JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

Komentarz do czytań mszalnych (1)

Od Niedzieli Palmowej do soboty III Niedzieli Wielkanocy.
Rok B


1.      Niedziela Palm, 5 kwietnia 2009 - Procesja
W każdej procesji Kościół wyraża swą wielką tęsknotę za pełnią Królestwa Bożego. Dynamika wiary chrześcijańskiej wyraża się w pochodzie za Chrystusem, który prowadzi wierzących na spotkanie z Ojcem. Dzień za dniem zbliżamy się do celu naszego życia – poznać Ojca i zamieszkać w domu Ojca. Aby znać Ojca, który jest w Niebie, trzeba poznać Syna, który jest pośród nas, idzie z nami, przewodzi nam. Sam Jezus pouczył: Kto mnie widzi, widzi i Ojca mego. Apostołowie nie uczyli się Dobrej Nowiny siedząc w swych łodziach i czyszcząc sieci, oni poszli za Nim. W drodze poznawali tajemnice Królestwa Bożego. W pierwszych wiekach chrześcijaństwo nazywano „drogą”.
Liturgia procesji z palmami ma nam wiele do ofiarowania. Otwieramy wewnętrzny teatr naszej biblijnej wyobraźni, patrzymy i uczymy się. - Co więc oglądamy poprzez opis tłumu entuzjastycznie witającego Jezusa? Widzimy samorodną, czystą, pozbawioną jakiejkolwiek interesowności, wręcz świętą spontaniczność. Jak bardzo musiały być przepełnione tęsknotą za Mesjaszem dusze tych ludzi: dorosłych i dzieci! Taki entuzjazm nie rodzi się z kamienia, czy na zawołanie. Ta tęsknota nie mogła nie wybuchnąć tak żywiołową radością, zobaczyli przecież znanego im Mistrza z Nazaretu na oślątku przybywającego do Jeruzalem. Bezbłędnie rozpoznali dobrze im znany obraz biblijny z prorockiej zapowiedzi przychodzącego Mesjasza. Dlatego rwali gałązki palmowe i ścielili nimi drogę Mesjaszowi, i dlatego też wykrzykiwali i śpiewali wersety biblijne: Hosanna Synowi Dawidowemu. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Jezus nie bronił ludziom tej radości, co więcej, ostro zareagował na zgorszenie faryzeuszy domagających się: Panie, zabroń im! - Świat ma się cieszyć z nadejścia czasów mesjańskich, kamienie mają wołać! Z ust do usta ma być podawana ta wiadomość.  Czego możemy nauczyć się od tamtych jerozolimczyków? Może właśnie tej bezinteresownej spontaniczności w wyrażaniu swych uczuć religijnych? Może powinniśmy się wyzbywać fałszywego wstydu i lękania się publicznego wyznawania wiary? Trzeba nam dostrzec, ile w nas jest (a ile brakuje) autentycznej tęsknoty za Bogiem? Dzisiejszy człowiek ma wiele do nauczenia się od współczesnych Jezusowi mieszkańców ziemi świętej.


2.      Niedziela Palm - Pasja
Bóg nie dla chwały ziemskiej posłał swego Syna na świat, lecz po to, by przyprowadził z powrotem ludzkość do domu Ojca. Tak wielkie dzieło wymaga wielkiej ofiary. Dlatego tę niedzielę nazywamy również Niedzielą Męki Pańskiej i widzimy Jezusa wychodzącego z Jerozolimy z krzyżem na ramionach. Jezus, jak mówi prorok Izajasz, podał grzbiet swój bijącym, nie zasłonił swej twarzy przed zniewagami i opluciem. Poniżył samego siebie aż do śmierci na krzyżu. Jezus oddał Ojcu swoje życie, swoją mękę i swoją śmierć za nas i dla nas.
Uroczyście odczytywany, czy artystycznie śpiewany tekst opisu Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa zapowiada cały zbliżający się Wielki Tydzień. To będzie czas wielkich wydarzeń zbawczych. W odwiecznym planie zbawienia wszystko dzieje się w wieczności, a to znaczy, że raz złożona na krzyżu Ofiara Chrystusa, trwa przed Bogiem zawsze, bez podziału na strefy: było, jest, będzie. Uczestnicząc we Mszy św. w którejkolwiek epoce czasu, ludzie stają na Golgocie pod krzyżem obok Maryi i Jana, i Magdaleny. Bezkrwawa Ofiara, której kształt dał nam Jezus w Wielki Czwartek, nie wymaga od nas ani patrzenia na zmaltretowane ciało Syna Bożego, ani ingerowania u oprawców. Jednakże Jezus ma prawo spodziewać się od każdego z nas, którzyśmy Mu uwierzyli i zawierzyli, włączenia się w Jego Miłość, jaką ma do Ojca i do człowieka. W tej Ofierze i Męce, a więc i w Eucharystii, Miłość jest najważniejsza, istotna. Idąc na Mszę św., idziemy kochać. Idąc ze Mszy św., także idziemy kochać!
Miłość nie jest zadaniem łatwym. Trzeba uruchomić nasze działanie, bo bez czynów nie ma miłości. Trzeba rozbudzić nasze myślenie, bo bez przemyśleń nie będzie mądrych czynów. I wreszcie potrzeba rozwoju dobrych, szlachetnych uczuć. Im to właśnie ma służyć liturgia Pasji jako „theatrum sacrum”, czyli oglądanie w duszy obrazów zbawczego działania Bożego.
Liturgia Niedzieli Palmowej przeprowadza wierzących od tryumfu wśród palm do męki na górze trupiej czaszki. Taka jest cała droga Jezusa Chrystusa. Jej szczyt ujrzymy w poranek Niedzieli Zmartwychwstania. I taką drogę proponuje chrześcijaństwo człowiekowi wszystkich czasów.


3.      Wielki Poniedziałek, 6 kwietnia
Tajemniczy Sługa Jahwe, którego obraz maluje ascetyczną kreską prorok Izajasz, stale intrygował myśl Starego Testamentu. Wielu pobożnych i patriotycznych Żydów widziało w tym obrazie bohatera zbiorowego – naród wybrany. Dopiero w pełni czasów, gdy zstąpił na ziemię Syn Boży, można było odczytać właściwy adres proroctwa mesjańskiego. To Jezus - cichy jak baranek i tak delikatny, że knotka tlejącego nie dogasił i trzciny nadłamanej nie złamał - opluty, znieważony, wyszydzony, barbarzyńsko zaprowadzony na Golgotę i przygwożdżony do krzyża. Tam konał trzy godziny - zmiażdżony robak, a nie człowiek. Wzgardzony w męce, bo nie było na co spojrzeć - dawni Jego słuchacze przechodzili obok i gorszyli się. Jezus – Sługa Jahwe - w taki nieprawdopodobny sposób ogłosił narodom prawo miłości największej.
Jezus miał przyjaciół. Zaprosili Go na ucztę, aby podziękować Mu za cud wskrzeszenia Łazarza. Marta po odebraniu brata z objęć śmierci, przygotowywała posiłek i cieszyła się, że Jezus zdjął z ich domu żałobny całun. Goście, których zaproszono, nie umieli powstrzymać swej ciekawości, osobiście chcieli potwierdzić cud wskrzeszenia, dotknąć żywego człowieka, który cztery dni leżał martwy w grobie. Sam Cudotwórca nie interesował ich zbytnio. Tylko Maria zachowywała się nadzwyczajnie. Drogocennym olejkiem nardowym namaściła nogi Jezusowi i własnymi włosami je otarła.  Nikt z obecnych nie rozumiał tego rytuału. Tylko Jezus znał prawdę serca kobiety, która wielce umiłowała: ta kobieta namaściła Go na dzień Jego pogrzebu. Jezus był pewien, że wskrzeszenie Łazarza jest zaledwie wygraną potyczką, trzeba jeszcze stoczyć zwycięską wojnę ze śmiercią.  Nosił śmierć jak ranę w swym sercu i był świadomy, że musi się jej poddać, aby ją ostatecznie zwyciężyć. To było zadanie dla Sługi Pana.


