JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

ULECZYĆ PAMIĘĆ
Wrocław, Aula Politechniki Wrocławskiej, dnia 13.12.2001r.
(W 20-lecie stanu wojennego)

Pan jest łagodny i bardzo łaskawy
(Ps.145, 8)

Przyszliśmy na Mszę świętą na to niecodzienne dla liturgii miejsce, aby wsłuchać się w pieśń o Bogu wielkim w swej łaskawości i łagodności, a jednocześnie chcemy wyśpiewać naszą adwentową tęsknotę za Bogiem przychodzącym:
Niebiosa, spuście sprawiedliwego jak rosę,
niech jak deszcz spłynie z obłoków,
niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela

(Iz 45, 8).

Czas Adwentu prowadzi nas do tajemnicy wcielenia, w której widzimy: Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało wśród nas(J 1, 14). To, co dotychczas było niemożliwe, nieprzewidywalne, stało się ciałem, rzeczywistością. Bóg dotykalny, bliski, serdeczny i także bezbronny. Dziecko, jakże się może obronić? Jest w tym wielki Boży zamysł, by żaden z tych wielkich uczonych i z tych maluczkich nie mógł powiedzieć: Boże, nie dotarłem do Ciebie, boś zbyt wielki i zbyt daleki, na wyżynach niebieskich zasiadasz, a ja mieszkam na tej niskiej ziemi. Mam swoją pracę, gabinet, biurko, salę wykładową, mam ćwiczenia i wykłady, wszystko takie zwykłe i wystarczające. Twoja wielkość przeraża mnie, Boże!
- Od chwili zwiastowania, przez noc betlejemską aż do dziś nikt już nie może tak powiedzieć, bo byłoby to zaprzeczaniem Prawdzie. Syn Boży stał się jednym z nas, postanowił zejść do człowieka, wziąć go niejako za rękę i poprowadzić do Ojca: Zgubiłeś mi się człowiecze, odszedłeś z Raju, przyprowadzę cię z powrotem. Adwent to szczególny czas, który nas kieruje do wewnętrznych czeluści ducha, aby odnaleźć to, co jeszcze nie zagasło, co się tli, żarzy, co daje nadzieję na wzrost, na ponowny wybuch entuzjazmu.

Przed dwudziestu laty było tu ludno i gwarno, i młodzieżowo. Pamiętamy, ilu studentów uczestniczyło w strajku i uczyło się solidarności i odpowiedzialności za kraj. Byliśmy tu również my księża, by głosić naukę o nieprzemijalnych wartościach, by podnosić na duchu po zmiażdżeniu Solidarności. Pokazywaliśmy wartość ofiary, jaką przyszło płacić ludziom walczącym o wolność. Ci, którzy wtedy byli studentami dziś są panami pod wąsem i paniami nadobnymi. Gdzie oni dziś są?... Jednych wypędzono za granicę, jeszcze nie wrócili. Inni sami uciekli we własne biznesy - prawe czy lewe - na nic innego nie mają czasu. I tylko niewielka garstka, biblijna reszta, została i czuwa przy wielkich ideałach.

Po co się dziś zebraliśmy? Czy świętować? Nie ma z czego się radować. Dzisiaj nie świętujemy. Dzisiaj wspominamy i modlimy się za tych, którzy swoje życie w bohaterskim akcie ofiary 20 lat temu złożyli na ołtarzu Ojczyzny. Przyszliśmy prostować i leczyć naszą pamięć.

Szanowni Państwo! Pamięć jest to ogromnie ważna sprawa w życiu narodu! Umierają narody, których pamięć znikczemniała. Czyż nie uczył nas tego wielki Prymas Tysiąclecia przez trzydzieści lat? Musimy pamiętać o ludziach i czasach. Dzisiaj nasza pamięć cało-narodowa uległa wielkiej korozji. Niektóre środowiska polityczne manipulują czasem przeszłym przekraczając granice wszelkiej przyzwoitości. Proces górników z kopalni Wujek, który niedawno - już po raz drugi - został zakończony uniewinnieniem zabójców, czymże jest, jeśli nie manipulacją? Przecież zginęli ludzie od kul morderczych! Przecież wielu górników żyje do dziś, nosząc w sobie bolesne skutki tamtych działań. Nie ma winnych, ani strzelających, ani dających im rozkaz zabijania! Robotnicy zginęli, politycy żyją. Żyją i mają czelność przed całym narodem, w świetle jupiterów telewizyjnych, opowiadać o konieczności stanu wojennego. Oczywiście, bo inaczej ich głowy pospadałyby na rozkaz z Moskwy. Co to są za ludzie?! Jeden z obserwatorów politycznego pola wydarzeń pisze: Stan wojenny po raz ostatni zmobilizował do walki wykruszone hufce Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W jednym szeregu stanęli weterani walk z reakcyjnym podziemiem po 45 r. i wychowankowie Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, ideowi komuniści i gierkowscy technokraci, niedawni reformatorzy i partyjny beton. Jedni chcieli ocalić socjalizm, inni własne kariery. Połączył ich strach i poczucie zagrożenia.

