JAN PAWE£ II:

Ka¿dy musi byæ przygotowany

do tego, ¿e stanie

przed Panem i Sêdzi±.


Rozwi

Archiwum Dziennika

2010-12-31
PÓ£NOC.
Na Rynku wroc³awskim t³umy i t³umy. Pokazuje to dwójka TVP. Na estradzie zmarzniêci arty¶ci, piosenkarze, prezydent Rafa³ z papierow± gwiazdk± na uchu prawym, spikerzy, kelnerzy i kto tam jeszcze z butelkami szampana i u¶miechami twardo przylepionymi do twarzy na przekór zimie z dwoma zaledwie stopniami Celsjusza. Powoli gasn± fajerwerki. Noc doko³a cichnie. Pogadam jeszcze chwilkê z królem Dawidem, on pewnie zna przysz³o¶æ. Ja nie znam, wiêc oddajê ten nowy rok 2011 w ciep³e rêce Zbawiciela.


2010-12-28
SNY.
¦wiêty Józef bywa³ w wielkich tarapatach zwi±zanych z pocz±tkami rodziny, któr± za³o¿y³ z Maryj±. Po ludzku patrz±c, nie mo¿na omin±æ tego rodzaju k³opotów rodzinnych. Ka¿dy ma³¿onek i dzi¶ mo¿e to potwierdziæ. Józef absolutnie we wszystkim zaufa³ Bogu. Kocha³ Maryjê, oboje pochodzili z tego samego rodu Dawida, oczekiwali na obiecanego Mesjasza. Je¿eli Bóg ich wybra³ do rzeczy Wielkich, a przekraczaj±cych ich ludzkie mo¿liwo¶ci, czy¿ nie powinna ta rola byæ im u³atwiona? – Okazuje siê, ¿e nie! Józef musia³ wszystko przemêczyæ ca³± swoj± osob±. Bóg w ten sposób modelowa³ jego ¶wiadomo¶æ wewnêtrzn±. Dzia³a³ na Józefa we ¶nie. On wstawa³ i zaczyna³ spe³niaæ, co zobaczy³ i us³ysza³ we ¶nie i w ten sposób trudna sprawa, czy zagro¿enie by³o eliminowane. B³ogos³awiony i przed sw± ¶mierci± by³e¶, Józefie!
Ja czasem, gdy budzê siê rano, widzê, czujê, czy jak to nazwaæ, resztki jakiej¶ rzeczywisto¶ci i jakiego¶ dziania siê, a nawet mam w uszach czyj¶ g³os… Z jakiego miejsca wróci³em? W jakim dzianiu siê uczestniczy³em? Kompletny zator.


2010-12-26
DYLEMAT.
Biskupi polscy w dorocznym li¶cie na niedzielê ¦wiêtej Rodziny napisali m.in.: „Siostry i Bracia! Komunia z Bogiem to serce rozmi³owane w Bogu. To cz³owiek podzielaj±cy Bo¿y sposób patrzenia i rozumienia. To ca³e ¿ycie oddane Panu Bogu. W takim kontek¶cie lepiej rozumiemy, ¿e przystêpowanie do Komunii ¦wiêtej nie jest i nie mo¿e byæ praktyk± oderwan± od ¿ycia – od tego, co my¶limy, mówimy, jakie s± nasze przekonania i czyny. (…) Ka¿dy katolik, który odrzuca prawo Bo¿e, winien siê nawróciæ. Inaczej jego przystêpowanie do Komunii ¦wiêtej jest ¶wiêtokradztwem. (...) Nikt wewnêtrznie uczciwy nie mo¿e wybieraæ grzechu, a równocze¶nie twierdziæ, ¿e ¿yje w zjednoczeniu z Bogiem. Tym bardziej nie mo¿e z uporem demonstrowaæ publicznie jedno¶ci z Cia³em Chrystusa, gdy odrzuca ewangeliczny styl my¶lenia i postêpowania. W takim przypadku posiada b³êdnie ukszta³towane sumienie i potrzebuje nawrócenia”.
I co teraz bêdzie? – A co mo¿e byæ?... Albo katolicy urzêduj±cy na wysokich stanowiskach pañstwowych przestan± opowiadaæ publicznie o swej wierze (podziemie?)… Albo uka¿e siê zakaz pañstwowy uczestniczenia urzêdnikom w uroczysto¶ciach ko¶cielnych (palikocizna?)… Chyba ¿e siê nawróc±...


2010-12-25
STACJA BETLEJEM.
Jezus przyszed³ na ziemiê, czy kto¶ czeka³ na Niego? Zapowiadany by³ przecie¿ tylokrotnie. Matka by³a przy Nim, ochraniaj±c Go przed obco¶ci± tego ¶wiata, a Józef po nieudanym dobijaniu siê do dobroci obcych ludzi zaj±³ siê szykowaniem prymitywnego przytuliska z desek wy¶cielonych s³om± czy sianem. Anio³owie odprowadzili Go tu z Nieba. Noc by³a pe³na gwiazd. Z ludzi nikt nie czeka³ na Niego. Co sobie anio³owie pomy¶leli o ludziach? Jeden z nich uda³ siê na pole, gdzie spali pasterze. Rozbudzi³ ich ciekawo¶æ, przyszli. Nic nie rozumieli, ale zapamiêtali i potem opowiedzieli. To w³a¶nie im pierwszym ¶wiat zawdziêcza zauwa¿on± Chwilê Czasu, która prze³ama³a na pó³ historiê ludzko¶ci. Prorok Izajasz zapowiada³ tê chwilê w zupe³nie innej tonacji: „Naród krocz±cy w ciemno¶ciach ujrza³ ¶wiat³o¶æ wielk±” . Mo¿e bardzo potrzebowa³ pociechy dla swego znêkanego niewol± narodu, a mo¿e przepowiada³ ju¿ drogê Ko¶cio³a? Jakakolwiek by³aby tu w³a¶ciwa interpretacja, to jedno jest pewne: nie czeka³ na Niego nikt z tych, dla których przyszed³ na ziemiê.


2010-12-22
DUSZPASTERSTWO GRUDNIOWE.
Od tygodnia trwa czas „wigilii” czy „op³atków” ¶rodowiskowych. Dzi¶ uczestniczy³em w trzech: w szkole, w Regionie „Solidarno¶ci” i w Odnowie ¯ycia w Duchu ¦wiêtym. Trochê za du¿o, do¶æ mêcz±ce, ale ¶wietny kontakt z lud¼mi. Bardzo czêsto to s± inni ludzie ni¿ ci z niedzielnej Mszy ¶w. Przy sk³adaniu ¿yczeñ oprócz tradycyjnego „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo to najwa¿niejsze”, mo¿na us³yszeæ czasem jaki¶ g³êbszy ton. Trzeba ws³uchiwaæ siê uwa¿nie, by w odpowiedzi nie przejechaæ siê po cz³owieku jak po bruku. Ludzie nios± w sobie szczê¶cie i nieszczê¶cie, nie wiadomo kiedy mo¿e które¶ wybuchn±æ. Mi³o jest us³yszeæ ciep³e s³owa, pe³ne serdeczno¶ci, ale chyba wa¿niejsze jest, by w odpowiedzi (czasem d³u¿szej) znale¼æ w³a¶ciwe s³owo, które podniesie serce, wyrówna zmarszczki wokó³ ust, obetrze skradaj±c± siê ³zê malutk± pod rzêsami.
Nie w ka¿dym ¶rodowisku wszyscy siê garn± z op³atkiem do ksiêdza. Potrzebna jest bystra obserwacja, by z u¶miechem zaj¶æ komu¶ drogê i dobrym s³owem zdj±æ z jego czo³a chmurê rzucaj±c± cieñ na ksiêdza. Kiedy indziej us³yszysz miêdzy ¿yczeniami s³owo „przepraszam”, a tak¿e mo¿esz komu¶ szepn±æ „dobrze, ¿e jeste¶”. Warto braæ udzia³ w tych „wigiliach” i „op³atkach” nie tylko dla ryby, pierogów z kapust± i barszczu z uszkami.


2010-12-21
OL¦NIENIE.
Ojciec Ludwik znów zabra³ g³os. Tym razem w Gazecie Wyborczej na temat swego listu. Cytujê fragmenty. „1) O¶wiadczam, ¿e nie przekaza³em listu prasie, nie wyrazi³em tak¿e zgody na jego publikacjê. List napisa³em do Nuncjusza i kilku biskupów i w ich rêce z³o¿y³em losy mojego apelu. 2) (…) oskar¿a siê mnie za to, ¿e list ukaza³ siê w "Gazecie Wyborczej". Odpowiadam - nie mia³em na to wp³ywu. 3) (…) przypisywanie mi intencji niszczenia Ko¶cio³a uwa¿am za najwiêksz± obelgê. Nie chcê tak¿e zniszczenia Radia Maryja. (…) 4) Jestem wdziêczny wszystkim, którzy w³±czyli siê do dyskusji, nie tylko tym, którzy siê ze mn± zgadzaj±, ale tak¿e tym, którzy mnie krytykuj±. (…) 5) Pojawi³y siê g³osy podejrzewaj±ce o jakie¶ "obce inspiracje" przy powstawaniu tego tekstu. Odpowiadam: nie by³o takich inspiracji. (…) PS Powy¿szy tekst napisa³em w niedzielê 19 grudnia. Tymczasem w poniedzia³ek "Gazeta Wyborcza" opublikowa³a wywiad z Ksiêdzem Arcybiskupem Józefem Kowalczykiem, Prymasem Polski. Szok, wdziêczno¶æ, rado¶æ, podziw! Oto jakiego mamy Prymasa. Chcia³oby siê powiedzieæ: Ksiê¿e Arcybiskupie, Prymasie Polski - prowad¼ nas!”
Otó¿ to! Nie tylko szok, ale i ol¶nienie zakonnika: oto mamy poszukiwan± "twarz" Ko¶cio³a w Polsce! Po tych listach nikt nie ma ju¿ prawa o autorze nie pamiêtaæ. Jest jednak zagubiony.


2010-12-19
KATECHETA.
By³em dzi¶ w Sycowie, 50 km od Wroc³awia, ale ju¿ w diecezji Kaliskiej. Po wojnie w 1947 roku, gdy w Sycowie prefektem w szkole by³ ks. Aleksander Zienkiewicz, miasteczko nale¿a³o do archidiecezji wroc³awskiej. Pojecha³em na zaproszenie ks. proboszcza , aby przypomnieæ parafianom ich dawnego katechetê i przybli¿yæ sprawê jego procesu beatyfikacyjnego. Homiliê zatytu³owa³bym: "¦wiêci chodz± w¶ród nas". Wyszed³em od ukazanej w ewangelii postaci ¶w. Józefa - cz³owieka pos³usznego woli Bo¿ej i wed³ug niej rozwi±zuj±cego codzienne ludzkie problemy. St±d ju¿ mia³em otwart± drogê do osoby mego szefa zwanego Wujkiem. Du¿y ko¶ció³ by³ wype³niony wiernymi, do komunii przyst±pili chyba wszyscy ludzie starsi. Kilku ksiê¿y komunikowa³o, ja jednak nie zauwa¿y³em przed sob± m³odzie¿y. Po ¶wiêtej Eucharystii ks. proboszcz zaprosi³ mnie do salki na spotkanie z parafianami, którzy pamiêtaj± S³ugê Bo¿ego. By³a ich spora gromada, mówili ze wzruszeniem o ks. Aleksandrze, który przygotowa³ ich do I Komunii, pokazywali fotografie z tamtego czasu. Opowiadali o harcerstwie, które za³o¿y³ m³ody katecheta, gra³ z ch³opakami w pi³kê i wyja¶nia³, na czym polega trudna praca nad sob± i zdobywanie sprawno¶ci. Uczy³ kochaæ Pana Jezusa i dla niego walczyæ z grzechem. ¯adna z tych osób, przewa¿nie kobiet, nie pamiêta³a jakiego¶ niestosownego potraktowania ich przez m³odego ksiêdza. By³ delikatny i wnosi³ dobr± atmosferê tam, gdzie wchodzi³. Na koniec spotkania zawi±zano grupê inicjatywn±, która bêdzie zbiera³a pami±tki i ¶wiadectwa o ¿yciu S³ugi Bo¿ego, bêdzie obserwowa³a tocz±cy siê proces beatyfikacyjny i animowa³a ró¿ne grupy modlitewne w intencji rych³ego potwierdzenia przez Ko¶ció³ heroiczno¶ci cnót w ¿yciu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Siostra urszulanka, która uczy religii w szkole, obieca³a, ¿e obmy¶li i wdro¿y specjalny program, przybli¿aj±cy m³odzie¿y ¿ycie i warto¶ci duchowe naszego S³ugi Bo¿ego.


2010-12-18
LIST OJCA.
Od kilku dni w kraju afera z listem o. Ludwika Wi¶niewskiego, niby do nuncjusza apostolskiego, a tak naprawdê szwendaj±cego siê po sieci niby plotka z ust do ust. Ma te¿ inne cechy klasycznej plotki. To nie jest raport o stanie Ko¶cio³a w Polsce oparty o rzetelne badania populacyjne, raczej s± to pozbierane wie¶ci zas³yszane po dziwnych salonach, w których nie kocha siê ani „pogañskiego” Radia Maryja, ani „g³êboko antychrze¶cijañskiego” Naszego Dziennika, ani te¿ biskupów, którzy tam siê wypowiadaj± i drukuj±. W tych salonach nie kocha siê prostych ludzi i ich wiary wyra¿anej z prostot±, jak ich przodkowie. Nie ceni siê tam ani biskupów, ani kap³anów, ani ¶wieckich, którzy odwa¿aj± siê nie popieraæ jedynej s³usznej i obowi±zuj±cej poprawno¶ci politycznej, lansowanej przez obóz ludzi „aktualnie kieruj±cych Krajem”. Wiekowemu ojcu Wi¶niewskiemu cni siê za jedyn± „twarz±”, jak± mia³ polski Ko¶ció³ w drugiej po³owie XX wieku. No có¿, nie mo¿na z pretensjami zagl±daæ Panu Bogu do rêkawa, gdy Prymasa Tysi±clecia daje Narodowi tylko co dziesiêæ wieków. To prawda, ¿e w tamtym okresie ¿y³o siê pewnie w Ko¶ciele. Pamiêta o tym i o. Ludwik, i wielu innych duszpasterzy akademickich, którzy¶my razem nie tylko we Wroc³awiu prostowali w¶ród m³odych ¶cie¿ki dla Pana. W „spo³eczeñstwie coraz bardziej pluralistycznym” jest du¿o inaczej.
Podoba mi siê w tym li¶cie pokora autora, gdy przyznaje siê w kilku passusach, ¿e racje jego spostrze¿eñ nie posiadaj± obiektywnej rangi. Nie s± te¿ odkrywcze, bo od kilkunastu lat s³ychaæ je tylko z jednej strony wspomaganej przez media atakuj±ce Ko¶ció³.
Uwa¿nemu czytelnikowi listu, daj±cemu choæ jeden pozytyw jego autorowi, mo¿e przyj¶æ na my¶l dobra choæ spó¼niona rada: trzeba by³o z tym pismem si±¶æ przy stole z nuncjuszem i w zatroskaniu powa¿nym pogadaæ, jak ksi±dz z ksiêdzem – obaj przecie¿ odpowiedzialni. List nie sta³by siê ³upem zach³annej na sensacje ko¶cielne arcyzakrystianki z GW.


2010-12-16
¯YWA ROCZNICA.
Jeszcze raz celebrowana rocznica. Jak co roku - bo to nie jest tylko wspominanie ¶mierci 9-ciu górników z kopalni „Wujek”. To jest spotkanie z ¿ywymi lud¼mi, których ta zbrodnia bole¶nie zrani³a, rodzin górniczych. To jest tak¿e wpatrywanie siê w lustro pamiêci tej czê¶ci Polaków, którzy sw± Ojczyznê widz± przez pryzmat drugiego cz³owieka, zw³aszcza tego skrzywdzonego i krzywdzonego. Msze ¶w. celebrowane dzi¶ w Polsce za ¶miertelne ofiary stanu wojennego to wype³nienie patriotycznego obowi±zku wspierania duchowego tych, którzy oddali swe ¿ycie, aby mogli ¿yæ w wolno¶ci ci, którzy pozostali. Do³±cza do tego tak¿e wa¿na intencja modlitewna zbulwersowanego spo³eczeñstwa oczekuj±cego na sprawiedliwe osadzenie junty wojskowej. Aby ju¿ nigdy z ust ¿adnego genera³a po umorzeniu sprawy „z braku dowodów”, nie wydoby³o siê z cynicznym u¶miechem bezczelne „zaproszenie na wódkê” skierowane do oniemia³ych z wra¿enia ¶wiadków. Dzisiejsza rocznica to tak¿e dobijanie siê do zamro¿onej niepamiêci tych rodaków, którzy zawsze potrafi± urz±dziæ siê w ¿yciu, a pociski ludzkiej sprawiedliwo¶ci sprytnie przekierowuj± na niewinnych.


2010-12-13
DLA NIEPOZNAKI.
O kim siê dzi¶ nie mówi, a powinno? O ¿yj±cych ofiarach stanu wojennego, o mê¿czyznach i kobietach nosz±cych w sobie wielki uraz i ci±gle cierpi±cych na wspomnienie tamtych spotkañ na ulicy z formacj± ZOMO i z ubecj± w pomieszczeniach milicyjnych. Niektórzy nosz± nawet fizyczne urazy na swym ciele jako pami±tki po w¶ciek³ym odwecie genera³ów. Bo trzeba pamiêtaæ, ¿e ci wojskowi byli przera¿eni i walili w ludzi na o¶lep czo³gami, armatkami, pa³ami i paragrafami. W ich oczach, mimo buty, czai³ siê strach. P³on±ce komitety partyjne zapowiada³y ruinê ich ukochanej socjalistycznej Polski.
Bardzo wielu Polaków wiele wycierpia³o od nich. Dzi¶ jednak w ich krzywdzie obok zabli¼nionej rany mieszka prosta duma: warto by³o! Wielu z nich Pan Prezydent wydoby³ z cienia, a niekiedy nawet i z zapomnienia. Có¿, kiedy Pana Prezydenta ju¿ nie ma w¶ród nas, zatrzymano go miêdzy Katyniem a Smoleñskiem. Jego nastêpca dekoruje zupe³nie kogo¶ innego, stawiaj±c obok dla niepoznaki w tym samym rzêdzie jednego delegata episkopatu. Ma taki zwyczaj robienia dla niepoznaki, podobnie inkorporowa³ szefa WRONy do Rady Bezpieczeñstwa Narodowego. Warszawiacy jednak nie dali siê oszukaæ. Dzi¶ w nocy urz±dzili „koci± muzykê” pod will± genera³a. Zapytani po co to robi±, odpowiedzieli, ¿eby nie zapomnieæ o tej nocy sprzed 29-ciu laty.


2010-12-05
JEDNOG£O¦NIE.
Z episkopatu jedynie ks. emeryt,legendarny, twardy opozycjonista komunistyczny, abp Ignacy Tokarczuk ma odwagê odnie¶æ siê i krytycznie oceniæ skandaliczne zachowanie prezydenta demokratycznej Polski wobec kaznodziei katolickiego tu¿ po uroczystej Mszy ¶w. w intencji Ojczyzny. „Kazanie, które 11 listopada wyg³osi³ ks. pra³at p³k S³awomir ¯arski, przekazywa³o g³êbokie tre¶ci katolickie, zgodne z prawd± wed³ug zasadniczej drogi ¿yciowej: prawd± ¿yæ, prawdê g³osiæ i prawdy wymagaæ. By³a to obiektywna homilia ukazuj±ca rozmaite choroby, na które cierpi obecnie Polska. Znamy liczne przyk³ady z czasów PRL, gdy wielu kap³anów by³o szykanowanych za g³oszone kazania, wiele razy sam do¶wiadczy³em ataków”. Tak to jednog³o¶nie episkopat nasz potêpi³ niebezpieczn± próbê powrotu przemocy w³adzy wobec ko¶cielnego nauczania.


2010-12-02
MASKOTKA.
Raduj i ciesz siê Ludowa Polsko, 20-letnia nieboszczko, bo twój obmierz³y duch odezwa³ siê z najciemniejszych zakamarków strachu w³adzê sprawuj±cych. Nie, nie, takiego hymnu jeszcze nikt g³o¶no nie za¶piewa³ i oby nie za¶piewa³. Ali¶ci wielk± nawa³nicê zwiastuje zwykle ciemny pomruk i coraz silniejszy wiatr. A dzi¶ powia³o i pomrucza³o!
Ks. p³k S³awomir ¯arski, administrator Ordynariatu Polowego, ¶wietny kaznodzieja – pe³ni±cy sw± funkcje od czasu katastrofy smoleñskiej, w której zgin±³ biskup polowy ks. Tadeusz P³oski -zosta³ przeniesiony do rezerwy kadrowej. Jakkolwiek by to nie nazwano, przyjemno¶ci± ani awansem dla ks. pu³kownika nie by³o. Wcze¶niej, w ¦wiêto Niepodleg³o¶ci, w bazylice ¦wiêtego Krzy¿a ks. ¯arski w obecno¶ci pana Prezydenta wyg³osi³ patriotyczne kazanie, w którym zgromadzeni us³yszeli, ¿e „u podstaw III Rzeczypospolitej warto¶æ zosta³a zast±piona ‘antywarto¶ci±’… Patriotyzm zast±piono promowanym kosmopolityzmem; miejsce uczciwo¶ci zajê³a nieuczciwo¶æ; prawdê zast±piono k³amstwem i pomówieniem; ofiarno¶æ i po¶wiêcenie - chciwo¶ci± i pazerno¶ci±; mi³o¶æ – nienawi¶ci±... Warto¶ci± sta³a siê zaradno¶æ w zaspokajaniu w³asnych potrzeb i gromadzenia dóbr osobistych, nawet za cenê zniszczenia dobra wspólnego” . Pan Bronis³aw Komorowski po pobo¿nym uczestniczeniu w Eucharystii, po przyjêciu Komunii ¶w., na koniec - zanim z prezbiterium zd±¿y³ doj¶æ do zakrystii - publicznie wyrazi³ swe zaskoczenie i oburzenie wobec kaznodziei za jego obraz budowania nowej Polski. M.in. ¶wiadkiem tej „pobo¿no¶ci” prezydenckiej by³ szef MON-u Bogdan Klich, który dokona³ przeniesienia do rezerwy kadrowej. Witaj cenzuro, ulubiona maskotko rz±dz±cej braci komunistycznej.


2010-12-01
ZIMA.
Mróz siê rzuci³ na kraj. Rano za oknem by³o minus dziesiêæ. W Bia³ymstoku minus dwadzie¶cia piêæ! ¦niegu w dzieñ dosypa³o, a wieczorem istna zamieæ. Pryzmy uros³y miêdzy plebani± a ko¶cio³em. Za to w ko¶ciele gor±co. Dzi¶ wyj±tkowo. Ojciec Andrzej, sercanin, prowadzi Seminarium Odnowy w Duchu ¦wiêtym. Dzi¶ na modlitwê o uzdrowienie przysz³o mnóstwo ludzi. Podnios³a siê ¶rednia uczêszczania. Ciekawe, gdy w ko¶ciele za darmo co¶ siê daje, czy paczki, czy obietnicê zdrowia, wtedy mnóstwo amatorów. Smutne. Nikt nie rozumie, ¿e ³aska Bo¿a jest bardziej potrzebna ni¿ cokolwiek innego, i jest darmo dana. Niedzielna frekwencja wci±¿ spada. Kapry¶ny brak popytu. Sacrum na bocznicy. Okres przed Bo¿ym Narodzeniem – widaæ, jak temperatura handlowa ro¶nie. Ciep³ota duszy jak na lodowcu.


2010-11-29
ALERT.
Obruszy³ siê chór p³anetników na moje lekkoduszne pisanie i dowali³ dzi¶ z rana potê¿nym bia³ym puchem. Polska, i chyba te¿ kawa³ zachodniej Europy (jak zjednoczenie to zjednoczenie!), sparali¿owana, ledwie siê wlecze drogami wzd³u¿ i wszerz. Ko³a nie s³uchaj± siê kierownicy i tañcz±, pijane, po jezdni. £opaty siê kapry¶nie wyginaj± przy odgarnianiu chodników. No i oczywi¶cie, kompetentne w³adze miejskie i krajowe zaskoczone zim±, bo w kalendarzu jeszcze nie czas na ni±. A na drogach kraksy, karambole, ranni i przeniesieni co poniektórzy poza horyzont. Jeszcze jeden alert z Nieba: Wieczno¶æ nie czeka!


2010-11-27
¦NIEG.
Pierwszy ¶nieg. Drobniutki, ale zabieli³ ¶wiat. Cieñ i mróz pomagaj±, aby nieco d³u¿ej trwa³. Rachityczny upiêkszacz ¶wiata (za oknem). Na ulicy ju¿ rozdeptany, jedynie trawie pozwala szeptaæ przy ko¶ciele, ¿e ¶wiat nie musi byæ taki brzydki.


2010-11-25
WYBORY.
Po wyborach, a wci±¿ o nich g³o¶no i grz±sko, jakby p³atnym nag³a¶niaczom zabrak³o pomys³u i odwagi. Trudno przyj±æ przecie¿, ¿e tematów ju¿ nie ma na ¶wiecie bliskim czy dalekim. Panie dysydentki PiS-owe z mêskim t³em za plecami skwapliwie wykorzystuj± swoje piêkne piêæ minut. A pan Prezes z zimnym b³yskiem w oku gromi przeciwników. Bo gdyby nie oni, to wygra³by na pewno te wybory. Kto wie, mo¿e wybory te nie tyle przegrane s±, co b³êdne.


2010-11-21
NA OSTROWIE TUMSKIM.
D¿d¿ysta niedziela. Czy¿by niebu zabrak³o s³oñca? Dwa dni by³y cudownie cieplutkie. Nie, ten si±pi±cy deszczyk – interpretowa³em sobie - to po prostu kropla po kropli, jakie Wujek nam posy³a z Nieba w dowód wdziêczno¶ci za nasze skupienie modlitewne przy nim. Przed po³udniem czwórkowicze ze wszystkich stron ¶wiata skrzyknêli siê na uczczenie Chrystusa Króla w ko¶ciele u Matki Bo¿ej na Piasku. Dziêkczynienie by³o bardzo uroczyste pod przewodem drogiego ojca biskupa Józefa Pazdura. W wielkim, gotyckim ko¶ciele miejsc siedz±cych zabrak³o. G³osz±c homiliê musia³em zwa¿aæ na czas, bo zi±b okrutny ci±gn±³ od kamiennej posadzki. A mówi³em o Królestwie Chrystusowym, które mieszka w nas, a na imiê mu: Mi³o¶æ. Wujek Aleksander przez ca³e ¿ycie swe kocha³ i uczy³ mi³owania. Mówi³: Mi³o¶ci trzeba siê uczyæ jak ka¿dej sztuki. Dzi¶ dopowiedzia³em Wujkowi: w sztuce przede wszystkim liczy siê talent, dar darmo dany. Bóg obdarza talentem i ¿±da sumiennej pracy nad nim.
Podczas Eucharystii dziêkowa³em Jezusowi nie tylko za ³askê uroczystego rozpoczêcia procesu beatyfikacyjnego, pamiêta³em tak¿e o tej ma³ej grupce szaleñców Wujkowych, którzy doprowadzili (nieraz w ciê¿kim mozole) do tego procesu. Ich trud zaowocowa³ zebranymi dokumentami, z których wy³ania siê urzekaj±cy obraz ¶wi±tobliwej osobowo¶ci ks. Pra³ata. Nasz Ordynariusz podda³ siê zupe³nie urokowi tego wizerunku.
Trwa³em cierpliwie na zimnej posadzce i uporczywie wyszeptywa³em z królewskiego skarbca Serca Jezusowego ³aski i b³ogos³awieñstwa dla ks. Andrzeja, Jadwigi, Marysi i ich pomocników. Potem by³o ods³oniêcie i po¶wiêcenie tablicy pami±tkowej na fasadzie „Czwórki”, gdzie mieszka³, pracowa³ i u¶wiêca³ m³ody Wroc³aw duszpasterz akademicki, s³uga Bo¿y ksi±dz Aleksander Zienkiewicz, ukochany Wujek. Trzydniowe uroczysto¶ci zwieñczy³ w ko¶ciele ¶w. Krzy¿a koncert muzyczny grupy Spirituals Singers Band pt. „Rzecz o ¶wiêtych”.
Wszystko to dzia³o siê na wroc³awskim Ostrowie Tumskim w pamiêtnym Roku Pañskim 2010.


2010-11-20
CI¯BA PRZY WUJKU.
Ca³± sobotê prze¿y³em w podnios³ym nastroju. To chyba miniony wieczór jeszcze oddycha³ we mnie cich± rado¶ci±. Wczesn± jutrzni± od razu nawi±za³em kontakt my¶lowy z tym, co by³o i co czeka³o na wielk± wspólnotê czwórkow±. Popêdzi³em do katedry na Ostrów Tumski. W zakrystii zasta³em pe³no ksiê¿y i kleryków przyodzianych liturgiczn± biel±. W kanonickiej zakrystii ubierali siê do Mszy ¶w. ksiê¿a biskupi i dostojni go¶cie. Obok ks. Abpa przygotowywa³ siê ks. bp Antoni Dziemianko z Piñska, by³y proboszcz z Nowogródka z miasta m³odo¶ci Aleksandra Zienkiewicza. Przy nim ju¿ gotowy czeka³ ks. proboszcz Pawe³ Samsonow z parafii Duni³owicze, gdzie maleñki Olek przyj±³ ³askê Chrztu ¶w. i opiekê swego patrona niebieskiego. Kilka minut po 9-tej dotarli ksiê¿a bpi z Legnicy i ¦widnicy, którzy utknêli w d³ugim korku na trasie przed Wroc³awiem. Warto by³o zaczekaæ, bo ks. bp Ignacy Dec wyg³osi³ piêkne kazanie podczas Eucharystii. Sze¶æ bia³ych i z³otych mitr otacza³o o³tarz ofiarny, a ca³e prezbiterium by³o zape³nione m³odszym i starszym duchowieñstwem. W nawie g³ównej g³owa przy g³owie skupia³ siê czwórkowy lud Bo¿y. Wszyscy tu obecni znali¶my i korzystali¶my z m±dro¶ci i dobroci Wujka pod „Czwórk±”.
Po Mszy ¶w. ca³a ta ci¿ba ludzka wyla³a siê z katedry i zape³ni³a wielk± aulê naszej uczelni teologicznej. Punktualnie o 10:30 stanêli¶my w ciszy wspólnie wzywaj±c pomocy Ducha ¦wiêtego. Tak w³a¶nie rozpoczê³a siê pierwsza, uroczysta sesja wroc³awskiego, diecezjalnego procesu kanonicznego, którego zadaniem bêdzie dostarczenie dla ¶wiêtej kongregacji na Watykanie dowodów i ¶wiadectw o heroiczno¶ci cnót w ¿yciu mojego wieloletniego, wspania³ego Szefa. Wszystko, co siê dalej dzia³o, nios³o mnie a¿ do wieczora na fali wewnêtrznej, niecodziennej rado¶ci. To by³ niesamowity czas. S³ucha³em z uwag± ¶wiadectw ludzi, których ¶cie¿ki ¿yciowe przeciê³y siê niejeden raz z drog± Wujka. ¯ycie tego Duszpasterza akademickiego dzia³o siê jak na wielkim placu, gdzie ka¿dy mia³, o ka¿dej godzinie, dostêp ze swoimi problemami i potrzebami do jego serca, a czêsto i do jego przepastnej kieszeni w sutannie.
Do samego wieczora rozmawiali¶my, przy herbacie i ciasteczkach, w mniejszych i wiêkszych grupach, ka¿dy chcia³ z ka¿dym zamieniæ choæ s³ówko. Najd³u¿ej by³ oblegany Harna¶ - d³ugoletni wspó³pracownik i ¶wiadek ¶wi±tobliwego ¿ycia Wujka – obecnie ks. bp senior Adam Dyczkowski z Zielonej Góry.


2010-11-19
WIGILIA SZCZEGÓLNA.
Bardzo du¿a grupa czwórkowiczów zgromadzi³a siê wokó³ grobu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Modlili¶my siê na ró¿añcu. Kwiaty liczne na p³ycie grobowej. W blasku p³on±cych zniczy g³o¶no rozwa¿a³em tajemnice bolesne z ¿ycia Pana Jezusa i Maryi. Z niejakim trudem mogli¶my odgadywaæ wzajemnie rysy naszych twarzy, ale z ³atwo¶ci± rozpoznawali¶my siê po ¿yczliwym u¶miechu. Po modlitwie przeszli¶my na godz. 18:00 do naszego ko¶cio³a u NMP Czêstochowskiej na Mszê ¶w. koncelebrowan± pod przewodnictwem Harnasia – ks. bpa Adama Dyczkowskiego. Dopisali duszpasterze akademiccy, nie zawiod³a te¿ Wujkowa „Rodzinka”. W Ewangelii Chrystus, powo³uj±c siê na ¿ycie nieustaj±ce Abrahama, Izaaka i Jakuba, przypomnia³ nam: „Bóg nie jest Bogiem umar³ych, lecz ¿ywych; wszyscy bowiem dla Niego ¿yj±”. Bardzo by³y nam potrzebne dzi¶ te s³owa, gdy trwali¶my na modlitwie b³agalnej w przededniu rozpoczêcia procesu beatyfikacyjnego naszego Wujka, którego nam przed piêtnastu laty ¶mieræ zabra³a. Po Mszy ¶w. przez godzinê trwali¶my na modlitwie adoracyjnej przed Naj¶wiêtszym Sakramentem.


2010-11-15
WSTRZEMIʬLIWO¦Æ.
Nowa bomba polityczna. Pan Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespo³u ds. wyja¶nienia katastrofy smoleñskiej, i pani Anna Fotyga, zajmuj±ca siê w PiS sprawami zagranicznymi, udali siê do Waszyngtonu z pismem prezesa PiS Jaros³awa Kaczyñskiego w sprawie uruchomienia miêdzynarodowej komisji do wyja¶nieniu przyczyn katastrofy smoleñskiej i z trzystu tysi±cami podpisów Polaków potwierdzaj±cych niewystarczalno¶æ i nieudolno¶æ w prowadzeniu ¶ledztwa polskiej prokuratury wespó³ z MAK-iem rosyjskim. W krêgach rz±dowych konsternacja, oburzenie i wielki krzyk. Zbulwersowany rzecznik rz±du oznajmia, ¿e wyjazd do USA w tej sprawie to jest „absolutny i totalny skandal, ocieraj±cy siê wrêcz o zdradê", konkluduj±c, ¿e gdyby Polska potrzebowa³a pomocy eksperckiej przy ¶ledztwie, to by siê o ni± zwróci³a. Podziwiam wstrzemiê¼liwo¶æ pana rzecznika. Nie powiedzia³ przecie¿, ¿e to jest absolutna i totalna zdrada, ani nie przypomnia³ o wydeptanej od dawna ¶cie¿ce do ekspertów po przeciwnej stronie geograficznej.
I jeszcze jeden podziw wzbudza we mnie wstrzemiê¼liwo¶æ adwersarzy rz±dowych, bo nie maj± sumienia, by przypominaæ teraz „ocieranie siê o zdradê” Narodu, gdy premier - dla uczczenia 70. rocznicy bestialskiego mordu dokonanego na Polakach w Katyniu przez sowieckie NKWD - nie zapragn±³ pojechaæ na groby ofiar z prezydentem polskim lecz z premierem rosyjskim i na jego osobiste zaproszenie.


2010-11-14
BEATUS VIR.
Dzi¶ nasz ks. abp Marian Go³êbiewski zapowiedzia³ w li¶cie pasterskim do wiernych Dolnego ¦l±ska rozpoczêcie, na etapie diecezjalnym, procesu beatyfikacyjnego mego szefa ks. Aleksandra Zienkiewicza, z którym mieszka³em pod jednym dachem przez ponad 15 lat w Centralnym O¶rodku Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Katedralnej 4 we Wroc³awiu. List jest ewenementem, bo adresatami s± wierni ca³ego Dolnego ¦l±ska. Kiedy¶ by³a to jedna archidiecezja i ks. Zienkiewicz w naturalny sposób pracowa³ w ró¿nych miastach, dzi¶ poza naszymi granicami ko¶cielnymi. Mrowie po krzy¿u przebiega, gdy sobie u¶wiadamiam, ¿e kawa³ mego ¿ycia dane mi by³o przepracowaæ i przemodliæ razem z cz³owiekiem ¶wiêtym – tak blisko Nieba! A przecie¿ moje zwi±zki z ks. Aleksandrem siêgaj± wstecz do czasów seminaryjnych, kiedy uczy³ kleryków m±drego czytania literatury i uwa¿nego odczytywania znaków czasu. Ks. Profesor by³ ³askaw wyg³osiæ kazanie na moich prymicjach. Mówi³, pamiêtam to, ¿e Boga wypêdzonego z jakiego¶ obszaru dzia³añ ludzkich musi zast±piæ d³ugi w nieskoñczono¶æ wielopiêtrowy uk³ad kontrolerów spo³ecznych: kontroler kontrolera jakiego¶ kontrolera, który jest kontrolerem nad kilkoma kontrolerami, którym podlegaj± podkontrolerzy, a ci z kolei s± nadkontrolerami innych kontrolerów itd…


2010-11-11
NIE POPUSZCZ¡.
Wczoraj, po uroczystym po¶wiêceniu pomnika ofiar smoleñskiej katastrofy na Pow±zkach, pan premier Donald Tusk zaprosi³ osierocone rodziny po popo³udniu na kawê i da³ mo¿liwo¶æ stawiania mu pytañ zwi±zanych z t± katastrof± lotnicz±. Oczywi¶cie, ¿ony i córki zmar³ych wysokich urzêdników pañstwowych przygotowa³y bardzo du¿o konkretnych pytañ dotycz±cych tak d³ugiego i rodz±cego coraz wiêcej nowych pytañ procesu wyja¶niania przyczyn i okoliczno¶ci ¶mierci ich bliskich. Premier najwyra¼niej by³ przygotowany tylko na towarzysk± kawkê i z³o¿enie wyrazów wspó³czucia, bo po pierwszej serii pytañ poprosi³ o godzinê przerwy na przygotowanie swych odpowiedzi. Ale i tego by³o za ma³o. Towarzystwo rozesz³o siê z obietnic± przysz³ego spotkania dla dalszego dr±¿enia prawdy. Kobiety nie popuszcz±! Zbyt wiele smutku w nich i goryczy mno¿onej przez ¶lamazarne ¶ledztwo i dziwne poddañstwo polskich w³adz kierownictwu rosyjskiemu.


2010-11-10
BEZ MI£O¦CI.
W Warszawie dzi¶ wiele siê dzia³o, a wszystko spowite aur± religijno¶ci. Gdyby jeszcze do tego do³±czy³a mi³o¶æ, by³oby naprawdê piêknie. Szkoda, ¿e nie wszystkie rodziny ofiar katastrofy smoleñskiej znalaz³y siê razem przy po¶wiêceniu pomnika na Pow±zkach. Szkoda, ¿e Jaros³aw Kaczyñski z³o¿y³ swój wieniec Bratu przy pomniku ju¿ po wszystkim. Bez mi³o¶ci pokornej nie wypêdzi siê tej nienawi¶ci na górze. Kard. Nycz przed po¶wiêceniem pomnika powiedzia³, ¿e katastrofa zrani³a ca³y naród. Przypomnia³ te¿, ¿e Ojczyzna jest warto¶ci± godn± ofiary ¿ycia, ale i pracy, i codziennego wype³niania obowi±zków, czego nale¿y siê uczyæ od tych, którzy zap³acili za Ojczyznê najwy¿sz± cenê. Trudna ta nauka, bo nie idzie tylko o przetasowanie my¶li, ale trzeba na nowo uformowaæ serce i sumienie.
Szkoda te¿, ¿e po porannym przeniesieniu drewnianego krzy¿a harcerzy z kaplicy pa³acowej do ko¶cio³a ¶w. Anny znów uformowa³a siê „warta” z nowymi krzy¿ami pod Pa³acem Prezydenckim. Harcmistrz Jaros³aw B³oniarz pytany, czy jego zdaniem przeniesienie krzy¿a oznacza koniec sporów pod Pa³acem Prezydenckim, odpowiedzia³: Mamy tak± nadziejê, ale jak bêdzie, zobaczymy . Oczywi¶cie, trzeba pilnowaæ miejsca pod pomnik w mie¶cie, ale nie wolno do tej politycznej sprawy u¿ywaæ najgodniejszego znaku wiary chrze¶cijañskiej.


2010-11-04
ODWAGA.
Gdy pos³ów polskich, tak z prawa, jak i z lewa, nie staæ na zdecydowanie w sprawie „in vitro”, krakowscy m³odzi ludzie zrzeszeni w Katolickim Stowarzyszeniu M³odzie¿y napisali – w Dniu Zadusznym - do swoich parlamentarzystów z PO list otwarty . Cieszyæ siê nale¿y z tego odwa¿nego g³osu w chwili, gdy zbli¿aj±ce siê wybory do w³adz w terenie zawi±za³y oczy na najwa¿niejsz±, nieustabilizowan± prawnie sprawê, jak± jest los cz³owieka od naturalnego poczêcia do naturalnej ¶mierci. Pisz±: „in vitro” jest nie tylko metod± sprzeczn± z prawem Bo¿ym, o czym naucza Ko¶ció³, ale te¿ metod± niezwykle kosztown±, ma³o skuteczn± i ryzykown± nie tylko dla zdrowia kobiety, ale tak¿e dziecka.(…) Sztucznie wspomagany rozród metod± „in vitro”, w odró¿nieniu od NaProTechnologii, niesie ze sob± ryzyko ¶mierci zarodków, poronieñ, ci±¿ wielop³odowych zakoñczonych porodami przedwczesnymi. Wi±¿e siê ze zwiêkszon± czêsto¶ci± wad wrodzonych i lekcewa¿y godno¶æ mê¿czyzny, kobiety i dzieci.
Brawo, m³odzie¿y krakowska! Podziwiam i za to, ¿e w tym odezwaniu siê do parlamentarzystów mówi± g³o¶no o przemilczanej przez polskie media metodzie „naprotechnologii”, która skutecznie leczy chorobê niep³odno¶ci. Daje szansê na poczêcie poprzez naturalne wspó³¿ycie i urodzenie zdrowego, donoszonego dziecka, korzystaj±c przy tym z najnowszych osi±gniêæ medycyny. Tê odwagê trzeba pochwaliæ tym bardziej, ¿e krakowskie KSM stanê³o bez lêku oko w oko z potê¿nym lobby wyci±gaj±cym z kieszeni obywateli niema³e pieni±dze na zastosowanie metody „in vitro”. W dobie powszechnej korupcji na szczytach taki znak ostrze¿enia jest wskazany. Brawo, m³odzi przyjaciele!


2010-10-28
APEL UCZONYCH.
Stu trzech polskich naukowców i nauczycieli akademickich wystosowa³o apel do parlamentarzystów . Przytaczam tekst w ca³o¶ci jako ¶wiadectwo i zwiêz³e wyja¶nienie wa¿nych i aktualnie dyskutowanych w Sejmie problemów ludzkiej reprodukcji.
We wrze¶niu [2009 r.] w Sejmie RP rozpoczê³y siê prace nad regulacjami prawnymi dotycz±cymi procedury "in vitro". Jako naukowcy i nauczyciele akademiccy pragniemy zabraæ g³os w tej wa¿nej kwestii spo³ecznej. ¯ycie cz³owieka rozpoczyna siê w momencie poczêcia - to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura "in vitro", maj±ca s³u¿yæ przekazywaniu ¿ycia ludzkiego, jest nieod³±cznie zwi±zana z niszczeniem ¿ycia cz³owieka w fazie prenatalnego rozwoju, jest wiêc g³êboko nieetyczna i jej stosowanie winno byæ prawnie zakazane. Z publikowanych danych - z ró¿nych o¶rodków medycznych stosuj±cych "in vitro" - wynika, ¿e w trakcie tej procedury ginie 60-80% poczêtych istot ludzkich (z brytyjskich informacji wynika, ¿e nawet 95%). Procedura "in vitro", na ró¿nych etapach jej stosowania, narusza trzy artyku³y Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: art. 30, art. 38, art. 40 oraz art. 157 kodeksu karnego. Procedura ta jest ra¿±co sprzeczna z ekologi± prokreacji, zastêpuj±c naturalne ¶rodowisko poczêcia i pocz±tkowego rozwoju cz³owieka, jakim jest ³ono matki, przez "szk³o", a w skrajnym przypadku przez system g³êbokiego zamra¿ania (do temperatury -195°C). To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie dwukrotnym wzrostem ¶miertelno¶ci niemowl±t, 2-3-krotnym wzrostem wystêpowania ró¿nych wad wrodzonych a tak¿e opó¼nieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczêtych metod± "in vitro" w porównaniu do dzieci poczêtych w sposób naturalny. Pozytywn± metod± pomocy ma³¿onkom pragn±cych poczêcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. Naprotechnologia to nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niep³odno¶ci na podstawie tzw. Modelu Creighton, s³u¿±cego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu. Na ¿adnym etapie stosowania naprotechnologii nie dochodzi do niszczenia poczêtych istot ludzkich, naruszenia godno¶ci ma³¿onków i poczêtej istoty ludzkiej oraz zachowane s± ekologiczne zasady prokreacji. Nale¿y te¿ podkre¶liæ, ¿e naprotechnologia w porównaniu do procedury "in vitro" jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie mniej kosztowna. Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury "in vitro" jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pe³nej refundacji z NFZ.


2010-10-25
DWIE KLASY.
Wypowiedzi i dzia³ania pana Palikota – expeowca - mog± s³u¿yæ jako doskona³a ilustracja „wysuszenia” intelektualnego obecnej klasy politycznej. Daj, Bo¿e, nieca³ej! Ostatni wyczyn wygl±da i brzmi tak: Protestujemy przed kuriami w zwi±zku z tym, ¿e chcemy pañstwa ¶wieckiego. Nie chcemy, ¿eby biskupi straszyli pos³ów.
Byæ mo¿e, jest to jaki¶ stan chorobowy, tym bardziej niebezpieczny, ¿e dotyka zgrupowanych zwolenników w kilku biskupich miastach. Oby to nie by³a epidemia! Ksiê¿a biskupi pytani przez katolików, jak maj± reagowaæ na te godne po¿a³owania demonstracje, zalecaj± modlitwê i spokój ducha. Nowo mianowany kardyna³ Kazimierz Nycz mówi: Trzeba reagowaæ bardzo spokojnie, poniewa¿ s± to demonstracje mocno upolitycznione (…). Nie chcia³bym, ¿eby katolicy odpowiadali na takie akcje zaczepkami.
W rozmowie z profesorami uniwersytetu i politechniki us³ysza³em opiniê, ¿e nie wolno ³±czyæ (nawet w my¶lach!) polityków z lud¼mi wiedzy i nauki.


2010-10-19
OWOC NIENAWI¦CI.
Oko³o godz. 11:00 w £odzi do biura partii PiS wtargn±³ uzbrojony mê¿czyzna z krzykiem, ¿e chce zabiæ Kaczyñskiego,(którego tam nie by³o). Zastrzeli³ wiêc obecnego Marka Rosiaka i porani³ no¿em drugiego pracownika biura. 62-letni mieszkaniec Czêstochowy wynaj±³ mieszkanie w hotelu i przez 4 dni przygotowywa³ siê do swej akcji. Trudno powiedzieæ, czy to psychopata, ale z ca³± pewno¶ci± by³ mocno wzburzony i podekscytowany. Krzycza³ o swej nienawi¶ci do Jaros³awa Kaczyñskiego.
Oczywi¶cie, wydarzenie to natychmiast wywo³a³o burzê polityczn±. Szef PiS-u okre¶li³ to zabójstwo jako wynik d³ugotrwa³ej kampanii nienawi¶ci prowadzonej przez PO przeciwko PiS-owi. Politycy PO natomiast mówi±, ¿e z pewno¶ci± jest to tragiczny incydent w wykonaniu cz³owieka chorego na umy¶le. Trudno tu rozstrzygaæ, ale chyba mo¿na pomy¶leæ, ¿e drugie nie wyklucza pierwszego.Istniej± bowiem takie nienawistne s³owa, które rzucone w ¶wiat, jak iskry potrafi± zapaliæ niewiadomo kiedy i niewiadomo jaki stos. I zaskoczy³a mnie data wybrana przez zabójcê – rocznica zbrodniczej ¶mierci ks. Jerzego Popie³uszki.


2010-10-17
¦MIETANKA.
My¶la³em wczoraj (apolitycznie i irracjonalnie), ¿e w Kielcach przed katedr± pojawi siê pan Tadeusz Mazowiecki, ¿e podczas sympozjum wobec ksiê¿y i kleryków opowie, jak to w czasach stalinowskich ludzie pisaniem zarabiali na chleb z mas³em. My¶la³em, ¿e bêdzie mia³ odwagê publicznie wyznaæ grzech publiczny i przeprosiæ Ko¶ció³: hierarchów i miliony wierz±cych Polaków. Jest przecie¿ katolikiem. Czy¿ Naród katolicki nie wybaczy³by pokutuj±cemu bratu?
Nikomu nie jest ³atwo zdobyæ siê na pokutê, zw³aszcza, gdy w okresie prosperity dla niektórych nie by³o siê osamotnionym. Chmara czerwonych wron rozdziobywa³a do krwi ludzi Ko¶cio³a. Wiele z tych osób - dzi¶ tak¿e ze ¶wietnym samopoczuciem – woli nie pamiêtaæ lat piêædziesi±tych XX wieku. W Krakowie w styczniu 1953 roku w³adza ludowa zorganizowa³a proces, oskar¿aj±c wielu ksiê¿y za „szpiegostwo za amerykañskie pieni±dze”. Nienawi¶æ komunistów do Ko¶cio³a by³a absurdalna i okrutna. Wyrok te¿ by³ okrutny: trzech kap³anów skazano na ¶mieræ, a innych pozbawiono wolno¶ci na wiele lat. Obserwatorzy tamtych nienormalnych dzia³añ mówili i mówi±, ¿e mo¿na by³o tych niewinnych ludzi uratowaæ, zw³aszcza, ¿e wtedy w³adza ludowa jeszcze nie czu³a siê zbyt mocno osadzona na polskiej ziemi. Liczy³a siê z g³osem polskiej ówczesnej inteligencji. Niestety, p³omieñ wstydu mnie ogarnia, gdy czytam rezolucjê krakowskiego Oddzia³u Zwi±zku Literatów Polskich z 8 grudnia 1953 roku: „wyra¿amy bezwzglêdne potêpienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystuj±c swe duchowe stanowiska i wp³yw na czê¶æ m³odzie¿y skupionej w KSM dzia³ali wrogo wobec narodu i pañstwa ludowego, uprawiali - za amerykañskie pieni±dze - szpiegostwo i dywersjê”.
Tak to literaci polscy stanêli w obronie Sprawiedliwo¶ci i Prawdy . A nazwiska pod rezolucj± widniej± znakomite: W³. Machejek, B. Miecugow, L. Flaszen, L. Herdegen, Wis³awa Szymborska i jej kolejni mê¿owie: A. W³odek i K. Filipowicz. Widniej± tam równie¿: Jalu Kurek, S³awomir Mro¿ek, Julian Przybo¶ i ponad dwudziestu innych reprezentantów ¶mietanki towarzyskiej PRL-u. Dzi¶ nazwiska stamt±d wyja¶niaj± niektóre trudne do zrozumienia postawy inteligenckie w obu dekadach III RP.


2010-10-16
NIEZ£OMNY.
Przy kieleckiej katedrze, w rocznicê wyboru Polaka na Stolicê Piotrow±, ods³oniêto dzi¶ pomnik biskupa kieleckiego Czes³awa Kaczmarka, prze¶ladowanego i wiêzionego przez komunê. Uroczysto¶æ poprzedzi³a Msza ¶w. w katedrze, a jeszcze wcze¶niej bardzo ciekawe sympozjum naukowe w Seminarium Duchownym z uczestnictwem kleryków.
Ks. bp Kaczmarek, od 1938 roku ordynariusz kielecki, nagle znikn±³ w 1951 roku; przez trzydzie¶ci dwa miesi±ce by³ wiêziony i okrutnie torturowany. Zorganizowano mu proces zawyrokowano: 12 lat bez wolno¶ci! W ca³ej prasie i w radiu przez d³ugi czas prowadzono oszczercz± i znies³awiaj±c± ks. Biskupa kampaniê publiczn±. Bra³ w niej nies³awny udzia³ pó¼niejszy premier rz±du III RP, Tadeusz Mazowiecki. Ko¶ció³ w Polsce wszystkimi dostêpnymi kana³ami prowadzi³ starania o uwolnienie ordynariusza kieleckiego. Kiedy wreszcie ks. biskup Czes³aw Kaczmarek pojawi³ siê na wolno¶ci, jego widok przedstawia³ obraz nêdzy i rozpaczy. Zmaltretowany i schorowany, bez si³, przywieziony zosta³ do swego mieszkania. Po dziesiêciu latach, przed ¶mierci± w 1963 roku, zapisa³ w testamencie s³owa przebaczenia swoim oprawcom.
Obecna uroczysto¶æ potwierdza racjê tych wiernych, którzy - nie poddaj±c siê propagandzie komunistycznej - zaliczyli bpa Kaczmarka do wielkich „kap³anów niez³omnych” w czasach ucisku sowieckiego.


2010-10-13
SAN JOSÉ.
Od najwcze¶niejszych polskich godzin dzisiejszego poranka rozpoczê³a siê w Chile akcja wydobywania górników z zawa³u na g³êboko¶ci 625 metrów w kopalni San José na pustyni Atacama. Przebywali pod ziemi± od pocz±tku sierpnia. Przy ¿yciu i w dobrej kondycji psychicznej utrzymywa³a ich szybko nawi±zana ³±czno¶æ radiowa z lud¼mi na powierzchni, którzy dostarczali im po¿ywienie i s³owa nadziei. Nadziei najbardziej byli z³aknieni, bowiem po ludzku patrz±c na sytuacjê, wyj¶cia nie by³o widaæ. Na powierzchni ta nadzieja sta³a siê ¼ród³em twórczych pomys³ów ratowników z ró¿nych stron ¶wiata. Solidarne my¶lenie i dzia³anie przynios³o nadspodziewane efekty. Dos³ownie ca³y ¶wiat zatrzyma³ siê dzi¶ obserwuj±c przez telewizjê wydobycie pierwszego z trzydziestu trzech górników. Po pierwszym wydobyto drugiego i tak, co godzinê wraca³ z podziemnego uwiêzienia jeden cz³owiek. Do godzin po³udniowych wydobyto dziesiêciu górników. Ka¿dy z nich, stawiaj±c stopê na powierzchni, klêka³ i w skupieniu modli³ siê, a nastêpnie wybucha³a nies³ychana rado¶æ mê¿czyzny i ³zy szczê¶cia w oczach ¿ony witaj±cej w serdecznym u¶cisku swego mê¿a. Inne kobiety, oczekuj±ce cierpliwie na kolejne powroty jednoosobowej kapsu³y ratunkowej, powoli w zamy¶leniu przebiera³y w palcach paciorki ró¿añca ¶wiêtego. Tym ludziom nikt nie musia³ mówiæ, ¿e uczestnicz± i s± ¶wiadkami cudu.
Metropolita Górno¶l±ski, ks. Abp Damian Zimoñ, który urodzi³ siê i wychowa³ w rodzinie górniczej, okre¶li³ ocalenie tych ludzi jako ich zmartwychwstanie. „Taka akcja ratownicza to ewenement na skalê ¶wiatow±. W wielu regionach ¶wiata pogodzono by siê ze strat± i nikt by uwiêzionych górników nie ratowa³. A tu podjêto bezprecedensow± akcjê, nie zwa¿aj±c na koszty. Ku chwale Chile”. W Katowicach w kaplicy ¶w. Barbary Bractwo Gwarków od pocz±tku wrze¶nia czuwa³o na modlitwie w intencji wydobycia uwiêzionych górników na drugiej pó³kuli Globu. Zapalili lampkê górnicz±, nazwan± „p³omykiem nadziei” i wy³o¿yli „Ksiêgê Nadziei” dla wpisów ludzi wra¿liwych na tragiczny los górników w San José. Wolno mi dzi¶ pomy¶leæ, ¿e ¶w. Józef skutecznie interweniowa³ u Opatrzno¶ci Bo¿ej, wypraszaj±c o¿ywienie geniuszu ratownictwa u kompetentnych ludzi skupionych nad katastrof± górnicz±.


2010-10-05
NIENOBLIWY NOBEL.
To celowe fa³szowanie prawdy! – tak okre¶li³y ¶rodowiska naukowe katolickie - i nie tylko - decyzjê Komitetu Noblowskiego, który przyzna³ nagrodê w dziedzinie medycyny Brytyjczykowi Robertowi G. Edwardsowi za badania nad zap³odnieniem in vitro.
Specjali¶ci od naturalnych metod planowania rodziny zwrócili uwagê, ¿e w wyniku dzia³añ Edwardsa na ¶wiat przysz³o 4 mln dzieci, które, owszem, inaczej by siê nie urodzi³y - ALE !!! aby osi±gn±æ tê liczbê, „po drodze” zniszczono ok. 20 mln istnieñ ludzkich w wyniku zastosowania tej metody. Nie mo¿na zgodziæ siê z uzasadnieniem Komitetu Noblowskiego, który stwierdzi³, ¿e dokonania Brytyjczyka umo¿liwi³y leczenie bezp³odno¶ci. - To jest celowe fa³szowanie prawdy, in vitro to tylko produkcja dzieci. Niep³odno¶æ, jako choroba w ³onie kobiety, po zastosowaniu tej metody nadal pozostaje nieuleczona.
Komitet Noblowski kiedy¶ potrafi³ odrzuciæ kandydaturê Jana Paw³a II do nagrody pokojowej – wolno im, pomy¶la³em wtedy – ale teraz, gdy pochwala siê zabijanie wielu nienarodzonych dzieci dla urodzenia jednego, trzeba powiedzieæ: zgroza! Ten brak uszanowania dla ¿ycia ludzkiego przypomina podobny proces u Staro¿ytnych, który doprowadzi³ do upadku ca³ej ich cywilizacji. Pochwa³a nieszlachetnego odnoszenia siê do najbardziej bezbronnego ¿ycia ludzkiego, je¶li wyp³ywa ze ¼ród³a nienawi¶ci do chrze¶cijañstwa – jest czystym zak³amaniem ateistycznym i przekre¶la definitywnie ulubion± zachodni± tezê o tolerancji i wolno¶ci.


2010-10-03
NA DEPTAKU.
Telefonuj± i pisz± znajomi pytaj±c o moje zdrowie, bo niczego nowego nie znajduj± w Raptularzu. Cieszy mnie to zatroskanie. Odpowiadam: w zdrowiu nic siê nie zmieni³o, ani na gorsze, ani na lepsze. Mam dobr± opiekê lekarsk± i apteczn±. Najwiêksz± jednak ufno¶ci± obdarza mnie twarz Zbawiciela z obrazu „Jezu, ufam Tobie”. Przed nim, gdy stajê, modlitwa moja nabiera wigoru. W jej obszerne rêkawy ka¿dego ranka zagarniam spor± ilo¶æ imion, nazwisk i loginów, wydarzeñ, rozmów i twarzy zapamiêtanych. Noszê je nieraz przez ca³y dzieñ, by wieczorem wetkn±æ je w tê jasn± szparê na piersi Jezusa, z której wyp³ywaj± dwa promienie: bia³y i czerwony.
A dlaczego nie piszê? Bo mi siê odechciewa, gdy muszê na pañstwowym deptaku nie chodziæ, lecz przeskakiwaæ obrzydliwe ka³u¿e zgêszczonej mazi tuskowo-palikotowej z przyklepywaniem schetynowskim wszystkiego na tak. Smutno mi bardzo, gdy ogl±dam w telewizorze rozche³stanego pod szyj± i rozdzianego z dostojnych szat dominikañskich ojca Macieja. Modlê siê te¿ za niego, wspominaj±c dawne, m³ode, wroc³awskie czasy.


2010-09-21
CAUSA FINITA.
Moskwa polskim prokuratorom badaj±cym sprawê katastrofy smoleñskiej powiedzia³a: do¶æ ju¿ zabawy! Zabierajcie swoje zabawki i wracajcie do domu! Polacy zabrali oddane kilka paczek dokumentów z rozbitego samolotu przy akompaniamencie zdecydowanego o¶wiadczenia: wiêcej nie bêdzie, nie przeszkadzajcie nam, bo musimy napisaæ raport o tym, co siê sta³o 10 kwietnia. Powiadomimy, gdy skoñczymy.
Komentatorzy w Polsce i na ¶wiecie domy¶laj± siê, ¿e to pisanie bêdzie ³atwe i trudne jednocze¶nie. £atwe, bo Moskwa od samego pocz±tku nie ukrywa³a, ¿e zna przyczynê katastrofy, a trudne, bo trzeba raport tak napisaæ, by zamkn±æ usta politykom raz na zawsze na ten temat.


2010-09-17
ZAKAJEW.
Rosyjski list goñczy nazywa Ahmeda Zakajewa, premiera rz±du czeczeñskiego na emigracji, terroryst± i morderc±, i ¿±da ekstradycji. Pan Zakajew przyjecha³ na Kongres Czeczenów do Pu³tuska. Polska prokuratura zatrzyma³a go na przes³uchanie. W kraju niepokój i oburzenie wielkie, bo przecie¿ Polacy pamiêtaj±, jak ¿o³nierze AK byli przez okupantów niemieckich i sowieckich nazywani bandytami, i tak traktowani. Wieczorem odetchnêli¶my z ulg±, s±d (tym razem niezawis³y) postanowi³ o uwolnieniu Zakajewa.
Tak, ulga ulg±, ale skaza na polskiej demokracji zostanie na d³ugo. Pan Zakajew zd±¿y na obrady drugiego dnia Kongresu Czeczenów i z pewno¶ci± przyjêty bêdzie entuzjastycznie. My¶lê, ¿e pan Tusk obecnie by³by tam przyjêty z bardzo stonowanym aplauzem. Szkoda go, bo i z panem Putinem nie bêdzie teraz mia³ s³odko.


2010-09-16
POZYTYW.
Nowa wrzawa na Krakowskim Przedmie¶ciu. Czterech borowców rano o ósmej przenios³o krzy¿ harcerski do kaplicy w Pa³acu Prezydenckim. Szef kancelarii prezydenta nazwa³ to uroczysto¶ci± (bo przenie¶li przez g³ówn± bramê). Koñ by siê u¶mia³. Ludzie, którzy przyszli na swój „dy¿ur” modlitewny, byli zaskoczeni. Emocje w nich nie opadaj±, jak chce prezydent i rz±d, a zaczynaj± rosn±æ i burzyæ siê. SMS-ami zwo³uj± siê na godzinê 21. I obiecuj±, ¿e przynios± 96 krzy¿y! Jaros³aw Kaczyñski zapowiedzia³, ¿e przyjdzie zapaliæ znicze dla pamiêci brata, bratowej i innych bliskich mu ludzi, którzy zginêli pod Smoleñskiem. Widaæ wyra¼nie, ¿e sprawa wcale nie ma siê ku koñcowi. Przez ca³y dzieñ media poluj± na polityków i przechodniów z pytaniem, co s±dz± o nowym miejscu i o sposobie przeniesienia krzy¿a. Polaryzacja s±dów, oczywi¶cie, w ca³ej mo¿liwej rozpiêto¶ci.
Dziwna, zak³amana sytuacja. Wszyscy wiedz±, o co naprawdê chodzi w ca³ej aferze, ale nie ujawniaj± tego, raczej mówi±, o co nie chodzi (nie chodzi o krzy¿!). Dzi¶ wieczorem pose³ PO powiedzia³, ¿e on wie, i¿ tu chodzi o podsycanie przez przeciwników politycznych emocji w spo³eczeñstwie… Ale nie staæ go by³o na nazwanie ¼ród³a tych emocji czyli sprzecznego interesu rz±dz±cych i opozycjonistów. Jaros³aw Kaczyñski pragnie godnie i godziwie upamiêtniæ osobê prezydenta Kaczyñskiego, swego brata bli¼niaka, a Komorowski bardzo siê stara, by nie dopu¶ciæ do wielkiej chwa³y i pamiêci o swym poprzedniku - przeciwniku.
No có¿, nihil novi sub sole! A to znaczy, ¿e ¶wiat siê jeszcze krêci, czy¿ to nie pozytyw? Jedyny w tej zawierusze.


2010-09-14
EKSPIACJA.
Dzisiejsza data od wieków niesie ze sob± ¶wiêto Podwy¿szenia Krzy¿a. W znanych polskich sanktuariach dzisiejsze uroczysto¶ci, czêsto poprzedzone oktaw± lub triduum adoracji, modlitw i wyk³adów, zgromadzi³y wyj±tkowo liczne rzesze wiernych. Ale nie tylko tam. W wielu parafiach w Polsce dzieñ dzisiejszy jest okazj± do modlitwy ekspiacyjnej za zniewagi wobec znaku Chrystusa Zbawiciela na Krakowskim Przedmie¶ciu w stolicy i w Przemy¶lu. Z ró¿nych miejsc kraju s³ychaæ pozytywne g³osy duszpasterzy o wyj±tkowo du¿ej frekwencji na wczorajszych i dzisiejszych nabo¿eñstwach. W Kielcach wielka, neogotycka ¶wi±tynia pod wezwaniem Krzy¿a ¶w. by³a szczelnie wype³niona wiernymi, przewa¿nie m³odymi. M³odzie¿ chêtnie gromadzi³a siê wokó³ autentycznego papieskiego krzy¿a Jana Paw³a II, podczas rozwa¿añ na temat miejsca krzy¿a w Europie by³a cisza, jak makiem zasia³. W Lublinie u dominikanów odby³a siê dzi¶ „dyskusja dwóch ambon” o krzy¿u z udzia³em biskupów: katolickiego i ewangelicko-metodystycznego. Cudami s³yn±ce krzy¿e na Wawelu, w Mogile czy w Kcyni gromadzi³y dzi¶ licznych wiernych przychodz±cych z modlitw± pokutno-wynagradzaj±c±.
Wygl±da na to, ¿e Ko¶ció³ oddolnie daje odpowied¼ politykom na ich usi³owania usuniêcia znaku krzy¿a z przestrzeni publicznej. Oby tylko nie powtórzy³a siê historia genera³a Jaruzelskiego, który w stanie wojennym o nabo¿eñstwach w ko¶ciele Stanis³awa Kostki, czy o tre¶ci kazañ ks. Popie³uszki, dowiadywa³ siê jedynie z ubeckich raportów.


2010-09-10
PRZY BARIERKACH.
To ju¿ pi±ty miesi±c mija od katastrofy smoleñskiej. ¯adna ze spraw przyczyn i odpowiedzialno¶ci za to tragiczne wydarzenie nie zosta³a wyja¶niona. Rosjanie zwlekaj± i wodz± za nos nasz± w³adzê, a w³adza chodzi wokó³ sprawy jak wó³ ze spêtanymi nogami. Partia PO, jak kto¶ bardzo przestraszony, atakuje partiê PiS, pilnuj±c bardzo uwa¿nie ka¿dego wypowiedzianego i niewypowiedzianego s³owa prezesa „chrze¶cijañskiej” opozycji. Zupe³nie jak w rodzinie dwaj bracia nienawidz±cy siê wzajemnie, nawet nie szukaj± logiki czy zdrowego rozs±dku, byleby mocno zdzieliæ drugiego i aby gawied¼ dooko³a zagulgota³a z uciechy. Media doskonale im w tym us³uguj±, tak¿e przy barierkach.
Dzi¶ jednak ¿adem dziennikarz, ani polityk nie mo¿e powiedzieæ, ¿e przy krzy¿u na Krakowskim Przedmie¶ciu waruje garstka oszo³omów, którzy okupuj± publiczn± przestrzeñ miejsk± i maj± czelno¶æ domagaæ siê rozmowy z panem prezydentem. Dzi¶ do krzy¿a przysz³o kilka tysiêcy ludzi w procesji z kwiatami, chor±gwiami i transparentami. To nie przelewki. Ksiê¿a biskupi, chocia¿ jeden w tê, a drugi w inn± stronê ci±gnie w prywatnych sympatiach, to jednak mówi± coraz odwa¿niej do polityków: zejd¼cie z krzy¿a, to nie jest zabawka do politycznych rozgrywek. Krzy¿ trzeba uszanowaæ! I koniecznie trzeba postawiæ pomnik dla upamiêtnienia ofiar katastrofy. Czas siê nie wlecze. Kto spó¼ni, ten przegra.


2010-09-09
ODWET.
Niedawno amerykañski pastor w prote¶cie wobec planów budowy meczetu obok zniszczonych przez terrorystów islamskich wie¿ w Nowym Yorku, zapowiedzia³ publiczne spalenie 200 egzemplarzy Koranu w rocznicê katastrofy. Na ¶wiecie zrobi³o siê g³o¶no wokó³ jego ma³ej wspólnoty religijnej, pop³ynê³y s³owa potêpienia pomys³u ze wzglêdu na nieobliczalno¶æ skutków odwetu islamistów. Watykañska Papieska Rada ds. Dialogu Miêdzyreligijnego wyrazi³a swój niepokój, bo chocia¿ atak Bin Ladena z 11 wrze¶nia 2001 roku jest ze wszech miar godny potêpienia, to jednak odpowiedzi± nañ nie mo¿e byæ „ gest ciê¿kiej obrazy ksiêgi uwa¿anej za ¶wiêt± przez dan± wspólnotê religijn±”.
Dzi¶ jednak pomys³owy pastor, pod prêgierzem opinii ¶wiatowej, odwo³a³ swój zamiar. Chc±c jednak zachowaæ sw± twarz wobec wiernych, og³osi³ poprawkê o zawieszeniu wykonania zamiaru. Co kraj to obyczaj, a czas poka¿e.


2010-09-05
WSTYD.
Dzi¶ niedziela i ¿aden kalendarz liturgiczny nie wspomina o b³. Matce Teresie z Kalkuty. W moim brewiarzu w ogóle nie ma takiego wpisu. O³ówkiem zaznaczy³em sobie zaraz po beatyfikacji Za³o¿ycielki Sióstr Misjonarek Mi³o¶ci. Wspomnienie to w bie¿±cym roku ³±czy siê mentalnie z rocznic± stulecia urodzin Matki Teresy. Albania i Indie k³óc± siê, który kraj jest wa¿niejszy w organizowaniu obchodów tej rocznicy. Na razie nie widaæ skutków tych k³ótni.
A ja w spokoju siêgam do listu Matki Teresy, adresowanego do jej kierownika duchownego, ojca Neunera, i czytam wstrz±saj±ce s³owa: „W dniu kiedy pisa³am – czu³am siê tak, jakbym nie mog³a cierpieæ ju¿ ani trochê wiêcej. – Ale ¶w. Pawe³ udzieli³ mi odpowiedzi w swoim li¶cie na Niedzielê Sze¶ædziesi±tnicy , tak¿e list od Ojca – wiêc jestem szczê¶liwa, ¿e cierpiê coraz bardziej i ¿e równie¿ z wielkim u¶miechem. – Je¶li kiedykolwiek bêdê ¦wiêt± – na pewno bêdê ¦wiêt± od „ciemno¶ci”. Bêdê ci±gle nieobecna w Niebie – aby zapalaæ ¶wiat³o tym, którzy s± w ciemno¶ci na ziemi” .
A mnie tu ¶w. Pawe³ nie pociesza, raczej zawstydza i wyrzuty sumienia wywo³uje.


2010-08-31
OBCHODY.
Nie mo¿na uradowaæ ani serca, ani umys³u wczorajszymi obchodami stoczniowców na jubileuszowym zje¼dzie w Gdyni, który mia³ pokazaæ chwa³ê „Solidarno¶ci”. Pan Wa³êsa nie pojawi³ siê, t³umacz±c sw± absencjê zbytnim upolitycznieniem Zwi±zku. Premier Tusk zosta³ wygwizdany za podzielenie „Solidarno¶ci” na tamt± dobr± i tê dzisiejsz±, której szefostwo utraci³o dziedzictwo i idea³y sprzed trzydziestu lat. S³owa pana prezydenta Komorowskiego zosta³y przyjête ch³odno i z pomrukami w wielkiej sali. Gdy obaj politycy wychodzili z sali, odprowadza³o ich g³o¶ne skandowanie „Tu jest Polska! Tu jest Polska! Solidarno¶æ!”. Natomiast prezes PiS-u by³ przyjêty entuzjastycznie, z wielkimi brawami i skandowaniem „Jarek! Jarek!”. Ali¶ci po jego przemówieniu na mównicê wesz³a Henryka Krzywonos i zarzuci³a prezesowi „buntowanie ludzi przeciwko sobie” i niszczenie „godno¶ci Lecha”.
I tak to „ idea³ siêgn±³ bruku”. W pewnej rodzinie na koniec emisji telewizyjnej starsza pani westchnê³a ze smutkiem: „oni obaj s± po jednych pieni±dzach”. Kto? – zapyta³ wnuk. „No, jak to kto? Tusk i Kaczyñski”. Dlaczego, babciu? Pani popatrzy³a uwa¿nie na ch³opca i odpowiedzia³a patrz±c mu w oczy: „Bo siê nienawidz±!”.


2010-08-30
B£OGOS£AWIONY PATRON.
Dzi¶ w Gdyni podczas 24.Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarno¶æ” podjêto nastêpuj±c± uchwa³ê: „Opieraj±c swoje dzia³ania na gruncie etyki chrze¶cijañskiej i katolickiej nauki spo³ecznej, w XXX rocznicê powstania NSZZ „Solidarno¶æ”, wyra¿amy wdziêczno¶æ Bogu za odzyskan± wolno¶æ, a tak¿e wyniesienie do chwa³y o³tarzy b³ogos³awionego ksiêdza Jerzego Popie³uszki – mêczennika za wiarê, kapelana „Solidarno¶ci”(...) Zwracamy siê za po¶rednictwem Episkopatu Polski do Stolicy Apostolskiej o oficjalne ustanowienie b³ogos³awionego ksiêdza Jerzego Popie³uszki Patronem Niezale¿nego Samorz±dnego Zwi±zku Zawodowego „Solidarno¶æ”.
S³uszna decyzja i w³a¶ciwy krok Zwi±zku, bo widaæ wyra¼nie po 30-tu latach, ¿e znów bêdzie potrzebna odwaga w upominaniu siê o dobro najbiedniejszych i dobrem zwyciê¿anie z³a a¿ do ¶wiadectwa krwi. W³adza nad Polsk± skumulowana w jednym rêku boi siê dzia³añ, a nawet s³ów, ludzi „Solidarno¶ci”, którzy nie maj± za co chwaliæ ani rz±du, ani prezydenta.


2010-08-29
WROC£AW UMIE.
Od kilku dni w ró¿nych o¶rodkach robotniczych w kraju zaczê³o siê ¶wiêtowanie 30-lecia „Solidarno¶ci”. Region Dolny ¦l±sk ¶wiêtuje jubileusz ju¿ od czwartku 26 sierpnia. S± ró¿ne ciekawe imprezy. W ratuszowej Wielkiej Sali odznaczono we czwartek wszystkich poprzednich przewodnicz±cych Regionu. Oczywi¶cie, tam trzeba by³o mieæ specjalne zaproszenie, ale ju¿ na uroczyste wci±gniêcie na maszt flagi pañstwowej przed Ratuszem bez zaproszeñ przysz³o sporo wroc³awian. W pi±tek w samo po³udnie otwarto pod namiotem na pl. Spo³ecznym piêkn± i bardzo potrzebn± wystawê „Solidarny Wroc³aw”. Wernisa¿ by³ ludny i gwarny. Wieczorem przy ko¶ciele spotkana uczennica pochwali³a mi siê z u¶miechem: „widzia³am du¿e zdjêcie ksiêdza na wystawie”. W Zajezdni MPK, gdzie onegdaj zaczê³o siê wroc³awskie „nowe”, odby³ siê muzyczny koncert zatytu³owany „Legendy rocka”. Sobota da³a nam po po³udniu okazjê przys³uchania siê m±drym ludziom debatuj±cym na temat: „Wroc³aw 80/97/2010”. Wieczór zgromadzi³ zaproszonych go¶ci w Operze na uroczystym koncercie, który u¶wietni³ nagradzanie zas³u¿onych solidarno¶ciowców i prezentacjê monografii Dolno¶l±skiej Solidarno¶ci. Dzisiaj w niedzielê, wroc³awianie znów zgromadzili siê na terenie Zajezdni MPK. Tutaj w po³udnie ks. Kardyna³ Henryk Gulbinowicz przewodniczy³ Mszy ¶w. koncelebrowanej w licznym otoczeniu ksiê¿y. Od ambonki dostrzeg³em w¶ród uczestników wiele twarzy dzia³aczy robotniczych, byli te¿ profesorowie i garstka rodzimych VIP-ów. W pierwszym rzêdzie zauwa¿y³em pana Jerzego Buzka, przewodnicz±cego Parlamentu Europejskiego. Na uroczysto¶ci nie by³o polityków ze stolicy. Z Wroc³awia pochodz±cy rz±dowiec pan Schetyna mieszka przecie¿ w Warszawie. No i dobrze. Ka¿dy z tych uroczystych dni koñczy³ siê multimedialnym pokazem fontanny przy Hali Stulecia na terenie Parku Szczytnickiego, w naszym s±siedztwie. Wroc³aw umie!


2010-08-25
APEL Z JASNEJ GÓRY.
Biskupi nasi, zebrani na Jasnej Górze, w swym komunikacie odnie¶li siê do „sprawy krzy¿a”. Prosz± polityków, aby „w sporze politycznym, którego „zak³adnikiem” sta³ siê krzy¿, oddzieliæ sprawê samego krzy¿a od s³usznego postulatu upamiêtnienia wszystkich ofiar smoleñskiej katastrofy godnym pomnikiem. Dlatego biskupi apeluj± do Prezydenta Rzeczypospolitej, Marsza³ków Sejmu i Senatu, Premiera Rz±du, Pani Prezydent Warszawy oraz Przewodnicz±cych partii politycznych koalicyjnych i opozycyjnych o powo³anie Komitetu i powierzenie mu sprawy miejsca i formy upamiêtnienia w Warszawie ofiar katastrofy smoleñskiej. Równocze¶nie biskupi kieruj± apel do mediów, by relacjonuj±c wydarzenia z Krakowskiego Przedmie¶cia zachowywa³y zasadê wa¿no¶ci spraw dziej±cych siê w Polsce i unika³y jednostronno¶ci oraz sensacji”.
Obserwuj±c polityków, którzy krzycz±c na przeciwników og³uchli na wo³anie zdrowego rozs±dku, ze smutkiem my¶lê, ¿e g³os pasterzy Ko¶cio³a pozostanie „g³osem na puszczy”.


2010-08-19
BARYKADA.
Wczoraj Pan Prezydent stwierdzi³, ¿e nieuzasadnione jest stawianie pomnika przed Pa³acem Prezydenckim, a dzisiaj pewien 71-letni obywatel rozbi³ s³oik z fekaliami o tablicê pamiêci na Krakowskim Przedmie¶ciu.
Oto jest pytanie: po przeciwnych, czy po jednej stronie barykady stoj± ci panowie?


2010-08-14
DWIE DEMOKRACJE.
Zadyma krzy¿owa wci±¿ trwa. Strona prezydencka dziwi siê, ¿e samozwañczy obroñcy krzy¿a, nikogo nie reprezentuj±cy, s± niezadowoleni. Przecie¿ upamiêtnienie katastrofy i ¿a³oby po niej wisi na ¶cianie budynku Pa³acu Prezydenta. Wczoraj s³ynny pose³ PO da³ klasyczny pokaz k³ótliwo¶ci, zacietrzewienia i zupe³nego braku kontroli nad swymi s³owami. Ustawi³ sobie Jaros³awa Kaczyñskiego i ca³± PiS do bicia i wali³ jak w bêben, zupe³nie nie licz±c siê z faktami i obarczaj±c tych ludzi win± za wywo³anie sprawy krzy¿a. A dzisiaj pose³ niezrzeszony zaatakowa³ senatora i wicemarsza³ka senatu , ¿e bêd±c przedstawicielem prawa pañstwowego nie broni go, lecz staje po stronie „jakiej¶ grupy ludzi” ³ami±cych wyra¼nie prawo polskie. Na to senator, mocno podekscytowany, odpowiedzia³, ¿e on stoi po stronie ludzi, i to on ustanawia prawo w imieniu wyborców. Ustanawia prawo dla ludzi, s³ucha ludzi i obserwuje ich potrzeby i wymagania. I to jest demokracja. Niezrzeszony pose³ oburzony z ca³± moc± ubolewa³ (patrz±c na senatora), ¿e w demokratycznej Polsce jest ³amane i poni¿ane prawo - uosabiane przez demokratycznie wybranego przez Naród prezydenta. Tak nie mo¿e byæ! Pañstwo ma prawo tych niepos³usznych zaaresztowaæ i si³± usun±æ sprzed Pa³acu. Prawo ustanowione w demokratyczny sposób musi byæ przestrzegane. Pan pose³ nie rozumie: dlaczego tak nie jest i dlaczego ta anomalia wci±¿ trwa w stolicy.
Czy rzeczywi¶cie w demokratycznym pañstwie musz± byæ dwie demokracje?


