JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

HOMILIA IMIENINOWA_2015
Wrocław, 28 lutego 2015 roku.
Kościół św. Ap. Piotra i Pawła.

Homilia Imieninowa
Wujkowi w 20-tym roku odejścia do Pana

... i zaprowadził ich na górę wysoką.
(Mk 9,2)

Na górę wysoką prowadzi nas dzisiaj Wujek, sługa Boży ksiądz Aleksander Zienkiewicz. Pamiętamy, że Wujek nigdy nie gromadził nas dla siebie. Zawsze prowadził do Jezusa. Dziś z okazji Imienin ks. Aleksandra w roku jego 20-tej rocznicy odejścia do Pana, idziemy za nim, by stanąć przy Chrystusie. A ewangelia dzisiejsza mówi nam o tym, jak Chrystus Pan - Mistrz i Przyjaciel - zaprowadził swych uczniów na górę Tabor. Na tej galilejskiej "górze wysokiej" przemienił się przed ich oczyma, odsłonił swą wielką Tajemnicę: Boskość. To ewangeliczne przesłanie stało się orędziem Bożym nie tylko dla trzech wybranych apostołów, ale dla całego Kościoła po wszystkie czasy. Jeżeli dziś stoimy tu razem z Wujkiem w duchowej łączności, to słyszymy, jak nam podpowiada, że życie nasze jest drogą wiary. Drogą na górę, tam ma się coś nadzwyczajnego stać.

Zajrzyjmy jeszcze na chwilę do Księgi Rodzaju. Co się stało na górze Moria? Obserwujemy tragedię człowieka, która w końcu przemieniła się w radość. Wolą swoją Bóg zaprowadził Abrahama i jego syna Izaaka na górę, aby tam z jednej strony obronić swą Obietnicę - zachować życie Izaaka, jedynego syna spadkobiercę, przyrzeczonego uroczystym boskim słowem na protoplastę narodu wybranego. A z drugiej strony widzimy Izaaka dźwigającego na ramionach drzewo na stos ofiary całopalnej. Obraz ten zapowiada daleką przyszłość, w której dokona się zbawcza ofiara posłanego na ziemię Syna Bożego. Wszystko to dzieje się w kontekście dramatycznej próby wiary Abrahama. To za tę zwycięską próbę przed Bogiem pierwszy Patriarcha został nagrodzony nową radością, a później, w Nowym Testamencie nazwany ojcem naszej wiary.

Jest w dzisiejszej liturgii słowa ukazana jeszcze jedna droga na górę: święty Paweł! Pamiętamy, jak pod Damaszkiem Szaweł doznał wielkiej przemiany wewnętrznej i stał się Pawłem - apostołem narodów. Z prześladowcy stał się największym orędownikiem Jezusa Chrystusa wśród pogan. Przemawiał do nich ze szczytu swej nowej wiary - wiary przemienionej - tak przekonująco, że i dziś słyszymy jego ogromny entuzjazm budujący nadzieję naszego zbawienia: "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?(...) Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał?..." (Rz 8, 31b.34a). Święty Paweł, porażony blaskiem Jezusa pod Damaszkiem, do końca życia niósł w swej duszy to światło Zmartwychwstałego.