4.      Wielki Wtorek, 7 kwietnia
Sługa Jahwe to nie tylko męczennik, na którego każdy może podnieść rękę. To najpierw prorok i nauczyciel. Wybrany przez Ojca niebieskiego od łona matki i posłany, aby ostro przemawiać do narodu wybranego. Jego nauczanie ma stawiać wyraźne granice między dobrem a złem. Jego słowa jak miecz mają rozcinać dobro zrośnięte ze złem w procesie tworzenia się przez wieki tradycji ludzkiej. Będzie musiał doświadczyć nieprzyjaźni, a nawet nienawiści, możnych tego świata. Dane mu będzie przeżyć gorycz załamania swej misji, ale zawsze będzie pewny, że nagroda jego czeka nie u możnych, lecz u Boga. Jahwe po tym kryzysie rozszerzy jego misję daleko poza granice Izraela. Nauka o Bogu jedynym i prawdziwym nie będzie już objaśnianiem „Boga plemiennego”, lecz oświeci pogan wszystkich kontynentów. Boże zbawienie dotrze do każdego człowieka.
Jezus przyjął postać Sługi Jahwe na ziemi, choć wiedział, że nie będzie Mu oszczędzone nic  z przeżywania kondycji ludzkiej. Tuż przed ustanowieniem najważniejszej Pamiątki w Wieczerniku Jahwe dopuścił do Niego działanie szatana. Kusiciel, któremu przed trzema laty nie udało się zwyciężyć Jezusa na pustyni, teraz bierze odwet za swą porażkę, chce Go zniszczyć rękoma przyjaciół. To jest najbardziej perfidna metoda szatańska: kuszenie przez kogoś bliskiego. Jezus spokojnie obserwuje rozwój sytuacji, nawet ponagla Judasza podając mu kawałek umoczonego we wspólnej misie chleba. Judasz w tym momencie otrzymał ostatnią szansę wyrwania się z objęć szatana, nie skorzystał z niej. Zjadł chleb i wyszedł, i rozciągnęła się nad Jerozolimą noc zdrady, Judasz w niej utonął.
Jeszcze jeden z bliskich Jezusowi ludzi dozna tej nocy pokusy niewierności, apostoł Piotr. On nie brał żadnego odwetu, pokusa zdrady zaatakowało go tylko po to, by mu pokazać, jak zgubne jest zadufanie we własne siły. Piotrowi wystarczyło miłosierne spojrzenie przechodzącego przez podwórzec pojmanego Mistrza, by wywinął się z rąk szatańskich. Piotr uratował siebie poprzez żal, który pozwolił mu gorzko nad sobą zapłakać. Jezus czekał na ten żal, chociaż znał wcześniej wydarzenie z pianiem koguta w tle.


5.      Wielka Środa, 8 kwietnia
Dla Jezusa zbliżająca się Pascha, ostatnia w Jego ziemskim życiu, była uroczystością bardzo ważną. Miała znaczenie konstytutywne. Postanowił ją przeżyć z najbliższymi dwunastoma przyjaciółmi. Po całonocnej modlitwie na osobności Jezus tę Dwunastkę uznał za początek swej nowej rodziny. Syn Maryi, już w swych młodzieńczych latach, po spotkaniu w świątyni, próbował wyjaśnić swej Matce, że Ojciec posłał go na ziemię, by tu założył nową, wielką rodzinę. Maryja zachowała tamte słowa w swym sercu i, być może, ułatwiały jej teraz przeżywanie tak rzadkiego kontaktu z jedynym Synem. Śledziła Jego drogę z daleka i była Mu wierna aż po krzyż na Golgocie. Była dzielna przez cały czas Jego nauczania, nawet wtedy, gdy Jezus zadał, wydawać by się mogło, retoryczne pytanie: któż jest moją matką? Wiedziała, że odpowiedź Jego nie była zabiegiem retorycznym, gdy patrząc na swych słuchaczy, powiedział: oto moja matka!
Kiedy Jezus zasiadł do stołu razem ze swoimi przyjaciółmi, dzień chylił się ku zachodowi. Droga mesjańska zbliżała się do wielkiego finału. Jezus miał ustanowić Eucharystię, zakończyć stary czas i otworzyć nową erę. Ta wielka chwila wymagała świętości i prawdy. Mistrz znał doskonale wnętrze każdego z Apostołów, całym sercem umiłował ich. Byli Jego radością, ale nie wszyscy. Jezus wiedział, skąd Judasz przybywa na Ostatnią Wieczerzę, wiedział, że przyniósł grzech zdrady w sercu. Nie można rozpocząć Eucharystii od zdrady. Judasz musiał być wyłączony. Nie skorzystał z łaski Mistrza, swoim cynicznym pytaniem wyłączył się z grona Dwunastu. Zabrakło mu woli wyznania grzechu.
Kościół sprawując codziennie Eucharystię, na początku zaprasza do pokornego wyznania grzechów, do oczyszczenia się, by skorzystać ze wszystkich owoców podarowanych przez Zbawiciela.

  1. Wielki Czwartek, Msza św. z poświęceniem Krzyżma.

Eucharystia jest „spotkaniem natury z nadnaturą”, a to się tłumaczy tym, że Jezus wziął chleb i wino, owoce pracy rąk ludzkich, i tchnął w nie swoją Boską Obecność. Swoim słowem dał tym rzeczom codziennym i zwyczajnym moc nadzwyczajną i Wielką Tajemnicę uobecniającej się zbawczej Ofiary. Ma Kościół jeszcze inne znaki – sakramentalne - przynoszące skutki działania Bożego.

Liturgia Wielkiego Czwartku, zanim wieczorem zgromadzi cały Kościół na Wieczerzy Pańskiej, proponuje duchowieństwu w jedności z biskupem ryt poświęcenia szczególnego znaku, jakim jest olej św. W porannej Mszy odprawianej tylko w katedrze, najpierw poświęcony jest olej używany przy namaszczeniu chorych i olej katechumenów. Następnie całe prezbiterium diecezji w modlitwie do Ducha Świętego pochyla się nad naczyniem zawierającym olej zmieszany z wonnym balsamem. Modlitwa ta prosi Ducha Świętego, aby uczynił święty olej - Krzyżmo - znakiem namaszczenia na Bożą służbę biskupa, czy kapłana, czy człowieka bierzmowanego. Dzięki namaszczeniu Krzyżmem Duch Święty zstępuje na wybranego przez Kościół człowieka tak, jak zstąpił ongiś nad Jordanem na Jezusa, czyniąc Go Chrystusem, lub jak w Wieczerniku powołał i uzdolnił Apostołów do ewangelizacji świata. „Pomazaniec Boży” (po grecku: „christos”, po łacinie: „christus”, po polsku: „chrystus”) w Starym Testamencie to król lub prorok, którego Bóg przez święte namaszczenie oliwą wyłączył z ludu i wybrał na swoją własność. Jego godność wynikała stąd, że tylko Bóg mógł rozporządzać jego osobą; Bóg go bronił, karząc każdego, kto na pomazańca podniósł rękę.