2010-08-13
PIES POGRZEBANY.
Wczoraj trzej przedstawiciele Episkopatu Polski w specjalnym o¶wiadczeniu przedstawili swój pogl±d na to wszystko, co dzieje siê wokó³ krzy¿a na Krakowskim Przedmie¶ciu. W koñcowym fragmencie tego tekstu mo¿na przeczytaæ: „W kwietniu narodowa tragedia zjednoczy³a nas pod krzy¿em ustawionym obok siedziby prezydenta. Dzi¶, gdy w Europie toczy siê walka o miejsce symboli chrze¶cijañskich w przestrzeni publicznej, podtrzymywanie konfliktu wokó³ krzy¿a szkodzi sprawie jego obrony podejmowanej przez liczne ¶rodowiska w Europie, w tym tak¿e rz±dy i parlamenty wielu pañstw. Oczekujemy, ¿e tak¿e Rz±d Rzeczypospolitej w³±czy siê czynnie w proces zagwarantowania obecno¶ci chrze¶cijañskich symboli w publicznych przestrzeniach nowej Europy. Ponawiamy zatem apel do wszystkich ludzi dobrej woli o zrozumienie powagi chwili i poszukiwanie dróg jedno¶ci i porozumienia”.
Apel absolutnie s³uszny, ale pies pogrzebany jest gdzie indziej: jak znale¼æ i gdzie szukaæ owych ludzi dobrej woli?


2010-08-12
TABLICA.
Po wielu dniach niesmacznych i niebezpiecznych niepokojów przy krzy¿u na Krakowskim Przedmie¶ciu, dzi¶ z samego rana zawieszono tablicê z tekstem przypominaj±cym, co tu siê dzia³o w kwietniu po przetransportowaniu z Moskwy cia³ ofiar katastrofy smoleñskiej. Tablica jest skromna – to chyba dobrze – przyozdobiona u góry znakiem krzy¿a ³aciñskiego, a u do³u lilijk± harcersk±. Miêdzy tymi symbolami umieszczono, graficznie zgrabnie roz³o¿ony, tekst: „W tym miejscu w dniach ¿a³oby po katastrofie smoleñskiej, w której zginê³o 96 osób, w¶ród nich prezydent Lech Kaczyñski z ¿on± i by³y prezydent RP na uchod¼stwie Ryszard Kaczorowski, obok krzy¿a postawionego przez harcerzy gromadzili siê licznie Polacy zjednoczeni bólem i trosk± o losy pañstwa”. Po ods³oniêciu tablicê pokropi³ wod± ¶wiêcon± kap³an w kom¿y i bia³ej stule i odmówi³ modlitwê za zmar³ych. Nastêpnie wieniec bia³o-czerwony z³o¿yli: z Kancelarii Prezydenta pan Jacek Micha³owski i z Urzêdu Miasta pan wiceprezydent Jacek Wojciechowicz. Czy to zakoñczy „sprawê krzy¿a”?


2010-08-08
ODEJ¦CIE.
Dzi¶ dowiedzia³em siê o wczorajszym odej¶ciu do nowego ¿ycia ks. Zygmunta Malackiego. Jego ¶mieræ zaskoczy³a mnie, by³a ostatnim przystankiem w drodze z rakiem. Wiedzia³em o chorobie. W ubieg³ym roku poleca³ mi pewien lek, jaki za¿ywa³ od dwóch lat i dzielnie siê trzyma³ po operacji nowotworowej. Zna³em Zygmunta ponad dwadzie¶cia lat. Obaj byli¶my duszpasterzami akademickimi, on u warszawskiej ¶w. Anny, a ja we wroc³awskim CODA . Spotykali¶my siê w stolicy podczas krajowych konferencji duszpasterskich. Jego mieszkanie na Krakowskim Przedmie¶ciu by³o zawsze otwarte dla ksiê¿y i dla studenckiej braci. Go¶ci nigdy tam nie brakowa³o. Zygmunt mia³ szerokie serce. W kontaktach z lud¼mi urzeka³ prostot±. Mniej wiêcej w tym samym czasie odeszli¶my z DA do pracy parafialnej. Spotkania siê urwa³y, ale zawsze cieszy³em siê s³ysz±c o ró¿nych inicjatywach duszpasterskich ks. Pra³ata Malackiego. Zas³u¿y³ na wielk± wdziêczno¶æ Polaków za urz±dzenie muzeum ks. Jerzego Popie³uszki. Z prawdziwym wzruszeniem ogl±da³em najwa¿niejsz± parê uczestników uroczysto¶ci beatyfikacyjnej ks. Jerzego. Ks. Zygmunt i starowinka, pani Marianna Popie³uszko, dzielnie i pogodnie wspierali siê nawzajem id±c do o³tarza podczas Mszy ¶w. Ten ³agodny i ciep³y obraz utkwi³ mocno w mej pamiêci. Wiadomo¶æ o ¶mierci Zygmunta zasmuci³a mnie. Poczu³em przenikliwe zimno w ca³ym ciele, a po chwili spoci³em siê niemo¿ebnie. Zaraz zacz±³em siê modliæ.


2010-08-07
NIE WIDAÆ.
Od wczoraj, od ¶wiêta Przemienienia Pañskiego, nie mogê sobie poradziæ z my¶lami i z wyobra¼ni±. Obserwowa³em przez okno TVP katedraln± celebracjê Mszy ¶w., jako c.d. uroczystego zaprzysiê¿enia pana Komorowskiego na urz±d prezydencki, uwierzy³em jego rozmodleniu duszy, jakie pokazywa³ sw± postaw± cia³a, nawet zauwa¿y³em ró¿nicê miêdzy ma³¿onkami, gdy on klêka³ przed o³tarzem naj¶wiêtszej Ofiary, ona pochyla³a jeno g³owê pierwszej damy (mo¿e to ischias lub reumatyzm w kolanach?). Jeszcze mi brzmi± w uszach s³owa abpa Nycza, ¿e nie wolno u¿ywaæ krzy¿a do dzielenia, bo krzy¿ powinien ³±czyæ. I w rozmarzonej wyobra¼ni mojej utkwi³, jak drzazga, ¿ywy obraz metropolity sto³ecznego id±cego z prezydentem Rzeczypospolitej do prostych ludzi pilnuj±cych krzy¿a harcerskiego. Pan prezydent mówi wzruszonym g³osem: bracia rodacy, to miejsce bêdzie przez wieki ¶wiadczyæ o tragedii pañstwa polskiego, która siê sta³a pod Smoleñskiem w Rosji, zabieraj±c nam ¶p. prezydenta Lecha Kaczyñskiego i innych z nim na s³u¿bie narodowi. Na tym miejscu wkrótce stanie pomnik. Ja, prezydent wszystkich Polaków, zapewniam was o tym. Urzeczony t± postaw± nowego prezydenta metropolita warszawski podchodzi do pilnuj±cych i mówi: bracia, pomó¿cie mi! Razem podnosz± krzy¿ i abp b³ogos³awi nim prezydenta, wszystkich stoj±cych wokó³ i ca³± Rzeczypospolit±. A potem przy ¶piewie „Bo¿e, co¶ Polskê” id± z krzy¿em do ko¶cio³a ¶w. Anny, gdzie od niepamiêtnych czasów kszta³towane s± serca i sumienia m³odej inteligencji polskiej.
Czy kto¶ mi wyt³umaczy, dlaczego ten obraz jest tak bolesny i dokuczliwy? Przemienienie Pañskie wci±¿ trwa, a przemiany sumieñ ludzi dzier¿±cych w³adzê nie widaæ. Dlaczego?


2010-08-06
ZAPRZYSIʯENIE.
Mamy prezydenta. Czy uspokoi siê w kraju? 9 milionów Polaków ¶wiêtuje, 8 milionów nie podziela ich rado¶ci. A to zaledwie po³owa populacji, druga po³owa to ta niewybieraj±ca. B±d¼ tu m±dry i pisz wiersze! A pan Prezydent po dotkniêciu insygniów manu propria na Zamku przemie¶ci³ siê z grup± fanów do nastêpnej sali na lampkê wina. Mo¿e mniej, a mo¿e wiêcej rodaków nie skorzysta³o z lampki wina, lecz pozosta³o nieopodal na Krakowskim Przedmie¶ciu przy krzy¿u. Wiernie strzeg± pamiêci ¿a³oby narodowej po Katyniu i Smoleñsku. Tych ludzi wcale nie wzrusza³a dzisiejsza uroczysto¶æ zaprzysiê¿enia. Ich wcze¶niejsze poni¿aj±ce (nie)spotkanie z prezydentem-elektem nakazywa³o im staæ czujnie pod krzy¿em. W katedrze warszawskiej prymas Polski celebrowa³ Mszê ¶w. za Ojczyznê i za nowego Prezydenta. Metropolita warszawski w piêknej homilii zauwa¿y³, ¿e droga pana Prezydenta zaczê³a siê od krzy¿a. Trudna to droga s³u¿by, a nie panowania, z koniecznym darem rozs±dnego serca. Czekaæ wiêc trzeba i obserwowaæ dalsze kroki nam dzi¶ Zaprzysiê¿onego. Warto pamiêtaæ, ¿e spotkanie cz³owieka z krzy¿em, jakiekolwiek by ono nie by³o, nie pozostaje bez ¶ladów niezmywalnych.


2010-08-03
KRUCJATA.
Klubowe rozwi±zanie sprawy krzy¿a harcerzy na Krakowskim Przedmie¶ciu, sprzed dwunastu dni, nie przynios³o spodziewanego efektu. Trzej ksiê¿a przyszli, wed³ug umowy, pod Pa³ac Prezydencki, by stamt±d procesjonalnie przenie¶æ krzy¿ do ko¶cio³a ¶w. Anny. Bezradnie przez pó³ godziny przys³uchiwali siê has³om i nawo³ywaniom, tak¿e do nich skierowanym, aby krzy¿ zostawiæ na miejscu. Wreszcie przyszed³ urzêdnik z kancelarii prezydenckiej i og³osi³, ¿e krzy¿ dzisiaj nie bêdzie przenoszony. Kto chcia³ siê pomodliæ o spokój wieczny duszom ofiar katastrofy pod Smoleñskiem, móg³ to uczyniæ pod±¿aj±c za ksiê¿mi do ko¶cio³a akademickiego, gdzie, tak¿e wg umowy, zaczê³a siê Msza ¶w. Zostali „Wiecowicze” – kim oni s±? – zostali i kontynuowali sw± krucjatê pod pa³acem. Stra¿ miejska i milicja otoczy³a ich szczelnym wianuszkiem, a za kordonem gromadzili siê przechodnie, przewa¿nie tury¶ci, mieli niez³± przygodê darmow±. Politycy w swych lokalach zaraz otoczyli siê uzbrojonymi w kamery i mikrofony dziennikarzami i og³aszali ¶wiatu, ¿e za ich rz±dów taka afera polityczna nie mog³aby siê zdarzyæ. Ordynariusz warszawski zapytany, czy zechce po¶redniczyæ w sprawie tego krzy¿a, odpowiedzia³ skromnie, ¿e nie jest tu stron±. No tak, partiom siê zachcia³o, a media roztr±bi³y, ¿e sprawa krzy¿a jest super polityczna, i Metropolita uwierzy³. Duszpasterza tu potrzeba. Cz³owieka z Bo¿ym charyzmatem! Niestety, ten incydent potwierdza prawdê, ¿e Polacy nie maj± dzi¶ zaufania do urzêdników w jakichkolwiek garniturach.


2010-07-25
MIVA POLSKA.
Piêkna w wyrazie i owocna w skutkach jest akcja misyjna: „auto dla Afryki” przeprowadzona przez organizacjê MIVA POLSKA w dzieñ ¶w. Krzysztofa – patrona kierowców, po³±czona z dorocznym zwyczajem duszpasterskim gromadzenia na modlitwie w³a¶cicieli pojazdów i po¶wiêcenia ich maszyn. Ka¿dy z nich móg³ ofiarowaæ dla misjonarzy w Afryce jeden grosz za minutê spêdzon± w drodze za kierownic± w ci±gu minionego roku. Z kolorowych folderów przys³anych z Warszawy przez MIVÊ wychylaj± siê zadowolone twarze polskich ksiê¿y pracuj±cych w Afryce i u¶miechniête buzie i oczy czekoladowych, bosych dzieciaków. Misjonarze maj± siê z czego cieszyæ, bo dziêki 10-letniej „Akcji ¶w. Krzysztofa” otrzymali z Polski spor± liczbê rowerów, motocykli, ³odzi rzecznych, samochodów osobowych i pojazdów terenowych. Wszystkie te ¶rodki transportu s³u¿± misjonarzom w codziennej nie³atwej pracy duszpasterskiej.


2010-07-24
MEDIALNI.
Upa³ nie tylko zel¿a³. Polskê ogarn±³ wilgotny, miejscami bardzo mokry, ch³ód. W Kudowie w sklepach i na straganach z ciuchami powodzenie mia³y koszule i bluzki z d³ugimi rêkawami. Narzekaæ na zimno nie przystoi, bo przecie¿ jeszcze wczoraj szukali¶my na niebie choæ jednej chmurki, da³by Bóg deszczowej, ku od¶wie¿eniu. Na wschodzie kraju och³odzenie spó¼ni³o siê o jeden dzieñ.
Dzi¶ w „Pasterskim Kwadransie” na falach lubelskiego eteru pop³ynê³y gor±ce s³owa „medialnego ordynariusza” na temat krzy¿a. Po pochwale lubelskiego ¶rodowiska solidarno¶ciowego mówca wypowiedzia³ namiêtne s³owa: „Tutaj od lubelskiej „Solidarno¶ci” mogliby siê nauczyæ ci, którzy dzia³aj± emocjonalnie i najpierw znajd± jaki¶ krzy¿, potem bez uzgodnienia z kimkolwiek wstawi± go, a pó¼niej anga¿uj± siê do ostrej walki uwa¿aj±c, ¿e tylko ich g³os w sprawie krzy¿a jest miarodajny” . Ciekawym bardzo, gdzie powinni sch³adzaæ swe emocje „medialni ordynariusze”, zw³aszcza, gdy mówi± o harcerskiej m³odzie¿y?


2010-07-21
POROZUMIENIE.
Fragmenty dzisiejszego, wspólnego komunikatu Kancelarii Prezydenta RP, Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, Duszpasterstwa Akademickiego Ko¶cio³a ¶w. Anny w Warszawie oraz organizacji harcerskich:
- Krzy¿ przed Pa³acem Prezydenckim, jako tradycyjny chrze¶cijañski symbol upamiêtniania zmar³ych, zosta³ ustawiony przez harcerzy z ró¿nych organizacji jako inicjatywa oddolna, poryw serca, podczas ich solidarnej s³u¿by od chwili katastrofy samolotu pod Smoleñskiem i s³u¿y³ wspólnej modlitwie ludzi gromadz±cych siê w tym miejscu w dniach ¿a³oby narodowej. Ustawienie Krzy¿a mia³o charakter spontaniczny i by³o ¶ci¶le zwi±zane z atmosfer± ¿a³oby narodowej.
- Przedstawiciele organizacji harcerskich, Kurii Metropolitalnej, Kancelarii Prezydenta RP i Duszpasterstwa Akademickiego s± zgodni, ¿e miejscem najbardziej godnym tego Krzy¿a i jego symboliki jest ¶wi±tynia. W zwi±zku z tym, Krzy¿ usytuowany przed Pa³acem Prezydenckim zostanie przeniesiony do Ko¶cio³a Akademickiego ¶w. Anny w Warszawie, miejsca silnie zwi±zanego z histori± Stolicy i Polski. ¦wi±tynia ta jest miejscem nieustannej modlitwy za tragicznie zmar³ego Pana Prezydenta Lecha Kaczyñskiego, jego Ma³¿onkê oraz wszystkie ofiary katastrofy smoleñskiej. Przeniesiony Krzy¿ stanie siê centrum rozwa¿añ rekolekcji w drodze i poprowadzi XXX-t± Jubileuszow± Warszawsk± Akademick± Pielgrzymkê Metropolitaln± na Jasn± Górê, której przes³anie brzmi „Przez Krzy¿”.
Ko¶ció³ Warszawski w osobie Metropolity Warszawskiego Abpa Kazimierza Nycza oraz Kancelaria Prezydenta RP reprezentowana przez jej Szefa Ministra Jacka Micha³owskiego zobowi±za³y siê do niezw³ocznego podjêcia dzia³añ, zmierzaj±cych do godnego upamiêtnienia ofiar katastrofy, jak równie¿ wspólnej s³u¿by harcerskiej.



2010-07-19
GORSZ¡CY ETYK.
Przeciwnicy pozostawienia krzy¿a harcerzy przed Pa³acem Prezydenckim zaanga¿owali do pomocy autorytet nie byle jaki. Ks. Profesor, etyk z KUL-u, ca³± obecn± sytuacjê nazwa³ „upolitycznianiem sprawy krzy¿a”, które „ubli¿a krzy¿owi i tym, których dotknê³a tragedia pod Smoleñskiem”. Hmm, zgrabne odwrócenie kota ogonem, trzeba przyznaæ, i brzmia³oby to ca³kiem po katolicku, gdyby uwzglêdnia³o fakt, i¿ owo „upolitycznianie” zaczê³o siê nie wtedy, gdy harcerze postawili na Krakowskim Przedmie¶ciu krzy¿, ale od wypowiedzi pana prezydenta-elekta na temat przeniesienia st±d tego chrze¶cijañskiego, bardzo wymownego, europejskiego znaku.
Prawd± jest, co zauwa¿a uniwersytecki kap³an, i¿ „w naszej kulturze jest zwyczaj, ¿e w miejscu tragedii umieszcza siê znak krzy¿a”, ale nieprawdziwa jest konstatacja, ¿e ten drewniany krzy¿ nie powinien tu pozostaæ, poniewa¿ tragedia sta³a siê w Smoleñsku.
Krzy¿ zosta³ postawiony na Krakowskim Przedmie¶ciu przed domem pierwszego Obywatela, który zgin±³ w katastrofie wraz z innymi bardzo wa¿nymi Polakami na s³u¿bie Ojczy¼nie. Ten krzy¿ stoi tu jako niemy „¶wiadek” i znak pamiêci o modlitwie i ¿a³obie dwóch milionów naszych rodaków op³akuj±cych wielk± stratê narodow±. Tutaj, a nie pod katedr± i nie w ¦wi±tyni Opatrzno¶ci czy na Pow±zkach, w ca³orodzinnych pielgrzymkach przybywaj±cych z ró¿nych stron kraju, trwa³a funeralna katecheza, przep³ywa³y rozmowy o naszej historii i patriotyzmie i dokonywa³a siê korekta oceny upolitycznionych mediów szkaluj±cych przeciwników „bie¿±cej” w³adzy.
Wygl±da na to, ¿e zdarza siê nam obecnie historia (nie tylko) z bajki o królu, który rozpoczynaj±c swe w³adanie, poprawia w³asn± i dworu kondycjê psychiczn± raptownym wyczyszczaniem do zera pamiêci o swym poprzedniku. W tym w³a¶nie widzia³bym ksiêdza profesorowe gorsz±ce przekabacenie „upolityczniania sprawy krzy¿a”.


2010-07-18
PORTRET KAP£ANA.
Wczoraj podczas Eucharystii pogrzebowej ks. abp S³awoj Leszek G³ód¼ namalowa³ kap³añski wizerunek ¶p. Ks. Pra³ata Henryka Jankowskiego. Mówi³ piêknie i d³ugo, a zebrana ci¿ba wewn±trz i na zewn±trz bazyliki ¶w. Brygidy w Gdañsku czêsto przerywa³a egzortê mocnymi brawami. Warto ten po¶miertny portret zapamiêtaæ, tym bardziej, ¿e w ostatnich latach ¿ycia gdañski kapelan „Solidarno¶ci” wiele wycierpia³ od mediów obrzucaj±cych go b³otem. Zapisujê sobie tu niektóre fragmenty. „Mamy pewno¶æ, my wszyscy, którzy¶my go znali, ¿e jego postawa wobec wyzwañ czasu by³a pochodn± jego kap³añstwa. Mocnego, autentycznego, wyzbytego lêku. Kap³añstwa na Chrystusowych ordynansach. "Je¿eli Bóg z nami, któ¿ przeciw nam? (…) Kap³añstwo ksiêdza pra³ata Henryka wpisane by³o w szerszy kontekst do¶wiadczeñ Narodu i drogi Ko¶cio³a, tak¿e tej lokalnej, gdañskiej drogi. (…) S± dzi¶ z nami stoczniowcy. Traktowali Ciê, Ksiê¿e Pra³acie, jako swego proboszcza. Od tamtej historycznej chwili, kiedy przyszed³e¶ do nich. I Ty ich traktowa³e¶ jak swoich - z serdeczno¶ci±, z otwarto¶ci±. Wtedy i pó¼niej, przez wszystkie lata. Przychodzili, jak¿e czêsto, do tej ¶wi±tyni - sanktuarium Matki Bo¿ej Królowej ¦wiata Pracy. By³e¶ im potrzebny. Szczególnie wtedy, kiedy przyszed³ z³y czas. Kiedy Stocznia Gdañska, od której w 1980 roku rozpoczê³a siê polska droga do wolno¶ci, sta³a siê uci±¿liwym balastem w czasach wolno¶ci gospodarczej i systemowych zmian. A ci, którzy w 1980 roku wznie¶li ¿agiew robotniczego i narodowego protestu, stali siê wielk± mas± upad³o¶ciow±. Problemem, którego nie potrafiono rozwi±zaæ, nie tylko w imiê sprawiedliwo¶ci, tak¿e w imiê porz±dku serca i w imiê wdziêczno¶ci za to, co siê tu w sierpniu 1980 roku zaczê³o. I to by³ równie¿ Twój ból, Ksiê¿e Pra³acie. To by³a wasza wspólna gorycz, Twoja i stoczniowców. Mog³e¶ ich wspomagaæ modlitw±, rad±, ¶wiadectwem wspólnoty. Oni to pamiêtaj±, oni za to dzi¶ dziêkuj±. Dziêkuj± Ci dzi¶ ci, którzy w ciszy swoich serc nios± pamiêæ o doznanej od Ciebie pomocy; kiedy nie mieli co je¶æ, kiedy nie mieli pracy, kiedy ich bliscy byli w wiêzieniu, kiedy cierpieli niedostatek, kiedy byli chorzy. (…) Ksiêdza pra³ata tak¿e dotknê³o do¶wiadczenie Hioba: do¶wiadczenie choroby, samotno¶ci, opuszczenia, upokorzenia... Ten kap³an - tak znany, tak zas³u¿ony dla Ko¶cio³a, dla "Solidarno¶ci" - sta³ siê negatywnym bohaterem mediów, obiektem ataków, pomówieñ, oskar¿eñ. Stan±³ wobec nich w prawdzie swego ¿ycia, pe³nego dobrych czynów, która - okaza³o siê - nic nie znaczy³a, przestano siê z ni± liczyæ... Nie stanêli w jego obronie ci, którzy go dobrze znali, z którymi szed³ przez najtrudniejszy czas. Swoist± racj± stanu sta³o siê milczenie. (…)
Ksiê¿e Pra³acie Henryku! ¯egnamy Ciê, S³ugo Chrystusa, Ojczyzny i Ko¶cio³a!
¯egnaj, Rycerzu Rzeczypospolitej! W dobrych zawodach wyst±pi³e¶, bieg ukoñczy³e¶, wiary ustrzeg³e¶ (por. 2 Tm 4, 7). Niech Ciê Ten, któremu zawierzy³e¶, Jezus Chrystus, obdarzy wieñcem sprawiedliwo¶ci i wiecznej chwa³y. Odpocznij od trudów swoich. ¯yj w pokoju. Amen” .


2010-07-16
POGRZEB.
Wpisa³em siê do Ksiêgi Kondolencyjnej zmar³ego ks. Pra³ata Henryka Jankowskiego.
Ksiê¿e Henryku, kiedy¶ proboszczu u ¶w. Brygidy i kapelanie Solidarno¶ci, przyjacielu s³ynnego Wa³êsy, ale tak¿e skromnego i ¶wiêtego ksiêdza Jerzego, który nas wyprzedzi³ w drodze do Domu Ojca. ¦mieræ postawi³a Ciê przed Panem i natychmiast ujrza³e¶ siebie w ca³ej prawdzie, tak jak Ciê widzi Stwórca wszechmog±cy. Ludzkie opinie ju¿ Ciê nie ura¿±, ani skrzywdz±, ale tak¿e nie dorysuj± Ci ¿adnej aureoli. Daleki i wolny ju¿ jeste¶ od tego, co powie o Tobie ktokolwiek na ziemi, przyjaciele czy nieprzyjaciele. W ojcowskich d³oniach Boga sprawiedliwego i mi³osiernego jeste¶ ju¿ najbezpieczniejszy. Tutaj, na ziemi, pamiêæ uczciwych solidarno¶ciowców gdañskich oraz parafian ¶w. Brygidy zatrzyma w sercach ca³e dobro, jakie¶ uczyni³ dla sprawy polskiej wolno¶ci i niezawis³o¶ci s³owa prawdy. To natomiast, co by³o nieudane i z³e w Twoim ¿yciu - Któ¿ jest bez grzechu? - je¿eli nie zosta³o wynagrodzone na ziemi, zw³aszcza w koñcowej, pe³nej cierpienia fazie Twego ¿ycia, bêdzie wypalone ogniem pokuty u progu Królestwa Bo¿ego. Wieczno¶æ oczy¶ci Twoj± duszê a¿ do podobaj±cej siê Panu Bogu ¶wiêto¶ci.
Stajê duchowo przy Twojej trumnie podczas Naj¶wiêtszej Eucharystii i proszê: Jezu mi³osierny, przyjmij duszê Twego kap³ana, namaszczonego olejem Ducha ¦wiêtego, i oddaj Twojemu Ojcu i naszemu Ojcu w Niebie.


2010-07-15
KRZY¯AK.
O krzy¿akach dzi¶ mówi siê sporo w kraju. Na miejsce zwyciêskiej bitwy przed 600 laty pod Grunwaldem przyby³o mnóstwo ludzi. Jedni, aby wzi±æ udzia³ w wielkim odtworzeniu pogromu rycerstwa krzy¿ackiego przez sprzymierzone armie: wojska polskiego i litewskiego . Inni przybyli, by siê temu przedstawieniu napatrzeæ i co¶ pomy¶leæ. Po¶ród tych drugich by³ nasz prezydent-elekt , by³a pani prezydent Litwy i by³ dzisiejszy wielki mistrz krzy¿acki . I, oczywi¶cie, tysi±ce turystów. Nasz pan prezydent niezaprzysiê¿ony mówi³ o polskim „smaku zwyciêstwa”, pani prezydent, co dopiero zaprzysiê¿ona w Wilnie, piêknie mówi³a po polsku, a ojca mistrza najch³onniej s³uchano, boæ to przecie¿ „krzy¿ak”, zupe³nie zjawiskowa osoba. Ojciec opat, Bruno Platter, Wielki Mistrz Zakonu Szpitala Naj¶wiêtszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, pokaza³ Polakom ca³kiem inny wizerunek krzy¿aków, niepodobny do polskiego obrazu do¶wiadczeñ z malborskim s±siadem. Byæ mo¿e nie bêdzie ju¿ straszy³ Polaków widok zakonnika w czarnym habicie przepasanym pasem i z narzuconym na ramiona bia³ym we³nianym p³aszczem z czarnym krzy¿em na ramieniu.
Dawno to by³o, chyba w latach siedemdziesi±tych ub. wieku, na zaproszenie wiedeñskiego duszpasterstwa akademickiego, z grup± studentów spod Czwórki byli¶my w Wiedniu. Obok posiedzeñ i wyk³adów na ustalone tematy by³y te¿ ró¿ne niespodzianki. Nasza grupa wylosowa³a wycieczkê go Górnego Tyrolu, a tam zaj±³ siê nami przeuroczy m³ody zakonnik o. dr Arnold Wieland. W Bolzano, zwiedzaj±c stary gotycki ko¶ció³ z licznymi wewn±trz zwisaj±cymi starymi chor±gwiami, odkryli¶my, ¿e znajdujemy siê we w³oskiej prowincji zakonu krzy¿ackiego. I, oczywi¶cie, nasz opiekun i przewodnik to czystej ma¶ci krzy¿ak. Opowiedzieli¶my mu o naszych historycznych skojarzeniach i… ¶miechu by³o co niemiara. On opowiedzia³ nam o swojej pracy duszpasterskiej ze studentami w Bolzano. Ucieszy³em siê wiêc dzi¶, gdy dowiedzia³em siê, ¿e ten skromny i radosny nasz przyjaciel w bia³ym p³aszczu z czarnym krzy¿em, w latach osiemdziesi±tych przez dwie sze¶cioletnie kadencje piastowa³ urz±d Wielkiego Mistrza Zakonu. Wracaj±c poci±giem do Wroc³awia, my¶leli¶my zgodnie: krzy¿ak, a taki wspania³y cz³owiek, do tego g³êboko maryjny zakonnik! I ³azi³ z nami po górach Tyrolu, które czarowa³y nas przeró¿nym ¶wiat³em i barw± ska³ w zale¿no¶ci od pory dnia.


2010-07-13
K£OPOT W£ADCÓW.
W¶ród polityków polskich znowu k³ótnia, tym razem o krzy¿. Jakby nie mieli nic do roboty po wyborach. Drewniany, niewielki krzy¿ z bia³o-czerwon± wstêg± i kirem przynie¶li harcerze po katastrofie smoleñskiej i postawili przed domem i urzêdem ¶p. Prezydenta na Krakowskim Przedmie¶ciu. Tam ludzie zaczêli w ho³dzie modlitewnym sk³adaæ kwiaty i znicze, jakby na grobie bliskich i wa¿nych dla nich 96 osób, z Lechem Kaczyñskim i jego ma³¿onk± Mari± na czele. To by³ spontaniczny i zwyczajny gest warszawian, którzy krzy¿ami czy obrazami lub figurami ¶wiêtych zaznaczali tragiczne miejsca poleg³ych na wojnie i w powstaniu. Ca³a wrêcz Polska posz³a, te¿ spontanicznie, tym ¶ladem.
Kim s± ci, którzy nie wiedz±, co uczyniæ z krzy¿em katyñsko – smoleñskiej bolesnej historii? Czy tysi±ce rodaków z ca³ego kraju, przynosz±cych pod ten krzy¿ swe modlitwy i kwiaty, nic nie mówi± dzisiejszym w³adcom? Utrata przez pañstwo naraz a¿ 96 najwa¿niejszych obywateli zaanga¿owanych w s³u¿bê Narodowi to przecie¿ wielka tragedia – trzeba o niej pamiêtaæ! Ten skromny, drewniany krzy¿ przewi±zany wst±¿kami bia³o-czerwon± i czarn± to znak niespotykanej w innych krajach ca³onarodowej ¿a³oby. Nie szukaæ mu innego miejsca trzeba, ale zabezpieczyæ, by tu sta³ i mówi³ m³odym pokoleniom o wielkiej wra¿liwo¶ci uczciwych Polaków w tych trudnych czasach agresywnego liberalizmu, gdy zysk i kariera zaczadzaj± m³odych, niby warto¶ci im wystarczaj±ce.


2010-07-10
KARKONOSKA DUKLA.
Upa³ niezno¶ny! Przyjechali do Borowic go¶cie z Wroc³awia, tu wreszcie z³apali oddech. W wielkim mie¶cie w wielkich blokach i na ulicach nie ma czym oddychaæ. 33 stopnie Celsjusza! Przyjechali na odpust ¶w. Jana z Dukli. Od kilkunastu lat utar³ siê zwyczaj zje¿d¿ania wroc³awian do Dukielki w Borowicach k/Karpacza. Dukielka to niewielki p³acheæ zielonego zbocza uwieñczonego koron± strzelistych ¶wierków, a po ¶rodku stoi kamienna kapliczka dedykowana ¶w. Janowi z Dukli w Beskidach. Kapliczka erygowana przez biskupa legnickiego przyci±ga turystów sw± prostot± architektoniczn± i bogat± galeri± portretów ró¿nych ¶wiêtych Pañskich uczynionych rêk± artystki Ewy, ¿ony w³a¶ciciela. Lubiê to miejsce, bo patrzê na kapliczkê przez pryzmat wspomnieñ czasu poczynania siê dzie³a wdziêczno¶ci za Bo¿± pomoc w rodzinie, gdy Andrzej i Ewa razem z przyjació³mi artystami z Wroc³awia przygotowali kamienne pomieszczenie do celów kultu religijnego. Ksiê¿a podczas ferii i wakacji szkolnych przywo¿± tu grupy m³odzie¿owe na pobo¿ne dni skupienia i wakacje z Bogiem. Prócz modlitwy zwykle organizowane s± piesze wêdrówki po szlakach karkonoskich. St±d mo¿na wyj¶æ na ¦nie¿kê, czy w odwrotnym kierunku ku Szrenicy i do ¦nie¿nych Kot³ów. Miejsce jest urokliwe, zalesione i os³onecznione. Zwykle panuje tu cisza koj±ca zranienia ducha umêczonego wielkim miastem. Mo¿na tu pos³uchaæ mowy ptaków i ¿ab. Mo¿na zanurzyæ swe serce spragnione w mi³osierdziu Bo¿ym.


2010-07-07
ODGRZEWANIE MITU. Dzi¶, gdy us³ysza³em z ust szefa zwyciêskiego sztabu wyborczego oskar¿enie, ¿e Ko¶ció³ w s³owach ksiê¿y na ambonie przekroczy³ „granicê zaanga¿owania politycznego”, utwierdzi³em siê w przekonaniu, ¿e PO buduje zgodê narodow± jedynie has³owo, na transparentach, i to z bardzo lichego materia³u. Szyd³o bardzo szybko wylaz³o z worka. Dlaczego to – pytam – s³owa ksiêdza w nauczaniu na tematy wyborcze maj± byæ niedopuszczalne i gorsze od s³ów innych obywateli? Czy dlatego, ¿e psu³y szyki w akcji przedwyborczej jej szefa? Ten temat ju¿ przerabiali¶my w czasach PRL-u. Trzeba wreszcie skoñczyæ z ob³ud± i spychaniem ksiê¿y do kruchty ko¶cielnej. Pan Jezus w ¶wi±tyni jerozolimskiej nie tylko modli³ siê i dyskutowa³ z uczonymi w Pi¶mie, ale gdy trzeba by³o, powywraca³ sto³y bankierów i handlarzy uprawiaj±cych swój biznes w ¶wi±tyni. Kto chce budowaæ zgodê narodow±, niech zacznie od swego sumienia. Najja¶niejsza Rzeczpospolita w budowaniu ³adu moralnego dla pomy¶lnego swego rozwoju korzysta³a z m±dro¶ci i inteligencji ¶wiat³ych biskupów i odwa¿nych kaznodziejów. W okresie bezkrólewia, gdy król toczy³ wojnê z dala od stolicy, interrexem by³ prymas Polski. Komunistyczny mit o mieszaniu siê Ko¶cio³a do polityki, niestety, prowadzi³ do bolesnych represji ubeckich wobec duchowieñstwa, a tak¿e czêsto przynosi³ ¶mieræ wielu wspania³ym kap³anom. Tak siê dzia³o równie¿ w koñcowej fazie istnienia PRL-u . Niebezpieczn± metod± w ¿yciu spo³ecznym jest odgrzewanie mitów stworzonych przez z³ych ludzi z nienawi¶ci i ¿±dzy ¶mierci niewinnych ludzi.

2010-07-06
MASKA.
Jak trudno nosiæ maskê i skrywaæ publicznie prawdê o sobie przez d³u¿szy czas! Powszechny niesmak wzbudzi³ „happening zwyciêzców” na Krakowskim Przedmie¶ciu u bram pa³acu prezydenckiego tu¿ po wyborach. Nikt nikomu, oczywi¶cie, nie zabrania cieszyæ siê ze „zwyciêstwa”, z wyników osi±gniêtych ciê¿k± „agitk±”, ale trzeba wpierw wyrobiæ w sobie choæ odrobinê przyzwoito¶ci. To¿ przed tym pa³acem, ozdobionym krzy¿em po kwietniowej tragedii, tysi±ce Polaków trwa³o w autentycznym smutku i ¿a³obie! Taka niesforna pamiêæ absolutnie nie sprzyja „budowaniu zgody”. Po có¿ by³o przez ca³± kampaniê ¶wieciæ rodakom w oczy tym sk±d in±d szlachetnym has³em, je¿eli ono nie znajduje w g³osz±cych ¿adnej si³y wcielenia!


2010-07-04
TURA DRUGA.
Wieczorem ca³ym domem (raptem trzy osoby!) wybrali¶my siê do urny wyborczej. Sta³a jedna, samotna w ¶rodku Sali miêdzy dwiema graniastymi kolumnami. Mia³a szaroniebieski kolor, przypomina³a plastykowy kosz na ¶mieci – taki wspó³czesny – z pokryw± i zatrzaskami. W ¶rodku szpara na karty wyborcze, po bokach god³o pañstwowe z (widocznie) domalowan± z³ot± koron±. Komisja stawa³a na wysoko¶ci zadania, pokazuj±c z±bki w zmêczonym u¶miechu witaj±cym nas, do¶æ pó¼nych spe³niaczy obowi±zku obywatelskiego. Namy¶lanie nad kart± krótkie, jeden krzy¿yk u góry z prawej strony i lekki wrzut do szpary. Godzina dwudziesta, pó³ Polski przed srebrnym ekranem! Koniec ciszy przedwyborczej. Wybuch rado¶ci w dru¿ynie pana Marsza³ka , oklaskom brakowa³o koñca. W t³umie mignê³a mi twarz pani Mai Komorowskiej. Wprawdzie nie przeciska³a siê do bu¼ki pana prawie-prezydenta, ale zdziwi³em siê. Nie wiem, jakie wiatry mog³y j± przywiaæ sprzed Pa³acu Namiestnikowskiego w kwietniu a¿ tu dzi¶, w ten skwar lipcowy. No có¿, tempora mutantur.
W kwaterze prezesa PiS-u nie ma euforii. Jest za to wola walki wychylona ku przysz³o¶ci, ku nastêpnym wyborom. Zwyciê¿ymy! – pocieszali siê ciê¿ko upracowani dzia³acze prawicowej (najwyra¼niej!) akcji przedwyborczej – Bêdziemy zmieniaæ Polskê! Musimy j± zmieniæ! Dwadzie¶cia lat nowego ustroju minê³o w ci±g³ych zmianach, i znów koñca nie widaæ. Przychodz± na pamiêæ ironizuj±ce s³owa poety: „Polska! Polska!…[ale] Jaka?” .


2010-07-04
DZIEÑ PAÑSKI.
Niedziela w Borowicach. Piêkna, s³oneczna pogoda. Upa³. I wszêdzie dooko³a cisza. Nawet ¶wierki otaczaj±ce dom, wk³ute swymi szczytami w lazur nieba, podda³y siê w³adaniu tej niedzielnej ciszy. Jedynie m³ode trzmiele z ¿ywo¶ci± brzêcz±c± uwijaj± siê w¶ród otwartych kielichów dzikiego ró¿owiska. Dla niech, jak i dla maleñkich muszek i fruwaj±cych ¿uków, praca znaczy jedzenie, a wiêc przyjemny i jedyny obowi±zek. Dlatego tak beztrosko przegryzaj± ¶wiêto¶æ dnia Pañskiego. Có¿, ich niewinny ¶wiat ró¿ni siê od naszego ucywilizowania, nie musz± uciekaæ siê ani do przykazañ, ani do sumienia. Ich d³ug wobec Stwórcy spe³nia siê w podporz±dkowaniu sile naturalnego instynktu. Cz³owiek wiêksze bogactwo nosi w sobie. Choæ wypêdzony z raju, nie jest bezbronny wobec trudów i zadañ ¿ycia. Zabra³ ze sob± z miejsca pierwotnego szczê¶cia serce, rozum i pamiêæ. Rozum bez serca nie by³by zdolny zbudowaæ cywilizacji. A i pamiêæ jest niezbêdna, by nie utraciæ fundamentu ci±gle budowanej kultury.
W po³udnie dzwon zacz±³ zwo³ywaæ wspólnotê borowiczan na Mszê ¶w. Wielu og³uch³o jak b±ki i ¿uki. Siedz± beztrosko przed domami, po³ykaj±c chciwie w tym upale z³oty p³yn z browaru. Do ko¶cio³a wesz³o wielu wczasowiczów, a w¶ród nich zobaczy³em wiele u¶miechniêtych, opalonych twarzy dzieciêcych. ¦piewali¶my bardzo zró¿nicowanym chórem, jak kto umia³, ale chwa³y Panu Bogu nie ¿a³owali¶my. Obok w koncelebrze stan±³ m³ody kap³an, filozof z KUL-u. Po Mszy zapytany, czy pójdzie dzi¶ g³osowaæ, zatrzepota³ rzêsami, jakby rozrzedza³ zdziwienie i powiedzia³: nie. No tak, dopowiedzia³em, s± przecie¿ wakacje. Dla m³odego naukowca to bardzo istotny czas.


2010-06-30
WIERNO¦Æ.
Od piêciu dni s± ju¿ wakacje, dzieci na Mszy ¶w. po¿egna³y ks. Wojtka i pojecha³y w Polskê i w ¶wiat. Rodzice naszej parafii w sporej czê¶ci wywo¿± dzieci na wakacje daleko, nawet za granicê. Jesieni± jest du¿o dzieciêcej rado¶ci i opowiadañ, jak tam by³o i co ciekawego zobaczy³y. Jest te¿ wtedy (dla mnie) wielki smutek. Dzieci najczê¶ciej nie uczestnicz± we Mszy ¶w. niedzielnej. Rodzice nie szukaj± ko¶cio³a w okolicy, albo uwa¿aj±, ¿e 6 km samochodem do ko¶cio³a na wakacjach to absolutnie za daleko, a poza tym, czy po to opu¶cili sw± parafiê? Czy nie maj± prawa do wyspania siê i, w ogóle, do nieskrêpowanego ¿ycia?... Czym skorupka za m³odu nasi±knie, tym na staro¶æ tr±ci. Ja pewnie tego nie bêdê obserwowa³, ale ju¿ dzi¶ mi smutno, bo przewidujê marny los rodziców, którzy nie potrafi± wychowanie w³asnych dzieci oprzeæ na swej wierno¶ci Panu Bogu.
Ks. Wojtek zosta³ przeniesiony od nas do prawdziwie wielkomiejskiej parafii, gdzie wszystkiego jest wiêcej: parafian i nie parafian, wierz±cych i ledwie wierz±cych, bloków, piêter, ulic, katechez i innych zajêæ. Bêdzie te¿ wiêcej wspó³pracowników – kolegów i wiêcej okazji do wspólnotowego dzia³ania. To wszystko mo¿e doprowadziæ m³odego kap³ana z prawdziwego zdarzenia do dalszego pog³êbiaj±cego rozwoju jego powo³ania.
Ks. Wojtka nasi parafianie serdecznie po¿egnali, niejednej parafiance spad³a jaka¶ ³za z oczu. A ¿ycie musi siê toczyæ dalej. Bóg czeka, cz³owiek czeka i Ojczyzna czeka na wiern± s³u¿bê.


2010-06-29
CHMURKA.
Wyj±tkowo uroczy¶cie prze¿y³em ten dzieñ rekolekcyjny. Ks. Abp zaprosi³ wszystkich uczestników do katedry na Mszê ¶w. i do modlitwy w intencji Ojca ¦wiêtego Benedykta XVI.
Przed 46 laty w ma³ym wiejskim ko¶ció³ku w Kostrzy sk³ada³em Bogu prymicyjn± Naj¶wiêtsz± Ofiarê, w³±czy³em siê w mistyczny kr±g Eucharystycznej Obecno¶ci Zbawiciela. Nie by³o tak uroczy¶cie, ani wed³ug najnowszych przepisów liturgicznych, bez grzmi±cych organów katedralnych i bez rze¼bionych przed wiekami d³utem snycerza stall z zasiadaj±cym duchowieñstwem wy¿szym i ni¿szym, ale by³a za to swoista i bardzo serdeczna wznios³o¶æ. ¯yli wtedy jeszcze rodzice, przyjaciele, koledzy ze szko³y, no i ja by³em wtedy zupe³nie m³ody i trudów ¿ycia kap³añskiego nieznaj±cy. By³a wiêc wielka rado¶æ w potê¿nej atmosferze dobrych uczuæ. Czu³em skrzyd³a i… pot na twarzy i rêkach mych b³ogos³awi±cych w pe³nym s³oñcu wokó³ ko¶cio³a klêcz±cych wiernych. Zosta³a jednak w pamiêci ciemna chmurka z tego dnia prymicyjnego. By³ na tej Mszy ¶w. Jurek S., mój najlepszy kolega z jaworskiego LO, a ja go, w tym anielskim uniesieniu, nie zauwa¿y³em. Tak czêsto o nim my¶la³em w czasie studiów, bo znikn±³ mi z oczu po maturze, nie by³em pewny czy dotrze do niego wie¶æ o mojej ¶wiêtej rado¶ci. On by³, przyjecha³ z daleka… ale dowiedzia³em siê o tym po prymicjach. Noszê go nadal w sercu razem z t± smutn± chmurk±.


2010-06-28
G£ÊBIA ¯YCIA.
Upalne dni, ale rado¶æ chyba tylko na pla¿ach czy w górach. W mie¶cie skwar i ociekanie strumieniami potu. Dzi¶ przyjrza³em siê uwa¿niej ¶w. Ireneuszowi, patronowi dnia moich ¶wiêceñ kap³añskich. ¯y³ w II wieku, doprawdy niewielki okres czasu dzieli³ go od ¿ycia Jezusa. Jego mistrz, ¶w. Polikarp, by³ uczniem ¶w. Jana Ewangelisty. Nigdy nie dowiem siê, jak to siê s³ucha kogo¶, kto s³ucha³ opowie¶ci o Zmartwychwsta³ym od widz±cego Pana. A to jest w³a¶nie fundament odpowiedzi na pytanie, dlaczego w pocz±tkach chrze¶cijañstwa Ewangelia tak szybko rozchodzi³a siê w¶ród ludzi i powiêksza³a ¶wiadków wiary bohaterskiej? Ireneusz odda³ swoje ¿ycie za wiarê w Syna Bo¿ego Jezusa Chrystusa w 202 roku. Pozostawi³ wielkie 5-cio tomowe dzie³o „Adversus haereses” . Mo¿na i dzi¶ g³êboko siê zadumaæ nad jego teologi±.
„Majestat Boga o¿ywia. Ci zatem, którzy ogl±daj± Boga, otrzymuj± ¿ycie. Niewypowiedziany, niepojêty i niewidzialny Bóg pozwala siê ludziom zobaczyæ, zrozumieæ i poj±æ dlatego, aby daæ ¿ycie przyjmuj±cym Go i ogl±daj±cym. Nie ma ¿ycia bez ¿ycia pochodz±cego od Boga”. Gdyby zwolennicy aborcji zechcieli wej¶æ w g³êbiê tej prawdy…
Za chwilê do³±czê do kolegów (przewa¿nie m³odszych) i rozpoczniemy w górnej kaplicy seminaryjnej rekolekcje.




2010-06-26
UCHO PRYMASA.
Ks. abp Józef Kowalczyk, nowy - po abpie Henryku Muszyñskim - prymas Polski, odby³ dzi¶ swój ingres do katedry gnie¼nieñskiej. W jego homilii by³o wiele przywo³añ s³ów i my¶li Jana Paw³a II. Trudno dzi¶ po Papie¿u-Polaku mówiæ oryginalnie na temat Ko¶cio³a, Polski, historii i wspó³czesnego obrazu ¶wiata. Jednak znalaz³em w s³owach nowego Prymasa wra¿liwe ucho przy³o¿one do obecnej sytuacji w Ojczy¼nie: „By³by wiêc czas najwy¿szy aby po 20 latach skoñczyæ te bezp³odne dyskusje, bezsensowne k³ótnie, a podj±æ pracê organiczn± i wytrwa³± nad budow± dobra spo³ecznego. To jest nasze zadanie, to nas ³±czy, nie dzieli. Wszelkie podzia³y czynione tu i ówdzie – nie wiem sk±d wynikaj±: czy z woli zaistnienia, jako taka czy inna si³a polityczna, czy te¿ rzeczywi¶cie z troski i wielkiego przekonania, ¿e tylko ja i moja si³a polityczna ma receptê na najwiêksze dobro narodu i pañstwa. To jest egoizm, a nie wspó³dzia³anie. Polska dzisiaj powinna zespoliæ swoje si³y do tego, a¿by po kilku latach wytê¿onej pracy w duchu solidarno¶ci i mi³o¶ci Boga i cz³owieka zbudowaæ ten dobrobyt, który jest w zasiêgu jej rêki – byle ta rêka by³a otwarta na wspó³pracê z wspó³bratem”.
I tu ci¶nie siê na usta s³owo osobiste o rêkach Polaków. Te rêce powinny byæ nie tylko otwarte, ale i czyste. Przede wszystkim czyste.


2010-06-24
HANDEL.
W Polsce: frymarczenie ¿yciem. Grzegorz Napieralski, lider SLD, wy³o¿y³ karty na stó³, przy którym siedzieli politycy PiS-u i PO: je¿eli zapewnicie refundacjê in vitro, to w II turze dam wam g³osy moich wyborców. Bronis³aw Komorowski, marsza³ek parlamentu (sic!), przypomnia³, ¿e ju¿ w prawyborach obieca³ pieni±¿ki z bud¿etu na sztuczne zap³adnianie kobiet. Za nim minister zdrowia Ewa Kopacz zaoferowa³a 10 milionów z³otych na in vitro. Jaros³aw Kaczyñski natomiast krótko skwitowa³ ten handel: Jestem katolikiem i z powodów kampanii nie zmieniam mojego wyznania.
Ciekaw jestem, czy katolicy: pani Ewa i pan Bronis³aw (na tle swej rodziny) w najbli¿sz± niedzielê podejd± do balasek, by przyj±æ ¿ywe Cia³o Pañskie. To mo¿e byæ ciekawa lekcja na temat, jak siê ukrêca ³eb sumieniu w³asnemu.


2010-06-21
TRZYNASTKA.
Wielki entuzjazm w mediach. Szczê¶liwa 13-tka! Lewica wchodzi na scenê! – krzycz± na temat ponad 13 % oddanych g³osów na lidera SLD w wyborach prezydenckich. Sk±d ten entuzjazm? – pytam. Media zamiot³y ju¿ pod dywan ca³± aferê wyniesion± na ¶wiat³o dzienne o pos³ugiwania siê k³amstwem i oszczerstwami postkomunistów w przedstawianiu osoby Prezydenta RP przed 10 kwietnia bie¿±cego roku. Dwaj g³ówni pretendenci do fotela zaczêli swe umizgi do szefa SLD, by odda³ im swój elektorat, a ten nie odda, ale sprzedaæ mo¿e…
Zakrztusi³em siê nagle, jedz±c pierwszy raz w tym powodziowym roku dojrza³e truskawki, gdy us³ysza³em, jak lider PiS-u zamieni³ „postkomunistów” na „lewicê”, jako ¿e to jest mniej niegrzeczne i bardziej nowoczesne. Koñ by siê u¶mia³! I chocia¿ po wyborach prezydent niewiele bêdzie mia³ do gadania w rz±dzeniu pañstwem, to jednak przera¿a mnie niepamiêæ Polaków o g³oszonym bezceremonialnie programie partyjnym spadkobierców PRL-u. Kto¶ tu nie ¶pi i ogonem wachluje…


2010-06-20
TURA PIERWSZA.
Pierwszy oddech z³apany. Ponad 50 procent Polaków posz³o g³osowaæ. Ró¿nica zdobytych g³osów miêdzy kandydatami PO i PiS wynosi zaledwie kilka punktów procentowych. Obie walcz±ce o fotel prezydenta partie ponoæ maj± korzenie chrze¶cijañskie. Czy kto¶ z tych komitetów kampanii wyborczej mia³ czas, by wys³uchaæ bardzo wa¿nych i a propos s³ów Ojca ¦wiêtego? Na Placu ¶w. Piotra Benedykt XVI dzi¶ w po³udnie nawi±za³ do s³ów Jezusa z niedzielnej Ewangelii: „Je¶li kto chce i¶æ za Mn±, niech siê zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzy¿ i niech Mnie na¶laduje. Wzi±æ krzy¿ oznacza zaanga¿owaæ siê w pokonanie grzechu, który utrudnia drogê do Boga, przyjmowaæ codziennie wolê Pana, wzrastaæ w wierze przede wszystkim w obliczu problemów, trudno¶ci, cierpienia”.
Bóg zna wynik wyborów. Nie og³osi ich jednak. Widocznie chce przyjrzeæ siê walce polityków zwanych katolikami w naszym kraju. Za dwa tygodnie bêdziemy i my znali wynik wyborów.


2010-06-16
R¡BNIÊTY KONCEPT.
Gazety polskie pisz± wiele i ró¿norodnie na temat prostego ch³opaka, Jurka z Okopów na wschodnich rubie¿ach Rzeczypospolitej obecnej. Trzeba by³o wiêc i GW co¶ rzekn±æ na tak popularny temat. Dy¿urny katolik Gazetowy r±bn±³ w koncept i… pope³ni³ pean na cze¶æ ksiêdza Jerzego – „bohatera ko¶cielnego i narodowego”. Ali¶ci nie bez strzykniêcia przez zêby ludziom pobo¿nym pod nogi: „Nie chodzi mi o to, czy swoim poziomem umys³owym wyrasta³ ponad ksi꿱 przeciêtno¶æ - beatyfikacja to nie literacki Nobel. Chodzi mi o umys³owe otwarcie. Czy ten bohater walki z ateistycznym re¿imem wzywaj±cy do politycznej wolno¶ci rozumia³, ¿e Polak to niekoniecznie katolik, tak¿e na przyk³ad ateista?”.
Gdyby autor tekstu s³ucha³ podczas Mszy za Ojczyznê homilii ks. Jerzego, rych³o by zrozumia³, o jak± wolno¶æ wo³a³, i ¿e ten, bardzo wra¿liwy na krzywdê innych, kapelan „Solidarno¶ci” z bólem mówi³ o Polakach bez wiary, którzy tak strasznie i bez wewnêtrznych oporów niszczyli duchowo i fizycznie wspó³rodaków w stanie wojennym. Dodaæ nale¿y, ¿e ci oprawcy zza biurka czy z ulicy, w mundurach czy bez, czêsto byli po studiach wy¿szych. A mo¿e w tym r±bniêtym koncepcie chodzi jedynie o ob³ok wstydu wobec naczelnego?


2010-06-15
POTRZEBA CHWILI.
Piêkno i bohaterstwo ¶wiêto¶ci wspó³czesnego b³ogos³awionego mêczennika, ksiêdza Jerzego Popie³uszki, wci±¿ nasyca polsk± atmosferê ¿ycia publicznego. Odbywaj± siê debaty, sympozja, spotkania i rozmowy na temat nie tylko osobowo¶ci m³odego kap³ana polskiego, ale i tre¶ci przekazanych w jego homiliach. Mo¿na czytaæ nowe ksi±¿ki, ogl±daæ albumy z ciekawymi fotografiami, mo¿na nawet wys³uchaæ nagrañ oryginalnych kazañ kapelana „Solidarno¶ci”. Ludzie w ko¶cio³ach trzymaj± w rêku nowe obrazki i modl± siê do nowego ¶wiêtego. Taka jest potrzeba chwili! Maleñk± figurkê gipsow±, bardzo piêkn± i skromn± jak sam B³ogos³awiony, po beatyfikacji zamieni³em na du¿y baner z portretem ks. Jerzego. Jego otwarte oczy z wielk± dobroci± i ¿yczliwo¶ci± patrz± na wiernych w ko¶ciele.


2010-06-10
MORZE STRACHU.
Mo¿na siê u¶miaæ, ale to wcale nie jest komiczne. Z jednej strony morze zalanych gospodarstw i domów po dachy. Zdjêcia z helikopterów pokazuj± bezmiar ca³kowitego zniszczenia ziemi przez wodê od ¦l±ska po Podkarpacie. A z drugiej strony morze urzêdasów, przepisów i ró¿nych za¶wiadczeñ, o jakie trzeba staraæ siê, by uzyskaæ sze¶æ tysiêcy z³otych dla powodzian. Ludzie nie spiesz± do O¶rodków Pomocy Spo³ecznej, gdy¿ boj± siê ujawniaæ swoje dochody, renty, oszczêdno¶ci na kontach bankowych, dr¿± przed fiskusem. Podejrzewaj±, ¿e gmina oskubie te ich sze¶æ tysiêcy. Nie bêdzie po co i¶æ. W Sandomierzu wnioski z³o¿y³ zaledwie co czwarty poszkodowany. W zalewanym wci±¿
Wilkowie niewiele ponad 20 proc. W Sokolnikach na blisko piêciuset poszkodowanych do OPS trafi³o 60 wniosków. Na ¦l±sku Opolskim jest zupe³nie inaczej.


2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 2.
Pytanie drugie: Sk±d si³a i determinacja ducha kap³ana katolickiego?
„Kto da³ naszemu mêczennikowi tak heroiczn± si³ê do przyjêcia mêczeñstwa? (…)
Jezus wybra³ m³odego Jerzego, jeszcze w ³onie jego matki, i powo³a³ go swoj± ³ask± do kap³añstwa, aby g³osi³ Jego s³owo prawdy i zbawienia „nowym poganom” swoich czasów (por. Gal 1,16). Jezus Chrystus, obecny w Eucharystii, by³ jego moc±. (…) W obliczu religijnych prze¶ladowañ, Eucharystia by³a dla niego boskim pokarmem, który umacnia³ go w dawaniu ¶wiadectwa wierze.(…) Jego wiara mia³a wp³yw na innych. By³a te¿ niez³omna i promieniowa³a w ¶rodowiskach oraz w osobach, które spotyka³. Wiara nie by³a w nim czym¶ dodatkowym, uzupe³niaj±cym, lecz stawa³a siê miar± wszystkich jego czynów.
Ksi±dz Popie³uszko, podobnie jak biblijny sprawiedliwy, ¿y³ wiar± i mi³o¶ci±. Jego dewiz± by³y s³owa ¶w. Paw³a: ‘Z³o dobrem zwyciê¿aj’. (…)By³ ¶wiadomy, ¿e z³o dyktatury mia³o swoje ¼ród³o w szatanie, dlatego wiêc zachêca³, aby z³o zwyciê¿aæ dobrem i ³ask± Bo¿±: „Z³o mo¿e zwyciê¿yæ tylko ten, kto jest pe³en dobroci”. (…) Z³o, nios±ce ze sob± przemoc, jest znakiem s³abo¶ci i bezu¿yteczno¶ci. Natomiast dobro zwyciê¿a i rozszerza siê si³± swojej s³odyczy, wspó³czucia i mi³o¶ci. Ustroje polityczne przemijaj± tak jak letnie burze, pozostawiaj±c jedynie zniszczenia, podczas gdy Ko¶ció³ wraz ze swoimi synami pozostaje, aby wspomagaæ ludzko¶æ darem nieograniczonej mi³o¶ci. Chrze¶cijanie s± sol± ziemi i ¶wiat³em ¶wiata. (…)
Moi drodzy, w obliczu odradzaj±cych siê prze¶ladowañ skierowanych przeciwko Ewangelii i Ko¶cio³owi (…) nowy B³ogos³awiony by³ kap³anem i mêczennikiem, wytrwa³ym i niestrudzonym ¶wiadkiem Chrystusa. On z³o dobrem zwyciê¿y³, a¿ do przelania krwi. Amen”.


2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 1.
Wczoraj legat papieski, ks. abp Angelo Amato, w homilii beatyfikacyjnej odpowiedzia³ na dwa przez siebie postawione pytania. Odpowiedzi przedstawione w skrócie homilii.
Pytanie pierwsze: Sk±d z³o, które doprowadzi³o do morderstwa katolickiego ksiêdza?
„Co by³o powodem tak wielkiej zbrodni? Czy Ksi±dz Jerzy by³ mo¿e przestêpc±, morderc±, a mo¿e terroryst±? Nic z tych rzeczy. Ksi±dz Popie³uszko by³ po prostu wiernym katolickim kap³anem, który broni³ swojej godno¶ci jako s³ugi Chrystusa i Ko¶cio³a oraz wolno¶ci tych, którzy, podobnie jak on, byli ciemiê¿eni i upokorzeni.(…) To w³a¶nie dlatego rozpêta³ siê przeciw niemu niszcz±cy gniew wielkiego k³amcy, nieprzyjaciela Boga i ciemiêzcy ludzko¶ci, tego, który nienawidzi prawdy i szerzy k³amstwo. W tamtych latach, jak zdarza³o siê niekiedy w historii na du¿ym obszarze Europy, ¶wiat³o rozumu zosta³o przyæmione ciemno¶ci±, a dobro zast±pione z³em. (…)
Ksi±dz Jerzy nie uleg³ pokusie, by ¿yæ w tym obozie ¶mierci. Przy pomocy jedynie duchowych ¶rodków, takich jak prawda, sprawiedliwo¶æ oraz mi³o¶æ, domaga³ siê wolno¶ci sumienia obywatela i kap³ana. Lecz zgubna ideologia nie znosi³a ¶wiat³a prawdy i sprawiedliwo¶ci. Dlatego ten bezbronny kap³an by³ ¶ledzony, prze¶ladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie zwi±zany i, choæ jeszcze ¿y³, zosta³ wrzucony do wody.(…) Jego cia³o zosta³o odnalezione dopiero po dziesiêciu dniach”.


2010-06-06
PROROCTWO SPE£NIONE.
Po ca³onocnej podró¿y (z przeszkodami milicyjnymi) pe³ni determinacji wspólnie ze studentami dotarli¶my na ¯olibórz w Warszawie na pogrzeb kapelana „Solidarno¶ci”. By³o to w sobotê 3 listopada 1984 roku, tysi±ce ludzi ze wszystkich stron Polski przez ca³± noc pod±¿a³o w kierunku ko¶cio³a ¶w. Stanis³awa Kostki, gdzie w trumnie z³o¿ono zmaltretowane cia³o ksiêdza katolickiego. Ka¿dy chcia³ oddaæ ho³d kap³anowi zamordowanemu przez komunistów (niestety, polskich!), od pó³ wieku bez ma³a dzier¿±cych w³adzê w kraju i uciskaj±cych swych rodaków. Mieli pod rozkazami Departament IV w Ministerstwie Spraw Wewnêtrznych do rozprawiania siê z ksiê¿mi, wojsko, milicjê, ZOMO i ostatnio dekret o stanie wojennym. Niszczyli ka¿dy przejaw wolno¶ci w kraju, wype³niali wiêzienia Polakami, którzy nie zgadzali siê z ich narzuconym porz±dkiem spo³ecznym, brutalnie walczyli z Ko¶cio³em. Ich re¿ym by³ tym okrutniejszy, im wiêkszy rós³ w nich strach przed utrat± w³adzy. ¦lepi niewolnicy Moskwy, nie potrafili przewidzieæ, ¿e mêczeñstwo ks. Jerzego Popie³uszki by³o zwiastunem ich koñca.
Z³o zosta³o dobrem pokonane! Zwyk³y ksi±dz w czarnej sutannie, z polskim orze³kiem na piersi, nie tylko g³osi³ od o³tarza tê prawdê ¶w. Paw³a, ale wyjedna³ u tronu Mi³osierdzia Bo¿ego faktyczne zwyciêstwo Dobra w Polsce. Niepojête s± wyroki Boskie, ale przecie¿ w wielkich i wa¿nych chwilach pozwala Bóg ludziom proroczo wejrzeæ w Jego tajemnice. Na zakoñczenie uroczysto¶ci pogrzebowych, po wszystkich przemówieniach, w s³owie po¿egnania ks. pra³at Teofil Bogucki, proboszcz ks. Jerzego, powiedzia³: „Ziemia polska otrzyma³a nowego bohatera i nowego mêczennika. Na taki pogrzeb, z udzia³em Kardyna³a Prymasa, biskupów i nieprzeliczonej rzeszy wiernych, zas³uguje tylko cz³owiek wielki lub ¶wiêty. Ocenê zostawiamy Najwy¿szemu Bogu”. Dzisiejsza uroczysto¶æ beatyfikacyjna ks. Jerzego Popie³uszki, skupiaj±ca umys³y i serca milionów Polaków i ludzi dobrej woli w kraju i za granic±, jest cudown± odpowiedzi± Boga, wype³niaj±c± proboszczowe proroctwo. Oto otrzymali¶my w Niebiosach kap³ana wielkiego i ¶wiêtego. Gaude, Mater Polonia! Ciesz siê, Polsko - ¶wiêta Matko-Ojczyzno nasza!


2010-06-05
PRZED BEATYFIKACJ¡.
W Warszawie jest ju¿ obecny legat Ojca ¦wiêtego Benedykta XVI, ks. abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, który bêdzie przewodniczy³ jutrzejszej Eucharystii beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popie³uszki w Warszawie. Warszawa to miasto, w którym m³ody ksi±dz prze¿y³ ostatnie 12 lat swojej bardzo owocnej s³u¿by kap³añskiej.
Znakomity go¶æ z Watykanu zapytany, jakie przes³anie przynosi dla Polski od Papie¿a, odpowiedzia³: „To bêdzie wiêcej ni¿ przes³anie. Ojciec ¦wiêty ofiarowuje Polakom wielki dar: dar beatyfikacji polskiego Kap³ana, Mêczennika, godnego Syna wielkiego Narodu Polskiego. Tego Narodu, który nie przestaje dawaæ Ko¶cio³owi i ¶wiatu wybitnych postaci. S³uga Bo¿y ks. Jerzy Popie³uszko, a tak¿e Czcigodny Jan Pawe³ II - w ich ¿yciu w stopniu najwy¿szym zrealizowa³a siê ¶wiêto¶æ i pe³nia cz³owieczeñstwa”. Zapytany nastêpnie o heroiczne cnoty beatyfikowanego ksiêdza Jerzego, wyszczególni³ przynajmniej trzy: „obrona wiary a¿ do mêczeñstwa, odwaga ¿ycia po katolicku oraz wype³nianie pos³ugi kap³añskiej pomimo prze¶ladowañ re¿imu komunistycznego i pogardy dla religii” .


2010-06-04
PRZY GROBIE.
W roku 1987, na zakoñczenie swej pielgrzymki do Ojczyzny, Ojciec ¦wiêty Jan Pawe³ II modli³ siê nad grobem ks. Jerzego przy ko¶ciele ¶w. Stanis³awa Kostki w Warszawie. Pamiêtam to papieskie pokorne klêczenie przy kamieniu kryj±cym cia³o zwyk³ego ksiêdza i d³ugie trwanie na modlitwie. Wtedy te¿ przy grobie modli³a siê matka ksiêdza, Marianna Popie³uszko. Po modlitwie Ojciec ¦wiêty wsta³ i przywita³ staruszkê. Powiedzia³ jej z wyra¼nym wzruszeniem, jakie mo¿e wywo³aæ wdziêczno¶æ p³yn±ca z serca: „Matko, da³a¶ nam wielkiego syna”. Staruszka odpowiedzia³a, jakby wcale nie by³a zaskoczona odezwaniem siê do niej Papie¿a: „Ojcze ¦wiêty, nie ja go da³am, ale Bóg da³ przeze mnie ¶wiatu. Da³am go Ko¶cio³owi i nie zabiorê go Ko¶cio³owi”. Trudno nie uwierzyæ, ¿e to Duch ¦wiêty proroczo wie¶ci³ przez matkê.
Za dwa dni, po dwudziestu sze¶ciu latach, podczas Mszy beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popie³uszki w Warszawie, w uroczystej procesji - w asy¶cie czterech diakonów w czerwonych dalmatykach - matka B³ogos³awionego Kap³ana-Mêczennika poniesie do o³tarza relikwie swego syna.


2010-06-03
CORPUS CHRISTI.
Bo¿e Cia³o. ¦wiêto Obecno¶ci Boga w¶ród ludzi. Kim by³bym bez tej o¿ywiaj±cej Obecno¶ci?... My¶lê o ks. Jerzym – kim on by³by, gdyby nie wpatrywanie siê w Corpus Christi na krzy¿u i codzienne sprawowanie Mszy ¶wiêtej? Cia³o Chrystusa najpierw unoszone wysoko, a potem brane w siebie i podawane innym jako naj¶wiêtsz± wiê¼ wi±¿±c± szlachetne dusze wzajemnie. Wiem, co prze¿ywa³ w latach osiemdziesi±tych odwa¿ny i prawy kaznodzieja, ks. Jerzy Popie³uszko. Wielu uczciwych kap³anów stanu wojennego w Polsce równie dobrze to wie. Obrzydliwe nêkania, przes³uchania na ubecji, oskar¿enia i plugawe s³owa to nie najtrudniejsze chwile. Wiadomo – to wszystko pochodzi³o od najprawdziwszych wrogów. Bola³o, ale przecie¿ mo¿na by³o opowiedzieæ o tym kolegom, zironizowaæ i ob¶miaæ wspólnie. Paskudztwo wywalone na zewn±trz nie zatruwa³o serca. Najtrudniejsze by³y niektóre reakcje i opinie wychodz±ce z krêgu duchownych. Tutaj trzeba ból zamkn±æ w sercu i nosiæ samotnie, dopóki Pan nie obanda¿uje go ³ask±.
Czytam Zapiski ks. Jerzego i my¶lê w sercu, jak¿e bliski mi jest ten Cz³owiek, ten m³odszy kolega – kap³an, kaznodzieja, co ju¿ pozna³ ca³± Prawdê. Szczere i proste by³y jego my¶li i s³owa: „Dzisiaj przed obiadem o 12.00 poszed³em odmówiæ ró¿aniec w ko¶ciele na chórze. B³ogos³awiona cisza. Nad ambon± z³oty krzy¿. Od czasu do czasu wpada³ promyk s³oñca i krzy¿ rozja¶nia³ siê z³ot±, ciep³± po¶wiat±. Potem nastêpowa³ mrok. Bo¿e, jak bardzo podobne jest ludzkie ¿ycie, szare, trudne, czasami ponure i by³oby czêsto nie do zniesienia, gdyby nie promyki rado¶ci, Twojej obecno¶ci, znaku, ¿e jeste¶ z nami, ci±gle taki sam, dobry i kochaj±cy” .


2010-06-02
PADA I PADA.
Od kilku dni pada, chocia¿ ciep³o w powietrzu. Na po³udniu i zachodzie rzeki przybieraj± niebezpiecznie. Ko³o Tarnobrzega znowu wyla³o. W Krakowie obserwuj± powtórny alarmowy poziom, a deszcz pada i pada. W Opolu notuj± przybór wody w Odrze. Ro¶nie nowa fala powodziowa. Kiedy ruszy na Wroc³aw? W telewizornii pocieszaj±, ¿e nie bêdzie taka wysoka jak ta pierwsza.
Jutro Bo¿e Cia³o. £±ka pod dêbami w parku mocno podmoczona, grz±sko. Trudno tam postawiæ o³tarz i ambonkê. W takiej sytuacji trzeba odwo³aæ Mszê „sub divo” i procesjê ulicami parafii. Bêdziemy ¶wiêtowaæ ca³± parafi± w ko¶ciele i dooko³a ko¶cio³a. Jako¶ siê musimy zmie¶ciæ.


2010-06-01
RADO¦Æ MATKI.
Prasa licznie pisze o zbli¿aj±cej siê beatyfikacji, dziennikarze zaczepiaj± kogo b±d¼ z pytaniem o ks. Popie³uszkê, a nu¿ kto¶ powie co¶ sensacyjnego?...
A mnie od dawna urzeka prostota serca matki ks. Jerzego, pani Marianny. Na pytanie dziennikarki: „Cieszy siê pani, ¿e doczeka³a beatyfikacji syna?” odpowiedzia³a: „By³am we ³zach po ¶mierci syna, teraz jestem w rado¶ci”. – Czuje pani opiekê syna? – „W ka¿dej chwili” . Nic dodaæ, nic uj±æ.


2010-05-30
RZE¬BA.
Za tydzieñ w Warszawie odbêdzie siê uroczysto¶æ beatyfikacyjna ks. Jerzego Popie³uszki, mêczennika za wiarê. ¦wiêty wspó³czesny. ¯y³ z nami, chocia¿ m³odzie¿ ju¿ go nie zna. Postawi³em na o³tarzu ma³± figurkê z gipsu. Jest to miniatura-projekt pomnika ksiêdza Jerzego autorstwa wroc³awskiej rze¼biarki pani prof. £ucji Skomorowskiej. Podarowa³a mi onegdaj, po tym, jak ca³y kraj by³ wstrz±¶niêty makabryczn± zbrodni± dokonan± na kap³anie przez peerelowsk± bezpiekê. Zdecydowa³em siê na to „o³tarzowe wystawienie” rze¼by wspó³czesnego polskiego mêczennika przed jego beatyfikacj±, nara¿aj±c siê na pogro¿enie palcem purystów liturgicznych, poniewa¿ ta rze¼ba w sposób artystyczny obrazuje tajemnicê zwyciêstwa nad ¶mierci± i tryumfu nad nieludzkim, zak³amanym systemem w³adzy. Ks. Jerzy, wrzucony na dno Zalewu Wi¶lanego pod W³oc³awkiem, wy³ania siê z tej toni w zwyk³ej sutannie z orze³kiem na piersiach i ze stu³± z napisem „przyjmijcie znak pokoju”. Twarz pogodna z oczami otwartymi, patrz±cymi przed siebie, rêce bezbronne wzd³u¿ cia³a, otwarte z niemym zaproszeniem do spotkania. Wyja¶ni³em parafianom, ¿e stawiam tê rze¼bê na o³tarzu, gdzie nie tak dawno sta³a figura Chrystusa zmartwychwsta³ego, bo tajemnica ¿ycia i ¶mierci ks. Popie³uszki wyrasta z paschalnego orêdzia naszego Zbawiciela. Wieczorami podczas liturgii eucharystycznej przybli¿am wiernym wizerunek i dzie³o wiary m³odego, bo zaledwie 12-letniego kap³ana katolickiego, syna polskiej ziemi.


2010-05-29
TROJKA.
Trzech ¿yj±cych prymasów Polski koncelebrowa³o w katedrze wroc³awskiej z okazji dziêkczynienia jubilata ks. kardyna³a Henryka Gulbinowicza. Najstarszy prymas-senior ks. kard. Józef Glemp, po nim krótko do¿ywaj±cy w Gnie¼nie emerytury prymas - ks. abp Muszyñski i niedawno mianowany przez Benedykta XVI dotychczasowy nuncjusz apostolski w Polsce, prymas - ks. abp Józef Kowalczyk. Takiej koniunkcji prymasostwo gnie¼nieñskie jeszcze nie prze¿ywa³o w swych dziejach. Krakowski kardyna³ nie zaszczyci³ sw± obecno¶ci± Wroc³awia, ale za to przyby³ pe³en energii i dobrych ¿yczeñ kard. Joachim Meissner z Kolonii, który swe korzenie wywodzi z Wroc³awia. Tak wiêc, wliczywszy krakowskiego seniora – kardyna³a Franciszka Macharskiego, dostojnemu Jubilatowi przy o³tarzu towarzyszy³o trzech purpuratów. Bo te¿ i jubileusz by³ potrójny: 60-lecie kap³añstwa, 40-lecie biskupstwa i 25-lecie purpury kardynalskiej. Warto te¿ zauwa¿yæ, ¿e to niezwyczajne dziêkczynienie zgromadzi³o w katedrze wroc³awskiej duchownych i ¶wieckich w³a¶nie w wigiliê Uroczysto¶ci Trójcy Przenaj¶wiêtszej. „Boh liubit’ trojku!” – jak mówi± ci±gle niektórzy po prawej stronie Bugu i Niemna… Celebruj±cy 87-letni Jubilat by³ pe³en werwy ¿yciowej i w swym przemówieniu koñcowym co rusz strzela³ jasnym humorem. Po dwu i pó³ godzinnej celebrze mia³ jeszcze si³y i cierpliwo¶æ przyjmowaæ indywidualne ¿yczenia i gratulacje. Ot, to znaczy siê Wilniuk nie do zdarcia! W herbie biskupim napisa³ przecie¿: Patientia et Caritas – Cierpliwo¶æ i Mi³o¶æ.


2010-05-28
BO¯Y PRYMAS.
Dzi¶ mija 29 lat od ¶mierci kard. Stefana Wyszyñskiego. Pamiêtam, by³a to Uroczysto¶æ Wniebowst±pienia Pañskiego. Modlili¶my siê wieczorem w ko¶ciele o rych³± beatyfikacjê. Przypominam sobie nies³ychany gest Jana Paw³a II podczas inauguracji pontyfikatu na Placu ¶w. Piotra w Rzymie. By³em tam wtedy. Gdy ks. Prymas podszed³ do tronu papieskiego, by z³o¿yæ kardynalskie homagium, Jan Pawe³ II wsta³, obj±³ kardyna³a i uca³owa³ jego rêkê. Nazajutrz, w poniedzia³ek 23 pa¼dziernika 1978 roku, podczas po¿egnania z Ojczyzn± w Auli Paw³a VI, Papie¿ z Polski da³ piêkne ¶wiadectwo wielko¶ci Prymasa Tysi±clecia: „Nie by³oby na Stolicy Piotrowej tego papie¿a Polaka, który dzi¶ pe³en boja¼ni Bo¿ej, ale i pe³en ufno¶ci, rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie by³o twojej wiary, nie cofaj±cej siê przed wiêzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Ko¶cio³a, gdyby nie by³o Jasnej Góry - i tego ca³ego okresu dziejów Ko¶cio³a w Ojczy¼nie naszej, które zwi±zane s± z twoim biskupim i prymasowskim pos³ugiwaniem”.
Przez 33 lata swej pos³ugi biskupiej ksi±dz Stefan Wyszyñski, ¶wiadomy roli i ciê¿aru, jaki na jego barki w tak trudnym dla Polski czasie komunistycznego uciemiê¿enia z³o¿y³ sam Bóg, kierowa³ siê zasad± oddania wszystkiego Bogu przez Maryjê. Na 25-lecie swej sakry biskupiej w Gnie¼nie wzruszony wyzna³ w homilii: „Pragn±³em, aby wszystko by³o naprawdê Soli Deo. S³owa te nie s± ozdob± na mojej pieczêci biskupiej, to jest mój program, Najmilsze Dzieci! Nie do siebie was prowadzê, tylko do Boga w Trójcy ¦wiêtej Jedynego. Nie chcê, aby¶cie mnie s³u¿yli, lecz pragnê, aby¶cie s³u¿yli Jezusowi Chrystusowi, Jego Matce i Ko¶cio³owi Bo¿emu”.


2010-05-27
BZDURA.
Pewien proboszcz przyj±³ od parafian i og³osi³ intencjê Mszy ¶w. dotycz±c± Jaros³awa Kaczyñskiego:„¿eby nie niszczy³y go media i aby uzyska³ jak najwiêksze poparcie w wyborach prezydenckich”. Bardzo PObo¿ny parafianin zaraz pobieg³ z t± wiadomo¶ci± do dziennikarza Rzeczpospolitej, a ten z kolei, uzbroiwszy siê w cytat nowego ks. prymasa na temat polityki i ksiê¿y, uci±³ sobie rozmowê z wiêkszym od siebie autorytetem (i s³usznie, skoro nie by³ kompetentny) z naczelnym Tygodnika Powszechnego. I oto, co us³ysza³: „Ko¶ció³ jest ko¶cio³em wszystkich ludzi, czyli te¿ zwolenników wszystkich opcji politycznych. Kap³an, og³aszaj±c tak± intencjê nabo¿eñstwa, czê¶æ ludzi z tej wspólnoty w pewien sposób wykluczy³” . Dajcie spokój! Wiêkszej bzdury jeszcze nie s³ysza³em z ust Naczelnego! Wierzyæ mi siê nie chce, by ks. Adam Boniecki móg³ to powiedzieæ. A swoj± drog±, warto siê zastanowiæ, kto tu robi (rozrabia) politykê w Ko¶ciele…


2010-05-25
OSTATNI ¦WIADEK.
Wczoraj by³em na uroczystym pogrzebie staruszki zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bo¿ej Mi³osierdzia, siostry Kajetany. Odwo³a³ ja Pan Bóg z tej ziemi, gdy jej ¿ycie dobiega³o stu lat. Pogrzeb by³ uroczysty dziêki obecno¶ci i ¶piewom jej wspó³sióstr. Nieboszczka cieszy³a siê du¿ym szacunkiem w zgromadzeniu, a szczególnie we wroc³awskim klasztorze, gdzie prze¿y³a na s³u¿bie Bogu i ludziom ponad pó³ wieku. M³ode siostry lubi³y z ni± rozmawiaæ i zadawa³y jej pytania na temat ¶w. Siostry Faustyny, jaka Ona by³a? Bo zna³a j±. Pamiêtam, ¿e sam zadawa³em podobne pytania podczas odwiedzin. Pozna³em siostrê, gdy by³em wikariuszem w obecnej mej parafii i pracowa³em ze studentami. By³o to ponad 40 lat temu. W opowiadaniach swych mówi³a z prostot±: Faustyna by³a taka zwyczajna, po prostu taka, jaka powinna byæ zakonnica, by³a lubiana. Ciê¿ko chorowa³a, nie skar¿y³a siê. Wtedy, za mojego nowicjatu, nic nie mówi³o siê o jej nadzwyczajno¶ci, traktowana by³a tak po prostu, dopiero pó¼niej, po ¶mierci, dowiadywa³am siê o jej ¶wiêto¶ci. Siostra Kajetana pozna³a Siostrê Faustynê pod koniec jej ¿ycia, gdy sama dopiero rozpoczyna³a nowicjat we wspólnocie. W latach sze¶ædziesi±tych, gdy przychodzi³em do klasztoru na obiady (fundowane przez ks. proboszcza), siostra Kajetana czêsto us³ugiwa³a przy stole, pogadywali¶my sobie. Dziêki niej mog³em za³atwiæ dla studentów salê na bal sylwestrowy (!). Bawili¶my siê do rana, a siostra czuwa³a, by na koniec zamkn±æ za nami bramê klasztoru. Siostrê Kajetanê móg³bym scharakteryzowaæ wed³ug teologii ¶w. Jana Ewangelisty: by³a prawdziw± chrze¶cijank± dziêki swemu cz³owieczeñstwu skierowanemu ku drugiemu cz³owiekowi. Jej ¶wiêto¶æ objawia³a siê nie przez doznania mistyczne i szczególne jakie¶ namaszczenie duchowe, ale pilnowa³a przestrogi Bo¿ej: „Je¶liby kto¶ mówi³: >Mi³ujê Boga<, a brata swego nienawidzi³, jest k³amc±” (1J 4,20). Siostra Kajetana kocha³a s³u¿±c. Z ni± Bóg zabra³ do siebie ostatniego ¶wiadka ¿ycia na ziemi ¶wiêtej siostry Faustyny.


