JAN PAWEŁ II:

Każdy musi być przygotowany

do tego, że stanie

przed Panem i Sędzią.


Rozwiń

NIE WYSTARCZY PRZEPRASZAĆ
Wrocław, 16.12.2001r.
Kościół św. Klemensa Dworzaka
Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia


NIE WYSTARCZY PRZEPRASZAĆ
Homilia w 20-lecie zbrodni w kopalni „Wujek”
(Tekst autoryzowany)
Coście wyszli oglądać na pustyni?
(Mt 11,7)
Drodzy Bracia i Siostry,
Przedstawiciele całego Regionu Dolnośląskiej Solidarności!
Przyszliśmy dziś do Matki Bożej Pocieszenia tak jak dawniej. Z wielką ufnością - jak zawsze i jak zwykle - do Matki po radę i pomoc, po pociechę i spokój wewnętrzny. Wszak Ona jest najbliższa Jezusowi, naszemu Panu. Przyszliśmy na modlitwę, bo właśnie dzisiaj mija dwadzieścia lat od tragedii w kopalni „Wujek”. Modlimy się o wieczne szczęście dla tych, którzy życie swoje położyli w Solidarności i dla Solidarności. Im, być może, wciąż potrzebne jest nasze solidarne, modlitewne wsparcie.
Chrystus Pan, od którego Maryja czerpie i przekazuje moc pocieszenia, stawia nam tu dziś zaskakujące pytanie: “Coście wyszli oglądać na pustyni?”. Rozglądamy się przez chwilę zaskoczeni i wreszcie odkrywamy sens: Polska dziś jest jak pustynia! Pustynia, którą z jednej strony przemierzają bogate karawany panów i pań w miękkie szaty odzianych, a z drugiej snują się cienie bezrobotnych, głodnych, sfrustrowanych Polaków. Kręcą się bezkarnie i węszą podstarzałe szakale – mity stanu wojennego – niebezpieczne z powodu skutecznego (niestety!), bezpardonowego i cynicznego targania i rozszarpywania organizmu Solidarności. Hula wiatr rozrzucając śmieci okrągłych słów – pustych obietnic. Na górach paśtuszą przedziwne stwory z dawnej epoki, które mają przemożną potrzebę wyrażać swą pogardę i cynizm dla wszystkiego co wolne i niepodległe. Znamienne jest, że właśnie ten cynizm i ta pogarda dla chrześcijańskich wartości moralnych i patriotycznych, z których zawsze nasza tożsamość narodowa wyrastała, jest wspólnym rozpoznawczym znakiem dla czasów stalinowskich i dla tych, w których obecnie żyjemy... Czy o taką Polskę walczyli Polacy przed pół wiekiem i przed dwudziestu laty?...
Usłyszeliśmy 13 grudnia, zupełnie niedawno, z najwyższych ust takie słowa: “Stan wojenny był złem”. Rzeczywiście, słowa ważne i potrzebne, ale pytamy: dlaczego tak spóźnione? Jaką one mają dzisiaj wartość? Nie wystarczy już nazywać te straszne rzeczy po imieniu, bo świat je dawno ponazywał. Od samego początku każdy uczciwy Polak wiedział, że stan wojenny był naszą zmorą, naszym nieszczęściem, był dotkliwym złem, które nawiedziło nasze rodziny, nasze fabryki, kopalnie. Był złem, które odbierało nam pewność siebie we własnym kraju, odbierało ochotę do pracy, a nawet możliwość pracy. To wszystko znamy! Aż nadto wyraźnie i dotkliwie wypisała to doświadczenie na naszych plecach i na naszych duszach WRON-a posługując się czołgami, armatkami wodnymi, kałacznikowami i pałkami zomowców, a ponadto doraźnymi misternie ułożonymi paragrafami stanu wojennego. Zbyt późno wyartykułowane zostały te słowa z najwyższego fotela Rzeczypospolitej! Zbyt długo na nie czekaliśmy. Tym bardziej brzmią one niewiarygodnie, że poprzedzone były przez kilka miesięcy antysolidarnościową propagandą w środkach przekazu. Chodzą różne szakale stanu wojennego i dziś po Polsce, zasiadają przed kamerami srebrnego okienka i “bełtają” ludziom prostym w głowach. Czy skutecznie? Nie daję zbytniej wiary statystykom robionym naprędce na jakąś okoliczność, ale jeżeli prawdą jest, że tylko jedna czwarta Polaków negatywnie ocenia dziś stan wojenny, to musimy ze smutkiem powiedzieć: udało się szakalom. Słuchając spóźnionej diagnozy: “Stan wojenny był złem”, spontanicznie odnajdujemy w sobie pytanie: po której stronie stał wtedy dzisiejszy diagnostyk stanu wojennego?... Tu leży fundament niewiarygodności, bo przecież ”wojna jaruzelska”, boleśnie pacyfikująca naród polski, wyrosła z tego, co dzisiaj nazywa się “lewicą”. Tu stoją w zwartym szeregu spadkobiercy komuny i ci wszyscy, którym do nich bliżej po koleżeńsku.