Poświęcając Krzyżmo, biskup wraz ze wszystkimi prezbiterami modli się, by nigdy Kościołowi nie zabrakło kandydatów do świętej służby. Zgromadzeni kapłani na ręce swego ordynariusza składają odnowienie przyrzeczeń celibatu, czyli świętej czystości życia na wzór Chrystusa.

Krzyżmo jest również używane podczas obrzędów poświęcenia kościoła i ołtarza. Przez to święte namaszczenie świątynia wspólnoty parafialnej staje się domem Bożym, a ołtarz miejscem ofiary Chrystusa Pana i Kościoła. Dlatego wierni wierzą, że właśnie tutaj Duch Święty w sposób szczególny jest obecny: dotyka serc, uzdrawia, opromienia, pociesza, uświęca oraz nasyca darami i charyzmatami chrześcijan poddających się Jego Boskiemu działaniu.

7.      Wielki Czwartek, 9 kwietnia, Msza Wieczerzy Pańskiej
Msza Wieczerzy Pańskiej ma swoje głęboko osadzone w czasie korzenie rytuału religijnego Starego Testamentu. Wielki Szabat przez długie wieki przechowywał i pielęgnował w pamięci wydarzenie historyczne, dzięki któremu naród wybrany mógł wyruszyć w drogę do swej wolności. Jezus znał ten rytuał i jego moc scalającą naród i gromadzącą wokół obietnicy Jahwe. Ale czas się wypełnił. Po odprawionej, ostatniej już, wieczerzy paschalnej Jezus gromadzi swych wiernych i czystych przyjaciół wokół siebie – kiedyś historia nazwie ich Kościołem, nowym Zwołaniem – i tłumaczy rozwijającą się na ich oczach Wielką Tajemnicę Wiary. Wyjaśnia: ja jestem barankiem paschalnym, to moja krew i moje ciało, wydane za was i ofiarowane Ojcu Niebieskiemu, przyniesie ludziom prawdziwą wolność. Jezus biorąc do ręki chleb, mówi im po prostu: to jest ciało moje. Trzymając w ręku kielich z winem, mówi: to jest kielich krwi mojej. Bierzcie i jedzcie, i pijcie. Czyńcie to na moja pamiątkę. Apostołowie w tej uroczystej chwili słuchają Mistrza i wierzą Mu. Wierzą, choć jeszcze nie rozumieją. Jezus wie, że nie rozumieją, ale zrozumienie Ofiary Nowego Testamentu zacznie rozjaśniać się w ich umysłach już jutro, gdy zobaczą Jego ciało i Jego krew na krzyżu. Teraz biorą pokornie od Mistrza chleb i wino z prostotą wiary ucznia, że to jest ciało i krew. Każdy z nich w sercu przyrzeka: będę pamiętał o tym zawsze i będę tak czynił.
Jezus zdaje sobie sprawę, że rozumienie wiary musi być wspomagane. Tylko miłość może sprawić, że wiara nie będzie ciemnością. Tylko miłość może zrodzić w człowieku radość z wiary nawet w najcięższych okolicznościach. Mówił im o najważniejszym przykazaniu niejeden raz. Teraz trzeba pokazać uczniom, jak mają się wzajemnie miłować. Dlatego na początku tego świętego Zwołania przepasał się prześcieradłem i każdemu z nich umył nogi. Pokora toruje drogę miłości między ludźmi. Miłość jest przede wszystkim służbą.