Jakimi wartościami kierują się ci ludzie, wtedy młodzi działacze partyjni, a dziś dorośli politycy zasiadający na kierowniczych stanowiskach w państwie? Ksiądz arcybiskup Józef Michalik opiniuje ich niedwuznacznie: Dziś na scenie politycznej pojawiają się ludzie, którzy kiedyś niszczyli wszelkie usiłowania mające na celu demokratyzację życia w Polsce. Okazuje się, że gruba kreska była dla nich azylem, niemal jak immunitet poselski. Przeczekali parę lat i dziś pojawiają się na pierwszych stronach gazet, z ustami pełnymi okrągłych słów szafują dziedzictwem, które dalej jest im obce. Im w dalszym ciągu historia Polski zaczyna się w 1944 roku Manifestem PKWN-u. Chorują na pamięć i z premedytacją zarażają innych. Przyszliśmy więc tę pamięć leczyć. Czy nam się uda? Jeżeli będziemy we wszystkich środowiskach podejmowali trud diagnozowania, to uda się nam leczenie.

Manipulacji towarzyszy zjawisko nielubienia pamięci. Pamięć jest nielubiana i niszczona. Zniszczono większość dokumentów, które dzisiaj mogłyby wiele spraw wyjaśnić. Szef IPN-u mówi, że ocalała zaledwie jedna czwarta dokumentów dających świadectwo o działaniach władzy w stanie wojennym. Stąd możemy wnioskować, jaki ogrom ciemnych myśli i pragnień tłumił się w głowach autorów i prowokatorów stanu wojennego. Na terenie wrocławskim ktoś ma o tyle szczęście, że może się podeprzeć powodzią. Rzekomo to nie SB, to powódź zniszczyła dokumenty z sądowych procesów członków Solidarności. Ale kto temu człowiekowi zniszczył jego pamięć: kogo oskarżał i jak oskarżał?

I wreszcie najbardziej trudne zjawisko dotykające naszej pamięci, bo najszerzej obecne w społeczeństwie: pamięć niechciana. Nie chcą pamiętać ludzie, którym wtedy było dobrze, dla których stan wojenny był zabezpieczeniem kariery i przyszłości. Ale pamiętać też nie chcą zwykli ludzie. Mają dość. Społeczeństwo jest już zmęczone i głodne. Bez perspektyw i bez wizji, co można robić z wolnością. I tutaj zjawisko, którego wcale się nie spodziewaliśmy, ani w Kościele, ani w naszych społecznościach związkowych: że aż tylu będzie zniechęconych do Solidarności, do samodzielnego działania w warunkach nowej wolności. Państwo znają te słowa: Polacy w klęsce wspaniali, w zwycięstwie okropni (Churchil). Chyba sięgnęliśmy dna tej okropności.

Teraz trzeba się podnieść. Bóg przeprowadza nas przez to, co dzisiaj przeżywamy i miejmy nadzieję, że przeprowadzi ręką obronną. Bo nie na ilości ma wszystko polegać, nie na euforii, sztandarach, hasłach, ale na ciężkiej pracy. Otrzymaliśmy wolność i teraz trzeba ją zagospodarować. To wielkie zadanie stojące przed Solidarnością, która wolność wywalczyła. Bez Solidarności nie bylibyśmy dziś państwem suwerennym. Bez niej nie bylibyśmy tu w tej chwili bezpieczni. Wiele zawdzięczamy Solidarności, wielu wspaniałym ludziom, którzy tworzyli Solidarność, którzy tworzą ją dzisiaj. Zawsze są jakieś wióry i trociny, gdy się rąbie drwa, ale samo drzewo jest drzewem zdrowym. Swe żywotne soki czerpie z biblijnych słów: Jeden drugiego brzemiona noście (Ga 6,2). Dzisiaj Solidarność musi zdobyć siły na to, by zniechęconemu narodowi pokazać drogę pracy, drogę zagospodarowania wolności. Nie jest to proste, jak nam się na początku wydało. Kiedy zniewolenie było oczywiste Polacy byli skłonni myśleć, że właśnie wolności potrzeba im najbardziej. Wielu pragnęło jednak wolności nie tyle dla niej samej, ile dlatego, że wyobrażali sobie, iż kiedy ona nastanie, to i garnek będzie pełny, i dzieci będą grzeczniejsze i wszystko będzie świetne. Tymczasem wolność otwiera jedynie możliwości zaspokajania potrzeb własnymi rękoma i własnym pomysłem. Jan Paweł II na Jasnej Górze do młodzieży polskiej mówił, by nie pragnęli wolności łatwej, jaką otrzymuje młodzież na Zachodzie. Wolność nie jest ulgą, lecz trudem wielkości jak powiedział poeta (Norwid). Wolność musi być trudna, wolność musi kosztować, żebyś ją cenił. Wolność musi być wartością stawianą wysoko ponad codzienność, a jednocześnie w zwyczajności czasu osadzoną.