Aby uwiarygodnić swą mowę, władza dzisiejsza musi dokonać nie przeproszenia w słowach, ale pojednania w czynach. Tu potrzebny jest akt pokuty! Musi zaistnieć wyraźny akt pokuty. Przebaczenie – tak! To jest fundamentalna powinność chrześcijańska. To jest praktyka, w której Polska często się odradzała w swoich trudnych i dramatycznych dziejach. Ale przebaczenie musi być poprzedzone pokutą. Przyznaniem się do winy, nazwaniem prawdy, uderzeniem się we własne piersi. My mamy prawo takiej porządnej pokuty oczekiwać, bośmy porządnie zostali wygarbowani i zmacerowani przez WRON-ę i jej wszelkie partyjno-administracyjne przedłużenia.
Pola do pokuty i wynagrodzenia dziś nie brakuje, tym bardziej, że wciąż pokazują się sprzeczności między słowami a czynami władzy. Pierwsze zaprzeczenie pragnienia pojednania widać w niedawno ogłoszonym wyroku uniewinniającym zabójców dziewięciu górników kopalni “Wujek” oraz uparta i niezrozumiała niemoc w znalezieniu ich mocodawców. Zamiast słów trzeba tu ważnego, wręcz strategicznego, dla przyszłości Polski czynu. Przecież żadna z ekip rządzących po “okrągłym stole” nie miała tyle możliwości, co dzisiejsza, w rozpoznaniu i ukaraniu winnych zniszczenia teczek z dokumentami osób działających zbrodniczo w okresie stanu wojennego!
Pożądanym aktem pokuty byłoby następnie specjalne uszanowanie wszystkich internowanych, aresztowanych i więzionych za przynależność do Solidarności oraz oddanie honoru każdemu, którego w stanie wojennym, ze względu na niepeerelowskie zapatrywania nazywano kryminalistą.
Dalej potrzebne jest wynagrodzenie krzywd moralnych, psychicznych i fizycznych wyrządzonych młodym wtedy Polakom walczącym o Polskę w pełni suwerenną i nie-socjalistyczną. Wiele młodych dziewcząt i chłopców przeżyło wtedy szok czy nawet załamanie psychiczne; wielu z nich po nafaszerowaniu środkami odurzającymi nigdy już nie doszło do równowagi. Niedawno przeczytałem świadectwo młodego górnika postrzelonego w kopalni “Wujek”, który do dziś nosi kulę karabinową w swym ciele; lekarze boją się ją ruszyć, by nie uszkodzić rdzenia kręgowego. Wielu licealistów i studentów było brutalnie przesłuchiwanych, a stan wojenny będą mieli do końca życia wypisany na własnej skórze. Ich wtedy edukowały gazy, petardy, armatki wodne i pałki zomowców. Wielka lekcja pogardy i nienawiści do człowieka! Zamiast wygłaszać uroczyście okrągłe słowa, czy nie należy dziś powołać Narodową Fundację im. Księdza Jerzego Popiełuszki, która pomagałaby w wychowaniu młodego pokolenia dla wartości najwyższych i transcendentnych oraz służyłaby w nauczaniu o niezbywalnych prawach osoby ludzkiej. Ksiądz Jerzy za te wartości oddał swe młode życie, starty na proch przez machinę stanu wojennego.
Przy tym uroczystym nawoływaniu rodaków do zgody po dwudziestu latach trzeba również pokłonić się nisko, “czapką do ziemi, po polsku” niezłomnym środowiskom artystycznym, które swą twórczością (zakazaną przez dekrety stanu wojennego) reedukowały młodzież “na wyjeździe” w kościołach, pod szeroko otwartym parasolem biskupów polskich. Trzeba też przeprosić środowiska naukowe, którym brutalnie przerwano Kongres Nauki, i wpisać na stałe do Konstytucji zapis o wielkiej niegodziwości i karalności niszczenia dorobku nauki polskiej.
Drodzy Bracia i Siostry, usłyszeliśmy 13 grudnia bieżącego roku w mowie uroczystej na 20-lecie stanu wojennego wiele słów zaczerpniętych z nauczania Ojca świętego. Tak jest, brawo! Teksty Jana Pawła II należy cytować jak najczęściej, ale nie jako kwiatki do politycznego kożucha! Nauczanie papieskie jest tak bogate i fundamentalne w rozważaniu istotnych spraw tego świata! Niezastąpione wręcz w pojmowaniu praw osoby ludzkiej, rodziny, a w niej szczególnie prawa kobiety do szacunku i szczególnej pomocy w okresie, gdy nosi pod sercem w swym łonie nowe życie ludzkie i gdy temu życiu oddaje całą swoją miłość po urodzeniu. Dzisiaj więc troska władz najwyższych w państwie okazana rodzinie polskiej, a nie wetowanie ustaw jej dotyczących, będzie najrzetelniejszym podziękowaniem Janowi Pawłowi II za to, że tak wytrwale upomina się na całym świecie o prawa rodziny, o godność człowieka każdego, także nienarodzonego.