8.      Wielki Piątek, 10 kwietnia
Święty Jan Ewangelista, który był naocznym świadkiem sądu, męki i śmierci Jezusa, nie ma wątpliwości, że Jezus jest Sługą Jahwe, zapowiadanym od kilku wieków przez proroka Izajasza. Spisał te wydarzenia dla przyszłych pokoleń, dla nas, abyśmy jak on wierzyli.
Jan po wieczerzy poszedł z Jezusem i z towarzyszami do ogrodu oliwnego za potok Cedron. Widział zbliżającą się zbrojną kohortę prowadzoną przez Judasza. Oniemiał, gdy usłyszał Jezusowe pełne mocy słowa: JA JESTEM. Strażnicy cofnęli się i upadli na ziemię – to przecież było imię Boga Jedynego! Piotr próbował walczyć mieczem, ale został zgromiony przez Jezusa, przecież wszystko, co dzieje się, jest wypełnianiem woli Ojca. Zresztą, Piotrowi nie na długo starczyło tej odwagi. Jan wprowadził Piotra na dziedziniec arcykapłana i tam był świadkiem, jak Piotr ze strachu aż trzykrotnie zaparł się swego Mistrza. Zapisał i to wydarzenie. Po co? – Aby unaocznić nam, jak wielkie jest miłosierdzie Pana wobec naszych słabości, bo Pan wybaczył skruszonemu Piotrowi. Jan był świadkiem przesłuchań sądowych, pogańskich i żydowskich. Widział, że nikomu tu nie chodziło o prawdę. Arcykapłani dążyli do zgładzenia Jezusa, a Piłat chciał jak najszybciej mieć całą sprawę za sobą. Gorycz musiała przepełniać serce najmłodszego ucznia Jezusa. Czuł się zupełnie bezsilny. Nie mógł pomóc Mistrzowi, postanowił zaopiekować się Jego Matką. Przez całą drogę na Kalwarię szedł obok i dzielił z nią ból serca. Podtrzymywał ją pod krzyżem i przyjął ją do siebie, jak pragnął tego umierający Jezus.
Jan widział setnika, który przebił Jezusowe serce na krzyżu. Zauważył, że z przebitego boku wypłynęła krew i woda – wielki znak, o którym Kościół będzie zawsze pamiętał, jako o momencie swego mistycznego poczęcia.
Wizerunek Jezusa na krzyżu z przebitym sercem jest głównym i najważniejszym dziś znakiem, przed którym cały Kościół oddaje hołd swemu Zbawicielowi. Chrystus ukrzyżowany to Sługa Jahwe, nasz Najwyższy Arcykapłan składający Ojcu najświętszą Ofiarę za zbawienie świata. Obecnie Kościół, jak ongiś Jan Ewangelista, wpatruje się wraz z Maryją w umęczone oblicze Boga-Człowieka i modli się wspólnie w intencjach ludzkości, wierząc w moce duchowe spływające z wysokości krzyża.
9.      Wielka Sobota, Wigilia paschalna, 11 kwietnia
To najdłuższy dzień w doczesności Nowego Testamentu. Apostołowie uderzeni, jak obuchem, wykonaniem wyroku śmierci na Mistrzu, doznali pustki oczekiwania. Czas im się straszliwie dłużył. Kościół, po odnowie soborowej, przeżywa ten dzień podobnie, w oczekiwaniu, ale niepustym, zdobywa się na czuwanie. Nie ma mowy o Eucharystii, ale jest potrzeba zgromadzenia się, jak rodzina przy ognisku. Ogień w otoczeniu wspólnoty uspokaja nerwy, uładza myśli, łagodzi uczucia. Zwykle w doświadczeniu ludzkim płomień ogniska wśród nocy prowokuje do modlitwy i przynosi umocnienie nadziei. Kościół od nowego ognia zapala świecę i wnosi do świątyni. To światło uczczone specjalnym Orędziem zachęca uczestników czuwania do ożywienia nadziei. Czas Kościoła wypełnia się rozważaniem wielkich cudów i łask, jakie Bóg w Starym Testamencie zlewał na ludzi. Potężnieje w duszach świadomość opatrzności i dobroci Bożej. Od stworzenia świata, poprzez obietnicę daną Abrahamowi i przez Przymierze zawarte na Synaju przez Mojżesza, a następnie przez słowa i dzieła dawane w ciągu wieków różnym prorokom, Bóg nieustannie opiekował się ludźmi i prowadził w jasności nadziei lud Boży do pełni czasów, do szczytu dziejów ludzkości. Szczytem historii jest Jezus Chrystus, którego pełnia prawdy objawia się w tym, że zmartwychwstał trzeciego dnia po śmierci i już więcej nie umiera.
Czuwanie Kościoła podczas Wigilii Paschalnej rozbudza w duszach nadzieję i w rezultacie prowadzi do poranka niedzielnego, do spotkania z niewiastami, które oznajmiają niebywałą nowinę, że Jezus żyje. Anioł im to przy pustym grobie powiedział. Radosne Alleluja jest naturalną reakcja miłości Kościoła do swego Mistrza i Zbawiciela. Jakże nie radować się i nie śpiewać, skoro Jezus żyje! Radość Kościoła powiększa fakt, że nowi ludzie pokochali Jezusa i poprosili o sakrament Chrztu. Kościół-Matka rodzi nowe dzieci dla chwały Bożej. Eucharystia staje się wyrazem radości całego świata. Procesja rezurekcyjna z pochodniami w rekach wyprowadza nas z ciemności i kieruje w stronę światła Królestwa Bożego.
10.  Zmartwychwstanie Pańskie, 12 kwietnia
Wiara w zmartwychwstanie Jezusa rozwidniała się jak nowy dzień. Najpierw była noc śmierci. Nie da się zaprzeczyć temu faktowi: Jezus autentycznie umarł, Jan widział tę śmierć na własne oczy. Widzieli też urzędnicy pieczętujący zamkniecie grobu po złożeniu ciała Rabbiego z Nazaretu. Zaczęło świtać po szabacie, gdy Maria Magdalena ze zdumieniem dojrzała, iż kamień jest odsunięty od grobu. Zawróciła natychmiast i pobiegła z tą wieścią do Piotra i Jana. Zajaśniał poranek trzeciego dnia, gdy obaj apostołowie pobiegli na miejsce pochówku i zastali grób pusty. Jedynie chusta i całun świadczyły o tym, że ciało Mistrza tu było, ale nie ma go. Co się stało? To nie do wiary, przecież przed Wielkim Szabatem Jan osobiście składał tu ukochane ciało. Jan, gdy ujrzał tę sytuacje, po prostu uwierzył. Piękny, niedzielny poranek stał się świadkiem narodzin jego wiary w zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu.
Apostoł Piotr był bardziej zamknięty w sobie. Jego serce było przecież zranione grzechem zdrady. Tak bardzo potrzebował możliwości spotkania z Mistrzem, by móc Mu powiedzieć o swojej miłości. Jego prosty, praktyczny umysł rybaka nie widział jednak takiej możliwości. Przecież śmierć wszystko w życiu kończy. Zmartwychwstały Jezus wziął pod uwagę tę trudność i to pragnienie serca Piotrowego. Były spotkania z żywym Jezusem i wykorzystał Piotr specjalną chwilę, by powiedzieć Mistrzowi o swej miłości. Gdy stanął na czele owczarni Jezusowej – Kościoła, nie było bardziej pokornego i głęboko przekonanego świadka - apostoła Dobrej Nowiny. Powołując się na proroków, z mocą nawoływał do wiary w zmartwychwstałego Jezusa i do przyjmowania w Jego imię odpuszczenia grzechów.
Wiara dzisiejszego Kościoła również zbudowana jest na wierze apostołów, bezpośrednich świadków zmartwychwstałego Zbawiciela. Kościół i dziś głosi miłość, która prowadzi do zmartwychwstania razem z Chrystusem.


11.  Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy, 13 kwietnia
Biały tydzień. Jakże inne od minionych są wydarzenia i treści znaczeniowe tego tygodnia. Kościół umacnia się modlitwą, kontemplując to, co się wydarzyło u jego początków.
Apostoł Piotr, chociaż nie widział momentu powstania z grobu Jezusa, to jednak nosił w pamięci obraz przemienionego Mesjasza na Taborze. Pamięta, że Jego odzienie wtedy było białe jak światło. Teraz jest czas dawania świadectwa. Piotr, przemawiając do mieszkańców Jerozolimy, nie chowa głowy w piasek. Głosi Zmartwychwstałego, którego widział. Pokazując obraz Jezusa Nazarejczyka, przychodzącego na ziemię z posłannictwem Bożym, którego bezbożni przybili do krzyża, chce przekonać, że śmierć nie zapanowała nad Nim. Śmierć jest bezsilna wobec Jezusa. A to znaczy, że Jezus jest nieśmiertelny! W swej odważnej katechezie Piotr cytuje sprzed wieków proroctwo króla Dawida, w którym zawarta jest zapowiedź zmartwychwstania Mesjasza.
Kościół do dnia dzisiejszego opiera swą wiarę w Zmartwychwstanie swego Założyciela właśnie na zapowiedziach proroków Starego Testamentu i świadectwach tych, którzy spotykali się z Jezusem po Jego śmierci. Jednocześnie chrześcijanie są świadomi, że jak było na samym początku, tak i teraz pojawią się ludzie próbujący swą demagogią, a nawet przekupstwem, zacierać ślady Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. W ciemności skorumpowanego świata wnosić jasność Bożej prawdy jest obowiązkiem każdego ochrzczonego. Ważna jest nie tylko myśl uczonych pochylających się twórczo nad świadectwami i argumentami wiary, ale też liczy się (i kto wie, czy nie przede wszystkim) świętość duszy dotkniętej światłem Boga-Człowieka, który umarł był i zmartwychwstał, jak zapowiedział On i prorocy. Kościół z głęboką wiarą rozważa wydarzenia wielkanocne i raduje się katechumenami, w duszach których Pan zmartwychwstał jako światło łaski Chrztu świętego. Biała szata nowo ochrzczonych jest symbolem odzyskanej po grzechu pierworodnym świętości.


