JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

W NIM SIĘ SPOTKAŁO NIEBO Z ZIEMIĄ

Wrocław, 8. kwietnia 2005 roku,

kościół M.B.Częstochowskiej.
(Homilia na Mszy św. w dniu pogrzebu Jana Pawła II) Apostołowie cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa (Dz 5,41) Drodzy bracia i siostry! Przynieśliśmy ze sobą serca pełne smutku po odejściu Jana Pawła II do Pana. Chcemy tu, u ołtarza Pańskiego wylać nasz żal, bo przywiązaliśmy się mocno do naszego Ojca świętego. W sobotę 2 kwietnia o godz. 21:37 zabrakło nam kogoś najbliższego. W ostatnich dniach trwaliśmy wiernie przy jego łożu konania. Czuwaliśmy przy tym chwiejnym płomyku życia, osłanialiśmy go naszymi modlitwami. Błagaliśmy Bożą Opatrzność o cud wyzdrowienia Papieża z coraz mniejszą pewnością. Wielki smutek rozlał się po naszej ziemi. Papież jednak i tym razem nas zaskoczył. Nie mogąc już wydać głosu, napisał na kartce: „Jestem radosny i wy bądźcie radośni”. Przedziwne, niespotykane słowa umierającego człowieka, wyjątkowe jak cała osobowość Jana Pawła II. Dziś, w piątek przed południem, usłyszeliśmy w homilii pogrzebowej z Rzymu słowa dziekana Kolegium Kardynalskiego Josepha Ratzingera: „Papież cierpiał i miłował w jedności z Chrystusem”. Scena z Dziejów Apostolskich, którą ujrzeliśmy przed chwilą w liturgii słowa, ukazała nam Apostołów Piotra i Jana, którzy „cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa”. Papież w swoim nauczaniu cierpienie nazywał za starożytnymi autorytetami Kościoła „tajemnicą nieprawości”, grzechu, z którego się zrodziło. Ale przecież nie grzech ma ostatnie słowo w historii człowieka! „Chrystus cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens. (...) Męka Chrystusa na krzyżu (...) wprowadziła w ludzkie dzieje, które są dziejami grzechu, cierpienie bez winy, podjęte wyłącznie z miłości.” (Pamięć i tożsamość, s.171-2). W tej nauce, potwierdzanej własnym cierpieniem nauczyciela, znajdujemy ten heroiczny sens ostatniego przesłania papieża boleśnie konającego: „Jestem radosny i wy bądźcie radośni”. Jan Paweł II był do końca w każdym calu swego życia apostołem Jezusa. Drodzy bracia i siostry! Obserwując od dawna bohaterskie zmagania z chorobą cierpiącego Pielgrzyma, znajdujemy w sobie pytanie pełne zdumienia, jakie stawiali słuchacze w Nazarecie na temat samego Jezusa: „Skąd On to ma?”(Mk 6,2). Odpowiedź możemy znaleźć w Testamencie Jana Pawła II, gdzie dziękuje Bogu za ocalenie w zamachu na Placu św. Piotra w 1981 roku: „Ten, który jest jedynym Panem Życia i śmierci, sam mi to życie przedłużył, niejako podarował na nowo. Odtąd ono jeszcze bardziej do Niego należy”. Odtąd jeszcze bardziej... Tak, bo zawsze, od swej młodości, Karol Wojtyła trwał przy Bogu. Żył z Nim na co dzień - przez Maryję - „Totus Tuus”. Przyjęty wtedy szkaplerz karmelitański był najbardziej adekwatnym tego wyrazem. Tak, Karol Wojtyła zawsze był człowiekiem wielkiej wiary! Przy lekturze już najwcześniejszych jego wierszy spotyka nas zaskoczenie, że tak młody poeta, odkrywając swą muzę, wie, kto jest jedynym celem najwyższego uniesienia ducha: Chodzę po Twych gościńcach – słowiański trubadur przy sobótkach gram dziewom, pasterzom wśród owiec, - ale pieśń rozmodloną, pieśń wielką jak padół rzucam przed tron dębowy Jedynemu Tobie. Karol miał wtedy zaledwie 19 lat. Jak każdy młody człowiek doświadczał pewnie swej niedoskonałości, poznawał swą niewydolność i niewystarczalność, ale zawsze wiedział, że należy do istot nieśmiertelnych: (...) słów nie staje. I jestem, jak strącony anioł - posąg na kamienisku, marmurze cokołu; aleś tęsknot tchnął w posąg i w strzelistość ramion, że się zrywa, że pragnie. – Z takich jestem aniołów. Te młodziutkie i butne słowa Karola Wojtyły, czyż nie otrzymują niezmiennego potwierdzenia w nauczaniu Jana Pawła II? - „Jeżeli jesteśmy prochem i w proch się mamy obrócić, to jednak nie wszystko się kończy”. Zdobyte w wadowickim gimnazjum klasyczne „Non omnis moriar” Jan Paweł II