2010-05-24
STANIE.
P³ock. Wojowanie z Wis³±. Minionej nocy ewakuowano 5 tysiêcy mieszkañców z miejscowo¶ci na pó³noc od P³ocka. Wis³a nie ustêpuje, prze na przód i na boki. Pan Komorowski na tamie. Co robi? Nic. Stoi przedwyborczo.


2010-05-23
ULGA.
We Wroc³awiu wczoraj Odra przerwa³a wa³y i wyla³a na osiedle Kozanów. Ju¿ trzeci± noc trwa³o w mie¶cie wzd³u¿ Odry czuwanie i umacnianie wa³ów foli± i workami z piaskiem. Dzisiejsza niedziela Zes³ania Ducha ¦wiêtego przynios³a wyra¼n± ulgê. Po po³udniu na Starej Odrze mo¿na by³o zauwa¿yæ obni¿enie lustra wody. Bogu niech bêd± dziêki. I ludziom niezmordowanym. Do ko¶cio³a na Godzinê Mi³osierdzia przyby³o sporo wiernych.


2010-05-20
WIELKA WODA.
Niemal po³owa kraju pod wod±. Setki ton piachu ludzie wsypuj± do worków i otulaj± wielk± wodê, która po przeci±g³ych opadach ruszy³a w dó³, nie licz±c siê z korytami ma³ych i szerokich rzek. Mieszkañcy Podkarpacia, Ma³opolski i ¦l±ska z bólem ju¿ patrz± na zniszczony dorobek ca³ego swego ¿ycia. Woda nie tylko zala³a jeszcze niedojrza³e owoce rolników, zniszczy³a drogi i mosty, zburzy³a tak¿e domy mieszkalne i zabudowania gospodarskie, przepêdzi³a z b³otem wszystko ruchome, co zasta³a na drodze. Mê¿czy¼ni i kobiety staj± przed kamerami obserwuj±cymi ich nieszczê¶cie, ¿al± siê bezradnie na los, nie wierz± w obietnice ¶miesznie ma³ej pomocy rz±dz±cych. Pytani odpowiadaj±, ¿e ta powód¼ jest o wiele wiêksza w niszcz±cych skutkach ni¿ ta sprzed trzynastu lat „powód¼ stulecia”. W okolicach Sandomierza i Tarnobrzega kamery zamontowane w helikopterach pokazuj± przera¿aj±ce rozlewisko z dachami domów, na których ludzie i ptactwo szukaj± schronienia. Zgroza, cierpienie i ¿al, i p³acz.
A co politycy na to? Siedz± przy biurkach i patrz±c w oko kamery twierdz± bezczelnie, ¿e katastrofy nie ma i stanu klêski ¿ywio³owej nie bêd± og³aszaæ. G³upcy zapomnieli, ¿e „contra factum nullum argumentum”. My¶l± jedynie, by nikt i nic nie odwo³a³o wstêpowania na fotel prezydencki. A co ulica na to? Ulica wie, ¿e to nieczysta gra spo³ecznymi kartami, ¿e to strach przed wyp³ukaniem kasy. M±drzy mówi±: ok³amaæ Narodu nie mo¿na bezkarnie, a domki z kart wcze¶niej czy pó¼niej rozpadn± siê.


2010-05-12
PAMIÊÆ KO¦CIO£A.
Dzi¶ mija 75 lat od chwili, gdy niez³omny bojownik o niepodleg³± Polskê na pocz±tku XX wieku, Marsza³ek Józef Pi³sudski, odda³ ostatnie tchnienie na ziemi. Ró¿ni ludzie w ró¿nych okresach ró¿nie na niego patrzyli. Np. moje pokolenie w PRL-u w ogóle nie mog³o ogl±daæ jego obecno¶ci. W³adza ludowa ba³a siê Pi³sudskiego, gdy¿ w ¶wietle jego patriotyzmu jawi³ siê, skrzêtnie ukrywany przez komunistów, potworny grzech polityczny: zdrada Narodu Polskiego na rzecz Sowietów. Prawdê o Naczelniku Pañstwa szczelnie zamykano w lochach NKWD i UB, a z ni± tych, którzy nosili w sercu obraz suwerennej Rzeczpospolitej.
Zawsze przez ca³e dzieje Polski Prawda mia³a swoje miejsce nale¿ne i nienaruszone w skarbcu pamiêci Ko¶cio³a. Kto zechce zajrzeæ do historycznych wypowiedzi Prymasa Polski, Kardyna³a Augusta Hlonda, znajdzie pewn± i jasn± wypowied¼: "Marsza³ek Pi³sudski, poza wielu innymi zas³ugami, zapisa³ siê w dziejach wskrzeszonej Polski jako pogromca zbrojnego bolszewizmu, co chcia³ podbiæ Polskê i wcieliæ j± we wszech¶wiatow± Republikê Sowieck±. Zwyciêstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stan±³ Marsza³ek Pi³sudski w szeregu dziejowych obroñców wiary. Za to nale¿y siê Józefowi Pi³sudskiemu wieczna wdziêczno¶æ nie tylko obywateli polskich, lecz ca³ego chrze¶cijañstwa".
Nie wiem, jakie ci dwaj wielcy Polacy znale¼li przyjêcie w Wieczno¶ci, ale z pewno¶ci± nie zawadzi przynajmniej jedno pobo¿nie odmówione „Wieczne odpoczywanie…”.



2010-05-11
APEL RODZIN.
19 rodzin ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleñsku napisa³o list otwarty, w którym m.in. czytamy: "Zwracamy siê z pro¶b± do polityków i dziennikarzy: nie wykorzystujcie smoleñskiej tragedii do realizacji politycznych celów. Nie zaw³aszczajcie wci±¿ ¶wie¿ego bólu po ¶mierci naszych najbli¿szych. Teraz najwa¿niejsza jest dobra pamiêæ o nich. Wszystkie sensacyjne i przedwczesne spekulacje na temat katastrofy uderzaj± w nasze uczucia i odbieraj± równowagê psychiczn±, któr± z wielkim trudem staramy siê odzyskaæ (…) Jeste¶my g³êboko zasmuceni nieustaj±cymi próbami wykorzystywania tragedii naszych rodzin do celów politycznych i medialnych. Nie oczekujemy wiele. Prosimy o uszanowanie naszej ¿a³oby".


2010-05-05
ZAW£ASZCZAJ¡!
Ale siê porobi³o! W politycznym saganie wszystko wrze, para bucha, a spod pokrywki, co i rusz, z trzaskiem wydobywaj± siê b±ble pomys³ów i domys³ów. Zupe³ny brak uszanowania bólu ludzkiego po stracie bliskich. Brat zmar³ego Prezydenta nie powiedzia³ jeszcze s³owa na temat kandydowania do fotela g³owy pañstwa, a ci po drugiej stronie ju¿ zatr±bili, ¿e „zaw³aszczy tragediê”. Osierocon± córkê pary prezydenckiej owija siê nimbem niepopularno¶ci za to, ¿e z pewno¶ci± zechce poprzeæ patriotyczne my¶lenie swego ojca i stryja. A có¿ innego te polityczne, przestraszone, tuby robi±? Zaw³aszczaj±! Z³odziej krzyczy, ³apaæ z³odzieja! Stara, niecna metoda.


2010-05-03
WROC£AWSKIE SLUMSY.
Pani katechetka ze Specjalistycznego O¶rodka Szkolno – Wychowawczego zg³osi³a mi przed kilku tygodniami grupê jedena¶ciorga dzieci przygotowywan± od jesieni do I Komunii ¶w. Dzieci s± mi³e, ale niestety z mocnym niedorozwojem psychicznym. Spotka³em siê dwukrotnie z ich rodzicami. Rozmowy by³y trudne. W ¿adnej rodzinie nie by³o uporz±dkowania moralnego. Zrozumienie tre¶ci religijnych dotycz±cych sakramentu Pokuty, czy Eucharystii, na tym samym poziomie, co u ich dzieci. W rozmowie z katechetk± rodzice sprawiali wra¿enie, jakby robili jej ³askê, pozwalaj±c na przygotowanie dzieci. Przy dalszej dyskusji okaza³o siê, ¿e dwoje dzieci nie mia³o Chrztu ¶w., a trójka innych by³a ochrzczona w ko¶ciele polsko-katolickim. Jedna z matek zrobi³a awanturê pani katechetce o to, „¿e siê czepia, bo przecie¿ co za ró¿nica? Na piecz±tce stoi jak byk „katolicka parafia, a to ¿e „polsko-” to chyba lepiej ni¿ „niemiecko-” czy jako¶ inaczej”. Zauwa¿y³em, jak pani katechetka ukradkiem ociera³a ³zy. Przecie¿ napracowa³a siê solidnie przy tych dzieciach, ¿eby zapamiêta³y, „kogo przyjmuj± do serduszka”. Rozumia³em j±, bo ona równie¿ te dzieci ubra³a od¶wiêtne na tê uroczysto¶æ. Wyprosi³a u ró¿nych parafian sukienki, garnitury i buciki dla dzieci.
W rezultacie dzi¶ do I Komunii mia³o przyst±piæ sze¶cioro dzieci. Do ostatniej chwili czekali¶my przed ko¶cio³em. Przysz³o tylko piêcioro. No, có¿ powiedzieæ? S± we Wroc³awiu takie straszne miejsca, o których dok³adniej powiedzieæ potrafi± tylko misjonarze. Slumsy mamy pod nosem.


2010-05-02
DO ZAKRYSTII.
Modlê siê za moich parafian dwa razy dziennie, a ka¿dej niedzieli odprawiam w ich intencji Mszê ¶w. - A co moi parafianie? W zakrystii dzi¶ musia³em wys³uchaæ nieprzeciêtnie dynamicznej erupcji pretensji za to, ¿e inni parafianie zbierali podpisy przedwyborcze. Us³ysza³em o niegodnej robocie na terenie ko¶cielnym, o nieposzanowaniu rozdzia³u Ko¶cio³a od pañstwa, o nieuprawnionym mieszaniu siê w akcjê popierania kandydatów, o sianiu niezgody i pog³êbianiu podzia³ów w Polsce. S³ucha³em oszo³omiony, bo nie macza³em palców w niczym z tych rzeczy. Jedynie nie zabroni³em Akcji Katolickiej dzia³aæ na terenie parafii. Próbowa³em tej niewie¶cie co¶ wyja¶niaæ na temat roli ¶wieckich w Ko¶ciele, o potrzebie obrony warto¶ci chrze¶cijañskich przez katolików, o spo³eczeñstwie obywatelskim znaj±cym i popieraj±cym te warto¶ci… Niestety, s³owa moje pada³y w g³uch± pustkê. Patrzy³em na rozmówczyniê i czu³em, jak ro¶nie jaka¶ wielka ogarniaj±ca j± dziwna bania niezrozumienia. Nic nie pomog³o nawet wtedy, gdy wspomnia³em o podobnych kiedy¶ pretensjach komuny wobec Ko¶cio³a. Jedynie policzki kobiety bardziej siê zaró¿owi³y. Sk±d w niej tyle wrogo¶ci – pomy¶la³em - i to przecie¿ do nieznanych sobie ludzi?… I nagle bania pêk³a! Us³ysza³em: Ten Kaczyñski to nienawi¶æ! - Ach, to o to chodzi³o!! Bo¿e! Jak obrzydliwie wylewa siê brak mi³o¶ci z podwórek politykierskich a¿ do… zakrystii. I to tu¿, tu¿ po Mszy ¶wiêtej.
Ca³e szczê¶cie, ¿e nie tylko takich mam parafian, ale modliæ siê za nich trzeba nadal i to gorêcej.


2010-04-30
STRA¯NICY WIARY.
Jutro nasze dzieci z drugiej klasy przyst±pi± do I Komunii ¶wiêtej. Nowocze¶ni katecheci mówi± inaczej: po raz pierwszy bêd± w pe³ni uczestniczy³y w Eucharystii. Przygotowania do tej wa¿nej chwili w dzieciêcym ¿yciu trwa³y prawie ca³y rok szkolny. Katecheta pracowa³ z dzieæmi w klasie szkolnej, a ja z rodzicami w ko¶ciele i w salce. Przygotowywa³em rodziców do rozmów z dzieæmi w domach. Z pocz±tku sz³o jak po grudzie. Cz³owiek wspó³czesny im mniej wie o Panu Bogu, tym bardziej jest przekonany o swojej warto¶ci. Dobrze jest znaæ swoj± wielko¶æ i godno¶æ, ale ¼le jest nie wiedzieæ, ¿e to Stwórca jest ¼ród³em ludzkiej godno¶ci. Dlaczego nasi ludzie dzi¶ nie widz± swych grzechów? - Bo nie maj± ¿ywego kontaktu z Bogiem. Piêkne odkrywanie w duszy „sacrum” prowadzi cz³owieka do pokory. ¯ywy kontakt z Chrystusem pozwala cz³owiekowi przez pokutê wychodziæ z ciemno¶ci grzechu do ¶wiat³a zmartwychwstania w duszy.
Modlê siê codziennie za moich parafian, a jutro bêdê szczególnie wielbi³ Boga za te dzieci i ich rodziców i bêdê prosi³, by w tych rodzinach dzieci wyros³y na dojrza³ych stra¿ników Chrystusowej wiary.


2010-04-28
BÓG PAMIÊTA.
Przywo³ujê sprzed lat piêkny czas nawróceñ w Polsce, gdy dziêkowali¶my Panu Bogu za 1000 lat chrze¶cijañstwa i przepraszali¶my za liczne wady i grzechy narodowe. By³em wtedy bardzo m³odym ksiêdzem, pomaga³em w rekolekcjach przed nawiedzeniem obrazu Matki Bo¿ej Jasnogórskiej w ¦widnicy. Z kolegami pe³nili¶my dy¿ury w konfesjonale po 8 godzin. T³umy penitentów przewala³y siê przez wielk± bazylikê. Zmêczenie by³o ogromne, ale te¿ satysfakcja niema³a. Nie zapomnê kobiety, pó¼nej imigrantki ze Zwi±zku Sowieckiego, która po wy¶wietlonym w ko¶ciele filmie „Prawda o aborcji”, przysz³a do mnie z p³aczem, pytaj±c, czy mo¿e siê wyspowiadaæ, bo ona tam daleko, daleko za Bugiem 9 razy przerwa³a ci±¿ê. P³aka³a i powtarza³a: Jezu, Jezu, ja nie zna³a, ¿e to morderstwo! Czy Bóg mi wybaczy? Dzisiejsze feministki bez emocji przyjmuj± doniesienia, ¿e jeste¶my narodem pijaków, rozwodników i terrorystów rodzinnych, ale do s±du pozw± ka¿dego, kto w kontek¶cie aborcji u¿yje s³owa: „morderczyni”. Zatykaj± uszy na g³os dwudziestu milionów Polaków zza grobu wo³aj±cych o pomstê do Nieba. Bóg pamiêta o swych skrzywdzonych dzieciach.


2010-04-27
DZIEÑ POKUTY.
Wieczorem w³±czyli¶my siê w naszym ko¶ciele w kr±g modlitwy ekspiacyjnej z racji Narodowego Dnia Pokuty za Grzechy Przeciwko ¯yciu Cz³owieka. W okresie od 1956 do 1993 roku, gdy obowi±zywa³a „stalinowska” ustawa pozwalaj±ca na dowolne zabijanie ¿ycia prenatalnego, w Polsce nie narodzi³o siê 20 milionów Polaków. Dzisiejsi zwolennicy aborcji w imiê wolno¶ci kobiety, dla zabicia g³osu sumienia, mówi± o p³odzie w macicy kobiety, a nie o dziecku noszonym pod sercem matki. Jednak sumienia nie pozwalaj± zag³uszyæ pe³ne kub³y z porozrywanymi r±czkami i nó¿kami, ze zmia¿d¿onymi g³ówkami malutkich dzieci wynoszone na ¶mietnik z klinik aborcyjnych. To s± zw³oki bestialsko zamordowanych maleñkich, bezbronnych ludzi. Dzisiejsza data i pamiêæ o tym przera¿aj±cym ¿niwie ¶mierci powinny nawróciæ te „przerwane” w swym macierzyñstwie kobiety na drogê przynajmniej zdrowego rozs±dku. Dobrze siê dzieje, ¿e ludzie g³êboko wierz±cy przepraszaj± i wynagradzaj± pokut± Bogu za to prenatalne ludobójstwo.


2010-04-26
KAMPANIA.
We Wroc³awiu dzi¶ ¿egnali¶my nasz± pos³ankê, pani± Olê Natalli-¦wiat, która odesz³a do Nieba dwa tygodnie temu w Smoleñsku. Wierzê, ¿e patrzy na nas ju¿ z bardzo wysoka. Zostawi³a nieco k³opotu na ziemi ze swoimi czê¶ciami materialnymi (trzeba by³o d³ugo szukaæ i wgrzebywaæ siê pod wrak samolotu), ale dusza w ca³o¶ci natychmiast znalaz³a siê w d³oniach Boga Ojca. O³tarz i trumnê ze ¶wiat³em pascha³u otoczy³o ponad piêædziesiêciu kap³anów. Ks. Abp sw± homiliê ¿a³obn± wtopi³ mocno, jak zwykle, w kontekst biblijny. Innych przemówieñ w ko¶ciele nie by³o. Spokojnym strumieniem p³ynê³a modlitwa. Na cmentarz trumna by³a odprowadzona ulicami po³udniowej czê¶ci miasta d³ug± kawalkad± samochodów i autobusów. Do grobu szcz±tki pani Pose³ odprowadzi³ sam ks. Kardyna³ –senior.
A co w mediach? Ledwie ostatnia gruda ziemi spad³a na ostatni± trumnê smoleñsk±, a ju¿ wszystko, co liberalne i ateistyczne podnosi g³owê. Nie uda³o siê opluwanie prezydentury Lecha – Polska im nie uwierzy³a – zaczynaj± straszyæ ludzi czarnymi proroctwami na temat ewentualnej prezydentury Jaros³awa, bli¼niaka. Szybko siê „otrz±snêli z ¿a³oby”, ale nadal s± ¶lepi. Nie maj± rêki na sercu i nie wiedz±, gdzie „Polska w³a¶nie”. ¯a³obna nauka posz³a w las. Trzeba siê baæ nadchodz±cej kampanii przedwyborczej.



2010-04-24
POTOP ISTNY.
Wyla³a siê na kraj – w ci±gu tych dwóch tygodni - rzeka s³ów super pobo¿nych. Jeszcze nigdy w Polsce - w ko¶cio³ach, na cmentarzach, czy w mediach - nie by³o s³ychaæ naraz tyle s³ów miodop³ynnych, ¿yczliwych, przepraszaj±cych, zwracaj±cych sprawiedliwo¶æ, wskazuj±cych na potrzebê przemian, a nawet s³ów nadziei na wieczno¶æ. Rozwar³em szeroko oczy widz±c pos³a SLD czytaj±cego s³owo Bo¿e nad trumn± swego partyjnego kolegi podczas Mszy pogrzebowej . Czy to wszystko ma znaczyæ, ¿e glob zosta³ ju¿ przepalony sumieniem ? Czy móg³ siê tego tak rych³o spodziewaæ nasz Poeta? Trudno powiedzieæ, bo s³owa czêsto siê spalaj± przed narodzinami z nich czynów.
Wczoraj podczas pogrzebu prezesa IPN-u, prof. Janusza Kurtyki, pad³o z ró¿nych ust wiele piêknych s³ów. Szczególnie celowa³ tu minister kultury znany ze swego naturalnego s³owotoku. Kto¶ uwa¿nie s³uchaj±cy skwitowa³ tê mowê krótko: „Niech powtórzy to z sejmowej trybuny” . No, có¿? Horacy pewnie by zapoda³ tu sw± przestrogê: „Favete linguis! ” .



2010-04-20
HARMONIA.
Pozytywne my¶lenie o tym, co siê sta³o, ju¿ z krótkiego czasowego dystansu, mo¿e ukazaæ ciekawy obraz ducha naszej Ojczyzny. „Czas po smoleñskiej tragedii pokaza³, ¿e prezydencka trumna z³o¿ona na armatniej lawecie nie wygl±da ¶miesznie, ¿e u³ani na koniach asystuj±cy ¿a³obnym konduktom nie s± wcale anachroniczni. Ma³o tego, zdali¶my sobie sprawê, ¿e z tym patriotycznym patosem doskonale harmonizuje religijne uniesienie. ¯e po¿egnanie zmar³ego tragicznie polskiego prezydenta i jego ma³¿onki mo¿e byæ odpowiednio wznios³e tylko podczas Mszy ¶wiêtej w miejscu takim jak bazylika Mariacka. Powszechnie zaakceptowali¶my fakt, ¿e w wa¿nych dla narodu chwilach Ko¶ció³ i pañstwo zawsze musz± byæ razem. Majestat ¿a³obnych uroczysto¶ci w wawelskiej katedrze spowodowa³, ¿e bez znaczenia s± ju¿ protesty przeciw religii w szkole czy wieszaniu krzy¿y w klasach"(Dominik Zdort, fragmenty blogu w Rzeczpospolitej).
Chwile wielkiego natchnienia s± potrzebnym pokarmem dla d³ugich dni zwyczajno¶ci, pozwalaj± d¼wigaæ prozê codziennego ¿ycia.


2010-04-19
PIÊCIOLECIE.
Zapatrzeni wci±¿ w Jana Paw³a II, nas³uchuj±cy wie¶ci o dacie beatyfikacji, z pretensjami do Watykanu, ¿e „santo subito” trwa ju¿ piêæ lat, byæ mo¿e nie zauwa¿yli¶my, ¿e minê³o, jak z bicza trzas³, piêæ lat s³u¿by Ko¶cio³owi Benedykta XVI. S³u¿ba dzisiejszemu Ko¶cio³owi wiedzie Papie¿a bardzo trudn± drog±, wrêcz krzy¿ow±, ale w³a¶nie tak± drog± prowadz± ¶lady Pana Jezusa.
Dla mnie Benedykt XVI jest prawdziwym bohaterem, jego duch ma nadludzk± si³ê. Ogromnej hordzie atakuj±cych wrogów przeciwstawia Chrystusow± Prawdê, Mi³o¶æ i Pokorê. Jednocze¶nie z przyjació³mi dzieli siê swoj± chrystocentryczn± duchowo¶ci±. W Warszawie w 2006 roku powiedzia³: „Wiara polega na g³êbokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na mi³o¶ci Tego, który nas pierwszy umi³owa³”. Kilkakrotnie w spotkaniach ze ¶wiatem naukowców przypomina³, ¿e nie wystarczy roztrz±saæ tajemnic ¶wiata i Boga, ale trzeba jednoczyæ siê z Bogiem i widzieæ ¶wiat przez pryzmat Stwórcy. Z nauczania papie¿a emanuje niezbite przekonanie, ¿e szczê¶ciem cz³owieka jest sta³e poszukiwanie Boga. W tym poszukiwaniu tkwi± korzenie europejskiej kultury. Z tego poszukiwania wyros³y wszystkie pami±tki piêkna, prawdy i dobra, pozostawione nam przez poprzednie pokolenia. Papie¿ ca³± swoja pokorn± osobowo¶ci± jest przyk³adem cz³owieka poszukuj±cego Boga i wszystko odnosz±cego do Boga. Jest jednakowo wierny i bliski Jezusowi, tak w katechizowaniu, jak i w postawie wobec bolesnych konkretów w Ko¶ciele. Po raporcie o pedofilii ksiê¿y w Irlandii, gdy harcownicy liberalnego pogañstwa ko³ki strugaj± na g³owie Ojcu ¦wiêtemu, on w li¶cie do biskupów irlandzkich pisze: „aby zaleczyæ tê bolesn± ranê, Ko¶ció³ musi przede wszystkim uznaæ przed Panem i przed innymi lud¼mi, ¿e zosta³y pope³nione ciê¿kie grzechy wobec bezbronnych dzieci”. Dla Benedykta Jezus jest tak samo zraniony jak te dzieci. Ojciec ¦wiêty przenikniêty jest ¶wiat³em Ewangelii, autentycznie jest to „alter Christus”.


2010-04-18
POGRZEB.
Chmura py³u wulkanicznego znad Islandii zamknê³a niebo w Europie. (Czy to symbol dzisiejszej duszy Europy?) Wielu chêtnych polityków ze ¶wiata odwo³a³o swój przylot na prezydencki pogrzeb. W tej sytuacji obecno¶æ prezydenta Rosji Miedwiediewa urasta w komentarzach medialnych do rangi symbolu prawdziwej przyja¼ni i sygna³u zmiany kursu polityki rosyjskiej wobec naszego pañstwa. Ale te¿ mo¿na zauwa¿yæ wielu niewiernych Tomaszów mówi±cych: je¿eli nie zobaczê wszystkich akt katyñskich, trzymanych pod kluczem w Moskwie, nie uwierzê. Ciekawsze jest to, ¿e ludzie wcale siê nie przejêli obecno¶ci±, czy nieobecno¶ci± wielkich tego ¶wiata. Mo¿na powiedzieæ, ¿e pogrzeb pary prezydenckiej by³ prze¿ywany w Krakowie po polsku, z modlitw± i oddaniem ca³ej uwagi tym, których Ojczyzna ¿egna³a na wieczny spoczynek. Dwie trumny, okryte bia³o-czerwonymi barwami na osobnych armatnich lawetach, odprowadzane by³y powa¿nym spojrzeniem ludzi gêstym szpalerem okupuj±cych Drogê Królewsk± z Rynku a¿ do Wzgórza Wawelskiego. Krzy¿ katyñski mijany po drodze i dzwon Zygmunta towarzysz±cy konduktowi wplata³ siê w ¿al i ³zy tysiêcy Polaków zape³niaj±cych Rynek i przyleg³e ulice, jakby na potwierdzenie s³ów szefa Solidarno¶ci wypowiedziane w Bazylice Mariackiej tu¿ przed wyruszeniem w ostatni± drogê Prezydenta. „Leszku, p³aczemy po Tobie wszyscy, ¶wiat pracy i pro¶ci, czêsto ubodzy ludzie. P³aczemy, bo by³e¶ dobrym cz³owiekiem. "Solidarno¶æ" upomnia³a siê o wolno¶æ, o sprawiedliwo¶æ spo³eczn± i o obecno¶æ krzy¿a w ¿yciu publicznym, tym warto¶ciom dochowa³e¶ wierno¶ci, jak nikt”. Prosty alabastrowy sarkofag, w którym z³o¿ono obie trumny w krypcie katyñskiej pod wie¿± srebrnych dzwonów dope³nia³ powagi i dostojeñstwa czasu pogrzebu wawelskiego. W tê ciszê nie trafia³y krzywe s³owa z ust post-peerelowskich patriotów.


2010-04-17
POCIESZENIE.
Sobota w Stolicy pe³na uroczystej powagi. Jest te¿ smutek i s± ³zy, bo jak¿e je powstrzymaæ, gdy przysz³o Polakom ¿egnaæ na wieczno¶æ swego Prezydenta i tych wszystkich, którzy z nim razem zostali tragicznie wybrani z ziemskiego czasu. Drzewa okalaj±ce Plac Pi³sudskiego – ¶wie¿o i delikatnie zazielenione - pierwsze usi³uj± powstrzymaæ szloch po umar³ych: przecie¿ wiosna idzie! Potwierdzi³y tê nie¶mia³± podpowied¼ przyrody s³owa Jezusa przes³ane z Watykanu przez kardyna³a Angelo Sodano w homilii: „Ja jestem zmartwychwstaniem i ¿yciem; kto wierzy we Mnie, choæby i umar³, ¿yæ bêdzie” (J 11, 17). Od tygodnia szuka³em tej pociechy w¶ród komentarzy, we wspomnieniach i rozmowach przed kamerami czy mikrofonami. Ks. Kard. Wyja¶nia: „Te s³owa rzucaj± promieñ ¶wiat³a na nasze cierpienie, gdy op³akujemy odej¶cie z tego ¶wiata tylu tak bliskich nam osób. W ¶wietle wiary wiemy, ¿e nie stracili¶my ich na zawsze. Wiemy, ¿e ujrzymy ich pewnego dnia i ¿e to spotkanie trwaæ bêdzie wiecznie”.
Na zakoñczenie ¿a³obnej biskupiej koncelebry ks. Abp Józef Michalik, Przewodnicz±cy Episkopatu Polski dopowiedzia³: „Przynosimy tu dzi¶ przed Majestat Bo¿y kawa³ek majestatu Polski, kawa³ek mi³o¶ci do Ojczyzny, której wszyscy ci ludzie s³u¿yli wed³ug swojej najlepszej woli i umiejêtno¶ci. Wszyscy dziêkujemy za ich odwagê bycia dobrymi w ¿yciu codziennym i publicznym. (…) Ojczyzna nasza i Ko¶ció³ katolicki w Polsce ¿egna dzi¶ i dziêkuje (…) wszystkim, którzy zginêli, za ich wiern± a¿ do koñca s³u¿bê”.
Przez ca³± noc mo¿na modliæ siê w Katedrze ¶w. Jana przy trumnach pary Prezydenckiej. Wczesnym rankiem trumny bêd± przetransportowane lotniczo do Krakowa na Wawel.


2010-04-16
KRZYK ZGROZY.
W mediach zadyma nad miejscem pochówku! Gdy jedni przemalowuj± siê na lamentuj±cych ¿a³obników, inni be³kocz± niezdarnie: i tak i nie, to jeszcze inni rozsnuwaj± dywagacje o nieadekwatno¶ci proporcji pisowskiego prezydenta i królewskiego sarkofagu. Nad t± kurzaw± zawistn± rozlega siê krzyk zgrozy Jaros³awa Marka Rymkiewicza: „Nie mogê tego s³uchaæ, nie mogê patrzeæ na te krokodyle ³zy. Ludzie, którzy Go nienawidzili, którzy Nim gardzili, którzy Nim pomiatali, teraz p³acz± nad Jego trumn±. Do¶æ tego. Politycy, którzy mówili o dor¿niêciu watahy, którzy po zamachu w Gruzji mówili, ¿e to by³ ¶mieszny zamach na ¶miesznego cz³owieka, powinni na zawsze znikn±æ z polskiego ¿ycia publicznego. Oni nie maja prawa i¶æ za Jego trumn±. Nie maja prawa byæ polskimi politykami. ¯yczenie ¶mierci sprawdzi³o siê. To by³o to samo ¿yczenie, które niemal 100 lat temu pchnê³o szaleñca Niewiadomskiego do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza. Po raz drugi w naszych dziejach narodowych wydarzy³o siê to samo. Po raz drugi nienawi¶æ zatru³a polskie umys³y. Polacy! Nie pozwólmy, ¿eby nienawi¶æ i pogarda zatryumfowa³y”.
Bogactwo form wype³niania publicznej przestrzeni nie opuszcza polskiej sceny narodowej.


2010-04-15
DUMA.
Tysi±ce ludzi z ca³ego kraju przesuwa siê powoli w d³ugiej kolejce, by po kilku, a nawet kilkunastu godzinach doj¶æ do Sali Kolumnowej Pa³acu Prezydenckiego i na kilka minut zastygn±æ na klêczkach w modlitwie. Pytani przez dziennikarzy, odpowiadaj± z prostot±: musieli¶my tu przyjechaæ, chcieli¶my razem z innymi teraz tu siê znale¼æ, nasze dzieci niech ucz± siê patriotyzmu, przyjechali¶my oddaæ ho³d naszemu prezydentowi.
Na wielkiej scenie tragedii narodowej ka¿dy dzieñ ¿a³oby ods³ania coraz piêkniej i bardziej przekonuj±co szacunek Polaków do Prezydenta Polski, g³êbokie uszanowanie w³a¶nie dla pana Lecha Kaczyñskiego i dla pani Marii Kaczyñskiej. Ci ludzie wci±¿ do³±czaj±cy do patriotycznej kolejki jakby bior± odwet na tych, którzy narzucali im wizerunek prezydenta – nieudacznika. Czuj± siê dumni, gdy mówi± „nasz prezydent” i gdy s³ysz± opinie polityków zachodnich: „znakomity m±¿ stanu”. My¶lê, ¿e w³a¶nie tego zlêkli siê mêdrcy tego ¶wiata orzekaj±cy na salonach, co naród ma my¶leæ i chcieæ.


2010-04-14
GAZETOWY BE£T.
A ju¿ siê wydawa³o, ¿e diabe³ usn±³. Wczoraj wieczorem i dzi¶ w pe³nym ¶wietle „warszawka” i „krakówek” pokaza³y, ¿e diabe³ wcale nie ¶pi. Protesty przeciwko pochowaniu Prezydenta RP z ma³¿onk± na Wawelu zbulwersowa³y normalnych ludzi, ale nie redakcjê Gazety. Ona protestuj±cym robi za patrona. Zawsze wie, gdzie i jak zabe³taæ. Cz³owiek religijny i wierny idea³om chrze¶cijañskim to smakowity k±sek dla ducha g³odnej zjadliwo¶ci.
Jednoznaczna decyzja gospodarza wawelskiej Katedry, kard. Stanis³awa Dziwisza, ucina wszelkie dyskusje na wzniecony temat. Piêknie powita³ decyzjê Kardyna³a prezydent Królewskiego Miasta Krakowa prof. Jacek Majchrowski: „Pamiêtajmy, ¿e chowamy g³owê pañstwa, która uosabia majestat Rzeczypospolitej. Prezydenta, który zgin±³ podczas pe³nienia s³u¿by”.


2010-04-13
HO£D.
T³umy, t³umy warszawiaków na ulicach wzd³u¿ trasy przejazdu ¿egna³y Mariê Kaczyñsk± wracaj±c± (niestety w trumnie) z pielgrzymki samolotowej do Katynia. Do³±czy³a do mê¿a – Prezydenta, który wcze¶niej t± sam± drog± zosta³ przywieziony. Morze kwiatów us³a³o ich drogê powrotu do Stolicy. Rzucane z t³umu wi±zanki przykry³y czarny karawan. Mo¿e kto¶ powiedzieæ, ¿e to by³a nieudana pielgrzymka, bo samolot nie dolecia³ do lotniska w Smoleñsku. Ale patrz±c oczyma wiary, trzeba stwierdziæ, ¿e pielgrzymka by³a bardzo udana. Przecie¿ ca³a delegacja pañstwowa, kwiat wspó³czesnej inteligencji polskiej, spotka³a siê z umêczon± inteligencj± polsk± sprzed 70-ciu lat. Po³±czy³a ich wierna s³u¿ba i mi³o¶æ do Ojczyzny, tak bardzo ceniona w pa³acu Mi³osierdzia Bo¿ego.
A co przed pa³acem prezydenckim? – Na Krakowskim Przedmie¶ciu wielki kolorowy dywan utkany z kwiatów i ¶wiate³. I t³umy ludzi w kilometrowej kolejce posuwaj±ce siê ku Sali Kolumnowej, by oddaæ ho³d ¶p. Parze Prezydenckiej.


2010-04-12
KATASTROFA.
O, jak mi smutno! W pewnym LO wroc³awskim uczniowie z nauczycielami zwrócili siê do dyrekcji z propozycj± zorganizowania apelu szkolnego z chwil± zadumy i powa¿nej refleksji nad wydarzeniami katyñskimi. Odpowied¼ by³a pora¿aj±ca: Co? Dla kaczora? Pozostaniemy przy minucie ciszy!
Gdy w sobotê us³ysza³em o katastrofie pod Smoleñskiem, pomy¶la³em zupe³nie niespodzianie i po prostu: to musia³o siê staæ! (Panie, wybacz). Nagromadzenie w polskiej przestrzeni publicznej tyle nienawistnych my¶li i s³ów, z³ych opinii i ¿yczeñ kumulowanych i wysy³anych przy byle okazji politycznej w jednym kierunku, musia³o eksplodowaæ. Duchowo¶æ cz³owieka (tak¿e ta z³a) nie zamyka siê we w³asnym wnêtrzu. Z³o siê wylewa, solidaryzuje z podobnym, kusi i buzuje miêdzy umys³ami i sercami, sycone bezkarno¶ci± urasta do miar kuriozalnych i wybucha. Z³o my¶lane potrafi skutkowaæ z³ymi czynami. Inteligencja szatañska nie krêpuje siê bezbronno¶ci± drugiego. Raczej odwrotnie, podnieca j± pokorna i nieprzekupna uczciwo¶æ, atakuje i w koñcu niszczy.
Z³o, wywodz±c siê z wolno¶ci cz³owieka, nie potrafi jednak przewy¿szyæ mocy Boga. Ludzie dzi¶ pytaj±, gdzie by³ Bóg w tej tragicznej godzinie? – Tam, gdzie zawsze, przy cz³owieku cierpi±cym. Gdy nienawi¶æ sprowokuje tragiczn± ¶mieræ, przy cz³owieku skoszonym staje Jezus Zmartwychwsta³y i otwiera kwitn±ce ³±ki Wieczno¶ci.


2010-04-11
MONUMENT DUCHOWY.
Dzi¶ media polskie (bez sterowania inspiracjami w ró¿ny sposób zszokowanych polityków) przez ca³y dzieñ budowa³y wielki, wspania³y pomnik Prezydenta RP, ¶p. pana prof. Lecha Kaczyñskiego. Z dalekiego i bliskiego, a od wczoraj jeszcze bli¿szego, Katynia wraca³ (w rosyjskiej trumnie) otoczony jasn±, bohatersk± aureol± patriotyczn±. Doprawdy piêkny jest ten duchowy monument z³o¿ony z licznych ¶wiadectw i opinii obcych polityków opowiadaj±cych o dalekowzroczno¶ci, celowo¶ci i klarowno¶ci wywodów, warunków i ¿±dañ stawianych przez polskiego Prezydenta w ró¿nych gremiach miêdzynarodowych. Przyjaciele dawali ¶wiadectwo o naturalno¶ci i delikatno¶ci w obcowaniu rodzinnym i kole¿eñskim. Wielu podkre¶la³o rozleg³± wiedzê historyczn± pana Profesora, a tak¿e jego przemówienia i wyk³ady wyg³aszane bez kartki. Cech± charakterystyczn± tej prezydentury by³a troska o odnowienie pamiêci Polaków, oczyszczanie przestrzeni publicznej z k³amstwa, d±¿enie do historycznej prawdy czy te¿ nagradzanie ludzi spoza pierwszych stron gazet, którzy ca³ym sercem s³u¿yli Solidarno¶ci i wolnej Rzeczypospolitej. Warszawa z kwiatami i zniczami, pro¶ci ludzie op³akuj±cy swego Prezydenta na d³ugiej trasie z lotniska do pa³acu, stanowili fundament tego pomnika. Plac Pi³sudskiego i Krakowskie Przedmie¶cie ca³± noc i ca³± niedzielê p³onê³y ¶wiat³ami. Ten blask unaocznia³ niezwyk³o¶æ aureoli patriotycznej zmar³ego tragicznie Prezydenta Najja¶niejszej Rzeczypospolitej.
Licznie przybyli dzi¶ wierni do naszego ko¶cio³a w Godzinie Mi³osierdzia na modlitwê w intencji wszystkich poleg³ych wczoraj na s³u¿bie Narodowi. O mi³osierdzie dla ich dusz za bram± ¶mierci b³agali¶my zmartwychwsta³ego Jezusa. Po modlitwie wyci±gn±³em z kredensu i odkurzy³em Krzy¿ Orderu Odrodzenia Polski otrzymany od Prezydenta Lecha Kaczyñskiego. Spontanicznie pobieg³em my¶l± do innych wroc³awian wspólnie udekorowanych noc± 12/13 grudnia 2006 roku w by³ym PaFaWag-u. Pewnie i oni czuli dzi¶ ¿al ¶ciskaj±cy mocno gard³o.


2010-04-10
KATYÑSKI SZOK.
Diabe³ zaszala³? Czy Bóg dopu¶ci³? A mo¿e jedno i drugie, jak w starotestamentalnej Ksiêdze Hioba?... To by³ straszliwy szok. W sobotni poranek wigilii przed ¦wiêtem Mi³osierdzia Bo¿ego, gdy w Lesie Katyñskim przygotowywano siê do Mszy ¶w. i oczekiwano na Prezydenta RP, jak grom z jasnego nieba spad³a na Polskê potworna wie¶æ o katastrofie samolotu. Nikt nie prze¿y³ z ca³ej delegacji pañstwowej lec±cej z Warszawy do Smoleñska. Intencja modlitewna na Golgocie wschodu, polecaj±ca Bogu polskie ofiary zbrodni katyñskiej sprzed 70-ciu lat, natychmiast zosta³a poszerzona i ogarnê³a dusze ¶p. Pana Prezydenta Lecha Kaczyñskiego i jego ¿ony Marii oraz reszty znakomitych Polaków lec±cych tupolewem 154. Jednocze¶nie zrodzi³a siê gorzka pretensja do ziemi katyñskiej, jak d³ugo jeszcze bêdzie u¶mierca³a inteligencjê polsk±?
Katyñski szok trwa³ w Polsce i na ¶wiecie do samego wieczora. Polacy zapominaj±c o politycznych podzia³ach, ratowali siê modlitw±. Ze ¶wiata nap³ywa³y kondolencje wyra¿aj±ce wielki ¿al za utrat± znakomitego mê¿a stanu i m±drego polityka europejskiego Lecha Kaczyñskiego. Prezydent i premier Federacji Rosyjskiej zapalili ¶wieczkê i prze¿egnali siê wielkim krzy¿em przed ¶wiêtymi ikonami w cerkwi. Do naszego ko¶cio³a przysz³o bardzo wielu wiernych na Mszê ¶w. wieczorn±. Specjalny Apel papieski o godz. 21:00 zgromadzi³ tak¿e wielu modl±cych siê parafian. W mie¶cie ¿a³oba wyrazi³a siê spontanicznym zapalaniem zniczy i wywieszaniem na domach flagi bia³o-czerwonej przepasanej kirem.


2010-04-07
BEZ PRZE£OMU.
Spotkanie premierów Polski i Rosji w Lasku Katyñskim – w 70-t± rocznicê mordu dokonanego na polskich oficerach przez NKWD - po przemówieniach obu polityków zsunê³o siê zaraz do historii. Zbyt du¿o by³o oczekiwañ przed spotkaniem, zbyt wielkie nag³a¶nianie medialne. A wynik kiepski. Nikt w Polsce nie jest zadowolony. Jedyna ró¿nica w ocenie rosyjskiej wypowiedzi polega na tym, ¿e lewica mówi z wyra¼n± prób± usprawiedliwiania pana Putina za brak s³owa „przepraszam”. Wszyscy inni mówi± jednym chórem: „prze³omu nie by³o” bez usprawiedliwiania. Premier Tusk wy³ama³ siê z chóru i powiedzia³ do dziennikarzy, ¿e prze³om by³, bo przecie¿ odby³o siê to spotkanie (dwóch takich polityków). Oczywi¶cie, jest w tym racja „pierwszego kroku” mo¿liwa do zweryfikowania dalszymi ruchami ze strony w³adz rosyjskich. „Pa¿ywiom, da uwidim!” - jak mówi± jeszcze gdzieniegdzie na wschodzie.
Mo¿e co¶ wiêcej bêdzie siê dzia³o nad polskimi mogi³ami na rosyjskiej ziemi za kilka dni, gdy polski Prezydent pojedzie tam, by pomodliæ siê za ofiary sowieckiego ludobójstwa. Byæ mo¿e polscy pielgrzymi bêd± siê tam chcieli pomodliæ za tych, którzy strzelali jeñcom w ty³ g³owy. O konkretnych oprawcach mówi siê, ¿e nie umieli sobie poradziæ z ¿yciem po tej masakrze, zapili siê na ¶mieræ lub oszaleli ze zgrozy. Tak czy inaczej, diabe³ zebra³ swoje ¿niwo.



2010-04-04
ZMARTWYCHWSTANIE.
Przed rokiem by³a cisza szpitalna na onkologii p³ucnej i by³y najspokojniej w ¿yciu prze¿ywane ¦wiêta Wielkanocne. Cia³o by³o s³abiutkie po chemioterapii, dusza rozmodlona, a ¶wiadomo¶æ stanu zdrowia zawieszona. Wszystko wo³a³o i prosi³o o cierpliwo¶æ.
Dzi¶ zajrza³em do wyników rtg klatki piersiowej. 16 kwietnia guz mia³ wymiary 10x6cm, po jedenastu dniach: 7x3cm, a w pa¼dzierniku na zdjêciu rentgenowskim ¶ladu po guzie nie by³o! Codziennie dziêkujê Panu Bogu za cud uzdrowienia i za ludzi, którzy w tym uczestniczyli, lekarzy i przyjació³ modl±cych siê o uzdrowienie.


2010-04-03
KRÓL DUCH.
W Pary¿u 3 kwietnia 1849 roku zmar³ na gru¼licê zaledwie 40-letni Juliusz S³owacki. We Wroc³awiu, w Ossolineum, znajduje siê rêkopis „Króla-Ducha”, na dzieñ przed ¶mierci± dyktowanego przez poetê Szczêsnemu Feliñskiemu, pó¼niejszemu arcybiskupowi warszawskiemu, a w ubieg³ym roku wyniesionemu przez Ojca ¦wiêtego Benedykta XVI do chwa³y o³tarzy. Nie³atwa by³a praca poety dyktuj±cego i przyjaciela rêcznie przepisuj±cego tekst poematu zawieraj±cego trzy pie¶ni, a ka¿da pie¶ñ ponad 50 strof licz±ca, a strofa ka¿da regularnie 6 wersów jednoczy jedenastozg³oskowych. Duch poetyckiego natchnienia, widaæ wyra¼nie w tek¶cie, ¶mierci siê nie poddawa³ i karmi³ (gorycz±) samo¶wiadomo¶æ patriotyczn± autora:
„Ale przeze mnie ta ojczyzna wzros³a, / Nazwiska nawet przeze mnie dosta³a;
I pchniêciem mego skrwawionego wios³a / Dotychczas idzie: Polska – na ból – ska³a...
Fala j± druga nieraz z drogi znios³a / I duch jej ¶wiêty poszed³ w kwiaty cia³a
Bezwonne, martwe... lecz com ja wycisn±³ / Pod krwi±... tym zawsze zwyciê¿y³, gdy b³ysn±³!... ”


2010-04-02
WO£ANIE.
Czas to nie wieczno¶æ, nie czeka. Dzi¶ mija ju¿ pi±ta rocznica ¶mierci Jana Paw³a II. Jest Wielki Pi±tek i odmiennie, ni¿ co roku, na polskiej ziemi wspomina siê Papie¿a Polaka. W wielu miastach m³odzi ludzie wyszli ze ¶wi±tyñ na ulice, nios±c krzy¿ i czytaj±c teksty nauczania lub Testament Jana Paw³a, zatrzymuj± siê na czternastu stacjach Drogi Krzy¿owej i b³agaj± o rych³e wyniesienie Go do chwa³y o³tarzy. Przy tym m³odzi Polacy nie trac± swej naturalnej rado¶ci. Zauwa¿a siê jednak w¶ród wiernych oznaki zniecierpliwienia wobec przed³u¿aj±cego siê oczekiwania na beatyfikacjê. Przecie¿ podczas pogrzebu Papie¿a sam dziekan kolegium kardyna³ów, Józef Ratzinger, s³ysza³ potê¿ne „Santo subito” i widzia³ w tym g³osie ludu g³os Boga. Dlaczego to wo³anie nie jest jeszcze zrealizowane?...



2010-04-01
PRAGNIENIA.
Nowo¶æ podjêta (za zwyczajem Jana Paw³a II) przez biskupów polskich: wielkoczwartkowy list do kap³anów . „Jako uczniowie Chrystusa w ka¿dej sprawowanej przez nas Eucharystii rozpoznajemy samych siebie, podobnie jak ¶w. Jan Aposto³, do¶wiadczamy blisko¶ci Jezusa, odczuwamy bicie Jego Serca w nas, w Ko¶ciele i w ¶wiecie. Pragniemy, aby rytm naszego kap³añskiego serca bi³ rytmem mi³o¶ci Serca Jezusowego. Wiemy, ¿e oddalenie siê od Jezusa powoduje osamotnienie i duchow± arytmiê, która mo¿e doprowadziæ do zapa¶ci i ¶mierci duchowej naszego ¿ycia kap³añskiego oraz osób, do których zostali¶my pos³ani”.
W obecnej przestrzeni publicznej kr±¿± codziennie wrêcz wrogie opinie na temat ¿ycia kap³anów. W mediach pracuje sporo ludzi, którym jak±¶ niezdrow± rado¶æ sprawia babranie siê w grzechach kap³añskich, które przecie¿ s± ludzkimi grzechami. Media nie pomagaj± kap³anom. Jest tam kto¶, kto przez niszczenie stanu kap³añskiego pragnie wyprzeæ z powszechnej ¶wiadomo¶ci obecno¶æ Jezusa Chrystusa.



2010-03-31
AUTOCENZURA.
Dzi¶ w przedszkolu przy „¶niadaniu wielkanocnym” dzieci nauczone przez pani± od muzyki ¶piewa³y o pisankach, jak siê przechwala³y, które z nich s± piêkniejsze, czy te z £owicza, czy te ze ¦l±ska? Pani katechetka opowiada³a dzieciom tak¿e o pisankach, o jajeczku i o piêknej wio¶nie. £adne to by³o. Hmm, i takie ludowe…
Zdarza siê czasem w¶ród artystów, wierz±cych katolików, ¿e maj± k³opot przy urz±dzaniu okoliczno¶ciowych spotkañ, wieczorów, wernisa¿y, zw³aszcza przy redagowaniu zaproszeñ z programem. Trzeba je skierowaæ do ró¿nych notabli, im wiêcej takich, tym bardziej uro¶nie ranga wydarzenia. A jak tu schowaæ konfesyjno¶æ organizatorów i twórców? Hmm, wysokiej klasy delikatno¶æ…
Przed kilkunastu laty odwiedzi³em now± inwestycjê znajomych katolików w górach, hotel turystyczny. Mocno zdziwiony zapyta³em gospodarzy, dlaczego w pokojach nie ma ¿adnego znaku religijnego, przecie¿ s± lud¼mi wierz±cymi i praktykuj±cymi? Us³ysza³em w odpowiedzi pó³ ¿artem, pó³ serio: nie chcemy nikogo wystraszyæ. Zrozum, jeste¶my na dorobku. Hmm…
Co to jest? Ponad dwadzie¶cia lat minê³o od transformacji ustrojowej, co siê dzieje? Autocenzura – najprawdopodobniej! – pod podszewk± duszy. Niestety, wci±¿ ma racjê stary Norwid: „Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!... ”


2010-03-30
WEZWANIE WIELKIE.
Nasi rodacy wczoraj w bazylice ¶w. Piotra us³yszeli specjalne s³owo Benedykta XVI po polsku: „Gromadzicie siê licznie wokó³ grobu Czcigodnego S³ugi Bo¿ego ze szczególnym sentymentem, jako córki i synowie tej samej ziemi, wyrastaj±cy w tej samej kulturze i duchowej tradycji. ¯ycie i dzie³o Jana Paw³a II, wielkiego Polaka, mo¿e byæ dla Was powodem do dumy. Trzeba jednak by¶cie pamiêtali, ¿e jest to równie¿ wielkie wezwanie, aby¶cie byli wiernymi ¶wiadkami tej wiary, nadziei i mi³o¶ci, jakich on nieustannie nas uczy³. Przez wstawiennictwo Jana Paw³a II niech was zawsze umacnia Bo¿e b³ogos³awieñstwo”.


2010-03-29
PI¡TA ROCZNICA.
Dzi¶ wieczorem Ojciec ¦wiêty odprawi³ w bazylice ¶w. Piotra w Watykanie Mszê ¶w. w pi±t± rocznicê ¶mierci Jana Paw³a II. Uczestniczy³o wielu turystów i pielgrzymów z ró¿nych stron ¶wiata, byli te¿ Polacy. Benedykt XVI w homilii m.in. powiedzia³: „Ca³e ¿ycie czcigodnego Jana Paw³a II up³ynê³o pod znakiem mi³o¶ci, zdolno¶ci dawania siebie w sposób wielkoduszny, bez zastrze¿eñ, bez miary, bez kalkulacji. Tym, co nim powodowa³o, by³a mi³o¶æ do Chrystusa, któremu po¶wiêci³ ¿ycie, mi³o¶æ przeobfita i bezwarunkowa. I w³a¶nie dlatego, ¿e coraz bardziej zbli¿a³ siê do Boga w mi³o¶ci, móg³ staæ siê towarzyszem drogi wspó³czesnego cz³owieka, rozsiewaj±c w ¶wiecie woñ mi³o¶ci Boga”.


2010-03-26
STRASBURSKI SKUTEK.
Pi±tek. Gdzie nie spojrzysz w Polsce, mo¿esz zobaczyæ wêdruj±c± Drogê Krzy¿ow±. Ludzie id± z krzy¿em, zatrzymuj± siê, czytaj± Ewangeliê o mêce Jezusa, modl± siê i id± dalej. Wêdruj± ¶cie¿kami polnymi, le¶nymi, z ciê¿kim oddechem wspinaj± siê pod górê. Id± ulicami ma³ych i wielkich miast. Kielce, Bytom, £ód¼, Katowice, Wroc³aw. Idzie ich niema³o. W naszym mie¶cie sz³o osiem tysiêcy studentów. Noc± na Kalwariê Zebrzydowsk± z krzy¿em i modlitw± ludzie w ma³ych grupach pielgrzymowali ponad 30 kilometrów. Chcieli dos³ownie dotkn±æ bólu Krzy¿a. Bólu, który d³ugo siê pamiêta. Oni chcieli zapamiêtaæ Jezusowy Krzy¿.
Co siê w Polsce sta³o? W takiej skali nie zauwa¿a³em tego przed strasburskim wyrokiem.


2010-03-25
GALARETKA.
Ostatnio dzieje siê dooko³a tyle niekoniecznie piêknych rzeczy… Ale w¶ród nich mog± siê trafiæ prawdziwe niespodzianki. Niedawno w prawie pustym autobusie od dwójki m³odych ludzi dobieg³ mnie wykrzyknik ch³opaka z gazet±: 50 milionów rocznie morduj± w szpitalach europejskich! Tak pisz± w gazecie. – G³upi¶! - odezwa³a siê dziewczyna, wydzieraj±c mu z rêki gazetê. Przelecia³a oczami po szpaltach i powiedzia³a dobitnie: Nie zmy¶laj. Tu pisz± o aborcji, nie o ludziach. Moja matka dwa razy usuwa³a galaretkê. Pyta³am j±. Opowiada³a, ¿e to bezpieczny zabieg. Raz musia³a, bo wyje¿d¿a³a za granicê, a drugi, gdy szef zagrozi³ jej, ¿e nie my¶li p³aciæ macierzyñskiego. – No to –odezwa³ siê ch³opak, sadzaj±c dziewczynê na kolanach – brakuje ci rodzeñstwa, a przyda³by ci siê choæ jeden braciszek… - Wal siê - warknê³a dziewczyna – nie têskniê. – OK.! - ch³opak z u¶miechem spojrza³ jej w oczy – Daj buzi na zgodê, moja ty ma³a galaretko. – I utonêli w poca³unku.


2010-03-24
EKSHUMACJA.
IPN otrzyma³ zgodê rodziny ¶.p. Stanis³awa Pyjasa na jego ekshumacjê i ponown± sekcjê zw³ok. Siostra mówi³a do dziennikarzy, ¿e trzeba zbadaæ ko¶ci zmar³ego, by zdobyæ dowód na zastrzelenie jej brata przez SB… Jestem ca³± t± spraw± poruszony, bo pamiêtam, ¿e w maju 1977 roku w ¶rodowisku studenckim mówi³o siê o potajemnym zastrzeleniu krakowskiego studenta. Nikt nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e to SB wykoñczy³a Pyjasa. By³em wstrz±¶niêty t± ¶mierci±. Napisa³em wiersz – modlitwê do Matki Boskiej pt. „Na ³awce w Krakowie”. W tomiku „Rozmy¶lanie drzewa figowego” osta³ siê tylko fragment krótkiego tekstu, cenzor w¶ciekle pokiereszowa³ ksi±¿eczkê. „Zygmunt na wie¿y / wymilcza³ potê¿ne requiem / kto¶ przyniós³ ¶wieczkê / kto¶ kwiat po³o¿y³ // Matko ta ³awka / sta³a siê o³tarzem / golgot± wolno¶ci / tutaj siê modliæ trzeba”. Czy IPN-owi uda siê wykryæ morderców?


2010-03-12
HUMOR DUCHOWNY.
Chyba rych³o bêdzie wiosna, bo anonimowemu czytelnikowi szybko i ³atwo otwiera siê pude³ko z duchownym humorem. Otrzyma³em dzi¶ krótki tekst e-mailem. Kto¶ (domy¶lam siê, ¿e jegomo¶æ) napisa³: „Cze¶æ, piewco przesz³o¶ci Ko¶cio³a! Dzi¶ tak¿e ludzie potrafi± zapracowaæ na kapelusz. À propos, nie widzia³em „waszej mi³o¶ci” na uroczystym spotkaniu z najnowszym doktorem honorowym z Watykanu. ¯a³uj, piêknie by³o. I pracowicie”.
I có¿ tu odpowiedzieæ „jego wielebno¶ci”? Tylko tyle: wiosna przyj¶æ musi!


2010-03-10
PASTERZ – DYPLOMATA.
Rocznica ¶mierci ks. kard. Boles³awa Kominka. Ju¿ 36 lat przeminê³o z wiatrem nad Ostrowem Tumskim, nad Wroc³awiem, nad Polsk± i Niemcami. Pamiêtam rosn±cy w Europie podziw dla Arcybiskupa Kominka po zakoñczeniu Soboru Watykañskiego. Z dum± i z lêkiem obserwowa³em ogromn± odwagê i m±dro¶æ mego Arcybiskupa, z jak± przyjmowa³ na siebie w¶ciek³± krytykê komunistów polskich z jednej i rewizjonistów niemieckich z drugiej strony. By³ wielkim mê¿em stanu ten niskiej postury Arcypasterz na Dolnym ¦l±sku. Bola³a mnie szyta grubymi niæmi i bezwstydnie nag³a¶niana polityka nienawi¶ci ówczesnych w³adców Polski do naszych biskupów. Jednocze¶nie w ¿aden sposób nie potrafi³em poj±æ tego wrêcz niechrze¶cijañskiego oci±gania siê biskupów niemieckich w przyjêciu wyci±gniêtej rêki z ewangelicznym przeproszeniem i przebaczeniem. Ciê¿ko musia³ pracowaæ ten m±dry i pobo¿ny dyplomata ko¶cielny, by tak fundamentalny nakaz Chrystusa sta³ siê zrozumia³y i po¿±dany jako konieczno¶æ budowania mostu miêdzy Wschodem a Zachodem po hekatombie ¶wiatowej. Gdy 5 marca 1973 roku papie¿ Pawe³ VI nak³ada³ biret kardynalski na g³owê abpa Boles³awa Kominka, cieszy³em siê ca³± rado¶ci± mego m³odego kap³añstwa.

2010-03-09
DAR PRZEBACZENIA.
Dzi¶ wieczorem nadspodziewanie licznie przyszli wierni. Po Mszy ¶w. by³a (w niedzielê zapowiedziana) przed Naj¶wiêtszym Sakramentem modlitwa o dar przebaczenia. Siedzia³em pod chórem w pó³mroku ko¶cio³a i rozmy¶la³em o tym, co siê sta³o ubieg³ej nocy w Nigerii w wioskach niedaleko miasta Jos. Muzu³mañscy pasterze uzbrojeni w maczety zeszli z gór, otoczyli sieciami wioski w dolinie i wtargnêli miêdzy chaty, tn±c na o¶lep wybiegaj±cych z mieszkañ przera¿onych chrze¶cijan. Nikt nie uszed³ ¿ywy. Rano naliczono ponad piêæset martwych ofiar. Pociête i rozp³atane cia³a le¿a³y rozrzucone w ca³ej dolinie. Moj± wyobra¼niê wype³ni³y obrazy z biblijnej rzezi niewini±tek w Betlejem. Ale te¿ mówi³em Panu Bogu o tych wyznawcach Allacha - zbrodniarzach. Powiedzia³em: „przebaczam im”. £atwo mi przysz³o. Z zamy¶lenia wytr±ci³a mnie parafianka, staruszeczka z Wo³ynia, która siadaj±c obok, dr¿±cym g³osem skar¿y³a siê: „Nie mogê zapomnieæ, mam ich przed oczami. Czy ja potrafiê im przebaczyæ? Ju¿ tyle lat…” – Komu, pani Mario? - szepn±³em do ucha starowinki. – „Banderowcom, proszê ksiêdza proboszcza”. Wypowiedzia³a te s³owa bez gniewu, ale z bólem. Przytuli³a siê do ramienia: „Pomó¿ mi, ksiê¿e”- wyszepta³a. Przed o³tarzem w roz¶wietlonym ko¶ciele ludzie wci±¿ modlili siê o dar przebaczenia naszym winowajcom.

2010-03-07
ALBUM.
Zajrza³em do nowego albumu Bia³ego Kruka o krzy¿ach w Europie. Przepiêkne fotografie. Ksi±¿ka pokazuje ogromne bogactwo dzie³ sztuki zrodzonych z natchnienia i wiary w Jezusa ukrzy¿owanego, przynosi rado¶æ i spokój w duszy. Tu lektura niezauwa¿alnie staje siê modlitw± wdziêczno¶ci. Na stronicy 77 natkn±³em siê na zdjêcie z ko¶cio³a ¶w. Piotra w Strasburgu przedstawiaj±ce piêkny fryz kolorowy z XIV wieku zatytu³owany „Pochód narodów do krzy¿a”. D³ugim szeregiem na koniach jad± królowie trzymaj±c w rêku proporce z nazwami swych pañstw. Ze wzruszeniem odnalaz³em proporzec z napisem „Polonia”. Ale jednocze¶nie z bólem pomy¶la³em o sêdziach , którzy pracuj± w Strasburgu, a nie dociera do nich ca³e to bogactwo wieków przekazane nam przez wierz±cych przodków. Chyba przemykaj± tylko ulicami z oczami wbitymi w bruk jezdni i pewnie nie wstêpuj± do ¶wi±tyñ, nie kontempluj± ani piêkna, ani prawdy tam zamieszka³ej. No, bo jak inaczej zrozumieæ ich wyrok skazuj±cy krzy¿ na likwidacjê w miejscach publicznych?


2010-03-06
P£ON¡CY KRZEW.
Moj¿esz na Synaju widzia³ p³on±cy i niespalaj±cy siê krzak, przy którym musia³ zdj±æ sanda³y z nóg, bo sta³ wobec niewidzialnego i nietykalnego Boga, który po prostu JEST. Gdy schodzi³ z góry, aby rozpocz±æ misjê otrzyman± od Boga, wzi±³ ze sob± w sercu ten gorej±cy krzew. Przez czterdzie¶ci lat w czasie wêdrówki do ziemi obiecanej, w chwilach niepowodzeñ i ciê¿kiego zw±tpienia, bêdzie wraca³ w sercu do tego Znaku.
Dla nas, chrze¶cijan, krzewem wiecznie gorej±cym jest krzy¿ Jezusa z przebitym sercem. Krzak p³omienisty na Synaju by³ zapowiedzi± Bo¿ej obecno¶ci ju¿ widzialnej i dotykalnej. Kto nosi pustkê w sobie, zamiast Jezusowej mi³o¶ci p³on±cej na krzy¿u, ³atwo mo¿e zwiotczeæ w ¿yciu. Szybko wyczerpie siê jego moc i pewno¶æ szczê¶cia.



2010-03-05
KWIATY POLSKIE.
S±d Apelacyjny w Katowicach uprawomocni³ wrze¶niowy wyrok S±du Okrêgowego przeciwko prasie katolickiej. Lewica cieszy siê, feministki tryumfuj±, a uczciwi ludzie, s³uchaj±c s³ownego uzasadnienia wyroku, za g³owê siê chwytaj± i - bezsilni wobec dzisiejszych sêdziów – b³agaj± Najwy¿szego Sêdziego s³owami poety:
Lecz nade wszystko s³owom naszym
Zmienionym chytrze przez krêtaczy
Jedyno¶æ przywróæ i prawdziwo¶æ:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwo¶æ, sprawiedliwo¶æ (Julian Tuwim, Kwiaty polskie).


2010-02-25
POCZEKAJMY.
Ca³y nasz kontynent mocno prze¿ywa³ ubieg³oroczny wyrok Europejskiego Trybuna³u Praw Cz³owieka w Strasburgu nakazuj±cy zdjêcie krzy¿y ze ¶cian szkolnych. Ból chrze¶cijan by³ tym wiêkszy, ¿e wrogowie Chrystusa dopatrzyli siê w tym wyroku otwarcia bram do przeró¿nych, czêsto niewybrednych ataków na Ko¶ció³. W ubieg³ym tygodniu w Szwajcarii zebra³a siê Rada Europy, która jest organem za³o¿ycielskim Trybuna³u, i przykróci³a jego niejednakowo stosowane kompetencje w odniesieniu do ró¿nych krajów cz³onkowskich.
W czasie Konferencji minister sprawiedliwo¶ci Malty , powo³uj±c siê na przyk³ad zakazu wieszania krzy¿y w instytucjach publicznych we W³oszech, o¶wiadczy³, ¿e Trybuna³ nie jest dostatecznie wra¿liwy na czynniki kulturowe, które kszta³tuj± to¿samo¶æ narodow± krajów cz³onkowskich. To by³a gorzka pigu³ka do prze³kniêcia dla sêdziów. Po takiej krytyce musi nast±piæ reorganizacja Trybuna³u i okre¶lenie na nowo wyra¼nych granic kompetencji sêdziów. I pewnie polec± g³owy… Poczekajmy, co bêdzie dalej.



2010-02-23
PRZYKAZANIA.
W Wielkim Po¶cie piêkna my¶l ¶w. Cypriana, biskupa i mêczennika (+258): „Przykazania ewangeliczne, bracia najmilsi, nie s± niczym innym, jak Bo¿ym nauczaniem, fundamentem pod budowê nadziei, sklepieniem umacniaj±cym wiarê, pokarmem krzepi±cym serce, przewodnikiem ukazuj±cym drogê i pomoc± do osi±gniêcia zbawienia. Nakazy te, kieruj±c na ziemi uleg³ymi sercami wierz±cych, prowadz± ich do królestwa niebieskiego” .


2010-02-22
POPRAWNO¦Æ.
Taka ma³a sprawa, prawie ¿adne wydarzenie, a jednak wymaga odrobiny refleksji. Kilka miesiêcy temu do naszej parafii dotar³ dekret z pieczêci± Kurii o zmianie wezwania parafii z „Matki Bo¿ej Czêstochowskiej” na „Naj¶wiêtszej Maryi Panny Czêstochowskiej”. Na ca³ym ¶wiecie, gdziekolwiek u¿ywa siê polszczyzny, parafie, ko¶cio³y, kaplice czy kopie obrazu jasnogórskiego nosz± nazwy Matki Bo¿ej (Boskiej) Czêstochowskiej. Na Jasnej Górze wszelkie modlitwy zanoszone s± do Boga przez wstawiennictwo Matki Bo¿ej. To ¶wiête miejsce od wieków w ¶wiadomo¶ci Polaków odwo³ywa³o siê do Bogurodzicy. Ikona w cudownej kaplicy jasnogórskiej, zupe³nie inaczej ni¿ w Lourdes, Fatimie czy La Salette, przedstawia Matkê z Synem Bo¿ym na rêku. To jest od wieków znany portret Bo¿ej Rodzicielki! W powojennej wêdrówce z Kresów na ziemie piastowskie towarzyszy³a Polakom pewno¶æ opieki Matki Bo¿ej. Po osiedleniu siê we Wroc³awiu pierwsi pionierzy zza Buga, pod kierunkiem ks. W³adys³awa Plewki-Plewczyñskiego, poczynili starania w Kurii o ustanowienie parafii pod wezwaniem Matki Bo¿ej Czêstochowskiej. Od ponad pó³ wieku nasz ko¶ció³ na Zalesiu jest ma³± wroc³awsk± Jasn± Gór±. Starsi mieszkañcy miasta, nie maj±c si³ na pielgrzymkê jasnogórsk±, przychodz± tutaj 26 sierpnia na odpust Matki Bo¿ej Czêstochowskiej. Jest to d³uga, piêkna tradycja wroc³awska. Czy mo¿na zabieraæ parafianom to piêkne wezwanie: "Matki Bo¿ej"? – Dekret mówi o dzia³aniu „po my¶li norm liturgicznych”. Pewnie chodzi tu znowu o jak±¶ poprawno¶æ… Nie rozumiem.


2010-02-21
POKUSA.
Trzy strza³y odda³ kusiciel na pustyni, chc±c pokonaæ Jezusa. Wszystkie trzy chybione. Jezus pokona³ i zawstydzi³ swego odwiecznego nieprzyjaciela. Szatan usun±³ siê z pustyni, ale odchodz±c zaznaczy³: „do czasu”. Je¿eli diabe³ odwa¿y³ siê kusiæ Jezusa, to czy ja mogê chodziæ po ¶wiecie bezpieczny i spokojny? Szukam odpowiedzi i znajdujê u ¶w. Augustyna. On pozna³ w swym burzliwym ¿yciu smak pokusy: „¯ycie nasze w tym pielgrzymowaniu nie mo¿e trwaæ bez pokusy, poniewa¿ w³a¶nie postêp duchowy dokonuje siê przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie mo¿e siebie poznaæ. Nikt te¿ nie potrafi osi±gn±æ wieñca chwa³y bez uprzedniego zwyciêstwa. Zwyciêstwo za¶ odnosi siê poprzez walkê, a walczyæ mo¿na jedynie wówczas, gdy siê stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela” .
Wielki Post daje szansê zwyciêstwa kuszonemu albo… kusz±cemu. Oto jest zadanie!


2010-02-20
EUFORIA.
Z³oto wygra³ Simon Ammann, Szwajcar, w skokach narciarskich na du¿ej skoczni w Vancouver. Sklasyfikowano go jako zawodnika o ca³y poziom góruj±cego nad reszt± narciarzy. Nasz Adam Ma³ysz otrzyma³ medal srebrny, ale rado¶æ w Polsce by³a tego wieczoru tak wielka, jakby Ma³ysz zosta³ królem Olimpiady. Niew±tpliwie dla polskich fanów, a zw³aszcza w Wi¶le, Adam jest królem. Co go wyró¿nia a¿ tak bardzo spo¶ród innych sportowców, bo przecie¿ przed t± olimpiad± Ma³ysz nie mia³ spektakularnych osi±gniêæ? Niektórzy nawet wró¿yli mu koniec kariery narciarskiej. Pan Bogdan Tomaszewski, legenda dziennikarstwa sportowego, podkre¶li³ dzi¶ jego sta³± postawê: delikatno¶æ i skromno¶æ, a tak¿e umiejêtno¶æ godnego prze¿ywania zwyciêstw i pora¿ek. To s± wielkie cnoty prawdziwego sportowca i to one zjednuj± mu zawsze, nie tylko w chwilach tryumfu, rzesze mi³o¶ników.

2010-02-18
WIÊKSZA SPRAWIEDLIWO¦Æ.
Z Orêdzia Benedykta XVI na Wielki Post 2010 roku nt. sprawiedliwo¶ci:
„Nawróciæ siê do Chrystusa, wierzyæ w Ewangeliê oznacza w gruncie rzeczy w³a¶nie to: wyzbyæ siê z³udzenia samowystarczalno¶ci, aby u¶wiadomiæ sobie i zaakceptowaæ w³asny brak — brak innych i Boga, potrzebê Jego przebaczenia i Jego przyja¼ni.(...) Dziêki dzia³aniu Chrystusa mo¿emy dost±piæ «wiêkszej» sprawiedliwo¶ci, jak± jest sprawiedliwo¶æ mi³o¶ci (por. Rz 13, 8-10), sprawiedliwo¶æ tego, kto w ka¿dym przypadku zawsze czuje siê bardziej d³u¿nikiem ni¿ wierzycielem, otrzyma³ bowiem wiêcej, ni¿ mo¿na siê spodziewaæ”.



2010-02-17
LOS BIELI.
Bia³y ¶nieg to najbielsza biel ze wszystkiego co bia³e. Dlaczego wiêc spotykam na ziemi dzi¶ ¶nieg tak strasznie brudny, zupe³nie niebia³y? Serce siê kraje. Póki lecia³ z nieba, zlatywa³ na ziemiê – by³ czysty. Los bieli na ziemi jest tragicznie samozaprzeczony. Gdy leci, biel jest czysta. Gdy spadnie, a spa¶æ musi, traci istotnie siebie. Biel nie jest ju¿ bia³a, czysto¶æ nie jest czysta. Dlaczego – dokucza mi pytanie - gdy siê z nieba leci, leci siê do upadku?
Zakwit³ mi na oknie bielusieñki, aksamitny storczyk. Codziennie karmiê go swoim zapatrzeniem i codziennie od¿ywiam mój wzrok jego czysto¶ci±. Wsysam siê oczami w bia³o¶æ nieskalanych p³atków, czy¿bym szuka³ bezpieczeñstwa dla przedwiosennej wyobra¼ni?…


2010-02-15
¦WIÊTY PLAN.
Dzi¶ abp Kazimierz Nycz og³osi³ w Warszawie datê ceremonii beatyfikacyjnych ks. Jerzego Popie³uszki, mêczennika . Pamiêtam wielk± trwogê w sercu na wie¶æ o porwaniu kapelana Solidarno¶ci przez ubeków i pamiêtam wielk± modlitwê w ca³ym kraju o odnalezienie kap³ana. Ojciec ¦wiêty Jan Pawe³ II mówi³ wtedy: „Apelujê do sumieñ tych, którzy dopu¶cili siê tego haniebnego czynu i ponosz± zañ odpowiedzialno¶æ” . W ¿oliborskim ko¶ciele dzieñ i noc b³agano z nadziej±: „Bo¿e, wróæ nam Ksiêdza Jerzego!”. Po dziesiêciu dniach runê³a na naród straszna wie¶æ: ksi±dz Jerzy nie ¿yje! Prawdziwa rozpacz ogarnê³a wielu Polaków. Modlitwa sta³a siê lekarstwem niezbêdnym. Wiele tysiêcy ludzi ze wszystkich stron Polski uczestniczy³o 3 listopada 1984 roku w pogrzebie kapelana Solidarno¶ci. Ca³± noc jechali¶my samochodem z Wroc³awia do Warszawy. Kilkana¶cie razy byli¶my zatrzymywani, ogl±dani, przepytywani i zapisywani przez patrole milicyjne. Uparli¶my siê i dojechali¶my, i zd±¿yli¶my przed godzin± jedenast±. Wszystko to ju¿ mamy za sob±. Ca³a uczciwa Polska cieszy siê z komunikatu metropolity, bo to jest dowód, ¿e w tym trudnym czasie Pan Bóg niezmiennie realizowa³ swój ¶wiêty plan.


2010-02-13
WZRUSZENIE.
Vancouver przedziwnie piêkne miasto. Tak strasznie daleko od nas, wszystko tam spó¼nione o 9 godzin, a jednak przez igrzyska zimowe zbli¿y³o siê ku nam. Dzisiejsze srebro Ma³ysza poci±gnê³o wzrok tysiêcy Polaków ze ¶rodka Europy a¿ do zachodniego brzegu kontynentu amerykañskiego. Vancouver jest dwu¶wiatem klimatycznym. Pamiêtam szok, jakiego dozna³em przed dziewiêciu laty, gdy z A¶k± i Tomkiem najpierw nad zatok± spacerowali¶my rozkwit³ymi ró¿owym kwieciem ulicami, a ju¿ po godzinie, wysiedli¶my z kolejki linowej po¶ród wysokich ¶wierków uroczo o¶nie¿onych. Z szerokiej, przeszklonej werandy ogl±dali¶my piêkn± panoramê ca³ego miasta w dole.
Dzisiaj wzruszy³em siê naprawdê, gdy zobaczy³em Szwajcara Simona Ammanna, jak po swym „z³otym” skoku na ma³ej skoczni w Vancouver ukl±k³ na jedno kolano i wsparty na pionowo ustawionych nartach schyli³ g³owê, i tak trwa³ d³u¿sz± chwilê w bezruchu. Pewnie Bogu oddawa³ tê chwa³ê zwyciêstwa.


2010-02-11
ODWA¯NY BISKUP.
W Pakistanie szatan walczy z Jezusem ju¿ nie tylko pos³uguj±c siê fanatycznym mot³ochem podpalaj±cym ko¶cio³y i domy chrze¶cijan. Ostatnio opanowa³ elitarne krêgi spo³eczeñstwa muzu³mañskiego. Po wyj¶ciu na jaw okrutnej zbrodni torturowania, gwa³cenia i pobicia na ¶mieræ 12-letniej katolickiej dziewczynki przez bogatego adwokata muzu³mañskiego, u którego s³u¿y³a jako pomoc domowa, stowarzyszenie adwokatów w Lahaurze wyda³o o¶wiadczenie, którego tre¶æ nie mie¶ci siê w g³owie cywilizowanego cz³owieka, budzi grozê: „Spalimy ¿ywcem ka¿dego, kto zechce reprezentowaæ w s±dzie interesy ofiary”. Oczywi¶cie takie o¶wiadczenie zbudzi³o strach w gronie palestry. Katolicka rodzina m³odocianej Shazii Bashir nie mo¿e ani oskar¿yæ znanego zabójcê, ani szukaæ sprawiedliwo¶ci.
Jednak¿e szatan nigdy nie ma przed Bogiem ostatniego s³owa. Oto znalaz³ siê odwa¿ny obroñca. Prezbiteriañski bp Timothy Nasir, prawnik i znany dziennikarz specjalizuj±cy siê w obronie mniejszo¶ci religijnych, zdecydowa³ siê pokierowaæ zespo³em adwokatów w obronie czci m³odej katolickiej mêczennicy w Pakistanie.


2010-02-08
POTRÓJNY JUBILEUSZ.
Nasz Arcypasterz – Senior, ks. kard. Henryk Gulbinowicz, w tym roku obchodzi a¿ trzy jubileusze: 60-lecie kap³añstwa, 40-lecie sakry biskupiej i srebrny jubileusz kapelusza kardynalskiego. To wielkie ¶wiêtowanie rozpoczê³o siê wczoraj w sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Skar¿ysku-Kamiennej. Homiliê wyg³osi³ ks. bp Edward Materski, tak¿e senior, pochodz±cy z Wileñszczyzny, zas³u¿ony wielce dla rozwoju katechetyki polskiej. Nasz potrójny Jubilat, swoim starym zwyczajem, musia³ mieæ ostatnie s³owo. Przed b³ogos³awieñstwem na zakoñczenie Eucharystii mówi³ o roli rodziców. Kontent jestem z tych s³ów, gdy¿ s± ¶wiadectwem tradycyjnego nauczania Ko¶cio³a, do którego nawi±zuje w dobie dzisiejszej s±downictwo ¶wieckie w Europie. „Nie ma wa¿niejszej instytucji poza rodzin±, bo j± sam Bóg powo³a³. To, co zapisz± rodzice w ¶wiadomo¶ci dzieci, pozostaje na lata. Dlatego zapisujcie w duszy swoich dzieci to, co dobre i ¶wiête” – powiedzia³ emerytowany metropolita wroc³awski.


2010-02-06
SKANDAL.
Rodzice s± odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. Tê, zupe³nie nieoryginaln±, bo znan± od zawsze, tezê udowodni³a pani sêdzia Bianka La Monica w Mediolanie. Os±dzaj±c piêciu ch³opców w wieku 14 i 15 lat, którzy przez dwa lata bili, zastraszali i szanta¿owali sw± 12-letni± kole¿ankê, zmuszaj±c j± do us³ug seksualnych, zawyrokowa³a nie tylko kary pozbawienia na dwa i trzy lata wolno¶ci, ale równie¿ obci±¿y³a ich rodziców po 90 tysiêcy euro jako odszkodowanie na rzecz poszkodowanej dziewczynki. Uzasadnienie wyroku brzmi, o dziwo, bardzo staro¶wiecko. Rodzice podczas wychowywania dorastaj±cych synów nie pokazali im, co oznacza szacunek dla innych. Nie nauczyli ich nawi±zywania innych ni¿ fizyczne kontaktów z dziewczêtami. Ich dzieci traktowa³y sw± ofiarê jak rzecz. S±d stwierdzi³, ¿e brak wyrzutów sumienia, który umo¿liwi³ seryjne gwa³ty, by³ efektem fatalnego wychowania w rodzinach. Karê musz± zap³aciæ nawet rozwiedzeni ojcowie, którzy od lat nie mieszkaj± ze swoimi dzieæmi.
Oto przyk³ad, jak daleko potrafi odej¶æ cz³owiek od cz³owieka, gdy porzuci Boga. I czy to nie skandal, gdy rodziców trzeba wysokimi karami pieniê¿nymi naganiaæ do ich podstawowego obowi±zku?