12.  Wtorek w Oktawie Wielkanocy, 14 kwietnia
Maria Magdalena znowu płacze. Stoi przed otwartym grobem cała zalana łzami. Jest zagubiona, nie rozumie tego, co się stało. Widzi pusty grób, nie ma Pana, i nie wie, gdzie Go zabrano. Dwaj siedzący w bieli aniołowie nie odpowiadają na jej pełne smutku dopytywanie się o ciało Pana. Maria już raz płakała. Wtedy jej serce drżało ze strachu przed ukamienowaniem. Otoczyła ją ogromniejąca z każdą chwilą nienawiść męska. Dookoła widziała tylko wyciągnięte ręce uzbrojone w kamień. Wybuchnęła szlochem nieprzytomnym, pełnym rozpaczy, bo nie było dla niej ratunku. Sam Jahwe swoim surowym prawem musi ją ukarać, była przecież jawnogrzesznicą. Nikt nie miał dla niej współczucia. Tylko Ten jeden piszący na piasku. Zapamiętała na całe życie Jego łagodny głos: Ja cię nie potępiam.
Maria Magdalena teraz płacze ze smutku i z tęsknoty za Panem. Gdzie On jest? Jest gotowa pytać każdego napotkanego człowieka. Gdzie jest ciało Pana? I wtedy usłyszała swoje imię: Mario! To był głos Piszącego na piasku, jej serce nie wahało się. Patrząc załzawionymi oczami, zawołała: Rabbuni! Odnalazła żyjącego Pana. Jej serce płacze z radości.
Kościół zna wagę łez. Są łzy rozpaczy wypływające z serca przegranego, oszukanego przez grzech. Takie łzy są zemstą piekła. Są łzy smutku na źle rozpoznanej drodze, która nąć nzaprowadziła do nikąd. Te łzy są podpowiedzią nadziei, prowadzą do naprawy błędu i przez pokutę kierują do prawdziwej radości. Wreszcie są łzy szczęścia, gdy rodzi się dobro. Każde dobro, nawet najmniejsze, bo dobro ma swoje źródło w sercu zmartwychwstałego Jezusa.
Piotr Apostoł przemawiający do mieszkańców Jerozolimy, był świadkiem wielkiego poruszenia serc słuchaczy. I tam bez płaczu się nie obyło. Słuchali go z zapartym tchem, a on wypominał im grzech ukrzyżowania Mesjasza i wołał z mocą: nawróćcie się! Zachęcał do przyjęcia chrztu w imię Jezusa Chrystusa, bo tylko On, którego Bóg uczynił Panem i Mesjaszem, może odpuścić im grzechy. Tłumnie poprosili o łaskę chrztu. W sumie wtedy Piotr przyjął do wspólnoty Kościoła około trzech tysięcy osób. Czy mógł patrzeć bez wzruszenia na to wielkie dzieło Ducha Świętego? Całym sercem dziękował Jezusowi za to głębokie szczęście.


13.  Środa w Oktawie Wielkanocy, 15 kwietnia
Od początku z tymi samymi potrzebami czy pragnieniami zwracają się ludzie do Kościoła. Jedni proszą o wsparcie w sferze materialnej, inni potrzebują nadziei. Chromy od urodzenia, żebrzący od lat przy świątynnej Pięknej Bramie, patrzył wejrzeniem żebraczym na przechodzących obok niego Piotra i Jana. Wymuszał w ten sposób jałmużnę. Apostołowie stanęli bezradni wobec człowieka potrzebującego, żadnych pieniędzy ze sobą nie mieli. Ale przecież jest z nimi Jezus zmartwychwstały! Piotr wezwał żebraka do spojrzenia, nie znudzonego i beznadziejnego, ale do spojrzenia człowieka wolnego, i powiedział niesłychane słowa: „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” – To nie było jakieś zaklęcie czarodziejskie, to było wyrażenie wiary Kościoła. Jezus zmartwychwstały żyje w Kościele. To On uzdrawia. Moc Kościoła płynie od zmartwychwstałego Zbawiciela. Kościół mocą Chrystusa służy człowiekowi i w ten sposób człowiek uczy się wielbić Boga.
Jezus idzie z ludźmi przez ziemię, jest na ich drodze wtedy najbliżej obecny, gdy czują się beznadziejnie. Doświadczenie uczniów z Emaus uczy, że Bóg idzie wśród ludzi jako nierozpoznany, ale jest obecny i w pewnych momentach życia można Go rozpoznać. Kleofas z towarzyszem słuchali w drodze Jego nauczania, urzeczeni Jego wyjaśnianiem wydarzeń zaprosili Go do siebie, ale łuski z ich oczu spadły dopiero, gdy celebrował Wieczerzę w znaku Chleba i Wina. Natychmiastowe zniknięcie Jezusa sprzed ich oczu w Emaus nie oznaczało rozpłynięcia się Jego obecności, lecz było wezwaniem do włączenia się we wspólnotę braci w Jerozolimie. Jezus tam na nich czekał. Z odzyskaną nadzieją biegli podzielić się nią z bliskimi w wierze. Powrót nadziei jest większym darem niż przywrócenie sprawności fizycznej. Kościół nie co innego, jak właśnie Eucharystię, uznał za źródło i szczyt swej działalności, bo w niej Jezus naucza, uobecnia się w znaku chleba i wina i buduje wspólnotę zdążającą do Ojca. Tam człowiek może odzyskać nadzieję i usensownienie swego życia.


14.  Czwartek w Oktawie Wielkanocy, 16 kwietnia
Zmartwychwstały Jezus przynosi uczniom i apostołom pokój. Tego daru najbardziej teraz im potrzeba. Przeżyli straszną huśtawkę nastrojów od załamania i utraty nadziei aż do nieprawdopodobnej radości. Od rana każda nowa wieść o żyjącym Mistrzu wprawiała ich w zdumienie, ale nie eliminowała wszystkich znaków zapytania ani wątpliwości. Przecież to wszystko jest tak nieprawdopodobne! Radość jest wspaniała, gdy ma źródło w prawdzie. Radość z pozorów przynosi jeszcze głębsze załamanie. Każda nowa wieść o spotkaniu z Panem umacnia prawdziwość pierwszych doniesień o zmartwychwstaniu, ale jak mogą przekonać ci, którzy widzieli tych, którzy nie spotkali żyjącego Jezusa? Mogą tylko dać swe świadectwo, a tamci mogą tylko przyjąć na wiarę ich słowa. Sytuacja miedzy nimi jest dynamiczna, a wewnątrz nich pali się niepokój. Jezus pojawia się wśród nich i mówi: „Pokój wam”. Jezus zna ich niepewność i lęk. Wie, że apostołowie nie są łatwowierni i nie chcą ulec złudzeniu, dlatego gromadzi ich wokół siebie. Jak ojciec w rodzinie, który wrócił z dalekiej podróży i pozwala dzieciom, a nawet zachęca, by go dotykały, sprawdzały, że to on jest. Wreszcie zaprasza ich do posiłku. Wspólnota przy stole daje najwięcej możliwości obserwowania, sprawdzania i eliminowania wątpliwości. Wzruszająco ojcowski jest Jezus wobec swych uczniów. Ale nie poprzestaje na tych gestach. Znowu, jak przedtem, zajmuje pozycję nauczyciela. Razem z nimi przegląda Pisma Starego Testamentu, gdzie wiele napisano o cierpieniu, śmierci i zmartwychwstaniu Mesjasza. Gdy prawda rozwidnia się w ich duszach, pokój Jezusowy zakorzenia się w ich sercach.
Kościół pierwotny umocniony przez Mistrza staje się pewnym i przekonanym głosicielem zmartwychwstania Zbawiciela. Potwierdza to swym mocnym i odważnym nauczaniem Piotr apostoł. Najpierw pokazuje słuchaczom cud uzdrowienia i mówi o Cudotwórcy. Następnie rzuca im w oczy ciężki grzech. Wzywa do pokuty i nawrócenia, i dopiero potem ukazuje im obietnicę zbawienia ofiarowana przez Ojca w Jezusie Chrystusie.
Kościół naszych czasów musi przełamywać bariery hedonistyczne ludzi, którzy pragną szczęścia wiecznego, ale bez stawiania sobie przed oczy grzechu i jego konsekwencji.


