacja haniebnego i śmiercionośnego paktu Ribbentrop – Mołotow. Na sowiecko-hitlerowskiej mapie Europy Polski wtedy już nie było!
Dziś mamy gorzki skandal i wstyd, zasłanianie historycznej prawdy. Nie będzie w 70-lecie napaści od wschodu uchwały polskiego parlamentu na temat sowieckiego ludobójstwa dokonanego na żywym ciele naszej Ojczyzny. Ta od kilku dni trwająca awantura w sejmie (nie pierwsza przecież!) aż nadto dowodzi trwających skutków tamtego wyniszczenia. Wieku nie starczy, by odrodziła się rządząca i myśląca tkanka organizmu politycznego. Komu na tym zależy i jak ma na imię dzisiejsza targowica?


2009-09-15
KOCHANIE.
„Kocham Cię, Boże mój,
i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię
aż do ostatniego tchnienia mego życia.
Kocham Cię, o Boże nieskończenie godny miłości,
i wolałbym raczej umrzeć kochając Cię,
niż przeżyć jedną chwilę bez miłości do Ciebie.
Kocham Cię, o Boże mój, i pragnę nieba
jedynie dla szczęścia doskonałego kochania Ciebie.
Kocham Cię, o Boże mój,
i lękam się piekła jedynie dlatego, że nie ma w nim
tej słodkiej pociechy kochania Ciebie.
O Boże mój,
jeśli mój język nie jest w stanie mówić w każdej chwili, iż Cię kocham,
chcę, aby moje serce powtarzało Ci to za każdym moim oddechem.
Ach, uczyń mi łaskę cierpienia z miłości do Ciebie i kochania Cię w cierpieniu,
i spraw, bym oddał ducha kochając Cię i czując, że Cię kocham.
Im bliżej jestem mego końca, tym bardziej Cię błagam,
byś zwiększył i udoskonalił moją miłość.
I tak niech mi się stanie. Amen”.
Tak modlił się staruszek, wyniszczony trudami życia kapłańskiego, święty Jan Maria Vianney, od 1929 roku patron proboszczów. Gdy Benedykt XVI w czerwcu ogłaszał Rok Kapłański, jako patrona pokazał nam, nie tylko kapłanom, świętego Proboszcza z Ars. Pamiętam jak ruszyła fala komentarzy, zwykle pozytywnych, jednakże któregoś dnia ujrzałem w okienku telewizora trójkę mężczyzn rozmawiających o decyzji Ojca św. Kiedy dwaj świeccy wyrażali się z aplauzem o wyborze papieskim i o samej postaci francuskiego kapłana, działającego po huraganie szalonej rewolucji, trzeci dyskutant, młody ksiądz z łagodnie zaokrągloną buzią, sprzeciwił się, kończąc cała rozmowę: co to za patron, nie można było znaleźć kogoś współczesnego? Ja go nie znam! Wzruszył znacząco ramionami.
Pomyślałem wtedy, no to musisz pojechać do Ars. A póki co, młokosie duchowy, zacznij się modlić, jak św. Jan Maria Vianney.


2009-09-14
PODWYŻSZENIE.
Pozwól mi Panie
zanieść wysoko
do Nieba mój krzyż
Twoją chwałę
z godnością
z miłością
z radością
i cierpliwie


2009-09-11
WIERZĄCA TUBA.
W komunikacie do proboszczów ordynariusz kielecki, ks. bp Kazimierz Ryczan, zachęcił wiernych do zakupu cegiełek na rzecz sfinansowania pomnika ku czci ks. biskupa Czesława Kaczmarka, męczennika totalitaryzmu komunistycznego w Polsce. Jestem bardzo ciekawy, czy na wiosnę następnego roku, na uroczystości poświęcenia pomnika w Kielcach, zjawi się pan premier pierwszego po Okrągłym Stole rządu polskiego. W roku 1953 w pewnym zupełnie nowym tygodniku wrocławskim (rzekomo patriotycznym i rzekomo katolickim) pan Tadeusz Mazowiecki wyłuszczył tzw. katolikom postępowym, co doprowadziło do wyroku skazującego bpa Kaczmarka na 12 lat więzienia: „Wrogość wobec reformy rolnej, wrogość wobec unarodowienia przemysłu i wobec innych podstawowych osiągnięć społecznych Polski Ludowej(…)”, co w rezultacie „godziło zarówno w interes Państwa, jak i w dobro Kościoła i jego misję religijną w Polsce Ludowej”. [Tadeusz Mazowiecki, Wnioski, Wrocławski Tygodnik Katolicki", nr 5, 27 IX 1953 r. s. 3-4]. Gdyby nie osobiste doświadczenia ze sprawiedliwością władzy ludowej w stanie wojennym, nie uwierzyłbym, że istnieć mogła taka „wierząca tuba ideologiczna” w Polsce.


2009-09-10
BOHATERSKI BISKUP.
Ucieszyłem się dziś, czytając o inicjatywie kieleckiego Klubu Inteligencji Katolickiej postawienia pomnika ku czci bpa Czesława Kaczmarka. Będzie to wysoki na dwa metry monument z brązu i wiosną przyszłego roku ma stanąć przed katedrą. Bliska mi jest ta bazylika kielecka, jak bliskie sercu mogą być lata dziecięce. Po wojnie mieszkałem tam niedaleko, na ul. Wesołej. Bliska mi jest także postać świętej pamięci bohaterskiego biskupa Kaczmarka, choć ta pamięć boleśnie dotyka lat 50- i 60-tych. Jako chłopak nie dawałem wiary temu, co pisały wtedy gazety o biskupie - zdrajcy i szpiegu amerykańskim. Później dowiedziałem się, że pokazowy proces sadu wojskowego był sfingowany, oskarżenia nieprawdziwe. Tak, ale nieludzkie tortury podczas przesłuchań biskupa Czesława były prawdziwe, a wyrok sądowy skazał go na 12 lat pozbawienia wolności. Sposób, w jaki ubecy starali się złamać psychikę biskupa katolickiego, był i pozostaje nadal tragicznym dowodem szatańskiej nienawiści komuny do Kościoła.
Śmierć bpa Kaczmarka była wynikiem zrujnowania zdrowia przez ubeckie tortury. Odszedł do domu Ojca w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej w 1963 roku. W swoim testamencie napisał: "Moim wrogom, którzy niesłusznie przydali mi tyle krzyża i cierpień, mimo wszystko przebaczam, starając się naśladować Chrystusa Miłosiernego, i dziękuję im za daną mi okazję przejścia przez próbę i czyściec na ziemi".

2009-09-08
DUCH ASYŻU.
Na Rynku krakowskim dzisiejszego wieczoru Kongres „Ludzie i Religie” zakończył swą wielką, publiczną modlitwę apelem o pokój i dialog. Ogromny tłum wypełniający plac wokół Sukiennic słuchał w ciszy pięknych słów, które dają świadectwo marzeń dobrych ludzi w świecie najczęściej dziś pokazywanym od strony zła. Apel chce przemówić do ludzi żyjących tak, jakby Boga nie było. Oto fragment „Apelu o Pokój”:
„My, kobiety i mężczyźni z różnych religii, siedemdziesiąt lat od wybuchu drugiej wojny światowej, spotkaliśmy się w historycznym mieście Krakowie: by modlić się, prowadzić dialog, rozwijać humanizm pokoju. Oddajemy hołd pamięci Jana Pawła II, syna tej ziemi. Był on nauczycielem dialogu i niestrudzonym świadkiem świętości pokoju, potrafiącym ofiarować światu wizję w trudnych czasach: Ducha Asyżu. (…)
Nasze religijne tradycje, przez swoje odmienności, razem mówią z mocą, że świat bez ducha nigdy nie będzie ludzki. One pokazują drogę powrotu do Boga, który jest źródłem pokoju. Duch i dialog obdarzą ten zglobalizowany świat duszą! Świat bez dialogu pozostanie niewolnikiem nienawiści i strachu przed drugim człowiekiem. Religie nie chcą wojny i nie chcą, aby wykorzystywano je dla wojny. Mówienie o wojnie w imię Boga to bluźnierstwo. Żadna wojna nigdy nie jest święta. Ludzkość zawsze przegrywa, gdy wybiera przemoc i terror. Duch i dialog pokazują drogę, by żyć razem w pokoju. Zrozumieliśmy wyraźniej, że dialog uwalnia od strachu i od obojętności na drugiego człowieka. To wielka alternatywa dla wojny. Dialog nie osłabia niczyjej tożsamości i pozwala odkryć to, co najlepsze w nas i w innych. W dialogu nic nie zostaje utracone. Dialog tworzy lepszą historię, a starcie [terror] - przepaść. Dialog to sztuka współistnienia. Dialog to dar, jaki pragniemy złożyć XXI wiekowi. (…) Niech Bóg obdarzy cały świat, każdą kobietę i każdego mężczyznę cudownym darem pokoju!”


2009-09-06
WIELKA MODLITWA.
Dziś, w niedzielę, rozpoczął się w Krakowie pod przewodnictwem ks. kard. Stanisława Dziwisza i prof. Andrzeja Riccardi, szefa włoskiej Wspólnoty św. Idziego, Kongres dla Pokoju „Ludzie i Religie”. Królewski Kraków przez trzy dni będzie miejscem nie tylko poszukiwań intelektualnych i rozmów o pokoju w zglobalizowanym świecie, ale przede wszystkim będzie miejscem wielkiej modlitwy wznoszonej ku Niebu przez ludzi różnych religii. Przyjechało do Polski 1800 przedstawicieli różnych religii i wyznań, aby się modlić. Jest to kontynuacja wielkiej modlitwy ludzi ducha, których po raz pierwszy zwołał do Asyżu, miasta św. Franciszka, Jan Paweł II w 1986 roku. Od tamtego czasu Wspólnota św. Idziego, na prośbę Polskiego Papieża, rokrocznie gromadzi ludzi różnych religii na wspólną modlitwę. Dwadzieścia lat temu takie spotkanie odbyło się w Warszawie w 50-lecie wybuchu II wojny światowej, dziś w Krakowie. W modlitwie ludzi dobrej woli niech Duch Boży unosi się nad Polską i stąd niech okryje wszystkie lądy. „Ich głos [niech] się rozchodzi na całą ziemię i aż po krańce świata ich mowy”(Ps 19,5). Natomiast złego ducha, ducha wojny i terroryzmu, niech pochłonie piekło, by nie zagrażał już znękanej wielkim kryzysem ludzkości.


2009-09-01
WOJNA I NAWRÓCENIE.
Czy świat może obejść się bez wojny?... Cały XX wiek naznaczony był przemocą i cierpieniem, obroną i śmiercią, bohaterstwem i niewolą w częstych konfliktach wojennych. Po II wojnie światowej wydawało się, że już nikt nie będzie tęsknił do militarnych rozwiązań jakichkolwiek kłopotów na świecie. Ten najdłużej trwający międzynarodowy konflikt zbrojny pokazał światu z całą oczywistością tragiczne zło wojny. Wojna to nieszczęście człowieka. Każdego człowieka, nie tylko tych milionów ludzi, którzy cierpieli i stracili życie przed 70 laty. Aż strach pomyśleć o wiecznym losie tych, którzy wojnę uczynili źródłem swego bogactwa czy też zbierali na wojnie owoce ideologiczne i polityczne.
Dzisiejsze przemówienia szczególnych gości na Westerplatte, Angeli Merker z Berlina i Władimira Putina z Moskwy, każą domniemywać, że źródłem każdej wojny jest porażone przez szatana wnętrze człowieka, to stamtąd wychodzą agresywne pomysły i ataki. Chrystus dokładnie to zobrazował w swym nauczaniu: „Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”(Mk 7,21-23). Ze strony agresora zachodniego usłyszeliśmy wyznanie winy dopiero po 70-ciu latach! Słowa pani kanclerz Niemiec ucieszyły Polaków zwłaszcza tych, którzy pamiętają ciągłą modlitwę od roku 1965 i wyciągniętą do zgody w imię Jezusa Chrystusa dłoń episkopatu Polski. Ze strony agresora ze wschodu, uderzającego nożem w plecy, widać jedynie tę samą ścieżkę rozeznania moralnego, co przed 70-ciu laty. Chyba wielu ludzi dziś zrozumiało, że trzeba modlić się o nawrócenie Rosji. Trzeba modlitwą wspomagać duchownych, którzy ciężko pracują w winnicy Pańskiej przed i za Uralem. Wnętrza ludzi władzy wywłaszczone z wiary i wartości nadprzyrodzonych nie pozostają przecież niezamieszkałe. Gdzie nie ma światła, tam zalega ciemność.


2009-08-31
PAMIĘĆ NIEELEGANCKA.
Pierwszy przewodniczący „Solidarności” dziś również – jak przed rokiem – składał kwiaty pod pomnikiem stoczniowców w otoczeniu dziatwy szkolnej, w oderwaniu od robotników, którzy przecież, zagrożeni utratą pracy, cierpią bez szansy na normalne, przyzwoite życie. W eleganckim garniturze z bukietem w ręku i z dumnie podniesioną głową szedł zupełnie nieelegancko, samotnie, emeryt „Solidarności”. Natomiast rzesze członków „Solidarności” zaniosły po południu do kościoła św. Brygidy wspólną modlitwę błagalną do Boga i pamięć o słowach Jana Pawła II usłyszanych na Zaspie w Gdańsku 12 czerwca 1987 roku: „Jeden drugiego brzemiona noście(…) Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu”.Niestety, pana Lecha Wałęsy na tej Mszy św. nie było. Smutno mi dziś, w 29. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Przychodzą mi na pamięć słowa ks. Józefa Tischnera: „Solidarność sumień jest ruchem etycznym, którego podstawową zasadą jest w i e r n o ś ć : bądźmy sobie wierni. Bądźmy wierni sobie, na przekór donosicielstwu, na przekór zapieraniu się siebie nawzajem (…) Wierność powstaje i rośnie tam, gdzie panuje jasność. W ciemności wszystko staje się podejrzane. Człowiek musi wiedzieć, z kim ma do czynienia i o jakie sprawy chodzi. Musi być gotowy pokazać siebie w całej prawdzie”.


2009-08-30
KONIEC WOJNY.
Kończy się sierpień, jest upalnie jak przed siedemdziesięciu laty, wspominają najstarsi świadkowie tamtego końca lata. Dużo mówi się dziś w Polsce i w Niemczech o rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jest powszechna zgodność co do początku wojny, ale o dacie końca tej katastrofy pewności nie ma. Bardzo ciekawe wspomnienia snuje na ten temat kard. Georg Sterzinsky, metropolita Berlina: „Pamiętam jak Jan Paweł II przybył do Berlina w 1996 r. Leciałem z nim w helikopterze i przelatywaliśmy nad Bramą Brandenburską. Wtedy papież z dużą dozą emocji powiedział: ‘Teraz wiem, że skończyła się II wojna światowa’. Na początku nie pojąłem jego słów. Jak to, koniec wojny w 1996 r., kiedy to już była zamierzchła przeszłość? Ale później zrozumiałem, że spojrzał na naszą historię, na Berlin, który był stolicą dwóch dyktatur, które upadły, a po ponad 40 latach Niemcy zjednoczyły się i dopiero wtedy skończyła się wojna. Później papież przeszedł przez Bramę Brandenburską i to miało dla nas wielkie znaczenie symboliczne”. Oby Brama Brandenburska już nigdy nie otwierała czołgom niemieckim drogi na Polskę.


2009-08-24
EPIGONI.
Wietnamski reżym komunistyczny nie umie w swej polityce religijnej znaleźć własnej drogi. Powiela w odnoszeniu się do ludzi Kościoła drogę, którą komuniści polscy przeszli i doszli do samounicestwienia się. Widać wyraźnie, że dla komuny, gdziekolwiek by nie była, historia nie jest nauczycielką życia. Potwierdza to polityka rządzących także w Republice Konga w Afryce, czy na Kubie. Prześladowanie Kościoła i niszczenie jego struktur organizacyjnych stosowane jest niezmiennie mimo wyraźnych pozytywnych skutków działalności duszpasterskiej Kościoła wśród wiernych. Bezbożna ideologia przesłania widzenie prawdy i tym samym tamuje rozwój społeczny w kraju. Z drugiej strony trudno się dziwić komunistom- nieukom, bo gdyby chcieli zmądrzeć, musieliby dokonać swoistego harakiri. Nie dziwi nas również niedawna propagandowa zapowiedź wizyty prezydenta Wietnamu w Watykanie, co z kolei budzi nadzieję katolików na przyjazd Ojca św. do Wietnamu. Czyż tak nie było w Polsce? Ale Polacy pamiętają, że Ewangelia głoszona przez Jana Pawła II doprowadziła do publicznego wyprowadzenia sztandaru PZPR ze sceny i zniknięcia partii z krajobrazu nadwiślańskiego. Warto o tym mówić chociażby dla edukacji młodego pokolenia, które nie chce wierzyć, że takie epigońskie nonsensy polityczne - jak w Wietnamie, Kongu czy na Kubie - mogły się zdarzyć wcześniej na polskiej ziemi.


2009-08-21

NIEDZIELNE WĘDROWANIE.

Pojawiło się w naszej prasie nowe (nie dla Anglików) słowo „churching”. Brzydkie słowo, a jego treść jeszcze okropniejsza: wędrowanie po kościołach. Zjawisko nie jest nowe. Od dawien dawna istnieje w Polsce tradycja, zwłaszcza w wielkim mieście, odwiedzania grobu Pańskiego w Wielki Piątek i nazajutrz. Ta tradycja wpisana jest w nurt modlitewny Wielkiego Tygodnia, jest syceniem duszy obrazami ceny, jaką zapłacił Syn Boży dla naszego zbawienia.

Obecne zjawisko niedzielnej wędrówki ludu parafialnego po kościołach w poszukiwaniu „dobrego kaznodziei” najwyraźniej jest „wielką przegraną” idei soborowej o integracyjnej roli parafii w życiu Kościoła. To nie jest poprawny wyraz wolności religijnej i korzystania z prawa wyboru. Ta nowa moda jest pogonią za niezwykłościami, estetycznymi wrażeniami, czy sensacjami. Słyszałem kiedyś po Mszy św. opinię o nowym kaznodziei przybyłym po studiach zagranicznych: „Jest świetny, dał popalić dzisiaj biskupom. Ten to nikogo się nie boi”. Msza św. jest zupełnie czymś innym. Centralną osobą jest Jezus Chrystus, a nie kaznodzieja. I nie kazanie jest najważniejsze. Udział w niedzielnej Eucharystii (jako istotnym obowiązku miłowania Boga) jest uczestniczeniem w ZBAWCZEJ OFIERZE Mistycznego Ciała Chrystusowego. Potrzebne jest tu także poczucie przynależności do konkretnej wspólnoty wiernych. Oczywiście, że to wspaniale, gdy kaznodzieja jest inteligentny i z talentem, estetyka dla ucha jest ważna, ale najważniejsze podczas każdego kazania jest usłyszenie w duszy przemawiającego Boga. A Bóg potrafi przemówić nawet przez oślicę Balaama (Lb 22,28). 

Churching niedzielny bardzo często sprowadza Mszę św. do jednego, wcale nie najważniejszego, punktu w rekreacyjnym programie rodzinnym. Dla miłości Pana Boga to za mało.



2009-08-20

DLACZEGO.

Dziś rano szlochałem. Doprawdy, nie wiem, dlaczego. Kładąc się spać przed północą, nie połknąłem maleńkiej tabletki stilnoxu. Czułem wielkie zmęczenie i pomyślałem: i tak zasnę. Z trudem udało mi się. Śniłem koszmar. Byłem gdzieś umówiony z jakąś grupą młodzieży na spotkanie modlitewne. Nie mogłem trafić do kościoła, po drodze dopadł mnie ulewny deszcz. Nagle znalazłem się przed fasadą wielkiego gotyckiego kościoła. Zbliżyłem się. Nie, to nie był kościół, to były wysokie, spiczaste skały i, gdy patrzyłem w górę, zaczęły z nich niebezpiecznie spadać kamienie, jakieś odłamki. Zacząłem dłońmi wyłapywać je i krzyczałem do młodych, by nie podchodzili. Nie zbliżajcie się! Chrońcie się! Stali bez słowa w strugach deszczu. Wreszcie otwarły się drzwi (w tej skale?). W mrocznym wnętrzu stali młodzi, twarze obce. Miałem odprawiać z nimi Mszę św., a tu nic nieprzygotowane, nawet nie widzę ołtarza. Ministranci ubrani w czerwone togi zdają się mnie nie zauważać. W panice zacząłem rozglądać się szukając wejścia do zakrystii, nie widzę, wszędzie tylko ławki i ławki kościelne. Stoję ogarnięty niemocą. Czuję ciężki lęk, który wlewa się we mnie jak w jakąś formę od stóp do głowy.

Przebudziłem się. W pokoju było ciemno, na zegarku świeciła godzina pół do drugiej. Jęknąłem. Byłem cały obolały, nie mogłem ruszyć ramionami, obojczyk dokuczał przy każdej próbie ruchu, kark obłożony bólem, między łopatkami jakby bolesne gniazdo, lewa dłoń i obie stopy zmrowione. Ciało moje oblewało się na przemian to zimnym, to gorącym potem. Leżałem nieruchomo długi czas, zasypiając i budząc się kilkakrotnie. O szóstej ból zelżał. Musiałem wstać i przygotować się do koncelebry. Po kilku próbach udało mi się wreszcie podnieść z pościeli i wtedy właśnie ja, stary koń, zapłakałem cichym szlochem. Pisząc te słowa, pytam się: dlaczego? - Czy z bólu? - Przecież już wyciszał się i miałem tabletki tramadolu na podorędziu. - Czy nad tym koszmarnym snem? - Przecież nie rozczytywałem jego znaczenia, bo się na tym nie znam. - Czy może nad swym tak ostro uświadomionym losem? - Przecież mężczyźni nie płaczą… O godzinie siódmej, wychodząc do Mszy św., powtarzałem – patrząc na obraz – Jezu, ufam Tobie!



2009-08-15

NIESŁYCHANE ZJAWISKO.

Pod wałami Jasnej Góry tysiące pielgrzymów! Tych, co dziś wybrali się na uroczystą sumę i tych, co już kilka czy kilkanaście dni wędrowali do Królowej Polski Wniebowziętej. Istne oblężenie! W sumie od końca maja do połowy sierpnia pielgrzymowało w naszym kraju blisko 200 tysięcy rodaków w 154 pielgrzymkach z różnych stron kraju, pieszo, rowerami, na koniach i na rolkach. Są pielgrzymki niepełnosprawnych. Bardzo duża ilość młodzieży. Najdalsze pielgrzymowanie wymagało pokonania ponad 600 kilometrów, wędrowanie trwało nieraz 19 i więcej dni. Niesłychane zjawisko religijne w skali światowej!

Lud "nieboży" widzi w tym tylko biznes turystyczno-rozrywkowo-wakacyjny. Oczy tych ludzi są zamknięte na piękno duchowe porywające serca wierzących i pociągające do sanktuarium narodowego. Dziś Prymas Polski, ks. kard. Józef Glemp, podczas pontyfikalnej sumy na szczycie jasnogórskim powiedział o tych „nowoczesnych” Polakach: ,,Wyciszyło się stwierdzenie, że Boga nie ma, przeciwnie rozpowszechnia się przekonanie, że bogami jesteśmy my, my, którzy rządzimy mediami, którzy piastujemy urzędy, którzy zapewniamy rozrywkę. Nowi bogowie mogą stanowić normy moralne według swego uznania i zachcianek i mogą potępiać to, co jest niewygodne, mogą nagradzać głupotę, wydawać niesprawiedliwe wyroki, ośmieszać to, co święte. (…) Taki stan rzeczy sprawia, że wierzący człowiek zaczyna się wstydzić i dziwić swojej normalności”. Ten wątek swego kazania ks. Prymas uwieńczył wezwaniem do obrony wiary i do obrony rozumu.



2009-08-12

ŚWIATŁO NA ŚCIEŻCE.

Zatelefonowała dziś Ewa, często rozmawiamy w ten sposób, bo Ewa jest ciężko chora, nie rusza się z domu. Zwykle nasze tematy krążą wokół Pana Boga i życia wiecznego. Wygląda to tak, jakbyśmy chcieli rzucić sobie choć odrobinę światła na ścieżkę do śmierci, a raczej poza nią. Jak tam jest, jak wygląda „bezprzestrzeń” tuż za bramą czasu? Można by pomyśleć sobie, że to zwykła ciekawość, czy też ćwiczenia z wyobraźni, gdyby nie pod podszewką pytań ukrywająca się podejrzana niepewność. Podejrzana, bo przecież wszystko (lub bardzo dużo) wiemy od Chrystusa, a jednak niepewność siedzi w nas i pasie lęk wewnętrzny, czy też żywi się naszym strachem wobec śmierci. Ewie się nie dziwię, ani sobie, ani nikomu, bo pamiętam mój wielkopostny strach ściskający duszę po pierwszej chemioterapii, która powaliła mnie aż do zupełnej bezsiły. Sądzę, że to była Jezusowa „nauczka”. Wielkanoc bowiem, pięknie w ciszy i modlitwie, przyniosła mi łaskę stopniowego powrotu do sił fizycznych i duchowych. Pewność obecności żyjącego Jezusa rozpoczęła swe umacnianie przez przychodzące wiadomości, że wielu (i codziennie coraz więcej) ludzi modli się o moje uzdrowienie. A potem było zdjęcie rentgenowskie pokazujące wyraźnie, że guz na płucu się zmniejszył. Co będzie dalej? – Nie wiem, ale codziennie wielokrotnie zwracam się sercem ku Zmartwychwstałemu i mówię: „Jezu, ufam Tobie”. O co się modlę w ten sposób? O wyzdrowienie? Tak, ale przede wszystkim o to, bym już nigdy nie poddał się strachowi przed śmiercią. O tym powiedziałem Ewie i obiecała mi, że będzie często powtarzać to wezwanie: „Jezu, ufam Tobie”. To na pewno jest dobre światło rzucone na naszą ścieżkę.



2009-08-09

PRZEMIENIENIE.

Niedziela, ale też dzień pamięci o żydowskiej wrocławiance, Edycie Stein, przemienionej w siostrę karmelitankę, Benedyktę od Krzyża. Jej przemienienia dokonał Bóg, po wielu latach niewiary, na Taborze Chrystusowej łaski. Niestety, źli ludzie wojny zamordowali ją (z tysiącami innych) w Auschwitz. Naziści nic nie zostawili z jej ciała. Bóg natomiast zachował dla nas jej przebóstwiony blask. Jej wiara umocniona łaską Chrztu św. zaowocowała męczeńskim „wniebowejściem”. Kościół zauważył ten blask i zatrzymał na ziemi.

Czytając „Beskidzkie rekolekcje”, zauważam, iż spora część tego pamiętnika mówi o wierze, którą uratował od wyschnięcia i zapaści młody spowiednik krakowski, ks. Karol Wojtyła. Nie ma tu mowy o męczeńskiej śmierci, ale przyglądając się upartej walce modlitewnej o zachowanie łaski Bożej, i widząc zmaganie się z cierpieniem poprzez zapełnianie czasu nieustanną pracą dla innych, trzeba przywołać na pamięć Norwidowe pojęcie „białego męczeństwa”.



2009-08-08

POJMOWANIE.

Czytam codziennie „Beskidzkie rekolekcje” i codziennie targają mną różne uczucia. Najpierw były to uczucia pełne złości i goryczy wobec opinii komentatorów prasowych czy internetowych na temat książki, jej autorki i „adresata” tych zapisów myśli i stanów uczuciowych. Z każdą następną przeczytaną stronicą umacniała się we mnie pewność, że większość wypowiadających się nie czytała książki, a bzdury wypisywane na temat niemożliwości istnienia czystej, duchowej przyjaźni między księdzem a kobietą są świadectwem ignorancji na temat życia duchowego, a często także obrazują brudną wyobraźnię czy nawet uwikłanie seksualne autorów. Na szacunek zasługują ci komentatorzy, którzy „Rekolekcje…” szczerym sercem pojęli jako najtajniejsze wyznania „Dusi” prowadzonej twórczą myślą „Brata” drogami doskonałości chrześcijańskiej. Dla wielu pań, które znają Wandę Półtawską, ta książka jest odkryciem i radosną niespodzianką. Książka jest gruba i wielowątkowa. Na początku wyzwalała we mnie, czasami aż bolesne, współczucie, gdy towarzyszyłem sercem Autorce w jej cierpieniu i poszukiwaniach sensu tak uporczywego i dotkliwego bólu. Jej lęk przed śmiercią był mi bliski, ale musiałem siebie skarcić: tyś aż tak nie cierpiał, a w jękach samotnych szukałeś ulgi. Człowiek jest mądralą, gdy śmierć jeszcze daleko, ale gdy stanie we drzwiach, bohaterstwo umyka kroplami spoconego strachu.



2009-08-05

PO LATACH.

Odprawiałem dziś, dokładnie w 29. rocznicę śmierci, Mszę św. w intencji śp. ks. Modesta Gajewskiego, mego pierwszego proboszcza, który po wojnie cały czas służył parafianom w Kudowie Zdroju. Wtedy była to jedna wielka parafia. Dziś celebrowałem w nowym kościele wybudowanym przez ks. Jana Odziomka, młodego proboszcza po podziale parafii. Świątynia piękna, funkcjonalna, pachnąca świeżością kwiatów i słońca promieniami. Pełen kościół ludzi, a wśród nich wiele dawnych moich uczniów i uczennic. Oni mnie rozpoznali, przyszli z kwiatami. Było niemałe wzruszenie, choć ja przecież nie rozpoznawałem ich dojrzałych twarzy sprzed czterdziestu kilku lat. Po Mszy był wieczór poetycki, czytałem wiersze z tomików „Antyfony jesienne” i „Rozważanie drzewa figowego”. Dziś w kalendarzu liturgicznym jest wspomnienie Matki Bożej Śnieżnej i choć nie spadł cudownie ongiś zesłany przez Maryję w Rzymie śnieg, to jednak ten wieczór uważam za bardzo udany. Cisza przejmująca wśród słuchaczy i na końcu brawa na stojąco aż nadto były tego wyrazem. Musiałem oddać cześć młodemu proboszczowi za moje niedowiarstwo, gdy wcześniej zapowiadał wielką frekwencję.

 



2009-08-01

KARYGODNY BRAK.

Podczas Mszy św. w wigilię 65. rocznicy Powstania Warszawskiego abp Kazimierz Nycz odniósł się do dzisiejszych opinii i osądów tamtego zrywu wolnościowego w okupowanej przez wojska niemieckie Warszawie. „Stosunek do Powstania, do tamtych ponad 200 000 ludzi (przeważnie młodych), którzy oddali życie, wypowiadane przez nas sądy, zarówno ich treść jak i forma, osądzają tak naprawdę nas samych - przede wszystkim pokazują, czy jesteśmy „uczestnikami” czy też wyłącznie „widzami” i „krytykami”. Czy jesteśmy otwarci na kształtowanie naszego systemu wartości, czy też tamte wydarzenia wykorzystujemy tylko do naszych dzisiejszych korzyści i interesów”.

Kaznodzieja przytoczył, jako świadectwo wiary żołnierza z tamtych dni, decyzję generała Antoniego Chruściela: "Polecam wprowadzenie w oddziałach jednolitych modlitw porannych i wieczornych w następującej formie. Rano po pobudce: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę i pieśń «Kiedy ranne…». Wieczorem przy apelu: Anioł Pański z trzykrotnym «Wieczny odpoczynek» za poległych i pieśń «Wszystkie nasze dzienne sprawy». Wszędzie, gdzie to możliwe dzięki przywilejom udzielonym przez Stolicę Świętą kapelani udostępnią wysłuchanie Mszy św. w niedzielę”.

Z całą pewnością dzisiejsza tzw. opinia publiczna okrzyknęłaby tego generała zacofańcem z ciemnogrodu i oskarżyła go o karygodny brak tolerancji.



2009-07-31

NIEMIECKA KRONIKA.

Znalazłem w kudowskiej księgarni „Kronikę dni oblężenia” ks. Paula Peikerta. Poruszająca lektura. Jest to już trzecie wydanie w języku polskim zapisków wrocławskiego proboszcza parafii św. Maurycego w okresie od 22 stycznia do 6 maja 1945 roku. Niemiecki ksiądz pozostał we Wrocławiu, aby nieść posługę duchową parafianom, uciekinierom i żołnierzom podczas tworzenia przez hitlerowskich nazistów Festung Breslau.  Z zapisków wyłania się straszny obraz tego, co działo się wtedy w rządzonym przez partię NSDAP Wrocławiu. „Przez miasto przeciągały nieskończone kolumny przymusowo ewakuowanych rodaków. (…) Ewakuację przeprowadza Waffen-SS z niesłychanym terrorem i cynizmem. (...) To już nie obrońcy ojczyzny i kraju rodzinnego; uczyniono z nich zbrodniarzy na szkodę własnego narodu. Są dziełem Hitlera, który zagłuszył w tych ludziach, zdolnych do wszystkiego, wszelki głos sumienia. (…) Wstrząsające sceny rozgrywają się na ulicach. (…) Zaledwie domy opustoszeją, przystępują do dzieła oddziały podpalaczy, którzy podkładają ogień. (…) W istny szał niszczenia wpadli Niemcy, bo rząd postradawszy zmysły rzuca hasło: zwycięstwo albo zagłada. (…) Oto agonia narodu, który chciał wykreślić Boga i jego prawa, a człowieka uczynił bożyszczem”.



2009-07-27

PO ŚLADACH.

Kudowa Zdrój, tutaj rozpoczynam dziś urlop wypoczynkowy, na który otrzymałem pozwolenie od mojego lekarza T. Jest piękna, słoneczna pogoda. Okno mej celi otwiera się na park zdrojowy, wszędzie bujna zieloność. Pierwszy raz przybyłem do Kudowy przed 45-ciu laty z dekretem kurialnym w kieszeni. Pracowałem tu jako wikariusz przez dwa pierwsze lata kapłańskie. Pamiętam słowa, jakimi przywitał mnie na progu plebanii ks. proboszcz Modest Gajewski. Ze zdziwieniem wykrzyknął: „Och, jaki chudy”! Uśmialiśmy się obaj. Przy kolacji pocieszył mnie: „Każdy wikary, odchodząc stąd, wygląda znacznie lepiej. W Kudowie jest dobre powietrze”. Istotnie tak było, chociaż po dwóch latach do otyłych jeszcze nie należałem. Spacerowałem dziś główną aleją parkową tak, jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał. Wszystko takie znajome, bliskie, a jednocześnie dziwnie nowe, odrestaurowane, bardziej zadbane. I ludzie jakby ci sami, a jednak przy zbliżeniu to nie byli ci i zupełnie mnie nie poznawali – dziwiłem się. Popatrz w lustro, powiedziałem sobie, tak to prawda, oni mogliby być wnukami tamtych, z którymi się tu spotykałem… Chodziłem po dawnych śladach. Było mi bardzo przykro. Są momenty, w których starość jest za bliska i nie na rękę. Zatęskniłem za Kudową sprzed prawie półwiecza, to była moja pierwsza miłość duszpasterska.



2009-07-23

W SZPITALU.

Rano miałem telefon ze szpitala w centrum miasta. Długo płynęła ze słuchawki opowieść o chorowaniu. Jest wielki upał, w salach duchota nie do wytrzymania. W przepełnionych salach i na korytarzach leżą stare kobiety z wyrazem cierpienia na twarzy. Niektóre cicho pojękują, inne głośniej próbują dochodzić swoich praw pacjentek. Pewna bezsilna staruszka chciałaby wyjść do WC, robi nadludzkie wysiłki, by podnieść się z pościeli, zsuwa się na brzeg łóżka i, niestety, bezsilna pada na podłogę. Sąsiadka naciska guzik alarmowy. Przybiega pielęgniarka, nie ma sił, by podnieść ciężką pacjentkę. Biegnie po pomoc, trochę czasu schodzi, znalazł się mężczyzna, noszowy, ktoś inny poszedł po wózek dla chorej. Potrzebny jest lekarz, by zbadać, czy chora nie zrobiła sobie jakiejś krzywdy tym upadkiem. Lekarz zajęty, przychodzi po jakiejś chwili, a babcia jęczy i wskazuje na WC… Po południu odwiedza mnie B. Była dziś w szpitalu, chciała odwiedzić chorą znajomą. Szukała po wszystkich salach i nie znalazła. Wreszcie w recepcji pielęgniarka powiadomiła ją, że pacjentka została rano wypisana ze szpitala, Jak to? – pyta zdziwiona – bez uprzedzenia? No tak, miała dostać jeszcze porcję krwi, ale krwi nie ma, więc wypisano ją, po co ma zajmować łóżko...

W TVP tymczasem pani minister mówi gładko o reformie służby zdrowia. Rząd nad nią pracuje (od zawsze!) i pacjenci są bezpieczni. Dla kogo ten rząd pracuje? Pacjenci przecież nie są bezpieczni. Wielki nieuprawiany ugór rozciąga się między górą partyjno-rządową a dołami społecznymi w naszym państwie prawa (niereformowalnego).



2009-07-22

SPRAWDZANIE.

Andrzej Wiszniewski telefonuje prawie codziennie wieczorem i pyta: „powiedz, jak ty się czujesz?”. Odpowiadam niezmiennie (albo prawie niezmiennie): „dobrze, chociaż…”. Nie jest lekarzem (jest zwyczajnym profesorem) i nie chodzi mu o jakieś rozpoznanie diagnostyczne, jest wiernym przyjacielem i pragnie w ciszę wieczornej samotności wrzucić kroplę życzliwej obecności i troski. Czasem zdarza mu się wrzucić większy ładunek emocji, np.: „Byłem dziś w „Solidarności” na Politechnice i wszyscy pytali o ciebie… Nie masz pojęcia, ile tam masz przyjaznych dusz. Pytają o twoje zdrowie, troszczą się”. Z całą pewnością jest to miłe zapełnienie mych wieczornych myśli i uczuć wieloosobowym duchem życzliwości. Pamięć przywodzi wspomnienia wielu dobrych spotkań i rozmów. Ale nie tylko pamięć. Od kiedy celebruję już samodzielnie (choć nie bez drżenia, czy zdołam dokończyć) Eucharystię, wśród uczestników spostrzegam dawnych studentów „czwórkowiczów”, którzy obserwują i sprawdzają, jak się czuję. Czasami uda się nam porozmawiać ciekawie w cieple zachodzącego słońca. Ot, zwykły (i niezwykły!) obrazek z krajobrazu kapłańskiej starości…

 



2009-07-18
MIAŁ ODWAGĘ.
W Oxfordzie wczoraj zmarł w wieku 82 lat polski filozof Leszek Kołakowski. Wśród wielu tekstów w prasie na temat Zmarłego znalazłem krótką i sumującą wypowiedź niemieckiego filozofa, prof. Gesine Schwana: „W Leszku Kołakowskim fascynowała mnie przemiana, która się w nim dokonała. Z zaangażowanego marksisty stał się krytykiem systemu komunistycznego. Niezwykle ciekawe były też jego poglądy na religię. Był niesłychanie uduchowionym człowiekiem o potężnej wiedzy na temat etyki i polityki, ale też doskonale obeznanym z europejską filozofią. Europie pozostawił swój rozrachunek z marksizmem, a także swoje rozmyślania nad religią". Odszedł do Wieczności człowiek, który na pytania dotyczące najistotniejszych spraw ludzkiego życia miał odwagę odpowiadać „nie wiadomo”. Leszek Kołakowski z pewnością zwycięsko potwierdził swoją ziemską opinię na temat żywej wiary chrześcijańskiej: „Kościół chrześcijański szczyci się imponującą galerią wielkich mistyków, których słusznie uważa za najjaśniejsze gwiazdy na swoim duchowym firmamencie, poczynając od samego św. Pawła, najbardziej czczonego patrona chrześcijańskich mistyków”.


2009-07-16
JEDNOZNACZNOŚĆ.
Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski poprosił wczoraj panią prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, praktykującą przecież katoliczkę, o wyjaśnienie głośnej i budzącej ostry sprzeciw środowisk katolickich w Polsce sprawy pozwolenia na koncert piosenkarki Madonny 15 sierpnia w Warszawie. Przecież „Już sam pseudonim, ale także sposób zachowania się, tak na scenie, jak i poza sceną, tej piosenkarki jest dla wielu osób prowokacyjny. Organizowanie w Warszawie koncertu w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny budzi poważny sprzeciw i niesmak”. Data tego koncertu – właśnie w Polsce – jest bezczelną prowokacją antykatolicką, a w efekcie ma przynieść organizatorom wzrost wpływów ze sprzedaży biletów. Organizatorzy, oczywiście, powołują się na konstytucyjne prawo do wolności. To zasłanianie się prawem zamyka wielu katolikom usta. Milczą, choć mają obowiązek publicznej obrony czci dla kultu Najświętszej Maryi Panny. Dlatego cieszę się z jednoznacznego stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich, który pisze w swoim liście: „Nie jest, w moim przekonaniu, żadnym usprawiedliwieniem odwoływanie się w tej sprawie do konstytucyjnych wolności wyrażania poglądów, swobody działalności twórczej, wolności sumienia i religii. Są granice, których w imię tej wolności przekraczać nie należy. Do nich zaliczyć trzeba konstytucyjną zasadę nakazującą poszanowanie praw innych osób, w tym ich uczuć religijnych. Prowokacja artystyczna, jak to określają niektórzy obserwatorzy wydarzeń kulturalnych, mająca na celu zwiększenie zainteresowania koncertem, ma swoje granice wyznaczone sferą wolności i praw innych osób”. Jestem bardzo ciekaw, jakie stanowisko zajmie pani prezydent stołecznego miasta Warszawy, bez której woli nie zostałaby wydana zgoda na ten koncert.


2009-07-11
KRWAWA NIEDZIELA.
Dziś mija 66. rocznica mordu Polaków przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu. W 167 miejscowościach (jak wynika z najnowszych tragicznych odkryć Kresowiaków) sąsiedzi ukraińscy zaatakowali sąsiadów polskich (zamordowano wtedy blisko 150 tysięcy Polaków). Jak to się stało? Przecież do tej pory te sąsiadujące rodziny żyły ze sobą w zgodzie. Jaki demon sprawił, że w niedzielę, gdy polskie rodziny modliły się w kościele, mężczyźni ukraińscy wrzucali do świątyni granaty, strzelali z karabinów, a wreszcie podpalili pełen ludzi kościół. Jak to się stało, że dorastający greckokatoliccy synowie razem ze swymi ojcami ruszyli na tę krwawą, sąsiedzką rzeź?... Diabeł nienawiści zawsze działa tak samo. Trzeba przypomnieć sobie, co zrobił z Żydami na zachód od nas w „noc kryształową” (9/10 listopada 1938). Dodać należy dla sprawiedliwej pamięci, że na Wołyniu wielu Ukraińców pomagało Polakom podczas tego pogromu i że wielu z nich za to zostało przez UPA srogo ukaranych. Potrzeba modlitwy, dużo gorącej modlitwy. Pikietowanie konsulatów ukraińskich to za mało. Dlatego dobrze się dzieje, że dziś i jutro w wielu miastach polskich, a także w Łucku, modlą się i modlić się będą katolicy na Mszach św., aby przyjść z pomocą duszom czyśćcowym ludzi zamordowanych. Modlić się także trzeba za dusze morderców. I jeszcze jedna intencja domaga się modlitwy: aby nigdy nie obudził się demon nienawiści w nowych pokoleniach.


2009-07-09
NOWA ENCYKLIKA.
Nowa encyklika, podpisana przez Ojca św. Benedykta XVI w Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła 29 czerwca, a ogłoszona przed dwoma dniami 7 lipca, pięknie się zaczyna: „Caritas in Veritate”. Taki też jest tytuł. A podtytuł określający jej temat brzmi: „O integralnym rozwoju ludzkim w miłości i prawdzie”. O miłości również mówiła pierwsza encyklika nowego papieża „Deus caritas est”, wydana w pierwszym roku jego pontyfikatu na Boże Narodzenie 2005r. Wtedy Ojciec św. mówił o twórczym źródle życia chrześcijańskiego, jakim jest Miłość Boża i które jest fundamentem codziennego odnoszenia się wzajemnego chrześcijan. Ta pierwsza encyklika Benedykta XVI była jakby jego duchową wizytówką, odkrywała jego wnętrze, pokazywała jego wielką duchową wrażliwość na centralną osobę chrześcijaństwa, Jezusa Chrystusa, Boga-człowieka, którego nie sposób nie kochać, gdyż On pierwszy nas umiłował. Obecna, trzecia z kolei, encyklika ma swoją aktualną motywację społeczną. Powstała jako odpowiedź na zaistniały na całym globie kryzys ekonomiczny. Papież wybrał datę jej ogłoszenia, niejako dedykując ją szefom najbogatszych państw zebranym na konferencji G8 w Aquili we Włoszech. Najbogatsi ludzie świata zebrali się, aby obradować nad światowym kryzysem gospodarczym. Ojciec św. już wcześniej apelował do najbogatszych, aby zwrócili uwagę na najbiedniejsze kraje, gdzie ludzie po prostu głodują. O reakcjach bogaczy na kryzys powiedział, że ratują swe banki przed upadłością, a tymczasem najcięższe skutki kryzysu odczuwają mieszkańcy najbiedniejszych krajów. W tej niesprawiedliwości i zapaści gospodarczej Benedykt XVI proponuje ekonomistom spojrzenie przez pryzmat nauki katolickiej na sprawy społeczne. Ekonomia bez etyki i moralności staje się nieszczęściem ludzi.


2009-07-01
POŁAJANKA.
Upadł mój szacunek dla Amnesty International, i to nie za to, że zganiła Polskę, ale za to, że zganiła za obronę życia poczętego, choć jeszcze nienarodzonego. Jak można w prawdzie bronić ludzkiej wolności, godności życia, jak można piętnować stosowanie przez reżimy tortur na więźniach, zwłaszcza politycznych, jak można bronić różnych wartości humanistycznych, a jednocześnie łajać państwo demokratyczne za obronę życia dzieci nienarodzonych?! Smutek mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że tak ważne gremium międzynarodowe gromadzi ludzi nieświadomych współczesnej, szeroko rozpowszechnionej w świecie, myśli filozoficznej, która - posługując się danymi nauk empirycznych - dowodzi, że życie człowieka zaczyna się od poczęcia. Zrozumiem myślącego, choć bez łaski wiary, człowieka, który odrzuca Ewangelię wskazującą na wagę poczęcia Jezusa, ale nie mogę zrozumieć tego, kto jest ślepy wobec logicznych wymogów prawa naturalnego. Przecież fakt niewidoczności biologicznego początku człowieka (ukrytego w łonie matki) nie może usprawiedliwić arbitralnego dobierania sobie punktu początkowego życia celem usprawiedliwienia prawa do zabijania człowieka niewygodnego czy niechcianego, prawa do aborcji.


2009-06-29
HERBACIANE RÓŻE.
Od wielu lat dzisiejsza uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła nie jest „świętem obowiązującym”, jednak na Mszę św. przychodzi o wiele więcej wiernych niż na co dzień. Czuje się wyraźną potrzebę serca u modlących się. Dla mnie dzień dzisiejszy to 45. rocznica Mszy św. prymicyjnej. Celebrowałem Eucharystię po raz pierwszy w Kostrzy, w małym kościółku wiejskim. Tyle lat…Tyle lat… Wczoraj u św. Marcina na Ostrowie Tumskim z artystami i byłymi studentami dziękowałem Panu Bogu za te lata kapłańskie. Sporo znajomych przyszło. Zestarzeliśmy się wszyscy. Tego się nie da uniknąć ani ukryć. Ale radowała mnie ta sama, niestarzejąca się życzliwość i przyjaźń wielu. Tyle dobrych i serdecznych słów i uścisków. Otrzymałem wielki bukiet z czterdziestu pięciu róż herbacianych. Ech, łza się w oku kręci…


2009-06-27
DEMONUMENTALIZACJA.
Chyba można się domyślać, dlaczego Gazeta Wyborcza publikuje serial reportażowy o Słudze Bożym Janie Pawle II na tle książki Wandy Półtawskiej „Beskidzkie rekolekcje”, ale jej głębszych intencji zrozumieć niepodobna. Niby nie ma w tym cyklu słów obraźliwych czy poniżających, ale lektura każdego odcinka pozostawia w końcu duże poczucie niesmaku. Czy autorka nie umie znaleźć dziś innego sposobu na zarobkowanie, jak tylko przez przymnażanie Gazecie czytelników żądnych sensacji? Czy rzeczywiście relację między Papieżem a autorką książki należy określać pojęciem „intymna”, skoro to pojęcie ma dziś jednoznaczne cielesne konotacje? Czy trzeba w taki sposób podkreślać jej nadzwyczajność, skoro cała osoba Ojca św. jest nadzwyczajna w każdym aspekcie i skoro mieszka w Polsce i na całym świecie sporo ludzi, którzy do dziś są dumni z wielkiej i niespotykanej przyjaźni, jaką przeżyli z Karolem Wojtyłą? W kulturze europejskiej od starożytności istnieje zasada: „De mortuis nil nisi bene” - mów zawsze dobrze o zmarłych. Karol Wojtyła w każdym okresie swego życia – od studenta aż do papieża – zasługuje na najwyższy szacunek i zawsze ten szacunek otrzymywał. Tym bardziej po śmierci nie należy manipulować (choćby bez bezpośrednich ataków) Jego słowami w imię jakiejś „demonumentalizacji” Jego osoby. Jan Paweł II był i jest Wielki, bo wielka w Nim była miłość Boża. Cały świat odwzajemnia Papieżowi tę Jego miłość. Radziłbym autorce reportażu pojechać do Watykanu i razem z rzeszą pątników przeżyć gorącą modlitwę u grobu polskiego Papieża.


2009-06-25
BLASK MIŁOŚCI.
Zolli w swej książce wyjaśnia, czym jest akt nawrócenia: „Konwersja jest pójściem za wezwaniem Boga. Ktoś nawraca się nie wcześniej, nie później, nie wtedy, kiedy chce czy chciałby, ale w momencie gdy posłyszy apel Boży. Pozostaje mu wtedy tylko jedna droga: być posłusznym”. Autor po swym mistycznym spotkaniu z Jezusem nie czuł w sobie żadnego wewnętrznego przymusu. Swój stan duszy scharakteryzował wtedy bardzo jasno: „Cały czas czułem się Żydem, a jako naturaliter Żyd, całkiem naturaliter kochałem też Jezusa Chrystusa. W tej mojej miłości do Chrystusa nie musiałem brać pod uwagę ani judaizmu, ani chrześcijaństwa. Ja w obliczu Jezusa, a Jezus we mnie”. Wiadomo, że o Chrzest św. poprosił jako rabin Rzymu dopiero w 1945 roku. Przyjął wtedy nowe imię: Eugenio. Do swej decyzji doszedł nie drogą dojrzewania myśli filozoficznej, ale drogą dojrzewania jego miłości ku Miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Wyznaje w swej książce: „Wszystko dokonywało się w blasku łagodnej i słodkiej miłości, żywej i przeżywanej w poznawaniu, które ofiaruje miłość, używając Janowego porównania do Światła”. Książka zdumiewa, bo zdumiewający jest w niej Jezus.



2009-06-24
SŁODKI GOŚĆ.
Po długiej przerwie znów usiadłem do książki Eugenio Zolliego „Byłem rabinem Rzymu… Historia wielkiego nawrócenia”. Od początku lektury nurtowało mnie pytanie, w jaki sposób doszło do konwersji rabina Rzymu na katolicyzm? Izrael Zolli, jako dorastający chłopiec, spotykał się w szkole i w sąsiedztwie z kolegami katolikami. Z pewnością miało to wpływ na fakt, że czytał Biblię nie tylko hebrajska, ale i Nowy Testament. Znał postać Jezusa z Ewangelii i z… krzyża, który zauważył przy odwiedzinach u swego kolegi katolika. W głębokich analizach biblijnych obok wypowiedzi proroków stawiał słowa Jezusa. Cenił je, bo były bliskie jego sercu i odkrywały mu Prawdę. Pokochał Jezusa za Jego miłość odczytaną na kartach Ewangelii. Czy tylko za to?... Dziś stanąłem zdumiony wobec następującego fragmentu wyznań Zolliego: „Pewnego popołudnia siedziałem samiuteńki w domu i pisałem jeden ze zwykłych artykułów do ‘Lehrerstimme’. Czułem, że nie jestem sobą. Nagle odłożyłem pióro, nie wiedząc, skąd ta przerwa w pracy, i zacząłem wzywać imię Jezusa; nie znalazłem jednak pokoju, dopóki On mi się nie ukazał: jakby w wielkim obrazie bez ram, w kącie mrocznej izby. Kontemplowałem Go długo bez żadnego podniecenia, raczej wprost przeciwnie, w zupełnym spokoju ducha. (…) Jezus wszedł do mojego życia wewnętrznego jako słodki Gość, ubłagany i mile przyjęty”. Było to pod koniec 1917 roku, gdy Zolli miał 36 lat. Czy to była przyczyna jego nawrócenia? – Jeżeli tak, to po bardzo długim okresie promieniowania Serca Jezusowego na jego serce.


2009-06-19
OBRAZ OJCZYZNY.
Rozpoczął się dziś Rok Kapłański. Ojciec św. Benedykt XVI ogłosił przed dwoma dniami piękny list z tej okazji. Wskazuje w nim kapłanom do naśladowania piękną postać św. Jana Vianneya, którego 150. rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku. Byłem ciekaw, czy nasza prasa omówiła ten ważny tekst. Znalazłem jeden anons w „Dzienniku”. Co tę gazetę zainteresowało? Czy może piękno papieskiego obrazu kapłaństwa? Nic podobnego! Redaktor wyłuskał z długiego (na 7 stron A4) Listu jedną wieść, że „nigdy dość potępiania niewierności kapłanów”. Przy okazji dodał, że obserwatorzy domyślają się, iż chodzi tu o (omawiany już dawniej na wszystkie strony) raport z Irlandii na temat pedofilii księży. Po co to?
Jaki cel ma takie przedstawianie spraw kapłańskich w Polsce? Wystarczy pomyśleć, że w Polsce jest tylu wspaniałych kapłanów, którzy - podobnie jak wspaniali lekarze, prawnicy, urzędnicy i wszyscy inni dobrzy ludzie - budują wspaniały wizerunek naszego kraju, pokazują piękną Polskę. Dlaczego mediom niereligijnym zależy na szpetnym obrazie naszej Ojczyzny?


2009-06-18
ZŁY ZAPRZĘG.
Sprzęgnięte razem zazdrość i złośliwość mogą wyrządzić drugiemu człowiekowi wielką krzywdę. Nie mówię już o tym, że te dwa „konie” zawsze okaleczają samego „woźnicę”. Dlatego (po nieprzyjemnych atakach włoskiej prasy) ucieszyłem się zapowiedzianej obecności pani dr Wandy Półtawskiej na nocnym czuwaniu modlitewnym z soboty na niedzielę w Łagiewnikach organizowanym przez ojców kapucynów, a poświęconym Ojcu Pio. Pani Doktor została w 1962 roku uzdrowiona z choroby nowotworowej za wstawiennictwem świętego Zakonnika, a prośbę o to wyraził w swym liście przyjaciel chorej, ks. bp Karol Wojtyła. Właśnie o tym cudzie i o tym przyjacielskim wstawiennictwie chce dać świadectwo przed ludźmi dr Półtawska. Ten głos z pewnością odpowie tym wszystkim, którzy zostali zdegustowani krytyką „Beskidzkich rekolekcji”, zawierających korespondencję długoletnich przyjaciół Wojtyły i Półtawskiej. Dla niektórych dzisiejszych ludzi (w tym także duchownych) fakt przyjaźni księdza z kobietą wywołuje bardzo niezdrowe emocje i rodzi dwuznaczne podejrzenia. W prasie włoskiej napisano nawet bzdurę o przeszkodzie w procesie beatyfikacji Jana Pawła II. A ile przy tym wysuwano insynuacji o wtykaniu nosa kobiety w sprawy Kościoła! Tymczasem listy te pokazują piękną i głęboką duchowość biskupa krakowskiego, którego Bóg powołał na Stolicę Piotrową.


2009-06-13
NIEDOWIARSTWO.
Diabeł hałasuje w Wietnamie. Prześladowania Kościoła katolickiego przez rząd komunistyczny budzą przerażenie na tle złych wspomnień u starszych Polaków; u młodych często wywołują wzruszenie ramion, gest niedowiarstwa: czy to możliwe? Agencja informacyjna Vietcatholic podaje nazwiska księży boleśnie prześladowanych, nazwy parafii, gdzie zrabowano własność majątkową kościelną: kościoły, kaplice, ośrodki działalności szkolnej i duszpastersko – społecznej. Na miejscu zabranych i zburzonych budynków sakralnych buduje się hotele i kurorty turystyczne. Zastępca przewodniczącego Komisji ds. Religijnych i Etnicznych w jednym z radiowych wywiadów butnie i jednoznacznie przekreślił nadzieje katolików na odzyskanie 2250 budynków zagarniętych przez komunistyczny reżim. Dodać należy, że wszystko to odbywa się przy jednoczesnej profanacji znaków, obrazów i figur świętych. Zastanawiam się, czy słuszne i dobre jest dzisiejsze niedowiarstwo młodych wobec słowa drukowanego? Pamiętam z młodości (to był XX wiek!) inne, zupełnie odwrotne, zjawisko: super wiara w słowo drukowane. Dziwne i niepojęte są meandry rozwoju wiary umysłowej.


2009-06-11
ŚWIĘTO WIARY.
Chyba można pytać, jak wielka była ciekawość uczniów, którym Jezus polecił znaleźć w mieście izbę dla spożycia Paschy? Drogowskazem miał być spotkany na ulicy człowiek „niosący dzban wody” (Mk 14,13). Spotkają, czy nie spotkają tego człowieka? Skąd Jezus o nim wie? Przecież nie byli z nikim umówieni, dopiero mieli wejść do Jeruzalem… A może wcale nie zadawali sobie takich pytań i to nie z lenistwa umysłowego, ale po prostu dlatego, że bezgranicznie wierzyli słowu Jezusa. Pamiętali, jak innym razem Jezus bardziej ich zaskoczył, zapowiadając tajemnicę swego ciała danego ludziom do spożycia. Wtedy Piotr w imieniu wszystkich, którzy trwali przy Jezusie, odpowiedział: „Myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6,69). Wiara słowu Jezusa jest drogą do poznania Jego boskiej Tajemnicy. Jest też zasadą trwania przy Bogu.
Dzisiejsza Uroczystość Bożego Ciała jest świętem naszego trwania przy Bogu, któremu zawierzyliśmy. Jest uroczystą manifestacją naszej wiary słowu Jezusa Chrystusa. Jest otwarciem oczu na bliską obecność Boga pośród ludzi.



2009-06-10
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
„O rodacy! Jakże gorąco dziękuję wspólnie z wami raz jeszcze za to, że zostaliśmy przed tysiącem z górą lat ochrzczeni w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. (…)
Pragnę wam dziś przekazać tego Ducha, ogarniając sercem z najgłębszą pokorą to wielkie „bierzmowanie dziejów”, które przeżywacie. Więc mówię za Chrystusem samym: „Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20, 22). I mówię za Apostołem: „Ducha nie gaście!” (1 Tes 5, 29). I mówię za Apostołem: „Ducha Świętego nie zasmucajcie!” (por. Ef 4, 30).
Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego!
Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć (…).
Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszę was o to. Amen”.
Na lotnisku w Balicach Jan Paweł II nazwał tę pielgrzymkę „wydarzeniem bez precedensu” w całym Tysiącleciu, które „było z pewnością aktem pewnej odwagi z obu stron. Jednakże naszym czasom potrzebny był taki właśnie akt odwagi. Trzeba czasem odważyć się pójść także w tym kierunku, w którym dotąd jeszcze nikt nie poszedł. (…) Żegnam Polskę! Żegnam Ojczyznę moją. (…) Na odchodnym całuję tę ziemię, z którą nigdy nie może się rozstać moje serce”


2009-06-09
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Nowa Huta to był teren wielkich zmagań kardynała Karola Wojtyły z komunistami o obecność Chrystusa w nowobudowanym mieście zaplanowanym jako środowisko absolutnie ateistyczne. Pamięć o tych zmaganiach przywiózł ze sobą Jan Paweł II na Eucharystię sprawowaną przy opactwie w Krakowie –Mogile, gdzie robotnicy postawili krzyż jako zapowiedź ich pragnienia zbudowania tu kościoła w Nowej Hucie.
„Nowy krzyż, który stanął opodal prastarej relikwii Krzyża świętego w cysterskim opactwie, zwiastował narodziny nowego kościoła. (…) Ów nowy krzyż pojawił się wówczas, gdy na teren dawnych podkrakowskich wsi, który stał się terenem Nowej Huty, przybyli nowi ludzie, którzy mieli tu rozpocząć nową pracę. (…) Hutnicy. To oni właśnie przynieśli z sobą ten nowy krzyż. (…) My wszyscy bowiem wiemy, że w pracę człowieka jest głęboko wpisana tajemnica Krzyża, jest wpisane prawo Krzyża. Czyż nie na pracy ludzkiej spełniają się te słowa Stworzyciela, wypowiedziane po upadku człowieka: „W pocie czoła będziesz pożywał twój chleb” (por. Rdz 3, 19)?. (…) W pocie czoła pracował rolnik. W pocie czoła pracuje tutaj hutnik. I w pocie czoła — w straszliwym śmiertelnym pocie — kona na krzyżu Chrystus.
Nie można oddzielić krzyża od ludzkiej pracy. (…) Chrystus nie zgodzi się nigdy z tym, aby człowiek był uznawany — albo aby siebie samego uznawał — tylko za narzędzie produkcji; żeby tylko według tego człowiek był oceniany, mierzony, wartościowany. Chrystus nigdy się z tym nie zgodzi. Dlatego położył się na tym swoim krzyżu, jak gdyby na wielkim progu duchowych dziejów człowieka, ażeby sprzeciwiać się jakiejkolwiek degradacji człowieka. Również, gdyby to była degradacja przez pracę. Chrystus trwa w naszych oczach na tym swoim krzyżu, aby człowiek był świadomy tej mocy, jaką On mu dał: dał nam moc, abyśmy się stali synami Bożymi (por. J 1, 12)”.


2009-06-08
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Młodzież akademicka zawsze była oczkiem w głowie ks. Karola Wojtyły, nie przestała być i dla Jana Pawła II. W Krakowie na Skałce uważnie wsłuchiwał się w to, co Mu młodzi przedstawiali, był poruszony emocjonalnie. Rozpoczynając swą odpowiedź, odłożył przygotowany tekst i zaczął mówić sua sponte. Było przy tym wiele radości, jak na spotkaniu z „Wujkiem”. Warto jednak sięgnąć do tego przygotowanego w Rzymie tekstu, zwłaszcza, gdy się obserwuje młodą inteligencję dziś.
„Ażeby ta szlachetna dążność, która odzywa się w młodym sercu i woli, mogła doczekać się prawidłowej realizacji, trzeba widzieć człowieka we wszystkich wymiarach jego człowieczeństwa. Nie można zacieśniać się do zakresu jego potrzeb tylko materialnych. Nie można mierzyć postępu wartościami samej ekonomii. Wymiar duchowy ludzkiej istoty musi znaleźć się na właściwym miejscu. Człowiek jest sobą poprzez dojrzałość swego ducha, swego sumienia, swego stosunku do Boga i do bliźnich. Nie będzie lepszym światem i lepszym porządkiem życia społecznego taki porządek, który tym wartościom ludzkiego ducha nie daje pierwszeństwa. Pamiętajcie o tym dobrze wy wszyscy, którzy tak słusznie chcecie zmian prowadzących do lepszego i sprawiedliwszego społeczeństwa — wy młodzi, którzy słusznie wyrażacie sprzeciw wobec wszelkiej krzywdy, dyskryminacji, gwałtu, kaźni zadawanych ludziom. Pamiętajcie, że ład, którego pragniecie, jest ładem moralnym i nie osiągniecie go inaczej, jak tylko zapewniając pierwszeństwo temu, co stanowi siłę ludzkiego ducha: sprawiedliwości, miłości, przyjaźni” (str. 178).


2009-06-07
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Po drodze z Jasnej Góry do Krakowa Jan Paweł II nie chciał pominąć najtragiczniejszego miejsca na polskiej ziemi, które nam zorganizowali najeźdźcy zza zachodniej granicy w pierwszej połowie XX wieku: Auschwitz. Tutaj chciał się modlić i tutaj złożył Chrystusową, Najświętszą Ofiarę. „Przybywam tu dzisiaj jako pielgrzym. (…) Przychodzę więc i klękam na tej Golgocie naszych czasów, na tych mogiłach w ogromnej mierze bezimiennych, jak gigantyczny grób nieznanego żołnierza. (…) Zatrzymam się wraz z wami, drodzy uczestnicy tego spotkania, na chwilę przy tablicy z napisem w języku hebrajskim. Napis ten wywołuje wspomnienie narodu, którego synów i córki przeznaczono na całkowitą eksterminację. Naród ten początek swój bierze od Abrahama, który jest ojcem wiary naszej (por. Rz 4, l2), jak się wyraził Paweł z Tarsu. Ten to naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie Nie zabijaj, w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. Wobec tej tablicy nie wolno nikomu przejść obojętnie. (…) I wreszcie tablica w języku polskim. Polaków zginęło czasu ostatniej wojny sześć milionów: jedna piąta część narodu. Jeszcze jeden etap wiekowych zmagań się tego narodu, mojego narodu, o podstawowe swoje prawa wśród narodów Europy. Jeszcze jeden głośny krzyk o prawo do własnego miejsca na mapie Europy. Jeszcze jeden bolesny rozrachunek z sumieniem współczesnej ludzkości”.
* * *
Dziś (trzydzieści lat potem) Polacy w całym kraju dziękowali Opatrzności Bożej za wolność.

2009-06-06
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Nie mógł Jan Paweł II, odwiedzając Polskę, nie przemówić do ludzi pracy. We wschodnio-europejskim obozie pracy socjalistycznej robotnicy byli straszliwie wyzyskiwani, a sens pracy był i wynaturzony, i daleki od biblijnego życzenia Stwórcy wobec pierwszych ludzi, aby uczynili sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Gdy pod wałami Jasnej Góry stanęli pielgrzymi ze Śląska i Zagłębia, papież powiedział: „Praca jest też podstawowym wymiarem ludzkiego bytowania na ziemi. Dla człowieka posiada ona nie tylko znaczenie techniczne, ale także znaczenie etyczne. (…) Praca ma dopomagać człowiekowi do tego, aby stawał się lepszym, duchowo dojrzalszym, bardziej odpowiedzialnym, aby mógł spełnić swoje ludzkie powołanie na tej ziemi zarówno sam, jako niepowtarzalna osoba, jak też we wspólnocie z drugimi, a nade wszystko w tej podstawowej ludzkiej wspólnocie, jaką jest rodzina. (…)Poprzez pracę dorosły mężczyzna powinien zdobyć środki potrzebne do utrzymania swojej rodziny. Macierzyństwo zaś w polityce i ekonomii pracy winno być traktowane jako wielki cel i wielkie zadanie samo dla siebie. Łączy się bowiem z nim inna, wielka praca, w której nikt matki rodzącej, karmiącej, wychowującej nie zastąpi. Nic też nie zastąpi serca matki w domu, serca, które zawsze tam jest, zawsze tam czeka. Prawdziwe poszanowanie pracy niesie z sobą należną cześć dla macierzyństwa, a nigdy inaczej. Od tego też zależy zdrowie moralne całego społeczeństwa”.
* * *
Dziś (trzydzieści lat potem), pod Bramą - Rybą nad Jeziorem Lednickim pod Gnieznem, ks. prymas Józef Glemp przyjął od ponad 80 tysięcy młodych Polaków słowa roty Wyboru Chrystusa: "Chryste, Tobie powierzam moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Panie Jezu Chryste. Ciebie wybieram jako mojego Pana....Ty jesteś moim Panem, Ty jesteś moją drogą, Ty jesteś moim życiem i moją miłością teraz i na wieki. Amen!"


2009-06-05
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Na Jasną Górę Jan Paweł II zaprosił siostry zakonne z całego kraju. Chciał się z nimi spotkać oczywiście dlatego, by im dać szansę pomodlenia się z papieżem, ale także chciał pokazać je całej Polsce i powiedzieć światu, że źródłem mocy i zwycięstwa nad ateistycznym zniewoleniem jest radykalne praktykowanie Chrystusowego przykazania miłości. Do ogromnej rzeszy zakonnic stojących i klęczących pod wałami mówił z głębokim przekonaniem: „Bezcenny jest, drogie siostry, ten żywy znak, jaki każda z was stanowi wśród ludzi. (…) Waszym powołaniem jest inaczej miłować człowieka, pełniej miłować człowieka. Miłować go tam, gdzie już miłować inni nie potrafią! Ogarniacie Chrystusa w chorych, w starcach, w kalekach, w upośledzonych, którymi nikt inny prócz was zajmować się nie potrafi, bo do tego trzeba heroicznego zaprawdę poświęcenia. Ja do dzisiaj mam w oczach wszystkie te domy dzieci upośledzonych. Chociażby jeden z pierwszych, który wizytowałem w Wadowicach (…) - wystarczy tam przyjść, wystarczy tam zaprowadzić kogokolwiek. Niech tam przyjdzie najbardziej zagorzały wróg Pana Boga, niech postoi chwilę i niech popatrzy! Jeżeli jest w nim choć trochę człowieczeństwa, musi wyjść stamtąd wstrząśnięty do dna duszy! I to wstrząśnięty równocześnie obrazem tej niedoli człowieka małego, dziecka, a równocześnie wstrząśnięty miarą tego poświęcenia.
My wiemy dobrze w Polsce, że tam nikt inny nie pójdzie, że dla tego nikt inny się nie poświęci, tylko ta, która się poświęciła Chrystusowi samemu! I która w człowieku, w tym najbardziej upośledzonym, widzi Chrystusa”.


2009-06-04
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Jasna Góra, podobnie jak w sercu Prymasa Tysiąclecia, miała ważne miejsce w życiu Jana Pawła II. Przecież to rezydencja Królowej Polski, mieszkanie Matki, wobec której do końca życia nie przestał powtarzać: TOTUS TUUS. Ojciec św. widział Jasną Górę jako miejsce bliskie każdemu Polakowi. Podczas Eucharystii na wałach mówił do zasłuchanych pielgrzymów: „Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych! Ale również okrzykami radości i zwycięstwa! Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci, można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w Sercu jego Matki i Królowej! A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk, trzeba przyjąć to wołanie. Rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na polskiej ziemi”.
Niestety, dziś Matka i Królowa Polski patrzy ze smutkiem na pełen złośliwości podział polskiego środowiska „Solidarności”. XX rocznicę obalenia komunizmu (semi-demokratyczne wybory parlamentarne) obchodzi się symultanicznie (aby się razem politycy nie spotkali) w Gdańsku i w Krakowie. Jak ci ludzie mogą przystępować do Komunii świętej? Przecież Eucharystia jest zwornikiem jedności, a nie podziałów!


2009-06-03
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Jan Paweł II na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie ogarnął swą duszą wszystkich Słowian, ich historię i kulturę. Przez pryzmat Bożego powołania go z Polski, z Europy Wschodniej, na Stolicę Apostolską, wskazał, że Bóg widzi jedną wielką Europę, bez podziałów. Mówił:
„Otwarł się po stuleciach na nowo jerozolimski wieczernik i zdumiały się już nie ludy z Mezopotamii i Judei, z Egiptu czy Azji, czy wreszcie przybysze z Rzymu, ale zdumiały się ludy słowiańskie i inne zamieszkujące w tej części Europy, iż apostołowie Jezusa Chrystusa mówią ich językami, że w rodzimej mowie opowiadają wielkie dzieła Boże. (…) Papież Jan Paweł II — Słowianin, syn narodu polskiego, czuje, jak głęboko wrastają w glebę historii korzenie, z których on sam razem z wami wyrasta. Ile wieków liczy ta mowa Ducha Świętego, którą on dzisiaj sam przemawia i z watykańskiego wzgórza świętego Piotra, i tutaj w Gnieźnie ze Wzgórza Lecha, i w Krakowie z wyżyn Wawelu.
Ten papież — świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go jako Drogę, Prawdę i Życie (por. J 14, 6). Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim. Przychodzi ukazywać te drogi, które na różny sposób prowadzą z powrotem w stronę wieczernika Zielonych Świąt, w stronę Krzyża i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy — wraz ze swoim własnym — przygarnąć do serca Kościoła: do serca Matki Kościoła, której ufa bezgranicznie”.


2009-06-02
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Dużo dziś wspomnień i przypomnień sprzed trzydziestu lat. Słowa Jana Pawła II z Placu Zwycięstwa o Duchu Świętym, który odnowił oblicze Polski, jakimś słonecznym znakiem zawisły nad naszą ziemią i otoczyły serca bardzo wielu Polaków. Dobrze się stało, że Polacy przypominają dziś Europie i światu, jakie jest główne źródło nie tylko przemian w naszej części kontynentu dokonanych przed dwudziestu laty, ale i co, a raczej Kto, jest korzeniem europejskiej tożsamości.
Jan Paweł II w swojej wielkiej homilii warszawskiej pamiętał również o wkładzie człowieka w tę tajemnicę dziejów Polski i Europy. Tuż przed swym charyzmatycznym wołaniem do Ducha Świętego powiedział: „Stoimy tutaj w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza. W dziejach Polski — dawnych i współczesnych — grób ten znajduje szczególne pokrycie. Szczególne uzasadnienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie? (...) Przyklęknąłem przy tym grobie, wspólnie z Księdzem Prymasem, aby oddać cześć każdemu ziarnu, które — padając w ziemię i obumierając w niej, przynosi owoc. Czy to będzie ziarno krwi żołnierskiej przelanej na polu bitwy, czy ofiara męczeńska w obozach i więzieniach. Czy to będzie ziarno ciężkiej, codziennej pracy w pocie czoła na roli, przy warsztacie, w kopalni, w hutach i fabrykach. Czy to będzie ziarno miłości rodzicielskiej, która nie cofa się przed daniem życia nowemu człowiekowi i podejmuje cały trud wychowawczy. Czy to będzie ziarno pracy twórczej w uczelniach, instytutach, bibliotekach, na warsztatach narodowej kultury. Czy to będzie ziarno modlitwy i posługi przy chorych, cierpiących, opuszczonych. Czy to będzie ziarno samego cierpienia na łożach szpitalnych, w klinikach, sanatoriach, po domach: wszystko, co Polskę stanowi”.


2009-06-01
DZIEŃ DZIECKA.
W południe zatelefonował ks. Stanisław z życzeniami na Dzień dziecka, bo wszyscy przecież jesteśmy dziećmi Boga. Piękna i święta prawda, a jednocześnie wiadomo, że mimo dorosłości nie przestajemy być dziećmi swoich rodziców. Wczoraj w Wieczerniku w Jerozolimie podczas Światowego Dnia Modlitwy chrześcijanie, odmawiając w różnych językach „Ojcze nasz”, modlili się w intencji dzieci żyjących w trudnych warunkach. W transmisjach medialnych modlitwa ta rozchodziła się po całym świecie. Spojrzałem przez okno w górę i między białymi obłokami zauważyłem rozszerzającą się powoli szparę błękitną, jakby korytarz w głąb Nieba. Pozdrowiłem moich Rodziców.


2009-05-31
ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO.
Dziś rano otrzymałem mejla pełnego nadziei „..Niech mi Ksiądz powie jak się Ksiądz czuje? Wczoraj modlitwy za Księdza trwały całą noc... Tłumy modliły się w językach… Ogromnie wielu ludzi zostało uzdrowionych... I padły słowa poznania co do Księdza... Jezus przez kapłana powiedział, że będzie Ksiądz zdrowy:] tylko Jezus powiedział, że u Księdza uzdrowienie nastąpi nie od razu, lecz stopniowo, że Ksiądz będzie się coraz lepiej czuł, aż będzie zdrowy... Nie wiem, dlaczego taką drogę dla Księdza chce Jezus, ale się cieszę, że Ksiądz będzie zdrowy... I kapłan powiedział, że ta osoba, która się za Księdza wstawia (ja), żeby pytała Księdza o zdrowie i się modliła, bo to się Jezusowi podoba. Pozdrawiam...”.
Na Watykanie Ojciec św. Benedykt XVI tak prosto wyjaśnił tajemnicę Kościoła w kontekście dzisiejszej Uroczystości: „Duch Święty jest duszą Kościoła. Bez Niego do czego by się on sprowadzał? Niewątpliwie byłby wielkim ruchem historycznym, złożoną; i solidną instytucją społeczną, może swego rodzaju agencją humanitarną. I prawdę mówiąc za to uważają go ci, którzy nie patrzą przez pryzmat wiary. W rzeczywistości jednak w swej prawdziwej naturze, a także w swej najbardziej autentycznej historycznej obecności, Kościół jest nieustannie kształtowany i prowadzony przez Ducha swego Pana. Jest żywym ciałem, którego żywotność jest właśnie owocem niewidzialnego Ducha Bożego”.


2009-05-30
ZAMIERANIE.
Giną w Polsce święte i najważniejsze słowa. Najtrudniej się z tym zgodzić, gdy gubią je ludzie deklarujący swoją wiarę chrześcijańską. Organizatorzy zabaw w Dniu Dziecka w Warszawie na Placu Zbawiciela, przy kościele pod wezwaniem „Najświętszego Zbawiciela”, zupełnie nie czują co najmniej niestosowności opatrzenia swej imprezy hasłem „Plac Zabawiciela”. Trwanie przy swoim, mimo sprzeciwu tamtejszych parafian, świadczy nie tylko o bezmyślności „wierzących” organizatorów, jest świadectwem łatwego poddania się propagandzie pod hasłem: „wszystko na sprzedaż”, wszystko wolno, co się może spodobać i przynieść sukces. Wrażliwość sumienia, kiedyś wychowanego na Ewangelii, dziś zamiera. A przecież wielkie i święte słowa, przywołując najważniejsze i najpiękniejsze idee, świadczą o głębi myślenia.


2009-05-16
PIERESTROJKA.
Podarowano mi jeden tydzień wiosennego oddechu w Polanicy Zdroju. Wdzięczny jestem wszystkim, którzy ułatwili mi ten odpoczynek. Piękna miejscowość wczasowa. Dużo soczyście zielenią szumiących wielkich drzew. Kasztanowce całe obsypane bielą, a „złotokapy” (tak nazwał ten gatunek drzew akacjowych mój kolega) dosłownie zdawały się częstować przechodniów miodem. Po dziesięciu latach od pamiętnej powodzi nie ma już znaków kataklizmu. Wszędzie nowy bruk i cieniowana szarościami kostka na ulicach. Zdrojowicze, jeżeli nie spacerują z lodami w ręku po deptaku parkowym, za trzymując się na chwile przy starej, kamiennej głowie wieszcza Adama, to dają się kusić wielkim witrynom sklepowym. A co za tymi szklanymi taflami? – Ciuchy, ciuchy i ciuchy. Trochę różnorakich pamiątek miejscowych, szklanych „cacuszek” i ceramicznych kubków. Jedno kino, różnego gatunku jadłodajnie i trzy, no, może cztery kioski zapchane różnościami konsumpcyjnymi. Oczywiście jest jeszcze pijalnia wód zdrojowych, ale tam już wszystko za pieniądze, nawet łyk ciepłej wody. Dość długo szukałem księgarni. Pamiętam, kiedyś była. Nie doszukałem się. Zapytany sprzedawca w kiosku odpowiedział: „Księgarni nie ma. A po co? Niech czytają gazety”. Można by powiedzieć, oto kierunek małomiasteczkowej pierestrojki. Wycofałem się z cywilizacyjnych bruków i poszedłem oglądać kolorowe różaneczniki i słuchać pięknych treli czarnych kosów z żółtymi dzióbkami.


2009-05-15
INCYDENT SZEJKA.
W kontekście wizyty w Izraelu mówi się często o incydencie 11 maja podczas spotkania przedstawicieli różnych religii w Centrum Jerozolimskim Papieskiego Instytutu Notre Dame. Palestyńczyk, szejk Taisir Tamimi niespodziewanie wystąpił z oskarżeniem: „Izraelczycy rujnują nasze miasta i na palestyńskich terytoriach budują swoje miasta (…) Izrael zabija palestyńskie dzieci i kobiety”. Ojciec św. był zaskoczony tą antyżydowską prowokacją. Odpowiedział milczeniem, ale następnie w przemówieniach do Palestyńczyków w Betlejem i w Nazarecie opowiedział się zdecydowanie za należnymi im prawami do wolności i samostanowienia o państwowości. Wezwał organizacje międzynarodowe do działania na rzecz ulżenia ciężkiemu losowi Arabów pod okupacją izraelską. Ze strony żydowskiej pojawił się natychmiast komentarz: „Izrael potępia słowa nienawiści wypowiedziane przez szejka (…) To wstyd…”. Tak, to prawda, że słowa duchownego muzułmańskiego miały charakter prowokacyjny i że odbiegały od „poprawności politycznej” przewidzianej na czas spotkania międzyreligijnego. Ale ten incydent zdarzył się na tle 8-metrowego muru żydowskiego oddzielającego Jerozolimę od Betlejem, rozrywając rodziny arabskie i odbierając możliwość pracy Palestyńczykom. Bieda wśród nich jest ogromna, mieszkają wśród ruin po niedawnych atakach armii izraelskiej. Co więcej, skarga szejka znalazła swe potwierdzenie w fakcie drastycznego ograniczenia ilości chrześcijan palestyńskich pragnących spotkać się z Ojcem św. Władze izraelskie w Strefie Gazy wyznaczyły jedynie podwórko szkolne w obozie Aida na to spotkanie. Kto tutaj rzeczywiście powinien się wstydzić? Tym bardziej, że również sześciuset kapłanów katolickich z różnych stron świata, pragnących wziąć udział w pielgrzymce Ojca św., nie doczekało się wiz wjazdowych. Tu naprawdę zabrakło wstydu.
Jeżeli prezydent Szymon Peres nazwał wizytę Benedykta XVI w Izraelu „historyczną”, to jednocześnie z tej historii nie powinien być wymazany „incydent szejka”.


2009-05-14
NAZARET.
Miejsce Wcielenia Syna Bożego było dziś szczególnie ważne dla Benedykta XVI, bo w grocie spotkania Archanioła Gabriela z Maryją Dziewicą trwał na klęczkach zatopiony w modlitwie kilkanaście minut. Według słów Ojca św. Nazaret jest miejscem, gdzie Bóg dokonał nowego aktu stworzenia. Tym razem Stwórca chcąc odnowić świat zaprosił do tego dzieła Maryję. Czekał na Jej słowo przyzwolenia. Maryja, wypowiadając swoje „Fiat”, reprezentowała całą ludzkość. Jesteśmy więc, jako chrześcijanie, i z tego względu za ten świat odpowiedzialni. „Nie możemy czynić ze światem cokolwiek się nam podoba; przeciwnie jesteśmy powołani do podporządkowania naszych wyborów ledwo uchwytnym, ale mimo to rozpoznawalnym prawom wypisanym przez Stwórcę we wszechświat i czerpania wzoru do naszych działań z Bożej dobroci, przenikającej całą rzeczywistość stworzoną” (KAI).
Jak przed 45 laty Paweł VI w Nazarecie, podobnie Benedykt XVI mówił dziś o znaczeniu pracy ludzkiej i o fundamencie życia społecznego, jakim jest rodzina. Ten głos papieski jest nie tylko ważny dla palestyńskich chrześcijan uciekających z Ziemi Świętej na skutek prześladowań, ale również jest to wyraźna wskazówka dla współczesnej, neopogańskiej Europy, która lekceważy znaczenie rodziny jako naturalnego związku mężczyzny i kobiety.


2009-05-13
BETLEJEM.
Dziś, w 92. rocznicę objawień Maryi w Fatimie, Benedykt XVI odwiedził Betlejem, miejsce największej radości Matki Bożej. Przemówił ciepło i serdecznie do mieszkańców umacniając ich wiarę tym wszystkim, co działo się ongiś w tej niewielkiej mieścinie i co duchowo trwa do dziś. Przemawiał jako ojciec i pasterz wskazując na rozbrzmiewające do dziś orędzie aniołów z Nieba. Pociechę dla Palestyńczyków czerpał nie z obietnic i układów politycznych, ale z niewyczerpanych zasobów nadziei zapisanej w Ewangelii. Patrząc na bazylikę Narodzenia, zakończył swą homilię życzeniem i wezwaniem do modlitwy: „Nikt, kto odwiedza Betlejem, nie może nie zauważyć, że w ciągu stuleci wielka brama prowadząca do domu Bożego stopniowo stawała się coraz mniejsza. Dzisiaj módlmy się, aby z łaską Bożą i przy naszym zaangażowaniu drzwi wiodące do tajemnicy Boga, który zamieszkał wśród ludzi, do świątyni naszej komunii w Jego miłości i będące przedsmakiem wiecznego pokoju i radości, otwierały się coraz pełniej na powitanie, odnowę i przeobrażenie każdego serca ludzkiego”.


2009-05-12
ZA TRUDNY.
Współczuję serdecznie Ojcu św. w Izraelu. Nie tylko dlatego, że upał i napięty program wizyty (Ojciec św. ma przecież 82 lata), ale przede wszystkim dlatego, że temat holokaustu wciąż jest żywy i kieruje oczy i uszy mediów ze szczególną ostrością na przemawiającego Benedykta XVI. Okrutny i płytki świat mediów i, niestety, polityków, zamiast wsłuchiwać się w głębokie rozważania filozoficzno-teologiczne następcy św. Piotra w Yad Vashem, wymyśla, czego to papież nie powiedział w tym miejscu. Każdy z krytyków o co innego wysuwa pretensje, czegoś innego mu zabrakło w przemówieniu papieskim. Dziennikarze, jak wcześniej nakręcone lale i pajace, śpiewają swoją zaprogramowaną piosenkę. Śmieszne to i smutne zarazem. A wszystko dzieje się tak dla okraszenia relacji sosem sensacji. Uczony i delikatny w słowach Benedykt XVI jest za trudny dla ludzi zarabiających na życie z chwili na chwilę… doniesieniami.



2009-05-10
JORDANIA.
Ojciec św. dziś uroczystymi nieszporami zakończył pierwszy, jordański etap pielgrzymki do Ziemi św. Były to piękne trzy dni podarowane przez Opatrzność Benedyktowi XVI. Wbrew wcześniejszym „proroctwom” medialnym nie było prowokacji ani sensacji. Para królewska, łamiąc protokół dyplomatyczny, przywitała następcę św. Piotra na lotnisku w Ammanie. Ulice przejazdu Ojca św. były udekorowane biało-żółtymi flagami. Na spotkanie z Gościem przybyły tysięczne tłumy chrześcijan, którzy urzędowo otrzymali dzień wolny od pracy. Ojciec św. przybył do bliskowschodnich chrześcijan z orędziem pokoju i zachętą wiary, aby wytrzymywali w miłości i nadziei obecny, trudny dla nich czas. Ojcowskie pocieszenie pogłębił wezwaniem do mądrego trójreligijnego dialogu. Przestrzegał przed próbami politycznego manewrowania religią. Oczywiście, medialni łowcy sensacji podglądali każdy ruch papieża. Gdy Benedykt XVI wszedł do meczetu, nie zdejmując obuwia, zakrzyknęli (bez sprawdzenia sprawy): papież obraził muzułmanów! Tymczasem sprawa była bardzo prosta. Imamowie służący w meczecie opracowali specjalną trasę, gdzie nie trzeba było zdejmować butów. Piękną postawę okazał syn Husajna, zmarłego poprzednika na tronie królewskim. Witając Ojca św. podziękował za wyjaśnienie ratyzbońskiego incydentu i oświadczył, że trzeba umieć odróżnić wykład naukowca od wypowiedzi lidera religijnego.
Pierwszy etap obecności Benedykta XVI wśród muzułmanów przynosi mi smutną refleksję na temat wrogości i nienawiści wobec Benedykta XVI; więcej jej w Europie niż w obcym kulturowo i religijnie regionie świata.


2009-05-08
PIELGRZYMKA.
Ważny dzień z wielu przyczyn, ale najbardziej czuję i przeżywam pielgrzymkę Benedykta XVI do Ziemi Świętej dziś rozpoczętą. Poprzedzający ją czas w mediach to snucie różnych domysłów o niebezpieczeństwach realnych i urojonych, o konieczności szczególnych zabezpieczeń życia papieża w Izraelu. Dlatego ucieszyłem się słysząc z Jasnej Góry zapewnienie, że w dniach pielgrzymki do Ziemi Świętej tu będą trwały dzień i noc modły za Ojca świętego. Sam Benedykt XVI wniósł dużo spokoju dziś w Ammanie, wobec niepełnosprawnych w ośrodku Regina Pacis, wyznając z głęboką wiarą: „Moje siły czerpię z Boga”.


