JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

Odpowiedź na pytania gimnazjalistów 2015
Pytania do projektu IPN "Z modlitwą Ojczyźnie".
(Pytania te napisali uczniowie gimnazjum, 2015).



1. Gdzie spędził Ksiądz dzieciństwo i jak był wychowywany i jak wspomina ten czas?

Dzieciństwo moje radosne rozpoczęło się niedaleko Łucka na żyznej Ziemi Wołyńskiej, było tyleż piękne, co krótkie. W 1943 roku ta piękna ziemia płonęła nocnymi pożarami i przeorana została brutalną, śmiercionośną nienawiścią. Płonęły bardzo liczne wsie, przysiółki i wielkie gospodarstwa z całym żywym inwentarzem. Polacy nocą napadnięci przez nacjonalistów ukraińskich, bardzo często swych sąsiadów, jeżeli zdołali uciec i skryć się, byli obserwatorami zagłady swego wielopokoleniowego dorobku i zatracenia pięknej kultury współżycia sąsiedzkiego, jaka była budowana przez pokolenia i wieki. Niewielu uszło z życiem. Moja Mama ze mną na ręku wyskoczyła z parterowego domu przez okno. Tuż za zabudowaniami dopadł ją wściekłością pijany banderowiec, ranił nożem w szyję i odrzucił wraz z dzieckiem w podmokłe chaszcze. Tylko cudowna pomoc Anioła Stróża doprowadziła do ocknięcia sie Mamy i odnalezienia płaczącego trzylatka. Nie inną też ingerencją da się wytłumaczyć fakt, że po dramatycznym nocnym błądzeniu natrafiliśmy na płonącą lampę w oknie jakiejś chaty? Wewnątrz była tylko kobieta, Ukrainka, mężczyźni jeszcze nie wrócili z nocnej rzezi. Ona - sprawiedliwie trzeba zaświadczyć -opatrzyła nas, nakarmiła i ubrała. O świcie wyprowadziła na drogę do wioski w lesie okopanej i bronionej przez polskich partyzantów. Stamtąd po kilku latach powojennych droga życiowa zaprowadziła mnie na Ziemię Dolnośląską.

Pytacie, jak wspominam ten czas?
Złe obrazy - na szczęście - szybko straciły swą ostrość i ból, choć nie znikły. Lata szkolne, od najwcześniejszych aż po studia uniwersyteckie na KUL-u, wypełniały moją duszę nową treścią, a życie kapłańskie intensywnie zanurzało w bieżącą codzienność. Jednak dzieciństwo "nierozliczone" wypłynęło z podświadomości w latach 60-tych na fali burzliwej reakcji politycznej w kraju w związku z listem księży biskupów polskich skierowanym do księży biskupów niemieckich z wyrazami przeproszenia i z prośbą o wybaczenie. Po słynnym kazaniu w katedrze wrocławskiej ks. abpa Bolesława Kominka - po jego powrocie z Soboru Watykańskiego II - mimo potężnej komunistycznej nagonki poniżającej autorytet Kościoła w kraju, łatwiej było wierzącym Polakom zobaczyć ogromne znaczenie wyciągniętej ręki Polski chrześcijańskiej do narodu agresorów i okupantów wojennych. Ten słynny List na każdy czas postawił problem pokoju między ludźmi na fundamencie Ewangelii Jezusa Chrystusa: "Miłujcie waszych nieprzyjaciół. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski"(Mt 5,44. 6,14). Ewangelia jest niepodważalna i obowiązuje w każdej sytuacji. Musiałem więc stanąć w Prawdzie wobec mojej pamięci i odnawiających się uczuć z dzieciństwa zwłaszcza wtedy, gdy media wracały do "rzezi wołyńskiej" z okazji okrągłych rocznic. Długo trwałem przed Najświętszym Sakramentem. Wstałem od modlitwy z przekonaniem: pamięć - tak; nienawiść - nie.
Dziś, gdy Ukraińcy na swoim wschodzie cierpią z powodu agresji putinowskiej Rosji i rozpaczliwie walczą o swą suwerenność i wolność, staję po ich stronie. Bogu ich los polecam i włączam się w akcję pomocową.