15.  Piątek w Oktawie Wielkanocy, 17 kwietnia
Jezus zmartwychwstały nie urządza spektaklu powstania z grobu dla tysięcy widzów. Nie robi tego nawet dla garstki swoich przyjaciół. Zmartwychwstały wybiera drogę indywidualnego i pełnego wolności spotkania z człowiekiem. Jednak żadna droga duszy do Boga nigdy nie jest łatwa. Apostołowie po usłyszeniu pierwszych wieści, że Jezus żyje, nie wiedzieli, co o tym myśleć. Nie mieli pojęcia, co mają robić. Przeżywali wielką, męczącą niepewność w sobie. Dusze ich tonęły w ciemności, sercami targały wątpliwości. Zebrali się razem, ale nic nie wymyślili. Wreszcie Piotr zrezygnowany postanawia wypłynąć na połów ryb, inni razem z nim. Oznaczało to powrót do starego zajęcia, tego sprzed powołania przez Chrystusa. Piotrowe „Idę łowić ryby” oznaczało koniec tego, co było. Skończył się piękny, trzy lata trwający, czas marzeń i planów. Obietnica „ludzi łowić będziesz” zagubiła się w gąszczu dramatycznych wydarzeń. Jezus umarł, a bajaniom kobiet wracających od grobu nie można podawać ucha. Samopoczucie apostołów nie poprawiło się po powrocie z połowu. Nic nie ułowili. Ciemność duszy była równa ciemności nocy.
I oto, gdy tylko zaczęło świtać, Pan stanął na brzegu. Czekał na sfrustrowanych rybaków. Kazał im zawrócić i zarzucić jeszcze raz sieci. Posłuszni zarzucili i już wtedy zauważyli, że dzieje się tak, jak dawniej. Połów okazał się nadobfity, a nie powinien o tej porze. Intuicja Jana nie zawiodła, jego serce pierwsze rozpoznało Mistrza: „To jest Pan!” Piotr rzucił się w wodę, by szybciej przypaść do stóp Pana. Tak, to był Jezus, dobry i czuły, zatroskany o los swych przyjaciół. Łamiąc i podając chleb i rybę, zaprosił ich do śniadania. Wypełnił ich tęskniące za Nim serca. Łaską zmartwychwstania umocnił każdego z nich.
Tajemnica człowieka doświadczonego nocą wewnętrzną powtarza się zawsze, ilekroć Jezus rozpozna wielką miłość w jego sercu. Przeprowadza go przez poczucie opuszczenia i zawalenia się wszystkich jego własnych planów. Po takim egzaminie człowiek zupełnie oddany Panu już nigdy nie zawiedzie. Piotr otwiera w historii Kościoła wielki pochód przyjaciół Boga doświadczonych i nagrodzonych bezpośrednim spotkaniem z Panem.


16.  Sobota w Oktawie Wielkanocy, 18 kwietnia
Zapisany w zwięzłym podsumowaniu przez św. Marka Ewangelistę „wysiłek pedagogiczny” wobec swoich najbliższych uczniów zmartwychwstały Jezus skierował ku temu, by umocnić ich wiarę, a następnie wysłać ich na cały świat jako głosicieli Dobrej Nowiny. Zależało Jezusowi na tym, aby apostołowie byli świadkami nie tylko Jego męki i śmierci, ale przede wszystkim, by głosili to, co sami bezpośrednio widzieli i słyszeli, poczynając od poranka pierwszej chrześcijańskiej niedzieli. Na ich autentycznym, bezpośrednim doświadczeniu i na niepodważalnym, uczciwym świadectwie opierać się miała wiara przyszłych pokoleń wyznawców chrześcijaństwa. W swym dalekosiężnym przewidywaniu Syn Boży widział również nasz dzisiejszy Kościół zrodzony z ludów ongiś pogańskich, które przyjęły Jego Ewangelię w oparciu o wiarę apostolską przekazywaną wiernie przez wieki z pokolenia na pokolenie. I każdy z nas, dzisiejszych wyznawców Chrystusa, który czyta z wiarą tekst Ewangelii, jest obecny w tej zbawczej wizji Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego. Fundamentem więc naszej wiary jest świadectwo naocznych świadków odważnie wypełniających posłannictwo Jezusowe pod opieką i natchnieniem Ducha Świętego.
Jak mocne i jak skuteczne było nauczanie pierwotnego Kościoła, dowodzą karty Dziejów Apostolskich opisujące postawę głosicieli Jana i Piotra. Mieli pełną świadomość, że nie oni, lecz Chrystus uzdrowił chromego od urodzenia, aby poświadczyć ich nauczanie. Gotowi byli za tę prawdę cierpieć. I cierpieli. Starszyzna żydowska, która słyszała apostolskie słowa oskarżające Żydów za ukrzyżowanie Jezusa, i która rozpoznawała w Janie i Piotrze uczniów Jezusa, zdawała sobie sprawę z oczywistości cudu, znaku mocą Boga uczynionego. Ale poprawność nauki starotestamentalnej nie pozwalała im na przyznanie racji apostołom. Jan i Piotr na zakaz przemawiania i nauczania w imię Jezusa odpowiedzieli po prostu i uczciwie: „Nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy”.


17.  Niedziela Miłosierdzia Bożego, 19 kwietnia
Pierwsi chrześcijanie, jak wyraźnie zapisano w Dziejach Apostolskich, stanowili wspólnotę wierzących w zmartwychwstałego Pana. To Jezus żyjący w odważnym nauczaniu apostołów, potwierdzający ich słowa wydarzeniami cudownymi, gromadząc coraz to nowych wyznawców na wspólnej Eucharystii, budował młody Kościół. A Duch Święty go umacniał. Ani apostołowie, ani nowi wyznawcy po śmierci Mistrza nie wymyślali na swe pocieszenie Ewangelii, by potem za te wymysły przelewać krew i oddawać swoje życie. Oni nosili Jezusa – Syna Bożego w swych sercach. Oni wierzyli, że są „przez wiarę strzeżeni mocą Bożą do zbawienia”. Byli pewni, że Bóg „w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa” zrodził ich do żywej nadziei: dla nieba - jak uczył ich apostoł Piotr. Nie można zrozumieć chrześcijaństwa bez pryzmatu wiary, tego nadprzyrodzonego daru Ducha Świętego. Dzięki niemu apostołowie uwierzyli Chrystusowi i dzięki niemu następni wyznawcy uwierzyli apostołom. Otrzymany dar wiary od Jezusa jest zawsze wyrazem Jego wielkiego miłosierdzia względem człowieka. Nawrócenie apostoła Tomasza jest wręcz modelowym przykładem dla dzisiejszych praktycznych sceptyków. Dopóki apostoł wiadomość o pojawieniu się zmartwychwstałego Jezusa rozważał poza wspólnotą, mógł się upierać: jeśli nie dotknę, to nie uwierzę. Ale gdy stanął we wspólnocie apostolskiej przed Jezusem, który przyszedł mimo drzwi zamkniętych, nie potrzebował eksperymentów, padł na kolana i wołał głęboko rozradowany: ”Pan mój i Bóg mój”. To był wielki akt miłosierdzia Jezusowego wobec Tomasza. Zmartwychwstały Zbawiciel rozszerzył swe miłosierdzie okazane Tomaszowi na wszystkich ludzi: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Akt żywej wiary w Jezusa obdarowany został szczególnym błogosławieństwem Bożym. Każdy może je otrzymać, kto się zwróci z nadzieją ku Jezusowi. Czyż nie taką obietnicę swego miłosierdzia potwierdził Pan w naszych czasach za pośrednictwem Siostry Faustyny?