doprowadzi do „Rozstania się z tym światem – aby narodzić się dla innego, dla świata przyszłego, którego znakiem decydującym, wymownym jest dla nas Zmartwychwstanie Chrystusa” – czytamy w Testamencie. Jego dusza była zanurzona w Bogu, nieustannie kontemplowała oblicze Syna Bożego. Jego osobowość była monolitem, ale nie z marmuru czy ze spiżu. On nieustannie się rozwijał ku Bogu jak kwiat ku słońcu. Pochylając się nad słowem Bożym, czuł jednocześnie nieustanne pochylanie się Boga nad nim. Jego doświadczenia poetyckie są po prostu mistycznymi przeżyciami. Bóg nigdy nie był mu daleki. Ktoś się długo pochylał nade mną. (...) To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru, które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną, chociaż przemija opodal – lecz wtedy staje się wiarą i pełnią. To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru, taka milcząca wzajemność. Jan Paweł II w Jubileuszowym Roku 2000 zachęcał do kontemplacji Oblicza Zbawiciela. Dodawał odwagi, by stawać jak najbliżej Bożego Syna. To miało się stać programem pogłębienia duchowego chrześcijan wkraczających z dziękczynieniem w sercach w nowe Tysiąclecie dziejów zbawienia. Z tego samego pragnienia i przeświadczenia, że Jezus jest bliski człowiekowi w Eucharystii i słowie swoim, zrodziła się decyzja o ogłoszeniu Roku Eucharystii w całym Kościele. I znowu, moi drodzy, popatrzmy: pierwsze ziarna tego siewu żywej wiary znajdujemy już w duszy młodego studenta, 24-letniego Karola: Uwielbiam cię, blade światło pszennego chleba, w którym wieczność na chwilę zamieszka, podpływając do naszego brzegu tajemną ścieżką. (...) Aż dotąd doszedł Bóg i zatrzymał się krok od nicości, tak blisko naszych oczu. Zdawało się sercom otwartym, zdawało się sercom prostym. ze zniknął w cieniu kłosów. Chleb eucharystyczny jest nie tylko znakiem, czy też rzeczą leżącą na ołtarzu, dla Wojtyły był zawsze dynamiczną Obecnością najbliższego, choć ukrytego, Boga. Wystarczyło zobaczyć Jana Pawła klęczącego w kornej adoracji przed Najświętszym Sakramentem: twarz pełna skupienia i łagodności zarazem. Przed każdą Mszą świętą przygotowywał się długo na klęczkach rozmodlony, jak do spotkania z Kimś najważniejszym i najgodniejszym. Pamiętam takie „praeparatio” w Castel Gandolfo przed godziną ósmą rano. Papież przygarbiony, zatopiony w rozmowie z Bogiem, dźwigający sprawy całego Kościoła. Jak on mógł udźwignąć taki ciężar!? Po odpowiedź koniecznie trzeba wrócić do młodzieńczej poezji Karola: W jednym spojrzeniu dziecięcym skupionym w łagodnej Hostii spotkałem się z Ojcem Niebieskim, który patrzył z niezmierną miłością. (...) Często stamtąd długo na mnie patrzy spojrzeniami przykuwając mi twarz – Czy ty wiesz, czy ty wiesz, mój bracie, jak miłuje nas Ojciec nasz? To Bóg od początku w nim obecny przez mistyczne doznania, przez łaskę miłości ogarniającej jego duszę, dźwigał ten ciężar. Bóg umiłował Karola Wojtyłę od początku jego życia. On go prowadził od doświadczenia do doświadczenia, od decyzji do decyzji, aż wreszcie do tej finalnej: „przyjmuję wybór kolegium kardynałów”. Prowadził go przez cały pontyfikat pełen trudnych wyborów, krętych meandrów teologiczno-społecznych i politycznych. Bóg prowadził go w apostolskim pielgrzymowaniu do narodów i do człowieka. Papież Boga objawiał całą swoją osobowością, nauczaniem i przeżywaniem rzeczywistości Kościoła. Całą swoją miłością. Jan Paweł II to monolit, spójna osobowość działająca w harmonii duszy i ciała, umysłu i serca, nauki i wiary, woli Bożej i wolności człowieka. W nim się spotkało Niebo z Ziemią. Dziś żegnamy Ojca św. Jana Pawła II, zaiste Wielkiego! I modlimy się o jego rychłą beatyfikację, dołączając do woli ludu Bożego zebranego rankiem na Placu św. Piotra i wołającego jednym głosem: "Santo! Santo subito!". Niech Pan wysłucha tego wołania. Amen. Cytowania poezji Karola Wojtyły pochodzą z poematów: "Magnificat"(1939r.) oraz "Pieśń o Bogu ukrytym"(1944).


2006-06-28
2005

Więcej