Wiara wierzącego chrześcijanina jest drogą na szczyt; ku Bogu wiedzie duszę człowieka. Wujek ten szczyt już osiągnął. Jesteśmy o tym głęboko przekonani, bo inaczej nie przyszlibyśmy tutaj, ani nie gromadzilibyśmy się na modlitwie różańcowej przy grobie Wujka i nie wołalibyśmy do Boga i do ludzi Kościoła o rychłą beatyfikację. Wujek jest teraz na szczycie u tronu Chrystusowego w Domu Ojca. Łączy nas tą wspólnotową modlitwą i przyciąga dziś tak, jak przyciągał za życia swoją osobowością. Nie był jaśniejącą i wielce utytułowaną gwiazdą, błyskotliwą postacią na wrocławskim urzędzie kościelnym. Wiele wycierpiał od szefa powojennego, który go mianował rektorem seminarium duchownego. Gdy kiedyś (ut fama fert) proponowano mu wysokie stanowisko w diecezji, pokornie odmówił. Jego czerwona sutanna wisi dziś w Izbie Pamięci prawie nie używana. Wyciszony był i rozmodlony, nigdy nie podniósł głosu i nie domagał się przywilejów dla siebie. Jego życie przyciągało jak magnes. Sobą pociągał młodych i z uporem "wciągał" na szczyt. Tym szczytem Wujka był ołtarz, była ambona i był konfesjonał. W niemałym stopniu również: wykłady, konwersatoria i gawędy przy kominku. Wujek - charyzmatyczny kapłan i wychowawca - wszystko wykorzystywał dla zbliżenia studentów do Chrystusa, także pielgrzymki, wycieczki czy spacery nad brzegiem bałtyckim. A ileż listów i kartek z dobrym słowem wysłał na cały świat do "absolwentów" Czwórki! Ciężko pracował i stawał się świadkiem przemiany wewnętrznej tych, którzy korzystali z jego posługi, jego modlitwy i miłości. W tym całopalnie i pokornie realizowanym kapłaństwie Chrystus zmartwychwstały przemieniał również Wujkową duszę. Gorąco wierzymy, a święci w Niebie to potwierdzają, że dusza chrześcijańska przez przylgnięcie do Jezusa Chrystusa - już za ziemskiego życia - uczestniczy w niesłychanym cudzie światła. Niemożliwe staje się możliwym. Olśniona wiara czyni cuda - nasze to, co ludzkie jest w stanie ukazać to, co boskie w nas i między nami. Nie kto inny, jak właśnie nawrócony Paweł Apostoł, zakochany od pierwszego usłyszenia w Jezusie Chrystusie, mógł powiedzieć z głębią przekonania: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus"(Ga 2,20). Chrystus, który trzeciego dnia zmartwychwstał, jak mocno wierzymy! Na tyle kiedyś, na progu domu Ojca, będziemy bez trudności przyjęci na salony królewskie, na ile Ojciec Niebieski w każdym z nas rozpozna swego Jednorodzonego Syna przemienionego.

Drodzy, spytajmy siebie sami: na jaką górę ja idę? Kogo mam zapytać o kierunek drogi? Czy mam dobrego przewodnika - świadka dobrej przemiany? We Wrocławiu nietrudno dziś spotkać człowieka, który chętnie opowie: moje życie zmieniło się radykalnie od chwili spotkania z Wujkiem. Młoda kobieta, dziś już wieloletnia lekarka, z powagą w oczach mówi: nie byłabym wierzącą katoliczką w mojej pracy, gdybym w latach studenckich nie uczęszczała na wykłady księdza Zienkiewicza z etyki lekarskiej pod Czwórką. O wielu przemianach duchowych wśród dawnych studentów wrocławskich nigdy się nie dowiemy, bo zostały uwięzione za kratkami konfesjonału.