18.  Poniedziałek 2.Tygodnia Wielkanocnego, 20 kwietnia
Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest fundamentem nauczania Kościoła o wewnętrznym życiu chrześcijanina, o stawaniu się przez Łaskę nowym dzieckiem Boga. Trzeba najpierw umrzeć, żeby móc zmartwychwstać. Jezusowa zbawcza śmierć na krzyżu była pokonaniem śmierci człowieczej, która weszła w historię ludzkości przez grzech. Zmartwychwstanie Zbawiciela przyniosło ludziom nowe prawo do życia wiecznego.
Pięknie to odzwierciedlała u pierwszych chrześcijan ceremonia zanurzenia podczas Chrztu św. Zanurzenie całej postaci katechumena w wodzie symbolizowało zanurzenie w śmierci zbawczej Chrystusa, a tym samym mówiło o śmierci katechumena dla grzechu. Wynurzenie po chwili z wody było symbolem zmartwychwstania do życia w Łasce Bożej. Oczom wiary obecnych przy udzielaniu Chrztu św. ukazywał się narodzony z Ducha nowy człowiek usynowiony Bogu w Jezusie Chrystusie.
Tę prawdę starał się wyjaśnić Jezus w nocnej rozmowie z Nikodemem. Uczony w Piśmie starego Prawa nie był w stanie zrozumieć tej nauki. Dziwiąc się żądaniu drugich narodzin dla Królestwa Bożego, wyjawiał wobec Jezusa swe zbyt zewnętrzne i materialne postrzeganie rzeczywistości Królestwa Bożego. W sumie jego myślenie nie odbiegało od stereotypów współczesnej mu wyobraźni o królowaniu Mesjasza nad królestwami na ziemi. Uczony w Piśmie nie mógł pojąć nauki o powtórnych narodzinach, gdyż nie znał prawdy o trzech osobach żyjącego Boga, nie wiedział nic o Duchu Świętym i o Jego uświęcającym działaniu w duszy ludzkiej. Trudną drogę miała ta prawda do umysłów ludzkich.
Apostołowie zdruzgotani dramatem na krzyżu i następnie rozradowani spotkaniem z Jezusem zmartwychwstałym, pojęli tę naukę dopiero pod wpływem oświecenia światłem zstępującego na nich Ducha Świętego.
We współczesnej liturgii Chrztu św. ceremonia polania wodą głowy katechumena (najczęściej dziecka) przywołuje prawdę teologiczną o obmyciu duszy łaską Bożą, podkreśla fakt zmycia z duszy zmazy grzechu pierworodnego. Skutek sakramentu jest ten sam, jedynie inaczej dawniej a dziś rozłożone są akcenty teologiczne w ceremonii chrzcielnej.


19.   Wtorek, 21 kwietnia
Co to jest narodzenie z Ducha i jak się ono odbywa? Nie pojmie tego człowiek starego Prawa. Faryzeusz Nikodem miał na oczach zasłonę, jaką tworzyło naturalne poznanie, czyli odczytywanie Biblii jedynie przy świetle rozumu ludzkiego. Jego ocena osoby Jezusa była nadzwyczajna w stosunku do opinii innych faryzeuszów. Jednak daleko mu do rozpoznania w Jezusie przychodzącego z nieba Syna Bożego. Warto tu przywołać słowa Szymona Piotra, prostego rybaka: „Ty jesteś Mesjaszem, Synem Boga żywego” (Mt 16,16). Skąd u Piotra ta wiedza, której nie posiadał Nikodem? Jezus, zachwycony tą odpowiedzią, odkrył przed apostołem tajemnicze źródło jego mądrości: „Ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16,17). Oprócz poznania przyrodzonego jest jeszcze inne poznanie, przychodzące z góry do duszy ludzkiej od Boga samego. Oświecenie nadprzyrodzone, wielka łaska Boża.
Gdy Nikodem nie mógł zrozumieć duchowych narodzin, Jezus zganił nie tylko dostojnika żydowskiego, ale cały sposób nauczania faryzejskiego: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?”. Nie wie ten, kto polega na czysto ludzkim poznaniu. Potrzebna jest pomoc Mądrości Bożej i tę właśnie przyniósł na ziemię Jezus. Wyraźnie wytyka faryzeuszom: „Mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie”. Prosty rybak przyjął, a uczony w Piśmie nie potrafił. Trudną lekcję otrzymał w tej rozmowie Nikodem. Co więcej, Jezus, jako najwyższy nauczyciel Nowego Testamentu, wezwał dostojnika Starego Testamentu do egzaminu. Postawił przed nim figurę węża miedzianego na pustyni i kazał w niej zobaczyć Syna Człowieczego, i wezwał go do przyjęcia łaski. To miało być jego ponownym narodzeniem.
Apostołowie po zesłaniu Ducha Świętego nie mieli tego problemu. Odważnie i z mocą świadczyli o Jezusie zmartwychwstałym, a wszyscy mieli wielką łaskę. Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących.


20.  Środa, 22 kwietnia
Jezus zaszokował Nikodema maksymalnie. Jak mogły znieść uszy faryzeusza słowa o Jahwe, Bogu Jedynym, który - o zgrozo! – ma Syna swego Jednorodzonego? Czy ta nauka nie jest powielaniem pogańskich historii o bogach i boginiach płodzących synów-herosów? Doprawdy, Jezus wystawia grzeczność i dobre wychowanie pobożnego Żyda na wielka próbę. Zaszokowany, ale chyba także uwiedziony słowami Jezusa, Nikodem już tylko milczy do końca nocnego spotkania. Ta nauka była przedziwnie ujmująca; zupełnie nowa i jakże piękna. Dotychczas historia narodu wybranego mówiła o działaniach Jahwe w kategoriach błogosławieństwa lub kary w doczesnym życiu. Za wierność Żydzi cieszyli się szczególną opieką swego Króla i Wodza przemawiającego przez proroków; za grzechy niewierności spotykały ich plagi i wojny przegrane z wrogami. Jezus natomiast mówi o niesłychanym zaangażowaniu Bożej Miłości w szczęśliwość wieczną każdego człowieka; mówi też – co jeszcze bardziej zdumiewające – że Bóg chce zbawić cały świat. Dawniej Bóg posyłał swych aniołów i przemawiał do wybranych ludzi, a Jezus mówi, że w końcu posłał swego Jednorodzonego Syna. Kto jest tym Synem? Czyżby właśnie Jezus? Te myśli nie przynosiły uspokojenia Nikodemowi, zbyt mocne było jego przywiązanie do poprawności faryzejskiej. Ale z drugiej strony, jak Go nie słuchać? Mówi tak, jak nikt dotąd. On nikogo nie stara się przekonać, po prostu żąda wiary w Jego słowa, w Niego samego. To niesłychana odwaga! Kto wierzy w Syna, nie podlega potępieniu, a kto nie wierzy, już został potępiony. Takie słowa może wypowiadać albo wariat, albo sam Jednorodzony Syn Boga. Nikodem pamięta, że to, co najpierw pociągnęło go do Jezusa, to były Jego czyny. To były czyny mądre, dobre i niespotykane. Tylko Bóg może pozwolić na takie działanie. Nie, z cała pewnością Jezus nie jest wariatem! Jak ma serce słuchającego nie zadrżeć? Słowa Jezusa są radykalne, stawiają człowieka nieubłaganie przed sądem. Skoro w słowach Jezusa jest Boże światło, to należy je przyjąć, uwierzyć w Jezusa, Syna Bożego. I to jest najniebezpieczniejsze, bo w tym świetle wiary ukazują się wszystkie ukrywane uczynki, cała niegodziwość człowieka. Nikodem słuchał i rosła w nim pewność, że jeszcze nie jest gotowy.
Po zesłaniu Ducha Świętego apostołowie byli gotowi nawet na śmierć dla Jezusa.