2010-02-02
¯YCIE KONSEKROWANE.
Jest Pan Bóg – powiedzia³ mê¿czyzna do kilkuletniego ch³opca na ulicy, przygl±daj±c siê procesji zakonnic rozci±gaj±cej siê od ko¶cio³a ¶w. Krzy¿a a¿ do Katedry. – Gdzie, gdzie? Tato, poka¿ mi! - zawo³a³ ch³opiec, targaj±c ojca za rêkê. Mê¿czyzna w skupieniu patrzy³ na przesuwaj±c± siê przed nimi d³ug± procesjê z zapalonymi ¶wiecami. Po chwili dopiero zauwa¿y³ wysi³ki niecierpliwego synka. – Tato, poka¿ mi Pana Boga! Ojciec podniós³ ch³opca i postawi³ na kamiennym ogrodzeniu przy pomniku Matki Bo¿ej. Ch³opak rozgl±da³ siê zaciekawiony i po chwili wyszepta³: tato, nie widzê Pana Boga. – Bo Pan Bóg jest niewidzialny. – A ty widzisz? – Nie widzê, ale wiem. Pana Boga nios± siostry. Ch³opiec spojrza³ zdziwiony: tato, one nios± ¶wiece! Ojciec przytuli³ synka i wyszepta³ mu do ucha: gdyby Pana Boga nie by³o, nie by³oby tych sióstr. Synek nagle oderwa³ twarz od policzka ojca i powiedzia³ g³o¶no: tato, patrz, tam idzie nasza siostra katechetka! Spojrza³ w oczy ojcu i spyta³: czy ona te¿ niesie Pana Boga? – Tak.
Malec umilk³, patrz±c skupiony w wielkie drzwi katedry, a zakonnice powoli wchodzi³y z uniesionymi ¶wiecami, rozpraszaj±c mroki starej ¶wi±tyni.


2010-01-31
¯YWIO£Y.
Ostra zima. ¦nieg i mróz, i zadzierzysty wiatr. Drzewa powalone, s³upy trakcji elektrycznej po³amane, drogi pozamykane. Nie do wiary, z jak± „premedytacj±” natura udowadnia codziennie cz³owiekowi jego niewydolno¶æ twórcz± wobec jej potencja³u kataklizmowego. Wioski i ca³e osiedla, z tysi±cami mieszkañców ¿yj±cych bez ciep³a i bez ¶wiat³a, wyciszaj± siê po zapadniêciu nocy. Od kilku dni na po³udniu kraju zaczyna nacieraæ na sadyby przyrzeczne inny ¿ywio³, woda. Trzeba modliæ siê do ojca Noego w Niebie o m±dro¶æ i umiejêtno¶æ odczytywania znaków Boga. Kataklizm potopu zawis³ nad o¶nie¿on± i skut± lodem Europ±. Co bêdzie, gdy tê bia³± planetê zacznie atakowaæ intensywne s³oñce?...
Nieco humoru w tê rozpaczliwie trudn± sytuacjê wnosz± urzêdnicy pañstwowi swoimi codziennymi zapewnieniami: jeste¶my przygotowani. I tak siê koñczy pierwszy miesi±c roku Pañskiego 2010.


2010-01-29
SAPIENTI SAT.
No i masz, babo, placek! Kto¶ siê uj±³ za kanonikami. Otrzyma³em krótkiego e-maila: „Proszê sobie nie dworowaæ ze stroju kanoników! Barwno¶æ sutann, pasów, pelerynek i pomponów jest dowodem ad oculos, ¿e mamy wiosnê Ko¶cio³a. To jest piêkno Ko¶cio³a na zewn±trz, niby ³±ka ukwiecona, albo uroczysta suknia oblubienicy”.
Zaskoczy³ mnie ten anonimowy list. Chyba jest lekko dwuznaczny… W takiej sytuacji najbezpieczniej udaæ siê do ¼róde³ klasycznych, autorytetów uznanych. U ¶w. Tomasza z Akwinu w szóstej rozprawie o „Wierzê w Boga” znajdujê poradê absolutnie chrystocentryczn± w odniesieniach biblijnych: „Nie przywi±zuj siê przeto do szat i bogactw, albowiem podzielili miêdzy siebie moje szaty, ani do zaszczytów, bo sta³ siê przedmiotem naigrawañ i biczowania, ani do godno¶ci, poniewa¿ uplót³szy koronê z cierni w³o¿yli na moj± g³owê, ani do rozkoszy, albowiem pragn±³em, a napoili Mnie octem”.
Widzisz, Kolego (najprawdopodobniej po fachu!), jak Ty do mnie: „ad oculos”, to ja do Ciebie: „sapienti sat”.


2010-01-28
CELEBRACJA.
Zapyta³ mnie kto¶ ca³kiem wprost: czy lubisz c e l e b r o w a æ ? Zastanowi³em siê chwilê, bo najpierw musia³em uporaæ siê ze s³owem „lubisz”. Tak w ogóle to moja osobowo¶æ jest „antycelebracyjna”. Nie lubiê wystawno¶ci. Wywijam siê od wielkich uroczysto¶ci, np. katedralnych, chyba ¿e muszê. Oczywi¶cie, ¿e czasem uczestniczê, ale to z powodów absolutnie zasadniczych. Wtedy unikam pierwszych rzêdów (to nie jest trudne, tam nigdy nie ma pustki). Mijam, nie bez u¶miechu, m³odszych kolegów, a nawet uczniów moich, w wysokich stallach, co to medaliki czy krzy¿yki zawieszone nosz± na wielkich poz³acanych ³añcuchach na czerwonym podk³adzie.
No có¿, kanonicy to specjalna, wielowiekowa ma¶æ Ko¶cio³a, matki naszej. Ich pasja, z jak± mi³uj± emblematy i ¿ywe, wyró¿niaj±ce kolory, naprawdê jest podziwu godna. I nie trzeba tutaj siê gorszyæ, to jest tradycja, to jest folklor i humor lokalnego Ko¶cio³a…


2010-01-26
¦WIADECTWO.
Europejski Kongres ¯ydów (EJC) mocno skrytykowa³, rozniesion± przez media od wczoraj, wypowied¼ ks. bpa Tadeusza Pieronka na temat Szoah. Znany krakowski biskup mia³ powiedzieæ, ¿e „Szoah jest wymys³em ¿ydowskim”, a „¯ydzi wykorzystuj± go obecnie jako broñ propagandow±, w celu osi±gniêcia nieuzasadnionych czêsto korzy¶ci”. Oczywi¶cie, Kongres nie sprawdzaj±c niczego, wyrokuje, ¿e ta wypowied¼ polskiego hierarchy jest „dowodem g³êbokiego antysemityzmu“, który wci±¿ jeszcze pokutuje w¶ród niektórych duchownych katolickich w Europie. ¯ydzi amerykañscy poszli jeszcze dalej, domagaj±c siê od kard. Dziwisza, by swego biskupa ukara³ dyscyplinarnie. Tymczasem, gdyby tak skwapliwi do uogólnieñ i ¿±dni surowej kary cz³onkowie „wiecznego Izraela” zechcieli wpierw spytaæ bpa Pieronka, co powiedzia³ naprawdê, us³yszeliby proste ¶wiadectwo: "Nie powiedzia³em, ¿e to ¯ydzi wymy¶lili Szoah. Tylko w chorym umy¶le mog³aby siê zrodziæ my¶l, ¿e ludobójstwo w Auschwitz wymy¶lili ¯ydzi. Ja powiedzia³em jedynie, ¿e to nazwa „Holokaust”, po hebrajsku „Szoah”, zosta³a przez nich wynaleziona. A dok³adnie wymy¶li³ j± Elie Wiesel, amerykañski pisarz ¿ydowskiego pochodzenia (…) W wywiadzie przypomnia³em, ¿e nie tylko ¯ydzi cierpieli w czasie wojny i nie tylko oni byli przez Niemców przeznaczeni do unicestwienia. Dotyczy³o to tak¿e innych narodów, Polaków, Cyganów, W³ochów. A czêsto jest to dzisiaj prawda niemal ignorowana. Mo¿na siê wiêc spytaæ, czy Holokaust to nazwa zastrze¿ona tylko dla ¯ydów".
Smutno mi, ¿e u progu uroczystych obchodów 65-lecia wyzwolenia niemieckiego obozu zag³ady Auschwitz-Birkenau hodowana jest w m±drych ¿ydowskich g³owach taka z³a wola, brak otwarcia na pe³n± prawdê. Czy w takiej sytuacji mogê mieæ nadziejê, ¿e getto arabskie w strefie Gazy bêdzie wreszcie otwarte, a ludzie wyjd± do normalnego ¿ycia, do jakiego przecie¿ powo³a³ wszystkich ten sam Jedyny Prawdziwy Bóg?


2010-01-25
PORA DNIA.
Gdy by³em m³odszy, wola³em odprawiaæ Mszê ¶w. rankiem. Szed³em do o³tarza jak do ¼ród³a si³, optymizmu i mi³o¶ci potrzebnych na ca³y rozpoczynaj±cy siê dzieñ. Po Mszy ¶w. czu³em, ¿e nie jestem sam w moich zadaniach, sprawach i k³opotach. Ubogacony przez Chrystusa mogê i¶æ do ludzi. Dzisiaj, gdy d¼wigam na plecach siódmy krzy¿yk, wybieram wieczorn± porê Mszy ¶w. To jest czas odpoczynku po ca³ym dniu. Dobrze jest trawiæ minione godziny pracy i spotkañ z lud¼mi razem z Chrystusem Przyjacielem. Wiêcej mam czasu na refleksjê. Proste pytania ¿yciowe s± dojrzalsze. Zwykle te¿ wieczorem czujê wewnêtrzne przynaglenie, by z wiernymi podzieliæ siê skarbami s³owa Bo¿ego. Równie¿ wieczorem bardziej wyczuwalne i prawdziwie koj±ce s± chwile ciszy w liturgii. Czasami, na przyk³ad przy wezwaniu do modlitwy po komunii, s³yszê zapadaj±c± i tê¿ej±c± ciszê. To Milczenie staje siê odpowiedzi±.


2010-01-24
PRZEBUDZENIE.
Na Haiti codziennie odbywaj± siê pogrzeby. Trzêsienie ziemi 12 stycznia poch³onê³o 150 tysiêcy ofiar ludzkich, w tym tak¿e wielu ksiê¿y i kleryków. Dzi¶ pochowano w Port-au-Prince ksiêdza arcybiskupa Serge Miota. Ojciec ¦wiêty w li¶cie skierowanym do uczestników ceremonii pogrzebowej, op³akuj±cych tragiczn± ¶mieræ swego pasterza w gruzach katedry, wyrazi³ swój wielki smutek i modli³ siê, aby Chrystus „przyj±³ do siebie pasterza, którzy wielkodusznie s³u¿y³ swej diecezji, a poprzez swoj± pracê w Papieskiej Komisji ds. Ameryki £aciñskiej swoj± trosk± ogarnia³ ca³y ten kontynent” .
Rz±d haitañski i ONZ og³osi³y zakoñczenie poszukiwañ ¿ywych ludzi w gruzach. W sumie wydobyto spod gruzów 133 osoby w ró¿ny m wieku. Dzielni ratownicy polscy, choæ z k³opotami technicznymi i po usuniêciu awarii samolotu, wracaj± do kraju. Teraz trzeba intensywnie zaj±æ siê pozosta³ymi przy ¿yciu. 190 tysiêcy rannych korzysta z medycznej pomocy zorganizowanej w specjalnych namiotach. Temperatura w ci±gu dnia siêga 30 stopni Celsjusza. Caritas Polska pos³a³a specjalnym samolotem pakiety z lekarstwami i materia³ami opatrunkowymi. W ca³ym kraju organizowane s± zbiórki ¿ywno¶ci i rzeczy oczekiwanych na Haiti. Na jutrzejsz± niedzielê zapowiedziano zbiórkê pieniêdzy do puszek przy ko¶cio³ach. Pomoc dla Haiti z pewno¶ci± potrwa d³ugo, bo wiele miejscowo¶ci leg³o w gruzach, a bez dachu nad g³ow± pozostaje blisko trzy miliony ludzi.
Przy tym ogromnym nieszczê¶ciu ¶wiat siê przebudzi³. Organizowana pomoc z bardzo wielu krajów to dobry prognostyk dla cywilizacji globalnej wioski.


2010-01-23
IKONA.
Siedzia³em pó¼nym wieczorem w pustym ko¶ciele, wszyscy ju¿ po Mszy wyszli, i my¶la³em o powstañcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiêtników wy³ania siê tragiczny obraz ¿ycia zes³añców w potê¿nych zaspach ¶niegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jak±¿ musieli mieæ ci ludzie wytrzyma³o¶æ! Zaiste, byli bohaterami. Patrzy³em pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubiê zimna), na nasz± ikonê czêstochowsk± dyskretnie o¶wietlon± w g³ównym o³tarzu. Tak, ka¿dy z zes³añców mia³ podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dzi¶, nigdy do¶æ maryjnej modlitwy za tamtych i pó¼niejszych, w XX wieku, bohaterów ¿yj±cych na „nieludzkiej ziemi” .


2010-01-22
MRÓZ I ¦NIEG.
Siarczysty mróz, dwadzie¶cia stopni Celsjusza, a do tego zwa³y twardego ¶niegu zalegaj± na chodnikach. Na po³udniu i na wschodzie kraju w wielu gospodarstwach od kilkunastu dni nie ma energii elektrycznej. W ró¿nych miastach na placach, przy przystankach pojawi³y siê ¿elazne kosze z pal±cymi siê g³owniami. M³odzi z pozawijanymi i zakapturzonymi g³owami grzej± rêce nad ¿arem. Starzy nie wychodz± z domów, zreszt± takie s± apele i porady lekarzy. Patrz±c na te ¿arz±ce siê „kozy” na ulicach, biegnê mimo woli pamiêci± do 13 grudnia 1981 roku. ¯al by³o patrzeæ na ch³opaków w mundurkach zielonych czy niebieskich zwiezionych z ró¿nych stron Polski do Wroc³awia i do innych miast. Zupe³nie nie orientowali siê w sytuacji. Kazano im wyj¶æ na wroga. Z gor±c± herbat± wychodzi³y do nich kobiety i dziewczyny.
A co robi³ wtedy genera³ Jaruzelski? Od samego rana, z padaj±cym or³em bez korony w tle, przekonywa³ Polaków, ¿e nadesz³a historyczna, acz nie³atwa, chwila wyboru mniejszego z³a. Wg genera³a mia³o byæ lepiej, gdy Polaków bêdzie wiêzi³ i zabija³ Polak, ni¿ gdyby mia³ to robiæ so³dat sowiecki.
Siedzia³em pó¼nym wieczorem w pustym ko¶ciele, wszyscy ju¿ po Mszy wyszli, i my¶la³em o powstañcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiêtników wy³ania siê tragiczny obraz ¿ycia zes³añców w potê¿nych zaspach ¶niegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jak±¿ musieli mieæ ci ludzie wytrzyma³o¶æ! Zaiste, byli bohaterami. Patrzy³em pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubiê zimna), na nasz± ikonê czêstochowsk± dyskretnie o¶wietlon± w g³ównym o³tarzu. Tak, ka¿dy z zes³añców mia³ podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dzi¶, nigdy do¶æ maryjnej modlitwy za tamtych i pó¼niejszych, w XX wieku, bohaterów ¿yj±cych na „nieludzkiej ziemi”.


2010-01-20
CHORA DUSZA.
Jak ciê¿ko jest ¿yæ pod jednym dachem z cz³owiekiem, który ma chor± ”dojrza³o¶æ”! Przeró¿nych wra¿eñ mo¿na doznaæ w rozmowach kancelaryjnych. - Proszê ksiêdza proboszcza, mój m±¿ nie umie byæ ani mê¿em, ani ojcem! Zachowuje siê jak rozkapryszony nastolatek, któremu wszystko siê nale¿y i wszyscy doko³a maj± mu s³u¿yæ, liczyæ siê z jego zdaniem. Jak mu co¶ nie podchodzi, potrafi - nawet po Mszy ¶wiêtej - zrobiæ piekieln± awanturê w domu… - Eeee, proszê nie przesadzaæ, chyba nie a¿ piekieln±? – ¯eby ksi±dz s³ysza³, jak on wrzeszczy na mnie! Nakrzyczy, nakrzyczy, a potem z t± z³o¶ci± wychodzi, nie mo¿na go zatrzymaæ ¿adnym s³owem, ani dobrym, ani z³ym. Nie s³ucha. A potem s± ciche dni. On wie, ¿e to mnie boli. Nasza córeczka jest nieszczê¶liwa, pyta z p³aczem: mamo, czy tatu¶ nas nie kocha?... – Czy mia³ kto¶ nauczyæ go mi³o¶ci? – zapyta³em znienacka. Zapad³a k³opotliwa cisza. – Ojca nie mia³ od dziecka w podstawówce. Matkê ma, jest zakochana w nim, nie przyjmuje ¿adnej krytyki synalka. Kobieta ucich³a, wiêc odchrz±kn±³em i zacz±³em powoli: ch³opcu jest potrzebna mêska, odpowiedzialna mi³o¶æ ojca. Tak mówi± wytrawni psychologowie. Pani m±¿ nie mia³ w dzieciñstwie wzorca mi³o¶ci… Ciê¿ko mi sz³a ta mowa. Pani nagle wsta³a i powiedzia³a: pójdê ju¿, przepraszam, ¿e zabra³am tyle czasu ksiêdzu. Ja tu nie mieszkam. Swojemu proboszczowi nigdy bym siê nie skar¿y³a, to wstyd przecie¿. Patrzy³em mocno zdziwiony. Ma³± ciszê wype³ni³ rytua³ ubierania p³aszcza. W koñcu kobieta, podaj±c rêkê na po¿egnanie, powiedzia³a: przysz³am tutaj, bo mi s±siadka w pracy powiedzia³a, ¿e ksi±dz potrafi poradziæ cz³owiekowi, bo ma do¶wiadczenie… Wraca³em od progu i my¶la³em nieweso³o, jakie ja mogê mieæ tu do¶wiadczenie? Ja jedynie mam wspó³pracownika, który nie chce zasi±¶æ ze mn± do obiadu.




2010-01-17
TRUDNA WIZYTA.
W Rzymie drugie z kolei odwiedziny papieskie w g³ównej synagodze rzymskiej. Pierwsz± wizytê mia³ odwagê z³o¿yæ przed dwudziestu czterema laty Jan Pawe³ II.
Obecnie Benedykt XVI szed³ lekko przygarbiony, nios±c w twarzy widoczny wyraz ca³ego napiêcia, jakie powsta³o miêdzy niektórymi rabinami a Watykanem po zadekretowaniu heroiczno¶ci cnót papie¿a Piusa XII. Patrz±c na tê drobn±, bia³± postaæ, my¶la³em z podziwem o odwadze i determinacji Ojca ¦wiêtego. Odrzuci³ zdecydowanie podpowiedzi doradców na temat ewentualnego odwo³ania wizyty. Szed³ przez synagogê, jak aposto³, wiedz±c, ¿e jest to droga mocno pod górê. Utrudnienia ze strony ¿ydów w dialogu miêdzy dwiema religiami monoteistycznymi nie uskrzydlaj± katolików. Coroczny Dzieñ Judaizmu w polskich wiêkszych parafiach, przy ¿adnym podobnym dzia³aniu we wspólnotach ¿ydowskich i przy bardzo kruchych kontaktach miêdzy¶rodowiskowych, mo¿e w sercach wielu katolików budziæ zniechêcenie i stawianie pytania o sens takiego dialogu. Dzisiejsi rabini, podobnie jak faryzeusze i uczeni w Pi¶mie przed dwudziestu wiekami, nie s± w stanie w osobie Jezusa przyj±æ zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Jestem wdziêczny Ojcu ¦wiêtemu za jego apel do ¿ydów, by¶my wspólnie ratowali to, co i dzi¶ jest najwa¿niejsze w ¶wiecie: wiarê w Jedynego Prawdziwego Boga. Mam wra¿enie, wbrew zachodnim komentatorom, ¿e Benedykt XVI wyszed³ zwyciêsko z tego nie³atwego spotkania.


2010-01-15
POCZ¡TEK STULECIA.
W operze wroc³awskiej dzi¶ wieczorem rozpoczêto uroczysto¶ci jubileuszowe 100-lecia istnienia wy¿szego szkolnictwa technicznego we Wroc³awiu. Do drugiej wojny ¶wiatowej funkcjonowa³a tu Technische Hohschule Breslau. Sam cesarz Wilhelm II nada³ jej królewski status i uczestniczy³ w uroczysto¶ci otwarcia 29 listopada 1910 roku. Niemcy zbudowali i Niemcy zniszczyli. Do polskiego Wroc³awia przybyli uczeni i studenci lwowscy tu¿ po wojnie i zaszczepili tu wielk±, bo licz±c± 160 lat, tradycjê akademick±. W¶ród gruzów miasta 15 listopada 1945 roku odby³ siê pierwszy, pamiêtny wyk³ad w Politechnice Wroc³awskiej. Wyg³osi³ go prof. Kazimierz Idaszewski. Ten dzieñ sta³ siê ¶wiêtem Uczelni.
Dzisiejszy wieczór by³ bardzo uroczysty, wype³niony honorami i powitaniami wszelkiej ma¶ci dzisiejszego miasta (a nawet kraju) notablami, ¶wieckimi i duchownymi. Siedzia³em jak mysz pod miot³± w ostatnim rzêdzie na drugim balkonie. Miejsce nie najgorsze, gdy¿ s± jeszcze dwa wy¿sze balkony! Czu³em siê nie¼le, bo by³a tam doskona³a s³yszalno¶æ i widok przyzwoity na scenê. Poczu³em siê jeszcze lepiej, gdy usiad³ obok mnie ks. bp Cerkwi grecko-katolickiej. Spyta³em go: dlaczego tu, a nie tam, wskazuj±c na parter, gdzie widnia³a piuska ksiêdza arcybiskupa. Odpowiedzia³ po prostu: tu mi dali miejsce, wiêc tu siedzê. Mi te¿ tu dali, odpowiedzia³em i zaczêli¶my do¶æ mi³± rozmowê o pogodzie. Temat do¶æ istotny, bo Polska tonie w ¶niegu zmro¿onym od wielu dni, a ks. biskup wizytowa³ swe wspólnoty unickie w ca³ym kraju. Czê¶æ powa¿n± (i nies³ychanie nudn±) uroczysto¶ci zakoñczy³ pe³en weso³ych rytmów walca, polki i czardasza fragment opery Jana Straussa „Zemsta nietoperza”. Trzeba przyznaæ, g³osy artystów by³y zachwycaj±ce, a wykonanie perfekcyjne. Wspólnie na koniec od¶piewali¶my Politechnice „200 lat!”, a potem ca³a lawina ludzka, syta duchowych wra¿eñ, wyla³a siê ze wszystkich foteli do foyer, by tam przy suto zastawionych sto³ach nasyciæ z kolei swoj± zg³odnia³± fizyczno¶æ. I ja, ta skromna mysz ko¶cielna, zbli¿y³em siê do sto³u, popatrzy³em, pow±cha³em i odszed³em: same miêsiwo! A by³ to pi±tek przecie¿!


2010-01-13
HAITI.
Straszna katastrofa nawiedzi³a we wtorek Haiti. Ziemia siê zatrzês³a w tym najbiedniejszym kraju na pó³kuli zachodniej. Sejsmografy pokaza³y na skali Richtera siódmy poziom magnitudy. Ponad sto tysiêcy ludzi zabitych, tysi±ce rannych i bez dachu nad g³ow±. Domy ma³e i wielkie gmachy, ko¶cio³y, budynki urzêdowe le¿± w gruzach, a pod nimi nieznana liczba uwiêzionych. S³ychaæ stamt±d g³osy wo³aj±ce o pomoc. Nie mo¿na siê do nich dostaæ bez du¿ego sprzêtu ratowniczego. Na ulicach le¿± zakrwawione zw³oki, rodziny lamentuj± nad swoimi umar³ymi. Ojciec ¦wiêty dzi¶ rzuci³ w ¶wiat wezwanie: „Wzywam wszystkich do wielkoduszno¶ci, aby nie zabrak³o tym braciom i siostrom, znajduj±cym siê w potrzebie i bole¶ci, naszej konkretnej solidarno¶ci i czynnego wsparcia ze strony wspólnoty miêdzynarodowej”.
Caritas Polska, w ¶lad za Caritas Internationalis, przyst±pi³a do organizowania pomocy. Mo¿na wp³acaæ pieni±dze na konto:
CARITAS POLSKA
ul. Skwer Kard. Wyszyñskiego 9, 01-015 Warszawa
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
Bank Millenium S.A. 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384
z dopiskiem: HAITI

2010-01-12
REKORDY.
Od kilku dni Wroc³aw jest zasypany ¶niegiem. To rzadko¶æ w naszym mie¶cie. Wielka bia³a pierzyna otuli³a place i ulice. Wcale to nie wygl±da tak poetycko w zderzeniu z rzeczywisto¶ci± na jezdni i na chodnikach. Spoza zwa³ów coraz to brudniejszego puchu wygl±daj± ledwie widoczne uwiêzione samochody. Sporo ludzi zrezygnowa³o z jazdy, tym bardziej, ¿e mróz têgi trzyma w dzieñ i w nocy. Dla niektórych obserwatorów ¶nie¿ne zjawisko jest dowodem przecz±cym tezie o ociepleniu klimatu na ziemi. Niech siê wstydz± bogaci politycy o zaciêciu ekologiczno-klimatycznym, którzy niedawno zjechali siê do Kopenhagi , by gadaæ, gadaæ i… tylko gadaæ po pró¿nicy. Ale czy na pewno? W Australii, w Melbourne dzi¶ noc± s³upek rtêci skoczy³ do niebywa³ego poziomu – 31 stopni Celsjusza! Zaroi³o siê na pla¿ach od gumowych materaców.


2010-01-11
POGROBOWCY.
Niektórym licealistom wroc³awskim, którzy przecie¿ nie znaj± poczynañ zbrodniczych oddzia³ów ZOMO w okresie stanu wojennego, warto zwróciæ uwagê na krwawe wydarzenia polityczne w Wietnamie. Tam rz±dz±cy komuni¶ci, podobnie jak onegdaj w Polsce, walcz±c ze znakiem krzy¿a, chc± wyrwaæ wiarê z serc chrze¶cijan. Nasi m³odzi, je¶li nie chc± byæ pogrobowcami komuny, musz± nauczyæ siê rozpoznawaæ tego samego z³ego ducha, który militarnie walczy z krzy¿em, lub pos³uguje siê paragrafami czy modnymi has³ami demokracji. To ci±gle jest ta sama walka z Chrystusem. ¦w. Jan Ewangelista krótko to wyja¶nia: ”Ka¿dy za¶ duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak s³yszeli¶cie – nadchodzi i ju¿ teraz przebywa na ¶wiecie”.


2010-01-10
KRZY¯ BAMBUSOWY.
Brawo Wietnamczycy! Brawo archidiecezja Hanoi! Brawo parafia Dong Chiem! Brawo katolicy, bohaterowie wiary umordowani, pobici, poranieni i uwiêzieni w obronie krzy¿a Chrystusowego! Jak¿e was nie podziwiaæ? Po zniszczeniu przez rz±dz±cych komunistów wielkiego betonowego krzy¿a, postawili¶cie dzi¶ na tym samym miejscu nowy, wielki krzy¿ bambusowy . Ten krzy¿ do³±czy³ do wcze¶niejszych polskich krzy¿y uk³adanych z kwiatów i ¶wiate³ na placach i ulicach podczas ostatniej dekady rz±dów komunistycznych w Europie. Bambusowy krzy¿ w Wietnamie jest zwiastunem nadchodz±cego koñca czerwonego re¿imu w Azji.


2010-01-06
TRZECH KRÓLI.
Czy uroczysto¶æ Objawienia Pañskiego jest ¶wiêtowana dzi¶ bez obowi±zku pracy? Niestety, nie. Rz±dz±ca Platforma Obywatelska - z solidarno¶ciowymi korzeniami ponoæ! – rêka w rêkê z postkomunistami przeg³osowa³a sprzeciw wobec obywatelskich usi³owañ uchwalenia tego dnia jako wolnego od pracy . Pamiêtam, jak po wygranych wyborach zwyciêski lider Tusk chwali³ siê w telewizorze, ¿e nazajutrz rano pójdzie do ks. biskupa gdañskiego . My¶lê dzi¶, ¿e w³a¶nie teraz powinien pój¶æ do ksiêdza biskupa, ale nie na porann± kawkê, lecz w worze pokutnym. Blokowanie przez rz±d ¶wiêtowania Trzech Króli mia³o uzasadnienie i¶cie komunistyczne: nie staæ nas na jeszcze jeden wolny od pracy dzieñ! Oj, zabrak³o tu nieco wyobra¼ni i pamiêæ wyparowa³a. Przecie¿ wiadomo, ¿e komuni¶ci likwiduj±c ¶wiêta ko¶cielne w latach sze¶ædziesi±tych wcale nie wzbogacili kraju. Chodzi³o im jedynie o uciemiê¿enie wierz±cego Narodu.


2010-01-02
MODLITWA M£ODYCH.
Msz± ¶w. porann± w parafiach poznañskich zakoñczy³y siê Europejskie Dni M³odych. M³odzie¿ z piêædziesiêciu krajów ¶wiata modli³a siê wspólnie od 29 grudnia ub. roku rozwa¿aj±c temat wolno¶ci. Arcybiskup poznañski powiedzia³: „Dzisiaj, trzydzie¶ci lat po wybuchu «Solidarno¶ci», (…) nadszed³ czas, aby zapytaæ: Czy w Europie i na innych kontynentach my¶limy dzisiaj powa¿nie o tym, jaki sens nadaæ wolno¶ci? Co robiê z moj± wolno¶ci±?”. Przeor Taizé, brat Alois, w swym rozwa¿aniu o potrzebie zmian w dzisiejszym ¶wiecie, stwierdzi³: „niezbêdne zmiany, w szczególno¶ci przemiana ¶wiatowego systemu ekonomicznego i finansowego, nie uda siê bez przemiany ludzkiego serca”. Nadziej± napawa ta trzydziesto tysiêczna m³odzie¿owa solidarno¶æ modlitewna. Niech ro¶nie ta m³odzie¿owa, rozjarzona ¶wiat³em wiary modlitwa!



2010-01-01
ROK PAÑSKI 2010

¦WIAT£O I CZAS.
Noc. W srebrnym okienku zachwyt sztucznymi ogniami. B³yski, rozb³yski, strzelanie kolorowe. Noc jak dzieñ ja¶nieje, niestety, tylko na moment. Wreszcie pokazuj± Poznañ z 30-tu tysi±cami rozmodlonych dziewcz±t i ch³opaków z ró¿nych stron ¶wiata! Moje serce doznaje rado¶ci. Obraz ogromnej hali o¶wietlonej jedynie ma³ymi ¶wiate³kami w rêkach ¶piewaj±cych kanony z Taizé, przykuwa uwagê, rzuca urok, zagarnia. Moje serce tuli siê do Tego, który urodzi³ siê noc± roziskrzon± anio³ami ¶piewaj±cymi pierwsz± kolêdê w Betlejem.
Spogl±dam wstecz. Wiele siê dzia³o w starym roku, wiele! Przyjaciele moi b³agali, a Bóg dzia³a³. Jestem niewyp³acalnym d³u¿nikiem Pana Boga i ogromnej rzeszy modl±cych siê chrze¶cijan o moje uzdrowienie. Wdziêczny i zapatrzony przed siebie modlê siê o ¶wiat³o w duszy, bym nie zgubi³ siê Jezusowi w mym siedemdziesi±tym roku ¿ycia. W czasie na nowo mi podarowanym.





2009-12-25
CIOSY DOTKLIWE.
Ca³y dzieñ my¶lê o Benedykcie XVI. Naprawdê jest bohaterem. Tyle ciosów wali w niego, a on dzielny, wsta³ z ka¿dego. Od tej nieszczêsnej Ratyzbony, poprzez z³amany nadgarstek w górach a¿ do tego upadku. Na zdjêciach widaæ wyra¼nie ofiarne rzucenie siê ochroniarza na kobietê, ale ona zd±¿y³a schwyciæ Ojca ¦wiêtego za szaty i wszyscy runêli na posadzkê Bazyliki ¶w. Piotra niedaleko wej¶cia do niej. Co my¶la³ papie¿, gdy wstawa³ z posadzki? – W zamieszaniu w¶ród asysty i ochroniarzy spokojnie poprawi³ uroczyste szaty na sobie i ruszy³ z prostot± ku o³tarzowi. Sic! Wspó³czujê Ojcu ¦wiêtemu, my¶l±c o jego bólach fizycznych i z pewno¶ci± ró¿nych dolegliwo¶ciach wieku. Bardziej jednak solidaryzujê siê z nim i podziwiam go za niez³omne g³oszenie Ewangelii Chrystusowej, mimo perfidnych i niesprawiedliwych ataków polityków, ludzi biznesu i mediów ateistycznych. Benedykt XVI jest papie¿em bardzo potrzebnym dzi¶ dla ludzi my¶l±cych, nieska¿onych uprzedzeniami, autentycznie szukaj±cych sensu ¿ycia i prawdy. On zadziwia swoj± pewno¶ci± i sta³o¶ci± wiary, poci±ga ludzi do Boga.


2009-12-24
WIECZÓR WIGILIJNY.
Wigilia. Jedno s³owo i wystarczy. Ka¿dy Polak zna to s³owo. Nawet polscy atei¶ci wypowiadaj± je ze wzruszeniem. Zapalaj± ¶wiat³a na choince i dziel± siê op³atkiem przekazuj±c w rodzinie wzajemne ¿yczenia „zdrowia, szczê¶cia i pomy¶lno¶ci”. Swoim Parafianom, Znajomym i Przyjacio³om ¿yczê równie¿ „b³ogos³awieñstwa Bo¿ego”. Wiem, ¿e bez tego drugiego nie bêdzie pierwszego spe³nienia.
Wigilia to wyczekiwanie. Tego wieczoru czekamy od pierwszej gwiazdki a¿ do pó³nocy, gdy zabrzmi kolêda „W¶ród nocnej ciszy (…) Bóg siê wam rodzi”. Magnetyzm serca i podnios³o¶æ umys³u – to jest ta pe³na czaru i ciep³a Uroczysto¶æ, brzemienna rado¶ci± (zawsze rado¶ci±, choæ czasem g³êboko ukryt± w duszy – przedziwne, ale prawdziwe).
Dzi¶ Ojciec ¶w. bêdzie celebrowa³ Pasterkê w Watykanie o godz. 22:00. Dlaczego? Byæ mo¿e jego 82 lata pozwalaj± zrozumieæ tê decyzjê. Zobaczymy, czy to zmieni frekwencjê na Mszy ¶w. o pó³nocy w naszym ko¶ciele.
Wigilio, zamkniêta noc± pokorna stokrotko, otwórz siê w blaskach ¶wi±tecznych, otwórz moje serce!
* * *
Watykan. Godzina 22:00. Pasterka. Ojciec ¶wiêty Benedykt XVI w procesji na wej¶cie zosta³ przewrócony w nawie g³ównej Bazyliki ¶w. Piotra przez kobietê w czerwonej kurtce, która przeskakuj±c barierkê, rzuci³a siê w stronê papie¿a. Ojcu ¦wiêtemu nic siê nie sta³o, kontynuowa³ procesjê do o³tarza. Przewrócony zosta³ tak¿e kardyna³ Etchegaray, ze z³aman± szyjk± ko¶ci prawego uda przewieziony zosta³ do polikliniki Gemmelli.



2009-12-22
TÊSKNOTA.
Skoñczy³y siê dzisiaj w naszej parafii rekolekcje adwentowe. Prowadzi je ks. Krystian Hyla, kolega z mego „okresu ¶widnickiego”, gdy - za czasów proboszczowania ks. pra³ata Dionizego Barana (ostatniego wojennego proboszcza katedry w £ucku na Wo³yniu) - odbywa³em w bazylice (dzisiaj: katedrze) ¶w. Stanis³awa wakacyjne praktyki studenta teologii na KUL-u.
Czas adwentowy zawsze odkrywa we mnie (od wczesnej m³odo¶ci, ale dlaczego w Adwencie?) silne odczuwanie têsknoty za… No w³a¶nie, za czym? – Za ka¿dym razem to siê nazywa inaczej i jest prze¿ywane z ró¿n± intensywno¶ci±. Ale zawsze jest to kr±g pragnieñ, które mo¿na by uj±æ krótko: pragnienie szczê¶cia. - Czyli co? Nigdy nie by³em szczê¶liwy?... Bywa³em nieraz! Chwila szczê¶cia rozb³yska³a jak kolorowy fajerwerk i… gas³a, doznawa³em natychmiast nowego pragnienia. Têsknota w duszy ludzkiej nie ma koñca. Przy urodzinach umiera, umieraj±c rodzi nastêpn±. Niew±tpliwie jest to skaza, blizna na nie¶miertelnej duszy, która musi ¿yæ w czasie. Sposobem na przed³u¿enie doznanej chwili szczê¶cia jest hodowanie w sobie poczucia wdziêczno¶ci. Wdziêczno¶æ na Ziemi to bezpieczna nadzieja Nieba.


2009-12-20
VENERABILIS.
Wczoraj Ojciec ¦wiêty Benedykt XVI podpisa³ 21 dekretów otwieraj±cych dalsz± drogê (bardzo niedalek±) do beatyfikacji czy kanonizacji ró¿nych osób – s³ug Bo¿ych. W tym s± a¿ trzy dekrety dotycz±ce Polaków. Pierwszy potwierdza autentyczno¶æ cudu za przyczyn± b³ogos³awionego zakonnika krakowskiego Kazimierczyka, ¿yj±cego w XVI wieku. Papie¿ wkrótce og³osi go ¶wiêtym. Drugi podpis dekretuje heroiczno¶æ cnót Jana Paw³a II. Od tej chwili naszemu Papie¿owi przys³uguje tytu³ Venerabilis – czcigodny. Teraz trzeba czekaæ na potwierdzenie cudu uzdrowienia dotkniêtej chorob± Parkinsona francuskiej zakonnicy i wtedy droga do beatyfikacji papie¿a Polaka stanie otworem. Spodziewana jest data 16 pa¼dziernika 2010 roku, w 32. rocznicê s³ynnego konklawe, wybieraj±cego kardyna³a Karola Wojty³ê na Stolicê Piotrow±. Trzeci dekret og³asza mêczennikiem ks. Jerzego Popie³uszkê – tu nale¿y oczekiwaæ rych³ej daty uroczysto¶ci beatyfikacyjnej w Warszawie.


2009-12-19
PRYMASOWSKIE GNIEZNO.
Ojciec ¶wiêty Benedykt XVI pismem z dnia 8 grudnia br. - skierowanym do ordynariusza gnie¼nieñskiego, ks. abpa Henryka Muszyñskiego - przywróci³ honorowy tytu³ Prymasa Polski biskupowi Gniezna – pierwszej polskiej stolicy metropolitalnej. W pi¶mie czytamy: „tu czczone s± relikwie ¶w. Wojciecha, Biskupa i Mêczennika, pierwszego Patrona Polski, które s± jednym z najwiêkszych skarbów Narodu polskiego, a których „kustoszem” tradycyjnie jest Arcybiskup Gnie¼nieñski. Dlatego 19 grudnia br. Wasza Ekscelencja obejmie tytu³ Prymasa Polski, który od tej pory znów bêdzie zwi±zany z tytu³em Arcybiskupa Gnie¼nieñskiego durante munere .
Honorowy tytu³ Prymasa Polski, z kompetencjami okre¶lonymi w Statutach Konferencji Episkopatu Polski, cieszy siê wielkim szacunkiem i znaczeniem w polskim Narodzie i jest znakiem jedno¶ci polskich katolików”.
W ten sposób definitywnie zosta³ zakoñczony powojenny czas specjalnych praw dla prymasa Polski. Te nadzwyczajne prawa ko¶cielne wymuszone zosta³y sytuacjami stwarzanymi przez re¿ym komunistyczny, d±¿±cy do separacji Polski od Watykanu.


2009-12-18
EMERYTURA WARSZAWSKA.
Dzi¶ ks. prymas kardyna³ Józef Glemp koñczy 80 lat i jednocze¶nie jest to ostatni dzieñ, w którym mo¿e u¿ywaæ tytu³u „Prymas Polski”; nosi³ go od wrze¶nia 1981 roku. Traci te¿ dzisiaj prawo udzia³u w konklawe. Czyli jest ju¿ ca³± gêb± emerytem, albo – jak to siê piêknie w episkopacie nazywa – arcybiskupem-seniorem. Zamieszka³ na Polach Wilanowskich i przygl±da siê realizacji swego marzenia: budowê ¶wi±tyni Opatrzno¶ci Bo¿ej.
Ks. kard. Józef Glemp nie mia³ ³atwego ¿ycia na tronie arcybiskupów warszawskich po Prymasie Tysi±clecia, kardynale Stefanie Wyszyñskim, na tle pielgrzymiej dzia³alno¶ci Papie¿a Polaka. Ró¿ne s± opinie o tym prymasostwie, niektóre bardzo nieprzychylne i, my¶lê, bardzo krzywdz±ce. Ujê³a mnie w osobowo¶ci kard. Glempa jego pe³na zaufania Bogu wiara i pokora, nie tylko w rachunku sumienia i w przeprosinach w roku Wielkiego Jubileuszu, ale i wcze¶niej widoczna. W homilii na Trzech Króli 1985 roku mówi³ w archikatedrze warszawskiej: „Jeszcze niewystarczaj±co przestudiowali¶my to, co nas dzieli i wzajemnie odpycha. Nie do koñca przemy¶leli¶my i nie potrafimy dobrze rozró¿niæ zagro¿eñ pozornych od zagro¿eñ rzeczywistych. Dojrzewanie do rozwi±zañ zgodnych z duchem Narodu wymaga d³ugiego procesu. Nie jest to ³atwe, gdy zwa¿y siê, jak d³ugo wodzeni byli¶my po manowcach. Uprowadzenie i mêczeñska ¶mieræ Ksiêdza Popie³uszki przyspieszaj± owo dojrzewanie.(...)Ko¶ció³ pragnie i¶æ wpatrzony w ¶wiat³o, które prowadzi do Zbawcy, pragnie strzec Bo¿ych przykazañ i zasad ewangelicznych, bo takie jest zadanie Ko¶cio³a wobec Narodu.(...) Dojrzewamy w trudno¶ciach. Mimo to idziemy wytrwale i ufnie. Nie zra¿amy siê incydentami, choæ one tak bardzo bol±.(...) Pragniemy pokoju - trwa³ego, rzeczywistego, opartego na wyznawanej wierze w Jezusa Chrystusa”.
Ks. kard. Józef Glemp dzi¶ w po³udnie po¶wiêci³ i otworzy³ w Inowroc³awiu Instytut swego imienia, w którym nie tylko zbierane bêd± pami±tki, ale prowadzone bêd± badania nad czasem komuny prze¶laduj±cej Ko¶ció³ w Polsce.

2009-12-13
DZIEÑ ZWYCIÊSTWA.
Solidarno¶æ zepchniêta do podziemia, tam rozwinê³a szeroki front walki o ¶wiadomo¶æ obywatelsk± i ducha patriotyzmu. Przez d³ugi czas literatura funkcjonowa³a poza obiegiem, arty¶ci tworzyli poza pañstwowymi o¶rodkami kultury, przede wszystkim w ko¶cio³ach. Gdy ubecy pakowali robotników razem z inteligencj± do „internatów”, profesorowie i publicy¶ci organizowali wyk³ady z historii Polski. Biskupi i czarny kler odprawiali Msze ¶w. na strajkach, zje¿d¿ali z górnikami do sztolni z pociech± i nauk± s³owa Bo¿ego czy z sakramentalnym pojednaniem. Jasna Góra pêka³a w szwach przyjmuj±c potê¿ne, wielotysiêczne pielgrzymki ze wszystkich stron kraju. W tych wêdruj±cych, rozmodlonych skupiskach Polacy odnajdywali tchnienie wolno¶ci i uczyli siê ¿yczliwo¶ci i odpowiedzialno¶ci jeden za drugiego. Klêska genera³ów stawa³a siê coraz bardziej widoczna i nieunikniona. Zwyciêstwo Narodu potê¿nia³o. Nigdy nie by³o oficjalnego og³oszenia tego zwyciêstwa, a rehabilitacja pokrzywdzonych odbywa³a siê wstydliwie i pok±tnie. Sprawiedliwo¶æ i Prawda do dnia dzisiejszego zas³aniane s± przeró¿nymi paragrafami-parawanami, a dwaj genera³owie namiêtnie korzystaj± z us³ug mediów, by dorobiæ sobie now± twarz – gdyby mogli (tak jak kiedy¶), postawiliby siebie w pierwszych szeregach twórców „Solidarno¶ci”.
Nie maj±c wyznaczonego przez w³adzê (jak±kolwiek) dnia zwyciêstwa, mamy Pamiêæ Narodu. Z tej Pamiêci wydobywa siê potê¿ne wo³anie krwi ¶miertelnych ofiar stanu wojennego – krew wo³a, a szlachectwo ducha zobowi±zuje. St±d rodz± siê wszelkie czyny ¿ywych cz³onków Solidarno¶ci i jej obroñców. St±d wyrasta ci±g dalszy wielkich, o¿ywiaj±cych imion czasu przesz³ego i obecnego: Bóg, Honor i Ojczyzna. Tej rzeczywisto¶ci jeste¶my ¶wiadkami wczoraj i jeste¶my nosicielami dzisiaj. Pamiêæ Narodu – odnawiana corocznie - zmarmurzy³a dzieñ 13 grudnia, w którym jak w soczewce zbiegaj± siê promienie dumnego oporu, cierpienia i wolno¶ci Polaków. Przetworzy³a go w dzieñ zwyciêstwa. Dzieñ 13 grudnia 1981 roku to dzieñ drugich narodzin „Solidarno¶ci”.


2009-12-12
WOJNA Z NARODEM.
Co roku upamiêtniamy rocznicê rozpoczêcia wojny jaruzelskiej. Ciekawe to zjawisko. Zwykle pamiêta siê i uroczy¶cie wspomina jakie¶ wydarzenia, które przynios³y zwyciêstwo, rado¶æ, mi³± odnowê czy odmianê itp. Wojnê z Narodem noc± z 12 na 13 grudnia 1981 rozpoczêli genera³owie. Oni powinni siê cieszyæ. No tak, cieszyliby siê, gdyby tê wojnê zakoñczyli zwyciêstwem. Tak siê nie sta³o. Od pocz±tku byli przegrani. Ju¿ po miesi±cu wielkiego ucisku wojskowo-kartkowego, gdy czo³gi sta³y na ulicach i placach, ju¿ wtedy m³odych zmarzniêtych ¿o³nierzy, grzej±cych siê przy ulicznych „kozach”, kobiety – ¿ony i córki internowanych mê¿czyzn - czêstowa³y gor±c± zup± czy herbat±. Ju¿ wtedy Naród odnalaz³ ¼ród³o nadziei. Pierwsza Msza ¶w. za Ojczyznê w katedrze 13 stycznia 1982 pozwoli³a nam podnie¶æ g³owy. I choæ nadal trwa³y ³apanki do suk milicyjnych, przes³uchania i bicie m³odych w komisariatach MO, choæ miêso i cukier, chleb i cukierki by³y na kartki, a po benzynê sta³o siê ca³ymi dniami i nocami, to Polacy potrafili opowiadaæ sobie anegdoty i kawa³y na temat WRON-y. Zwyciêstwo Narodu rozwija³o siê powoli lecz sukcesywnie: dzieñ po dniu, miesi±c po miesi±cu, rok po roku. Polska postawiona pod prêgierzem bato¿±cych komunistów godnie, po chrze¶cijañsku, odpowiada³a szlachetn± dum±.


2009-12-11
WYPE£NIAÆ LUKÊ.
Dzisiaj Solidarno¶æ Politechniki Wroc³awskiej pokaza³a przed gmachem g³ównym wystawê plenerow± po¶wiêcon± ofiarom stanu wojennego. Do 20 stycznia 2010 roku studenci i inni mieszkañcy Wroc³awia bêd± mogli zapoznaæ siê z prawdziwym rozmiarem tragicznych ofiar wojny jaruzelskiej. Organizatorzy twierdz±, ¿e maj± udokumentowane 104 zgony osób zamêczonych przez bezpiekê w stanie wojennym. Z czarno-bia³ych plansz wychylaj± siê twarze mê¿czyzn i kobiet w ró¿nym wieku: od 17 do 75 lat. W¶ród nich mo¿na zobaczyæ kilku ksiê¿y. Ci m³odzi mogliby dzi¶ ¿yæ – my¶la³em z ¿alem w sercu, przechodz±c wzd³u¿ tego ¶miertelnego szpaleru mêczenników za wolno¶æ Ojczyzny. Wystawa jest doskona³± szans± dla m³odzie¿y studiuj±cej, by wype³ni³a czarn± dziurê niewiedzy na temat walki ich rodziców o niepodleg³± Ojczyznê w koñcowych dekadach XX wieku. Strach pomy¶leæ, jak wielkie s± rodzinno-szkolne zaniedbania wychowawcze, gdy chodzi o najnowsz± historiê Polski!
W drugiej czê¶ci wernisa¿u by³o dekorowanie medalami i krzy¿ami zas³ugi ró¿nych ludzi Solidarno¶ci przez innych, znanych, ludzi Solidarno¶ci. Mam przed sob± piêkny medal Solidarno¶ci podarowany przez Politechnikê Wroc³awsk±. Czytam na nim s³owa Zbigniewa Herberta: „(…) id¼ wyprostowany w¶ród tych co na kolanach / w¶ród odwróconych plecami i obalonych w proch / ocala³e¶ nie po to aby ¿yæ / masz ma³o czasu trzeba daæ ¶wiadectwo (…)” . Ostatni± czê¶æ rocznicowej uroczysto¶ci wype³ni³ koncert Jana Pietrzaka: „Polska naszych marzeñ”. By³o weso³o, choæ tematy powa¿ne. Spodoba³y mi siê s³owa twórcy kabaretu „Pod Egid±”: „Robiê kabaret, bo mam mi³osny stosunek do mojego kraju, do jego tradycji, historii, tego narodu i wszystkiego, co siê w Polsce dzieje. Inaczej trudno by³oby mi wci±¿ ¿artowaæ i kpiæ”.


2009-12-09
BARBARZYÑSTWO.
Urzêdnicza warszawka znów straci³a twarz . Czy ci ludzie na urzêdniczym tronie i innych sto³kach nie maj± sumienia ani zdrowego rozs±dku? Czym wyt³umaczyæ horrendalny najazd nocny na krzy¿e przydro¿ne, znaki tragicznej pamiêci i modlitwy za ofiary wypadków drogowych? Dla rodziny czy przyjació³ zmar³ej tu osoby miejsce to jest szczególne, ¶wiête, godne wyj±tkowego szacunku. Opatrzenie go znakiem krzy¿a jest wyrazem wiary, jest znakiem nadziei zbawienia wiecznego, jest tak¿e pro¶b± o modlitwê. Porusza innych kierowców i przypomina ka¿demu: jed¼ ostro¿nie! Tego urzêdnik sto³eczny nie potrafi zrozumieæ, skoro pozwolono, aby pod os³on± nocy p³atna wataha zmotoryzowana najecha³a na krzy¿e przydro¿ne, powyrywa³a je, zniszczy³a i usunê³a. Nie mo¿na nawet dowiedzieæ siê, gdzie je z³o¿ono. Rodz± siê tu dwa wa¿ne pytanie: komu te krzy¿e przeszkadza³y i dlaczego urzêdnikom nie spêdzaj± snu z oczu wielkie przydro¿ne biblbordy, które z ca³± pewno¶ci± odwracaj± uwagê jad±cych kierowców? W odpowiednich urzêdach, na pytanie o sprawców tego krzy¿owego barbarzyñstwa, odpowiedzi± jest tajemniczy pó³u¶miech lub wzruszenie ramion, a najczê¶ciej jawna g³uchota.
Po wyroku strasburskim wygl±da to na walkê z krzy¿ami na polskiej ziemi. Czy prosty, wierz±cy lud Warszawy ma zasypiaæ z poczuciem lêku, ¿e której¶ nocy zniszczone zostan± wszystkie krzy¿e, obrazy i kapliczki podwórkowe, znacz±ce pamiêæ bohaterskich obroñców Stolicy?
Ma Warszawa swoj± pani± Prezydent, a jakoby jej nie by³o tutaj.


2009-12-08
NIEPOKALANA.
Uroczysto¶æ Niepokalanego Poczêcia Naj¶wiêtszej Maryi Panny – zawsze by³ to wa¿ny dla mnie dzieñ i zawsze uroczysty, ¶wiêty. Zdarza siê us³yszeæ w pobo¿nych rozmowach, ¿e „niepokalane poczêcie” to pocz±tek ¿ycia Jezusa. Owszem, prawd± jest, ¿e Syn Bo¿y, Jezus Chrystus, nie by³ ska¿ony ¿adnym grzechem . Jednak¿e tajemnica niepokalanego poczêcia odnosi siê do ¿ycia Maryi, Matki Bo¿ej. W odwiecznym planie zbawienia Ta, z której Zbawiciel mia³ wzi±æ cia³o, nie mog³a byæ ska¿ona grzechem pierworodnym. U Boga, który ¿yje w Wieczno¶ci, skutek odkupieñczej ofiary Chrystusa na krzy¿u - jako wyjêcie Matki Syna Bo¿ego spod prawa grzechu pierworodnego – móg³ byæ bez ¿adnej trudno¶ci zaaplikowany na samym pocz±tku Jej ¿ycia, w chwili poczêcia w ³onie swej matki Anny. Jej poczêcie, jako nietkniête grzechem dziedziczonym przez ludzko¶æ od pierwszych rodziców, by³o wiêc niepokalane.


2009-12-04
PORA¯KA.
Lewica pad³a! No i dobrze, bo - jak mówi± pamiêtaj±cy sejmow± walkê z Ministrem Edukacji Giertychem - pos³owie z lewej strony pos³ugiwali siê nieprawdziwymi argumentami. Wyrok Trybuna³u Konstytucyjnego o zgodno¶ci z Konstytucj± RP wliczania oceny z nauki religii do obliczania ¶redniej oceny na koñcu roku jest zwyciêstwem zdrowego rozs±dku i uczciwo¶ci. Szczerze mnie martwi, ¿e w naszym kraju ka¿da, nawet najprostsza, prawda ¿ycia spo³eczno-religijnego musi przechodziæ po k³odach rzucanych pod nogi Polakom przez politycznych spadkobierców nieboszczki PZPR.


2009-12-03
UCHWA£A O KRZY¯U.
Sejm przyj±³ Uchwa³ê maj±c± swój wielki ciê¿ar gatunkowy dla obecnego czasu w Europie. Warto przeczytaæ i poczekaæ na odpowied¼ masonów rodzimych lub z dalsza.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
- uznaj±c, ¿e znak krzy¿a jest nie tylko symbolem religijnym i znakiem mi³o¶ci Boga do ludzi, ale w sferze publicznej przypomina o gotowo¶ci do po¶wiêcenia dla drugiego cz³owieka, wyra¿a warto¶ci buduj±ce szacunek dla godno¶ci ka¿dego cz³owieka i jego praw,
- deklaruj±c wra¿liwo¶æ na respektowanie wolno¶ci my¶li, sumienia i wyznania,
- nawi±zuj±c do tradycji wolno¶ciowej I Rzeczpospolitej, która by³a w ówczesnej Europie wzorem tolerancji w sferze narodowo¶ciowej i religijnej,
- wskazuj±c na zasadniczy i pozytywny wk³ad chrze¶cijañstwa w rozwój praw osoby ludzkiej, kulturê narodów Europy i jedno¶æ naszego kontynentu,
- podkre¶laj±c, ¿e zarówno jednostka jak i wspólnoty maj± prawo do wyra¿ania w³asnej to¿samo¶ci religijnej i kulturowej, która nie ogranicza siê do sfery prywatnej,
- przypominaj±c, ¿e w przesz³o¶ci, szczególnie w okresie dyktatury nazistowskiej i komunistycznej, akty wrogo¶ci wobec religii po³±czone by³y z masowym ³amaniem praw cz³owieka i prowadzi³y do dyskryminacji,
- maj±c w pamiêci s³owa wypowiedziane przez Jana Paw³a II w historycznym wyst±pieniu w polskim Parlamencie w czerwcu 1999 roku o tym, ¿e „demokracja bez warto¶ci ³atwo przemienia siê w jawny b±d¼ zakamuflowany totalitaryzm”, wyra¿a zaniepokojenie decyzjami, które godz± w wolno¶æ wyznania, lekcewa¿± prawa i uczucia ludzi wierz±cych oraz burz± pokój spo³eczny i z tego wzglêdu ocenia krytycznie wyrok Europejskiego Trybuna³u Praw Cz³owieka zakazuj±cy obecno¶ci krzy¿y w klasach szkolnych we W³oszech.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do parlamentów pañstw cz³onków Rady Europy o podjêcie wspólnej refleksji nad sposobami ochrony wolno¶ci wyznania i promocji warto¶ci bêd±cych wspólnym dziedzictwem narodów Europy.


2009-12-02
W£OSZCZOWA.
Mija 25 lat od pamiêtnego strajku szkolnego we W³oszczowie. Ówcze¶ni uczestnicy – uczniowie (z nauczycieli bodaj¿e jeden tylko stan±³ po ich stronie) dzisiaj s± dojrza³ymi lud¼mi, ale pamiêtaj± dobrze tamte wydarzenia. Pytani, czy dzi¶, tak samo jak wtedy, broniliby krzy¿y w szkole, odpowiadaj±, ¿e oczywi¶cie, broniliby z tak± sama stanowczo¶ci±. W strajku 200 uczniom towarzyszyli dwaj m³odzi ksiê¿a. Jeden ju¿ zmar³, drugi, ks. Marek £abuda, choæ mieszka w domu emerytów dla ksiê¿y i jest bardzo schorowany, gotów i dzi¶ oddaæ ¿ycie za Chrystusa ukrzy¿owanego. Wszyscy Ci ludzie s± zdruzgotani wyrokiem trybuna³u strasburskiego o zdjêciu krzy¿y ze ¶cian szko³y we W³oszech. Nie pojmuj±, któremu z praw cz³owieka s³u¿y ten wyrok. Po dwóch tygodniach strajku uczniowie wyszli z krzy¿em na ulice W³oszczowy (ludzie klêkali na bruku) z g³êbokim przekonaniem o swym moralnym zwyciêstwie, w czym utwierdzi³ ich odwiedzaj±cy strajkuj±cych ks. bp Mieczys³aw Jaworski. Ci m³odzi Polacy wtedy stanêli w ca³ej swej bezbronno¶ci przeciw kilku oddzia³om uzbrojonych po zêby zomowców. Jedyn± si³±, jak± dysponowali, by³a ich wiara. Mieli pewno¶æ, ¿e krzy¿ jest najdro¿szym znakiem ich Zbawiciela i symbolem niek³amanej mi³o¶ci. Skutki strajku to nie tylko niedobór po¿ywienia i niewygoda w spaniu. Szykany w³adzy ludowej ¶ciga³y ich d³ugo jeszcze w ¿yciu. Wielu z nich nie zda³o matury, a inni przez d³ugie lata szukali bezskutecznie pracy. Ich rodzice równie¿ byli prze¶ladowani przez peerelowskich aparatczyków. Ks. Marek £abuda zosta³ napadniêty w Krakowie i dotkliwie pobity przez nieznanych sprawców.
Po 25 latach o Krzy¿u znowu g³o¶no i to w ca³ej Europie. Diabe³ wymy¶li³ zgrabn± manipulacjê prawem niby parawanem, aby zas³oniæ niecnotê ateistów i zapewniæ im bezkarno¶æ.



2009-11-30
PIÊKNY POGRZEB.
Piêkny by³ pogrzeb o. Stanis³awa Golca! – Czy¿ to nie brzmi paradoksalnie? A jednak to prawda. Piêkno nie by³o nachalne, ukrywa³o siê w modlitwach liturgicznych, w homilii o. prowincja³a redemptorystów, w skromno¶ci bukietów kwietnych i dostojeñstwie bia³ych infu³ biskupich. Ale nade wszystko urzeka³a rozmodlon± cisz± wielka ci¿ba z ró¿nych stron miasta i kraju przyby³ych „fanów” przedobrego i radosnego zakonnika. Parafianie przybyli po¿egnaæ swego wspania³ego proboszcza, który, naturalnie przy ich pomocy, uratowa³ rozpadaj±cy siê pruski mur ¶wi±tyni i zostawi³ potomnym „pere³kê sakraln±”. Sybiracy i „Katyniacy” z ¿alem wielkim mówili o swym opiekunie rozumiej±cym ich niezastyg³y ból serca. Akcja Katolicka Wielkiej Wyspy wyra¼nie zdradza³a panikê spowodowan± t± nag³± ¶mierci± animatora m³odej religijnej formacji ludzi Ko¶cio³a. Kombatanci AK nawi±zali do rocznic organizowanych wed³ug pomys³ów o. Golca. Harcerze widzieli w nim nauczyciela patriotyzmu. Nie zapomniano og³osiæ, ¿e pan Prezydent Lech Kaczyñski odznaczy³ po¶miertnie wybitnego zakonnika Krzy¿em Kawalerskim Odrodzenia Polski. Natomiast g³ówny celebrans, ks. abp Marian Go³êbiewski, na zakoñczenie ceremonii po¿egnania podkre¶li³ z ca³± moc± w g³osie: ¿egnamy wspania³ego Kap³ana, wiernego ucznia Chrystusowego i ¶wiadka ¿ywej wiary. Jego odej¶cie do Domu Ojca niech o¿ywi w nas, w tym Roku Kap³añskim, gor±c± modlitwê za kap³anów. Trumnê z cia³em ¶p. o. Stanis³awa Golca z³o¿ono w krypcie zakonnej pod o³tarzem „Golgoty Wschodu”. On sam wymy¶li³ ten o³tarz ojczy¼niany i przy nim uczy³ Polaków honoru, mi³o¶ci Boga i Ojczyzny.


2009-11-29
WIECZÓR TUMSKI.
Najpiêkniej by³o wtedy, gdy na zakoñczenie Wieczoru przysz³a nieznana mi pani z fotografi± obrazu Matki Boskiej w rêku i powiedzia³a: przed Ni± prosili¶my o zdrowie dla ksiêdza. A ja w³a¶nie w tym poetyckim wieczorze, pod sam koniec czytania i komentowania moich tomików, poczu³em sw± niezwyk³± kondycjê. Jeszcze przed miesi±cem, czy dwoma, nie potrafi³bym wykrzesaæ a¿ tyle si³y, optymizmu i rado¶ci w przekazywaniu tego, co mi w duszy gra. My¶lê, ¿e wielk± zas³ug± powinienem siê podzieliæ z uczestnikami, którzy nagradzali g³o¶no nieledwie ka¿dy przeczytany wiersz. Reflektory na scenie o¶lepia³y wzrok, ale do uszu po ka¿dej ciszy, przyp³ywa³y t³umnie fale ciep³ych oklasków. Siedzê w¶ród pó¼nej nocy i my¶lê z wdziêczno¶ci± o nies³ychanej wyobra¼ni Boga. Mnie, proboszczowi, poda³ tak zupe³nie inny sposób uradowania stroskanych ¿yciem serc. Nie³atwo siê ¿yje dzisiaj niem³odym i niepracuj±cym ju¿ ludziom, którzy ca³e swe „produkcyjne” lata oddali walce i staraniom o woln± i lepsz± Polskê. Dla mnie równie¿ ten wieczór by³ nagrod±, bo przecie¿ wiele z tych wierszy zrodzi³o siê z wiosennej, g³uchej chmury cierpienia. S³uchacze moich wierszy w Auli potwierdzali dzi¶ te uczucia i stany umys³u, w których wtedy dotyka³em ciê¿kiej szorstko¶ci i ³amliwo¶ci ¿ycia. Dziêkuj±c Bogu i ludziom za podarowany mi „ci±g dalszy”, zamy¶lam siê nad pytaniem (tyle¿ dokuczliwym, co niem±drym): jak jeszcze mam ¿yæ na oczach Stwórcy?


2009-11-28
WIELKIE CZERWONE SERCE.
Umar³ na niewydolno¶æ oddechow± w Gorzowie Wielkopolskim ks. Piotr Ogrodowiak, zara¿ony wirusem ¶wiñskiej grypy A/H1N1. Jego, jak i ca³ego personelu medycznego, zmagania z chorob± obserwowa³a ca³a Polska. Dzi¶ odby³ siê pogrzeb w Ko¿uchowie, sk±d pochodzi³ m³ody kap³an. W ostatniej drodze doczesnej towarzyszy³y zmar³emu ksiêdzu t³umy wiernych, ¶wieckich i duchownych, celebrowali obaj ksiê¿a biskupi . Wielu ludzi chcia³o po¿egnaæ dobrymi s³owami, wspominaj±c ksiêdza katechetê, który zostawi³ w ich ¿yciu trwa³y ¶lad. W¶ród nich by³ rodzony brat zmar³ego, ks. Marek Ogrodowiak. Opowiedzia³ o piêknym epizodzie, niestety ostatnim, z ¿ycia brata: W pa¼dzierniku ks. Piotr, kiedy pos³ugiwa³ w swojej parafii w Gorzowie Wlkp., na jedn± Mszê dla dzieci przyniós³ wielkie pluszowe, czerwone serce. I powiedzia³: „Drogie dzieci, odda³em ca³e moje serce Chrystusowi”. Potem po³o¿y³ je obok tabernakulum. Chrystus nie kaza³ d³ugo czekaæ swemu kap³anowi, spontanicznemu i rzetelnemu ¶wiadkowi ¿ywej wiary. Przyj±³ jego publiczne wyznanie mi³o¶ci jako ofiarê ca³opaln±.


2009-11-27
FUNDAMENTALI¦CI.
Biskupi polscy na Jasnej Górze z ca³± oczywisto¶ci± opowiedzieli siê przeciw wyrokowi strasburskiego trybuna³u na temat krzy¿y. „Prawa niewierz±cej mniejszo¶ci powinny byæ ³±czone z obowi±zkiem respektowania praw wiêkszo¶ci ludzi wierz±cych. Nie wolno raniæ uczuæ osób, dla których krzy¿ jest symbolem najwiêkszych warto¶ci. Trzeba uszanowaæ ich prawo do publicznego wyra¿ania swych przekonañ religijnych". Najwy¿sze zdziwienie budzi fakt, ¿e tak oczywiste stwierdzenie trzeba dzi¶ odtwarzaæ, przypominaæ i og³aszaæ w XXI wieku. Ca³a tegoroczna jesieñ zaprz±tniêta jest w europejskich mediach „walk± o krzy¿e”. Zastanawiam siê, czy atei¶ci w ten sposób badaj± poziom intensywno¶ci i nasycenia pierwiastkiem chrze¶cijañskim my¶lenia Europejczyków, czy te¿ jest to ju¿ do³±czenie fundamentalistów niewiary do fundamentalistów hinduskich lub arabskich w walce o „rz±d dusz”? Ks. abp Józef Michalik twierdzi, ¿e „mobilizacja libera³ów laickich antyklerykalnego nastawienia” w Polsce budzi niepokój. Wed³ug opinii ksiêdza Cis³y: „Jest kilka etapów prze¶ladowania, najpierw tworzy siê wrogi klimat, w jego nastêpstwie uchwalane jest antychrze¶cijañskie prawo, a to z kolei prowadzi do usuniêcia chrze¶cijañstwa z ¿ycia publicznego” . Wrogi Ko¶cio³owi klimat w Polsce tworzony jest przez ró¿nego autoramentu i stopnia ateistów od pocz±tku przemian ustrojowych w koñcu ubieg³ego wieku. Pamiêtam „demokratyczn±” zadymê w czasie wprowadzania lekcji religii do szkó³ polskich. Ile¿ to wtedy wymy¶lano szkód duchowych, jakie wyrz±dzi dzieciom ¿ydowskim, prawos³awnym i protestanckim ta katolicka nietolerancja!


2009-11-26
ZNAKI WYRA¬NE.
Podnie¶cie g³owy wasze! – mówi Jezus. Dooko³a tyle znaków apokaliptycznych. Dzi¶ w Iraku bomba znios³a z powierzchni chrze¶cijañsk± katedrê w Mosulu. Czy jest mo¿liwy dialog z islamem? Widaæ wyra¼nie dwie przestrzenie: w jednaj ¶wiêci (tak za czasów ¶w. Paw³a nazywano chrze¶cijan) rozmawiaj± z modl±cymi siê wyznawcami Allacha; w drugiej wyznawcy Chrystusa bole¶nie doznaj± d¿ihadu w ró¿nych wydaniach zamachów terrorystycznych. Je¿eli do tego dodaæ trzêsienia ziemi, tsunami i po¿ary lasów oraz oziêb³o¶æ religijn± by³ych chrze¶cijan europejskich i wojny prawne ateistów – to nie mo¿na zbyæ pó³u¶miechem pytania parafian: czy to naprawdê ju¿ blisko koniec ¶wiata?
Modli³em siê dzi¶ w skupieniu na Eucharystii. Us³ysza³em s³owa: Nabierzcie ducha i podnie¶cie g³owy, poniewa¿ zbli¿a siê wasze odkupienie. Rozgl±dam siê dooko³a po kartach Ewangelii i po ¶wiecie naszym. Koniecznie trzeba trzymaæ g³owê wysoko, a jeszcze wy¿ej unosiæ serce, by dok³adniej s³yszeæ, potrzebny naszym czasom, rytm serca Syna Cz³owieczego, który by³, który jest i który przychodzi.


2009-11-25
METODA.
Pewna pani z Uniwersytetu Papieskiego Jana Paw³a II w Krakowie postuluje, aby inspektorzy sanitarni podjêli w wielkich miastach dialog z miejscowymi biskupami ordynariuszami na temat higieny w ko¶cio³ach w okresie pandemii nowej grypy. „Jak wiadomo nabo¿eñstwa eucharystyczne w Polsce obejmuj± skrajnie niehigieniczne zachowania, a uczestnicz± w nich t³umy, tote¿ domagam siê instrukcji, która umo¿liwia³aby wiernym przyjmowanie Komunii ¶w. tylko na rêkê (nie dochodzi wówczas do niezamierzonego zetkniêcia siê d³oni kap³ana z jêzykiem przyjmuj±cego Hostiê ¶w.). Wykluczone by³oby tak¿e przyjmowanie Komunii pod dwiema postaciami. Ludzie nie podawaliby sobie rêki na znak pokoju. Instrukcja powinna nakazaæ ksiê¿om dok³adne mycie r±k przed msz± ¶wiêt± i przypomnieæ o konieczno¶ci zatykania ust przy kas³aniu” .
Podziwiam tê pani±. Spory tupet, ale mo¿na by wiêcej zapostulowaæ (ha!): Kap³ani niech rozdaj± Komuniê ¶w. w bia³ych rêkawiczkach, zmiana rêkawiczek obowi±zuje przy ka¿dej celebrze – nie ma co siê ¶miaæ – dawniej ksiê¿a biskupi zawsze mieli piêkne rêkawiczki liturgiczne. Ministranci powinni s³u¿yæ przy o³tarzu w albach jednorazowego u¿ytku. Wierni niech przychodz± na Mszê ¶w. te¿ w rêkawiczkach (jakichkolwiek) i z maseczkami higienicznymi na ustach i nosie. ¦piew podczas nabo¿eñstw – zabroniony! Nale¿y miêdzy rzêdami ³awek podwoiæ woln± przestrzeñ i postawiæ prze¼roczyste parawany. Uczestniczyæ mog± we Mszy ¶w. tylko ci, którzy zajêli miejsca siedz±ce. Kropielnice przy wej¶ciu do ¶wi±tyni powinny byæ zmodyfikowane na sposób miniaturowych fontann uruchamianych przez nadepniêcie na specjalny metalowy przycisk w posadzce. Niedozwolone jest ca³owanie krucyfiksów nad kropielnicami, chyba ¿e otuli siê je prze¼roczyst± foli± – zmiana folii co godzinê. Je¿eli jak±¶ parafiê nie staæ na te niezbêdne innowacje, nale¿y ko¶ció³ zamkn±æ i opieczêtowaæ pod stra¿± a¿ do odwo³ania.
Czyste szaleñstwo! Tak, ale w tym szaleñstwie jest metoda. W³osi wcze¶niej do¶wiadczyli.


2009-11-24
LEWICOWA TEOKRACJA.
Pewien wicemarsza³ek sejmu chce, by Polska nie by³a „teokracj± z religi± katolick± jako dominuj±c±” , bo nie lubi, gdy uroczysto¶ci pañstwowe, szkolne, uczelniane i samorz±dowe zaczynaj± siê od Mszy ¶w. Nie nale¿y mu siê dziwiæ, bo przecie¿ od wczesnej m³odo¶ci jego umys³ karmiony by³ tre¶ciami socjalistycznymi na partyjnych akademiach miejskich, powiatowych, wojewódzkich i centralnych. Móg³ sobie to obrzydziæ. Jego partia sprawowa³a rz±dy „monokratyczne”, co¶ na kszta³t teokracji, tylko z przenicowanym bogiem. Pan pose³ SLD potrafi nawet zaskoczyæ znajomo¶ci± Biblii chrze¶cijañskiej: „Naszym celem jest przywrócenie w pañstwie normalno¶ci: cesarzowi, co cesarskie, Bogu, co boskie”. Wielu lewicowych przed nim dzia³aczy pos³ugiwa³o siê tym cytatem, tylko ¿aden z nich nie chcia³ siê przyznaæ wobec ludu pracuj±cego, ¿e cesarz i bóg to u nich jedno. Kiedy jednak parlamentarzysta mówi: „pañstwo powinno zapewniæ wszystkim obywatelom równy dostêp do in vitro”, to trzeba postawiæ mu wa¿ne pytanie – dlaczego sw± edukacjê biblijn± zakoñczy³ na jednym tylko cytacie? Gdyby g³êbiej wczyta³ siê w Bibliê, to wiedzia³by, ¿e decydowaæ o „in vitro” znaczy rozstrzygaæ o cudzym ¿yciu, a to jest wy³±czn± domen± prawdziwego Boga.


2009-11-22
W£ADZA JEZUSA-KRÓLA.
Uroczysto¶æ Jezusa Chrystusa Króla Wszech¶wiata. Benedykt XVI zauwa¿y³ dzi¶ w po³udnie, ¿e wprawdzie ten tytu³ od niedawna (1925r.) wprowadzony zosta³ do ostatniej niedzieli cyklu liturgicznego, to jednak ¼ród³a Chrystusowego królowania znajdujemy zapisane w Biblii. W Starym Testamencie ukazane jest odwieczne w³adanie Króla – potomka Dawida jako zapowiedzianego przez Boga Mesjasza. Nowy Testament streszcza wszystkie wypowiedzi o godno¶ci królewskiej Jezusa i pokazuje w apokaliptycznym obrazie Ksiêgi Objawienia ¶w. Jana. Chrystus jest W³adc± królów ziemi, Alf± i Omeg±, Bogiem Wiecznym i Wszechmog±cym . Patrzê na te prerogatywy królewskie przez pryzmat obrazu ewangelijnego z Jezusem stoj±cym przed Pi³atem. Jezus przyznaje: Jestem królem, ale nie z tego ¶wiata. A czym jest ta w³adza Jezusa – Króla? Ojciec ¶w. i na to próbuje daæ odpowied¼: „Nie jest w³adz± królów i wielkich tego ¶wiata; jest w³adz± bosk± dawania ¿ycia wiecznego, uwolnienia od z³a, pokonania panowania ¶mierci. Jest w³adz± mi³o¶ci, która potrafi czerpaæ dobro ze z³a, zmiêkczyæ stwardnia³e serce, przynie¶æ pokój podczas najostrzejszego konfliktu, rozpaliæ nadziejê w najgêstszych ciemno¶ciach”. Koniecznie muszê tu dodaæ jedno uszczegó³owienie: Jezus ma w³adzê nad chorob± – bez dwóch zdañ, jestem tego pewien!


2009-11-21
DOBRE WIE¦CI.
W katedrze wroc³awskiej ks. abp Marian Go³êbiewski celebrowa³ dzi¶ Mszê ¶w. z okazji 14 rocznicy ¶mierci ks. Aleksandra Zienkiewicza. Pod koniec homilii og³osi³, ¿e episkopat polski wyrazi³ zgodê na rozpoczêcie przez Archidiecezjê Wroc³awsk± starañ o „nihil obstat” u Stolicy Apostolskiej w sprawie ewentualnej beatyfikacji znanego i cenionego duszpasterza akademickiego, wroc³awskiego „Wujka”. Na godzinê przed Msz± ¶w. spora grupa dawnych czwórkowiczów rozwa¿a³a tajemnice ró¿añcowe przy grobie ks. Pra³ata. Na Mszy ¶w. katedrê zape³nili nie tylko czwórkowicze wszystkich pokoleñ, ale równie¿ ci, którzy kiedykolwiek spotkali Wujka na swej drodze ¿yciowej. Na agapie u ss. marianek w ogromnej sali przy ul. Kard. Boles³awa Kominka miejsca brakowa³o.
Tak wielkie zainteresowanie wroc³awian bardzo mnie cieszy, bo wygl±da na to, ¿e Duch ¦wiêty rozpocz±³ swe nadprzyrodzone dzia³anie dla wsparcia maleñkiej z pocz±tku grupy czwórkowych animatorów g³êboko przekonanych o ¶wiêto¶ci ¿ycia ks. Aleksandra Zienkiewicza. Kilka dni temu otrzyma³em telefon z wiadomo¶ci± od sióstr zakonnych o tym, ¿e „czwórkowicze wymodlili mi przez wstawiennictwo Wujka wyzdrowienie z choroby raka p³uc”. Tak, wiem o tym – odpowiedzia³em - bo od d³u¿szego czasu w naszym ko¶ciele obserwowa³em na Mszy ¶w. zawsze kogo¶ spod „Czwórki” zatopionego w modlitwie.


2009-11-20
JANOSIK W SPÓDNICY.
Krakowska lekarka, Ilona Rosiek-Konieczna, nêkana by³a przez prokuraturê od dziesiêciu lat za to, ¿e ludziom bezdomnym i najbiedniejszym udostêpnia³a leki, wypisuj±c recepty na nazwiska kombatantów. Prokurator wyliczy³, ¿e w ten sposób zubo¿y³a NFZ o ca³e sto tysiêcy z³otych. W ¶rodowisku mówiono o przestêpstwie, ale liczono na ³agodny wymiar kary. Wczoraj od rana jej podopieczni, a ma w swoim domu 30 osób bezdomnych i karmionych, pocieszali pani± doktor i gor±co siê modlili w jej intencji. I wymodlili! Pani sêdzia Ma³gorzata Bartuzi umorzy³a wreszcie sprawê, uzasadniaj±c, ¿e oskar¿ona dysponowa³a publicznymi pieniêdzmi, ale tym biednym ludziom przede wszystkim dawa³a to, co sama mia³a: swoj± emeryturê, czas i w³asne zaanga¿owanie . Oczywi¶cie, prokuratura zapowiedzia³a apelacjê. A mo¿e by tak prokuratura zajê³a siê tymi, którzy maj±c w³adzê i publiczne miliony, doprowadzili do tak skrajnej sytuacji wielu wspó³czesnych Polaków?


2009-11-18
NOWOCZE¦NI KUGLARZE.
Którego¶ dnia w rozmowie z dojrza³ym aktorem, mê¿czyzn± w s³usznym wieku, dozna³em wrêcz szoku. Z ¿alem w g³osie skar¿y³ siê, ¿e chyba ju¿ skoñczy sw± karierê teatraln±. Dlaczego? – zapyta³em – przecie¿ do jubileuszu trochê lat zosta³o… - Tak, zosta³o, ale ja, proszê ksiêdza, nie bêdê pracowa³ „w kloace”! Dos³ownie tak siê wyrazi³, a chodzi³o tu o nowego dyrektora i re¿ysera, który postanowi³ „nowocze¶nie i wspó³cze¶nie” prowadziæ teatr. Innym razem ze zdziwieniem zapyta³em kolegê, wspania³ego artystê ¶piewaka operowego: Dlaczego nie wystêpujesz w „Królu Rogerze” Szymanowskiego, przecie¿ mia³e¶ ¶piewaæ? Odpowied¼ zaskoczy³a mnie: jako katolik nie mog³em pozwoliæ na zszarganie mego dobrego imienia. – Jak to? Nie rozumiem. - Re¿yser zaprojektowa³ pewn± scenê na sposób sprofanowanej Eucharystii, gdzie aktor w³azi na o³tarz i wypija zawarto¶æ kielicha. ¯eby nikt na widowni nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e tu chodzi o Mszê ¶wiêt±, re¿yser niedwuznacznie nawi±za³ do znanego z telewizji obrazu pogrzebu papie¿a Polaka…. Zawsze cieszê siê, gdy arty¶ci nie zapominaj± o mnie. Pewna dama teatru, która pamiêtaj±c o dawnym duszpasterzu ¶rodowisk twórczych, przynosi³a zaproszenie na premierê, tym razem, powiedzia³a, nie zapraszam ksiêdza, bo tyle tam na scenie ¶wiñstwa, ¿e mo¿na torsji dostaæ. Nie wiedzia³em dalej, na czym polega to „unowocze¶nianie i uwspó³cze¶nianie” sztuki na deskach? Ale dzi¶ w katolickiej prasie otrzyma³em wyt³umaczenie tej chorej kondycji teatru. „Drogi dramaturgów i re¿yserów do kariery teatralnej bywaj± ró¿ne. Najszybsza i najskuteczniejsza wiedzie przez obrazoburstwo, szydzenie z Pana Boga, atakowanie Ko¶cio³a, brutalizm, wulgaryzm jêzykowy, dewiacjê seksualn± pasowan± na "normalno¶æ", degradacjê osobowo¶ci ludzkiej itp. Nie wspomnê ju¿ o naigrawaniu siê z uczuæ patriotycznych i agresywn± krytykê polsko¶ci. (…) Co¶ takiego jak ‘etyczne hamulce’ dawno ju¿ przesta³o w teatrze funkcjonowaæ” .
W rozmowach z aktorami ongi¶ wspó³czu³em narzekaj±cym artystom na nisk± kulturê spo³eczeñstwa polskiego omijaj±cego przedstawienia teatralne. Niska kultura – ale czy tylko z jednej strony kurtyny?