2009-04-27
POPRAWA.
Porównanie zdjęć rentgenowskich po i sprzed pierwszej chemioterapii wykazuje, że guz na płucu zmniejszył się. Bogu niech będą dzięki! Chwała też lekarzom, którzy dobrali właściwy zestaw i moc dawki. Dziękuję także wszystkim przyjaciołom, którzy modlą się o mój powrót do zdrowia. Razem dziękujmy i razem dalej prośmy, bo wszystko jest w ręku Boga.


2009-04-18
KOŃ TROJAŃSKI.
Tony Blair, były szef rządu Wielkiej Brytanii, to prawdziwy koń trojański. Po złożeniu urzędu zmienił swe wyznanie z anglikańskiego na katolickie. Wtedy była radość na Wyspach, dzisiaj rośnie wątpliwość i podejrzenie, że jednak pan Blair miał zbyt krótki okres katechumenatu. Wprawdzie nie musiał przyjmować Chrztu św., ale wypleniać z mózgu myślenie o papieżu jak o królowej angielskiej – głowie Kościoła anglikańskiego - powinien sporo dłużej i dokładniej. Trzeba do końca wysiąść z fotela parlamentarzysty, by nie traktować Kościoła jako partii politycznej, a jednocześnie nabrać zwyczaju rozmawiania na klęczkach z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Domagać się od Ojca św., by praktyk homoseksualnych nie nazywał grzechem, to nie tylko brak zrozumienia, czym jest grzech i miedzy kim a kim zachodzi, ale rodzi niebezpieczeństwo, że pan ekspremier, dla przypodobania się następnym grupom ludzi, zechce napominać Kościół, by grzechem nie nazywał współżycia seksualnego przed sakramentem małżeństwa, czy zdrad małżeńskich ad casum lub jako stały element życia rodzinnego.


2009-04-15
NAGRODA PANA.
Wynagrodził mi Pan cierpienia Wielkiego Tygodnia rozlewającym się w duszy spokojem wewnętrznym w same Święta Wielkanocny. Na oddziale onkologicznym zostało nas raptem pięciu pacjentów. Gości odwiedzających też nie było wielu. Komfortowe wręcz warunki do modlitwy. Moje osłabienie także zelżało. W oba te święte dni, pełne świeżości duchowej, mogłem uczestniczyć w koncelebrze eucharystycznej. Ministrant, maturzysta Kuba, zawiózł i przywiózł mnie do kaplicy na wózku, a przy ołtarzu dyżurowało na wszelki wypadek specjalne krzesło. Głos miałem bardzo słaby, ale bardzo chciałem czytać świętopawłową lekcję, i czytałem o tym, by patrzeć i dążyć do tego, co w górze.
To były jedyne w moim życiu tak wypogodzone święta. Bez pośpiechu i umęczenia. Sprawiedliwy i bogaty w miłosierdzie jesteś, mój Zbawicielu zmartwychwstały!



2009-04-14
WSPÓŁUCZESTNICZENIE.
Już w domu. I choć ostatnie dni w szpitalu przeżywałem w warunkach komfortowych, po decyzji lekarza spakowałem się bardzo szybko. Ciągnęło mnie też trochę powietrze świeże, wiosenne. Zimową kurtkę dźwigał Krzysiek „kierowca”. Lekarz Tomek żegnał mnie uspokajająco: w domu odpoczywa się w pełni. Jechałem do domu z myślami radosnymi. Po drodze widziałem moje Miasto rozkwitłe gęsto białym, różowym i żółtym kwieciem, a zieloność, już dość soczysta, rozciągała się wszędzie. Natura podniosła się z martwoty.
Dziwny to był czas, który ostatnio przeżyłem. Myślę o tym, jak Opatrzność Boża włączyła mnie w aktualizację zbawczej historii wpisanej w rok liturgiczny Kościoła. W Wielkim Tygodniu cierpiałem otulony dużą niemocą. Poprzez powolne czytanie psalmów i opisów ewangelicznych o umieraniu Zbawiciela, doznawałem zupełnie nowych uczuć, które mnie wiązały z Jezusem. Pomagała mi w tym moja wyobraźnia nakarmiona przed kilku laty obrazami z filmu „Pasja” M. Gibsona. Przez 45 lat odmawiane wersety kapłańskiej modlitwy nabrały nowych, bardzo aktualnych, znaczeń. Wiem dziś, że bez własnego cierpienia nie można w pełni przyjąć tego, co Jezus mi daje w swoim Cierpieniu, ani całą duszą iść za Nim. Wiem też, że cierpienie przyjęte od Jezusa nie wyklucza głębokiej radości. A ponadto dokonało się we mnie przewartościowanie przeżywanego czasu i rzeczy doczesnych. Ciężko się słucha w łóżku szpitalnym tych, co przychodzą z pełną buzią porad i recept, i którzy wszystko wiedzą najlepiej. Nie byłem w stanie oglądać TV. Zatrzymałem się jedynie w Poniedziałek Wielkanocny, gdy pokazywano tragedię spalonych ludzi w Kamieniu Pomorskim. W ciszy serca polecałem Bogu nie tylko nieżyjących, ale też tych, którzy przeżyli i nie wiedzieli, jak mają dalej żyć.


2009-04-07
NOKAUT.
Minął miesiąc od uświadomienia sobie mej choroby. Miesiąc badań, diagnoz, leczenia. Już ponad tydzień okupuję łóżko szpitalne. Dzięki Bogu mam bardzo dobrą opiekę medyczną. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że trzydniowa chemioterapia powali mnie na deski. Wciąż jestem wyczerpany, ciężki i bez chęci do robienia czegokolwiek najmniejszego, nawet myślenia. Ktoś podrzucił mi obrazek z modlitwą o zapał. Zacząłem się modlić.
„Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub smutek tego świata (2 Kor 7,10), nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia.
Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: zaraz dzień / jeszcze jeden / zrób, co możesz (Czesław Miłosz).


2009-03-30

ZMIANA PERSPEKTYWY.

Pierwsze moje spojrzenie przez okno szpitalne padło na… tory kolejowe i na pociągi dość często przejeżdżające w obie strony. Dotychczas te pociągi służyły mi swymi oknami w patrzeniu na ten szpital. Nie można tego widoku pominąć, gdy się opuszcza dworzec wrocławski w kierunku Jeleniej Góry. Wielki gmach przyciągał wzrok i wzbudzał we mnie myśli współczucia, dla tych, którzy w nim cierpią. Dziś role się odwróciły… Czy ktoś stamtąd popatrzy na mój obecny „dom”? Może pośle jakąś myśl serdeczną, może westchnienie do Boga?... Tylu tu ludzi przykutych do łóżek albo snujących się smętnie po korytarzach.

A tam?... Kierunek na góry, na świeże powietrze, na piękne krajobrazy. Tyle dobrych i radosnych przeżyć wiąże się z wyjazdami w tamtą stronę. Tam na Śnieżce stoi kaplica św. Wawrzyńca, którą z kolegami klerykami onego czasu remontowaliśmy. Tam jest przepiękna świątynia Wang w Karpaczu i tam wreszcie jaśnieje na tle świerkowego lasu uboga, ale jakże bliska memu sercu i sercom wielu artystów wrocławskich, kaplica św. Jana z Dukli. „Dukielka” – tak nazwaliśmy ten skrawek ziemi w Karkonoszach – zawsze mnie przyciągała, zwłaszcza na spotkania przyjaciół podczas dorocznych odpustów. Św. Jan z Dukli nie tylko nam pozwolił stworzyć to małe, górskie sanktuarium w Borowicach, ale też udało mu się wyciągnąć nas z pielgrzymką do Dukli i do Lwowa, miejsc uświęconych jego pracą, modlitwą i cierpieniem. Tak było. Teraz w odwrotną stronę płyną echa: z gór do Wrocławia, niesione turkotem pociągów za szybą okna szpitalnego.


2009-03-27
PASKUDA.
Dziś skończyła mi się seria pięciu naświetleń w Dolnośląskim Centrum Onkologicznym. Wszędzie tam spotykałem się z wielką życzliwością i… cierpliwością wobec moich wiercących dziurę w brzuchu pytań. A poza tym z radością stwierdziłem, że spora część lekarek to dawne studentki, uczestniczki wykładów etycznych ks. Aleksandra Zienkiewicza pod „Czwórką”. Tam ongiś spotykaliśmy się i wspólnie modliliśmy się w kościele św. św. Piotra i Pawła. Pewnie za kilka dni dowiem się, czy mój rak - paskuda rzeczywiście potrafi poruszać się do tyłu? Oczywiście, modlę się o to wraz ze wszystkimi mymi przyjaciółmi.


2009-03-26

PARANOJA.

I po co komu potrzebna książka o agentach donoszących do SB na ks. Jerzego Popiełuszkę? Te „rewelacje” nie zahamują procesu beatyfikacyjnego. Komu zależy na drażnieniu opinii? W mediach dr Żaryn opowiada o dokumentach zbrodniczej służby peerelowskiej i analizuje ich treść oskarżającą, np. ks. Czajkowskiego, a ten z kolei, powołując się na Boga i swoje sumienie, oświadcza, że nigdy nie donosił na ks. Jerzego Popiełuszkę. Człowieka, który przyznał się do swoich świństw, przyjął pokutę dyfamacji i przeprosił Boga i ludzi, należy zostawić w spokoju. I trzeba mu uwierzyć bardziej niż notatkom z rozmów przeprowadzonych przez wroga ludzi wiary, księży i Kościoła katolickiego.

Tymczasem zupełna paranoja! Czy IPN nie powinien raczej zająć się ubekami i ich haniebną działalnością nękania, grożenia, zmuszania, szantażowania, inwigilowania, zabierania z pracy, nachodzenia w domach, wzywania na posterunek milicji, przetrzymywania na 48 godzin bez powiadamiania rodziny, aresztowania na trzy miesiące bez możliwości kontaktowania się z rodziną itp.?… Przecież to były świadome i prawdziwie zbrodnicze działania wobec Polaków tak w stanie wojennym, jak i wcześniej w okresie reżimu stalinowskiego.


2009-03-25

WZRUSZENIE.

W kościele Serca Pana Jezusa rano odprawiona była Msza św. w intencji mego zdrowia. „Solidarność” Politechniki Wrocławskiej modliła się za swego kapelana. Jestem wzruszony tą inicjatywą, bo – jak się dowiaduję – we Mszy św. uczestniczyło wielu działaczy związkowych, w tym profesorowie z panem Rektorem na czele. To był duży zastrzyk otuchy dla mnie, tym bardziej, że dzisiejsza uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest bardzo bliska memu sercu. Podczas Mszy św. w moim kościele rozważałem w homilii początek ludzkiego życia Syna Bożego. Trynitarna Tajemnica: Bóg Ojciec wybrał Maryję na matkę swego Syna, Duch Święty napełnił Maryję Łaską Bożą tak, iż to, co się w niej poczęło (bez udziału mężczyzny), było Synem Bożym. Jakże głęboko w wewnętrzną miłość osób Boskich została wprowadzona Maryja! Dla mnie zawsze ta tajemnica - człowiek we wnętrzu Boga - była niepojęta i radosna zarazem. Człowiek w Bogu i człowiek wśród ludzi jednakowo potrafi wzruszyć.



2009-03-24

BEZRADNOŚĆ.

Bezradność – cóż z nią można uczynić? Jeżeli nic, to ona pociągnie duszę w dół, na jakieś bezdno. To jest sytuacja nie do pozazdroszczenia, często nie do zniesienia.

Ale bezradność jest też darem od Boga. Moja świadomość tego faktu pozwala mi patrzeć w górę. Dusza jest dźwigana – bardzo powoli, ale pewnie – ścieżką mej tęsknoty za Niebem. Jezus tę drogę już przeszedł, a ja „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).

W bezradności wielką rolę odgrywają wypróbowani przyjaciele, którzy znajdą się obok. Duch Boży namaszcza ich na aniołów, by pełnili posługę pocieszenia. Jezus przyjął posługę anioła w Ogrójcu. Taka bezradność jest szkołą pokory niekłamanej. Prowadzi wprost do przyjęcia woli Bożej. Rozpoczyna nowy etap działania.


2009-03-23

OCZY OTWARTE.

Papież opuścił dziś Afrykę. Żegnając się na lotnisku w Luandzie powiedział, że mu smutno odjeżdżać, ale wywozi też z Afryki radość z obserwowanej żywiołowości w okazywaniu wiary i przywiązania do Jezusa. Zachęcał gorąco Angolczyków do przebaczenia, pojednania i pokoju. Przecież mają w pamięci hekatombę miliona ofiar bratobójczej wojny sprzed siedmiu lat. Benedykt XVI bardzo poważnie potraktował sprawę najbiedniejszej warstwy ludności, upomniał się u bogatych narodów o troskę i o realizowanie jubileuszowych zobowiązań wobec trzeciego świata w 2000 roku. Niestety, trzeba ze zgrozą stwierdzić, że media światowe wykazały skandaliczną głuchotę na te problemy w przemówieniach papieskich.

Dziękując serdecznie władzom państwowym i wojskowym za „gotowość do ułatwiania organizowania różnych spotkań”, Benedykt XVI nie omieszkał zwrócić się do nich z apelem, „aby słuszna realizacja podstawowych dążeń najbardziej potrzebującej części ludności stanowiła główną troskę tych, którzy piastują stanowiska publiczne, zważywszy na to, że ich zamiarem – jestem tego pewien – jest wypełnić otrzymaną misję nie dla samych siebie, ale mając na względzie dobro wspólne. Nasze serce nie może zaznać pokoju, widząc braci cierpiących z powodu braku pożywienia, pracy, dachu nad głową lub innych podstawowych dóbr”. Widać wyraźnie, że papież nie zamykał oczu w Afryce.


2009-03-22

BISKUP ANDRZEJ.

Odwiedził mnie wieczorem na plebanii ks. bp Andrzej Siemieniewski, nasz najmłodszy arcypasterz. Ucieszył mnie bardzo, znamy się od tak dawna! Pamiętam go jeszcze z czasów jego studiów politechnicznych, zanim wstąpił do seminarium wrocławskiego. Przychodził do Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego, gdzie szefem był ś. p. ks. Aleksander Zienkiewicz - Wujek, a pomagał mu ks. Adam Dyczkowski – Harnaś, obecnie biskup – senior zielonogórski. Od roku 1974 dołączyłem i ja do tego wspaniałego tandemu.

Młodego Andrzeja Duch Boży wodził po różnych dobrych miejscach poprzez seminarium, wyższe studia rzymskie, gdzie zgłębiał właśnie tajniki życia duszy. Po powrocie dał się poznać nie tylko klerykom jako mądry wykładowca, ale był bardzo pożądany przez różne grupy pogłębienia życia duchowego. Oczywiście, znalazł swoje dobre miejsce u ks. Orzechowskiego wśród studentów świeckich – stara miłość nie zardzewiała. Duch Święty odnalazł go na Ostrowie Tumskim, gdzie od samego początku wybijał się swoją mądrością, rozwagą i pokorą. Jest nadal koleżeński, nie zbiskupiał jeszcze. Młodzi cenią go jako świetnego spowiednika. Potrafi też skutecznie ugasić płonące głowy działaczy nawiedzonych.


2009-03-19
LOBBY.
Media europejskie relacjonujące pielgrzymkę Benedykta XVI do Afryki wykazują bardzo znaczne zmętnienie soczewki, przez którą przepuszczają swe obserwacje. Zupełnie nie interesują się fundamentalnymi problemami życia młodego Kościoła na Czarnym Lądzie, nie dostrzegają strasznej biedy wśród najniższej warstwy społecznej, braku wody pitnej i ubliżających godności ludzkiej miejsc zamieszkania. Nie przeraża ich analfabetyzm i brak powszechnego dostępu do opieki medycznej. W Kamerunie sfora medialna zauważa jedynie brak kondomów i w nim widzi główną przyczynę wielkiej umieralności zarażonych na AIDS. Na Ojca św. całymi wiadrami wylewają słowne pomyje za to, że nie popiera potężnego lobby producentów i eksporterów prezerwatyw do Afryki.
I pomyśleć, do jakiej degradacji moralnej stoczyła się pogańska Europa uznająca jedyną wartość, jaką są pieniądze? Podziwiam Ojca św., który ewangelizując mieszkańców Afryki, dostrzega w nich źródło odrodzenia religijnego dla Europy.


2009-03-17

NIEBOTYCZNY SZCZYT.

Ojciec św. już pewnie dolatuje do środka Afryki. Będzie tam miał dużo radości powitalnych i bardzo ciekawych przeżyć w zetknięciu z nieeuropejskim środowiskiem ludzi, rzeczy, spraw i wydarzeń. Ale też będzie musiał stanąć wobec trudnych problemów bardzo młodego Kościoła afrykańskiego, zmierzyć się z mentalnością tamtych ludzi, obyczajami i polityką. Będzie musiał dotknąć bólu najbiedniejszych wyznawców Chrystusa.
Od rana wspieram Benedykta XVI modlitwami i ofiarowanym cierpieniem. Lekarstwa przeciwbólowe obniżają skalę tej ofiary, zdaję sobie z tego sprawę, ale przecież nigdy nie byłem bohaterem…
Jako bohaterowi przypatruję się dziś św. Patrykowi, patronowi Irlandii. W swych „Wyznaniach”(Rozdz. 14) sięgnął szczytu: „Niestrudzenie dzięki czynię mojemu Bogu, który zachował mnie wiernym w dniu mojej próby, tak że dzisiaj mogę z ufnością złożyć w ofierze jako żywy dar moją duszę Chrystusowi, mojemu Panu (…) A jeśli będę godny i Pan udzieli mi tego daru, to jestem gotów bez zwłoki i bardzo chętnie oddać dla Jego imienia także moje życie”. Z pokorą patrzę na ten niebotyczny szczyt.


2009-03-16

NAJLEPSZE DŁONIE.

Jutro Ojciec św. Benedykt XVI nawiedzi w Afryce środkowej Kamerun i Angolę. Jutro też czeka mnie w klinice pulmonologicznej biopsja, badanie niedawno rozpoznanego guza na lewym płucu. Pielgrzymowi afrykańskiemu potrzebne jest nie to moje „dziecięce” drżenie wewnętrzne i niemęski lęk, ale potężne wsparcie modlitewne i cierpienie ofiarowane dla dzieła ewangelizacji Czarnego Lądu. Będę się starał, jak potrafię, choć nie obejdzie się bez wzywania miłosierdzia Bożego i oddania wszystkiego w najlepsze dłonie Jezusa. Jezu, ufam Tobie!
Mam wielkie zaufanie do nachylających się nade mną lekarzy. Oni też wiedzą, że ostatecznie „wszystko jest w ręku Boga”.


2009-03-13

SMUTNY DZIEŃ.

Pogrzeb prof. Religi był nie tyle prosty, poczynając od trumny a kończąc na ceremonii, ile smutny. Ta niereligijna asceza pożegnania nie wyznaczała drogi, nie wskazywała kierunku i nie ujawniała już żadnej wartości. Wszystko zostało zakopane w ziemi razem z tym starym i zżartym przez raka ciałem. Mówienie w takiej chwili o życiu w ludzkiej pamięci jest po prostu dodawaniem zera do zera. Jak długo trawa pamięć ludzka każdy wie, a wyrazem tej pamięci są wypalone na drugi dzień znicze i zwiędnięte kwiaty. Zripostował tę myśl pewien schorowany człowiek, którego spotkałem dziś w szpitalu wojskowym. Powiedział: skoro Religa był szlachetnym człowiekiem, to czyż Bóg tego nie zauważy w wieczności, nie wynagrodzi tego wielkiego dobra udzielonego bliźnim na ziemi? – Tak, Bóg zauważy i wynagrodzi, ale – nawet wtedy - dla profesora ateisty będzie to bardzo smutna radość, bo będzie się łączyła z odkryciem, że przegrał życie, zobaczy swój ateizm jako nieprawdę i swą wielką pomyłkę.


2009-03-10

Reelekcja.

Dzisiejszy wybór abpa Józefa Michalika jako Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski na następne 5 lat utarło nosa tym mądralom medialnym, którzy od pewnego już czasu („dla chleba, Panie, dla chleba”) usypują miedzy biskupami przeciwstawne „okopy Trójcy Świętej”. Po jednej stronie widzą szańce toruńskie, a po drugiej łagiewnickie. Oczywiście wytypowani już zostali przywódcy tych obozów, a nawet ich ewentualni zastępcy. Ileż papieru i tuszu zmarnowano na ssanie prawdy z palca! A tu jeszcze raz Bóg przemówił do wszystkowiedzących: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana” (Iz 55,8).


2009-03-08

RELIGA.

Dziś po południu odszedł do wieczności pan prof. Zbigniew Religa, znany kardiochirurg i polityk. Przez dwa lata dzielnie znosił nowotworową chorobę płuc. W grudniu skończył 70 lat. Poddając się trudnym zabiegom operacyjnym jednocześnie wymagał od siebie wierności swemu zawodowi i powołaniu. Bronił człowieka i jego prawa do godnego życia. Podczas choroby nigdy publicznie nie dawał znać, że cierpi i jak cierpi. W gorących napięciach politycznych nie uciekał w chorobę, swoje zdanie wyrażał dobitnie i z przekonaniem. Nie kłaniał się okolicznościom. Choć w kampanii wyborczej do parlamentu optował za PO, to jednak w ostatnim swym wywiadzie stwierdził jasno: „…żałuję, że PiS przegrało i nie mogłem jeszcze choćby dwa lata być dalej ministrem. Chciałbym doprowadzić do końca swoją wizję naprawy służby zdrowia. Ale ponieważ nie mogę, to muszę przynajmniej walczyć z tą idiotyczną wizją PO”. Prof. Religa był po prostu szlachetnym człowiekiem. Porażką lekarza nazywał chwilę, „kiedy umiera pacjent. Wszystkie polityczne przegrane to rzecz drugoplanowa”. Na pytanie dziennikarek, czy pamięta pacjenta, po którym płakał, odpowiedział z prostotą: Nieraz płakałem. Na początku, w latach 70. i na początku 80., kardiochirurgia miała bardzo złe wyniki. Śmiertelność na tych oddziałach sięgała 40 procent. W tej chwili jest minimalna - 3 proc., ale wtedy umierał niemal co drugi pacjent po operacji. Kiedy byłem docentem w Instytucie Kardiologii w latach 1981 - 83 miałem taką czarną serię, po moich operacjach jeden po drugim umierali mi pacjenci. To było trudne do wytrzymania”.



2009-03-06

ZA WIARĘ.

Księdzu Prymasowi zarzucono, że nie kwapił się z rozpoczęciem procesu uznającego ks. Popiełuszkę za męczennika. Sporo jest i dziś ludzi, którzy mówią wyłącznie o politycznym kontekście wystąpień i śmierci kapelana „Solidarności”. Na tym tle warto przytoczyć mądrą opinię filozofa Dariusza Karłowicza wyrażoną w bieżącym numerze Tygodnika Powszechnego: „Są takie sytuacje – i ta do nich należy – kiedy męczennik składa swoje świadectwo przed obliczem konkretnego narodu. To momenty, kiedy narodowa tradycja styka się z tym, co absolutne. Męczennicy tacy sprawiają, że partykularna wspólnota polityczna zostaje zakorzeniona w wymiarze uniwersalnym. To nie redukcja chrześcijaństwa do polityki, ale odwrotnie: uniwersalizacja konkretnej kultury, to doświadczenie, które otwiera polskość na to, co powszechne. Wierzę, że ks. Jerzy, podobnie zresztą jak św. Faustyna i Jan Paweł II, skąpał polskość w tym, co uniwersalne, i że to właśnie dzięki takim jak on polskim świadkom Chrystusa w splątanych i nieuchronnie partykularnych polskich sensach możemy dziś poszukiwać nici absolutu” .

 


2009-03-05

TAKTYKA Z PIEKŁA RODEM.

Gdy kina w Polsce przygotowywały się do wyświetlania filmu Rafała Wieczyńskiego „Popiełuszko. Wolność jest w nas”, co poniektóra prasa polska (?) dość rozległym frontem zaczęła atakować wartości filmu, od wytykania niskiej rangi artystycznej poczynając, a na nieprawdzie historycznej kończąc. Ludzie jednak na film ruszyli tłumnie i wciąż idą. Akcja się więc nie udała. Nie zażegnano niebezpieczeństwa ukazania na nowo „Solidarności” i wewnętrznej siły Kościoła w Polsce. Myliłby się jednak ktoś, kto by pomyślał, że wróg Kościoła złożył broń. Otóż korzystając z mocno frekwentowanego filmu, zaczęto atakować osobę ks. prymasa Józefa Glempa, który odegrał ważną rolę w życiu ks. Jerzego i zagrał siebie w tym obrazie. Atak jest wyjątkowo kłamliwie bezczelny. Młode pokolenie Polaków ma okazję przyjrzeć się, jak wyglądała manipulacja faktami i słowami w czasach PRL-u i jak do dzisiaj robi się z białego czarne na oczach odbiorców medialnych. Dzisiaj Ksiądz Prymas w wywiadzie z Marcinem Przeciszewskim, szefem KAI-u, spokojnie, acz nie bez żalu do oszczerców, odparł zarzuty i rozplątał zawiłości czasu męczeństwa Księdza Jerzego.

 



2009-02-28

BULWAR WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA  28 lutego.

 Po kilkudniowym mroźnym wietrze, śniegu, a w końcu deszczu, ostatnia sobota lutego zaskoczyła wrocławian piękną, słoneczną pogodą. Tak trzeba było, bo my, ludzie spod „Czwórki” spotkaliśmy się pod gołym niebem nad Odrą, by odsłonić tabliczkę z nową nazwą:
„Bulwar Ks. Aleksandra Zienkiewicza”. Po przedstawieniu obecnym sylwetki ś. p. legendarnego Wujka, duszpasterza akademickiego młodzieży wrocławskiej, zaśpiewaliśmy piosenkę „Słońce niech wschodzi tam, gdzie ty…” Ks. Zienkiewicz lubił i chętnie ją śpiewał na spotkaniach, czy wędrówkach wakacyjnych. Wszystkich uczestników tej małej uroczystości uradowała obecność ks. kard. Gulbinowicza i ks. bpa Dyczkowskiego, Harnasia. Na końcu swą radość z tak licznej frekwencji czwórkowiczów wyraził wiceprezydent miasta. Konferansjerkę prowadził niezastąpiony Zbyszek Lubczyński. Po tej ceremonii poszliśmy do kościoła Piotra i Pawła, czyli pod „Czwórkę”, by wyprosić Boże błogosławieństwo dla rozpoczętych przygotowań do procesu beatyfikacyjnego wrocławskiego Wujka. Niech nad tymi pracami wzejdzie jasne słońce Opatrzności Bożej.


2009-02-25

RACZKOWANIE.

Moja głowa posypana popiołem plastycznie produkuje myśli eschatologiczne. A i serce dość zgrabnie jej wtóruje. Chyba jednak to prawda, że ostatnie stopnie do Nieba są najtrudniejsze do pokonania. Nie dość, że ścieżka życiowa z dnia na dzień staje się węższa, to jeszcze najwyraźniej te stopnie rosną. Stary człowiek jak raczkujące dziecko z trudem wspina się stopień po stopniu. Zmęczony spada często i znowu się wdrapuje. Coś cudownego można zauważyć w starym człowieku, że przy codziennym ubywaniu sił wzrasta dziecięca ciekawość, kto na górze czeka na niego. I to jest ta piękna łaska nadziei, którą średniowieczni artyści przedstawiali jako rękę wyciągniętą z Nieba, aby złapać za kołnierz i wybawić z opresji raczkującego niedorajdę.


2009-02-24
ORDER ORŁA BIAŁEGO.
W Operze Wrocławskiej wielka uroczystość. Pan Prezydent Lech Kaczyński udekorował ośmiu Dolnoślązaków najwyższymi orderami. Wśród nich ks. kard. Henryk Gulbinowicz otrzymał najstarsze i najwyższe polskie odznaczenie: Order Orła Białego. Przy tej okazji prezydent miasta Rafał Dutkiewicz wręczył wielki klucz do „miasta Wrocławia i do serc naszych”. Oczywiście ks. Kardynał zaraz próbował tym kluczem otworzyć serce Rafała. Wielu ludzi z pewnością radowało się tym najwyższym wyróżnieniem naszego (przez prawie trzydzieści lat) pasterza Ziemi Dolnośląskiej. Arcypasterz – senior cieszy się zdrowiem i dobrym humorem.


2009-02-22

NIEUDANA.

Śmiałem się, gdy pierwszy raz przy łóżku chorego usłyszałem: „starość nie udała się Panu Bogu”. Odpowiedziałem: to świetny żart. Dziś wiem, że cierpienie nigdy nie jest żartem, a tym bardziej w starości. A czy udała się starość Panu Bogu? Od jakiegoś czasu rankami dyskutuję o tym z Jezusem. Mam na stoliku Jego twarz, fragment obrazu Hyli z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Ten wizerunek jest prawdziwie mistyczny. Twarz się zmienia w czasie rozmów (kto chce, niech nie wierzy). Rano przy modlitwie na wstanie, mówię Jezusowi o bólu. Gdy bóle się nasilają, kłócę się z Nim, niestety! W młodości rodzice zabraniali(!) mi wyrażać sprzeciwy wobec Pana Boga, ale teraz biorę w sukurs starca Abrahama i targuję się z Bogiem o stopnie bolesności.
Siostra Faustyna i ojciec Pio, których wielce sobie cenię i bardzo kocham, przerażają mnie. Wszystko, co osiągnęli w swoim życiu, przechodziło przez ich straszliwe cierpienie. Dziś pytałem Jezusa, czy można marzyć o niebie bez bólów? Może by się udało jakoś uczynić starość mniej nieudaną?


2009-02-20

MARZENIE.

Zapytano mnie o moje marzenia. – Czy ja mam marzenia? Sam nie wiem. Pewnie w młodzieńczym wieku marzyłem o czymś, jak to w dobie dojrzewania. Nie pamiętam. Wiem jedynie, że gdy czegoś pragnąłem, to robiłem wszystko (lub prawie wszystko), by pragnienie zrealizować. Może właśnie to, co zmieścić się może między pragnieniem a zrealizowaniem, wypełnione jest marzeniami? Gdy kiedyś zapragnąłem spotkać się z przyjaciółmi na drugim krańcu Polski, to potrafiłem jechać pociągiem przez całą noc, porozmawiać kilka godzin i wracać z powrotem. To nie było trudne, bo cała podróż wypełniona była dynamicznymi obrazami przeszłości i wyobraźnią na wyrost. Kiedyś marzyłem o moim pierwszym kościele pełnym ludzi zasłuchanych, o plebanii w górach i ogródku dookolnym z malwami. Śmieszne i nieważne już dziś.
A jednak mam jedno pragnienie i to ono często czyni mnie marzycielem. Od dziecka noszę w sobie pragnienie świętości. To czasami miało się nijak do mojego postępowania – i zawsze potem czułem obrzydzenie do siebie – a czasami wybuchało jak słońce zza grani – i wtedy czułem się cudownie – wszystko było osłonecznione i święte. Gdy czytałem (w szkole średniej) o świętej Teresce, czy o św. Franciszku, chodziłem jak w transie, niepoprawnie zdumiony. To rozanielenie napadało mnie w najmniej odpowiedniej chwili. Kiedyś wymknąłem się z prywatki koleżeńskiej, by zapatrzeć się w gwiazdy i nasycić ciszą nocną. Różne miałem młodzieńcze rozmarzenia, a wszystkie jakby pochodne od tego jedynego pragnienia. Nie przeszkadzało mi to angażować się w sprawy polityczne; był to czas odwilży październikowej 56 roku. Po maturze, już w seminarium prefekt „Czarny” przezywał mnie poetą i mówił, że z takimi to najgorzej. Pewnie miał rację, byłem nadal niepoprawny.


2009-02-17

PONURY DUCH CESARZA.

Wyższe duchowieństwo austriackie w Linzu wyraziło swą niezgodę na nominację nowego biskupa. Dziekani diecezji określili 54-letniego księdza Gerharda Wagnera, którego niedawno mianował na biskupa pomocniczego Benedykt XVI, za ultrakonserwatystę. – Dlaczego? – Bo ten proboszcz śmiał twierdzić, że tsunami, które w 2004 r. spustoszyło południowo- wschodnią Azję, czy huragan "Katrina" z 2005 r. były karą za grzechy i moralne zepsucie społeczeństwa. Ksiądz żarliwie zwalczał też książki o Harrym Potterze, bo uznał je za publikacje satanistyczne. Gdy za takie nauczanie ks. Wagner dostał od austriackiego episkopatu zakaz występowania w mediach, ojciec św. mianował go biskupem. Ot i cała geneza austriackiego buntu. Pamiętam , że pod koniec XX wieku podobną historię przeżył Wiedeń, z tym że tam bunt podnieśli świeccy działacze katoliccy.

Wyraźnie widać, że ponury duch cesarza Józefa II, nazywanego arcyzakrystianinem Kościoła rzymskiego, straszy jeszcze nad Dunajem.


2009-02-15

WAŻNE SŁOWO.

Mały placyk przed jezuickim kościołem na Al. Pracy we Wrocławiu otrzymał dziś nazwę „O. Adama Wiktora SJ”. Rodzina zmarłego 10 lat temu byłego proboszcza tej parafii odsłoniła tablicę z tą nazwą. Aktorzy recytowali piękne wiersze, lud Boży śpiewał pieśni ze stanu wojennego. Na Mszy ks. Abp głosił homilię o uzdrowieniu trędowatego i o bohaterskim duszpasterzu ludzi pracy. Był też prowincjał jezuitów, który dziękował pocztom sztandarowym i wszystkim obecnym.
Nie będę ukrywał, ze pieśń „Ojczyzno ma”, znów śpiewana po dwudziestu kilku latach, wzruszyła mnie. Znów stałem jak wrośnięty w ziemię i śpiewałem całą piersią. Jednak podczas tej uroczystości kołatała w mym sercu niespokojna myśl o tym, że w 1987 roku, gdy przeniesiono ojca Adama Wiktora z Wrocławia do Nowego Sącza, ludziom tej parafii i całemu duszpasterstwu ludzi pracy stała się krzywda wielka. Dokumenty z tamtego czasu mówią wyraźnie o naciskach ubecji na ludzi Kościoła, aby zlikwidować to środowisko żywego, religijno-patriotycznego oporu wobec komuny. Gdy o. Adam opuścił Wrocław, nie rozumiałem, o co tu chodzi. Ale gdy na ulicy spotkana osoba, informując mnie o tym, powiedziała szorstko: Kościół nas zdradził, poczułem ostre ukłucie w sercu. Spodziewałem się, że przy dzisiejszym upamiętnieniu „bohaterskiego duszpasterza” padnie słowo przeproszenia ze strony ordynariusza archidiecezji i prowincjała zakonu. To nic, że to są nowe osoby, które nie układały się ze stroną przeciwną, ale siedzą na tych samych fotelach. Ludzie z Alei Pracy mają prawo do tego ważnego słowa.

 



2009-02-09

CIĄG  KU  ŚMIERCI.

Elana Englaro nie żyje. Trzeciego dnia po zaprzestaniu dostarczania jej sondą wody i pokarmu, umarła. Lekarze włoskiej kliniki w Udane dziwią się, że tak szybko ustały jej funkcje życiowe. Rozżaleni są (na kogo?) politycy, którzy intensywnie pracowali nad zmianą konstytucji dla wprowadzenia zakazu odłączania  człowieka żyjącego, pozostającego w śpiączce. Nie zdążyli. Obowiązujący wyrok Sądu Najwyższego dał lekarzom prawo do tej eutanazji.
Trapi mnie niezrozumiałe i uparte dążenie jej ojca do tej śmierci. Czy tylko chodziło o zakończenie trwających od siedemnastu lat kłopotów związanych z pielęgnacją i żywieniem córki? Przecież siostry zakonne już od dłuższego czasu wielkodusznie, za darmo zajmowały się Eluaną, karmiły, kąpały, wywoziły na spacer na wózku inwalidzkim… Po prostu kochały ją. To nie wydatki materialne ojca odgrywały tu pierwszą rolę. Dziwnie zabrzmiały słowa gniewu ojca rzucone przeciw Kościołowi, że nie może narzucać innym swoich wartości. Gdy w sercu człowieka zapłoną pokłady niewiary, wtedy powstaje spontaniczny ciąg ku śmierci.

A co można powiedzieć o lekarzach, którzy kobietę w śpiączce zagłodzili na śmierć? Ks. abp Albert Malcolm Ranjith, sekretarz Kongregacji Kultu Bożego, stwierdził, że do komunii nie mogą przystąpić ci, którzy opowiedzieli się za uśmierceniem Eluany.



2009-02-06

PECH.

Kolęda parafialna dobiega końca. W tym roku choroba i zmiana terminu szkolnych ferii zimowych pokiereszowały nam plan odwiedzin duszpasterskich. Ministranci biegali raz zapowiadając, a drugi raz odwołując w danym dniu wizytę. Pewna parafianka zdenerwowana do czerwoności nakrzyczała na ministranta: wczoraj naczekałam się cały wieczór, jutro nie przyjmę kolędy! Chłopak ze stoickim spokojem odrzekł: to ma pani pecha.


2009-02-04

JEDNA DUDKA.

Po ataku Żydów na papieża za wypowiedź biskupa lefebrysty, mamy nowe wydarzenie na arenie dyplomatycznej. Butna ewangeliczka niemiecka Angela Merkel, jako kanclerz Niemiec, nie potrafiła pohamować języka i zaatakowała Benedykta XVI, przecież także z rodu Teutonów. Czy to nie dziwne? Wczoraj w Berlinie wyraziła swe oczekiwanie na to, iż „papież i Watykan jasno oświadczą, że zaprzeczanie holokaustowi jest niedopuszczalne, a pozytywne stosunki z Żydami są konieczne”. Według pani kanclerz „do takiego zadowalającego wyjaśnienia jeszcze nie doszło”.
Na takie niepolityczne i nieprawdziwe odezwanie się szefowej rządu z miejsca zareagował benedyktyn niemiecki Gregor Maria Hanke, biskup diecezji Eichstätt. Oburzony określił te słowa jako „niepojęte i zdumiewające”. [IDK, 4.02.2009r.]
A czyż nie jest daleko więcej zdumiewający fakt, że w jedną dudkę dmuchają Niemcy z Żydami, właśnie na temat holokaustu (!), niesprawiedliwie atakując zwierzchnika Kościoła Katolickiego?


2009-02-02

NAGONKA.

Rozpętana przez media zachodnie nagonka na Ojca św. za zdjęcie cenzury kościelnej z czwórki biskupów ważnie acz niegodnie konsekrowanych w schizmatyzującym Towarzystwie Kapłańskim Św. Piusa X w dalszym ciągu jest rozdmuchiwana i sztucznie podtrzymywana, także w Polsce. To nie do wiary, ile bzdur można napisać piórem nieobeznanego z prawem kanonicznym i, najczęściej, niechętnego Kościołowi dziennikarza.
Nie dziwię się dyżurnemu katolikowi Gazety Wyborczej (choć wdzięczny mu jestem za książeczkę o Apostołach). Nie mogę natomiast pojąć potrzeby publicznej krytyki papieża u innego sztandarowego katolika, Marszałka Senatu.
Benedykt XVI zdejmując tę ekskomunikę z biskupów, okazał im najwyższe miłosierdzie w Kościele. Od tej chwili bowiem mogą oni sprawować Eucharystię i inne sakramenty bez grzechu ciężkiego. Papież wprowadził ich na drogę Łaski, drogę do zbawienia wiecznego. Biskup brytyjski Richard Williamson negując istnienie holokaustu, popełnia albo grzech pychy: ja wiem najlepiej, albo – przeciwnie – wykazuje brak podstawowego warunku do popełnienia grzechu ciężkiego, pełnej świadomości i wiedzy o materii grzechu.
Zdjęta kara kościelna nie dotyczyła głoszonych poglądów na temat holokaustu. Tym poglądom biskupa Williamsona powinna się oprzyjrzeć prokuratura: zbadać dokładnie wypowiedzi, osądzić je i ewentualnie ukarać. Obrzydliwe ataki polityków i dziennikarzy na Następcę św. Piotra najwyraźniej mają swe źródło gdzie indziej, a nie w prawdzie.


2009-02-01

CYRYL.

Cerkiew rosyjska otrzymała nowego metropolitę Moskwy i Wszechrusi - Cyryla.
Putin i Miedwiediew zaprosili na uroczysty obiad na Kremlu nowego zwierzchnika Cerkwi prawosławnej.


2009-01-27

PAMIĘĆ I POLITYKA.

Dzień 27 stycznia ONZ nazwała Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście. Do poniemieckiego obozu zagłady Birkenau pod Oświęcimiem w Polsce przybyło z całego świata blisko dwa tysiące Żydów z ich rabinem na modlitwę w intencji ofiar hitlerowskiego shoah. Stanąłbym przy rabinie do wspólnej recytacji 42. Psalmu lamentacyjnego, bo czuję dramat wojny i bezprecedensowy ogrom szatańskiej nienawiści niszczącej miliony Żydów i nieżydów. Stanąłbym do tej modlitwy pokornej, jak to uczynił nasz wielki rodak Jan Paweł II klęczący w bunkrze śmierci. Stanąłbym dzisiaj przy żydowskim nauczycielu wiary, gdyby ten modlił się głośno do Jedynego Boga, Ojca wszystkich ludzi, za niewinne ofiary kobiet i dzieci palestyńskich setkami mordowanych w tym miesiącu przez armię izraelską. Nikt i nic nie może w świetle wiary w Boga Jedynego pochwalić Hamasu za rakiety wystrzeliwane w stronę izraelską – to jest jasne! Ale też w żaden sposób nie można usprawiedliwić tak nienawistnego odwetu, gdzie np. za jednego snajpera arabskiego strzelającego na dachu bombarduje się cały wielopiętrowy dom z dziesiątkami rodzin wewnątrz.
To właśnie w Yad Washem, najczęściej można usłyszeć piękne żydowskie powiedzenie: „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”. Taki ratujący zasługuje na najwyższą wdzięczność i szacunek. A na co zasługują ci, którzy niewinnych strącają na dno Szeolu? Czy pod ścianą płaczu w świętym mieście Yerushalaim ktoś w czarnej jarmułce wezwał rodaków do przebłagania Boga Trzykroć Świętego za straszny grzech polityków - odwetowców żydowskich?



2009-01-25

JEDNANIE.

Żydzi i nieżydzi psy wieszają na Ojcu św. za zniesienie ekskomuniki zaciągniętej latae sententiae w 1988 roku przez czterech biskupów Bractwa św. Piusa X, którzy przyjęli sakrę poza wolą papieża. Opinia publiczna w Kościele też jest podzielona. Dobrze, czy niedobrze uczynił Benedykt XVI zdejmując karę kościelną? Obraził, czy nie obraził niemiecki papież polskiego papieża, który potwierdził tę cenzurę obowiązującą z samego prawa? I wreszcie wolno, czy nie wolno rabinom mieszać w wewnętrznych sprawach Kościoła? Takie pytania stawiają, a nawet na nie odpowiadają, media światowe. Dla wierzących katolików ciężkim kawałkiem do przełknięcia jest upór, z jakim lefebvryści negatywnie oceniają Vaticanum Secundum, nazywając to dzieło Kościoła XX wieku robotą szatana.
Z pewnością to są trudne kwestie i, jak mówią watykaniści, strony mają jeszcze sporo do powiedzenia sobie. Dialog prowadzący do pełnej wierności nauczaniu Kościoła będzie się toczył w łonie Papieskiej Komisji Ecclesia Dei zatwierdzonej przez Jana Pawła II.
Obserwując duszpasterski rys myślenia i decyzji Benedykta XVI, nie można nie zauważyć, że Ojciec św. konsekwentnie dąży drogą Jana Pawła II do scalania i jednania w Kościele, a nie do rozłamów. Po przywróceniu w roku 1990 przez polskiego papieża kapłanów czeskich z „Pacem in Terris” do jedności ze Stolicą Apostolską, w roku 2007 przyszło uznanie ważności święceń duchownych prokomunistycznego Kościoła w Chinach. A teraz widzimy wyciągniętą rękę Benedykta XVI do zgody z lefebvrystami. Papież wie, co robi i zna swoją rolę w Kościele. Deus caritas est!


2009-01-21

POBOJOWISKO.

Dziś nad ranem ostatni żołnierz Izraela opuścił strefę Gazy, kończąc w ten sposób 22-dniową wojnę z Palestyńczykami na ziemi Chrystusa. Premier Izraela Ehud Olmert przeprosił Palestyńczyków i zapewnił, że Izrael nie jest ich wrogiem. Piękne słowa, ale skutki najazdu nie dadzą się nimi przykryć: 1300 zabitych i wielki płacz ich rodzin, ponad 5000 rannych, do których przez długi czas nie dopuszczono pomocy medycznej i których cierpienie nie znikło po ogłoszeniu rozejmu. Strefa Gazy przedstawia wielkie gruzowisko stworzone przez naloty izraelskie, w którym gnieżdżą się tysiące ludzi bez dachu nad głową. Po stronie izraelskiej zginęło dziesięciu żołnierzy i trzech cywilów. Oto jest plon polityki kierującej się dawno przez Chrystusa przekreślonym prawem „oko za oko, ząb za ząb” i zamienionym na prawo „miłujcie nieprzyjaciół waszych”. Uzbrojony po zęby Izrael wygrał batalię, ale nie wygrał wojny. Ten najazd na Gazę i zostawione tragiczne pobojowisko wywołało szeroko w świecie nienawiść do Żydów, a w Palestynie młodzież lawinowo zaczęła wstępować do Hamasu.


2009-01-20

WYJŚCIE Z CIENIA.

Diabeł pracujący nad niszczeniem Polski przez rozbijanie więzi rodzinnych Polaków wyszedł z cienia. Najpierw świeccy adwokacji zwęszyli interes i zaoferowali pomoc katolikom, którym nie układa się życie małżeńskie. Uczą ich (za nieliche pieniądze) odpowiadać na pytania obrońcy węzła małżeńskiego w sądzie duchownym, aby uzyskać dekret o nieważnie zawartym małżeństwie.
Z Austrii zostały przeflancowane na nasz teren „targi rozwodowe”, w najbliższą niedzielę zostaną otwarte już po raz drugi. Pierwsze odbyły się jesienią 2008 roku we Wrocławiu. Co tam można kupić? – Doradców prawnych, detektywów, seksuologów, a nawet badaczy DNA. Trzydzieści firm już stanęło w gotowości, aby przeprowadzić bezstresowo rozwodników ku „nowemu początkowi”.
Telewizja Polsat postanowiła małpować amerykański show „Moment prawdy”, w którym można będzie na żywo usłyszeć opowieści o małżeńskich nieuczciwościach, zdradach, ukrywanych przez lata incydentach urlopowych pozamałżeńskich. Za oceanem i w Europie program przyciąga tysiące widzów. Uczestnicy mamieni są obietnicą otrzymania ogromnej nagrody pieniężnej, nawet do pół miliona dolarów. A skutki w rodzinach są dramatyczne. Szok, ból, płacz, rozwód.
Wszystkie te działania antyrodzinne kierują się jednym wskazaniem: zdobyć jak największą kasę! Diabeł nie śpi. Co więcej, przestał się wstydzić, jest bezczelny, nie boi się pokazywać twarzy swych sługusów.


2009-01-19

WYTRYCH.

Jestem przerażony tym, jak często młodzi ludzie używają prymitywnego wytrycha do zamykania się przed Bogiem. W naszej parafii mieszka sporo studentów na stancjach. Zwykle podczas kolędy, wiedziony starym instynktem duszpasterza akademickiego, pukam do ich drzwi. Mówię, że chcę się z nimi pomodlić. Czasem udaje mi się, mimo pierwszej zdziwionej niechęci, odmówić po chwili wspólnie „Ojcze nasz”. W takim, niestety rzadkim, wypadku dochodzi do dłuższej rozmowy i odwiedziny kończą się uśmiechniętym pożegnaniem. Najczęściej jednak, mimo wcześniejszej informacji gospodarza o odwiedzinach księdza, moja propozycja wspólnej modlitwy spotyka się z ostrą repliką: „Nie, nie, nie! Jestem ateistą”. Czasem słyszę w tym głosie tonację wyższości, a czasem widzę w oczach dziwny strach.
„Bycie ateistą” stało się modnym sposobem wyrażania dojrzałości wieku tuż przed- i tuż pomaturalnego. Nie wierzę, by to był głos z głębi serca. Ale z pewnością jest to najwygodniejsze zamykanie, zamiast otwierania, nowych przestrzeni prawdy. A ile w tym lenistwa intelektualnego? Któż to zmierzy?


2009-01-17

SZALEŃSTWO.

Ten dzień był bardzo ceniony przez komunę: wyzwolenie Warszawy przez armię sowiecką. Po przewrocie ustrojowym tego dnia nie wspominano nawet, aliści  w tym roku  tu i tam w mediach pojawiły się przypominki o oswobodzeniu stolicy. Zastanawiam się, czy to nie płynie tym samym nurtem przypominania PRL-u przeróżnymi „bohaterskimi” filmami. Niby dla obśmiania, ale przecież nie pokazuje się nocnych kolejek przed sklepami, kartek na chleb, na mięso, na cukierki i alkohol. Nie ujawnia się tajniaków węszących w mieście, gdzie ktoś słucha radia Wolna Europa, czy też na wsiach, który gospodarz bije świnie po kryjomu. Nie pokazuje się na filmach ludzi wyrzucanych z pracy za chodzenie do kościoła, ochrzczenie dziecka, czy ślub kościelny w nocy… Wydaje się, że w tym szaleństwie jest metoda.


2009-01-16

UCIECZKA.

W sobotę zmarł Tadeusz Szymków, aktor. Dziś prowadziłem kondukt żałobny do grobu w kwaterze zasłużonych na Osobowicach. Na końcu nad mogiłą przemawiali dwaj „ludzie ze środowiska”, czytali. Teksty były nieźle napisane, ważne chyba dla autorów, bo zupełnie nieważne dla zmarłego. Teksty te były tchórzliwe, uciekały od Boga i Wieczności, w świetle których przecież stał już prawdziwie świętej pamięci Tadeusz Szymków. Jeden zaledwie brzdąknął coś o metafizyce wplecionej w istnienie. Może ta ucieczka wyjaśnia zjawisko miałkości tego, co jest grane bieżąco na scenach polskich teatrów?


2009-01-09

WZRUSZENIE.

O, jakże się cieszę! Prymas Belgów, kard. Godfried Danneels, wyraził nadzieję, że apostoł trędowatych, o. Damian de Veuster, beatyfikowany przez Jana Pawła II w 1995 roku, będzie wyniesiony na ołtarze całego Kościoła powszechnego może już w tym roku jesienią. Pierwsze spotkanie z tą arcyciekawą postacią miałem na początku studiów seminaryjnych. Zwyczajowo podczas obiadu w refektarzu czytana była powieść Wilhelma Huenermanna pt: „Ojciec Damian”. W ciszy połykaliśmy zupę, ziemniaki z kapustą, czasem mielone „granaty”, gdy tymczasem książka nas całkowicie pochłaniała. Narracja była świetna, a postać o. Damiana przedstawiona bardzo plastycznie i kolorowo. Długo nosiłem ten obraz w sercu. Ta książka zmieniła moje marzenia o życiu kapłańskim. Przed wstąpieniem do seminarium myślałem o pracy w górach (pierwsze podanie zawiozłem do seminarium krakowskiego).Plebania musiała być koniecznie z ogródkiem pośród cichej, rozsłonecznionej przyrody. Ojciec Damian skierował moją uwagę na drugiego, potrzebującego człowieka. Słuchałem lektury i coś jakby ze mnie od głowy do stóp spływało, może to były stare stereotypy i pragnienia? Po tej lekturze czułem się taki malutki, wiedziałem, że nie potrafię wykrzesać z siebie tego misjonarskiego bohaterstwa. Opis powrotu ciała zakonnika statkiem do ojczyzny, powitanie w porcie i hołd oddany bohaterowi narodowemu – to było nie do wytrzymania. Siorbałem zupę i ukradkiem ocierałem łzy na policzkach. Dziś także jestem wzruszony.


2009-01-08

ZŁOTY CIELEC.

W Wielkiej Brytanii od Londynu rozpoczęło się plakatowanie autobusów z hasłem: „Boga chyba nie ma. Nie martw się, po prostu ciesz się życiem”. Oprócz 800 „piętrusiów” hasło to dźwiga 1000 stacji metra londyńskiego. Intrygujące jest tu słowo „chyba”. Czyżby autorka tego pomysłu, ateistka Ariane Sherine, która zorganizowała zbiórkę całobrytyjską na tę akcję, nękana była wątpliwościami? Hmm, a jeżeli Bóg jest?...
Przychodzi mi na myśl historia żydowska zapisana w Księdze Wyjścia [Wy 32,1-24]. Gdy Mojżesz poszedł na górę rozmawiać z Bogiem i długo nie wracał, naród przerażony brakiem bezpieczeństwa, jakie dawał Mojżesz, przyjaciel prawdziwego Boga, postanowił zapewnić sobie życie radosne i bez lęku, tworząc złotego cielca z uzbieranych kosztowności w całonarodowej składce. Wiadomo, czym się ten pomysł skończył. Mojżesz wrócił i roztrzaskał bożka. Bóg prawdziwy ukarał pragnących łatwego szczęścia nie tyle starciem na proch cielca, dzieło rąk ludzkich, ile palącym wstydem wobec przyszłych pokoleń. Wiele wieków później spotkać można radykalną ocenę tamtej postawy u psalmisty biblijnego: „Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga[Ps 14,1].


2009-01-07

MROŹNO.

Na dworze mróz siarczysty, ponad 20 stopni Celsjusza. Rosja zakręciła kurek gazowy dla południowej Europy przy okazji nieprzyjaźni wobec Ukrainy. Hegemon ruszył berłem, a niektórzy mówią o zmartwychwstaniu Stalina. W Polsce premier od spraw gospodarki, wtórując za ministrem spraw zagranicznych, mamrocze do mikrofonu, że wszystko OK. My nie musimy się obawiać. Ha, ha, ha słychać za bramą kremlowskiego mauzoleum na Placu Czerwonym.


2009-01-06

KOLĘDA.

Odwiedził mnie po południu kolega, też proboszcz. Mówił, że minął grupę kolędników, którzy z gwiazdą pakowali się do tramwaju. Wspominaliśmy nasze szkolne lata, gdyśmy podobnie kolędowali, zarabiając zwykle na cukierki czy zeszyty. Ja kiedyś z tego „zarobku” kupiłem sobie w antykwariacie książkę „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Juliusza Verne’a. Przy herbacie kolega rozmarzył się wspomnieniami, a na koniec obdarzył mnie historią, zupełnie kontrapunktową, jaką przeżył przed rokiem. Otóż po zakończonej kolędzie parafialnej, po odliczeniu tego, co z ofiar uzbieranych należało przesłać do kurii i seminarium oraz przeznaczyć na cele charytatywne w parafii, zapytał wikariusza, czy nie zechciałby wspólnie przekazać jakąś niewielką część na odnowienie wymagającej pilnie remontu kaplicy cmentarnej: przecież duszpasterze też są parafianami. Wikariusza zatkało, a gdy odzyskał mowę, powiedział z naciskiem: nie, bo parafia nie jest po to, by do niej dokładać, lecz by z niej brać zyski. I dodał jakby w usprawiedliwieniu: moi koledzy, z którymi rozmawiam, też tak uważają.
Nie miałem czym pocieszyć kolegę proboszcza, bo stały mi przed oczami nie tak dawno czytane słowa biskupów, którzy zauważają, iż niektórzy kapłani swe duszpasterstwo traktują wyłącznie na zasadzie umowy o pracę i płacę. Ale też pomyślałem sobie, że gdyby ten młody człowiek od dziecka żył w warunkach niemieckich, austriackich czy szwajcarskich, może umiałby wykrzesać z siebie nieco bezinteresowności.


2009-01-05

KOLĘDNICY.

Podczas dzisiejszego spotkania z grupą dziewcząt i chłopców z całego kraju w urzędzie kanclerskim w Berlinie pani Angela Merkel wyraziła wielkie uznanie dla ich wieloletniej działalności. Od 28 grudnia ub.r. w całych Niemczech w „kolędowaniu z gwiazdą” uczestniczy 500 tys. dziewcząt i chłopców, w Austrii jest ich 85 tys. i tysiące w Szwajcarii.
Akcja kolędników, podczas której zbierane są pieniądze na realizację różnych projektów pomocy w krajach rozwijających się jest największą tego typu inicjatywą na świecie. Dzieci przebrane za Trzech Króli, chodzą ze śpiewem od domu do domu, zazwyczaj w okresie od 28 grudnia do 6 stycznia - uroczystości Objawienia Pańskiego. Z zebranych przez nich funduszy rokrocznie realizowanych jest kilkaset projektów pomocy w Afryce, Azji i Ameryce Południowej dla milionów osób – pozbawionych środków do życia, starych, chorych, dzieci ulicy.


2009-01-02

ZAROBKOWANIE.

Tak rozplotkowanej niewiasty, jak szanowna pani redaktor Katarzyna Wiśniewska, dawno nie doświadczyła polska opinia publiczna. Jej ponoworoczny komentarz w Gazecie Wyborczej aż dech zapiera... I odbiera chęć przymrużenia oka wobec gazetowego zarobkowania po balu sylwestrowym.



2009-01-01

STARE PRAWO.

Smutek dziś pogłębia fakt trwającej już pięć dni wojny w Ojczyźnie Chrystusa Pana. Bezczeszczenie Ziemi Świętej! Żydowskie prawo „oko za oko, ząb za ząb” nie rokuje bliskiego końca tej strasznej nienawiści. Dzisiejsi politycy żydowscy stoją w dalszym ciągu przed granicą Nowego Testamentu. Żeby chociaż nie rzucali pocisków śmiercionośnych do swych wrogów przez tę granicę. Ponad tysiąc rannych i cztery setki nieżywych Palestyńczyków! Nikt nie umie przekonać polityków spod gwiazdy Dawida, że Hamasu nie da się zlikwidować militarnie. Trzeba rokowań, trudnych i cierpliwych rozmów! Przemiany serc nie osiąga się ani atakiem, ani kontratakiem. Nowy Testament pozwala nam dziś pochylić się nad bezbronnym Dzieckiem i umiłować Je. Wyciszyć szczęk broni i zasiąść do wspólnego stołu nawet z wrogiem. Hamasowemu myśleniu trudno to przyjąć, ale Żydom, z których wyszedł na świat Jezus Chrystus?... Przekraczanie granic w sercu okazuje się trudniejsze niż forsowanie granic terenowych.

 



2008-12-31

SMUTEK.
Rok 2008 był smutny i smutno się kończy. Prześladowania chrześcijan w Indiach, w Chinach, w Korei, Wietnamie czy w Turcji zaległy ciężkim smutkiem w moim sercu. Mnóstwo ofiar śmiertelnych. Jaką propozycję na życie ludzkości w pokoju ma świat pozachrześcijański? Strach ogarnia widzących i myślących ludzi. Politycy europejscy ogłuchli zupełnie, podobnie jak w przypadku ludobójstwa w Tybecie. Nie wierzę, by zwykli Europejczycy byli niewrażliwi na cierpienia mniejszości chrześcijańskich poza Europą. Nieszczęściem w Unii Europejskiej są socjaliści, którzy dzierżą władzę w krajach Europy i we władzach Unii. W Hiszpanii widać u polityków nie tylko niechęć wobec zasad życia chrześcijańskiego, tam jest wściekła nienawiść wobec Kościoła Katolickiego. We Francji, podczas paryskiego szczytu UE podjęto wprawdzie temat prześladowań w Indiach, ale na tym się skończyło. Brakło ochoty do działania. Pisałem do ambasadora Indii w Warszawie, setki Polaków pisało z prośbą o interwencję. Głucho. Dopiero dzisiaj w Senacie RP powstał projekt uchwały wzywającej polski rząd do podjęcia działań w obronie prześladowanych chrześcijan w Indiach. Słusznie tam zauważono: „Można by sądzić, że ta tragedia nie interesuje też mediów, które wydarzenia w Indiach kwitują kilkoma zdaniami o charakterze informacyjnym. Gdyby podobne mordy dotyczyły wyznawców islamu czy judaizmu, cały świat podniósłby ogromne larum. Czy to oznacza, że jest międzynarodowe przyzwolenie na zabijanie chrześcijan?”. Idę do Karmelu na modlitwę. Tyle i aż tyle mogę uczynić dla świata, wchodząc w nowy 2009 rok Pański.



2008-12-28

RODZINA.

Czytany dziś list episkopatu porusza aktualne problemy rodzinne, króciutko o problemie „in vitro” także. Tekst był, niestety, mało zgrabny stylistycznie i za długi psychologicznie. Czytało się go z trudem. Ale na pewno był potrzebny. Oczywiście można się spodziewać, że jutro Trybuna (spadkobierczyni komunistycznej Trybuny Ludu) będzie psy wieszała na biskupach polskich. Ona to lubi i używa sobie.
List poruszył we mnie rzadko trącane struny uczuć rodzinnych. Zatęskniłem za rodziną. Pytam siebie, za którą rodziną? Czy za tą, której już nie ma? Wszyscy bliscy pomarli. Czy za tą, której nie było? Jestem przecież celibatariuszem… Stoję jakby w potoku czasu miedzy dwoma wyobrażeniami rodziny. Moja tęsknota, dziś tak mocno obudzona, zwraca mnie ku przeszłości, w której schowali się: matka, ojciec, ojczym i inni bardzo konkretni ludzie. Ta tęsknota odzywa się żalem i uwiera bólem w sercu. Ale także - o dziwo! – czuję w sobie jakąś słodko-gorzką tęsknotę ku rodzinie przyszłej - niedoszłej, której nigdy nie miałem. Nie noszę jej w sercu, nie uwiera i nie dokucza mi. A jednak jest, odzywa się jakimś pra-echem. Podczas rekolekcji ongiś, przed kapłaństwem, powiedziałem Jezusowi: Panie, Ty będziesz moją rodziną, moją żoną, moimi dziećmi, moim wszystkim. – Więc co się dzieje w moim sercu w nabrzmiałej tęsknotą jesieni życia?



2008-12-27

BOLESNA GÓRA.

Na moją świadomość dziś osunęła się wielka góra cierpienia. Z wielu stron dowiedziałem się, że tylu ludzi cierpi. I to nie są jacyś ludzie, żyjący gdzieś tam. To moi znajomi, koledzy, przyjaciele. Ich cierpienie jest na wyciągnięcie ręki, tak blisko, że nie sposób je ominąć. A jednak o niektórych dowiaduję się dopiero dziś. Niestety, jestem mało przenikliwy, to pierwszy wniosek. Bo jak to inaczej nazwać? – Oto dawny student, utrzymujący wciąż kontakt ze mną, od tygodni nie napisał choćby SMS-a. Dlaczego? – Bo dzień i noc czuwa przy swej żonie chorej na raka. Nie przeniknąłem ani sercem, ani myślą tego ciemnego milczenia. Drugi wniosek przynosi mi wielkie zawstydzenie przed Bogiem. Tak często na modlitwie narzekam na starość i na wszystkie bóle, jakie w sobie noszę i czuję. A przecież one są niczym wobec tego cierpienia, jakim dotknięci są moi bliscy.
Ta bolesna góra świadomości przytłoczyła mnie. Zdałem sobie sprawę, że nader często za wcześnie wstaję z klęczek, uwalniając się od modlitwy za drugich.


2008-12-25

JEZUS CHRYSTUS.

Z Credo ułożonego przez papieża Pawła VI:
Wierzymy w Pana naszego Jezusa Chrystusa, który jest Synem Bożym. Jest On Słowem wiekuistym; zrodzonym z Ojca przed wszystkimi wiekami i współistotny z Ojcem, czyli (po gr.) homousios to Patri, przez którego wszystko się stało. Przyjął On ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem; równy więc Ojcu co do bóstwa, a mniejszy od Ojca ze względu na człowieczeństwo, całkowicie jeden, nie przez zmieszanie natur (co jest niemożliwe), lecz jednością osoby.  Zamieszkał On wśród nas pełen łaski i prawdy.


2008-12-24

WIGILIA.

Co to za dzień, co to za wieczór? Każdy wie i każdy machinalnie, spontanicznie zagląda przez okno w niebo, szuka pierwszej gwiazdy. Stół wigilijny gromadzi rodzinę. Własną lub przyjacielską (niby rodzinę). Czasem przybywa rodzina przywołana w sercu – tutaj nikt się nie starzeje, a pamięć maluje same cudowne obrazy spotkań dobrych i pięknych. Jeden tylko, niestety, jest mankament, że to są obrazy, które były, przedarły się przez czas i wtopiły się w wieczność. Zmarmurzone już nie dotykają nas. Są nieco zimne, dlatego czasem łza w oku, gdy się zakręci, nie ogrzewa. Opłatek też cichy, leży nieruchomo na stole, chleb niepodzielony.
Jest jeszcze Kościół, rodzina Pana Jezusa świętująca Jego urodziny nocą. Pasterka to noc rozjarzona dziś tylko lampkami. Niestety, u nas dziś nie skrzy się świeżymi płatkami biały śnieg, ani gwiazdki nie mrugają porozumiewawczo na niebie. Noc ciemna, rozpłakana deszczem. Może dlatego, aby człowiek zobaczył w sobie prawdziwe światło – Słowo, które przyszło do swoich.


2008-12-22

TORNADO.

Nad Mazowszem dziś przetoczyło się „tornado” z szybkością ponad 100 km/godz. Dachy domostw fruwały jak wielkie, straszne ptaki i spadały o kilkadziesiąt metrów dalej. Z wyznań poszkodowanej w wiadomościach TVP: Nic mi się nie stało, zobaczyłam, jak dach leci na mnie. Pęd powietrza wepchnął mnie do mieszkania. Chyba bym została przykryta tym dachem!

A we Wrocławiu cisza. Tylko drobny deszcz mówił cichutko, że niebo istnieje.
U dominikanów tasiemcowe kolejki przed konfesjonałami. Tutaj Pan uciszał burze wewnętrzne. Działo się to w kompletnej ciszy.



2008-12-20

POCZĄTEK.

Nie jestem pewien, czy medycyna rozwiąże problem początku człowieka? Czy jest zdolna go rozwiązać? … Ale może pomóc, a nawet już pomogła, stwierdzając, że w rozwoju prenatalnym dziecka od pierwszej chwili zaistnienia nie ma żadnego skoku jakościowego. A to znaczy, że wszystkie cechy i właściwości dojrzałej osoby są w niej (potencjalnie) od początku, czyli od zapłodnienia. W ten sposób filozof czy teolog stawiający tezę, że człowiek zaczyna się od początku swego istnienia, otrzymał mocne wsparcie w badaniach naukowych medycyny.

 

Jasną jest rzeczą, że początku człowieka nie można upatrywać dopiero w chwili narodzin. Tuż przed urodzeniem i po urodzeniu dziecko ma taki sam wygląd. W czasie opuszczenia swego środowiska w łonie matki dziecko nie otrzymuje jakichkolwiek nowych cech, które czynią go bardziej człowiekiem. Medycyna badając jego historię prenatalną, cofając się dzień po dniu aż do chwili połączenia się plemnika z jajem, nie znajduje wydarzenia, w którym „nieczłowiek” staje się człowiekiem. Wszystkie informacje o danej osobie wraz z informacją o sposobie rozwoju znajdują się już w tej małej grudce materii, którą nazwano „zygotą”.

 

 



2008-12-18

GOWIN.

Przez prasę krajową przetacza się burza in vitro. Poseł Gowin zafrasowany, bo wielka jego praca nad ustawą nie zaowocowała zachwytem kolegów z PO, w klubie postanowili popracować grupowo nad projektem ustawy. Pan Gowin konstruował ustawę tak, by była do przyjęcia przez episkopat, tymczasem różne panie dziennikarki już wykrzykują, iż ustawa ma podobać się nie biskupom, lecz kobietom (i mężczyznom) bezpłodnym, im ma służyć. Nadzieja poparcia przez biskupów polskich także zaczęła wyraźnie niknąć po ogłoszeniu przez Watykan instrukcji „Dignitas personae”, która zdecydowanie stawia veto dla jakichkolwiek manipulacji prokreacyjnych w laboratoriach. Księża biskupi, sprzyjający dotychczas wysiłkom krakowskiego posła, jeden po drugim wypowiadają się zdecydowanie przeciwko metodzie in vitro. Niełatwo być katolikiem w libertyńskiej partii.
Burza w Polsce jeszcze nie osiągnęła apogeum, bo zaledwie poczęty projekt rządowy wciąż rodzi się w wielkich bólach.


2008-12-15

W OGNIU CIERPIENIA.

Bóg ze swoja miłością oczyszczającą dociera zwykle bezpośrednio do wybranego człowieka nie przez wielkie wydarzenia kosmiczne, ale przez małe „wypadki”. Np. gdy nieuważny pielęgniarz przekłada niezgrabnie chorego po operacji wymiany stawu biodrowego z noszy na łóżko szpitalne, powodując wywichnięcie stawu.

Jezus nie czerpie radości z cierpienia swych przyjaciół, ale wie, że przez wielkie cierpienie człowiek łatwiej i bardziej autentycznie zwraca się ku Ojcu. Jezus zawsze jest obecny przy człowieku doświadczanym przeszywającym bólem. Z cierpiącym modli się: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił? Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie. W ręce Twoje składam ducha mego.  Jezus kocha prawdziwie, bo sam cierpiał niewysłowioną mękę. Miłość oczyszcza się w ogniu cierpienia. Boga nie można uwielbić rdzawą miłością.


2008-12-13

MODLITWA ADWENTOWA.

Politechnika Wrocławska modliła się dziś za Ojczyznę w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. To już 27 lat minęło. Przyszło sporo profesorów, zwykle starszego pokolenia, ale też cieszył widok niemałej grupy studentów. Koncelebrowaliśmy pod przewodnictwem ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego, dawnego studenta Politechniki Wrocławskiej. W słowie Bożym nie tylko adwentowo przygotowywałem serca na przyjście Pana i nie tylko wspominałem tragiczne wydarzenia stanu wojennego, chociaż kilka słów mocnych poświęciłem fatalnym przewodom sądowym nad autorami tej gehenny narodowej. Próbowałem natomiast powiedzieć prosto, że bez przyjęcia chrześcijańskiej definicji osoby ludzkiej nie ma mowy o wolności, o sprawiedliwości i o pokoju miedzy ludźmi i miedzy narodami. Właśnie wczoraj watykańska Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła tekst Instrukcji „Dignitas personae”.


2008-12-10

PATRIARCHA.

O zmarłym w piątek nad ranem 5 grudnia 2008 r. patriarsze Moskwy i Wszechrusi, Aleksym II, z dr. Michaelem Bourdeaux, dyrektorem Keston Institute, Centrum Studiów Religijnych w Oksfordzie, rozmawia Monika Libicka. Dr Bordeaux, pytany o zbyt silną pozycję prawosławia w Rosji, mówi:
„Prawosławie jest chronione w Rosji ustawą z 1997 roku. To nie jest zdrowe. Inne religie, z wyjątkiem trzech głównych: judaizmu, islamu, buddyzmu, mają ograniczone prawa. Cerkiew odgrywa też rolę moralnego strażnika wartości narodowych, który mocno angażuje się w politykę Kremla. To zaangażowanie często wykracza poza powszechnie akceptowalne standardy. Np. podczas ostatniego konfliktu w Gruzji patriarcha Moskwy natychmiast poparł rosyjski rząd. Tak samo było podczas krwawych czystek w Czeczenii. Krytycy zmarłego patriarchy Moskwy twierdzą, że za swoją wysoką pozycję w państwie zapłacił równie wysoką cenę. Archiwalne dokumenty bez wątpienia wskazują na to, że Aleksy został zwerbowany przez KGB w Akademii Teologicznej w Estonii na początku swojej kariery. Potem przesuwał się w górę po jej szczeblach przy akceptacji przedstawicieli sowieckiego reżimu. Gdyby nie to wsparcie, jego awans nie byłby możliwy. Jak wiemy, Stalin uczynił Cerkiew narzędziem sowieckiej polityki zagranicznej, dzięki czemu nie została ona skazana na całkowite wytępienie. A Aleksy zawsze identyfikował się z polityką swojego państwa”.



2008-12-09
CZŁOWIEK BOŻY.
Wtedy, gdy po raz pierwszy oglądałem film o wyborze i dorastaniu nowego dalajlamy w Lhasie – stolicy Tybetu, nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie widziałem tego, co dziś się zdarzyło. XIV Dalajlama przybył do mojej parafii. Spotkałem go w klasztorze u sióstr karmelitanek. Zapragnął podczas pobytu w Polsce odwiedzić dom modlitwy. Naszemu prezydentowi karmel wydał się najodpowiedniejszy. Podarował nawet siostrom z tej okazji odnowiony na koszt miasta wybrukowany podjazd do bramy klasztoru (od wojny nie był remontowany).
Siedząc obok Jego Świątobliwości, chłonąłem obecność człowieka delikatnego, z dobrym uśmiechem na twarzy, człowieka słuchającego, a jednocześnie jakby zapatrzonego w głąb swego serca. To serce pozwalało mu przekraczać bariery etykiety i rozwiewało w słuchaczach tremę wobec jego czystości i skromności. Człowiek Boży. Natychmiast znalazł porozumienie z karmelitankami ponad przeszkodami językowymi. Zresztą muszę przyznać, ks. abp Marian był przy tym świetnym tłumaczem z języka angielskiego.


2008-12-07

ZACZYNA SIĘ,

PO DWU JUŻ WYDRUKOWANYCH,

3. CZĘŚĆ DZIENNIKA

W DRUKU pt. "CZAS PRZYŁAPANY"

 



2008-11-23

KRÓL WSZECHŚWIATA.

Kończy się dziś, w Uroczystość Chrystusa, Króla Wszechświata, rok liturgiczny. Myśli Kościoła od końca czerwca inspirowane są nauczaniem św. Pawła Apostoła. W parafii naszej w każdy czwartek pochylamy się nad Dziejami Apostolskimi i Listami Pawłowymi. Ta lektura i modlitwa pozwala nam poznać Apostoła Narodów również jako mistyka, człowieka, który zobaczył Jezusa Chrystusa, ukochał Go i uczynił swoim Wszystkim, najwyższą i jedyną motywacją swego życia. Myśl moja zakreśla dziś wielkie koło, by spotkać się ze słowami innego apostoła – pielgrzyma świata – Jana Pawła II. Gdy przyjechał do Polski w pierwszej pielgrzymce papieskiej, nakreślił nam i światu obraz Chrystusa królującego w sercu człowieka. Przekonywał: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie”

2008-11-22

MASONI.

Ciekawą Książkę w języku polskim wydało w tym tygodniu krakowskie wydawnictwo „M”. Są to wyznania francuskiego lekarza ginekologa i urologa Maurice’a Cailleta: „Byłem masonem: z mroku loży do światła Chrystusa”. Przez 15 lat należał do masonerii. Był w partii socjalistycznej. Pisze, iż w rządzie Mitteranda było 12 członków loży. Wielcy mistrzowie głównej loży Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji bardzo sprawnie manipulowali Zgromadzeniem Narodowym i doprowadzili do tego, że deputowani niezależnie od orientacji politycznej uchwalili ustawę o depenalizacji aborcji. Caillet swe nawrócenie wiąże ze pielgrzymką do Lourdes i z modlitwą o uzdrowienie małżonki.

Warto tu dodać, że Stolica Apostolska nie zmieniła swego stałego stanowiska wobec masonerii.. W deklaracji podpisanej przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Josepha Ratzingera, a zaaprobowanej przez Jana Pawła II, czytamy: „Pozostaje niezmieniona negatywna opinia Kościoła w sprawie stowarzyszeń masońskich, ponieważ ich zasady zawsze były uważane za niezgodne z nauką Kościoła i dlatego przynależność do nich pozostaje zakazana. Wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej”.



2008-11-21

NAWRÓCENI MORDERCY.

To już drugi głośny przypadek nawrócenia aborcjonisty. Pierwszym był Żyd amerykański Bernard Natanson, który po 75 tysiącach morderstw dzieci nienarodzonych, w 70. roku swego ateistycznego życia, doznał przemiany umysłu i serca, i poprosił o Chrzest św. Bywał w Polsce na zaproszenie Stowarzyszenia Pro-Life z wykładami na temat obrony życia nienarodzonych. Nakręcił wstrząsający film „Niemy krzyk”.

Drugim nawróconym aborcjonistą jest Serb Stojan Adašević, ginekolog wykształcony jeszcze w czasach komunistycznej Jugosławii. W ciągu 26-ciu lat swej praktyki zamordował 48 tysięcy dzieci nienarodzonych. Zdarzało się, że dziennie wykonywał ponad 30 aborcji. Media hiszpańskie i amerykańskie podały w połowie listopada opis jego nawrócenia. Adašević miał sen, w którym widział na pięknej łące mnóstwo dzieci i młodych ludzi. Na jego widok wszyscy w popłochu uciekli przed nim. Stojący obok zakonnik św. Tomasz z Akwinu powiedział mu: To są ludzie, których zabiłeś w czasie aborcji. Lekarz przebudził się przerażony. Na domiar złego przyszedł do niego kuzyn ze swoją dziewczyną prosząc o skrobankę. Nie odmówił mu, zrobił to. Ale kiedy wyciągał z wnętrza dziewczyny zmiażdżone ciało dziecka, zauważył, że małe serduszko pulsuje życiem. Wtedy dopiero uświadomił sobie, że zabił człowieka. Postanowił, że już nigdy nie dokona aborcji. Od wielu lat przewodzi ruchem pro-life w Serbii. Doprowadził do dwukrotnej emisji w TV filmu „Niemy krzyk”.



2008-11-20

OCENA DWUDZIESTOLECIA.

Za rok minie 20 lat istnienia nowej Polski. Krótka ocena z ust ks. Prymasa: „Na pewno do pozytywów trzeba zaliczyć wejście do Unii Europejskiej, bo odizolowanie się byłoby błędem. Liczę jednak, że Opatrzność Boża pozwoli nam pokonać trudności. Jestem przekonany, że po nasyceniu się dobrobytem, które zapewne wkrótce osiągniemy, zwrócimy się do wartości, do wymiaru duchowego”. - Za przyczynę polskich niepowodzeń w ostatnich 20 latach ks. Kardynał uważa brak "osobowości, która potrafiłaby scalić ambicje ludzi. (...) Kolejne rządy były nieudane, mało skuteczne we wprowadzaniu przemian, skłócone. Niestety nadal tak jest. Nie ma męża stanu, który potrafiłby zjednoczyć wokół dobra wspólnego, wokół ważnych idei. Niepokojąca jest też tendencja do ośmieszania wartości, ważnych idei, wiary, a przecież bez nich nie będziemy mieli wokół czego się jednoczyć. Sam wolny rynek nie wystarczy”. [Zobacz jak wyżej].



2008-11-19

CENTRALNA POSTAĆ.

Dziś kolejna rozprawa w procesie autorów stanu wojennego. Warto przytoczyć wypowiedź prymasa Polski kard. Józefa Glempa na temat stanu wojennego i gen. Jaruzelskiego. „Odbierał wolność, choć była znikoma; hamował rozwój, gdy i tak było cofanie; niszczył dialog, tak naprawdę przypominający chłopa mówiącego do obrazu. Był bolesnym początkiem rodzenia się nowego ustroju. Były krzywdy i cierpienia, ale przez to pojawiał się nowy sposób zrzucenia niechcianej władzy. (…) Niewątpliwie Jaruzelski był centralną postacią stanu wojennego. Utraciwszy wiarę religijną, szczerze wierzył w diamat, filozofię Marksa i Lenina. Uważał – takie jest moje przekonanie – że przyszłość Polski związana jest tylko ze Związkiem Radzieckim i blokiem podporządkowanych państw. Oczywiście to człowiek inteligentny, władający dobrą polszczyzną, znający historię, a także sprawy kościelne. Jednak nie mógł wyjść z systemu widzenia świata jedynie po marksistowsku. Jego postawę porównuję do wyznawania systemu Ptolemeusza: słońce radzieckie krążyło koniecznie ponad blokiem, a „Solidarność” ten porządek psuła”.[„ Jaruzelski pod sąd historii”, Rozmowa Bogumiła Łozińskiego z ks. Prymasem Polski, kard. Józefem Glempem; w: Dziennik z dnia 18.11.2008r.]


2008-11-18

KAROLINA KUZKÓWNA.

Ziemię polską nawiedza Błogosławiona Karolina Kuzkówna, bohaterka czystości dziewiczej. W swych relikwiach przyjmowana jest chętnie w środowisku ludzi młodych, szczególnie w Małopolsce. Tam wzrastała i tam dojrzewała jej wiara aż do bohaterstwa w walce o czystość dla Chrystusa. Tam tworzą się liczne kręgi jej młodych naśladowców. Chłopcy i dziewczęta, stojący na progu do małżeństwa, zapatrzeni w Karolinę, przyrzekają Bogu piękne życie narzeczeńskie, czystość aż do ślubu sakramentalnego. Dziś Kościół w Polsce dziękuje błogosławionej Rodaczce za jej bohaterstwo i przykład trafnie ofiarowany naszym rozchwianym moralnie czasom.



2008-11-17

ATEIŚCI.

Brytyjskie Towarzystwo Humanistyczne, to znaczy ateiści cała gębą, oplakatowali autobusy londyńskie hasłami: „Prawdopodobnie Boga nie ma. Przestań się więc zamartwiać i ciesz się życiem”. No, cóż wszystkich innych powinna radować ta skromność w wyrażaniu pewności ateistycznej. Po nich amerykańscy ateiści w New Jersey poustawiali w tunelach metra billboardy z hasłem: „Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam”. Kiedyś już to przerabialiśmy w we wszystkich dostępnych, czyli ocenzurowanych, gazetach: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Nasza rodzima ateistka, etyk z UW, pani Magdalena Środa widocznie widzi w anglojęzycznej kampanii ateistycznej szansę dla odrodzenia rodzimej „demokracji komunistycznej”. Mówi, że tak powinno być też nad Wisłą, zwłaszcza w kwestii religii, która jest u nas wyjątkowo silna. [IDK 17.11.2008r.] Dziękujemy pani etyk za uznanie dla kondycji polskiej religijności.


2008-11-16

ŚWIĘTO MĄDROŚCI.

Zastanowiła mnie nazwa ”Święto Nauki”. Źle mi się ona kojarzy z filozofami i różnymi ideologami wieku Oświecenia, którzy odrzucali wiarę, a na miejsce Boskiego Absolutu postawili właśnie naukę. Ona miała rozwiązać wszystkie tajemnice świata i życia człowieka. Czy nie właściwiej byłoby tutaj mówić o „Święcie Mądrości”? No tak, ale Mądrość nie pozwala się zaszufladkować, ani ograniczyć do książek, sal i laboratoriów uczelnianych. Poza tym można spotkać „człowieka nauki”, któremu w żaden sposób nie można przypisać najniższego nawet stopnia mądrości. I odwrotnie Mądrość może zamieszkać w prostym człowieku. Nauka bowiem zatrzymuje się na progu Wielkiej Tajemnicy istnienia, a Mądrość, dzięki sile Miłości, przeprowadza człowieka przez ten próg. Biblia objawia: „Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, (…) sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni”. [Mdr 6, 12.16].


2008-11-15

DZIĘKCZYNIENIE.

Dokładnie 63 lata temu odbył się pierwszy polski wykład na Politechnice Wrocławskiej. Wrocławskie Święto Nauki było więc dobrą okazją do wyrażenia dziękczynienia Opatrzności Bożej, która chroniła podczas wojny i stymulowała tuż po wojnie ludzi nauki do wysiłku naukowo-dydaktycznego wśród zgliszcz dymiącego Wrocławia. Mszę św. w kościele Serca Pana Jezusa celebrował sam ks. Arcybiskup. I wygłosił homilię. Szkoda, że tak mało profesorów uczestniczyło w tym świętym podziękowaniu, studentów jeszcze mniej.



2008-11-14

ŚWIĘTO NAUKI.

Wrocławskie Święto Nauki w swych obchodach zostało podzielone na trzy dni. Wczoraj Na Wydziale PWT ofiarowano własnemu Wielkiemu Kanclerzowi, księdzu Arcybiskupowi Marianowi Gołębiewskiemu doktorat „honoris causa”. To była wielka uroczystość poprzedzona Eucharystią w katedrze wrocławskiej. Ks. rektor Papieskiego Wydziału dał popis retoryczny w homilii „laurkowej”… I było dużo radości.

Dzisiaj natomiast w auli Politechniki Wrocławskiej było wielkie, ponad dwugodzinne, podziękowanie zasłużonym ludziom na różnych szczeblach służby tej uczelni. Piękna uroczystość, bo przecież umiejętność dziękowania jest wyrazem wysokiej kultury.



2008-11-13

SIOSTRA FAUSTYNA.

Z Kanady otrzymałem zastanawiający list z apelem, by w Polsce nagłaśniać postać i dzieło siostry Faustyny. Apel wydaje mi się z ubiegłego wieku. Czyżby list tak długo wędrował do celu? Przecież w Polsce św. siostra Faustyna jest obecna wręcz w każdym katolickim domu. Książki, broszury, różańce z koronką, obrazki z jej portretem na tle Jezusa Miłosiernego można spotkać wszędzie. Wielu Polaków czyta jej „Dzienniczek”. Katolickie radiostacje o godz. 15-tej gromadzą słuchaczy na koronce do miłosierdzia Bożego. Sanktuarium łagiewnickie nigdy nie jest puste. Trudno, jadąc na południe Polski, nie zahaczyć po drodze o Łagiewniki. Peregrynacja relikwii św. Faustyny Kowalskiej traktowane są w parafiach, jak odwiedziny dobrej znajomej.



2008-11-12

OJCIEC PIO.

Po kraju wędrują relikwie kilku świętych Pańskich. Ojciec Pio stał się bliski Polakom przez książki i filmy dostępne w edycji polskojęzycznej. Pomógł mu zadomowić się u nas Karol Wojtyła, który przecież z nim rozmawiał i pisał do niego listy, a nawet została wysłuchana jego prośba o uzdrowienie pani Półtawskiej. W bardzo wielu domach można spotkać mały, czy większy portret zakonnika z brodą i z obandażowanymi dłońmi. To najczęściej pamiątka po kanonizacji o. Pio przez Jana Pawła II. Wielu jadących do Włoch słyszy prośbę swych bliskich: przywieźcie pamiątkę od ojca Pio. Wielu wybiera się do Pietrelciny na wieść o otwarciu grobu i wystawieniu ciała w szklanej trumnie na widok publiczny. Polscy kapucyni wychodząc naprzeciw tym potrzebom, sprowadzili relikwie świętego swego brata zakonnego i rozpoczęli peregrynację w parafiach.



2008-11-11

BOGATY DZIEŃ.

Miałem dziś bogaty dzień. Przed południem uczestniczyłem we Mszy odpustowej w kościele św. Marcina, rektor zmusił mnie do kazania. Boże, zmiłuj się, jakie to mogło być kazanie! W południe byłem na Rynku wrocławskim obejrzeć wystawy plenerowe na temat roku 1918. Tłumy starszych, dzieci i młodzieży przetaczały się przez Rynek. Grała orkiestra wojskowa. Wieczorem natomiast odprawiłem Mszę św. w intencji zmarłych bohaterskich Polaków, którzy oddali swe życie dla Ojczyzny i za Ojczyznę. Po godz. 20:00 obejrzałem transmisję z Gali w Teatrze Wielkim w Warszawie. Było tam piękne patriotyczne granie i śpiewanie.



2008-11-10

MAŁA HISTORIA.

Historia parafii to jednak przede wszystkim obecność proboszczów w życiu parafian. Najczęściej wspomnienia związane są z pięknymi, czy kiepskimi, spotkaniami z księdzem proboszczem, który „zna nas od dziecka”.

Dziś odprawiłem Mszę św. żałobną za moich dwóch poprzedników, których pamiętają parafianie. Prawie trzydzieści lat proboszczował tu ks. prałat Wilhelm Dorożyński. Trwa o nim pamięć jako o człowieku surowym w kontakcie, ale dobrym dla dzieci, zawsze miał cukierki w kieszeni sutanny. U niego byłem tu przez dwa lata wikariuszem. Gdy odszedł na emeryturę, probostwo objął ks. prałat Henryk Piotrkowski. Jego zapamiętano dobrze podczas powodzi, jak w krótkich spodniach przynosił kanapki i napój parafianom umacniającym brzegi Starej Odry. Proboszczował 13 lat aż do przedwczesnej śmierci. Po nim właśnie wróciłem do Matki Bożej Częstochowskiej już jako proboszcz. Historia się jeszcze nie kończy, choć pobyt mój dobiega końca już dziesiątego roku. Kiedy to przeleciało?



2008-11-09

PIUS XII.

