JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

PO UPADKU MOLOCHA

Homilia w kościele garnizonowym św. Elżbiety we Wrocławiu
podczas Mszy św. w 20. rocznicę powstania "Solidarności Walczącej" dnia 15.06.2002r.
(tekst autoryzowany)

Oto posąg bardzo wielki (...) a widok jego był straszny(...) A oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je. (Dn 2, 31.34)

Drodzy bracia i siostry!
Przyszliśmy tu głęboko się pokłonić Bogu i podziękować za 20 lat „Solidarności Walczącej”. Podziękować za lata, które są naznaczone naprawdę wielkim wysiłkiem umysłowym, powiedziałbym nawet: proroczym. Kto pierwszy umiał wtedy przewidzieć?... Wielu z nas na początku lat 80-tych nie wierzyło, że komuna, ten moloch o glinianych nogach, może się zawalić! Rozprawialiśmy o socjalizmie z ludzką twarzą, mówiliśmy o konieczności reformy systemu. Tymczasem tu nic nie nadawało się do poprawiania. Trzeba było całość odrzucić... Trzeba było odsowietyzować politykę! I „Solidarność Walcząca” o tym nas przekonywała w tysiącach ulotek i w biuletynach podziemnych.
Dzisiaj, po dwudziestu latach, nie jesteśmy, niestety, w pełni usatysfakcjonowani. Zdajemy sobie sprawę, że lustracji już nie będzie. Stało się jasne, że ludzie, którzy powinni być odsunięci za to, kim wtedy byli i co czynili, przy obecnej większości parlamentarnej, nie będą rozliczeni, bo obwarowali się prawem przez siebie ustanowionym. A najgorsze i najsmutniejsze jest to, że mają tylu klakierów, sympatyków i bezkrytycznych popleczników... spośród nas. - Skąd się to bierze? - Ze zwyczajnej obłudy i cwaniactwa społecznego! Jezus powiedział wyraźnie: „Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16,13).
Przyszliśmy więc tu nie tylko wspominać. Wspominanie tylko wtedy ma sens, kiedy się uczymy, wyciągamy wnioski z przeszłości. Jednego nauczyliśmy się z pewnością, że wszelkie molochy, które na krzywdzie i na kłamstwie budują swoją władzę, wcześniej czy później padną. I nie ma sensu ich reformować. Nie ma sensu! Słyszeliśmy przed chwilą w liturgii słowa: kto ma nogi z gliny, musi paść, choćby wszystko inne miał ze złota, srebra, miedzi czy żelaza. O fundament tu chodzi! Jeżeli człowiek wartości transcendentnych nie uczyni fundamentem swojego życia, zostaje sam ze swymi mizernymi siłami, chociażby całe dywizje stały za nim. Ci którzy wyrzekli się sił Bożych, jedni od 1917 roku , inni od 1933 roku, gdzie są dzisiaj? Jednego wodza wyrzucono z mauzoleum, a o drugim nawet nie wiadomo, gdzie jego grób.
Moi drodzy, wspominając trzeba również umieć uderzać się we własną pierś. To jest prawo i obowiązek świętowania każdego jubileuszu. Odpowiedzialności za los naszej Ojczyzny nikt z nas nie zdejmie! Trzeba będzie odpowiedzieć nie tylko wobec minionych pokoleń Polaków tworzących tysiącletnią chrześcijańską tożsamość narodową, ale również wobec pokoleń przychodzących: jak je przygotowujemy do stawiania oporu wobec atakującego zła moralnego. Popatrzmy: oto po dwudziestu latach spadkobiercy komuny, którzy jako młodzieżowi działacze karmili się jej ideałami walki klas i prymatu partii, teraz w nowych maskach, w nowych kolorach liberalizmu, ale ze starą butą ateistyczną, rządzą naszym krajem. Kto dopuścił do tego, kto to sprawił?! Rządzący ironizują: Naród nas wybrał! - To prawda, naród wybrał, nie wybierając! I to była nasza głupota. Mamy więc lewicę rozjuszoną w używaniu władzy. Oto skutek opieszałości obywatelskiej i braku spójności między myśleniem a działaniem. Gdy komuna sięga po władzę, my umywamy ręce. Wolimy, gdy ktoś nam poda Polskę na talerzu. Nie pytamy jaka ta potrawa, byleby tylko napełnić swe żołądki. Czyż tu nie powinniśmy, jako społeczeństwo obywatelskie, zadbać o solidarność walczącą o tradycyjne polskie wartości patriotyczne?...
Popatrzmy dalej, moi kochani, co się dzieje w szkołach? Popytajcie nauczycieli, katechetów. Wszyscy mówią jednogłośnie: w szkole dzisiejszej jest niemożliwe wychowywanie i jakże utrudnione nauczanie! Dlaczego? Bo po przełomie ustrojowym uchwalono w Polsce takie prawo, które daje większe możliwości oporu uczniowi niż możliwości stosowania środków wychowawczych nauczycielowi. I to właśnie w imię demokracji! Czyż to nie jest chore? Liberalni politycy stworzyli takie prawa w szkole, że gdy chcesz słusznie ukarać ucznia, to cię nastolatek będzie prokuratorem straszył. Powiecie: to jest do uratowania, można to naprawić, ale kto to uczyni? Umordowany nauczyciel? Katecheta?... Przecież ci ludzie nie mają żadnego wsparcia nie tylko w rządzie, ale i w rodzicach. Sam ucząc w szkole usłyszałem od pewnego ojca: to zadaniem księdza jest nauczyć mego syna, za to ksiądz dostaje pensję! I nie można było przekonać rodzica, że nauczyć można tylko człowieka, który chce się nauczyć i który z domu rodzinnego wynosi głębokie przekonanie, że w szkole trzeba się uczyć, że w szkole trzeba być posłusznym, że trzeba słuchać uważnie tego, co mówi nauczyciel. Wolność to nie jest rozpasanie obyczajowe i przeszkadzanie wszystkim dokoła. Tego nikt w rodzinach naszych nie uczy! Bo rodzice robią biznesy i nie maja czasu dla dzieci. Bo dzisiejsi rodzice, trzydziesto- czterdziestoletni, nie potrafią wychowywać! Nie wiedzą, dla jakich wartości mają wychowywać.
Największy autorytet naszych czasów uczył nas przed pięcioma laty na „Statio Orbis” we Wrocławiu: „W sytuacji pustki w dziedzinie wartości, gdy w sferze moralnej panuje chaos i zamęt, wolność umiera, człowiek z wolnego staje się niewolnikiem, niewolnikiem instynktów, namiętności czy pseudowartości”. Kto dziś słucha Jana Pawła II? Kto wprowadza Jego nauczanie w życie? Owszem, rodzice i dyrekcje nadają swoim szkołom imię Jana Pawła II, a jednocześnie nowi urzędnicy państwowi przygotowują zmianę programu wychowania do życia rodzinnego na warsztaty przysposobienia seksualnego, czyli jak być już od dziecka rozpustnikiem, a nie zarazić się aidsem. A najstraszniejsze jest to, że orędownicy rozpusty młodocianych usprawiedliwiają wszystko nowoczesnością, demokracją i właśnie wolnością. A co na to rodzice? – Przyklaskują lub milczą! Wszystko w imię wolności! To prawda, słowo Boże obwieszcza nam wspaniałą nowinę: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1), ale jednocześnie przestrzega nas: „Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału”(Ga 5,13). Każdy świadomy katolik rozumie tę przestrogę. Wolność - tak, ale nie z pominięciem integralnej prawdy o osobie ludzkiej. Osobie wspaniałej, ale jednak skażonej grzechem pierworodnym! Jakże tu potrzebna jest rodzicielsko-nauczycielska solidarność walcząca o wartości najwyższe w duszach dzieci i młodzieży!