2009-11-17
CIERPIEÆ.
„Cierpiê bardzo, ale czujê, ¿e mog³abym cierpieæ jeszcze wiêcej” . S³owa te wypowiedzia³a piêtnastoletnia Teresa z Lisieux. ¦wiêta! Jezus wie, jak bardzo mnie bol± te s³owa.


2009-11-16
NIEOFICJALNA WIE¦Æ.
Dobra wiadomo¶æ przedosta³a siê przez mury Watykanu: gremium kardyna³ów badaj±cych dokumenty dotycz±ce ¿ycia Jana Paw³a II potwierdzi³o heroiczno¶æ jego cnót. Wiadomo¶æ, oczywi¶cie, jest nieoficjalna, bo oficjalnie og³osiæ tê wie¶æ, potwierdzaj±c jej autentyczno¶æ, ma prawo jedynie papie¿. Do wyznaczenia daty beatyfikacji Jana Paw³a II potrzebne jest jeszcze stwierdzenie autentyczno¶ci cudu uzdrowienia francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona za przyczyn± zmar³ego Papie¿a. Dzisiejszy dzieñ wzywa wiêc oczekuj±cych na beatyfikacjê do modlitwy i cierpliwo¶ci. Spontaniczne „santo subito”, mimo up³ywu prawie piêciu lat, musi jeszcze cierpliwie dojrzewaæ w sercach wierz±cych. W Polsce mo¿e to wydawaæ siê niezrozumia³e, ale na Zachodzie czyha zbyt wiele politycznych i medialnych ¼róde³ nienawi¶ci do Ko¶cio³a, by roznie¶æ na wid³ach ka¿de potkniêcie czy b³±d w ocenia ¿ycia i dzia³alno¶ci cz³owieka na Stolicy Apostolskiej. Nadal trzeba wspieraæ modlitw± wszystkich pracuj±cych nad przybli¿eniem daty beatyfikacji naszego Ojca ¦wiêtego.


2009-11-15
GO¦Æ Z WATYKANU.
Dzisiaj, w ¦wiêto Nauki Politechniki Wroc³awskiej, uczestniczy³em w spotkaniu Senatu uczelni z kard. Zenonem Grocholewskim z Watykanu, prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego, mianowanym jeszcze przez Jana Paw³a II w 1999 roku. Zaprosi³ mnie na to spotkanie sam rektor, pan prof. Tadeusz Wiêckowski. Zawsze spotykam siê z jego sympati± i serdeczno¶ci± bezpo¶redni±. W czasie mej choroby modli³ siê o zdrowie podczas solidarno¶ciowej Mszy ¶w. w ko¶ciele Naj¶wiêtszego Serca Pana Jezusa. Modli³ siê i wymodli³ – wraz z innymi przyjació³mi.
Dzisiejsze spotkanie by³o bardzo kameralne i zupe³nie nierozgadane. W krótkim s³owie ksiêdza kardyna³a spodoba³o mi siê okre¶lenie - i pochwa³a jednocze¶nie - uczelni technicznej za to, ¿e nie tylko kszta³ci specjalistów, ale wychowuje ludzi. Mówca mia³ tu na my¶li szerokie kontakty Politechniki Wroc³awskiej ze ¶rodowiskami naukowymi humanistycznymi i katolickimi. Odpowiedzi± wdziêczn± Rektora i Senatu by³o podarowanie dostojnemu Go¶ciowi obrazu z widokiem na Ostrów Tumski i Katedrê wroc³awsk± oraz ksiêgi pami±tkowej. Tê ksiêgê poda³ wraz ze swoim s³owem obja¶niaj±cym pan prof. Jan Kmita, niegdysiejszy rektor uczelni, nasz parafianin, i jak tu nie byæ dumnym?


2009-11-11
¦WIÊTO OJCZYZNY.
Ojczyzna to dziedzictwo. Polska od tysi±ca lat ro¶nie przekazywana i dziedziczona przez Polaków. Nic z tego, co siê sta³o, nie sczez³o, ani obróci³o siê w niebyt. Nawet, je¿eli odchodzi z aktualnej pamiêci, to nie rozmywa siê w morzu nico¶ci. Co z Polaków siê zrodzi³o, Polsk± pozostaje. Odk³ada siê z ca³ym tworz±cym pokoleniem now± warstw± historyczn± bytu ojczy¼nianego. Jest i tworzy fundament, na którym rodz± siê, kwitn± i owocuj± nowe pokolenia i ich dzie³a. Ka¿de pokolenie dziedziczy ca³± Polskê, a pokolenie odchodz±ce oddaje nastêpnemu ca³± Polskê - wzbogacon± o w³asny twórczy trud.
Ojczyzna to bogactwo wszystkich pokoleñ i „urobek” wszystkich Polaków. Kiedy szczycê siê przed innymi narodami moj± Ojczyzn±, to przede wszystkim mam przed oczyma ludzi. Obcy bêdzie w Polsce szuka³ pami±tek architektury, sztuki, literatury, przyrody i przemys³u. Swój natomiast przede wszystkim widzi ludzi, wpatruje siê w cz³owieka. Patrzy i dostrzega duszê polsk±. Ojczyzna to ludzie, ogromna wewnêtrzna przestrzeñ zmagañ, upadków i zwyciêstw.
Od Jana Paw³a II, papie¿a – Polaka, uczê siê Ojczyzny, mego dziedzictwa. Gdy wo³a do Boga o odmianê oblicza naszej ziemi, powierza Bo¿ej M±dro¶ci i Opatrzno¶ci swoj±, czyli nasz± wspóln± Ojczyznê. Gdy wo³a do polityków, by stali siê lud¼mi sumienia, odkrywa najg³êbsz± troskê swego patriotyzmu. Gdy prosi m³odzie¿, by nie zaprzepa¶ci³a tego, co Polskê stanowi, otwiera Ojczy¼nie najlepszy sposób na zabezpieczenie przysz³o¶ci. Gdy ca³uje ziemiê na lotnisku oddaj±c cze¶æ Ojczy¼nie jako matce, której d³oñ zawsze godna jest uca³owania, to wyra¿a wielkie uszanowanie dla matek i ojców „upracowanych” dla wspólnego dobra Ojczyzny. A gdy wypomina narodowe wady Polaków, ubolewa i wzywa Ojczyznê do pokuty. Jan Pawe³ II zawsze szuka drogi wyj¶cia ku dobru i znajduje j± niezmiennie w jedynym ¼ródle, jakim jest Jezus Chrystus. Jego wezwanie skierowane do ca³ego ¶wiata: Nie bójcie siê otworzyæ drzwi Chrystusowi! zrodzone zosta³o w Ojczy¼nie od tysi±ca lat chrze¶cijañskiej.


2009-11-10
KLÊSKA TUDORA.
Og³oszono w Watykanie konstytucjê apostolsk± Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” na temat utworzenia w Ko¶ciele ordynariatu personalnego dla anglikanów w ¶wiecie. W ten sposób szesnastowieczny okrutnik angielski z dynastii Tudorów, król Henryk VIII, mo¿e obserwowaæ z za¶wiatów klêskê swej krwio¿erczej rewolucji ko¶cielnej. W samej Wielkiej Brytanii konstytucjê przyjêto z ró¿nymi nastrojami. Katolicy ciesz± siê niepomiernie. Tradycjonali¶ci anglikañscy wtóruj± im, acz z pewnym umiarkowaniem. Natomiast hierarchia anglikañska obserwuje bieg wydarzeñ na zimno, ale bez objawiania niechêci. Wielk± rado¶æ Benedykt XVI sprawi³ wielu diecezjom anglikañskim na innych kontynentach, które ju¿ dawno prosi³y Stolicê Apostolsk± o przyjêcie do pe³nej wspólnoty z Rzymem. Dokument papieski jest klarowny i delikatny, ca³± sprawê rozwi±zuje w duchu ekumenicznym, bez ura¿ania drugiej strony. Jednocze¶nie nie ukrywa swego stanowczego sprzeciwu wobec ¶wiêceñ kap³añskich kobiet i sakry biskupiej mê¿czyzn homoseksualnych.


2009-11-09
OBALENIE.
W Berlinie wieczorem (w deszczu) ¶wiêtowano dzi¶ pami±tkê obalenia muru przed dwudziestu laty. Pomys³ zabawy by³ arcyciekawy. Na miejscu dederowskiej granicy d³ugo¶ci 160 km okalaj±cej West-Berlin postawiono obok siebie wysokie na 2,5 m klocki domino. Wszyscy siê doskonale bawili, gdy na dany znak pierwszy klocek zosta³ pchniêty przez pana Lecha Wa³êsê, pierwszego przewodnicz±cego „Solidarno¶ci” i pierwszego prezydenta Polski po przewrocie ustrojowym. Klocki harmonijnie wali³y siê, k³ad±c nastêpne. Pan Prezydent spe³ni³ swoje symboliczne zadanie ze ¶miertelnie powa¿n± min±, nawet wtedy, gdy mówi³ o „dyrdyma³ach” polityków.


2009-11-07
OPCJA LAICKA.
Wielu polityków na kontynencie staje dzi¶ g³o¶no w obronie krzy¿a. Czy¿by Europa siê ocknê³a?... Warto przypomnieæ, ¿e takiego ruchu nie mo¿na by³o zauwa¿yæ podczas nie tak dawnej debaty na temat preambu³y – z Bogiem, czy bez Boga – w tzw. konstytucji europejskiej. Politycy leniwie, czy z ostro¿no¶ci, a najpewniej z braku rzetelnej wiedzy historycznej, poparli opcjê laick± lansowan± przez ¶rodowiska ateistyczne, lewackie i masoñskie. To wtedy nale¿a³o doprowadziæ do sprecyzowania pojêcia i okre¶lenia dok³adnych granic laicko¶ci! Trzeba by³o wtedy o¶wieciæ umys³y ca³ej lewicy prawd± dobrze znan± ka¿demu zdrowo my¶l±cemu, ¿e „laicki” nie równa siê „ateistyczny”. Nie by³oby dzi¶ dalszego ci±gu ateizacji kontynentu.
Czy sêdziowie w Strasburgu nie widz±, ¿e krzy¿e we W³oszech i innych krajach Europy znacz± place, ulice i polne drogi, wzgórza i szczyty, ko¶cio³y, szpitale i historyczne czy wspó³czesne budynki u¿yteczno¶ci publicznej? – Wiedz± doskonale i przewidywali w ca³ej rozci±g³o¶ci wszystkie argumenty u¿ywane dzi¶ przez oponentów. Ten wyrok wcale nie wymaga³ od nich szczególnej politycznej odwagi. Trybuna³ Europejski wyda³ go na podstawie prawa ustanowionego przez polityków europejskich.


2009-11-05
SK¡D Z£O?
Na godzinie biblijnej czytamy w grupie parafian Ksiêgê Hioba. Jeste¶my przy pierwszych rozdzia³ach, a ju¿ koczuj± nam w g³owach pytania: dlaczego z³o? sk±d z³o? Bardzo szybko uczestnicy przeskakuj± w wyobra¼ni od Hioba siedz±cego w popiele, odartego z wszelkiego posiadania, dotkniêtego tr±dem, do czasów niedawnych. Tak ³atwo na tym miejscu zobaczyæ kogo¶ bliskiego, cz³owieka wspó³czesnego zamkniêtego w bunkrze g³odowym czy w ³a¼ni gazowej w Auschwitz. Smutne oczy (nie¶mia³o, jakby ukradkiem, skierowane ku górze) pytaj±: sk±d tyle z³a?... Kto funduje cz³owiekowi cierpienie? Dlaczego niewinne dzieci choruj± na bia³aczkê i umieraj±? Czy komu¶ jest potrzebna ta ¶mieræ? Jaki jest sens w dzieciñstwie traciæ ¿ycie, którego siê jeszcze, tak naprawdê, nie dozna³o?... Na razie Elifaz z Temanu, pierwszy z trzech przyjació³ g³ównego bohatera, w mowie swej nie odwa¿a siê obci±¿yæ Boga odpowiedzialno¶ci± za cierpienie. Jego po-bo¿ne my¶lenie raczej kieruje siê z podejrzeniem o grzech ku Hiobowi…
Bêdziemy dalej szli drog± wytyczon± przez autora Ksiêgi Hioba - du¿ej miary artystê. Czy na koñcu lektury, oprócz przyjemnych doznañ literackich, poznamy wyzwalaj±c± prawdê?


2009-11-04
ATEIZM.
Patrzê i oczom nie wierzê, czytaj±c nastêpne uzasadnienie wczorajszego wyroku wydanego przez Europejski Trybuna³ Praw Cz³owieka: „Wolno¶æ niewiary (wynikaj±ca z wolno¶ci do wiary) nie ogranicza siê do braku praktykowania lub nauczania religii, lecz rozci±ga siê tak¿e na symbole wyra¿aj±ce jak±¶ religiê lub ateizm”. Ten nonsens w ustanawianiu przez Trybuna³ zakresu dzia³ania ludzi wierz±cych wynika z niedok³adnego przet³umaczenia tekstu, albo ten tekst jest dowodem na nieznajomo¶æ historii krajów ¶rodkowo-wschodniej Europy sprzed pó³wiecza. Przecie¿ to re¿imowi atei¶ci zrzucali krzy¿e z cerkwi i z ko¶cio³ów, ze ¶cian klas szkolnych, sal szpitalnych i urzêdów pañstwowych. A poza tym, ateizm zawsze ¿ywi siê niechêci±, je¿eli nie nienawi¶ci± do religii, w Europie najczê¶ciej do Ko¶cio³a. Literatura o¶wieceniowa a¿ pieni siê i syczy takimi dowodami.
Je¿eli chce siê stawiaæ na równi wiarê w Boga i ateizm, to wynik mo¿e byæ tylko: 1:0, ateizm jako wiara w nie-Boga jest absolutnie niezrozumia³y. Tak wiêc twierdzenie, ¿e wolno¶æ niewiary wynika z wolno¶ci wiary, jest „jak piê¶æ do nosa”, nonsensem tyle jasnym co gro¼nym w konsekwencjach. Z wyroku Europejskiego Trybuna³u jasno wynika, ¿e dla sêdziów europejskich niczym s± w³oskie trybuna³y narodowe. W Strasburgu zawyrokowano przeciw orzeczeniom S±du Najwy¿szego i Trybuna³u Konstytucyjnego W³och.



2009-11-03
OBECNO¦Æ KRZY¯A.
Chcieli Europejczycy Unii Europejskiej, no to maj±, ale z przychówkiem strasburskiego Trybuna³u. Twórcy Unii ani siê domy¶lali, ¿e zak³adaj± krajom Europy pêtlê na szyjê. Wyroki Trybuna³u s± niepodwa¿alne i ostateczne. Europejski Trybuna³ Praw Cz³owieka w Strasburgu dzi¶ wyda³ wyrok nakazuj±cy zdjêcie krzy¿y ze ¶cian w szko³ach publicznych w ca³ych W³oszech. W uzasadnieniu Trybuna³ napisa³, ¿e „obecno¶æ krzy¿a w klasie nie jest niezauwa¿alna i jako taka ³atwo jest uznawana przez uczniów za symbol jednej religii. (…) To mo¿e pomagaæ uczniom wierz±cym, ale mo¿e zak³ócaæ spokój uczniów-wyznawców innej religii lub ateistów, szczególnie, je¶li s± w mniejszo¶ci”. I tu rodzi siê tu kilka wa¿nych pytañ.
W jaki sposób krzy¿ mo¿e zak³ócaæ spokój uczniów-ateistów, skoro dla nich ten znak nic nie znaczy? Dlaczego Trybuna³ - wiedz±c, ¿e krzy¿ na ¶cianie w klasach „mo¿e pomagaæ uczniom wierz±cym”- nie zadba³ w swym wyroku o tych uczniów? Dlaczego krzy¿ u¶wiadamiaj±cy mi³o¶æ, a z niej wyp³ywaj±c± tolerancjê i zachêtê do pomocy ludziom cierpi±cym, uznany zosta³ przez Trybuna³ jako niepotrzebny w procesie wychowania szkolnego? Dlaczego Trybuna³ EUROPEJSKI - nakazuj±c likwidacjê krzy¿a w szko³ach publicznych – nie widzi wspania³ej cywilizacji i kultury europejskiej budowanej od dwóch tysiêcy lat przez ludzi spod znaku krzy¿a? Dlaczego Trybuna³ PRAW CZ£OWIEKA broni „mniejszo¶ci” przez atak na „wiêkszo¶æ”? Czy tak ma wygl±daæ racjonalna wyk³adnia rozumienia wolno¶ci europejskiej?


2009-11-01
OBCOWANIE ¦WIÊTYCH.
Piêknie aktualizowa³ dzi¶ uroczysto¶æ Wszystkich ¦wiêtych Benedykt XVI.
„Drodzy przyjaciele, jak piêkne i pocieszaj±ce jest obcowanie ¶wiêtych! Jest to rzeczywisto¶æ, która nadaje inny wymiar ca³emu naszemu ¿yciu. Nigdy nie jeste¶my sami! Nale¿ymy do „towarzystwa” duchowego, w którym panuje g³êboka solidarno¶æ: dobro ka¿dego s³u¿y wszystkim i odwrotnie – wspólne szczê¶cie promieniuje na jednostkê. Jest to tajemnica, której w jakie¶ mierze zaznaæ mo¿emy ju¿ na tym ¶wiecie, w rodzinie, w przyja¼ni, a zw³aszcza w duchowej wspólnocie Ko¶cio³a. Niechaj Naj¶wiêtsza Maryja pomo¿e nam pod±¿aæ szybko drog± ¶wiêto¶ci i oka¿e siê Matk± mi³osierdzia dla dusz zmar³ych” .


2009-10-30
AUDIENCJA.
Trwam w dziêkczynieniu. Jestem zdumiony ilo¶ci± trafiaj±cych do mnie ró¿nymi drogami ludzi, którzy ciesz± siê razem ze mn± „znikniêciem raka”. Zachêcamy siê nawzajem do dziêkowania Panu Bogu, a równocze¶nie ro¶nie we mnie poczucie zad³u¿enia wobec wszystkich wypraszaj±cych ¿arliwie ³askê zdrowia dla mnie. Sam tego d³ugu nie sp³acê, nie mam mo¿liwo¶ci. „Sprzedajê” go codziennie Chrystusowi Panu. Oczywi¶cie, w modlitwach moich (coraz d³u¿szych) nie zapominam o lekarzach. Pó¼n± noc± klêkam i patrzê uparcie w oczy Jezusowi (na obrazie) i dziêkujê za ka¿dego w bia³ym kitlu postawionego na mojej drodze cz³owieka. Zwykle koñczê tak± audiencjê, niestety, pro¶bami… Mam m³odszego ode mnie towarzysza medycznej Odysei. G³êboko wierzê, ¿e £aska Pana czeka i na niego.


2009-10-27
OPTYMIZM.
Jan Pawe³ II przekaza³ sprawê schizmatyków do kompetencji nowej papieskiej komisji „Ecclesia Dei” zajmuj±cej siê ca³okszta³tem spraw zwi±zanych z tradycjonalistami . Ojciec ¶w. Benedykt XVI w swej s³u¿bie ca³emu Ko¶cio³owi od pocz±tku kieruje siê wielk± trosk± o zbawienie wiernych. Dlatego przywróci³ Mszê ¶w. wg liturgii przedsoborowej dla tych, którzy tego pragn±, kap³anów i wiernych ¶wieckich. Drugi papieski krok potwierdzaj±cy troskê o zbawienie wieczne i o jedno¶æ z Ko¶cio³em jest zdjêcie ekskomuniki z czterech biskupów konsekrowanych nieprawnie przez abpa Lefebvre’a. Jednak¿e to nie oznacza³o jeszcze w³±czenia ich z powrotem do Ko¶cio³a . Zachowanie siê czterech biskupów Bractwa oraz mediów ujawniaj±cych negowanie holokaustu przez bpa Williamsona nie przysporzy³o Ojcu ¶w. dobrego samopoczucia. Pewnie najtrudniejszy dla Benedykta XVI by³ fakt, ¿e niektórzy bpi katoliccy publicznie przy³o¿yli rêkê do niesprawiedliwego obni¿ania autorytetu papie¿a w jazgocie lewicowo-liberalnych mediów.
Nie wiem, czy uprawniony jest optymizm w sprawie pojednania Bractwa z Ko¶cio³em, skoro duchowni synowie schizmatyckiego abpa nadal twierdz±, ¿e nie ma mowy o przyjêciu nauczania Vaticanum II. Ojciec ¶w. wiele nacierpia³ siê ju¿ od wrogów Ko¶cio³a. My¶lê, ¿e w tym le¿y tajemnica jego prawdziwego optymizmu, on ufa Chrystusowi, z którym najg³êbiej cz³owiek jednoczy siê w³a¶nie przez cierpienie.


2009-10-26
SCHIZMA.
Rozmowa z lefebrystami dzi¶ w Watykanie minê³a g³adko i przyjemnie. Co z tego wynika? – Jedynie do twarzy przyklejony u¶miech obowi±zuj±cego optymizmu. Stolica ¦wiêta deklaruje sw± wiarê i ojcowsk± mi³o¶æ, spodziewaj±c siê dobrej woli po stronie spadkobierców zbuntowanego francuskiego abpa Marcela Lefebvre’a , który wyszed³ „trzaskaj±c drzwiami” przed koñcem obrad Soboru Watykañskiego II. Mia³ wtedy 60 lat. Zarzuca³ Paw³owi VI i ojcom soborowym, ¿e pod wp³ywem libera³ów i modernistów zdradzili tradycjê nauczania Ko¶cio³a. Abp pokaza³, ¿e nie zasypia gruszek w popiele. Doprowadzi³ do powstania w 1970 roku Kap³añskiego Bractwa ¶w. Piusa X, a rok pó¼niej za³o¿y³ w Ecône w Szwajcarii seminarium duchowne, w którym kszta³ci siê do dzi¶ kandydatów do kap³añstwa w duchu tradycji „przedsoborowej”. ¦wiêcenia kap³añskie udzielone bez zgody miejscowego bpa diecezji s± wa¿ne, ale niegodnie udzielone i nak³adaj± na biskupa i na neoprezbiterów zakaz sprawowania czynno¶ci kap³añskich. Abp Lefebvre tym siê nie przejmowa³, podró¿owa³ po Europie i Ameryce szukaj±c zwolenników Mszy ¶w. „trydenckiej”, w jêzyku ³aciñskim. Jednocze¶nie wysy³a³ swych przedstawicieli na rozmowy ze Stolic± Apostolsk± w celu rozwi±zania konfliktu. ¯adne z tych spotkañ nie przynios³o spodziewanego rozwi±zania. W roku 1988 abp udzieli³ bez zgody Jana Paw³a II sakry biskupiej czterem kap³anom z Bractwa. Stolica Apostolska okre¶li³a ten czyn jako schizmatycki i przestrzega³a wiernych przed udzia³em w „schizmatyckiej dzia³alno¶ci abpa Lefebvre’a” . Na wie¶æ o schizmie 320 kap³anów opu¶ci³o abpa Lefebvre’a i za³o¿y³o w³asne Bractwo Kap³añskie ¶w. Piotra, rych³o zatwierdzone przez Stolicê Apostolsk±. W roku 1991 zmar³ 86-letni abp Marcel Lefebvre.



2009-10-24
KONKLUZJA.
Przez Polskê w tym tygodniu przep³ynê³a rzeka piêknych s³ów, podnios³ych o¶wiadczeñ i uroczystych uchwa³ w ró¿nych, wielkich i ma³ych, gremiach spo³eczno-politycznych. Co dziwniejsze, nie by³o s³ychaæ zniechêcaj±cych czy studz±cych patriotyczne emocje odzywek ze strony spadkobierców ideowych PZPR-u. Mo¿na by podejrzewaæ, ¿e by³ to tydzieñ uroczystej poprawno¶ci politycznej. A jednak niekoniecznie! Od tych podejrzeñ ratuje g³os z W³oc³awka. W tamtejszym seminarium duchownym odby³a siê sesja naukowa po¶wiêcona osobie zamordowanego Duszpasterza ludzi pracy. Ks. Antoni Poniñski, mówi±c „O ¶mierci ksiêdza Jerzego Popie³uszki po 25 latach", konkludowa³ nastêpuj±co: „Ksi±dz Jerzy, g³osz±c szacunek dla ludzkiego ¿ycia, prawdê o krzy¿u i mi³o¶æ bli¼niego -za co straci³ ¿ycie- otaczany by³ przez artystów, dziennikarzy i dzia³aczy. Gdy dzi¶ stali siê oni politykami, opowiadaj± siê przeciw warto¶ciom, których ks. Jerzy naucza³. - A gdyby ks. Jerzy dzi¶ ¿y³, czy za to, co g³osi³, nie by³by znów odrzucany tym razem przez tych, którzy z nim byli, czy nie zosta³by nazwany przedstawicielem ciemnogrodu i dzia³aj±cym przeciw cz³owiekowi klech±?”. Oczywi¶cie, ¿e nie wszyscy arty¶ci, dziennikarze i dzia³acze odwrócili siê ty³em do m³odego kap³ana, ale - tak¿e w uroczystej chwili - trzeba mówiæ wyra¼nie o ciemnej stronie ksiê¿yca.


2009-10-21
UCHWA£A.
Przed rokiem pose³ Antoni B³±dek (PiS) wyg³osi³ z mównicy sejmowej gor±ce o¶wiadczenie: „Wysoka Izbo! Fakt, ¿e po 24 latach od zabójstwa S³ugi Bo¿ego ksiêdza Jerzego Popie³uszki nie mo¿emy wskazaæ odpowiedzialnych za tê zbrodniê, powinien napawaæ nas wszystkich wstydem. Nieudolno¶æ wymiaru sprawiedliwo¶ci w wolnej i demokratycznej Polsce, za któr± ¿ycie odda³ ksi±dz Jerzy, jest kolejnym bolesnym faktem w tej historii. Wyra¿am nadziejê, ¿e prawda, o któr± walczy³ ksi±dz Jerzy Popie³uszko, zostanie ujawniona, a osoby odpowiedzialne za brutalne zgaszenie p³omienia wolno¶ci, który p³yn±³ z ust i serca ksiêdza Jerzego, stan± przed wymiarem sprawiedliwo¶ci”.
Po roku czasu naród – czekaj±c w dalszym ci±gu na czyn sprawiedliwo¶ci – otrzyma³ sejmow± uchwa³ê: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragn±c uczciæ pamiêæ mêczeñskiej ¶mierci ksiêdza Jerzego Popie³uszki, uprowadzonego i zamordowanego 25 lat temu przez aparat S³u¿by Bezpieczeñstwa PRL sk³ada ho³d temu wielkiemu cz³owiekowi. Jego ¿ycie by³o darem dla historii Polski, najpe³niej wyra¿onym s³owami ¶w. Paw³a „Z³o dobrem zwyciê¿aj". Ksi±dz Jerzy Popie³uszko uczyni³ je przes³aniem swoich homilii, wielu przedsiêwziêæ duszpasterskich, a dla nas wci±¿ pozostaj± one aktualnym wezwaniem. Ksi±dz Jerzy Popie³uszko jako nieustraszony orêdownik prawdy i wolno¶ci nawo³ywa³, ¿e „tylko ¿ycie w prawdzie daje wewnêtrzn± wolno¶æ". Sejm RP wyra¿a uznanie dla inicjatyw upamiêtniaj±cych piêkne i jak¿e krótkie ¿ycie m±drego i odwa¿nego cz³owieka, kapelana Solidarno¶ci. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, ¿e ksi±dz Jerzy Popie³uszko swoj± postaw± dobrze zas³u¿y³ siê Polsce, a pamiêæ Jego mêczeñskiej ¶mierci pozostanie w naszych sercach”.
„S³owa, s³owa, s³owa, s³owa…”.Tak powiedzia³ Poeta. A mój kolega, niepoprawny humorysta, parskn±³ mi dzisiaj w twarz: „Ha, ha, ha, za¶mia³em siê z pamiêci”.


2009-10-19
ZZA GROBU.
Podczas uroczystej Eucharystii przy grobie s³ugi bo¿ego ks. Jerzego Popie³uszki w Warszawie pan Prezydent RP Lech Kaczyñski przekaza³ na rêce matki ks. Jerzego, Marianny, Order Or³a Bia³ego po¶miertnie przyznany mêczennikowi – kapelanowi „Solidarno¶ci”. Po II wojnie ¶wiatowej w roku 1993 - gdy Order znowu sta³ siê najwy¿szym honorowym odznaczeniem w Polsce - pierwszym udekorowanym by³ Ojciec ¶w. Jan Pawe³ II. Rok pó¼niej Order Or³a Bia³ego otrzyma³ po¶miertnie Prymas Tysi±clecia kard. Stefan Wyszyñski. Dzi¶ szeregowy ksi±dz, mêczennik za wiarê w Jezusa Chrystusa i odwa¿ny patriota, dorówna³ najwiêkszym synom polskiej ziemi. Przez 25 lat ks. Jerzy Popie³uszko „pracowa³” zza grobu, aby Polska by³a Polsk±, ojczyzn± wolno¶ci i honoru. W homilii metropolita warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz powiedzia³ z nadziej±: „Chcieliby¶my bardzo i o to siê modlimy, aby papie¿ Benedykt XVI (…) da³ nam b³ogos³awionego mêczennika, ksiêdza Jerzego Popie³uszkê”. Dzi¶ tak¿e podczas sympozjum „Droga do ¶wiêto¶ci” postulator procesu beatyfikacyjnego (rozpoczêtego w 1997 roku) pocieszy³: „Sprawa ks. Jerzego nabra³a przyspieszenia w Watykanie po li¶cie postulacyjnym biskupów polskich do papie¿a Benedykta XVI we wrze¶niu ubieg³ego roku…”.
Najbardziej przekonuj±c± w ca³ej tej jubileuszowej gadaninie na temat S³ugi Bo¿ego by³a pani Marianna Popie³uszko (rocznik papieski, 1920). Chêtnie odpowiada³a na pytania. Jej odpowiedzi ¶wiadcz± o prostej i g³êbokiej wierze: „- Jak to jest byæ Mam± mêczennika? – Ten dowie siê, kto prze¿yje. Trzeba przyj±æ wolê Bo¿±. – Nie mia³a Pani nigdy ¿alu, pretensji do Pana Boga? – Przecie¿ w Jego mocy wszystko. Widocznie wola Bo¿a taka by³a. Bóg sam wybiera na mêczennika (…) – Czy by³o trudno przebaczyæ mordercom? – Nie, bo to nie s± moje s±dy. S±dy bêd± Bo¿e(…) - Pani Marianno, modli siê pani do ksiêdza Jerzego? – Ja modlê siê do Boga. – Ale za przyczyn± S³ugi Bo¿ego? – Nie „dokuczam” mu, bo ludzie maj± pilniejsze sprawy, a on wie, czego mi trzeba, to i sam uprosi u Boga…”.


2009-10-18
KAP£ANI.
Koñczy siê niedziela, która umieszczona jest po¶rodku miêdzy dwoma znacz±cymi i tragicznymi wydarzeniami w Ko¶ciele i w Polsce. Oba wydarzenia dzi¶, po wielu latach, jawi± siê wyra¼nie jako nacechowane stygmatem cierpienia. W pi±tek minê³a 31 rocznica konklawe, z którego niespodzianie objawi³ siê ¶wiatu polski Papie¿. Cz³owiek, który s³u¿y³ Ko¶cio³owi swoim ¿yciem i swoim bolesnym umieraniem. W poniedzia³ek natomiast minie æwieræ wieku od tragicznego fina³u w dzielnym oporze ks. Jerzego Popie³uszki, który sta³ siê widomym „znakiem” Ko¶cio³a w Polsce wobec zdeprawowanej w³adzy PRL-u. Mêczeñska ¶mieræ kapelana „Solidarno¶ci” wstrz±snê³a sercami tych rodaków, którzy – mimo wszystko – nie wierzyli, ¿e Polak mo¿e targn±æ siê na ¿ycie drugiego Polaka. W³adza, która w rz±dzeniu narodem bezwstydnie pos³ugiwa³a siê k³amstwem, nie mog³a znie¶æ obecno¶ci m³odego cz³owieka, który bez lêku ukazywa³ prawdê. Obaj kap³ani – papie¿ w zlaicyzowanym ¶wiecie i kapelan w skomunizowanym kraju – w sposób prosty i niedwuznaczny opowiadali siê za Chrystusem, który jest drog±, prawd± i ¿yciem. Obaj byli sobie nawzajem potrzebni. Ksiêdzu Jerzemu potrzebny by³ Ojciec ¶wiêty jako najwy¿szy autorytet brzydz±cy siê wszelkim, nie tylko politycznym, k³amstwem i który upomina³ siê w ¶wiecie o los najs³abszych. Janowi Paw³owi II by³ potrzebny ksi±dz z Polski, aby „na ¿ywo” przed ¶wiatem zdzieraæ maskê bezbo¿nych „obroñców” cz³owieka i jego wolno¶ci. O, jak±¿ wielk± pociech± by³a dla kapelana „Solidarno¶ci” (i dla wszystkich ksiê¿y walcz±cych z paskudztwem i zaprzañstwem komunistycznej tuby medialnej) wiadomo¶æ z Watykanu, ¿e Ojciec ¶w. przekazuje Ksiêdzu Jerzemu ró¿aniec, ¿e wspiera sw± modlitw±.
Dzi¶ w ¶wietle tych rocznic, gdy tuba medialna zmieni³a jedynie nazwê, ci dwaj kap³ani ostrzegaj± nas przed urokiem sytego (przecie¿ tylko dla niektórych!) liberalizmu. Przypominaj±, gdzie jest prawda, gdzie droga i gdzie ¿ycie.


2009-10-17
BOSKIE NATCHNIENIE.
Czas wyboru Polaka na Stolicê Piotrow± by³ niezwyk³ym czasem, niós³ ze sob± g³êbok± i gruntown± przemianê, odmieni³ los milionów zak³adników Europy zniewolonych, zakneblowanych i zaczadzonych w sowieckim imperium. Lapidarnie ten czas i jego Bo¿y owoc scharakteryzowa³ intelektualista francuski André Frossard w rozmowach z Janem Paw³em II. „Nikt nie przypuszcza³, ¿e ten wojuj±cy system, okrutna namiastka religii przebrzmia³ych lub zajêtych wy³±cznie tym, aby po³±czyæ stare kana³y obrzêdowe z wielkim ¶ciekiem marksistowskim, mia³ siê wkrótce rozp³yn±æ, a nastêpnie z przera¿aj±c± szybko¶ci± znikn±æ bez u¿ycia jakiejkolwiek widzialnej si³y.
W tych warunkach wybór Papie¿a pochodz±cego z drugiej strony ideologicznej granicy Europy, z kraju trzykrotnie dzielonego na kawa³ki, usuwanego z map, uciskanego, pozbawionego innej broni poza modlitw± i nadziej±, by³ aktem profetycznym.
Ci, którzy dzisiaj nie dostrzegaj±, ¿e ten wybór mia³ wtedy co¶ z boskiego natchnienia, nie zrozumiej± nic z tego, co siê dzieje w niebie ani na ziemi, a znaki bêd± siê na pró¿no mno¿y³y nad ich g³owami (…)”.


2009-10-16
STRUMIEÑ.
Czas biegnie, wrêcz przeskakuje dekady jak kozica przez górskie ¿leby i rozpadliny. To ju¿ trzydziesta pierwsza rocznica pamiêtnego konklawe, które zaowocowa³o wiekow±, ale jak¿e now±, formu³± z loggi ¶w. Piotra: „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam! … Dominum Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae cardinalem Wojty³a”. Dech zapar³o ¶wiatu, dos³ownie. W Polsce ta wiadomo¶æ powoli i z niedowierzaniem rozwija³a siê jak ¶wit nowego, s³onecznego dnia. Kraków najpierwszy, bo ju¿ noc±, rozb³ysn±³ na Rynku spontaniczn± rado¶ci±. Poczê³a siê nowa epoka, której nadano imiê: Jan Pawe³ Wielki.
Mam przed oczami ostatni poemat polskiego Papie¿a, Tryptyk Rzymski. Jak¿e nie zajrzeæ dzi¶ do tego ¶wiadectwa, a nawet testamentu, pozostawionego Ziemi przez kogo¶, kto ju¿ mieszka w Niebie. Czytam: „Je¶li chcesz znale¼æ ¼ród³o, / musisz i¶æ do góry, pod pr±d. / Przedzieraj siê, szukaj, nie ustêpuj (…)”. Te s³owa docieraj± nie tylko do uszu, jak wyk³ad nauczyciela, one buduj± obraz cz³owieka mocuj±cego siê z tajemnic±. Oto wêdrowiec do¶wiadczony, zna góry, las i przep³ywaj±ce potoki, zna trud wspinaczki i nakaz przedzierania siê. Ale te¿ wie, po co siê idzie w góry. Cz³owiek my¶l±cy nie daje siê zauroczyæ piêknu przep³ywaj±cego, zmieniaj±cego siê nieustannie le¶nego strumienia. On potrafi patrzeæ w odwrotnym kierunku i szukaæ ¼ród³a. Cz³owiek my¶l±cy wie, ¿e ¼ród³o jest, musi byæ! Czasem oddalone wysoko, ukryte w gêstwinie, ale jest. ¬ród³a trzeba szukaæ, nie ¿a³uj±c w³o¿onego wysi³ku i ofiarowanego czasu. Bywa, ¿e trzeba g³o¶no wo³aæ: „Gdzie jeste¶, ¼ród³o?... Gdzie jeste¶, ¼ród³o?!” A kiedy indziej po¶rodku ciszy pokornie prosiæ: „Strumieniu, le¶ny strumieniu, / ods³oñ mi tajemnicê / swego pocz±tku!”.
Noc ju¿ sp³ynê³a na wszystko doko³a. ¦wiêta ksiê¿na Jadwiga, patronka dnia konklawe, ¿egna siê ze mn± ciep³o. ¦wiat³o lampy maluje na biurku kolorow± plamê, w ¶rodku której jarz± siê i pulsuj± dwa s³owa: TRYPTYK RZYMSKI. Jest zupe³na cisza, nawet strumieñ siê zatrzyma³.



2009-10-15
NA KOLANACH.
Zapyta³ mnie kto¶ bliski: wierzysz w ten cud w Sokó³ce? Pytanie przygwo¼dzi³o mnie na chwilê, musia³em siê zastanowiæ. Tu mo¿na tylko wierzyæ. Rozum staje bezradny, doprowadzony do koñca swych mo¿liwo¶ci. Je¿eli bowiem nikt nie podmieni³ badanej hostii, je¿eli dwaj profesorowie – specjali¶ci, osobno i nie wiedz±c nic o pochodzeniu badanego materia³u, uczciwie i bez dwóch zdañ orzekli, ¿e to nie jest drobina bia³ego, niekwaszonego chleba, lecz wycinek ludzkiego serca (który zabarwi³ korpora³ czerwieni±), to có¿ tu mo¿e powiedzieæ rozum? Mo¿e jedynie zatrzymaæ siê uczciwie i z pokor± powiedzieæ: NIE WIEM. W tej chwili zawodowi specjali¶ci watykañscy dokonuj± dalszych, bardzo szczegó³owych badañ, u¿yj± wszelkich najnowszych metod naukowych i… bêdzie to trwa³o bardzo d³ugo. Ale w koñcu powiedz± jedno: przemiana chleba w tkankê miê¶nia sercowego nie mog³aby siê wydarzyæ bez nadprzyrodzonej mocy. Cud jest to wej¶cie dzia³aj±cego Boga w rzeczywisto¶æ ludzk±. Aby to poj±æ, potrzeba nam wiary. Dla cudu w Sokó³ce potrzeba naszych zgiêtych kolan przed Naj¶wiêtszym Sakramentem.


2009-10-14
KURIA.
Kuria Metropolitalna Bia³ostocka informuje, i¿ zakoñczy³a swoje prace Komisja Ko¶cielna, powo³ana przez Ksiêdza Arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego (dnia 30 marca 2009 roku) do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokó³ce. Przebada³a ona ¶wiadków wydarzeñ i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygl±da nastêpuj±co: 1. Dnia 12 pa¼dziernika 2008 roku ksiêdzu udzielaj±cemu Komunii ¶w. wypad³ z puszki Komunikant. Podniós³ go i umie¶ci³ w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy ¶w. przeniesiono zawarto¶æ vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii. 2. Dnia 19 pa¼dziernika 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamê, sprawiaj±c± wra¿enie krwi. 3. Dnia 29 pa¼dziernika 2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Nastêpnego dnia Komunikant wyjêto z wody i po³o¿ono na korporale w tabernakulum. 4. Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikanta pobrano próbkê, która nastêpnie zosta³a niezale¿nie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Bia³ymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: "przys³any do oceny materia³ (...) w ocenie dwóch niezale¿nych patomorfologów (...) wskazuje na tkankê miê¶nia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek ¿ywych organizmu najbardziej j± przypomina".
5. Komisja ustali³a, ¿e Komunikant, z którego zosta³a pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który zosta³ przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.
Akta sprawy zosta³y przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. […]
Bia³ystok, dnia 14 pa¼dziernika 2009 r.


2009-10-13
BEZ KOMPLEKSÓW.
Nie trzeba ju¿ ze wzruszeniem ramion pytaæ, czy po wizycie Benedykta XVI w zateizowanych Czechach pozostanie jaki¶ ¶lad. Jest ¶lad umocnienia, i to wcale niema³y, miêdzynarodowy. Dzi¶ biskupi czescy wydali o¶wiadczenie, w którym potêpiaj± ograniczanie suwerenno¶ci Litwy przez Parlament Europejski. Pamiêtamy to wrze¶niowe, wprost bezczelne, ¿±danie eurodeputowanych, aby Sejm Litwy zrewidowa³ sw± ustawê z 14 lipca br. o ochronie dzieci i m³odzie¿y przed anty wychowawczym wp³ywem informacji publicznych propaguj±cych relacje poligamiczne, biseksualne i homoseksualne. Ka¿dy, kto nie straci³ zdolno¶ci u¿ywania rozumu, wie doskonale, ¿e o trudnych i wstydliwych sprawach cz³owiek dowiaduje siê naturalnie w miarê up³ywu lat, wraz z rozwojem osobowo¶ciowym. To przecie¿ czysty faryzeizm i ewidentne k³amstwo, ¿e coraz wcze¶niejsze rozpoczynanie ¿ycia seksualnego nastolatków bierze siê z niewiedzy na temat p³ciowo¶ci. Wprost przeciwnie, ten zatrwa¿aj±cy postêp degradacji duchowej w¶ród sporej populacji m³odzie¿y ma swój pocz±tek w nag³a¶nianiu, pokazywaniu i promowaniu bezwstydu erotycznego. M³ody, dorastaj±cy cz³owiek nie ma jeszcze na tyle si³y ducha w sobie, by bez pomocy m±drego autorytetu zapanowaæ nad budz±cymi siê popêdami i sensownie lokowaæ uczucia. Najpierw trzeba m³odych nauczyæ widzieæ warto¶ci duchowe i poznaæ obowi±zek odpowiedzialno¶ci za tê delikatn± i wspania³± sferê ¿ycia ludzkiego, nastêpnie dopiero poznawaæ i doznawaæ warto¶ci cia³a. Brawo wiêc dla Episkopatu Czech, który bez kompleksów ustawia ³ad w my¶leniu europarlamentarzystów, o¶wiadczaj±c: „Do kompetencji organów unijnych nie nale¿y stawianie przeszkód poszczególnym pañstwom w pe³nieniu tych zadañ, gdy¿ zdrowy rozwój dzieci i m³odzie¿y jest warunkiem dalszego istnienia poszczególnych narodów naszego kontynentu”.

2009-10-12
PRZYJACIELE.
Gdy rzeczpospolita kolesiów rodzi korupcyjne afery jedn± po drugiej, w tej samej Polsce, ale na zupe³nie innym poziomie, dziej± siê sprawy wysokiej klasy i niebywa³ej piêkno¶ci. Gdy w Warszawie odbywa siê str±canie partyjnych kolesiów z wysokich sto³ków, w Imielnicy podczas niedzielnej Mszy ¶wiêtej ks. bp Roman Marcinkowski dziêkuje ludziom za ich autentyczn±, niek³aman± przyja¼ñ: "Trzeba takich uroczysto¶ci, ¿eby zobaczyæ, ¿e w P³ocku jest tak du¿o wielkich, szlachetnych ludzi, którzy kochaj± i nie ¿±daj± ¿adnej zap³aty". W tym roku kapitu³a presti¿owego konkursu „Jeste¶ Przyjacielem” nagrodzi³a piêcioro wolontariuszy piêknymi statuetkami. Wszyscy oni bezinteresownie s³u¿yli innym, ukazuj±c g³êbiê swego serca. Najm³odszy z nich, Mateusz Rakowski ma zaledwie 14 lat. O jego przyja¼ni da³ ¶wiadectwo rówie¶nik, £ukasz Ferszt, na wózku inwalidzkim. W liscie „laudacyjnym” napisa³: „Mateusza pozna³em 6 lat temu i od tamtej pory jeste¶my nieroz³±czni. Chodzimy razem do gimnazjum, w którym jest du¿o barier architektonicznych. Mateusz bardzo pomaga mi w ich codziennym pokonywaniu; wnosi na I i II piêtro mój wózek i plecak, pakuje ksi±¿ki, przynosi ³awki do klasy, zajmuje siê mn± w czasie przerwy. Potrafi mnie ubraæ, przenie¶æ, wie, na czym polega moja choroba i umie odpowiednio reagowaæ. Gdy jestem chory, tylko on o mnie pamiêta, odwiedza mnie w szpitalu, przynosi lekcje. Mateusz jest bardzo odpowiedzialny. Nigdy nie da³ mi odczuæ, ¿e jestem niepe³nosprawny”.



2009-10-10
NIE DO WIARY.
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów straci³o pewno¶æ, spokój i cierpliwo¶æ. Reaguj±c na szerz±c± siê „gminn± wie¶æ”, ¿e ma³a Hostia zmieni³a siê w tkankê ludzk±, z³o¿y³o do Prokuratury Rejonowej w Sokó³ce oficjalne doniesienie o pope³nieniu przestêpstwa zbezczeszczenia ludzkich zw³ok. Swój donos stowarzyszeni wolnomy¶liciele wywodz± z za³o¿eñ ateistycznego ¶wiatopogl±du. Ich zdaniem "ma³o prawdopodobnym wydaje siê, ¿e wspomniane fragmenty miê¶nia sercowego nale¿± do ¿ydowskiego proroka ukrzy¿owanego dwa tysi±ce lat temu". [Gazeta Pomorska, 3.10.2009r.] No i masz, babo, placek! Jak nie narzekania na dyskryminacjê mniejszo¶ci ateistów w Krakowie, to znów w Sokó³ce wywracanie ko¿ucha na lew± stronê. Tak czy inaczej, pewno¶ci serca w tych dzia³aniach nie widaæ.



2009-10-09
CUD.
Od kilkunastu dni o Sokó³ce, 20-tysiêcznym miasteczku na Podlasiu, mówi siê du¿o w Polsce i z wielkim zainteresowaniem. Jedni mówi± o cudzie i wybieraj± siê na pielgrzymkê, inni doradzaj± czekanie, bo przecie¿ jeszcze Kuria Bia³ostocka nie wyrazi³a swego zdania. Wydarzenie mia³o miejsce rok temu w ko¶ciele ¶w. Antoniego podczas udzielania wiernym Komunii ¶wiêtej. Kap³an podaj±c do ust Cia³o Chrystusa mia³ nieszczê¶cie upu¶ciæ na posadzkê jedn± ma³± Hostiê. Podniós³ ze czci± i umie¶ci³ obok tabernakulum w specjalnym naczyñku z wod±, gdzie postacie konsekrowanego Chleba powinny siê rozpu¶ciæ. Komunikant trac±c cechy chleba przestaje byæ sakramentaln± postaci± Cia³a Pañskiego. Ale sta³o siê co¶ nies³ychanego! Na ma³ej Hostii (zanurzonej przecie¿ w wodzie!) zauwa¿ono czerwon± plamkê. Na zlecenie ks. abpa Ozorowskiego zbadali tê „rzecz” dwaj specjali¶ci (ka¿dy z osobna i bez znajomo¶ci ¼ród³a pobrania) z Uniwersytetu Medycznego. Wynik tych badañ zaskoczy³ nie tylko ks. arcybiskupa. Coraz g³o¶niej mówi siê o „cudzie eucharystycznym”. M±drzy ludzie radz± czekaæ na urzêdowy g³os Ko¶cio³a. Czekam wiêc razem z innymi cierpliwie i nie bez zadumy.



2009-10-08
NADZIEJA.
W³a¶nie teraz, po zainteresowaniu siê niusami z Radia Watykañskiego na temat Medjugorje, listonosz przyniós³ ksi±¿kê w³oskiego dziennikarza, Antonia Socci „Tajemnice Jana Paw³a II”. Kartkuj±c trafi³em na wywiad autora z Mirjan±, „wizjonerk±” z Medjugorje. Czytam i oczy przecieram (tym razem z rado¶ci±). W lipcu 1987 roku Chorwaci pielgrzymowali do Rzymu. Na specjalne ¿yczenie Jana Paw³a II Mirjana zosta³a zaproszona do Castelgandolfo na prywatn± audiencjê. Zauroczona by³a wiar±, jaka promieniowa³a z twarzy Ojca ¶w. ”W jego spojrzeniu widaæ by³o, ¿e to ¶wiêty. Oczy b³yszcza³y mu, kiedy mówi³ o Maryi, by³ rozmi³owany w Dziewicy”. Mirjana w rozmowie z Ojcem ¶w. nie mog³a s³owa wykrztusiæ ze wzruszenia, ale zapamiêta³a dok³adnie to, co Jan Pawe³ II powiedzia³ do niej: „Gdybym nie by³ papie¿em, ju¿ dawno pojecha³bym do Medjugorje. Ale nawet je¿eli nie mogê pojechaæ, wiem wszystko i ¶ledzê wszystko, co siê tam dzieje. Chroñcie Medjugorje. Jest nadziej± ¶wiata”. Ciesz± mnie te papieskie s³owa sprzed 22 lat, ale jednocze¶nie nie mo¿e radowaæ, choæ wygl±da na uzasadnion±, obecna decyzja ordynariusza Mostaru. Werdykt biskupi ograniczaj±cy ruch pielgrzymkowy uderza w tysi±ce rozmodlonych i pokutuj±cych p±tników z ca³ego ¶wiata... W zakoñczeniu wywiadu Mirjana konstatuje: „Mam nadziejê, ¿e ci co maj± w³adzê w Ko¶ciele, zechc± pozwoliæ, aby ludzie przyje¿d¿ali i nawracali siê(…)”.
- Gdzie le¿y prawda? – W sercu Maryi. Cierpliwo¶ci!


2009-10-07
OWOC.
O maryjnych objawieniach w Medjugorje my¶la³em pozytywnie, ogl±da³em film z „wizjonerami”, s³ucha³em opowie¶ci pielgrzymuj±cych Polaków do Hercegowiny, ¶ledzi³em ró¿ne wypowiedzi i przes³ania. Pojawiaj±cymi siê od czasu do czasu kontrargumentami, ¿e przecie¿ Ko¶ció³ wci±¿ nie potwierdza nadprzyrodzono¶ci tych wydarzeñ, nie przejmowa³em siê zbytnio, przecie¿ „m³yny ko¶cielne miel± powoli”. Po 28 latach przyzwyczajenia siê do jasnego s³owa „Medjugorje” decyzja bpa Ratka Periæa o zamkniêciu ko¶cio³a pielgrzymkowego i zakaz organizowania tam rekolekcji spad³y na mnie jak grom z jasnego nieba. – Dlaczego? Odpowied¼ pad³a z kurii biskupiej. Okazuje siê, ¿e Tomislav Vla¹iæ, by³y franciszkanin, który opiekowa³ siê grup± wizjonerów i promowa³ kult objawieñ z Medjugorje, pope³ni³ szereg b³êdów doktrynalnych i wykroczeñ przeciwko dyscyplinie ko¶cielnej. Zosta³ za to wydalony z zakonu i ze stanu duchownego z zakazem publicznego wypowiadania siê na tematy religijne. Oczywi¶cie, Chrystus powiedzia³: „Po owocu bowiem poznaje siê ka¿de drzewo; nie zrywa siê fig z ciernia ani z krzaka je¿yny nie zbiera siê winogron”(£k 6,44). Nie da siê pogodziæ autentycznej czci Maryi z niepos³uszeñstwem Ko¶cio³owi jej Syna. Ale czy z ca³± pewno¶ci± te s³owa mo¿na odnie¶æ tylko do tej osoby? My¶lê ze smutkiem o tym zawirowaniu, jak¿e odmiennym, ni¿ dzia³o siê to w Lourdes. Ciekawi mnie, co zrobi³ eks-franciszkanin z ró¿añcem? Wcze¶niej przecie¿ zawsze miewa³ go w rêku. Dlaczego modlitwa nie powstrzyma³a go przed b³±dzeniem? Matko Bo¿a, Królowo Ró¿añca ¶wiêtego, nie opuszczaj tego niem³odego ju¿ cz³owieka.


2009-10-06
JEDNO S£OWO.
Dzi¶ zrozumia³em pani± Wandê Pó³tawsk±, która na wie¶æ o swym uzdrowieniu z choroby nowotworowej stanê³a bezradna. Nie mie¶ci³o siê to w jej g³owie, chocia¿ by³a g³êboko wierz±cym cz³owiekiem. Cud uzdrowienia jest czym¶ tak dalekim od zwyk³ego postrzegania zjawisk fizycznych, ¿e musimy „przymuszaæ” nasze my¶lenie do przyjêcia prawdy.
Dzi¶ po kontroli rentgenowskiej w szpitalu uwa¿nie wpatrywa³em siê razem z lekarzem w kliszê czarnobia³± i nagle doktor powiedzia³: nie ma guza! Nie rozumiej±c, tego co mówi, patrzy³em dalej: rzeczywi¶cie, ani ¶ladu! Mój rak –przypomnia³em sobie dawne pytanie – potrafi chodziæ do ty³u, wycofa³ siê zupe³nie. Jeszcze nie umiem tego obj±æ ca³kowicie my¶l±, ale jestem mocno wzruszony. Widzê i czujê, i ¶piewam tylko jedno s³owo: dziêkujê.


2009-10-05
KARUZELA.
Znowu afera polityczna w kraju, afera rz±dowa. Media krêc± korb± sensacji i napêdzaj± kolorow± karuzelê. Coraz szybciej i szybciej, coraz wiêcej podejrzeñ i niewiarygodno¶ci. Krêci siê bez hamulca ko³o demonicznego egoizmu i prywaty. Z okienka TV wychylaj± siê twarze czerwone i g³êboko zbru¿d¿one, z kroplami potu s³onego - tak smakuje strach. D³onie, które zgarnia³y wielk± kasê, teraz wyra¼nie dr¿±. Czy nie ma nikogo radosnego w tym weso³ym miasteczku? Oczywi¶cie, ¿e jest. Dyrekcja zatrudni³a na pe³ny etat dwóch klownów.
Tymczasem tutaj potrzeba cz³owieka wysokiej klasy, który na widok wielkich pieniêdzy nie traci równowagi. Potrzeba duchowej mocy. Wierzê, ¿e dzisiejsza patronka dnia, ¶w. Siostra Faustyna, adoruj±c Boga w Niebie, modli siê za Polskê. Przywo³ujê echa z krakowskich £agiewnik, gdzie przed siedmiu laty Jan Pawe³ II – konsekruj±c sanktuarium Bo¿ego Mi³osierdzia – krzepi³ ¶wiat nadziej±: „Gor±co wierzê, ¿e ta nowa ¶wi±tynia pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie bêd± stawaæ przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Bêd± przychodziæ tu z ufno¶ci±, jaka towarzyszy ka¿demu, kto z pokor± otwiera swe serce na dzia³anie mi³osiernej mi³o¶ci Boga - tej mi³o¶ci, której najwiêkszy grzech nie zdo³a przezwyciê¿yæ. Tu w ogniu Bo¿ej mi³o¶ci ludzkie serca pa³aæ bêd± pragnieniem nawrócenia, a ka¿dy, kto szuka nadziei, znajdzie ukojenie”.

2009-10-04
PRZYPOWIASTKA.
W dniu dzisiejszym ze szczególnym pok³onem stajê wobec ¶w. patrona dnia, Franciszka z Asy¿u. Kocha³ i opiekowa³ siê zwierzêtami, rozmawia³ z nimi, bo widzia³ przez nie Stworzyciela ca³ej natury. Jego pojmowanie przyrody prowadzi³o go do nadprzyrodzonej mi³o¶ci ludzi i Boga. Brata³ siê z ca³ym ¶wiatem stworzonym, bo czu³ siê bratem ca³ego stworzenia i dzieckiem Boga. Dzi¶ jednak nie tylko zielonym i ró¿nej ma¶ci ekologom przypomnieæ chcê przypowiastkê Juliana Ejsmonda:
„Pytano siê raz ptaka, co buja³ w lazurze,
czy jest z lewa czy jest z prawa?
‘bo to bardzo wa¿na sprawa…’
Odpar³ na to: ‘Jestem w górze’…”
Pamiêtam z dawna, jak Prymas Tysi±clecia mówi³ z ambony do Polaków o or³ach, które nie pe³zaj±, lecz wysoko unosz± siê nad Tatrami. Ks. Jerzy Popie³uszko tak¿e u¿ywa³ tego porównania, a mówi³ do ludzi walcz±cych o wolno¶æ i o pañstwo prawa. Dzi¶ dla uczczenia ¶w. Franciszka, mi³o¶nika ubóstwa i prawo¶ci, tê przypowiastkê przypominam obecnym twórcom i stró¿om prawa.


2009-10-03
DEDYKACJA.
Wszystkim dzi¶ w Polsce: i m±dralom medialnym, i zagubionym odbiorcom, szukaj±cym ¶wiat³a po wyroku s±du katowickiego, dedykujê s³owa Jana Paw³a II wyg³oszone na B³oniach w Krakowie podczas beatyfikacji abpa Zygmunta Szczêsnego Feliñskiego:
„Oto przyk³ad duszpasterskiej pos³ugi, który dzi¶ w szczególny sposób pragnê powierzyæ moim braciom w biskupstwie. Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliñski patronuje waszym wysi³kom maj±cym na celu tworzenie i realizacjê duszpasterskiego programu mi³osierdzia. Ten program niech kszta³tuje wasze zaanga¿owanie w ¿ycie Ko¶cio³a, a tak¿e w ¿ycie spo³eczne i polityczne na arenie narodowej, europejskiej i ¶wiatowej. W duchu tak pojmowanej mi³o¶ci spo³ecznej arcybiskup Feliñski g³êboko anga¿owa³ siê w obronê wolno¶ci narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy ró¿ne si³y - czêsto kieruj±ce siê fa³szyw± ideologi± wolno¶ci - staraj± siê ten teren zagospodarowaæ dla siebie. Kiedy ha³a¶liwa propaganda liberalizmu, wolno¶ci bez prawdy i odpowiedzialno¶ci nasila siê równie¿ w naszym kraju, pasterze Ko¶cio³a nie mog± nie g³osiæ jednej i niezawodnej filozofii wolno¶ci, jak± jest prawda krzy¿a Chrystusowego”.

2009-10-02
APEL ARTYSTÓW.
Stu „znanych” artystów USA i Europy, domagaj±c siê uwolnienia Romana Polañskiego, podpisa³o apel, w którym mo¿na przeczytaæ na samym pocz±tku:
„Dotar³a do nas zdumiewaj±ca informacja o zatrzymaniu Romana Polañskiego przez szwajcarsk± policjê 26 wrze¶nia, gdy pojawi³ siê w Zurychu (Szwajcaria) aby wzi±æ udzia³ w festiwalu filmowym, na którym mia³ odebraæ nagrodê za swój wk³ad w kinematografiê.Jego zatrzymanie wynika z wydania przez Stany Zjednoczone nakazu w 1978 roku przeciwko filmowcowi, w sprawie o obrazê moralno¶ci”.
Zdumienie artystów bierze siê st±d, ¿e z³amana zosta³a wolno¶æ i bezpieczeñstwo festiwalu miêdzynarodowego, ¿e w ¿ycie wielkich artystów odwa¿y³a siê wtargn±æ policja, ¿e pogwa³cono tradycjê neutralno¶ci europejskiego kraju i wielkiej miary artystycznego wydarzenia, ¿e najwiêkszemu re¿yserowi grozi ekstradycja do USA, gdzie czeka na niego rozprawa s±dowa, która mo¿e odebraæ mu wolno¶æ. Na koniec apelu stu podpisanych artystów (a z nimi tak¿e producenci filmowi i technicy) chce, aby aresztowany re¿yser wiedzia³, ¿e ma ich poparcie i przyja¼ñ.
Polska opinia publiczna tak¿e mog³a us³yszeæ niedawno rodzime autorytety ¶wiata aktorskiego (mocno podstarza³e), staj±ce w obronie wolno¶ci (a nawet niewinno¶ci) pana Polañskiego. Tymczasem prawo stanu Kalifornia w USA uparcie obstaje przy swoim: ¿e wolno¶ci, ani niewinno¶ci nie mo¿na szukaæ w ucieczce przed rozpraw± s±dow±.


2009-10-01
INAUGURACJA.
Uczestniczy³em dzi¶ w inauguracji roku akademickiego Politechniki Wroc³awskiej. Zwykle otrzymujê zaproszenie i to wywo³uje moje ukontentowanie. Ale od dwóch lat korzystam z zaproszenia niejako z obowi±zku, bowiem stare wiêzy miêdzyosobowe z okresu stanu wojennego zaowocowa³y nominacj± na kapelana „Solidarno¶ci” PWr. Dzi¶ jednak mia³em dodatkow± satysfakcjê, gdy¿ mój szef, ks. abp Metropolita, by³ udekorowany medalem PWr i wyg³osi³ w auli wyk³ad inauguracyjny. Oczywi¶cie, przy takiej okazji nikt inny nie móg³ wyg³osiæ laudacji, jak tylko mój przyjaciel serdeczny, prof. Andrzej, który ¶wietnie siê znajduje w ka¿dym znakomitym towarzystwie, w ko¶cielnym równie¿.


2009-09-30
SZANSA.
Nie mo¿na nie byæ smutnym, gdy siê obserwuje smutne (to znaczy: normalne) skutki apostazji. Ale jednocze¶nie Bóg pozwala cz³owiekowi wej¶æ na drogê ¿ycia w odwrotnym kierunku. Dozna³ takiej ³aski osiemdziesiêcioletni Malcolm Muggeridge, który mia³ szczê¶cie spotkaæ Matkê Teresê z Kalkuty. Z prostot± swego serca pisa³a do niego: „Jestem pewna, ¿e wszystko cudownie pan zrozumie – je¶li tylko stanie siê pan jak ma³e dziecko w rêkach Boga. Pañska têsknota za Bogiem jest tak g³êboka, a mimo to On jeszcze nie nachyli³ siê nad panem. Na pewno z trudem siê od tego powstrzymuje, bo przecie¿ kocha pana tak bardzo, ¿e da³ Jezusa, by umar³ za pana i za mnie. Chrystus pragnie staæ siê pañskim Pokarmem. Tymczasem pan, w¶ród obfito¶ci Chleba ¯ycia, ka¿e sobie g³odowaæ. Mi³o¶æ, jak± Chrystus ¿ywi dla pana, jest nieskoñczona – przeciwnie ni¿ pañski drobny problem dotycz±cy Ko¶cio³a. Niech pan pokona ma³e wielkim. Chrystus stworzy³ pana, poniewa¿ pana potrzebowa³ i za panem têskni³”.
Czy kochaj±cy Bóg nie zechce upartemu wolnomy¶licielowi daæ drug± szansê?


2009-09-29
TEOLOG.
To brzmi na pierwszy rzut oka szokuj±co. Wczoraj senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ju¿ po raz drugi, nie przyzna³ profesorowi Polakowi nominacji na kierownika Pracowni Pytañ Granicznych. Profesor (onegdaj ks. Tomasz Wêc³awski) by³ za³o¿ycielem tej pracowni i od samego pocz±tku gromadzi³ na zajêciach t³umy studentów. Jako teolog cieszy³ siê wielkim wziêciem tak w¶ród kleryków w seminarium jak i po¶ród ¶wieckich studentów uniwersytetu. Jego s³awa siêgnê³a szczytu, gdy ujawni³ tajemnicê moralnego skandalu ówczesnego metropolity poznañskiego. Dalsze koleje jego ¿ycia nie by³y ju¿ tak ¶wietlane. Opinie na temat osoby teologa i pedagoga mocno siê spolaryzowa³y, u jednych wzbudza³ on smutek, u innych zgorszenie i gorycz. Bowiem wiosn± 2007 roku ks. Wêc³awski odszed³ od kap³añstwa, pod koniec tego¿ roku oficjalnie wyzna³ swój ateizm i apostazjê, a w nied³ugim czasie o¿eni³ siê, przyjmuj±c nazwisko ¿ony. Jego odej¶cie od wiary i Ko¶cio³a by³o szumne, wzbudzaj±ce wielk± dyskusjê w¶ród ró¿nych autorytetów, tak z lewa jak i z prawa. Dzi¶ jeno smutna cisza i senackie weto.
Jak dobrze, my¶lê sobie, ¿e Benedykt XVI w katechezie ¶rodowej przedstawi³ ¿ycie wielkiego teologa ¶w. Anzelma. ¯y³ w ¦redniowieczu, a tradycja chrze¶cijañska nada³a mu tytu³ „Doctor Magnificus”. ¦wiêty teolog w pokorze stawa³ przed Bogiem: „Nie staram siê, Panie, zrozumieæ, abym uwierzy³, ale wierzê, bym zrozumia³ [Proslogion, rozdz. 1]. Papie¿ zaapelowa³ do dzisiejszych chrze¶cijan duchownych i ¶wieckich, aby chcieli za przyk³adem ¶w. Anzelma „kochaæ Ko¶ció³ Chrystusowy, modliæ siê, pracowaæ i cierpieæ dla niego, nie porzucaj±c go nigdy ani nie zdradzaj±c”. [ekai, 23.09.2009]. To jest droga dobra dla ludzi tak XII, jak i XXI wieku.


2009-09-28
W SERCU EUROPY.
Ojciec ¶w. zakoñczy³ dzi¶ swe pielgrzymowanie po ziemi Czechów i Morawian. Dwoma nurtami p³ynê³o nauczanie papieskie: 1. wskazywanie na chrze¶cijañskie bogactwo dziejów w „sercu Europy” oraz 2. przestroga przed szukaniem szczê¶cia poza Bogiem. Podkre¶la³ wolno¶æ, z jakiej ciesz± siê od dwudziestu lat narody ¶rodkowowschodniej Europy, ale jednocze¶nie t³umaczy³, ¿e wolno¶æ bez prawdy i bez dobra jest pró¿na. Atei¶ci, uwalniaj±c siê od Boga, s± szczê¶liwi tylko naskórkowo; gdy tê zewnêtrzn± warstwê zdrapie siê z ich ¿ycia, widaæ nieuleczalny smutek. Dla chrze¶cijan Prawda ma na imiê Bóg, a Dobro ma twarz Jezusa Chrystusa. Benedykt XVI zauwa¿y³ wielk± rolê w poznawaniu Prawdy przez ¶rodowiska naukowe i twórcze. Podziêkowa³ im za wk³ad umys³owej pracy w bezkompromisowe poszukiwanie prawdy. Przedstawicielom ró¿nych wyznañ dziêkowa³ za trud ekumeniczny i zachêca³ do dalszej wspó³pracy na tej drodze. Katolikom, którzy stanowi± zaledwie 30% narodu, powinszowa³ trudu i wierno¶ci w budowaniu ¶rodowisk wiary, nadziei i mi³o¶ci. Nazwa³ ich „twórcz± mniejszo¶ci±”. Wzruszaj±ce by³o spotkanie ze starymi kap³anami, czêsto na wózkach inwalidzkich. Do ka¿dego podchodzi³, ¶ciska³ d³onie i rozmawia³. Ojciec ¶wiêty rado¶nie solidaryzowa³ siê z m³odzie¿±, z któr± spotka³ siê w Starym Boles³awcu, u ¼ród³a czeskiego chrze¶cijañstwa. Zacytowa³ m³odym s³owa pisarza Franza Kafki: „Ten, kto zachowuje zdolno¶æ widzenia piêkna, nigdy siê nie starzeje”. Wyzna³, ¿e razem z m³odymi czuje siê m³ody. Zachêca³ ich do poznawania piêkna zbawczego planu Chrystusa i do budowania swej dojrza³ej m³odo¶ci i ma³¿eñstwa w oparciu o ten plan, w którym ka¿dy ma swoje miejsce.


2009-09-27
DEBATA.
G³osy o wyroku (w±tpliwej sprawiedliwo¶ci) s±du katowickiego na „Go¶cia Niedzielnego” z zaskar¿enia Alicji Tysi±c nie cichn±. Oto jeden z nich, wydrukowany przez redakcjê „Rzeczpospolitej” jako list czytelnika Jerzego Zerbe z Poznania: „W sytuacji gdy trwa feta zwolenników zabijania dzieci, gdy kwiatami obsypuje siê osobê, która domaga³a siê aborcji, a nastêpnie odszkodowania za to, ¿e tej aborcji nie dokonano – a¿ siê prosi o wspomnienie Matki, która w stanie ciê¿kiej choroby ¶wiadomie podjê³a decyzjê o ci±¿y i urodzeniu dziecka. Warto to zrobiæ teraz, gdy trwaj± w Polsce mistrzostwa Europy w siatkówce pañ. Chwa³a wiêc ¶p. Agacie Mróz, znakomitej siatkarce, kobiecie piêknej nie tylko urod± zewnêtrzn±, ale przede wszystkim przymiotami ducha”.
Niedawno w parafii prze¿ywali¶my ¿ycie i ofiarê z ¿ycia dla ratowania córeczki ¶w. Joanny Beretty Molli. Kocha³a, ¿y³a mi³o¶ci± i bezkompromisow± mi³o¶æ g³osi³a: „Nie mo¿na kochaæ bez cierpienia i cierpieæ bez mi³o¶ci. Spójrzcie na matki, które naprawdê kochaj± dzieci. Jak wiele ponosz± ofiar; s± gotowe na wszystko, równie¿ do ofiarowania w³asnej krwi”. W czasie ¶miertelnej choroby pisa³a do swojej siostry: „…¿eby¶ wiedzia³a, jak siê cierpi, kiedy pozostawia siê malutkie dzieci”. U¶wiadamiaj±c sobie, wobec jakiej alternatywy zosta³a postawiona przez Bo¿± Opatrzno¶æ, z ³ó¿ka szpitalnego pisa³a do swego mê¿a: „Piotrze, proszê ciê… je¿eli trzeba bêdzie wybieraæ miêdzy mn± a dzieckiem, ratujcie dziecko”.
Pamiêtam, tu¿ po og³oszeniu wyroku s±dowego pewna feministka, doradczyni Alicji Tysi±c, og³osi³a tryumfalnie, ¿e zwyciê¿y³a demokracja. Có¿ powiedzieæ? – Demokracja, która walczy o bezkarn± wolno¶æ zabijania, buduje cywilizacjê ¶mierci, zagro¿enie dla ka¿dego cz³owieka.


2009-09-26
PIÊKNO I ODWAGA.
Dzi¶ Ojciec ¶wiêty Benedykt XVI stan±³ na ziemi czeskiej, w Pradze. W sanktuarium Dzieci±tka Jezus, prosz±c dzieci, by modli³y siê za niego, powiedzia³: "W ¦wiêtym Dzieci±tku z Pragi rozwa¿amy piêkno dzieciñstwa i umi³owanie, jakie Jezus Chrystus zawsze okazywa³ maluczkim, jak czytamy o tym w Ewangelii (por. Mt 10,13-16). Ile¿ dzieci jednak nie jest kochanych ani przyjêtych, ani szanowanych! Ile¿ pada ofiarami przemocy i wszelkich form wykorzystywania przez osoby bez skrupu³ów! Oby nieletni mogli siê spotykaæ z tym szacunkiem i z t± uwag±, na jak± zas³uguj±: dzieci s± przysz³o¶ci± i nadziej± ludzko¶ci".
Mieszkañcom Pragi otwiera³ oczy na rzeczywisto¶æ duchow± ukryt± w piêknie ich miasta: "Przykuwaj±ce piêkno jego ko¶cio³ów, zamku, placów i mostów nie mo¿e nie skierowaæ naszych umys³ów ku Bogu. Ich piêkno wyra¿a wiarê: s± one objawieniem Boga, które s³usznie pozwalaj± nam rozwa¿aæ wspania³e cuda, do których my, stworzenia, mo¿emy d±¿yæ, gdy dajemy wyraz wymiarowi estetycznemu i poznawczemu g³êbi naszego wnêtrza. Jak¿e tragicznym by³oby, gdyby kto¶ dostrzega³ takie przyk³ady piêkna, a nie zna³ transcendentnej tajemnicy, jak± one wskazuj±". Ostro i odwa¿nie!
W katedrze natomiast podczas nieszporów papie¿ przypomnia³ katolikom wielkich w XX wieku bohaterskich wyznawców wiary: kard. Józefa Berana i kard. Franciszka Tomaszka, a tak¿e wielu biskupów, ksiê¿y, zakonników, zakonnice i ¶wieckich wiernych, którzy cierpieli, a nawet ¿ycie swe oddali podczas terroryzmu komunistycznego w Czechach. Powiedzia³: „Ich bohaterstwo przypomina, ¿e tylko z osobistego poznania i g³êbokiej wiêzi z Chrystusem mo¿liwe jest czerpanie energii duchowej, aby w pe³ni urzeczywistniæ powo³anie chrze¶cijañskie”.


2009-09-25
G£OS.
W O¶wiadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski mo¿na m.in. przeczytaæ: „Traktujemy ten wyrok jako zamach na wolno¶æ s³owa i na prawo Ko¶cio³a do moralnej oceny postaw ludzkich. Ko¶ció³ nigdy nie przekre¶la cz³owieka, ale potêpia grzech i z³o, zwracaj±ce siê zawsze przeciw samemu cz³owiekowi. Prawo do ¿ycia od pocz±tku a¿ do naturalnej ¶mierci jest podstawowym prawem ludzkim i jego obrona ma charakter uniwersalny. G³oszenie Ewangelii ¿ycia uwa¿a Ko¶ció³ za swój podstawowy obowi±zek. Odmawianie mu tego prawa, a co gorsza nak³adanie sankcji karnych za przypominanie prawdy o tym, ¿e nikt nie ma w³adzy nad ¿yciem drugiego cz³owieka, jest niedopuszczalnym ograniczaniem misji Ko¶cio³a. Wszystkim staj±cym w obronie ¿ycia i godno¶ci cz³owieka udzielamy pasterskiego b³ogos³awieñstwa. Warszawa,24.09.2009r.”.
W¶ród wszystkich odpowiedzi ¶rodowisk katolickich na wyrok Okrêgowego S±du w Katowicach przeciwko redaktorowi naczelnemu „Go¶cia Niedzielnego” ten g³os jest najbardziej jêdrny stylistycznie i klarowny teologicznie. Ten g³os musia³ zabrzmieæ. Ucieszy³em siê czytaj±c te s³owa bez patosu i emfazy.


2009-09-23
WYROK.
W Katowicach s±d okrêgowy ostro pogrozi³ katolikom g³osz±cym moralne opinie dotycz±ce V przykazania Dekalogu. M³oda sêdzina twardo wyczyta³a wyrok ksiêdzu redaktorowi „Go¶cia Niedzielnego” i wszystkim diecezjanom ¶l±skim: chcecie, to nazywajcie sobie aborcjê morderstwem, ale matki nie nazywajcie morderczyni±, bo to boli i poni¿a. I nie drukujcie tego w katolickiej prasie! A poza tym w Polsce ¿yj± nie tylko katolicy, którzy twierdz±, ¿e w ³onie matki od poczêcia zaczyna siê ¿ycie cz³owieka…
Wyrok dzisiejszy jest nieprawomocny, a my¶lê, ¿e nigdy siê nim nie stanie, bo po prostu jest nietrafny. S³ychaæ w tym wyroku ca³± wrzawê, jak± wokó³ powódki czyni³o lewicowe lobby feministek. Pani sêdzia ani siê spostrzeg³a, jak sta³a siê po prostu stron± w tym sporze. Mam nadziejê, ¿e w Polsce jest sporo m±drych intelektualistów, którzy zdaj± sobie sprawê, ¿e taki wyrok mo¿e staæ siê precedensem otwieraj±cym niebezpieczn± drogê do masowego dzieciobójstwa prenatalnego. Tu nie wolno powo³ywaæ siê na prawodawstwo w innych krajach. Zwyciêstwo, tak strasznie do¶wiadczonej w czasie wojny Polski, nad stalinowskim prawem aborcyjnym jest nasz± chlub±. Dla Polaka dotychczas zawsze walka o ¿ycie by³a najwy¿szym obowi±zkiem honoru. Atei¶ci niech siê nie z¿ymaj± na nas, ludzi wierz±cych, gdy bronimy prawa do ¿ycia cz³owieka od jego poczêcia – to sama natura tym prawem siê rz±dzi i taka jest logika my¶lenia o cz³owieku nieobarczonego kamieniem ideologii.


2009-09-21
KRAKÓW.
Diabe³ w Krakowie nie ¶pi. To miasto najbardziej mu doskwiera. Najpierw kard. Karol Wojty³a pokrzy¿owa³ nowohuckie plany miasta bez Boga, ko¶cio³y wol± ludzi pracy wyrasta³y jak grzyby po deszczu. Cokolwiek Komitet Wojewódzki zaplanowa³ w ograniczeniach Bo¿ej wiary, kard. Karol w kaplicy na Franciszkañskiej 3 w rozmowie z Panem Jezusem przekre¶la³. Czart lêka³ siê Wojty³owej argumentacji. A kiedy do Warszawy dotar³a wie¶æ o wyborze krakowskiego kardyna³a na Stolicê Piotrow±, w Komitecie Centralnym i w pomniejszych - wielki pop³och. Komuni¶ci pocieszali siê my¶l±: nie ma strachu, to i lepiej, bo Wojty³a na Watykanie bêdzie daleko od nas. Dla Papie¿a odleg³o¶æ nie by³a ¿adn± przeszkod±. Okno na Franciszkañskiej szeroko siê otwar³o. Jan Pawe³ II swoimi wizytami w Ojczy¼nie przydepta³ czartu ogon. Umilk³a urzêdowa propaganda ateistyczna. Ale czy tak zubo¿ony diabe³ móg³ z³o¿yæ broñ? – ¯adn± miar±! Oto niedawno do Krakowa przyjecha³o mnóstwo ludzi z ca³ego ¶wiata, aby chwaliæ Boga ró¿nymi jêzykami. Wiara w Boga Jedynego buchnê³a potê¿nym p³omieniem chwa³y. Ali¶ci mniejszo¶æ ateistyczna w Krakowie obudzi³a siê i u¿ali³a nad sob±: jeste¶my malutk± mniejszo¶ci±, nikt nas nie dostrzega, jeste¶my dyskryminowani. Musimy wyj¶æ na ulicê, najlepiej z transparentem „Moralno¶æ bez wiary”, mo¿e nawet napiszemy to na tramwajach… Atei¶ci krakowscy (ponoæ 150 osób) zaplanowali swe wyj¶cie z cienia na dzieñ 10 pa¼dziernika. Manifestacja spod gmachu Collegium Novum UJ (a jak¿e!) skoñczy siê pod pomnikiem Boya (akuratnie!). Wspó³czuæ, czy ¶miaæ siê?


2009-09-19
¦WIADKOWIE KANONIZACJI.
Odwiedzi³a nasz ko¶ció³ dzi¶ w swoich relikwiach (i w piêknym portrecie) ¶w. Joanna Beretta-Molla, patronka narzeczonych, ma³¿onków i rodziców, kanonizowana 5 lat temu przez Jana Paw³a II. Na placu ¶w. Piotra papie¿ powiedzia³: „Joanna Beretta Molla by³a zwyk³ym, ale jak¿e wymownym ¶wiadkiem Bo¿ej mi³o¶ci (...) Ta ¶wiêta matka rodziny w sposób heroiczny dochowa³a wierno¶ci zobowi±zaniom podjêtym w dniu zawarcia sakramentu ma³¿eñstwa. Najwy¿sza ofiara, któr± uwieñczy³a swe ¿ycie, ¶wiadczy o tym, ¿e tylko wtedy cz³owiek mo¿e siê zrealizowaæ, gdy ma odwagê ca³kowicie po¶wiêciæ siê Bogu i braciom. Oby nasza epoka, dziêki przyk³adowi Joanny Beretty Molli, mog³a odkryæ prawdziwe, czyste i p³odne piêkno mi³o¶ci ma³¿eñskiej, prze¿ywanej jako odpowied¼ na Bo¿e powo³anie!”.
Pamiêæ moja wskazuje trzy wielkie kanonizacje na pl. ¶w. Piotra, w których udzia³ brali ¶wiadkowie ¿ycia osoby wyniesionej do chwa³y o³tarza. W roku 1950 Pius XII kanonizowa³ 12-letni± dziewicê-mêczennicê Mariê Goretti, która z mi³o¶ci do Chrystusa nie odda³a siê mê¿czy¼nie. Rozw¶cieczony oporem Alessandro zasztyletowa³ j± zadaj±c 14 ran. Skazany na 30 lat pozbawienia wolno¶ci nawróci³ siê w wiêzieniu. Po wyj¶ciu na wolno¶æ b³aga³ Assuntê, matkê Marii, o wybaczenie. Matka wybaczy³a i razem z nim uczestniczy³a w uroczystej kanonizacji. Znany dobrze w Polsce Franciszek Gajowniczek, za którego o. Maksymilian w 1941 roku ofiarowa³ swe ¿ycie w Auschwitz, uczestniczy³ w jego kanonizacji dokonanej przez Jana Paw³a II w dniu 10.10.1982r. Polska wtedy odgrodzona by³a od ¶wiata prawem stanu wojennego og³oszonym przez genera³a Jaruzelskiego. Niewielu Polaków mog³o uczestniczyæ w uroczysto¶ci na placu ¶w. Piotra. Trzecie podobne wydarzenie to w³a¶nie kanonizacja Joanny Beretty-Molli przed piêciu laty, w której uczestniczy³ 90-letni Piotr, m±¿ ¶w. Joanny i córka Joanna Emanuela, dla urodzenia której matka ofiarowa³a swe ¿ycie. Czy¿ Bo¿a Opatrzno¶æ nie jest wspania³a?