Żydom przeszkadzającym w procesie beatyfikacji Piusa XII trzeba powiedzieć zdecydowane: Stop! Wielkość pontyfikatu, nauczania i życia papieża Pacellego omawiano szeroko na rzymskim kongresie zorganizowanym przez naukowców dwóch papieskich uniwersytetów: Gregoriańskiego i Laterańskiego z okazji 50. rocznicy odejścia do Wieczności wielkiego ascety na tronie papieskim. Ojciec św. Benedykt powiedział podczas audiencji dla uczestników kongresu: „W osobie Piusa XII Pan uczynił swemu Kościołowi nadzwyczajny dar, za który wszyscy winniśmy Mu wdzięczność. (…) Miał on w sobie stały wysiłek i zdecydowaną wolę ofiarowania Bogu samego siebie, nie oszczędzając się i nie zważając na swoje słabe zdrowie. To było prawdziwą pobudką jego postępowania: wszystko rodziło się z miłości do jego Pana Jezusa Chrystusa oraz z miłości do Kościoła i ludzkości. Był on bowiem nade wszystko kapłanem w stałej i głębokiej jedności z Bogiem, kapłanem, który znajdował siły do swej ogromnej pracy w długich przerwach na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem, w cichej rozmowie ze swoim Stwórcą i Odkupicielem. Stąd brało początek i impet jego nauczanie, jak zresztą i każdą inną jego działalność”.

2008-11-08

PRZYSZŁOŚĆ.

Gdybym znał przyszłość, czy bałbym się każdego nowego dnia, czy raczej spokojnie każdego wieczoru kładłbym się do łóżka? Ten, który przewlekle choruje na raka, zna swoją przyszłość. Cieszy się, czy panikuje? – To wcale nie od nas zależy. Bóg mnie zna absolutnie dokładnie. To Jemu powierzam moją przyszłość, tę najdalszą także. Kocham Go tak, jak umiem. Czasem za mało, oczywiście. Ale On kocha mnie również tak, jak umie, i to mi wystarczy.


2008-11-07

MAŁY OGIEŃ.

Inwazja wrogów chrześcijaństwa naciera szeroką tyralierą z rosnącą siłą. Od krwawych i niszczących prześladowań w różnych stronach świata poprzez niesłuchanie i lekceważenie nauczania biskupów aż do wyśmiewania  w kulturze i w polityce wszystkiego, co ma charakter sacrum. Zadziwia mnie niezrozumiała opieszałość Wspólnoty Europejskiej w reakcjach na prześladowania w Indiach, Korei czy Wietnamie. Nawet w naszym sejmie rezolucja potępiająca te prześladowania gotuje się na bardzo małym ogniu. Czy to wszystko znaczy, że w Europie jest tylu polityków-antychrześcijan?



2008-11-06

UPODOBANIE.

Skąd w Polsce taka radość z wyboru Afroamerykanina na prezydenta USA? Może odpowiedź rodzi się między kanałami telewizyjnymi? Od dawna aż do przesytu emitowane są filmy amerykańskie z tematyką sądową, gdzie tymi mądrymi i rozważnymi sędziami czy adwokatami są Murzyni. Aż połowie ankietowanych moich rodaków nie przeszkadza program proaborcyjny elekta. Niektórzy ankieterzy pocieszają, że u nas, podobnie jak w Ameryce, z katolików popierają go ci niepraktykujący. Senator Obama w czasie kampanii przedwyborczej na wiecu w Pensylwanii zapytany, jakie jest jego stanowisko w sprawie usuwania ciąży odpowiedział: „Jeśli moje córki popełnią błąd, nie chcę, by miały być ukarane dzieckiem”. Kiedy indziej zaatakowany pytaniem, od kiedy zaczyna się człowiek, odpowiedział: „politycy nie biorą pieniędzy za to, by określać, od którego momentu zaczyna się ludzkie życie”. Paniom po prostu podobał się. Barack Obama - zgrabny, śniady, błyskotliwy, szarmancki, ze swadą w słowie na trybunach - potrafił je zauroczyć, czy raczej emocjonalnie zniewolić. Cóż, ich prawo.



2008-11-05

OBAMA.

W „Chacie wuja Toma” wielka radość! Barack Obama, Murzyn po ojcu rodem z Kenii, prezydentem Stanów Zjednoczonych! Dla czarnoskórych Amerykanów jest to szczyt drogi i uwieńczenie walki o równe prawa, "kropka nad i" dla wojny secesyjnej. Pełna satysfakcja. Ale co czują i myślą inni obywatele, którzy również nigdy nie pochwaliliby handlu niewolnikami? Biskupi amerykańscy nie kryją obaw. Obama należy do protestanckiego, najbardziej liberalnego, Zjednoczonego Kościoła Chrystusa, który od dawna zaakceptował aborcję, na pastorów powołuje czynnych homoseksualistów i stworzył własną liturgię ślubną dla osób tej samej płci. Czy Amerykę czeka nowa, wielka, bratobójcza wojna o tradycyjną, chrześcijańską moralność? Stawka znowu niebagatelna: wolność i życie Amerykanów (nienarodzonych).



2008-11-04

UBECKIE PIEKŁO.

Amerykanie uwijają się jak w ukropie przed urnami wyborczymi między czarnym a białym jutrem najpotężniejszego mocarstwa świata. Do polskich głów ten war polityczny stara się przelewać pan Piotr Kraśko (wnuk towarzysza Wincentego Kraśki) łączami TVP. A moje myśli przysiadły od wczoraj na kamieniach „Golgoty wrocławskiej”. Teatr Faktu TVP I przedstawił wstrząsające widowisko o ubeckich morderstwach politycznych w majestacie (raczej bez majestatu) prawa. Szczególnie zatrzymał mnie końcowy głos w słuchawce telefonicznej oskarżający upartego doktoranta o niedawną śmierć prokuratora, który po wojnie wydawał wyroki z natychmiastowym skutkiem śmiertelnym. No i ta znana skądinąd sekwencja: On przecież wykonywał swoje prawem nakazane zadania. Te słowa kiedyś usłyszane na procesie norymberskim nie dotykały tak boleśnie, jak w tej chwili. Tam byli hitlerowcy, a tu towarzysze Polacy. Niszczyli współrodaków w imię bolszewickiego socjalizmu. Ten spektakl  pozwala nam dziś wyobrazić sobie wyraziście konkretną treść pojęcia „ojczyzny”, jakiej bronili generałowie wprowadzający stan wojenny w grudniu 1981 roku.


2008-11-03

BILANS.

Tysiąc kierowców za kierownicą po spożyciu alkoholu, kilkaset wypadków samochodowych, trzydzieści wypadków śmiertelnych na drogach, oto smutny bilans dwóch dni świątecznych z odwiedzinami grobów. Rokrocznie tak się dzieje. Odebrany przez alkohol rozum mści się nie przebierając w środkach. Najpierw była niekontrolowana pazerność na zagraniczną kasę w maszynce do głosowania. Kilkanaście lat temu nie znalazła się mądra większość i nie postawiła tamy rozlewającej się po polskiej ziemi reklamie piwa. Nektar chmielowy stał się wszędobylski na wszystkich poziomach pokoleniowych. Piwo stało się modne. Niezbędne! Producenci z obcych krajów grzeją ręce na gorącym szmalu, a Polacy bez rozumu giną.


2008-11-02

PAMIĘĆ I ŻAL.

Czasami, niestety, żal przed ostatnim kęsem smacznego ciastka, że za chwile już go nie będzie, jest większy niż żal pożegnalny, gdy umarł człowiek. Zależy wszystko od tego, jak mocno jest się z kimś związanym. Dziesiątki pogrzebów rocznie, a po każdym trzeba wracać do swoich zajęć przerwanych na jedną godzinę. Można jedynie popatrzeć na płacz innych, pomyśleć o jego autentycznej szczerości, pobłogosławić wszystkich i odejść. Przeglądam fotografie z różnych pogrzebów. Czy wszyscy tu poważni, zasmuceni? Wszyscy, oprócz duchownych. Nie, nie jestem tu złośliwy. Po prostu widzę i opisuję. I rozumiem. Ksiądz na pogrzebie tylko na chwilę oderwał się od swoich głównych zadań: służyć żywym! Jest tu przelotem, jak motyl. Tak, dlaczego więc wzruszyłem się głęboko, gdy usłyszałem opowieść o psie, który pozostawał przy drodze, gdzie zginął jego pan w wypadku, przez wiele tygodni? Człowiek wszystko może sobie wytłumaczyć. Psu nie wolno!



2008-11-01

WIELKIE IMIENINY.

„Plejadę Świętych – Wielkie Imieniny” urządzają dziś dzieci z parafii Zwrócona koło Ząbkowic Śl. Chcą przekonać otoczenie, że każdy może być świętym. Nie chcą się przebierać za kościotrupy, straszydła, czarownice i zombi. Dają w ten sposób zdecydowaną odpowiedź na masońskie propozycje flancowane zza oceanu. Wpadł na ten świetny pomysł miejscowy proboszcz, ks. Krzysztof Ziobrowski: „Chciałem zaproponować dzieciom coś, co zastąpi amerykański zwyczaj Halloween, w kulturze masowej kojarzący się ze strachem i ocierający się o okultyzm”. Oczywiście, przy tej okazji dzieci poznają życie swoich świętych patronów, próbują ich naśladować i pogłębiają swoją wiarę. W rodzinach też się dzieje dużo dobrego przy przygotowywaniu strojów. I w ogóle jest to świetna zabawa dla wszystkich. W istocie, Uroczystość Wszystkich Świętych to święto każdego człowieka w Niebie, a na ziemi każdy z nas ma swoje Imieniny, a więc uciecha rodzinna!


2008-10-31

ZŁO NIE ŚPI.

Psychologowie szkolni, wychowawcy, katecheci i duszpasterze bija na alarm, gdyż coraz więcej dzieci, młodzieży, a także studentów, boryka się ze zniewoleniem przez złego ducha. W Polsce rośnie zapotrzebowanie na pomoc egzorcystów. Niektórzy młodzi szukają wpierw ratunku w klinikach psychiatrycznych, często bezskutecznie. Zjawisko staje się groźne. A tymczasem przeróżnej maści liberałowie, wolnomularze, ateiści i sataniści podsuwają naszym dzieciom – niby niewinną, amerykańską zabawę - satanistyczne rytuały, które w istocie uprawiane są podczas święta Halloween, wywodzącego się z pogańskiego celtyckiego kultu boga śmierci – Samhaina. W „Biblii Szatana” można przeczytać jednoznaczną wypowiedź autora, założyciela Kościoła Szatana, Antona Szandora LaVeya, o korzeniach i randze tej rzekomej zabawy: „Zaraz po dniu własnych urodzin dwoma najważniejszymi satanistycznymi świętami są: Walpurgisnacht (Noc Walpurgi) i Halloween (lub wigilia Wszystkich Świętych)”. I cóż powiedzieć o tych propagatorach? Głowy, czy sumienia nie mają?


2008-10-30

ŚWIĘTO DUSZ.

W atłasowych trzewiczkach i tanecznym, bezstresowym krokiem wchodzą do nas niechrześcijańskie zwyczaje amerykańskie (czy wszystkich Amerykanów?), mające na celu nas rozbawić. Najpierw przyszły „Walentynki – święto miłości” z propagowaniem okazjonalnego seksu jako fajnej zabawy i rozkosznej gry zmysłów. Na skutki nie trzeba było długo czekać – ciąża  14-tolatków postawiła (za późno) na równe nogi opinię publiczną.

Następną fascynacją mediów stało się „święto Halloween”. Próbuje się nam wmówić na siłę, że to takie przyjemne i nieszkodliwe zabawianie się w kościotrupy czy wydrążone dynie ze świeczką w środku. Komu zależy na zbanalizowaniu powagi umierania i życia po śmierci? A to przecież w procesie wychowania ma wcale niebanalny wpływ na kształt dojrzewania ku odpowiedzialności przed Panem Bogiem za czyny na ziemi. Chrześcijański „Dzień zaduszny” jest dniem pomocy duszom tych, którzy muszą jeszcze w Czyśćcu wywdzięczać się wobec Bożej sprawiedliwości.



2008-10-29

REWELACJE.

Ćwierć wieku leżała w czyjejś szufladzie ponoć właściwa data uśmiercenia ks. Popiełuszki. Kto i po co trzymał ją w tajemnicy? Na dobrą sprawę jeszcze nie wiadomo, czy to nie jakaś pseudo polityczna podpucha, próba jakiejś rozróby. Czy ktoś chce rehabilitować Piotrkowskiego, czy raczej wsadzić za kraty Kiszczaka? A może chodzi po prostu o jeszcze jedną zadymę antykościelną, w mieszaniu w procesie beatyfikacyjnym? Można śledzić i z niecierpliwością oczekiwać rozjaśnienia tych nowych „rewelacji”, gdy się nie ma nic innego do roboty. Dla mnie sprawa jest jasna jak słońce: ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez komunistów za jego żywą, prostą wiarę, za jego dynamiczne i pełne miłości chrześcijaństwo. On dla Jezusa robił to, co robił. Po prostu kochał. Jest męczennikiem i trzeba się modlić o beatyfikację tego wielkiego kapłana – Polaka.



2008-10-28

OBŁOK UZNANIA I SYMPATII.

Dookoła naszego Radia od początku wytworzył się bardzo dynamiczny obłok uznania i sympatii ludzi świeckich. Pomagali nam zawodowcy z Polskiego Radia i Telewizji Wrocław. Ogromną, dobrą wolę wykazywali ludzie z firm specjalistycznych, dzięki nim antena nadawcza z dachu nad „Czwórką” przeniesiona została na wieżę kościoła Marii Panny na Piasku, a następnie na wieżę św. Elżbiety obok Rynku. Stamtąd sygnał radiowy miał być emitowany na cały Dolny Śląsk poprzez nadajnik umieszczony na wieży kościoła na szczycie Ślęży. Poczynione były już pierwsze starania, plany i wyliczenia. Zapowiadało się pięknie. Nie poradzę sobie w tej chwili z pamięcią o wszystkich wrocławianach, którzy dzwonili i przychodzili do studia ze słowami pociechy i ze swoimi taśmami muzycznymi. To było wzruszające. Oczywiście, nie wszystko szło jak po maśle. Byli wokół nas i tacy, którzy nie wierzyli w powodzenie tych wysiłków, traktowali nas z przymrużeniem oka, nazywali nas „radyjkiem”. A i wśród nas nie pracowali sami aniołowie. Wszystkich ludzi pierwszego 5-ciolecia radiowego noszę w swym sercu i Bogu z wdzięcznością powierzam. Ich i ich rodziny.


2008-10-27

RADIOWA RODZINA.

To już poniedziałek, a ja wciąż maltretuję swoją pamięć, sięgając do początków radia RODZINA. Brakło mi bowiem na sobotniej rocznicy pierwszych pięciu lat tworzenia się i rozwijania tej pierwszej katolickiej rozgłośni w naszym mieście. Brakło mi tych wspaniałych ludzi, którzy ongiś - nie przyszli do sekretariatu i nie zażądali pensji dwa tysiące miesięcznie - oni stworzyli ten sekretariat. Oni własnymi rękoma, odgrzybiając ściany i zrywając zbutwiałe podłogi, przygotowali pierwsze studio nadawcze, a następnie studio nagrań zdolne do tworzenia i do emisji programów. Oni przygotowali pomieszczenia dla nowego, obecnego studia nadawczego. Brakło mi tych setek wolontariuszy, od pań w sekretariacie poczynając aż do spikerów i „hebelkowych”, brakło mi bardzo mądrych i twórczych redaktorów. Wszyscy oni żyli atmosferą katolickiego radia i budowali wyjątkowo piękne więzi osobowe.



2008-10-26

ŚWIĘTOWANIE.

Wczoraj Katolickie Radio RODZINA we Wrocławiu świętowało hucznie 15-lecie swego istnienia. Obserwowałem na antenie po zakończeniu swych sobotnich obowiązków w kościele. Uchwyciłem nawet fragment kazania i tak wytrwałem do końca Mszy, gdzie było dużo gratulacji i samozadowolenia. Żeby odreagować te wrażenia słuchowe, sięgnąłem po piękny album odnowionej Sykstyny na Watykanie. Oczarowanie! A przy okazji odświeżyłem w pamięci „Udrękę i ekstazę” Irvinga Stone’a. Renesans, co za czasy! Długo błąkałem się po uliczkach Rzymu i Florencji, zatrzymywałem się w pracowniach malarzy i rzeźbiarzy, wstępowałem na rusztowania watykańskie. Owocem długiej wędrówki była krótka refleksja. Nieprawdą jest, że wspaniała sztuka sakralna zawsze jest świadectwem wysokiej moralności tworzącego ją artysty. Prawdą natomiast jest, że z tej nieprawdy korzystają często moralnie kiepscy ludzie, ukrywający brak sumienia za swymi wytworami.

 

 



2008-10-25

AMBASADA INDII.

Podaję adres i treść petycji do ambasadora Indii w Warszawie w sprawie prześladowań obywateli chrześcijańskich w stanie Orisa i Karnataka. Proszę czytelników o wysłanie tego mejla z własnym podpisem na adres: consular@indem.pl

 

Szanowny Pan C. M. Bhandari

Ambasador Republiki Indii w Polsce

ul. Rejtana 15/2-7

02 - 516 Warszawa

 

Szanowny Panie Ambasadorze!
Chciałbym wyrazić swoje wielkie zaniepokojenie sytuacją chrześcijan w Indiach w stanie Orisa i Karnataka. Z informacji przekazanych przez światowe media wynika, że od grudnia 2007 r. w rejonie tym odnotowano setki zamordowanych i 20 tys. uchodźców chroniących się w dżungli. Kapłani różnych chrześcijańskich wyznań są paleni żywcem. Siostry zakonne są grupowo gwałcone. Chrześcijanie są torturowani, dochodzi do publicznego obnażania. Kościoły płoną, a chrześcijanie ratują się ucieczką w lasy. Akcje są profesjonalnie przygotowane, aby przynieść jak najwięcej ofiar.
W związku z tym zwracam się do Pana Ambasadora z zapytaniem, dlaczego władze Republiki Indii nie interweniują w tych strasznych wydarzeniach? Czy opisane sytuacje są zgodne z Konstytucją Republiki Indii? Mając powyższe na uwadze, pragnę wyrazić swoje największe oburzenie, że w kraju mającym tak piękną kulturę, kraju Mahatmy Gandhiego, ojca demokracji indyjskiej Jawaharlal Nehru dochodzi do takich wydarzeń i nikt z władz Indii nie interweniuje i nie otacza ochroną swoich obywateli.

 



2008-10-24

KULTURA I TOLERANCJA.

Na zaproszenie Stowarzyszenia Twórców i Animatorów Kultury pojechałem dziś do Mieroszowa na inaugurację 12. Turnieju Słowa Literatury Patriotycznej i Religijnej. Miałem wystąpić w dwugłosie z panią profesor z uniwersytetu na temat tolerancji. A po nas miała być część artystyczna na scenie domu kultury, w zaniedbanej sali byłego kina. Kiedyś stary filozof, rektor KUL-u, dominikanin mawiał: jeżeli chcesz poznać kulturę domowników, zajrzyj do ich wychodka. Otwarłem drzwi, nad którymi wisiała kartka z napisem „toaleta”, i o mało nie zwymiotowałem. Przechodzący za mną gimnazjalista, widząc moje trudności, wykrzyknął tryumfalnie: „kiła i mogiła”! Okropność!!! Gimnazjaliści wypełnili do połowy salę, bliżej na fotelach rozsiadła się podstawówka. Oto widownia, o zgrozo, do której miałem mówić - poważnie! - o tolerancji. Trafiła się jednak miła niespodzianka powykładowa. Pięknie zakoncertowała trójka licealistów z Góry na Dolnym Śląsku. Właśnie oni wygrali 11. Turniej w ubiegłym roku. A na zakończenie rarytas! Chór 13 wdów mieroszowskich w żółtych szalach zaśpiewał trzy prawie ludowe piosenki. Później było bardzo miło przy kawie i ciastkach, pogadaliśmy nieco… Przy powrocie zauważyłem, że Mieroszów jest ładnie położony między wzgórzami.


2008-10-23

CIEMNOŚCI.

To co się dzieje w Indiach, w Wietnamie, w Iranie, w Korei… Jak ludzie cierpią! Przeraża mnie. Przeraża nie tylko dlatego, że dzieje się tak straszna niesprawiedliwość w XXI wieku i że nie widać żadnego skutecznego sposobu przeciwdziałania. Dotychczasowe dyplomatyczne działania polityków europejskich i interwencje przedstawicieli Kościoła nie umniejszyły cierpień prześladowanych chrześcijan. Przeraża mnie cisza, jaka otacza sprawę ataków Złego na wyznawców Chrystusa. W mediach polskich gada się o różnych śmiesznostkach prawa w krajach islamskich, a nie przedstawia się bolesnych i tragicznych losów chrześcijan wygnanych, torturowanych i mordowanych. Nie mówi się o dziesiątkach spalonych kościołów i setkach domów, milczy się o gwałceniu zakonnic zabijaniu dzieci przez własnych ojców, dlatego że przyjęły chrzest. Szatan lubi działać w ciemnościach. Zło zabiega o ciemność!



2008-10-22

ISTOTNA POMOC.

I znowu pogrzeb. Tym razem 92-letniej staruszki. Na Mszę św. przyszła liczna rodzina z wnukami i prawnukami. Rodzina ludzi prostych, ciężko, fizycznie zarabiających na chleb. Resztę miejsc w kościele zajęli sąsiedzi, nasi parafianie. I choć zabrakło organisty, śpiew wspólny, modlitewny wzbijał się dynamicznie ku Niebu. Radośnie śpiewaliśmy pieśń zmartwychwstania, dziękując Jezusowi za pełne i bogate życie wiary zmarłej prababci. Oddając hołd Bożej opatrzności, wyrażaliśmy wdzięczność za wszelkie dobro otrzymane od zmarłej i od Jezusa przez zmarłą obdarzającego dobrocią i miłością.

W stosunku do wczorajszej uroczystości pogrzebowej ludzi było mniej, ale modlitwy o wiele więcej. Dużo większa dynamika wiary i wyraźna obecność nadziei.


2008-10-21

WIEŃCE I KWIATY.

Pogrzeb młodej, nawet nie 50-letniej kobiety. Była prawnikiem i zgromadziła przy swej urnie (w metalu pięknie, artystycznie odlanej) sporą część prawników wrocławskich. Wielu z nich przyjaźni się z jej mężem, także prawnikiem. Na Mszy św. w intencji zmarłej nie było ich wielu. Na cmentarzu dopisali. (Obawiam się, że dziś o tej porze trudno było cokolwiek załatwić w sądzie). Wieńców i kwiatów zatrzęsienie. Oczywiście powaga na twarzy tak wielka, że zupełnie sparaliżowała usta podczas wspólnej modlitwy. Ciężko się sprawuje posługę modlitewną wśród wielkiego milczącego tłumu katolików. I ja ze smutkiem myślę, ile pomocy duchowej zabrakło tej duszy w zaświatach osamotnionej wśród rzeszy przyjaciół.



2008-10-20

JAN XXIII.

Dotarła do mnie wieść, że niedługo w Rzymie odbędzie się światowa premiera filmu „Jan XXIII: myśli i pamięć”. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Patriarcha Wenecji Angelo Roncalli był wybrany na papieża 50 lat temu, w roku mej matury i wstąpienia do seminarium duchownego. I chociaż jego pontyfikat trwał o rok krócej niż moje studia przed kapłaństwem, to jednak był to czas naznaczony wyraźnie odwagą i świętością tego „proboszcza świata, dobrego papieża Jana”. Cały nasz rocznik w roku święceń postanowił ozdobić tabletu fotografią ojca świętego, który zwołał Sobór Watykański II i umieścić wyznanie: „Wychował nas Jan XXIII”. Czy byliśmy mu wierni?... Ale kochaliśmy go. W okresie pracy na Ostrowie Tumskim często przechodziłem obok pomnika Jana XXIII z podpisem „Pacem in Terris” – z tytułu jego pierwszej encykliki. Patrzyłem z radością na ten obelisk z grubymi rysami postaci papieża Roncallego, choć oficjalnie przez władzę duchowną pomnik nie był dobrze widziany, bo powstał w wyniku manipulacji władzy ludowej wobec księży „patriotów”. Pomnik, choć skarykaturyzowany, przywołuje tę wspaniałą, pełną witalności i dowcipu postać szczęśliwego, świętego człowieka. Przypomina mi radosne lata seminaryjne. Ucieszyłem się głęboko kiedyś na wieść o wyniesieniu Jana XXIII do chwały ołtarzy. Chciałbym obejrzeć ten film.


2008-10-19

ROCZNICA MĘCZEŃSTWA.

Po południu byłem u św. Marcina na Ostrowie Tumskim. Ech, łza się w oku kręci. To już 10 lat, jak opuściłem artystów dla proboszczowania u Matki Bożej Częstochowskiej. Dziś nowy duszpasterz twórców przygotował z nimi piękne spotkanie z księdzem Jerzym Popiełuszką w poezji i pieśniach. Poezja brzmiała dramatycznie, a scenografia doskonale to podkreślała. Pieśni – w sopranie i w tenorze – wzywały Jezusa i wołały do Jego Matki wzruszająco. Można było się modlić i dziękować Bogu za to, że ludzką tragedię chciał przemienić w chwałę człowieka w nadziei zmartwychwstania. Gdy zgasły 24 świeczki przy portrecie Męczennika, na ołtarzu pozostały trzy świece Eucharystii. One dawały światło. Nie pozwoliły ciemnościom zagarnąć nas w śmierć.


2008-10-18

SOBOTA.

Ufff! Co za sobota! Wikariusz z młodzieżą na pielgrzymce do grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. Cały dzień wędrowania. Wróci pewnie cały obolały, jeśli nie okulawiony… Ja się uwijałem cały dzień w parafii. Trzy Msze św. z krótkimi kazaniami. Jeden ślub, i to Polki z Niemcem. Przygotowałem teksty dwujęzyczne. Wieczorem nabożeństwo różańcowe. W międzyczasie zbieranie materiałów i redagowanie ogłoszeń parafialnych. Muszą być wyczerpujące, krótko i zgrabnie podane. Po Mszy wieczornej przyszli rodzice ze skargą na katechetę. Ależ tupet! Krzyczeli: wyrzucić go i koniec. Wyrzucić, bo inaczej wypiszemy nasze dzieci z religii w IV klasie. Na szczęście o homilii zdążyłem już pomyśleć. Muszę jutro pogodzić temat o „cesarskim i boskim” z tematyką Światowego Dnia Misji. Może zdążę znaleźć w internecie Benedykta XVI Orędzie na ten dzień. Ufff, powieki same opadają.



2008-10-17

W RATUSZU.

Wczoraj o 15-tej rozpoczęła się w Ratuszu uroczystość jubileuszowa 85-letniego ks. kardynała Henryka Gulbinowicza. Pan Prezydent Rafał Dutkiewicz przywitał pięknie Jubilata i wszystkich wybranych, zgromadzonych gości. Spotkałem tam niemało dobrych znajomych z dawnych lat. Wielu z nich już w słusznym wieku i na ważnych stanowiskach. W stylowym wnętrzu Starego Ratusza, już po części artystycznej, wokół długiego stołu, wszyscy byli rozradowani. Wielu odnalazło siebie nawzajem po parunastu i więcej latach. Pytaniom, śmiechom i uściskom nie było końca. Przypomniały się stare, dobre, choć trudne lata. Warto było na tę chwilę wyrwać się zza rzeki i spod lasu do miasta! Ksiądz Kardynał, który zachwycił gości świetnym przemówieniem, przechodził na koniec w towarzystwie pana Prezydenta przez salę, zatrzymując się przy poszczególnych grupkach profesorów, dyrektorów i prezesów częstujących się suto jadłem i napojem. Przy wyjściu każdy pisał na wcześniej otrzymanych serduszkach swe życzenia i słowa uszanowania dla Jubilata, za to otrzymywał artystyczny prezent. Było naprawdę radośnie, choć spotkałem też jedną zszarzałą twarz o niewidzącym spojrzeniu.


2008-10-16

KONSTERNACJA.

Wszyscy dziś wspominają słodko i radośnie chwilę sprzed 30-tu lat, gdy świat dowiedział się, że nowym papieżem został wybrany nasz rodak Karol Wojtyła. Ale nie wszystkim Polakom wtedy było tak słodko.

W Warszawie w gmachu KC Stanisław Kania powiadamiając telefonicznie o tym Edwarda Gierka, usłyszał jedynie: „O, rany boskie!”. Najwyższy ubek od spraw wyznań, Kazimierz Kąkol, tak opisał atmosferę wśród towarzyszy w Komitecie Centralnym PZPR: „Absolutnie zdegustowani naradzają się towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, Łukasiewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą – wypracowaną przez nas z SDP do KC – „zastanówmy się… ostatecznie lepszy Wojtyła jako Papież tam, niż jako Prymas tu”. Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”.

W Krakowie natomiast na zebraniu partyjnym Związku Literatów Polskich „Na salę dyskretnie wchodzi bufetowa. Pochyla się nad Tadeuszem Hołujem i szepce. Hołuj zrywa się i ogłasza: „Koniec z nami. Radio podało, że Wojtyła został papieżem!”



2008-10-15

FIKOŁEK.

Paskudne rzeczy dzieją się między premierem a prezydentem. Samolotowa afera zadziwiła wszystkich zdrowo myślących w Polsce i za granicą. Delegacja rządowa nie może się zmieścić w wielkim samolocie do Brukseli razem z delegacją prezydencką! Widział to kto kiedy? W Parlamencie Europejskim rządowcy pogrywają prymitywnie, zabierając przepustki na obrady przeznaczone dla delegatów prezydenckich. Pan Tusk widocznie ciągle odreagowuje dawną porażkę polityczną. Władza (wreszcie zdobyta) uderzyła do głowy. Wydaje się, że nieokiełznana ambicja szefa rządu fiknęła dziś kozła na oczach całej Polski. To nie wyjdzie Polakom na zdrowie.


2008-10-14

INTRYGA.

Znów odezwał się naczelny wychowawca biskupów, pan Tomasz Terlikowski. Przeczytał w wywiadzie ks. abpa Henryka Muszyńskiego dla KAI, że w teczce ubeckiej nazwisko abpa figuruje wśród tajnych współpracowników. Abp Muszyński wyznaje: „było to dla mnie ogromne i bolesne zaskoczenie” i dodaje: „Nigdy, w żadnej formie – ani ustnej, ani pisemnej – nie wyraziłem zgody na jakąkolwiek formę współpracy z SB. Nigdy też nie zgodziłem się na żadne spotkanie dobrowolnie czy z własnej inicjatywy, wszystkie one miały charakter konieczny lub nawet wymuszony”. Takie wyznanie nie robi wrażenia na panu Terlikowskim, raczej ufa własnemu nosowi i snuje domysły na temat: dlaczego ks. arcybiskup teraz o tym mówi? Redaktor mógłby po prostu zapytać metropolitę, ale po co? Duchowny może popsuć szyki swą „niepoprawną” odpowiedzią. Redaktor woli własnego autorstwa intrygę i podejrzewa, że „wywiad jest związany z możliwością wyniesienia hierarchy do godności prymasa. Arcybiskup „ucieka do przodu” i wytrąca broń z ręki tym, którzy chcieliby wyciągnąć fakt rejestracji przed samą (jeszcze nieprzesądzoną) nominacją". Oczywiście, naczelny wychowawca biskupów wolałby przygwoździć metropolitę gnieźnieńskiego tuż przed nominacją na prymasa. Krzyknąłby wtedy na całą Polskę, że jego katolickie sumienie nie może zgodzić się na takiego (jakiego?) prymasa. Niestety, stracił pan redaktor gratkę. Ale myślę, że i za ten komentarz do wywiadu abpa otrzymał niezłą dolę.



2008-10-13

NA SZACHOWNICY.

Od dawna towarzyszę „Solidarności” politechnicznej w posługiwaniu kapłańskim w niezwykłych czasach i najzwyczajniejszych sytuacjach, aliści Komitet Zakładowy zapragnął „formalnego” kapelana. Jaki tego skutek? Od samego Metropolity Wrocławskiego sfrunęła na me biurko nominacja na asystenta kościelnego „Solidarności” Politechniki Wrocławskiej. „Kapelan” mi niestraszny, ale co się czai pod przykrywką „asystenta kościelnego”? No cóż, nominacja jest nominacją! Pionek został postawiony na szachownicy czarno-biało-czerwonej. I jak tu się nie cieszyć…?

 



2008-10-12

ŻYWA PAMIĘĆ.

Już ósmy „Dzień Papieski” zaowocował nie tylko 9-cioma milionami złotych podczas zbiórki do puszek na stypendia dla zdolnej, a ubogiej młodzieży. Były koncerty i spotkania modlitewne, emisje filmowe i sympozja. Było także poświęcenie pomników papieskich. Na Wawelu postawiono na balach dębowych dziewiątą krakowską figurę papieża Polaka, ponoć bez żadnych pozwoleń urzędników miejskich. Jednak najciekawszą pamiątką wydaje się być projekt Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” w miejscu, gdzie młody Wojtyła pracował podczas wojny. Centrum z pewnością da okazję i stworzy narzędzia do poznawania nauczania papieskiego. Może wtedy skończy się uporczywe i krzywdzące narzekanie pewnych środowisk na katolików polskich, że Ojca św. czczą, ale jego nauki nie wdrażają w swoje życie. Krzywda tej 30-toletniej uporczywości medialnej polega na tym, że ogląda się tłumy, a nie dostrzega się cudów łaski we wnętrzu indywidualnego człowieka. Wielu młodych ludzi swe nawrócenie ku Chrystusowi zawdzięcza duchowemu spotkaniu (w przeróżny sposób) z Janem Pawłem II.



2008-10-11

W POCIĄGU.

Na dworcu w Kielcach do przedziału wsiadła starsza pani o śniadej karnacji i z pięknymi siwymi lokami okalającymi jej twarz. Oczy miała czarne jak dwa węgielki. Siadając naprzeciw, zainteresowała się moim brewiarzem. - Pan czyta psalmy? – Tak, jestem księdzem. – Ja też czytam, ale po hebrajsku. Niedawno wróciłam ze Stanów. Dla mnie w Polsce biły Boże źródła od urodzenia. Tu chcę umrzeć. Tutaj doznałam największej miłości. Tu uratowano moje życie.

Pociąg pędził, czas uciekał, a rozmowa miejscami zmieniała się w barwne monologi i było w niej dużo wdzięczności dla wielu katolików, sąsiadów z czasów dzieciństwa. Na koniec piękna, szlachetna pani dorzuciła wdzięczność dla pewnego hierarchy rzymskiego, który ułatwił jej wyjazd do Ameryki. Wtedy zapytałem o Piusa XII, czy go znała. Odpowiedź była zdecydowana: bez niego „monsignor” nie odnalazłby mnie w Rzymie. Nie wytrzymałem i opowiedziałem o sprzeciwie rabina z Hajfy wobec beatyfikacji Piusa XII. Odpowiedź mnie zaskoczyła. Nie znam tego rabina – powiedziała pani - ale wiem, że w Ameryce Żydzi nie dążą do pojednania z kimkolwiek innym. Stare żydowskie rodziny w Nowym Jorku przed oczami mają tylko bogactwo. Mówią, że Adonai im błogosławi, skoro fortuna rośnie. O biedocie na wschodzie Europy nie rozmawiają. Zawsze się ich wstydzili i milczeli.

Na stacji Koniecpol moja rozmówczyni obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem na pożegnanie. Jej oczy błyszczały. Nie zapomnę tego wejrzenia. - Niech pan przeczyta psalm 73 – powiedziała cicho, odbierając ode mnie na peronie swoją torbę podróżną.



2008-10-10

WRESZCIE.

Dzisiaj Sejm przyjął ustawę przygotowana przez Prezydenta Rzeczypospolitej o finansowaniu KUL-u z budżetu państwa. W ten sposób katolicka uczelnia została zrównana z innymi uczelniami publicznymi. Odtąd rektor, po zapłaceniu wynagrodzeń pracownikom KUL-u, nie będzie już suszył sobie głowy, skąd wziąć pieniądze na inwestycje uniwersytetu. Piętnastu posłów wstrzymało się od głosowania za ustawą, a pięciu opowiedziało się przeciw ustawie. Wynik głosowania bardzo dobry, widocznie ś.p. ks. Radziszewski, założyciel KUL-u w 1918 roku, z zaświatów przemówił wielu posłom do rozumu.



2008-10-09

RABIN HERZOG.

Po wypowiedzi rabina z Hajfy w prasie włoskiej natychmiast zawrzało. Watykanista Andreas Tornielli przypomniał słowa wielkiego rabina Jerozolimy Izaaka Herzoga z 1944 roku: „Naród izraelski nigdy nie zapomni tego, co Jego Świątobliwość i Jego wybitni delegaci, inspirowani odwiecznymi zasadami religii, stojącymi u podstaw autentycznej cywilizacji czynią dla naszych nieszczęsnych braci i sióstr w najtragiczniejszej godzinie naszych dziejów”. A po śmierci papieża Pacellego w roku 1958 ten sam rabin Herzog oświadczył: „Śmierć Piusa XII jest poważną stratą dla całego wolnego świata. Nie tylko katolicy opłakują jego śmierć”.[za IDK z dnia 7.10.2008]. Po 60-ciu latach od holokaustu niektóre środowiska nie chcą dopuścić, by wystygł tak poręczny politycznie mit antysemityzmu.



2008-10-08

ŻYD NA SYNODZIE.

Rabin Hajfy Kohen zachował się schizofrenicznie na Synodzie Biskupów w Rzymie. Na sali obrad powiedział: „Moja obecność na Synodzie Biskupów jest sygnałem nadziei, przesłaniem miłości, koegzystencji i pokoju dla naszego i przyszłych pokoleń”, a w kuluarach do dziennikarzy z całego świata oświadczył, że jest przeciwny beatyfikacji papieża Piusa XII: „Uważamy, że nie powinien być beatyfikowany czy stawiany za wzór, ponieważ nie zabrał głosu, chociaż starał się nam w ukryciu pomagać. Pozostaje jednak faktem, że nie mówił, może bał się, a może miał inne powody, my jednak nie możemy o tym zapomnieć”.

To był policzek wymierzony obecnemu ojcu św., który niedawno odsłonił w archiwach watykańskich wielkie dzieło pomocy i obrony prześladowanych Żydów, jakiego dokonał Pius XII.



2008-10-07

SIOSTRA ŚMIERĆ.

Zmarł dziś pierwszy ordynariusz sosnowiecki, 75-letni ks. bp Adam Śmigielski, salezjanin. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie. Pamiętam jego spokojną, lekko zawstydzoną twarz, gdy w 1992 nasz kardynał w auli seminaryjnej wywołał go z tłumu duszpasterzy młodzieżowych i przedstawił jako nowego biskupa nowej diecezji w Sosnowcu. Otrzymał od Ojca św. Jana Pawła II niełatwe zadanie: stworzyć na Śląsku nowe struktury diecezjalne: kurię, seminarium duchowne, sąd duchowny, Caritas… Podołał temu i służył ludziom przez 16 lat. Zmogła go choroba nowotworowa, nie przestraszył się wyroku śmierci, jaki niosła ze sobą. Poddawał się w spokoju ubytkowi czasu i zmniejszaniu się sukcesywnie szans na wyzdrowienie. Zżył się ze śmiercią jak z siostrą, która miała go przeprowadzić przez bramę wieczności. Wyobrażam sobie jego radosne spotkanie z księdzem Bosko.



2008-10-06

ZABOBON.

Krzyż, Obraz i pusta rama to znaki, które przerażały komuchów. Dlaczego się bali, przecież sami aż w nadmiarze używali znaków i symboli? Tak, ale dobrze wiedzieli, że za ich znakami nic nie stoi, są puste, wymyślone na potrzeby chwili politycznie usprawiedliwianej. Mam podejrzenie, a buduję je na wielu spotkaniach i rozmowach z koniunkturalistami niewierzącymi, że w duszach polskich komunistów – ochrzczonych i katechizowanych w młodości – miejsce wiary zajął zabobon. Zabobon jest potężnym źródłem lęku wobec metafizycznego świata. O tym właśnie mówi (emitowany dziś wieczorem w TVP) film Pawła Woldana p.t.: „Złodziej w sutannie”. Film opowiada historię z lat 70-tych o uwolnieniu przez młodego księdza Józefa Wójcika kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej wędrującej po parafiach polskich, a przez ubecję na rozkaz Gierka „zaaresztowanej” w bocznej kaplicy Bazyliki Jasnogórskiej. Film jest potrzebny młodemu pokoleniu, a może przede wszystkim  młodzieżówce dzisiejszej lewicy, by zobaczono do jakich absurdów dochodziła komuna w PRL-u.



2008-10-05

SYNOD.

W Bazylice św. Pawła za Murami w Rzymie dziś rozpoczął swe obrady 12. Zwyczajny Synod Biskupów. Uczestniczy w nim 253 ojców synodalnych: 51 z Afryki, 62 z Ameryki, 41 z Azji, 90 z Europy i 9 z Oceanii, a także zaproszeni przez papieża delegaci innych wyznań chrześcijańskich na czele z patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I, oraz - po raz pierwszy przedstawicielem judaizmu - głównym rabinem Hajfy Szear-Jaszuw Kohenem.
Delegatami episkopatu Polski są: metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki, arcybiskup Marian Gołębiewski z Wrocławia, biskup Zbigniew Kiernikowski z Siedlec oraz zaproszony osobiście przez Benedykta XVI metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz. Kardynałowie i biskupi będą obradować przez trzy tygodnie na temat: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”.


2008-10-04

OBROŃCA WARTOŚCI.

Ciekawy jestem, kto pisze oskarżonemu Jaruzelskiemu teksty obronne odczytywane przez generała w sądzie warszawskim? Sięgają do historii Polski, przywołując piękne karty bohaterskich powstańców i obrońców ojczyzny – wszystko to jako tło dla rzekomo odważnej i koniecznej decyzji z 12 grudnia 1981 roku o urządzeniu ciężkiej i długotrwałej jatki własnemu narodowi. Teksty te kreują generała Jaruzelskiego na ratownika Polski, tylko nie mówią, że sądzony teraz generał miał na myśli Polskę socjalistyczną, a więc nie polską, lecz moskiewską, zsowieconą, tak zwaną „ludową”. Te teksty chcą postawić Jaruzelskiego - wielkiego obrońcę „wartości socjalistycznych”- na początku drogi Polaków do wolności i suwerenności. Kompletny brak wstydu i czysta bezczelność! Ciekawe, czyja to szkoła pisania?



2008-10-03

POLOWANIE NA LWA.

Miał Kraków dawniej swego smoka, ma teraz lwa, albo zupełnie małego lewka. Niektórzy wabią go „Nobel, Nobel”, a inni dali mu imię „Lew Polski”. Tak czy inaczej, duży czy mały, ale z pewnością zwierz polski to jest, bo na zorganizowanie dziś łowów na niego wydano już 50 tysięcy złotych polskich. To niemało, a jak łowy potrwają dłużej, to Lew Polski wyciągnie jeszcze więcej złotówek z kieszeni podatników polskich.



2008-10-02

WARTOŚCI.

Dziś w 44-tym skapitulowało Powstanie Warszawskie. Aby przypomnieć bohaterstwo i zwyczajność tamtych młodych ludzi, reżyser Marcin Piwowarczuk nakręcił film o miłości i ślubach kościelnych w zburzonej i walczącej Warszawie pod tytułem „Żółta bluzka ze spadochronu”. Tytuł zaczerpnięty z wypowiedzi panny młodej, która innego stroju ślubnego nie miała, a materiał zdobył jej narzeczony. Jaki był sens ślubowania małżeńskiego w perspektywie nieznanego jutra? Sens wyrastał z wiary w Boga, miłości mocniejszej niż śmierć i wierności, która trwa, jak wynika ze świadectwa żyjących par, do dziś. Ślub był wyrazem poczucia wolności i stanowił pieczęć położoną osobiście na tych wielkich wartościach. TVP Historia wyemitowała ten film właśnie dzisiaj. Będzie powtarzany. Warto zobaczyć, że nie zawsze ślubowanie miłości wzajemnej przed Bogiem trwa tylko kilka czy kilkanaście miesięcy.



2008-10-01

KOŻUCH.

Na Politechnice Wrocławskiej w auli pełna gala inauguracyjna. Kogo tam nie było! Czytanie nazwisk osób powitanych zajęło kilkanaście minut. Wszyscy byli posegregowani i zaszeregowani odpowiednio, no i oczywiście dokładnie zachowana hierarchia władzy… Na końcu tej nudy i udawanych braw (inaczej popuchłyby dłonie!) zdarzył się piękny kwiatek do kożucha. Byłem zaskoczony i prawdziwie wzruszony, gdy pan rektor na końcu powitał swoją żonę. I podobnie poczułem ciepło pod sercem, gdy odchodzący pan rektor również podziękował  swojej żonie i przeprosił za niską frekwencję swej obecności w domu rodzinnym, zszedł z podestu na salę i ofiarował bukiet czerwonych róż. Proszę o częstsze podobne kwiatki do naukowego kożucha.



2008-09-30

BUMERANG.

Na szczytach władzy ważą się losy peerelowskich, w tym esbeckich, generalskich emerytur. A na dole wrzenie jak w tyglu. Jedni przyklaskują projektowi odebrania, bo to będzie akt dziejowej sprawiedliwości, inni wątpią, wskazując na tysiące stanowisk i funkcji, gdzie ludzie wysługiwali się reżymowi i dzięki którym esbecja mogła pokryć swą siecią donosicieli cały kraj. W jaki sposób teraz dopełnić sprawiedliwości? Jedni mówią: dziś za późno, trzeba było na początku przemiany ustrojowej tych ludzi odsunąć od stołków i żłobów, a drudzy pytają: skąd wtedy było wziąć ludzi czystych na ich miejsce? I tak to po ćwierćwieczu wraca, jak bumerang, piękna teoretycznie - ale czy naprawdę chrześcijańska w zastosowaniu? - idea „grubej kreski” pierwszego po komunie demokratycznie wybranego premiera. Chrześcijańska interpretacja „grubej kreski” brzmi całkiem prosto: przebaczamy i współpracujemy dla dobra wolnej ojczyzny, ale po wyznaniu winy i pokucie, a przynajmniej po przeproszeniu przez ciemiężycieli. Potwierdził to abp Nycz w swym niedawnym liście pasterskim na temat nawrócenia św. Pawła.



2008-09-29

DO PRZODU.

Ćwierćwiekowy nobel 65-letniego Lecha Wałęsy, lidera zwycięskiej „Solidarności”, przyciągnął wielu gości do Zamku Królewskiego w Warszawie. Pan Jubilat był dziś w zupełnie innej kondycji psychicznej niż przed tygodniami, gdy mu stawiano przed oczy dokumenty o współpracy z ubecją. Nie oganiał się i nie wyzywał. Można było zauważyć, że w przemowach częściej obok „ja, moje, mnie” dodawał także „nasze”. Edukacyjnie to ważny krok do przodu w drodze byłego prezydenta. Na uroczystości Episkopat Polski reprezentowało trzech (dyżurnych) dostojników w fioletach, brakło purpuratów.



2008-09-28

BEATYFIKACJA.

Dzisiaj w Białymstoku sub divo, przed Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, podczas uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem legata papieskiego abpa Angelo Amato, wyniesiony został do chwały ołtarzy ks. Michał Sopoćko. To już druga osoba, po s. Faustynie, zaangażowana w głoszenie Orędzia o Bożym Miłosierdziu w XX wieku, której Kościół przyznał prawo do kultu liturgicznego. W latach trzydziestych niecierpliwemu i gorącemu sercu zakonnicy przychodziła z pomocą teologiczna refleksja i rozwaga księdza profesora. Gdy s. Faustyna chciała w sprawie Święta Bożego Miłosierdzia udać się do Papieża, on pisał do niej: „Święto Miłosierdzia Bożego, którego się domaga Pan Jezus przez Siostrę, będzie ustanowione bez udania się Siostry do Ojca Świętego, zresztą osobiste udanie się Siostry do Rzymu sprawy nie posunęłoby naprzód, a mogłoby zaszkodzić" - pisał ks. Sopoćko 10 lipca 1936 r. W swej roztropności kapłańskiej radził słusznie: "Trzeba naprzód przygotować grunt, uświadomić ogół o potrzebie tego święta, spowodować zbiorową prośbę całego narodu naszego, a przede wszystkim naszych najczcigodniejszych kardynałów, arcybiskupów i biskupów, a wówczas ustanowienie owego święta będzie tylko kwestią czasu". To proroctwo spełniło się co do joty za przyczyną metropolity krakowskiego, ks. Karola Wojtyły, później papieża Jana Pawła II. On pokonał opór urzędników watykańskich i on ogłosił drugą niedzielę Wielkanocy świętem Bożego Miłosierdzia. On wyniósł do chwały świętych s. Faustynę i konsekrował światowe sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Jego proces beatyfikacyjny zakończy się najprawdopodobniej w przyszłym roku.



2008-09-27

NOWA BRYKA.

Nasz prezydent miasta rączo dziś ruszył pod górkę ku stolicy. Powozi piękną bryką o dźwięcznej nazwie „Polska XXI”. Czy zasiądzie na tronie prezydenta kraju? – Zobaczymy. Życzę mu dobrze, próbuję zrozumieć ambicje polityczne, ale czy będzie mu tam tak dobrze, jak we Wrocławiu dotychczas? Jego poprzednik poszedł w kamaszach na ministra kultury, ale jakże mu zbiedniała buzia, a jeszcze nie wiadomo, jaki będzie finał awantury wokół mediów publicznych. Ta zadyma może go wyzuć z kamaszy. Warszawa raczej jest przewidywalna, gdy chodzi o nieudanych z tej czy z owej strony.


2008-09-26

OJCIEC WIKTOR.

We wrocławskim radiu „Rodzina” wspominano dziś wieczorem jezuitę z Alei Pracy, ś.p. o. Adama Wiktora, którego patriotyzm nierozerwalnie związał się z duszpasterstwem i jako jedność w pamięci wrocławian świeci czystym blaskiem. Za jego proboszczowania w okresie stanu wojennego kościół Matki Bożej Pocieszenia był autentycznym źródłem pociechy i nadziei dla wszystkich umęczonych wojną jaruzelską. Ojciec Adam był człowiekiem modlitwy i zakochany po uszy w Maryi, Matce Jezusa. Mówią o tym ci, którzy wyłapywali wzrokiem jego krótkie, pełne miłości spojrzenia na obraz w głównym ołtarzu. Gromadził przed obrazem na modlitwie wszystkie grupy społeczne, młodzież i starszych, robotników i intelektualistów, artystów i ludzi nauki. Uczył wiary, pocieszał w tarapatach, a gdy trzeba było, karmił i pomagał materialnie. Swoich parafian znał z autopsji. Jeździł rowerem ulicami swej dzielnicy, zatrzymywał się na krótka rozmowę, podwoził zakupy staruszkom pod dom, a dzieciaków raczył słodyczami z kieszeni. Był odważny, wobec ubeków zachowywał kamienną twarz jak ktoś, kto wie swoje i robi, co do niego należy. Przyjaciół obdarzał często słonecznym uśmiechem. Był świetnym managerem, nie robił wszystkiego za innych. Pokornie tłumaczył się, że czegoś nie potrafi i prosił, aby inni to zrobili. I robili, a on się uśmiechał. Był człowiekiem pomysłowym duszpastersko, ale zawsze uważnie przyjmował pomysły innych. Kochał swoich parafian i wierny był swemu jezuickiemu powołaniu. A jednak odchodził z tego świata (poza Wrocławiem) z nutką żalu w sercu. Kiedyś jego przełożeni, prowincjalni czy diecezjalni, spotkają go w Dolinie Jozafata. Czy przeproszą go?


2008-09-25

KOCHAM WROCŁAW.

Śpiewano dawniej piosenkę „Warszawa da się lubić…”. Dzisiaj już się nie da tak śpiewać. Zresztą, czy ktoś chce? Natomiast wędrując po moim mieście, choćby od Wyspy Tumskiej aż do Rynku, mogę nawet tańczyć, bo Wrocław pokochać można. Jest za co. Miasto pięknieje nam w oczach! Pamiętam gruzy długo, długo po wojnie straszące wypalonymi zgliszczami. Pamiętam „szaberplac” niedaleko Hali Targowej i czarne oczodoły martwych kamienic w sąsiedztwie urszulanek i uniwersytetu. Kościół św. Wincentego pusty i zasępiony nie miał sił, by nieść modły do nieba. A dzisiaj? Jakże tu pięknie! Nie mówię o odnowionym Rynku, bo cała Europa się nim zachwyca. Ale Wrocław to nie tylko szklana fontanna, nowe bruki i kolorowe twarze kamieniczek. Urzekający Wrocław to przede wszystkim wewnętrznie piękni ludzie! Przed wojną jaruzelską bezbożni z całego kraju dobrze się tu czuli i mówili, Wrocław to miasto, w które można się bezpiecznie wpasować. Sieć agenturalna politycznej milicji była tu szczególnie gęsta. Wyłapano i zamordowano wielu żołnierzy AK. A w stanie wojennym miasto tętniło życiem jednocześnie na dwóch poziomach: na powierzchni i w podziemiu. To prawda, że ubecy mieli pełne ręce roboty, a więzienia i areszty pękały w szwach. Ale to właśnie dlatego, że wrocławianie na powierzchni gromadzili się w kościołach na patriotycznych wykładach i modlitwie za Ojczyznę, a w podziemiu podcinali korzenie więdnącej komunie. Gdy przyszła prawdziwa Polska, zupełnie inny Wrocław pojawił się na ulicach w pielgrzymkach, drogach krzyżowych i procesjach. Śpiewające miasto rozkwitło wiarą! Kocham to miasto tak, jak tysiące moich sióstr i braci spod Krzyża Jezusowego, i nie żałuję strachu, ani bólu, ani nocy nieprzespanych, drżenia kolan w drodze na katedralną ambonę, ani aresztu, sądu i przesłuchań na Podwalu. Bóg niech to przyjmie w darze dla mojego miasta.

 



2008-09-24

APOKALIPSA.

W Berlinie organizacja „Pro Familie” bije na alarm: w klinikach niemieckich rocznie morduje się kilkaset dzieci w szóstym miesiącu ciąży. Wiele kobiet decyduje się na późną aborcję, gdy w wyniku badań prenatalnych okazuje się, że dziecku grozi upośledzenie. Na przykład, w przypadku diagnozy, że dziecko urodzi się z zespołem Downa, aborcję w szóstym i późniejszym miesiącu ciąży wybiera 90 % Niemek. I jest to zgodne z obowiązującym od 1995 roku prawem. Syte i wygodne społeczeństwo Boga się nie lęka! Odeprzeć Boga jak najdalej, a wtedy można wygodnie i beztrosko żyć!

Cóż powiedzieć? Poganiejąca Europa tłumnie pakuje się do piekła. To nie jest żart. Kobiecy syndrom poaborcyjny aż nadto dowodzi, że piekło zaczyna się na ziemi. Pan Bóg jest słowny: „Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze Mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca” (Apokalipsa 22,12).



2008-09-23

AGRESYWNA PUSTYNIA.

W Indiach od miesięcy leje się krew chrześcijan, płoną kościoły, pustoszeją napadane przez niechrześcijan i ograbiane domy, ludzie wierzący w Chrystusa uciekają w przerażeniu i ukrywają się w lasach. Parlament Europejski, jak wielkie, nieruchawe cielsko dinozaura, dopiero zaczyna reagować na te prześladowania i jawne gwałcenie prawa wolności religijnej. Zredagowano wreszcie tekst rezolucji wzywającej władze Indii do natychmiastowego powstrzymania narastającej przemocy względem mieszkających tam chrześcijan. Niestety, wynik głosowania nad przyjęciem rezolucji nie jest pewny, gdyż partiom lewicowym takie zajęcie stanowiska wobec mordowania chrześcijan nie jest na rękę, krytykują projekt, odwlekają głosowanie. A jednocześnie ci sami eurodeputowani popierają projekty budowania ogromnych meczetów w miastach od wieków chrześcijańskich i bronią prawa do spacerów po Europie niedokładnie ubranych, wrzeszczących kobiet i mężczyzn z grup „kochających inaczej”.

Czy Jezus Chrystus, obecny w swych wyznawcach XXI wieku, oprze się dzisiejszym tak agresywnym kuszeniom szatana na pustyni świata?



2008-09-22

PŁATNOŚĆ.

Znowu głośno wśród profesorów z IPN-em w tle. (Trudno się dziwić, że wielu z nich staje ostro  przeciwko lustracji). TW „Lange” to wybitny astronom toruński, odkrywca planety poza naszą galaktyką, znany na wielu uniwersytetach człowiek nauki. Ten przypadek ujawnia cenę, jaką ambitni Polacy w PRL-u płacili za wydostanie się przez żelazną kurtynę do zachodnich środowisk naukowych. Niewychowywana ambicja jest siłą destrukcyjną. Sytuacja była tym trudniejsza, że oni wtedy nie czuli swej "płatności", to właśnie im płacono w banknotach i w trudno zdobywanej naturze. Czy wolno im było płacić tę cenę? – Nie wolno! Ale to zależy zwykle od tego, czy człowiek w swym wnętrzu słyszy Głos, który o tym mówi.

 

 



2008-09-21

KOEGZYSTENCJA.

Żyjemy w jakiejś strasznie skołtunionej mgle medialno-informacyjnej. Dwie grupy społeczne, nierozerwalne w swoim wręcz bachicznym pragnieniu koegzystencji, politycy i dziennikarze, nakręcają się wzajemnie w jakimś nowoczesnym tańcu chocholim. Z tego polskiego wesela znika codziennie realny dookolny  świat. Czy nie ma na to lekarstwa? – Ależ jest! – mówi nie kochająca polityków dziennikarka Ewa Szumańska: „Przecież gdyby tych panów przestać nagle fotografować i nagabywać o wypowiedzi, po paru dniach zeszłoby z nich powietrze, a kraj stałby się spokojniejszy, mądrzejszy i bardziej estetyczny”. Słusznie, ale przy tym, czy nie trzeba by przywołać do porządku moralnego właścicieli mediów?



2008-09-20

ŻENADA.

Trzem Mędrcom ongiś ani przez głowę nie przeszło, że kiedyś, w XXI wieku,  ktoś będzie gardłował przeciwko nim! Rzecz zaczęła się w Łodzi, zebrano aż 700 tysięcy podpisów pod petycją do parlamentu polskiego o przywrócenie katolickiemu narodowi święta „Trzech Króli” odebranego przez komunę. Wierzę, że to „genius loci” miasta Łodzi zmobilizował ten poryw dla uczczenia tak znakomitych gości w Betlejem. Kompletną żenadą „zawoniało” wczoraj w sejmie, gdy PO uzasadniała swój sprzeciw wobec projektu. PO i postkomuchy nie chcą święta Trzech Króli wolnego od pracy. Nie tak dawno oglądaliśmy zbratanie demokratów z lewicą, i co pozostało po nim? Śmiech na sali! Pan Kropiwnicki osiągnie cel swej inicjatywy sejmowej, gdyż popiera ją nie 700 tysięcy podpisów, ale 30 milionów wierzących Polaków.



2008-09-19

PSIA MAĆ.

Podziwiałem i podziwiam panią Andżelikę Borys za jej dzielną obronę praw Polaków na Białorusi. Polskie władze poprzednie wspierały ją podczas niewybrednych ataków Łukaszenki. Współczuję jej teraz, gdy Tuskowi ludzie chcą ją rzucić na pożarcie białoruskiemu prezydentowi. A ten na dwoje wróży (z fusów!), jak wygrać siebie: w sojuszu z Rosją, czy z NATO. I jak uciszyć zbyt pański i wolny głos Lachów. Ot, polityka, psia mać!


2008-09-18

KARATEKA.

Zaczyna się rozwidniać wokół tajemniczej śmierci ks. Stefana Niedzielaka. Tygodnik „Wprost” podał w sobotę [13.09.2008] na swojej stronie internetowej, powołując się na materiały ze śledztwa prowadzonego od 2001 roku przez IPN, że tego proboszcza warszawskiej parafii św. Karola Boromeusza w styczniu 1989 roku zabił najprawdopodobniej były oficer Komendy Stołecznej Policji, wcześniej funkcjonariusz SB, wyćwiczony karateka, który potrafił zabić ciosem krawędzi otwartej dłoni uderzając w kark.

Ksiądz Niedzielak na Powązkach prowadził działalność upamiętniającą Polaków poległych na Wschodzie, był współzałożycielem Rodziny Katyńskiej, inicjatorem ustawienia na cmentarzu Krzyża Katyńskiego. Wspierał też opozycję. Za swoją działalność niepodległościową był nieustannie nękany i szykanowany, otrzymywał listy i telefony z pogróżkami, bezpieka wielokrotnie podejmowała próby zastraszenia go. Śledztwo umorzono podając, że ksiądz spadł z fotela i umarł. Bezczelność i kpiny w żywe oczy „niezawisłych” ludowych organów!



2008-09-17

GOLGOTA WSCHODU.

17 września 1939 roku o godz. 3:00 nad ranem wojska sowieckie przekroczyły granicę Polski. Nóż w plecy! Wielka gehenna milionów Polaków wziętych w dwa ognie totalitarne. Wcześniej w wielkiej tajemnicy, 23 sierpnia 1939 roku, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop i ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczesław Mołotow podpisali pakt o nieagresji z dołączonym tajnym protokołem, dokonującym podziału stref wpływów Niemiec i ZSRR. Ten pakt wykreślał Polskę z mapy Europy, a Polakom przygotował „Golgotę Wschodu”, która istniała dla bardzo wielu jeszcze długo po zakończeniu wojny. Aż do roku 1989 nie wolno było o tym mówić ani pisać. Od wielu lat modlę się za tych, którzy nie wrócili z Syberii i jednocześnie zastanawiam się, jak mogli o tym nie wiedzieć wszyscy zarządcy PRL-u i jak mógł gen. Jaruzelski urządzić Polakom stan wojenny w latach 80-tych XX wieku?

2008-09-16

ZERO BABIEGO LATA.

Jakaś pretensja pomieszkuje w sercu. Nie wiem do kogo. Połowa września minęła, a tu już tak nieprzyjemnie zimno w przyrodzie. Gdzież to „babie lato” ze słońcem niskim, ale ciepłym i łagodnym? Tęsknić się nie chce. Nostalgie odpłynęły. Co się z duszą rozmarzoną stało? Człowiek zmarznięty kuli się, sztywnieje i staje się nieprzyjemny. Chłopakom na rusztowaniach kiepsko się pracuje, ale może do końca miesiąca zejdą z kościoła? Pozostanie jeszcze gruz do wywiezienia.


2008-09-15

POŻEGNALNY UŚMIECH.

Podczas homilii we Mszy przedpołudniowej w Lourdes, ojciec św. Benedykt XVI podarował Francji uśmiech Maryi. Uśmiech pożegnalny. Dzisiejsza liturgia pokazuje Maryję jako Matkę Bożą Bolesną stojącą pod krzyżem swego konającego Syna. Dziś Chrystus zmartwychwstały tryumfuje w niebie; z twarzy Jego Matki zniknęły łzy, na ich miejsce pojawił się uśmiech. Ten tajemniczy uśmiech, który chcieli nam przekazać średniowieczni mistrzowie pędzla i dłuta. Maryja uśmiecha się niosąc pociechę szczególnie ludziom cierpiącym. Po homilii papież udzielił przed grotą ludziom na wózkach Sakramentu Chorych.


2008-09-14

WIERNOŚĆ.

Dziś święto Podwyższenia Krzyża Chrystusa Pana. „Stat crux dum volvitur orbis” – krzyż stoi, gdy świat się kręci. Tak powtarzają kartuzi od tysiąca lat. W każdej zawierusze dziejowej krzyż Chrystusa zawsze jest tym samym fundamentem wierności i tożsamości chrześcijanina. Czyż nie jest wzruszającym przykładem kardynał Adam Sapieha, który podczas okupacji hitlerowskiej przyjął namiestnika Krakowa czarnym chlebem i czarną lurą? A podczas długich i wyniszczających rządów komunistycznych, czyż nie zadziwił świata kardynał Stefan Wyszyński, stawiając tamę żądaniom ludowej władzy: „Non possumus!”?


2008-09-13

UBECKA LEKTURA.

Czytam IPN-owską „Ojczyznę wolną…” z rosnącym zainteresowaniem. Znalazłem tam nawet fragment z moim nazwiskiem. Są relacje ze spotkań ks. kardynała z duszpasterzami akademickimi. W głowę zachodzę, który to „młodzieżowiec” tak ochoczo kablował bezpiece o naszych spotkaniach. A wydawało się, że duszpasterze akademiccy to taka zwarta, solidarna i solidna grupa kapłańska, zupełnie niepodobna do innych. Ta lektura może bardzo oświecić. Mnóstwo tam zrelacjonowanych rozmów ubeka z bohaterem książki.



2008-09-12

KOMENTARZ DO DZIEJÓW.

Byłem dziś na promocji książki IPN-u o komunistycznej bezpiece wobec kardynała Henryka Gulbinowicza w latach 1970-1990. Spotkanie prowadził prof. Włodzimierz Suleja w sali konferencyjnej Hotelu Jana Pawła II na Ostrowie Tumskim. Publiczność wypełniła szczelnie dużą salę. Osiemdziesięciopięcioletni Kardynał przemawiał ze swadą, z humorem i z nostalgią. Zupełnie nie miał potrzeby mówić o swoich zasługach, szczególnej odwadze czy czymś podobnym. Natomiast przywołał trzy nawały azjatyckie na Europę (w latach 1241, 1683 i 1920), które mogły zniszczyć chrześcijaństwo, gdyby nie odwaga i wiara także i Polaków. Mówca nie zapomniał o czasie „Solidarności”, ale nie rozwodził się. Ideę Miłosierdzia Bożego, rozkwitającą na naszych oczach w XX wieku, nazwał komentarzem do naszych dziejów. W tym komentarzu pojawiają się Polacy, którzy głosząc Boże Miłosierdzie, służą Polsce, Europie i całemu światu. Ks. kardynał wymienił siostrę Faustynę Kowalską, ks. Michała Sopoćkę i Jana Pawła II.

Zabrałem się już do lektury. Widzę, że warto.


2008-09-11

CZASY I OBYCZAJE.

Wizyta w sądzie. Byłem przesłuchiwany w sprawie, wydawać by się mogło, prostej. Przed trzema laty wodociągi miejskie naliczyły dla plebanii rachunek za zużycie w ciągu 12 miesięcy ponad 3100 metrów sześciennych wody. Wynikła z tego suma nie do zaakceptowania. Poprosiłem firmę, by zweryfikowała swe obliczenia, bo jest niemożliwością użycie takiej ilości wody przez dwie osoby przy normalnym korzystaniu z wody. Basenu ani fontanny nie mamy. Żadne bajoro się nie ujawniło na placu przykościelnym. Urzędnicy prywatnie potwierdzali tę niemożliwość, ale plebania skutków tego nie odczuła. Rachunek wisi jak siekiera nad głową do dziś. No i trzeba się sądzić. O, tempora! O, mores!!!


2008-09-10

NIEMORALNY DOGMAT.

Prawdziwą radość przeżywają mieszkańcy wsi Palędzie koło Poznania, przygotowując się do odsłonięcia obelisku upamiętniającego stąd pochodzącego polskiego werbistę, zakonnika i misjonarza, ojca Mariana Żelazka, który całe swe bogate kapłańskie życie ofiarował Jezusowi obecnemu w trędowatych Hindusach. Dla nich założył kilkusetosobową kolonię nad Zatoką Bengalską. Zapewnił im mieszkanie, pracę, leczenie i dla dzieci naukę w szkole. Żył z nimi jak jeden z nich bez obrzydzenia i histerycznego lęku przed zarażeniem się chorobą. Zmarł mając blisko 90 lat. To wielki Polak i wzór dla chłopców szukających swego powołania.

Dlaczego o tym księdzu, bohaterskim Polaku, media nie rozpisują się szeroko? Niedawno minęła 10. rocznica śmierci błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty, dlaczego było zupełnie cicho na temat pracy w Polsce Misjonarek Miłości?... Dlaczego chciwie podchwytuje się w mediach każdą sensację złego życia księży czy zakonnic? Dlaczego obrzydza się Polakom obraz Kościoła i obniża autorytet nauczających księży biskupów? Dogmat medialny, że obywatel musi wszystko wiedzieć, jest niemoralny i szkodliwy, gdy dziennikarze nie kierują się zasadą miłości i dobra duchowego swych odbiorców.


2008-09-09

DIABEŁ I POWOŁANIE.

Od kilku dni prasa krajowa bardzo „przejmuje się” spadkiem liczby powołań do kapłaństwa. Jedni ubolewają, inni niezbyt dokładnie ukrywają swą dziwną satysfakcję. Najbardziej „poruszająca” troska pojawia się w Trybunie i, oczywiście, w Wyborczej. Jakoś nikt nie pamięta politycznego diabła marksizmu przez 50 lat wyrywającego z dusz polskich wiarę w Boga, a dziś nikt nie chce widzieć diabła liberalizmu buszującego w sumieniach młodych Polaków. Diabeł niezmiennie jest jeden i ten sam: nieprzyjaciel człowieka w masce przyjaciela.

Gdy mówi się o powołaniu kapłańskim, trzeba pamiętać, że pierwsze słowo w duszy człowieka ma Bóg. Jakkolwiek ważna jest liczba młodych chłopców zgłaszających się do seminarium, to równie ważna i pocieszająca jest niemalejąca liczba pozostających w seminarium.


2008-09-08

GODNOŚĆ MATKI.

Dziś urodziny Matki Bożej. Od V wieku Kościół w Jerozolimie, a od VII w Bizancjum i w Rzymie wspomina fakt narodzenia Maryi pochodzącej z pokolenia Judy, z królewskiego rodu Dawida. Teksty liturgiczne dnia dzisiejszego mogą wywołać zdziwienie. Nic tam nie ma o narodzinach dziewczynki, córki Joachima i Anny, a raczej mówi się o narodzinach chłopca Jezusa, syna Maryi. Oczywiście, Nowy Testament ma swój początek w Nazarecie i w Betlejem, ale przecież nie byłoby narodzenia Jezusa, gdyby wcześniej nie przyszła na świat Jego Matka Najświętsza. I to jest ogromnie wzruszające (chociaż tak naturalne). Bowiem, jeżeli prorocy zapowiadali i uczeni w Piśmie odczytywali, miejsce i czas przyjścia Mesjasza, to Bóg pomyślał jeszcze wcześniej, ustalając w swym planie zbawczym miejsce i czas dla Maryi. A nawet trzeba się cofnąć aż do początku historii ludzi, gdzie Bóg pierwszym rodzicom wypędzonym z Raju ukazuje postać Niewiasty z Dzieckiem na ręku, Ono zetrze głowę węża. I w tym leży wielka godność Maryi, a z niej płyną soki zasilające godność każdej matki.


2008-09-07

PRZEŚLADOWANIA

Diabeł szaleje na Dalekim Wschodzie. Wietnam, Irak, Indie to tereny, na których od dłuższego czasu dzieją się brutalne, krwawe prześladowania wyznawców Chrystusa. Są zabici i ranni. Palone są świątynie katolickie, niszczone domy. Chrześcijanie uciekają z miast, kryją się po lasach. Jeżeli o minionym XX wieku mówi się, że był świadkiem największej w dziejach eksterminacji chrześcijan, to jak oceni historia wiek XXI? Czy nastały już czasy apokaliptyczne?

 



2008-09-06

POMOC.

Amerykanie wreszcie ruszyli na pomoc Gruzji w konflikcie z Rosją. Wiceprezydent USA w Tbilisi użył ostrych słów mówiąc o inwazji armii rosyjskiej na suwerenne terytorium Gruzji. Wielki straszak, supernowoczesny, amerykański okręt wojenny płynie w kierunku Gruzji z 17-tu tonami pomocy humanitarnej na pokładzie. Czy Moskwa się przestraszy?



2008-09-05

ŁADNE RZECZY 

- Hej, Horacy, czy to nie ciebie widziałem w niedzielę wychodzącego z kościoła? – Zapytał David swego kolegę na korytarzu w gmachu Parlamentu Europejskiego. – A, cześć….Ttaak, byłem z żoną, odwiedziła mnie z kraju. – Nu, stary – David zaśmiał się rubasznie i poklepał go po ramieniu – rozumiem. Pytam, bo wczoraj nie zauważyłem, byś się wstrzymał od głosu nad rezolucją. Przecież to twój Kościół był krytykowany za to, że nie kocha aborcji, he he. Horacego ubodła ta uwaga kolegi parlamentarnego. Wziął go pod rękę i poszli razem do baru. Przy kolorowym drinku, w głębokich fotelach w ciemnym kącie, zaczął spowiadać się do ucha koledze. – David, nie śmiej się, miałem poważną awarię życiową. Moja znajoma, no wiesz, ta panienka, którą tu poznałem wiosną, dała się zapłodnić. Cholera! I to wylazło w czasie, kiedy żona zapowiedziała się z odwiedzinami. Zapłaciłem za skrobankę. No, powiedz sam, czy ja mogłem głosować przeciw lub wstrzymać się? Przecież mam sumienie, nie mogę dziewczyny potępić. David niespokojnie poprawił się w fotelu, nogę prawą założył na lewą. – Co ty pleciesz, o jakim sumieniu? Po prostu powinieneś był się zabezpieczyć, nie miałeś gumki ze sobą? Horacy poczerwieniał na twarzy, zaczął nerwowo mrugać powiekami i szepnął z kwaśnym uśmiechem na wargach: przecież sam dobrze wiesz, że bez gumki przyjemniej. David dokończył szybkim haustem drinka, wstał, zapalił camela z filtrem i na odchodnym powiedział: Nu, ładne rzeczy…



2008-09-04

IMIĘ BOGA.

Nie będziemy już w liturgii używać biblijnego imienia Boga: Jahwe. Po pierwsze, jak w tradycji żydowskiej, ze względu na uszanowanie dla najświętszego Boga imię to ma być niewypowiedziane. Po drugie, także naśladując tradycję żydowską, będziemy używać słowa Adonai, czyli Pan, niezbędnego dla zrozumienia boskiej tożsamości Chrystusa, który w Nowym Testamencie jest ukazany jako Adonai (po hebrajsku), Kyrios (po grecku), czyli Pan (po polsku).

Taka jest wola Ojca św. Benedykta XVI przekazana wszystkim konferencjom episkopatu. A co na to Świadkowie Jehowy?


2008-09-03

FACHOWCY.

Już od kilku tygodni nie mamy ciepłej wody. Łaźnia „harcerska” już staje się nieco uciążliwa. Zgłoszeni na dziś hydraulicy mieli wieczorem zamontować nowy kocioł… Czy ktoś słyszał o dotrzymanym słowie „fachowców” dzisiejszych? Poszukuję.



2008-09-02

MONACHOMACHIA.

No i mamy współczesną monachomachię, wojnę mnichów. Całe szczęście, że nie w Polsce, bo nie widzę dziś tak pogodnego i z takim poczuciem humoru autora, który mógłby bez poprawności politycznej i bez nienawiści do Kościoła ją opisać. Rzecz dzieje się w Grecji, na Górze Atos, gdzie w 20-tu klasztorach mieszkają, modlą się i…biją prawosławni mnisi. O co się biją? – Jak zwykle, o słuszne i niezbywalne ideały i wartości. Dwudziestu przeciwników porozumienia z Watykanem, zagrożonych wydaleniem z Góry po upomnieniu przez Bartłomieja I, patriarchę Konstantynopola, zabarykadowało się w klasztorze Esfigmenu i wywiesiło białą płachtę z napisem: „Prawosławie albo śmierć”. Zaatakowani przez innych swych braci, odparli nawałę i zagrozili wysadzeniem się w powietrze. Atakującym udało się jedynie uwolnić uwięzionego w samochodzie na parkingu przyklasztornym archimandrytę, ich przełożonego. Losy dalsze tej monachomachii nie są przewidywalne. Wiadomo tylko, że przed półtora rokiem podobną wojnę wznieciło 80 mnichów – „integrystów”. Widocznie animuszu i sił ubyło, albo po części rozum powrócił.



2008-09-01

SMUTEK I LĘK.

Nasza szkoła podstawowa nosi imię Bohaterów Westerplatte, dlatego rozpoczęcie roku szkolnego było poważne i uroczyste, i oczywiście, nie zabrakło wiersz Ildefonsa Gałczyńskiego: „…prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”. Początek tego roku odbywa się niezbyt radośnie, w tle majaczą strajki i pikiety nauczycieli. Ludzie są autentycznie zmęczeni. Brakuje uśmiechu na twarzy, mimo że to czas po wakacjach.

Dziś również odbywały się obchody 69. rocznicy najazdu Niemiec na Polskę. W Wieluniu i na całym prawie Wybrzeżu były Msze św. za poległych, były kwiaty składane na mogiłach, pod pomnikami i tablicami pamiątkowymi. A wszystko to działo się dziś w cieniu szczytu UE w Brukseli, gdzie omawiano sprawę napadu Rosji na Gruzję. Smutek i lęk przed przyszłością.



2008-08-31

RANGA.

Niektórzy politycy mówią, że nieobecność Lecha Wałęsy na dzisiejszych obchodach 28. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych obniża rangę uroczystości.

Śmiem jednak myśleć, że ta nieobecność raczej obniża rangę osobowości Pana Wałęsy.



2008-08-30

DOBRY KATOLIK.

To jest konsekwentne, gdy lider Wałęsa, który kilka dni temu naubliżał innym członkom Solidarności, dziś – w przeddzień 28. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych - składa samotnie kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku. Komentarz też prosty i wystarczający: „Przecież nawet nie wypada mi z tymi ludźmi, którzy kradną zwycięstwo, czy którzy przeciwko przywódcy występują”. Na Mszę św. uroczystą jutro „dobry katolik” też nie pójdzie, by nie podać ręki drugiemu katolikowi na znak pokoju.
A co na to główny celebrans – Pan Jezus?


2008-08-29

OBROŃCA DZIECI.

Nowy Rzecznik Praw Dziecka napisał swój pierwszy list do dzieci na początek roku szkolnego, a w nim: "Nikt nie ma prawa Was bić ani poniżać. Nikt nie ma prawa Was obrażać. Macie prawo być wysłuchani w każdej sprawie (…) To są Wasze prawa”. Czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Nie widzę tu pozytywnych praw dziecka, ucznia, co najwyżej te słowa budują mur obronny przed starszymi kolegami czy nauczycielami. A już konia z rzędem temu, kto w tym liście znajdzie choćby jedno zdanie o obowiązkach ucznia.

Nie ma wyobraźni przenikliwej ten obrońca dzieci, kto nie wdraża je w podstawowe obowiązki wobec innych. Nie kocha dzieci, bo nie widzi, że wprowadza ich przyszłość na drogę życia bez ideałów, bez wartości. Same prawa tu nie wystarczają.



2008-08-28

MĄDRE SŁOWA.

Warto przytoczyć słowa ks. abpa Kazimierza Nycza, które ujawniły burzę w sercu Lecha Wałęsy. „Pytamy dziś, czy ktoś, kto zawiódł, zdradził, może uczestniczyć w budowaniu naszej ojczyzny i jej struktur. Patrząc na świętego Pawła, musimy powiedzieć, że może i powinien uczestniczyć, pod warunkiem, że przeżył nawrócenie tak jak on. Że się przyznał i żałował, i tak jak święty Paweł do końca był świadom swojej niegodności”. Są to słowa mądre, choć twarde, i bardzo potrzebne. Oczywiście panikującym przeciwnikom lustracji oczyszczającej nie spodobają się. A nawiasem mówiąc, z poczuciem „swojej niegodności” wyraźny kłopot mają obaj ex-prezydenci na naszych oczach.



2008-08-27

AMOK.

Były prezydent znów „palnął” i to w autorytet warszawskiego abpa Kazimierza Nycza. Był „w amoku” i zasugerował, że w zbiorach IPN-u są dokumenty świadczące o współpracy abpa z SB. Opamiętały go głosy opinii publicznej i przeprosił hierarchę warszawskiego: „…jestem dobrym katolikiem, chodzę do kościoła (…) Jestem zewsząd atakowany, więc byłem w amoku, nie zrozumiałem i wypaliłem, że różne materiały krążą. O ile wiem, nie ma nic na arcybiskupa Nycza, więc go gorąco przepraszam”.

Ciekawy jestem, kiedy ten "dobry katolik"wyjdzie z amoku, przestanie psuć opinię chodzącym do kościoła i przeprosi wszystkich solidarnościowców, których niejednokrotnie poniżał i mieszał z błotem?


2008-08-26

NA ODPUŚCIE.

Dziś wśród kapłanów na odpuście, oczywiście, temat gorący: wczorajsza debata księży biskupów na Jasnej Górze o kadencyjności urzędu proboszcza. Niestary rządca parafii próbował przekonać resztę, że nasi arcypasterze już rozwiązali wszystkie kłopoty duszpasterskie. Pozostał tylko ten jeden: pełnia władzy nad proboszczami.

Z uwagą słuchałem dziś w Sygnałach Dnia w radiowej Jedynce słów rzecznika Episkopatu Polski. Chciałem dosłuchać się odpowiedzi na podstawowe pytanie: „cui bono”? I dosłuchałem się. Ks. Józef Kloch dobitnie się wyraził: „Ja chcę powiedzieć i podkreślić to bardzo mocno – biskupom chodzi o to, aby i w parafii było dobrze, i jeśli chodzi o danego proboszcza, żeby też było to dla jego dobra”. Wyraźnie słychać, że dyskutanci odpustowi otrzymali oficjalne „dementi”: Nieprawdą jest, że księżom biskupom chodzi jedynie o ich dobro.



2008-08-25

PO PRZERWIE.

Dalajlama bezskutecznie dobija się do najwyższych progów państwowych w Europie Zachodniej, nikt z najwyższego piętra VIP-ów nie ma czasu dla tybetańskiego mnicha i wodza duchowego, przebywającego od 1959 roku na uchodźstwie. Przeszkodą do spotkań jest strach przed utratą licznych interesów handlowo-przemysłowych z Chinami, a ostatnio zapatrzenie w wielkość, rozmach i bogactwo (na pokaz) Olimpiady w Pekinie.
Tymczasem władze komunistyczne Państwa Środka wcale nie oglądają się na wydelikaconych polityków, wracają do swojej roboty. Prześladowania religijne, zawieszone na czas igrzysk sportowych, wznowiono jeszcze przed zgaszeniem płonącego symbolu pokoju i jedności świata. Ks. bp Kościoła podziemnego, wiernego Stolicy Apostolskiej, Juliusz Jia Zhiguo został zatrzymany podczas sprawowania niedzielnej Mszy św. w katedrze w Wuqiu. W czasie liturgii do kościoła weszli policjanci i na oczach kilku wiernych wyprowadzili biskupa. Na razie nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany. Agencja Asia News przypomina, że 73-letni bp Jia Zhiguo od 1989 r. przebywa w areszcie domowym i jest nieustannie nadzorowany przez policję. Wcześniej 15 lat spędził w komunistycznych więzieniach.


2008-08-24

BAJKA SKOŃCZONA.

Ogień olimpijski zgasł. Wybrzmiała muzyka, ustał taniec setek w złotych odcieniach tancerzy, ucichły przemówienia, dym z syczących fajerwerków spłynął na miasto Pekin. Panie w szarych spodniach i beżowych bluzach z miotłami i szufelkami cierpliwie doczekały, aż 90 tysięcy kibiców opuściło największe stalowe, przeszklone Ptasie Gniazdo. Koniec.

I co dalej, panie i panowie sportowcy? Radosne uniesienie zwycięzców (przeważnie Chińczyków), kwaśne miny zdetronizowanych Amerykanów, lizanie ran przegranych czy mało-wygranych ( w tym Polaków)? Co dalej, panowie politycy zauroczeni i otumanieni przez Wielkiego Smoka?... A może by tak wdrapać się na „dach świata” i zobaczyć, co dzieje się z tłamszonym rękami komunistów chińskich religijnym Tybetem?

 



2008-08-23

WYCIECZKA W GÓRY.

Porównałbym wchodzenie pod górę do wieku młodzieńczego, a schodzenie z góry do wieku starczego. Obie drogi mają swój trud, ale trud starca zwykle łączy się z bólem. Bólu nie wynagradza mądrość zdobyta w doświadczeniu życiowym, pozwala jedynie łatwiej godzić się nań.



2008-08-22

KRZESZÓW.

Dziś krokami moimi kierowała wyraźnie Najświętsza Maryja Panna, patronka dnia – Królowa wszechświata. Zupełnie niespodzianie, dzięki zaproszeniu ks. kustosza, stanąłem przy ołtarzu w Bazylice Mariackiej w Krzeszowie. Z wycieczkowicza stałem się pobożnym pielgrzymem. Piękno, które tam otacza i unosi się nad ołtarzem, pochłonęło mnie, a łaska płynąca z Najświętszej Ofiary, wyzwoliła w sercu radość wdzięczności.  Cieszyłem się jak dziecko, że znów stoję na tym świętym i przepięknym miejscu. Pierwszy raz służyłem tu Maryi, jako kleryk, podczas praktyki wakacyjnej blisko pół wieku temu. Małe radości są jak kolorowe kamyki w wielkiej mozaice szczęścia, która objawi swe całe piękno w ostatnim tchnieniu życia.



2008-08-21

POZA MIASTEM.

Ucieczka wakacyjna z wielkiego miasta pozwala człowiekowi nie tylko zakosztować ciszy, ale daje możliwość rozpoznania różnych pokładów ciszy. Cisza potrafi obmyć człowieka ze wszystkich brudów i niepotrzebności nawarstwionych poprzez ciągłe zabieganie, zaaferowanie, zakręcenie morderczego życia w mieście. Oczywiście, człowiek sam stworzył molocha wielkomiejskiego i sam nałożył na siebie jarzmo i ciężar, i niestety, musi w tym kieracie chodzić, nie zawsze w pełnej swej wolności. Odkrycie ciszy poza miastem daje szansę oswobodzenia. Nie tylko chodzi o to strzepnięcie prochu miejskiego, uwolnienie psychiki, pozbycie się kłopotów, ważniejsza jest wolność ducha, której udziela Duch Święty, gdy człowiek pozwala odpłynąć otaczającemu światu, by nie zacieśniał widnokręgu. Wtedy cisza staje się ścieżką do nieba.



2008-08-20

SKANDAL.

Skończyła się niepewność w sprawie „spokoju sumienia” naszej pani minister zdrowia uczestniczącej we Mszy św. po ułatwieniu dokonania aborcji u 14-letniej dziewczynki. Nowy prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej abp Raymond Burke potwierdził opinie podnoszone niedawno w Polsce, że katolicy, którzy publicznie bronią aborcji, nie mogą przyjmować Komunii św. Tym, którzy podnoszą argument skandalu przy publicznym odmówieniu Komunii św., abp Burke odpowiada, iż skandalem jest nie tyle nieudzielenie komuś Komunii św., ile raczej fakt, że ktoś myśli, iż może ją otrzymać w stanie grzechu śmiertelnego.

2008-08-19

KRZĄTANINA DYOLOMATYCZNA.

Strach maluje wyobraźnię Polaków ognistymi kolorami. Liczba zwolenników amerykańskiej tarczy rakietowej wzrosła podwójnie po napadzie Rosji na Gruzję. Jutro w Warszawie podpisanie umowy z USA. Condoleezza Rice przyleciała już do Polski.

Rosjanie w dalszym ciągu okłamują wszystkich dookoła. Miedwiediew bez zmrużenia oczu mówi o wycofywaniu armii spod Tbilisi, żołnierze w Gori twierdzą, że nic im o takich rozkazach nie wiadomo. Wydaje się, że wreszcie politycy Europy i USA przejrzeli na oczy. Wzmaga się krzątanina dyplomatyczna wschód – zachód. Po tylu dniach!...



2008-08-18

PROF. ŚWIDERKÓWNA.

W szpitalu warszawskim w sobotę zmarła 83-letnia prof. Anna Świderkówna. Miała bogate, pobożne i piękne życie prowadzące ją od starożytnej klasyki do bogactw Objawienia biblijnego. Pamiętam sprzed ponad dziesięciu lat jej drobną i pokorną sylwetkę i szybkie reakcje myślowe w rozmowie przy mikrofonie Katolickiego Radia RODZINA. Po raz pierwszy spotkałem panią Profesor w seminarium duchownym podczas gościnnego wykładu biblijnego. Tam właśnie dała się zaprosić do rozmowy na naszej antenie. Niech Bóg jej wynagrodzi tę niezmordowaną pracę nad popularyzacją znajomości tekstów biblijnych.



2008-08-17

NADZIEJA.

Cieszy fakt, że dziś w wielu kościołach wierni modlą się i za ofiary huraganu, i za ofiary napaści rosyjskiej. Z modlitwą w parze idzie ofiarność na pomoc konkretną dla poszkodowanych. Pierwszy transport z Polski już dotarł do Gruzji. Ojciec św. dziś apelował o stworzenie korytarza powietrznego dla samolotów niosących najpotrzebniejsze produkty spożywcze, leki i odzież. To budzi nadzieję, choć ruscy nie wycofują się.



2008-08-16

TRĄBA POWIETRZNA. 