Pozwolę sobie jeszcze przypomnieć tu, drodzy Bracia i Siostry, nasze wielkie zniesmaczenie, jakie przeżywaliśmy przed kilku laty, spowodowane uniemożliwianiem przez lewicowych parlamentarzystów akceptacji konkordatu w Polsce. Byłoby więc ważnym aktem najwyższej władzy przyznać i jasno określić, że cztery lata obrzydliwej walki z konkordatem i niedopuszczanie do jego ratyfikacji położyło się haniebnym cieniem na duchu polskiego parlamentaryzmu. Bo przecież nieraz aż do śmieszności dochodziły argumenty budowane przeciw umowie naszego państwa ze Stolicą Apostolską. W latach stalinowskich komuniści zabrali nam to zabezpieczenie wolności religijnej i praktyk duszpasterskich. Ktoś, komu bliżej do lewicy, do swoich kolegów, jest odpowiedzialny i za tę bezsensowną walkę z konkordatem!.
Dla wyrównania sprawiedliwości należałoby postawić znamienny pomnik wdzięczności, aby przypominał następnym pokoleniom wielki zbiorowy wysiłek pomocy Polsce uciemiężonej podjęty w duchu solidarności sumień w kraju i za granicą. Ten wielki zryw dobroci rozpoczęty i dalej prowadzony na skalę międzynarodową przez diecezjalne komitety charytatywne, był nie tylko ratunkiem dla głodzonej Polski, ale do dziś jest wzbudzającym w świecie podziw świadectwem realizowania chrześcijańskiej zasady: “Jeden drugiego brzemiona noście” – wypowiedzianej przez św. Pawła, Apostoła Narodów. Niezależnie od tego, z jakiego materiału ten pomnik byłby skonstruowany, stałby się znakiem sprzeciwu wobec pryncypialnej komunistycznej zasadzie walki. Trzeba ten pomnik postawić koniecznie, skoro chcemy żyć w Europie jak we własnym domu, normalnie pośród dobrych sąsiadów.
Drodzy i Szanowni Przedstawiciele Dolnośląskiej Solidarności!
Spójrzmy od innej strony na naszą Ojczyznę. Święty czas adwentowy przynosi nam nadzieję:
“Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia (...)
Niech wyda kwiaty jak lilie polne,
niech się rozraduje (...) wykrzykując z uciechy. (...)
Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe!
Powiedzcie małodusznym: < Oto wasz Bóg, (...) przychodzi Boża odpłata;
On sam przychodzi, aby was zbawić>> (...)
ustąpi smutek i wzdychanie” (Iz 35,1n).
Ten czas adwentowy wskazuje nam, choć to grudzień, na dojrzałe owoce minionego okresu. Każdy z nas, kto dziś, w 20-lecie stanu wojennego przychodzi z wielką wiarą do Matki Pocieszenia, jest dojrzałym owocem wyrosłym na tej pustyni. Ale nade wszystko pustynia pozwala człowiekowi zanurzyć się w obecność Boga. Pustynia pozwala wyciszyć się, by rozmawiać z Bogiem, by zobaczyć okiem Boga cały ten miniony okres.
Sięgnijmy do dzisiejszej Ewangelii. Uczniowie Jana Chrzciciela pytają przychodzącego Chrystusa: “Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Mistrz im kazał patrzeć i rozważać: ”Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11,5). To jest ten wielki znak, który widzimy. Głoszona jest nam w dalszym ciągu Ewangelia. Komuny już nie ma, a Kościół istnieje i głosi Ewangelię. Nasze życie, gdy odzyskujemy wzrok duszy w konfesjonale; gdy przestajemy kuleć w naszym życiu moralnym; gdy zmywamy, leczymy nasz trąd grzechu; gdy wreszcie w pokucie otwieramy nasze uszy na słowo przebaczenia i idziemy z czynem przebaczenia do drugich, wtedy dzieje się Ewangelia! A jeżeli tak dzieje się Ewangelia na naszej ziemi to znaczy, że Chrystusa nie wyparliśmy się, że wiary nam nie zabrano, to znaczy, że możemy żyć, że przyszłość właśnie do nas należy. Jezus Chrystus jest Bogiem przychodzącym, jest Panem tego co jest, co było i co będzie. W Nim jest nasza Nadzieja! W Nim otwarliśmy nowe Tysiąclecie dziejów Polski. W Nim jest nasze życie także po dwudziestu latach od stanu wojennego.
Matko Najświętsza, Matko Jezusa Chrystusa, Matko Pocieszenia, miej nas w swojej opiece. Ocieraj nam łzy. Wzmacniaj nasze serca do miłości. Wzmacniaj naszą wolę, by zawsze wybierała Boga. Wzmacniaj nasze uczucia, by stroniły od pogardy i nienawiści. Matko, bądź z nami. Amen.

2007-01-18


Więcej