2009-09-17
TARGOWICA.
Jaki wstyd!!! Ksi±dz Peszkowski pewnie przewraca siê w grobie. Pos³owie, jak niegdy¶ zubo¿ali najmici oligarchów w Polszcze, zakrzyknêli g³o¶no: „veto!” dla nazwania rzeczy po imieniu. Jak mo¿na?!... Czy pó³tora miliona strat osobowych to nie ludobójstwo? Czy¿ nie wiadomo, ¿e Generalissimus w Katyniu i na ca³ej nieludzkiej ziemi pod kosê ¶mierci pos³a³ to, co by³o najistotniejsze w narodzie, polsk± inteligencjê?! Historycy jednoznacznie stwierdzaj±, ¿e 17 wrze¶nia 1939 roku to by³ pocz±tek totalnej eksterminacji Polaków. Tak siê zaczê³a realizacja haniebnego i ¶mierciono¶nego paktu Ribbentrop – Mo³otow. Na sowiecko-hitlerowskiej mapie Europy Polski wtedy ju¿ nie by³o!
Dzi¶ mamy gorzki skandal i wstyd, zas³anianie historycznej prawdy. Nie bêdzie w 70-lecie napa¶ci od wschodu uchwa³y polskiego parlamentu na temat sowieckiego ludobójstwa dokonanego na ¿ywym ciele naszej Ojczyzny. Ta od kilku dni trwaj±ca awantura w sejmie (nie pierwsza przecie¿!) a¿ nadto dowodzi trwaj±cych skutków tamtego wyniszczenia. Wieku nie starczy, by odrodzi³a siê rz±dz±ca i my¶l±ca tkanka organizmu politycznego. Komu na tym zale¿y i jak ma na imiê dzisiejsza targowica?


2009-09-15
KOCHANIE.
„Kocham Ciê, Bo¿e mój,
i moim jedynym pragnieniem jest kochaæ Ciê
a¿ do ostatniego tchnienia mego ¿ycia.
Kocham Ciê, o Bo¿e nieskoñczenie godny mi³o¶ci,
i wola³bym raczej umrzeæ kochaj±c Ciê,
ni¿ prze¿yæ jedn± chwilê bez mi³o¶ci do Ciebie.
Kocham Ciê, o Bo¿e mój, i pragnê nieba
jedynie dla szczê¶cia doskona³ego kochania Ciebie.
Kocham Ciê, o Bo¿e mój,
i lêkam siê piek³a jedynie dlatego, ¿e nie ma w nim
tej s³odkiej pociechy kochania Ciebie.
O Bo¿e mój,
je¶li mój jêzyk nie jest w stanie mówiæ w ka¿dej chwili, i¿ Ciê kocham,
chcê, aby moje serce powtarza³o Ci to za ka¿dym moim oddechem.
Ach, uczyñ mi ³askê cierpienia z mi³o¶ci do Ciebie i kochania Ciê w cierpieniu,
i spraw, bym odda³ ducha kochaj±c Ciê i czuj±c, ¿e Ciê kocham.
Im bli¿ej jestem mego koñca, tym bardziej Ciê b³agam,
by¶ zwiêkszy³ i udoskonali³ moj± mi³o¶æ.
I tak niech mi siê stanie. Amen”.
Tak modli³ siê staruszek, wyniszczony trudami ¿ycia kap³añskiego, ¶wiêty Jan Maria Vianney, od 1929 roku patron proboszczów. Gdy Benedykt XVI w czerwcu og³asza³ Rok Kap³añski, jako patrona pokaza³ nam, nie tylko kap³anom, ¶wiêtego Proboszcza z Ars. Pamiêtam jak ruszy³a fala komentarzy, zwykle pozytywnych, jednak¿e którego¶ dnia ujrza³em w okienku telewizora trójkê mê¿czyzn rozmawiaj±cych o decyzji Ojca ¶w. Kiedy dwaj ¶wieccy wyra¿ali siê z aplauzem o wyborze papieskim i o samej postaci francuskiego kap³ana, dzia³aj±cego po huraganie szalonej rewolucji, trzeci dyskutant, m³ody ksi±dz z ³agodnie zaokr±glon± buzi±, sprzeciwi³ siê, koñcz±c ca³a rozmowê: co to za patron, nie mo¿na by³o znale¼æ kogo¶ wspó³czesnego? Ja go nie znam! Wzruszy³ znacz±co ramionami.
Pomy¶la³em wtedy, no to musisz pojechaæ do Ars. A póki co, m³okosie duchowy, zacznij siê modliæ, jak ¶w. Jan Maria Vianney.


2009-09-14
PODWY¯SZENIE.
Pozwól mi Panie
zanie¶æ wysoko
do Nieba mój krzy¿
Twoj± chwa³ê
z godno¶ci±
z mi³o¶ci±
z rado¶ci±
i cierpliwie


2009-09-11
WIERZ¡CA TUBA.
W komunikacie do proboszczów ordynariusz kielecki, ks. bp Kazimierz Ryczan, zachêci³ wiernych do zakupu cegie³ek na rzecz sfinansowania pomnika ku czci ks. biskupa Czes³awa Kaczmarka, mêczennika totalitaryzmu komunistycznego w Polsce. Jestem bardzo ciekawy, czy na wiosnê nastêpnego roku, na uroczysto¶ci po¶wiêcenia pomnika w Kielcach, zjawi siê pan premier pierwszego po Okr±g³ym Stole rz±du polskiego. W roku 1953 w pewnym zupe³nie nowym tygodniku wroc³awskim (rzekomo patriotycznym i rzekomo katolickim) pan Tadeusz Mazowiecki wy³uszczy³ tzw. katolikom postêpowym, co doprowadzi³o do wyroku skazuj±cego bpa Kaczmarka na 12 lat wiêzienia: „Wrogo¶æ wobec reformy rolnej, wrogo¶æ wobec unarodowienia przemys³u i wobec innych podstawowych osi±gniêæ spo³ecznych Polski Ludowej(…)”, co w rezultacie „godzi³o zarówno w interes Pañstwa, jak i w dobro Ko¶cio³a i jego misjê religijn± w Polsce Ludowej”. [Tadeusz Mazowiecki, Wnioski, Wroc³awski Tygodnik Katolicki", nr 5, 27 IX 1953 r. s. 3-4]. Gdyby nie osobiste do¶wiadczenia ze sprawiedliwo¶ci± w³adzy ludowej w stanie wojennym, nie uwierzy³bym, ¿e istnieæ mog³a taka „wierz±ca tuba ideologiczna” w Polsce.


2009-09-10
BOHATERSKI BISKUP.
Ucieszy³em siê dzi¶, czytaj±c o inicjatywie kieleckiego Klubu Inteligencji Katolickiej postawienia pomnika ku czci bpa Czes³awa Kaczmarka. Bêdzie to wysoki na dwa metry monument z br±zu i wiosn± przysz³ego roku ma stan±æ przed katedr±. Bliska mi jest ta bazylika kielecka, jak bliskie sercu mog± byæ lata dzieciêce. Po wojnie mieszka³em tam niedaleko, na ul. Weso³ej. Bliska mi jest tak¿e postaæ ¶wiêtej pamiêci bohaterskiego biskupa Kaczmarka, choæ ta pamiêæ bole¶nie dotyka lat 50- i 60-tych. Jako ch³opak nie dawa³em wiary temu, co pisa³y wtedy gazety o biskupie - zdrajcy i szpiegu amerykañskim. Pó¼niej dowiedzia³em siê, ¿e pokazowy proces sadu wojskowego by³ sfingowany, oskar¿enia nieprawdziwe. Tak, ale nieludzkie tortury podczas przes³uchañ biskupa Czes³awa by³y prawdziwe, a wyrok s±dowy skaza³ go na 12 lat pozbawienia wolno¶ci. Sposób, w jaki ubecy starali siê z³amaæ psychikê biskupa katolickiego, by³ i pozostaje nadal tragicznym dowodem szatañskiej nienawi¶ci komuny do Ko¶cio³a.
¦mieræ bpa Kaczmarka by³a wynikiem zrujnowania zdrowia przez ubeckie tortury. Odszed³ do domu Ojca w uroczysto¶æ Matki Bo¿ej Czêstochowskiej w 1963 roku. W swoim testamencie napisa³: "Moim wrogom, którzy nies³usznie przydali mi tyle krzy¿a i cierpieñ, mimo wszystko przebaczam, staraj±c siê na¶ladowaæ Chrystusa Mi³osiernego, i dziêkujê im za dan± mi okazjê przej¶cia przez próbê i czy¶ciec na ziemi".

2009-09-08
DUCH ASY¯U.
Na Rynku krakowskim dzisiejszego wieczoru Kongres „Ludzie i Religie” zakoñczy³ sw± wielk±, publiczn± modlitwê apelem o pokój i dialog. Ogromny t³um wype³niaj±cy plac wokó³ Sukiennic s³ucha³ w ciszy piêknych s³ów, które daj± ¶wiadectwo marzeñ dobrych ludzi w ¶wiecie najczê¶ciej dzi¶ pokazywanym od strony z³a. Apel chce przemówiæ do ludzi ¿yj±cych tak, jakby Boga nie by³o. Oto fragment „Apelu o Pokój”:
„My, kobiety i mê¿czy¼ni z ró¿nych religii, siedemdziesi±t lat od wybuchu drugiej wojny ¶wiatowej, spotkali¶my siê w historycznym mie¶cie Krakowie: by modliæ siê, prowadziæ dialog, rozwijaæ humanizm pokoju. Oddajemy ho³d pamiêci Jana Paw³a II, syna tej ziemi. By³ on nauczycielem dialogu i niestrudzonym ¶wiadkiem ¶wiêto¶ci pokoju, potrafi±cym ofiarowaæ ¶wiatu wizjê w trudnych czasach: Ducha Asy¿u. (…)
Nasze religijne tradycje, przez swoje odmienno¶ci, razem mówi± z moc±, ¿e ¶wiat bez ducha nigdy nie bêdzie ludzki. One pokazuj± drogê powrotu do Boga, który jest ¼ród³em pokoju. Duch i dialog obdarz± ten zglobalizowany ¶wiat dusz±! ¦wiat bez dialogu pozostanie niewolnikiem nienawi¶ci i strachu przed drugim cz³owiekiem. Religie nie chc± wojny i nie chc±, aby wykorzystywano je dla wojny. Mówienie o wojnie w imiê Boga to blu¼nierstwo. ¯adna wojna nigdy nie jest ¶wiêta. Ludzko¶æ zawsze przegrywa, gdy wybiera przemoc i terror. Duch i dialog pokazuj± drogê, by ¿yæ razem w pokoju. Zrozumieli¶my wyra¼niej, ¿e dialog uwalnia od strachu i od obojêtno¶ci na drugiego cz³owieka. To wielka alternatywa dla wojny. Dialog nie os³abia niczyjej to¿samo¶ci i pozwala odkryæ to, co najlepsze w nas i w innych. W dialogu nic nie zostaje utracone. Dialog tworzy lepsz± historiê, a starcie [terror] - przepa¶æ. Dialog to sztuka wspó³istnienia. Dialog to dar, jaki pragniemy z³o¿yæ XXI wiekowi. (…) Niech Bóg obdarzy ca³y ¶wiat, ka¿d± kobietê i ka¿dego mê¿czyznê cudownym darem pokoju!”


2009-09-06
WIELKA MODLITWA.
Dzi¶, w niedzielê, rozpocz±³ siê w Krakowie pod przewodnictwem ks. kard. Stanis³awa Dziwisza i prof. Andrzeja Riccardi, szefa w³oskiej Wspólnoty ¶w. Idziego, Kongres dla Pokoju „Ludzie i Religie”. Królewski Kraków przez trzy dni bêdzie miejscem nie tylko poszukiwañ intelektualnych i rozmów o pokoju w zglobalizowanym ¶wiecie, ale przede wszystkim bêdzie miejscem wielkiej modlitwy wznoszonej ku Niebu przez ludzi ró¿nych religii. Przyjecha³o do Polski 1800 przedstawicieli ró¿nych religii i wyznañ, aby siê modliæ. Jest to kontynuacja wielkiej modlitwy ludzi ducha, których po raz pierwszy zwo³a³ do Asy¿u, miasta ¶w. Franciszka, Jan Pawe³ II w 1986 roku. Od tamtego czasu Wspólnota ¶w. Idziego, na pro¶bê Polskiego Papie¿a, rokrocznie gromadzi ludzi ró¿nych religii na wspóln± modlitwê. Dwadzie¶cia lat temu takie spotkanie odby³o siê w Warszawie w 50-lecie wybuchu II wojny ¶wiatowej, dzi¶ w Krakowie. W modlitwie ludzi dobrej woli niech Duch Bo¿y unosi siê nad Polsk± i st±d niech okryje wszystkie l±dy. „Ich g³os [niech] siê rozchodzi na ca³± ziemiê i a¿ po krañce ¶wiata ich mowy”(Ps 19,5). Natomiast z³ego ducha, ducha wojny i terroryzmu, niech poch³onie piek³o, by nie zagra¿a³ ju¿ znêkanej wielkim kryzysem ludzko¶ci.


2009-09-01
WOJNA I NAWRÓCENIE.
Czy ¶wiat mo¿e obej¶æ siê bez wojny?... Ca³y XX wiek naznaczony by³ przemoc± i cierpieniem, obron± i ¶mierci±, bohaterstwem i niewol± w czêstych konfliktach wojennych. Po II wojnie ¶wiatowej wydawa³o siê, ¿e ju¿ nikt nie bêdzie têskni³ do militarnych rozwi±zañ jakichkolwiek k³opotów na ¶wiecie. Ten najd³u¿ej trwaj±cy miêdzynarodowy konflikt zbrojny pokaza³ ¶wiatu z ca³± oczywisto¶ci± tragiczne z³o wojny. Wojna to nieszczê¶cie cz³owieka. Ka¿dego cz³owieka, nie tylko tych milionów ludzi, którzy cierpieli i stracili ¿ycie przed 70 laty. A¿ strach pomy¶leæ o wiecznym losie tych, którzy wojnê uczynili ¼ród³em swego bogactwa czy te¿ zbierali na wojnie owoce ideologiczne i polityczne.
Dzisiejsze przemówienia szczególnych go¶ci na Westerplatte, Angeli Merker z Berlina i W³adimira Putina z Moskwy, ka¿± domniemywaæ, ¿e ¼ród³em ka¿dej wojny jest pora¿one przez szatana wnêtrze cz³owieka, to stamt±d wychodz± agresywne pomys³y i ataki. Chrystus dok³adnie to zobrazowa³ w swym nauczaniu: „Z serca ludzkiego pochodz± z³e my¶li, nierz±d, kradzie¿e, zabójstwa, cudzo³óstwa, chciwo¶æ, przewrotno¶æ, podstêp, wyuzdanie, zazdro¶æ, obelgi, pycha, g³upota. Ca³e to z³o z wnêtrza pochodzi i czyni cz³owieka nieczystym”(Mk 7,21-23). Ze strony agresora zachodniego us³yszeli¶my wyznanie winy dopiero po 70-ciu latach! S³owa pani kanclerz Niemiec ucieszy³y Polaków zw³aszcza tych, którzy pamiêtaj± ci±g³± modlitwê od roku 1965 i wyci±gniêt± do zgody w imiê Jezusa Chrystusa d³oñ episkopatu Polski. Ze strony agresora ze wschodu, uderzaj±cego no¿em w plecy, widaæ jedynie tê sam± ¶cie¿kê rozeznania moralnego, co przed 70-ciu laty. Chyba wielu ludzi dzi¶ zrozumia³o, ¿e trzeba modliæ siê o nawrócenie Rosji. Trzeba modlitw± wspomagaæ duchownych, którzy ciê¿ko pracuj± w winnicy Pañskiej przed i za Uralem. Wnêtrza ludzi w³adzy wyw³aszczone z wiary i warto¶ci nadprzyrodzonych nie pozostaj± przecie¿ niezamieszka³e. Gdzie nie ma ¶wiat³a, tam zalega ciemno¶æ.


2009-08-31
PAMIÊÆ NIEELEGANCKA.
Pierwszy przewodnicz±cy „Solidarno¶ci” dzi¶ równie¿ – jak przed rokiem – sk³ada³ kwiaty pod pomnikiem stoczniowców w otoczeniu dziatwy szkolnej, w oderwaniu od robotników, którzy przecie¿, zagro¿eni utrat± pracy, cierpi± bez szansy na normalne, przyzwoite ¿ycie. W eleganckim garniturze z bukietem w rêku i z dumnie podniesion± g³ow± szed³ zupe³nie nieelegancko, samotnie, emeryt „Solidarno¶ci”. Natomiast rzesze cz³onków „Solidarno¶ci” zanios³y po po³udniu do ko¶cio³a ¶w. Brygidy wspóln± modlitwê b³agaln± do Boga i pamiêæ o s³owach Jana Paw³a II us³yszanych na Zaspie w Gdañsku 12 czerwca 1987 roku: „Jeden drugiego brzemiona no¶cie(…) Solidarno¶æ – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemiê, to brzemiê niesione razem, we wspólnocie. A wiêc nigdy: jeden przeciw drugiemu”.Niestety, pana Lecha Wa³êsy na tej Mszy ¶w. nie by³o. Smutno mi dzi¶, w 29. rocznicê podpisania Porozumieñ Sierpniowych. Przychodz± mi na pamiêæ s³owa ks. Józefa Tischnera: „Solidarno¶æ sumieñ jest ruchem etycznym, którego podstawow± zasad± jest w i e r n o ¶ æ : b±d¼my sobie wierni. B±d¼my wierni sobie, na przekór donosicielstwu, na przekór zapieraniu siê siebie nawzajem (…) Wierno¶æ powstaje i ro¶nie tam, gdzie panuje jasno¶æ. W ciemno¶ci wszystko staje siê podejrzane. Cz³owiek musi wiedzieæ, z kim ma do czynienia i o jakie sprawy chodzi. Musi byæ gotowy pokazaæ siebie w ca³ej prawdzie”.


2009-08-30
KONIEC WOJNY.
Koñczy siê sierpieñ, jest upalnie jak przed siedemdziesiêciu laty, wspominaj± najstarsi ¶wiadkowie tamtego koñca lata. Du¿o mówi siê dzi¶ w Polsce i w Niemczech o rocznicy wybuchu II wojny ¶wiatowej. Jest powszechna zgodno¶æ co do pocz±tku wojny, ale o dacie koñca tej katastrofy pewno¶ci nie ma. Bardzo ciekawe wspomnienia snuje na ten temat kard. Georg Sterzinsky, metropolita Berlina: „Pamiêtam jak Jan Pawe³ II przyby³ do Berlina w 1996 r. Lecia³em z nim w helikopterze i przelatywali¶my nad Bram± Brandenbursk±. Wtedy papie¿ z du¿± doz± emocji powiedzia³: ‘Teraz wiem, ¿e skoñczy³a siê II wojna ¶wiatowa’. Na pocz±tku nie poj±³em jego s³ów. Jak to, koniec wojny w 1996 r., kiedy to ju¿ by³a zamierzch³a przesz³o¶æ? Ale pó¼niej zrozumia³em, ¿e spojrza³ na nasz± historiê, na Berlin, który by³ stolic± dwóch dyktatur, które upad³y, a po ponad 40 latach Niemcy zjednoczy³y siê i dopiero wtedy skoñczy³a siê wojna. Pó¼niej papie¿ przeszed³ przez Bramê Brandenbursk± i to mia³o dla nas wielkie znaczenie symboliczne”. Oby Brama Brandenburska ju¿ nigdy nie otwiera³a czo³gom niemieckim drogi na Polskê.


2009-08-24
EPIGONI.
Wietnamski re¿ym komunistyczny nie umie w swej polityce religijnej znale¼æ w³asnej drogi. Powiela w odnoszeniu siê do ludzi Ko¶cio³a drogê, któr± komuni¶ci polscy przeszli i doszli do samounicestwienia siê. Widaæ wyra¼nie, ¿e dla komuny, gdziekolwiek by nie by³a, historia nie jest nauczycielk± ¿ycia. Potwierdza to polityka rz±dz±cych tak¿e w Republice Konga w Afryce, czy na Kubie. Prze¶ladowanie Ko¶cio³a i niszczenie jego struktur organizacyjnych stosowane jest niezmiennie mimo wyra¼nych pozytywnych skutków dzia³alno¶ci duszpasterskiej Ko¶cio³a w¶ród wiernych. Bezbo¿na ideologia przes³ania widzenie prawdy i tym samym tamuje rozwój spo³eczny w kraju. Z drugiej strony trudno siê dziwiæ komunistom- nieukom, bo gdyby chcieli zm±drzeæ, musieliby dokonaæ swoistego harakiri. Nie dziwi nas równie¿ niedawna propagandowa zapowied¼ wizyty prezydenta Wietnamu w Watykanie, co z kolei budzi nadziejê katolików na przyjazd Ojca ¶w. do Wietnamu. Czy¿ tak nie by³o w Polsce? Ale Polacy pamiêtaj±, ¿e Ewangelia g³oszona przez Jana Paw³a II doprowadzi³a do publicznego wyprowadzenia sztandaru PZPR ze sceny i znikniêcia partii z krajobrazu nadwi¶lañskiego. Warto o tym mówiæ chocia¿by dla edukacji m³odego pokolenia, które nie chce wierzyæ, ¿e takie epigoñskie nonsensy polityczne - jak w Wietnamie, Kongu czy na Kubie - mog³y siê zdarzyæ wcze¶niej na polskiej ziemi.


2009-08-21

NIEDZIELNE WÊDROWANIE.

Pojawi³o siê w naszej prasie nowe (nie dla Anglików) s³owo „churching”. Brzydkie s³owo, a jego tre¶æ jeszcze okropniejsza: wêdrowanie po ko¶cio³ach. Zjawisko nie jest nowe. Od dawien dawna istnieje w Polsce tradycja, zw³aszcza w wielkim mie¶cie, odwiedzania grobu Pañskiego w Wielki Pi±tek i nazajutrz. Ta tradycja wpisana jest w nurt modlitewny Wielkiego Tygodnia, jest syceniem duszy obrazami ceny, jak± zap³aci³ Syn Bo¿y dla naszego zbawienia.

Obecne zjawisko niedzielnej wêdrówki ludu parafialnego po ko¶cio³ach w poszukiwaniu „dobrego kaznodziei” najwyra¼niej jest „wielk± przegran±” idei soborowej o integracyjnej roli parafii w ¿yciu Ko¶cio³a. To nie jest poprawny wyraz wolno¶ci religijnej i korzystania z prawa wyboru. Ta nowa moda jest pogoni± za niezwyk³o¶ciami, estetycznymi wra¿eniami, czy sensacjami. S³ysza³em kiedy¶ po Mszy ¶w. opiniê o nowym kaznodziei przyby³ym po studiach zagranicznych: „Jest ¶wietny, da³ popaliæ dzisiaj biskupom. Ten to nikogo siê nie boi”. Msza ¶w. jest zupe³nie czym¶ innym. Centraln± osob± jest Jezus Chrystus, a nie kaznodzieja. I nie kazanie jest najwa¿niejsze. Udzia³ w niedzielnej Eucharystii (jako istotnym obowi±zku mi³owania Boga) jest uczestniczeniem w ZBAWCZEJ OFIERZE Mistycznego Cia³a Chrystusowego. Potrzebne jest tu tak¿e poczucie przynale¿no¶ci do konkretnej wspólnoty wiernych. Oczywi¶cie, ¿e to wspaniale, gdy kaznodzieja jest inteligentny i z talentem, estetyka dla ucha jest wa¿na, ale najwa¿niejsze podczas ka¿dego kazania jest us³yszenie w duszy przemawiaj±cego Boga. A Bóg potrafi przemówiæ nawet przez o¶licê Balaama (Lb 22,28). 

Churching niedzielny bardzo czêsto sprowadza Mszê ¶w. do jednego, wcale nie najwa¿niejszego, punktu w rekreacyjnym programie rodzinnym. Dla mi³o¶ci Pana Boga to za ma³o.



2009-08-20

DLACZEGO.

Dzi¶ rano szlocha³em. Doprawdy, nie wiem, dlaczego. K³ad±c siê spaæ przed pó³noc±, nie po³kn±³em maleñkiej tabletki stilnoxu. Czu³em wielkie zmêczenie i pomy¶la³em: i tak zasnê. Z trudem uda³o mi siê. ¦ni³em koszmar. By³em gdzie¶ umówiony z jak±¶ grup± m³odzie¿y na spotkanie modlitewne. Nie mog³em trafiæ do ko¶cio³a, po drodze dopad³ mnie ulewny deszcz. Nagle znalaz³em siê przed fasad± wielkiego gotyckiego ko¶cio³a. Zbli¿y³em siê. Nie, to nie by³ ko¶ció³, to by³y wysokie, spiczaste ska³y i, gdy patrzy³em w górê, zaczê³y z nich niebezpiecznie spadaæ kamienie, jakie¶ od³amki. Zacz±³em d³oñmi wy³apywaæ je i krzycza³em do m³odych, by nie podchodzili. Nie zbli¿ajcie siê! Chroñcie siê! Stali bez s³owa w strugach deszczu. Wreszcie otwar³y siê drzwi (w tej skale?). W mrocznym wnêtrzu stali m³odzi, twarze obce. Mia³em odprawiaæ z nimi Mszê ¶w., a tu nic nieprzygotowane, nawet nie widzê o³tarza. Ministranci ubrani w czerwone togi zdaj± siê mnie nie zauwa¿aæ. W panice zacz±³em rozgl±daæ siê szukaj±c wej¶cia do zakrystii, nie widzê, wszêdzie tylko ³awki i ³awki ko¶cielne. Stojê ogarniêty niemoc±. Czujê ciê¿ki lêk, który wlewa siê we mnie jak w jak±¶ formê od stóp do g³owy.

Przebudzi³em siê. W pokoju by³o ciemno, na zegarku ¶wieci³a godzina pó³ do drugiej. Jêkn±³em. By³em ca³y obola³y, nie mog³em ruszyæ ramionami, obojczyk dokucza³ przy ka¿dej próbie ruchu, kark ob³o¿ony bólem, miêdzy ³opatkami jakby bolesne gniazdo, lewa d³oñ i obie stopy zmrowione. Cia³o moje oblewa³o siê na przemian to zimnym, to gor±cym potem. Le¿a³em nieruchomo d³ugi czas, zasypiaj±c i budz±c siê kilkakrotnie. O szóstej ból zel¿a³. Musia³em wstaæ i przygotowaæ siê do koncelebry. Po kilku próbach uda³o mi siê wreszcie podnie¶æ z po¶cieli i wtedy w³a¶nie ja, stary koñ, zap³aka³em cichym szlochem. Pisz±c te s³owa, pytam siê: dlaczego? - Czy z bólu? - Przecie¿ ju¿ wycisza³ siê i mia³em tabletki tramadolu na podorêdziu. - Czy nad tym koszmarnym snem? - Przecie¿ nie rozczytywa³em jego znaczenia, bo siê na tym nie znam. - Czy mo¿e nad swym tak ostro u¶wiadomionym losem? - Przecie¿ mê¿czy¼ni nie p³acz±… O godzinie siódmej, wychodz±c do Mszy ¶w., powtarza³em – patrz±c na obraz – Jezu, ufam Tobie!



2009-08-15

NIES£YCHANE ZJAWISKO.

Pod wa³ami Jasnej Góry tysi±ce pielgrzymów! Tych, co dzi¶ wybrali siê na uroczyst± sumê i tych, co ju¿ kilka czy kilkana¶cie dni wêdrowali do Królowej Polski Wniebowziêtej. Istne oblê¿enie! W sumie od koñca maja do po³owy sierpnia pielgrzymowa³o w naszym kraju blisko 200 tysiêcy rodaków w 154 pielgrzymkach z ró¿nych stron kraju, pieszo, rowerami, na koniach i na rolkach. S± pielgrzymki niepe³nosprawnych. Bardzo du¿a ilo¶æ m³odzie¿y. Najdalsze pielgrzymowanie wymaga³o pokonania ponad 600 kilometrów, wêdrowanie trwa³o nieraz 19 i wiêcej dni. Nies³ychane zjawisko religijne w skali ¶wiatowej!

Lud "niebo¿y" widzi w tym tylko biznes turystyczno-rozrywkowo-wakacyjny. Oczy tych ludzi s± zamkniête na piêkno duchowe porywaj±ce serca wierz±cych i poci±gaj±ce do sanktuarium narodowego. Dzi¶ Prymas Polski, ks. kard. Józef Glemp, podczas pontyfikalnej sumy na szczycie jasnogórskim powiedzia³ o tych „nowoczesnych” Polakach: ,,Wyciszy³o siê stwierdzenie, ¿e Boga nie ma, przeciwnie rozpowszechnia siê przekonanie, ¿e bogami jeste¶my my, my, którzy rz±dzimy mediami, którzy piastujemy urzêdy, którzy zapewniamy rozrywkê. Nowi bogowie mog± stanowiæ normy moralne wed³ug swego uznania i zachcianek i mog± potêpiaæ to, co jest niewygodne, mog± nagradzaæ g³upotê, wydawaæ niesprawiedliwe wyroki, o¶mieszaæ to, co ¶wiête. (…) Taki stan rzeczy sprawia, ¿e wierz±cy cz³owiek zaczyna siê wstydziæ i dziwiæ swojej normalno¶ci”. Ten w±tek swego kazania ks. Prymas uwieñczy³ wezwaniem do obrony wiary i do obrony rozumu.



2009-08-12

¦WIAT£O NA ¦CIE¯CE.

Zatelefonowa³a dzi¶ Ewa, czêsto rozmawiamy w ten sposób, bo Ewa jest ciê¿ko chora, nie rusza siê z domu. Zwykle nasze tematy kr±¿± wokó³ Pana Boga i ¿ycia wiecznego. Wygl±da to tak, jakby¶my chcieli rzuciæ sobie choæ odrobinê ¶wiat³a na ¶cie¿kê do ¶mierci, a raczej poza ni±. Jak tam jest, jak wygl±da „bezprzestrzeñ” tu¿ za bram± czasu? Mo¿na by pomy¶leæ sobie, ¿e to zwyk³a ciekawo¶æ, czy te¿ æwiczenia z wyobra¼ni, gdyby nie pod podszewk± pytañ ukrywaj±ca siê podejrzana niepewno¶æ. Podejrzana, bo przecie¿ wszystko (lub bardzo du¿o) wiemy od Chrystusa, a jednak niepewno¶æ siedzi w nas i pasie lêk wewnêtrzny, czy te¿ ¿ywi siê naszym strachem wobec ¶mierci. Ewie siê nie dziwiê, ani sobie, ani nikomu, bo pamiêtam mój wielkopostny strach ¶ciskaj±cy duszê po pierwszej chemioterapii, która powali³a mnie a¿ do zupe³nej bezsi³y. S±dzê, ¿e to by³a Jezusowa „nauczka”. Wielkanoc bowiem, piêknie w ciszy i modlitwie, przynios³a mi ³askê stopniowego powrotu do si³ fizycznych i duchowych. Pewno¶æ obecno¶ci ¿yj±cego Jezusa rozpoczê³a swe umacnianie przez przychodz±ce wiadomo¶ci, ¿e wielu (i codziennie coraz wiêcej) ludzi modli siê o moje uzdrowienie. A potem by³o zdjêcie rentgenowskie pokazuj±ce wyra¼nie, ¿e guz na p³ucu siê zmniejszy³. Co bêdzie dalej? – Nie wiem, ale codziennie wielokrotnie zwracam siê sercem ku Zmartwychwsta³emu i mówiê: „Jezu, ufam Tobie”. O co siê modlê w ten sposób? O wyzdrowienie? Tak, ale przede wszystkim o to, bym ju¿ nigdy nie podda³ siê strachowi przed ¶mierci±. O tym powiedzia³em Ewie i obieca³a mi, ¿e bêdzie czêsto powtarzaæ to wezwanie: „Jezu, ufam Tobie”. To na pewno jest dobre ¶wiat³o rzucone na nasz± ¶cie¿kê.



2009-08-09

PRZEMIENIENIE.

Niedziela, ale te¿ dzieñ pamiêci o ¿ydowskiej wroc³awiance, Edycie Stein, przemienionej w siostrê karmelitankê, Benedyktê od Krzy¿a. Jej przemienienia dokona³ Bóg, po wielu latach niewiary, na Taborze Chrystusowej ³aski. Niestety, ¼li ludzie wojny zamordowali j± (z tysi±cami innych) w Auschwitz. Nazi¶ci nic nie zostawili z jej cia³a. Bóg natomiast zachowa³ dla nas jej przebóstwiony blask. Jej wiara umocniona ³ask± Chrztu ¶w. zaowocowa³a mêczeñskim „wniebowej¶ciem”. Ko¶ció³ zauwa¿y³ ten blask i zatrzyma³ na ziemi.

Czytaj±c „Beskidzkie rekolekcje”, zauwa¿am, i¿ spora czê¶æ tego pamiêtnika mówi o wierze, któr± uratowa³ od wyschniêcia i zapa¶ci m³ody spowiednik krakowski, ks. Karol Wojty³a. Nie ma tu mowy o mêczeñskiej ¶mierci, ale przygl±daj±c siê upartej walce modlitewnej o zachowanie ³aski Bo¿ej, i widz±c zmaganie siê z cierpieniem poprzez zape³nianie czasu nieustann± prac± dla innych, trzeba przywo³aæ na pamiêæ Norwidowe pojêcie „bia³ego mêczeñstwa”.



2009-08-08

POJMOWANIE.

Czytam codziennie „Beskidzkie rekolekcje” i codziennie targaj± mn± ró¿ne uczucia. Najpierw by³y to uczucia pe³ne z³o¶ci i goryczy wobec opinii komentatorów prasowych czy internetowych na temat ksi±¿ki, jej autorki i „adresata” tych zapisów my¶li i stanów uczuciowych. Z ka¿d± nastêpn± przeczytan± stronic± umacnia³a siê we mnie pewno¶æ, ¿e wiêkszo¶æ wypowiadaj±cych siê nie czyta³a ksi±¿ki, a bzdury wypisywane na temat niemo¿liwo¶ci istnienia czystej, duchowej przyja¼ni miêdzy ksiêdzem a kobiet± s± ¶wiadectwem ignorancji na temat ¿ycia duchowego, a czêsto tak¿e obrazuj± brudn± wyobra¼niê czy nawet uwik³anie seksualne autorów. Na szacunek zas³uguj± ci komentatorzy, którzy „Rekolekcje…” szczerym sercem pojêli jako najtajniejsze wyznania „Dusi” prowadzonej twórcz± my¶l± „Brata” drogami doskona³o¶ci chrze¶cijañskiej. Dla wielu pañ, które znaj± Wandê Pó³tawsk±, ta ksi±¿ka jest odkryciem i radosn± niespodziank±. Ksi±¿ka jest gruba i wielow±tkowa. Na pocz±tku wyzwala³a we mnie, czasami a¿ bolesne, wspó³czucie, gdy towarzyszy³em sercem Autorce w jej cierpieniu i poszukiwaniach sensu tak uporczywego i dotkliwego bólu. Jej lêk przed ¶mierci± by³ mi bliski, ale musia³em siebie skarciæ: ty¶ a¿ tak nie cierpia³, a w jêkach samotnych szuka³e¶ ulgi. Cz³owiek jest m±dral±, gdy ¶mieræ jeszcze daleko, ale gdy stanie we drzwiach, bohaterstwo umyka kroplami spoconego strachu.



2009-08-05

PO LATACH.

Odprawia³em dzi¶, dok³adnie w 29. rocznicê ¶mierci, Mszê ¶w. w intencji ¶p. ks. Modesta Gajewskiego, mego pierwszego proboszcza, który po wojnie ca³y czas s³u¿y³ parafianom w Kudowie Zdroju. Wtedy by³a to jedna wielka parafia. Dzi¶ celebrowa³em w nowym ko¶ciele wybudowanym przez ks. Jana Odziomka, m³odego proboszcza po podziale parafii. ¦wi±tynia piêkna, funkcjonalna, pachn±ca ¶wie¿o¶ci± kwiatów i s³oñca promieniami. Pe³en ko¶ció³ ludzi, a w¶ród nich wiele dawnych moich uczniów i uczennic. Oni mnie rozpoznali, przyszli z kwiatami. By³o niema³e wzruszenie, choæ ja przecie¿ nie rozpoznawa³em ich dojrza³ych twarzy sprzed czterdziestu kilku lat. Po Mszy by³ wieczór poetycki, czyta³em wiersze z tomików „Antyfony jesienne” i „Rozwa¿anie drzewa figowego”. Dzi¶ w kalendarzu liturgicznym jest wspomnienie Matki Bo¿ej ¦nie¿nej i choæ nie spad³ cudownie ongi¶ zes³any przez Maryjê w Rzymie ¶nieg, to jednak ten wieczór uwa¿am za bardzo udany. Cisza przejmuj±ca w¶ród s³uchaczy i na koñcu brawa na stoj±co a¿ nadto by³y tego wyrazem. Musia³em oddaæ cze¶æ m³odemu proboszczowi za moje niedowiarstwo, gdy wcze¶niej zapowiada³ wielk± frekwencjê.

 



2009-08-01

KARYGODNY BRAK.

Podczas Mszy ¶w. w wigiliê 65. rocznicy Powstania Warszawskiego abp Kazimierz Nycz odniós³ siê do dzisiejszych opinii i os±dów tamtego zrywu wolno¶ciowego w okupowanej przez wojska niemieckie Warszawie. „Stosunek do Powstania, do tamtych ponad 200 000 ludzi (przewa¿nie m³odych), którzy oddali ¿ycie, wypowiadane przez nas s±dy, zarówno ich tre¶æ jak i forma, os±dzaj± tak naprawdê nas samych - przede wszystkim pokazuj±, czy jeste¶my „uczestnikami” czy te¿ wy³±cznie „widzami” i „krytykami”. Czy jeste¶my otwarci na kszta³towanie naszego systemu warto¶ci, czy te¿ tamte wydarzenia wykorzystujemy tylko do naszych dzisiejszych korzy¶ci i interesów”.

Kaznodzieja przytoczy³, jako ¶wiadectwo wiary ¿o³nierza z tamtych dni, decyzjê genera³a Antoniego Chru¶ciela: "Polecam wprowadzenie w oddzia³ach jednolitych modlitw porannych i wieczornych w nastêpuj±cej formie. Rano po pobudce: Ojcze nasz, Zdrowa¶ Mario, Wierzê i pie¶ñ «Kiedy ranne…». Wieczorem przy apelu: Anio³ Pañski z trzykrotnym «Wieczny odpoczynek» za poleg³ych i pie¶ñ «Wszystkie nasze dzienne sprawy». Wszêdzie, gdzie to mo¿liwe dziêki przywilejom udzielonym przez Stolicê ¦wiêt± kapelani udostêpni± wys³uchanie Mszy ¶w. w niedzielê”.

Z ca³± pewno¶ci± dzisiejsza tzw. opinia publiczna okrzyknê³aby tego genera³a zacofañcem z ciemnogrodu i oskar¿y³a go o karygodny brak tolerancji.



2009-07-31

NIEMIECKA KRONIKA.

Znalaz³em w kudowskiej ksiêgarni „Kronikê dni oblê¿enia” ks. Paula Peikerta. Poruszaj±ca lektura. Jest to ju¿ trzecie wydanie w jêzyku polskim zapisków wroc³awskiego proboszcza parafii ¶w. Maurycego w okresie od 22 stycznia do 6 maja 1945 roku. Niemiecki ksi±dz pozosta³ we Wroc³awiu, aby nie¶æ pos³ugê duchow± parafianom, uciekinierom i ¿o³nierzom podczas tworzenia przez hitlerowskich nazistów Festung Breslau.  Z zapisków wy³ania siê straszny obraz tego, co dzia³o siê wtedy w rz±dzonym przez partiê NSDAP Wroc³awiu. „Przez miasto przeci±ga³y nieskoñczone kolumny przymusowo ewakuowanych rodaków. (…) Ewakuacjê przeprowadza Waffen-SS z nies³ychanym terrorem i cynizmem. (...) To ju¿ nie obroñcy ojczyzny i kraju rodzinnego; uczyniono z nich zbrodniarzy na szkodê w³asnego narodu. S± dzie³em Hitlera, który zag³uszy³ w tych ludziach, zdolnych do wszystkiego, wszelki g³os sumienia. (…) Wstrz±saj±ce sceny rozgrywaj± siê na ulicach. (…) Zaledwie domy opustoszej±, przystêpuj± do dzie³a oddzia³y podpalaczy, którzy podk³adaj± ogieñ. (…) W istny sza³ niszczenia wpadli Niemcy, bo rz±d postradawszy zmys³y rzuca has³o: zwyciêstwo albo zag³ada. (…) Oto agonia narodu, który chcia³ wykre¶liæ Boga i jego prawa, a cz³owieka uczyni³ bo¿yszczem”.



2009-07-27

PO ¦LADACH.

Kudowa Zdrój, tutaj rozpoczynam dzi¶ urlop wypoczynkowy, na który otrzyma³em pozwolenie od mojego lekarza T. Jest piêkna, s³oneczna pogoda. Okno mej celi otwiera siê na park zdrojowy, wszêdzie bujna zielono¶æ. Pierwszy raz przyby³em do Kudowy przed 45-ciu laty z dekretem kurialnym w kieszeni. Pracowa³em tu jako wikariusz przez dwa pierwsze lata kap³añskie. Pamiêtam s³owa, jakimi przywita³ mnie na progu plebanii ks. proboszcz Modest Gajewski. Ze zdziwieniem wykrzykn±³: „Och, jaki chudy”! U¶miali¶my siê obaj. Przy kolacji pocieszy³ mnie: „Ka¿dy wikary, odchodz±c st±d, wygl±da znacznie lepiej. W Kudowie jest dobre powietrze”. Istotnie tak by³o, chocia¿ po dwóch latach do oty³ych jeszcze nie nale¿a³em. Spacerowa³em dzi¶ g³ówn± alej± parkow± tak, jakbym nigdy st±d nie wyje¿d¿a³. Wszystko takie znajome, bliskie, a jednocze¶nie dziwnie nowe, odrestaurowane, bardziej zadbane. I ludzie jakby ci sami, a jednak przy zbli¿eniu to nie byli ci i zupe³nie mnie nie poznawali – dziwi³em siê. Popatrz w lustro, powiedzia³em sobie, tak to prawda, oni mogliby byæ wnukami tamtych, z którymi siê tu spotyka³em… Chodzi³em po dawnych ¶ladach. By³o mi bardzo przykro. S± momenty, w których staro¶æ jest za bliska i nie na rêkê. Zatêskni³em za Kudow± sprzed prawie pó³wiecza, to by³a moja pierwsza mi³o¶æ duszpasterska.



2009-07-23

W SZPITALU.

Rano mia³em telefon ze szpitala w centrum miasta. D³ugo p³ynê³a ze s³uchawki opowie¶æ o chorowaniu. Jest wielki upa³, w salach duchota nie do wytrzymania. W przepe³nionych salach i na korytarzach le¿± stare kobiety z wyrazem cierpienia na twarzy. Niektóre cicho pojêkuj±, inne g³o¶niej próbuj± dochodziæ swoich praw pacjentek. Pewna bezsilna staruszka chcia³aby wyj¶æ do WC, robi nadludzkie wysi³ki, by podnie¶æ siê z po¶cieli, zsuwa siê na brzeg ³ó¿ka i, niestety, bezsilna pada na pod³ogê. S±siadka naciska guzik alarmowy. Przybiega pielêgniarka, nie ma si³, by podnie¶æ ciê¿k± pacjentkê. Biegnie po pomoc, trochê czasu schodzi, znalaz³ siê mê¿czyzna, noszowy, kto¶ inny poszed³ po wózek dla chorej. Potrzebny jest lekarz, by zbadaæ, czy chora nie zrobi³a sobie jakiej¶ krzywdy tym upadkiem. Lekarz zajêty, przychodzi po jakiej¶ chwili, a babcia jêczy i wskazuje na WC… Po po³udniu odwiedza mnie B. By³a dzi¶ w szpitalu, chcia³a odwiedziæ chor± znajom±. Szuka³a po wszystkich salach i nie znalaz³a. Wreszcie w recepcji pielêgniarka powiadomi³a j±, ¿e pacjentka zosta³a rano wypisana ze szpitala, Jak to? – pyta zdziwiona – bez uprzedzenia? No tak, mia³a dostaæ jeszcze porcjê krwi, ale krwi nie ma, wiêc wypisano j±, po co ma zajmowaæ ³ó¿ko...

W TVP tymczasem pani minister mówi g³adko o reformie s³u¿by zdrowia. Rz±d nad ni± pracuje (od zawsze!) i pacjenci s± bezpieczni. Dla kogo ten rz±d pracuje? Pacjenci przecie¿ nie s± bezpieczni. Wielki nieuprawiany ugór rozci±ga siê miêdzy gór± partyjno-rz±dow± a do³ami spo³ecznymi w naszym pañstwie prawa (niereformowalnego).



2009-07-22

SPRAWDZANIE.

Andrzej Wiszniewski telefonuje prawie codziennie wieczorem i pyta: „powiedz, jak ty siê czujesz?”. Odpowiadam niezmiennie (albo prawie niezmiennie): „dobrze, chocia¿…”. Nie jest lekarzem (jest zwyczajnym profesorem) i nie chodzi mu o jakie¶ rozpoznanie diagnostyczne, jest wiernym przyjacielem i pragnie w ciszê wieczornej samotno¶ci wrzuciæ kroplê ¿yczliwej obecno¶ci i troski. Czasem zdarza mu siê wrzuciæ wiêkszy ³adunek emocji, np.: „By³em dzi¶ w „Solidarno¶ci” na Politechnice i wszyscy pytali o ciebie… Nie masz pojêcia, ile tam masz przyjaznych dusz. Pytaj± o twoje zdrowie, troszcz± siê”. Z ca³± pewno¶ci± jest to mi³e zape³nienie mych wieczornych my¶li i uczuæ wieloosobowym duchem ¿yczliwo¶ci. Pamiêæ przywodzi wspomnienia wielu dobrych spotkañ i rozmów. Ale nie tylko pamiêæ. Od kiedy celebrujê ju¿ samodzielnie (choæ nie bez dr¿enia, czy zdo³am dokoñczyæ) Eucharystiê, w¶ród uczestników spostrzegam dawnych studentów „czwórkowiczów”, którzy obserwuj± i sprawdzaj±, jak siê czujê. Czasami uda siê nam porozmawiaæ ciekawie w cieple zachodz±cego s³oñca. Ot, zwyk³y (i niezwyk³y!) obrazek z krajobrazu kap³añskiej staro¶ci…

 



2009-07-18
MIA£ ODWAGÊ.
W Oxfordzie wczoraj zmar³ w wieku 82 lat polski filozof Leszek Ko³akowski. W¶ród wielu tekstów w prasie na temat Zmar³ego znalaz³em krótk± i sumuj±c± wypowied¼ niemieckiego filozofa, prof. Gesine Schwana: „W Leszku Ko³akowskim fascynowa³a mnie przemiana, która siê w nim dokona³a. Z zaanga¿owanego marksisty sta³ siê krytykiem systemu komunistycznego. Niezwykle ciekawe by³y te¿ jego pogl±dy na religiê. By³ nies³ychanie uduchowionym cz³owiekiem o potê¿nej wiedzy na temat etyki i polityki, ale te¿ doskonale obeznanym z europejsk± filozofi±. Europie pozostawi³ swój rozrachunek z marksizmem, a tak¿e swoje rozmy¶lania nad religi±". Odszed³ do Wieczno¶ci cz³owiek, który na pytania dotycz±ce najistotniejszych spraw ludzkiego ¿ycia mia³ odwagê odpowiadaæ „nie wiadomo”. Leszek Ko³akowski z pewno¶ci± zwyciêsko potwierdzi³ swoj± ziemsk± opiniê na temat ¿ywej wiary chrze¶cijañskiej: „Ko¶ció³ chrze¶cijañski szczyci siê imponuj±c± galeri± wielkich mistyków, których s³usznie uwa¿a za najja¶niejsze gwiazdy na swoim duchowym firmamencie, poczynaj±c od samego ¶w. Paw³a, najbardziej czczonego patrona chrze¶cijañskich mistyków”.


2009-07-16
JEDNOZNACZNO¦Æ.
Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski poprosi³ wczoraj pani± prezydent Warszawy Hannê Gronkiewicz-Waltz, praktykuj±c± przecie¿ katoliczkê, o wyja¶nienie g³o¶nej i budz±cej ostry sprzeciw ¶rodowisk katolickich w Polsce sprawy pozwolenia na koncert piosenkarki Madonny 15 sierpnia w Warszawie. Przecie¿ „Ju¿ sam pseudonim, ale tak¿e sposób zachowania siê, tak na scenie, jak i poza scen±, tej piosenkarki jest dla wielu osób prowokacyjny. Organizowanie w Warszawie koncertu w dniu ¶wiêta Wniebowziêcia Naj¶wiêtszej Maryi Panny budzi powa¿ny sprzeciw i niesmak”. Data tego koncertu – w³a¶nie w Polsce – jest bezczeln± prowokacj± antykatolick±, a w efekcie ma przynie¶æ organizatorom wzrost wp³ywów ze sprzeda¿y biletów. Organizatorzy, oczywi¶cie, powo³uj± siê na konstytucyjne prawo do wolno¶ci. To zas³anianie siê prawem zamyka wielu katolikom usta. Milcz±, choæ maj± obowi±zek publicznej obrony czci dla kultu Naj¶wiêtszej Maryi Panny. Dlatego cieszê siê z jednoznacznego stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich, który pisze w swoim li¶cie: „Nie jest, w moim przekonaniu, ¿adnym usprawiedliwieniem odwo³ywanie siê w tej sprawie do konstytucyjnych wolno¶ci wyra¿ania pogl±dów, swobody dzia³alno¶ci twórczej, wolno¶ci sumienia i religii. S± granice, których w imiê tej wolno¶ci przekraczaæ nie nale¿y. Do nich zaliczyæ trzeba konstytucyjn± zasadê nakazuj±c± poszanowanie praw innych osób, w tym ich uczuæ religijnych. Prowokacja artystyczna, jak to okre¶laj± niektórzy obserwatorzy wydarzeñ kulturalnych, maj±ca na celu zwiêkszenie zainteresowania koncertem, ma swoje granice wyznaczone sfer± wolno¶ci i praw innych osób”. Jestem bardzo ciekaw, jakie stanowisko zajmie pani prezydent sto³ecznego miasta Warszawy, bez której woli nie zosta³aby wydana zgoda na ten koncert.


2009-07-11
KRWAWA NIEDZIELA.
Dzi¶ mija 66. rocznica mordu Polaków przez ukraiñskich nacjonalistów na Wo³yniu. W 167 miejscowo¶ciach (jak wynika z najnowszych tragicznych odkryæ Kresowiaków) s±siedzi ukraiñscy zaatakowali s±siadów polskich (zamordowano wtedy blisko 150 tysiêcy Polaków). Jak to siê sta³o? Przecie¿ do tej pory te s±siaduj±ce rodziny ¿y³y ze sob± w zgodzie. Jaki demon sprawi³, ¿e w niedzielê, gdy polskie rodziny modli³y siê w ko¶ciele, mê¿czy¼ni ukraiñscy wrzucali do ¶wi±tyni granaty, strzelali z karabinów, a wreszcie podpalili pe³en ludzi ko¶ció³. Jak to siê sta³o, ¿e dorastaj±cy greckokatoliccy synowie razem ze swymi ojcami ruszyli na tê krwaw±, s±siedzk± rze¼?... Diabe³ nienawi¶ci zawsze dzia³a tak samo. Trzeba przypomnieæ sobie, co zrobi³ z ¯ydami na zachód od nas w „noc kryszta³ow±” (9/10 listopada 1938). Dodaæ nale¿y dla sprawiedliwej pamiêci, ¿e na Wo³yniu wielu Ukraiñców pomaga³o Polakom podczas tego pogromu i ¿e wielu z nich za to zosta³o przez UPA srogo ukaranych. Potrzeba modlitwy, du¿o gor±cej modlitwy. Pikietowanie konsulatów ukraiñskich to za ma³o. Dlatego dobrze siê dzieje, ¿e dzi¶ i jutro w wielu miastach polskich, a tak¿e w £ucku, modl± siê i modliæ siê bêd± katolicy na Mszach ¶w., aby przyj¶æ z pomoc± duszom czy¶æcowym ludzi zamordowanych. Modliæ siê tak¿e trzeba za dusze morderców. I jeszcze jedna intencja domaga siê modlitwy: aby nigdy nie obudzi³ siê demon nienawi¶ci w nowych pokoleniach.


2009-07-09
NOWA ENCYKLIKA.
Nowa encyklika, podpisana przez Ojca ¶w. Benedykta XVI w Uroczysto¶æ ¶wiêtych Aposto³ów Piotra i Paw³a 29 czerwca, a og³oszona przed dwoma dniami 7 lipca, piêknie siê zaczyna: „Caritas in Veritate”. Taki te¿ jest tytu³. A podtytu³ okre¶laj±cy jej temat brzmi: „O integralnym rozwoju ludzkim w mi³o¶ci i prawdzie”. O mi³o¶ci równie¿ mówi³a pierwsza encyklika nowego papie¿a „Deus caritas est”, wydana w pierwszym roku jego pontyfikatu na Bo¿e Narodzenie 2005r. Wtedy Ojciec ¶w. mówi³ o twórczym ¼ródle ¿ycia chrze¶cijañskiego, jakim jest Mi³o¶æ Bo¿a i które jest fundamentem codziennego odnoszenia siê wzajemnego chrze¶cijan. Ta pierwsza encyklika Benedykta XVI by³a jakby jego duchow± wizytówk±, odkrywa³a jego wnêtrze, pokazywa³a jego wielk± duchow± wra¿liwo¶æ na centraln± osobê chrze¶cijañstwa, Jezusa Chrystusa, Boga-cz³owieka, którego nie sposób nie kochaæ, gdy¿ On pierwszy nas umi³owa³. Obecna, trzecia z kolei, encyklika ma swoj± aktualn± motywacjê spo³eczn±. Powsta³a jako odpowied¼ na zaistnia³y na ca³ym globie kryzys ekonomiczny. Papie¿ wybra³ datê jej og³oszenia, niejako dedykuj±c j± szefom najbogatszych pañstw zebranym na konferencji G8 w Aquili we W³oszech. Najbogatsi ludzie ¶wiata zebrali siê, aby obradowaæ nad ¶wiatowym kryzysem gospodarczym. Ojciec ¶w. ju¿ wcze¶niej apelowa³ do najbogatszych, aby zwrócili uwagê na najbiedniejsze kraje, gdzie ludzie po prostu g³oduj±. O reakcjach bogaczy na kryzys powiedzia³, ¿e ratuj± swe banki przed upad³o¶ci±, a tymczasem najciê¿sze skutki kryzysu odczuwaj± mieszkañcy najbiedniejszych krajów. W tej niesprawiedliwo¶ci i zapa¶ci gospodarczej Benedykt XVI proponuje ekonomistom spojrzenie przez pryzmat nauki katolickiej na sprawy spo³eczne. Ekonomia bez etyki i moralno¶ci staje siê nieszczê¶ciem ludzi.


2009-07-01
PO£AJANKA.
Upad³ mój szacunek dla Amnesty International, i to nie za to, ¿e zgani³a Polskê, ale za to, ¿e zgani³a za obronê ¿ycia poczêtego, choæ jeszcze nienarodzonego. Jak mo¿na w prawdzie broniæ ludzkiej wolno¶ci, godno¶ci ¿ycia, jak mo¿na piêtnowaæ stosowanie przez re¿imy tortur na wiê¼niach, zw³aszcza politycznych, jak mo¿na broniæ ró¿nych warto¶ci humanistycznych, a jednocze¶nie ³ajaæ pañstwo demokratyczne za obronê ¿ycia dzieci nienarodzonych?! Smutek mnie ogarnia, gdy sobie pomy¶lê, ¿e tak wa¿ne gremium miêdzynarodowe gromadzi ludzi nie¶wiadomych wspó³czesnej, szeroko rozpowszechnionej w ¶wiecie, my¶li filozoficznej, która - pos³uguj±c siê danymi nauk empirycznych - dowodzi, ¿e ¿ycie cz³owieka zaczyna siê od poczêcia. Zrozumiem my¶l±cego, choæ bez ³aski wiary, cz³owieka, który odrzuca Ewangeliê wskazuj±c± na wagê poczêcia Jezusa, ale nie mogê zrozumieæ tego, kto jest ¶lepy wobec logicznych wymogów prawa naturalnego. Przecie¿ fakt niewidoczno¶ci biologicznego pocz±tku cz³owieka (ukrytego w ³onie matki) nie mo¿e usprawiedliwiæ arbitralnego dobierania sobie punktu pocz±tkowego ¿ycia celem usprawiedliwienia prawa do zabijania cz³owieka niewygodnego czy niechcianego, prawa do aborcji.


2009-06-29
HERBACIANE RÓ¯E.
Od wielu lat dzisiejsza uroczysto¶æ ¦wiêtych Aposto³ów Piotra i Paw³a nie jest „¶wiêtem obowi±zuj±cym”, jednak na Mszê ¶w. przychodzi o wiele wiêcej wiernych ni¿ na co dzieñ. Czuje siê wyra¼n± potrzebê serca u modl±cych siê. Dla mnie dzieñ dzisiejszy to 45. rocznica Mszy ¶w. prymicyjnej. Celebrowa³em Eucharystiê po raz pierwszy w Kostrzy, w ma³ym ko¶ció³ku wiejskim. Tyle lat…Tyle lat… Wczoraj u ¶w. Marcina na Ostrowie Tumskim z artystami i by³ymi studentami dziêkowa³em Panu Bogu za te lata kap³añskie. Sporo znajomych przysz³o. Zestarzeli¶my siê wszyscy. Tego siê nie da unikn±æ ani ukryæ. Ale radowa³a mnie ta sama, niestarzej±ca siê ¿yczliwo¶æ i przyja¼ñ wielu. Tyle dobrych i serdecznych s³ów i u¶cisków. Otrzyma³em wielki bukiet z czterdziestu piêciu ró¿ herbacianych. Ech, ³za siê w oku krêci…


2009-06-27
DEMONUMENTALIZACJA.
Chyba mo¿na siê domy¶laæ, dlaczego Gazeta Wyborcza publikuje serial reporta¿owy o S³udze Bo¿ym Janie Pawle II na tle ksi±¿ki Wandy Pó³tawskiej „Beskidzkie rekolekcje”, ale jej g³êbszych intencji zrozumieæ niepodobna. Niby nie ma w tym cyklu s³ów obra¼liwych czy poni¿aj±cych, ale lektura ka¿dego odcinka pozostawia w koñcu du¿e poczucie niesmaku. Czy autorka nie umie znale¼æ dzi¶ innego sposobu na zarobkowanie, jak tylko przez przymna¿anie Gazecie czytelników ¿±dnych sensacji? Czy rzeczywi¶cie relacjê miêdzy Papie¿em a autork± ksi±¿ki nale¿y okre¶laæ pojêciem „intymna”, skoro to pojêcie ma dzi¶ jednoznaczne cielesne konotacje? Czy trzeba w taki sposób podkre¶laæ jej nadzwyczajno¶æ, skoro ca³a osoba Ojca ¶w. jest nadzwyczajna w ka¿dym aspekcie i skoro mieszka w Polsce i na ca³ym ¶wiecie sporo ludzi, którzy do dzi¶ s± dumni z wielkiej i niespotykanej przyja¼ni, jak± prze¿yli z Karolem Wojty³±? W kulturze europejskiej od staro¿ytno¶ci istnieje zasada: „De mortuis nil nisi bene” - mów zawsze dobrze o zmar³ych. Karol Wojty³a w ka¿dym okresie swego ¿ycia – od studenta a¿ do papie¿a – zas³uguje na najwy¿szy szacunek i zawsze ten szacunek otrzymywa³. Tym bardziej po ¶mierci nie nale¿y manipulowaæ (choæby bez bezpo¶rednich ataków) Jego s³owami w imiê jakiej¶ „demonumentalizacji” Jego osoby. Jan Pawe³ II by³ i jest Wielki, bo wielka w Nim by³a mi³o¶æ Bo¿a. Ca³y ¶wiat odwzajemnia Papie¿owi tê Jego mi³o¶æ. Radzi³bym autorce reporta¿u pojechaæ do Watykanu i razem z rzesz± p±tników prze¿yæ gor±c± modlitwê u grobu polskiego Papie¿a.


2009-06-25
BLASK MI£O¦CI.
Zolli w swej ksi±¿ce wyja¶nia, czym jest akt nawrócenia: „Konwersja jest pój¶ciem za wezwaniem Boga. Kto¶ nawraca siê nie wcze¶niej, nie pó¼niej, nie wtedy, kiedy chce czy chcia³by, ale w momencie gdy pos³yszy apel Bo¿y. Pozostaje mu wtedy tylko jedna droga: byæ pos³usznym”. Autor po swym mistycznym spotkaniu z Jezusem nie czu³ w sobie ¿adnego wewnêtrznego przymusu. Swój stan duszy scharakteryzowa³ wtedy bardzo jasno: „Ca³y czas czu³em siê ¯ydem, a jako naturaliter ¯yd, ca³kiem naturaliter kocha³em te¿ Jezusa Chrystusa. W tej mojej mi³o¶ci do Chrystusa nie musia³em braæ pod uwagê ani judaizmu, ani chrze¶cijañstwa. Ja w obliczu Jezusa, a Jezus we mnie”. Wiadomo, ¿e o Chrzest ¶w. poprosi³ jako rabin Rzymu dopiero w 1945 roku. Przyj±³ wtedy nowe imiê: Eugenio. Do swej decyzji doszed³ nie drog± dojrzewania my¶li filozoficznej, ale drog± dojrzewania jego mi³o¶ci ku Mi³o¶ci Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Wyznaje w swej ksi±¿ce: „Wszystko dokonywa³o siê w blasku ³agodnej i s³odkiej mi³o¶ci, ¿ywej i prze¿ywanej w poznawaniu, które ofiaruje mi³o¶æ, u¿ywaj±c Janowego porównania do ¦wiat³a”. Ksi±¿ka zdumiewa, bo zdumiewaj±cy jest w niej Jezus.



2009-06-24
S£ODKI GO¦Æ.
Po d³ugiej przerwie znów usiad³em do ksi±¿ki Eugenio Zolliego „By³em rabinem Rzymu… Historia wielkiego nawrócenia”. Od pocz±tku lektury nurtowa³o mnie pytanie, w jaki sposób dosz³o do konwersji rabina Rzymu na katolicyzm? Izrael Zolli, jako dorastaj±cy ch³opiec, spotyka³ siê w szkole i w s±siedztwie z kolegami katolikami. Z pewno¶ci± mia³o to wp³yw na fakt, ¿e czyta³ Bibliê nie tylko hebrajska, ale i Nowy Testament. Zna³ postaæ Jezusa z Ewangelii i z… krzy¿a, który zauwa¿y³ przy odwiedzinach u swego kolegi katolika. W g³êbokich analizach biblijnych obok wypowiedzi proroków stawia³ s³owa Jezusa. Ceni³ je, bo by³y bliskie jego sercu i odkrywa³y mu Prawdê. Pokocha³ Jezusa za Jego mi³o¶æ odczytan± na kartach Ewangelii. Czy tylko za to?... Dzi¶ stan±³em zdumiony wobec nastêpuj±cego fragmentu wyznañ Zolliego: „Pewnego popo³udnia siedzia³em samiuteñki w domu i pisa³em jeden ze zwyk³ych artyku³ów do ‘Lehrerstimme’. Czu³em, ¿e nie jestem sob±. Nagle od³o¿y³em pióro, nie wiedz±c, sk±d ta przerwa w pracy, i zacz±³em wzywaæ imiê Jezusa; nie znalaz³em jednak pokoju, dopóki On mi siê nie ukaza³: jakby w wielkim obrazie bez ram, w k±cie mrocznej izby. Kontemplowa³em Go d³ugo bez ¿adnego podniecenia, raczej wprost przeciwnie, w zupe³nym spokoju ducha. (…) Jezus wszed³ do mojego ¿ycia wewnêtrznego jako s³odki Go¶æ, ub³agany i mile przyjêty”. By³o to pod koniec 1917 roku, gdy Zolli mia³ 36 lat. Czy to by³a przyczyna jego nawrócenia? – Je¿eli tak, to po bardzo d³ugim okresie promieniowania Serca Jezusowego na jego serce.


2009-06-19
OBRAZ OJCZYZNY.
Rozpocz±³ siê dzi¶ Rok Kap³añski. Ojciec ¶w. Benedykt XVI og³osi³ przed dwoma dniami piêkny list z tej okazji. Wskazuje w nim kap³anom do na¶ladowania piêkn± postaæ ¶w. Jana Vianneya, którego 150. rocznicê ¶mierci obchodzimy w tym roku. By³em ciekaw, czy nasza prasa omówi³a ten wa¿ny tekst. Znalaz³em jeden anons w „Dzienniku”. Co tê gazetê zainteresowa³o? Czy mo¿e piêkno papieskiego obrazu kap³añstwa? Nic podobnego! Redaktor wy³uska³ z d³ugiego (na 7 stron A4) Listu jedn± wie¶æ, ¿e „nigdy do¶æ potêpiania niewierno¶ci kap³anów”. Przy okazji doda³, ¿e obserwatorzy domy¶laj± siê, i¿ chodzi tu o (omawiany ju¿ dawniej na wszystkie strony) raport z Irlandii na temat pedofilii ksiê¿y. Po co to?
Jaki cel ma takie przedstawianie spraw kap³añskich w Polsce? Wystarczy pomy¶leæ, ¿e w Polsce jest tylu wspania³ych kap³anów, którzy - podobnie jak wspaniali lekarze, prawnicy, urzêdnicy i wszyscy inni dobrzy ludzie - buduj± wspania³y wizerunek naszego kraju, pokazuj± piêkn± Polskê. Dlaczego mediom niereligijnym zale¿y na szpetnym obrazie naszej Ojczyzny?


2009-06-18
Z£Y ZAPRZÊG.
Sprzêgniête razem zazdro¶æ i z³o¶liwo¶æ mog± wyrz±dziæ drugiemu cz³owiekowi wielk± krzywdê. Nie mówiê ju¿ o tym, ¿e te dwa „konie” zawsze okaleczaj± samego „wo¼nicê”. Dlatego (po nieprzyjemnych atakach w³oskiej prasy) ucieszy³em siê zapowiedzianej obecno¶ci pani dr Wandy Pó³tawskiej na nocnym czuwaniu modlitewnym z soboty na niedzielê w £agiewnikach organizowanym przez ojców kapucynów, a po¶wiêconym Ojcu Pio. Pani Doktor zosta³a w 1962 roku uzdrowiona z choroby nowotworowej za wstawiennictwem ¶wiêtego Zakonnika, a pro¶bê o to wyrazi³ w swym li¶cie przyjaciel chorej, ks. bp Karol Wojty³a. W³a¶nie o tym cudzie i o tym przyjacielskim wstawiennictwie chce daæ ¶wiadectwo przed lud¼mi dr Pó³tawska. Ten g³os z pewno¶ci± odpowie tym wszystkim, którzy zostali zdegustowani krytyk± „Beskidzkich rekolekcji”, zawieraj±cych korespondencjê d³ugoletnich przyjació³ Wojty³y i Pó³tawskiej. Dla niektórych dzisiejszych ludzi (w tym tak¿e duchownych) fakt przyja¼ni ksiêdza z kobiet± wywo³uje bardzo niezdrowe emocje i rodzi dwuznaczne podejrzenia. W prasie w³oskiej napisano nawet bzdurê o przeszkodzie w procesie beatyfikacji Jana Paw³a II. A ile przy tym wysuwano insynuacji o wtykaniu nosa kobiety w sprawy Ko¶cio³a! Tymczasem listy te pokazuj± piêkn± i g³êbok± duchowo¶æ biskupa krakowskiego, którego Bóg powo³a³ na Stolicê Piotrow±.


2009-06-13
NIEDOWIARSTWO.
Diabe³ ha³asuje w Wietnamie. Prze¶ladowania Ko¶cio³a katolickiego przez rz±d komunistyczny budz± przera¿enie na tle z³ych wspomnieñ u starszych Polaków; u m³odych czêsto wywo³uj± wzruszenie ramion, gest niedowiarstwa: czy to mo¿liwe? Agencja informacyjna Vietcatholic podaje nazwiska ksiê¿y bole¶nie prze¶ladowanych, nazwy parafii, gdzie zrabowano w³asno¶æ maj±tkow± ko¶cieln±: ko¶cio³y, kaplice, o¶rodki dzia³alno¶ci szkolnej i duszpastersko – spo³ecznej. Na miejscu zabranych i zburzonych budynków sakralnych buduje siê hotele i kurorty turystyczne. Zastêpca przewodnicz±cego Komisji ds. Religijnych i Etnicznych w jednym z radiowych wywiadów butnie i jednoznacznie przekre¶li³ nadzieje katolików na odzyskanie 2250 budynków zagarniêtych przez komunistyczny re¿im. Dodaæ nale¿y, ¿e wszystko to odbywa siê przy jednoczesnej profanacji znaków, obrazów i figur ¶wiêtych. Zastanawiam siê, czy s³uszne i dobre jest dzisiejsze niedowiarstwo m³odych wobec s³owa drukowanego? Pamiêtam z m³odo¶ci (to by³ XX wiek!) inne, zupe³nie odwrotne, zjawisko: super wiara w s³owo drukowane. Dziwne i niepojête s± meandry rozwoju wiary umys³owej.


2009-06-11
¦WIÊTO WIARY.
Chyba mo¿na pytaæ, jak wielka by³a ciekawo¶æ uczniów, którym Jezus poleci³ znale¼æ w mie¶cie izbê dla spo¿ycia Paschy? Drogowskazem mia³ byæ spotkany na ulicy cz³owiek „nios±cy dzban wody” (Mk 14,13). Spotkaj±, czy nie spotkaj± tego cz³owieka? Sk±d Jezus o nim wie? Przecie¿ nie byli z nikim umówieni, dopiero mieli wej¶æ do Jeruzalem… A mo¿e wcale nie zadawali sobie takich pytañ i to nie z lenistwa umys³owego, ale po prostu dlatego, ¿e bezgranicznie wierzyli s³owu Jezusa. Pamiêtali, jak innym razem Jezus bardziej ich zaskoczy³, zapowiadaj±c tajemnicê swego cia³a danego ludziom do spo¿ycia. Wtedy Piotr w imieniu wszystkich, którzy trwali przy Jezusie, odpowiedzia³: „My¶my uwierzyli i poznali, ¿e Ty jeste¶ ¦wiêtym Boga” (J 6,69). Wiara s³owu Jezusa jest drog± do poznania Jego boskiej Tajemnicy. Jest te¿ zasad± trwania przy Bogu.
Dzisiejsza Uroczysto¶æ Bo¿ego Cia³a jest ¶wiêtem naszego trwania przy Bogu, któremu zawierzyli¶my. Jest uroczyst± manifestacj± naszej wiary s³owu Jezusa Chrystusa. Jest otwarciem oczu na blisk± obecno¶æ Boga po¶ród ludzi.



2009-06-10
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
„O rodacy! Jak¿e gor±co dziêkujê wspólnie z wami raz jeszcze za to, ¿e zostali¶my przed tysi±cem z gór± lat ochrzczeni w imiê Ojca i Syna, i Ducha ¦wiêtego. (…)
Pragnê wam dzi¶ przekazaæ tego Ducha, ogarniaj±c sercem z najg³êbsz± pokor± to wielkie „bierzmowanie dziejów”, które prze¿ywacie. Wiêc mówiê za Chrystusem samym: „We¼mijcie Ducha ¦wiêtego!” (J 20, 22). I mówiê za Aposto³em: „Ducha nie ga¶cie!” (1 Tes 5, 29). I mówiê za Aposto³em: „Ducha ¦wiêtego nie zasmucajcie!” (por. Ef 4, 30).
Musicie byæ mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie byæ mocni t± moc±, któr± daje wiara! Musicie byæ mocni moc± wiary! Musicie byæ wierni! Dzi¶ tej mocy bardziej wam potrzeba ni¿ w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie byæ mocni moc± nadziei, która przynosi pe³n± rado¶æ ¿ycia i nie dozwala zasmucaæ Ducha ¦wiêtego!
Musicie byæ mocni moc± mi³o¶ci, która jest potê¿niejsza ni¿ ¶mieræ (…).
Proszê was, aby¶cie ca³e to duchowe dziedzictwo, któremu na imiê „Polska”, raz jeszcze przyjêli z wiar±, nadziej± i mi³o¶ci± — tak±, jak± zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie ¶wiêtym, aby¶cie nigdy nie zw±tpili i nie znu¿yli siê, i nie zniechêcili, aby¶cie nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszê was o to. Amen”.
Na lotnisku w Balicach Jan Pawe³ II nazwa³ tê pielgrzymkê „wydarzeniem bez precedensu” w ca³ym Tysi±cleciu, które „by³o z pewno¶ci± aktem pewnej odwagi z obu stron. Jednak¿e naszym czasom potrzebny by³ taki w³a¶nie akt odwagi. Trzeba czasem odwa¿yæ siê pój¶æ tak¿e w tym kierunku, w którym dot±d jeszcze nikt nie poszed³. (…) ¯egnam Polskê! ¯egnam Ojczyznê moj±. (…) Na odchodnym ca³ujê tê ziemiê, z któr± nigdy nie mo¿e siê rozstaæ moje serce”


2009-06-09
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Nowa Huta to by³ teren wielkich zmagañ kardyna³a Karola Wojty³y z komunistami o obecno¶æ Chrystusa w nowobudowanym mie¶cie zaplanowanym jako ¶rodowisko absolutnie ateistyczne. Pamiêæ o tych zmaganiach przywióz³ ze sob± Jan Pawe³ II na Eucharystiê sprawowan± przy opactwie w Krakowie –Mogile, gdzie robotnicy postawili krzy¿ jako zapowied¼ ich pragnienia zbudowania tu ko¶cio³a w Nowej Hucie.
„Nowy krzy¿, który stan±³ opodal prastarej relikwii Krzy¿a ¶wiêtego w cysterskim opactwie, zwiastowa³ narodziny nowego ko¶cio³a. (…) Ów nowy krzy¿ pojawi³ siê wówczas, gdy na teren dawnych podkrakowskich wsi, który sta³ siê terenem Nowej Huty, przybyli nowi ludzie, którzy mieli tu rozpocz±æ now± pracê. (…) Hutnicy. To oni w³a¶nie przynie¶li z sob± ten nowy krzy¿. (…) My wszyscy bowiem wiemy, ¿e w pracê cz³owieka jest g³êboko wpisana tajemnica Krzy¿a, jest wpisane prawo Krzy¿a. Czy¿ nie na pracy ludzkiej spe³niaj± siê te s³owa Stworzyciela, wypowiedziane po upadku cz³owieka: „W pocie czo³a bêdziesz po¿ywa³ twój chleb” (por. Rdz 3, 19)?. (…) W pocie czo³a pracowa³ rolnik. W pocie czo³a pracuje tutaj hutnik. I w pocie czo³a — w straszliwym ¶miertelnym pocie — kona na krzy¿u Chrystus.
Nie mo¿na oddzieliæ krzy¿a od ludzkiej pracy. (…) Chrystus nie zgodzi siê nigdy z tym, aby cz³owiek by³ uznawany — albo aby siebie samego uznawa³ — tylko za narzêdzie produkcji; ¿eby tylko wed³ug tego cz³owiek by³ oceniany, mierzony, warto¶ciowany. Chrystus nigdy siê z tym nie zgodzi. Dlatego po³o¿y³ siê na tym swoim krzy¿u, jak gdyby na wielkim progu duchowych dziejów cz³owieka, a¿eby sprzeciwiaæ siê jakiejkolwiek degradacji cz³owieka. Równie¿, gdyby to by³a degradacja przez pracê. Chrystus trwa w naszych oczach na tym swoim krzy¿u, aby cz³owiek by³ ¶wiadomy tej mocy, jak± On mu da³: da³ nam moc, aby¶my siê stali synami Bo¿ymi (por. J 1, 12)”.


2009-06-08
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
M³odzie¿ akademicka zawsze by³a oczkiem w g³owie ks. Karola Wojty³y, nie przesta³a byæ i dla Jana Paw³a II. W Krakowie na Ska³ce uwa¿nie ws³uchiwa³ siê w to, co Mu m³odzi przedstawiali, by³ poruszony emocjonalnie. Rozpoczynaj±c sw± odpowied¼, od³o¿y³ przygotowany tekst i zacz±³ mówiæ sua sponte. By³o przy tym wiele rado¶ci, jak na spotkaniu z „Wujkiem”. Warto jednak siêgn±æ do tego przygotowanego w Rzymie tekstu, zw³aszcza, gdy siê obserwuje m³od± inteligencjê dzi¶.
„A¿eby ta szlachetna d±¿no¶æ, która odzywa siê w m³odym sercu i woli, mog³a doczekaæ siê prawid³owej realizacji, trzeba widzieæ cz³owieka we wszystkich wymiarach jego cz³owieczeñstwa. Nie mo¿na zacie¶niaæ siê do zakresu jego potrzeb tylko materialnych. Nie mo¿na mierzyæ postêpu warto¶ciami samej ekonomii. Wymiar duchowy ludzkiej istoty musi znale¼æ siê na w³a¶ciwym miejscu. Cz³owiek jest sob± poprzez dojrza³o¶æ swego ducha, swego sumienia, swego stosunku do Boga i do bli¼nich. Nie bêdzie lepszym ¶wiatem i lepszym porz±dkiem ¿ycia spo³ecznego taki porz±dek, który tym warto¶ciom ludzkiego ducha nie daje pierwszeñstwa. Pamiêtajcie o tym dobrze wy wszyscy, którzy tak s³usznie chcecie zmian prowadz±cych do lepszego i sprawiedliwszego spo³eczeñstwa — wy m³odzi, którzy s³usznie wyra¿acie sprzeciw wobec wszelkiej krzywdy, dyskryminacji, gwa³tu, ka¼ni zadawanych ludziom. Pamiêtajcie, ¿e ³ad, którego pragniecie, jest ³adem moralnym i nie osi±gniecie go inaczej, jak tylko zapewniaj±c pierwszeñstwo temu, co stanowi si³ê ludzkiego ducha: sprawiedliwo¶ci, mi³o¶ci, przyja¼ni” (str. 178).


2009-06-07
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Po drodze z Jasnej Góry do Krakowa Jan Pawe³ II nie chcia³ pomin±æ najtragiczniejszego miejsca na polskiej ziemi, które nam zorganizowali naje¼d¼cy zza zachodniej granicy w pierwszej po³owie XX wieku: Auschwitz. Tutaj chcia³ siê modliæ i tutaj z³o¿y³ Chrystusow±, Naj¶wiêtsz± Ofiarê. „Przybywam tu dzisiaj jako pielgrzym. (…) Przychodzê wiêc i klêkam na tej Golgocie naszych czasów, na tych mogi³ach w ogromnej mierze bezimiennych, jak gigantyczny grób nieznanego ¿o³nierza. (…) Zatrzymam siê wraz z wami, drodzy uczestnicy tego spotkania, na chwilê przy tablicy z napisem w jêzyku hebrajskim. Napis ten wywo³uje wspomnienie narodu, którego synów i córki przeznaczono na ca³kowit± eksterminacjê. Naród ten pocz±tek swój bierze od Abrahama, który jest ojcem wiary naszej (por. Rz 4, l2), jak siê wyrazi³ Pawe³ z Tarsu. Ten to naród, który otrzyma³ od Boga Jahwe przykazanie Nie zabijaj, w szczególnej mierze do¶wiadczy³ na sobie zabijania. Wobec tej tablicy nie wolno nikomu przej¶æ obojêtnie. (…) I wreszcie tablica w jêzyku polskim. Polaków zginê³o czasu ostatniej wojny sze¶æ milionów: jedna pi±ta czê¶æ narodu. Jeszcze jeden etap wiekowych zmagañ siê tego narodu, mojego narodu, o podstawowe swoje prawa w¶ród narodów Europy. Jeszcze jeden g³o¶ny krzyk o prawo do w³asnego miejsca na mapie Europy. Jeszcze jeden bolesny rozrachunek z sumieniem wspó³czesnej ludzko¶ci”.
* * *
Dzi¶ (trzydzie¶ci lat potem) Polacy w ca³ym kraju dziêkowali Opatrzno¶ci Bo¿ej za wolno¶æ.