Niezależnie od tego, czy rząd uzna to, co się wczoraj stało, za klęskę żywiołową czy nie, pewne jest, że była to klęska dla wielu, bardzo wielu ludzi po przekątnej kraju od Śląska aż po Podlasie. Stracili swój majątek, niejednokrotnie dorobek całego niełatwego życia. Ze wszystkich dotychczasowych, niedawnych wichur ta była najbogatsza w owoce klęski. Samochody wpadały na siebie. Przewracały się tiry i autobusy z ludźmi. Blisko 200 domów ruszyło z miejsca lub straciło dachy. Ludzie rozpaczają nad ruinami swoich domostw. Ktoś został zabity zwalonym drzewem w swoim domku letnim, ktoś inny przygnieciony powałą swego mieszkania. Młody człowiek na ulicy umarł porażony prądem z zerwanej trakcji elektrycznej. Szereg małych końców świata. Jak to wszystko nazwać z perspektywy Opatrzności Bożej? Czy stamtąd nie widać tego? Widać i to bardzo dokładnie, i nie tylko to, co zewnętrzne. Bóg nie jest globalnym ubezpieczycielem, ale Jego miłosierdzie przepływa kanałami indywidualnymi z serca do serca. Trzeba ciszy i modlitwy. Być może, wielu z tego musi się nauczyć wiele. Bóg jednak nie pozwala zaglądać sobie do rękawa, zwłaszcza dziennikarzom.



2008-08-15

ŚWIĘTO WOJSKA.

Dziś wszystko o wojsku. W Warszawie ulewa, zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza, Apel Poległych i wieńce od polityków. Patrzyłem na posła Niesiołowskiego pod parasolem, stał znudzony, ale przemówienie (bez kartki) pana prezydenta Kaczyńskiego obserwował czujnie, zwłaszcza, gdy była mowa o skłóceniu wśród polityków.

Na ulicach Stolicy defilada i pokaz (mokrych) sił zbrojnych, które wobec wyposażenia rosyjskiej armii wyglądają jak szabelki na konikach w 39-tym. W Tbilisi zrozpaczony Gruzin apeluje do polskiej kamery: wy nam nie przysyłajcie prezydentów, lecz karabiny. Rosyjscy żołnierze plądrują i grabią zbombardowane, opuszczone miasto Gori. Prezydent Francji uśmiechnięty przyjmuje panią sekretarz stanu USA w swej letniej rezydencji nad Morzem Śródziemnym. Dyplomacja zawsze ma czas, a cierpiący ludzie? Ich nigdy nie zabraknie.

W kościołach wspomina się o cudzie nad Wisłą 1920 roku. Wydarzenie na pewno warte pamiętania, zwłaszcza na tle najazdu na Gruzję. Bo cóż człowiek może bez wsparcia nadprzyrodzonego?



2008-08-14

POLITYCY.

Jestem zdumiony, a nawet zaskoczony opinią (wręcz jednorodną) mieszkańców „zagłębia” gdańskiego na temat polityków stąd pochodzących. Taksówkarz w Gdyni o Lechu Wałęsie powiedział twardo: „to zdrajca”. – Czy pan mówi tak po aferze z książką o Wałęsie? Może dał sobie pan wmówić tamte negatywne opinie? – „Niczego nie dałem sobie wmówić, zresztą, proszę popytać innych na Wybrzeżu. Nikt go tutaj nie lubi. Zarozumialec. Nie potrafił wykorzystać swojej szansy dla wolnej Polski. W sumie biedny człowiek”.

Na Helu Kaszubi byli mniej rozmowni. Stary rybak, jeden z trzech siedzących na ławie pod chałupą w Jastarni, na pytanie: czy lubicie tutaj pana Wałęsę? –parsknął śmiechem i powiedział tylko: „jo, jo”. Drugi odpowiedział pytaniem: „Widział ksiądz, jak on żyje sobie?” – Trzeci dodał: „Gwiazda i pani Ania mieszkają w bloku. Skromnie”.

Zapadła długa cisza, rybacy patrzyli w stronę zatoki. Odważyłem się odezwać jeszcze raz: ale Donald Tusk to wasz człowiek... Żachnął się ten w środku: „Przepadł. Swego dziada zdradził”. Wybałuszyłem oczy: jak to?... Zapadła cisza. Najstarszy z rybaków wstając z ławki, powiedział w moją stronę: „On nie ma religijności, proszę księdza”.



2008-08-13

HEGEMON PŁACZE.

Rosja ogłosiła żałobę narodową dla uczczenia ofiar wojny z Gruzją. Flagi opuszczone do połowy masztu, kokardki czarne na flagach, twarze… Ot, i wydumali!



2008-08-12

POTWÓR.

Rosja ogłosiła zakończenie operacji wojskowych w Gruzji, ale samoloty nadal zrzucają bomby na miasto Gori. Czy słowa władców kremlowskich miały kiedyś jakieś znaczenie, choćby zbliżone do prawdy?... Owszem, świat usłyszy o końcu wojny, ale czołgi nie znikną z ulic miast. Nielekki będzie teraz los Gruzinów, sto tysięcy mieszkańców opuściło w popłochu swoje domostwa. Jak żyć? - pytają kobiety dźwigające w tobołach to, co się udało uratować z płonących domów.

Potwór sowiecki wychynął znów z pieczary pierestrojki. Długo milczał. Jest głodny i żądny ludzkiej krwi. Prezydenci Francji, Polski i krajów nadbałtyckich pojechali z propozycjami dyplomatycznymi, ale, jak na razie, nie ma zgody na zawarcie pokoju. Moskwa wmawia światu, że wysłała do Gruzji samoloty i czołgi dla zapewnienia pokoju. Potwór chce cały Kaukaz wyzwolić z wolności.



2008-08-11

CARSKIE PIEKŁO.

Bomby, czołgi, ogień i zgliszcza. Śmierć, zgroza, ból i łzy niewinnych Gruzinów. Ucieczka jednych i determinacja pozostania na swoim innych zaatakowanych. Bezsilna modlitwa rannych i milczenie zabitych. A ponad tym wszystkim żarłoczny, bezkarny ogień i żrący, trujący dym. Pod niebem bezczelne kłamstwa najeźdźców i paraliż umysłowy dyplomacji Zachodu. Car nikomu nie pozwoli panować na Kaukazie.

Dlaczego osiąganie wielkich celów musi być połączone z ogromnym cierpieniem niewinnych ludzi? Jakie piekło dla siebie otwierają politycy gotując piekło wojny dla innych?



2008-08-10

CYNIZMU CIĄG DALSZY.

Od wczoraj trwa wojna w Gruzji. Rosyjskie samoloty i czołgi niszczą dawną republikę, która się nie zgodziła trwać we wspólnocie dawnych Sowietów. Kara musi być, a do tego każdy pretekst jest dobry. Gdyby tam nie było ropy, Rosjanie machnęliby ręką na tę „dziecinadę samodzielności” na Kaukazie. Rosjanie zabili dziś 150 Gruzinów w ich suwerennym państwie tylko dlatego, że zauważono „bezpośrednie zagrożenie dla życia rosyjskich obywateli w Osetii”. Cynizm Miedwiediewa nie mniejszy niż Putina czy Stalina.



2008-08-09

CHIŃSKIE HASŁO.

Od początku budzi we mnie dziwny niepokój hasło chińskich igrzysk: „Jeden świat, jedno marzenie”. Treść tego zdania zależy od tego, kto je wypowiada. Boję się, że w ustach komunistycznej władzy państwa liczącego miliard trzysta milionów obywateli ściśniętych w przyciasnym kraju, to hasło może nieść ukrytą zapowiedź pojawienia się nowoczesnej, żółtoskórej hordy w pięknych i bogatych miastach Europy (także nad Wisłą). Komunistyczni władcy lubują się w przywoływaniu wielkiej historii podbojów. Mają już w swych rękach ogromną sieć biznesową oplatającą Europę i Amerykę. Jeden świat – skośnookich? Jedno marzenie – upojenie globalną władzą? Wszyscy pod jednym berłem, a raczej, pod jedną pałką?...



2008-08-08

OLIMPIJSKA ŚCIEMA.

Przez 4 godziny w Pekinie wszystko było wielkie, kolorowe i świetliste. Dałbym się bez reszty zauroczyć tej magicznej scenerii, bo rzeczywiście, zwłaszcza w pierwszej godzinie spektaklu, wszystko było urzekające starożytnością, bajecznością i kulturalnym orientem. Brakło mi w tym przedstawieniu elementów współczesnych, dzisiejszych. Nagle sobie uświadomiłem, że oglądam internetową bajkę o starożytnym Państwie Środka. Takich Chin nie ma dzisiaj! Spoza cyberprzestrzeni wychylili się jedynie dwa razy chińscy żołnierze. Ludzie z krwi i kości, którzy wciągali obie flagi, chińską i olimpijską, na maszty. Ich martwe (dumne?) twarze, ich wyćwiczony do perfekcji krok w wysokich cholewkach, ich mechaniczne poruszanie się (bez muzyki) przypomniały mi czasy okupacji hitlerowskiej i sowieckiej. Ci ludzie w czarnych mundurach i z okrągłymi czapkami swą obecnością powiedzieli najwięcej o Ludowej Republice Chińskiej: o okrutnych prześladowaniach religijnych, o masakrze kilku tysięcy studentów na Placu Niebiańskiego Spokoju - Tien An Men, o despotycznej okupacji Tybetu. Całe dzisiejsze przedstawienie to jedna wielka (i kosztowna strasznie) ściema rzucona w oczy polityków świata. Kto po takim oczarowaniu będzie chciał zaraz słuchać o tym, że jacyś żołnierze torturują jakiegoś mnicha tybetańskiego w piwnicy jakiegoś urzędu bezpieczeństwa?



2008-08-07

NAD MORZEM.

Słońce na przemian z deszczem. Białe obłoki przeganiane przez czarne chmury. Morze po sztormie uspokaja się powoli. Grzywy fal wciąż jeszcze wysokie walą się bezceremonialnie na piasek i sięgają często aż do połowy plaży. Największą zabawę z nimi mają dzieci, a rodzice niemałą troskę, bo fale cofają się wcale nieleniwie. Wyciszony od wczoraj wiatr zachodni troszkę łagodzi operację promieni słonecznych, a może tylko oddala skutki upragnionego opalania? Wakacyjne ciało leniwie bezwładne wodzi dookoła nieciekawymi niczego oczami, a westchnienia, niby nostalgiczne - bo i za czym tu tęsknić? – zamierają natychmiast w powietrzu. Poleżeć na piasku zbyt długo się nie da. Iść do wody nie ma ochoty, bo ziąb okrutny. Pozostał spacer, ale jak długo pożyje ta chętka, skoro ciało tak ociężałe i rozleniwione. No, ale duch, gdzie się podział hoży duch? – zapytać mógłby ktoś. Usnął przy hibernacji hożego ciała. Historia wręcz nieprawdopodobna.



2008-08-06

SOŁŻENICYN.

Pogrzebano dziś Aleksandra Sołżenicyna. W Moskwie. Długowieczny i wielkiej odwagi człowiek. Pisarz. Jego odwaga płynęła z przywiązania do prawdy i woli dawania świadectwa prawdzie. Cierpiał dla niej. Krytykował komunistów sowieckich za zbrodnie ludobójstwa. Krytykował też liberałów amerykańskich za ich bezserce wobec ubogiej ludności. Sołżenicyn nosił w sobie Boży Dekalog. I nie mógł temu zaprzeczyć, ani też nie chciał. Nazwano go w pewnych kręgach współczesnym prorokiem. Czyżby na wzór w XIX wieku Fiodora Dostojewskiego – budziciela sumień? Na pewno pisarz, jak wielki prorok, odczuł na sobie bolesne skutki sprzeciwów wobec Stalina i jego bolszewickiej polityki.
Jego ciało, żegnane przez tysiące moskwiczan, spoczęło na cmentarzu przy Monastyrze Dońskim, gdzie chowano zmarłych z książęcych rodów rosyjskich i przywódców białej kontrrewolucji. Ceremonia pożegnalna miała charakter religijny. Odbyła się w dniu Przemienienia Pańskiego, w uroczystość niezwykle ważną i cenioną w Prawosławiu.

Pamiętam, jak w latach 70-tych przewoziłem nielegalnie przez granicę dwa opasłe tomy „Archipelagu Gułag” po polsku. W kraju ta opowieść, która przyniosła autorowi wieloletnią tułaczkę bezpaństwowca i nagrodę Nobla, ukazała się dopiero w nowej rzeczywistości ustrojowej, w 1990 roku.



2008-08-05

LUSTIGER.

Mija dziś pierwszy rok po pożegnaniu na drogę do wieczności kardynała Jean-Marie Lustigera w katedrze Notre-Dame w Paryżu. Mam nadzieję, że już wmurowano, jak zapowiadano, w ścianę pięknej gotyckiej świątyni tablicę z wyznaniem zmarłego jej Gospodarza: "Urodziłem się Żydem, po dziadku ze strony ojca otrzymałem imię Aron. Stając się przez wiarę i chrzest chrześcijaninem, pozostałem Żydem, tak jak Apostołowie. Moi patroni, to arcykapłan Aron, Apostoł Jan i łaski pełna Maryja”. Pamiętam jego dostojną, a jednocześnie pokorną, postać przy ołtarzu w otoczeniu mężczyzn i kobiet w długich albach.

Kardynał Lustiger pochodził z rodziny polskich Żydów, ale urodził się w Paryżu. W wielu 14 lat przyjął w katedrze w Orleanie sakrament Chrztu św. Był to rok 1940, a więc rok mego urodzenia. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że za następne lat 14 w tej samej katedrze 28-letni Jean-Marie Lustiger otrzyma święcenia kapłańskie. Mówiono o nim, że trawiła go „pasja ewangelizacji”, z nią w sercu służył najpierw jako biskup w diecezji orleańskiej, a następnie przez 24 lata jako abp Paryża. Pamiętam, jakim wydarzeniem było wydanie w Polsce świetnych, bo prostych, kazań Lustigera. Sztuką było zdobycie tego niewielkiego zbioru.



2008-08-04

PATRON PROBOSZCZÓW.

Dziś proboszczowie czczą swego patrona, św. Jana Vianneya. Człowiekowi spotkanemu na drodze do Ars, swej nowej parafii, wyznał sens swego posługiwania: zaprowadzę cię do Nieba. I udało mu się. Przywrócił Panu Bogu całe miasteczko, którego mieszkańcy od dawna nie umieli nawet myśleć o pobożnych sprawach. Co więcej, jego potężna wiara karmiona gorącą miłością do Chrystusa poruszyła cały kraj. Przemądrzali Francuzi czasu porewolucyjnego zaczęli szukać źródła swej odnowy w rozmowie z pokornym sługą Kościoła w nieznanym Ars. Pusta nawet w niedziele maleńka świątynia zaczęła wypełniać się pielgrzymami zdolnymi czekać całą dobę w kolejce przed konfesjonałem. Święty Proboszcz spowiadał całymi godzinami odmawiając sobie często snu i jedzenia. Św. Jan do codziennych swych obowiązków duszpasterskich włączał modlitwę, a poza nimi już na nic innego nie miał czasu. Nie remontował kościoła, nie osuszał murów, nie malował ścian, nie brukował ścieżki procesyjnej wokół kościółka, nie zajmował się ogrodzeniem. Dla Jezusa Eucharystycznego jednak ufundował duże, złote tabernakulum. Najważniejsza dla niego była Msza i katecheza niedzielna, a resztę czasu w tygodniu przesiedział w konfesjonale (bardzo niewygodnym!). Tego świętego kapłana mógł mieć na myśli Benedykt XVI, gdy w Warszawie mówił do księży, że świat dziś nie czeka na kapłanów znających się na budownictwie i sprawach ekonomiczno-politycznych. Dzisiejszy ksiądz musi być przede wszystkim duszpasterzem rozmodlonym. Oj, św. Janie, mój patronie, powiedz coś dobrego Jezusowi w niebie w mojej obronie.



2008-08-03

PIELGRZYMOWANIE.

Myślę dziś o niezwykłym fenomenie społecznym i religijnym, gdy cała Polska pokryła się siatką wędrującej modlitwy. Pielgrzymka do miejsca świętego przedziwnie pomaga człowiekowi w poszukiwaniu sensu życia. W takiej drodze można odnaleźć to, co się w biegu zgubiło. Poszukiwacz pielgrzymkowy wspomagany jest różnymi „narzędziami”: Eucharystia, wykłady i konferencje, muzyka i wspólny śpiew, dobre reakcje spotykanych ludzi oferujących gościnę na postojach i wreszcie przeżycie wspólnoty z ludźmi, dla których wiara nie jest bzdurą trącącą myszką. A iluż prawdziwych „aniołów” towarzyszy wędrowcom po to, by poprawić kondycję ich umęczonych stóp! Modlitwa na pielgrzymce, wszystko jedno, czy ta wznosząca się pod niebiosy, czy ta zaczynająca dopiero raczkować, ma szczególną wewnętrzną moc, bo wspomagana jest licznymi wstawiennictwami ludzi starych i chorych. Potężna armia ludzi uwięzionych niemocą w domach i w szpitalach, posyła swoją modlitwę na drogę pielgrzymów.

Nigdy nie dziwię się, gdy młody człowiek mówi mi: proszę księdza, ja nawróciłem się na pielgrzymce. - To jasne! Przecież tyle mocy Bożej i wysiłków ludzkich wtedy się uruchomiło właśnie po to.



2008-08-02

METODA ANIOŁÓW.

Od wczesnego rana, siedząc wygodnie w samolocie, po przebiciu się przez gruby kożuch chmur, fascynowałem się niezwykłymi krajobrazami „zimowymi” zbudowanymi ze śnieżnobiałych obłoków. Niezwykle skuteczny to sposób, gdy się nie chce oglądać „brzydkiej” ziemi. Pewnie wymyślili to aniołowie zmęczeni ingerencjami na ziemi wśród grzesznych ludzi i organizacji przez nich stworzonych. Hmm, a ja tak mocno denerwuję się czasem na zaciągnięte grubą kurtyną niebo. Przepraszam was, świetliści aniołowie Pańscy, za to, że nie dostrzegałem potrzeby odpoczynku po waszej wyczerpującej pracy wśród nas. Dopiero, gdy człowiek wzniesie się nieco pod niebo, ma szansę zauważyć różnicę między ziemią a niebem.



2008-08-01

GODZINA "W".

Miałem wtedy już 4 lata. Żyłem (jeszcze!) na Wołyniu w obronnym obozie wokół Przebraża, gdy w Warszawie wybiła „Godzina W”. Godzina walki o wolność! Powstanie Warszawskie wyrosło ze zranionej polskiej dumy i z nieśmiertelnych snów i marzeń o wolności. Polacy zakleszczeni między dwiema nieprzyjacielskimi armiami chcieli powiedzieć Europie: tu jesteśmy na swojej ziemi! Bronimy swego dziedzictwa tysiącletniego, naszej Ojczyzny i naszej wiary!

Wiemy, że głos był słyszany na kontynencie, ale nie był usłyszany przez polityków. Ciążą na nich tysiące przedwcześnie zgaszonych ludzkich istnień i cierpienia ich rodzin. Wielka barbarzyńska krzywda obciąża sumienia polityków, którzy widzieli tylko własne racje i argumenty ponad głowami mordowanego (sprzymierzonego!) narodu. Każdy z nich musi zdać sprawę przed Bogiem na sądzie ostatecznym. Muszą ponieść sprawiedliwą karę! Jezus jednoznacznie ocenił zdradę: ” Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak jest postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany” (Łk 22,22).
Dzisiaj o godz. 17:00 zapalę świeczkę w oknie i zmówię modlitwę o szczęście wieczne dla wszystkich zmarłych żołnierzy AK, dla harcerzy i harcerek, dla młodziutkich łączników i sanitariuszek, dla poetów Baczyńskiego, Gajcego i innych, dla wszystkich bohaterów Powstania.


2008-07-31

URATOWANY SKARBIEC.

Żal odjeżdżać z Henrykowa. Nie było możliwości, by w czasie ćwiczeń rekolekcyjnych obejrzeć dokładnie wszystkie skarby sztuki sakralnej, które tu uratowano przed grabieżą władzy ludowej. Udało mi się zobaczyć i dotknąć(!) doskonałego reprintu Księgi Henrykowskiej z pierwszym zapisanym zdaniem w języku polskim. Dobrze się stało, że można tu przyjeżdżać i zwiedzać tak odrestaurowane reprezentacyjne sale opactwa, jak i bogate w dzieła sztuk plastycznych wnętrze kościoła. Świetnie prezentują się nie tylko stalle i rzeźby świętych cysterskich, ale zupełnie z bliska można tu przyjrzeć się obrazom mistrza Wilmana… A nade wszystko przyciąga tu cisza. Głęboka cisza pod czystym, błękitnym niebem. Może zawitam tu jeszcze kiedyś jako turysta.



2008-07-30

HENRYKÓW.

W dawnym opactwie cysterskim mieszka ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz, 85-letni, dziarski jeszcze arcybiskup-senior, były metropolita wrocławski. Przychodzi na wspólne z księżmi i z klerykami posiłki, jest życzliwie uśmiechnięty do wszystkich spotkanych na korytarzach gmaszyska. Dziś zaprosił księży biorących rekolekcje na kawę popołudniową do sali purpurowej. Jak zawsze, przykuwał uwagę swym kunsztem gawędziarskim i opowieściami z wyższych sfer kościelnych. Chociaż nazwa Henrykowa korzeniami sięga średniowiecznych Piastów, hojnych donatorów opactwa, to jednak od ostatniej dekady XX wieku imię kardynała Henryka mocno przylgnęło do Henrykowa. I słusznie, i sprawiedliwie. Kardynał uratował tę wielką ruinę zdewastowaną podczas wojny i w czasie późniejszym, gdy władza ludowa zabrała Kościołowi prawo własności do tego obiektu sakralnego i umieściła w nim technikum rolnicze. Pod kuratelą Kościoła Wrocławskiego opactwo odrodziło się. Dziś mieści się w nim seminarium duchowne, rezyduje tu pierwszy rocznik kleryków - annus propedeuticus. Od pięciu lat działa tu Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Bł. Edmunda Bojanowskiego z internatem dla ubogiej młodzieży wiejskiej. Poza tym Caritas prowadzi tu dom pogodnej starości oraz warsztaty terapeutyczne dla niepełnosprawnych. Tutaj też podczas wakacji księża odprawiają swe ćwiczenia rekolekcyjne. Życie wróciło na tę cysterską i henrykowską ziemię.



2008-07-29

REKOLEKCJE.

„Bądźmy uczniami Chrystusa” – pod takim hasłem wchodzę dziś w rekolekcje kapłańskie. W ten sposób rozpoczynam swój urlop parafialny. Czuję w kościach zmęczenie. Remonty przy kościele dobijają psychicznie proboszcza. Cóż, ktoś to musi wykonać. Mam nadzieję, że złapię trochę oddechu dla ciała i dla ducha, bo rekolekcje odbywają się w starym opactwie cysterskim w Henrykowie. Grube mury, wysokie i pięknie ozdobione sztukaterią sale, przytulna kaplica. Na zewnątrz dookoła zieleń i zieleń, no i ta niespotykana cisza. Tak łatwo zanurzyć się w nią pod rozsłonecznionym niebem.

Nie mogę przewidzieć treści tych rekolekcji, bo hasło brzmi identycznie jak całoroczny program duszpasterski, a więc zbyt pojemny kosz. Z drugiej jednak strony z tego samego powodu można mieć dobrą nadzieję w zależności od tego, co rekolekcjonista będzie wydobywał z tej pojemności, no i oczywiście, jak będzie podawał. Ćwiczenia prowadzi młody salwatorianin, ks. Jacek.



2008-07-28

HERBERT.

Mija dziś dokładnie 10 lat od śmierci Zbigniewa Herberta, poety, którego zapomnieć niepodobna. W strasznym czasie stanu wojennego szukał nadziei, utwierdzając w przekonaniu, że ostatnie słowo nie należy do „potwora”. Od lutego trwa w Polsce Rok Herbertowski.

Pamiętam pierwszy wiersz Herberta, z jakim się zetknąłem w młodości. Był to „Głos wewnętrzny” z tomu „Studium przedmiotu” z roku 1961. Temat sumienia ludzkiego zawsze mnie interesował i wciąż frapuje, bo przy każdym spotkaniu z nim dowiaduję się o mojej ciągle istniejącej niepewności. „Głos wewnętrzny” wzbudzał we mnie różne uczucia, najczęściej złościł, bo żadna analiza wiersza nie dawała mi pewności. Chyba to dobrze świadczy o utworze, iż nie daje się zamknąć definitywnie w jednej skończonej interpretacji. Ale tak naprawdę nie zależało mi na wierszu, chciałem wydrzeć Poecie tajemnicę sumienia – co on o nim wie? Ostatnio wydaje mi się, że Poeta zakpił sobie z mojej nieustannej potrzeby pewności. Głos wewnętrzny „nie mówi ani tak / ani nie”.



2008-07-27

MIESIĄC TRZEŹWOŚCI.

U progu sierpnia, jak co roku, czytano dziś w kościołach list zachęcający do abstynencji alkoholowej w miesiącu, „który w historii naszej ojczyzny naznaczony jest heroiczną walką o wolność i godność, walką o wiarę i nadzieję na życie w bezpiecznym i suwerennym państwie”. Ten list „trzeźwościowy” po raz pierwszy porusza sprawę nagminnego picia piwa i wskazuje na potężną machinę reklamową przez ostatnie kilka lat nachalnie zachęcającą do picia wszędzie i przy każdej okazji. Czy nasze rodziny rozpoznają zło czyhające na dnie każdego kufla?... Należy wierzyć i modlić się o uzdrowienie narodu. Dlatego ucieszyła mnie przytoczona w końcu listu maryjna modlitwa sługi Bożego Jana Pawła II: „Maryjo, Królowo Polski, Pani Jasnogórska, bądź natchnieniem polskich sumień. Bądź naszą Matką i Wychowawczynią! Nie zrażaj się naszymi słabościami. Bądź dla nas wymagająca![…] Prowadź nas, Ty, która jesteś pierwszą wśród wszystkich wierzących – prowadź Lud Boży na tej polskiej ziemi w pielgrzymce wiary i nadziei. […] Pani Jasnogórska, spraw, aby człowiek na polskiej ziemi zwyciężał mocą tej nadziei, która rodzi się z Chrystusa, z Eucharystii”.

2008-07-26

OSTATNI BASTION.

Na Mszy św. pogrzebowej coraz częściej można zaobserwować, że rodzina osoby zmarłej nie przystępuje do Komunii św. Jest to wręcz cecha charakterystyczna rodzin inteligenckich. I to jest przerażające. Runął ostatni bastion wiary katolickiego społeczeństwa myślącego. W naszej wolnej Polsce, obserwuje się częste odejścia od praktyk religijnych i motywacji nadprzyrodzonych. Smutnym zjawiskiem jest znikoma ilość gości weselnych przyjmujących Komunię św. na Mszy ślubnej, ale do niedawna jeszcze było nie do pomyślenia odprowadzenie człowieka na drogę wieczności bez daru Chleba eucharystycznego. Przed każdą Mszą pogrzebową ustawiały się kolejki przy konfesjonale, dziś już tego nie widać, przynajmniej w wielkim mieście. Co więcej, goście pogrzebowi wybierają raczej obecność pożegnalną przy grobie niż wokół ołtarza eucharystycznego. Pogrzeby wielkich, znanych Polaków stały się manifestacjami (często politycznymi). Nawet motywacja oddania hołdu i wyrażenia wdzięczności kończy się tu, na grobie. Nikt nie docieka dalszej drogi, tej po przekroczeniu bramy śmierci. Czy to jest strach, czy to jest wstyd?... Czy co to jest?



2008-07-25

MULTIKOMPLEKS.

Pamiętam czas, gdy siostry karmelitanki nie mogły modlić się tuż przed murem hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz. Z Holandii przyjeżdżali Żydzi, przeskakiwali przez mur klasztoru i dobijali się do drzwi, by wyrzucić zakonnice, które nic innego nie robiły, jak tylko modliły się za miliony wojennych ofiar szatańskiej nienawiści. Rejwach zrobił się i w Nowym Jorku, i w Tel Awiwie o naruszenie wiecznej ciszy zgładzonych Żydów. W imię zgody i miłości kard. Macharski przeniósł karmel w inne miejsce, nie zmieniając celu obecności sióstr w Oświęcimiu.

Aliści dziś dowiaduję się, że w Lublinie przy ulicy Lipowej, tuż za wielkim cmentarzem, od roku straszy ogromna „Plaza”, potężne centrum rozrywkowe i (oczywiście!) handlowe. To nie bliskość katolickiej nekropolii tak mnie bulwersuje, ale fakt, że Plaza wyrosła na miejscu, gdzie w latach 1939-1943 był obóz pracy SS dla Żydów, z których kilka tysięcy zamordowano obok Lublina na Majdanku.

Kto ten multikompleks rozrywkowo-handlowy tu właśnie wybudował? – Ano, nie do wiary, bogaci biznesmeni żydowscy.



2008-07-24

GORĄCY NAPIS.

„Patrz, pan. Patrz, pan!” – starał się zwrócić moją uwagę lekko przyćmiony współpasażer w tramwaju, pokazując mijaną ścianę odrapanego domu, a na niej duży, koślawy napis: „(s)pali(ć) kota!”. Wszyscy patrzyli w to okno. Zaskoczyły mnie te wielkie nawiasy. Pewna korpulentna pani powiedziała na głos: „a pewnie, nic mu się więcej nie należy”. Za plecami usłyszałem spokojną replikę: „Chamstwo pleni się jak robactwo w tej izbie”.

Nic dodać, nic ująć!


2008-07-23

GRONOSTAJE.

Benedykt XVI po wakacjach sierpniowych (ze swoja ulubioną czarną kotką) może się spodziewać we wrześniu wizyty włoskich miłośników zwierząt i ekologów, którzy już zbierają w internecie podpisy pod listem, w którym proszą Ojca św., by nie przyodziewał się futerkami gronostajów, bo „zwierzęta czują i cierpią, boją się śmierci, gdy idą na rzeź”.

Dodam, że kardynałowie też nie powinni lekceważyć tej akcji, bo Internet szybko rozlewa się po łączach ekologicznych. Następna grupa VIP-ów, która nie może spać spokojnie, to rektorzy wyższych uczelni.

Hmm, ale co ci delikwenci (z papieżem na czele) mają zrobić z pięknymi szczątkami dawno uśmierconych stworzeń Bożych? – Niech sprzedadzą bogatym Amerykanom i pieniądze przekażą ekologom, a ci, jeżeli nie zdołają ufundować nowych salonów piękności dla suczek, to przynajmniej przyczynią się do odnowienia pomników na cmentarzach czworonożnych ulubieńców.


2008-07-22

REWIZYTA.

Hiszpania będzie miejscem światowego spotkania młodzieży w 2011 roku. Tak ogłosił Benedykt XVI. Pewnie Zappatero zrewizytuje Napieralskiego, by w Polsce nauczyć się organizowania świętego czasu radości i młodości. A może obaj panowie zajadli socjaliści zechcą uważnie posłuchać niekwestionowanego autorytetu moralnego? Na naukę nigdy za późno.


2008-07-21

POGRZEB.

Dziś na pogrzebie na Powązkach, przy grobach Bronisława Geremka i Jacka Kuronia, redaktor Michnik ział ogniem miłości żydowskiej do Polaków. Wykorzystał swoje pięć minut na polskiej ziemi świętej.


2008-07-20

SPOTKANIA.

Oprócz młodzieży do Sydney przyjechało wielu ludzi ze świata kultury i polityki z tamtejszego regionu globu ziemskiego. Dla nich, ze względu na odległość z Rzymem, jest to jedyna okazja na spotkanie z głową Kościoła Katolickiego. Jak podaje „The Daily Telegrach”, przyjechał do Sydney prezydent Timoru Wschodniego Jose Ramos Horta. Polityk podziękował Ojcu Świętemu za troskę, jaką mu okazywał po zamachu na jego życie sprzed kilku miesięcy. - Mówiono mi w szpitalu, że co dzień był telefon z Watykanu z pytaniem o moje zdrowie - ujawnił Ramos Horta. Dodał, że sam jest katolikiem i choć jest głową państwa, to uważa papieża za swego przełożonego.
Wielkie emocje, przeżycia i wielkie skupienie modlitewne Światowych Dni Młodzieży w Sydney dziś zakończyły się. Było wiele, najróżniejszych w swych kształtach, kolorach i temperaturze, spotkań, ale – jak wynika z przekazów medialnych – najważniejszym i powszechnie przez młodzież podkreślanym – było spotkanie z Chrystusem.


2008-07-19

ROZŁAM.

Wspólnota Kościołów Anglikańskich rozpada się, taka panuje opinia między biskupami zgromadzonymi w Canterbury na Konferencji, na której tradycyjnie, co 10 lat omawia się bieżące problemy anglikanizmu w świecie. Rozłam spowodowany został udzieleniem homoseksualiście  sakry biskupiej i uchwaleniem zupełnie niedawno prawa kobiet do świeceń biskupich. Na znak protestu 300 parafii w USA odmówiło posłuszeństwa swemu biskupowi i przyłączyło się do prowincji w Afryce, gdzie 250 biskupów na znak niezgadzania się z nowymi uchwałami zbojkotowało udział w obecnej Konferencji Lambeth. Prymas anglikański, abp Rowan Williams, uchodzący w Wielkiej Brytanii za człowieka bardzo mądrego, wyraził ubolewanie, że wzajemne stosunki między biskupami „przyćmił grzech”.

W tej sytuacji wolno chyba zapytać: a co innego „przyćmiło” stosunki między biskupami, gdy Henryk VIII oderwał Anglików od Kościoła Rzymskokatolickiego?


2008-07-18

GIGANTYCZNA DROGA.

Dzięki katolickiej telewizji „Trwam” mogłem we Wrocławiu uczestniczyć dziś w gigantycznej Drodze Krzyżowej odprawianej w Sydney. Tysiące młodych ludzi gromadziły się w różnych częściach miasta, gdzie były celebrowane poszczególne stacje pasyjnego nabożeństwa, a jednocześnie dzięki telebimom każdy mógł uczestniczyć we wszystkich stacjach. Zwykle boję się teatralizacji świętych wydarzeń, ale tym razem cała oprawa teatralno – muzyczna, uwypuklając tajemnicę zbawienia, pozwalała na wyciszenie się uczestników. Kamera pokazywała młode twarze z wyrazem skupienia i napięcia modlitewnego. Treść każdej stacji podawana była przez młodych w trzech segmentach: słowo Ewangelii, rozważanie i modlitwa. W pierwszej stacji modlitwę odmówił sam Ojciec św. Rozważania były lapidarnie skomponowane, a w każdej stacji coś zatrzymywało moją uwagę, było odkrywcze, świeże. Na przykład w stacji 9. „Jezus obnażony i ukrzyżowany” znalazły się takie słowa: „Ubranie chroni nas przed żywiołami, zapewnia nam prywatność i wyraża naszą osobowość. Być obnażonym to być jednocześnie tego wszystkiego pozbawionym. (...) Czasem przychodzą nam myśli, że Boga może nie ma, albo że nas opuścił. Powodem do tego może być agresywny ateizm, który chce nas ograbić z nadziei i miłości”.

Oglądałem to „święte theatrum” przed południem, ale w Sydney był już wieczór. Kiedy Jezus skłonił na krzyżu w śmiertelnym znaku głowę, miasto okryły ciemności.

 



2008-07-17

ZABÓJSTWO.

Niegdysiejszy redaktor naczelny „Więzi”, a więc katolik, dziś na łamach „Gazety Wyborczej” (sic!) wyraża swą opinię wobec stanowiska rzecznika krakowskiej kurii, pytając: „ czy słuszne jest używanie wobec aborcji, która jest niewątpliwie niszczeniem ludzkiego życia, określenia ‘zabójstwo’?”. Wyjaśnienia pana redaktora idą w kierunku, że to nie jest słuszne, bo przecież kobiety, które poddały się aborcji, nie nazwą siebie zabójczyniami, one jedynie będą mówiły, „że tylko odmówiły uczestnictwa w urodzeniu dziecka”. A poza tym takie nazywanie po imieniu aborcji, głębiej podzieli nasze społeczeństwo. Czyli dajmy sobie z tym spokój, bo to „niewiele pomoże zarówno dzieciom nienarodzonym, jak i kobietom w rozterce”.

Ja jednak nie widzę słuszności takiego spokoju. Trzeba uściślić: aborcja nie jest jakimś tam „niszczeniem ludzkiego życia”, jest unicestwieniem konkretnego człowieka! Taka jest nauka Kościoła. Nie rozmywajmy pojęć, a tym samym odpowiedzialności za dzieciobójstwo. Kobiety (czy ktokolwiek inny) po dokonaniu aborcji, swe rozterki powinny niwelować nie przez szukanie łagodnych określeń dla swego grzechu, ale przez wyznanie winy w konfesjonale i przez gorącą prośbę do Dawcy życia o zmiłowanie. A co do pogłębiania podziałów społecznych, trzeba pamiętać o nauce Chrystusa: „ Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,37).


2008-07-16

BARANGAROO.

Wczoraj, we wtorek, podczas Eucharystii rozpoczynającej 23. Światowe Dni Młodzieży na stadionie Barangaroo w Sydney, kard. George Pell wygłosił bardzo mądrą i pokorną zarazem homilię. Oto maleńki fragment:  „Mam nadzieję i oczekuję, że przez te następne pięć dni modlitwy i celebracji wasze dusze podniosą się, tak jak moja zawsze się podnosi w podekscytowaniu przed tymi Światowymi Dniami Młodzieży. Jeśli taka wola Boża niech każdy z nas się raduje, że wziął w nich udział pomimo kosztów, niewygód i przebytych odległości. W czasie tego tygodnia mamy wszelkie powody do radości i świętowania wyzwolenia z naszego żalu, odnowienia wiary. Jesteśmy wezwani, by otworzyć nasze serca na moc Ducha. A wam młodym chcę delikatnie przypomnieć, byście w waszym entuzjazmie i podekscytowaniu nie zapomnieli słuchać i modlić się!  Wielu z was przebyło tak długą drogę po to, by móc uwierzyć, że dotarliście aż na krańce ziemi! Jeśli tak się stało, to dobrze, gdyż Pan nasz powiedział swoim pierwszym uczniom, że będą Jego świadkami w Jerozolimie i aż po krańce ziemi. To proroctwo wypełniło się w świadectwie wielu misjonarzy, którzy przybyli na ten wielki południowy kontynent, a dziś spełnia się ponownie przez waszą obecność tutaj”.



2008-07-15

PRL - NR II. 

Czy to tylko takie wredne wrażenie, czy to powrót PRL-u? TV podaje tylko strzępy wiadomości o tym, co się (nie)dzieje w Sydney. A do tego wybierają wątki idiotyczno - sensacyjne, jakby setki tysięcy zgromadzonej młodzieży nie modliły się, nie radowały się na ulicach, nie uczestniczyły we Mszy św. na rozpoczęcie ŚDM… Jakby nie było ciepłych i mądrych słów homilii ordynariusza Sydney i jakby gospodarze tego spotkania nie robili nic, by gościom było w Australii jak najlepiej… A co jest w Sydney wg telewizji w Polsce? – Jedynie protesty wobec papieża, przygotowywane pytania do niego na temat pedofilii księży australijskich i wołanie o przeproszenie za nich.

Gdzież tu skala problemów i zjawisk? Czy to ignorancja, czy głupota polityczna? Jak można tak obrażać miliony katolików w Polsce? Autentyczny PRL – nr 2. Przypomina mi to puste albo starymi ludźmi obstawione ulice pokazywane w TVP podczas pierwszych pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny.

 

 

 



2008-07-14

AUSTRALIA.

Benedykt XVI wczoraj, w niedzielę, przybył do Australii na spotkanie z młodzieżą świata. Po wylądowaniu w Sydney miał dość unoszenia się w powietrzu, zrezygnował z helikoptera i samochodem udał się do ośrodka rekolekcyjnego Opus Dei w Kenthurst w Górach Niebieskich. Będzie tam odpoczywał do czwartku. Trzeba sobie uzmysłowić, że Ojciec św. ma już 81 lat i że 21 godzin lotu nie mogło go nie zmęczyć. A trzeba jeszcze dodać i to, że przecież na południowej półkuli jest teraz pora zimowa i aura zupełnie inna niż w Rzymie. Potrzeba trochę czasu na akomodację organizmu. Pamiętam sprzed kilkunastu lat, jak ciężko znosiłem dwa pierwsze dni po przylocie do upalnej w styczniu Australii. Najtrudniej było z mijaniem czasu. Gdy moi gospodarze życzyli mi „dobrej nocy”, ja miałem najwyższą ochotę do rozmów, trudno było zasnąć. Rankiem znów trudno było się przyzwyczaić do słońca wschodzącego po prawej stronie horyzontu.

Jan Paweł II odwiedził Australię trzy razy (pierwszy raz jako kard. Karol Wojtyła), ale nawet podczas trzeciej wyprawy (1995) miał 6 lat mniej niż obecnie ma papież.



2008-07-13

ŚMIERĆ POLITYKA.

Dziś zmarł tragicznie, w katastrofie samochodowej, polityk, eurodeputowany, historyk, prof. Bronisław Geremek. Ani pasażerce profesorskiego mercedesa, ani pasażerom dostawczego ducato w tym zderzeniu zło większe się nie stało. Wg wypowiedzi świadka, profesor był w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Dlaczego więc nagle skręcił na lewy pas jezdni? Odpowiedź jest jedna: żeby spotkać się ze Śmiercią. – Mam jednak żal do Niej. Dlaczego urządziła to spotkanie w taki niehumanitarny sposób?...

To jest tajemnica, do której my w tym życiu nie dotrzemy. Bronisław Geremek już ją poznał. Stoi na progu wieczności pokorny. Tu się buntował przeciwko lustracji, tam już został najdokładniej zlustrowany. „Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie”. Ziomkowie, jeśli wierzą, niech zmówią „Kadysz”.

 



2008-07-12

RACJA.

Dzielny ten nasz pan Prezydent. Wszyscy dokoła, w kraju i za granicą, naciskają na niego, by podpisał Traktat Lizboński. A on czeka niezłomny. Nie boi się jechać na międzynarodowe spotkanie do Paryża, choć spotka się tam z Sarkozym, który niedawno bardzo nieprzychylnie ocenił polskie zwlekanie. Widocznie demokratyczny duch Irlandczyków utwierdził na „nie” pana Prezydenta Polaków. Kto ma rację ? Wieka Europa, czy mała Irlandia oraz niski wzrostem pan Prezydent nad Wisłą…



2008-07-11

WOŁYŃ W OGNIU.

W niedzielę 11 lipca 1943 roku na Wołyniu banderowcy puścili z dymem, po uprzednim wymordowaniu polskich rodzin, gospodarstwa w 125 miejscowościach. A była to nie pierwsza i nie jedyna rzeź polskiej ludności. W latach 1942 – 1944 z rąk UPA zginęło 60 tysięcy Polaków. Nad piękną wołyńską ziemią unosił się czarny dym i swąd palących się żywcem zwierząt. Był tam ludzki ból, strach, przerażenie i rozpacz. Znam to z opowiadań moich krewnych, a przede wszystkim mojej drogiej Mamy. Miałem wtedy zaledwie trzy lata. Musieliśmy nocą uciekać z płonącej wsi rodzinnej Rudnia. Potem przegoniono nas ze wsi parafialnej Kołki, aż schronienie znaleźliśmy na Przebrażu wśród 25 tysięcy innych uciekinierów. Moi wujkowie, wtedy młode chłopaki, wycinali w okolicznym lesie olchy i osiki i stawiali szałasy, w których trzeba było żyć i bronić się. Partyzanci okopali cały obóz i ustawili posterunki i wartowników.

Potem były Kiwerce i ewakuacja w bydlęcych wagonach, przez Kielce, na Ziemie Odzyskane. Przebaczenie oddałem Jezusowi. Jednak pamięć bolesna odzywa się wraz z piekącym na dnie serca przerażającym zdumieniem: jak głęboko może człowiek stoczyć się w diabelską nienawiść?



2008-07-10

SUMIENIE GENERAŁA

Generał Czesław Kiszczak winny, ale nieukarany. Przepisy dla milicji wtedy były inne. Sprawę przedawnioną umorzono. Ciekawe, jakby go osądził Trybunał Norymberski? Sąd w III RP przy wydawaniu wyroków poprzednio i dziś na współautora stanu wojennego, nie był zdolny zauważyć, że śmierć 9-ciu górników wtedy i dziś była i jest taka sama i ten sam ból noszą w sobie rodziny zamordowanych ojców, mężów i braci. Kiszczak zadowolony zapraszał dziś po rozprawie na wódkę do knajpy. Górnicy z kopalni „Wujek” mówią: „To skandal! To niepojęte! Generał Kiszczak powinien sam się przyznać, przyjść w mundurze i się ukorzyć”. Kazimierz Kutz podejrzewa nawet generała, że ma sumienie. Niewątpliwie generał Kiszczak ma sumienie - ale jakie? – komunistyczne, jak generalissimus Stalin.



2008-07-09

STAROŚĆ.

Śmieszna byłaby starość, gdyby nie jej bolesność. Bóle czyhają na staruszka z każdej jego dziury.

Już od 60-tki życie podobne do plastra sera szwajcarskiego; widzisz dużo więcej, ale nic bez bólu.


2008-07-08

ROZWODY.

Media polskie informują o wzroście liczby rozwodów małżeńskich. Zjawisko bardzo niepokojące. Niepokój musi także wzbudzać inne pojawiające się zjawisko w naszym kraju. Rosną jak grzyby po deszczu kancelarie adwokackie proponujące pomoc rozwodnikom w składaniu pozwu do sądu duchownego o „unieważnienie małżeństwa kościelnego”. Rzeczywiście sąd duchowny ma inne procedury niż sąd świecki, ale nie ma potrzeby uciekania się po pomoc do adwokatów. Sąd duchowny nie przeprowadza rozwodów, ani nie unieważnia małżeństw ważnie zawartych w Kościele katolickim, a jedynie sprawdza, czy dane małżeństwo było zawarte nieważnie, czyli nie zaistniało jako związek sakramentalny. Małżonków katolickich ważnie przysięgających sobie wzajemną miłość łączy sam Bóg aż do końca ich życia. Nie da się tego unieważnić! Wszelkie manipulacje nieprawdziwymi, a wygodnymi dla męża lub dla żony, zeznaniami obłożone są sankcją grzechu śmiertelnego, a więc grożą utratą zbawienia wiecznego. Największym nieszczęściem dla duszy katolika jest otrzymanie orzeczenia sądu duchownego o „nieważnie zawartym małżeństwie” na podstawie zeznań nieprawdy. Wtedy bowiem sakrament danego małżeństwa nadal jest ważny przed Bogiem, a współżycie małżonków w nowym związku (nawet uroczyście ślubowanym w kościele) zrywa żywą więź z Bogiem. Grzeszą wtedy również ci, którzy pomagają w składaniu fałszywych zeznań.


2008-07-07

NOWY KWIATEK.

Po Maleszce nowy kwiatek do ogródka firmy „Adam Michnik & s-ka”. Po dziesięciu latach żona Jacka Kalabińskiego, znanego korespondenta, wydrukowała w Rzeczpospolitej rozmowę telefoniczną męża z zastępczynią naczelnego GW. Kalabiński był wtedy śmiertelnie chory: „-Jak się czujesz? -Lepiej. Właśnie szykuję się wrócić do pisania. -Nie musisz. Właśnie dyskutowaliśmy tu w redakcji i zdecydowaliśmy, że "Gazeta" nie może ponosić ryzyka trzymania nieubezpieczonego korespondenta. Zaraz dostaniesz faksem zwolnienie. Widzisz, nie jesteśmy bezwzględnymi kapitalistami, tylko humanitarnymi demokratami, dlatego nie dzwoniliśmy do ciebie w lutym, kiedy gorzej się czułeś”.[Rzeczpospolita z 3 lipca 2008r.].

Nie wiadomo, co tu bardziej szokuje: cynizm, obłuda czy oportunizm?


2008-07-06

CIAŁO I ŚMIERĆ.

Pierwsza niedziela pierwszego miesiąca wakacyjnego. Co najmniej połowa parafian wyjechała na urlopy. W samą niedzielę drogi w kierunku morza już były puste. Dystans z Wrocławia do Międzywodzia można było przejechać w 5 godzin. Rekord! A na plażach niespotykany tłok. Ciało obok ciała. W Liturgii właśnie dziś św. Paweł twardo mówi do Rzymian: „jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć” [Rz 8,13]. Wyjaśniałem w homilii, co św. Paweł rozumie przez życie wg ciała z pomijaniem wymogów Ducha, i jak należy rozumieć czekającą śmierć. A jednak po Mszy św. kobieta przechodząca obok mnie, lekko tylko zwalniając kroku, rzuciła w moją stronę: mój mąż zdradził mnie nad morzem i wrócił do domu żywy i szczęśliwy… To nie był zwycięski głos. Usłyszałem w nim ból. Cóż mogłem na prędce odpowiedzieć oddalającej się kobiecie? Tylko tyle: czekająca śmierć jest bardzo cierpliwa.


2008-07-05

RELIKWIE.

To była niezwykła sobota, spotkanie ze znajomymi w Borowicach na odpuście św. Jana z Dukli. To maleńkie sanktuarium, „Dukielka”, liczy sobie już 10 lat. I to był pierwszy powód szczególnej podniosłości tegorocznego odpustu, a drugi to przekazanie temu sanktuarium relikwii św. Patrona. Chwila przekazania przez o. Kazimierza, relikwii i ucałowania ich była bardzo wzruszająca. Zakonnik przez 50 lat nie rozstawał się z tą drobiną kości św. Jana Duklańskiego po to, by dziś ofiarować ją w pozłacanym relikwiarzu tej skromnej kapliczce, którą ufundowali w Karkonoszach Ewa i Andrzej Jackiewiczowie, artyści plastycy z Wrocławia. Odczytuję w tym szczególny znak Opatrzności Bożej. Któż by mógł przewidzieć to przed pół wiekiem, a Bóg po prostu realizował swój plan, by na Dolnym Śląsku rozwijał się kult tak wiernego świadka Jezusa Chrystusa. Sam Święty widocznie tego pragnął, bo wysłuchał gorących próśb rodziny, która w latach przełomu ustrojowego znalazła się w wielkich tarapatach. A oni, wdzięczni, ufundowali mu kapliczkę. Siedmiu księży dziś otoczyło ołtarz wraz z pielgrzymami z różnych stron Polski. Było bardzo przyjaźnie.


2008-07-04

MIŁOŚĆ OKRĘŻNA.

Mija już miesiąc od młodzieżowego świętowania na Polach Lednickich pod wodzą dominikanina ojca Jana Góry. Spotkania odbyły się już po raz dwunasty, a przybyło nad Jezioro Lednickie 70 tysięcy młodych pielgrzymów. Mam wrażenie, ze w mediach zbyt skromny wyraz znalazło to bogate i wielkie duchowe wydarzenie. Niestety, władcy i właściciele mediów w Polsce nie są zainteresowani głoszeniem wartości nieprzemijających, nadprzyrodzonych. Źle się dzieje już nie tylko na Zachodzie. Jednak prawdziwe wartości noszone są w sercach uczestników i przez nich trafiają do innych serc. Naprawdę ciekawe są opowieści tych, którzy przeszli przez Bramę – Rybę, ale ja dziś spotkałem człowieka, który powiedział mi: byłem na Lednicy. – To pewnie masz wspaniałe wspomnienia? – Tak, byłem w grupie porządkowej i cieszę się z tego, służyłem innym.

Przypomniałem sobie moje współczucie w sercu dla tych, których oglądałem podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny, jak w żółtych furażerkach stali na obrzeżach, z dala od ołtarza, a czasem musieli patrzeć na tłum pielgrzymów odwróceni plecami do ołtarza. Zdarzało się, że w ogóle nie widzieli Ojca św. Warto pomyśleć z wdzięcznością o wolontariuszach w Lednicy. Było ich półtora tysiąca: ratownicy, lekarze, śmieciarze, ochroniarze, służący przy wydawaniu posiłków, przewodnicy, informatorzy itp. Kochali Chrystusa miłością okrężną, służąc bliźnim. Oni służyli, by inni mogli modlić się i przeżyć wyjątkowe spotkanie z Chrystusem. To może być odpowiedź tym wszystkim, którzy pytają, czy można wielbić Boga, stojąc czasem tyłem do ołtarza, ale zawsze twarzą do ludzi?



2008-07-03

OTCHŁANIE WIARY.

Nie szukam w życiu wiary tylko słodyczy i radości, pociechy i uniesienia duchowego, choć muszę przyznać, że najczęściej modlę się do Jezusa, by nie doświadczał mnie boleśnie, bo nie wiem, czy wytrzymałbym próbę. Jednak wyznania Matki Teresy paraliżują mój nerw wiary. Jestem zachwycony jej wewnętrzną mocą wierności Jezusowi, ale z drugiej strony zawstydza mnie, a nawet przeraża, małość mojej kondycji wiary i miłości dla Jezusa.

Dlatego sięgam do innej lektury, choćby na pewien czas. U Brata Rogera z Taizé czytam: „We wnętrzu człowieka zalegają pokłady niepewności, zwątpienia, jemu tylko znanych udręk…, a także czeluści nie wiadomo skąd się biorącego poczucia winy. Z wolna jednak zaczynamy rozumieć, że Chrystus modli się w głębi osoby ludzkiej goręcej, niż przypuszczamy. Z dziecięcą ufnością pozwólmy Duchowi Świętemu, aby modlił się w nas, a zrozumiemy, że owe otchłanie są zamieszkane. I pojawiają się chwile, w których Bóg jest wszystkim.



2008-07-02

SPOWIEDŹ.

Czytam o Matce Teresie z Kalkuty i jej prywatne pisma. Książka mnie momentami denerwuje i zniecierpliwia, bo wszechobecny komentarz do pism Matki jest nie do zniesienia. Z drugiej strony same pisma czasem przerażają ciemnością i pustką w duszy. Myślę, że z tych pism można wyczytać najtragiczniejszą definicję wiary ogołoconej. Tam nie ma żadnych widzeń, błysków obecności, żadnych cudów na potwierdzenie wiary. Ciemna otchłań, czeluść bez Boga. I jest odwaga człowieka wchodzącego w to bezdno, by dojść do Boga.

Dla przykładu przytoczę fragment z notatek spisanych przez Matkę Teresę po spowiedzi: „Czuję w duszy po prostu ten straszliwy ból z powodu utraty – Boga, który mnie nie chce – Boga, który nie jest Bogiem – Boga, który naprawdę nie istnieje (proszę, Jezu, wybacz moje bluźnierstwa – kazano mi pisać wszystko). Ta ciemność, która otacza mnie z każdej strony – nie potrafię wznieść swej duszy do Boga – nie dociera do niej żadne światło ani natchnienie. […] Nie mam w sercu wiary – ani miłości – ani zaufania – tak wiele tam bólu – bólu z powodu tęsknoty, bólu z powodu poczucia, że nie jestem chciana. – Chcę Boga ze wszystkich sił mojej duszy – a mimo to jest między nami – to straszliwe oddzielenie”. [str. 263-264]. Jestem w popłochu.



2008-07-01

KSIĄŻKI.

Osiołkowi w żłoby dano… Wieczorem dostukał się do mnie kurier z Krakowa. „Znak” przysłał dwie książki. Obie pięknie wydane, ale obie jakże różne! Powinny stanąć daleko od siebie w mej bibliotece. Nie staną jednak i nie będą leżały. Obie trzymam w ręku, przeglądam, wertuję, która ciekawsza? Obie znam z recenzji. Każda z nich potrąca inną, odmienną strunę duszy. Muszę przeczytać. Ale od której zacząć? Zacznę chyba od ciemności wiary Matki Teresy z Kalkuty, bo Piotrek, gdy się dowie, że już mam tę książkę, wyrwie mi z rąk. Podobnie było przy lekturze pism św. Jana od Krzyża, musiałem mu natychmiast pożyczyć. Książka o szpiegach sowieckich w Watykanie będzie musiała nieco poczekać, tym bardziej, ze od wczoraj zacząłem Wildsteina „Dolinę Nicości”. Za dużo byłoby naraz obrzydliwości i diabelstwa politycznego. Wierzyć się nie chce, „a to Polska właśnie”!

Biorę więc do ręki prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”. Może jej ciemności wiary wydrążą tunel światła w mojej duszy.


2008-06-30

TAK ONGIŚ BYŁO.

W Uroczystość św. apostołów Piotra i Pawła przed 44 laty sprawowałem po raz pierwszy Najświętszą Ofiarę. W przeddzień otrzymałem święcenia prezbiteratu z rąk kard. Bolesława Kominka w prokatedrze św. Stanisława, Wacława i Doroty we Wrocławiu. Prymicje odbywały się w Kostrzy, niedaleko Strzegomia. Tam moi rodzice ciężko pracowali w kamieniołomach na 6-cioletnie kształcenie w seminarium duchownym. Oczywiście, władza ludowa nie dostrzegała Polaków, którzy chcieli służyć Panu Bogu. Żadnych stypendiów dla studentów i żadnej pomocy na prowadzenie uczelni duchownej. Nie przyznawano nam nawet legitymacji studenckich, a więc nie mieliśmy żadnych ulg w komunikacji kolejowej czy miejskiej. Nie było też dla kleryków ubezpieczenia państwowego, ani leczenia, ani wczasowania na koszt skarbu państwa. Ukończenie seminaryjnych studiów filozoficzno-teologicznych to było prawdziwie wielkie zwycięstwo na różnych płaszczyznach. Ciężko było, ale tym radośniejsze były prymicje. Zjechała cała rodzina z różnych stron Polski, najbardziej cieszyła mnie obecność wielkiej grupy studentów z Duszpasterstwa Akademickiego „Pod 4” we Wrocławiu. W ostatnich latach studiów kleryckich z nimi właśnie łamaliśmy sobie głowy nad różnymi filozoficznymi, teologicznymi i życiowymi problemami w kole „Paradoks”. Czuwał nad nami ks. Aleksander Zienkiewicz.

 

Mój Boże, od wstąpienia do seminarium mija w tym roku już 50 lat. Pół wieku! Czas ucieka, wieczność czeka…

 



2008-06-29

POKORA

Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Obaj są wielkimi autorytetami dla wszystkich chrześcijan, przez dwa tysiąclecia odbierają najwyższą cześć od współwyznawców i wdzięczność za ich wiarę, którą przekazali następnym pokoleniom.

A przecież nie od początku byli godni naśladowania. Obaj rozpoczynali jako słabi, błądzący ludzie. Ale obaj umieli przyznać się do grzechu. Św. Piotr zdradził Jezusa w najtrudniejszej dla Mistrza sytuacji, gdy skazywano Go na śmierć. Piotr zdekonspirowany jako uczeń Chrystusa „począł się zaklinać i przysięgać: ’Nie znam tego Człowieka’. I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: ‘Zanim kogut zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz’. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Mt 26,74-75). Umiał żałować i w późniejszym nauczaniu nie przysypywał swego grzechu stertą wielkich słów o swych dokonaniach. Ewangeliści przekazali to wydarzenie całemu Kościołowi i nikt się nie boi do dziś, że to może pomniejszyć zasługi pierwszego Apostoła.

Św. Paweł rozpoczynał swą drogę chrześcijańską od prześladowania Kościoła. Nawrócony pod Damaszkiem, skutecznie ewangelizował pogan. W liście do Galatów odważnie przyznaje się: „Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć…” (Ga 1,13). Do ochrzczonych w Koryncie pisze z ogromną pokorą: „Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży” (1 Kor 15,9). W XX wieku Matka Teresa z Kalkuty mówiła: „Znajomość Boga daje miłość, znajomość samego siebie daje pokorę. Pokora nie jest niczym innym jak prawdą”. Sztuka życia w pokorze wyklucza kłamstwo i „zamiatanie pod dywan”.

 



2008-06-28

PIERWSZY KROK

Od rana zaczęły się rozruchy w Poznaniu 52 lata temu. Byłem już licealistą. Wiadomości z Poznania skąpo spływały w Polskę. Miasto otoczyła milicja, czołgi wyjechały na ulice. Ponad 10 tysięcy żołnierzy pacyfikowało robotników. Strzelanina i strach i śmierć i żałoba. Wiele setek rannych, ponad pół setki zabitych. 250 osób aresztowanych. Powstańcy wyzwolili jeńców politycznych w obozie koncentracyjnym NKWD i UB. Nazajutrz przez radio przemawiał łysy premier, Józef Cyrankiewicz. (Jego portrety wisiały wszędzie w szkole obok Bieruta i Rokossowskiego). To był bardzo elokwentny i inteligentny konformista. Umiałby się zachować przy każdej innej partii. Serce miał zdeprawowane, ale nie ideami socjalistycznymi. Żłobu trzymał się bardzo długo, bo niewielu ludzi tak inteligentnych posiadała partia.. On miał czelność grozić robotnikom, że ręka podniesiona na władzę ludową będzie odrąbana. Pomylił się wierutnie. Czerwiec i Październik roku 1956 to pierwszy dynamiczny krok Polaków ku wolności. Destalinizacja i uwolnienie kard. Wyszyńskiego otworzyło drogę ku likwidacji PZPR-u. Długa to była droga i bardzo kosztowna – życie ludzkie jest bezcenne. O, żeby chcieli o tym dziś pamiętać skłóceni ze sobą politycy.

Pamiętam o tym Czerwcu, bo drżałem wtedy o los starszego kolegi, który studiował w Poznaniu. Jakże się cieszyłem listem od niego, w którym pisał, że jedynie nogę nadwerężył w gonitwie po ulicach z milicją.

 



2008-06-27

FILM O SERCU.

Trudno mi otrząsnąć się z przygnębienia po obejrzeniu „Trzech kumpli”. Największym obrzydzeniem napawają cyniczne odpowiedzi zdekonspirowanego Maleszki. Totalne odkorowanie sumienia. Film pokazuje serce człowieka, który (z jakiej przyczyny?) potrafi uszlachcić, jak świnię, swoje wyższe uczucia, aby ze smakiem konsumować życie. A przecież niejeden taki „maleszka” został zagarnięty w sieć ubecką. Ilu z nich oglądając ten film, zawstydzi się, otrząśnie i nawróci się? Bólem przenika mnie świadomość, bo przecież to są Polacy, ludzie ochrzczeni, a jednak ich serca dały się uwieść skreślaniu przeszłości… Chciałbym, by do ich serc dotarło żarliwe wezwanie Matki Teresy z Kalkuty:

„Przemieńcie wasze serca… Jeśli nie przemienimy naszych serc, nie będziemy nawróceni. Zmiana miejsca nie jest odpowiedzią. Zmiana zajęcia nie jest odpowiedzią. Odpowiedzią jest przemiana naszych serc. A jak przemienia się serca? Poprzez modlitwę”.

2008-06-26

NADZWYCZAJNY.

Lesław Maleszka, ubecki kryptonim „Ketman”, donosiciel na swoich przyjaciół z SKS w Krakowie, na długie lata zostanie symbolem podłości i wydrążonego sumienia. Nikt nie wątpi, że bez jego agenturalnej penetracji krakowskiego, studenckiego środowiska opozycyjnego, Stanisław Pyjas żyłby do dziś. Tymczasem aż do dziś agent Maleszka pracował w Gazecie Wyborczej, mimo że kierownictwo wiedziało od 2001 roku o jego obrzydliwym procederze. Nie da się ukryć, głęboki cień pada na ten wielonakładowy dziennik. Koledzy ubecy bez żenady wyjaśniają, że Lesław Maleszka był nie tylko cennym donosicielem, on był nadzwyczajny! No i żył z tego. Czy ta „nadzwyczajność” sprawiła, że przez tyle lat agent ubecki nie mógł zamknąć drzwi z zewnętrznej strony redakcji Gazety Wyborczej?


2008-06-25

DOBRE RĘCE.

Porywasz mnie, Panie, mimo, że ja wywijam Ci się z rąk jak śliski węgorz. Wydaje mi się po wyciągnięciu z sieci, że znów jest dobrze, bo pływam w wodzie. A prawda jest taka, że pływam na dnie łódki rybackiej. Wiem, ze wybierasz mnie stamtąd, by wypuścić znów na głębię. Ale dlaczego ja wyrywam się z dobrych rąk Twoich?

 



2008-06-24

SPRZECIW.

Ojciec Jana Chrzciciela stanął przed narodzinami syna jak przed wielką tajemnicą. Anioł ją przyniósł. Nie mógł jej pojąć, chciał dyskutować. I dlatego musiał zamilknąć. Ciężka próba, ale u jej końca był już posłuszny Bogu. Stanął wobec wszystkich przeciwnych sądów i napisał na tabliczce: „Jan mu będzie na imię!”. Jego mocny sprzeciw wobec ludzi zrodził się z mocnego zaufania Bogu.


2008-06-23

ZNIEWAGA.

Pani minister zdrowia Kopacz czuje się dobrze po Mszy niedzielnej. Spełniła swój obowiązek urzędnika państwowego, wskazując szpital, gdzie 14-letnia Agata poddała się skrobance. Dziecko w dziecku zamordowano, nie licząc się zupełnie z psychiką 14-latki i z syndromem poaborcyjnym. Internauci z Frondy wszczęli alarm o ekskomunikę katoliczki na ministerialnym stołku, a pan poseł Gowin (PO, katolik) wspomniał o możliwości dymisji z urzędu państwowego, gdy zachodzi konflikt sumienia.

A może by tak państwo katolicy zaczęli mówić o Panu Bogu i o zniewadze Bożej Miłości, jakiej dokonano na oczach wszystkich? Ta zniewaga nie zaczyna się od fotela ginekologicznego.


2008-06-22

BYŁY IMIENINY.

Byłem na niesamowitych imieninach. W zielonych ogrodach, za którymi bielały w dali trzy monumentalne krzyże, przewalał się półtysieczny tłum elegancko ubranych ludzi w garniturach, sutannach i habitach białych. Strumień ludzki powoli przesuwał się w kierunku gospodarza, który odbierał prezenty od gości. Przeróżne rzeczy dawali ludzie wąsatemu solenizantowi. Na piersiach każdego z gości zauważyłem tabliczkę z jakimś napisem. Ciekawostką było to, że na początku każdej tabliczki widniało wyraźne słowo „były”. Były prezydent, były prowincjał, były proboszcz, były sekretarz, były szef ochrony rządu, państwa, bezpieczeństwa, były komuch itp.

Szampanki poszły w górę, gospodarz zaczął zamykać i otwierać oczy i zwilżać językiem wargi, znak, że za chwilę przemówi. Kiedy padły spodziewane słowa: „Nie chcem, ale muszem”, ogólny aplauz wzruszonych gości nie pozwolił solenizantowi dalej mówić. Wśród wiwatów i okrzyków zachwytu na środek wniesiono na ogromnej tacy pieczonego strusia. Danie było pięknie przystrojone mieniącym się wszystkimi kolorami ogonem z pawich piór! Gospodarz ukroił pierwszy kawałek pysznego strusia, uniósł widelec wysoko i mocnym głosem wypowiedział słowo: BYŁEM! I wtedy pospadały tabliczki z piersi gości, którzy w popłochu zaczęli szukać wyjścia, ukradkiem zabierając ze sobą ofiarowane prezenty.

Z nieba spłynęła srebrzysta światłość, a z nią cudowna muzyka sfer. I nagle otwarły się bramy ogrodu i wtargnął na murawę tłum robotników. Na czele szła starsza, drobna pani w grubych okularach. Wyciągnęła w stronę gospodarza rękę, ten ujął ją i… przebudziłem się.


2008-06-21

PARTYNICE.

Miałem wtedy 19 lat kapłaństwa. Wczesnym rankiem szedłem na spotkanie z Ojcem św. Z każdej strony miasta ciągnęły kilometrowe sznury ludzi, a wszystkie zlewały się w jeden wielki trakt u samej bramy hipodromu na Partynicach. Kilka chwil nieprzyjemnych podczas kontroli osobistej w bramie, i już w krainie wolności! Takie wrażenie właśnie sprawiał potężniejący z każdą chwilą kolorowy tłum w ogromnej przestrzeni hipodromu. Oczywiście, tłum był, zwłaszcza w pobliżu gigantycznego ołtarza i na trybunach, poprzetykany ubekami, ale kto by się nimi dzisiaj przejmował.

Aktorzy wrocławscy przy mikrofonach śpiewali i recytowali cudowne strofy patriotyczne. Do milionowej rzeszy ludzi docierały upragnione słowa: wolność, miłość, solidarność, braterstwo i bohaterstwo… Ale też były tam słowa o cierpieniu, więzieniu i przemocy, o barbarzyństwie i zniewolonym umyśle, o bezprawiu i tragicznej samotności. Artyści dodawali otuchy, budzili nadzieję i podnosili ludziom zwieszone smutno w stanie wojennym głowy. Pięknie wyglądały te twarze w jasnym słońcu, nad którymi łopotały biało-czerwone flagi i transparenty. Nad tą radością religijno-patriotyczną unosił się Chrystus Zmartwychwstały w czerwonym, królewskim płaszczu, z dłonią uniesioną do błogosławieństwa, a palce wskazywały znak V, proroczy znak zwycięstwa. Chrystus wychodził ku nam z otwartego na tle niebios Krzyża. Nie widziałem dotąd piękniejszej ilustracji Norwidowych słów: „-Gdzież podział się krzyż? -Stał się nam: b r a m ą”.

Jan Paweł II „sfrunął” ku nam z błękitu w białym helikopterze. Witano go śpiewem, brawami i okrzykami radości. Stałem przy niższej ambonce na stopniach ołtarza i myślałem, że serce mi ustanie z emocji, gdy Ojciec św. przechodził obok po żółtym kobiercu na białych schodach. Trudno też było opanować ogromny aplauz tłumu na widok białej postaci pozdrawiającej wiernych sprzed ołtarza. Czy to cud?  -pytałem jako komentator sam siebie. Musiałem się uszczypnąć i powiedzieć sobie: tak, to jest cud, papież po raz pierwszy we Wrocławiu! Stoi tu, przed nami. Dzban szczęścia wypełnił się po brzegi, gdy po wszystkim, nam służącym przy ołtarzu wolno było ucałować pierścień Rybaka. To działo się naprawdę dokładnie 25 lat temu.



2008-06-20

KOMITET.

Prawie połowa Polaków nie dowierza zapewnieniom Lecha Wałęsy, że nie był uwikłany we współpracę z SB, a 60% Polaków uważa, że jego agenturalna przeszłość nie odbiera mu zasług pierwszego lidera „Solidarności”. Polacy z uśmiechem (niektórzy ze zdenerwowaniem) przyjmują obronne słowa byłego prezydenta w stylu: to ja obaliłem komunę. W Szczecinie powstał Komitet Obrony Lecha Wałęsy.

To wszystko dzieje się przy nieznajomości tekstu książki o Wałęsie i SB. Każdy z dyskutantów telewizyjnych i radiowych przyznaje się, że książki nie czytał. Przypomina mi to czasy komuny, gdy organizowano wielkie zgromadzenia robotników, na których wybrani działacze odczytywali teksty potępiające biskupów polskich za napisanie listu do biskupów niemieckich. Oczywiście, treść listu nigdzie nie była opublikowana.


2008-06-19

TAJFUN.

Rozkręca się z wielką siłą już nie burza, a tajfun z Lechem Wałęsą pośrodku! Przybywa wątków w dyskusjach medialnych, a każdy nowy zasila wywody albo fanów „ikony”, albo zwolenników „wolności słowa”. Gdy włączyli się w debatę politycy, widać wyraźnie ideologizację sporu. Sam Wałęsa broni się impulsywnie, nerwowo reaguje, nie odpowiada na zarzuty, niczego nie wyjaśnia. Robi się gorąco i duszno. Czort zaczął kręcić tą karuzelą. Książki jeszcze na rynku nie ma, ale jarmark wokół niej wielki. Z fragmentów ujawnionych w „Rzeczpospolitej” i z filmu Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „TW Bolek”, wyświetlanego wczoraj w I programie TVP, wyłania się nieciekawy obraz elit posolidarnościowych. Dziś w rozmowie ze weteranem „Solidarności” usłyszałem gorzkie słowa: „myśmy cierpieli, a ci na górze własne interesy uklepywali z komuchami”! Przypomniał się zeszłoroczny film „Nocna zmiana”, rozpowszechniany na CD.

Niedobry to tajfun, bo dzieli znów Polaków i odwraca uwagę od spraw istotnych w kraju.



2008-06-18

OTWIERANIE OPINII.

Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” już toczy swoje życie publiczne. Toczą się też debaty publiczne. We wstępie do książki można przeczytać: „Znaczna część uczestników tych debat odruchowo odrzuca możliwość, iż młody członek komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej w 1970 r. przez kilka następnych lat mógł – samotny w zderzeniu z machiną SB – być tajnym współpracownikiem bezpieki, a następnie zerwać tę współpracę i zaangażować się w działania opozycji demokratycznej i Wolnych Związków Zawodowych, odrzucić próby ponownego werbunku przez SB, a dzięki swej osobowości i momentowi historycznemu mógł zostać symbolicznym liderem wielkiego ruchu „Solidarności” i światową ikoną antykomunistycznego oporu. Wreszcie jako prezydent wolnej już Polski musiał ustosunkować się do tego epizodu własnej przeszłości – i że wszystkie powyższe odsłony dotyczą biografii jednego człowieka, któremu miejsca w historii Polski nikt nie odbiera”. Jest to wyraźna odpowiedź dana sygnatariuszom niedawno opublikowanego listu w obronie Wałęsy (z kręgu Michnikowej GW), ale jakże inna w swym tonie, jak spokojna i wyważona to odpowiedź. Autorzy książki, wydaje się, chcą otworzyć opinię publiczną na ewentualny fakt przyznania się Lecha Wałęsy do trudnej prawdy bez uszczerbku dla jego wizerunku patriotycznego. Z pewnością tak można również odczytać wypowiedź Janusza Kurtki, prezesa IPN: „Myślę, że po 1976 r. można mówić z całą pewnością o tym, że Lech Wałęsa był autentycznym uczestnikiem opozycji, a później autentycznym przywódcą, to nie ulega wątpliwości”.

2008-06-17

JAGÓD DZBAN.

„Rzeczpospolita” zaczęła drukować fragmenty książki o Lechu Wałęsie z ubekami w tle. Książka będzie w sprzedaży za tydzień, na świętego Jana. „Na święty Jan – pełen jagód dzban”. Wydaje mi się, że nie będą to słodkie jagody, ani dla Wałęsy, ani dla Polski. Trzeba będzie ten deser przełknąć. Z reakcji byłego prezydenta RP, który już zna ten smak, można wnioskować o ciężkim zatruciu ducha. Nie będzie zdrowo w Polsce przez pewien czas.     



2008-06-16

KSIĄDZ FRANEK.

W pięknym plenerze Gór Sowich, około 70 km na południowy zachód od Wrocławia, w Jugowicach odbyło się spotkanie mojego rocznika kapłańskiego. W skromnej kaplicy na poddaszu „Albertówki”, założonej przed laty przez naszego znakomitego kolegę ks. Franka Głoda, dziękowaliśmy Panu Bogu za 44 lata służby w kapłaństwie. Gospodarz przyjął nas wielkodusznie w jadalni, i z wyraźnym ukontentowaniem pokazywał dzieło swego życia – „Albertówkę”, gdzie znajdują swoje nowe miejsce w życiu ludzie pogubieni, bezdomni, wyrzuceni poza nawias społeczny. Z nimi właśnie stworzył cudowne miejsce pod niebem, gdzie można znaleźć spokój. Oglądając to wielkie gospodarstwo, niełatwo wyjść z podziwu nad tym, co się widzi i nad planami rozwoju. U księdza Franka zawsze można było zauważyć miłość do natury i do wszystkiego, co Bóg stworzył. Odziedziczył to umiłowanie po swym ojcu Ignacym, ongiś pierwszym gospodarzu na Zabrniu w parafii Szczucin w ziemi tarnowskiej. „Albertówka” to nie jedyne dzieło ks. Głoda, jego parafialna jadłodajnia we Wrocławiu wydaje dziennie 300 posiłków dla ubogich. Wszystkie biedne dzieci w jego parafii zdążyły przeżyć przynajmniej raz piękne wakacje w Górach Sowich. Młodzieżowe grupy parafialne nie muszą się martwić, gdzie zorganizować kolejny weekend odosobnienia i skupienia modlitewnego.

Ks. dr Franciszek Głód przed 30-tu laty ukończył studia psychologiczne na KUL-u. Założył Studium Rodzinne w  parafii św. Elżbiety, prowadzi wykłady z zakresu psychologii rodziny na Papieskim Wydziale Teologicznym, wydał kilka mądrych i praktycznych książek. Ale przede wszystkim jest proboszczem na ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu.



2008-06-15

ARTYŚCI.

U św. Marcina odbyło się dziękczynienie za 25 lat istnienia Duszpasterstwa Środowisk Twórczych we Wrocławiu. Przewodniczył i słowo powiedział ( w otoczeniu kolejnych duszpasterzy) ks. abp Marian Gołębiewski. Pięknie brzmiała oprawa muzyczna liturgii. Po Mszy św. była agapa w Domu Jana Pawła II obok kościoła św. Krzyża na Ostrowie Tumskim.

W rozmowach wspominano ludzi i różne wydarzenia artystyczne, które miały miejsce w minionym ćwierćwieczu. We wspomnieniach, jak zwykle, nie pamiętano chwil złych czy nieudanych i nieprzyjemnych. Dlatego atmosfera była pełna radości i miłego na nowo rozpoznawania czasu. Potrzebne są takie chwile ludziom bezsprzecznie starzejącym się, ale i tym młodym, przypatrującym się z życzliwością temu co było. Pani historia uczy nowe pokolenia na materiale już przerobionym.Dwadzieścia pięć lat naszego Duszpasterstwa, które powstało w czasie stanu wojennego, to także dokonania Pana Boga w duszach twórców. Trudny czas przyniósł wiele nawróceń, otwarcia serc na działanie łaski Bożej. Zaangażowanie artystów w prace i wydarzenia duszpasterstwa wynikały nie tylko z chęci zaistnienia w tak niezwykłej przestrzeni, jaką stwarza wnętrze świątyni, ale w wielu wypadkach prowokowane było odnalezioną w sercu nową tęsknotą i wewnętrznym parciem ku najwyższym wartościom. I za to przede wszystkim dziękowałem dziś Panu Bogu podczas jubileuszowej Eucharystii.

2008-06-14

BICIE PIANY.

Dzieci zafundowały sobie dziecko, a starsi mają problem… polityczny.

A swoją drogą, skąd u pana Millera tyle troski o 14-latkę? I po co mu ta autoaureola dobrego dziadziusia fundującego zagraniczną skrobankę?

Komuna zawsze żywiła się ludzkim nieszczęściem, zdejmowaniem krzyża i odbieraniem praw katolikom. Przez jakiś czas będzie słychać bicie piany lewicowej w Polsce.



2008-06-13

KLUCZ.

Dziś wieczorem zauważyłem, jak młody chłopak zapalił czerwoną świecę przed figurą św. Antoniego, a potem  klęczał skupiony. Zagadnąłem znienacka: czy to dlatego, że on zawsze był młody? -To mój patron, a poza tym kiedyś zgubiłem się Panu Bogu, a on mnie odnalazł. Ksiądz wybaczy, ale nie chcę do tego wracać. Odwrócił się i szedł ku wyjściu. – Szczęść Boże! - rzuciłem mu w plecy. Odwrócił się i z uśmiechem oddał: no, żeby ksiądz wiedział, to ogromne szczęście! Nie chciał dalej rozmawiać. Popatrzyłem na figurę świętego z Jezusem na ręku i z bułką w drugiej dłoni i pomyślałem: zawsze odnajdywałeś zapodziane gdzieś klucze. Czy to znaczy, że człowiek pasuje do zamka w bramie Królestwa niebieskiego?


2008-06-12

ZA OCEANEM.

Pamiętam sprzed wielu lat piękne małżeństwo pracujące w polskiej parafii w Mississauga, blisko Toronto w Kanadzie. Zadziwiali mnie swoim radosnym usposobieniem w pracy charytatywnej, uczynnością i profesjonalizmem w prowadzeniu różnych projektów duszpasterskich w wielkiej parafii. Dopiero w niedzielę przy ołtarzu odkryłem, że on jest diakonem stałym. Pokora i zwyczajność w traktowaniu siebie.

W Polsce musi ruszyć front działań formacyjnych wobec młodych małżeństw. Bowiem w procedurach kancelaryjnych przed zawarciem małżeństwa zwykle wychodzi na jaw żenująco niski poziom wiedzy religijnej, a zachowanie młodych gości na Mszy ślubnej przypomina niemy spektakl teatralny. Trzymiesięczne kursy przedmałżeńskie, jak się okazuje, często są nikomu niepotrzebną formalnością. Młodzi zwykle zadyszani biegają po parafiach na miesiąc przed ślubem w poszukiwaniu kursu. Duszpasterze ratują sytuację i poprzestają na kilkutygodniowych spotkaniach, albo, ostatecznie przyparci do muru, proponują weekendowe dni skupienia dla narzeczonych. Beznadziejność wychyla się też z faktu, że narzeczeni nigdy narzeczonymi nie byli.

Za oceanem mówi się o katolikach, że gdy zdeklarują się wierzącymi, to należą do Kościoła ciałem i duszą. Angażują się mocno w życie parafialne. Młodzi pięknie dojrzewają do wiary i do apostołowania w wierze. Z młodych rodzin łatwo jest wybrać i wykształcić stałych diakonów.



2008-06-11

DIAKONI.

Mamy już w Polsce stałych diakonów. Na razie po jednym w Toruniu i w Pelplinie. Owoc czasu soborowego dojrzewał długo w naszym Kościele. Biskupi polscy bardzo ostrożnie idą drogą włączanie świeckich w struktury Kościoła. Po prostu ten skamieniały klerykalizm nie kruszał, bo dość było kapłanów. Dzisiaj to się zaczyna zmieniać. Kraje Zachodu właśnie z braku powołań, natychmiast otwarły bramy dla diakonów żonatych. U nas pierwszym krokiem, i to od niedawna, było ustanowienie świeckich szafarzy Eucharystii w parafiach. Diakon w parafii ma większe prerogatywy: może odprawiać nabożeństwa, błogosławić śluby, prowadzić pogrzeby, udzielać Komunii i głosić kazania. Nie może jednak odprawiać Mszy świętej i słuchać spowiedzi.

Dobrze jest, gdy ilość powołań kapłańskich nie maleje, bo kapłan nieprzeciążony pracą w parafii jest skuteczniejszy i bardziej pomysłowy duszpastersko. Ale z drugiej strony Kościół nie może być rzeczpospolitą duchownych.



2008-06-10

URZĄD.

Fiskus wojewódzki to tak wielka machina biurokratyczna, że nikt nie powinien zbytnio się gorszyć, spotykając się z urzędniczym bałaganem. A po drugie człowiek jest ułomny i każdemu pomyłka może się zdarzyć.  Ja się nie gorszę, ale żyję z lękiem pod skórą, bo mogę usłyszeć przez telefon, że pani urzędniczka chce się upewnić, czy ma wszystko OK w szufladzie z moimi papierami i poprosi mnie, bym przybył z duplikatami, albo je przysłał faxem. Oczywiście, pobiegnę z dowodami w zębach, albo je przefaksuję, bo lubię te miłe panie. Ale w głowie będzie mi się jarzyło pytanie, czy urzędniczka nie może poprosić swą koleżankę z archiwum o sprawdzenie? - Nie może, bo w takiej masie papierów grzebanie w szafach z dokumentami może spowodować bałagan (albo go ujawnić), a koleżanka może się nieprzyjemnie obruszyć. Siedzi więc (nie)możny urząd na swoim miejscu, a podatnicy (odrywając się od swojej pracy) raz i drugi, i trzeci dobiegają promieniście. Kto tu i z czyich pieniędzy bierze pensje? Kto tu komu powinien służyć?

 



2008-06-09

SPORT.

Nie wszyscy Polacy przegrywają. Robert Kubica wygrał w Kanadzie!


2008-06-08

PIŁKA EURO.

Polska rozpoczęła kopane Euro 2008 i to z Niemcami. Już dwa tygodnie wcześniej dał się słyszeć huk medialny o wygranej Polskiej drużyny. W tym huku nie można było dojrzeć żadnego rozsądnego sportowca czy kibica. Nawet prezydent Wrocławia bał się wychylić z poprawności obowiązującej, bo przecież okrzyczany byłby niepatriotą! To się nazywa dodawanie medialnego „pałera” naszym chłopakom. No i wygrali… handlarze piwa. Na wlewanie w siebie obie sytuacje, wygrana czy przegrana, są dobre.

Gdy na 20 minut przed końcem meczu usłyszałem w radiowej jedynce: „Niemcy prowadzą 1: 0, ale nasza reprezentacja wcale nie rezygnuje”, pomyślałem, że to pasuje na zakończenie Mistrzostw Euro 2008. Nawet druga piłka w naszej siatce nie wtrąciła mnie w przepaść rozpaczy!



2008-06-07

LEDNICA.

Pięknem Lednicy jest nie woda, nie brzegi porośnięte zielonym tatarakiem, nawet nie wielka stalowa ryba-brama. Lednica promieniuje radością, to jest jej prawdziwe piękno. W tym roku młodzi zgromadzili się, by usłyszeć Chrystusowe wyznanie: „Jesteście moimi przyjaciółmi”. Każda dziewczyna i każdy chłopak, który tam się znalazł, musi usłyszeć w swojej duszy bardzo intymne, pełne miłości, ale i uszanowania dla wolności, indywidualne pytanie: czy chcesz być moim przyjacielem? Tak pyta Jezus, który nas wszystkich wcześniej umiłował.

W homilii ks. bp Edward Dajczak powiedział: „Przyjaźni nam potrzeba. Coś się stało, że nie ma miejsca w życiu na przyjaźń, bo ledwie podrośniemy już jest chłopiec i dziewczyna, już musi być gra miłości”. Straszna cywilizacja obrazkowo-doznaniowa okrawa młodość z jej najpiękniejszych, najdelikatniejszych i bezinteresownych, wielkich uczuć i doznań. Młodzi zbyt szybko i niecierpliwie uruchamiają między sobą ciało, a cały cudowny skarbiec duszy, zostawiony na później, może nigdy nie być otwarty.

Przejście przez rybę-bramę z odrzuceniem maski i przyjęciem Jezusa jako Przyjaciela, może także otworzyć dusze na przyjaźń wzajemną młodych. Jezus doskonale uczy przyjaźni. Jego Ewangelia zawiera wiele lekcji na temat prawdziwych przyjaciół.



2008-06-06

ŚWIĘTE ODWIEDZINY.

Po kraju wędrują relikwie kilku świętych Pańskich. Błogosławiona Karolina Kuzkówna przyjmowana jest w środowisku młodych, szczególnie w Małopolsce. Tam ona wzrastała i tam dojrzewała jej wiara aż do bohaterstwa w walce o czystość dla Chrystusa. Tam tworzą się liczne kręgi jej młodych naśladowców. Chłopcy i dziewczęta, stojący na progu do małżeństwa, zapatrzeni w Karolinę, przyrzekaja Bogu piękne życie narzeczeńskie, czystość aż do ślubu sakramentalnego.

Najnowszy święty gość przybywa z Italii. Bohaterska matka, która oddała swe życie dla uratowania rodzonego dziecka. Joanna Beretta Mola, młoda, z pełną kulturą, piękna i zadbana pani, romantycznie kochająca swego męża i bezgranicznie oddana ich własnym dzieciom, przynosi ze sobą wzór współczesnej świętości. Jej relikwie odwiedzają obecnie archidiecezję wrocławską, w przyszłym roku powitamy je w samym Wrocławiu.



2008-06-05

BLISKOŚĆ.

 W przestrzeni wiary jest pojęcie: bliskość, wyraża ono ludzkie pragnienie spotkania z Bogiem. Miejsca święte odwiedzane są przez pątników dlatego, że zostały wybrane spośród innych miejsc na ziemi dla spotkania człowieka z Bogiem. Podobnie i ludzie święci są znakami bliskości Boga na ziemi. Po śmierci ich relikwie w dalszym ciągu przypominają nam o obecności Boga działającego na ziemi. Przez przyjęcie w domu, czy w parafii relikwii, dziękujemy Bogu za uświęcenie człowieka, a jednocześnie czujemy bliskość tego wyjątkowego i kochanego człowieka. Wielu niedowiarków gorszyło się widokiem tłumów przepychających się ku Janowi Pawłowi, każdy chciał go dotknąć, poczuć obecność człowieka niezwykłego, wybrańca Bożego. Nie gorszyć się tu trzeba, ale pochylić się z pokorą wobec bliskości Boga mieszkającego w człowieku.



2008-06-04

PŁACZ WE WROCŁAWIU.

Sportowcy dziś smucą się w całej Polsce, ale we Wrocławiu najbardziej przejmujący jest szloch tych, którzy do końca czuwali przy Agacie Mróz, złotej siatkarce, w jej ostatnim meczu. Przegrała z białaczką. Przeszczep szpiku kości nie uratował jej życia. Płaczą koleżanki z drużyny. Cierpi mama Agaty. Dzielnie ten smutek znosi mąż Jacek, którego żona dwa miesiące temu obdarzyła dzieciątkiem, ma dalej dla kogo żyć.