Zagospodarować wolność może tylko społeczeństwo obywatelskie, odpowiedzialne w oparciu o Dekalog. Mówił nam o tym Jan Paweł II: Dziesięć przykazań, a potem przykazanie miłości Boga i bliźniego, to jest właśnie ta prawda, która czyni nas wolnymi. Bez tej prawdy człowiek nie jest wolny prawdziwie. Dekalog trzeba znów uczynić fundamentem życia w wolności. Wolność nie jest rozpasaniem. Wolność jest umiejętnością i mocą do pokonywania wszystkich przeszkód, które stoją na drodze do Dobra. Kto ma taką wolność, ten nie błądzi, jego busolą jest własne sumienie. Bez Dekalogu i sumienia wszystko się kudłaci. Bez sumienia naród jest skundlony. Stąd już bardzo prosta droga do dyktatury. Znamienne jest, że kiedy zostaje wprowadzana dyktatura to wprawdzie pojawiają się protesty, ale większość na ogół się dostosowuje. Okazuje się, że nie dla wszystkich wolność jest wartością bezwzględną. Wielu ludzi chciałoby mniej wolności, a więcej chleba, mniej wolności, a więcej porządku. (...)Większość dyktatorów XX w. zawdzięczała sukces nie tyle nagiej sile, ile temu, że do przekonania ludzi trafiały zapewnienia, iż zamiast daru wolności, z którym nie wiedzieli, co robić, otrzymają coś dla nich w danej chwili ważniejszego. Nie każdy musi wiedzieć, żeżaden dyktator nie dotrzymał swoich obietnic lub dotrzymywał je tylko tak długo, jak długo nie umocnił dostatecznie swojej władzy.

Niektórzy twierdzą, że obecna sytuacja w Polsce nie prowadzi do dyktatury. Sytuacja społeczna jednak sygnalizuje, że obietnice bez pokrycia już były a arogancja władzy niebezpiecznie wzrasta. Pamięć więc trzeba uleczyć, aby wolność uratować. Dlatego się modlimy, by czynić to wielkie dzieło, przerastające nas samych, czynić razem z Tym, który wszystko może, u którego nie ma nic niemożliwego (Łk 1, 37).

Ja, twój Bóg, ująłem cię za prawicę mówiąc ci: nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą(Iz 41,13). Ja, twój Bóg! To musi usłyszeć Solidarność. Te słowa muszą być w jej sercu, muszą z niego wyrastać, jak korzenie wielkiego drzewa wolności. Drzewa nie tylko zieleniejącego, szumiącego liśćmi, ale drzewa kwitnącego, owocującego! Ja, twój Bóg!- to są słowa wieczne, zawsze aktualne, zawsze w mocy. Czy wiecie, Drodzy Państwo, gdzie rozpoczął się rozpad i podziały Solidarności? Na samym początku! Tuż przed pierwszym zjazdem, kiedy kandydaci na zjazd, również wrocławscy, stawali przed kamerami i mówili: Jestem niewierzący! Wtedy sie otworzył pierwszy korytarz, którym popłynęła w Polsce fala niepowodzenia. Fala, którą nie możemy się szczycić.

W tym wielkim i świętym czasie Adwentu prosimy Cię, przychodzący Boże, przyjdź do nas, zstąp do naszych serc, otwórz je na oścież, abyśmy przyjęli Twoją prawdę, abyśmy przyjęli Twoje słowo: Ja, Twój Bóg, przychodzę ci z pomocą. Solidarności polska! Usłysz te słowa, uczyń je swoimi na każdy dzień, a nawet częściej, rano i wieczór w pacierzu osobistym. Amen.


2006-01-26
2001

Więcej