2009-06-06
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Nie móg³ Jan Pawe³ II, odwiedzaj±c Polskê, nie przemówiæ do ludzi pracy. We wschodnio-europejskim obozie pracy socjalistycznej robotnicy byli straszliwie wyzyskiwani, a sens pracy by³ i wynaturzony, i daleki od biblijnego ¿yczenia Stwórcy wobec pierwszych ludzi, aby uczynili sobie ziemiê poddan± (por. Rdz 1,28). Gdy pod wa³ami Jasnej Góry stanêli pielgrzymi ze ¦l±ska i Zag³êbia, papie¿ powiedzia³: „Praca jest te¿ podstawowym wymiarem ludzkiego bytowania na ziemi. Dla cz³owieka posiada ona nie tylko znaczenie techniczne, ale tak¿e znaczenie etyczne. (…) Praca ma dopomagaæ cz³owiekowi do tego, aby stawa³ siê lepszym, duchowo dojrzalszym, bardziej odpowiedzialnym, aby móg³ spe³niæ swoje ludzkie powo³anie na tej ziemi zarówno sam, jako niepowtarzalna osoba, jak te¿ we wspólnocie z drugimi, a nade wszystko w tej podstawowej ludzkiej wspólnocie, jak± jest rodzina. (…)Poprzez pracê doros³y mê¿czyzna powinien zdobyæ ¶rodki potrzebne do utrzymania swojej rodziny. Macierzyñstwo za¶ w polityce i ekonomii pracy winno byæ traktowane jako wielki cel i wielkie zadanie samo dla siebie. £±czy siê bowiem z nim inna, wielka praca, w której nikt matki rodz±cej, karmi±cej, wychowuj±cej nie zast±pi. Nic te¿ nie zast±pi serca matki w domu, serca, które zawsze tam jest, zawsze tam czeka. Prawdziwe poszanowanie pracy niesie z sob± nale¿n± cze¶æ dla macierzyñstwa, a nigdy inaczej. Od tego te¿ zale¿y zdrowie moralne ca³ego spo³eczeñstwa”.
* * *
Dzi¶ (trzydzie¶ci lat potem), pod Bram± - Ryb± nad Jeziorem Lednickim pod Gnieznem, ks. prymas Józef Glemp przyj±³ od ponad 80 tysiêcy m³odych Polaków s³owa roty Wyboru Chrystusa: "Chryste, Tobie powierzam moj± przesz³o¶æ, tera¼niejszo¶æ i przysz³o¶æ. Panie Jezu Chryste. Ciebie wybieram jako mojego Pana....Ty jeste¶ moim Panem, Ty jeste¶ moj± drog±, Ty jeste¶ moim ¿yciem i moj± mi³o¶ci± teraz i na wieki. Amen!"


2009-06-05
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Na Jasn± Górê Jan Pawe³ II zaprosi³ siostry zakonne z ca³ego kraju. Chcia³ siê z nimi spotkaæ oczywi¶cie dlatego, by im daæ szansê pomodlenia siê z papie¿em, ale tak¿e chcia³ pokazaæ je ca³ej Polsce i powiedzieæ ¶wiatu, ¿e ¼ród³em mocy i zwyciêstwa nad ateistycznym zniewoleniem jest radykalne praktykowanie Chrystusowego przykazania mi³o¶ci. Do ogromnej rzeszy zakonnic stoj±cych i klêcz±cych pod wa³ami mówi³ z g³êbokim przekonaniem: „Bezcenny jest, drogie siostry, ten ¿ywy znak, jaki ka¿da z was stanowi w¶ród ludzi. (…) Waszym powo³aniem jest inaczej mi³owaæ cz³owieka, pe³niej mi³owaæ cz³owieka. Mi³owaæ go tam, gdzie ju¿ mi³owaæ inni nie potrafi±! Ogarniacie Chrystusa w chorych, w starcach, w kalekach, w upo¶ledzonych, którymi nikt inny prócz was zajmowaæ siê nie potrafi, bo do tego trzeba heroicznego zaprawdê po¶wiêcenia. Ja do dzisiaj mam w oczach wszystkie te domy dzieci upo¶ledzonych. Chocia¿by jeden z pierwszych, który wizytowa³em w Wadowicach (…) - wystarczy tam przyj¶æ, wystarczy tam zaprowadziæ kogokolwiek. Niech tam przyjdzie najbardziej zagorza³y wróg Pana Boga, niech postoi chwilê i niech popatrzy! Je¿eli jest w nim choæ trochê cz³owieczeñstwa, musi wyj¶æ stamt±d wstrz±¶niêty do dna duszy! I to wstrz±¶niêty równocze¶nie obrazem tej niedoli cz³owieka ma³ego, dziecka, a równocze¶nie wstrz±¶niêty miar± tego po¶wiêcenia.
My wiemy dobrze w Polsce, ¿e tam nikt inny nie pójdzie, ¿e dla tego nikt inny siê nie po¶wiêci, tylko ta, która siê po¶wiêci³a Chrystusowi samemu! I która w cz³owieku, w tym najbardziej upo¶ledzonym, widzi Chrystusa”.


2009-06-04
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Jasna Góra, podobnie jak w sercu Prymasa Tysi±clecia, mia³a wa¿ne miejsce w ¿yciu Jana Paw³a II. Przecie¿ to rezydencja Królowej Polski, mieszkanie Matki, wobec której do koñca ¿ycia nie przesta³ powtarzaæ: TOTUS TUUS. Ojciec ¶w. widzia³ Jasn± Górê jako miejsce bliskie ka¿demu Polakowi. Podczas Eucharystii na wa³ach mówi³ do zas³uchanych pielgrzymów: „Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przyk³adaæ ucho do tego ¶wiêtego miejsca, aby czuæ, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije za¶ ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odg³osami ¿ycia. Ile¿ razy bi³o jêkiem polskich cierpieñ dziejowych! Ale równie¿ okrzykami rado¶ci i zwyciêstwa! Mo¿na na ró¿ne sposoby pisaæ dzieje Polski, zw³aszcza ostatnich stuleci, mo¿na je interpretowaæ wedle wielorakiego klucza. Je¶li jednak¿e chcemy dowiedzieæ siê, jak p³yn± te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyj¶æ tutaj. Trzeba przy³o¿yæ ucho do tego miejsca. Trzeba us³yszeæ echo ¿ycia ca³ego narodu w Sercu jego Matki i Królowej! A je¶li bije ono tonem niepokoju, je¶li odzywa siê w nim troska i wo³anie o nawrócenie, o umocnienie sumieñ, o uporz±dkowanie ¿ycia rodzin, jednostek, ¶rodowisk, trzeba przyj±æ to wo³anie. Rodzi siê ono z mi³o¶ci matczynej, która po swojemu kszta³tuje dziejowe procesy na polskiej ziemi”.
Niestety, dzi¶ Matka i Królowa Polski patrzy ze smutkiem na pe³en z³o¶liwo¶ci podzia³ polskiego ¶rodowiska „Solidarno¶ci”. XX rocznicê obalenia komunizmu (semi-demokratyczne wybory parlamentarne) obchodzi siê symultanicznie (aby siê razem politycy nie spotkali) w Gdañsku i w Krakowie. Jak ci ludzie mog± przystêpowaæ do Komunii ¶wiêtej? Przecie¿ Eucharystia jest zwornikiem jedno¶ci, a nie podzia³ów!


2009-06-03
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Jan Pawe³ II na Wzgórzu Lecha w Gnie¼nie ogarn±³ sw± dusz± wszystkich S³owian, ich historiê i kulturê. Przez pryzmat Bo¿ego powo³ania go z Polski, z Europy Wschodniej, na Stolicê Apostolsk±, wskaza³, ¿e Bóg widzi jedn± wielk± Europê, bez podzia³ów. Mówi³:
„Otwar³ siê po stuleciach na nowo jerozolimski wieczernik i zdumia³y siê ju¿ nie ludy z Mezopotamii i Judei, z Egiptu czy Azji, czy wreszcie przybysze z Rzymu, ale zdumia³y siê ludy s³owiañskie i inne zamieszkuj±ce w tej czê¶ci Europy, i¿ aposto³owie Jezusa Chrystusa mówi± ich jêzykami, ¿e w rodzimej mowie opowiadaj± wielkie dzie³a Bo¿e. (…) Papie¿ Jan Pawe³ II — S³owianin, syn narodu polskiego, czuje, jak g³êboko wrastaj± w glebê historii korzenie, z których on sam razem z wami wyrasta. Ile wieków liczy ta mowa Ducha ¦wiêtego, któr± on dzisiaj sam przemawia i z watykañskiego wzgórza ¶wiêtego Piotra, i tutaj w Gnie¼nie ze Wzgórza Lecha, i w Krakowie z wy¿yn Wawelu.
Ten papie¿ — ¶wiadek Chrystusa, mi³o¶nik Jego Krzy¿a i Zmartwychwstania, przychodzi dzi¶ na to miejsce, aby daæ ¶wiadectwo Chrystusowi ¿yj±cemu w duszy jego w³asnego narodu, Chrystusowi ¿yj±cemu w duszach narodów, które kiedy¶ przyjê³y Go jako Drogê, Prawdê i ¯ycie (por. J 14, 6). Przychodzi wiêc wasz rodak, papie¿, aby wobec ca³ego Ko¶cio³a, Europy i ¶wiata mówiæ o tych czêsto zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wo³aæ wo³aniem wielkim. Przychodzi ukazywaæ te drogi, które na ró¿ny sposób prowadz± z powrotem w stronê wieczernika Zielonych ¦wi±t, w stronê Krzy¿a i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy — wraz ze swoim w³asnym — przygarn±æ do serca Ko¶cio³a: do serca Matki Ko¶cio³a, której ufa bezgranicznie”.


2009-06-02
TRZYDZIE¦CI LAT TEMU.
Du¿o dzi¶ wspomnieñ i przypomnieñ sprzed trzydziestu lat. S³owa Jana Paw³a II z Placu Zwyciêstwa o Duchu ¦wiêtym, który odnowi³ oblicze Polski, jakim¶ s³onecznym znakiem zawis³y nad nasz± ziemi± i otoczy³y serca bardzo wielu Polaków. Dobrze siê sta³o, ¿e Polacy przypominaj± dzi¶ Europie i ¶wiatu, jakie jest g³ówne ¼ród³o nie tylko przemian w naszej czê¶ci kontynentu dokonanych przed dwudziestu laty, ale i co, a raczej Kto, jest korzeniem europejskiej to¿samo¶ci.
Jan Pawe³ II w swojej wielkiej homilii warszawskiej pamiêta³ równie¿ o wk³adzie cz³owieka w tê tajemnicê dziejów Polski i Europy. Tu¿ przed swym charyzmatycznym wo³aniem do Ducha ¦wiêtego powiedzia³: „Stoimy tutaj w pobli¿u Grobu Nieznanego ¯o³nierza. W dziejach Polski — dawnych i wspó³czesnych — grób ten znajduje szczególne pokrycie. Szczególne uzasadnienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej pada³ ten ¿o³nierz. Na ilu to miejscach Europy i ¶wiata przemawia³ swoj± ¶mierci±, ¿e nie mo¿e byæ Europy sprawiedliwej bez Polski niepodleg³ej na jej mapie? (...) Przyklêkn±³em przy tym grobie, wspólnie z Ksiêdzem Prymasem, aby oddaæ cze¶æ ka¿demu ziarnu, które — padaj±c w ziemiê i obumieraj±c w niej, przynosi owoc. Czy to bêdzie ziarno krwi ¿o³nierskiej przelanej na polu bitwy, czy ofiara mêczeñska w obozach i wiêzieniach. Czy to bêdzie ziarno ciê¿kiej, codziennej pracy w pocie czo³a na roli, przy warsztacie, w kopalni, w hutach i fabrykach. Czy to bêdzie ziarno mi³o¶ci rodzicielskiej, która nie cofa siê przed daniem ¿ycia nowemu cz³owiekowi i podejmuje ca³y trud wychowawczy. Czy to bêdzie ziarno pracy twórczej w uczelniach, instytutach, bibliotekach, na warsztatach narodowej kultury. Czy to bêdzie ziarno modlitwy i pos³ugi przy chorych, cierpi±cych, opuszczonych. Czy to bêdzie ziarno samego cierpienia na ³o¿ach szpitalnych, w klinikach, sanatoriach, po domach: wszystko, co Polskê stanowi”.


2009-06-01
DZIEÑ DZIECKA.
W po³udnie zatelefonowa³ ks. Stanis³aw z ¿yczeniami na Dzieñ dziecka, bo wszyscy przecie¿ jeste¶my dzieæmi Boga. Piêkna i ¶wiêta prawda, a jednocze¶nie wiadomo, ¿e mimo doros³o¶ci nie przestajemy byæ dzieæmi swoich rodziców. Wczoraj w Wieczerniku w Jerozolimie podczas ¦wiatowego Dnia Modlitwy chrze¶cijanie, odmawiaj±c w ró¿nych jêzykach „Ojcze nasz”, modlili siê w intencji dzieci ¿yj±cych w trudnych warunkach. W transmisjach medialnych modlitwa ta rozchodzi³a siê po ca³ym ¶wiecie. Spojrza³em przez okno w górê i miêdzy bia³ymi ob³okami zauwa¿y³em rozszerzaj±c± siê powoli szparê b³êkitn±, jakby korytarz w g³±b Nieba. Pozdrowi³em moich Rodziców.


2009-05-31
ZES£ANIE DUCHA ¦WIÊTEGO.
Dzi¶ rano otrzyma³em mejla pe³nego nadziei „..Niech mi Ksi±dz powie jak siê Ksi±dz czuje? Wczoraj modlitwy za Ksiêdza trwa³y ca³± noc... T³umy modli³y siê w jêzykach… Ogromnie wielu ludzi zosta³o uzdrowionych... I pad³y s³owa poznania co do Ksiêdza... Jezus przez kap³ana powiedzia³, ¿e bêdzie Ksi±dz zdrowy:] tylko Jezus powiedzia³, ¿e u Ksiêdza uzdrowienie nast±pi nie od razu, lecz stopniowo, ¿e Ksi±dz bêdzie siê coraz lepiej czu³, a¿ bêdzie zdrowy... Nie wiem, dlaczego tak± drogê dla Ksiêdza chce Jezus, ale siê cieszê, ¿e Ksi±dz bêdzie zdrowy... I kap³an powiedzia³, ¿e ta osoba, która siê za Ksiêdza wstawia (ja), ¿eby pyta³a Ksiêdza o zdrowie i siê modli³a, bo to siê Jezusowi podoba. Pozdrawiam...”.
Na Watykanie Ojciec ¶w. Benedykt XVI tak prosto wyja¶ni³ tajemnicê Ko¶cio³a w kontek¶cie dzisiejszej Uroczysto¶ci: „Duch ¦wiêty jest dusz± Ko¶cio³a. Bez Niego do czego by siê on sprowadza³? Niew±tpliwie by³by wielkim ruchem historycznym, z³o¿on±; i solidn± instytucj± spo³eczn±, mo¿e swego rodzaju agencj± humanitarn±. I prawdê mówi±c za to uwa¿aj± go ci, którzy nie patrz± przez pryzmat wiary. W rzeczywisto¶ci jednak w swej prawdziwej naturze, a tak¿e w swej najbardziej autentycznej historycznej obecno¶ci, Ko¶ció³ jest nieustannie kszta³towany i prowadzony przez Ducha swego Pana. Jest ¿ywym cia³em, którego ¿ywotno¶æ jest w³a¶nie owocem niewidzialnego Ducha Bo¿ego”.


2009-05-30
ZAMIERANIE.
Gin± w Polsce ¶wiête i najwa¿niejsze s³owa. Najtrudniej siê z tym zgodziæ, gdy gubi± je ludzie deklaruj±cy swoj± wiarê chrze¶cijañsk±. Organizatorzy zabaw w Dniu Dziecka w Warszawie na Placu Zbawiciela, przy ko¶ciele pod wezwaniem „Naj¶wiêtszego Zbawiciela”, zupe³nie nie czuj± co najmniej niestosowno¶ci opatrzenia swej imprezy has³em „Plac Zabawiciela”. Trwanie przy swoim, mimo sprzeciwu tamtejszych parafian, ¶wiadczy nie tylko o bezmy¶lno¶ci „wierz±cych” organizatorów, jest ¶wiadectwem ³atwego poddania siê propagandzie pod has³em: „wszystko na sprzeda¿”, wszystko wolno, co siê mo¿e spodobaæ i przynie¶æ sukces. Wra¿liwo¶æ sumienia, kiedy¶ wychowanego na Ewangelii, dzi¶ zamiera. A przecie¿ wielkie i ¶wiête s³owa, przywo³uj±c najwa¿niejsze i najpiêkniejsze idee, ¶wiadcz± o g³êbi my¶lenia.


2009-05-16
PIERESTROJKA.
Podarowano mi jeden tydzieñ wiosennego oddechu w Polanicy Zdroju. Wdziêczny jestem wszystkim, którzy u³atwili mi ten odpoczynek. Piêkna miejscowo¶æ wczasowa. Du¿o soczy¶cie zieleni± szumi±cych wielkich drzew. Kasztanowce ca³e obsypane biel±, a „z³otokapy” (tak nazwa³ ten gatunek drzew akacjowych mój kolega) dos³ownie zdawa³y siê czêstowaæ przechodniów miodem. Po dziesiêciu latach od pamiêtnej powodzi nie ma ju¿ znaków kataklizmu. Wszêdzie nowy bruk i cieniowana szaro¶ciami kostka na ulicach. Zdrojowicze, je¿eli nie spaceruj± z lodami w rêku po deptaku parkowym, za trzymuj±c siê na chwile przy starej, kamiennej g³owie wieszcza Adama, to daj± siê kusiæ wielkim witrynom sklepowym. A co za tymi szklanymi taflami? – Ciuchy, ciuchy i ciuchy. Trochê ró¿norakich pami±tek miejscowych, szklanych „cacuszek” i ceramicznych kubków. Jedno kino, ró¿nego gatunku jad³odajnie i trzy, no, mo¿e cztery kioski zapchane ró¿no¶ciami konsumpcyjnymi. Oczywi¶cie jest jeszcze pijalnia wód zdrojowych, ale tam ju¿ wszystko za pieni±dze, nawet ³yk ciep³ej wody. Do¶æ d³ugo szuka³em ksiêgarni. Pamiêtam, kiedy¶ by³a. Nie doszuka³em siê. Zapytany sprzedawca w kiosku odpowiedzia³: „Ksiêgarni nie ma. A po co? Niech czytaj± gazety”. Mo¿na by powiedzieæ, oto kierunek ma³omiasteczkowej pierestrojki. Wycofa³em siê z cywilizacyjnych bruków i poszed³em ogl±daæ kolorowe ró¿aneczniki i s³uchaæ piêknych treli czarnych kosów z ¿ó³tymi dzióbkami.


2009-05-15
INCYDENT SZEJKA.
W kontek¶cie wizyty w Izraelu mówi siê czêsto o incydencie 11 maja podczas spotkania przedstawicieli ró¿nych religii w Centrum Jerozolimskim Papieskiego Instytutu Notre Dame. Palestyñczyk, szejk Taisir Tamimi niespodziewanie wyst±pi³ z oskar¿eniem: „Izraelczycy rujnuj± nasze miasta i na palestyñskich terytoriach buduj± swoje miasta (…) Izrael zabija palestyñskie dzieci i kobiety”. Ojciec ¶w. by³ zaskoczony t± anty¿ydowsk± prowokacj±. Odpowiedzia³ milczeniem, ale nastêpnie w przemówieniach do Palestyñczyków w Betlejem i w Nazarecie opowiedzia³ siê zdecydowanie za nale¿nymi im prawami do wolno¶ci i samostanowienia o pañstwowo¶ci. Wezwa³ organizacje miêdzynarodowe do dzia³ania na rzecz ul¿enia ciê¿kiemu losowi Arabów pod okupacj± izraelsk±. Ze strony ¿ydowskiej pojawi³ siê natychmiast komentarz: „Izrael potêpia s³owa nienawi¶ci wypowiedziane przez szejka (…) To wstyd…”. Tak, to prawda, ¿e s³owa duchownego muzu³mañskiego mia³y charakter prowokacyjny i ¿e odbiega³y od „poprawno¶ci politycznej” przewidzianej na czas spotkania miêdzyreligijnego. Ale ten incydent zdarzy³ siê na tle 8-metrowego muru ¿ydowskiego oddzielaj±cego Jerozolimê od Betlejem, rozrywaj±c rodziny arabskie i odbieraj±c mo¿liwo¶æ pracy Palestyñczykom. Bieda w¶ród nich jest ogromna, mieszkaj± w¶ród ruin po niedawnych atakach armii izraelskiej. Co wiêcej, skarga szejka znalaz³a swe potwierdzenie w fakcie drastycznego ograniczenia ilo¶ci chrze¶cijan palestyñskich pragn±cych spotkaæ siê z Ojcem ¶w. W³adze izraelskie w Strefie Gazy wyznaczy³y jedynie podwórko szkolne w obozie Aida na to spotkanie. Kto tutaj rzeczywi¶cie powinien siê wstydziæ? Tym bardziej, ¿e równie¿ sze¶ciuset kap³anów katolickich z ró¿nych stron ¶wiata, pragn±cych wzi±æ udzia³ w pielgrzymce Ojca ¶w., nie doczeka³o siê wiz wjazdowych. Tu naprawdê zabrak³o wstydu.
Je¿eli prezydent Szymon Peres nazwa³ wizytê Benedykta XVI w Izraelu „historyczn±”, to jednocze¶nie z tej historii nie powinien byæ wymazany „incydent szejka”.


2009-05-14
NAZARET.
Miejsce Wcielenia Syna Bo¿ego by³o dzi¶ szczególnie wa¿ne dla Benedykta XVI, bo w grocie spotkania Archanio³a Gabriela z Maryj± Dziewic± trwa³ na klêczkach zatopiony w modlitwie kilkana¶cie minut. Wed³ug s³ów Ojca ¶w. Nazaret jest miejscem, gdzie Bóg dokona³ nowego aktu stworzenia. Tym razem Stwórca chc±c odnowiæ ¶wiat zaprosi³ do tego dzie³a Maryjê. Czeka³ na Jej s³owo przyzwolenia. Maryja, wypowiadaj±c swoje „Fiat”, reprezentowa³a ca³± ludzko¶æ. Jeste¶my wiêc, jako chrze¶cijanie, i z tego wzglêdu za ten ¶wiat odpowiedzialni. „Nie mo¿emy czyniæ ze ¶wiatem cokolwiek siê nam podoba; przeciwnie jeste¶my powo³ani do podporz±dkowania naszych wyborów ledwo uchwytnym, ale mimo to rozpoznawalnym prawom wypisanym przez Stwórcê we wszech¶wiat i czerpania wzoru do naszych dzia³añ z Bo¿ej dobroci, przenikaj±cej ca³± rzeczywisto¶æ stworzon±” (KAI).
Jak przed 45 laty Pawe³ VI w Nazarecie, podobnie Benedykt XVI mówi³ dzi¶ o znaczeniu pracy ludzkiej i o fundamencie ¿ycia spo³ecznego, jakim jest rodzina. Ten g³os papieski jest nie tylko wa¿ny dla palestyñskich chrze¶cijan uciekaj±cych z Ziemi ¦wiêtej na skutek prze¶ladowañ, ale równie¿ jest to wyra¼na wskazówka dla wspó³czesnej, neopogañskiej Europy, która lekcewa¿y znaczenie rodziny jako naturalnego zwi±zku mê¿czyzny i kobiety.


2009-05-13
BETLEJEM.
Dzi¶, w 92. rocznicê objawieñ Maryi w Fatimie, Benedykt XVI odwiedzi³ Betlejem, miejsce najwiêkszej rado¶ci Matki Bo¿ej. Przemówi³ ciep³o i serdecznie do mieszkañców umacniaj±c ich wiarê tym wszystkim, co dzia³o siê ongi¶ w tej niewielkiej mie¶cinie i co duchowo trwa do dzi¶. Przemawia³ jako ojciec i pasterz wskazuj±c na rozbrzmiewaj±ce do dzi¶ orêdzie anio³ów z Nieba. Pociechê dla Palestyñczyków czerpa³ nie z obietnic i uk³adów politycznych, ale z niewyczerpanych zasobów nadziei zapisanej w Ewangelii. Patrz±c na bazylikê Narodzenia, zakoñczy³ sw± homiliê ¿yczeniem i wezwaniem do modlitwy: „Nikt, kto odwiedza Betlejem, nie mo¿e nie zauwa¿yæ, ¿e w ci±gu stuleci wielka brama prowadz±ca do domu Bo¿ego stopniowo stawa³a siê coraz mniejsza. Dzisiaj módlmy siê, aby z ³ask± Bo¿± i przy naszym zaanga¿owaniu drzwi wiod±ce do tajemnicy Boga, który zamieszka³ w¶ród ludzi, do ¶wi±tyni naszej komunii w Jego mi³o¶ci i bêd±ce przedsmakiem wiecznego pokoju i rado¶ci, otwiera³y siê coraz pe³niej na powitanie, odnowê i przeobra¿enie ka¿dego serca ludzkiego”.


2009-05-12
ZA TRUDNY.
Wspó³czujê serdecznie Ojcu ¶w. w Izraelu. Nie tylko dlatego, ¿e upa³ i napiêty program wizyty (Ojciec ¶w. ma przecie¿ 82 lata), ale przede wszystkim dlatego, ¿e temat holokaustu wci±¿ jest ¿ywy i kieruje oczy i uszy mediów ze szczególn± ostro¶ci± na przemawiaj±cego Benedykta XVI. Okrutny i p³ytki ¶wiat mediów i, niestety, polityków, zamiast ws³uchiwaæ siê w g³êbokie rozwa¿ania filozoficzno-teologiczne nastêpcy ¶w. Piotra w Yad Vashem, wymy¶la, czego to papie¿ nie powiedzia³ w tym miejscu. Ka¿dy z krytyków o co innego wysuwa pretensje, czego¶ innego mu zabrak³o w przemówieniu papieskim. Dziennikarze, jak wcze¶niej nakrêcone lale i pajace, ¶piewaj± swoj± zaprogramowan± piosenkê. ¦mieszne to i smutne zarazem. A wszystko dzieje siê tak dla okraszenia relacji sosem sensacji. Uczony i delikatny w s³owach Benedykt XVI jest za trudny dla ludzi zarabiaj±cych na ¿ycie z chwili na chwilê… doniesieniami.



2009-05-10
JORDANIA.
Ojciec ¶w. dzi¶ uroczystymi nieszporami zakoñczy³ pierwszy, jordañski etap pielgrzymki do Ziemi ¶w. By³y to piêkne trzy dni podarowane przez Opatrzno¶æ Benedyktowi XVI. Wbrew wcze¶niejszym „proroctwom” medialnym nie by³o prowokacji ani sensacji. Para królewska, ³ami±c protokó³ dyplomatyczny, przywita³a nastêpcê ¶w. Piotra na lotnisku w Ammanie. Ulice przejazdu Ojca ¶w. by³y udekorowane bia³o-¿ó³tymi flagami. Na spotkanie z Go¶ciem przyby³y tysiêczne t³umy chrze¶cijan, którzy urzêdowo otrzymali dzieñ wolny od pracy. Ojciec ¶w. przyby³ do bliskowschodnich chrze¶cijan z orêdziem pokoju i zachêt± wiary, aby wytrzymywali w mi³o¶ci i nadziei obecny, trudny dla nich czas. Ojcowskie pocieszenie pog³êbi³ wezwaniem do m±drego trójreligijnego dialogu. Przestrzega³ przed próbami politycznego manewrowania religi±. Oczywi¶cie, medialni ³owcy sensacji podgl±dali ka¿dy ruch papie¿a. Gdy Benedykt XVI wszed³ do meczetu, nie zdejmuj±c obuwia, zakrzyknêli (bez sprawdzenia sprawy): papie¿ obrazi³ muzu³manów! Tymczasem sprawa by³a bardzo prosta. Imamowie s³u¿±cy w meczecie opracowali specjaln± trasê, gdzie nie trzeba by³o zdejmowaæ butów. Piêkn± postawê okaza³ syn Husajna, zmar³ego poprzednika na tronie królewskim. Witaj±c Ojca ¶w. podziêkowa³ za wyja¶nienie ratyzboñskiego incydentu i o¶wiadczy³, ¿e trzeba umieæ odró¿niæ wyk³ad naukowca od wypowiedzi lidera religijnego.
Pierwszy etap obecno¶ci Benedykta XVI w¶ród muzu³manów przynosi mi smutn± refleksjê na temat wrogo¶ci i nienawi¶ci wobec Benedykta XVI; wiêcej jej w Europie ni¿ w obcym kulturowo i religijnie regionie ¶wiata.


2009-05-08
PIELGRZYMKA.
Wa¿ny dzieñ z wielu przyczyn, ale najbardziej czujê i prze¿ywam pielgrzymkê Benedykta XVI do Ziemi ¦wiêtej dzi¶ rozpoczêt±. Poprzedzaj±cy j± czas w mediach to snucie ró¿nych domys³ów o niebezpieczeñstwach realnych i urojonych, o konieczno¶ci szczególnych zabezpieczeñ ¿ycia papie¿a w Izraelu. Dlatego ucieszy³em siê s³ysz±c z Jasnej Góry zapewnienie, ¿e w dniach pielgrzymki do Ziemi ¦wiêtej tu bêd± trwa³y dzieñ i noc mod³y za Ojca ¶wiêtego. Sam Benedykt XVI wniós³ du¿o spokoju dzi¶ w Ammanie, wobec niepe³nosprawnych w o¶rodku Regina Pacis, wyznaj±c z g³êbok± wiar±: „Moje si³y czerpiê z Boga”.


2009-04-27
POPRAWA.
Porównanie zdjêæ rentgenowskich po i sprzed pierwszej chemioterapii wykazuje, ¿e guz na p³ucu zmniejszy³ siê. Bogu niech bêd± dziêki! Chwa³a te¿ lekarzom, którzy dobrali w³a¶ciwy zestaw i moc dawki. Dziêkujê tak¿e wszystkim przyjacio³om, którzy modl± siê o mój powrót do zdrowia. Razem dziêkujmy i razem dalej pro¶my, bo wszystko jest w rêku Boga.


2009-04-18
KOÑ TROJAÑSKI.
Tony Blair, by³y szef rz±du Wielkiej Brytanii, to prawdziwy koñ trojañski. Po z³o¿eniu urzêdu zmieni³ swe wyznanie z anglikañskiego na katolickie. Wtedy by³a rado¶æ na Wyspach, dzisiaj ro¶nie w±tpliwo¶æ i podejrzenie, ¿e jednak pan Blair mia³ zbyt krótki okres katechumenatu. Wprawdzie nie musia³ przyjmowaæ Chrztu ¶w., ale wypleniaæ z mózgu my¶lenie o papie¿u jak o królowej angielskiej – g³owie Ko¶cio³a anglikañskiego - powinien sporo d³u¿ej i dok³adniej. Trzeba do koñca wysi±¶æ z fotela parlamentarzysty, by nie traktowaæ Ko¶cio³a jako partii politycznej, a jednocze¶nie nabraæ zwyczaju rozmawiania na klêczkach z Jezusem przed Naj¶wiêtszym Sakramentem. Domagaæ siê od Ojca ¶w., by praktyk homoseksualnych nie nazywa³ grzechem, to nie tylko brak zrozumienia, czym jest grzech i miedzy kim a kim zachodzi, ale rodzi niebezpieczeñstwo, ¿e pan ekspremier, dla przypodobania siê nastêpnym grupom ludzi, zechce napominaæ Ko¶ció³, by grzechem nie nazywa³ wspó³¿ycia seksualnego przed sakramentem ma³¿eñstwa, czy zdrad ma³¿eñskich ad casum lub jako sta³y element ¿ycia rodzinnego.


2009-04-15
NAGRODA PANA.
Wynagrodzi³ mi Pan cierpienia Wielkiego Tygodnia rozlewaj±cym siê w duszy spokojem wewnêtrznym w same ¦wiêta Wielkanocny. Na oddziale onkologicznym zosta³o nas raptem piêciu pacjentów. Go¶ci odwiedzaj±cych te¿ nie by³o wielu. Komfortowe wrêcz warunki do modlitwy. Moje os³abienie tak¿e zel¿a³o. W oba te ¶wiête dni, pe³ne ¶wie¿o¶ci duchowej, mog³em uczestniczyæ w koncelebrze eucharystycznej. Ministrant, maturzysta Kuba, zawióz³ i przywióz³ mnie do kaplicy na wózku, a przy o³tarzu dy¿urowa³o na wszelki wypadek specjalne krzes³o. G³os mia³em bardzo s³aby, ale bardzo chcia³em czytaæ ¶wiêtopaw³ow± lekcjê, i czyta³em o tym, by patrzeæ i d±¿yæ do tego, co w górze.
To by³y jedyne w moim ¿yciu tak wypogodzone ¶wiêta. Bez po¶piechu i umêczenia. Sprawiedliwy i bogaty w mi³osierdzie jeste¶, mój Zbawicielu zmartwychwsta³y!



2009-04-14
WSPÓ£UCZESTNICZENIE.
Ju¿ w domu. I choæ ostatnie dni w szpitalu prze¿ywa³em w warunkach komfortowych, po decyzji lekarza spakowa³em siê bardzo szybko. Ci±gnê³o mnie te¿ trochê powietrze ¶wie¿e, wiosenne. Zimow± kurtkê d¼wiga³ Krzysiek „kierowca”. Lekarz Tomek ¿egna³ mnie uspokajaj±co: w domu odpoczywa siê w pe³ni. Jecha³em do domu z my¶lami radosnymi. Po drodze widzia³em moje Miasto rozkwit³e gêsto bia³ym, ró¿owym i ¿ó³tym kwieciem, a zielono¶æ, ju¿ do¶æ soczysta, rozci±ga³a siê wszêdzie. Natura podnios³a siê z martwoty.
Dziwny to by³ czas, który ostatnio prze¿y³em. My¶lê o tym, jak Opatrzno¶æ Bo¿a w³±czy³a mnie w aktualizacjê zbawczej historii wpisanej w rok liturgiczny Ko¶cio³a. W Wielkim Tygodniu cierpia³em otulony du¿± niemoc±. Poprzez powolne czytanie psalmów i opisów ewangelicznych o umieraniu Zbawiciela, doznawa³em zupe³nie nowych uczuæ, które mnie wi±za³y z Jezusem. Pomaga³a mi w tym moja wyobra¼nia nakarmiona przed kilku laty obrazami z filmu „Pasja” M. Gibsona. Przez 45 lat odmawiane wersety kap³añskiej modlitwy nabra³y nowych, bardzo aktualnych, znaczeñ. Wiem dzi¶, ¿e bez w³asnego cierpienia nie mo¿na w pe³ni przyj±æ tego, co Jezus mi daje w swoim Cierpieniu, ani ca³± dusz± i¶æ za Nim. Wiem te¿, ¿e cierpienie przyjête od Jezusa nie wyklucza g³êbokiej rado¶ci. A ponadto dokona³o siê we mnie przewarto¶ciowanie prze¿ywanego czasu i rzeczy doczesnych. Ciê¿ko siê s³ucha w ³ó¿ku szpitalnym tych, co przychodz± z pe³n± buzi± porad i recept, i którzy wszystko wiedz± najlepiej. Nie by³em w stanie ogl±daæ TV. Zatrzyma³em siê jedynie w Poniedzia³ek Wielkanocny, gdy pokazywano tragediê spalonych ludzi w Kamieniu Pomorskim. W ciszy serca poleca³em Bogu nie tylko nie¿yj±cych, ale te¿ tych, którzy prze¿yli i nie wiedzieli, jak maj± dalej ¿yæ.


2009-04-07
NOKAUT.
Min±³ miesi±c od u¶wiadomienia sobie mej choroby. Miesi±c badañ, diagnoz, leczenia. Ju¿ ponad tydzieñ okupujê ³ó¿ko szpitalne. Dziêki Bogu mam bardzo dobr± opiekê medyczn±. Nikt jednak nie móg³ przewidzieæ, ¿e trzydniowa chemioterapia powali mnie na deski. Wci±¿ jestem wyczerpany, ciê¿ki i bez chêci do robienia czegokolwiek najmniejszego, nawet my¶lenia. Kto¶ podrzuci³ mi obrazek z modlitw± o zapa³. Zacz±³em siê modliæ.
„Panie, czasami nic mi siê nie chce i mam wszystkiego do¶æ. Kiedy dopada mnie znu¿enie, obojêtno¶æ, zniechêcenie, apatia, nuda lub smutek tego ¶wiata (2 Kor 7,10), nie zostawiaj mnie samego. Po¶lij mi anio³a, który mnie wyrwie z leniwego odrêtwienia.
Jezu, który napracowa³e¶ siê dla naszego zbawienia, proszê, oddal ode mnie wszelk± duchow± ociê¿a³o¶æ. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwo¶æ w czynieniu tego, co dobre, ¶wiête, po¿yteczne. Daj ¶wie¿o¶æ mojej modlitwie, zapa³ w pracy, rado¶æ w s³u¿eniu Tobie i bli¼nim. Naucz mnie m±drze korzystaæ z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wo³anie: zaraz dzieñ / jeszcze jeden / zrób, co mo¿esz (Czes³aw Mi³osz).


2009-03-30

ZMIANA PERSPEKTYWY.

Pierwsze moje spojrzenie przez okno szpitalne pad³o na… tory kolejowe i na poci±gi do¶æ czêsto przeje¿d¿aj±ce w obie strony. Dotychczas te poci±gi s³u¿y³y mi swymi oknami w patrzeniu na ten szpital. Nie mo¿na tego widoku pomin±æ, gdy siê opuszcza dworzec wroc³awski w kierunku Jeleniej Góry. Wielki gmach przyci±ga³ wzrok i wzbudza³ we mnie my¶li wspó³czucia, dla tych, którzy w nim cierpi±. Dzi¶ role siê odwróci³y… Czy kto¶ stamt±d popatrzy na mój obecny „dom”? Mo¿e po¶le jak±¶ my¶l serdeczn±, mo¿e westchnienie do Boga?... Tylu tu ludzi przykutych do ³ó¿ek albo snuj±cych siê smêtnie po korytarzach.

A tam?... Kierunek na góry, na ¶wie¿e powietrze, na piêkne krajobrazy. Tyle dobrych i radosnych prze¿yæ wi±¿e siê z wyjazdami w tamt± stronê. Tam na ¦nie¿ce stoi kaplica ¶w. Wawrzyñca, któr± z kolegami klerykami onego czasu remontowali¶my. Tam jest przepiêkna ¶wi±tynia Wang w Karpaczu i tam wreszcie ja¶nieje na tle ¶wierkowego lasu uboga, ale jak¿e bliska memu sercu i sercom wielu artystów wroc³awskich, kaplica ¶w. Jana z Dukli. „Dukielka” – tak nazwali¶my ten skrawek ziemi w Karkonoszach – zawsze mnie przyci±ga³a, zw³aszcza na spotkania przyjació³ podczas dorocznych odpustów. ¦w. Jan z Dukli nie tylko nam pozwoli³ stworzyæ to ma³e, górskie sanktuarium w Borowicach, ale te¿ uda³o mu siê wyci±gn±æ nas z pielgrzymk± do Dukli i do Lwowa, miejsc u¶wiêconych jego prac±, modlitw± i cierpieniem. Tak by³o. Teraz w odwrotn± stronê p³yn± echa: z gór do Wroc³awia, niesione turkotem poci±gów za szyb± okna szpitalnego.


2009-03-27
PASKUDA.
Dzi¶ skoñczy³a mi siê seria piêciu na¶wietleñ w Dolno¶l±skim Centrum Onkologicznym. Wszêdzie tam spotyka³em siê z wielk± ¿yczliwo¶ci± i… cierpliwo¶ci± wobec moich wierc±cych dziurê w brzuchu pytañ. A poza tym z rado¶ci± stwierdzi³em, ¿e spora czê¶æ lekarek to dawne studentki, uczestniczki wyk³adów etycznych ks. Aleksandra Zienkiewicza pod „Czwórk±”. Tam ongi¶ spotykali¶my siê i wspólnie modlili¶my siê w ko¶ciele ¶w. ¶w. Piotra i Paw³a. Pewnie za kilka dni dowiem siê, czy mój rak - paskuda rzeczywi¶cie potrafi poruszaæ siê do ty³u? Oczywi¶cie, modlê siê o to wraz ze wszystkimi mymi przyjació³mi.


2009-03-26

PARANOJA.

I po co komu potrzebna ksi±¿ka o agentach donosz±cych do SB na ks. Jerzego Popie³uszkê? Te „rewelacje” nie zahamuj± procesu beatyfikacyjnego. Komu zale¿y na dra¿nieniu opinii? W mediach dr ¯aryn opowiada o dokumentach zbrodniczej s³u¿by peerelowskiej i analizuje ich tre¶æ oskar¿aj±c±, np. ks. Czajkowskiego, a ten z kolei, powo³uj±c siê na Boga i swoje sumienie, o¶wiadcza, ¿e nigdy nie donosi³ na ks. Jerzego Popie³uszkê. Cz³owieka, który przyzna³ siê do swoich ¶wiñstw, przyj±³ pokutê dyfamacji i przeprosi³ Boga i ludzi, nale¿y zostawiæ w spokoju. I trzeba mu uwierzyæ bardziej ni¿ notatkom z rozmów przeprowadzonych przez wroga ludzi wiary, ksiê¿y i Ko¶cio³a katolickiego.

Tymczasem zupe³na paranoja! Czy IPN nie powinien raczej zaj±æ siê ubekami i ich haniebn± dzia³alno¶ci± nêkania, gro¿enia, zmuszania, szanta¿owania, inwigilowania, zabierania z pracy, nachodzenia w domach, wzywania na posterunek milicji, przetrzymywania na 48 godzin bez powiadamiania rodziny, aresztowania na trzy miesi±ce bez mo¿liwo¶ci kontaktowania siê z rodzin± itp.?… Przecie¿ to by³y ¶wiadome i prawdziwie zbrodnicze dzia³ania wobec Polaków tak w stanie wojennym, jak i wcze¶niej w okresie re¿imu stalinowskiego.


2009-03-25

WZRUSZENIE.

W ko¶ciele Serca Pana Jezusa rano odprawiona by³a Msza ¶w. w intencji mego zdrowia. „Solidarno¶æ” Politechniki Wroc³awskiej modli³a siê za swego kapelana. Jestem wzruszony t± inicjatyw±, bo – jak siê dowiadujê – we Mszy ¶w. uczestniczy³o wielu dzia³aczy zwi±zkowych, w tym profesorowie z panem Rektorem na czele. To by³ du¿y zastrzyk otuchy dla mnie, tym bardziej, ¿e dzisiejsza uroczysto¶æ Zwiastowania Pañskiego jest bardzo bliska memu sercu. Podczas Mszy ¶w. w moim ko¶ciele rozwa¿a³em w homilii pocz±tek ludzkiego ¿ycia Syna Bo¿ego. Trynitarna Tajemnica: Bóg Ojciec wybra³ Maryjê na matkê swego Syna, Duch ¦wiêty nape³ni³ Maryjê £ask± Bo¿± tak, i¿ to, co siê w niej poczê³o (bez udzia³u mê¿czyzny), by³o Synem Bo¿ym. Jak¿e g³êboko w wewnêtrzn± mi³o¶æ osób Boskich zosta³a wprowadzona Maryja! Dla mnie zawsze ta tajemnica - cz³owiek we wnêtrzu Boga - by³a niepojêta i radosna zarazem. Cz³owiek w Bogu i cz³owiek w¶ród ludzi jednakowo potrafi wzruszyæ.



2009-03-24

BEZRADNO¦Æ.

Bezradno¶æ – có¿ z ni± mo¿na uczyniæ? Je¿eli nic, to ona poci±gnie duszê w dó³, na jakie¶ bezdno. To jest sytuacja nie do pozazdroszczenia, czêsto nie do zniesienia.

Ale bezradno¶æ jest te¿ darem od Boga. Moja ¶wiadomo¶æ tego faktu pozwala mi patrzeæ w górê. Dusza jest d¼wigana – bardzo powoli, ale pewnie – ¶cie¿k± mej têsknoty za Niebem. Jezus tê drogê ju¿ przeszed³, a ja „wszystko mogê w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).

W bezradno¶ci wielk± rolê odgrywaj± wypróbowani przyjaciele, którzy znajd± siê obok. Duch Bo¿y namaszcza ich na anio³ów, by pe³nili pos³ugê pocieszenia. Jezus przyj±³ pos³ugê anio³a w Ogrójcu. Taka bezradno¶æ jest szko³± pokory niek³amanej. Prowadzi wprost do przyjêcia woli Bo¿ej. Rozpoczyna nowy etap dzia³ania.


2009-03-23

OCZY OTWARTE.

Papie¿ opu¶ci³ dzi¶ Afrykê. ¯egnaj±c siê na lotnisku w Luandzie powiedzia³, ¿e mu smutno odje¿d¿aæ, ale wywozi te¿ z Afryki rado¶æ z obserwowanej ¿ywio³owo¶ci w okazywaniu wiary i przywi±zania do Jezusa. Zachêca³ gor±co Angolczyków do przebaczenia, pojednania i pokoju. Przecie¿ maj± w pamiêci hekatombê miliona ofiar bratobójczej wojny sprzed siedmiu lat. Benedykt XVI bardzo powa¿nie potraktowa³ sprawê najbiedniejszej warstwy ludno¶ci, upomnia³ siê u bogatych narodów o troskê i o realizowanie jubileuszowych zobowi±zañ wobec trzeciego ¶wiata w 2000 roku. Niestety, trzeba ze zgroz± stwierdziæ, ¿e media ¶wiatowe wykaza³y skandaliczn± g³uchotê na te problemy w przemówieniach papieskich.

Dziêkuj±c serdecznie w³adzom pañstwowym i wojskowym za „gotowo¶æ do u³atwiania organizowania ró¿nych spotkañ”, Benedykt XVI nie omieszka³ zwróciæ siê do nich z apelem, „aby s³uszna realizacja podstawowych d±¿eñ najbardziej potrzebuj±cej czê¶ci ludno¶ci stanowi³a g³ówn± troskê tych, którzy piastuj± stanowiska publiczne, zwa¿ywszy na to, ¿e ich zamiarem – jestem tego pewien – jest wype³niæ otrzyman± misjê nie dla samych siebie, ale maj±c na wzglêdzie dobro wspólne. Nasze serce nie mo¿e zaznaæ pokoju, widz±c braci cierpi±cych z powodu braku po¿ywienia, pracy, dachu nad g³ow± lub innych podstawowych dóbr”. Widaæ wyra¼nie, ¿e papie¿ nie zamyka³ oczu w Afryce.


2009-03-22

BISKUP ANDRZEJ.

Odwiedzi³ mnie wieczorem na plebanii ks. bp Andrzej Siemieniewski, nasz najm³odszy arcypasterz. Ucieszy³ mnie bardzo, znamy siê od tak dawna! Pamiêtam go jeszcze z czasów jego studiów politechnicznych, zanim wst±pi³ do seminarium wroc³awskiego. Przychodzi³ do Centralnego O¶rodka Duszpasterstwa Akademickiego, gdzie szefem by³ ¶. p. ks. Aleksander Zienkiewicz - Wujek, a pomaga³ mu ks. Adam Dyczkowski – Harna¶, obecnie biskup – senior zielonogórski. Od roku 1974 do³±czy³em i ja do tego wspania³ego tandemu.

M³odego Andrzeja Duch Bo¿y wodzi³ po ró¿nych dobrych miejscach poprzez seminarium, wy¿sze studia rzymskie, gdzie zg³êbia³ w³a¶nie tajniki ¿ycia duszy. Po powrocie da³ siê poznaæ nie tylko klerykom jako m±dry wyk³adowca, ale by³ bardzo po¿±dany przez ró¿ne grupy pog³êbienia ¿ycia duchowego. Oczywi¶cie, znalaz³ swoje dobre miejsce u ks. Orzechowskiego w¶ród studentów ¶wieckich – stara mi³o¶æ nie zardzewia³a. Duch ¦wiêty odnalaz³ go na Ostrowie Tumskim, gdzie od samego pocz±tku wybija³ siê swoj± m±dro¶ci±, rozwag± i pokor±. Jest nadal kole¿eñski, nie zbiskupia³ jeszcze. M³odzi ceni± go jako ¶wietnego spowiednika. Potrafi te¿ skutecznie ugasiæ p³on±ce g³owy dzia³aczy nawiedzonych.


2009-03-19
LOBBY.
Media europejskie relacjonuj±ce pielgrzymkê Benedykta XVI do Afryki wykazuj± bardzo znaczne zmêtnienie soczewki, przez któr± przepuszczaj± swe obserwacje. Zupe³nie nie interesuj± siê fundamentalnymi problemami ¿ycia m³odego Ko¶cio³a na Czarnym L±dzie, nie dostrzegaj± strasznej biedy w¶ród najni¿szej warstwy spo³ecznej, braku wody pitnej i ubli¿aj±cych godno¶ci ludzkiej miejsc zamieszkania. Nie przera¿a ich analfabetyzm i brak powszechnego dostêpu do opieki medycznej. W Kamerunie sfora medialna zauwa¿a jedynie brak kondomów i w nim widzi g³ówn± przyczynê wielkiej umieralno¶ci zara¿onych na AIDS. Na Ojca ¶w. ca³ymi wiadrami wylewaj± s³owne pomyje za to, ¿e nie popiera potê¿nego lobby producentów i eksporterów prezerwatyw do Afryki.
I pomy¶leæ, do jakiej degradacji moralnej stoczy³a siê pogañska Europa uznaj±ca jedyn± warto¶æ, jak± s± pieni±dze? Podziwiam Ojca ¶w., który ewangelizuj±c mieszkañców Afryki, dostrzega w nich ¼ród³o odrodzenia religijnego dla Europy.


2009-03-17

NIEBOTYCZNY SZCZYT.

Ojciec ¶w. ju¿ pewnie dolatuje do ¶rodka Afryki. Bêdzie tam mia³ du¿o rado¶ci powitalnych i bardzo ciekawych prze¿yæ w zetkniêciu z nieeuropejskim ¶rodowiskiem ludzi, rzeczy, spraw i wydarzeñ. Ale te¿ bêdzie musia³ stan±æ wobec trudnych problemów bardzo m³odego Ko¶cio³a afrykañskiego, zmierzyæ siê z mentalno¶ci± tamtych ludzi, obyczajami i polityk±. Bêdzie musia³ dotkn±æ bólu najbiedniejszych wyznawców Chrystusa.
Od rana wspieram Benedykta XVI modlitwami i ofiarowanym cierpieniem. Lekarstwa przeciwbólowe obni¿aj± skalê tej ofiary, zdajê sobie z tego sprawê, ale przecie¿ nigdy nie by³em bohaterem…
Jako bohaterowi przypatrujê siê dzi¶ ¶w. Patrykowi, patronowi Irlandii. W swych „Wyznaniach”(Rozdz. 14) siêgn±³ szczytu: „Niestrudzenie dziêki czyniê mojemu Bogu, który zachowa³ mnie wiernym w dniu mojej próby, tak ¿e dzisiaj mogê z ufno¶ci± z³o¿yæ w ofierze jako ¿ywy dar moj± duszê Chrystusowi, mojemu Panu (…) A je¶li bêdê godny i Pan udzieli mi tego daru, to jestem gotów bez zw³oki i bardzo chêtnie oddaæ dla Jego imienia tak¿e moje ¿ycie”. Z pokor± patrzê na ten niebotyczny szczyt.


2009-03-16

NAJLEPSZE D£ONIE.

Jutro Ojciec ¶w. Benedykt XVI nawiedzi w Afryce ¶rodkowej Kamerun i Angolê. Jutro te¿ czeka mnie w klinice pulmonologicznej biopsja, badanie niedawno rozpoznanego guza na lewym p³ucu. Pielgrzymowi afrykañskiemu potrzebne jest nie to moje „dzieciêce” dr¿enie wewnêtrzne i niemêski lêk, ale potê¿ne wsparcie modlitewne i cierpienie ofiarowane dla dzie³a ewangelizacji Czarnego L±du. Bêdê siê stara³, jak potrafiê, choæ nie obejdzie siê bez wzywania mi³osierdzia Bo¿ego i oddania wszystkiego w najlepsze d³onie Jezusa. Jezu, ufam Tobie!
Mam wielkie zaufanie do nachylaj±cych siê nade mn± lekarzy. Oni te¿ wiedz±, ¿e ostatecznie „wszystko jest w rêku Boga”.


2009-03-13

SMUTNY DZIEÑ.

Pogrzeb prof. Religi by³ nie tyle prosty, poczynaj±c od trumny a koñcz±c na ceremonii, ile smutny. Ta niereligijna asceza po¿egnania nie wyznacza³a drogi, nie wskazywa³a kierunku i nie ujawnia³a ju¿ ¿adnej warto¶ci. Wszystko zosta³o zakopane w ziemi razem z tym starym i z¿artym przez raka cia³em. Mówienie w takiej chwili o ¿yciu w ludzkiej pamiêci jest po prostu dodawaniem zera do zera. Jak d³ugo trawa pamiêæ ludzka ka¿dy wie, a wyrazem tej pamiêci s± wypalone na drugi dzieñ znicze i zwiêdniête kwiaty. Zripostowa³ tê my¶l pewien schorowany cz³owiek, którego spotka³em dzi¶ w szpitalu wojskowym. Powiedzia³: skoro Religa by³ szlachetnym cz³owiekiem, to czy¿ Bóg tego nie zauwa¿y w wieczno¶ci, nie wynagrodzi tego wielkiego dobra udzielonego bli¼nim na ziemi? – Tak, Bóg zauwa¿y i wynagrodzi, ale – nawet wtedy - dla profesora ateisty bêdzie to bardzo smutna rado¶æ, bo bêdzie siê ³±czy³a z odkryciem, ¿e przegra³ ¿ycie, zobaczy swój ateizm jako nieprawdê i sw± wielk± pomy³kê.


2009-03-10

Reelekcja.

Dzisiejszy wybór abpa Józefa Michalika jako Przewodnicz±cego Konferencji Episkopatu Polski na nastêpne 5 lat utar³o nosa tym m±dralom medialnym, którzy od pewnego ju¿ czasu („dla chleba, Panie, dla chleba”) usypuj± miedzy biskupami przeciwstawne „okopy Trójcy ¦wiêtej”. Po jednej stronie widz± szañce toruñskie, a po drugiej ³agiewnickie. Oczywi¶cie wytypowani ju¿ zostali przywódcy tych obozów, a nawet ich ewentualni zastêpcy. Ile¿ papieru i tuszu zmarnowano na ssanie prawdy z palca! A tu jeszcze raz Bóg przemówi³ do wszystkowiedz±cych: „My¶li moje nie s± my¶lami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana” (Iz 55,8).


2009-03-08

RELIGA.

Dzi¶ po po³udniu odszed³ do wieczno¶ci pan prof. Zbigniew Religa, znany kardiochirurg i polityk. Przez dwa lata dzielnie znosi³ nowotworow± chorobê p³uc. W grudniu skoñczy³ 70 lat. Poddaj±c siê trudnym zabiegom operacyjnym jednocze¶nie wymaga³ od siebie wierno¶ci swemu zawodowi i powo³aniu. Broni³ cz³owieka i jego prawa do godnego ¿ycia. Podczas choroby nigdy publicznie nie dawa³ znaæ, ¿e cierpi i jak cierpi. W gor±cych napiêciach politycznych nie ucieka³ w chorobê, swoje zdanie wyra¿a³ dobitnie i z przekonaniem. Nie k³ania³ siê okoliczno¶ciom. Choæ w kampanii wyborczej do parlamentu optowa³ za PO, to jednak w ostatnim swym wywiadzie stwierdzi³ jasno: „…¿a³ujê, ¿e PiS przegra³o i nie mog³em jeszcze choæby dwa lata byæ dalej ministrem. Chcia³bym doprowadziæ do koñca swoj± wizjê naprawy s³u¿by zdrowia. Ale poniewa¿ nie mogê, to muszê przynajmniej walczyæ z t± idiotyczn± wizj± PO”. Prof. Religa by³ po prostu szlachetnym cz³owiekiem. Pora¿k± lekarza nazywa³ chwilê, „kiedy umiera pacjent. Wszystkie polityczne przegrane to rzecz drugoplanowa”. Na pytanie dziennikarek, czy pamiêta pacjenta, po którym p³aka³, odpowiedzia³ z prostot±: Nieraz p³aka³em. Na pocz±tku, w latach 70. i na pocz±tku 80., kardiochirurgia mia³a bardzo z³e wyniki. ¦miertelno¶æ na tych oddzia³ach siêga³a 40 procent. W tej chwili jest minimalna - 3 proc., ale wtedy umiera³ niemal co drugi pacjent po operacji. Kiedy by³em docentem w Instytucie Kardiologii w latach 1981 - 83 mia³em tak± czarn± seriê, po moich operacjach jeden po drugim umierali mi pacjenci. To by³o trudne do wytrzymania”.



2009-03-06

ZA WIARÊ.

Ksiêdzu Prymasowi zarzucono, ¿e nie kwapi³ siê z rozpoczêciem procesu uznaj±cego ks. Popie³uszkê za mêczennika. Sporo jest i dzi¶ ludzi, którzy mówi± wy³±cznie o politycznym kontek¶cie wyst±pieñ i ¶mierci kapelana „Solidarno¶ci”. Na tym tle warto przytoczyæ m±dr± opiniê filozofa Dariusza Kar³owicza wyra¿on± w bie¿±cym numerze Tygodnika Powszechnego: „S± takie sytuacje – i ta do nich nale¿y – kiedy mêczennik sk³ada swoje ¶wiadectwo przed obliczem konkretnego narodu. To momenty, kiedy narodowa tradycja styka siê z tym, co absolutne. Mêczennicy tacy sprawiaj±, ¿e partykularna wspólnota polityczna zostaje zakorzeniona w wymiarze uniwersalnym. To nie redukcja chrze¶cijañstwa do polityki, ale odwrotnie: uniwersalizacja konkretnej kultury, to do¶wiadczenie, które otwiera polsko¶æ na to, co powszechne. Wierzê, ¿e ks. Jerzy, podobnie zreszt± jak ¶w. Faustyna i Jan Pawe³ II, sk±pa³ polsko¶æ w tym, co uniwersalne, i ¿e to w³a¶nie dziêki takim jak on polskim ¶wiadkom Chrystusa w spl±tanych i nieuchronnie partykularnych polskich sensach mo¿emy dzi¶ poszukiwaæ nici absolutu” .

 


2009-03-05

TAKTYKA Z PIEK£A RODEM.

Gdy kina w Polsce przygotowywa³y siê do wy¶wietlania filmu Rafa³a Wieczyñskiego „Popie³uszko. Wolno¶æ jest w nas”, co poniektóra prasa polska (?) do¶æ rozleg³ym frontem zaczê³a atakowaæ warto¶ci filmu, od wytykania niskiej rangi artystycznej poczynaj±c, a na nieprawdzie historycznej koñcz±c. Ludzie jednak na film ruszyli t³umnie i wci±¿ id±. Akcja siê wiêc nie uda³a. Nie za¿egnano niebezpieczeñstwa ukazania na nowo „Solidarno¶ci” i wewnêtrznej si³y Ko¶cio³a w Polsce. Myli³by siê jednak kto¶, kto by pomy¶la³, ¿e wróg Ko¶cio³a z³o¿y³ broñ. Otó¿ korzystaj±c z mocno frekwentowanego filmu, zaczêto atakowaæ osobê ks. prymasa Józefa Glempa, który odegra³ wa¿n± rolê w ¿yciu ks. Jerzego i zagra³ siebie w tym obrazie. Atak jest wyj±tkowo k³amliwie bezczelny. M³ode pokolenie Polaków ma okazjê przyjrzeæ siê, jak wygl±da³a manipulacja faktami i s³owami w czasach PRL-u i jak do dzisiaj robi siê z bia³ego czarne na oczach odbiorców medialnych. Dzisiaj Ksi±dz Prymas w wywiadzie z Marcinem Przeciszewskim, szefem KAI-u, spokojnie, acz nie bez ¿alu do oszczerców, odpar³ zarzuty i rozpl±ta³ zawi³o¶ci czasu mêczeñstwa Ksiêdza Jerzego.

 



2009-02-28

BULWAR WSCHODZ¡CEGO S£OÑCA  28 lutego.

 Po kilkudniowym mro¼nym wietrze, ¶niegu, a w koñcu deszczu, ostatnia sobota lutego zaskoczy³a wroc³awian piêkn±, s³oneczn± pogod±. Tak trzeba by³o, bo my, ludzie spod „Czwórki” spotkali¶my siê pod go³ym niebem nad Odr±, by ods³oniæ tabliczkê z now± nazw±:
„Bulwar Ks. Aleksandra Zienkiewicza”. Po przedstawieniu obecnym sylwetki ¶. p. legendarnego Wujka, duszpasterza akademickiego m³odzie¿y wroc³awskiej, za¶piewali¶my piosenkê „S³oñce niech wschodzi tam, gdzie ty…” Ks. Zienkiewicz lubi³ i chêtnie j± ¶piewa³ na spotkaniach, czy wêdrówkach wakacyjnych. Wszystkich uczestników tej ma³ej uroczysto¶ci uradowa³a obecno¶æ ks. kard. Gulbinowicza i ks. bpa Dyczkowskiego, Harnasia. Na koñcu sw± rado¶æ z tak licznej frekwencji czwórkowiczów wyrazi³ wiceprezydent miasta. Konferansjerkê prowadzi³ niezast±piony Zbyszek Lubczyñski. Po tej ceremonii poszli¶my do ko¶cio³a Piotra i Paw³a, czyli pod „Czwórkê”, by wyprosiæ Bo¿e b³ogos³awieñstwo dla rozpoczêtych przygotowañ do procesu beatyfikacyjnego wroc³awskiego Wujka. Niech nad tymi pracami wzejdzie jasne s³oñce Opatrzno¶ci Bo¿ej.


2009-02-25

RACZKOWANIE.

Moja g³owa posypana popio³em plastycznie produkuje my¶li eschatologiczne. A i serce do¶æ zgrabnie jej wtóruje. Chyba jednak to prawda, ¿e ostatnie stopnie do Nieba s± najtrudniejsze do pokonania. Nie do¶æ, ¿e ¶cie¿ka ¿yciowa z dnia na dzieñ staje siê wê¿sza, to jeszcze najwyra¼niej te stopnie rosn±. Stary cz³owiek jak raczkuj±ce dziecko z trudem wspina siê stopieñ po stopniu. Zmêczony spada czêsto i znowu siê wdrapuje. Co¶ cudownego mo¿na zauwa¿yæ w starym cz³owieku, ¿e przy codziennym ubywaniu si³ wzrasta dzieciêca ciekawo¶æ, kto na górze czeka na niego. I to jest ta piêkna ³aska nadziei, któr± ¶redniowieczni arty¶ci przedstawiali jako rêkê wyci±gniêt± z Nieba, aby z³apaæ za ko³nierz i wybawiæ z opresji raczkuj±cego niedorajdê.


2009-02-24
ORDER OR£A BIA£EGO.
W Operze Wroc³awskiej wielka uroczysto¶æ. Pan Prezydent Lech Kaczyñski udekorowa³ o¶miu Dolno¶l±zaków najwy¿szymi orderami. W¶ród nich ks. kard. Henryk Gulbinowicz otrzyma³ najstarsze i najwy¿sze polskie odznaczenie: Order Or³a Bia³ego. Przy tej okazji prezydent miasta Rafa³ Dutkiewicz wrêczy³ wielki klucz do „miasta Wroc³awia i do serc naszych”. Oczywi¶cie ks. Kardyna³ zaraz próbowa³ tym kluczem otworzyæ serce Rafa³a. Wielu ludzi z pewno¶ci± radowa³o siê tym najwy¿szym wyró¿nieniem naszego (przez prawie trzydzie¶ci lat) pasterza Ziemi Dolno¶l±skiej. Arcypasterz – senior cieszy siê zdrowiem i dobrym humorem.


2009-02-22

NIEUDANA.

¦mia³em siê, gdy pierwszy raz przy ³ó¿ku chorego us³ysza³em: „staro¶æ nie uda³a siê Panu Bogu”. Odpowiedzia³em: to ¶wietny ¿art. Dzi¶ wiem, ¿e cierpienie nigdy nie jest ¿artem, a tym bardziej w staro¶ci. A czy uda³a siê staro¶æ Panu Bogu? Od jakiego¶ czasu rankami dyskutujê o tym z Jezusem. Mam na stoliku Jego twarz, fragment obrazu Hyli z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Ten wizerunek jest prawdziwie mistyczny. Twarz siê zmienia w czasie rozmów (kto chce, niech nie wierzy). Rano przy modlitwie na wstanie, mówiê Jezusowi o bólu. Gdy bóle siê nasilaj±, k³ócê siê z Nim, niestety! W m³odo¶ci rodzice zabraniali(!) mi wyra¿aæ sprzeciwy wobec Pana Boga, ale teraz biorê w sukurs starca Abrahama i targujê siê z Bogiem o stopnie bolesno¶ci.
Siostra Faustyna i ojciec Pio, których wielce sobie ceniê i bardzo kocham, przera¿aj± mnie. Wszystko, co osi±gnêli w swoim ¿yciu, przechodzi³o przez ich straszliwe cierpienie. Dzi¶ pyta³em Jezusa, czy mo¿na marzyæ o niebie bez bólów? Mo¿e by siê uda³o jako¶ uczyniæ staro¶æ mniej nieudan±?


2009-02-20

MARZENIE.

Zapytano mnie o moje marzenia. – Czy ja mam marzenia? Sam nie wiem. Pewnie w m³odzieñczym wieku marzy³em o czym¶, jak to w dobie dojrzewania. Nie pamiêtam. Wiem jedynie, ¿e gdy czego¶ pragn±³em, to robi³em wszystko (lub prawie wszystko), by pragnienie zrealizowaæ. Mo¿e w³a¶nie to, co zmie¶ciæ siê mo¿e miêdzy pragnieniem a zrealizowaniem, wype³nione jest marzeniami? Gdy kiedy¶ zapragn±³em spotkaæ siê z przyjació³mi na drugim krañcu Polski, to potrafi³em jechaæ poci±giem przez ca³± noc, porozmawiaæ kilka godzin i wracaæ z powrotem. To nie by³o trudne, bo ca³a podró¿ wype³niona by³a dynamicznymi obrazami przesz³o¶ci i wyobra¼ni± na wyrost. Kiedy¶ marzy³em o moim pierwszym ko¶ciele pe³nym ludzi zas³uchanych, o plebanii w górach i ogródku dookolnym z malwami. ¦mieszne i niewa¿ne ju¿ dzi¶.
A jednak mam jedno pragnienie i to ono czêsto czyni mnie marzycielem. Od dziecka noszê w sobie pragnienie ¶wiêto¶ci. To czasami mia³o siê nijak do mojego postêpowania – i zawsze potem czu³em obrzydzenie do siebie – a czasami wybucha³o jak s³oñce zza grani – i wtedy czu³em siê cudownie – wszystko by³o os³onecznione i ¶wiête. Gdy czyta³em (w szkole ¶redniej) o ¶wiêtej Teresce, czy o ¶w. Franciszku, chodzi³em jak w transie, niepoprawnie zdumiony. To rozanielenie napada³o mnie w najmniej odpowiedniej chwili. Kiedy¶ wymkn±³em siê z prywatki kole¿eñskiej, by zapatrzeæ siê w gwiazdy i nasyciæ cisz± nocn±. Ró¿ne mia³em m³odzieñcze rozmarzenia, a wszystkie jakby pochodne od tego jedynego pragnienia. Nie przeszkadza³o mi to anga¿owaæ siê w sprawy polityczne; by³ to czas odwil¿y pa¼dziernikowej 56 roku. Po maturze, ju¿ w seminarium prefekt „Czarny” przezywa³ mnie poet± i mówi³, ¿e z takimi to najgorzej. Pewnie mia³ racjê, by³em nadal niepoprawny.


2009-02-17

PONURY DUCH CESARZA.

Wy¿sze duchowieñstwo austriackie w Linzu wyrazi³o sw± niezgodê na nominacjê nowego biskupa. Dziekani diecezji okre¶lili 54-letniego ksiêdza Gerharda Wagnera, którego niedawno mianowa³ na biskupa pomocniczego Benedykt XVI, za ultrakonserwatystê. – Dlaczego? – Bo ten proboszcz ¶mia³ twierdziæ, ¿e tsunami, które w 2004 r. spustoszy³o po³udniowo- wschodni± Azjê, czy huragan "Katrina" z 2005 r. by³y kar± za grzechy i moralne zepsucie spo³eczeñstwa. Ksi±dz ¿arliwie zwalcza³ te¿ ksi±¿ki o Harrym Potterze, bo uzna³ je za publikacje satanistyczne. Gdy za takie nauczanie ks. Wagner dosta³ od austriackiego episkopatu zakaz wystêpowania w mediach, ojciec ¶w. mianowa³ go biskupem. Ot i ca³a geneza austriackiego buntu. Pamiêtam , ¿e pod koniec XX wieku podobn± historiê prze¿y³ Wiedeñ, z tym ¿e tam bunt podnie¶li ¶wieccy dzia³acze katoliccy.

Wyra¼nie widaæ, ¿e ponury duch cesarza Józefa II, nazywanego arcyzakrystianinem Ko¶cio³a rzymskiego, straszy jeszcze nad Dunajem.


2009-02-15

WA¯NE S£OWO.

Ma³y placyk przed jezuickim ko¶cio³em na Al. Pracy we Wroc³awiu otrzyma³ dzi¶ nazwê „O. Adama Wiktora SJ”. Rodzina zmar³ego 10 lat temu by³ego proboszcza tej parafii ods³oni³a tablicê z t± nazw±. Aktorzy recytowali piêkne wiersze, lud Bo¿y ¶piewa³ pie¶ni ze stanu wojennego. Na Mszy ks. Abp g³osi³ homiliê o uzdrowieniu trêdowatego i o bohaterskim duszpasterzu ludzi pracy. By³ te¿ prowincja³ jezuitów, który dziêkowa³ pocztom sztandarowym i wszystkim obecnym.
Nie bêdê ukrywa³, ze pie¶ñ „Ojczyzno ma”, znów ¶piewana po dwudziestu kilku latach, wzruszy³a mnie. Znów sta³em jak wro¶niêty w ziemiê i ¶piewa³em ca³± piersi±. Jednak podczas tej uroczysto¶ci ko³ata³a w mym sercu niespokojna my¶l o tym, ¿e w 1987 roku, gdy przeniesiono ojca Adama Wiktora z Wroc³awia do Nowego S±cza, ludziom tej parafii i ca³emu duszpasterstwu ludzi pracy sta³a siê krzywda wielka. Dokumenty z tamtego czasu mówi± wyra¼nie o naciskach ubecji na ludzi Ko¶cio³a, aby zlikwidowaæ to ¶rodowisko ¿ywego, religijno-patriotycznego oporu wobec komuny. Gdy o. Adam opu¶ci³ Wroc³aw, nie rozumia³em, o co tu chodzi. Ale gdy na ulicy spotkana osoba, informuj±c mnie o tym, powiedzia³a szorstko: Ko¶ció³ nas zdradzi³, poczu³em ostre uk³ucie w sercu. Spodziewa³em siê, ¿e przy dzisiejszym upamiêtnieniu „bohaterskiego duszpasterza” padnie s³owo przeproszenia ze strony ordynariusza archidiecezji i prowincja³a zakonu. To nic, ¿e to s± nowe osoby, które nie uk³ada³y siê ze stron± przeciwn±, ale siedz± na tych samych fotelach. Ludzie z Alei Pracy maj± prawo do tego wa¿nego s³owa.

 



2009-02-09

CI¡G  KU  ¦MIERCI.

Elana Englaro nie ¿yje. Trzeciego dnia po zaprzestaniu dostarczania jej sond± wody i pokarmu, umar³a. Lekarze w³oskiej kliniki w Udane dziwi± siê, ¿e tak szybko usta³y jej funkcje ¿yciowe. Roz¿aleni s± (na kogo?) politycy, którzy intensywnie pracowali nad zmian± konstytucji dla wprowadzenia zakazu od³±czania  cz³owieka ¿yj±cego, pozostaj±cego w ¶pi±czce. Nie zd±¿yli. Obowi±zuj±cy wyrok S±du Najwy¿szego da³ lekarzom prawo do tej eutanazji.
Trapi mnie niezrozumia³e i uparte d±¿enie jej ojca do tej ¶mierci. Czy tylko chodzi³o o zakoñczenie trwaj±cych od siedemnastu lat k³opotów zwi±zanych z pielêgnacj± i ¿ywieniem córki? Przecie¿ siostry zakonne ju¿ od d³u¿szego czasu wielkodusznie, za darmo zajmowa³y siê Eluan±, karmi³y, k±pa³y, wywozi³y na spacer na wózku inwalidzkim… Po prostu kocha³y j±. To nie wydatki materialne ojca odgrywa³y tu pierwsz± rolê. Dziwnie zabrzmia³y s³owa gniewu ojca rzucone przeciw Ko¶cio³owi, ¿e nie mo¿e narzucaæ innym swoich warto¶ci. Gdy w sercu cz³owieka zap³on± pok³ady niewiary, wtedy powstaje spontaniczny ci±g ku ¶mierci.

A co mo¿na powiedzieæ o lekarzach, którzy kobietê w ¶pi±czce zag³odzili na ¶mieræ? Ks. abp Albert Malcolm Ranjith, sekretarz Kongregacji Kultu Bo¿ego, stwierdzi³, ¿e do komunii nie mog± przyst±piæ ci, którzy opowiedzieli siê za u¶mierceniem Eluany.



2009-02-06

PECH.

Kolêda parafialna dobiega koñca. W tym roku choroba i zmiana terminu szkolnych ferii zimowych pokiereszowa³y nam plan odwiedzin duszpasterskich. Ministranci biegali raz zapowiadaj±c, a drugi raz odwo³uj±c w danym dniu wizytê. Pewna parafianka zdenerwowana do czerwono¶ci nakrzycza³a na ministranta: wczoraj naczeka³am siê ca³y wieczór, jutro nie przyjmê kolêdy! Ch³opak ze stoickim spokojem odrzek³: to ma pani pecha.


2009-02-04

JEDNA DUDKA.

Po ataku ¯ydów na papie¿a za wypowied¼ biskupa lefebrysty, mamy nowe wydarzenie na arenie dyplomatycznej. Butna ewangeliczka niemiecka Angela Merkel, jako kanclerz Niemiec, nie potrafi³a pohamowaæ jêzyka i zaatakowa³a Benedykta XVI, przecie¿ tak¿e z rodu Teutonów. Czy to nie dziwne? Wczoraj w Berlinie wyrazi³a swe oczekiwanie na to, i¿ „papie¿ i Watykan jasno o¶wiadcz±, ¿e zaprzeczanie holokaustowi jest niedopuszczalne, a pozytywne stosunki z ¯ydami s± konieczne”. Wed³ug pani kanclerz „do takiego zadowalaj±cego wyja¶nienia jeszcze nie dosz³o”.
Na takie niepolityczne i nieprawdziwe odezwanie siê szefowej rz±du z miejsca zareagowa³ benedyktyn niemiecki Gregor Maria Hanke, biskup diecezji Eichstätt. Oburzony okre¶li³ te s³owa jako „niepojête i zdumiewaj±ce”. [IDK, 4.02.2009r.]
A czy¿ nie jest daleko wiêcej zdumiewaj±cy fakt, ¿e w jedn± dudkê dmuchaj± Niemcy z ¯ydami, w³a¶nie na temat holokaustu (!), niesprawiedliwie atakuj±c zwierzchnika Ko¶cio³a Katolickiego?


2009-02-02

NAGONKA.

Rozpêtana przez media zachodnie nagonka na Ojca ¶w. za zdjêcie cenzury ko¶cielnej z czwórki biskupów wa¿nie acz niegodnie konsekrowanych w schizmatyzuj±cym Towarzystwie Kap³añskim ¦w. Piusa X w dalszym ci±gu jest rozdmuchiwana i sztucznie podtrzymywana, tak¿e w Polsce. To nie do wiary, ile bzdur mo¿na napisaæ piórem nieobeznanego z prawem kanonicznym i, najczê¶ciej, niechêtnego Ko¶cio³owi dziennikarza.
Nie dziwiê siê dy¿urnemu katolikowi Gazety Wyborczej (choæ wdziêczny mu jestem za ksi±¿eczkê o Aposto³ach). Nie mogê natomiast poj±æ potrzeby publicznej krytyki papie¿a u innego sztandarowego katolika, Marsza³ka Senatu.
Benedykt XVI zdejmuj±c tê ekskomunikê z biskupów, okaza³ im najwy¿sze mi³osierdzie w Ko¶ciele. Od tej chwili bowiem mog± oni sprawowaæ Eucharystiê i inne sakramenty bez grzechu ciê¿kiego. Papie¿ wprowadzi³ ich na drogê £aski, drogê do zbawienia wiecznego. Biskup brytyjski Richard Williamson neguj±c istnienie holokaustu, pope³nia albo grzech pychy: ja wiem najlepiej, albo – przeciwnie – wykazuje brak podstawowego warunku do pope³nienia grzechu ciê¿kiego, pe³nej ¶wiadomo¶ci i wiedzy o materii grzechu.
Zdjêta kara ko¶cielna nie dotyczy³a g³oszonych pogl±dów na temat holokaustu. Tym pogl±dom biskupa Williamsona powinna siê oprzyjrzeæ prokuratura: zbadaæ dok³adnie wypowiedzi, os±dziæ je i ewentualnie ukaraæ. Obrzydliwe ataki polityków i dziennikarzy na Nastêpcê ¶w. Piotra najwyra¼niej maj± swe ¼ród³o gdzie indziej, a nie w prawdzie.


2009-02-01

CYRYL.

Cerkiew rosyjska otrzyma³a nowego metropolitê Moskwy i Wszechrusi - Cyryla.
Putin i Miedwiediew zaprosili na uroczysty obiad na Kremlu nowego zwierzchnika Cerkwi prawos³awnej.


2009-01-27

PAMIÊÆ I POLITYKA.

Dzieñ 27 stycznia ONZ nazwa³a Miêdzynarodowym Dniem Pamiêci o Holokau¶cie. Do poniemieckiego obozu zag³ady Birkenau pod O¶wiêcimiem w Polsce przyby³o z ca³ego ¶wiata blisko dwa tysi±ce ¯ydów z ich rabinem na modlitwê w intencji ofiar hitlerowskiego shoah. Stan±³bym przy rabinie do wspólnej recytacji 42. Psalmu lamentacyjnego, bo czujê dramat wojny i bezprecedensowy ogrom szatañskiej nienawi¶ci niszcz±cej miliony ¯ydów i nie¿ydów. Stan±³bym do tej modlitwy pokornej, jak to uczyni³ nasz wielki rodak Jan Pawe³ II klêcz±cy w bunkrze ¶mierci. Stan±³bym dzisiaj przy ¿ydowskim nauczycielu wiary, gdyby ten modli³ siê g³o¶no do Jedynego Boga, Ojca wszystkich ludzi, za niewinne ofiary kobiet i dzieci palestyñskich setkami mordowanych w tym miesi±cu przez armiê izraelsk±. Nikt i nic nie mo¿e w ¶wietle wiary w Boga Jedynego pochwaliæ Hamasu za rakiety wystrzeliwane w stronê izraelsk± – to jest jasne! Ale te¿ w ¿aden sposób nie mo¿na usprawiedliwiæ tak nienawistnego odwetu, gdzie np. za jednego snajpera arabskiego strzelaj±cego na dachu bombarduje siê ca³y wielopiêtrowy dom z dziesi±tkami rodzin wewn±trz.
To w³a¶nie w Yad Washem, najczê¶ciej mo¿na us³yszeæ piêkne ¿ydowskie powiedzenie: „Kto ratuje jedno ¿ycie, ten ratuje ca³y ¶wiat”. Taki ratuj±cy zas³uguje na najwy¿sz± wdziêczno¶æ i szacunek. A na co zas³uguj± ci, którzy niewinnych str±caj± na dno Szeolu? Czy pod ¶cian± p³aczu w ¶wiêtym mie¶cie Yerushalaim kto¶ w czarnej jarmu³ce wezwa³ rodaków do przeb³agania Boga Trzykroæ ¦wiêtego za straszny grzech polityków - odwetowców ¿ydowskich?



2009-01-25

JEDNANIE.

¯ydzi i nie¿ydzi psy wieszaj± na Ojcu ¶w. za zniesienie ekskomuniki zaci±gniêtej latae sententiae w 1988 roku przez czterech biskupów Bractwa ¶w. Piusa X, którzy przyjêli sakrê poza wol± papie¿a. Opinia publiczna w Ko¶ciele te¿ jest podzielona. Dobrze, czy niedobrze uczyni³ Benedykt XVI zdejmuj±c karê ko¶cieln±? Obrazi³, czy nie obrazi³ niemiecki papie¿ polskiego papie¿a, który potwierdzi³ tê cenzurê obowi±zuj±c± z samego prawa? I wreszcie wolno, czy nie wolno rabinom mieszaæ w wewnêtrznych sprawach Ko¶cio³a? Takie pytania stawiaj±, a nawet na nie odpowiadaj±, media ¶wiatowe. Dla wierz±cych katolików ciê¿kim kawa³kiem do prze³kniêcia jest upór, z jakim lefebvry¶ci negatywnie oceniaj± Vaticanum Secundum, nazywaj±c to dzie³o Ko¶cio³a XX wieku robot± szatana.
Z pewno¶ci± to s± trudne kwestie i, jak mówi± watykani¶ci, strony maj± jeszcze sporo do powiedzenia sobie. Dialog prowadz±cy do pe³nej wierno¶ci nauczaniu Ko¶cio³a bêdzie siê toczy³ w ³onie Papieskiej Komisji Ecclesia Dei zatwierdzonej przez Jana Paw³a II.
Obserwuj±c duszpasterski rys my¶lenia i decyzji Benedykta XVI, nie mo¿na nie zauwa¿yæ, ¿e Ojciec ¶w. konsekwentnie d±¿y drog± Jana Paw³a II do scalania i jednania w Ko¶ciele, a nie do roz³amów. Po przywróceniu w roku 1990 przez polskiego papie¿a kap³anów czeskich z „Pacem in Terris” do jedno¶ci ze Stolic± Apostolsk±, w roku 2007 przysz³o uznanie wa¿no¶ci ¶wiêceñ duchownych prokomunistycznego Ko¶cio³a w Chinach. A teraz widzimy wyci±gniêt± rêkê Benedykta XVI do zgody z lefebvrystami. Papie¿ wie, co robi i zna swoj± rolê w Ko¶ciele. Deus caritas est!


2009-01-21

POBOJOWISKO.