Ciężko jest żegnać osobę odchodzącą z tego świata, gdy ma zaledwie 26 lat i pięknie rokującą nadzieję dynamicznego życia. Walka o życie zawsze obowiązuje. Tak samo jak walka o Wieczność. Płacz w jednym i drugim wypadku niewiele pomaga, chyba że jest to płacz serca rozmodlonego.



2008-06-03

MASKOTKA.

Żywą Maskotkę zafundowała sobie PO. Choć żyje od dawna i bulwersuje opinię publiczną, to dopiero od niedawna otrzymała nominację na dynamiczne logo obozu rządzącego. Bo jakże inaczej traktować naganę, w sytuacji, gdy opinia publiczna oczekiwała wykluczenia. Sama Maskotka obawiała się tego najgorszego. Dziś wie, że zupełnie niepotrzebnie, bo jest potrzebna partii. Kto to taki? Pewien bogaty pan, który wstąpił w szeregi polityków, by wśród nich pobawić się nieco, aż mu się znudzi. Bawi się fatałaszkami i różnymi brzydkimi rzeczami. Produkuje brzydkie oskarżenia i durne pytania, byleby tylko dokuczyć mądrzejszym od siebie. Fascynują się nim media dworskie.

Nurtuje mnie tylko jedno pytanie: czy to prawda, że wyborcy dumni są z takiego ich przedstawiciela w Sejmie polskim?



2008-06-02

SĄSIEDZI.

Wyraźnie mamy wielki urodzaj na różnego rodzaju „dni”. Dziś w Europie obchodzi się Dzień Sąsiada. Podobno zwolenników tej idei w 29 krajach UN jest już około 8 milionów. Idea jest prosta, jak wiele innych dobrych pomysłów wymyślonych przez Francuzów. Trzeba po prostu zdobyć się na odwagę i zaprosić sąsiadów na kawę czy herbatę popołudniową. Proste to, ale i trudne.

W naszej parafii, gdzie domki są otoczone ogródkami, płot ogrodu jest granicą nie do przekroczenia. Każda posesja to suwerenne terytorium, nawet kotu nie wolno przekraczać granic. Sąsiedzi z końca ulicy nie znają nazwiska sąsiada mieszkającego na początku. W bardzo wielu domkach mieszkają staruszkowie, z których jedna osoba ma trochę więcej siły i opiekuje się drugą. W parafii mieszka sporo wdów, mężczyźni szybciej schodzą z tego świata. Osamotnione babcie żyją jedną ideą: chronić! Trzeba pilnować willi aż do powrotu wnucząt, których rodzice przed laty wyprowadzili się do blokowisk. Inne pilnują, choć już nie maja na kogo czekać, bo dzieci czy wnuki wyfrunęły za granicę i na razie nie zdradzają chęci powrotu. Gdy odwiedzam te osoby, często muszę długo dzwonić u bramy i czekać, nim wszystkie rygle zostaną odciągnięte.

W rodzinach średniego wieku nikt na nic nie ma czasu. Nowe firmy tak żyłują swych młodych pracowników, że ci wychodzą rankiem, a wracają wieczorem do domu. Jedynie dzieci potrafią przełamywać opory i granice. Grają w piłkę na całej ulicy, lub zapraszają koleżeństwo do mieszkania na gry komputerowe bez zważania na ogrodzenia posesji.



2008-06-01

DŁUG WDZIĘCZNOŚCI.

Dzień Dziękczynienia został dziś zainaugurowany przez abpa Kazimierza Nycza na Polach Wilanowskich w Warszawie. Była uroczysta Eucharystia i wokół Świątyni Opatrzności wielki piknik rodzinny, bo przecież dziś jest Dzień Dziecka. Ordynariusz warszawski ma nadzieję, że z biegiem lat idea Dnia Wdzięczności w każdą pierwszą niedzielę czerwca obejmie całą Polskę, bo Polacy mają komu i mają za co dziękować. Pomysł ten powstał, jak można się domyślać, z wołania dziadów i pradziadów naszych, którzy przed dwustu laty, w podzięce za opiekę, przyrzekli Opatrzności Bożej wybudować świątynię. Dziś znowu cieszymy się suwerennością kraju, trzeba więc podziękować Bogu, że przeprowadził nas bezpiecznie przez wieki niewoli i doprowadził aż do dzisiejszej wolności. Spłacając dług przodków, dołączamy do nich z własnym dziękczynieniem. Poza Panem Bogiem winniśmy naszą wdzięczność okazać wielkim Polakom, ta świątynia będzie również pomnikiem ich bohaterstwa, chwały i świętości. Ten coroczny dzień będzie także przypominał nam o sztuce dziękowania sobie wzajemnie w rodzinach, w pracy, na uczelniach, wszędzie.

Jest to na pewno dobra idea i świetny pomysł. Dzisiejsza zbiórka pieniędzy w kościołach nie tylko wesprze budowę świątyni, ale także uświadomi Polakom, jak piękne jest polskie słowo „dziękuję”.


2008-05-31

KAPŁAŃSTWO NIE DLA KOBIET.

Ochronie natury i ważności sakramentu kapłaństwa, a więc aby nie wypaczano woli Chrystusa rozumianej jednoznacznie od początku przez Kościół na Wschodzie i na Zachodzie, ma służyć obowiązujący odwczoraj dokument Kongregacji Nauki Wiary. Z treści dokumentu wynika, że osoba usiłująca udzielić święceń kapłańskich kobiecie, jak i kobieta usiłująca je przyjąć, podlegają karze ekskomuniki wiążącej mocą samego prawa, zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej.

W ostatnich trzydziestu latach różne środowiska świeckie, zwłaszcza w krajach mocno dotkniętych reformacją, starały się stworzyć wrażenie wielkiej krzywdy uczynionej kobietom przez niedopuszczanie ich do święceń kapłańskich. Pamiętam, jak w mediach anglo- i niemieckojęzycznych krytykowano Jana Pawła II za wypowiedź, iż sam Chrystus wyznaczył do sakramentalnego kapłaństwa tylko mężczyzn. Teraz abp Angelo Amato, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, jednoznacznie potwierdza słowa Sługi Bożego: „Podstawowa racja jest jedna. Kościół nie czuje się władny zmieniać wolę swego Założyciela Jezusa Chrystusa”. Tak więc kropka nad „i” postawiona.  Roma locuta, causa finta!


2008-05-30

POWOŁANIE KAPŁAŃSKIE.

Dziś, w Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, cały Kościół, już po raz czternasty, modli się o uświęcenie kapłanów. Kongregacja ds. Duchowieństwa wystosowała z tej okazji specjalny list, w którym można przeczytać: „Jedynym właściwym wymiarem naszego świętego powołania jest radykalizm. To całkowite poświęcenie może dokonać się w nas jedynie jako ponawiana i przemodlona decyzja, którą Chrystus urzeczywistnia potem dzień po dniu. Jakakolwiek postawa inna niż rzeczywista relacja z Nim może stać się ideologiczna”.

Z tym dokumentem Stolicy Apostolskiej pięknie, ale i niepokojąco, współbrzmią słowa biskupów polskich w liście do kapłanów na tegoroczny Wielki Czwartek: „U niektórych kapłanów pojawiło się myślenie o zatrudnieniu w Kościele jako o umowie z Kościołem, którą można zawrzeć, podpisać, i którą można również zmienić, a nawet zerwać.[…] Powiedzmy jasno: nie ma Chrystusa bez Kościoła. I nie ma Kościoła bez Chrystusa. Fundamentem Kościoła – wspólnoty uczniów Jezusa Chrystusa – jest On sam: ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan. Osobista, głęboka więź z Chrystusem, przyjęcie Jego stylu służby człowiekowi powinno stanowić najważniejszy rys tożsamości każdego chrześcijanina, a tym bardziej każdego kapłana”.

Modlić się trzeba gorąco do Chrystusa-Kapłana, aby żaden młody ksiądz nie usprawiedliwiał się przed swym przełożonym: „takie czasy, jesteśmy innym pokoleniem”.

 



2008-05-29

BALONIKI Z WODĄ.

Wczorajszy dzień był zupełnie inny w Poczdamie dla Eryki Steinbach, szefowej Związku Wypędzonych, niż dla Nicolasa Sarkozy w Warszawie. Kiedyś i pani Steinbach była w Warszawie. Pamięta, że na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego była grzecznie przez studentów wysłuchana. Nic dziwnego, była przecież gościem w środowisku młodej inteligencji polskiej.

Na uniwersytecie poczdamskim studenci nie tylko nie pozwolili jej mówić o wysiedleniach po II wojnie światowej, ale w ogóle nie wpuścili jej do Audytorium Maximum. W progu powitał ją wielki transparent z jednym słowem: „Spieprzaj!” A młodzież obrzuciła ją balonikami z wodą. Przez trzy budynki ratowała się ucieczką, nigdzie nie znalazła przyjęcia. Wezwana policja nie mogła uspokoić rozgniewanych młodych Niemców, którzy dość mają rewanżyzmu, upolityczniania i fałszowania historii.

Nieszczęśliwa wykładowczyni skarżyła się, że nigdy wcześniej w żadnym uniwersytecie nie doznała takiego (nie)przyjęcia. Tempora mutantur… To może oznaczać początek końca dla tych, którzy nieźle sobie zarabiają -wśród starych Niemców mieszkających kiedyś nad Odrą- na tragicznym temacie powojennego przesiedlenia w głąb Rzeszy. Studenci wyjaśnili pani Eryce (na transparencie), że w wyborach do Reichstagu w 1933 roku Hitler miał najwięcej zwolenników właśnie na ziemiach, które dziś należą do Polski!



2008-05-28

MĄŻ STANU.

Nicolas Sarkozy przyleciał do Warszawy dokładnie na pół dnia. Podpisał z naszym prezydentem deklarację o polsko-francuskim partnerstwie strategicznym, która mówi o ścisłej współpracy politycznej, gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Spotkał się też z naszym premierem. Pan Tusk w swojej kiepsko dopasowanej marynarce, z nieskładnymi ruchami rąk i rozbieganymi oczami robił wrażenie siostrzeńca, którego odwiedził niespodzianie bardzo bogaty wuj. Francuski gość obdarował naszych najwyższych polityków takimi samymi butelkami najwyższej klasy koniaku. Oczywiście dziennikarze natychmiast podzielili się na dwa obozy. Jedni zakrzyknęli: faux-pas! Taki Francuz i takie faux-pas!!! A drudzy odpowiedzieli: ależ to wspaniały i wymowny symbol! Prezydent francuski chciał, traktując równo, pogodzić zwaśnionego polskiego premiera z polskim prezydentem. -Inna rzecz, że zwykle ludzie godzą się, pijąc wspólnie koniak, a nie zabierając każdy swoja butelkę do domu...

Oczywiście, gwoździem programu wizyty było przemówienie prezydenta Francji w polskim Parlamencie. Oczarował wszystkich! Mówił zgrabnie, ze swadą, z uśmiechem i, gdy trzeba, z poważną miną. Żonglował słowami: przyjaźń, wierność, przeszłość, przyszłość, Europa… Szczytu sięgnął, gdy obiecał, że od pierwszego lipca polski robotnik będzie mógł pracować dla francuskiego pana. Długa owacja na stojąco. Kilka słodkich uśmiechów do kamery, subtelne pa-pa dłonią prezydencką i… koniec.

Pan Wojciech Pszoniak, aktor bywający na paryskim bruku, westchnął żałośnie w TVN coś na temat braku w Polsce takiego męża stanu.



2008-05-27

NIESPRAWIEDLIWOŚCI CIĄG DALSZY.

Wyrok na Ireneusza K., zabójcę Grzegorza Przemyka, dziś wydany: 4 lata pozbawienia wolności. Wobec poprzednio 4-krotnego uniewinnienia jest to zwycięstwo sprawiedliwości, tak podają niektóre komentarze. Myślę, że nawet przy tym wyroku nie może być mowy o sprawiedliwości. Skatowanie przez milicjantów człowieka na śmierć tylko dlatego, że nie miał przy sobie dowodu osobistego, jest zbrodnią wołającą o pomstę do Nieba! Zbrodnia ta wywołała wielkie trzęsienie ziemi na szczytach bezpieki. I tam przede wszystkim trzeba szukać winnych. Ireneusz K., królik doświadczalny pseudo sprawiedliwości post komunistycznej, przez 25 lat – po zmianie ustroju - nie zaznał spokoju – pięć razy sądzony w tej samej sprawie! Wyroki uniewinniające spokoju mu nie przysparzały. Cierpieli również zupełnie niewinni ludzie – sanitariusze. Tymczasem generał Kiszczak, dyktujący brzmienie wyroku ze wskazaniem na sanitariuszy jako sprawców morderstwa, chodzi sobie w pełnej wolności po polskiej ziemi.



2008-05-26

DZIEŃ MATKI.

Zaprosiłem parafian na modlitwę za własne mamy. Kościół był pięknie wypełniony. Modliliśmy się najpierw na majówce, a potem w modlitwie wiernych podczas Mszy św. Poprosiłem wczoraj, by, kto zechce, napisał słowa wdzięczności i miłości dla swojej mamy, żyjącej na ziemi czy już w wieczności, i złożył na ołtarzu. Nasza modlitwa powszechna była poszerzona właśnie o te piękne wyznania i prośby.

Pierwszy raz zaproponowałem taką formę modlitwy. Myślę, że w następnych latach nabierze  rumieńców. Ważne jest, by uroczystości i święta rodzinne wiązać z Eucharystią, z modlitwą wspólnotową, z otwarciem się rodzin nawzajem na siebie w parafii. Starsze, samotne panie miały łzy w oczach, bo zobaczyły, że nie są aż tak samotne, jak w swoich czterech ścianach odczuwają, bo przecież ktoś i za nie dziś pomodlił się.


2008-05-25

ZNICZ WIARY DLA CHIN.

Z inicjatywy europejskiej organizacji „Kościół w Potrzebie” wczorajsza sobota była dniem modlitw za Kościół katolicki w Chinach. Oba Kościoły chińskie, i ten oficjalny, tolerowany i manipulowany przez komunistów, i ten podziemny, tropiony i prześladowany za łączność ze Stolicą Apostolską, są w wielkiej potrzebie. Potrzebują gigantycznego wsparcia w modlitwie całego Kościoła powszechnego.

Wszystkie poczynania dyplomacji watykańskiej dążące do porozumienia z rządem chińskim owocują jedynym skutkiem: mnożeniem warunków stawianych Stolicy Apostolskiej. Ze strony chińskiej nie ma ustępstw. W związku z przyszłą Olimpiadą w Kraju Środka, dla zrobienia wrażenia na Europie, komuniści posłali śpiewaków i orkiestrę do Watykanu z muzyką Mozarta. Ta maska jednak nie zrobiła wrażenia na monsiniorach za Żelazną Bramą. Papież pragnie porozumienia, bo chce ulżyć tragicznej doli katolików świeckich, biskupów i kapłanów, ale są granice, których przekroczyć nie wolno.

Buta polityczna i pewność siebie władców chińskich jest tak wielka, że chyba tylko Bóg potrafi ich doprowadzić do pokornej tolerancji wobec religii.



2008-05-24

MEMENTO Z NIEBA.

Dziś we Lwowie odbyła się wielka uroczystość beatyfikacji s. Marty Wieckiej, polskiej szarytki, która umarła w 1904 roku mając 30 lat, w tym 12 w zakonie jako pielęgniarka w szpitalach we Lwowie, Podhajcach, w Bochni i w Śniatyniu, a pochodziła z Pomorza. Tysiąc sióstr zakonnych otoczyło wizerunek nowej Błogosławionej, która potrafiła pielęgnować chorych bez względu na narodowość czy religię; w każdym chorym widziała Chrystusa, Jemu usługiwała. Sama wiele cierpiała i dużo się modliła.

Doświadczył ją Pan Jezus wielkim cierpieniem duchowym. Jeden z zazdrosnych (i zdemoralizowanych) pacjentów, po wyjściu ze szpitala, rzucił haniebną potwarz na s. Martę, rozpowiadając plotkę, że jest w ciąży. Obrzucona takim błotem pokorna pielęgniarka cierpiała potwornie. Jej przełożona była dla niej ostoją i pociechą. Oszczerca próbował nawet atakować zakonnice z nożem w ręku. Dopiero na łożu śmierci wyznał swoje łotrostwo i odwołał oszczerstwo. Jezus cudownie przemówił do niej z krzyża, zachęcając do cierpliwego znoszenia przeciwności. Siostra Marta zaraziła się tyfusem przy odkażaniu sali chorych, a podjęła się tej roboty, z całą świadomością zagrożenia, wyręczając pielęgniarza, który miał rodzinę na utrzymaniu.

Świadkowie jej umierania chwilę przyjęcia Wiatyku i odejście pełne spokoju nazwali miłosną ekstazą. Jezus miłosierny zabrał ją do Nieba.Świat medyczny otrzymał nową patronkę. Ale też dziennikarze, którzy jak głodne hieny rzucają się na każdą plotkę seksualną, tratując po drodze godność ludzką i honor kobiety, otrzymali wyraźne memento prosto z Nieba.

 



2008-05-23

NIESPODZIANKA.

Dziś w kancelarii miałem trudną rozmowę. To się zdarza z małżeństwami tak zwanego drugiego rzutu. Zaczęło się od ostrego ataku na Kościół (oczywiście, oberwało się przede wszystkim mnie, proboszczowi) za ból serca rodziców, którym nie pozwala się przyjąć Komunii św., gdy dziecko czyni to pierwszy raz. Mężczyzna przytoczył jeszcze inną sytuację, gdy w jakiejś wiejskiej parafii nie dopuszczono go do roli ojca chrzestnego, gdyż jego pierwsza żona, ślubna, żyje i tam mieszka. Emocje szybko sięgnęły zenitu i zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. W końcu powiedziałem: nikt by inaczej państwu istoty tej kwestii nie przedstawił, ani nasz kochany Ojciec św. (na którego dobroć i mądrość kilka razy pani się powoływała), ani Ojciec Pio, ani Siostra Faustyna… Wreszcie, na pożegnanie, zaprosiłem rozgoryczoną parę na wieczorną Eucharystię.

Szedłem ciężkimi stopami do ołtarza, jak pod wielką górę. A tam żywa niespodzianka - czekał na mnie mój Pan, Wspomożyciel. Spojrzałem pod chór, gdy czytałem Ewangelię: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11-12). Jezus, stanął po mojej stronie. Chwała Tobie, Panie! W homilii powtórzyłem w skrócie to, co wyjaśniałem w kancelarii: cudzołóstwo – zapisane w Dekalogu - jest grzechem śmiertelnym, zabija życie Boże w duszy. Człowiek może powrócić do życia duchowego przez radykalne swe nawrócenie. Bóg na nowo musi być zaproszony jako niepodważalny Autorytet.

Po Eucharystii zupełną niespodzianką było to, że ci państwo przyszli do zakrystii z jednym zdaniem: „Dziękujemy za zaproszenie na Mszę świętą”.

 



2008-05-22

KOŁO SIĘ TOCZY

Paskudna gra nieprzyjemnie się rozszerza. GW wydrukowała (niestety, napastliwy) apel wielu znanych osób publicznych w obronie dobrego imienia Lecha Wałęsy, przeciwko redaktorom niewydanej jeszcze książki na temat „Bolka”. Niedługo potem ukazał się apel kilkunastu mniej lub więcej znanych działaczy w obronie wolności badań naukowych, historycznych. Za jednymi i drugimi tworzą się sznurki rozochoconych komentatorów w sieci. Nie przebierają w słowach. Leją na oślep.

Gdy przeczytałem Andrzejowi listę nazwisk w GW, ze zdziwieniem pytając, czy wie, co tam robi pan Jerzy Buzek, usłyszałem odpowiedź charakterystyczną: no, jednego porządnego to oni mogą mieć.

Gra pewnie toczyć się będzie dalej, jak koło puszczone z wysokiej góry. Może wydanie książki ją zakończy, a może nie… Nasze czasy (drugiej odzyskanej wolności) nie mają szczęścia, jak wtedy po roku 1918. Tamtym prezydentom historia do dziś w pas się kłania.

 



2008-05-21

MONITORING.

Konkubent 36-letniej Iwony K. zakatował na śmierć jej 3,5- letniego synka Bartka. Posłów w naszym Sejmie ogarnęła zgroza. Zaczęli myśleć, bo przecież tak nie może być! I co wymyślili? Jakie remedium znaleźli? – Wprowadzenie w kraju elektronicznego monitoringu wszystkich dzieci. Jasne! Już przecież mamy elektroniczne opaski dla przestępców przebywających poza więzieniem.

Gdy słyszę dziś tę straszną historię „ludzi wolnych”, przypominam sobie sprzed lat pełne obśmianie w sejmie projektu prawicowych posłów dotyczącego sprawdzanie uczniów szwędających się poza domem po godzinie 21-ej. Jakiż krzyk podniósł się wtedy w fotelach po lewej stronie sejmowej: zamach na podstawowe prawo człowieka, na wolność osobistą!

I pamiętam też sprzed 44-ech lat słowa bardzo mądrego kapłana, mego późniejszego szefa w DA, księdza Aleksandra Zienkiewicza, na moich prymicjach. Mówił wtedy o zbliżającym się zagrożeniu bezpieczeństwa społecznego poprzez likwidowanie hamulców moralnych w rodzinie, w szkole i w zbiorowiskach pracy. Mówił: gdy się wyeliminuje Dekalog i Ewangelię z życia społecznego, co pozostanie? – Trzeba będzie stworzyć nową klasę urzędników: kontrolerów, nad- i podkontrolerów, kontrolerów ogólnych i szczegółowych, kontrolerów, którzy będą kontrolować innych kontrolerów, itd… Piramida kontrolerów. Monitoring to bardzo nowoczesne słowo.


2008-05-20

GRA W DUPAKA.

Komu zależy na tej paskudnej grze w Polsce? IPN ogłasza, że za kilka tygodni wyda książkę z najnowszymi odnalezionymi w archiwach SB dokumentami mającymi świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką. Były prezydent wzburzony wyraźnie dziś rano w radiowej Jedynce replikuje: ”Oświadczam panu, całej Polsce i światu – nigdy nie byłem agentem SB”.

Trudno pojąć tę sytuację. Czy historycy, mając dokumenty na temat agentury ubeckiej pana Wałęsy, nie mogą spotkać się z nim i skutecznie dojść do prawdy przed wydaniem książki? Czy naukowiec badający niedawną przeszłość nie powinien skonfrontować swych wniosków z żyjącym człowiekiem – źródłem osobowym? I wreszcie, czy ludzi nauki nie obowiązują zasady etyczne chroniące cześć i honor człowieka?

Z drugiej strony, dlaczego człowiek kryształowo czysty tak bardzo nerwowo reaguje we własnej obronie? Dlaczego nie ujawnia prawdy (skoro ją zna), a jedynie ogłasza, że jest w posiadaniu niezbitych dowodów? Po co to rozlewanie na Polskę nieprzyjemnych i jadowitych domysłów? Ta gra skłóca ludzi w całym kraju. Na co komu to czekanie?...

To jest wyraźnie (lekko zmodyfikowana) „gra w dupaka”. Jeden drugiemu chce przylać, ale zwleka, bo nie wiadomo, kto komu przyleje mocniej.


2008-05-19

W DESZCZU.

W rzęsistym deszczu na ziemi dolnośląskiej odbyła się wczoraj niezwykła uroczystość ogłoszenia przez Stolicę Apostolską świętą Marię de Mattias patronką miasta Bolesławiec, Włoszkę, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Ogłoszenia dokonał w obecności licznie zgromadzonych mieszkańców ks. abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski. Była też obecna przełożona generalna Zgromadzenia, s. Bernarda Kristič, Chorwatka, wraz z członkiniami Rady Generalnej i świeckimi działaczami włoskiego miasta Vallecorsa, miejsca urodzenia św. Patronki.
Po II wojnie światowej polskie siostry adoratorki w Chorwacji skorzystały z otwarcia granic i z wieloma polskimi rodzinami przybyły do Polski i osiadły tuż za nową granicą, właśnie w Bolesławcu. Spełniło się marzenie s. Lidwiny Sikory, pierwszej polskiej adoratorki Krwi Chrystusa, która jeszcze przed I wojną światową spod Krakowa zawędrowała do Chorwacji i tam odnalazła sens swego powołania. Przez ponad 40 lat nosiła w sercu pragnienie przeszczepienia charyzmatu do Ojczyzny. Wyjazd z Chorwacji był również znakiem Opatrzności Bożej. Dzięki temu siostry uniknęły prześladowania, jakie wkrótce rozpętał w Jugosławii komunistyczny reżym Josipa Broz-Tito. W Bolesławcu siostry zapisały się dobrymi czynami i modlitwami w sercach wierzących mieszkańców, potrzebujących wyraźnego duchowego stymulatora w procesie integracji powojennej. Stworzyły wspaniały ośrodek rekolekcyjny dla młodzieży całej Metropolii Wrocławskiej. Dziś bez sióstr, jak i bez ceramiki, nie można sobie wyobrazić Bolesławca. Na rogatkach obok dzbanów powinna teraz stanąć figura św. Patronki.
Koncelebrowałem w deszczu, mając za sobą pod parasolami rzeszę mieszkańców z prezydentem miasta na czele, i myślałem sobie: tak właśnie należy budować według Serca Jezusowego nowy dom europejski, uwolniony od totalitaryzmów.



2008-05-18

JAN PAWEŁ ŻYJE.

Gdyby Jan Paweł II żył, obchodziłby dziś 88-me urodziny – taką informację usłyszałem dziś rano przez radio. - Ależ On żyje! – krzyknąłem i dreszcz przeszedł mi po plecach. Żyje i to wcale nie tylko w naszych myślach i wspomnieniach. Nasza pamięć jest za krucha, by udźwignąć jego życie. Jan Paweł żyje realnie, choć niewidzialnie, samodzielnie i niezależnie od naszych chęci czy pragnień. Gdyby tak nie było, to psu na buty przydałyby się nasze modlitwy o Jego wyniesienie do chwały ołtarzy, a wołanie o rychłą beatyfikację, „santo subito”, byłoby zwykłą rozróbą wewnątrz Kościoła.

Jan Paweł II żyje w Bogu. To jest inny porządek istnienia. Ten porządek jest bardziej realny niż nasze przeżywanie doczesności, a przede wszystkim, gdy doczesność ma swój początek i koniec, życie w Bogu już się nie skończy. Komu bardziej, niż Janowi Pawłowi, najgorliwszemu słudze Eucharystii w XX wieku mógł Chrystus obiecać realność wieczności? „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Kto mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6,51.57).


2008-05-17

KRĄPIEC, OP.

Wczoraj Lublin pożegnał swego od wielu dziesiątków lat najświatlejszego obywatela, zakonnika i profesora, ojca Alberta Mieczysława Krąpca. Trumna z ciałem o. Rektora, zanim spoczęła na cmentarzu przy ul Lipowej, odbyła prawdziwie królewską drogę po Mszy św. od kościoła oo. dominikanów aż do kościoła akademickiego na KUL-u, gdzie odbyło się wzruszające pożegnanie. Żegnano człowieka, który nie tylko mocno wrósł w struktury tej 90-letniej katolickiej uczelni, ale go odnawiał i przetwarzał, mimo trudnych warunków istnienia w czasach PRL-u. Dzięki jego twórczej myśli powstała tu licząca się w całym świecie szkoła filozoficzna. Pamiętam z czasów mego studiowania, że o kulowskiej filozofii mówiło się po prostu: „trzej Panowie K”. Znaczyło to: Krąpiec, Kamiński i Kurdziałek. Z tej trójki ostatni odszedł o. Krąpiec. Im swą mądrość i karierę naukową zawdzięcza spora liczba absolwentów i współpracowników na Wydziale Filozofii, m.in. s. Zofia Zdybicka, urszulanka i ks. bp Ignacy Dec, pierwszy ordynariusz nowej Diecezji Świdnickiej.

Jestem przekonany, że wrażliwe dusze filozofów chrześcijańskich spotkają nieraz na korytarzach KUL-u przechadzające się postaci św. Tomasza i o. Krąpca, rozprawiające o istocie bytu.


2008-05-16

DOLINA KRZEMOWA.

Prezydent Wrocławia to jest gość! Wszyscy go pokazują w telewizji, chcą z nim rozmawiać, ostatnio o centrum badań naukowych właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Będzie, czy nie będzie tutaj EIT? Dlaczego ma być? Bo cała Europa będzie na nas patrzyła. Ma się stać zupełnie nowy, oryginalny „Cud nad Odrą”. Miliard euro przypłynie do Wrocławia. Przyjadą nobliści z całego świata i będą dyskutować razem z naszymi rodzimymi uczonymi, a nawet ze studentami (a jakże!), na różne bardzo mądre i trudne tematy. Wszystkie zacne i uczone oczy skierowane są na Pracze Odrzańskie, gdzie powstanie campus – istna „dolina krzemowa” europejska.

Tymczasem oczy naszych parafian wczoraj pod wieczór były skierowane na „Juwenalia 2008” – nawet nieźle słychać je było na całym Zalesiu. Pole Marsowe jak pobojowisko. Legło pokotem wojsko zachlane przyszłych koryfeuszy wiedzy i nauki. Wielu jeszcze dzielnie trzymało w jednej ręce flaszkę czy puszkę, a drugą obłapiało hoże markietanki. Niektórym z nich przydarzyło się rozdziać zupełnie, pewnie dla ozdoby scenerii nowego narybku młodej inteligencji.

Ciekawe, od jakiego tematu rozpoczną swe dyskusje mędrcy w rodzimej „dolinie krzemowej?


2008-05-15

OBROTNI GÓRALE.

Jasiek, Józek i Tadek, obrotni bracia z Poronina, jak przystało na górali, po śmierci ukochanego Ojca świętego zamknęli swą agencję towarzyską, co dawała niemałą radość życia za kilkaset zielonych, albo innych grajcarów, chłopom z kraju i zagranicy. Wyrzekli się grzechu rozwiązłości i wyuzdania w Poroninie. Dziwili się okoliczni gazdowie temu nagłemu nawróceniu, ale skoro górale mówili pod słowem honoru, to nie wypada nie wierzyć. W Poroninie grzeszne działanie się skończyło jak amen w pacierzu…

Ale zaczęło się w Zakopanem. Braciszkowie najęli 84-letniego  staruszka i to on firmował agencję towarzyską dla męskiej radości. Tak się stało, bo nie do pogardzenia były wartkie strumyki zagranicznych dutków, teraz jeszcze obficiej spływające z kieszeni światowych turystów. Wszystko było cicho sza, biznes się kręcił. Braciszkowie niewinnie milczeli jak grób. Przecież dali papieżowi słowo honoru.

Ale czy to diabeł da kiedy takim spokój? Nie wiadomo skąd wziął się w Zakopanem obcy prokurator i zaczął węszyć. I wywęszył! I co teraz będzie z dutkami i grajcarami, co z biznesem?...

A co z góralskim słowem honoru?


2008-05-14

SPRAWIEDLIWOŚĆ.

Mija dziś 25 lat od śmierci brutalnie pobitego przez funkcjonariuszy MO Grzegorza Przemyka, zgarniętego z ulicy. Dzisiaj też rozpoczął się już piąty sąd nad sierżantem MO Arkadiuszem Denkiewiczem, który w warszawskim komisariacie radził kolegom, jak mają bić, by nie pozostały ślady na ciele. Sierżant poprzednio skazany, jednak nie odsiedział ani jednego dnia swej kary. Jego kolegom umorzono sprawy z braku dowodów. Władze komunistyczne skutecznie zacierały ślady odpowiedzialności milicjantów za śmierć Grzegorza, maturzysty. Czy teraz wyjdzie prawda na jaw?

Grzegorz Przemyk nie był jedyną ofiarą zbrodniczych akcji milicyjnych. Wielu chłopców w jego wieku zakatowano na komisariatach tak, że zmarli po kilku dniach. Bardzo wielu żyje do dzisiaj i pamięta pałowanie podczas wpędzania do okratowanych bud po Mszy św. za Ojczyznę. Druga łaźnia” odbywała się na komisariatach. Urazy i rany goiły się bardzo długo.

Tak mogli postępować ludzie, którzy nie boją się sądu Bożego. Ale właśnie oni są godni największego pożałowania, bo Boża sprawiedliwość nie dopuszcza żadnego zacierania śladów, ani niszczenia dowodów winy. I nie potrzebuje czasu.


2008-05-13

TRZĘSIENIE ZIEMI.

Duchowy przywódca Tybetu wysłał dziś wyrazy współczucia dla Chińczyków dotkniętych wczoraj trzęsieniem ziemi, które pochłonęło tysiące ofiar ludzkich. Dalajlama XIV pokazuje, że nie jest wrogiem narodu chińskiego, wysyła swych przedstawicieli do rozmów z prośbą o uwolnienie więźniów tybetańskich. Nie występuje w roli polityka, lecz jako sługa Ducha chce pokazać, jak bardzo w przyrodzie człowiek jest mały i jak potrzebna jest mu pokora i przyjaźń z drugim człowiekiem.

Podziwiam duchowego przywódcę Tybetu. Od lat pokornie prosi dyplomację europejską o pomoc w pokojowym rozwiązaniu konfliktu. A co politycy zachodni na to? Prezydent Niemiec i pani kanclerz odmówili spotkania z Dalajlamą ze względu na brak czasu. Zbyt wielkie interesy biznesmenów niemieckich ulokowane w Chinach, nie pozwalają na drażnienie tygrysa z Państwa Środka.

Europo! Jakiego trzęsienia ziemi ci  potrzeba, byś do cna nie spoganiała?



2008-05-12

SZCZEGÓLNY DAR.

Kiedyś, dawno temu, święty Augustyn mówił, że Bóg pragnie naszego pragnienia, czyli pragnie, abyśmy Go pragnęli. I chyba w tym duchu odbywało się dziś bierzmowanie – umacnianie wiary w sercach naszej młodzieży. Przeżyliśmy doprawdy piękny wieczór. Ks. bp Józef – senior - przyniósł ze sobą szczególny dar Ducha Świętego: „dar czasu pogłębionego i wyciszonego”. Jego homilia przywołała ten potężny wicher Ducha, który przyprowadził ongiś pod drzwi jerozolimskiego wieczernika pierwszych katechumenów spragnionych prawdy i zbawienia. Nasi młodzi, zasłuchani chłopcy i dziewczęta, dowiedzieli się, że również dzisiaj działa moc Ducha Świętego. Ksiądz biskup przywołał ze swej bogatej pamięci bardzo dramatyczne wydarzenia z końca XX wieku. Jako ojciec duchowny, z okna na II piętrze w seminarium, obserwował ludzi idących do katedry na Mszę św. za Ojczyznę każdego 13-go dnia miesiąca. Widział też, jak ZOMO otaczało świątynię i pałowało pobożnych ludzi, a oni mimo wszystko, niektórzy powaleni na bruk, podnosili się i wchodzili do katedry pełni bólu i skargi, aby prosić Boga o uwolnienie Polski od tej brutalnej przemocy. Prosili i uprosili! Ich mocna wiara utorowała drogę wolności dla naszej Ojczyzny.

Podczas modlitwy biskupiej, spraszającej dary Ducha Świętego na młodych, gdy wyciągnąłem nad ich głowami swe dłonie, czułem radość i pokój wewnętrzny. Moje serce wołało: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. Tej, spragnionej Bożych wartości i sensu, młodej ziemi.


2008-05-11

PIĘĆDZIESIĄTNICA.

Wieczernik w Jerozolimie dziś nie wygląda ciekawie, nawet trudno sobie wyobrazić, jak mogła tam odbywać się dziewięciodniowa modlitwa osieroconego pra-Kościoła. Jedno jest pewne, że to w tym miejscu Kościół otrzymał moc nadprzyrodzoną. Apostołowie przestali się bać tych, którzy zabili Jezusa i mogli przyjść i zrobić z nimi to samo. Ich modlitwa była tak serdeczna i tak płomienna, że z ognistymi nad głowami językami wyszli na zewnątrz, gdzie czekała na nich niespodzianka. Duch Święty, rozpoznany w potężnym wietrze, przyprowadził do nich tysiące pielgrzymów z wielu narodów, mówiących różnymi językami. Pierwszemu kazaniu o Jezusie zmartwychwstałym towarzyszył cud rozumienia Dobrej Nowiny przez wszystkich słuchaczy. Duch Święty dał męstwo rozmodlonym apostołom, ale również otworzył serca kilkutysięcznej, różnojęzycznej rzeszy pielgrzymów. Pytali: „Cóż mamy czynić, bracia?” A Piotr odpowiedział: „Nawróćcie się, (…) a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz 2,37-39).
Mówi się ostatnio dość często o słabości Kościoła w Polsce, że hierarchia bez Jana Pawła II jest zalękniona i bezradna wobec laicyzacji płynącej z Zachodu. Cokolwiek by się nie powiedziało, Kościół rozmodlony i nawracający się może zawsze odnaleźć w Pięćdziesiątnicy źródło mocy nadprzyrodzonej. Duch Święty nie przestał działać w Kościele.


2008-05-10

JĘZYK MIŁOŚCI.

Uczestniczyłem dziś w niezwykłej uroczystości ślubnej – międzynarodowej: ona: Karolina – Polka, on: Oliver – Niemiec. Pełen kościół dwujęzycznego towarzystwa. Usłyszałem tam wiele słów pełnych dobroci i miłości. Biblia była licznie cytowana z Hymnem o miłości św. Pawła włącznie. Słowa polskie i niemieckie prześcigały się, by wyrazić radość, jaka panowała wśród zgromadzonych.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem w kościele św. Marcina we Wrocławiu i że jedynie tu przed wojną mogła modlić się Polonia niemiecka. Jednak po roku 1933 nienawiść hitlerowska dotarła i tu. Dekret o zakazie używania języka polskiego w nabożeństwach boleśnie dotknął Polaków żyjących we Wrocławiu. Dom Boży okrył się zasłoną smutku. Wojna przyniosła tu mieszkającym Polakom dalsze nienawistne prawa nazistowskie. Aresztowania kończyły się dla wielu wywózką do obozu koncentracyjnego i śmiercią.

I oto dziś, w wigilię Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, w tym historycznym miejscu, ludzie z obu brzegów Odry mówili tym samym językiem miłości. Kiedy pod koniec Mszy św. poprosiłem, by Polacy i Niemcy podnieśli swe ręce i razem zaśpiewali „alleluja”, zrobiło się nadzwyczaj radośnie i nie było wątpliwości, że Duch Święty jest już między nami.

 



2008-05-09

CODZIENNA MSZA.

Ks. kard. Karol Wojtyła kiedyś wyznał bez przechwalania się, że nie było w jego życiu kapłańskim ani jednego dnia bez Mszy św. To jest wzruszające, jeżeli spojrzy się w jego życie przed kapłaństwem. Koledzy szkolni po bardzo wielu latach dawali świadectwo, że Karol codziennie wstępował do kościoła i że bardzo cenił sobie udział we Mszy św. Duch Święty wyraźnie rzeźbił od młodości duszę przyszłego papieża. Rzeźbił w jedynym celu, by Karol umiał i chciał współzbawiać z Jezusem świat. W ostatniej chorobie Jan Paweł II, przykuty do łóżka, prosił swego kapelana, by mógł z nim koncelebrować. W ten sposób swoje cierpienie łączył z Ofiarą Jezusa Chrystusa. Pamiętam swe wzruszenie serdeczne, gdy oglądałem w telewizji ciężko chorego papieża z krzyżem w ręku wpatrującego się w pasję Jezusa Chrystusa, gdy na ekranie przesuwała się procesja wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej w Koloseum. Jan Paweł II wyraźnie był zjednoczony z cierpieniem Jezusa Chrystusa – Zbawiciela świata.

Jakże potrzebna jest ta świadomość księdzu, zwłaszcza wtedy, gdy na Mszy św. uczestniczy jedna lub dwie osoby. To takie nieekonomiczne, sądząc po ludzku. Ale przecież w każdej Mszy św. Chrystus zbawia cały świat! Dlatego Msza święta jest potrzebna nawet w takim ubogim wydaniu.



2008-05-08

BUKIET BZU.

Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika. Od dzieciństwa pamiętam, że zawsze był to ważny dzień w naszej rodzinie – imieniny ojca! Z niepokojem obserwowałem nadchodzącą wiosnę, zdążą, czy nie zdążą zakwitnąć bzy? Radość ogromna, gdy do życzeń imieninowych mogłem dołączyć wielki bukiet białych lub fioletowych kiści pachnących kwiatów. Stanisław nie od urodzenia towarzyszył memu życiu. Po wojnie, w której straciłem tatę, pojawił się jako drugi mąż mej mamy. Niełatwo było siedmioletniemu chłopakowi zaakceptować „obcego” w rodzinie. Ale przecież to pod jego opieką dorastałem w szkołach i dojrzewałem do decyzji o wstąpieniu na służbę kapłańską. Przez te lata rosła w mym sercu prawdziwa przyjaźń do ojca, a jego autorytet, podkreślany często przez mamę, był niepodważalny. Bóg sprawił, zabierając mamę, że ostatnie lata przeżyliśmy razem z ojcem Stanisławem. Często odwiedzał mnie na Ostrowie Tumskim. Dużo rozmawialiśmy na różne tematy, także o mamie. Dużo też milczeliśmy wspólnie. Ojciec po prostu lubił siedzieć w pokoju, gdzie pracowałem przy biurku. Przeżywaliśmy też razem jego ostatnią drogę. W szpitalu kilka dni leżał nieprzytomny na śmiertelnym łóżku, dużo mówiłem mu do ucha. W ostatnim dniu, gdy trzymałem jego rękę w dłoni, powiedziałem, będziemy się teraz modlić. Wtedy poczułem lekkie drgnięcie jego palców i na ustach na mgnienie oka pojawił się delikatny uśmiech. Tak go zapamiętałem. Ciało pochowaliśmy na katedralnym cmentarzu św. Wawrzyńca we wspólnej z mamą mogile. Pójdę tam z bukietem pięknie rozkwitłego bzu.


2008-05-07

ŚWIĘTO W BUCKINGHAM PALACE.

Dziś w Pałacu Buckingham w Londynie Polak, ks. prof. Michał Heller odebrał Nagrodę Templetona z rąk małżonka królowej Elżbiety, księcia Edynburga, Filipa. Ksiądz katolicki, naukowiec i człowiek głębokiej wiary, przekraczał bramę pałacu królewskiego, idąc śladami innych wielkich wyznawców katolickich: Matki Teresy z Kalkuty, Chiary Lubich i Brata Rogera. Wszyscy oni już są w niebie. Ksiądz kosmolog musi jeszcze trochę popracować na ziemi nad relacjami miedzy religią, teologią a naukami przyrodniczymi, by zarobić na niebo. Zresztą jest jeszcze młodym człowiekiem. Od Benedykta XVI jak i z wielu środowisk naukowych z całego świata napłynęły gratulacje i wyrazy uznania. Ksiądz Heller przyjął nagrodę spokojnie i już zapowiedział, że całą sumę 1,6 miliona dolarów przeznaczy na rozwój interdyscyplinarnego Centrum Kopernika w Krakowie. Współpracownik i kolega laureata, ks. abp Życiński mówi o nim: „Ks. prof. Heller nigdy w życiu nie przykładał uwagi do pieniędzy. Zawsze zostawiał te sprawy na boku. Kto inny organizował mu zakupy, zawsze sporo osób usiłowało go naciągnąć. Teraz chyba nie zdążą (…)”.

Spoko lat minęło, gdy miałem książkę Michała Hellera „Wszechświat i słowo” w ręku. Niełatwa to lektura… Do duszy natomiast przemawiał podczas rekolekcji wielkopostnych.


2008-05-06

NOWY MOST.

Po roku czasu zaczyna się coraz głośniej mówić o tym, że w Europie, niby odnowiony most duchowy spinający oba brzegi Odry, ożyła inicjatywa polsko-niemiecka pod nazwą „Fundacja im. Maksymiliana Kolbego dla dróg pojednania mocą pamięci”. Podjęli tę inicjatywę katolicy pomagający po wojnie więźniom obozów koncentracyjnych i gett pod szyldem „Maximilian-Kolbe-Werk”. Aspekt pamięci podkreślony w nazwie fundacji rokuje nadzieje, że problem pojednania między Niemcami a Polakami wyjdzie z ram sporów politycznych i roszczeniowych, a wstąpi na drogę dochodzenia w prawdzie i sprawiedliwości do właściwej oceny wydarzeń od początku września 1939 roku w samym środku Europy. Oba episkopaty zaakceptowały cele i plany działania fundacji. A to znaczy, że Kościół katolicki w obu krajach nie zapomniał listu hierarchów polskich do „niemieckich braci w biskupstwie” z roku 1965, ani wyznania win przez Jana Pawła II podczas Wielkiego Jubileuszu 2000 roku. Ks. bp Wiktor Skworc lapidarnie określił cel Fundacji: „doprowadzenie do pojednania ludzi niepojednanych”. Patron Fundacji św. Maksymilian pozwala wierzyć, że cel będzie sukcesywnie osiągany. Święta Jadwiga Śląska z pewnością uzyskała w nim solidne wsparcie u tronu Bożego.


2008-05-05

WIOSNA.

Jest maj. Bzy rozkwitły i pachną odurzająco. Przyjemnie jest przejść się obok tych młodych krzewów z cichą świadomością pod powiekami, kto i kiedy je sadził przy płocie plebanijnym. Ileż pracy przez dziesięć lat włożył w tę ziemię Richard (neofita, kleryk, diakon, a ostatnio już kapłan) dla upiększenia otoczenia świątyni pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Podglądałem go wieczorem, gdy po przylocie z Londynu odwiedzał swoje kolorowe ogródki zdobiące plac wokół kościoła. Patrząc na rozkwitłe krzewy, mówił: tutaj wypoczywam. Doprawdy, maj przynosi człowiekowi radość głębszego oddechu, zanurzenie w kolorach i świergocie szalejących w krzewach ptaków. Trudno się dziwić, że wierzący człowiek śpiewa w maju cześć Matce Bożej, najpiękniejszej ozdobie rodzaju ludzkiego. Natura wiosną narzuca swoje prawa człowiekowi.


2008-05-04

STRACH SŁUCHAĆ!

Radio Watykańskie podało wiadomość, że „29 czerwca podczas uroczystości świętych Apostołów Piotra i Pawła w Watykanie odbędzie się tradycyjne nałożenie paliuszy nowym metropolitom. Wśród nich będzie arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź”.

A co na to pan Lech Wałęsa, już zdeklarowany „wierny syn Kościoła katolickiego”? Co na to redaktor Tomasz Terlikowski, naczelny dydaktyk biskupów polskich? Może zacznie się nowa lekcja na temat, co i jak powinien papież?... Horribile auditu!

 



2008-05-03

ŚWIĘTO POLONII.

O Dniu Emigranta Polskiego, prócz biskupów polskich, kto dziś pamiętał? Ks. bp Zygmunt Zimowski napisał list do Polaków za granicą z okazji dzisiejszego święta, w którym pokazał istotne zagrożenie dla życia duchowego w diasporze. „Otaczamy dzisiaj modlitwą przebywających z dala od swoich ojczyzn ludzi ze wszystkich narodów, ale szczególnie całą Polonię. Jest to bowiem wyjątkowa dla nas, Polaków, uroczystość, w której myśli i serca biegną w duchowej pielgrzymce na Jasną Górę. (…) Umiłowani Rodacy! Chciejcie uczynić Eucharystię sercem i centrum waszego życia osobistego, rodzinnego i środowiskowego. Bądźcie wierni ważnej powinności uczestnictwa we Mszy Świętej.(…) Desakralizacja i lekceważenie niedzieli jest jednym z najgłębszych upadków współczesnego chrześcijanina, a zarazem jedną z najgroźniejszych prognoz dotyczących ludzkości. (…) Dlatego niestety tam, „gdzie uda się wykorzenić niedzielę - jak napisał Romano Guardini - tam człowiek straci swe religijne oparcie i zostanie wydany politycznym i ekonomicznym siłom". Dodajmy także - utraci horyzont życia wiecznego, a nadzieja chrześcijańska zostanie zredukowana do osobistego i zbiorowego egoizmu opartego na przyjemności i konsumpcji”.



2008-05-02

FATALNY DZIEŃ.

Co za dzień! Święto flagi polskiej, ale na ulicach słabiutko z białoczerwoną. O, gdyby to było po meczu!.... Czwarty już rok telewizja nawołuje do wywieszania barw narodowych z okien i balkonów, najczęściej powołując się na patriotyzm amerykański. Wygląda na to, że Polacy co innego chcieliby brać od Amerykanów.

Dzień naprawdę fatalny, nawet nie z powodu niesmacznego orędzia Tuskowego o solidarności międzypokoleniowej. Premierzy ostatnio nabrali zwyczaju wycierania sobie gęby politycznej słowem „solidarność”.

Jednak najbardziej popsuła mi dziś humor wiadomość z Turcji, i to z więzienia, że Ali Agca, zamachowiec na Jana Pawła II w 1981 roku, chce zostać Polakiem!!! Tak zapałał miłością do naszego państwa, że gotów jest odsiedzieć końcówkę swej kary za zabójstwo dziennikarza właśnie w polskim więzieniu. Kogo tu jeszcze licho przyniesie?


2008-05-01

ŚWIATŁO NA SKALE.

Dziś dokładnie mija 1300 lat od powstania sanktuarium Mont-Saint-Michel w Normandii, a właściwie na wodach Atlantyku przy zachodnim brzegu Europy. Myślę z radością o tym, bo od dawna moje serce przylgnęło do tego pięknego miejsca. Dziś, tak samo jak w młodości, oglądam z przyspieszonym oddechem zdjęcia tej wysepki, miasteczka i potężnego klasztoru z wieżą, na szczycie której błyszczy w złotej zbroi Archanioł Michał i niestrudzenie obwieszcza światu: „Któż jak Bóg!”. Góruje na straży granic Francji. Podczas wojny stuletniej skutecznie odparł najazd Anglików na księstwo Normandii.

Pytanie, dlaczego nie obronił Francuzów przed krwawą katastrofą rewolucji francuskiej? Pewnie dlatego, że stał daleko od Paryża, na rubieży, a najtrudniej jest stawiać opór wrogowi wewnętrznemu. Po zburzeniu Bastylii krajobraz duchowy najstarszej córy Kościoła uległ radykalnej zmianie. Rewolucjoniści nie tylko wywlekali trupy królów z ich wiekowych sarkofagów i ucinali głowy posągom świętych postaci w kościołach, ale też wieszali na latarniach biskupów i księży katolickich. Zasiane wtedy pogaństwo francuskie, dziś plonuje ślepotą historyczną, nie pozwalając Europie zachodniej odnaleźć jej korzeni chrześcijańskich.

W roku 1975 zwiedzając tę maleńką, skalistą wyspę, doznałem gorzkiego smutku we wnętrzu pustego i zimnego kościoła pobenedyktyńskiego. Od dawna nikt tam nie mógł usłyszeć cudownych śpiewów gregoriańskich na chwałę Bogu, a ludziom ku zbawieniu. Ale okazało się wkrótce, że benedyktyni to zakonnicy uparci. Powrócili w 1978 roku i na nowo zapalili wieczną lampkę eucharystyczną, czerwone światło na krańcach Europy.


2008-04-30

MAŁODUSZNOŚĆ.

Dzisiejsi młodzi Polacy wyjeżdżający za zarobkiem nie robią tłumów w kościołach angielskich, bo i w kraju nie robili. Od dawna w naszych parafiach na Mszach niedzielnych brakuje wiernych średniego przedziału wiekowego, młodych rodzin. Jan Paweł II, gdy przybywał do kraju, mógł liczyć na wielką frekwencję podczas uroczystych celebracji, ale Pan Jezus w zwykłą niedzielę, niestety, nie może. Bywa często, że pogoda znacznie przerzedza obecnych w kościele. W niedzielę słoneczną trzeba wyruszyć za miasto, człowiekowi przecież należy się odpoczynek. A gdy dżdżysto na świecie, jakże tu wyjść z domu? Może do wieczora przestanie padać?... Co więcej, nawet wśród nielicznych młodych rodzin narasta (czy nowe?) kulturowe zjawisko, że do kościoła w pogodną niedzielę wybierają się przy okazji spaceru ze swymi pociechami. W takiej sytuacji ciągłe mitygowanie znudzonego dziecka, lub uganianie się za nim po całym kościele, zabiera rodzicom jedyną w tygodniu okazję, by wyciszyć duszę i wgłębić się w Tajemnicę Boga zbawiającego tu i teraz. Niestety, dla nich Msza św. nie jest upragnionym spotkaniem z Panem Jezusem w znaku Eucharystii, a jedynie obowiązkiem niedzielnym, kołaczącym gdzieś jeszcze na dnie sumienia. Mowy nie ma, by młodzi rodzice chcieli osobno chodzić o innej godzinie na Mszę św.

Małoduszność nasycana lenistwem duchowym sieje spustoszenie na polu wiary. Zauważany, czy nie, wróg Boga (i człowieka!) nie zasypia gruszek w popiele tak w kraju, jak i na emigracji.



2008-04-29

POWIERZCHOWNOŚĆ.

Redaktor naczelny Wiadomości KAI wskazuje na alarmujące wieści od duszpasterzy emigracyjnych o bardzo niskiej, zaledwie kilkuprocentowej, frekwencji Polaków na Mszach niedzielnych. Czy to świadczy o powierzchowności praktykowania wiary w kraju ojczystym? – pyta Marcin Przeciszewski. - Tak. I to nie od dzisiaj. W latach sześćdziesiątych, gdy Ślązacy mogli emigrować jako Niemcy do DDR-u, młode rodziny w okolicach Lipska czy Miśni, po otrzymaniu wstępnej zapomogi od proboszcza, rychło zapominały drogi do kościoła. Dlaczego? Przecież na Śląsku ci ludzie chodzili w każdą niedzielę. Najczęściej odpowiedź brzmiała: bo w Polsce była moda na chodzenie do kościoła, a tutaj nie ma. Słowo „moda” przykrywa tu po prostu brak kontroli społecznej (rodziców, krewnych i sąsiadów) nad praktykami parafian. W po-protestanckim, spoganiałym DDR-owie w niedzielę wykonywało się prace domowe, na które nie starczyło czasu w tygodniu. Przejeżdżając przez nowe blokowiska Berlina czy Lipska można było zobaczyć rozwieszanie bielizny na balkonach.

Nie wiem, jak teraz jest we Francji, Anglii czy w Irlandii. Pamiętam z lat 70-tych, że w Paryżu „na Konkordzie” podczas Mszy więcej Polaków stało pod polskim kościołem niż wchodziło do wnętrza. Wtedy uciekinierzy z kraju przychodzili tu po prostu, by dowiedzieć się o możliwości pracy czy mieszkania. Była to również okazja do wymiany wieści o tym, co słychać w kraju, albo odebrania przesyłki od rodziny.

 



2008-04-28

TRUDNA POEZJA.

Obejrzałem dziś pierwszą część filmu o Janie Pawle II według książki Jerzego Weigla „Świadek nadziei”. W 60-minutowej pigułce całe życie Karola Wojtyły, aż do wyboru na Stolicę Apostolską. Króciutkie, jak błysk flesza, dotknięcia tajemnicy Stwórcy rzeźbiącego swój obraz w duszy człowieka. Znalazło się tam również miejsce na poezję Karola. Marek Skwarnicki, który kiedyś redagował wydanie wierszy Wojtyły, powiedział w filmie, że poezja Karola Wojtyły to trudna poezja i gdyby autora nie wyniesiono na tron Piotrowy, pozostałaby w ukryciu. Można wierzyć panu Markowi, wszak to poeta mówi o poecie, ale ja noszę w sercu kilka zachwytów, które rozbłysły mi przy tej lekturze. Najczęściej przywołują moje serce dwie Pieśni: O Bogu ukrytym i O blasku wody. Wracam do nich w różnych pogodach mej duszy. Tam można skryć się przed słońcem i odpocząć w cieniu kłosów złocistych. Tam można odnaleźć i głębię, i blask innych oczu, a u studni omywać wodą twarz utrudzoną, skosztować sensu umęczenia pustynią. Kiedy pojawił się Tryptyk rzymski, oczywiście, najdłużej zatrzymała mnie pierwsza część (choć najkrótsza) – Strumień. Tu rozlega się nostalgiczne wołanie: „Gdzie jesteś, źródło?!”. Według Wojtyły człowiek jest przyrodą, ma tam swoje miejsce, ale jest więcej niż przyrodą. Płynie z czasem, jak strumień, ale potrafi wracać do swego źródła. Może się obejrzeć za siebie, może myślą dotknąć swego początku, spotkać Stwórcę.


2008-04-27

SZKOŁA BOGA.

Czas wielkanocny pomaga pamiętać Wielką Sobotę sprzed lat, gdy Richard ubrany w albę pochylił głowę nad kamienną czaszą chrzcielnicy. Płakał ze szczęścia, gdy dawał świadectwo o tym, co się zmieniło w jego duszy od przyjazdu do Polski. Potem nastąpiły miesiące wielkiej miłości do Słowa Bożego. Richard nie rozstawał się z Biblią, czytał wszędzie, nawet na schodach podczas przerw miedzy lekcjami. Aż wreszcie wypalił: zakładam własną szkołę językową! Wszystko jest bez sensu, jeżeli nie mogę mówić o Bogu!!! Szkoła Richarda wybuchła we Wrocławiu jak gejzer gorący. Bardzo szybko osiągnęła pułap 200 uczniów, trzeba było ściągać lektorów z Anglii i z USA. Bóg był osobą i tematem wszechstronnie przeżywanym. O Bogu rozmawiało się na lekcjach, dzieci chętnie uczyły się Ojcze nasz i Zdrowaś po angielsku. Co miesiąc uczniowie razem modlili się jak zakonnicy w Taizé przy świeczkach śpiewając psalmy angielskie. Jesienią i wiosną cała szkoła spotykała się na pikniku nad Odrą, gdzie każdy mógł porozmawiać (także po angielsku) z Richardem, o czym tylko chciał. A jakże ciekawe były zajęcia podczas 10-dniowego wakacyjnego obozu językowego w Tatrach czy Karkonoszach! Służyłem tam czasem za kapelana. Richard swoją osobowością gorącego neofity i talentem dydaktycznym ożywiał ducha swej szkoły. Nadał jej tytuł wiele znaczący: „Dove School”. Richard udowodnił, że Bóg doskonale czuje się w szkole, nie należy Go stamtąd wypędzać.


2008-04-26

STAROŚWIECKOŚĆ.

„Gość Niedzielny” podaje, że podręczniki i programy do nauczania języków obcych wyprane są z treści religijnych. Dlaczego? Bo to takie staroświeckie mówić o Bogu. Przychodzi mi na myśl historia lektora z Cambridge Richarda Nesbitta. Na początku lat 90-tych przyjechał do Wrocławia, aby uczyć tu języka angielskiego. To była jego misja pomocy Polsce zbudzonej do wolności po niewoli komunistycznej. Młody, wyzwolony chłopak, świetny dydaktyk uczył renomowanych Kolegium Języków Obcych według renomowanych podręczników sprowadzonych z Anglii. W jego domu nigdy nie rozmawiano o Bogu. Ale w Polsce nie da się żyć tak, by nie napotykać znaków Boga. Mieszkał na stancji w kamienicy i dziwił się, dlaczego ludzie w niedziele nie śpią, tylko od rana chodzą do kościoła, a czasem tłumnie wylewają się z kościołów na ulice miasta i śpiewają. Uczył świetnie, więc uczniów prywatnych mu przybywało, a wśród nich kilku głęboko wierzących katolików. Szukali lokalu na lekcje i właśnie tak trafili do mego mieszkania. Richard, gdy dowiedział się, że jestem księdzem, czuł zażenowanie, ale jednocześnie był mocno zaciekawiony. Rozmowy były trudne, bo Anglik nie znał wcale języka polskiego. Po każdej rozmowie nie czuliśmy rąk, a stół był zasłany kartkami z dziwnymi rysunkami i znakami religijnymi. Na lekcjach pan lektor zaczął rozmawiać z dorosłymi uczniami o życiu religijnym. Musiałem go wreszcie skontaktować z biblistą i filozofem, profesorami z fakultetu teologicznego, którzy znali doskonale angielski. Jakże szczęśliwy był, gdy podczas choroby opiekowała się nim siostra zakonna, która wróciła ze Stanów Zjednoczonych. Godzinami konferowali o Bogu i o życiu zakonnym. Trzy lata trwał ten niesamowicie dynamiczny katechumenat angielskiego ateisty. Aż któregoś dnia Richard poprosił o chrzest.

Już późno, jutro skończę tę historię.

 



2008-04-25

UŚMIECH WEWNĘTRZNY.

Uśmiechałem się w duszy, gdy słuchałem dziś młodego proboszcza, który przyjechał (także) wyżalić się. Dowiedział się niedawno, że go pewne parafianki obsmarowały na jakimś spotkaniu towarzyskim po tym, jak ogłosił z ambony zbiórkę pieniędzy na remont prezbiterium zniszczonego przez czas i wilgoć. Obrzucały epitetami i kłamstwami jak błotem i to z głęboką troską o parafię i z zaniepokojeniem o zgorszenie wśród ludzi. Pocieszyłem (?) kolegę mówiąc, że nazwanie go „materialistą” i „zdziercą” to nie szczyt, jeszcze długa droga krzyżowa przed nim. A dlaczego się uśmiechałem wewnętrznie? Bo tę lekcję proboszczowania mam już za sobą (choć nie wiadomo czy do końca). Choćby dwie trzecie pań w biurach, czy w gabinetach, w sekretariatach, czy pokojach nauczycielskich bluźniło przeciw księdzu, to pozostała jedna trzecia parafian będzie twardo i wiernie budować wspólnotę Kościoła razem z proboszczem.

Na zakończenie rozmowy wyprowadziłem kolegę na plac kościelny, by zobaczył: z jednej strony fasadę świątyni odremontowaną, a z drugiej strony ludzi na rusztowaniach spokojnie pracujących przy tynkowaniu dalszej części murów. Powiedział: możesz być szczęśliwy. Zamyśliłem się (zawsze tak jest, gdy mowa o szczęściu) i po chwili odparłem: niekoniecznie, bo serce mi drży, gdy pomyślę o bluźniercach i oszczercach na sądzie Bożym.


2008-04-24

NAD GROBEM.

Podczas ceremonii pogrzebowej na cmentarzu doszło do nieporozumienia wśród uczestników drogi pożegnania. Stałem dłuższą chwilę i czekałem samotnie przy trumnie nad wykopanym grobem, a uczestnicy toczyli spór przy innym grobie. Podobno wykopano mogiłę na cudzym, już wykupionym miejscu. Wreszcie odważyłem się zaprosić wszystkich mówiąc, że to nieważne, gdzie będzie leżało ciało nieboszczki, tu czy 4 metry dalej. I wtedy usłyszałem donośny kobiecy głos: a dla mnie ważne! To były słowa, oczywiście(!) żyjącej pani, która zapłaciła za to zaanektowane (przez pomyłkę) miejsce.

No cóż, dopóki żyjemy, pieniądze będą miały prawo zakłócić każdą ciszę.


2008-04-23

PROFANACJA.

Neapol nie może uporać się z setkami ton śmieci i odpadów zalegających niesprzątane ulice i place miasta. Ale to nie jedyny problem miasta. Abp Neapolu, kard. Crescenzio Sepe od blisko trzech tygodni ma kłopot z bezdomnymi, którzy wyrzuceni z bezprawnie zajmowanych mieszkań przenieśli się do… katedry. Wnętrze wielkiej świątyni wygląda jak pobojowisko, w nawach i bocznych kaplicach koczują całe rodziny sfrustrowanych neapolitańczyków i mieszkańców okolic spod Wezuwiusza. Kobiety na ołtarzu gotują posiłki na kuchenkach elektrycznych. Liczba koczowników wzrosła ze 150 do 348 osób. Kardynał głowę sobie łamie nad profanacją miejsca świętego, ale sposobu zlikwidowania tej okupacji nie widzi.
Co zrobiłby Jezus w tej sytuacji?... Czy przyszedłby z powrozem i wypędził tłum z „domu Ojca”? Czy zacząłby negocjować z władzami komunalnymi miasta? A może jak francuski zakonnik, ojciec Duval, zacząłby razem z bezdomnymi budować osiedle dla nich?...


2008-04-22

NOWA ZADYMA.

Nasz superdydaktyk i niestrudzony oceniacz kondycji polskiego episkopatu, dziennikarz Tomasz P. Terlikowski, znowu dał głos. Przestał gryźć abpa Głódzia i zaczął użalać się nad małą frekwencją biskupów w ostatnią sobotę na pożegnaniu abpa Gocłowskiego odchodzącego na emeryturę. Zupełnie nie wiadomo, po co ta nowa zadyma. Czy chciał pocieszyć abpa-seniora? Jeżeli tak, to osiągnął skutek wprost przeciwny i bardzo fatalny. Wzbudził bowiem lawinę komentarzy tuż pod swym artykułem w dzisiejszej Rzeczpospolitej, w których większość autorów wypowiadała się negatywnie o byłym ordynariuszu gdańskim. Niedźwiedzia przysługa.
Panu redaktorowi dobrze się żyje, widać na fotografiach prasowych i w TV uśmiechniętą buzię z dodatkowymi zasobami ciała pod brodą, ale przecież nie wolno zapomnieć, że nieodmiennie i w dalszym ciągu: „kto wiatr sieje, zbiera burzę”. Wcześniej czy później.


2008-04-21

AB URBE CONDITA.

Dziś mija, wg Liwiusza z Padwy, 2761 lat od założenia Rzymu – „ab urbe condita”. Czy ktoś zauważa tę (z pewnością legendarną) datę? Cesarstwo rzymskie, które ubogaciło i upiększało miasto Rzym, zostało podzielone pod koniec III wieku na zachodnie i wschodnie, co w rezultacie przyniosło koniec zachodowi w V wieku, a pozwoliło przetrwać na wschodzie  jeszcze 10 wieków. Dzisiejszy Rzym pieczołowicie zachowuje starożytne swe kamienie, ale prawdziwe swe piękno i znaczenie we współczesnym świecie zawdzięcza zupełnie nowej kulturze, której kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus, a nośnikiem - aż na krańce świata – Dobra Nowina głoszona przez Apostołów.
Chrześcijaństwo uratowało Rzym przed kompletnym zniszczeniem w czasie najazdu pogańskich hord z północy kontynentu. Gdyby dzisiejsi politycy zachodni głębiej zaglądali w historię, może odzyskaliby pamięć i nie zaprzeczali znaczeniu chrześcijaństwa w procesie powstawania dzisiejszej Europy. Zburzenie Bastylii przed z góra 200 laty zaburzyło im widzenie historycznej prawdy. Przypomina mi to idiotyzm polskich komunistów, którzy po roku 1944 zaczęli wmawiać Polakom, że nasza historia rozpoczyna się od „Manifestu Lipcowego”. Aż wstyd o tym mówić.


2008-04-20

CHRYSTOCENTRYZM  20 kwietnia

Ameryka pożegnała Benedykta XVI. Na zakończenie papież, rozważając słowa z dzisiejszej Ewangelii, w których Chrystus jednoznacznie stawia siebie jako centrum i apogeum życia chrześcijańskiego, skierował do uczestników świętej liturgii gorącą, ojcowską zachętę: „Zwróćmy się do Jezusa! On jeden jest Drogą, która prowadzi do wiecznego szczęścia, Prawdą, która zaspokaja najgłębsze oczekiwania każdego serca, i Życiem, które zawsze przynosi nową radość i nadzieję dla nas i naszego świata”.
Czy społeczeństwo amerykańskie odnajdzie po 200 latach i ofiaruje na powrót Chrystusowi centralne miejsce w swym (zbyt mocno podbitym biznesem) życiu?


2008-04-19

POKORNA WIELKOŚĆ.

Dziś wieczorem otrzymałem miły telefon od pani Jadwigi Skupnik, wrocławskiej aktorki i profesorki naszej Wyższej Szkoły Teatralnej. Mówiła o moim raptularzu, który czyta i smakuje. Cenne są słowa o „pisaninie” od człowieka, który w sposób nadzwyczaj kunsztowny pracuje w słowie mówionym. Wspomniała o początku zapisanych tam wydarzeń, które już zdążyły cofnąć się o trzy lata. Tak, dokładnie trzy lata temu, po wielkim smutku i pożegnaniu Jana Pawła II, usłyszeliśmy na Placu św. Piotra nowe „Habemus papam”. Po Polaku na stolicę apostolską wstąpił Niemiec. Stało się tak, jak przewidział charyzmatyczny Autor „Tryptyku Rzymskiego” pisząc: Duch Święty wskaże.

Dziś swą trzecią rocznicę pontyfikatu Benedykt XVI przeżywa w Nowym Jorku, w katedrze św. Patryka. Pośród wielkich tego świata, otaczających ołtarz i wypełniających wnętrze świątyni, on jeden, maleńki w swej posturze, wyciszony, autentycznie pokorny. On jeden zdawał się uświadamiać sobie, że prawdziwie wielki jest tylko Jezus Chrystus. Z Niego czerpały moc i wielkość pokorne słowa papieża.


2008-04-18

TEOLOG I DUSZPASTERZ.

Dziennikarze wielkich i małych agencji prasowych powielają przy wizycie Benedykta XVI w USA te same hasłowe tematy: pedofilia księży, połajanie biskupów amerykańskich za kiepskie rozwiązywanie tego skandalu i oddanie hołdu ofiarom tragedii z 11 września 2001 r. Oczywiście, te tematy można było przewidzieć na całe tygodnie wcześniej. Papież rzeczywiście o tym mówi, ale zdumiewający jest sposób, w jaki rozwiązuje trudne sprawy. Jest jednocześnie dogłębnym teologiem i duszpasterzem. Czyż nie o mądrości duszpasterskiej świadczy jego (niezaplanowane!) spotkanie z kilkoma ofiarami molestowania? On z nimi rozmawiał i po prostu z nimi modlił się. W Ameryce jest tym, kim jest wszędzie.
Bardzo trafną charakterystykę trzech lat pontyfikatu Benedykta XVI podał w kilku zdaniach kardynał Georges Cottier OP, były teolog Domu Papieskiego: „Mnie, teologa, cieszy fakt, że Papież położył akcent na misterium wiary: miłość i nadzieję. Benedykt XVI towarzyszy nam w pielgrzymowaniu do centrum życia chrześcijańskiego, którym jest życie w jedności z Chrystusem i Jego Mistycznym Ciałem. W ten sposób pomaga nam odkryć prawdziwą tożsamość chrześcijańską. Trzeba też odnotować wielkie uroczystości liturgiczne. Benedykt XVI przykłada dużą wagę do liturgii i przygotowuje wspaniałe homilie. Homilia jest aktem liturgicznym, a wiara znajduje swój szczególny wyraz właśnie w liturgii”.


2008-04-17
PODWÓJNY SMUTEK.

Dziś kończy swą wizytę przyjacielską premier Izraela Szimon Peres. Naprawdę przyjacielską! Nigdy wcześniej człowiek z Knesetu nie wypowiedział wobec świata takich słów: „Gdyby nie było niemieckiego najazdu na Polskę, do tej tragedii by nie doszło. Również Polacy zapłacili wysoką cenę podczas okupacji”. Prezydent RP Lech Kaczyński podkreślił przy tej okazji wielki wkład Polaków pochodzenia żydowskiego w walkę o wolność naszego kraju: „Tysiące żydowskich żołnierzy walczyło w wojnie 1939 roku. Wcześniej bili się w Legionach Piłsudskiego i w powstaniach. W armii Księstwa Warszawskiego były żydowskie pułki”. Chwała tym bohaterskim Żydom!

Pamięć jednak biegnie dziś też w innym kierunku. Do Wrocławia 17 kwietnia 1945 roku przybyli ubecy z Kielc i z Krakowa. Dymiące jeszcze zgliszcza Wrocławia nie pozwoliły im zamieszkać w stolicy Dolnego Śląska. Osiedli najpierw w Kątach Wrocławskich, a następnie w Legnicy. W końcu roku 1945 osiedlili się na stałe i zaczęli swój zbrodniczy proceder we wrocławskich kazamatach pogestapowskich. Wśród nich obok sowieckich enkawudzistów byli też żydowscy komuniści. Ich „normalną” pracą było wyłapywanie, torturowanie i mordowanie ukrywających się na „Ziemiach Odzyskanych” patriotów polskich, bohaterów AK. Zarośnięte, długo ukrywane groby na Cmentarzu Osobowickim zabrały na wieczny Sąd Boży ten ogrom niesprawiedliwości i nienawiści. Rodziny zabitych długo musiały przechowywać w sercach ogromny ból po stracie najbliższych. Dopiero „Solidarność” wydobyła z zapomnienia losy nieszczęsnych żołnierzy zgładzonych już po zakończeniu wojny.

Jeżeli „smutek narodu żydowskiego”, z którym przyjechał do Polski premier Szimon Peres (urodzony zresztą w Polsce), ogarnia i te wydarzenia z udziałem komunistów żydowskich, to ja jestem gotów smucić się z panem Peresem.



2008-04-16

URODZINY PAPIEŻA.

Ojciec św. swe 81 urodziny i 3 rocznicę pontyfikatu uroczyście i w radosnym nastroju przeżywa w Białym Domu. 12 tysięcy gości w ogrodach prezydenckich zaśpiewało Benedyktowi XVI głośno „Happy Birthday”. Na powitanie Ojciec św. powiedział: „Jestem przekonany, że stojąc przed coraz bardziej złożonymi kwestiami moralnymi i politycznymi, naród amerykański znajdzie w swej wierze cenne źródło wiedzy i inspiracji . (…) Wolność to nie tylko dar, to także wezwanie do osobistej odpowiedzialności. Zachowanie wolności wymaga kultywowania cnoty, samodyscypliny, poświęcenia dla ogólnego dobra”.

Widać wyraźnie, że Benedykt XVI jest dokładnie poinformowany na temat nastrojów panujących w niektórych środowiskach katolickich w USA. Od pierwszego słowa bierze „byka za rogi”. W samolocie na konferencji prasowej nie pominął sprawy księży – pedofilów amerykańskich, a w słowie powitalnym grzecznie, lecz zdecydowanie daje odpowiedź Amerykanom, którzy uprościli naukę Ewangelii. Streszczenie tych nastrojów można znaleźć w wypowiedzi prezesa stowarzyszenia Katolicy za Wolnym Wyborem: „Katolicy w Ameryce uciekają się do aborcji nie rzadziej niż ludzie innych wyznań czy ateiści. (…) W wielu kwestiach katolicy kierują się nie naukami Kościoła, lecz własnym sumieniem. Sami odpowiadają sobie na pytanie, co jest dobre, a co złe. Co jest dobre dla nich i dla ich rodzin. (…) To nie jest tak, że w Kościele biskupi wyznaczają reguły, a my, wierni, mamy ich ślepo przestrzegać. Jeśli wierni w przytłaczającej większości odrzucają część nauk Kościoła, to oznacza, że coś jest z tymi naukami nie tak. Że nie są właściwe. (…)Oczekiwanie od ludzi, że będą się poświęcać, jest moim zdaniem wysoce niewłaściwe”.



2008-04-15

OFIARA I WIERNOŚĆ.

Ojciec św. Benedykt XVI dziś wieczorem ląduje na ziemi amerykańskiej. Jego ósma pielgrzymka zagraniczna. Będzie tylko w Nowym Jorku i w Waszyngtonie. Mam nadzieje, że katolicy amerykańscy znajdą czas na spotkania z papieżem, nie pozwolą zdominować swej wolności i swych myśli przez szaleństwo przedwyborcze.
Ciekawy jestem, co dziś zrobi Ewa Szumańska, znana dziennikarka, podróżniczka i pisarka. Podarowała mi kilka swoich książek. Nasza znajomość sięga czasu stanu wojennego, pracy w duszpasterstwie twórców i działania w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym. Ewa ma wielki dar opowiadania, przy niej nie można się nudzić. Ale uwaga, tu na niejednego czeka pułapka, bo na spotkaniu z Ewą i ze Zbyszkiem (jej mężem, profesorem politechniki) nie ma tematów byle jakich, łatwych, ble-ble po próżnicy. Kto nienauczony gimnastyki umysłowej, lepiej niech swe wyrazy pamięci przekaże telefonicznie…
Otóż Ewa, nieusłuchana palaczka, od pierwszego pielgrzymowania Jana Pawła II, rzucała papierosy na czas papieskiej pielgrzymki. Ssanie nikotynowe bardzo jej dokuczało, ale wytrzymywała, żeby wyprosić u Boga błogosławieństwo dla papieża i dla tych, do których przybywał. Walczyła dzielnie przez cały pontyfikat Polaka.
Czy dziś tak samo zrobiła? Nie wiem, bom winowajca wielki i sporom czasu żadnych wieści stamtąd nie zaciągał. Ale podziw mój dla jej „pro papieskiej ascezy” nie zmalał. Spotykam czasem jej myśli na ostatniej stronicy Tygodnika Powszechnego (a to już osobna historia trwałej wierności).


2008-04-14

ZBRODNIA I KŁAMSTWO.

Z wczorajszego kazania bpa polowego WP Tadeusza Płoskiego:

„Składamy dziś hołd pamięci zdradziecko zamordowanym polskim jeńcom wojennym (…) przetrzymywanym w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.(…)
Ofiary tamtej zbrodni to kwiat polskiej inteligencji. Obok zawodowych oficerów, oficerowie-rezerwiści – ludzie wielu zawodów, różnych społecznych ról i urzędów. W codziennym życiu byli profesorami wyższych uczelni, nauczycielami, adwokatami, sędziami, lekarzami, przedsiębiorcami, właścicielami ziemskimi, dziennikarzami, pisarzami, itp. (…)
Katyń to nie tylko straszliwa zbrodnia wykonana w majestacie sowieckiego prawa, to również kłamstwo. Kłamstwo powtarzane tysiące razy... Na całe pokolenia słowo „Katyń” w Polsce i na całym świecie pozostanie znakiem ludobójstwa i zbrodni wojennej. U podstaw zbrodni katyńskiej leży decyzja najwyższych władz państwowych i partyjnych Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 roku, na mocy której pozbawiono życia 21857 (w samym dokumencie mówi się o 25700 osobach) starannie wyselekcjonowanych przez NKWD obywateli polskich. (…)

Dziś Polacy oczekują od Rosji uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię przeciwko ludzkości, za zbrodnię ludobójstwa, bo taką właśnie była. (…) Oczekujemy też, że poznamy inne, nieznane jeszcze miejsca kaźni Polaków, poza Katyniem, poza Miednoje, Piatichatkami, Kuropatami czy Bykownią. Zgodnie z naszą wiarą, naszym pomordowanym braciom należą się mogiły. (…)

Polskie drogi splatają się od stuleci z drogami Chrystusa. A ci, którzy umierają z Chrystusem, zmartwychwstają wraz z Nim do nowego życia. Wierzymy, że ci nasi bracia, w świętych obcowaniu doznają chwały Zbawienia, która jest przecież powołaniem człowieka.
Pamiętaj zatem, Polsko, o dzieciach swoich, które miłość do Ciebie śmiercią okupiły. Amen”.


2008-04-13

PAMIĘĆ KATYNIA.

Dzień pamięci o zbrodni katyńskiej. W telewizji migawki ze spotkań rodzin katyńskich. Niewiele z tego można było wyczytać. A przecież główny problem jest wielkiej wagi: przebaczenie. Jak przebaczyć, gdy nikt nie prosi o przebaczenie. Rosjanie nie uznają tej zbrodni za ludobójstwo i nie chcą się nią po 60 latach zajmować. Sumienie katolickie dokucza i mówi: należy przebaczyć, Modlitwa Pańska wyraźnie stawia ten warunek. Jedni zgadzają się i mówią: przebaczyć tak, ale zapomnieć – nigdy! Najbardziej wzruszył mnie głoś starszej pani, która ze łzami w oczach mówiła: ja im przebaczam, ale zapomnieć tak trudno. Oj, jak trudno…

We wszystkich Mszach dzisiaj modliliśmy się za pomordowanych Polaków w Katyniu i okolicach. Nie przyszła mi do głowy intencja za oprawców. Niestety.


2008-04-12

WYSTRZELAĆ PTAKI. 

Czy rzeczywiście biskupi polscy chcą wystrzelać ptaki śpiewające pod ich oknem? Tak twierdzi red. Terlikowski. Oczywiście ten żart ma ośmieszyć episkopat, który upomina się o to, by media nie tworzyły nacisku na kierownictwo Kościoła przy decyzjach personalnych w obsadzaniu diecezji oraz by dziennikarze (szczególnie katolicy) nie siali zamętu w ludzie Bożym, dzieląc biskupów na nadających się i nienadających się… Powinności dziennikarskiej „służyć prawdzie” nie można oddzielać od miłości, bo wtedy prawda przeczy sobie, krzywdząc człowieka. Gdy się staje na jednym placu z Chrystusem wobec grzesznika, trzeba wreszcie wypuścić kamień z garści.

Myślę, że nie tylko episkopat polski - liczni świeccy i szeregowe duchowieństwo również - chce, by ptaki śpiewały, ale niech nie będą to „słowiki jak byki” (pamiętam z dawna te słowa z piosenki o miłości). Kościół w Polsce pragnie spokoju.


2008-04-11

IKONA TRACI BLASK.

Tylu ludzi mówiło mi dziś o panu Lechu Wałęsie. Niestety, nie mówili dobrze. Mają mu za złe wetowanie możliwości przeniesienia abpa z Warszawy-Pragi do Gdańska. Wałęsowe „on tu nie pasuje” wielu wrocławian uznało za bezczelność, a niektórzy mówią o pysze czy wodzie sodowej. „Wałęsa znów dał plamę!” – to okrzyk zbulwersowanego studenta; jego koleżanka przypomniała obraźliwe słowa wypowiedziane nie tak dawno o obecnym prezydencie Rzeczypospolitej.

Serce marnieje, gdy się słyszy nieopanowane opinie z ust tak znanej osobistości. Autorytetem społecznym już dawno pierwszy lider Solidarności przestał być, zwłaszcza w kraju. Ale za granicą, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Lech Wałęsa jest wciąż ikoną Polski. Jeszcze wielu spryciarzy zbiera punkty wśród Polonii powołując się na znajomości z Panem Lechem. Ikony blakną niezauważenie i z daleka nie widać utraty blasku.


2008-04-10

WIARA I NOMINACJA.

Kiedy przed czterdziestu kilku laty przyjmowałem święcenia kapłańskie, wymagano ode mnie złożenia przysięgi na ręce mego ordynariusza, że będę posłuszny jemu i jego następcom. Zrobiłem to z głęboką wiarą, że samemu Chrystusowi jestem i chcę być posłuszny. Mój ordynariusz to wyraziciel woli Bożej wybrany i namaszczony przez Ducha Świętego. Oczu nie mam zamkniętych, widzę dokładnie ludzką (pełną słabości i grzeszności) stronę Kościoła (a więc i hierarchów), ale jednocześnie ufam, że zawsze na końcu będzie tak, jak Jezus chce. Wiem, że już nieraz w dziejach wspólnoty Kościoła ta wiara się zrealizowała. To nie jest łatwa wiara, ale bez niej – jako wielkiego daru Łaski – nie mógłbym w równowadze przeżyć ani jednego dnia mego kapłaństwa, mego życia. Każdy prawdziwie żyjący miłością i nadzieją w Kościele, ma przecież sumienie. To właśnie przez nie Chrystus przezwycięża większe czy mniejsze tragedie. W tym jest zakotwiczona obietnica zwycięskiego przetrwania Kościoła do końca czasów.

Obecne, szczególnie nieprzyjemne dla katolika, wrzaski dookoła (mającej dopiero nastąpić) papieskiej nominacji nowego ordynariusza w Gdańsku wydają się zdradzać brak takiej wiary.


2008-04-09

DIABELSKIE ŻNIWO.

Co się dzieje w Polsce?... Nie tak dawno było samobójstwo Barbary B. w chwili, gdy zobaczyła we własnym mieszkaniu ludzi z nakazem rewizji. Przedwczoraj znaleziono w celi więziennej wisielca na prześcieradle, Sławomira K., który odsiadywał dożywocie za brutalne porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena mięsnego. Jesienią w ubiegłym roku podobną śmierć wybrał jego szef gangsterski Wojciech F. Dziś znowu odnaleziono trupa sędziego w Garwolinie, powiesił się po wczorajszej rewizji ABW w jego domu, w związku z akcją antykorupcyjną wśród ludzi rozstrzygających o czyjejś winie lub niewinności.

Jeżeli do tego dołączyć sprzed kilkunastu miesięcy samobójstwa uczniów, to mróz przechodzi po plecach. Nie dla oskarżenia kogokolwiek trzeba na to zwrócić uwagę, ale by ujrzeć rosnące żniwo śmierci jako skutek odrzucenia fundamentu wiary w miłującego Boga. Dekalog, jeżeli nie wróci na swoje poczesne miejsce w życiu społecznym, zostawi pustkę nihilistyczną, w której nasz naród sparcieje i sczeźnie.


2008-04-08

DYNAMIZM PASCHALNY.

Benedykt XVI od początku pontyfikatu nie ukrywa zauroczenia niezwykłą osobowością i świętością życia Jana Pawła II. Mówił o nim tak pięknie w trzecią rocznicę śmierci! Nie przypominam sobie, by któryś z pięciu biskupów Rzymu, jakich przeżyłem przed obecnym papieżem, tak często i z taką pobożną czcią wspominał swego poprzednika. Ta nowość jest uderzającym, osobistym rysem pierwszych trzech lat obecnego Sługi sług Bożych.

Homilia na Placu św. Piotra wygłoszona 2 kwietnia, pokazując „Serce Kościoła wciąż jeszcze zanurzone głęboko w tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego”, rozwidniła obraz nieodżałowanej pamięci Sługi Bożego, który trzydzieści lat wcześniej przyszedł jako pielgrzym „z dalekiego kraju”, by poddać się Duchowi Świętemu w służbie Jezusowi i Jego Kościołowi.

Benedykt XVI mówił: „Jego pontyfikat w całej swej pełni (…) jawi się nam jako znak i świadectwo Zmartwychwstania Chrystusa. Dynamizm paschalny, który uczynił z życia Jana Pawła II całkowitą odpowiedź na wezwanie Pana, nie mógł wyrazić się bez udziału w cierpieniach i śmierci boskiego Nauczyciela i Odkupiciela”. Często powtarzane „Jego Nie lękajcie się opierało się nie na siłach ludzkich ani na odniesionych sukcesach, lecz wyłącznie na Słowie Bożym, na Krzyżu i Zmartwychwstaniu Chrystusa. W miarę, jak pozbawiany był wszystkiego, w końcu nawet mowy, to zawierzenie Chrystusowi jawiło się coraz wyraźniej. Jak w przypadku Jezusa, także u Jana Pawła na koniec słowa ustąpiły miejsca najwyższej ofierze, darowi z samego siebie. (…) Sługa Boży Jan Paweł II zaznał i przeżył osobiście straszliwe tragedie XX wieku i przez długi czas zadawał sobie pytanie, co mogłoby powstrzymać falę zła. Odpowiedź mogła znajdować się jedynie w miłości Boga. (…) Dlatego podczas ostatniej wizyty w Polsce, powracając na swą rodzinną ziemię, powiedział: Nie ma dla człowieka innego źródła nadziei, jak miłosierdzie Boga”.

Karol Wojtyła wypowiedział te słowa w 2002 roku w Krakowie - Łagiewnikach przed obliczem Jezusa miłosiernego. Wtedy też pokazał nam Boską perspektywę czasu, wspominając jak w młodości, w latach zła i nieszczęścia wojennego, przychodził w drewniakach z kamieniołomu do tego miejsca na modlitwę, by wołać: „Jezu, ufam Tobie”. Na tle tego wspomnienia wzruszająco i pokornie przebiegała uroczystość konsekracji światowego sanktuarium Miłosierdzia Bożego. To było pożegnanie Ziemi Ojczystej.



2008-04-07

DWORZANIN.

Zawsze szkoda mi człowieka, który bezsilnie dowodzi swego. Na płachtach „Rzeczpospolitej” redaktor Tomasz P. Terlikowski dzielnie walczy o swoje słowa, które wyrzucał z siebie w twarz abpa Wielgusa ponad rok temu, a które dziś wydają się być zapomniane. A może nawet i podeptane, skoro na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przez lata ks. Stanisław Wielgus był profesorem i rektorem, przyznano mu nagrodę Księdza Radziszewskiego, założyciela KUL-u w 1918 roku.

Redaktor ze swadą reformatorską walczy dalej, dzieląc episkopat polski na dobrych i złych biskupów i stwierdzając zupełnie poważnie, że „polski Kościół niczego się nie nauczył”. Arcydydaktyk sprzed roku i ujadacz episkopatu dobrał się teraz do abpa Sławoja Głódzia z praskiej Warszawy. Ze wszystkich tajemnic poliszynela, jakie krążą po kraju, wyciągnął na światło dzienne jedną, najbardziej aktualną, że abp prawobrzeżnej Warszawy będzie wkrótce ordynariuszem gdańskim. I postanowił do tego nie dopuścić. Cały artykuł pomieszczony w „Rzeczpospolitej” służy publicznemu obrzydzeniu osoby byłego bpa polowego.