2. Co miały w sobie kazania głoszone w stanie wojennym (chodzi o to, dlaczego ludzie chcieli ich słuchać)?

To pytanie chyba nie do mnie. Trzeba by raczej pytać słuchaczy. ..
Jako kaznodzieja mogę podzielić się moją obserwacją tego, co się działo w stanie wojennym. Przez pierwszy miesiąc "wojny jaruzelskiej" z Narodem - od niedzielnego ranka 13 grudnia 1981 roku - kraj pogrążony był w apatii. Terror wojskowo-ubecki na ulicach, w zakładach pracy, w biurach, szpitalach, w teatrach i galeriach artystycznych, na uczelniach i w rodzinach nocami pozbawianych ojców i synów, zaowocował smutkiem i poczuciem bezsilności. Więzienia i areszty były przepełnione. W sądach w trybie natychmiastowym wyrokowano i pozbawiano wolności przeciwników WRON-y. Znani działacze zdelegalizowanej Solidarności ukrywali się, zmieniając co rusz miejsce pobytu. Godzina milicyjna wypłaszała ludzi z kawiarni i restauracji. Na ulicach straszyły czołgi i pancerne wozy z armatkami wodnymi, a uzbrojeni żołnierze rozpędzali wszelkie, nawet 2-3 osobowe grupki młodych. Nie słychać było śmiechu na ulicach, nie opowiadano sobie żadnych anegdot. Telefony zablokowane. W sklepach pustki i na stacjach benzynowych dniami i nocami czekały długie sznury samochodów. Reglamentowano dosłownie wszystko, nawet cukierki dla dzieci. Marazm i ponura szarość życia skutego rygorem prawa wojennego - cisza rozległa i beznadziejność. Tylko w kościołach słychać było pacierze szeptane do Boga o ratunek.

Bóg cierpliwie "przeczekał" tę podskórną ciszę. Byłem na skupieniu religijnym w górach, gdy pod koniec grudnia dotarli do mnie konspiracyjnie młodzi ludzie z Solidarności na naradę: co robić, jak ożywić przygaszonych rodaków we Wrocławiu? Postanowiono zaprosić mieszkańców do katedry na Mszę św. w intencji Ojczyzny w dniu 13-tym stycznia1982. Mnie poproszono o słowo religijne i patriotyczne "ku pokrzepieniu serc". Tak się zaczęła modlitewna lawina nieujarzmionego polskiego patriotyzmu i natychmiast ogarnęła cały kraj. W katedrach, kościołach i kaplicach, często otaczanych kordonami uzbrojonych ZOMO-wców, wznosiła się ku Bogu pieśń "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". Rzesze wierzących odzyskiwały w modlitwie moc ducha odporu wobec zbrojnego ucisku władzy komunistycznej. Wojna generała Jaruzelskiego z bezbronnymi obywatelami była nierówna i bolesna, przyniosła ponad sto ofiar śmiertelnych. Śmierć zastrzelonych górników w kopalni Wujek i morderstwo warszawskiego kapelana Solidarności, dziś już błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki ukazały wzniosłe, nie jedyne, przykłady bohaterskiego patriotyzmu wspaniałych Polaków. A z drugiej strony te morderstwa pokazały, ile okrutnej nienawiści może się zmieścić w sercach ludzi władzy bez Boga i bez sumienia.

Pytacie, dlaczego ludzie chcieli słuchać kazań w stanie wojennym?
Dlatego, bo byli spragnieni prawdy i nadziei.
Ambona w tamtym czasie była jedynym źródłem duchowych wartości w państwie polskim poszukiwanych jak woda na pustyni. Propaganda władzy do tego stopnia bezczelnie zakłamywała rzeczywistość, że Polacy prowadzeni narodowym instynktem spontanicznie gromadzili się na Mszach za Ojczyznę. Nie brakowało wtedy kapłanów, którzy w kraju odważnie nazywali po imieniu to, co wojskowa władza serwowała swym obywatelom. Czy księża czuli się wtedy bezpieczni? - Skądże! Byli nękani przez ubecję w najprzeróżniejszy sposób: wzywani na komendy milicyjne, przesłuchiwani całymi dniami, nachodzeni i inwigilowani w mieszkaniach, przetrzymywani w aresztach, oskarżani i sądzeni przez sądy wojskowe. Wielu z nich zostało dotkliwie pobitych, inni zginęli zamordowani przez tzw. "nieznanych sprawców". Paradoksalnie jednak te brutalne szykany wzmacniały w opinii wiernych autorytet odważnych kaznodziejów. Szczególnie młodzież licealna i akademicka ceniła sobie tych księży i gromadziła się wokół nich, szukając wskazówek dla godnego życia w trudnym czasie.