Wiemy, że Wujek pociągał swoja osobowością. Wiemy także, iż we Wrocławiu spotkać można wielu ludzi o silnej osobowości, wybitnych artystów, aktorów, malarzy, architektów, także wybitnych działaczy społecznych... Jednak Wujka zaliczyć do nich nie można. Oni działali zewnętrznie, karmili przede wszystkim swoje wybitne "ja". Wujek natomiast pociągał wrażliwe dusze swoim mocnym i pokornym przywarciem do Jezusa Chrystusa. Można to wyraźnie zobaczyć, zaglądając do jego ostatniej woli, do testamentu, jaki nam zostawił. Pozwólcie, ze przeczytam teraz mały fragment: "Z głębi serca i w pokorze ducha składam dzięki Chrystusowi Zbawicielowi za to, że powołał mnie trudną drogą do kapłaństwa Chrystusowego i na tej drodze nieustannie mnie wspierał i umacniał; a potem przeprowadził mnie cudownie przez niebezpieczeństwa i pułapki straszliwych ciosów wojny i pozwolił mi pracować w ukochanej przez Pana winnicy młodych latorośli". Wiemy, co to znaczy trudna droga kapłańska, jaką szedł Wujek. Nie brakowało na niej w czasie wojny ucieczek i ukrywania się przed władzą okupacyjną dybiącą na kapłańskie życie. Chrystus poprowadził to życie Wujkowe specjalną drogą krzyżową, przyjmując zastępczo całopalną ofiarę 11 sióstr zmartwychwstanek w Nowogródku. Zakonnice zgłosiły się dobrowolnie na gestapo i ofiarowały własne życie za swego kapelana i za 120 nowogródczan skazanych na śmierć. Wszyscy zostali przy życiu, a siostry bez sądu i wyroku rozstrzelano 31 lipca 1943 roku. Od tamtego czasu Ks. Aleksander Zienkiewicz żył ze świadomością tej ofiary i swoje życie traktował jako spłacanie długu miłości.
Dalej Wujek pisze tak: "Szczególne dzięki składam Ci, o Boże, żeś mnie posłał do Winnicy Duszpasterstwa Akademickiego, gdzie z łaski Twojej i woli arcypasterzy pracowałem. Przeżyłem tutaj wiele cierpień psychicznych i wychowawczych, ale też i wiele radości; wiele porażek, ale i wiele zwycięstw nad złem". W tych zdaniach zawiera się cała historia Wujkowej pracy z młodzieżą akademicką pod Czwórką. Pamiętamy Wujka przede wszystkim uśmiechniętego, z wyrazem radości na twarzy, jaką nas witał na korytarzu, w sali czy w swym mieszkaniu. Czy wielu z nas podejrzewało, że wujek cierpiał? A przecież, gdy ten długoletni katecheta i wychowawca dowiedział się, że jakaś para małżeńska, przez niego tu wyedukowana i pobłogosławiona na sakramentalne życie, kłóci się i wybiera rozwód, Wujek cierpiał. Jego wrażliwe serce kapłana i ojca młodzieży bolało. Wujek dlatego cierpiał, bo był serdeczną wiarą związany z Jezusem Chrystusem, bolał go grzech, jak policzek wymierzony w twarz Zbawiciela. Wujka można było często spotkać wieczorem, już po wszystkich zajęciach z młodymi, przed Najświętszym Sakramentem. Wujek kochał modlitwę adoracyjną. Cały przeżyty dzień, ze wszystkimi spotkanymi ludźmi, składał u stóp Jezusa w tabernakulum. W modlitwie znajdował lekarstwo na wiele zwycięstw nad złem. Wujek wiedział i uczył nas, że Zły ostatecznie przegrywa.

Jest jeszcze jeden charakterystyczny rys Wujkowej wiary, takiej dziecięcej wiary, która trwała u niego przez całe życie. I znowu przeczytam maleńki fragment z jego testamentu: "Jakże wdzięczny jestem Tobie, Matko Najświętsza, że odczuwam przez wszystkie lata mego życia i służby opiekę; od lat dziecięcych, gdy Ci przynosiłem ubogie wiosenne kwiatki na ubogi ołtarz majowy, aż do czasu, gdy w sposób bardziej dojrzały, ale zawsze ubogi i kapłański, oddawałem codziennie siebie i polecających się mojej modlitwie Pod twoja obronę". Czyż nie pamiętamy w ogrodzie naszym pod Czwórką ten łuk w ścianie kościoła Piotra i Pawła, gdzie stoi figura Maryi i w maju paliły się świece? Z Wujkiem razem śpiewaliśmy tutaj litanię loretańską. Ten maryjny rys wiary wypływał z naturalnej religijności księdza Aleksandra. W tym był bardzo podobny do św. Jana Pawła II. Ich drogi spotkały sie nie tylko po śmierci w Niebie, ale wcześniej na ziemi. Znamy piękną fotografię w Izbie Pamięci, gdzie ksiądz Zienkiewicz głęboko wzruszony w Rzymie przywarł do piersi Ojca świętego. Maryjny Wujek, to Wujek ojcowski, Wujek opiekujący się studentami, Wujek wybaczający. Nawet gdy ktoś zawinił, Wujek umiał upomnieć, podając mu słowo delikatne, wyprowadzające z błędu; słowo, które nie przybijało, pozwalało na nadzieję. Taki był Wujek.

Na początku pytałem wstępnie o naszą drogę wiary. Na koniec zapytam roboczo, zadaniowo: czy wiem, na jaką górę prowadzi mnie Bóg? Czy wiem, gdzie się zatrzymałem i co mnie zatrzymało w miejscu, gdzie stoję? A może schodzę z góry Tabor? Ile jest we mnie zapatrzenia w Jezusa przemienionego, w Jezusa w Jego Boskiej światłości? - To była pierwsza na ziemi światłość zmartwychwstania podana przedwcześnie uczniom Jezusowym na ich nową trudną drogę apostolskiego życia. W takim razie czymże jest świętość? - Czy nie noszeniem w sobie blasku zmartwychwstania? Czy nie chodzeniem na co dzień w świetle Zmartwychwstałego?...
Amen.

2015-03-18


Więcej