Żal mi serdecznie pana redaktora, bo chyba nie sięgnął ani razu do gazet z najświetniejszego okresu PRL-u. Nihil novi sub sole! Dusze dworskie w każdym systemie odnajdą swe miejsce, nawet jeżeli król jest niełatwo identyfikowany.

Gdy się jednak ma trochę oliwy w zapasie i przy lampie ewangelicznej choć odrobinę przypatrzy się działaniu Jezusa z Nazaretu, nie popadnie się w nihilizm wściekłości.



2008-04-06

SPOTKANIA NA DRODZE.

Ja też miałem kiedyś spotkanie na drodze, ale nie z Bogiem i nie z człowiekiem, i nie skończyło się dla mnie szczęśliwie. Tak zagadnął mnie Adam z politechniki dziś po kazaniu o spotkaniu uczniów z Emaus na drodze z Chrystusem. – To było spotkanie z…bilbordem. Zaszokowałem księdza? Wielka płachta reklamowa pojawiła się na mojej drodze do pracy. Były tam różne obrazki, bardziej lub mniej ciekawe, czasem przytrzymywały mój wzrok. Aż któregoś dnia zobaczyłem na bilbordzie panienkę, która trzyma w ręku urządzenie elektroniczne, które potrzebowałem do mojego projektu, a którego w Polsce nigdzie nie mogłem zdobyć. Zacząłem wydzwaniać i dobijać się w internecie do różnych firm, do których prowadził mnie, jak po nitce do kłębka, pokazany adres mejlowy na afiszu. Niestety, kłębek nie chciał się łatwo odnaleźć. Wreszcie znalazłem na eBay’u. Klops w tym, że eBay w Polsce jeszcze nie funkcjonował. Niełatwo mi było znaleźć właściwy typ urządzenia. Siedziałem po kilka godzin w nocy przy kompie i szukałem i czekałem. Nawiązałem kontakty z dziesiątkami różnych sklepów i firm, zwłaszcza w Niemczech. Przez dwa miesiące chodziłem jak w amoku, spać nie mogłem. Mój projekt naukowy leżał, a czasu było coraz mniej. Wreszcie znalazłem oferenta aukcyjnego, który sprzedawał właśnie mój model urządzenia. Chętnych do kupna było więcej, podbijali cenę. Ale ja się uparłem i wreszcie kupiłem. Zdążyłem na pół minuty przed zakończeniem aukcji. Sporo nerwów mnie to kosztowało, nie mówiąc o pieniądzach. Kupiłem, i tu się zaczęła moja prawdziwa gehenna. Urządzenie mogłem odebrać jedynie w Niemczech. Zacząłem szukać człowieka, który mieszka za granicą i może mi kupić urządzenie i dostarczyć do Polski. Szukałem przez różne znajomości i nieznajomości. W końcu znalazł się pewien student w Aachen. Kupił, ale zażądał podwojonej sumy. Za głowę się chwyciłem, ale cóż było zrobić? Przesłałem pieniądze. Facet obiecał, że prześle pocztą. Czekałem bardzo niecierpliwie, mejlowałem, dzwoniłem, odwiedzałem codziennie  urząd pocztowy… i cisza. Nikt nic nie wiedział. Student wyprowadził się z akademika. Kamień w wodę!

Oczy otwierałem zdumiony, jakie też to skojarzenia mogą mieć słuchacze kazań niedzielnych! Adam zakończył naszą rozmowę: ksiądz jest optymistą, ale nie każdy ma  dobre spotkania na drodze. Tamci z Emaus mieli wielkie szczęście!


2008-04-05

WEZWANIE WIOSNY.

Dziś jest cieplutko. Jestem zdolny uwierzyć, że świat może być kolorowy, kwitnący i kwiecisty. Bardzo potrzebna mi ta wiara! Chodzenie z Panem Jezusem do chorych nie nastraja wiosennie. Odwiedziłem kilkanaście mieszkań. (Moje chore kolana bardzo odczuły wysokie ganki i piętra). Wszędzie starzy, schorowani ludzie, najwięcej osamotnionych kobiet. Wprawdzie jest zwykle jakaś osoba usługująca, czy pielęgniarka na trzy godziny dziennie, ale to nie wyczerpuje zapotrzebowania na człowieka, nie zaspokaja tej trudnej do określenia, ale wyraźnej tęsknoty. Często czuję się niezręcznie, bo gdy wstaję do wyjścia, widzę niepokój w oczach, a gdy próbuję rozmawiać, brakuje tematu. Moje pytania zostają bez odpowiedzi. Najtrudniejsze jest to, że te staruszki nie chcą, czy nie umieją rozmawiać o Panu Jezusie. Mam podejrzenie, iż nie w pełni pojmują sens tych odwiedzin. Księdzem się cieszą, owszem, ale traktują go jak domokrążcę sezonowego, który coś przyniósł, i to za darmo. Czym te skorupki nasiąknęły za młodu? Jaka była ich religijność przed starczym zdziecinnieniem? One mają po 80, 90 lat. Przeżyły dwie wojny światowe, dwie długie okupacje, w tym morderczą indoktrynację ducha. Czy ktoś zauważa ten skutek doświadczeń między- i powojennych czasów w naszym kraju?

Wiosno, przyjdź jak najprędzej i rozgość się u nas!


2008-04-04

LIST DO ARTYSTÓW.

Mija dziś dokładnie 9 lat od napisania „Listu do artystów” przez Jana Pawła II. Pamiętam, że w odpowiedzi na ten list i na zaproszenie Papieża na obchody Wielkiego Jubileuszu artyści wrocławscy byli w Rzymie jedyną grupą z Polski podczas modlitwy jubileuszowej świata sztuki. I tym większą radość i zadowolenie przywieźli do kraju, bo Ojciec św. ofiarował im sporo swego czasu na specjalnej audiencji.

W wigilię dzisiejszej rocznicy „Listu” aktorzy w radiowej Jedynce oddali hołd papieżowi Polakowi jako wielkiemu artyście i podziękowali za to fundamentalne dla ich twórczości przesłanie. Czerpali całymi garściami z treści tego pisma.

Ojciec święty pisał z głęboką mądrością: „Każda autentyczna forma sztuki jest swoistą drogą dostępu do głębszej rzeczywistości człowieka i świata. Tym samym stanowi też bardzo trafne wprowadzenie w perspektywę wiary, w której ludzkie doświadczenie znajduje najpełniejszą interpretację”. Na zakończenie swego przesłania Jan Paweł II złożył twórcom życzenie: „Niech wasza sztuka przyczynia się do upowszechnienia prawdziwego piękna, które będzie niejako echem obecności Ducha Bożego i dzięki temu przekształci materię, otwierając umysły na rzeczywistość wieczną”.



2008-04-03

MODLITWA I PAMIĘĆ.

Nadspodziewanie dużo ludzi przyszło do naszego kościoła wczoraj na „Apel Papieski” o godz. 21:00. Wszystkie ławki zajęte! Wyciszenie i rozmodlenie wzruszające. Modliliśmy się o jak najszybsze publiczne stwierdzenie Stolicy Apostolskiej o przyjęciu do chwały świętych w Niebie Jana Pawła II. Wysłuchaliśmy bardzo ciepłego i serdecznego przemówienia papieża do chorych w Krakowie w 1979 roku, a po nim słuchaliśmy polskiego tłumaczenia świadectwa siostry Marie Simon Pierre, uzdrowionej z choroby Parkinsona za przyczyną sługi bożego Jana Pawła II. O godz. 21:37 zakończyliśmy Apel.

Dziś rano agencje podały, że o takiej samej godzinie ludzie modlili się w Rzymie przy grobie Jana Pawła II, w Japonii, w Toronto, na Filipinach, w Moskwie… W całej Polsce na bardzo wielu miejscach młodzi i starzy gromadzili się przy światłach zapalonych ku czci i pamięci papieża Polaka. Były też sympozja, koncerty i wystawy. We Wrocławiu odbył się marsz młodych z katedry na Rynek, zwieńczony pięknym koncertem w garnizonowym kościele św. Elżbiety. Ogromna bazylika pomieściła setki uczestników rozmodlonych.

Dziś wieczorem w galerii „Na Jatkach” uczestniczyłem w wernisażu plastyków i poetów pod hasłem „Niech zstąpi Duch Twój…” Kameralne spotkanie dla uczczenia 3. rocznicy odejścia JP II do Ojca zgromadziło wielu artystów z różnych miast kraju. W części nieoficjalnej częstowano kremówkami papieskimi.

W świadomości wiernych polskich rośnie pytanie, czy - przy przeniesieniu ciała do Bazyliki św. Piotra - Kraków otrzyma serce Karola Wojtyły, by złożyć je na Wawelu? I czy od razu będzie mu przysługiwał tytuł „święty”?  Poczekajmy spokojnie.

 



2008-04-02

JAK ODDYCHANIE.

Trzy lata nie zatarły bogatego obrazu tamtych papieskich dni. Wszystko żyje jakby tuż za zasłoną. Wystarczy słowo, fotografia, film czy wspomnienie spotkania, by myśleć o tym, jakby to było wczoraj. Ktoś mi dziś zadał pytanie: czy bardzo kochałem Jana Pawła II? Zaskoczony zwlekałem z odpowiedzią, bo miłość do Papieża-Polaka to coś tak po prostu istniejącego jak powietrze, którym oddycham w każdej chwili. Nie myślę o oddychaniu, ale przecież moje życie od niego zależy. Mogę jedynie zauważyć dziś, że ta miłość rozwijała się wraz z życiem upływającym. Dalej mi było do Papieża młodego, dzielnego, zapracowanego, rozrywanego po całym świecie, zajmującego się tak dynamicznie najważniejszymi sprawami świata i Kościoła. Z biegiem umykających lat ten dystans skracał się. Papież starzał się i ja też, choć dzieliło nas zawsze te dwadzieścia lat. On wyprzedzał mnie. To, jak przeżywał swą kondycję zdrowotną, było zawsze dla mnie szkołą życia wcześniej pokazanego. Pamiętam, że uśmiechnąłem się przy lekturze listu papieża do dzieci. Ten filozof nie umiał pisać do dzieci, chociaż bardzo spontanicznie okazywał im swe uczucia ojcowskie. Ale gdy przeczytałem list do ludzi starych, rozrzewniłem się. To pisał człowiek znający kondycję starców. Zawarł tam nie tylko miłość do ludzi podobnych jemu, ale i prawdę podnoszącą z kolan ku obliczu Bożemu. Trudne tygodnie ciężkiej choroby zabierającej mu wszystko, poczynając od możliwości poruszania się aż po niemożliwość mówienia, wyzwalały we mnie zwyczajne odruchy współ-czucia. Widząc go tak odzieranego przez chorobę, nie mogłem być radosny. Płakałem na wieść o śmierci. Potem przyszła modlitwa i uspokojenie. Papież już jest znów młody. Mi pozostało jeszcze nieco do starzenia się… Mam na stoliku jego fotografię, rozmawiam z nim codziennie wieczorem, gdy proszę o cud uzdrowienia młodego księdza, jak on, filozofa.



2008-04-01

UMIERANIE SŁUGI BOŻEGO

Wierzyć się nie chce, ale dziś upływa już trzeci rok od tych dni, gdy cały Kościół przeżywał długie, bolesne umieranie Papieża Polaka na Watykanie. I pomyśleć, przez te wszystkie dni płynie nieustanna rzeka pielgrzymów, którzy ze wszystkich kontynentów przybywają pomodlić się na grobie Jana Pawła II.

Marco Politi, watykanista, w swej książce tak wspomina odejście Ojca św. do Ojca: „było to wydarzenie, które poruszyło wyobraźnię ludzi, bez względu na to, czy byli to katolicy praktykujący, czy niepraktykujący, protestanci, żydzi, muzułmanie, agnostycy. Historia Jana Pawła II składa się z wielu rozdziałów, o których można dyskutować, zgadzając się z nim lub nie. Ale dwa ostatnie miesiące życia i jego śmierć są rozdziałem samym w sobie. To „dramat sakralny”, podobny do tych, jakie odbywają się w Kalwarii Zebrzydowskiej, albo tragedia grecka. Mamy silnego bohatera, który nagle staje się słaby, nagi, bezbronny i przekształca tę swoją nędzę w przesłanie do świata. Jest to przesłanie o godności osoby chorej, o wartości cierpienia; przesłanie, które człowiekowi wiary mówi, że jego cierpienie jest udziałem w cierpieniu Chrystusa, a niewierzącym – że samo cierpienie i akceptacja cierpienia może mieć znaczenie dla ich przekonań”.

 



2008-03-31

PARADA Z OGNIEM.

Ogień olimpijski zapłonął dziś w Pekinie. Stąd pobiegnie w sztafecie do wielu krajów, ma zwiastować światu „radość i pokój”. Na placu Niebiańskiego Spokoju, gdzie trawa do dziś pamięć pomordowanych studentów, sypano pięknymi, dyżurnymi słowami. Świat byle jak słucha, ale czy rzeczywiście nie uspokaja się nimi? Politycy zebrani na szczycie w Słowenii nie podjęli decyzji o zbojkotowaniu igrzysk w Chinach. Za duże byłyby straty wielkiego biznesu. Zdecydowali się jedynie na wyrażenie potępienia wobec przemocy w Tybecie.

Nikt nie słucha głosu Dalajlamy – niszczenie Tybetu przez komunistów chińskich trwa przecież nie od dziś. W autobiografii przywódcy duchowego Tybetańczyków można przeczytać wstrząsające świadectwo: „metody, jakimi Chińczycy próbowali zastraszyć ludzi, były tak potworne, że przerastały moją wyobraźnię. Dopiero kiedy przeczytałem opublikowany w 1959 roku raport Międzynarodowej Komisji Prawników, uwierzyłem we wszystko, co mi opowiadano. Powszechnymi praktykami stały się: krzyżowanie, wiwisekcje, wypruwanie wnętrzności i ćwiartowanie. Tybetańczyków ścinano, bito na śmierć, palono i zakopywano żywcem, nie mówiąc już o wleczeniu za galopującymi końmi, wieszaniu głową w dół czy wrzucaniu związanych do lodowatej wody. Żeby prowadzeni na egzekucję nie krzyczeli: „Niech żyje dalajlama!”, wyrywano im języki rzeźnickimi hakami”.

Jak można było powierzyć Chinom organizację igrzysk??? Ślepota świata jest przeogromna!


2008-03-30

ZWIERZĘTA W NIEBIE.

Dziś u znajomych rozwinęła się dyskusja na temat duszy u zwierząt. Temat musiał się pojawić, bo w domu są dwa koty, dwa psy i drapieżna fretka. Wszystko żyje w zgodzie ze sobą, aczkolwiek nie bez scysji marginalnych zażegnywanych przez gospodynię, która zna psychikę każdego z tych zwierząt i wie jak je ułagodzić czy uspokoić. Czy na tej podstawie można mówić o duszy w zwierzęciu? Niechybnie pojecie duszy jest dość pojemne.

Zaskoczyło mnie zdanie młodej damy: nie chcę być w niebie, gdzie nie będzie zwierząt. Bóg, kochający Stworzyciel i Ojciec, z pewnością rozwiązał już dawno ten problem. Jednakże na ziemi „ucieczka w zwierzęta” może dowodzić braku stabilnego miejsca wśród ludzi, a to z kolei może tłumaczyć brak zainteresowania miejscem i rolą Boga w niebie.

Teologowie nie stawiają w pierwszym rzędzie pytania o duszę i miejsce zwierząt w niebie pewnie i dlatego, że wyznawcy reinkarnacji mają już ten problem rozpracowany.


2008-03-29

ZŁOTY JUBILEUSZ.

Dzisiejsze przedpołudnie spędziłem na modlitwie w Karmelu. Siostra Stanisława dziękowała Bogu za 50 lat swej konsekracji zakonnej. Człowiekowi ruchliwemu, zwiedzającemu świat cały, aż trudno zrozumieć, jak można przeżyć pół wieku w jednym domu i to zamkniętym. Chyba tylko modlitwa, uwielbianie codzienne Boga, może człowiekowi wypełnić tak czas, aby klauzura nie przemieniła się w więzienie. Wtedy rok liturgiczny ze swoimi różnorodnymi akcentami, upamiętniającymi wydarzenia zbawcze, staje się przestrzenią, w której ludzkie małe „ja” spotyka wielkie i najświętsze, Boskie „Ty”.

Złotej Jubilatce, Siostrze Stanisławie napisałem w liście: „W światłach Zmartwychwstałego Jezusa bledną wszelkie krwawe rany, gasną palące bóle i ustępują mroki niepokoju duszy. Razem z Siostrą Stanisławą dziękuję Bogu za wielką łaskę jej powołania karmelitańskiego i za doczekanie tak pięknego, Złotego Jubileuszu trwania przy Sercu Jezusowym. Niech Jezus Miłosierny nadal przytula i błogosławi, a dzięki modlitwom Siostry Stanisławy niech udziela swego miłosierdzia najzatwardzialszym grzesznikom.


2008-03-28

DAR WIARY.

Minął pracowity Wielki Tydzień z Niedzielą Zmartwychwstania, zbliża się Święto Miłosierdzia Bożego. Dni poświąteczne pozwalają nieco odetchnąć, także podczas Liturgii świętej. Czytania biblijne w prostych słowach mówią o spotkaniach uczniów ze Zmartwychwstałym Jezusem. Myślę o eksksiędzu Tomaszu Węcławskim (dlaczego akurat o nim?), o jego nieszczęściu utraty wiary w Syna Bożego. Przecież jeszcze przed dziesięciu laty pisał w „Znaku”: „cała treść i cały sens słowa „zmartwychwstanie” ma źródło w tym wydarzeniu, do którego zostaje ono tu odniesione, ale wydarzenie to z zasady przekracza i rozsadza kategorie, w których jesteśmy zdolni o nim mówić” (10/1998, s.45).  Coś, co jest, a przekracza ludzkie kategorie myślenia dowodzi tego, że nie człowiek to wymyślił, że zostało mu dane.
Jak straszną rzeczą jest utrata wiary! Sensu życia nie widziałbym dla siebie, gdybym po przebudzeniu nie mógł powiedzieć Jezusowi: dziękuję Ci za życie, za Twą miłość i za dar wiary. Czasami w ciągu dnia wołam: wierzę, Panie, ale wspomóż moje niedowiarstwo. Jezu, ufam Tobie.


2008-03-27

WYSYPKA.

Wychowywanie młodego człowieka nigdy nie było łatwe. Jednakże dziś, gdy w rodzinach i w szkole autorytet Boga nie ma wcale, albo bardzo malutkie miejsce w sercach rodziców czy wychowawców, praca nad dojrzałością osoby ludzkiej stała się bardzo trudna.

Człowiek, od dziecka wychowywany w poczuciu otaczającej go Bożej miłości, wie, że Bóg swoimi nakazami i zakazami nie chce go udręczyć, ale wykuwa mu kamienistą ścieżkę do autentycznego szczęścia. Młody słyszący i słuchający w sumieniu głosu Boga, choć w okresie dojrzewania będzie borykał się z wielu trudnościami, to jednak nie będzie potrzebował od społeczności wścibskiego inwigilowania i podglądania. Bóg, najwyższy i ukochany autorytet przemawiający w sumieniu, potrafi przeprowadzić go bezpiecznie przez każdą „ciemną dolinę” (Ps 23,4).

O, żeby to zrozumieli dzisiejsi medialni obśmiewacze, którzy dostają wysypki na swej skórze, gdy słyszą o przykazaniu „Nie cudzołóż!”.



2008-03-26

PRAWO I DOJRZAŁOŚĆ.

Kiedy Bóg tworzył cywilizowaną społeczność z 12 wielkich rodów semickich, wyprowadzonych z niewoli egipskiej, podarował jej na górze Synaj Dekalog, fundamentalne prawo dla zachowań moralnych. W tym Bożym Prawie znalazł się także zakaz życia seksualnego poza małżeństwem: Nie cudzołóż! Zakaz ten, tak jak i inne zapisy Dekalogu, służy dojrzałości duchowej i fizyczno – psychicznej człowieka.

Prawo tworzone przez cywilizowaną społeczność musi wziąć w obronę i tę intymną sferę życia osoby ludzkiej. Jakie osoby, taka i społeczność. Ale, żeby dobrze skutkować, takie prawo musi być otoczone dobrą wolą i zrozumieniem celu, któremu ono służy. Niestety, na wysokich stołkach siedzi dziś mnóstwo ludzi, którzy chcąc zatrzeć złe wrażenie  swoich grzechów, zamienili „niewierność wobec bliźniego” na „wierność wobec siebie”. Oczywiście, ta fałszywie pojęta wolność będzie się sprzeciwiać każdemu zakazowi, zwłaszcza tyczącemu przyjemności bez granic i za wszelką cenę.

Dzisiejsi medialni naganiacze sensacji za chwilę ucichną. Jak obśmiali propozycję prawnego zakazu seksu do lat osiemnastu, z taką samą bezodpowiedzialnością wejdą do alkowy któregoś z prezydentów, by wystawić na publiczny bezwstyd jego życie seksualne.

 



2008-03-25

ŚMIECH NA SALI.

Pani rzecznik praw dziecka nie znalazła dobrego ucha u dziennikarzy, spikerów, prezenterów i komentatorów medialnych, mówiąc na KUL-u o propozycji prawnego zakazu stosunków seksualnych do lat 18. Wszyscy podawali tę wiadomość w otoczce łatwo uchwytnej kpiny i lekceważącego uśmiechu. Wszyscy chowali w zanadrzu przekonanie: nowy wygłup pani rzecznik. Nikt nie skomentował pozytywnie tego pomysłu.

A szkoda, bo mógłby być punktem wyjścia ku rozwiązaniu pakietu bardzo niebezpiecznych i często tragicznych problemów: szkolnej ciąży, gwałtów i nieobyczajnych zabaw wśród gimnazjalistów i licealistów, a także coraz częstszych samobójstw wśród młodzieży.

Niestety, bardzo „nowoczesne” i modne stało się twierdzenie w opinii publicznej, że przecież prawo niczego nie załatwia. Czy rzeczywiście niczego?



2008-03-24

PRZYZWYCZAJENIE.

Wewnętrznie się uśmiechałem (choć to wcale nie jest śmieszna historia), gdy czytałem dziś na liturgii fragment Ewangelii o przekupstwie i kłamstwie starszych żydowskich na temat zmartwychwstania Jezusa. Żołnierze rzymscy dali się złapać na tę szalbierską zagrywkę po prostu dlatego, że otrzymali forsę i zapewnienie, iż przełożeni nie dowiedzą się o tym.
Prawda zawsze miała i ma kłopoty w ustach nieuczciwych ludzi. Po dwudziestu wiekach od tamtych wydarzeń było jeszcze gorzej. W rządach komuny wszystko opierało się na kłamstwie. Polityka, gospodarka, historia, sądownictwo, a nawet stosunki towarzyskie – wszystko budowane było na kłamstwie czasem brutalnym, a czasem misternie nicią pięknych słów szytym. Na kłamstwie i przekupstwie opierał się dobór kadry kierowniczej i zasady nagradzania, ordery, premie, wczasy „darmowe”. Pochwalane i nagradzane kłamstwo rodziło donosicieli i kolaborantów. Stałą wizytówką kłamstwa były akademie i pochody majowe czy lipcowe. A prasa, radio i telewizja czymże były?... A nad tym wszystkim unosił się strach i podejrzliwość.
Ile z tych przyzwyczajeń przeszło z ludźmi w XXI wiek, do tzw. „demokratyczno – liberalnej” Polski?


2008-03-23

ZMARTWYCHWSTANIE.

W ponury, mroczny ranek usłyszałem dziś pretensję starszej osoby: co też Pan Bóg wyprawia z tą pogodą, kto to widział taką niedzielę wielkanocną? – A po południu, gdy wyszło spoza ciemnych chmur jasne słońce, pomyślałem z radością: ale też Pan Bóg wyprawia! Rozkoszowałem się tym wytęsknionym światłem i blaskiem niedzieli zmartwychwstania. „Bóg jest światłością!”(1 J 1,5). Kiedyś Jezus na Taborze ukazał swój boski blask swym trzem przyjaciołom, wybranym apostołom. Samego zmartwychwstania nikt nie widział. Ono odbyło się nocą, ale – jak zauważył dziś kard. Dziwisz w Krakowie – była to najjaśniejsza noc w dziejach. Badacze wizerunku na całunie turyńskim mówią, że nie mógł tego obrazu namalować żaden artysta i nie mógł on powstać tylko wskutek przeniknięcia do płótna naturalnych płynów organicznych. Ten wizerunek powstał i utrwalił się na skutek potężnego, wręcz kosmicznego, rozbłysku światła. Tak się stało, gdy Jezus wyszedł z grobu odwalając ciężki kamień i zostawiając w grobie pogrzebowe chusty.

 

Aby to przyjąć, trzeba wiary! Sam rozum ludzki nie wystarczy, choć wiele może pomóc. Podobnie wiary potrzebuje dzisiejsza niedziela, że Jezus zmartwychwstał w moim sercu. Dziś na ziemi nie ma innego miejsca na zmartwychwstanie Jezusa. On dał mej duszy na nowo swój Boski blask.

 



2008-03-22

WIELKA SOBOTA.

Dzień dzisiejszy w Kościele to dzień ciszy i oczekiwania. Czas na refleksję, a jest o czym myśleć. Jezus kieruje nasze myśli ku cierpiącym dziś uciemiężenie i niesprawiedliwość.

W połowie Wielkiego Tygodnia ojciec św. Benedykt XVI upomniał się o los Tybetańczyków: „Moje ojcowskie serce odczuwa smutek i ból w obliczu cierpienia tak wielu osób. Tajemnica męki i śmierci Jezusa, którą przeżywamy na nowo w Wielkim Tygodniu, pomaga nam być szczególnie wrażliwymi na ich sytuację. Przemocą nie rozwiązuje się problemów, tylko się je pogarsza. Wzywam was, byście przyłączyli się do mej modlitwy. Prośmy Boga Wszechmogącego, źródło światłości, aby oświecił umysły wszystkich i obdarzył każdego odwagą wyboru drogi dialogu i tolerancji”.
Tybetańczycy mieszkający w Europie podziękowali Ojcu św., natomiast chińskie MSZ odpowiedziało niezgodą na słowa papieża o tolerancji wobec mieszkańców Tybetu, nazywając ich kryminalistami, których należy ukarać zgodnie z prawem. (Skąd my to znamy!?).
Ordynariusz Hongkongu, Chińczyk, kard. Joseph Zen Ze-kiun przyznał w Radiu Watykańskim, „że minie jeszcze wiele czasu, zanim dojdzie do normalizacji stosunków miedzy Watykanem a Pekinem”. Czyli pokój z chińskimi komunistami - tak, ale nie za wszelką cenę.


2008-03-21

WIELKI  PIĄTEK.

Śnieg uciekł przed słońcem, wsiąknął w ziemię, ale zimno pozostało, nawet bardzo przenikliwe. To rzadkość taka zimowa pogoda w Wielkim Tygodniu. Chociaż pamiętam z młodości seminaryjnej Rezurekcję w śniegu po kolana. Tak było na praktyce diakońskiej w Zgorzelcu.

Przypominam sobie też zupełnie inny Wielki Tydzień, bardzo gorący. Wszystkie wentylatory musiały być w nieustannym ruchu. Tak było pewnego roku w Melbourne. Ale też pamiętam moje wielkie, pozytywne zaskoczenie ogromną ilością wiernych w Wielki Piątek na wieczornym nabożeństwie Męki Pańskiej. A nazajutrz, w Wigilię Paschalną, tłumów już nie było. Tak samo było w Kanadzie. W krajach anglosaskich, niekatolickich, Wielki Piątek jest najważniejszym dniem w całym roku liturgicznym. Tam też jest to dzień wolny od pracy.

Sceptycznie patrzę na wysiłki niektórych polityków, by i w Polsce wprowadzić ten dzień jako wolny od pracy. Katolicy wpatrzeni są raczej w jasność Dnie Zmartwychwstania niż w mrok cierpienia i śmierci Pana Jezusa. Z podobnym sceptycyzmem słuchałem nie tak dawno propozycji obwołanie Chrystusa Królem Polski. Jednak tytuł Królowej Polski, który od wieków funkcjonuje w naszej religijności, ma inny historyczny wymiar. To nie jest to samo.



2008-03-20

WIELKI CZWARTEK.

Śnieg we Wrocławiu. Nasypało nocą i nadal sypie.

Dziś rano w katedrze wrocławskiej nasz parafianin, prof. Tadeusz Luty, rektor Politechniki Wrocławskiej, został z woli ojca św. Benedykta XVI uhonorowany Orderem Rycerskim św. Sylwestra, a tym samym włączony do grona Rycerzy z osobistym tytułem szlacheckim. Może nosić specjalny, uroczysty strój z Krzyżem Maltańskim i szpadą rycerską. Jego wnukom pewnie bardzo by się spodobał.

Profesor Luty przewodniczy kolegium rektorów środowiska naukowego Wrocławia i Opola. Cieszy się wielkim autorytetem wśród kolegów - profesorów w Polsce. Ze wzruszeniem słuchałem dziś jego podziękowania w katedrze, a szczególnie, gdy wspomniał swych nieżyjących rodziców i ich wiarę. Obiecał też rozwijanie swego życia wiary. To może być pożyteczne dla wnuków!



2008-03-19

NAJWIĘKSZA REWOLUCJA.

Halina Bortnowska – znów ją spotykam (na łamach „Tygodnika Powszechnego”). Pamiętam tę panią z bardzo młodych moich lat kapłańskich. Zawsze z werwą, zawsze bezkompromisowa i inteligentnie zjadliwa wobec wszelakiego skostnienia, szczególnie z satysfakcją tropionego w Kościele. Zresztą wtedy Kościół był jedyną wolną przestrzenią, gdzie można było sobie poużywać swobodnym, czy niefrasobliwym językiem. Inne przestrzenie miały kraty i zamykały do środka. Dziś patrzy ze zdjęcia stateczna, miła, w półuśmiechu pani pod wielkimi okularami. Dawniej czuło się w niej kosę. Studiowała dużo i w różnych miejscach, także we Wrocławiu. Nie stroniła od duchowieństwa, zwłaszcza młodego. Czuliśmy, że lubi nas pouczać. Kiedyś przyszła, usiadła na stoliku szkolnym, założyła nogę na nogę (wiedziała, że robi wrażenie na nas) i zaczęła mówić non stop przez 45 minut. Rzucała kontrowersjami jak piłeczkami golfowymi. Żaden profesor by jej nie przegadał. Po wykładzie w grupach słyszało się: „piekielnie inteligentna baba!”.

Dziś czytam jej intelektualną drogę krzyżową. Jeszcze większa mądrość. Bez kontrowersji. Zatrzymało mnie szczególnie piękne i mądre zdanie: „Jezus mógłby zbawić świat przez to, że urodziłby się na nim i zerwał jedną różę, mówiąc, że jest piękna. Wybierając śmierć taką jak nasza, odnalazł nas tam, gdzie faktycznie jesteśmy”.

Myślę sobie: odnalazł nas i poprowadził dalej, poza śmierć. I to jest największa rewolucja Jezusowa!

 



2008-03-18

REMIZA.

Walka o media jest walką o władzę, o rząd dusz. Ale czy to upoważnia panów posłów i panie posłanki do takiego zachowania się w sejmie jak dziś przy uchwalaniu ustawy o mediach? Oglądając obrady przez okienko TVP miałem wrażenie, że zaglądam do wiejskiej remizy strażackiej już po północy, gdy zabawa na dobre się rozhulała. Awaria kompletna hamulców obyczajowych.  Przepraszając strażaków, czy chłopaków i dziewczyny na wsi, pytam: kto dał parlamentarzystom polskim prawo do publicznego chamstwa?


2008-03-17

TYBET MORDOWANY.

Lhasa, piękne, choć obce mi kulturowo, miasto. Inna architektura, inaczej ubrani ludzie na ulicach, inne zwyczaje, inna religijność. Tybet znam jedynie z lektur i z filmów, no i oczywiście, z obserwacji medialnej spotkań XIV dalajlamy z Janem Pawłem II.

To co okupanci chińscy zrobili w tych dniach Tybetańczykom jest ze wszech miar godne potępienia. Dalajlama określa to jako „kulturowe ludobójstwo” i apeluje do rządów w świecie o pomoc. Najwyżej położone państwo w Himalajach zostało odcięte od świata nie przez mrozy i lawiny śnieżne, lecz przez propagandę i wojsko reżymu chińskiego. Rząd komunistycznych najeźdźców najbezczelniejszym kłamstwem przeczy wiadomościom przekazywanym przez turystów. Skąd my to znamy?

Świat popiera Tybetańczyków, bo dzieje się im grozę budząca krzywda, zbrodnia na oczach świata! Dlatego smuci mnie opinia polityków watykańskich o tym, że Ojciec św. nie wspomina publicznie o tragedii Tybetańczyków, bo nie ma w Lhasie nuncjusza, który by potwierdzał doniesienia z Tybetu. Polityka w poprzek Ewangelii?


2008-03-16

NATCHNIENIE.

Dziś rano przebudziłem się z dziwnym przekonaniem, wręcz z imperatywem kategorycznym: wstawaj i idź do konfesjonału! Pomyślałem: Niedziela Palmowa tak woła, bo chociaż już u nas po rekolekcjach, to zawsze znajdzie się jakiś „niedobitek”, spóźnialski, człowiek swymi kłopotami „zakręcony”, wahający się, czy z długim okresem decyzyjnym w duszy. Usiadłem w konfesjonale, choć kościół był prawie pusty. Wierni przychodzili, zajmowali miejsca w ławkach; jedni szli do samego ołtarza, inni wspinali się na chór kościelny, młodzi gnieździli się w półmroku pod chórem niedaleko konfesjonału, ale do kratek nikt nie podchodził. Czas płynął leniwie. Pomyślałem sobie, Mirek, masz zaburzony instynkt czasu liturgicznego, kto się miał wykąpać w miłosierdziu Bożym, ten już to zrobił korzystając z pomocy zaproszonych spowiedników. Westchnąłem zawiedziony i nieco rozżalony: nie wszystkie natchnienia są autentycznie Boże. Chyba zbluźniłem, bo właśnie w tym momencie ktoś padł na kolana u kratki konfesjonału. Opowieść była długa i dramatyczna. Czas płynął niezauważenie, a ja stawałem wobec cudzych problemów coraz bardziej bezradny. Słuchałem i wołałem w duszy o pomoc Ducha Świętego. Meandry ludzkiego sumienia nie rozwiązywały się, ale stawały się coraz wyraźniejsze. I zobaczyłem ból wewnętrzny człowieka. Na koniec zapytałem: masz zaufanie do miłosierdzia Jezusa? Otrzymałem odpowiedź: już tylko ono mi zostało.

Zdumiony podniosłem rękę w znaku rozgrzeszenia. Cały dzień nosiłem w sercu poczucie spełnienia. Trzeba słuchać Bożych natchnień!


2008-03-15

DOWARTOŚCIOWANIE.

Powszechnie wiadomo, być dziś księdzem katechetą w liceum, a tym bardziej w gimnazjum, to ciężka harówa codzienna, ogromne obciążenie psychiczne, mordercza eksploatacja własnych zasobów duchowych. Niszczenie w zaskakującym tempie „postronków” nerwowych. Jeśli do tego doda się (istniejące w wielu szkołach) niezrozumiałe prawidła wpływania na dyrekcję szkoły tak zwanych „sponsorów”, czyli bogatych rodziców, którzy niejednokrotnie zupełnie po pogańsku traktują lekcje religii, to zaiste niełatwo w dzisiejszej szkole być strażnikiem tablic Dekalogu i głosić Ewangelię Pana Jezusa.

Warto pomyśleć, czy nie powinna być ustalona jakaś specjalna forma dowartościowania młodych księży, zwłaszcza tych startujących w nauczaniu. Być może, coś zaczęło się dziać w tym względzie, bowiem od jakiegoś czasu na imieninach czy innych spotkaniach księża poszeptują (dlaczego tak dyskretnie?) o liście dziękczynnym podpisanym przez naszego ordynariusza. Nie widziałem go jeszcze, ale ponoć pismo jest wydrukowane pięknie na grubym, kremowym papierze z wielką pieczęcią herbową. To mógłby być strzał w dziesiątkę!

 



2008-03-14

WARTO PAMIĘTAĆ.

Diabeł szuka każdej bramy do człowieka. Nie ustanie, aż znajdzie jakąś furtkę czy choćby dziurę. On nie ma żadnego innego celu, jak tylko zepsuć człowieka od wnętrza. Wwierca się jak robak żarłoczny i wyżera wszelkie światło w duszy, które czyni człowieka chwałą Boga. Odebrać Bogu chwałę, uczynić świat ludzki ciemnością, to jest jedyny, potępieńczy sens upadłego anioła. On nie ustanie w swej robocie.
Święta Wielkanocne przypominają, że Chrystus jest mocniejszy od diabła.



2008-03-13

OSTROŻNOŚĆ.

Pan Jarosław Gowin z Krakowa powiedział w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” na temat księdza podejrzanego o pedofilię w szczecińskim Ognisku św. Brata Alberta: „Jestem przekonany, że znaczna część przedstawionych ks. Andrzejowi zarzutów jest prawdziwa. Nie wierzę, że duża grupa głęboko związanych z Kościołem ludzi mogłaby zostać zmanipulowana. Ale chciałbym też podkreślić, że w sprawach molestowania i pedofilii trzeba być niesłychanie ostrożnym”.
Wierzę, że pan senator zapoznał się z dokumentami na temat działalności (nie osądzonego jeszcze) ks. Andrzeja, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pan Gowin nie był „niesłychanie ostrożny” w tym wywiadzie.



2008-03-12

KTOŚ POWINIEN.

Człowiek niezrozumiany przez otoczenie nie rozumie, dlaczego nie jest rozumiany w środowisku. Dobrze się stanie, gdy wreszcie zrozumie on, albo jego otoczenie.



2008-03-11

EUREKA.

Dosłownie młyn! Młyn rekolekcyjny w parafii. Grupa za grupą: starsi, dzieci, znów starsi, młodzież, dzieci specjalnej troski… Spowiadanie godzinami we własnej parafii i odrabianie długów u sąsiadów. Trzeba też zadbać, by żaden z pracowników winnicy nie był głodny. Wieczorem grupa Odnowy w Duchu Świętym włączyła się do „uświetnienia” Liturgii Eucharystycznej. Na wszystko proboszcz musi mieć uważnie położone oko.

Przy okazji czegoś się nauczyłem. Kaznodzieja mówił o chrześcijańskiej nadziei. Spokojnym głosem sypał wzruszającymi przykładami o ludziach, którzy mieli nadzieję. W świątyni jak makiem zasiał.

Już po wszystkim, gdy zamknąłem kościół, usiadłem przed wielkim obrazem (namalowanym przez Anię), popatrzyłem w piękne, radosne oczy Jezusa i powiedziałem, jak zwykle, Jezu, ufam Tobie, mam nadzieję! I właśnie wtedy oświecenie, eureka! To Ty, Panie, masz nadzieję! I to jeszcze jaką! Nie zwątpiłeś we mnie. Już tyle razy…



2008-03-10

SPIŻOWA POSTAĆ.

Spiżowe epitafium w katedrze wrocławskiej, a na nim dzisiejsza data, boleśnie umocowana w pamięci Dolnoślązaków przed trzydziestu czterema laty. Umarł wtedy wielki Polak, światły Metropolita Wrocławski i wierny kardynał rzymskokatolickiego Kościoła. Płakaliśmy we Wrocławiu. Z całego świata płynęły kondolencje. Pogłębieni w wierze chrześcijanie niemieccy nie ukrywali swego głębokiego żalu po stracie wielkiego rzecznika sprawy pojednania między naszymi narodami. Komuna odetchnęła z ulgą.

Pogrzeb, przy obecności całego Episkopatu Polski, był wielką manifestacją mocy polskiego Kościoła na Dolnym Śląsku. Uroczystościom przewodniczył ks. Prymas Stefan Wyszyński.

Był też, oczywiście, Metropolita Krakowski kard. Karol Wojtyła. Ciepłe i jędrne są jego wspomnienia o zmarłym swym Przyjacielu: „Kard. Bolesław Kominek chętnie się udzielał przy różnych okazjach nie tylko duszpasterskich, ale i towarzyskich. Gdy znalazł się w towarzystwie, natychmiast wszyscy się rozpogadzali. Miał szczególny dar pogodnego obcowania z ludźmi. Nawet w sytuacjach niełatwych i przygnębiających. […] Jest tych wspomnień niemało. Poprzez wszystkie powraca do mnie Jego Postać, wyrazista, dynamiczna, kapłańska, biskupia, zaangażowana, odważna – człowiek szerokich horyzontów, pionier polskości, hierarcha Kościoła, sługa Boga i ludzi. Postać jednoznaczna, Postać wyrazista, Postać historyczna, Postać niezwykła. Stale modlę się za Jego duszę. Pozostał mi bliski”. Przy moście św. Jadwigi na Ostrowie Tumskim stoi spiżowa postać Kardynała Bolesława Kominka, a u jej stóp widnieje napis z jego pamiętnymi słowami skierowanymi do Niemców: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W twarz na pomniku nie można długo się wpatrywać (niestety, nie najwyższego lotu to sztuka!), ale te słowa powinny wciąż wołać w sumieniach po obu stronach Odry.



2008-03-09

ŚWIADEK CHRYSTUSA.

W Krakowie zakończył się proces kanonizacyjny na szczeblu diecezjalnym sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego, urodzonego w 1904 roku w Berdyczowie. Mówiło się o nim we Wrocławiu, gdy przyjeżdżał w latach 70-tych na urlop do Polski. Podawano sobie z rąk do rąk jego wzruszajace notatki o pracy duszpasterza na dalekim zesłaniu. Choć święcenia kapłańskie przyjął na Wawelu w 1931 roku, to już w 1939 pracował w Łucku na Wołyniu (jakże bliskim memu sercu). Od roku 1941 komuniści nie trawili jego żywej wiary pięknie owocującej w duszpasterskiej pracy. Więzili trzykrotnie, skazali do łagru i wreszcie wypędzili do Kazachstanu. Traktował swój pobyt z dala od Polski jako wolę Bożą na służbie rodakom (i Niemcom) rozproszonym po ziemi kazachskiej, którą uznał za swoja parafię. Był duszpasterzem-domokrążcą, docierał tam, gdzie go potrzebowali ludzie pragnący spowiedzi, chrztu czy ślubu kościelnego. Mszę św. odprawiał w domach prywatnych wieczorem po przyjeździe i nazajutrz rano. Pomiędzy celebrami spowiadał, katechizował i błogosławił małżeństwa. Kochał swoją pracę, a co ciekawe, w jego pismach jest pięknie zapisana ta miłość do najprostszych ludzi i do prześladowców spod czerwonej gwiazdy. Mógł wrócić do Polski w 1955 roku, nie uczynił tego, bo żal mu było ludzi pozostawionych bez opieki duszpasterskiej. Był do końca wiernym świadkiem Chrystusa. W Karagandzie pracował do końca, umarł w roku 1974, tam  też pochowano jego doczesne szczątki – znak żywej wiary i wielkiej miłości.

2008-03-08

ŚWIĘTOWANIE.

Spora przemiana w tubie medialnej. Gdzieniegdzie ktoś wspomni o świętowaniu kobiet i o ich równouprawnieniu z mężczyznami. Wszędzie natomiast (jak na komendę) bębni się o świętowaniu marca ’68 roku. Okrągła rocznica szczytu powodzenia „Dziadów” w reżyserii Dejmka i pacyfikacji manifestujących studentów warszawskich (chodziło wtedy także o uwolnienie studenta Michnika) przez służby komunistyczne pałujące w przebraniu za robotników. Nie usłyszałem w dzisiejszym rocznicowaniu żadnego zdziwienia na temat nobilitowania po stanie wojennym komunisty gen. Kiszczaka przez red. Michnika.

Wspomina się dziś również o „deportacji” na Zachód wyszydzonych przez Gomółkę (też komunistę) Żydów. Tutaj podejrzewam, że ktoś chce pisać historię na nowo. Pamiętam z tamtego czasu, jak wyjeżdżający Żydzi cieszyli się z tej możliwości przebicia się przez żelazną kurtynę. Zabierali ze sobą wszystko, co się dało. Sąsiad z ulicy (wtedy dopiero okazało się, że był Żydem) miał kłopoty na granicy, bo jego maszyna do szycia „Singer” podpadła celnikom zbyt świeżo pomalowanymi na czarno nogami ze… złota.



2008-03-07

BOŻE TABLICE.

Pielęgniarka, która nie chciała przyjąć dziecka w szpitalu bez skierowania od lekarza domowego, została dziś zawieszona w pracy. Dziecko zmarło, a pielęgniarka zasłania się przepisami. Pani minister zdrowia (Kopacz) powiedziała, że oprócz przepisów i papierków potrzebny jest zdrowy rozsądek. Ciekawy jestem, co by powiedziała, gdyby pielęgniarka przyjęła dziecko, wbrew woli lekarza czy dyrektora (bez skierowania) i gdyby dyrektor zwolnił pielęgniarkę. Nie tak dawno podobne zasłanianie się przepisami doprowadziło do śmierci nieprzyjętego pacjenta w przychodni. Dziś posypały się smsy w mediach opisujące podobne i inne utrudnienia w przepisach służby medycznej wobec pacjentów. Kto ustanawiał te przepisy? I czy wystarczy skwitować problem brakiem zdrowego rozsądku u pielęgniarki?

Jeżeli do medycyny nie wrócą Tablice Dziesięciu Przykazań Bożych (które postanowiono zastąpić setkami przepisów prawnych!), sytuacja ludzi chorych będzie tylko coraz gorsza i gorsza.

2008-03-06

HOLOUBEK.

Dziś w wieku 85 lat zmarł Gustaw Holoubek, największy dramatyczny aktor polski drugiej połowy XX wieku, syn Czecha i Polki z Krakowa, mąż trzech żon, którym zostawił na tej ziemi po jednym dziecku. Czarował widzów i słuchaczy swym niepowtarzalnym głosem i wspaniałym talentem operowania nim na scenie czy przed mikrofonem radiowym. Powinni go przywitać w zaświatach z wdzięcznością i Szekspir, i Mickiewicz, i Słowacki, a nawet Norwid. Miłosierdzie Pańskie niech dosięgnie jego duszy.



2008-03-05

PREZYDENCKIE ŻYCIE.

Myślę z wdzięcznością wobec Opatrzności Bożej o prezydencie Wrocławia. O nim mówi się jak najlepiej, chociaż mądrość ludowa nakazuje zawsze ostrożność: „Nie chwal dnia przed zachodem słońca”.

Poznań dziś przeżywa swój wstyd prezydencki. Niegospodarność (potwierdzona przez sąd stratą 7-miu milionów złotówek) zakończyła karierę polityczną prezydenta Poznania, bez względu na wysokość kary i brzmienie wyroku.

Wcześniej wydawało się, że Olsztyn to takie senne miasto, w którym nic nie może się stać. Ale zło wszędzie może się stać, a im spokojniej na powierzchni, tym większy ogień potrafi rozpalić diabeł wewnątrz człowieka czy społeczności.

Gdyby przyszła do mnie znana działaczka z prośbą o odprawienie Mszy św. za urzędniczki molestowane przez prezydenta, odmówiłbym przede wszystkim dlatego, że okoliczności prośby o tę intencję mają znamiona „odwetu” za już odprawioną Mszę św. w intencji człowieka oskarżonego o molestowanie. Do takiej walki nie można włączać tego, co najświętsze – Eucharystii. Oczywiście, mieszkańcom Olsztyna, którzy wcześniej przyszli prosić o Mszę w intencji pomówionego o przestępstwa seksualne prezydenta, należało zaproponować albo odprawienie Mszy św. bez rozgłosu, albo rozszerzenie intencji, np. „o spokój w mieście”, czy też, „aby zło zostało zwyciężone przez dobro”, albo wreszcie, „by nie rzucać błotem na człowieka przed udowodnieniem jego winy”.

 



2008-03-04

NIEMODNY ŚWIĘTY.

O „Kaziukach” w Poznaniu można dowiedzieć się już od kilku dni w mediach i to w sposób błyskotliwie handlowy. O św. Kazimierzu – nie. Przeszukałem wszystkie artykuły o świętych, jakich sporo przez lata nazbierało się w witrynie „Opoka”, ale o dzisiejszym Patronie dnia nie znalazłem niczego. A przecież w tym roku dokładnie mija 550 lat od jego przyjścia na świat w rodzinie królewskiej Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, był ich drugim synem. Umarł młodo, zmiotła go gruźlica w 26 wiośnie życia. W Wilnie Polacy i Litwini pamiętają o nim, bo tam oddał Bogu swego ducha. Po II wojnie światowej Polacy lękający się wracać do komunistycznej Polski, emigrowali za ocean. Ci z Wileńszczyzny wzięli ze sobą w sercach żywą pamięć o św. Kazimierzu. Na wschodnim wybrzeżu Ameryki, w Toronto, wybudowali polskiemu Królewiczowi kościół i założyli pod jego świętym wezwaniem parafię polonijną. Pamiętam w stanie wojennym piękny hołd złożony św. Kazimierzowi w dniu jego święta w katedrze wrocławskiej podczas wieczoru religijno - patriotycznego. Kompletna cisza zaległa wypełnioną po brzegi świątynię, gdy wrocławscy aktorzy recytowali i śpiewali słowa poematów na cześć wolnej i niepodległej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Kilkanaście lat później Wrocławski Metropolita kard. Gulbinowicz, rodem z Wileńszczyzny, konsekrował we Wrocławiu piękną świątynię ku czci św. Kazimierza Królewicza.

Przykra (i znacząca) jest ta dzisiejsza cisza o polskim księciu, pięknym, młodym człowieku, który oparł się pokusom dworskiego życia w komnatach pałacowych i Bogu ślubował swoją czystą młodość.



2008-03-03

NIEDŹWIEDŹ.

Rosja ma nowego prezydenta Miedwiediewa. Śmiech poszedł po świecie na samo brzmienie słowa „wybory” w Rosji. Ostrożna opozycja nazywa je plebiscytem dla wybranego wcześniej na Kremlu pupila „cara” Putina. Dziś wyszły na ulice manifestacje z hasłami sprzeciwu wobec tych wyborów. Żałosny widok, pisk myszy pod potężną łapą niedźwiedzia, który (gdy tylko zechce) wetrze ją w ziemię. Urzędnicy obwodu leningradzkiego już sprawdzają, kto i dlaczego nie poszedł do wyborów, bo Putinowi nie podoba się tamtejsza o 10 procent niższa od średniej krajowej frekwencja wyborcza.

W czasach zimnej wojny pierwszy sekretarz KC w Moskwie wymachiwał atomówką, grożąc Zachodowi: spróbujcie tylko ruszyć w naszą stronę! Dziś nowy prezydent trzyma w ręku kurek GAZPROMU i zapowiada niewiernej Ukrainie przerwę w dopływie gazu. A co czeka niepokorną Polskę? Będziemy jedli ciasto (surowe) zamieszane wcześniej przez rządy postkomunistów?...



2008-03-02

EMMA.

Podziękowaliśmy dziś naszej Patronce za to, ze Emma nas ominęła, mimo że ponury szum huraganu słychać było nad Wrocławiem już o północy. To było niesamowite zjawisko, przewalające się czarne chmury i ten nadciągający głuchy odgłos, jakby nie wiadomo ilu potężnych machin wojennych. Nasz ogromny platan zaczął wyłapywać coraz to potężniejsze podmuchy wiatru najpierw na szczycie korony, ale stopniowo targanie gałęźmi staczało się w dół. Całe szczęście, że siła podmuchu szybko przetoczyła się dość wysoko nad naszymi domami, nad kościołem, nad drzewami w parku. W dzień nie zauważono w okolicy wyrwanych z korzeniami, ani złamanych drzew.

Bogu niech będą dzięki! Człowiek powinien w każdej chwili dziękować Bogu za życie, ale w chwilach zagrożenia, zwłaszcza, gdy słyszy się o śmierci i o zniszczeniach wśród ludzi, modlitwa wdzięczności sama ciśnie się na usta.



2008-03-01

BÓL DUSZY.

Biedni i godni litości są starzy rodzice, których dzieci utraciły wiarę. W naszej parafii jest bardzo wiele starych wdów. Przede wszystkim boli dusza. Matka nie może bez bólu patrzeć na syna, który wypędza żonę i sprowadza sobie inną kobietę. Matka, lekceważona przez syna i niezauważana przez konkubinę, dożywa swej starości w jednym pokoiku, często zagraconym i zaniedbanym z braku sił do sprzątania. Dorastające wnuki chodzą zbuntowane po mieszkaniu, potem się wyciszają i szukają najbliższej okazji, by wydobyć się z tego „obcego” domu. Bez matki dom przestaje być „swój”.

Umówiony co miesiąc w sobotę odwiedzam z Najświętszym Sakramentem te smutne domy. Nie zawsze jestem wpuszczony, bo schorowana wdowa sił nie ma, by wstać i otworzyć drzwi. W pozostałych sypialniach głucho i sennie, nawet pies nie obudzi się, choć słońce już z wysoka patrzy na ziemię. Bardzo często nie ma miejsca, gdzie można by położyć z godnością Najświętszy Sakrament, nie mówiąc już o krzyżu czy świeczkach zapalonych. Doprawdy, taka wizyta nie odbywa się bez bólu wewnętrznego.



2008-02-29

ZAWIERZENIE.

Dziś nasi licealiści-maturzyści pojechali autokarami w pielgrzymce na Jasną Górę. Dzień młodości Archidiecezji Wrocławskiej przed tronem Królowej Polski. To jest ważna podróż młodego człowieka. Oczywiście, dziś zupełnie inaczej niż za mojej młodości, gdy taka podróż była bardzo często pierwszym dalekim wyjazdem poza swe środowisko. Dziś niejeden młody już zwiedził Europę i być może modlił się w różnych sanktuariach. A jednak ten wyjazd to pielgrzymka do domu Matki Polaków z ofiarowanym sercem – drżącym i niepewnym przed egzaminem dojrzałości. Pielgrzymka zawierzenia Matce swego projektu młodości i nadziei na szczęście, na miłość. Z pewnością w tym zawierzeniu jest wielka prośba o zdanie matury, drżenie jest podszyte strachem, ale w sumie jest to postawa bezradnego dziecka wobec nieznanej przyszłości, w której Matka może obronić i uprosić moc u Jezusa.

Martwić może jedynie to, że tak mało młodych z klas maturalnych zdecydowało się na tę pielgrzymkę, i to wcale nie ze względu na brak pieniędzy. Na pewno jest to świadectwo obecnych czasów.



2008-02-28

WŁADZA MÓWI.

W Afganistanie zginęło dwóch żołnierzy polskich w samochodzie zbyt słabo opancerzonym. Wpadli na minę, która rozerwała samochód na strzępy. Ci młodzi chłopcy są żertwą wojenną dla naszej generalicji, która znów się zastanawia, czy i jakie nowe samochody, lepiej opancerzone, należy zakupić dla polskiej armii na prawdziwej wojnie. Panowie generałowie w Warszawie dziś salutowali trumny, dokonali pośmiertnego awansu żołnierskiego. Ale kto ich wezwie do raportu, bo przecież o tych kiepsko opancerzonych samochodach, nie dających pełnego bezpieczeństwa naszym żołnierzom, mówiono przy poprzednich ofiarach śmiertelnych. Władza jak mówi, że zrobi, to mówi.



2008-02-27

POLITYCZNA OBŁUDA.

Rząd polski zaaprobował oderwanie się albańskiego, muzułmańskiego Kosowa od słowiańskiej, prawosławnej Serbii. Teraz rząd zastanawia się nad wysłaniem delegacji do Serbii z misją – jaką? Pocieszenia? Obłudnicy. To tak, jakby urwać komuś nogę i stanąć przy nim na dwóch nogach.



2008-02-26

EMIR.

Moje pseudo ma dwa wyjaśnienia. Oba są bardzo wcześnie urodzone. Czas narodzin "Emira" to czas głębokiej komuny w Polsce, gdy nie wolno było duszpasterzom akademickim "zrzeszać się" z bracią studencką nigdzie, a zwłaszcza podczas wakacji na obozach turystycznych. Mój kolega z DA, obecnie biskup - senior (czytaj: emeryt!) w Zielonej Górze, otrzymał od młodych nazwanie "Harnaś", gdyż łazili bez przerwy po górach. Mnie nazwano (trochę później zacząłem pracować w DA) "Emirem". Dlaczego? Wyjaśniam:
a) -bo zwykle podpisywałem się skrótem: "Mir". Na pierwszym obozie, na którym była ogromna przewaga dziewczyn, pewien (zazdrosny?) student powiedział: masz harem, jesteś jak emir!!! Wszystkim to się spodobało i tak powstał „Emir”.
b) -bo ktoś znający mój skrócony podpis zdenerwował się kiedyś na mnie i na zakończenie rozmowy machnął ręką: e, Mir!!! Czyli „Emir” to ktoś, na kogo można machnąć ręką.
Oba wyjaśnienia są równouprawnione. Kto może używać tego słowa wobec mnie? Tylko moi bliscy. Niektórzy (dalecy) z grzeczności próbują do mnie zwracać się per "księże Emirze". Niedopuszczalna hybryda, choć wybaczalna.



2008-02-25

PO GALI.

Wczoraj wiele nadziei, dużo słów i uśmiechnięta twarz Andrzeja Wajdy. Dziś, niestety, buzia w podkuwkę. Nie ma Oskara dla „Katynia”. Tryumfują ci w internecie, którzy nie żałowali reżyserowi gorzkich słów, wyciągając z jego biografii peerelowskie grzechy.
Ale wytwórnia filmowa Se-ma-for, w której powstawał animowany angielsko-polski film „Piotruś i wilk”, ma powody do radości. Film angielski, ale pół radości polskiej!
Oczywiście, mnie ucieszył Oskar dla Marion Cotillard za rolę Edith Piaf w filmie „Niczego nie żałuję”. Jestem w dalszym ciągu urzeczony oryginalnym głosem Piaf, który słychać w filmie. Odżyła więc legenda wielkiej piosenkarki francuskiej o bardzo trudnym życiu na ziemi. A jaki jest jej los w Wieczności? Nieraz o tym myślę i modlę się o Niebo dla niej.


2008-02-24

PRZY STUDNI.

Bardzo bogata niedziela. Na Kubie watykański kardynał przypomina o wizycie Jana Pawła II przed 10-ciu laty i odsłania pomnik, a Raul, syn dyktatora Castro, przygotowuje się na prezydenta. W Rosji Putin „padumał” i postanowił odwiesić zakaz brania duchownych do armii, a patriarcha prawosławny rzuca żabami. W Kosowie Albańczycy cieszą się ogłoszoną wolnością, w Serbii płoną ambasady. W Obersdorfie latają drużynowo na nartach, Austriacy po mistrzowsku, Polacy raczej słabiutko, Finowie wracają do domu ze smutnymi minami. W gabinecie polskiego premiera pianie kogutów nad wspaniałością obietnic po 100 dniach Tuskowego rządu z programem dalszych obietnic aż do 2015 roku. Lewica polska wybiera się do Hiszpanii na korepetycje, by nauczyć się walki z Kościołem. Już zapomnieli?!

Wielkie dzianie się na całym świecie!

Tylko Jezus (jedyny spokojny) przy studni Jakuba niezmiennie pomaga człowiekowi odkrywać w swym wnętrzu źródło najgłębszego pragnienia.

 



2008-02-23

CO Z FORMĄ?

Małysz dziewiąty w narciarskim lataniu w Obersdorfie, to jego najlepszy wynik w tej klasie. Wszyscy pamiętają jego zwycięstwa i chwałę, jaką otrzymywał od fanów. Zachwycał nie tylko kolejnymi osiągami sportowymi. Wzruszał swoją młodzieńczością i pokorą w przyjmowaniu gratulacji i pochwał. Ten młody ewangelik urzekał swym nieukrywanym, odniesieniem do wartości chrześcijańskich. Dziś wyraźnie jest zmęczony serią dalszych miejsc w zawodach. Nie ma łatwego życia, także psychicznego. Ale mam wrażenie, że Adam jakby nieco zelżał w swoim zaufaniu do Jezusa. Wszyscy każą mu liczyć na siebie, dopingują go, ćwiczą, kierują jego wolą, zawładnęli nim… On jakby zaczął się wyrażać o sobie pod dyktat społeczny. A opinia medialna, no cóż, z aplauzem wita jedynie zwycięzców. Może jednak Adam Małysz wróci do swego duchowego wnętrza.

 



2008-02-22

DUSZA SAMOTNA.

Zatrzymał mnie kiedyś króciutki fragment z „Dzienniczka” św. Faustyny. Siostra zakonna, żyjąca we wspólnocie klasztornej, wołała do Pana sercem tęskniącym podczas adoracji: „Jezu, przyjacielu duszy samotnej!” To wzruszające i… zastanawiające. Ale nie zdążyłem z zastanawianiem się, gdy poczułem nagle, że to są moje słowa, wyjęte mi z serca. To dziwne, bo choć żyję wciąż między ludźmi, pracuję dla nich, rozmawiam, smucę i weselę się z nimi, to jednak żadne inne cudze słowa nie przylgnęły mi tak do serca jak właśnie te o samotności duszy.

Od początku klerykatu wszyscy wychowawcy wmawiali mi, że chrześcijanin nie może być samotny. Modliłem się do Jezusa, ale nie przyznawałem się, że czasami jestem głęboko samotny. Święta Faustyna uświadomiła mi, że Jezus jest przyjacielem duszy samotnej. To wielka ulga. I jaka piękna modlitwa!

 



2008-02-21

MĄDRY TEŚĆ.

Pan premier pomyślał dziś, że trzeba ukrócić władzę pana prezydenta. Nie komentuję tego najbardziej potrzebnego dziś Polsce działania, ani też nie podpisuję się pod komentarzem pana Kalisza, że konstytucja Kwaśniewskiego jest zupełnie wystarczająca. Pan premier wrócił z zagranicznego urlopu, opalony, wypoczęty i stać go na rewelacje rangi wręcz historycznej. Szkoda, że nie spenetrował dokładniej szuflady w apartamencie hotelowym, gdzie zawsze znajduje się egzemplarz Biblii. Można tam znaleźć bardzo ciekawą radę, jaką dał Mojżeszowi jego teść, oglądający tłumy zmęczonego ludu, w długich kolejkach oczekującego na rozwiązanie konfliktów sąsiedzkich: „Wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie (…) Jeśli tak uczynisz, a Bóg cię do tego skłoni, podołasz, a także lud ten zadowolony powróci do siebie” (Wj, 18,21-23). Dobrze jest mieć mądrego teścia, który potrafi skierować myśli od pożądania władzy ku prawdziwej trosce o naród.


2008-02-20

SKARB CISZY.

Jak pomóc choremu, gdy się nie jest lekarzem?… Zwykle staję bezradny, bo człowiek chory to zupełnie inna istota niż ten, którego znałem, gdy był zdrowy. Choroba osłabia cieleśnie człowieka, a jednocześnie może skierować go do jego wnętrza, jeżeli kiedykolwiek żył sprawami ducha. Ale i to nie jest prostą sprawą, gdyż osłabienie chorobą bardzo często uniemożliwia żywą modlitwę. Jest jednak i na to prosty sposób: krótkie akty strzeliste wielbiące Boga. A czasami wystarcza „widzieć” w swej duszy jedno ukochane imię: Jezus.
Gdy się idzie w odwiedziny do chorego, nie należy się zbytnio martwić: co ja mu powiem, co on chętnie by zjadł, a może chciałby przeczytać jakąś lekką, rozśmieszającą książkę? Nie należy mu bez przerwy trajkotać o najnowszych ploteczkach, ani litować się nad nim. Ten człowiek najbardziej potrzebuje twojej ciszy. To nie znaczy, że masz cały czas milczeć przy łóżku. Przynieś mu w sercu swoją ciszę. Rozmawiaj z nim w taki sposób, aby twój skarb ciszy przelewał się do jego duszy.


2008-02-19

WOLNOŚĆ.

Wolność człowieka jest uczestnictwem w doskonałości Boga. Tak samo jak rozumność. Czy to nie zabrzmiało zbyt śmiele? Ale przecież w Księdze Rodzaju czytam: „ A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam” (1,26). W czym człowiek może być podobny Bogu? Przecież nie w ciele, bo Bóg jest doskonałością duchową. Swój obraz Bóg umieścił w duszy ludzkiej: w rozumności i wolności. Nawet kiedy doświadczam swej doskonałości popsutej grzechem pierworodnym, dalekiej od doskonałości Boga, to jednak Jezus potwierdził moja tęsknotę (i prawo) do niej: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,58). Czymże więc jest wolność na ziemi? –Jeżeli nawet nie jest czynieniem zawsze i tylko dobra, to jest dążeniem do dobra. Co więcej, prawdziwa wolność rodzi silną wolę pokonywania przeszkód leżących na drodze do dobra. Ta wolność, na którą się decyduję w życiu, zawsze jest wspomagana przez łaskę Boga.
Mylą się ci, którzy twierdzą, że wolność pozwala im na czynienie zła, albo że wtedy są wolni, gdy czynią zło. Od początku swej historii człowiek czynił zło pod wpływem kusiciela. Szatan nie daje wolności, bo jej nie ma. Jednak jest na tyle inteligentny i sprytny (tysiące lat doświadczenia!), by człowiek prowadzony do zła miał wrażenie, że czyni sam i wybiera dla siebie dobro.


2008-02-18

PUPA CHRONIONA.

Rzeczniczka praw dziecka zapowiada wprowadzenie do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego zakazu klapsa rodzicielskiego. W imię czego? – W imię poszanowania godności dziecka. Pupa chroniona ma być wyrazem godności, a dlaczego? Bo tak jest w UE. Dwadzieścia kilka lat temu pewna babcia odwiedziła rodzinę córki w Szwecji. Kiedyś poszła z wnukiem na spacer po mieście. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili, już na żółtym świetle, malec puścił się przez jezdnię na druga stronę. Zdążył, ale w babci serce omal nie wyskoczyło z piersi. Dołączyła do wnuka na zielonym świetle i dała mu klapsa po portkach. Wtedy usłyszała krzyk przerażonego przedszkolaka: babciu, coś ty zrobiła? –Dałam ci klapsa za narażanie swego życia. – Ale teraz przyjdą policjanci i pójdziesz do więzienia!

W Polsce doczekaliśmy się już populacji młodych ludzi wychowywanych w dzieciństwie bezstresowo. Chamskie zachowanie w autobusach i w tramwajach. Chuligańskie korzystanie z urządzeń w pociągach, na przystankach, czy na stadionach. Szczytem przechodzącym wszelką wyobraźnię jest zachowanie uczniów w szkołach wobec koleżanek, kolegów czy nawet nauczycieli. Wiemy już: wychowywanie bezstresowe generuje stresy nieustanne dokoła wychowywanego. Nie może być wychowanie sterowane zakazami i nakazami tylko prawnymi. Musi być moralność, której źródłem i celem jest najświętszy Bóg.



2008-02-17

SUKCES W BERLINIE.

Wielki sukces Andrzeja Wajdy: „Katyń” pokazany na Festiwalu Filmowym w Berlinie. Znakomita plejada artystów, dziennikarzy i polityków (z panią kanclerz Angelą Merkel na czele) przybyła na europejską premierę filmu. Wzruszenie oglądających ujawniło się najwyraźniej w długiej, nieruchomej niemalże, ciszy po zakończeniu projekcji. A następnie wielkie brawa na stojąco. Reżyser, jak maturzysta uśmiechnięty i stremowany, ale bardzo szczęśliwy, patrzył w oczy pani Kanclerz, która z wielkim wzruszeniem składała mu gratulacje. Ten film wojenny - tak stonowany, ascetyczny, bez epatowania obrazami grozy walki – przemilczaną przez pół wieku tragedię polskich oficerów wykrzyczał na całą Europę. I to jest jego wielkie znaczenie społeczne i polityczne. W tej chwili „Katyń” nominowany do „Oskara” czeka na werdykt amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk Filmowych w Los Angeles. Ciekawy jestem, jak będzie przyjęty w Rosji, jak go ocenią środowiska kryptosowieckie. Czy pozwolą na szeroką projekcję i… kiedy go zdejmą?



2008-02-16

ROZUMNE SERCE.

Nie wyleciało mi jeszcze z pamięci, jak to dawniej w różnych miejscach, budziły się nowatorskie pomysły mające uatrakcyjnić przekaz słowa Bożego. Pamiętam sławnego francuskiego zakonnika, o. Duwala, który używał gitary do ewangelizacji. On jednak wychodził z instrumentem na estradę czy scenę teatralną. W Polsce też była epoka kaznodziejów z gitarą na ambonie. Ks. Sierla zachwycał swymi piosenkami słuchaczy pod amboną na Śląsku. We Wrocławiu był przeuroczy o. Antoni, który przyzwyczaił rodziców na Mszy dla dzieci, że co niedzielę zastanawiali się, z czym też wyjdzie na kazanie? Kiedyś wyszedł z wiaderkiem ziemniaków, usiadł przed słuchaczami i zaczął obierać. Czekał na reakcję. I doczekał się, nazajutrz otrzymał list od arcyszefa zaniepokojonego. Kilkanaście lat temu w Sydney młody ksiądz australijski we Środę Popielcową wylał wodę święconą z kropielnicy, a nasypał do niej piachu. Skala pomysłowości kaznodziejskiej chyba jest nieograniczona.

„Ach mój miły Augustynie, wszystko minie, minie, minie”. Minęła epoka gitarowców na ambonie i bitowych Mszy młodzieżowych, a posługiwanie się czystym i pięknym słowem ludzkim w wyjaśnianiu Tajemnicy Słowa Bożego pozostaje nadal i woła o rozumne serce.



2008-02-15

KAZNODZIEJA.

W Krakowie zawsze można coś ciekawego spotkać. W kościele na Rynku Podgórskim we Środę Popielcową można było zobaczyć rower rehabilitacyjny i na nim młodego kaznodzieję w ornacie. W ten sposób pomysłowy duchowny chciał przekazać wiernym, na czym polega Wielki Post, na ćwiczeniu, a nie na narzekaniu i żaleniu się. Ponoć duszpasterz ten na Mszach akademickich używa laptopa, wyświetla krótkie filmy i prezentacje medialne. Wszystko dla ludzi z epoki kolorowych obrazków, z wyciętą wyobraźnią. Należałoby chyba pochwalić poszukującego kapłana, ale i przestrzec. Homilia nie jest w żadnym wypadku wykładem czy prelekcją, ani nawet katechezą szkolną. Trzeba zachować ostrożność w głoszeniu słowa Bożego, by nie przepędzić zeń ukrytej Tajemnicy.

Niedawno właśnie w Krakowie podjęto inicjatywę internetowego dokształcania kaznodziejów (odpłatnie) on-line. Kto wie, może będzie to oryginalna wylęgarnia wystrzałowych pomysłów i talentów homiletycznych? A poza tym w obecnej dobie poszukiwania pieniędzy żaden uczciwy sposób na robienie kasy nie może być zły.



2008-02-14

WALENTYNKI.

Trzeba przyznać, że szał walentynkowy zaczyna przycichać. W latach 90-tych, gdy to „święto miłości” torowało sobie drogę do naszych serc z drugiej półkuli, cała Polska była „zawalentynkowana” i zaczerwieniona. Wszędzie czerwone serduszka. Witryny sklepowe i okienka pocztowe emanowały kolorem serdecznej krwi. TVP tak się zaangażowała w to amerykańskie promowanie miłości, że całe studio biło po oczach czerwonymi, pulsującymi serduchami, rozedrganymi blaskami i rozbłyskami świetlnymi. Wszystko w służbie komercji i obcego kapitału. Musiała to być niezła dola, skoro prezenterzy tak mocno się w tym przedsięwzięciu eksploatowali. Nawet co poniektórzy duchowni w oknach internetowych próbowali dopasować szał miłosny do patrona epileptyków. Panie chwyciły bakcyla, bo kto nie chce otrzymywać wyrazów i dowodów miłości? Panowie zaczęli pisać miłosne wierszyki, a importowane z Ameryki walentynkowe kartki przewożone były w workach pocztowych dziesiątkami tysięcy z jednej na drugą stronę Polski. Tak się wypełnia pustkę promocyjną między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą!



2008-02-13

CZYSTE SZALEŃSTWO. 

W późniejszym życiu, chyba dojrzalszym, moje serce było jeszcze raz dotknięte radosnym szczęściem. Było to w Rzymie dnia 22 października 1978 roku Pańskiego. Najpierw siedziałem na plastykowym krześle, jakich były setki przed bazyliką św. Piotra, i w skupieniu czekałem na inaugurację pontyfikatu nowego papieża, Polaka. W pewnym momencie zakotłowało się wokół mnie, wszyscy duchowni stanęli na krzesłach, wiwatowali, krzyczeli, machali chusteczkami. Nie wytrzymałem, wskoczyłem na krzesło, choć to wydawało mi się bardzo niestosowne. Zauważyłem, że mój sąsiad, nieporuszony, ascetyczny kapucyn z hiszpańską bródką, po chwili znalazł się obok mnie na krześle. Czyste szaleństwo radości. Karol Wojtyła stanął przy papieskim ołtarzu! Myślałem, że mi serce wyskoczy z piersi. Darłem się w niebogłosy. Mnich krzyczał w swoim języku. Szczęście unosiło się nad placem św. Piotra. Łzy radości zamgliły mi oczy.



2008-02-12

SZCZĘŚCIE SPOTKANIA.

Kupiłem dziś film na DVD o życiu Edith Piaf: „Niczego nie żałuję”. Tytuł filmu wzięty z piosenki, którą śpiewała przejmująco w paryskiej Olimpii. W młodzieńczych latach wprost uwielbiałem jej głos, słuchając, a w tamtych latach nieczęsto się to przytrafiało, zawsze dreszcz przenikał moje serce. Zauroczony byłem tym oryginalnym brzmieniem do tego stopnia, że niepostrzeżenie przelałem swój aplauz i dla Mireille Mathieu, która zaczęła swą karierę piosenkarki od naśladowania Edith Piaf. Nie byłem w tym zachwycie osamotniony. Gdy pierwszy raz wyjeżdżałem do Paryża, kolega prosił mnie, połóż czerwoną różę na grobie Piaf. Zrobiłem to. I pomodliłem się, choć pierwszym grobem, jakiego szukałem, była płyta Norwida. Szczęśliwym trafem udało mi się otrzymać (i to w prezencie!) bilet na koncert do Olimpii. Piękną tradycją było wtedy zaczynać każdy koncert, któregokolwiek artysty, od przypomnienia Edith Piaf i jej piosenek. Chłonąłem całym sobą. Byłem przeszczęśliwy!



2008-02-11

DZIEŃ CHOREGO.

Dziś Kościół  wspomina wydarzenia sprzed 150 lat w Lourdes. Matka Boża wybrała sobie miejsce w Pirenejach, aby potwierdzić Jej tytuł Niepokalanego Poczęcia i by uczynić grotę w massabielskiej skale miejscem szczególnym dla pośrednictwa łask Bożych, a nade wszystko łaski uzdrowienia tak ciała jak i ducha. Dlatego Jan Paweł II w 1992 roku ogłosił ten dzień jako Światowy Dzień Chorego. Pamiętam Ojca św. z roku 2004 w Lourdes jako pielgrzyma bardzo cierpiącego, poruszającego się na wózku, potrzebującego opieki i miłosierdzia, jak tysiące innych pielgrzymów z całego świata. Jego modlitwa rozdzierała moje serce: „Dobra Matko, miej litość dla mnie; całkowicie oddaję się Tobie po to, abyś ofiarowała mnie swojemu dobremu Synowi, którego pragnę kochać całym sercem. Moja dobra Matko, spraw, aby moje serce całe płonęło dla Jezusa”.

Wczorajszej niedzieli spotkały się polskie organizacje i stowarzyszenia pacjentów, aby dać znać o sobie. Pacjenci nie strajkują, ale postanowili powiedzieć rodakom, że dzieje się im krzywda wyrządzona przez tych, którzy zobowiązali się pod przysięgą nieść im pomoc w chorobie i opiekować się ich ciężko doświadczonym życiem.

Z dużą satysfakcja czytałem wczoraj w kościele list naszego Metropolity w lwiej części poświęcony ludziom chorym. Z duszpasterskiego punktu widzenia bardzo celowy był fragment mówiący o sakramencie chorych, uodważniający starych i schorowanych ludzi do przyjmowania tego wspaniałego Jezusowego lekarstwa.

Nie mogę nie wspomnieć dziś ks. bpa Pawła Latuska, którego po ciężkich cierpieniach 35 lat temu zabrała śmierć do Wieczności. Był moim rektorem w Seminarium. Miłosierny Jezu, przyjmij go do swojej radości w domu Ojca.



2008-02-10

PUSTYNNA LEKCJA.

Dlaczego szatan przegrał kuszenie Jezusa na pustyni? – Bo zaczął od zapowiedzi cudu, a skończył na kłamliwych obietnicach. No, a w międzyczasie żądał rzeczy niemożliwych, zagubił zdrowy rozsądek.

I pomyśleć, że tej ważnej lekcji politycy nie potrafią się nauczyć.



2008-02-09

DRZAZGA.

„Nasz człowiek w Warszawie”. Tak Rosjanie nazwali polskiego premiera Donalda Tuska podczas jego wizyty w Moskwie. Putin zaczął od ironii na temat poprzedniego premiera Polski, który do Moskwy się nie wybierał, a Tusk był zachwycony miastem, które jest stolicą wielkiego mocarstwa. Klimat wyraźnie się ocieplił… Lody topnieją… Oj! A co dalej?...

Komentatorzy nie spodziewali się wymiernych owoców tej wizyty. Sceptycyzm. Bo i cóż Polska może się spodziewać od państwa, które na swoje nowe święto narodowe wybrało historyczny dzień przepędzenia Polaków z Moskwy? Najwyraźniej drzazga w sercu siedzi…



2008-02-08

ZA ŻYDÓW.

Ojciec św. Benedykt XVI chce, by Kościół w Wielki Piątek modlił się za żydów; zatwierdził nowe słowa dla mszału z roku 1962: ”Módlmy się za żydów. Aby Bóg i Pan nasz oświecił ich serca, aby poznali Jezusa Chrystusa, zbawiciela wszystkich ludzi. Wszechmogący wieczny Boże, który chcesz, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy, spraw łaskawie, aby cały Izrael został zbawiony, kiedy wszystkie narody wejdą do Twego Kościoła”.

Rabini rzymscy i jerozolimscy nie chcą tej modlitwy. Nie chcą, „aby Pan nasz oświecił ich serca”, nie chcą dojść „do poznania Prawdy”, ani nie życzą sobie, „aby cały Izrael został zbawiony” na końcu zgromadzenia się wszystkich narodów w Kościele. Oprotestowali modlitwę.

Z Watykanu kard. Walter Kasper, odpowiedzialny za dialog z żydami, wyraził rzetelne zdziwienie: „Nie rozumiem, dlaczego żydzi nie mogą zaakceptować tego, że korzystamy z naszej wolności w formułowaniu naszych modlitw” (Corriere della Sera, 5.02.2008).

No i cóż tu dodać?


2008-02-07

STUDNIÓWKA.

Skończył się karnawał i jest… kłopot. Nie wszyscy uczniowie przedmaturalni zdążyli wybawić się na studniówkach. Karnawał był bardzo krótki, za krótki. Więc co? Czy Ojciec św. (a przynajmniej nuncjusz apostolski w Polsce) nie powinien uczniom klas maturalnych udzielić dyspensy od czwartego przykazania kościelnego, które nakazuje katolikowi „w okresach pokuty powstrzymać się od udziału w zabawach”?... Młyny kościelne powoli mielą. Do Watykanu czy do Warszawy nie każdemu blisko czy po drodze. Pozostaje jeszcze w odwodzie ks. proboszcz parafii miejsca zamieszkania ucznia czy miejsca szkoły. On może dla słusznej przyczyny udzielić w poszczególnych wypadkach dyspensy od obowiązku zachowania dnia pokuty, albo dokonać zamiany tego obowiązku na inne uczynki pobożne.

2008-02-06

MAGIA POPIELCA.

Jest jakaś magia przyciągająca ludzi do ceremonii posypywania głowy popiołem. Od kiedy pamiętam, środa popielcowa gromadziła na Mszy św. zawsze bardzo dużo wiernych. Bardzo dużo, a to znaczy, że byli tam i niewierni. Co jest w tym „prochu ziemi”, że przyciąga żyjących jak grzechotnik swoją ofiarę. Rzeczywiście słowa wypowiadane przy posypywaniu głów przenikają dreszczem – „w proch się obrócisz” – a przecież dobrowolnie idziemy ku temu znakowi unicestwienia.

Może jest w nas jakiś atawizm pokutnika, którym zobowiązał Bóg człowieka przepędzając go z raju: „przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia” (Rdz 3,17). Nakładając na siebie popiół, opłakujemy raj i poddajemy się wyrokom Boskim obowiązującym na zwykłej ziemi, cierń i oset rodzącej.

Ale znam jeszcze inne wytłumaczenie dla tej przedziwnej, nienaturalnej i sprzecznej z wszelkimi dążeniami do szczęścia magii Popielca. Wyjaśnia to św. Paweł w Liście do Filipian: Jezus w swym człowieczeństwie posłuszny Ojcu, poddając się prawu śmierci, „uniżył samego siebie (…) Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył” (2,8-9).
Mam zaufanie do Jezusa. Skoro On przez posłuszeństwo Ojcu aż do śmierci, został wywyższony, to i ja, łącząc się z Nim, uniżam się przed moim Stwórcą i w poczuciu swej znikomości przyjmuję na siebie znak śmierci. W trzy dni wywyższony będę!

 

 



2008-02-05

WIELKA PUSTKA.

Rozmawiałem wczoraj wieczorem w klasztorze sióstr Adoratorek o pracy sióstr polskich na parafii w Krasnojarsku. Parafia terytorialnie ogromna, ludzi tylko 100 i to jeszcze porozrzucanych po wsiach dookoła miasta. Wielka bieda i zacofanie w tych zapadłych syberyjskich wsiach. Rosjanie nagminnie praktykują czary! W każdej wsi jest czarownica, do niej przychodzą z najróżniejszymi prośbami. Bardzo często proszą o zemstę nad sąsiadem czy krewnym, który „zalazł im za skórę”. Wielka pustka po Bogu w duszy posowieckiej szuka wypełnienia, niestety, cofając się do ciemnoty pogańskiej. Taką ciemnotą można swobodnie manipulować.

Widać to jak na dłoni, gdy tak zwana niezawisła, prokremlowska gazeta informuje, że zbrodnię katyńską w 1940 roku popełnili Niemcy, a nie NKWD na rozkaz Stalina. Czysta manipulacja i bezczelność! Poważni historycy nazwali to bzdurą. Tak, ale w ten sposób Putin zapobiegnie strasznym skutkom, jakie może w umysłach Rosjan spowodować nominowany do Oskara film Andrzeja Wajdy „Katyń” (jeżeli oczywiście przedostanie się do Krasnojarska).



2008-02-04

DRUGA ŚWIECA.

Dość dobrze pamiętam drugą świecę, tę od I Komunii św. Moje pierwsze pełne uczestnictwo w Eucharystii przeżywałem, mając 8 lat, w kościele parafialnym w Roztoce na Dolnym Śląsku (między Jaworem a Bolkowem). Jakże to daleko od mojej kolebki wołyńskiej! Jeżeli „wypędzeni” pani Eriki Schteinbach opuszczali (jasne, że z ciężkim sercem) tutejsze swe domy, to znajdowali nowe zasiedlenie w środowisku o tej samej kulturze i religii. Nasze rodziny natomiast przyjechały na piastowską ziemię, gdzie od kilku wieków zupełnie inna kultura budowała zupełnie inne kościoły. W wielu miejscowościach stały dwa kościoły, katolicki i protestancki, lecz cóż z tego? Wyboru nie było, bo katolicki przeważnie leżał w gruzach.

Swoją I Komunię św. przeżywałem w mrocznym, obcym mi architektonicznie, ciężkim, neoromańskim kościele poprotestanckim. Nawet nie mieliśmy przy czym uklęknąć, aby przyjąć Ciało Pańskie. Nie było „stołu Wieczerzy Pańskiej”, czyli balasek. Był za to obrus biały położony „w powietrzu”, długi kawał płótna z obu stron trzymany przez starszych ministrantów. Klękaliśmy w długim rzędzie i trzeba było uważać, by się nie oprzeć o ten „stół” łokciami, gdy z tyłu napierała następna „linia szturmowa”. I przy całym moim staraniu o skupienie, najważniejszą myślą było, by nie podpalić czy poplamić woskiem płótna. Zaniosłem świecę do domu. Była cenną pamiątką, ale również często służyła przy odrabianiu lekcji, gdy wieczorami elektrownia prąd wyłączała.



2008-02-03

PIERWSZA ŚWIECA.

Dziś św. Błażej leczy gardła przykładając zapalone świece do krtani.

Nie pamiętam mojej pierwszej świecy, od Chrztu świętego. Tyle lat minęło, gdzieś się zapodziała, a najpewniej wypaliła się dawno i daleko, za Bugiem. Kiedy pojechałem pierwszy raz do Łucka, chciałem koniecznie odnaleźć moją wieś rodzinną, Rudnię. Nie było jej ani w przestrzeni tej pięknej, nostalgicznej równiny wołyńskiej, ani na mapie. Została zrównana z ziemią. Taki los ją spotkał, bo przed wojną cała była polska. Odszukałem we wsi parafialnej, w Kołkach, mój kościół. Chciałem uklęknąć przy chrzcielnicy i podziękować Bogu Ojcu za łaskę usynowienia mnie w Jezusie Chrystusie. Pragnąłem spojrzeć w górę i usłyszeć w sercu trzepot skrzydeł białej gołębicy, postaci Ducha Świętego, i podziękować za uczynienie mej duszy przybytkiem Boga Najświętszego. Chciałem poczuć zapach płonących woskowych świec, pewnie gdzieś tam pod stropem także mojej świecy ulokował się ślad. Niestety, kościół był zamknięty na kłódkę, a na dachu gnieździły się dwie kopuły cebulaste. Żywej duszy dookoła. W tej kompletnej ciszy upalnej ukląkłem na progu kościoła, tu się dokonała mistagogia wdzięczności za początek wiary.

 



2008-02-02

GROMNICZNA.

Pamiętam z lat dziecięcych obraz Stachiewicza przedstawiający zimową nocą Matkę Bożą z gromnicą w ręku przepędzającą zgłodniałe wilki od domostw wiejskich. U nas w domu zawsze stawiało się zapaloną gromnicę w oknie, gdy burza z głuchymi gromami nadciągała. W różnych trudnych sprawach, gdy klękaliśmy do modlitwy, aby prosić o pomoc i obronę, najpierw zapalaliśmy gromnicę. Pamiętam też pierwsze umieranie w naszym domu. Gdy dziadek Józef odchodził, ojciec włożył mu w splecione jak do modlitwy palce właśnie gromnicę zapaloną. Jej płomień symbolizował Maryję odpędzającą szatana od łóżka dziadka.

Dzisiaj, gdy starość gramoli się mi na plecy już siódmym krzyżykiem, codziennie rano i wieczorem proszę Maryję o obronę od wszelkich wilków żarłocznych i wściekłych.



2008-02-01

POLUZOWAŁO.

Skończył się najdłuższy, jak dotąd, strajk górników. Zwycięzców nie ma, ale dobrze, że rozum wrócił. Po jednej jak i po drugiej stronie za długo emocje grały pierwsze skrzypce. Za chwilę zacznie się obliczanie strat, a będą duże po obu stronach. Kto będzie płacił? Pewnie odbiorcy węgla. Tak to zwykle bywa.

Podobnie i na granicy wschodniej poluzowało. Zmniejsza się z godziny na godzinę na przejściach granicznych ilość oczekujących tirów. Celników przybywa przy odprawach. Ale i tutaj straty niemałe. Już się dają słyszeć glosy o wielomilionowych roszczeniach. Kto komu? I z czego? Konflikt międzynarodowy chyba już się zawiązuje…

Demokracja – czy to rzeczywiście najlepszy sposób na spokojne życie we wspólnotach?



2008-01-31

SŁUŻBA.

Wielki wychowawca młodzieży, święty Jan Bosko odkrył najważniejszą zasadę pracy z młodymi i dla młodych: służyć! W liście do współpracowników zwierzał się: „Ileż to razy, Synowie moi, musiałem w ciągu mojego długiego życia uczyć się tej wielkiej prawdy, że łatwiej jest gniewać się niż cierpliwie znosić, grozić niż przekonywać, a nawet łatwiej jest z powodu naszej niecierpliwości i pychy ukarać opornego niż poprawić zachowując się stanowczo i przyjaźnie”.