3.Jak wspomina Ksiądz stan wojenny, co najbardziej utkwiło Księdzu w pamięci?

Wiele wydarzeń i sytuacji z tamtego czasu tkwi wciąż w mojej pamięci. Tym bardziej, że moja działalność kapłańska nie ograniczała się do ambony katedralnej i pracy homiletycznej w seminarium duchownym. Współpracowałem przez ponad 15 lat z ks. Aleksandrem Zienkiewiczem, dziś sługą Bożym, wśród strajkujących studentów na różnych uczelniach. Stan wojenny, ze swoimi restrykcjami wobec świata artystycznego stał się dla mnie również wezwaniem do objęcia troską duszpasterską wolnych wrocławskich twórców, tym bardziej, że przyszli i prosili o to. Trzeba było dla nich stworzyć duchowe miejsce azylu i przyjazną przestrzeń ekspozycyjną, zwłaszcza dla dyplomantów, którym odebrano możliwość pokazania prac na zakończenie studiów. Wrocław wyróżnił się w ówczesnym polskim świecie kultury tym, że zorganizowaliśmy w naszym duszpasterstwie dwukrotnie Biennale "Droga i Prawda" - niezależne sympozja i wystawy dzieł artystów z całej Polski. To był wielki sukces krajowy, także i w tym sensie, że nie przestraszyliśmy się gróźb i zaklęć wszechwładnego cenzora. Wielką radość i satysfakcję przeżyliśmy w 1983 roku na spotkaniu z Janem Pawłem II na wrocławskich Partynicach.
Na koniec wspomnień o stanie wojennym opowiem o głębokim wzruszeniu, jakie mi dane było przeżyć w szpitalu akademickim, gdzie przez pewien czas ukrywałem się przed prokuratorem i rozprawami sądowymi. Pierwsze kazanie w stanie wojennym z 13 stycznia 82 było przemycone na taśmie na Zachód. Słyszał je Ojciec święty Jan Paweł II na Watykanie. Po dwóch miesiącach kilkakrotnie emitowało je Radio Wolna Europa. Pewnej niedzieli wieczorem wtargnął do sali szpitalnej tajemniczy mężczyzna z ręką zagadkowo schowaną za plecami. Zapytał o moje nazwisko. Kiedy wstałem z łóżka i powiedziałem tak, to ja jestem, wyciągnął zza pleców bukiet goździków białych i czerwonych i powiedział: To od Polski - z wdzięcznością. Zaniemówiłem, a on przepraszał za tak późną wizytę. - Księże, dziś rano Wolna Europa nadała księdza pierwsze kazanie, a następnie komunikat, że autor leży chory we wrocławskim szpitalu. Z tymi kwiatami obszedłem wszystkie szpitale w mieście, wreszcie trafiłem tu. Odnalazłem księdza. Jestem szczęśliwy.


4. Co inspiruje Księdza do pisania poezji?

Nie umiem odpowiedzieć dokładnie na to pytanie. Kiedyś od przyjaciela usłyszałem najkrótszą recenzję: "Twoje wiersze sięgają w głąb, dotykają nieba".
Recenzja, istotnie, najkrótsza i brzmi nieco patetycznie, ale prawdą jest, że sporo moich wierszy wyłania się z modlitwy, albo zmierza ku modlitwie. Wielu znanych poetów, a także ich opisywacze, zaklinają czytelnika, by nie utożsamiał natchnienia poetyckiego z natchnieniami Ducha Świętego. Ja nie utożsamiam, ale często łączę.
Duch Święty jest moim Wielkim Niewidzialnym Przyjacielem. Duch Święty kocha w całości moje tworzenie. Gdy staję przy ambonce, modlę się bezgłośnie: przyjdź, Duchu Święty i napełnij mnie twymi Bożymi natchnieniami.
Z wierszami jest różnie, tu działa "zasada nieoczekiwalności". Wiersze mają we mnie swoje gniazdo i własne życie, ujawniają się, kiedy chcą. Biada mi, jeśli nie mam wtedy pióra w ręku. Pozwólcie, że zakończę tę wypowiedź małym przykładem:

WIERSZ

Nagle wytrysnął
płacze krzyczy śmieje się
najgorętszy gejzer mowy

Na jedno tchnienie znieruchomiał
a potem spłynął całym ciałem
i wsiąka powoli
w szczeliny samotności

Ks. Mirosław Drzewiecki


2015-05-31


Więcej