21.  Czwartek, 23 kwietnia, św. Wojciecha
„Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk”. Te słowa wypowiedział św. Paweł Apostoł jako nawrócony żyd, który dzięki łasce Bożej doświadczył Prawdy w swej duszy, że zbawić może nie prawo i nie przepisy rytualne, ale jedynie Jezus Chrystus. Od chwili spotkania z Chrystusem w widzeniu mistycznym pod Damaszkiem cały oddał się Jezusowi. Cały, i w życiu, i w śmierci należał do Jezusa. Na zawsze.
Te same słowa mógł powiedzieć dziewięć wieków później św. Wojciech, chociaż jego nawrócenie dokonało się w innych okolicznościach. Jako młody duchowny, wykształcony w słynnej Szkole Katedralnej w Magdeburgu, wrócił do Pragi, gdzie wiódł życie swobodne i pełne uciech według mody ówczesnej młodzieży z bogatych domów. Tym bardziej, że był młodzieńcem śmiałym i powabnym. Nazywano go księciem rozkoszy. Dwa lata pracował na dworze biskupa Dytmara. W roku 982 był świadkiem dramatycznej walki wewnętrznej i przedśmiertelnego kajania się biskupa przed sprawiedliwym Bogiem za swe grzeszne życie i zaniedbania kapłańskie. Doznał wstrząsu duchowego. Zupełnie odmieniony wewnętrznie, po roku czasu został następcą na tronie biskupim po Dytmarze. Starał się żyć według ewangelicznych wskazań Jezusa, czym zyskał sobie jedynie niechęć otoczenia. Nie widząc wyników swej pracy duszpasterskiej, zniechęcony dwukrotnie wyjeżdżał do Rzymu. Tam przyjął habit benedyktyński i żył blisko cztery lata we wspólnocie zakonnej na Awentynie. W roku 995 w jego rodzinnych Libicach wrogowie wymordowali całą jego rodzinę. Wojciech wiedział, że droga do Pragi jest zamknięta. Postanowił służyć Chrystusowi na misjach wśród pogańskich Prusów. Pojechał tam wiosną 997 roku bez broni, tylko z Ewangelią i krzyżem. Zaledwie po kilku dniach pracy misyjnej na Pomorzu został bestialsko zamordowany. Jego męczeńska śmierć legła u początków rozkwitu wiary chrześcijańskiej i młodego państwa polskiego. Wypełniły się słowa Chrystusa: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity”.


22.  Piątek, 24 kwietnia
Piękną i mądrą przemowę w obronie apostołów Jana i Piotra wygłosił rabin Gamaliel, przyszły nauczyciel Szawła z Tarsu. Sięgnął do doświadczenia historycznego, które niosło wyraźne przesłanie o Bożej Opatrzności i czuwaniu nad narodem wybranym. Jeżeli jakieś działanie ma błogosławieństwo Boga, to nie wolno z nim walczyć, bo byłoby to sprzeciwianiem się woli Bożej. Można podziwiać mądrość uczonego w Prawie i jego szukanie sposobu, by ocalić dwóch ludzi, którzy bezinteresownie uzdrowili chromego od urodzenia.

Jednakże, z drugiej strony, jest to dziwna mowa znanego faryzeusza, bo przecież słyszał o wielkich cudach zdziałanych przez Jezusa i znał przywiązanie słuchającego ludu do Nauczyciela z Nazaretu. Dlaczego nie wypowiedział się teraz jednoznacznie za uznaniem Jezusa jako Posłanego przez Jahwe? Nie pozwalała mu na to poprawność faryzejska. Sanhedryn w Jerozolimie nie był w stanie zaakceptować żadnego działania jako woli Boga w teraźniejszości, gdy było ono działaniem pomijającym jego jurysdykcję, prawo do orzekania o prawdzie czy fałszu w sprawach religijnych.

Bóg posyłając swego Syna z nieba na ziemię wybrał drogę rozpoznawania Jezusa poprzez serca prostych ludzi, otwartych na znaki czasu. Pięć tysięcy słuchaczy, nakarmionych przez Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim, nie miało żadnej wątpliwości, co do Jezusa, że Bóg jest z Nim. Widząc dwanaście koszy ułomków pozostałych po rozdzieleniu pięciu placków jęczmiennych, otwarcie i zdecydowanie mówili, że to jest prorok, na którego przyjście naród czekał. Nie mieli też wątpliwości, co do osoby Jezusa – Mesjasza dwaj apostołowie, Piotr i Jan. Przesłuchiwani, więzieni i biczowani odpowiadali ciągle w ten sam sposób: „My nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy” (Dz 4,20). Co więcej, apostołowie umocnieni Duchem Świętym, cieszyli się, że mogli cierpieć dla Jezusa. Z większą odwagą nadal głosili Dobrą Nowinę o Mesjaszu, który już przyszedł na ziemię.

23. Sobota, 25 kwietnia, św. Marka Ewangelisty

„Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16,20). Święty Marek był jednym z nich. W domu jego matki Marii w Jerozolimie spotkał wielu uczniów Pańskich przychodzących tu na modlitwę. Najpierw, jako młody chłopak, stał przy boku św. Pawła i Barnaby, towarzyszył im w podróżach misyjnych. Później Duch Święty zaprowadził Marka do Rzymu, gdzie św. Piotr głosił Dobrą Nowinę. Marek był uczuciowo mocno związany z apostołem Piotrem, który ochrzcił go i traktował jak swego syna. Piotr potrzebował Marka jako tłumacza. Rzym ówczesny liczył około miliona mieszkańców, z tym, że 900 tysięcy to niewolnicy i wyzwoleńcy, którzy posługiwali się językiem greckim - koine. Wśród tych dołów społecznych bardzo łatwo przyjmowała się Dobra Nowina chrześcijan przyniesiona z Jerozolimy. Marek towarzyszył Piotrowi podczas jego katechez, tłumaczył jego słowa na grekę ludową, używaną przez prostych, nieuczonych ludzi. Kiedy Piotra zabrakło, proszono Marka, by spisał nauczanie apostoła. Dzięki jego pracy skryptorskiej Kościół otrzymał pierwszą z czterech Ewangelii kanonicznych. Jego tekst nie tylko zawiera słowa głoszone przez Piotra, ale można tam również odczytać styl prosty, nacechowany temperamentem i uczuciowością pierwszego Apostoła. Chociaż Marek nie chodził z Jezusem, jak uczniowie i apostołowie, to jednak przez wierne zapisanie mów Piotra odtworzył bezbłędnie naukę Mistrza z Nazaretu. Gwarantem autentyczności tej nauki jest Duch Święty czuwający nad prawdą zawartą w ustnej tradycji w Kościele. Nowy Testament, jaki dziś czytamy, nie spadł z nieba. Kościół jest jego kolebką.

Marek Ewangelista, według starożytnych podań, po śmierci św. Piotra udał się do Aleksandrii i tam głosił słowo Boże. Zginął śmiercią męczeńską. W roku 828 relikwie św. Marka zostały przewiezione do Wenecji. Tu nad jego grobem zbudowano wspaniałą katedrę.


2008-09-22


Więcej