Jego słowa kierowane ongiś do wychowawców, można w całej rozciągłości odnieść do naszych rządzących polityków: „Tych, nad którymi sprawujemy jakąkolwiek władzę, uważajmy za synów. Stańmy się ich sługami, podobnie jak Jezus, który przyszedł służyć, nie zaś aby Mu służono. Nie panujmy nad nikim, chyba tylko po to, aby lepiej służyć”.

Nasi posłowie także mogą wiele się nauczyć od wielkiego i świętego Wychowawcy: „Żadnego zagniewania, żadnej pogardy, żadnej obelgi. W szczególnie trudnych wypadkach należy raczej pokornie i ufnie błagać Boga, niż wylewać potok słów, które tylko obrażają słuchających, lecz nie przynoszą żadnego pożytku winowajcom”.



2008-01-30

KONSEKWENCJA.

Prof.Tomasz Węcławski nie schodzi z myśli wielu ludzi. Apostazja tak światłego kapłana i wielkiego erudyty teologicznego (i nie tylko) w jednych wzbudza najwyższe zdziwienie, u innych wielki ból serca. Jedni obserwatorzy mówią, że u tak radykalnego myśliciela konsekwencja myślenia była wyśrubowana do maksimum i skoro w swej wolności stanął nad przepaścią, musiał w nią skoczyć. Inni natomiast, raczej bez finezji intelektualnej (ci nie wywodzą się z kręgu przyjaciół Profesora), podejrzewają go o „unieważnienie” swego zobowiązania celibatu. Tak czy inaczej, mówiący o Węcławskim mają świadomość, że to był człowiek nieprzeciętnie konsekwentny w swej mądrości, po prostu geniusz w każdym calu. Dariusz Jaworski, śledząc w „Tygodniku Powszechnym tropy geniusza, stwierdza: Węcławski „- do bólu konsekwentny w swoich decyzjach, uparty. Gdy coś po głębokim namyśle postanowi, nie sposób go od tego odwieść”.

To stwierdzenie przywodzi mi na myśl innego człowieka. Nikt go za życia geniuszem nie nazywał, ale po śmierci natychmiast cały chrześcijański świat nadał Mu przydomek „Wielki”. Opowiadał mi pewien watykanista, że Jan Paweł II nieraz trudne sprawy długo nosił w sobie, pytającym nie odpowiadał, co ich bardzo denerwowało, ale gdy powstał z klęczek po rozmowie z Bogiem, żadna siła nie mogła go odwieść od powziętej decyzji.

Utrata wiary w Boga jest największą ludzką tragedią, niesie najgłębsze nieszczęście życia. To jest konsekwencja rozmawiania człowieka z samym sobą i tylko z sobą.



2008-01-29

JAWOROWI LUDZIE.

Spotkałem dziś jaworzanina po maturze, studenta I roku medycyny. Opowiadał o swoim LO. Słuchałem uważnie, z lekkim wzruszeniem, bo przecież to było także i moje liceum. Dokładnie w czerwcu upłynie całe pół wieku od mojej matury. Słuchałem z przyjemnością słów młodego Adama, który z przejęciem mówił o naszej szkole i o Jaworze.

Z tych zielonych lat zapamiętałem mocno kościół św. Marcina, księgarnię pod arkadami i kino „Pionier”. Księgarni już tam nie ma (jest sklep obuwniczy) i kino gdzie indziej wybudowano. Jedynie stary gotycki kościół stoi na dawnym miejscu. Kochałem jego mroczne wnętrze z piękną, potężną barokową nastawą ołtarza i z kulami mlecznymi lamp umieszczonymi w ławkach wzdłuż nawy głównej. Lampy paliły się rzadko. Półmrok w kościele pozwalał na skupienie przed Tabernakulum, czerwone światełko przywoływało wyraźnie: tu jest Pan. Codziennie przed lekcjami, po wyjściu z pociągu całą chmarą wpadaliśmy na chwilę do Pana Jezusa. Szkoła wtedy przeżywała pierwszy polski „wielki czas”. Był „Październik ‘56”. Partia po raz pierwszy zaczęła trzeszczeć i chociaż do jej złamania było jeszcze daleko, to przecież moja zielona młodość otrzymała wtedy spora dawkę adrenaliny. Nocami szyliśmy i kleili transparenty, a w dzień wychodziliśmy na manifestację. Było śmiesznie, bo ani rodzice, ani milicjanci nie wiedzieli, co z nami zrobić, a partyjniacy przyjęli nas z wymuszonym szacunkiem, gdy weszliśmy na salę obrad Komitetu Powiatowego z transparentem „Nic o nas bez nas!”. Dyrektor potem musiał nam napsuć trochę krwi, ale i tak się opłacało, bo przecież to „Październik ’56” przywrócił religię w szkole. W dniu 6. grudnia urządziliśmy (byłem wtedy przewodniczącym uczniowskiego zarządu) przepędzenie Dziada Mroza i oficjalnie wprowadziliśmy do auli św. Mikołaja w kapie i mitrze, z pastorałem biskupim w ręku. Radości było co niemiara!

Ciekaw jestem, co Adam będzie wspominał o swym Jaworze po pięćdziesięciu latach?...



2008-01-28

KIEPSKI „JAGIELLOŃCZYK” .

Ks. Prof. Julian Michalec, który mnie uczył sztuki kaznodziejskiej, mawiał na ćwiczeniach z homiletyki: gdy posłucham kiepskiego kazania na ambonie, niekoniecznie muszę wyjść z przekonaniem, że straciłem mój cenny czas. Po prostu utwierdziłem się w przekonaniu, że wiem, co to jest kiepskie kazanie. To też jest cenna zdobycz.

Ta pocieszająca uwaga przyszła mi na myśl przy lekturze tekstu pomieszczonego dziś w „Dzienniku” przez jego wicenaczelnego. Tekst o polskim Kościele z poznańskim apostatą w tle. Istne krakanie na pogrzebie! Mój Boże, iluż to już speców wkładało Kościół do trumny! (Dotychczas miałem całkiem dobre mniemanie o polonistach z Jagiellonki). Gdy się pisze o Kościele, nie wystarczy „studiować dyskusje zamieszczane przez internetowy portal Pracowni Pytań Granicznych”, tam rzeczywiście można nasłuchać się do woli marszów pogrzebowych. Warto sięgnąć do tradycji teologicznej wielu wieków, by dowiedzieć się, że z trudnościami chrystologicznymi czy eklezjalnymi Kościół zetknął się nie po raz pierwszy przez Węcławskiego, i nie umarł z tego powodu. Rozsmieszające jest przywoływać w tym kontekście Marcina Lutra. Prawda, że cytowani przez eseistę wielcy hierarchowie polscy już nie żyją, ale ich zapisane myśli są wciąż dostępne i można do nich sięgnąć (bez tendencyjności) i zauważyć wewnętrzną moc Kościoła, którego Założyciel jest nieśmiertelny. Kościół jest wielopoziomową wspólnotą żyjącą i dynamiczną, a jego fazy rozwojowe nie są wyznaczane przez fantasmagorie eseistów czy werdykty dziennikarzy lustrujących biskupów. Aż dziw bierze, iż autor jest tak zupełnym klerykałem, widzi tylko biskupów i „wali w nich jak w bęben”.



2008-01-27

VITA CONSECRATA.

Czytany dziś w kościołach list pasterski o osobach konsekrowanych chyba dobrze przygotował Polaków na dzień 2. lutego, który jest świętem ożywiającym charyzmat konsekracji tak niewiast jak i mężczyzn składających potrójne śluby Panu Bogu. List podkreśla tę przedziwną służbę (która nigdzie indziej się nie zdarza) Bogu poprzez usługiwanie człowiekowi. Autor listu, ks. bp Kazimierz Gurda, spec w episkopacie od spraw zakonnych, zasypał czytelnika, czy słuchaczy, stertą liczb, próbując ukazać wielkość dzieła charytatywnego prowadzonego w Polsce dla i w imię Jezusa Chrystusa. Myślę, że ta dawka zewnętrznych danych dobitnie mówi o dynamice wiary i działalności Kościoła w Polsce. Kto mądry, będzie umiał uznać zarzuty lewicy, jak i polityków liberalnych, kierowane przeciwko Kościołowi za najzwyklejszą bzdurę i niesprawiedliwość. Zakonnicy i zakonnice nie tylko nie są pasożytami wyjadającymi z kieszeni polskich podatników, ale wprost przeciwnie, prowadząc dzieła charytatywne, odciążają skarbiec państwa w świadczeniach na rzecz obywateli dotkniętych nieszczęściem. No cóż, żaden niewierzący czy libertyn nie jest zdolny zrozumieć człowieka pełnego wiary, który w zniekształconej twarzy człowieka cierpiącego potrafi dojrzeć oblicze Jezusa.



2008-01-26

KONCERT.

U św. Marcina na Ostrowie Tumskim przeżyłem dziś piękny koncert wokalny. Pięciu księży - tenorów śpiewało pieśni różnych autorów osnutych na powszechnie znanym tekście modlitewnym "Ave Maria". Przyjemną niespodzianką była pieśń niewolników z opery Verdiego "Nabucco". W drugiej części koncertu były piękne kolędy polskie, oczywiście była i łacińska kolęda "Adeste fideles". Wszyscy księża śpiewający mają pełne wyższe wykształcenie muzyczne, pracują przeważnie jako wykładowcy muzyki kościelnej w seminariach, czy w akademiach muzycznych, a od czasu do czasu spotykają się gdzieś w Polsce, by wspólnie pośpiewać Bogu na chwałę, ludziom ku radości, a sobie dla przyjemności. Dziś brawa były bardzo rzęsiste. Wzruszenie opanowało słuchaczy szczelnie wypełniających świątynię wrocławskich artystów. Duszpasterz ks. dr Zdzisław Madej, który należy do tej świetnej piątki śpiewaków, był cały rozradowany i wyrazy aplauzu i wdzięczności umiejętnie kierował w stronę swych kolegów. Ktoś podszedł do mnie po koncercie i powiedział: wielki kwartet włoskich tenorów skończył się, teraz mamy kwintet polski. Chyba nie był daleki od prawdy.

 



2008-01-25

LOTNICY.

Dziś w samo południe Polska stanęła na jedną minutę w żałobnej zadumie po środowej katastrofie lotniczej. Spłonęło w spadającym samolocie czterech pilotujących żołnierzy i szesnastu najwyższej rangi oficerów polskiego lotnictwa.

Panie, nie pytam, dlaczego? Chociaż tak naprawdę to tylko Ty jeden znasz odpowiedź. Nie chodzi mi o czarną skrzynkę. Wcześniej, czy później specjaliści ją odczytają, ale czy dowiedzą się, dlaczego śmierć pochłonęła naraz dwadzieścia istnień ludzkich, tych istnień? Czy dowiedzą się, dlaczego ich bliscy, przyjaciele i koledzy, którzy jeszcze dwie godziny wcześniej bawili się z nimi, dyskutowali, żartowali po żołniersku, kreślili plany na przyszłość, nagle zostali sparaliżowani wszechogarniającym bólem żałości?

Tylko Ty, Panie, znasz los człowieczy od początku do końca. Ty na pytanie „dlaczego” już odpowiedziałeś najbardziej precyzyjnie każdemu z osobna, gdy stanęli przed Twoim Boskim Majestatem. Jedynie oni mieli prawo postawić to pytanie. Twój sąd jest najsprawiedliwszy, bo tylko Ty wiesz, co jest najgłębiej w człowieku.

Boski Zbawicielu, nie pytam, dlaczego? Jedynie pokornie proszę o wielkie miłosierdzie dla każdego z tych polskich lotników. I o pociechę dusz zranionych ich tragicznym odejściem.


2008-01-24

KOLIA.

Z przedwyborczych obietnic nowy szef rządu utworzył cudownie błyszczącą kolię kamieni ostrym i gorącym słowem szlifowanych i zawiesił na swej piersi. Lud spragniony cudów głośno klaskał w dłonie i krzyczał w euforii: hurra! niech żyje nowy kaczor (Donald), precz ze starym. Aliści po trzech miesiącach daje się zauważyć, że kamienie jakby poczęły matowieć, nie rzucają już blasku na oblicze szefa. Co więcej, brzegi kamieni dziwnie się zaostrzają, a nawet wyrastają w kolii ostre rogi (pensje pielęgniarek, strajki lekarzy, głodówki górników, etyczne „in vitro”, kłopot ze ściągalnością abonamentu radiowo-telewizyjnego, nieprzyjazne ruchy w szkołach). Kolia zaczyna wyglądać jak zaciskająca się obroża. Niełatwo być nowym kaczorem. Można się udusić własnymi błyskotkami.


2008-01-23

APOSTAZJA.

Z dzisiejszego Oświadczenia Kurii Metropolitalnej w Poznaniu:

Tomasz Węcławski 21 grudnia 2007 roku publicznie, w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła rzymsko-katolickiego. Taki akt jest wyrzeczeniem się wyznawanej przez wspólnotę Kościoła wiary i powoduje zaciągnięcie kary ekskomuniki mocą samego prawa (kanon 1364 Kodeksu Prawa Kanonicznego). Głoszone przez prof. Tomasza Węcławskiego poglądy od dłuższego czasu budziły poważne wątpliwości co do ich zgodności z nauczaniem Kościoła.

Rok nie minął od porzucenia kapłaństwa, a teraz odszczepieństwo od wspólnoty Kościoła z powodu utraty wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Nie wiem, czy to stało się z przegrzania neuronów w szarych komórkach teologicznego umysłu, czy jest wynikiem zlodowacenia serca.

Kiedy jakiś drań zbezcześci w świątyni katolickiej tabernakulum i rozsypie konsekrowany chleb, biskup zarządza dni pokuty i intensywnej modlitwy wynagradzającej. Tutaj zbezczeszczona została dusza nauczyciela Ewangelii! Czy w Seminarium Duchownym i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Poznańskiego ktoś podjął pokutę w intencji wynagrodzenia Jezusowi tej zniewagi? Czy ktoś odważył się publicznie wskazać strasznego drania, który do tej katastrofy prowadził konsekwentnie? Człowiek jest nie tylko drogą Kościoła, jest przede wszystkim świątynią Boga.



2008-01-22

CZARNY PAPIEŻ.

W Rzymie podczas kongregacji generalnej, mającej wybrać nowego generała zakonu (po ustąpieniu o. Petera-Hansa Kolvenbacha), jezuici musieli wysłuchać w homilii zdecydowanego napomnienia od kard. Franc Rode, prefekta Kongregacji Życia Konsekrowanego: „Jezuici winni skorygować swoją krytyczną postawę wobec władzy kościelnej. […] Liderzy zakonu powinni wzmocnić tradycję ustanowioną przez św. Ignacego z Loyoli, akcentującego lojalność wobec Kościoła i papieża”.

Odpowiedź przyszła natychmiast. Nowo wybrany generał, o. Adolfo Nicolas, podczas Mszy inaugurującej jego urząd, powiedział: „Izajasz powiada nam: służyć to robić przyjemność Bogu. Liczy się służba. Służba Kościołowi, służba światu, służba ludziom, służba Ewangelii.[…] Święty Ignacy powiedział, do czego ma się sprowadzać nasze życie: we wszystkim miłować i służyć”.

Pewnie się zatrzęsły profesorskie stołki jezuickich teologów w zachodnich uniwersytetach. Nowy generał dotychczas pracował na Wschodzie, był przełożonym prowincji japońskiej.



2008-01-21

POGODA.

„Święta Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka”. Dziś tak ciepło we Wrocławiu – jedenaście stopni Celsjusza! Czyżby płanetnicy niebiescy powrócili do starych zwyczajów pogodowych, gdzie św. Marcin przyjeżdża na białym koniu zwiastując zimę, a św. Agnieszka zapowiada wiosnę? Współcześni meteorolodzy kiwają głowami zdezorientowani i mówią o przedziwnych anomaliach w naturze.

Kto to sprawdzi, gdzie jest norma, a gdzie przyrodnicze anomalie?

 



2008-01-20

WIELKI BRAK.

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Od samego początku były podziały. Cokolwiek by się nie powiedziało o przyczynach podziałów i rozdrobnień w chrześcijaństwie, to w każdym wypadku jasno widać, że początkiem zawsze było pęknięcie w naturze ludzkiej spowodowane incydentem w raju, rozdźwięk między doskonałością Boga, a Jego obrazem i podobieństwem w duszy ludzkiej.

O co więc w istocie modlił się Jezus, prosząc Ojca, aby byli jedno? Chyba nie o to, by Apostołowie trzymali się razem, skoro przed swoim wniebowstąpieniem wysyła ich w różne miejsca świata. Czy chodziło Jezusowi, by myśleli wszyscy tak samo? Nonsens! Bóg nie zatamowałby tak drastycznie wolności, w którą sam wyposażył człowieka. Może zależało Jezusowi, by Apostołowie głosili tę samą Prawdę? Ale przecież nikt z ludzi Bożej Prawdy nie dociecze do końca, a więc możliwość różnych jej interpretacji i odmiennego pojmowania jest naturalna i nieunikniona. Czy może chodziło tu o miłość? Chyba tak, a nawet na pewno tak, bo tylko miłość jest lekarstwem, które zdolne jest łagodzić ból rany zadanej przez grzech pierworodny.

Ale, czy stając wobec ogromu braku miłości w chrześcijaństwie, mogę go udźwignąć moją maleńka miłością?... Modlę się więc dziś o coś ułamkowego, by zmądrzał patriarcha moskiewski i nie mieszał porządku religijnego z politycznym.


2008-01-19

ANIOŁEK.

O pięknym spotkaniu usłyszałem dziś na kolędzie. Pewnych państwa, którzy jako bardzo młodzi ludzie przyjechali po wojnie do Wrocławia i zasiedlili pusty dom po Niemcach, odwiedziła nieznajoma pani. Najpierw przyglądała się ich willi z ulicy, próbowała obejrzeć z każdej strony. Wreszcie odważyła się wejść do środka. Zapytała po niemiecku, czy mogłaby tu trochę posiedzieć. Konsternacja u gospodarzy spora, jednak nie przeszkadzali. Pani, nieco młodsza od gospodarzy, zapytała, czy może obejrzeć salon, gabinet, kuchnię… Pozwolili. Wszyscy czuli, że rośnie jakaś tajemnica, powietrze nabrzmiało dziwnymi, mieszanymi uczuciami. Wreszcie obca pani wyciągnęła z torebki zdjęcia i przeglądając podawała po kolei gospodarzom. Na zdjęciach zobaczyli własne mieszkanie, nawet niektóre meble były te same. Pani dziwnie zaczęły drżeć usta i wskazując palcem drzwi zamkniętego pokoju zapytała, czy tam test sypialnia? Tak, odpowiedział gospodarz, tam jest sypialnia. Czy mogę tam wejść? Oczywiście! Kobieta jakby straciła zupełnie pewność siebie, jakby walczyła ze sobą: wejść, czy nie wejść? Dolna warga zupełnie niepohamowanie drgała głuchym szlochem. Gospodarze obserwowali uważnie gościa i nagle poczuli, że i ich coś chwyta za gardło. Napięcie dochodziło do szczytu. Kobieta ujrzała niewielkiego barokowego aniołka i wybuchnęła głośnym płaczem. Przywarła policzkiem do ściany, na której wisiał aniołek. Trwała tak przez chwilę, jakby w zapomnieniu, nie wstydząc się łez niepowstrzymanych. Kiedy wyszli z sypialni, i gość i gospodarze, i zasiedli przy stole, kobieta pokazała na fotografii maleńki czarny kształt na ścianie. Gospodarz przyjrzał się przez szkło powiększające. To był ten aniołek! Tajemnica pękła. Już nie było mocnych, wszyscy płakali przy stole. Pani powiedziała cicho: to mój ukochany aniołek, pamiątka chrztu świętego. Gospodarz wstał, zdjął aniołka ze ściany i podał kobiecie: jest przecież twój.

Kiedy kończyłem odwiedziny kolędowe, gospodyni szepnęła mi przy drzwiach: księże proboszczu, mój mąż był przywiązany jak dziecko do tego aniołka, od samego początku, jak tylko nastaliśmy.


2008-01-18

PIĘKNE URODZINY.

Otrzymałem z Uniwersytetu Opolskiego książkę: „Edmund Jan Osmańczyk. Dziennikarz – publicysta – parlamentarzysta we wspomnieniach bliskich i przyjaciół”. W książce znalazłem wypowiedź Barbary Sułek-Kowalskiej, którą spotkałem w ub. r. podczas rekolekcji adwentowych w Krakowie. Wypowiedź jest bardzo zgrabna literacko i ma cechy pięknego, przyjacielskiego świadectwa. sam poznałem kiedyś pana Osmańczyka a w końcu byłem na jego pogrzebie w Opolu przy kościele Maryi Panny. Dużo wtedy wypowiedziano słów o zmarłym, ale kryształowego światła nikt nad grobem nie zapalił. Może więc warto przytoczyć początkowy fragment świadectwa Barbary: „[…]świętowaliśmy jubileusz 75-lecia Edmunda Jana Osmańczyka. Piękne urodziny! Wraz z całą rodziną spędziliśmy u Jubilata niezwykły poranek, kiedy wciąż dzwoniły oba telefony z życzeniami i dzwonek do drzwi zwiastujący kolejne telegramy i kwiaty. Wśród nich – telefonów i dzwonków do drzwi – także ten, wielokrotnie powtarzany, z kancelarii generała Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego szefa rządzącej naszym krajem partii i sterowanej przez nią Rady Państwa. I odpowiedź, też powtarzana: - Nie, pan Osmańczyk nie przyjmie życzeń od pana generała”.

 



2008-01-17

OJCIEC DUCHOWNY.

Pomyślałem o moim pierwszym ojcu duchownym. Z pewnością dlatego, że w kalendarzu liturgicznym dziś wspomina się św. Antoniego Pustelnika. Ks. Antoni Kamiński przywitał nas w kaplicy na pierwszym roku w seminarium duchownym anegdotką góralską o tym, jakie przykazania dawał gazda synowi „na księdza” się wybierającemu: „po pirwse rechtora słuchoj, po drugie kuferek zamykoj, a po trzecie swoje se myśl”. Śmialiśmy się wszyscy do rozpuku, a siedziało nas w ławach aż 75 młodych chłopaków. Na zakończenie pierwszej konferencji duchownej ks. Antoni powiedział nam (pamiętam to do dziś): ksiądz to „spec od modlitwy”. Rzeczywiście, obserwując księdza Kamińskiego i w seminarium, i później na parafii w Sobieszowie-Jeleniej Górze, widziałem w nim wielkiego speca od modlitwy. On był zatopiony w modlitwie. Nieustanne obcowanie z Bogiem uczyniło go człowiekiem wielkiej delikatności. Nigdy nie podnosił na nikogo głosu. Na wykładzie czy w rozmowie był zawsze wyciszony. Oczywiście, cierpiał mocno, gdyśmy tabunem przelatywali z refektarza do kaplicy po obiedzie. Był świetnym spowiednikiem, pozwalał klerykowi wyłożyć duszę przed nim, nie żałował czasu na słuchanie. Pamiętam długą rozmowę do późna w nocy w gabinecie na temat miłości. W końcu podszedł do regału i wyjął z niego tomik poezji afrykańskiego poety o miłości dwojga. Najpierw byłem zdziwiony, potem zdumiony, a wreszcie zachwycony. Zaglądałem do tej poezji często. Ojciec duchowny oduczył mnie zakładania tabu na „wstydliwe” tematy i przed ludźmi, i przed Bogiem.

Daleko później, już po święceniach kapłańskich, opowiadał mi ks. Antoni Kamiński o swych przeżyciach podczas wojny, gdy sowieci napadli na Polskę. Na własnej skórze odczuł to, co czynili żołnierze i oficerowie z ludnością cywilną. Jego świadectwo zapadło mi głęboko w duszę. Przez dłuższy czas nie mogłem spokojnie ani spać, ani jeść, ani myśleć. Nigdy już w życiu nie uwierzyłem hasłom aparatczyków moskiewskich w Polsce.


2008-01-16

SYBIRAK.

We Wrocławiu można spotkać jeszcze sporo sybiraków. Dziś rozmawiałem ze starszym panem, który z matką i bratem przeżył sześć lat na Sybirze. Za co zostali wywiezieni? – Za nic, ale ojciec służył w marynarce wojennej. To wystarczyło. Życie tam było ciężkie, na granicy śmierci głodowej. Można też było zamarznąć na śmierć, zimą temperatura spadała do minus 40 stopni Celsjusza, trzeba było umiejętnie oddychać na świeżym powietrzu, inaczej groziło zniszczenie wewnętrznych narządów. Z bratem mieli tylko jedną parę walonek. Gdy jeden wychodził obuty do garkuchni po blaszankę zupy, drugi musiał czekać w ziemiance głęboko zagrzebany w słomie. Zimą też plagą były zgłodniałe wilki, które podchodziły nocami do ziemianek. Ciężko było zimować, ale gdy przyszło lato, nadzieja odżywała w sercach, bo kraina zachwycała pięknem. Zesłańcy nauczyli się od stałych mieszkańców Syberii rozpoznawać jadalne zioła i jagody, na przykład z mleczu można było przygotować różne potrawy utrzymujące przy życiu. Starzy Rosjanie mówili Polakom, nie narzekajcie na cierpienie, jesteście w lepszej sytuacji niż my. Wy wyjedziecie, a my dalej będziemy tu cierpieć, aż pomrzemy.

Po sześciu latach – mówi mój rozmówca – wracaliśmy do Polski przez dwa tygodnie w zaryglowanych bydlęcych wagonach, konwojowani przez uzbrojonych sołdatów sowieckich. Raz dziennie otrzymywaliśmy „kipiatok” – gorąca wodę. Nie opowiadał tego z goryczą, czy nienawiścią. W jego głosie można było zauważyć nawet nutę dumy, gdy na koniec powiedział: to nasza rodzinna tradycja, nasz dziad był sybirakiem za batiuszki cara.


2008-01-15

OHYDA APOKALIPTYCZNA.

Zaniepokoiła mnie dziś wiadomość, że może nie być w tym roku matury, bo nauczyciele będą strajkować. Ludzie, co się dzieje w Polsce? Dyrektorzy przewożą chorych ze szpitala strajkującego do szpitala jeszcze nie strajkującego; lekarze odchodzą od łóżek ludzi chorych lub ich w ogóle nie przyjmują na izbie chorych; pielęgniarki zapowiadają pójście śladami lekarzy, no i teraz nowy skandal wykluwa się – nauczyciele strajkujący! Ohyda apokaliptyczna!

Niemoralny charakter tej walki o większe pieniądze polega na tym, że krzywda dzieje się osobom trzecim, spoza tej walki. Zupełnie jak w filmie gangsterskim, gdzie zbrodniarz dla uratowania swej skóry zniewala kobietę lub dziecko i przykłada im nóż do gardła.


2008-01-14

SMUTNE OCZY.

Kolędowałem dziś w Dziecięcym Domu przy ul. Parkowej wśród małych dzieci. Dom mieści blisko siedemdziesięcioro dziewczynek i chłopczyków, spora grupa to niemowlaki i małe przedszkolaki – te dzieci spały snem poobiednim. Starsze wróciły ze szkoły i chętnie śpiewały kolędy. Zaraz po modlitwie stały w kręgu nieruchomo, mocno onieśmielone, z oczkami uciekającymi do podłogi. Ale wystarczyły dwie radosne wspólne kolędy (i cukierki), by to zachmurzenie ustąpiło. Zaczęły się szaleństwa dziecięce. I choć te najstarsze trzymały lekki dystans, to maluchy przełamały wszelkie opory. Byłem dla nich tatą, św. Mikołajem, stangretem, co wozi dzieci na kolanach, a wreszcie karuzelą. Spociłem się przy tej zabawie jak mysz, zapomniałem, że mam siódmy krzyżyk na karku.

Nie wiem, dlaczego o tym piszę. Może sprowokował mnie ten smutny wyraz oczu na pożegnanie, zabrał się ze mną do domu. Dziecko musi mieć kochających rodziców, inaczej nigdy nie będzie szczęśliwe.



2008-01-13

CENNA PŁYTA.

Już minęło 26 lat od tego wieczoru, gdy cała katedra była zapełniona wrocławianami, którzy w miesiąc po ogłoszeniu stanu wojennego przyszli na pierwszą Mszę św. za Ojczyznę. Pamiętam, jak cały skamieniały stałem przy ambonce w prezbiterium i próbowałem wypowiedzieć to, co nazbierało się w moim sercu przez pierwszy miesiąc wojny jaruzelskiej.

Dziś w Klubie Muzyki i Literatury, w otoczeniu kilkudziesięciu osób, słuchaliśmy z płyty tego pierwszego mego „wojennego” kazania. Przez 24 minuty cisza była jak w katedrze. Panu Bogu dziękuję, że pozwolił mi wypowiedzieć to kazanie i że miało tak szeroki oddźwięk. Nazwałem w nim po imieniu wszystkie tragiczne skutki rządów WRON-y chcącej nałożyć narodowi komunistyczny kaganiec. Dziękuję też Bogu za to, że Kościół w Polsce, w warstwie szeregowych pracowników winnicy Pańskiej, natychmiast stanął przy skrzywdzonym narodzie i że naród wtedy znów podniósł dumnie głowy. Dziękuję też za Jana Pawła II. Jego modlitwa za Polskę i ówczesne nauczanie było wielkim natchnieniem dla moich kazań i siłą podczas licznych przesłuchań po kazaniach na ubeckim Podwalu.



2008-01-12

ZAPŁAKANA KOBIETA.

Wróciłem dziś z kolędy bardzo zasmucony i z bolesną duszą. W jednym domu zastałem kobietę samotną, zapłakaną. Wczoraj wieczorem odwiozła do szpitala męża z podejrzeniem o zawał serca. Najpierw z córką zawiozła go do kliniki przy ul. Pasteura, była godzina tuż przed 21:00, pacjentów na izbie przyjęć nie było żadnych. Dwaj lekarze, człowieka z bolesnością w całej klatce piersiowej i z pieczeniem w okolicy mostka nie przyjęli, bo uznali, że to nie jest ciężki zawał. Kobieta błagała z płaczem, prosiła: zbadajcie męża, on jest chory na cukrzycę, bardzo cierpi, nie przyjęli, nie zbadali. Kazali odjechać. Czy to nie jest przestępstwo?
Próbowałem uspokoić płacz kobiety, pocieszyć – jakże trudno znaleźć właściwe słowa w tak dramatycznej sytuacji. Odpowiedziała mi: księże, nie mogę się uspokoić nie tyle zasmucona stanem zdrowia męża, bo przyjął go szpital wojskowy i jest pod dobrą opieką, ale do dziś przeżywam tę rozmowę z lekarzami na Pasteura. Jak oni mogli tak potraktować poważnie chorego człowieka? Przecież wykształcono ich po to, by ratowali zdrowie ludzi. Co się stało z ich człowieczeństwem?


2008-01-11

ZAGADKA.

Krowa, co dużo ryczy, mało mleka daje. Okazuje się, że to przysłowie sprawdza się nie tylko na łące. Mi, mieszczuchowi, nie powinno przeszkadzać, a jednak… Kiedy ktoś przez cały dzień nadaje ci za uchem o swoich sukcesach (albo bolączkach), kiedy odbierasz od swych współpracowników jedynie obietnice (na działanie musisz czekać miesiącami), kiedy szef zwierza się przed tobą ze swych marzeń o pieniądzach, a każdego współpracownika przelicza na złotówki… Wtedy naprawdę masz ochotę znaleźć się na pięknej łące, gdzie nie ma ani jednej krowy. Ciekawe, czy ktoś odgadnie, dlaczego to przysłowie przyszło mi na myśl w środku zimy?


2008-01-10

WIÓRY.

To prawda, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, ale przecież nie generałowie giną na wojnie, lecz szeregowcy i to tłumnie. Tam, gdzie ludzie zamieniani są na wióry, czy można mówić o demokracji? A o sprawiedliwości?... Problem stary jak świat, a od króla Dawida bardzo uwyraźniony. Jahwe Bóg umiał poradzić sobie z tym problemem. I tylko Jahwe.


2008-01-09

POLITYKA.

Jestem niemile zdziwiony wiadomością o zamknięciu w Moskwie jedynego katolickiego tygodnika w języku rosyjskim „Światło Ewangelii”. Zamknął je nowy metropolita moskiewski abp Paolo Pezzi, który nie tak dawno zastąpił abpa Tadeusza Kondrusiewicza. Pamiętam spotkanie z ks. abpem Tadeuszem podczas Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu w 1997 roku. Przed audycją w Radiu „Rodzina” rozmawialiśmy dłuższy czas poza anteną. Gość mimo zmęczenia długą podróżą tryskał energią i miał tyle do opowiedzenia o wszystkim, co udało mu się wprowadzić do swej metropolii w Moskwie. Pochwalił nasze młode wrocławskie radio katolickie, marzył o podobnym w Rosji, ale też z dumą opowiadał o swoim medium w języku rosyjskim, właśnie o „Świetle Ewangelii”. To nowe jego ulubione „dziecko” miało już trzy lata. Redagowane było przez świeckich, światłych katolików. Cieszył się mówiąc o radości ludzi prostych, którzy mogli przeczytać w swoim języku o Panu Bogu, o archidiecezji i o tym, co dzieje się w Kościele Powszechnym.
Oczywiście, abp Pezzi jako watykańczyk wiernie realizuje linię „polityki wschodniej” Stolicy Apostolskiej. Ale może dziwić nas Polaków, że doświadczenia kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II niczego nie nauczyły urzędników watykańskich politykujących z Cerkwią moskiewską. Historia uczy, że tam, gdzie duch duszpasterski musiał ustępować zasadom polityki, najbardziej ucierpiał lud Boży. Wystarczy przypomnieć słynny film Rolanda Joffé pt. „Misja”.


2008-01-08

SATYSFAKCJA.

Ludzie nie za bardzo chcą na kolędzie rozmawiać o Panu Bogu. Tam, gdzie są dzieci, temat ogranicza się do spraw katechezy, zeszytu, a ostatnio mówi się częściej o katechetach, jacy są. Przeraża mnie brak krytycyzmu u rodziców, którzy z jakąś dziwną zawiścią atakują nauczycieli religii w obronie własnego przekonania o grzeczności ich pociech na lekcjach.

Niewiele też spotykam prowokacji do rozmów o polityce. Ludzie są zniechęceni. W parafii mam wiele emerytów i rencistek. Dla nich polityka to przeglądanie recept z ostatniej wizyty lekarza w domu i zastanawianie się, którą z nich trzeba koniecznie wykupić, a którą zostawić na następną rentę. Spotkani lekarze też nie politykują. Czasami mówią o pieniądzach, że ich mają za mało.

Dalekie od Pana Boga i od polityki są osoby samotne, niekoniecznie stare, ale opuszczone przez najbliższych. Tutaj najłatwiej poczuć się potrzebnym. Tu nie można wpaść jak po ogień. Długa rozmowa potrafi odnowić nikły uśmiech na twarzy. Tutaj najczęściej można usłyszeć szczere, z iskierką nadziei, dziękuję. Takie kolędowanie to satysfakcja.


2008-01-07
KLĘSKA.

Polsce grozi lawina strajków. Po górnikach, lekarzach i pielęgniarkach o strajku już myślą związki zawodowe, bo ktoś tam doszedł do wniosku, że walka o podwyżki dla jednego czy drugiego środowiska to wbrew zasadom Solidarności. Trzeba więc solidarnie upomnieć się o podwyżki płac w całej budżetówce! Ciekawe, jak ta walka będzie trwała np. w szkole? A jak w urzędach? Np. co wymyślą urzędnicy fiskusa, a co panie i panowie w urzędzie wojewódzkim? Jak zawalczą policjanci?

Czy naprawdę w Polsce nie ma już mądrych i moralnych ludzi? Czy nikt już nie rozumie, że z pustego i Salomon nie naleje? Czyż budowania dobrobytu w biednym, zapóźnionym kraju nie należy zacząć od produkcji, a nie od konsumpcji? W polskiej sytuacji zbyt pożądliwe zapatrzenie na pensje zachodnie jest niebezpieczne. Prowadzi do opustoszenia kraju (co już obserwujemy) lub może doprowadzić do demontażu porządku społecznego w ojczyźnie.

 



2008-01-06

PIERWSZE KAZANIE.

Przed czterdziestu sześciu laty wygłosiłem pierwsze w życiu kazanie. Było to w Uroczystość Objawienia Pańskiego w wiejskim kościele niedaleko Świdnicy (parafii, ani nazwiska proboszcza nie pamiętam). Kończyła się praktyka zimowa czwartego roku. Byłem po tzw. „święceniach niższych”, czytałem na liturgii słowo Boże, z wyłączeniem Ewangelii. Codziennie bardzo się do tego przygotowywałem. Na trzy dni przed uroczystością proboszcz powiedział przy śniadaniu: Mirek, powiesz kazanie na Trzech Króli. Zbaraniałem zupełnie, nawet nie śmiałem zapytać, czy jest pewien, że mi wolno stanąć na ambonie. Odmówić nie mogłem, to proboszcz przecież pisze dla Seminarium opinię o praktyce parafialnej kleryka. Ale też odmówić nie chciałem, wciągnęło mnie to zadanie. Bałem się, jak nie wiem co, ale siedziałem godzinami codziennie i wertowałem różne pomoce kaznodziejskie. Pisałem i kreśliłem, i darłem, i pisałem znowu, aż w końcu wysmażyłem elaborat. Proboszcz zaakceptował z półuśmiechem. Nie pamiętam, jak ustawiłem temat, o czym konkretnie mówiłem (i czy konkretnie?), ale pozostało mi głęboko w pamięci zdanie z pierwszego czytania (wtedy nazywano to „lekcją”). Zauroczyło mnie: „Powstań, świeć, Jeruzalem…” (Iz 60,1). Miałem wtedy 22 lata. Do dziś powtarzam je jak modlitwę w trudnych chwilach.


2008-01-05

SEKCIARZE.

Lewica (dziś z rodzimymi, niestety, demokratami) objawia najwyraźniej wybijającą się cechę sekty: sens jej istnienia zasadza się na niszczeniu Kościoła, soki żywotne jej ideologowie czerpią z nienawiści do duchowieństwa. Czasy stalinowskie przerażały okrucieństwem lewicy. W stanie wojennym rzecznik rządu Jaruzelskiego chełpił się swą nienawiścią. A ileż było wtedy kłamstwa! Czy dzisiaj dzieje się inaczej? Gdy ordynariusz warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz w projekcie budowy Świątyni Opatrzności Bożej wyodrębnił część kulturalną i gdy Sejm pod koniec grudnia przeznaczył na nią 30 milionów zł, LiD ustami swej wiceszefowej nazwała to „szalbierstwem” i „dojeniem państwa”. W ten sposób lewica, dziś w mało liczącej się partii bezbożników, odświeża co jakiś czas swoją twarz (jeżeli ją jeszcze ma). Zupełnie niedawno, gdy biskupi polscy wyrazili moralny sprzeciw wobec zapłodnienia „in vitro”, lewica stanęła przeciw Kościołowi w obronie rodzin bardzo pragnących mieć dzieci. A przecież, gdy Kościół w obronie życia ludzkiego twardo wyrażał swój brak zgody na aborcję czy eutanazję, kto wszczynał wielkie batalie antyklerykalne? - Kobiety lewicowe upominały się o „prawo do swego brzucha” i ubolewały nad losem cierpiących, którym Kościół nie pozwala umrzeć.

Sekta zawsze żywi się negacją, niszczeniem i nienawiścią.


2008-01-04

POD KONTROLĄ.

Wydawało się rankiem, że dzień będzie piękny. W „Sygnałach dnia” minister od bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju zapewniał, że żadnego niebezpieczeństwa dla zdrowia nie ma, pacjenci są bezpieczni: „Ochrona zdrowia, tak jak powiedziałem, jest rzeczą ważną i sprawa jest absolutnie pod kontrolą i dyrektorów szpitali, ministra zdrowia i tego rządu”. Czyż to nie wieje optymizmem? Aliści redaktorzy Jedynki natychmiast zostali dosłownie zasypani przez słuchaczy mejlami, sms-ami i telefonami na temat prawdziwej sytuacji w przychodniach, pogotowiu i w szpitalach. Nikt z nich nie czuł się bezpieczny. Zagrożenie życia pacjentów ogromne! Nowe przepisy unijne określające czas pracy lekarzy, kłótnie związkowców z dyrektorami szpitali, groźba ewakuacji pacjentów, odejścia lekarzy od łóżek i ziejące pustką kasy służby zdrowia, to wszystko nie daje poczucia bezpieczeństwa życia i poprawy zdrowia Polaków. Czyżby minister Schetyna miał swoiste poczucie bezpieczeństwa „pod kontrolą”?


2008-01-03

IMIĘ JEZUSA.

Dzisiejszy dzień w księgach liturgicznych jest poświęcony imieniu Jezusa. Rubryki jednak jakby wstydziły się tego dnia, przypisując mu rangę zaledwie „wspomnienia” i to tylko „dowolnego”. A przecież święty Paweł pisze do zaprzyjaźnionych chrześcijan w Filipii: Chrystus… „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca”(Flp 2,8-11).

Jezus Chrystus jest PANEM – to jest pełnia treści imienia Jezusa. Moim PANEM - w tym mieści się pełnia moich zobowiązań wobec Syna Bożego i pełnia mojej satysfakcji czekającej w Niebie. Choć doskonałość ucieka przede mną jak króliczek, to jednak żyję Nadzieją!


2008-01-02

ROZWODY.

We wszystkich mediach podliczanie, zestawianie plusów i minusów, statystyki. Jedni tryumfują, inni boleją. Rzadko jednak można spotkać jakąś głębszą analizę. Dziś rano media doniosły, iż zwiększyła się liczba rozwodów. Od początku nowego wieku liczba rozwiedzionych małżeństw podwoiła się w Polsce. Przyczynę tego „postępu” upatruje się w emigrowaniu panów (lub pań) samotnie opuszczających rodzinę. Smutny jest ten wynik, ale smutniejsza jest przyczyna. Sam fakt emigracji nie musi przyczyniać się do niewierności małżeńskiej. Smutek przynosi myśl na temat wiary tych rodzin. Ich chrześcijaństwo nie wytrzymuje próby rozstania. A inne próby wytrzymuje? Młode rodziny przeważnie nie uczęszczają na Mszę św. niedzielną. Życie sakramentalne zawieszone na kołku. Rodzice potrafią zadbać dla swych dzieci o szeroki wachlarz zajęć pozalekcyjnych, ale nie o pogłębianie życia religijnego. Dorastająca młodzież w dużym procencie gardzi lekcjami religii, bo otrzymuje przyzwolenie od swych wyziębionych religijnie rodzicieli. Jak w takich warunkach ma zagnieździć się w rodzinie cnota wierności małżeńskiej i praktyka opanowania zmysłów? Trudne warunki, jakie niesie ze sobą wyjazd „za chlebem”, nie krzeszą nowych iskier dla podtrzymywania miłości dozgonnej, bohatersko wiernej i szlachetnej.
W mediach ekrany (okupowane przez całe rodziny) zapchane są obrazami „seksiastymi”; między kobietą a mężczyzną możesz znaleźć wszystko prócz wierności małżeńskiej. I na tych samych ekranach zjawia się ubolewanie nad podwojoną liczbą rozwodów. Paranoja zupełna! Smutno, choć tak bardzo europejsko.



2008-01-01

NOWY ROK.

Smętny dzień. Wszyscy łażą jak muchy w smole z nijakim wyrazem twarzy. Totalne zmęczenie, frustracja. Może raźniej poruszały się dziś rano jedynie służby sprzątające Rynek. Góry śmieci, tony szkła.
A ja po południu zakolędowałem w naszym Karmelu. Tu nikt nie był sfrustrowany ani zmęczony. Na twarzach żywa radość. Śpiewaliśmy kolędy i wspominaliśmy nie tylko stary rok. Czytałem fragmenty z Raptularza. Pogodne wyciszenie przyniosły wpisy wspominające ostatnie dni Jana Pawła II. Nie był to smutek, lecz powaga rozpogodzona, bo gdy dotarłem do spontanicznych krzyków młodzieży podczas homilii kard. Ratzingera i do jego nieformalnej beatyfikacji, siostry buchnęły żywiołową radością. Na końcu spotkania były uroczyste Nieszpory śpiewane. Modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem. Przy pożegnaniu obdarzony zostałem piękną książką poetycką: wiersze Charles Péguy o cnocie nadziei. To jasne, pół nocy będę miał zarwane!


2007-12-31

OGIEŃ.

Koniec roku mija pod znakiem ognia. Blisko sto osób ogień pokaleczył i wysłał do szpitala. Kilkanaście młodych i starych osób zaczadzonych, poparzonych i spalonych rozstało się z doczesnością. Miej, Panie, miłosierdzie dla dusz w tak tragicznych okolicznościach stających przed Twym Boskim Majestatem.
A co można powiedzieć o tych, którzy postanowili zabawić się petardami i już nigdy na zabawie sylwestrowej nie pokażą swej twarzy, nie zobaczą już kolorów i nigdy nie dotkną niczego własnymi palcami?... Kto się zlituje nad ich głupotą?


2007-12-30

MAŁŻEŃSTWO.

Dzisiejszy list Episkopatu o rodzinie przypomina jednoznacznie: „U podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie […] Tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa”

Czy wszyscy Polacy mogą pokochać biskupów za te słowa? – Mogą, jeżeli autentycznie pokochają Chrystusa. To nie do wiary, jak mocno Chrystus Pan szczęście małżonków i trwałość ich miłości związał ze swoją w nich obecnością.


2007-12-29

IN VITRO.

Problem refundowania kosztów zabiegu zapłodnienia „in vitro” porusza dziś polskie umysły. Populistyczne obietnice premiera i pani minister zdrowia postawiły ludzi przeciwko sobie. Strony walczące nie chcą słuchać siebie nawzajem. Profesor nauk medycznych, lekarz ginekolog, biolog czy inżynier biotechnik widzą w zarodku jedynie materiał biologiczny nadający się do prowadzenia wszelkich eksperymentów i to w celu polepszenia życia i zdrowia ludzkiego. A więc, dlaczego nie eksperymentować? Ileż szczęścia i radości ze spełnionych marzeń może otrzymać rodzina, której urodziło się wreszcie dziecko „z próbówki”?  Myślę jednak, że byłoby o wiele mniej szczęścia w oczach tych rodziców, gdyby mogli zobaczyć gromadę rówieśników ich wymarzonego dziecka przy tej okazji pozbawionych życia.
Z punktu widzenia Kościoła z człowiekiem mamy do czynienia od chwili zapłodnienia. Z woli Stwórcy człowiek, jego życie i jego nadprzyrodzona godność należą do najwyższych wartości na ziemi. Nie można ich bezkarnie bezcześcić nawet dla eksperymentów naukowych, a tym bardziej w celach komercyjnych. W zapłodnieniu „in vitro” tworzy się wiele zarodków życia ludzkiego, a w organizm kobiety wszczepia się tylko jeden. Co z resztą? Trzeba będzie je uśmiercić. Wyraźnie mamy tu do czynienia z zabiciem istoty ludzkiej – przy okazji spełnienia marzeń bezdzietnej rodziny i przy zadowoleniu nielicho opłacanych pracowników kliniki nowoczesnej.


2007-12-28

HEROD ŻYJE.

Liturgiczne wspomnienie rzezi niewiniątek. Dzień pełen krwi, płaczu dzieci i rozpaczy matek. Niestety, to nie jest tylko wspomnienie. Antychryst nie złożył broni. Lata i wieki mijają, a Herod wciąż odradza się w każdym szaleńcu poddanym słodkim obietnicom demona nienawiści. Świat ciągle jest wielkim zagonem jego siejby niezgody i żniwa śmierci. Wczoraj w Pakistanie terrorysta zastrzelił byłą premier, która wróciła z wygnania - Benazir Bhutto, następnie zdetonował na sobie ładunek wybuchowy, zabijając przy tym kilkanaście osób. Nie ma dnia, aby agencje informacyjne nie odkrywały nowych w świecie miejsc ognia, krwi i rozpaczy.
Jezus uszedł bezpiecznie do neutralnego kraju. Ale gdy wrócił, co z Nim zrobili? Czy dziś Chrystus może stać się ratunkiem dla takiego świata?... Dzieci zherodowane wciąż wołają o miłość!

 



2007-12-27

NIEZROZUMIENIE.

Skąd się bierze u 18-latka pragnienie kontemplacji? Czym wytłumaczyć u niego potrzebę wyciszenia aż tak przejmującego, że cały świat ze swym hałasem przestaje istnieć, a rzeczywistość staje się jednym punktem? Gdy inni czas swój przegrywają na komputerach w przygodowych grach lub w oglądaniu „obrazków”, on zatapia się w lekturze książki na temat życia pustelniczego. Nie szuka metod modlitwy myślnej, co jakiś czas we wspólnocie modli się z innymi, pochylając się nad Pismem św. i dzieląc się słowem Bożym, ale gdy przychodzi cichy wieczór, czuje w sobie przemożne pragnienie, jak mówi, „kontemplacji”. Jedno imię: JEZUS obecne w duszy wystarcza, by był ogarnięty pokojem i… miłością. Nie dziwię się, że rodzice go nie rozumieją.


2007-12-26

ŁASKA.

Szaweł z Tarsu przyglądał się kamienowaniu diakona Szczepana za murami Jerozolimy. Najwidoczniej przyzwalał na ten mord, skoro wykonawcy złożyli swe szaty u jego stóp. To jest miara wielkości łaski nawrócenia, jakiej doznał później pod Damaszkiem. Co ten młody faryzeusz miał na samym dnie swej duszy, że Jezus dogonił go i ogarnął tak wielkim Miłosierdziem?

Choć z niechęcią myślę o generale, autorze stanu wojennego, to jednak zapytałem dziś Jezusa w modlitwie: Panie, czy tylko jedną miałeś tak wielką Łaskę?



2007-12-25

WZRUSZENIE.

Dużo słów pięknych dziś dało się słyszeć w eterze. Telefon i sieć dostarczyły mi sporo ciepłych myśli i uczuć. Taki to już jest ten dzień: Boże Narodzenie. Ale ja wzruszyłem się dopiero wieczorem, oglądając dobranockę dla dzieci przed Wiadomościami TVP 1.Pokazano film rysunkowy z historią betlejemskiego narodzenia Jezusa. Podobał mi się ten kolorowy przekaz, historia pięknie opowiedziana. Ale najbardziej wzruszył mnie fakt, że taki film został wyemitowany w tym dniu. Pamiętam usiłowania w Polsce, by Boże Narodzenie zastąpić „świętami rodzinnymi” czy „świętami zimowymi”. Nic pobożnego nie zobaczyłeś na srebrnym ekranie, tym bardziej w audycji dla dzieci. Próbowano zastąpić treści religijne różnymi bajkami, czasem nawet potrafiącymi rozśmieszyć. Podobnie próbowano zmienić nazwę „Katowice” na „Stalinogród”. Jak wiele zmieniło się w Polsce! – Ta właśnie refleksja tak mocno mnie dziś wieczorem wzruszyła. Doprawdy, jestem już dzieckiem…


2007-12-24
WIGILIA. Czasem myślę, że chciałbym spotkać prarodziców, Adama i Ewę, i zadać im kilka pytań. Gdy widzę wielkie, niczym nieusprawiedliwione cierpienia, pięści same się zaciskają i gdybym ich spotkał, rozkwasiłbym im nosy. No, bo jak można usprawiedliwiać swą chorobliwą ciekawość pragnieniem usprawiedliwienia czy obrony Boga przed szatanem? Ze złym duchem się nie pertraktuje, zwłaszcza gdy ten przybiera postać przebiegłego węża.

2007-12-23
SZADŹ.
Nocna mgła nad ranem osiadła szadzią na dachach, na drzewach i krzakach. Zabieliła świat dokoła. Nie jest to wymarzony puszysty śnieg, którego biel doprawdy czyni świat odświętnym, uroczystym.
Ale podobną naskórkowość można spotkać coraz częściej w Polsce. Polityk, gdy mówi o miłości, to mówi. Jego działania nie spieszą za słowami. Pod cienką warstwą czarujących wyznań ukrywa się (albo nie ukrywa, bo po co? – przecież już po wyborach) ten sam człowiek, który zrobił wszystko, by zdobyć władzę.


2007-12-22

CZAS PRZYŁAPANY.

Książka się przyjęła. Od kilku dni otrzymuję telefony, mejle i sms-y z gratulacjami i podziękowaniami za ten pamiętnik. Moi korespondenci dzielą się także wspomnieniami. Każdy z nich miał swój udział w trudnych wydarzeniach stanu wojennego. W każdej stronie Polski byli odważni księża, ofiarni drukarze, zdecydowani łącznicy i radiowcy. W wielu domach były skrzynki kontaktowe, skrytki z bibułą. Wielu bezinteresownie, a zawsze z narażeniem swej wolności, służyło w różny sposób działaczom Solidarności. Wielu użyczało swych samochodów, a przecież z benzyną było krucho, któż nie pamięta kilometrowych kolejek nocami przed stacjami paliw. Dziś na każdym większym skrzyżowaniu można zatankować, a wtedy Wrocław miał jedynie kilka stacji benzynowych. Benzyna, jak wszystko, była na kartki.

Pomysł pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by nagradzać i dekorować orderami właśnie tych „niezauważonych ludzi walki o wolność” jest ze wszech miar utrafiony! Może warto by zrobić jeszcze coś, by każdy z tych anonimowych solidarnościowców był uhonorowany, a przynajmniej zauważony chociażby w grupie. Może warto ustanowić „dzień bezimiennego bojownika o wolność”, czy „święto cichego sługi wolności”…


2007-12-21
SCHENGEN.
Radość przez całą noc na granicy. Otwarcie bram. Śpiewy, gratulacje, piwo i fajerwerki! Mam przed sobą niedawno wydaną przez Znak książkę Jonathana Fenby’ego: „Alianci. Stalin, Roosevelt, Churchill. Tajne rozgrywki zwycięzców II wojny światowej”. Różnili się osobowościowo wszystkim prócz jednego: mieli c z ł o w i e k a głęboko w d… Zadali tyle cierpień milionom ludzi, racząc się wyszukanym jedzeniem, cygarami i alkoholem. Trzeba było ponad sześćdziesięciu lat, aby odkręcić to, co zapętlili - kończąc wojnę - na Kremlu, w Teheranie i Jałcie. Przedzielili Europę żelazną kurtyną.
Dziś granice znów otwarto! Ale ile wysiłku opłaconego cierpieniem wielu szlachetnych ludzi poprzedziło tę chwilę. Mam na myśli chociażby soborowych biskupów polskich z kardynałem Stefanem Wyszyńskim na czele, którzy przez mur berliński i zasieki graniczne wyciągnęli pojednawczo ręce do biskupów niemieckich, katolików i protestantów. Mam przed oczyma niewybredną i krzywdzącą nagonkę władzy ludowej organizowaną we wszystkich środowiskach na abpa Bolesława Kominka, głównego autora orędzia pojednania. Ale też pamiętam satysfakcję, jaką wrocławianie w kilkutysięcznym tłumie dali swemu ordynariuszowi słuchając w wielkiej ciszy jego mądrego kazania w katedrze po powrocie z Soboru Watykańskiego.


2007-12-20

NIEWINNOŚĆ.

Uniewinniona nie znaczy niewinna!

Nawet wtedy, gdy dotyczy to kultury na koturnach.



2007-12-19

SZKOLNE REWELACJE.

Oczy dziś przecierałem z niedowierzaniem, słuchając młodego człowieka w telewizji, który podawał się za rzecznika praw ucznia. Niesłychane! Nauczyciel nie ma prawa zadawać uczniom zadania domowego. Kompletna nieznajomość procesu przyswajania i utrwalania wiedzy. Druga rewelacja: uczeń nie ma obowiązku uczęszczać na lekcje w szkole! Bo to szkoła jest dla ucznia, a nie uczeń dla szkoły!

Albo ktoś pomylił daty, biorąc dzień dzisiejszy za 1. kwietnia, albo jest to demontaż szkoły polskiej, który zaczął się kilkanaście lat temu, gdy religia w polskiej szkole stała się solą w oku  liberalnych klubów.


2007-12-18
POTRZEBA ROZMOWY.

Tydzień temu o. Tadeusz Rydzyk napisał otwarty list do obecnego premiera, uświadamiając go w kilku punktach, że, cytuję: „niechęć, którą wyrażał Pan i Pana ugrupowanie od paru lat wobec Radia Maryja, nie skończyła się, ale przeobraziła w działanie prowadzące do jego zniszczenia” (Wiadomości KAI, nr 51, s. 7).  Czy premier zareaguje, trudno przewidzieć. Ale boję się, że na czyjś rozkaz w mediach znów rozpocznie się walka z dzielnym i nieugiętym redemptorystą, znowu kubły inwektyw będą wylewane na Radio Maryja w Toruniu. I popłynie od nowa rzeka nienawiści przez Polskę…

Ale z drugiej strony, czy można milczeć, widząc napastliwe działania ze strony ministrów? Na miejscu o. Dyrektora udałbym się na najzwyklejszą rozmowę do gabinetu szefa rządu.


2007-12-17

GENEALOGIE.

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawidowego… Dziś czytałem w Ewangelii. Po co to komu potrzebne? Sam Jezus nie wystarczy?– zapytał mnie lektor po Mszy św. Niestety, nie znajduję w sobie żydowskiego przywiązania do praprzodków i myślę, że na swój autorytet powinien każdy pracować osobiście bez posługiwania się protezami genealogicznymi. Ale właśnie to pytanie starszego ministranta przypomniało mi dawne lekcje historii Polski w liceum, gdy wmawiano nam, młodym chłopakom i dziewczynom, że wszystko zaczęło się od „Manifestu Lipcowego” komunistów w 1944 roku, że to był początek Polski. Zakłamywanie naszych dziejów poszło tak daleko, że z trudem można było znaleźć miejsce w Polsce, gdzie uczono prawdy. O Miłoszu i całej pięknej literaturze emigracyjnej dowiedziałem się dopiero na studiach polonistycznych na KUL-u. Stało się coś jeszcze straszniejszego. Odrąbywanie świadomości młodych Polaków od korzeni tysiącletniego narodu sprawiało, że twórcy Polski Ludowej czuli się nieskrępowani w tropieniu przeciwnych opcji historycznych i bezkarni w likwidowaniu ich upartych wyznawców. Ta walka z praprzodkami przymnożyła mogił na ziemi polskiej po zakończeniu drugiej wojny światowej.


2007-12-16

ORGANA SPRAWIEDLIWOŚCI.

Zbrodnia Krajowej Rady Ocalenia Narodowego (z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele), dokonana siłami ZOMO, po 26 latach nie została jeszcze osądzona przez polskie sądy. Tak jak nie wskazano jeszcze winnych tragedii w Gdańsku w 1970 roku. Kto jeszcze ma w Polsce czelność powoływać się na niezawisłość organów sprawiedliwości?! Politycy często w minionym ćwierćwieczu przywoływali tę zasadę w obronie swych stołków.
Czy zapowiedziane dziś przez premiera Tuska powołanie specjalnego trybunału przyniesie zmianę w tej kuriozalnej sytuacji?... A któż inny przerwał proces deubekizacji?


2007-12-15

TRUDNOŚĆ.

Czy ktoś mnie kiedyś nauczy zwracać uwagę (słuszną) komuś, kogo lubię i szanuję? To chyba najtrudniejsze dla mojego serca. Chodzę niezadowolony, gdy widzę niedoróbę i jestem struty, gdy zwrócę uwagę komuś, że zrobił źle, nie tak jak potrzeba.

Wiem, Panie Jezu, że powiedziałeś Piotrowi: „Idź precz, szatanie!” (Mt 4,10). Ale ja tak nie potrafię. Czy mam Cię prosić o taką łaskę?

 



2007-12-14

STOICYZM.

Od kilku tygodni czekam na przesyłki z książkami. Dawno zamówione, opłacone i obwarowane obietnicą, że zamówienie będzie zrealizowane w ciągu 24 godzin. Dziś księgarnia internetowa dodała komunikat, że czas przedświąteczny może spowodować wydłużenie okresu dostarczenia przesyłek. Do kogo te słowa? Przecież kiepskie wykonywanie obowiązków przez pracowników poczty (źle opłacanych) znane jest na długo przed okresem świątecznym. Poczta Polska ze stoickim spokojem przyjmuje wyższą opłatę za list z pieczątką „priorytet” wiedząc, że zamiast nazajutrz list dotrze do adresata po trzech tygodniach. Nikt nikogo nie przeprasza, ani pieniędzy nie zwraca. Czym wytłumaczyć ten niezrozumiały stoicyzm?



2007-12-13

ODCZAROWANIE.

Koniecznie trzeba odczarować tę feralną datę! W auli Politechniki Wrocławskiej na promocji mego internetowego „Dziennika”, który w druku uzyskał tytuł „Czas przyłapany”, ktoś z sali, widząc książkę w moim ręku, zapytał: dlaczego taka czerwona? Odpowiedziałem: żeby odczarować kolor czerwony zawłaszczony przez komunę. To jest kolor ognia i ciepła, kolor życia i miłości, kolor najświętszej Ofiary, trzeba go odebrać zbrodniarzom, rewolucyjnym krwiopijcom spod Bastylii i z „Aurory”.
Podobnie należy zdjąć obelgę nałożoną w 1981 roku przez moskiewskich janczarów na dzień św. Łucji, dziewicy i męczennicy z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Przed południem przy pomniku „Solidarności” prof. Wiszniewski powiedział: stan wojenny paradoksalnie przybliżył nam utęsknioną wolność i obecną demokrację. Stąd to biorą się te uroczystości rocznicowe 13. grudnia. Polacy różne mają pomysły na odczarowanie tej feralnej daty. Niedawno otrzymałem list z Pomorza od Jarka, który założył rodzinę i chciał zbudować wspólny, własny dom: „Marzyliśmy. Chcieliśmy znaleźć jakiś dom na końcu świata i żyć spokojnie. […] Mieszkamy. Trzynastego grudnia miną trzy lata. I tak też odczarowaliśmy tę datę. Dla nas to dzień radości, a nie smutna rocznica”. Niezły sposób.


2007-12-12

PASKUDNA WIGILIA.

 Za niewiele godzin miał w 81 wybuchnąć stan wojenny. Dziś widać wyraźnie: Polska była podzielona na tych co wiedzą i na tych co nie wiedzą o tym, co stanie się za niedługo. Ogromna mniejszość szykowała zgubny los całej reszcie. Towarzysze bogowie postanowili zdyscyplinować los niewygodnego motłochu, niewartego wolności, skoro nie rozumie jedyności i wystarczalności socjalizmu – źródła niebiańskiego pokoju. Nocą, z uzbrojoną po zęby odwagą, rzucili się na naród. Stali się szybkimi zwycięzcami. Wszędzie porozstawiali swe militarne znaki, od rzeczy, przez przepisy aż po osoby, aby gnębić i zabijać innych, ale nie wiedzieli jednego, że jest to ich bój ostatni. Z butą wywoływali z przyszłości sąd historii, który ma uznać i nagrodzić ich wojnę.
Sąd historii rzeczywiście, po ćwierćwieczu, już się wykluwa ze stosów i kilometrów esbeckich i wojskowych materiałów odkrywanych przez IPN. Jak brzmi wyrok? Hańba! Rośnie z każdym dniem hańba towarzyszy zbrodniarzy, im więcej świadectw cierpienia wychodzi na światło dzienne.


2007-12-11

CUD PRZED NAMI. 

Żelazna Dama w Berlinie z ustabilizowaną mimiką trzymała twardą ręką interes Niemców zerkających ku źródłom ropy hen ponad Polską, a jej słodki Gość zza Odry, tonąc w uśmiechach, gładko połykał zapewnienia, że na wszystko jeszcze za wcześnie. Nie pomogły zapewnienia o rozmowach (także o Gdańsku) w atmosferze przyjacielskiej, media orzekły: przełomu nie było. Tak więc pierwszy (zagraniczny) cud jeszcze przed nami.


2007-12-10

LUSTRO.

Co bardziej podziwiać u tych ludzi, którzy przez powałę spuścili na noszach chorego człowieka i położyli tuż przed nauczającym w mieszkaniu Jezusem? Św. Łukasz zauważa, iż Nauczyciel podkreślił ich wiarę (Łk 5, 20). Była mocna, skoro dla niej właśnie Jezus uleczył duszę i ciało sparaliżowanego. Ale by ten wewnętrzny dar „uruchomić”, ci ludzie musieli mieć jeszcze inne bogactwa duszy: wyobraźnię, determinację, przyjaźń i dobroć, czy wreszcie niebywałą fantazję. To są cechy, które gromadzą ludzi i pomagają tworzyć skutecznie działającą wspólnotę…. Zdecydowanie częściej ludzie prawicy winni przeglądać się w Ewangelii jak w lustrze.


2007-12-09

NAWRÓCENIE.

Niesamowita postać Jana Chrzciciela, człowieka z pustyni z pasem skórzanym wokół bioder, i jego gromkie wołanie: Nawróćcie się! Wołanie tym dramatyczniejsze, gdy pojawia się „siekiera przyłożona do korzenia”, siekiera skierowana do arystokracji religijnej narodu wybranego.
Żeby się prawdziwie nawrócić, trzeba zrobić dwa ruchy i to radykalnie w przeciwnych kierunkach. Najpierw trzeba się odwrócić od…, a następnie zwrócić ku… Wydaje się, że PiS-owska arystokracja nie potrafi zrobić pierwszego ruchu, ani też wie, w którą stronę  ma ją skierować drugi ruch. Czyli Kongres bezowocny, pomijając jeden owoc, który bał się, że spadnie, ale nie spadł.



2007-12-08

NIEPOKALANA. 

Aż trudno zrozumieć, że kult i formuła dogmatu o niepokalanym poczęciu Maryi, matki Syna Bożego, musiała mieć tak długie i burzliwe dzieje. Czyż Stworzyciela nie stać na specjalne przygotowanie najczystszego mieszkania dla swego Syna wcielonego? Czy Przedwieczny miałby być skrępowany czasem w aplikowaniu Maryi zasług Jezusowych wysłużonych na krzyżu? Przecież od początku dziejów grzechu pierworodnego Bóg w swym planie zbawczym miał miejsce dla Niewiasty z Dzieckiem, które zniszczy moc szatana, sprawcy grzechu. Ta bezpośrednia bliskość Matki i Syna sprzeciwia się obecności w niej najmniejszego nawet skażenia grzechem.
            Wielowiekowa historia dojrzewania dogmatu dodatkowo jest dowodem na wielką cierpliwość i delikatność Ducha Świętego, który nie łamie barier ograniczających zdolność poznania ludzkiego. Metoda objawienia przez Boga ludziom tej prawdy była dziecięco prosta: od serca przez modlitwę do pojęcia umysłowego. Wiara całego Kościoła wymogła na Urzędzie Nauczycielskim sformułowanie dogmatu. Stało się to dopiero w roku 1854. Kropkę nad i, zaledwie 4 lata później, postawiła sama Maryja w Lourdes, mówiąc wyraźnie do Bernadety Soubirous: „Jestem niepokalanie poczęta”. I jakże w porannej modlitwie można nie powitać serdecznie Maryi: Witaj, Najpiękniejsza! Witaj, Niepokalana! To jest moja codzienna radość.


2007-12-07

MYDLENIE OCZU.

Wczoraj w Brukseli polska delegacja nowego rządu odblokowała veto starego rządu w sprawie ustanowienia dnia 10 października „Europejskim Dniem przeciwko Karze Śmierci”, nie widząc żadnego powodu, dla którego to veto powinno istnieć. Dziś więc Rada Unii Europejskiej dokonała odłożonego we wrześniu tego ustanowienia. Darmo szukać w wypowiedzi delegata Polski dla prasy zagranicznej odniesienia do faktycznej przyczyny postawienia polskiego veta. Ówczesny premier J. Kaczyński domagał się na forum UE rozpatrywania problemu odbierania życia człowiekowi  w majestacie prawa w szerokim kontekście kary śmierci, aborcji i eutanazji. Rządy europejskie nie chcą o tym słyszeć, bo w wielu krajach uchwalono już prawo do eutanazji i aborcji. Czymże więc jest ustanowienie dnia sprzeciwu wobec kary śmierci? Mydleniem oczu, udawaniem, że wszystko jest w porządku, ucieczką od prawdy. Tymczasem prawda od wieków jest tak samo wyraźna. Bóg powiedział: „Nie zabijaj!”. Czy można bardziej lapidarnie ująć problem prawa człowieka do życia? Nie wolno okrawać prawdy!!!


2007-12-06

ŚWIĘTY MIKOŁAJ.

Bardzo mało rodziców przyprowadziło dziś do kościoła dzieci na spotkanie ze św. Mikołajem. Rodzice nie mają czasu zajmować się kompletowaniem prezentów i przynoszeniem wcześniej do kościoła. Poza tym duchowny przebrany w szaty biskupie jest wymagający, pyta dzieci pacierza, domaga się poprawy zachowania w domu i w szkole, zadaje pytania z religii i czasami nawet postawi rodziców w niezręcznej sytuacji prosząc, by zechcieli podpowiedzieć dziecku właściwe słowo. Po co taki stres, gdy w supermarkecie wystarczy zatelefonować i ustalić wysokość ceny prezentu, a krasnale w czerwonych czapkach wszystko już sprawnie przeprowadzą… I tak bezboleśnie przebiega proces sekularyzacji życia polskiej rodziny katolickiej. Bez jakiegokolwiek nacisku.


2007-12-05

KONSOLATA.

Dziś dobiegła mnie wieść z Opola o śmierci mej dawnej znajomej, przełożonej wspólnoty klasztornej szkolnych sióstr w Świebodzicach. Siostra Konsolata była człowiekiem wielkiej wiary. Jej zawierzenie Bogu dawało się łatwo rozpoznać po jej modlitwie, a z rozmodlenia wynikało jej wyciszenie. Zawsze delikatna, gdy rozmawiała, patrzyła w oczy, zawsze umiała pocieszyć. Kochały ją współsiostry i garnęły się do niej dzieci niepełnosprawne z Zakładu, w którym zakonnice mogły pracować. W latach pięćdziesiątych władza ludowa zabrała Kościołowi wszelkie szkoły i ośrodki wychowawcze, ale przy dzieciach niedorozwiniętych fizycznie i psychicznie pozwolono siostrom pracować, gdyż nikogo innego nie stać było na tyle miłości, ile potrzebowały te biedne istoty. Siostra Konsolata obdarzała miłością nie tylko te dzieci, ale również przygarniała do matczynego serca siostry pielęgniarki i opiekunki, gdy zupełnie zmordowane kończyły dyżury przy dzieciach. Ostatni etap długiego życia poświęciła pracy w domu prowincjalnym w Opolu.

2007-12-04

ENCYKLIKA.

Ojciec św. Benedykt XVI ogłosił drugą swoją encyklikę. Tym razem o nadziei. Pierwsza była o miłości, druga jest o nadziei, a o czym będzie trzecia? Nietrudno zgadnąć - o wierze – ale pewności mieć nie można. Trzeba czekać, oczywiście rozczytując się w tym, co już zostało napisane. Pojawiły się pierwsze komentarze i omówienia w Europie. To dobrze. Ja czekam na tekst po polsku. Pali mnie ciekawość, bo przecież już przeżywaliśmy ten temat na Kongresie Eucharystycznym we Wrocławiu. Jak ten czas ucieka! To już 10 lat minęło, jak z bicza trzasł.



2007-12-03

MIĘDZYNARODOWE SANKTUARIUM. 

Po południu, tuż przed piętnastą, Bazylika zaczęła się wypełniać pielgrzymami. U wejścia słychać różne języki europejskie. Piękny śpiew sióstr rozpoczął Godzinę Miłosierdzia. Cisza jak makiem zasiał. Rozważania płynęły najpierw w języku polskim, a potem w angielskim. Koronkę również odmawiano dwujęzycznie. Sanktuarium łagiewnickie jest już międzynarodowym centrum kultu Miłosierdzia Bożego. Zapalona przez siostrę Faustynę iskra miłosierdzia rozpłomienia się w świecie… Tylu młodych Amerykanów spotkałem dziś przed Bazyliką Miłosierdzia! Wysypali się z dwóch ogromnych busów. Dwa razy ich obserwowałem. Raz w sklepie pamiątkowym i z napojami chłodzącymi, to był żywioł nie do okiełznania, wszystkiego ciekawy. Oczywiście każdy natychmiast musiał sobie zafundować coś rodzimego, bliskiego: „coca-colę”. Drugi raz zauważyłem tych samych młodych w Bazylice podczas Godziny Miłosierdzia. Wielu z nich, zapatrzonych w obraz „Jezu, ufam Tobie” i w Tabernakulum, cały czas na klęczkach odmawiało Koronkę. Wszystkich nas ogarniała, jakby z góry spływająca, święta, dobra cisza.


2007-12-02

OJCZYZNA.

Sanktuarium Miłosierdzia pięknieje. Za każdym przyjazdem widzę tu coś nowego, coś dokończonego. Dostrzegłem dziś wielki hol pod bazyliką, a z niego długi korytarz prowadzący do kaplicy św. siostry Faustyny. Tam sprawowaliśmy codziennie Eucharystię. Tam też przed ołtarzem, na wysokości serca klęczącego człowieka, umieszczono relikwie świętej Zakonnicy. Ucałowałem je, lubię się tak witać z Faustyną! W tej kaplicy, otoczonej innymi pomieszczeniami, jest cisza wręcz doskonała. Tu człowiek niejako otrzymuje pozwolenie na wyłączenie się z gwaru świata dookolnego.   Obok spotykam nową kaplicę z kolorową mozaiką świętych kobiet i mężczyzn polskich. Głowa przy głowie, na  dwu przeciwległych ścianach, dwa długie szeregi twarzy ludzi, którzy kiedyś chodzili po tej samej, wspólnej naszej ziemi. Patrząc na tych świętych, łatwiej wydobyć z serca odpowiedź na pytanie, co to jest Ojczyzna. Święci polscy obejmują w czasie i w przestrzeni naszą Ojczyznę i unoszą ją ku Niebu. Taka była ich droga i tak swym życiem dźwigają naszą wspólną Ojczyznę. I jeszcze jedna kaplica, ufundowana przez greko-katolików, została gustownie wyposażona w ikonostas i główną bramę do prezbiterium oraz skromne i piękne ikony Maryi i świętych wschodnich. To też jest historyczny aspekt Polski.

2007-12-01

OD NOWA!

Myślę, że pięknie rozpocząłem nowy rok kościelny, byłem na rekolekcjach. W wieczór andrzejkowy, zamiast lać wosk i inne tego typu rzeczy robić, słuchałem (prze)mądrego liturgisty dominikańskiego w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego nad Solvayem i nad Krakowem. Powiem szczerze, mówienie na tych rekolekcjach nie było najmocniejszą ich stroną. Cisza była porywająca. Gdy wszedłem pierwszy raz do betonowego walca poprzecinanego pionowymi prześwitami witraży pełnych mieniących się zielenią i błękitem prosto w górę idących roślin, natychmiast zostałem otulony miłą, ciepłą i przyjazną ciszą. Wszystko inne przestało się liczyć. Była tylko wołająca światłem monstrancja z białym, najświętszym krążkiem Chleba. Ciszy, ciszy mi było potrzeba.


2007-11-26
Tu się kończy pierwszy tom "Dziennika", który w druku nosi tytuł " Czas przyłapany. Raptularz niecodzienny 2005-2007". Książka ukaże się drukiem jeszcze w grudniu br.

2007-11-25

MÓJ KRÓL.

Niedziela dzisiejsza obiecuje mi: zobaczysz swego Króla… Jak każdy słaby człowiek potrzebuję oparcia w kimś mocnym. Potrzebuję opoki, chcę zawierzyć komuś siebie bez reszty. I choć słowo „król” przywołuje nienajlepsze skojarzenia historyczne, to jednak potrzebuję Króla, który byłby źródłem mojej pewności i zabezpieczeniem osobistej suwerenności, który potrafiłby też zobaczyć moje serce.

Ale liturgia prowadzi mnie pod krzyże na Golgocie. Ukazuje mi konającą twarz Jezusa. Tak, ma koronę na skroniach, ale uwitą z krzaka cierniowego. Krew cienkimi stróżkami spływa po obolałych policzkach. Tłum żydowski stoi i patrzy, a mający władzę nad sumieniami, widząc to ogromne cierpienie, urządzają haniebne igraszki słowne, drwią bezwstydnie, bluźnią i bawią się tym.

I to ma być mój Król!? Oczy nie chcą wierzyć. Jednak uszy każą mi się zatrzymać. Z krzyża obok wiatr przynosi umęczoną i pokorną prośbę: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42). Na oczach gasnących Jezusa powieki lekko się uniosły, a z ust spłynęło ciche, ale wyraźne, zapewnienie: „Dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23,43). Serce mało mi piersi nie rozwaliło. Tak! - krzyczę głośno - chcę takiego Króla! Któż inny potrafi usłyszeć moją skargę i moją prośbę, gdy wołam z głębi mej grzeszności? Jezu, jesteś moim Królem! „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).

 



2007-11-17

JUBILEUSZ I DZIĘKCZYNIENIE.

Dziś, w sobotę przed południem, korki na ulicach jak w godzinach szczytu sądnego dnia! Do katedry jechałem taksówką 45 minut, dystans, który pokonuję pieszo spokojnie w pół godziny… I oczywiście spóźniłem się na dziękczynną koncelebrę za beatyfikację założycielki ss. elżbietanek, matki Marii Luizy Merkert, w dniu patronalnym św. Elżbiety Węgierskiej, która urodziła się przed 800 laty. Siedziałem jak czarna owca w prezbiterium między białymi i złotymi ornatami, nad którymi wokół ołtarza poruszało się siedem infuł biskupich i jedna niebiskupia. Trzy diecezje dolnośląskie były godnie reprezentowane. Kiepsko człek uczestniczy we Mszy św., gdy ominie go akt pokuty na początku, a tym samym zbyt szybko kazanie zaatakuje uszy (kiedy ja się przyzwyczaję do tych słów czytanych jak wbijanie młotkiem gwoździ do mózgu?). Ale słuchałem z całą moją uwagą; dwaj klerycy naprzeciwko również słuchali uważnie. Gdy kaznodzieja wspomniał o św. Elżbiecie, że złożyła ślub czystości po śmierci męża, dwa spojrzenia znaczące skrzyżowały się wzajemnie i utonęły w dyskretnych uśmiechach. Może bym i osiągnął łatwiej skupienie, gdyby nie zażywna głowa pewnego koncelebransa, która nieopodal kręciła się jak na patyku i półgłosem z iście generalską swadą serwowała sąsiadowi swe komentarze.
W ogóle w wielkich celebrach liturgicznych, myślę, że  tylko święci kapłani potrafią utrzymać swój skupiony kontakt z Jezusem. A co z innymi? Ecclesia supplet?... Po Mszy długo więc na klęczkach przepraszałem Jezusa. Wstydziłem się wobec świętej Elżbiety, bo to o niej rano przeczytałem słowa jej spowiednika: „Wobec Boga stwierdzam, że pomimo jej czynnego życia rzadko spotykałem niewiastę, która by w tak wysokim stopniu obdarzona była darem kontemplacji”(Godzina czytań). W końcu odważyłem się pójść do ucałowania jej świętych relikwii.


2007-11-16

WIARA.

„Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, […] nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat - jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?” (Mdr 13,1.8-9).
Zdumiewając się ostrością sądu o ludziach uczonych wydanego przez Mędrca Starego Testamentu, piszącego pod natchnieniem Bożej Mądrości, myślę o Święcie Wrocławskiej Nauki, które rozpoczęło się wczoraj poranną Mszą św. w kościele N. Serca Pana Jezusa, obok Politechniki Wrocławskiej. Dostrzegłem od ołtarza skromną grupę starych profesorów Politechniki z jej rektorem Tadeuszem Lutym w pierwszej ławce. Widziałem też jednego profesora z Uniwersytetu Wrocławskiego, matematyka Józefa Łukaszewicza, który jeszcze długą chwilę po Eucharystii trwał na modlitwie adoracyjnej. Nie widać było młodych twarzy. Jeszcze 20 i 30 lat temu mówiło się (i po kolędzie można było to sprawdzić), że stara kadra profesorska ze Lwowa to przeważnie agnostycy, Bogu istnieć nie przeszkadzali, ale żeby się Nim zajmować?... Można było w tej czy tamtej rodzinie pośpiewać kolędy, ale zaproszenie na Mszę niedzielną zbywali miłym uśmiechem. O biskupach i księżach mówili krytycznie albo humorystycznie. Młodzi naukowcy, już wrocławscy, byli bardziej przyjaźni Kościołowi. Wielu z nich nawróciło się podczas „wojny jaruzelskiej”. Ci są wierni do dziś. Ale czy wychowali w duchu wiary młode pokolenie swych następców?


2007-11-15

DOBRY PRECEDENS.

Mieszam stopami opadłe między starymi bukami kolory jesieni. Patrzę w niebieskość z przelatującymi ciężkimi chmurami i, w drodze od sióstr karmelitanek, z podziwem myślę o św. Rafale Kalinowskim, który umarł w Wadowicach dokładnie przed stu laty. Był inżynierem, nauczycielem i wychowawcą, walczył w powstaniu styczniowym, przeżył katorgę na Syberii. Wrócił do kraju, by rzucić się w przepaść niezgłębionej miłości Bożej. Wstąpił do zakonu karmelitańskiego, założył klasztor w Wadowicach. Służył ludziom jako niezmordowany niewolnik konfesjonału i wielu duszom przywrócił sens życia i nadzieję zbawienia. Kochał go, jako wzór wiary, młody wadowiczanin Karol Wojtyła i naśladował go w pracowitości jako ksiądz, a później papież Jan Paweł II. On też wyniósł o. Rafała do chwały ołtarzy. Łączyła ich ta sama duchowość czerpana z pism św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila. Teraz już obaj są w Domu Ojca. Senat Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 14 września br. jednogłośnie podjął uchwałę w sprawie uznania św. o. Rafała za wzór Polaka „bez reszty oddanego sprawom Ojczyzny, budującego fundamenty narodu w oparciu o jego moralną przemianę, poszukującego jedności społecznej”. Uchwała bezprecedensowa!!! Przeżywamy w kraju i wśród Polonii, zwłaszcza na wschodzie, „Rok Świętego Ojca Rafała Kalinowskiego”.

 



2007-11-10

KATYŃSKIE EGZEKWIE.

Wczoraj i dziś przez cały dzień od rana trwa na Placu Piłsudskiego w Warszawie odczytywanie nazwisk w ramach uroczystości nadania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pośmiertnie wyższych stopni oficerskich i służbowych żołnierzom Wojska Polskiego oraz funkcjonariuszom policji, straży  granicznej i służby więziennej zamordowanym przez NKWD w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Lista odznaczonych pośmiertnie, w 67 roku po ich zamordowaniu, wynosi 14.112 osób zidentyfikowanych. Ta uroczystość to prawdziwie narodowe egzekwie, które zakończy wieczorem Msza św. żałobna. Naród się modli. Rodacy wspierają swych przodków, wypraszając im Boże miłosierdzie na drodze do szczęśliwej Wieczności.
Jutro Święto Niepodległości. Dzień dziękczynienia Bogu za zwycięstwa, a ludziom za bohaterską daninę krwi i życia, a także potu codziennego w budowaniu Ojczyzny.


2007-11-08

JESIEŃ CUDNA.

Droga do Karmelu (przez park Szczytnicki) usłana już złocisto-brązowym dywanem!

 



2007-11-06

ODWET.

Z samego rana strzał w plecy. Przywitał mnie krótki mejlik: jak można nazywać porzucenie sutanny łagodnym światłem? Atak, choć niecelny, jednak zmuszający do odwetu. Kończę właśnie lekturę niewielkiej książki ks. Piotra Dzedzeja „Porzucone sutanny” (Znak 2007). Wyznania odważnych duchownych, którzy zdecydowali się rozmawiać o swym odejściu z szeregów kapłańskich. Z każdej rozmowy tchnie przeraźliwy smutek, nawet jeżeli któremuś eks-księdzu udało się (z pomocą znajomych, czy urzędników wydziału wyznań) przyzwoicie ułożyć swe życie we dwoje, czy nawet od razu we troje. Z moich czasów kleryckich pamiętam szok na wieść o „ożenku” starszego kolegi w trzy miesiące po przyjęciu święceń kapłańskich.

Mejl znad morza prawdziwie przyniósł mi „łagodne światło”, bo czytam w nim: „Księdzem nie zostałem i po latach oceniam to jako właściwy wybór”. Ile trzeba mieć w sobie mocy, jaki charakter w tak młodym wieku, by oprzeć się ogromnej presji opinii społecznej (parafialnej!), a przede wszystkim nie ugiąć się pod ciężarem wielkiego żalu kochającej matki. Taka decyzja przed święceniami – po wewnętrznym rozpoznaniu drogi życiowej – ma znamiona bohaterstwa. Tym bardziej dziś, bo nie przepadła wiedza teologiczna zdobyta w seminarium duchownym. Młody mąż i ojciec uczy religii w szkole, jest kochany przez dzieci i szanowany przez ich rodziców.

 



2007-11-05

SICUT ERAT.

Nowa kadencja parlamentu i… sicut erat! Politycy sami dopraszają się, by nie traktować ich poważnie. Przedszkole. Żadnej klasy! Ani w sejmie, ani w senacie.

 

 



2007-11-04

ŁAGODNE ŚWIATŁO.

Napisał mejla po wielu, wielu latach… Poznałem go kiedyś w wakacyjnym kościele nad morzem, był klerykiem. Zwracał wszystkich uwagę wszystkim, co robił, jak chodził, klękał, podawał ampułki, czytał lekcję, modlił się. Ksiądz proboszcz nie wyrażał głośno swego zdania, ale mama była synem w sutannie zachwycona, no i dziewczęta w parafii. Trzymał je na dystans, jednocześnie czarując uśmiechem, spojrzeniem, czy słowem rzadkim, wypowiadanym od niechcenia. Był nietykalny. A przecież nie stronił od rówieśników, w grupie wyraźnie grał pierwsze skrzypce. Po jakimś czasie dotarła do mnie wiadomość, że ksiądz kleryk, po piątym roku studiów, zdjął sutannę. Na zawsze. Zaskoczenie totalne. Nie wiem do dziś, dlaczego, czy dla kogo? Znikł z horyzontu. Kamień w wodę. Nie szukałem… Aż tu nagle ten mejl niespodziany: „Znalazłem u znajomej w internecie adres i postanowiłem przesłać pozdrowienia. Czy ksiądz mnie pamięta?” – Pamiętam, odpisałem, nie oceniałem Cię. Pamiętam… Sam nie wiem, w jaki przedziwny sposób otwarła się moja skołatana pamięć. Przecież rozmów w sumie było niewiele. Może jednak były ważne… Na tle niedawnych przeżyć Uroczystości Wszystkich Świętych ten mejl odebrałem jak "światło z zaświatów". Bardzo łagodne światło dobrej pamięci.

 



2007-11-03

ZMIANA.

Widzę wyraźną zmianę w komentowaniu Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego w mediach państwowych. Zachwyt nad „Halloween” zredukowano maksymalnie. W „Teleexpressie” wyjaśniono nawet kto, kiedy i po co „założył” w komunie „święto zmarłych”. Zdumiony pomyślałem pół serio, pół żartem, że pewnie redaktor rano był w kościele na Mszy św. i wysłuchał uważnie dobrego kazania. To dobra zmiana, potwierdzająca ciąg dalszy powracania do prawdy po jej gruchotaniu i eliminowaniu w PRL-u.

 



2007-11-02

PRACOWITA SIOSTRA.

Śmierć jest codziennością! Donoszą o tym dzienniki całego świata wraz z bułkami na śniadanie. Śmierć pracuje intensywnie. Z samochodów ciężarowych przesiada się do limuzyn, jeździ na gapę furgonetkami, nie gardzi rowerami i motocyklami. Czasem próbuje podróży extra na motolotniach czy szybowcach, od czasu do czasu lokuje się na wielkich maszynach latających. Lubi niebotyczność. Bez lęku wędruje po lodowcach i wspina się na najwyższe, ośnieżone szczyty. Czy stamtąd bliżej jej do domu?...

Śmierć nie boi się morza, kocha wszelkie sztormowe szaleństwa, zwłaszcza na kutrach rybackich, wpada też na ciężkie, wypakowane samochodami i ludźmi międzynarodowe promy. Potrafi nawiedzić nawet najnowocześniejsze, skomputeryzowane jachty i łodzie bogaczy. Nie stroni od eleganckich, ogromnych transatlantyków. Ech, gdzie jej nie spotkasz?! Po prostu jest wszędzie i codziennie. Na wiejskiej drodze, na ulicy, w bramie, na parterze i na piętrze, w windzie…

Tak często jest pośród nas, a jednak boimy się jej, bo w każdym wypadku tragicznym widzimy jedynie poszarpane, zniekształcone ciało ludzkie, martwe zwłoki. Ktoś, kto patrzy z tamtej strony, widzi siostrę miłosierdzia, która zdezorientowaną duszę podejmuje z ziemi i wiedzie do domu Ojca. A na cmentarzu?... Coś próbujesz zrozumieć, czujesz ją, bo wstrząsa cię zimnym dreszczem wspomnienia. Bywa, że łzy wyciska, a czasem budzi nostalgię, zupełnie niezrozumiałą.