Drodzy bracia i siostry!
Trzeba nam dzisiaj nie tylko utwierdzać nasze wspomnienia o „Solidarności Walczącej” sprzed dwudziestu laty. Trzeba wziąć się do pracy! Naprawdę, nikt tego za nas nie zrobi. Trzeba szukać metod dla tej pracy właściwych. Zbliżają się wybory samorządowe - ileż tu pracy! Czy znowu postkomuniści mają się zdyscyplinować i wygrać wybory?... Gdzie jest nasza odpowiedzialność za nasze miejsce, w którym żyjemy, pracujemy i modlimy się? O mobilizację i aktywność woła obecny czas!
Zagospodarowanie odzyskanej wolności musimy oprzeć na Ewangelii. Na słowie i czynach Jezusa, które żyją w Kościele. Zauważmy, kto dzisiaj na świecie upomina się o nieprzemijające wartości ludzkie? Kto w Polsce jeszcze ma odwagę mówić na przykład, że wysypywanie zboża na tory jest grzechem ciężkim? To jest chleb! Jeżeli Bóg podniósł chleb do tak wysokiej rangi, że przemienił w swoje ciało i dał nam jako pokarm na Życie - to pytam się: jakie są te ręce, jakie to sumienia, jaki jest ten rozum, który czyni z chleba narzędzie walki partyjnej?! Chleb karmi, chleb łączy! Wzywam tych, którzy byli w Dachau, którzy byli w Auschwitz, niech nam przypomną dzisiaj, jak się ceni chleb! Wzywam sybiraków, niech jeszcze raz opowiedzą, jak matka od ust odejmowała sobie drobinę chleba, by dać dziecku, bo ono ma większą przyszłość przed sobą...
Mądrości nam trzeba! Ale mądrości, która wypływa z Prawdy Bożej, mądrości opartej na doświadczeniu dwóch tysięcy lat Kościoła. – Gdy odrzucimy Ewangelię, gdy zaczniemy niszczyć tysiącletnią mądrość Kościoła, co pozostanie Polakom?... Kościół nie jest bezgrzeszny - ale widząc w nim tylko ludzkie wady i nic więcej, pozbawiamy Ojczyznę tak bardzo dziś potrzebnego światła Bożego. Dzisiejsze słowo Boga z Księgi proroka Daniela chce nam powiedzieć, że to „kamień” Mądrości Bożej, a nie ludzkiej, pokonał komunę, „ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je” (Dn 2,34).
Dziękujemy dziś „Solidarności Walczącej” za dobro w wielkim trudzie wypracowywane w czasie bardzo niebezpiecznym. Ci ludzie solidnie się napracowali, nie pozwalając naszej świadomości usnąć w niewiedzy i poczuciu niemożności. Pamiętamy i dziękujemy za każdą wydrukowaną „bibułę”, która w stanie wojennym dochodziła do naszych rąk. To przecież oni zawsze płacili swą wolnością. Dzięki nim mieliśmy właściwe rozeznanie sytuacji, podczas gdy wszystko, co wychodziło drukiem, było lawiną kłamstwa. Chwała im za wiele innych podziemnych działań, a nade wszystko za to, że nie cofali się, gdy słuszna sprawa wymagała odwagi i cierpienia.
Chwała organizatorom dzisiejszej uroczystości, że zechcieli ją rozpocząć od Mszy świętej, od dziękczynienia składanego Przedwiecznemu. Ten zwyczaj pozwala nam na umocnienie naszej nadziei. Bóg widzi wszystko i nagradza. Nie pozwoli żadnemu naszemu dobru przejść bez echa do wieczności. Amen.



2006-01-26
2002

Więcej