 



2007-11-01

TRYUMF KOŚCIOŁA.

W ubiegłą niedzielę w watykańskiej bazylice św. Piotra beatyfikowano 498 Hiszpanów zamordowanych podczas wojny domowej. Nie są męczennikami wojny, lecz oddali życie za wiarę w Jezusa Chrystusa i byli wierni Jego Kościołowi. Ich krew męczeńska wołała potężnym wołaniem do Ojca w Niebie. I każdy z nich osobno został osądzony przez Stwórcę. Chrystus natychmiast wprowadził ich do Bożego Królestwa. Śmierć męczeńska gładzi wszystkie grzechy tak, jak sakrament chrztu.

W wojnie hiszpańskiej (1936-1939) zginęło niemal siedem tysięcy osób duchownych. Księży nie tylko rozstrzeliwano, ale bywało, że krzyżowano, duszono, wyrzucano z okien wielopiętrowych budynków. Siostry zakonne były gwałcone, a kościoły bezczeszczone i burzone. – Kto to uczynił? - Ten sam diabeł, który czynił spustoszenie śmierci w Kościele podczas rewolucji francuskiej. Ten sam, który po 1917 roku przeciwników bezbożnictwa zamykał w łagrach, bestialsko mordował i zagłodził na śmierć miliony ludzi w imperium sowieckim. Ten sam diabeł, który swe śmiercionośne machiny i uzbrojone hordy żądne zabijania i zdobywania cudzego przetoczył w XX wieku dwa razy przez Europę tam i z powrotem. Ten sam diabeł, który przetrzebił bezlitośnie plemiona i narody afrykańskie, i wznieca burze wojenne w Azji i w Ameryce Południowej. Ten sam! Nigdy nie spoczywa, a imię jego anty-Chryst, czyli nienawiść do Boga i wszystkiego, co chwałę Boga w sobie nosi. Zawsze potrafi znaleźć i opętać swych wyznawców, i rozniecić w nich piekielny ogień nienawiści… A czyż on nie pęta się po naszym kraju? Czasem z podkulonym ogonem, a kiedy indziej z głową arogancko uniesioną…

Dzisiejsza uroczystość, ukazująca radość świętych w Niebie, przynosi nam potwierdzenie nadziei: to Chrystus jest zwycięzcą, On ma ostatnie słowo w dziejach wszechświata.

 



2007-10-23

WĘGRZY NIEZADOWOLENI.

Węgierska Rewolucja wybuchła 23 października 1956 roku. Sowieci na czołgach wjechali do węgierskiej stolicy 4 listopada i krwawo stłumili wolnościowe powstanie naszych Bratanków. Zginęło 2700 Węgrów, 20 tysięcy zostało rannych, a 200 tysięcy opuściło swoją ojczyznę.

Ponad pół wieku uciekło, zdawać by się mogło bezpowrotnie, od tamtych wydarzeń, a jednak demokratyczni Węgrzy boją się powrotu czerwonego Brata i corocznie wyrażają swój sprzeciw wobec rządu kierowanego przez socjalistycznego premiera. Boją się moskwicina,  który, jako odźwierny państwa otworzy bramy nacierającym wyzwolicielom.


2007-10-22

PO WYBORACH.

Eksprezydent Kwaśniewski ogłosił: to koniec IV Rzeczpospolitej, a wicemarszałek senatu Putra zripostował: to koniec Kwaśniewskiego, bo opowiada od dłuższego czasu głupoty.

PiS przechodzi do opozycji. PO zastanawia się nad budową koalicji. LiD mało zadowolona, bo tylko 13% wyborców oddało na nią głosy, ale uwaga! - tej hydrze wciąż odrastają głowy. Ciekawe, że geniusz żydowski przykleja się zwykle do partii bezbożnych. PSL weszła do parlamentu dzięki spokojowi i wyważonej w obietnicach kampanii przedwyborczej. Na pewno będą się targować o stołki przy wejściu do koalicji. Nie będzie w polskim parlamencie ani LPR-u, ani Samoobrony z Lepperem (już go prokurator zaczął ścigać).

Liderzy PO i LiD-u zakrzyknęli: wygrała demokracja! - I to jest, niestety, nieprawda, a jeżeli już, to tej wygranej dokonano bardzo brudnymi rękami i w sposób obrażający bardzo wielu Polaków. Twarze krzykaczy powinny raczej okryć się czerwieńcem wstydu.
Psalmista Pański przestrzega: Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie (Ps 24,3-4).


2007-10-20

JUBILEUSZ AKCh.

Dziś aż w trzech miejscach po kolei obchodzony był srebrny jubileusz działania Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego: w katedrze, w auli seminaryjnej i w muzeum.

W katedrze wrocławskiej była Msza dziękczynna za to minione ćwierćwiecze praktycznej realizacji słów Jeden drugiego brzemiona noście (Gal 6,2), która rozpoczęła się na wieść o aresztowaniach i internowaniach po 13 grudnia 1981 roku. Modliliśmy się pod przewodnictwem Metropolity Wrocławskiego, ks. abpa Mariana Gołębiewskiego, za pracowników, wolontariuszy i licznych darczyńców z kraju i z zagranicy. Dziękowaliśmy za to ogromne dobro, które udało się nam za Łaską Bożą uczynić w zdecydowanej odpowiedzi na dotykalne, fizyczne i moralne zło, jakie komuna zafundowała polskiemu narodowi w stanie wojennym i długo jeszcze potem. Polecaliśmy Bogu żyjących i tych, którzy już zostali powołani po nagrodę w Niebie.

W seminarium była akademia: wspomnienia, wykład o działaniach ubecji przeciw członkom Komitetu oraz wyróżnienia dyplomami i nagrodzenie najwierniejszych członków srebrnymi pierścieniami z wizerunkiem romańskiego krzyża pektoralnego pierwszego biskupa wrocławskiego Jana. Pierścienie wręczał ks. kard. Henryk Gulbinowicz, wierny świadek i ostoja od pierwszych dni działalności Komitetu. Osiemdziesięcioczteroletni Kardynał był w świetnej kondycji psychofizycznej, tryskał humorem opowiadając historie, które wtedy budziły lęk i niepewność. Wyraźnie dawał poznać, że jest dumny z tego jubileuszu i bardzo wdzięczny Komitetowi.

W Muzeum Archidiecezjalnym otwarta została wystawa dokumentów i fotografii obrazująca działanie niezmordowanego, wolnego ducha Polaków. Uczestnicy tłumnie gromadzili się przy fotogramach, pokazywali siebie na wspólnych zdjęciach i odczytywali różne ulotki, spisy internowanych i uwięzionych oraz dokumenty unaoczniające grozę i niebezpieczeństwa, ale też i radości, i małe i duże zwycięstwa dobra w tamtym czasie.

Dzisiejsza uroczystość zamykająca działanie AKCh była oddaniem hołdu i serdecznym podziękowaniem setkom ludzi spontanicznie i konkretnie miłujących bliźniego. Prawdziwie byli bohaterami.


2007-10-19

DZIEŃ NARODZIN.

W roku 1984 to był również piątek. Na krótko przed północą rozegrała się ponura tragedia na tamie we Włocławku. Trzej mordercy z urzędu wyznań wrzucili w worku obciążone kamieniami ciało księdza Jerzego Popiełuszki do Wisły. Dusza Męczennika wiernego Chrystusowi w chwili śmierci narodziła się do szczęścia wiecznego, znalazła się w rękach Boga. Od 2001 roku czekamy na beatyfikację najwspanialszego kapłana naszych czasów, żyjącego gorącą wiarą w Chrystusa, całkowicie oddanego powierzonym mu ludziom. Najczęściej modlitwa była jego odpowiedzią na terror władzy w stanie wojennym. W prostocie swego serca zwracał się do Chrystusa i powierzał Mu bieżące, ważne sprawy Ojczyzny: Musimy być silni Tobą, Jezu Chryste, aby nie dać się uwieść tym, którzy chcą budować naszą Ojczyznę na tym, co ziemskie, na tym, co przemijające, którzy wlewają w serca, zwłaszcza dzieci i młodzieży, ateizm. Był młodym człowiekiem i w sercu nosił głęboką troskę o młode pokolenie. Nauczał w ostatnim roku swego życia: Jedynie wspólny wysiłek Kościoła, rodziców i wychowawców może uchronić młodzież od tego, aby bocznym torem nie odeszła od zdrowego nurtu Bożego, od zdrowego patriotyzmu, który płynie przez nasz Naród od przeszło dziesięciu wieków.
Kto dziś bierze sobie do serca te słowa? A przecież komunistyczna ideologia bezbożnictwa zastępowana jest obecnie ateizmem praktycznym uwalniającym wszystkie hamulce moralne dla używania łatwych rozkoszy bez żadnej odpowiedzialności.
Ksiądz Jerzy ze swoją twórczą miłością Ojczyzny musi dopukać się do świadomości młodych Polaków!


2007-10-18

PAMIĘĆ OŻYWIA SERCA.

Jest we Wrocławiu na Wielkiej Wyspie niewielki cmentarz parafialny. Ten szczególny skrawek ziemi, zwyczajowo nazywany „miastem umarłych”, jest w pewnym sensie zaprzeczeniem swej nazwy. Tutaj dostrzega się dynamiczne życie pamięci i to nie tylko w Uroczystość Wszystkich Świętych czy w Dniu Zadusznym. Tutaj przy pomniku Orląt Lwowskich starzy lwowiacy i młodzi wrocławianie ogarniają swą modlitwą przeszłe pokolenia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Tutaj przy Krzyżu Katyńskim zapalają światła pamięci żony, dzieci i wnuki polskich oficerów zamordowanych strzałem w tył głowy i wrzuconych do dołów w Charkowie, Miednoje i Katyniu. Tutaj dziś, jak co roku, „Solidarność” dolnośląska oddała hołd męczennikowi za wiarę i prawdy zasad chrześcijańskich, słudze Bożemu ks. Jerzemu Popiełuszce. Pod prostym, czarnym krzyżem leży duża płyta granitowa poświęcona pamięci kapelana „Solidarności”, a wokół niej mniejsze tablice ku czci księży zamordowanych przez komunę w czasach PRL-u. Najpierw modliliśmy się tłumnie na Mszy św. w kościele wypełnionym przez delegacje i poczty sztandarowe „Solidarności”. Najbardziej jednak cieszyła obecność nauczycieli i uczniów z okolicznych szkół. Przyszli ubrani odświętnie ze swoimi sztandarami szkolnymi. Kaznodzieja, ks. profesor Piotr Nitecki, szczególnie do nich, licealistów i gimnazjalistów, skierował swe słowo o miłości Ojczyzny, która ma swe źródło w niezachwianym zaufaniu Bogu. Na cmentarzu śpiewaliśmy, oczywiście, pieśń stanu wojennego: Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana… Młodzi słuchali w zadumie. Wieńce i wiązanki kwiatów zasłały całe miejsce wokół krzyża księdza Jerzego. Wolno mi było dziś pomyśleć, że mimo tej niechęci i nienawiści gotującej się przed wyborami w głowach polityków biegnących po władzę, w sercach młodych Polaków jest miejsce na piękny patriotyzm. Iszczą się już życzenia Jana Pawła II nad mogiłą kapłana - męczennika: Oby z tej ofiary wynikło dobro tak, jak ze śmierci zmartwychwstanie.


2007-10-16

LEKCJA PATRIOTYZMU. 

Dziś odbyło się pożegnanie śp. ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego. Pogrzeb iście królewski. Kilka tysięcy rozmodlonych ludzi przyszło do katedry warszawskiej, aby podziękować kapelanowi Rodzin Katyńskich za jego uparte drążenie prawdy o potwornym ludobójstwie służb stalinowskich, za otwieranie oczu świata na kłamstwo komunistów i za obnażanie perfidnej zmowy milczenia polityków zachodnich na temat Golgoty Wschodu.

Ta uroczystość pożegnalna była przede wszystkim wyrazem hołdu dla kapłana – Polaka, dla jego święcie spełnianego powołania, jego modlitewnego pośrednictwa między ofiarami zbrodni a miłosiernym Bogiem. Gorące modlitwy płynęły z serc tych, którzy przez tę zbrodnię zostali osieroceni i długo musieli żyć w niewiedzy, pustej tęsknocie i fałszywej nadziei na powrót z wojny. Ks. prałat Peszkowski jak dobry ojciec gromadził na modlitwie , koił bóle sieroce, tulił do Serca Jezusowego. Swoją modlitwą wlewał w dusze nową nadzieję, nadprzyrodzoną, na spotkanie z utraconymi najbliższymi.

Wzruszająca była obecność wielkiej liczby młodych ludzi na pogrzebie. Wszystko bowiem, co się działo wokół trumny zasłużonego dla Polski kapłana, było piękną lekcją patriotyzmu, ujawnianiem siły wewnętrznej człowieka kochającego swych rodaków.  Źródłem tej siły była w sposób oczywisty jego wiara w Boga.



2007-10-15

DONALD – OLO! 

Do czego służyła ta debata? Do promowania partii, a sposób promowania nie omijał żadnego grzechu, jaki można popełnić mową ludzką. Transmisja telewizyjna tej debaty powinna być poprzedzona ostrzeżeniem: tylko dla dorosłych.

Nie tak dawno w pewnym liceum odpytywany z ostatniej katechezy uczeń (syn wykształconych i bogatych rodziców) odpowiedział księdzu: odpieprz się, czego się czepiasz!... A politycy domagają się nowych debat. A dziennikarze nadal ripostują: obywatel ma prawo widzieć i usłyszeć…

Wszystko to dzieje się w Kraju, gdzie kolejna rocznica wyboru Polaka na Stolicę Piotrową otaczana jest wielkim świętowaniem pod hasłem: „Jan Paweł II – obrońca godności człowieka”. O, Wielki Polaku, sługo Boży, jak wiele jeszcze musisz z Nieba pracować nad swymi współrodakami!!!

 



2007-10-13

WIEŻA.

Ni stąd, ni zowąd zjawiła mi się przed oczami wieża. Jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, przyciągająca wzrok: Tour d’Eiffel. Stojąc kiedyś na jej platformie widokowej, zamiast dachów Paryża czy miejsc znaczących w panoramie miasta, zobaczyłem grubą siatkę drucianą. Była tak blisko, tuż przed oczami. Dlaczego taka nachalna? Po co się tu znalazła? W przewodniku zaznaczono jednym zdaniem: to przed samobójcami.

Ludzie dobrowolnie rzucają się w dół? Nikt, kto kocha, nie rzuca się w ramiona śmierci. Kto stracił miłość, chce umierać. Mój Boże! Ci wszyscy, którzy skoczyli z wieży Eiffela są szczególnymi świadkami miłości, że jest i może stać się… nieosiągalna. Poza miłością jest ciemność i pustka: wsysa człowieka i staje się śmierć! Zupełnie inaczej niż u Norwida, a przecież w tym samym mieście.



2007-10-12

DEBATA.

Można by jej nie zauważyć, gdyby nie wrzaskliwa publika za plecami sprzeczających się polityków.

I był jeszcze jeden świecący punkt na tym ringu wcale niepolitycznym: blond włosa księżniczka w TVN, jak onegdaj w TVP, błyskotliwie zapominająca o uszanowaniu dla rozmówcy.



2007-10-11

BETANKI.

Wojna dwuletnia w Kazimierzu wczoraj zakończona. Mienie zakonne zostało przez komornika odzyskane. Do pięknych, pod lśniącymi dachami, budynków wprowadziły się „prawowite właścicielki”.

Ale co będzie z kopą młodych dziewcząt, postulantek i kandydatek na zakonnice, wyprowadzonych z eskortą policyjną poza mury klasztoru?

Omamiła je wizjonerka. Nie rozpoznały jej choroby. Była ich najwyższą przełożoną w zgromadzeniu. Chciały być jej posłuszne, bo to święty obowiązek w zakonie, a poza tym przełożona grała na ich najpiękniejszych uczuciach miłości do Pana Boga. Która młoda dziewczyna w takiej sytuacji może bez trudu zdobyć się na dystans psychiczny wobec swego świętego oczarowania?...

Ktoś jednak w Kościele musi wziąć za nie odpowiedzialność i to nie tylko za uraz psychiczny, ale za skrzywienie duchowości, wypaczenie ścieżki do Pana Boga. Czy Duch Święty nie dał Kościołowi mocy do walki ze złym duchem, ojcem wszelkiego kłamstwa i omamów? Czy pełnia Ducha Świętego nie spoczęła w dniu konsekracji na ojcu diecezji? Czy zostały użyte wszystkie środki, jakie daje Ewangelia, by uratować te młode powołania?



2007-10-10

WESOŁA ROCZNICA.

Rok 1982. Wtedy była to niedziela. Przed południem na Placu św. Piotra w Rzymie odbywała się uroczystość wyniesienia na ołtarze św. Maksymiliana Marii Kolbego. Z Polski komuniści wypuścili niewielką grupę pielgrzymów. Ks. prymas Józef Glemp w ponurej sytuacji, jaka panowała wówczas u nas (stan wojenny), postanowił pozostać w kraju. Jan Paweł II mówił o łzach, jakie dostrzegł na twarzach polskich pielgrzymów, a nie były to łzy radości. Tak, to była bardzo poważna i smutna sytuacja w Polsce. Komuna bardzo bała się tej uroczystości. Transmisja w TVP była przesunięta z godz. 10-tej na 17-tą. Cenzorzy mocno musieli pracować. Paralele historyczne były aż nadto wyraźne. W Katedrze podczas Mszy akademickiej południowej nawiązałem do sytuacji hitlerowskiej, w jakiej znalazł się święty Maksymilian w obozie koncentracyjnym w Auschwitz: gdy rządzą nieprzyjaciele Boga, nikt z ludzi nie jest bezpieczny. Zwykle ubecy przychodzili po mnie na trzeci lub drugi dzień po kazaniu, tym razem zasadzili się na całej ul. Katedralnej już po południu. Nie mieli szczęścia, bo kto inny o tej porze miał kazanie w Katedrze. Ale i ja nie miałem szczęścia. Jeden z ubeków z Podwala rozpoznał mnie niedaleko „Czwórki”, gdzie mieszkałem. Kiedy spostrzegłem, że jestem otoczony smutnymi twarzami, w ostatniej chwili rzuciłem się w najbliższą bramę i zatrzasnąłem im przed nosem, czterech ich było. Ogródkami nad Odrą przeszedłem na taras rezydencji arcybiskupiej i zapukałem w oszklone weneckie drzwi. Gospodarz był w Rzymie, zakonnice oglądały transmisję. Dosiadłem się, ale siostry dziwnie na mnie patrzyły, byłem ponoć blady jak ściana. Poprosiłem o herbatę. Wezwany telefonicznie ks. Andrzej Dziełak przykrył mnie kocem w swym samochodzie i pod okiem ubeków, okupujących główne wejście naszego duszpasterstwa akademickiego, wywiózł mnie z Wrocławia w góry, na plebanię przedobrego i bardzo radosnego ks. Ludwika Sosnowskiego. Kiedy ochłonąłem za miastem, zacząłem się długo, serdecznie śmiać. Do dziś jest to dla mnie  wesoła rocznica.

 



2007-10-09

MECZ.

Trwa wielki mecz przedwyborczy. Politycy garną się koniecznie na ring pod jupitery! Nie widać, by im chodziło o Polskę. Oni grają o władzę! Dzisiejszy wynik między lewicą a prawicą dla Polaków brzmi: jeden do jednego. Oba gole samobójcze.
W Szczecinie na spotkaniu lewicy eksprezydent, lokomotywa LiD-u, przysnął sobie na moment zmożony tym, co wcześniej wlał w siebie. W Krakowie eksminister, gorący sympatyk PO, znowu użył swego autorytetu i charakterystycznego „słowotoku”, by innych (nie postkomunistów!) podeptać swymi wątpliwej jakości skojarzeniami. Zasłużony skądinąd staruszek schodził z mównicy z uśmiechem pod okularami i wśród oklasków, ale zauważyłem jednocześnie, że nie na wszystkich otaczających twarzach gościła wesołość. Pojawił się niesmak, a może i troska.
Kwaśniewskiego kocham od zawsze tak, jak Pan Jezus nakazał w przykazaniu miłości nieprzyjaciół. Ale niech mi ktoś powie, jak mam teraz kochać profesora Bartoszewskiego? Z politowaniem???



2007-10-08

PRAŁAT PESZKOWSKI.

Dzisiaj rano Bóg odwołał do wieczności 89-letniego, siwiuteńkiego lecz pogodnego, ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Sybiraków. Na wojennym wschodzie Bóg zachował go przy życiu, wybierając spośród tysięcy polskich jeńców zamordowanych na rozkaz Stalina wiosną 1940 roku. Cudownie uratowany 22-letni Zdzisław z armią gen. Andersa przedostał się na Zachód, następnie ukończył studia teologiczne i przyjął święcenia kapłańskie. Gdy po zawarciu pokoju żołnierze wracali do domów, pragnąc jak najszybciej zapomnieć o okropnościach strasznej wojny światowej, ks. Peszkowski zrozumiał, że podarowane mu życie nie do niego już należy, lecz do kolegów, których ciała zakopane pozostały w wielu zbiorowych mogiłach na „nieludzkiej ziemi”. Jego wielką zasługą pozostanie dla pokoleń odkłamywanie i umieszczenie w świadomości Europejczyków prawdy o „Golgocie Wschodu”. Swą modlitwą kapłańską jak bandażem opatrywał broczącą bólem pamięć o sowieckim ludobójstwie i tulił do Serca Jezusowego pogrążone w smutku „rodziny katyńskie”. Dziś już stoi przed tronem sprawiedliwości Bożej. Matka Boża katyńska, pochylona nad człowiekiem z przestrzeloną czaszką, niech mu wybłaga u  Syna swojego wieczną radość i dołączenie w Niebie do kolegów wojennych.


2007-10-05

SIOSTRA FAUSTYNA 

Dziś w liturgii wspominamy św. Faustynę, „sekretarkę Miłosierdzia Bożego”. Jak żadna Polka potrafi w naszych czasach umocnić człowieka wiarą żyjącego.
Cóż to szkodzi mi żyć otoczona sercami niechętnymi, gdy mam pełnię szczęścia w duszy własnej? Albo co mi pomoże życzliwość serc innych, jeżeli nie posiadam we własnym wnętrzu Boga? Kiedy mam Boga we własnym wnętrzu, cóż mi kto szkodzić może? (Dz. 455).


2007-10-04

PRZED WYBORAMI

Księża biskupi wczoraj w Warszawie przypomnieli, że Kościół nie ma żadnej politycznej reprezentacji, a co za tym idzie partii politycznej, która miałaby prawo przemawiac w imieniu Kościoła lub powoływać się na jego poparcie. Zauważamy jednak, że programy niektórych ugrupowań politycznych i ich praktyka zaangażowania politycznego są bliższe chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa, zaś programy innych partii są odległe od nauczania Kościoła lub wręcz z nim sprzeczne. Stąd odpowiedzialne oddanie głosu w wyborach wymaga rzetelnego rozeznania zarówno kandydatów, jak i programów.
Apelujemy o kulturę prowadzenia kampanii wyborczej. Nie może w niej być miejsca na wzajemną agresję i narastający konflikt. Nie powinniśmy ranić podczas kampanii wspólnoty, którą nazywamy naszą Ojczyzną, gdyż zawsze potrzebuje ona solidarności opartej na prawdzie.
Ten apel jest trochę spóźniony, ale do wyborów jeszcze ponad dwa tygodnie, więc może się przydać taki głos tonujący emocje i studzący głowy polityków i dziennikarzy.


2007-10-03

PIĄTE PRZYKAZANIE.

Cóż z tego, że w tym czy innym szpitalu lekarze wydębili swoją wyższą dolę u swych dyrektorów, skoro w innym mieście inny chorzy zostali opuszczeni? Fala prób uzyskiwania w ten sposób wyższych pensji może przejść przez całą Polskę… Najsmutniejsze jest to, że właśnie na naszej ziemi dobre imię lekarza zostało zszargane. Zaufanie mocno nadwątlone. Mieliśmy wejść do mrocznej moralnie Europy z naszym światłem wiary. Tymczasem Piąte Przykazanie Dekalogu przez ludzi mających służyć życiu i zdrowiu, zostało unieważnione. Dla jakich celów?

 



2007-10-01
LEKARZE.
Gorąco się zrobiło w polskich szpitalach. Nadszedł czas dobrowolnych wymówień pracy lekarzy. Sale pustoszeją, karetki uwijają się, przewożąc chorych do innych miast. Pacjenci w rozgoryczeniu przeklinają służbę zdrowia i wypominają lekarzom: za nasze pieniądze przecież kształcili się! Spora część ofiarnych lekarzy pracuje ponad siły, zastępując kolegów, którzy opuścili ludzi powierzonych ich opiece. Wśród odchodzących młodych panów doktorów słychać cyniczne usprawiedliwienie: nie będę pracował dla idei… Doktor Judym obśmiany totalnie!
Bezideowość jest świadectwem bezduszności i bezbożności.
Kto usensowni pracę lekarza na powrót jako powołanie? Kto pokaże kierunek młodym ludziom zagubionym wśród pseudowartości? Medycy emigrujący za chlebem z szynką niech po drodze wstąpią na grób Jana Pawła II, może tam usłyszą w duszy echo jego nauczania na polskiej ziemi: "Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem!" (Jasna Góra, 18.06.1983).


2007-09-29
NIEPRZYZWOITOŚĆ.
Nie wiem, na jakiej podstawie ludzie mediów przyznają politykom w czasie kampanii wyborczej większe, niż kiedy indziej, prawo do nieprzyzwoitości. Wszyscy na tym przecież tracą. Nie ma już autorytetów. Polska to jedno wielkie klepisko, gdzie diabli cepami na oślep młócą. Jaki z tego może być chleb?
Licznie nagradzany osiemdziesięciopięcioletni polityk, były minister spraw zagranicznych, celując w swych przeciwników ideowych, wypowiada słowa, których by z pewnością nie powiedział w czasach niewoli i udręki ojczyzny. Czy to ferwor przedwyborczy go poniósł, czy huraganowy aplauz pośród swoich, czy co?... Pokalał się staruszek.


2007-09-24

CHORY CZŁOWIEK.

Jak się zachować wobec cierpienia drugiego człowieka? Czy wziąć go na ręce i nieść?... (Choroba upokarza, wywołuje falę wstydu; chowamy sprzed oczu innych swe niedołęstwo. Ukrywamy się chorując nie tylko dlatego, że potrzeba nam spokoju).

Łatwiej jest trwać przy człowieku, który pogodził się z chorobą i umie już przyjmować pomoc przyjaciół. Ale jak patrzeć człowiekowi w oczy, który udaje, że wszystko jest w najlepszym porządku? Uszanować jego postawę? Udawać podobnie?... Grać przed nim komedię?

Co robił Chrystus? Uzdrawiał wymagając wiary. Czyli domagał się prawdy: żaden ślepiec, chromy, czy głuchoniemy nie udawał przed Nim. Trzeba nieść drugiego tak, by się czuł jak idący o własnych siłach.

 



2007-09-23
NOWINA.
Kwaśniewski pijany! Ależ mi to nowina!!! A gdzie on nauczył się tak rosyjskiego?...


2007-09-22
KATYŃ NA FILMIE.
W liceum najpierw na propozycję pójścia na film o Katyniu odpowiedzieli wzruszeniem ramion. Pani wychowawczyni klasy przekonywała, namawiała, wreszcie zaproponowała wspólne wyjście i tanie bilety. Poszli. Cisza zapadła od pierwszych kadrów na ekranie. W ciemności każdy po swojemu przeżywał spotkanie z zupełnie nowym tematem. Wyobraźnia ładowała się niespotykanymi obrazami. Wojna rozdzierająca, straszna, a jednocześnie przykuwająca uwagę, bo pokazująca ludzi żyjących po wojnie. Ludzi oczekujących, tęskniących, poszukujących, niepoddających się kłamstwu i rozpaczy. Ludzi bliskich teraźniejszości młodych widzów i ich rodziców. Nawet koniec seansu nie spłoszył ciszy, a zapalające się światła sali objawiły twarze poważne i skupione.
Magiczne i jakże potrzebne działanie kina na dzisiejszą świadomość młodych ludzi. Otrzymali lekcję historii i potężną dawkę dobrych, patriotycznych uczuć. Meblowanie umysłu i wypełnianie serca.


2007-09-20
SZLABAN I CIERPIENIE.
A propos tego, co stało się wczoraj w Polsacie, pamięć moja przywołuje podobne wydarzenie z lat dziewięćdziesiątych, gdy dyrektorowałem Katolickiemu Radiu RODZINA we Wrocławiu. Przygotowywano wybory. Podczas narady redaktorów ustaliliśmy, że promujemy wszystkie środowiska polityczne oprócz lewicowych. Wszystkie środowiska pozbawione jadu komunistycznego traktujemy równo, jednakowy czas im przydzielając. Na ogół w naszym małym Radiu wszyscy mieliśmy do siebie zaufanie. Niestety, zaperzenie polityczne potrafi wszystko zrujnować między ludźmi. Panowie z redakcji spraw politycznych wybrali tylko jedno ugrupowanie i je promowali. Założyłem szlaban na emisję cyklu przedwyborczego. Panowie się pogniewali, redakcja się rozpadła. Do dziś jestem przekonany o słuszności tamtej decyzji i do dziś cierpię, bo utraciłem przyjaźń rodziny Marka.

2007-09-19
LIS.
„Chodzi lis koło drogi,
nie ma ręki ani nogi…”
Wierszyk z dziecinnej zabawy dawno, dawno temu, ale…

2007-09-17
ZAGROŻENIE.
Dokładnie 20 lat temu Jan Paweł II mówił do Amerykanów w Monterey: „W tych ostatnich latach XX wieku, u progu trzeciego tysiąclecia ery chrześcijańskiej, część ludzkiej rodziny […] ma szczególną pokusę, aby naśladować dawny wzór wszelkiego grzechu: pierworodny bunt wyrażony słowami: „Nie będę służył”. Pokusę próby zbudowania świata dla siebie samych, zapominając Stwórcę, Jego zamysł i Jego czułą opatrzność. Ale prędzej czy później musimy zrozumieć, że zapominanie Boga, udawanie, że Bóg umarł, prowadzi do śmierci człowieka i całej cywilizacji. Jest zagrożeniem egzystencji jednostek, wspólnot i całych społeczeństw”. Warto przypomnieć te słowa nie tylko z okazji 86. rocznicy napadu na Polskę wielkiego imperium ateistycznego, którego już dziś nie widać. Te słowa w niespodziewany sposób aktualizują się w Polsce dziś, gdy paranoiczny bieg po władzę przekracza wszelkie granice uszanowania dla osoby ludzkiej. Politycy udają, że Bóg umarł. Zapomnieli Stwórcę, na którego obraz i podobieństwo został stworzony człowiek.


2007-09-16
ŻYWY CUD.
Księża Marianie, duszpasterze tysięcy pielgrzymów i budowniczy Bazyliki maryjnej w Licheniu, przeżywali dziś swe wielkie święto. Podczas uroczystej sumy legat papieski, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, ks. kard. Tarcisio Bertone w otoczeniu 120 koncelebransów zaliczył do chwały błogosławionych ojca Stanisława Papczyńskiego (XVII w.), założyciela zakonu Marianów. Jak powszechnie wiadomo, do beatyfikacji potrzebne jest stwierdzenie autentycznego cudu dokonanego za przyczyną kandydata na ołtarze. Podczas tej uroczystości uczestnicy mogli przeżyć niesłychanie wzruszający moment. W procesji z darami na Ofiarowanie do ołtarza szedł sześcioletni chłopiec wraz ze swoimi rodzicami, niosąc relikwie Błogosławionego. Jak powiedział komentator Liturgii Eucharystycznej, jego uzdrowienie w łonie matki – po tym, jak lekarze orzekli wcześniej, że płód za martwy – uznano za cud dokonany za wstawiennictwem o. Stanisława Papczyńskiego.
W ten przepiękny sposób Pan Bóg jeszcze raz potwierdził swe słowa do ludzi bardzo dawno wypowiedziane: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana” (Iz 55:8).


2007-09-13
KAMPANIA PRZEDWYBORCZA.
Dzisiejsza scena polityczna jest bardzo ruchoma, obrotowa, z częstą zmianą kulis, tła i światła. O horyzoncie zapomniano i stąd ten widok spłaszczony… Chyba mechanizm opuszczania kurtyny został zablokowany, bo wszelkie zmiany dokonują się na oczach wszystkich. Bez przerwy, czy to z prawa, czy z lewa, ktoś manipuluje przy zapadni.
A co grają? Znów nieboską komedię, okropnie ludzką i haha-demokratyczną.


2007-09-11
WŁADEK.
Oniemiałem z wrażenia, gdy zobaczyłem w TV Władysława Frasyniuka, na niedzielnej konwencji nowej postkomunistycznej partii LiD, wykrzykującego hasło: Mówimy "nie" dla konserwatywno-katolickiej prawicy w Polsce! Ten „chłopak z MPK”, jak go nazywają we Wrocławiu, od „Solidarności” przebył krętą drogę po różnych formacjach demokratyczno-liberalnych i wylądował u Kwaśniewskiego. Wyprzedziła go o kilkanaście lat Labudowa, też wrocławianka.
Nie rozumiem, jak człowiek myślący może aż tak zagubić się w życiu. Współczuję serdecznie księdzu Stachowi Orzechowskiemu, który całą duszą bronił i wspomagał Władka w tragicznych latach stanu wojennego.


2007-09-10
BENEDYKT XVI.
Apostolski Pielgrzym powiedział w Austrii: „Wspólny dom europejski będzie miejscem dobrym do zamieszkania tylko wtedy, gdy zostanie zbudowany na solidnym kulturalnym i moralnym fundamencie wspólnych wartości, jakie przekazały mu jego dzieje i tradycja”.
Nie mogę się nadziwić smutnemu faktowi, że o chrześcijańskich korzeniach Europy trzeba zachodnich Europejczyków przekonywać, dowodzić…


2007-09-09
DON LUCIANO.
O Pavarottim mówi się dziś wszędzie! Ten, który swym głosem oczarował cały świat, dziś już nie żyje. Wczoraj cała Italia żegnała swego ulubieńca, króla tenorów. W Modenie rozdzwoniły się wszystkie dzwony kościelne w czasie Mszy pogrzebowej. Płakali z pewnością ubodzy, bo tam, w swym rodzinnym mieście, Don Luciano dał pierwszy koncert charytatywny. Pamiętam szał, jaki opanował melomanów w 1990 roku po koncercie Trzech Tenorów w Rzymie. Płyta z nagraniem koncertu rozeszła się w Polsce natychmiast. Luciano Pavarotti królował z białym szalikiem (ręcznikiem?) na szyi. Trudno było oderwać oczy od obrazu. W tle ukazywały się ruiny term Karakalli. Wspaniała, pod gołym niebem opera.
Dziś w autobusie tuż przede mną siedziała matka ze swą 8- albo 9-letnią córką i czytała gazetę. Dziewczynka zaglądała jej przez ramię. W pewnym momencie słyszę ściszone pytanie: mamo, czy to prawda, że Pavarotti miał cudowny, anielski głos? Hmm - odpowiedziała matka - można tak powiedzieć. –No to pewnie jest teraz w Niebie – kontynuowała córeczka. Pewnie jest – zakończyła matka składając zadrukowane płachty papieru. Posmutniałem, bo nie wiem, jak Luciano Pavarotti wytłumaczy się św. Piotrowi(?) w bramie niebieskiej ze swego rozwodu. To przecież nie jest sprawa błaha, ani tu, ani Tam.


2007-09-08
ŚWIŃSTWO.
Paskudne wieści rozchodzą się szybko i w niewybredny sposób. Na przystanku autobusowym, tymczasowym, bo przecież komunikacja miejska u nas jest do góry nogami przewrócona, złapał mnie samotny „perrorysta” i nadawał: słyszał ksiądz, co zrobił ten Kwaśniewski? –Który? –No były prezydent za przeproszeniem, poradził Niemcom, żeby Polakom śrubę dokręcili. Jak Sowiet jaki. –Jaką śrubę, co pan mówi? –No polityczną… Już on tam wie jaką. Niech ksiądz tylko pomyśli, on jechał z naszym papieżem na jednym wózku, papamobile znaczy się. Ten sukinkot wstydu nie ma. Świństwo i wieprzowina! Wykrzyknął, zapalił papierosa i poszedł dalej.


2007-09-07
JEZUS JEST PANEM.
Późnym wieczorem zadzwonił do mnie student z południowo-wschodniego krańca Polski. Pełen radosnych emocji zaczął z miejsca: byłem dziś na rekolekcjach jubileuszowych. Było piękne kazanie o Jezusie. Jezus jest wspaniały, cudowny, kochany. Kocham Jezusa! Kiedy misjonarz zaproponował, by ludzie podeszli do krzyża, ja też podszedłem i powiedziałem głośno „Jezus jest moim Panem”. Proszę księdza, jestem szczęśliwy!
Czułem to. Łzy zakręciły się mi w oczach. Dobrze, że tego nie widać przez telefon.


2007-09-03
BEZ ZGODY.
Tekst kardynała Dziwisza wygłoszony do ordynariuszy diecezji polskich, postulujący zmianę zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, redaktor krakowskiego Tygodnika Powszechnego, który szanuje powolną i bez rozgłosu pracę instytucji kościelnych, odważył się opublikować bez zgody autora (swego szefa!), wiedząc ponadto, że tekst ten nie był przeznaczony do druku. Poważne wykroczenie przeciwko prawu prasowemu i karygodne uchybienie wobec autora (chyba, że autor machnął ręką i powiedział: drukuj, ale ja nic o tym nie chcę wiedzieć; tak też mogło być).
Zastanawiam się ze smutkiem, ile musi być w sercu księdza redaktora dobrowolnej, darmowej i bezinteresownej nieżyczliwości wobec ojca Rydzyka?... I ilu współ-myślicieli z GW, TVN czy PO, klaskaniem mających obrzękłe prawice?...


2007-09-01
INTELIGENCKA TKANKA.
Czymkolwiek są podsłuchane rozmowy telefoniczne polityków, jakie zaprezentowano wczoraj w telewizji, mówią one o jednym: kultura klasy politycznej sięgnęła dna. Kto tych polityków kształcił i wychowywał, do jakich szkół chodzili?...
Tak owocuje wybicie do nogi podczas wojny i po wojnie całej inteligencji polskiej. Z pustego i Salomon nie naleje! Pół wieku minęło od katastrofy światowej! Polska woła o ludzi sumienia, jak to już wcześniej zauważył Jan Paweł II. Woła też o ludzi uformowanych głęboko patriotycznie, którzy służby Ojczyźnie nie będą zamieniać na robienie własnej kasy.
Ile lat, a może i wieków, musi upłynąć, by odrodziła się tkanka inteligencji w „mistycznym ciele ojczyzny”?


2007-08-31
PAMIĘĆ BRZEMIENNA.
Dziś mija 25 lat od dnia walki ZOMO z robotnikami Lubina (warto zajrzeć na stronę: www.lubin82.pl/). Uroczystości przypominające te smutne wydarzenia sprzed ćwierćwiecza zaszczycił swą obecnością pan Prezydent.
Pamiętam tamten czas. Cały rok 1982 był rokiem wielkiej działalności Solidarności w podziemiu. Śmierć trzech robotników w Lubinie pobudziła na nowo społeczeństwo. Artyści zaczęli działać pod skrzydłami Kościoła w parafiach. Rok 1982 był jednocześnie rokiem przygotowań do przyjazdu Jana Pawła II do Polski. Duszpasterstwo Środowisk Twórczych we Wrocławiu przywitało Ojca św. w czerwcu 1983 roku ogólnokrajową wystawę i sympozjum „Droga i Prawda”. W ogromnym kościele św. Krzyża znalazło miejsce ponad sześćset obrazów i rzeźb profesjonalnych artystów i amatorów. Pamiętam uderzający widok w świątyni naprzeciw wejścia: trzy wielkie płótna amatorskie przypominające wydarzenia lubińskie: mostek, na który padły śmiercionośne kule z karabinów milicyjnych, grupa robotników dźwigających śmiertelnie ranionego kolegę i wielki, samotny trampek zgubiony w pośpiesznej akcji ratowania życia na ulicy zaatakowanej przez ZOMO. Te obrazy uświadomiły wielu ludziom tragedię stanu wojennego. Dramatyczne obrazy z Lubina głęboko przemawiały do serc wielotysięcznej rzeszy Polaków zwiedzających wystawę przez kilka tygodni. Wizyta Ojca św. otoczyła jakby ochronnym parasolem tę cenną inicjatywę wolnych twórców, nieprzerażonych groźbami cenzora ubeckiego.
Kończy się sierpień, miesiąc brzemiennej narodowej pamięci. W wielu rodzinach polskich zachowano abstynencję alkoholową dyktowaną właśnie tą pamięcią patriotyczną, przypomnianą przez biskupów polskich.



2007-08-26
WYWIAD.
W dzisiejszym, weekendowym wydaniu „Rzeczpospolita” wydrukowała wywiad z poetą Jarosławem Markiem Rymkiewiczem z Warszawy: „Jarosław Kaczyński ugryzł żubra”. Jest to tekst dosłownie: niesłychany! Dziś tak nikt nie mówi, ani pisze. Naprawdę tekst fragmentami jest fascynujący, jeden z niewielu dziś, przy którym można się pogodnie uśmiechnąć.
„Pytanie: A dlaczego krytycy Kaczyńskich mieliby chcieć, żeby było gorzej? Odpowiedź: Dlatego, że jak tu będzie gorzej, to im będzie lepiej. Dowiodły tego lata dziewięćdziesiąte – wszyscy wiemy, komu się wtedy w Polsce dobrze żyło. To właśnie ci ludzie mówią teraz, że w Polsce nie ma demokracji i że to jest państwo totalitarne. Pytanie: Ale to, że Jarosław Kaczyński ma ciągoty autorytarne, jest rutynową tezą podnoszoną w potyczkach publicystycznych(...)Może coś w tym jest? Odpowiedź: W Polsce nie wolno robić tylko jednej rzeczy – nie wolno szkodzić Polsce. Ci, którzy mówią, że bracia Kaczyńscy zaprowadzają rządy autorytarne czy totalitarne, szkodzą Polsce. Chcą odebrać Polsce, czyli nam wszystkim, tę wielką szansę, którą dostaliśmy, jakimś cudem, po latach niewoli. […] Gdyby Polacy uwierzyli w to, co mówi telewizja i co piszą niektóre gazety, to już dawno by wypluli ze swoich ust braci Kaczyńskich. Nie wypluli, czyli nie wierzą gazetom. […] Życie mówi zaś Polakom coś zupełnie innego. Mówi im, że w Polsce dzieje się teraz coś wspaniałego. I Polacy – to jest rzecz dla mnie niezwykle ważna – znów są dumni z tego, że są Polakami. Słyszę to i widzę naokoło – że cieszą się ze swojego tutejszego życia. To jest właśnie wspaniałe, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu wstydzili się Polski i tego, że są z tego kraju”.


2007-08-25
KONWENCJA.
Na Konwencji PiS-u w gdańskiej Hali Olivia pani wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska swe wystąpienie zakończyła emocjonalnie: „Człowieku, co cię napadło? Co cię napadło?!”. Była to niekonwencjonalna riposta na niesłychaną ocenę pracy premiera Kaczyńskiego przez lidera PO Tuska: „Człowiek uczciwy nie może pracować z Kaczyńskim”.
Prof. Religia, minister zdrowia, zareagował właściwym sobie tonem refleksyjnym: Patrząc wstecz na dwa lata swej pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, mam prawo powiedzieć: „Religa, ty jesteś uczciwy człowiek!”. Zgromadzeni w Olivii zaśpiewali Profesorowi „Sto lat”.


2007-08-15
CHWILA WZRUSZENIA.
Wróciliśmy z kościoła po uroczystej celebrze maryjnej. Ks. Richard stanął przede mną, popatrzył głęboko w oczy i powiedział cicho, ze wzruszeniem: Emirze, i kto by pomyślał?…
Rzeczywiście, kto by pomyślał przed 17 laty, że ten nauczyciel języka angielskiego z Cambridge, kompletny ateista, poszukiwacz przygód stanie ze mną przy jednym ołtarzu w kapłańskim ornacie. Nadziwić się nie mogę Bożej Opatrzności. Ale też, czy można nie dziękować Przedwiecznemu za taką łaskę Bożego Serca?...


2007-08-15
MODLITWA ZA POLSKĘ WE WROCŁAWIU.
Królowo Korony Polskiej! Najświętsza Matko naszego Narodu! Nie mamy sił, aby pielgrzymować do Twego Jasnogórskiego tronu, dlatego przychodzimy przed Twe cudami opromienione oblicze we wrocławskim sanktuarium na Zalesiu i składamy u stóp Jezusa, Twojego Syna, nasze serca gorące, spragnione miłości i pokoju, ale również w tych czasach ponad miarę przepełnione smutkiem, rozterkami i zgorszeniami.
Nienawiść i odwet rządzące na szczytach elit, rozlewane przez media na cały kraj, budzą w nas najwyższy niepokój i troskę o los młodego pokolenia. Jesteśmy bezradni wobec dławienia Prawdy i niszczenia autorytetu Bożego.
Przychodzimy do Ciebie i prosimy pokornie o pomoc.
Miłujemy Cię, Matko Najświętsza, bo Twój Syn pierwszy Cię ukochał najgoręcej i najwdzięczniej. Oddajemy Ci hołd królewski, bo przez wieki nie opuściłaś nas w żadnej narodowej potrzebie.
I dziś spójrz łaskawym okiem na naszą Ojczyznę. Bądź Orędowniczką naszą przed tronem Miłosierdzia Bożego. Jak kiedyś uratowałaś Naród przed zbrojną ekspansją bolszewizmu, tak teraz bądź naszą potężną obroną i mocą w walce z wrogiem atakującym Polaków od wnętrza, niszczącym wrażliwość na głos sumienia, na głos przemawiającego Boga w duszy ludzkiej.
Nie opuszczaj nas, bądź z nami, zwycięska Królowo!


2007-08-13
SPRZĄTANIE.
Chyba nikt nie myślał, że łatwe będzie sprzątanie IV Rzeczpospolitej. Ale odszczurzanie jest jeszcze trudniejsze, bo bardzo niebezpieczne. Można być boleśnie pogryzionym.
Szczury się kocą czy lęgną???


2007-08-06
ŚWIĘTA STOLICA.
Dziś kolejna rocznica odejścia do Nieba papieża Pawła VI; było to w roku 1978 w Castel Gandolfo, oddał Bogu swe ostatnie tchnienie o godz. 21:40 (sic!). 15 lat służył Kościołowi jako sługa sług Bożych. Był człowiekiem cichej mądrości, wielkiej delikatności serca i tradycyjnej dyplomacji watykańskiej. Jego przeżywanie podróży apostolskiej do Ziemi świętej ukazało współczesnym, jak można rozczytać na ziemi ślady Jezusa zanotowane w Ewangelii i spotkać Go w Betlejem, w Nazarecie czy nad Jordanem. Paweł VI otworzył drogę do pierścienia Rybaka, przez włączenie do kolegium kardynalskiego,aż trzem swoim następcom: Albino Lucianiemu (późniejszemu Janowi Pawłowi I), Karolowi Wojtyle (późniejszemu Janowi Pawłowi II) i Josephowi Ratzingerowi (dziś Benedyktowi XVI). Papież Polak rozpoczął jego proces beatyfikacyjny. Pamiętam, że w dniu Przemienienia Pańskiego późnym wieczorem, gdy usłyszałem przez radio o śmierci papieża, powiedziałem sobie: wyprowadził go Pan na górę wysoką i tam się przemienił przed jego oczyma. Śmierć daje człowiekowi oczy zdolne pomieścić boski blask Jezusa.
Koleje życia ostatnich papieży (za mojego dotychczasowego życia) wyraźnie świadczą o tym, że Stolica Piotrowa jest istotnie świętą Stolicą. Obecnie toczy się w Rzymie proces beatyfikacyjny Piusa XII. Jego następca Jan XXIII już został ogłoszony błogosławionym. Proces beatyfikacyjny Pawła VI trwa. O Albino Lucianim od początku jego pontyfikatu mówiono: papież dobrego uśmiechu. Jana Pawła II w dniu pogrzebu nieoficjalnie „kanonizował” jego następca, a lud Boży okrzyknął „świętym natychmiast”. Benedykt XVI promieniuje na cały Kościół współczesny swą mądrością teologiczną, modlitwą i pokorą.


2007-08-02

POWSTANIE.

Uroczyste wspominanie powstania warszawskiego. 63 lata minęły od tamtych tragicznych, ciemnych i krwawych dwóch miesięcy. Zginęło w tamtym czasie kilkaset tysięcy ludzi w Warszawie… Jak to możliwe, że do dnia dzisiejszego w Europie i na świecie są kraje, w których nie słyszano o tym zrywie wolnościowym Polaków pod okupacją niemiecką, albo myli się go z powstaniem w getcie warszawskim?...

 Niech mi nikt nie mówi o wolności słowa we współczesnych mediach!

 



2007-07-30

CIEPŁO UFNOŚCI.

Od niedawna leży na stoliku przy moim łóżku komputerowy wydruk obrazu Zbawiciela wg. św. siostry Faustyny z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Są to pierwsze słowa, jakie tuż po przebudzeniu wypowiadają Bogu moje oczy. Dotąd zwykle zaczynałem dzień od słów dziękczynienia za dar wiary, za noc i wczorajszy dzień, za wszystkie dni i noce, po prostu za całe życie. Teraz mój dzień zaczyna się od cudownego poczucia bezpieczeństwa, jakie płynie od Jezusa poprzez świadomość ufności. Ciepło odchodzącej nocy nie opuszcza mnie, nadal jestem zanurzony w Bożej Miłości, otulony jak dziecko dobrymi ramionami ojca. Po staremu zostało, na zakończenie tego pierwszego kontaktu, pozdrowienie Niepokalanej Maryi i powierzenie Jej wszystkich parafian oraz moich bliskich i dalekich.

 



2007-07-25

OBRAZ BOGA.

W „Notatkach z lektur i życia” Kazimierza Brandysa przeczytałem: „Nie wiedzieliśmy o tym, że wiek XX, w którym żyliśmy, będzie nazywany opoką, gdy człowiek miał najwięcej powodów, aby nienawidzić Boga”. Hmm... Usprawiedliwianie grzechu swego ateizmu?... Jak echo z lat szkolnych dolatuje pytanie: dokąd wywędrował Bóg z Oświęcimia, Treblinki, Dachu?... Dziś również można usłyszeć tu i tam zarzut: dlaczego Bóg nie uratował pielgrzymów maryjnych wracających z La Salette?

Obarczać  Boga winą za katastrofy czy błędy człowieka może tylko ten, kto wykoncypował sobie boga na swój obraz i podobieństwo; stworzył obraz boga na własny użytek i wygodę swoją.

Duch Święty przez wieki w Kościele zabezpiecza nieskażoność prawdy, że przez wcielenie i odkupienie w Jezusie Chrystusie Bóg stanął najbliżej człowieka. Gdzie dzieje się zło, wobec którego człowiek jest bezradny, tam zawsze jest obecny Bóg ze swym nieskończonym miłosierdziem. Bóg płacze z płaczącymi i pomaga z pomagającymi. Z każdym dniem widać to coraz wyraźniej w Grenoble i w Polsce.

 



2007-07-22

NIEDZIELA ŻAŁOBNA

Niesposób dziś nie przyłożyć serca do smutku i żalu tych, którzy dotknięci zostali skutkami ciężkiej katastrofy autobusu z pomorskimi pielgrzymami wracającymi od Matki Bożej w La Salette, w Alpach francuskich niedaleko Grenoble. Byłem tam przed wielu laty.

Ciężko i mniej rannym została oddana cała uwaga mediów i władz państwowych Francji i Polski. Pomoc jest organizowana materialna i psychologiczna dla pielgrzymów uratowanych ze spalonego kompletnie autobusu i dla ich rodzin w kraju.

Myślę w tej chwili o tych, których ciała z trudnością są identyfikowane, a których dusze już stanęły na progu Wieczności. Całym sercem wierzę, iż Maryja otoczyła ich swoją czułą opieką i uprasza u Bożego Miłosierdzia wejście ich do Królestwa Niebieskiego.

Czyż ci pielgrzymi nie wędrowali ścieżkami, które ongiś wyznaczyło objawianie się Matki Bożej małym dzieciom na hali alpejskiej? Czyż nie wsłuchiwali się w Jej orędzie modlitewne w sanktuarium wysokogórskim, nie otwierali przed Nią swych serc? Czyż nie napawali się pięknem krajobrazu i słońcem intensywnym, wszechogarniającym swymi promieniami? A przecież ono jest zaledwie małym odblaskiem Światłości Przedwiecznej mieszkającej w tabernakulum. Czyż nie nakarmili się Ciałem Chrystusa w czasie Najświętszej Ofiary, nie oddali Mu siebie i swoich najbliższych w tej Ofierze? Doprawdy, wiele jest znaków nadziei wlewającej się pokojem do serca w tej strasznej katastrofie.

Kościół w każdej chwili poleca Chrystusowi dusze wyjęte z czasu, stające na progu domu Ojca Niebieskiego. Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie.

Przykładam moje serce do smutku i żalu wszystkich, którym dziś pod Grenoble darowano jeszcze raz życie, i z całą mocą wołam: Jezu, ufam Tobie!

 



2007-07-21

TAJFUN.

Trąba powietrzna przetoczyła się przez północne brzegi Śląska. Bardzo duże szkody! Dużo płaczu i zgorszonych wejrzeń kierowanych w niebo. Mówią niektórzy: wiele bram otworzyliśmy na nowości z Ameryki, przyleciał za nimi wreszcie tajfun...

 

 

 

 

 

 



2007-07-19

NIE MÓWIĄ. 

Nad morzem, gdzie bawię od dwóch dni, pogoda wspaniała. Upał zelżał, burza oczyściła powietrze. Wczoraj po południu do gościnnego domu zakonnego przyjechał znany i lubiany tu kardiolog z rodzinką. Na niewielkim podwórku "zacumowała" z właściwym sobie warkotem stara skoda, a z niej wysypała się gromadka dzieci. Z serdecznym powitaniem przybiegł superior klasztoru. Krzykom radosnym i uściskom nie było końca. Pani doktorowa musiała dyskretnie mitygować rozradowane pociechy.

Podszedłem i ja nieśmiało, uścisnąłem rękę doktora i spoglądając na wysłużony wehikuł, spytałem zaciekawiony: a pan nie strajkuje? - Nie. Nie wchodzę w politykę. Spojrzał na mnie uważniej i widząc koloratkę dodał: to jest zła polityka, niepotrzebna teraz Polsce.

Zastanawiam się, dlaczego media o tym nie mówią?...

P.S.

Dziś po południu usłyszałem w radiu, że minister zdrowia powiadomił prokuraturę w sprawie podejrzenia o przestępstwo. Mianowicie kolejno w trzech szpitalach odmówiono przyjęcia chorego człowieka. 



2007-07-10

SANATORIUM.

Jestem w sanatorium. Tu mnie zagnał ból, jaki od dłuższego czasu czuję w kolanach i w okolicach kręgów szyjnych. Pogoda nie najlepsza, pada już drugi dzień bez przerwy. Kolejki przed gabinetami zabiegowymi dłuższe niż zwykle. A w kolejkach można usłyszeć ciekawe rozmowy. Jedna zaciekawiła mnie żywiej. Starsza pani zaczęła:

- Już siódmy raz jestem w sanatorium, poznałam różne warunki w różnych domach. Tutaj jest nieźle, bo to prywatne, chociaż na ubezpieczalnię…

- A ja jestem pierwszy raz w sanatorium – włączył się przygarbiony mężczyzna podpierający się kulą. Przymierzałem się już kilka razy, ale zawsze słyszałem od lekarza biadolenie: wolne miejsce będzie dopiero za dwa lata. Wreszcie poszedł ze mną mój zięć i powiedział lekarzowi, że my przyszliśmy prywatnie. Rozpoczęła się zupełnie inna rozmowa. Miejsce znalazło się zaraz. W ciągu trzech dni miałem potrzebne skierowania i zrobione wszystkie badania.

- No tak, ale to musiało nieźle zięcia kosztować – westchnęła staruszka.

- A kosztowało, kosztowało - odrzekł mężczyzna. 70 zł za 3 minuty rozmowy, wypisanie jednego papierka i umówienie się na następną wizytę. A za każde badanie trzeba było osobno płacić…

- No i popatrz, pan – odezwała się druga kobieta – i oni jeszcze strajkują!

- Nie mają prawa! – zdecydowanie stwierdził zgarbiony mężczyzna.

- Chyba że młodzi, bo oni po studiach mają najgorzej – dodała młodsza pani.

- Ale zobacz pani – zareplikował mężczyzna – młodzi nie strajkują… A zresztą, czy komuś z nas po studiach zaraz rosły kokosy? Człowiek uczciwy dorabiał się powoli.

 



2007-06-21
PRZEWROTNOŚĆ.
Pielęgniarki zostały dziś siłą zepchnięte przez policję z jezdni na chodnik przed urzędem premiera. Jedna pani poturbowana, została opatrzona na miejscu, a drugą zawieziono z osłabłym sercem do szpitala. Oczywiście, doskonała okazja dla medialnych wzruszeń i dobrych uczynków dla politycznych samarytan. Z samego rana przyszła do protestujących pań pierwsza dama trzeciej Rzeczypospolitej z poczęstunkiem, a z nią inne damy i inni panowie z czym kto mógł. Młodzieżówka lewicowa przyniosła nawet czynną kafeterię. Czyż to nie wzruszające?...
Szkoda tylko, że tak późno. Mąż pierwszej damy mógł przecież przez dwie pełne kadencje poprawiać los pielęgniarek polskich tak, że miałyby wszystkiego pod dostatkiem i nie musiałyby ani wybywać za granicę, ani protestować przed urzędem państwowym.
Chyba jednak prawdą jest, że przewrotność ludzka najpełniej realizuje się w polityce.



2007-06-20
WCHODZENIE W WIECZNOŚĆ.
Rafał odszedł dziś do Pana. Piszę te słowa z całą świadomością głębi prawdy: został powołany do Wieczności. Bóg doświadczył go wielkim cierpieniem. Tylko oglądanie oczyma wiary prawa Stwórcy do swojego stworzenia pozwala pogodzić się z tą, po ludzku niezrozumiałą, sprawą powolnego umierania 20-latka. W rozmowach z Rafałem widać było wielką wolę życia i piękne planowanie młodości, a przecież w ostatnich dniach zadziwił swą pogodą ducha, z jaką przyjmował każde nowe bolesne doświadczenie. Wiedział, że rak zżera sukcesywnie po kawałku jego życie, a jednocześnie wierzył w wysiłki lekarzy i cenił ich poświęcenie w ratowaniu jego zdrowia. Cieszył się każdą modlitwą ofiarowaną przez bliskich w intencji uzdrowienia. W sposób niezauważalny przez otoczenie zbliżał się ku Światłu. Odprawił spowiedź św. z całego życia i z wielką godnością przyjął Wiatyk - pokarm na drogę do Wieczności. Jak ciężko utrudzony pielgrzym (wiedząc dokąd zmierza!) z radością witał każdy nowy, może ostatni, dzień. Doprawdy, to była wielka przemiana. Ten niedawny jeszcze maturzysta z pełną dojrzałością wchodził w Wieczność. Kilka dni przed ostatnim westchnieniem przeleżał w śpiączce. Długo naszeptywałem mu do ucha w ostatni wieczór słowa nadziei i zapewnienia o miłości Pana Jezusa. Gorąco zapewniałem go, że Zbawiciel ofiaruje jego piękne, oczyszczone przez cierpienie, życie w dobre, Ojcowe ręce Przedwiecznego. Udzieliłem odpustu zupełnego. Odszedł dziś w Godzinie Miłosierdzia. Rodzice i jego dziewczyna, Kasia, z pokorą przyjęli jego ostatnie westchnienie.


2007-06-16
ŚWIĘCENIA.
Richard Nesbitt został księdzem katolickim. Jak z bicza trzasł, minęło 6 lat formacji i studiów seminaryjnych w Londynie, do których Richard znalazł drogę (której szukał w Polsce od jedenastu lat) przynaglony głosem Jana Pawła II w roku Wielkiego Jubileuszu.
Stałem dziś w westminsterskiej katedrze wśród księży londyńskich, otaczających ołtarz i swego kardynała z rękoma nad głową Richarda, i nadziwić się nie mogłem piękności planu Bożego i prostocie ścieżki, po której Pan przeprowadził młodego człowieka od kompletnej nieznajomości Jezusa aż do całkowitego powierzenia Mu swego życia w służbie kapłańskiej. W tej dynamicznej, 17 lat stwarzanej, mozaice każdy kamyk ma swoje miejsce mocno uzasadnione. Każda osoba spotkana, każde wydarzenie przeżyte, każde miejsce odwiedzone – wszystko: każda radość i każde cierpienie - zostało z precyzyjną dokładnością wyemitowane z przepastnej głębi Bożej Miłości. I jak tu nie łączyć się z zachwytem Psalmisty:
„O Panie, nasz Boże,
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Ps 8).


2007-06-13
SUPERDYDAKTYK.
Znowu gorąca dyskusja w mediach, tym razem: co biskupom polskim wolno, a czego nie wolno mówić na kazaniach. Wypowiadają się różne autorytety. Znam ten ton sprzed lat. W tej materii, czym się różni totalitaryzm od demokracji?... Nie wiem, jaka była w praktyce demokracja grecka czy rzymska, ale widzę, że dzisiejsza „demokracja medialna” jest takim samym używaniem władzy (przez różnych ludzi o różnej orientacji ideowej) jak za komuny (jednej jedynej orientacji). Pan dziennikarz, katolik, od początku roku specjalista od „łżenia arcybiskupa”, po Bożym Ciele wykreował się już na superdydaktyka episkopatu. Używa tonu rodem z gomułkowszczyzny: „Polscy hierarchowie - jeśli zamierzają nadal wypowiadać się na tematy publiczne - muszą nauczyć się (…)” itd. itp. Dla uwyraźnienia fachowości swej wypowiedzi, publicysta „Rzeczypospolitej” przywołuje na pamięć profesjonalizm episkopatu niemieckiego. Meisterstück!


2007-06-11
CO W SERCU?
Znów otrzymałem list z prośbą o modlitwę o zdrowie. Coraz więcej takich listów do księdza w kraju, gdzie lekarze straszą porzuceniem chorych na łóżkach szpitalnych. Moja witryna od początku służyła także jako cyber-skrzynka na kartki z prośbami, ale teraz notuję próśb więcej, właśnie o zdrowie, bo lekarze walczą o inne sprawy. Ludzie chorzy czują się bezradni, opuszczeni. Wielu przestało ufać lekarzom.
Ojciec św. Jan Paweł II codziennie nowe prośby wkładał do skrzynki w swym klęczniku. Na razie wszystkie prośby noszę w pamięci i w różnych chwilach podrzucam je Panu Jezusowi i Jego Najświętszej Matce. Ale też pytam Pana na modlitwie: dlaczego medycy zapominają, że zostali obdarzeni wyjątkowo ważnym powołaniem do służby człowiekowi choremu. Czy nie znają tej ogromnej nagrody, jaka czeka na nich w Niebie?
Wędruję ulicami mej parafii, mijam wille lekarzy, przy każdej stoi piękny samochód. Wiem, że samochody się psują i że trzeba dalej zarabiać na nowy. Wiem też, że na zachodzie zarabia się więcej. Ale czy to ma być wszystko, co warto mieć w sercu?...


2007-06-08
10 LAT MINĘŁO.
Pytali mnie koledzy wczoraj, po procesji Bożego Ciała, czy miło mi było, gdy cała Hala Stulecia (6 tysięcy osób) śpiewała Hymn Kongresu Eucharystycznego sprzed dziesięciu lat… Pewnie, że było mi miło. Śpiewałem również. Wczoraj w sercu zagościła znów na chwilkę radość, jaką odczułem podczas Statio Orbis, gdy Jan Paweł II cytował w homilii słowa Hymnu. O, wtedy radość była spontaniczna, gdy znajomi bezwstydnie przybiegli z gratulacjami (Panie, przebacz to rozproszenie na świętej liturgii). A Ojciec św. mówił: „Śpiewamy w hymnie kongresowym: „Ty zostawiłeś nam dar Eucharystii, by ład wewnętrznej tworzyć wolności”. Jest to bardzo istotne stwierdzenie”… Wyraźnie widzę tę postać w ornacie przy ołtarzu kongresowym, jak mocnym głosem naucza o tym, co istotne w wolności i dla wolności człowieka.
Minęło już 10 lat. Papież Polak już w Niebie.


2007-06-07
BOŻE CIAŁO I KREW.
O jakże różnych, z pewnością bardzo ważnych, sprawach mówili dziś nasi biskupi niosący eucharystycznego Chrystusa ulicami polskich miast. Poza Italią chyba nigdzie w Europie dzień dzisiejszy nie daje hierarchom takiej okazji. Słuchałem sprawozdań z różnych stolic diecezjalnych i nigdzie nie dosłuchałem się tematu o strajku lekarzy polskich, a przecież on trwa już tak długo, za długo!. Na oczach całego Kościoła w Polsce, dokonuje się demontaż służby dla chorego i biednego człowieka. Następstwa tej antyhumanitarnej walki politycznej mogą okazać się niebywale tragiczne dla zubożałej części społeczeństwa polskiego.
Boże Ciało i Krew to w istocie ludzkie ciało i krew. Czy wolno nie mówić o człowieku, o jego ciele i jego krwi, gdy uroczyście honoruje się eucharystyczne postaci Boga wcielonego?
Święty Jan Apostoł napisał: „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4:20).


2007-06-04
W SZPITALU.
Patrzę na 20-latka na łóżku, na oddziale chirurgicznym. Od miesięcy rak zżera jego czerwone ciałka krwi. Już zaczął plądrować po całym organizmie, przerzucił się do płuc. A wcześniej zdążył zniszczyć mu prawą rękę. Został mały zwisający kikut zamiast ramienia. Czarne szwy zamykają skórę na odpiłowanej kości. Pytam: boli? – Nie. Odpowiada pogodny, z lekkim uśmiechem na (opuchniętej?) twarzy. Na ostrzyżonej głowie pęcznieją coraz wyraźniejsze guzy.
Rafał jest pogodny, ale czy pogodzony?... Wiem, że to kiepskie pytanie na jego lata. W jego myślach istnieje tylko jedna ewentualność: wyzdrowienie. Przecież rodzice są tacy pobożni. Jego szkoła trwa przy nim sercem na modlitwie. Jego dziewczyna dyżuruje przy nim dzień i noc.
Patrzę w jego spokojne oczy. Rozmawiamy już długo. Wycieram duże krople potu na jego czole i zachodzę w głowę, jak skierować jego myślenie ku Niebu. Modlę się, by było mu oszczędzone załamanie wiary: w zdrowie, w pobożność, w moc modlitwy. Nadzieja tylko w Panu. Jezu, ufam Tobie!
A lekarze strajkują.


2007-05-28
KARDYNAŁ WYSZYŃSKI.
Przed 26 laty odszedł po nagrodę wieczną do Nieba wierny sługa Boży, pasterz Kościoła w Polsce dany jako światło i moc ducha w ciemnych czasach zbrodniczego systemu politycznego - Stefan Kardynał Wyszyński. Swą postawą duchowo - moralną budził lękliwy respekt w ludziach komunistycznej władzy. Walczyli z nim, nie żałując mu żadnego poniżenia, z utratą wolności włącznie, a jednocześnie przyznawali, że jest to prawdziwy Książę Kościoła. Naród polski, który w setkach tysięcy osób gromadził się w okresie obchodów Millenium na jego homiliach, nazwał go Prymasem Tysiąclecia.
Już w roku 1971 powiedział do stoczniowców:
"W Polsce zaczęło się budzić zrozumienie, że jesteśmy we własnej ojczyźnie i jako obywatele wolni w wolnej ojczyźnie, mamy prawo do pełnego szacunku, do rozumienia naszych praw i obowiązków. (...)
Walka jest smutną koniecznością, rodzi boleści. Dlatego normalny stosunek obywateli do władz jest następujący: my oczekujemy od odpowiednich władz, aby nas miłowano i traktowano jak obywateli. Jeżeli tak będą z nami postępować i my nie poskąpimy im serca, ofiary, trudu, poświęcenia i zrozumienia trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się nasza ojczyzna. Jednakże obowiązuje prawo wzajemności: za miłość, której doznamy, zapłacimy miłością! Oczekujemy na tę miłość ciągle i przypominamy, że ponad wszystkie ustawy, prawa, zarządzenia, rozporządzenia, instrukcje, które mogą być wydane dla uładzenia życia, współżycia i pracy - większa jest miłość".

2007-05-25
DO KAPłANóW.
Przed rokiem w Warszawie Benedykt XVI powiedział do kapłanów: „Poprzez liturgiczny znak nałożenia rąk w obrzędzie święceń, Chrystus wziął was w swoją szczególną opiekę. Jesteście ukryci w Jego dłoniach i w Jego Sercu. Zanurzcie się w Jego miłość i oddajcie Mu waszą! A odkąd wasze ręce zostały namaszczone olejem, znakiem Ducha Świętego, zostały przeznaczone na służbę Pana jako Jego ręce w dzisiejszym świecie. (…) Wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr możemy wołać: ‘Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny’ (Łk 5, 8), bo z trudem przychodzi nam uwierzyć, że to właśnie nas Chrystus powołał. Czy nie mógł On wybrać kogoś innego, bardziej zdolnego, bardziej świętego? A właśnie na każdego z nas padło pełne miłości spojrzenie Jezusa, i temu Jego spojrzeniu trzeba zaufać. Nie ulegajmy pokusie pośpiechu, a czas oddany Chrystusowi w cichej, osobistej modlitwie niech nie wydaje się czasem straconym. (…) Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa, ukrytego w hostii. Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą pocieszenie i światło przede wszystkim ludzie strapieni. (…) Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa”.

2007-05-23
NORWID.
Przed 124 laty na przedmieściu paryskim Ivry w przytułku dla bezdomnych emigrantów zasnął w Panu Cyprian Kamil Norwid. Dosłownie umarł we śnie. Żył w świecie ludzi bogatych, a skończył jak żebrak, jego listy do przyjaciół nie ukrywają próśb o pieniądze. Kochał kobietę najszczerszej i najdelikatniej, a był za tę miłość cynicznie poniżany; w towarzystwie zupełnie zapomniany. Płonął w nim wielki talent poetycki, a przez ziomków zepchnięty został w głęboki cień narodowych wieszczów, obwołany poetą niezrozumiałym. Był patriotą najgłębiej oddanym sprawie polskiej, choć nie bezkrytycznie, a rodacy do dziś nie znają miejsca jego wiecznego spoczynku. Był myślicielem najgłębiej po katolicku interpretującym świat i to, co na świecie, a jego przyjaciele zmartwychwstańcy odrzucili prośbę o przyjęcie do zgromadzenia.
Norwid dźwigał swoje życie autentycznie jako wielki krzyż. W chwili śmierci z pewnością ten krzyż stał mu się bramą! Usnął, nie bał się śmierci, „bo Człek od niej starszy”.


2007-05-22
NIEUCZCIWOŚĆ.
Podróżowałem dziś autostradą na Górny Śląsk. Jedzie się pięknie! Wygodnie i szybko. Oznakowane wyjazdy, stylowe wiadukty, przestrzenne parkingi z czystymi toaletami…
A przecież znam tę drogę od kilku dziesiątków lat. Była nierówna jak tara do ręcznego kiedyś prania, dziurawa i bez zaplecza logistycznego. Mogła kierowcę umęczyć setnie od granicy zachodniej do Gliwic. A do tego za Wrocławiem kończył się jej drugi pas jezdni. Ponad pół wieku trzeba było czekać od wojny na tę przebudowę.
Nawet takie skutki czasu wojny mogą utrudniać życie człowiekowi aż tak długo. Niech nikt nie próbuje widzieć w wojnie elementów popychających cywilizację w rozwoju!!! To nie jest uczciwe.


2007-05-19
KAPŁAŃSTWO
Dziś w katedrze odbyły się święcenia kapłańskie. Co roku ten dzień przeżywam, bliżej czy dalej od katedry, nie bez dreszczyku emocjonalnego. Słuchając pięknych, mocno wypowiedzianych słów podziękowania za dar kapłaństwa, stanąłem znienacka w swych myślach wobec lekko uszczypliwego pytania: na ile tobie, młody bracie, wystarczy tej energii? Na ile wystarczy piękna i wdzięczności w sprawowaniu służby kapłańskiej?...
Nigdy wcześniej nie odważyłbym się na taką uszczypliwość, aż dopiero po tym, gdy usłyszałem opowieść o pewnym młodym księdzu, który przyszedł (przyjechał własnym samochodem) do pracy w parafii i w szkole nie z Ewangelią, ani z katechizmem w ręku, ale z Kodeksem Pracy. Pierwszy problem jaki postanowił rozwiązać to wolny dzień. Kto go wychowywał i przygotowywał do Kapłaństwa?...
Na pewno nie mój ojciec duchowny, który zaraz po wojnie na Dolnym Śląsku miał tygodniowo 40 godzin katechezy i do kilku punktów dojeżdżał rowerem. Cieszył się jak dziecko, gdy na klęczkach kończył dzień Kompletą i miał szczęście zdążyć przed północą… Kto jego wychowywał?...


2007-05-14
TRYBUNAŁ.
Konstytucją demokratyczną, uchwaloną dwa wieki wstecz, możemy się do dziś szczycić w Europie i przed całym światem, ale Trybunał Konstytucyjny zupełnie nam się nie udał! Jedynie postkomuniści i ci, którzy dopiero teraz zaczynają rozpoznawać, że istnieje coś takiego jak wstyd (a może strach) przed rodakami, mogą cieszyć się z jego wyroku na temat lustracji.


2007-05-13
KURIOZUM.
Jak można było wyłączyć dziennikarzy z lustracji?! Przecież to dziennikarze służyli wiernopoddańczo systemowi zbrodniczemu, byli narzędziem kłamstwa i nienawiści, niszczyli życie ludzkie, odzierając patriotów polskich z czci i chwały. Czy któryś z nich odwołał kłamstwa i oszczerstwa? Czy przeprosił za bolesne skutki artykułowanej nienawiści?
Niezrozumiałe jest wyłączenie spod lustracji cenzorów. Przecież oni swymi werdyktami na rozkaz władzy niszczyli kulturę polską, łamali kariery artystyczne, zamykali drzwi na świat naukowcom. Budowali piramidalną bzdurę miernoty intelektualnej. Doskonale służyli systemowi niszczącemu wszystko co nieczerwone. Mój tomik poetycki wydany w stanie wojennym przez legnicką "Solidarność" był tak pocięty przez cenzora, że nie było co czytać. Można było się jedynie pośmiać (gorzko)! Gdybym był posłuszny cenzorowi wrocławskiemu, który zarzucał mnie zakazami, to nigdy byśmy w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych nie zorganizowali w stanie wojennym żadnego spektaklu czy sympozjum, ani żadnej wystawy w kościołach. Cenzura komunistyczna była narzędziem niszczenia duszy Narodu!
Kuriozalnie dziś brzmi w wielu miejscach wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

2007-05-04
PLAKIETKA.
Wspomnienia nie ustępują. Pamiętam pewną groźną sytuację z wojennego czasu. Wracałem z konferencji duszpasterzy akademickich w Warszawie. Na Okęciu podczas kontroli dokumentów podszedł do mnie wysoki, barczysty żołnierz i gdy zauważył maleńką plakietkę „Solidarność”, powiedział z naciskiem: pan to zdejmie. – Dlaczego mam „to” zdjąć? – Bo mi się nie podoba! - wykrzyknął. To niech pan sam zdejmie – odrzekłem. Zdenerwowany wrzasnął: Pan to zdejmie!! – Nie zdejmę – odpowiedziałem spokojnie. Żołnierz stanął przede mną w dumnym rozkroku, z dłońmi na biodrach i wysyczał przez zęby: zdejmiesz albo nie polecisz! Odsunąłem się od niego pod ścianę i usiadłem na jedynym krześle. Uzbrojony dryblas w kolorze khaki zniknął wściekły za drzwiami. Po bardzo długiej ciszy weszła pani i prosiła z bolesną twarzą: Niech ksiądz zdejmie tę plakietkę, bo on nie wpuści księdza do samolotu. Odpowiedziałem zmartwionej kobiecie: przecież pozwoliłem mu zdjąć, nie skorzystał… Kilka godzin czekałem na następny samolot, nie wiedząc, czy mi pozwolą lecieć. Gdy ogłaszano porę ostatniego odlotu, podeszła do mnie ta sama pani i szepnęła: On skończył służbę. Przeszedłem spokojnie przez bramkę do samolotu.


2007-05-04
FLAGI.
Odwiedzając dziś chorych w domach, ze smutkiem zauważałem na każdej ulicy, że niewiele biało-czerwonych flag powiewało przed budynkami. W śródmieściu widać było flagi na urzędach. Widocznie apele medialne nie trafiły do wszystkich serc. Z leniwych przyzwyczajeń nie tak łatwo wypędzić masy. Ongiś chorągiewki wywieszały służby porządkowe. Przed „świętem pracy” wyjeżdżały na ulice transportery z podnośnikami i dekorowano miasto kolorowymi trójkami: dwie flagi czerwone i jedna biało-czerwona, albo wszystkie czerwone. Nazajutrz po święcie z samego rana te same służby zdejmowały barwne stroiki. Nie mogły zdobić miasta w święto demokracji wszystkich w uroczystość Królowej Polski. Szeregowy obywatel był zwolniony z obowiązku patriotycznego.
Stan wojenny obudził młode społeczeństwo. Studenci wychodzili na ulice z elektronicznymi opornikami na koszulach, swetrach, bluzach czy kurtkach w okolicy serca. Oczywiście, za to można było trafić do aresztu na 48 godzin, bo ubecja odczytywała to jako znak obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec władzy wojennej.


2007-05-02
JAKI ZNAK TWÓJ?
Media nazywają dzisiejszy dzień „świętem flagi”. Spikerzy telewizyjni pokazują się z biało-czerwoną pętelką w klapie garnituru. Namawiają do wywieszania przed domami polskich barw, przywołując przykład Amerykanów. Polskie symbole i znaki są bardzo potrzebne do budowania patriotyzmu i do ożywiania dumy z przynależności do własnego narodu. W czasach komuny za wywieszenie flagi biało-czerwonej w rocznicę Konstytucji 3 Maja można było pomedytować nieco w więzieniu albo zapłacić grzywnę, i podobnie za niewywieszenie czerwonej flagi w dniu 1 maja. Czy PRL to była Polska, czy tylko na ziemi polskiej?...
Jarzy mi się w pamięci pewne wspomnienie z czasu stanu wojennego. Kiedyś trzeba było jechać w poszukiwaniu zaginionego studenta, który wybrał się z bibułą solidarnościową z Wrocławia do Wiednia. Po wielu dniach znaleźliśmy go w więzieniu w Bratysławie. Nie było możliwości żadnego kontaktu z nim; przez potężną bramę więzienną głos w słuchawce niezmiennie powtarzał: „ne możno”. Nazajutrz odszukaliśmy siedzibę konsulatu polskiego. Pan konsul mile uśmiechał się do nas aż do czasu, gdy dowiedział się, o jaką sprawę chodzi. Twarz mu stężała i nagle czas audiencji począł się szybko kurczyć. Nie otrzymaliśmy pomocy. Wychodząc z salonu zauważyłem w klapie marynarki pana konsula znaczek w kształcie granic naszego kraju, ale wnętrze tej „Polski” wypełniał monogram „PZPR”. Wszystko stało się jasne.


2007-04-30
POPARCIE.
Co za historia! I jaka szybka! Do dwóch demokratycznych gangsterów dołączył trzeci, ale z lewa. Kiedyś pełnił rolę respiratora zdychającego systemu. Był ostatnią i jedyną nadzieją; dał sobie to wmówić, ale niestety, terapia nie udała się. Teraz pewnie wspólnie założą podwórkowy klub zbrzydzonych, aby głośniej wołać: nie poddamy się demonicznemu duchowi obnażania!
No, no, to nie musiałoby być całkiem bezowocne, bo przecież każdy z nich znalazłby spore poparcie w środowiskach zachodnich, a może i wschodnich…


2007-04-29
POMNIK.
Zamieszki uliczne w Tallinie przy demontażu pomnika radzieckiego żołnierza to nie tylko okazja dla młodych Rosjan do rozbijania witryn sklepowych i upijania się cudzą wódką. To przede wszystkim emanująca z Kremla walka o pamięć. Imperializm sowiecki nie umarł w odrodzonej Rosji. Osiedleni przed laty w Estonii Rosjanie (25% całej populacji) mają zadanie obrony pamięci o „wyzwolicielach”. Niestety, po półwieczu nakaz historii zabrzmiał: wycofać się! Imperium wróciło jak zraniony dziki zwierz do matecznika, ale zostawiło wyraźny ślad – to ma ułatwić powrót, gdy pazury odrosną.
Co dziś robią Estończycy w swej suwerennej ojczyźnie? Zacierają ślady zniewolonej przeszłości i robią korektę prawdy historycznej: nie „wyzwoliciel”, lecz po prostu okupant. Jego pomnik – jeśli już musi być - to na cmentarzu!
Kiedyś, w latach pięćdziesiątych, przy negocjacjach z Austriakami o wycofaniu czerwonoarmistów, Stalin zażądał pozostawienia pomnika żołnierzy radzieckich w Wiedniu. To była cena (czy tylko jedna?), jaką zapłacili obywatele zachodniego państwa za wyjście okupanta z ich granic. Generalissimus, ciesząc się, że pozostała w jego ręku cała wschodnia Europa, otrąbił odwrót, ale nie zapomniał o pozostawieniu trwałego śladu pamięci. Jego następcy nie byli przed kilkunastu laty tacy przewidujący i stąd te zamieszki w Tallinie.


2007-04-25
NOWY TERRORYZM.
No i mamy już dwóch nowych gangsterów na politycznym podwórku! Obaj wiedzą, co robią i dlaczego to robią. Użyli broni ważnej - zobaczymy, czy skutecznej. Dwaj starsi panowie, politycy doświadczeni i dobrze postrzegani w Europie i w Stanach Zjednoczonych, rzucili swój autorytet na szalę, wypowiadając posłuszeństwo prawu ustanowionemu przez polski parlament. Na naszych oczach rodzi się swoistego rodzaju terroryzm polityczny: zrobimy wszystko, aby pomniejszyć rządzących, skoro nie możemy rządzić!


2007-04-24
BRAUN KONTRA MIODEK.
Obu panów znam od dawna i obu darzę dużą sympatią. Dziś jednak czuję dyskomfort wewnętrzny. Starszy pan, profesor UWr i członek PAN, sprzeciwia się lustracji środowisk naukowych, a młody człowiek, reżyser i publicysta tropiący anomalie społeczne, nie może strawić jego „moralnych skrupułów, jakie wywołuje lustracja”. Sięga do zastrzeżonych zasobów po-ubeckich (jak to było możliwe?) i wyprowadza stamtąd gołe oskarżenie profesora o współpracę z milicją polityczną PRL-u. I mamy skandal lustracyjny. Skandal, bo przecież nie może nie mieć racji Rada Etyki Mediów, która ostro gani Grzegorza Brauna za niepotwierdzenie dowodami zarzutów stawianych wobec Jana Miodka. Ale też nie można u tak wysokiego autorytetu pochwalić nieprzemyślanych („i ja, idiota, to podpisałem!”) działań, które mogą skutkować zszarganiem opinii.
Kazus prof. Miodka uczy jednego: nie udało mi się wyjść z zupełnie czystymi rękoma (nie mówię tu o sumieniu!) z jednej afery, nie wkładam ich w następną, choćby po wielu latach i przy diametralnie różnych układach na scenie politycznej. Po prostu: wiarygodność buduje się czystymi rękoma!

2007-04-23
BOHATERSTWO.
Uroczystość św. Wojciecha, męczennika. Rozpoczął szlak krwi przelanej na świadectwo wiary w Chrystusa Pana. Tradycja mówi o zroszonych krwią męczeńską początkach drogi Kościoła w Polsce. Iluż następnych stanęło na tym świętym i bohaterskim szlaku!
Kościół nie zmusza nikogo do bohaterstwa, ale jednocześnie skwapliwie zapamiętuje i podnosi ku niebiosom chwałę bohaterów, dziękując Bogu za łaskę, jaką otrzymali : mężnego świadczenia o Chrystusie , Bogu – Człowieku, który ukrzyżowany umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał.
W dzisiejszej Polsce na tle lustracji, czyli odkrywania zachowań Polaków w czasach komuny, wyłania się znaczący i pouczający dwugłos. Jedni, sensacyjnie nagłaśniani przez media jako przyłapani „in flagranti”, wypierają się lub wydają oświadczenia, że musieli, ale nikogo nie skrzywdzili (nie myślę tu o cynikach, którzy współpracę z ubecją nazywają ciekawą przygodą). Drudzy, wyciszeni i odnajdywani raczej tylko w kręgach towarzyskich czy rodzinnych, mówią jasnym głosem: można było postawić ubecję wobec twardego NIE! - opłacając to znoszeniem uciążliwych szykan, embargiem wyjazdów paszportowych czy ograniczeniem sławy w karierze naukowej lub artystycznej. Mówią: można było! I z tych słów nie sączy się żadne potępienie; one są mocne, wyrażają pokój wewnętrzny. Wierność jest bohaterstwem wiary. "Prosta jest ścieżka sprawiedliwego, Ty równasz jego drogę szlachetną" (Iz 26,7).
Święty Wojciechu, co byś powiedział o naszych czasach?


2007-04-18
POCZEKAJMY.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej potwierdził dziś doniesienia Życia Warszawy, że warszawska prokuratura bada, czy doszło do przestępstwa sfałszowania ubeckiej teczki ks. abpa Stanisława Wielgusa. Doniesienie w tej sprawie złożył już 6 marca senator Adam Biela, prof. KUL.
Poczekajmy. Cierpliwości!


2007-04-13
SPĘTANE KONIE.
O godności człowieka i jej źródłach, o życiu człowieka w czasie i poza czasem, o początku człowieka i o jego ostatecznym celu, o śmierci człowieka i powołaniu do wieczności powinni rozmawiać filozofowie i teologowie, a nie politycy. Wczorajsza debata sejmowa aż nadto potwierdziła tę zasadę. Politycy rżeli na siebie jak konie spętane ideologiami własnych partii.
Zabrakło Mądrości. Gdzież się podziali pokorni i odważni słudzy Odwiecznej Mądrości?... Bo przecież nie są nimi tzw. „eksperci prawni”.


2007-04-12
WIOSNA.
Pochowaliśmy księdza Staszka. Przyszło na pogrzeb bardzo wielu kapłanów; byli dwaj arcybiskupi, nasz wrocławski i z Przemyśla grecko-katolicki, Jaś z roku.
Pogoda wręcz cudowna, wszystko chce żyć! My w tę wiosnę wnosiliśmy trumnę z nieboszczykiem. A może wynosiliśmy?...


2007-04-10
DIALOG.
Wzruszająco zabrzmiał mi dziś podczas liturgii dialog między Magdaleną a Chrystusem Zmartwychwstałym. Wystarczyły tylko dwa słowa. Dwa serdeczne imiona: Mario! i Rabbuni! Pełne wzajemne rozpoznanie serc.
W niedzielę wielkanocną zapytałem na GG pewnego 16-latka:
-Byłeś już dziś w kościele?
-Byłem.
-Spotkałeś Jezusa?
-Spotkałem.
-I co Mu powiedziałeś?
-Że Go kocham.
-Odpowiedział ci?...
-Tak, że zawsze będzie przy mnie.


2007-04-08
ZMARTWYCHWSTANIE.
Wielkanoc. Dwie wiadomości o śmierci dobiegły mnie dzisiaj. Umarła dziś po południu matka Ewy, artystki. Długo chorowała, leżała w szpitalu. Ewa musiała oderwać swój wzrok od malowanych obrazów, jej oczy wpatrywały się w gasnący powoli płomyk życia. Oczy łzawią, serce płacze, bo śmierć matki zawsze przebiega przez środek serca dziecka. Bez matki już nic nie będzie jak dawniej.
Późnym wieczorem zmarł kolega seminaryjny z mojego roku, Stasiu Dudek. Był wykładowcą na wydziale teologicznym i jednocześnie proboszczował na Ołtaszynie. Anioł śmierci zjawił się nagle, choć Staszek w ostatnich latach tężyznę fizyczną jedynie pozorował dla obcych oczu. Chyba dobrze, że tak nagle, bo kto by czuwał przy jego łóżku? A czy ktoś serdecznie zapłacze nad jego trumną? Ks. dziekan załatwi ostatnie formalności, koledzy dołączą do celebry parafialnej, ks. arcybiskup zmówi modlitwę nad grobem. Śmierć księdza jest ostatnim aktem oddania samotności kapłańskiej Chrystusowi ukrzyżowanemu. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?!” (Mt 27,46). Ciark