Dzi¶ nad ranem ostatni ¿o³nierz Izraela opu¶ci³ strefê Gazy, koñcz±c w ten sposób 22-dniow± wojnê z Palestyñczykami na ziemi Chrystusa. Premier Izraela Ehud Olmert przeprosi³ Palestyñczyków i zapewni³, ¿e Izrael nie jest ich wrogiem. Piêkne s³owa, ale skutki najazdu nie dadz± siê nimi przykryæ: 1300 zabitych i wielki p³acz ich rodzin, ponad 5000 rannych, do których przez d³ugi czas nie dopuszczono pomocy medycznej i których cierpienie nie znik³o po og³oszeniu rozejmu. Strefa Gazy przedstawia wielkie gruzowisko stworzone przez naloty izraelskie, w którym gnie¿d¿± siê tysi±ce ludzi bez dachu nad g³ow±. Po stronie izraelskiej zginê³o dziesiêciu ¿o³nierzy i trzech cywilów. Oto jest plon polityki kieruj±cej siê dawno przez Chrystusa przekre¶lonym prawem „oko za oko, z±b za z±b” i zamienionym na prawo „mi³ujcie nieprzyjació³ waszych”. Uzbrojony po zêby Izrael wygra³ bataliê, ale nie wygra³ wojny. Ten najazd na Gazê i zostawione tragiczne pobojowisko wywo³a³o szeroko w ¶wiecie nienawi¶æ do ¯ydów, a w Palestynie m³odzie¿ lawinowo zaczê³a wstêpowaæ do Hamasu.


2009-01-20

WYJ¦CIE Z CIENIA.

Diabe³ pracuj±cy nad niszczeniem Polski przez rozbijanie wiêzi rodzinnych Polaków wyszed³ z cienia. Najpierw ¶wieccy adwokacji zwêszyli interes i zaoferowali pomoc katolikom, którym nie uk³ada siê ¿ycie ma³¿eñskie. Ucz± ich (za nieliche pieni±dze) odpowiadaæ na pytania obroñcy wêz³a ma³¿eñskiego w s±dzie duchownym, aby uzyskaæ dekret o niewa¿nie zawartym ma³¿eñstwie.
Z Austrii zosta³y przeflancowane na nasz teren „targi rozwodowe”, w najbli¿sz± niedzielê zostan± otwarte ju¿ po raz drugi. Pierwsze odby³y siê jesieni± 2008 roku we Wroc³awiu. Co tam mo¿na kupiæ? – Doradców prawnych, detektywów, seksuologów, a nawet badaczy DNA. Trzydzie¶ci firm ju¿ stanê³o w gotowo¶ci, aby przeprowadziæ bezstresowo rozwodników ku „nowemu pocz±tkowi”.
Telewizja Polsat postanowi³a ma³powaæ amerykañski show „Moment prawdy”, w którym mo¿na bêdzie na ¿ywo us³yszeæ opowie¶ci o ma³¿eñskich nieuczciwo¶ciach, zdradach, ukrywanych przez lata incydentach urlopowych pozama³¿eñskich. Za oceanem i w Europie program przyci±ga tysi±ce widzów. Uczestnicy mamieni s± obietnic± otrzymania ogromnej nagrody pieniê¿nej, nawet do pó³ miliona dolarów. A skutki w rodzinach s± dramatyczne. Szok, ból, p³acz, rozwód.
Wszystkie te dzia³ania antyrodzinne kieruj± siê jednym wskazaniem: zdobyæ jak najwiêksz± kasê! Diabe³ nie ¶pi. Co wiêcej, przesta³ siê wstydziæ, jest bezczelny, nie boi siê pokazywaæ twarzy swych s³ugusów.


2009-01-19

WYTRYCH.

Jestem przera¿ony tym, jak czêsto m³odzi ludzie u¿ywaj± prymitywnego wytrycha do zamykania siê przed Bogiem. W naszej parafii mieszka sporo studentów na stancjach. Zwykle podczas kolêdy, wiedziony starym instynktem duszpasterza akademickiego, pukam do ich drzwi. Mówiê, ¿e chcê siê z nimi pomodliæ. Czasem udaje mi siê, mimo pierwszej zdziwionej niechêci, odmówiæ po chwili wspólnie „Ojcze nasz”. W takim, niestety rzadkim, wypadku dochodzi do d³u¿szej rozmowy i odwiedziny koñcz± siê u¶miechniêtym po¿egnaniem. Najczê¶ciej jednak, mimo wcze¶niejszej informacji gospodarza o odwiedzinach ksiêdza, moja propozycja wspólnej modlitwy spotyka siê z ostr± replik±: „Nie, nie, nie! Jestem ateist±”. Czasem s³yszê w tym g³osie tonacjê wy¿szo¶ci, a czasem widzê w oczach dziwny strach.
„Bycie ateist±” sta³o siê modnym sposobem wyra¿ania dojrza³o¶ci wieku tu¿ przed- i tu¿ pomaturalnego. Nie wierzê, by to by³ g³os z g³êbi serca. Ale z pewno¶ci± jest to najwygodniejsze zamykanie, zamiast otwierania, nowych przestrzeni prawdy. A ile w tym lenistwa intelektualnego? Któ¿ to zmierzy?


2009-01-17

SZALEÑSTWO.

Ten dzieñ by³ bardzo ceniony przez komunê: wyzwolenie Warszawy przez armiê sowieck±. Po przewrocie ustrojowym tego dnia nie wspominano nawet, ali¶ci  w tym roku  tu i tam w mediach pojawi³y siê przypominki o oswobodzeniu stolicy. Zastanawiam siê, czy to nie p³ynie tym samym nurtem przypominania PRL-u przeró¿nymi „bohaterskimi” filmami. Niby dla ob¶miania, ale przecie¿ nie pokazuje siê nocnych kolejek przed sklepami, kartek na chleb, na miêso, na cukierki i alkohol. Nie ujawnia siê tajniaków wêsz±cych w mie¶cie, gdzie kto¶ s³ucha radia Wolna Europa, czy te¿ na wsiach, który gospodarz bije ¶winie po kryjomu. Nie pokazuje siê na filmach ludzi wyrzucanych z pracy za chodzenie do ko¶cio³a, ochrzczenie dziecka, czy ¶lub ko¶cielny w nocy… Wydaje siê, ¿e w tym szaleñstwie jest metoda.


2009-01-16

UCIECZKA.

W sobotê zmar³ Tadeusz Szymków, aktor. Dzi¶ prowadzi³em kondukt ¿a³obny do grobu w kwaterze zas³u¿onych na Osobowicach. Na koñcu nad mogi³± przemawiali dwaj „ludzie ze ¶rodowiska”, czytali. Teksty by³y nie¼le napisane, wa¿ne chyba dla autorów, bo zupe³nie niewa¿ne dla zmar³ego. Teksty te by³y tchórzliwe, ucieka³y od Boga i Wieczno¶ci, w ¶wietle których przecie¿ sta³ ju¿ prawdziwie ¶wiêtej pamiêci Tadeusz Szymków. Jeden zaledwie brzd±kn±³ co¶ o metafizyce wplecionej w istnienie. Mo¿e ta ucieczka wyja¶nia zjawisko mia³ko¶ci tego, co jest grane bie¿±co na scenach polskich teatrów?


2009-01-09

WZRUSZENIE.

O, jak¿e siê cieszê! Prymas Belgów, kard. Godfried Danneels, wyrazi³ nadziejê, ¿e aposto³ trêdowatych, o. Damian de Veuster, beatyfikowany przez Jana Paw³a II w 1995 roku, bêdzie wyniesiony na o³tarze ca³ego Ko¶cio³a powszechnego mo¿e ju¿ w tym roku jesieni±. Pierwsze spotkanie z t± arcyciekaw± postaci± mia³em na pocz±tku studiów seminaryjnych. Zwyczajowo podczas obiadu w refektarzu czytana by³a powie¶æ Wilhelma Huenermanna pt: „Ojciec Damian”. W ciszy po³ykali¶my zupê, ziemniaki z kapust±, czasem mielone „granaty”, gdy tymczasem ksi±¿ka nas ca³kowicie poch³ania³a. Narracja by³a ¶wietna, a postaæ o. Damiana przedstawiona bardzo plastycznie i kolorowo. D³ugo nosi³em ten obraz w sercu. Ta ksi±¿ka zmieni³a moje marzenia o ¿yciu kap³añskim. Przed wst±pieniem do seminarium my¶la³em o pracy w górach (pierwsze podanie zawioz³em do seminarium krakowskiego).Plebania musia³a byæ koniecznie z ogródkiem po¶ród cichej, rozs³onecznionej przyrody. Ojciec Damian skierowa³ moj± uwagê na drugiego, potrzebuj±cego cz³owieka. S³ucha³em lektury i co¶ jakby ze mnie od g³owy do stóp sp³ywa³o, mo¿e to by³y stare stereotypy i pragnienia? Po tej lekturze czu³em siê taki malutki, wiedzia³em, ¿e nie potrafiê wykrzesaæ z siebie tego misjonarskiego bohaterstwa. Opis powrotu cia³a zakonnika statkiem do ojczyzny, powitanie w porcie i ho³d oddany bohaterowi narodowemu – to by³o nie do wytrzymania. Siorba³em zupê i ukradkiem ociera³em ³zy na policzkach. Dzi¶ tak¿e jestem wzruszony.


2009-01-08

Z£OTY CIELEC.

W Wielkiej Brytanii od Londynu rozpoczê³o siê plakatowanie autobusów z has³em: „Boga chyba nie ma. Nie martw siê, po prostu ciesz siê ¿yciem”. Oprócz 800 „piêtrusiów” has³o to d¼wiga 1000 stacji metra londyñskiego. Intryguj±ce jest tu s³owo „chyba”. Czy¿by autorka tego pomys³u, ateistka Ariane Sherine, która zorganizowa³a zbiórkê ca³obrytyjsk± na tê akcjê, nêkana by³a w±tpliwo¶ciami? Hmm, a je¿eli Bóg jest?...
Przychodzi mi na my¶l historia ¿ydowska zapisana w Ksiêdze Wyj¶cia [Wy 32,1-24]. Gdy Moj¿esz poszed³ na górê rozmawiaæ z Bogiem i d³ugo nie wraca³, naród przera¿ony brakiem bezpieczeñstwa, jakie dawa³ Moj¿esz, przyjaciel prawdziwego Boga, postanowi³ zapewniæ sobie ¿ycie radosne i bez lêku, tworz±c z³otego cielca z uzbieranych kosztowno¶ci w ca³onarodowej sk³adce. Wiadomo, czym siê ten pomys³ skoñczy³. Moj¿esz wróci³ i roztrzaska³ bo¿ka. Bóg prawdziwy ukara³ pragn±cych ³atwego szczê¶cia nie tyle starciem na proch cielca, dzie³o r±k ludzkich, ile pal±cym wstydem wobec przysz³ych pokoleñ. Wiele wieków pó¼niej spotkaæ mo¿na radykaln± ocenê tamtej postawy u psalmisty biblijnego: „Rzek³ g³upi w sercu swoim: nie ma Boga[Ps 14,1].


2009-01-07

MRO¬NO.

Na dworze mróz siarczysty, ponad 20 stopni Celsjusza. Rosja zakrêci³a kurek gazowy dla po³udniowej Europy przy okazji nieprzyja¼ni wobec Ukrainy. Hegemon ruszy³ ber³em, a niektórzy mówi± o zmartwychwstaniu Stalina. W Polsce premier od spraw gospodarki, wtóruj±c za ministrem spraw zagranicznych, mamrocze do mikrofonu, ¿e wszystko OK. My nie musimy siê obawiaæ. Ha, ha, ha s³ychaæ za bram± kremlowskiego mauzoleum na Placu Czerwonym.


2009-01-06

KOLÊDA.

Odwiedzi³ mnie po po³udniu kolega, te¿ proboszcz. Mówi³, ¿e min±³ grupê kolêdników, którzy z gwiazd± pakowali siê do tramwaju. Wspominali¶my nasze szkolne lata, gdy¶my podobnie kolêdowali, zarabiaj±c zwykle na cukierki czy zeszyty. Ja kiedy¶ z tego „zarobku” kupi³em sobie w antykwariacie ksi±¿kê „20 000 mil podmorskiej ¿eglugi” Juliusza Verne’a. Przy herbacie kolega rozmarzy³ siê wspomnieniami, a na koniec obdarzy³ mnie histori±, zupe³nie kontrapunktow±, jak± prze¿y³ przed rokiem. Otó¿ po zakoñczonej kolêdzie parafialnej, po odliczeniu tego, co z ofiar uzbieranych nale¿a³o przes³aæ do kurii i seminarium oraz przeznaczyæ na cele charytatywne w parafii, zapyta³ wikariusza, czy nie zechcia³by wspólnie przekazaæ jak±¶ niewielk± czê¶æ na odnowienie wymagaj±cej pilnie remontu kaplicy cmentarnej: przecie¿ duszpasterze te¿ s± parafianami. Wikariusza zatka³o, a gdy odzyska³ mowê, powiedzia³ z naciskiem: nie, bo parafia nie jest po to, by do niej dok³adaæ, lecz by z niej braæ zyski. I doda³ jakby w usprawiedliwieniu: moi koledzy, z którymi rozmawiam, te¿ tak uwa¿aj±.
Nie mia³em czym pocieszyæ kolegê proboszcza, bo sta³y mi przed oczami nie tak dawno czytane s³owa biskupów, którzy zauwa¿aj±, i¿ niektórzy kap³ani swe duszpasterstwo traktuj± wy³±cznie na zasadzie umowy o pracê i p³acê. Ale te¿ pomy¶la³em sobie, ¿e gdyby ten m³ody cz³owiek od dziecka ¿y³ w warunkach niemieckich, austriackich czy szwajcarskich, mo¿e umia³by wykrzesaæ z siebie nieco bezinteresowno¶ci.


2009-01-05

KOLÊDNICY.

Podczas dzisiejszego spotkania z grup± dziewcz±t i ch³opców z ca³ego kraju w urzêdzie kanclerskim w Berlinie pani Angela Merkel wyrazi³a wielkie uznanie dla ich wieloletniej dzia³alno¶ci. Od 28 grudnia ub.r. w ca³ych Niemczech w „kolêdowaniu z gwiazd±” uczestniczy 500 tys. dziewcz±t i ch³opców, w Austrii jest ich 85 tys. i tysi±ce w Szwajcarii.
Akcja kolêdników, podczas której zbierane s± pieni±dze na realizacjê ró¿nych projektów pomocy w krajach rozwijaj±cych siê jest najwiêksz± tego typu inicjatyw± na ¶wiecie. Dzieci przebrane za Trzech Króli, chodz± ze ¶piewem od domu do domu, zazwyczaj w okresie od 28 grudnia do 6 stycznia - uroczysto¶ci Objawienia Pañskiego. Z zebranych przez nich funduszy rokrocznie realizowanych jest kilkaset projektów pomocy w Afryce, Azji i Ameryce Po³udniowej dla milionów osób – pozbawionych ¶rodków do ¿ycia, starych, chorych, dzieci ulicy.


2009-01-02

ZAROBKOWANIE.

Tak rozplotkowanej niewiasty, jak szanowna pani redaktor Katarzyna Wi¶niewska, dawno nie do¶wiadczy³a polska opinia publiczna. Jej ponoworoczny komentarz w Gazecie Wyborczej a¿ dech zapiera... I odbiera chêæ przymru¿enia oka wobec gazetowego zarobkowania po balu sylwestrowym.



2009-01-01

STARE PRAWO.

Smutek dzi¶ pog³êbia fakt trwaj±cej ju¿ piêæ dni wojny w Ojczy¼nie Chrystusa Pana. Bezczeszczenie Ziemi ¦wiêtej! ¯ydowskie prawo „oko za oko, z±b za z±b” nie rokuje bliskiego koñca tej strasznej nienawi¶ci. Dzisiejsi politycy ¿ydowscy stoj± w dalszym ci±gu przed granic± Nowego Testamentu. ¯eby chocia¿ nie rzucali pocisków ¶mierciono¶nych do swych wrogów przez tê granicê. Ponad tysi±c rannych i cztery setki nie¿ywych Palestyñczyków! Nikt nie umie przekonaæ polityków spod gwiazdy Dawida, ¿e Hamasu nie da siê zlikwidowaæ militarnie. Trzeba rokowañ, trudnych i cierpliwych rozmów! Przemiany serc nie osi±ga siê ani atakiem, ani kontratakiem. Nowy Testament pozwala nam dzi¶ pochyliæ siê nad bezbronnym Dzieckiem i umi³owaæ Je. Wyciszyæ szczêk broni i zasi±¶æ do wspólnego sto³u nawet z wrogiem. Hamasowemu my¶leniu trudno to przyj±æ, ale ¯ydom, z których wyszed³ na ¶wiat Jezus Chrystus?... Przekraczanie granic w sercu okazuje siê trudniejsze ni¿ forsowanie granic terenowych.

 



2008-12-31

SMUTEK.
Rok 2008 by³ smutny i smutno siê koñczy. Prze¶ladowania chrze¶cijan w Indiach, w Chinach, w Korei, Wietnamie czy w Turcji zaleg³y ciê¿kim smutkiem w moim sercu. Mnóstwo ofiar ¶miertelnych. Jak± propozycjê na ¿ycie ludzko¶ci w pokoju ma ¶wiat pozachrze¶cijañski? Strach ogarnia widz±cych i my¶l±cych ludzi. Politycy europejscy og³uchli zupe³nie, podobnie jak w przypadku ludobójstwa w Tybecie. Nie wierzê, by zwykli Europejczycy byli niewra¿liwi na cierpienia mniejszo¶ci chrze¶cijañskich poza Europ±. Nieszczê¶ciem w Unii Europejskiej s± socjali¶ci, którzy dzier¿± w³adzê w krajach Europy i we w³adzach Unii. W Hiszpanii widaæ u polityków nie tylko niechêæ wobec zasad ¿ycia chrze¶cijañskiego, tam jest w¶ciek³a nienawi¶æ wobec Ko¶cio³a Katolickiego. We Francji, podczas paryskiego szczytu UE podjêto wprawdzie temat prze¶ladowañ w Indiach, ale na tym siê skoñczy³o. Brak³o ochoty do dzia³ania. Pisa³em do ambasadora Indii w Warszawie, setki Polaków pisa³o z pro¶b± o interwencjê. G³ucho. Dopiero dzisiaj w Senacie RP powsta³ projekt uchwa³y wzywaj±cej polski rz±d do podjêcia dzia³añ w obronie prze¶ladowanych chrze¶cijan w Indiach. S³usznie tam zauwa¿ono: „Mo¿na by s±dziæ, ¿e ta tragedia nie interesuje te¿ mediów, które wydarzenia w Indiach kwituj± kilkoma zdaniami o charakterze informacyjnym. Gdyby podobne mordy dotyczy³y wyznawców islamu czy judaizmu, ca³y ¶wiat podniós³by ogromne larum. Czy to oznacza, ¿e jest miêdzynarodowe przyzwolenie na zabijanie chrze¶cijan?”. Idê do Karmelu na modlitwê. Tyle i a¿ tyle mogê uczyniæ dla ¶wiata, wchodz±c w nowy 2009 rok Pañski.



2008-12-28

RODZINA.

Czytany dzi¶ list episkopatu porusza aktualne problemy rodzinne, króciutko o problemie „in vitro” tak¿e. Tekst by³, niestety, ma³o zgrabny stylistycznie i za d³ugi psychologicznie. Czyta³o siê go z trudem. Ale na pewno by³ potrzebny. Oczywi¶cie mo¿na siê spodziewaæ, ¿e jutro Trybuna (spadkobierczyni komunistycznej Trybuny Ludu) bêdzie psy wiesza³a na biskupach polskich. Ona to lubi i u¿ywa sobie.
List poruszy³ we mnie rzadko tr±cane struny uczuæ rodzinnych. Zatêskni³em za rodzin±. Pytam siebie, za któr± rodzin±? Czy za t±, której ju¿ nie ma? Wszyscy bliscy pomarli. Czy za t±, której nie by³o? Jestem przecie¿ celibatariuszem… Stojê jakby w potoku czasu miedzy dwoma wyobra¿eniami rodziny. Moja têsknota, dzi¶ tak mocno obudzona, zwraca mnie ku przesz³o¶ci, w której schowali siê: matka, ojciec, ojczym i inni bardzo konkretni ludzie. Ta têsknota odzywa siê ¿alem i uwiera bólem w sercu. Ale tak¿e - o dziwo! – czujê w sobie jak±¶ s³odko-gorzk± têsknotê ku rodzinie przysz³ej - niedosz³ej, której nigdy nie mia³em. Nie noszê jej w sercu, nie uwiera i nie dokucza mi. A jednak jest, odzywa siê jakim¶ pra-echem. Podczas rekolekcji ongi¶, przed kap³añstwem, powiedzia³em Jezusowi: Panie, Ty bêdziesz moj± rodzin±, moj± ¿on±, moimi dzieæmi, moim wszystkim. – Wiêc co siê dzieje w moim sercu w nabrzmia³ej têsknot± jesieni ¿ycia?



2008-12-27

BOLESNA GÓRA.

Na moj± ¶wiadomo¶æ dzi¶ osunê³a siê wielka góra cierpienia. Z wielu stron dowiedzia³em siê, ¿e tylu ludzi cierpi. I to nie s± jacy¶ ludzie, ¿yj±cy gdzie¶ tam. To moi znajomi, koledzy, przyjaciele. Ich cierpienie jest na wyci±gniêcie rêki, tak blisko, ¿e nie sposób je omin±æ. A jednak o niektórych dowiadujê siê dopiero dzi¶. Niestety, jestem ma³o przenikliwy, to pierwszy wniosek. Bo jak to inaczej nazwaæ? – Oto dawny student, utrzymuj±cy wci±¿ kontakt ze mn±, od tygodni nie napisa³ choæby SMS-a. Dlaczego? – Bo dzieñ i noc czuwa przy swej ¿onie chorej na raka. Nie przenikn±³em ani sercem, ani my¶l± tego ciemnego milczenia. Drugi wniosek przynosi mi wielkie zawstydzenie przed Bogiem. Tak czêsto na modlitwie narzekam na staro¶æ i na wszystkie bóle, jakie w sobie noszê i czujê. A przecie¿ one s± niczym wobec tego cierpienia, jakim dotkniêci s± moi bliscy.
Ta bolesna góra ¶wiadomo¶ci przyt³oczy³a mnie. Zda³em sobie sprawê, ¿e nader czêsto za wcze¶nie wstajê z klêczek, uwalniaj±c siê od modlitwy za drugich.


2008-12-25

JEZUS CHRYSTUS.

Z Credo u³o¿onego przez papie¿a Paw³a VI:
Wierzymy w Pana naszego Jezusa Chrystusa, który jest Synem Bo¿ym. Jest On S³owem wiekuistym; zrodzonym z Ojca przed wszystkimi wiekami i wspó³istotny z Ojcem, czyli (po gr.) homousios to Patri, przez którego wszystko siê sta³o. Przyj±³ On cia³o za spraw± Ducha ¦wiêtego z Maryi Dziewicy i sta³ siê cz³owiekiem; równy wiêc Ojcu co do bóstwa, a mniejszy od Ojca ze wzglêdu na cz³owieczeñstwo, ca³kowicie jeden, nie przez zmieszanie natur (co jest niemo¿liwe), lecz jedno¶ci± osoby.  Zamieszka³ On w¶ród nas pe³en ³aski i prawdy.


2008-12-24

WIGILIA.

Co to za dzieñ, co to za wieczór? Ka¿dy wie i ka¿dy machinalnie, spontanicznie zagl±da przez okno w niebo, szuka pierwszej gwiazdy. Stó³ wigilijny gromadzi rodzinê. W³asn± lub przyjacielsk± (niby rodzinê). Czasem przybywa rodzina przywo³ana w sercu – tutaj nikt siê nie starzeje, a pamiêæ maluje same cudowne obrazy spotkañ dobrych i piêknych. Jeden tylko, niestety, jest mankament, ¿e to s± obrazy, które by³y, przedar³y siê przez czas i wtopi³y siê w wieczno¶æ. Zmarmurzone ju¿ nie dotykaj± nas. S± nieco zimne, dlatego czasem ³za w oku, gdy siê zakrêci, nie ogrzewa. Op³atek te¿ cichy, le¿y nieruchomo na stole, chleb niepodzielony.
Jest jeszcze Ko¶ció³, rodzina Pana Jezusa ¶wiêtuj±ca Jego urodziny noc±. Pasterka to noc rozjarzona dzi¶ tylko lampkami. Niestety, u nas dzi¶ nie skrzy siê ¶wie¿ymi p³atkami bia³y ¶nieg, ani gwiazdki nie mrugaj± porozumiewawczo na niebie. Noc ciemna, rozp³akana deszczem. Mo¿e dlatego, aby cz³owiek zobaczy³ w sobie prawdziwe ¶wiat³o – S³owo, które przysz³o do swoich.


2008-12-22

TORNADO.

Nad Mazowszem dzi¶ przetoczy³o siê „tornado” z szybko¶ci± ponad 100 km/godz. Dachy domostw fruwa³y jak wielkie, straszne ptaki i spada³y o kilkadziesi±t metrów dalej. Z wyznañ poszkodowanej w wiadomo¶ciach TVP: Nic mi siê nie sta³o, zobaczy³am, jak dach leci na mnie. Pêd powietrza wepchn±³ mnie do mieszkania. Chyba bym zosta³a przykryta tym dachem!

A we Wroc³awiu cisza. Tylko drobny deszcz mówi³ cichutko, ¿e niebo istnieje.
U dominikanów tasiemcowe kolejki przed konfesjona³ami. Tutaj Pan ucisza³ burze wewnêtrzne. Dzia³o siê to w kompletnej ciszy.



2008-12-20

POCZ¡TEK.

Nie jestem pewien, czy medycyna rozwi±¿e problem pocz±tku cz³owieka? Czy jest zdolna go rozwi±zaæ? … Ale mo¿e pomóc, a nawet ju¿ pomog³a, stwierdzaj±c, ¿e w rozwoju prenatalnym dziecka od pierwszej chwili zaistnienia nie ma ¿adnego skoku jako¶ciowego. A to znaczy, ¿e wszystkie cechy i w³a¶ciwo¶ci dojrza³ej osoby s± w niej (potencjalnie) od pocz±tku, czyli od zap³odnienia. W ten sposób filozof czy teolog stawiaj±cy tezê, ¿e cz³owiek zaczyna siê od pocz±tku swego istnienia, otrzyma³ mocne wsparcie w badaniach naukowych medycyny.

 

Jasn± jest rzecz±, ¿e pocz±tku cz³owieka nie mo¿na upatrywaæ dopiero w chwili narodzin. Tu¿ przed urodzeniem i po urodzeniu dziecko ma taki sam wygl±d. W czasie opuszczenia swego ¶rodowiska w ³onie matki dziecko nie otrzymuje jakichkolwiek nowych cech, które czyni± go bardziej cz³owiekiem. Medycyna badaj±c jego historiê prenataln±, cofaj±c siê dzieñ po dniu a¿ do chwili po³±czenia siê plemnika z jajem, nie znajduje wydarzenia, w którym „niecz³owiek” staje siê cz³owiekiem. Wszystkie informacje o danej osobie wraz z informacj± o sposobie rozwoju znajduj± siê ju¿ w tej ma³ej grudce materii, któr± nazwano „zygot±”.

 

 



2008-12-18

GOWIN.

Przez prasê krajow± przetacza siê burza in vitro. Pose³ Gowin zafrasowany, bo wielka jego praca nad ustaw± nie zaowocowa³a zachwytem kolegów z PO, w klubie postanowili popracowaæ grupowo nad projektem ustawy. Pan Gowin konstruowa³ ustawê tak, by by³a do przyjêcia przez episkopat, tymczasem ró¿ne panie dziennikarki ju¿ wykrzykuj±, i¿ ustawa ma podobaæ siê nie biskupom, lecz kobietom (i mê¿czyznom) bezp³odnym, im ma s³u¿yæ. Nadzieja poparcia przez biskupów polskich tak¿e zaczê³a wyra¼nie nikn±æ po og³oszeniu przez Watykan instrukcji „Dignitas personae”, która zdecydowanie stawia veto dla jakichkolwiek manipulacji prokreacyjnych w laboratoriach. Ksiê¿a biskupi, sprzyjaj±cy dotychczas wysi³kom krakowskiego pos³a, jeden po drugim wypowiadaj± siê zdecydowanie przeciwko metodzie in vitro. Nie³atwo byæ katolikiem w libertyñskiej partii.
Burza w Polsce jeszcze nie osi±gnê³a apogeum, bo zaledwie poczêty projekt rz±dowy wci±¿ rodzi siê w wielkich bólach.


2008-12-15

W OGNIU CIERPIENIA.

Bóg ze swoja mi³o¶ci± oczyszczaj±c± dociera zwykle bezpo¶rednio do wybranego cz³owieka nie przez wielkie wydarzenia kosmiczne, ale przez ma³e „wypadki”. Np. gdy nieuwa¿ny pielêgniarz przek³ada niezgrabnie chorego po operacji wymiany stawu biodrowego z noszy na ³ó¿ko szpitalne, powoduj±c wywichniêcie stawu.

Jezus nie czerpie rado¶ci z cierpienia swych przyjació³, ale wie, ¿e przez wielkie cierpienie cz³owiek ³atwiej i bardziej autentycznie zwraca siê ku Ojcu. Jezus zawsze jest obecny przy cz³owieku do¶wiadczanym przeszywaj±cym bólem. Z cierpi±cym modli siê: Bo¿e mój, Bo¿e, czemu¶ mnie opu¶ci³? Nie moja, ale Twoja wola niech siê stanie. W rêce Twoje sk³adam ducha mego.  Jezus kocha prawdziwie, bo sam cierpia³ niewys³owion± mêkê. Mi³o¶æ oczyszcza siê w ogniu cierpienia. Boga nie mo¿na uwielbiæ rdzaw± mi³o¶ci±.


2008-12-13

MODLITWA ADWENTOWA.

Politechnika Wroc³awska modli³a siê dzi¶ za Ojczyznê w ko¶ciele Naj¶wiêtszego Serca Pana Jezusa. To ju¿ 27 lat minê³o. Przysz³o sporo profesorów, zwykle starszego pokolenia, ale te¿ cieszy³ widok niema³ej grupy studentów. Koncelebrowali¶my pod przewodnictwem ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego, dawnego studenta Politechniki Wroc³awskiej. W s³owie Bo¿ym nie tylko adwentowo przygotowywa³em serca na przyj¶cie Pana i nie tylko wspomina³em tragiczne wydarzenia stanu wojennego, chocia¿ kilka s³ów mocnych po¶wiêci³em fatalnym przewodom s±dowym nad autorami tej gehenny narodowej. Próbowa³em natomiast powiedzieæ prosto, ¿e bez przyjêcia chrze¶cijañskiej definicji osoby ludzkiej nie ma mowy o wolno¶ci, o sprawiedliwo¶ci i o pokoju miedzy lud¼mi i miedzy narodami. W³a¶nie wczoraj watykañska Kongregacja Nauki Wiary og³osi³a tekst Instrukcji „Dignitas personae”.


2008-12-10

PATRIARCHA.

O zmar³ym w pi±tek nad ranem 5 grudnia 2008 r. patriarsze Moskwy i Wszechrusi, Aleksym II, z dr. Michaelem Bourdeaux, dyrektorem Keston Institute, Centrum Studiów Religijnych w Oksfordzie, rozmawia Monika Libicka. Dr Bordeaux, pytany o zbyt siln± pozycjê prawos³awia w Rosji, mówi:
„Prawos³awie jest chronione w Rosji ustaw± z 1997 roku. To nie jest zdrowe. Inne religie, z wyj±tkiem trzech g³ównych: judaizmu, islamu, buddyzmu, maj± ograniczone prawa. Cerkiew odgrywa te¿ rolê moralnego stra¿nika warto¶ci narodowych, który mocno anga¿uje siê w politykê Kremla. To zaanga¿owanie czêsto wykracza poza powszechnie akceptowalne standardy. Np. podczas ostatniego konfliktu w Gruzji patriarcha Moskwy natychmiast popar³ rosyjski rz±d. Tak samo by³o podczas krwawych czystek w Czeczenii. Krytycy zmar³ego patriarchy Moskwy twierdz±, ¿e za swoj± wysok± pozycjê w pañstwie zap³aci³ równie wysok± cenê. Archiwalne dokumenty bez w±tpienia wskazuj± na to, ¿e Aleksy zosta³ zwerbowany przez KGB w Akademii Teologicznej w Estonii na pocz±tku swojej kariery. Potem przesuwa³ siê w górê po jej szczeblach przy akceptacji przedstawicieli sowieckiego re¿imu. Gdyby nie to wsparcie, jego awans nie by³by mo¿liwy. Jak wiemy, Stalin uczyni³ Cerkiew narzêdziem sowieckiej polityki zagranicznej, dziêki czemu nie zosta³a ona skazana na ca³kowite wytêpienie. A Aleksy zawsze identyfikowa³ siê z polityk± swojego pañstwa”.



2008-12-09
CZ£OWIEK BO¯Y.
Wtedy, gdy po raz pierwszy ogl±da³em film o wyborze i dorastaniu nowego dalajlamy w Lhasie – stolicy Tybetu, nawet w naj¶mielszych wyobra¿eniach nie widzia³em tego, co dzi¶ siê zdarzy³o. XIV Dalajlama przyby³ do mojej parafii. Spotka³em go w klasztorze u sióstr karmelitanek. Zapragn±³ podczas pobytu w Polsce odwiedziæ dom modlitwy. Naszemu prezydentowi karmel wyda³ siê najodpowiedniejszy. Podarowa³ nawet siostrom z tej okazji odnowiony na koszt miasta wybrukowany podjazd do bramy klasztoru (od wojny nie by³ remontowany).
Siedz±c obok Jego ¦wi±tobliwo¶ci, ch³on±³em obecno¶æ cz³owieka delikatnego, z dobrym u¶miechem na twarzy, cz³owieka s³uchaj±cego, a jednocze¶nie jakby zapatrzonego w g³±b swego serca. To serce pozwala³o mu przekraczaæ bariery etykiety i rozwiewa³o w s³uchaczach tremê wobec jego czysto¶ci i skromno¶ci. Cz³owiek Bo¿y. Natychmiast znalaz³ porozumienie z karmelitankami ponad przeszkodami jêzykowymi. Zreszt± muszê przyznaæ, ks. abp Marian by³ przy tym ¶wietnym t³umaczem z jêzyka angielskiego.


2008-12-07

ZACZYNA SIÊ,

PO DWU JU¯ WYDRUKOWANYCH,

3. CZÊ¦Æ DZIENNIKA

W DRUKU pt. "CZAS PRZY£APANY"

 



2008-11-23

KRÓL WSZECH¦WIATA.

Koñczy siê dzi¶, w Uroczysto¶æ Chrystusa, Króla Wszech¶wiata, rok liturgiczny. My¶li Ko¶cio³a od koñca czerwca inspirowane s± nauczaniem ¶w. Paw³a Aposto³a. W parafii naszej w ka¿dy czwartek pochylamy siê nad Dziejami Apostolskimi i Listami Paw³owymi. Ta lektura i modlitwa pozwala nam poznaæ Aposto³a Narodów równie¿ jako mistyka, cz³owieka, który zobaczy³ Jezusa Chrystusa, ukocha³ Go i uczyni³ swoim Wszystkim, najwy¿sz± i jedyn± motywacj± swego ¿ycia. My¶l moja zakre¶la dzi¶ wielkie ko³o, by spotkaæ siê ze s³owami innego aposto³a – pielgrzyma ¶wiata – Jana Paw³a II. Gdy przyjecha³ do Polski w pierwszej pielgrzymce papieskiej, nakre¶li³ nam i ¶wiatu obraz Chrystusa króluj±cego w sercu cz³owieka. Przekonywa³: „Cz³owieka nie mo¿na do koñca zrozumieæ bez Chrystusa. A raczej: cz³owiek nie mo¿e siebie sam do koñca zrozumieæ bez Chrystusa. Nie mo¿e zrozumieæ ani kim jest, ani jaka jest jego w³a¶ciwa godno¶æ, ani jakie jest jego powo³anie i ostateczne przeznaczenie”

2008-11-22

MASONI.

Ciekaw± Ksi±¿kê w jêzyku polskim wyda³o w tym tygodniu krakowskie wydawnictwo „M”. S± to wyznania francuskiego lekarza ginekologa i urologa Maurice’a Cailleta: „By³em masonem: z mroku lo¿y do ¶wiat³a Chrystusa”. Przez 15 lat nale¿a³ do masonerii. By³ w partii socjalistycznej. Pisze, i¿ w rz±dzie Mitteranda by³o 12 cz³onków lo¿y. Wielcy mistrzowie g³ównej lo¿y Wschodu Francji i Wielkiej Lo¿y Francji bardzo sprawnie manipulowali Zgromadzeniem Narodowym i doprowadzili do tego, ¿e deputowani niezale¿nie od orientacji politycznej uchwalili ustawê o depenalizacji aborcji. Caillet swe nawrócenie wi±¿e ze pielgrzymk± do Lourdes i z modlitw± o uzdrowienie ma³¿onki.

Warto tu dodaæ, ¿e Stolica Apostolska nie zmieni³a swego sta³ego stanowiska wobec masonerii.. W deklaracji podpisanej przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Josepha Ratzingera, a zaaprobowanej przez Jana Paw³a II, czytamy: „Pozostaje niezmieniona negatywna opinia Ko¶cio³a w sprawie stowarzyszeñ masoñskich, poniewa¿ ich zasady zawsze by³y uwa¿ane za niezgodne z nauk± Ko¶cio³a i dlatego przynale¿no¶æ do nich pozostaje zakazana. Wierni, którzy nale¿± do stowarzyszeñ masoñskich, s± w stanie grzechu ciê¿kiego i nie mog± przystêpowaæ do Komunii ¶wiêtej”.



2008-11-21

NAWRÓCENI MORDERCY.

To ju¿ drugi g³o¶ny przypadek nawrócenia aborcjonisty. Pierwszym by³ ¯yd amerykañski Bernard Natanson, który po 75 tysi±cach morderstw dzieci nienarodzonych, w 70. roku swego ateistycznego ¿ycia, dozna³ przemiany umys³u i serca, i poprosi³ o Chrzest ¶w. Bywa³ w Polsce na zaproszenie Stowarzyszenia Pro-Life z wyk³adami na temat obrony ¿ycia nienarodzonych. Nakrêci³ wstrz±saj±cy film „Niemy krzyk”.

Drugim nawróconym aborcjonist± jest Serb Stojan Ada¹eviæ, ginekolog wykszta³cony jeszcze w czasach komunistycznej Jugos³awii. W ci±gu 26-ciu lat swej praktyki zamordowa³ 48 tysiêcy dzieci nienarodzonych. Zdarza³o siê, ¿e dziennie wykonywa³ ponad 30 aborcji. Media hiszpañskie i amerykañskie poda³y w po³owie listopada opis jego nawrócenia. Ada¹eviæ mia³ sen, w którym widzia³ na piêknej ³±ce mnóstwo dzieci i m³odych ludzi. Na jego widok wszyscy w pop³ochu uciekli przed nim. Stoj±cy obok zakonnik ¶w. Tomasz z Akwinu powiedzia³ mu: To s± ludzie, których zabi³e¶ w czasie aborcji. Lekarz przebudzi³ siê przera¿ony. Na domiar z³ego przyszed³ do niego kuzyn ze swoj± dziewczyn± prosz±c o skrobankê. Nie odmówi³ mu, zrobi³ to. Ale kiedy wyci±ga³ z wnêtrza dziewczyny zmia¿d¿one cia³o dziecka, zauwa¿y³, ¿e ma³e serduszko pulsuje ¿yciem. Wtedy dopiero u¶wiadomi³ sobie, ¿e zabi³ cz³owieka. Postanowi³, ¿e ju¿ nigdy nie dokona aborcji. Od wielu lat przewodzi ruchem pro-life w Serbii. Doprowadzi³ do dwukrotnej emisji w TV filmu „Niemy krzyk”.



2008-11-20

OCENA DWUDZIESTOLECIA.

Za rok minie 20 lat istnienia nowej Polski. Krótka ocena z ust ks. Prymasa: „Na pewno do pozytywów trzeba zaliczyæ wej¶cie do Unii Europejskiej, bo odizolowanie siê by³oby b³êdem. Liczê jednak, ¿e Opatrzno¶æ Bo¿a pozwoli nam pokonaæ trudno¶ci. Jestem przekonany, ¿e po nasyceniu siê dobrobytem, które zapewne wkrótce osi±gniemy, zwrócimy siê do warto¶ci, do wymiaru duchowego”. - Za przyczynê polskich niepowodzeñ w ostatnich 20 latach ks. Kardyna³ uwa¿a brak "osobowo¶ci, która potrafi³aby scaliæ ambicje ludzi. (...) Kolejne rz±dy by³y nieudane, ma³o skuteczne we wprowadzaniu przemian, sk³ócone. Niestety nadal tak jest. Nie ma mê¿a stanu, który potrafi³by zjednoczyæ wokó³ dobra wspólnego, wokó³ wa¿nych idei. Niepokoj±ca jest te¿ tendencja do o¶mieszania warto¶ci, wa¿nych idei, wiary, a przecie¿ bez nich nie bêdziemy mieli wokó³ czego siê jednoczyæ. Sam wolny rynek nie wystarczy”. [Zobacz jak wy¿ej].



2008-11-19

CENTRALNA POSTAÆ.

Dzi¶ kolejna rozprawa w procesie autorów stanu wojennego. Warto przytoczyæ wypowied¼ prymasa Polski kard. Józefa Glempa na temat stanu wojennego i gen. Jaruzelskiego. „Odbiera³ wolno¶æ, choæ by³a znikoma; hamowa³ rozwój, gdy i tak by³o cofanie; niszczy³ dialog, tak naprawdê przypominaj±cy ch³opa mówi±cego do obrazu. By³ bolesnym pocz±tkiem rodzenia siê nowego ustroju. By³y krzywdy i cierpienia, ale przez to pojawia³ siê nowy sposób zrzucenia niechcianej w³adzy. (…) Niew±tpliwie Jaruzelski by³ centraln± postaci± stanu wojennego. Utraciwszy wiarê religijn±, szczerze wierzy³ w diamat, filozofiê Marksa i Lenina. Uwa¿a³ – takie jest moje przekonanie – ¿e przysz³o¶æ Polski zwi±zana jest tylko ze Zwi±zkiem Radzieckim i blokiem podporz±dkowanych pañstw. Oczywi¶cie to cz³owiek inteligentny, w³adaj±cy dobr± polszczyzn±, znaj±cy historiê, a tak¿e sprawy ko¶cielne. Jednak nie móg³ wyj¶æ z systemu widzenia ¶wiata jedynie po marksistowsku. Jego postawê porównujê do wyznawania systemu Ptolemeusza: s³oñce radzieckie kr±¿y³o koniecznie ponad blokiem, a „Solidarno¶æ” ten porz±dek psu³a”.[„ Jaruzelski pod s±d historii”, Rozmowa Bogumi³a £oziñskiego z ks. Prymasem Polski, kard. Józefem Glempem; w: Dziennik z dnia 18.11.2008r.]


2008-11-18

KAROLINA KUZKÓWNA.

Ziemiê polsk± nawiedza B³ogos³awiona Karolina Kuzkówna, bohaterka czysto¶ci dziewiczej. W swych relikwiach przyjmowana jest chêtnie w ¶rodowisku ludzi m³odych, szczególnie w Ma³opolsce. Tam wzrasta³a i tam dojrzewa³a jej wiara a¿ do bohaterstwa w walce o czysto¶æ dla Chrystusa. Tam tworz± siê liczne krêgi jej m³odych na¶ladowców. Ch³opcy i dziewczêta, stoj±cy na progu do ma³¿eñstwa, zapatrzeni w Karolinê, przyrzekaj± Bogu piêkne ¿ycie narzeczeñskie, czysto¶æ a¿ do ¶lubu sakramentalnego. Dzi¶ Ko¶ció³ w Polsce dziêkuje b³ogos³awionej Rodaczce za jej bohaterstwo i przyk³ad trafnie ofiarowany naszym rozchwianym moralnie czasom.



2008-11-17

ATEI¦CI.

Brytyjskie Towarzystwo Humanistyczne, to znaczy atei¶ci ca³a gêb±, oplakatowali autobusy londyñskie has³ami: „Prawdopodobnie Boga nie ma. Przestañ siê wiêc zamartwiaæ i ciesz siê ¿yciem”. No, có¿ wszystkich innych powinna radowaæ ta skromno¶æ w wyra¿aniu pewno¶ci ateistycznej. Po nich amerykañscy atei¶ci w New Jersey poustawiali w tunelach metra billboardy z has³em: „Nie wierzysz w Boga? Nie jeste¶ sam”. Kiedy¶ ju¿ to przerabiali¶my w we wszystkich dostêpnych, czyli ocenzurowanych, gazetach: „Proletariusze wszystkich krajów, ³±czcie siê”. Nasza rodzima ateistka, etyk z UW, pani Magdalena ¦roda widocznie widzi w anglojêzycznej kampanii ateistycznej szansê dla odrodzenia rodzimej „demokracji komunistycznej”. Mówi, ¿e tak powinno byæ te¿ nad Wis³±, zw³aszcza w kwestii religii, która jest u nas wyj±tkowo silna. [IDK 17.11.2008r.] Dziêkujemy pani etyk za uznanie dla kondycji polskiej religijno¶ci.


2008-11-16

¦WIÊTO M¡DRO¦CI.

Zastanowi³a mnie nazwa ”¦wiêto Nauki”. ¬le mi siê ona kojarzy z filozofami i ró¿nymi ideologami wieku O¶wiecenia, którzy odrzucali wiarê, a na miejsce Boskiego Absolutu postawili w³a¶nie naukê. Ona mia³a rozwi±zaæ wszystkie tajemnice ¶wiata i ¿ycia cz³owieka. Czy nie w³a¶ciwiej by³oby tutaj mówiæ o „¦wiêcie M±dro¶ci”? No tak, ale M±dro¶æ nie pozwala siê zaszufladkowaæ, ani ograniczyæ do ksi±¿ek, sal i laboratoriów uczelnianych. Poza tym mo¿na spotkaæ „cz³owieka nauki”, któremu w ¿aden sposób nie mo¿na przypisaæ najni¿szego nawet stopnia m±dro¶ci. I odwrotnie M±dro¶æ mo¿e zamieszkaæ w prostym cz³owieku. Nauka bowiem zatrzymuje siê na progu Wielkiej Tajemnicy istnienia, a M±dro¶æ, dziêki sile Mi³o¶ci, przeprowadza cz³owieka przez ten próg. Biblia objawia: „M±dro¶æ jest wspania³a i niewiêdn±ca: ci ³atwo j± dostrzeg±, którzy j± mi³uj±, (…) sama bowiem obchodzi i szuka tych, co s± jej godni”. [Mdr 6, 12.16].


2008-11-15

DZIÊKCZYNIENIE.

Dok³adnie 63 lata temu odby³ siê pierwszy polski wyk³ad na Politechnice Wroc³awskiej. Wroc³awskie ¦wiêto Nauki by³o wiêc dobr± okazj± do wyra¿enia dziêkczynienia Opatrzno¶ci Bo¿ej, która chroni³a podczas wojny i stymulowa³a tu¿ po wojnie ludzi nauki do wysi³ku naukowo-dydaktycznego w¶ród zgliszcz dymi±cego Wroc³awia. Mszê ¶w. w ko¶ciele Serca Pana Jezusa celebrowa³ sam ks. Arcybiskup. I wyg³osi³ homiliê. Szkoda, ¿e tak ma³o profesorów uczestniczy³o w tym ¶wiêtym podziêkowaniu, studentów jeszcze mniej.



2008-11-14

¦WIÊTO NAUKI.

Wroc³awskie ¦wiêto Nauki w swych obchodach zosta³o podzielone na trzy dni. Wczoraj Na Wydziale PWT ofiarowano w³asnemu Wielkiemu Kanclerzowi, ksiêdzu Arcybiskupowi Marianowi Go³êbiewskiemu doktorat „honoris causa”. To by³a wielka uroczysto¶æ poprzedzona Eucharysti± w katedrze wroc³awskiej. Ks. rektor Papieskiego Wydzia³u da³ popis retoryczny w homilii „laurkowej”… I by³o du¿o rado¶ci.

Dzisiaj natomiast w auli Politechniki Wroc³awskiej by³o wielkie, ponad dwugodzinne, podziêkowanie zas³u¿onym ludziom na ró¿nych szczeblach s³u¿by tej uczelni. Piêkna uroczysto¶æ, bo przecie¿ umiejêtno¶æ dziêkowania jest wyrazem wysokiej kultury.



2008-11-13

SIOSTRA FAUSTYNA.

Z Kanady otrzyma³em zastanawiaj±cy list z apelem, by w Polsce nag³a¶niaæ postaæ i dzie³o siostry Faustyny. Apel wydaje mi siê z ubieg³ego wieku. Czy¿by list tak d³ugo wêdrowa³ do celu? Przecie¿ w Polsce ¶w. siostra Faustyna jest obecna wrêcz w ka¿dym katolickim domu. Ksi±¿ki, broszury, ró¿añce z koronk±, obrazki z jej portretem na tle Jezusa Mi³osiernego mo¿na spotkaæ wszêdzie. Wielu Polaków czyta jej „Dzienniczek”. Katolickie radiostacje o godz. 15-tej gromadz± s³uchaczy na koronce do mi³osierdzia Bo¿ego. Sanktuarium ³agiewnickie nigdy nie jest puste. Trudno, jad±c na po³udnie Polski, nie zahaczyæ po drodze o £agiewniki. Peregrynacja relikwii ¶w. Faustyny Kowalskiej traktowane s± w parafiach, jak odwiedziny dobrej znajomej.



2008-11-12

OJCIEC PIO.

Po kraju wêdruj± relikwie kilku ¶wiêtych Pañskich. Ojciec Pio sta³ siê bliski Polakom przez ksi±¿ki i filmy dostêpne w edycji polskojêzycznej. Pomóg³ mu zadomowiæ siê u nas Karol Wojty³a, który przecie¿ z nim rozmawia³ i pisa³ do niego listy, a nawet zosta³a wys³uchana jego pro¶ba o uzdrowienie pani Pó³tawskiej. W bardzo wielu domach mo¿na spotkaæ ma³y, czy wiêkszy portret zakonnika z brod± i z obanda¿owanymi d³oñmi. To najczê¶ciej pami±tka po kanonizacji o. Pio przez Jana Paw³a II. Wielu jad±cych do W³och s³yszy pro¶bê swych bliskich: przywie¼cie pami±tkê od ojca Pio. Wielu wybiera siê do Pietrelciny na wie¶æ o otwarciu grobu i wystawieniu cia³a w szklanej trumnie na widok publiczny. Polscy kapucyni wychodz±c naprzeciw tym potrzebom, sprowadzili relikwie ¶wiêtego swego brata zakonnego i rozpoczêli peregrynacjê w parafiach.



2008-11-11

BOGATY DZIEÑ.

Mia³em dzi¶ bogaty dzieñ. Przed po³udniem uczestniczy³em we Mszy odpustowej w ko¶ciele ¶w. Marcina, rektor zmusi³ mnie do kazania. Bo¿e, zmi³uj siê, jakie to mog³o byæ kazanie! W po³udnie by³em na Rynku wroc³awskim obejrzeæ wystawy plenerowe na temat roku 1918. T³umy starszych, dzieci i m³odzie¿y przetacza³y siê przez Rynek. Gra³a orkiestra wojskowa. Wieczorem natomiast odprawi³em Mszê ¶w. w intencji zmar³ych bohaterskich Polaków, którzy oddali swe ¿ycie dla Ojczyzny i za Ojczyznê. Po godz. 20:00 obejrza³em transmisjê z Gali w Teatrze Wielkim w Warszawie. By³o tam piêkne patriotyczne granie i ¶piewanie.



2008-11-10

MA£A HISTORIA.

Historia parafii to jednak przede wszystkim obecno¶æ proboszczów w ¿yciu parafian. Najczê¶ciej wspomnienia zwi±zane s± z piêknymi, czy kiepskimi, spotkaniami z ksiêdzem proboszczem, który „zna nas od dziecka”.

Dzi¶ odprawi³em Mszê ¶w. ¿a³obn± za moich dwóch poprzedników, których pamiêtaj± parafianie. Prawie trzydzie¶ci lat proboszczowa³ tu ks. pra³at Wilhelm Doro¿yñski. Trwa o nim pamiêæ jako o cz³owieku surowym w kontakcie, ale dobrym dla dzieci, zawsze mia³ cukierki w kieszeni sutanny. U niego by³em tu przez dwa lata wikariuszem. Gdy odszed³ na emeryturê, probostwo obj±³ ks. pra³at Henryk Piotrkowski. Jego zapamiêtano dobrze podczas powodzi, jak w krótkich spodniach przynosi³ kanapki i napój parafianom umacniaj±cym brzegi Starej Odry. Proboszczowa³ 13 lat a¿ do przedwczesnej ¶mierci. Po nim w³a¶nie wróci³em do Matki Bo¿ej Czêstochowskiej ju¿ jako proboszcz. Historia siê jeszcze nie koñczy, choæ pobyt mój dobiega koñca ju¿ dziesi±tego roku. Kiedy to przelecia³o?



2008-11-09

PIUS XII.

¯ydom przeszkadzaj±cym w procesie beatyfikacji Piusa XII trzeba powiedzieæ zdecydowane: Stop! Wielko¶æ pontyfikatu, nauczania i ¿ycia papie¿a Pacellego omawiano szeroko na rzymskim kongresie zorganizowanym przez naukowców dwóch papieskich uniwersytetów: Gregoriañskiego i Laterañskiego z okazji 50. rocznicy odej¶cia do Wieczno¶ci wielkiego ascety na tronie papieskim. Ojciec ¶w. Benedykt powiedzia³ podczas audiencji dla uczestników kongresu: „W osobie Piusa XII Pan uczyni³ swemu Ko¶cio³owi nadzwyczajny dar, za który wszyscy winni¶my Mu wdziêczno¶æ. (…) Mia³ on w sobie sta³y wysi³ek i zdecydowan± wolê ofiarowania Bogu samego siebie, nie oszczêdzaj±c siê i nie zwa¿aj±c na swoje s³abe zdrowie. To by³o prawdziw± pobudk± jego postêpowania: wszystko rodzi³o siê z mi³o¶ci do jego Pana Jezusa Chrystusa oraz z mi³o¶ci do Ko¶cio³a i ludzko¶ci. By³ on bowiem nade wszystko kap³anem w sta³ej i g³êbokiej jedno¶ci z Bogiem, kap³anem, który znajdowa³ si³y do swej ogromnej pracy w d³ugich przerwach na modlitwê przed Naj¶wiêtszym Sakramentem, w cichej rozmowie ze swoim Stwórc± i Odkupicielem. St±d bra³o pocz±tek i impet jego nauczanie, jak zreszt± i ka¿d± inn± jego dzia³alno¶æ”.

2008-11-08

PRZYSZ£O¦Æ.

Gdybym zna³ przysz³o¶æ, czy ba³bym siê ka¿dego nowego dnia, czy raczej spokojnie ka¿dego wieczoru k³ad³bym siê do ³ó¿ka? Ten, który przewlekle choruje na raka, zna swoj± przysz³o¶æ. Cieszy siê, czy panikuje? – To wcale nie od nas zale¿y. Bóg mnie zna absolutnie dok³adnie. To Jemu powierzam moj± przysz³o¶æ, tê najdalsz± tak¿e. Kocham Go tak, jak umiem. Czasem za ma³o, oczywi¶cie. Ale On kocha mnie równie¿ tak, jak umie, i to mi wystarczy.


2008-11-07

MA£Y OGIEÑ.

Inwazja wrogów chrze¶cijañstwa naciera szerok± tyralier± z rosn±c± si³±. Od krwawych i niszcz±cych prze¶ladowañ w ró¿nych stronach ¶wiata poprzez nies³uchanie i lekcewa¿enie nauczania biskupów a¿ do wy¶miewania  w kulturze i w polityce wszystkiego, co ma charakter sacrum. Zadziwia mnie niezrozumia³a opiesza³o¶æ Wspólnoty Europejskiej w reakcjach na prze¶ladowania w Indiach, Korei czy Wietnamie. Nawet w naszym sejmie rezolucja potêpiaj±ca te prze¶ladowania gotuje siê na bardzo ma³ym ogniu. Czy to wszystko znaczy, ¿e w Europie jest tylu polityków-antychrze¶cijan?



2008-11-06

UPODOBANIE.

Sk±d w Polsce taka rado¶æ z wyboru Afroamerykanina na prezydenta USA? Mo¿e odpowied¼ rodzi siê miêdzy kana³ami telewizyjnymi? Od dawna a¿ do przesytu emitowane s± filmy amerykañskie z tematyk± s±dow±, gdzie tymi m±drymi i rozwa¿nymi sêdziami czy adwokatami s± Murzyni. A¿ po³owie ankietowanych moich rodaków nie przeszkadza program proaborcyjny elekta. Niektórzy ankieterzy pocieszaj±, ¿e u nas, podobnie jak w Ameryce, z katolików popieraj± go ci niepraktykuj±cy. Senator Obama w czasie kampanii przedwyborczej na wiecu w Pensylwanii zapytany, jakie jest jego stanowisko w sprawie usuwania ci±¿y odpowiedzia³: „Je¶li moje córki pope³ni± b³±d, nie chcê, by mia³y byæ ukarane dzieckiem”. Kiedy indziej zaatakowany pytaniem, od kiedy zaczyna siê cz³owiek, odpowiedzia³: „politycy nie bior± pieniêdzy za to, by okre¶laæ, od którego momentu zaczyna siê ludzkie ¿ycie”. Paniom po prostu podoba³ siê. Barack Obama - zgrabny, ¶niady, b³yskotliwy, szarmancki, ze swad± w s³owie na trybunach - potrafi³ je zauroczyæ, czy raczej emocjonalnie zniewoliæ. Có¿, ich prawo.



2008-11-05

OBAMA.

W „Chacie wuja Toma” wielka rado¶æ! Barack Obama, Murzyn po ojcu rodem z Kenii, prezydentem Stanów Zjednoczonych! Dla czarnoskórych Amerykanów jest to szczyt drogi i uwieñczenie walki o równe prawa, "kropka nad i" dla wojny secesyjnej. Pe³na satysfakcja. Ale co czuj± i my¶l± inni obywatele, którzy równie¿ nigdy nie pochwaliliby handlu niewolnikami? Biskupi amerykañscy nie kryj± obaw. Obama nale¿y do protestanckiego, najbardziej liberalnego, Zjednoczonego Ko¶cio³a Chrystusa, który od dawna zaakceptowa³ aborcjê, na pastorów powo³uje czynnych homoseksualistów i stworzy³ w³asn± liturgiê ¶lubn± dla osób tej samej p³ci. Czy Amerykê czeka nowa, wielka, bratobójcza wojna o tradycyjn±, chrze¶cijañsk± moralno¶æ? Stawka znowu niebagatelna: wolno¶æ i ¿ycie Amerykanów (nienarodzonych).



2008-11-04

UBECKIE PIEK£O.

Amerykanie uwijaj± siê jak w ukropie przed urnami wyborczymi miêdzy czarnym a bia³ym jutrem najpotê¿niejszego mocarstwa ¶wiata. Do polskich g³ów ten war polityczny stara siê przelewaæ pan Piotr Kra¶ko (wnuk towarzysza Wincentego Kra¶ki) ³±czami TVP. A moje my¶li przysiad³y od wczoraj na kamieniach „Golgoty wroc³awskiej”. Teatr Faktu TVP I przedstawi³ wstrz±saj±ce widowisko o ubeckich morderstwach politycznych w majestacie (raczej bez majestatu) prawa. Szczególnie zatrzyma³ mnie koñcowy g³os w s³uchawce telefonicznej oskar¿aj±cy upartego doktoranta o niedawn± ¶mieræ prokuratora, który po wojnie wydawa³ wyroki z natychmiastowym skutkiem ¶miertelnym. No i ta znana sk±din±d sekwencja: On przecie¿ wykonywa³ swoje prawem nakazane zadania. Te s³owa kiedy¶ us³yszane na procesie norymberskim nie dotyka³y tak bole¶nie, jak w tej chwili. Tam byli hitlerowcy, a tu towarzysze Polacy. Niszczyli wspó³rodaków w imiê bolszewickiego socjalizmu. Ten spektakl  pozwala nam dzi¶ wyobraziæ sobie wyrazi¶cie konkretn± tre¶æ pojêcia „ojczyzny”, jakiej bronili genera³owie wprowadzaj±cy stan wojenny w grudniu 1981 roku.


2008-11-03

BILANS.

Tysi±c kierowców za kierownic± po spo¿yciu alkoholu, kilkaset wypadków samochodowych, trzydzie¶ci wypadków ¶miertelnych na drogach, oto smutny bilans dwóch dni ¶wi±tecznych z odwiedzinami grobów. Rokrocznie tak siê dzieje. Odebrany przez alkohol rozum m¶ci siê nie przebieraj±c w ¶rodkach. Najpierw by³a niekontrolowana pazerno¶æ na zagraniczn± kasê w maszynce do g³osowania. Kilkana¶cie lat temu nie znalaz³a siê m±dra wiêkszo¶æ i nie postawi³a tamy rozlewaj±cej siê po polskiej ziemi reklamie piwa. Nektar chmielowy sta³ siê wszêdobylski na wszystkich poziomach pokoleniowych. Piwo sta³o siê modne. Niezbêdne! Producenci z obcych krajów grzej± rêce na gor±cym szmalu, a Polacy bez rozumu gin±.


2008-11-02

PAMIÊÆ I ¯AL.

Czasami, niestety, ¿al przed ostatnim kêsem smacznego ciastka, ¿e za chwile ju¿ go nie bêdzie, jest wiêkszy ni¿ ¿al po¿egnalny, gdy umar³ cz³owiek. Zale¿y wszystko od tego, jak mocno jest siê z kim¶ zwi±zanym. Dziesi±tki pogrzebów rocznie, a po ka¿dym trzeba wracaæ do swoich zajêæ przerwanych na jedn± godzinê. Mo¿na jedynie popatrzeæ na p³acz innych, pomy¶leæ o jego autentycznej szczero¶ci, pob³ogos³awiæ wszystkich i odej¶æ. Przegl±dam fotografie z ró¿nych pogrzebów. Czy wszyscy tu powa¿ni, zasmuceni? Wszyscy, oprócz duchownych. Nie, nie jestem tu z³o¶liwy. Po prostu widzê i opisujê. I rozumiem. Ksi±dz na pogrzebie tylko na chwilê oderwa³ siê od swoich g³ównych zadañ: s³u¿yæ ¿ywym! Jest tu przelotem, jak motyl. Tak, dlaczego wiêc wzruszy³em siê g³êboko, gdy us³ysza³em opowie¶æ o psie, który pozostawa³ przy drodze, gdzie zgin±³ jego pan w wypadku, przez wiele tygodni? Cz³owiek wszystko mo¿e sobie wyt³umaczyæ. Psu nie wolno!



2008-11-01

WIELKIE IMIENINY.

„Plejadê ¦wiêtych – Wielkie Imieniny” urz±dzaj± dzi¶ dzieci z parafii Zwrócona ko³o Z±bkowic ¦l. Chc± przekonaæ otoczenie, ¿e ka¿dy mo¿e byæ ¶wiêtym. Nie chc± siê przebieraæ za ko¶ciotrupy, straszyd³a, czarownice i zombi. Daj± w ten sposób zdecydowan± odpowied¼ na masoñskie propozycje flancowane zza oceanu. Wpad³ na ten ¶wietny pomys³ miejscowy proboszcz, ks. Krzysztof Ziobrowski: „Chcia³em zaproponowaæ dzieciom co¶, co zast±pi amerykañski zwyczaj Halloween, w kulturze masowej kojarz±cy siê ze strachem i ocieraj±cy siê o okultyzm”. Oczywi¶cie, przy tej okazji dzieci poznaj± ¿ycie swoich ¶wiêtych patronów, próbuj± ich na¶ladowaæ i pog³êbiaj± swoj± wiarê. W rodzinach te¿ siê dzieje du¿o dobrego przy przygotowywaniu strojów. I w ogóle jest to ¶wietna zabawa dla wszystkich. W istocie, Uroczysto¶æ Wszystkich ¦wiêtych to ¶wiêto ka¿dego cz³owieka w Niebie, a na ziemi ka¿dy z nas ma swoje Imieniny, a wiêc uciecha rodzinna!


2008-10-31

Z£O NIE ¦PI.

Psychologowie szkolni, wychowawcy, katecheci i duszpasterze bija na alarm, gdy¿ coraz wiêcej dzieci, m³odzie¿y, a tak¿e studentów, boryka siê ze zniewoleniem przez z³ego ducha. W Polsce ro¶nie zapotrzebowanie na pomoc egzorcystów. Niektórzy m³odzi szukaj± wpierw ratunku w klinikach psychiatrycznych, czêsto bezskutecznie. Zjawisko staje siê gro¼ne. A tymczasem przeró¿nej ma¶ci libera³owie, wolnomularze, atei¶ci i satani¶ci podsuwaj± naszym dzieciom – niby niewinn±, amerykañsk± zabawê - satanistyczne rytua³y, które w istocie uprawiane s± podczas ¶wiêta Halloween, wywodz±cego siê z pogañskiego celtyckiego kultu boga ¶mierci – Samhaina. W „Biblii Szatana” mo¿na przeczytaæ jednoznaczn± wypowied¼ autora, za³o¿yciela Ko¶cio³a Szatana, Antona Szandora LaVeya, o korzeniach i randze tej rzekomej zabawy: „Zaraz po dniu w³asnych urodzin dwoma najwa¿niejszymi satanistycznymi ¶wiêtami s±: Walpurgisnacht (Noc Walpurgi) i Halloween (lub wigilia Wszystkich ¦wiêtych)”. I có¿ powiedzieæ o tych propagatorach? G³owy, czy sumienia nie maj±?


2008-10-30

¦WIÊTO DUSZ.

W at³asowych trzewiczkach i tanecznym, bezstresowym krokiem wchodz± do nas niechrze¶cijañskie zwyczaje amerykañskie (czy wszystkich Amerykanów?), maj±ce na celu nas rozbawiæ. Najpierw przysz³y „Walentynki – ¶wiêto mi³o¶ci” z propagowaniem okazjonalnego seksu jako fajnej zabawy i rozkosznej gry zmys³ów. Na skutki nie trzeba by³o d³ugo czekaæ – ci±¿a  14-tolatków postawi³a (za pó¼no) na równe nogi opiniê publiczn±.

Nastêpn± fascynacj± mediów sta³o siê „¶wiêto Halloween”. Próbuje siê nam wmówiæ na si³ê, ¿e to takie przyjemne i nieszkodliwe zabawianie siê w ko¶ciotrupy czy wydr±¿one dynie ze ¶wieczk± w ¶rodku. Komu zale¿y na zbanalizowaniu powagi umierania i ¿ycia po ¶mierci? A to przecie¿ w procesie wychowania ma wcale niebanalny wp³yw na kszta³t dojrzewania ku odpowiedzialno¶ci przed Panem Bogiem za czyny na ziemi. Chrze¶cijañski „Dzieñ zaduszny” jest dniem pomocy duszom tych, którzy musz± jeszcze w Czy¶æcu wywdziêczaæ siê wobec Bo¿ej sprawiedliwo¶ci.



2008-10-29

REWELACJE.

Æwieræ wieku le¿a³a w czyjej¶ szufladzie ponoæ w³a¶ciwa data u¶miercenia ks. Popie³uszki. Kto i po co trzyma³ j± w tajemnicy? Na dobr± sprawê jeszcze nie wiadomo, czy to nie jaka¶ pseudo polityczna podpucha, próba jakiej¶ rozróby. Czy kto¶ chce rehabilitowaæ Piotrkowskiego, czy raczej wsadziæ za kraty Kiszczaka? A mo¿e chodzi po prostu o jeszcze jedn± zadymê antyko¶cieln±, w mieszaniu w procesie beatyfikacyjnym? Mo¿na ¶ledziæ i z niecierpliwo¶ci± oczekiwaæ rozja¶nienia tych nowych „rewelacji”, gdy siê nie ma nic innego do roboty. Dla mnie sprawa jest jasna jak s³oñce: ks. Jerzy Popie³uszko zosta³ zamordowany przez komunistów za jego ¿yw±, prost± wiarê, za jego dynamiczne i pe³ne mi³o¶ci chrze¶cijañstwo. On dla Jezusa robi³ to, co robi³. Po prostu kocha³. Jest mêczennikiem i trzeba siê modliæ o beatyfikacjê tego wielkiego kap³ana – Polaka.



2008-10-28

OB£OK UZNANIA I SYMPATII.

Dooko³a naszego Radia od pocz±tku wytworzy³ siê bardzo dynamiczny ob³ok uznania i sympatii ludzi ¶wieckich. Pomagali nam zawodowcy z Polskiego Radia i Telewizji Wroc³aw. Ogromn±, dobr± wolê wykazywali ludzie z firm specjalistycznych, dziêki nim antena nadawcza z dachu nad „Czwórk±” przeniesiona zosta³a na wie¿ê ko¶cio³a Marii Panny na Piasku, a nastêpnie na wie¿ê ¶w. El¿biety obok Rynku. Stamt±d sygna³ radiowy mia³ byæ emitowany na ca³y Dolny ¦l±sk poprzez nadajnik umieszczony na wie¿y ko¶cio³a na szczycie ¦lê¿y. Poczynione by³y ju¿ pierwsze starania, plany i wyliczenia. Zapowiada³o siê piêknie. Nie poradzê sobie w tej chwili z pamiêci± o wszystkich wroc³awianach, którzy dzwonili i przychodzili do studia ze s³owami pociechy i ze swoimi ta¶mami muzycznymi. To by³o wzruszaj±ce. Oczywi¶cie, nie wszystko sz³o jak po ma¶le. Byli wokó³ nas i tacy, którzy nie wierzyli w powodzenie tych wysi³ków, traktowali nas z przymru¿eniem oka, nazywali nas „radyjkiem”. A i w¶ród nas nie pracowali sami anio³owie. Wszystkich ludzi pierwszego 5-ciolecia radiowego noszê w swym sercu i Bogu z wdziêczno¶ci± powierzam. Ich i ich rodziny.


2008-10-27

RADIOWA RODZINA.

To ju¿ poniedzia³ek, a ja wci±¿ maltretujê swoj± pamiêæ, siêgaj±c do pocz±tków radia RODZINA. Brak³o mi bowiem na sobotniej rocznicy pierwszych piêciu lat tworzenia siê i rozwijania tej pierwszej katolickiej rozg³o¶ni w naszym mie¶cie. Brak³o mi tych wspania³ych ludzi, którzy ongi¶ - nie przyszli do sekretariatu i nie za¿±dali pensji dwa tysi±ce miesiêcznie - oni stworzyli ten sekretariat. Oni w³asnymi rêkoma, odgrzybiaj±c ¶ciany i zrywaj±c zbutwia³e pod³ogi, przygotowali pierwsze studio nadawcze, a nastêpnie studio nagrañ zdolne do tworzenia i do emisji programów. Oni przygotowali pomieszczenia dla nowego, obecnego studia nadawczego. Brak³o mi tych setek wolontariuszy, od pañ w sekretariacie poczynaj±c a¿ do spikerów i „hebelkowych”, brak³o mi bardzo m±drych i twórczych redaktorów. Wszyscy oni ¿yli atmosfer± katolickiego radia i budowali wyj±tkowo piêkne wiêzi osobowe.



2008-10-26

¦WIÊTOWANIE.

Wczoraj Katolickie Radio RODZINA we Wroc³awiu ¶wiêtowa³o hucznie 15-lecie swego istnienia. Obserwowa³em na antenie po zakoñczeniu swych sobotnich obowi±zków w ko¶ciele. Uchwyci³em nawet fragment kazania i tak wytrwa³em do koñca Mszy, gdzie by³o du¿o gratulacji i samozadowolenia. ¯eby odreagowaæ te wra¿enia s³uchowe, siêgn±³em po piêkny album odnowionej Sykstyny na Watykanie. Oczarowanie! A przy okazji od¶wie¿y³em w pamiêci „Udrêkê i ekstazê” Irvinga Stone’a. Renesans, co za czasy! D³ugo b³±ka³em siê po uliczkach Rzymu i Florencji, zatrzymywa³em siê w pracowniach malarzy i rze¼biarzy, wstêpowa³em na rusztowania watykañskie. Owocem d³ugiej wêdrówki by³a krótka refleksja. Nieprawd± jest, ¿e wspania³a sztuka sakralna zawsze jest ¶wiadectwem wysokiej moralno¶ci tworz±cego j± artysty. Prawd± natomiast jest, ¿e z tej nieprawdy korzystaj± czêsto moralnie kiepscy ludzie, ukrywaj±cy brak sumienia za swymi wytworami.

 

 



2008-10-25

AMBASADA INDII.

Podajê adres i tre¶æ petycji do ambasadora Indii w Warszawie w sprawie prze¶ladowañ obywateli chrze¶cijañskich w stanie Orisa i Karnataka. Proszê czytelników o wys³anie tego mejla z w³asnym podpisem na adres: consular@indem.pl

 

Szanowny Pan C. M. Bhandari

Ambasador Republiki Indii w Polsce

ul. Rejtana 15/2-7

02 - 516 Warszawa

 

Szanowny Panie Ambasadorze!
Chcia³bym wyraziæ swoje wielkie zaniepokojenie sytuacj± chrze¶cijan w Indiach w stanie Orisa i Karnataka. Z informacji przekazanych przez ¶wiatowe media wynika, ¿e od grudnia 2007 r. w rejonie tym odnotowano setki zamordowanych i 20 tys. uchod¼ców chroni±cych siê w d¿ungli. Kap³ani ró¿nych chrze¶cijañskich wyznañ s± paleni ¿ywcem. Siostry zakonne s± grupowo gwa³cone. Chrze¶cijanie s± torturowani, dochodzi do publicznego obna¿ania. Ko¶cio³y p³on±, a chrze¶cijanie ratuj± siê ucieczk± w lasy. Akcje s± profesjonalnie przygotowane, aby przynie¶æ jak najwiêcej ofiar.
W zwi±zku z tym zwracam siê do Pana Ambasadora z zapytaniem, dlaczego w³adze Republiki Indii nie interweniuj± w tych strasznych wydarzeniach? Czy opisane sytuacje s± zgodne z Konstytucj± Republiki Indii? Maj±c powy¿sze na uwadze, pragnê wyraziæ swoje najwiêksze oburzenie, ¿e w kraju maj±cym tak piêkn± kulturê, kraju Mahatmy Gandhiego, ojca demokracji indyjskiej Jawaharlal Nehru dochodzi do takich wydarzeñ i nikt z w³adz Indii nie interweniuje i nie otacza ochron± swoich obywateli.

 



2008-10-24

KULTURA I TOLERANCJA.

Na zaproszenie Stowarzyszenia Twórców i Animatorów Kultury pojecha³em dzi¶ do Mieroszowa na inauguracjê 12. Turnieju S³owa Literatury Patriotycznej i Religijnej. Mia³em wyst±piæ w dwug³osie z pani± profesor z uniwersytetu na temat tolerancji. A po nas mia³a byæ czê¶æ artystyczna na scenie domu kultury, w zaniedbanej sali by³ego kina. Kiedy¶ stary filozof, rektor KUL-u, dominikanin mawia³: je¿eli chcesz poznaæ kulturê domowników, zajrzyj do ich wychodka. Otwar³em drzwi, nad którymi wisia³a kartka z napisem „toaleta”, i o ma³o nie zwymiotowa³em. Przechodz±cy za mn± gimnazjalista, widz±c moje trudno¶ci, wykrzykn±³ tryumfalnie: „ki³a i mogi³a”! Okropno¶æ!!! Gimnazjali¶ci wype³nili do po³owy salê, bli¿ej na fotelach rozsiad³a siê podstawówka. Oto widownia, o zgrozo, do której mia³em mówiæ - powa¿nie! - o tolerancji. Trafi³a siê jednak mi³a niespodzianka powyk³adowa. Piêknie zakoncertowa³a trójka licealistów z Góry na Dolnym ¦l±sku. W³a¶nie oni wygrali 11. Turniej w ubieg³ym roku. A na zakoñczenie rarytas! Chór 13 wdów mieroszowskich w ¿ó³tych szalach za¶piewa³ trzy prawie ludowe piosenki. Pó¼niej by³o bardzo mi³o przy kawie i ciastkach, pogadali¶my nieco… Przy powrocie zauwa¿y³em, ¿e Mieroszów jest ³adnie po³o¿ony miêdzy wzgórzami.


2008-10-23

CIEMNO¦CI.

To co siê dzieje w Indiach, w Wietnamie, w Iranie, w Korei… Jak ludzie cierpi±! Przera¿a mnie. Przera¿a nie tylko dlatego, ¿e dzieje siê tak straszna niesprawiedliwo¶æ w XXI wieku i ¿e nie widaæ ¿adnego skutecznego sposobu przeciwdzia³ania. Dotychczasowe dyplomatyczne dzia³ania polityków europejskich i interwencje przedstawicieli Ko¶cio³a nie umniejszy³y cierpieñ prze¶ladowanych chrze¶cijan. Przera¿a mnie cisza, jaka otacza sprawê ataków Z³ego na wyznawców Chrystusa. W mediach polskich gada siê o ró¿nych ¶miesznostkach prawa w krajach islamskich, a nie przedstawia siê bolesnych i tragicznych losów chrze¶cijan wygnanych, torturowanych i mordowanych. Nie mówi siê o dziesi±tkach spalonych ko¶cio³ów i setkach domów, milczy siê o gwa³ceniu zakonnic zabijaniu dzieci przez w³asnych ojców, dlatego ¿e przyjê³y chrzest. Szatan lubi dzia³aæ w ciemno¶ciach. Z³o zabiega o ciemno¶æ!



2008-10-22

ISTOTNA POMOC.

I znowu pogrzeb. Tym razem 92-letniej staruszki. Na Mszê ¶w. przysz³a liczna rodzina z wnukami i prawnukami. Rodzina ludzi prostych, ciê¿ko, fizycznie zarabiaj±cych na chleb. Resztê miejsc w ko¶ciele zajêli s±siedzi, nasi parafianie. I choæ zabrak³o organisty, ¶piew wspólny, modlitewny wzbija³ siê dynamicznie ku Niebu. Rado¶nie ¶piewali¶my pie¶ñ zmartwychwstania, dziêkuj±c Jezusowi za pe³ne i bogate ¿ycie wiary zmar³ej prababci. Oddaj±c ho³d Bo¿ej opatrzno¶ci, wyra¿ali¶my wdziêczno¶æ za wszelkie dobro otrzymane od zmar³ej i od Jezusa przez zmar³± obdarzaj±cego dobroci± i mi³o¶ci±.

W stosunku do wczorajszej uroczysto¶ci pogrzebowej ludzi by³o mniej, ale modlitwy o wiele wiêcej. Du¿o wiêksza dynamika wiary i wyra¼na obecno¶æ nadziei.


2008-10-21

WIEÑCE I KWIATY.

Pogrzeb m³odej, nawet nie 50-letniej kobiety. By³a prawnikiem i zgromadzi³a przy swej urnie (w metalu piêknie, artystycznie odlanej) spor± czê¶æ prawników wroc³awskich. Wielu z nich przyja¼ni siê z jej mê¿em, tak¿e prawnikiem. Na Mszy ¶w. w intencji zmar³ej nie by³o ich wielu. Na cmentarzu dopisali. (Obawiam siê, ¿e dzi¶ o tej porze trudno by³o cokolwiek za³atwiæ w s±dzie). Wieñców i kwiatów zatrzêsienie. Oczywi¶cie powaga na twarzy tak wielka, ¿e zupe³nie sparali¿owa³a usta podczas wspólnej modlitwy. Ciê¿ko siê sprawuje pos³ugê modlitewn± w¶ród wielkiego milcz±cego t³umu katolików. I ja ze smutkiem my¶lê, ile pomocy duchowej zabrak³o tej duszy w za¶wiatach osamotnionej w¶ród rzeszy przyjació³.



2008-10-20

JAN XXIII.

Dotar³a do mnie wie¶æ, ¿e nied³ugo w Rzymie odbêdzie siê ¶wiatowa premiera filmu „Jan XXIII: my¶li i pamiêæ”. Ucieszy³a mnie ta wiadomo¶æ. Patriarcha Wenecji Angelo Roncalli by³ wybrany na papie¿a 50 lat temu, w roku mej matury i wst±pienia do seminarium duchownego. I chocia¿ jego pontyfikat trwa³ o rok krócej ni¿ moje studia przed kap³añstwem, to jednak by³ to czas naznaczony wyra¼nie odwag± i ¶wiêto¶ci± tego „proboszcza ¶wiata, dobrego papie¿a Jana”. Ca³y nasz rocznik w roku ¶wiêceñ postanowi³ ozdobiæ tabletu fotografi± ojca ¶wiêtego, który zwo³a³ Sobór Watykañski II i umie¶ciæ wyznanie: „Wychowa³ nas Jan XXIII”. Czy byli¶my mu wierni?... Ale kochali¶my go. W okresie pracy na Ostrowie Tumskim czêsto przechodzi³em obok pomnika Jana XXIII z podpisem „Pacem in Terris” – z tytu³u jego pierwszej encykliki. Patrzy³em z rado¶ci± na ten obelisk z grubymi rysami postaci papie¿a Roncallego, choæ oficjalnie przez w³adzê duchown± pomnik nie by³ dobrze widziany, bo powsta³ w wyniku manipulacji w³adzy ludowej wobec ksiê¿y „patriotów”. Pomnik, choæ skarykaturyzowany, przywo³uje tê wspania³±, pe³n± witalno¶ci i dowcipu postaæ szczê¶liwego, ¶wiêtego cz³owieka. Przypomina mi radosne lata seminaryjne. Ucieszy³em siê g³êboko kiedy¶ na wie¶æ o wyniesieniu Jana XXIII do chwa³y o³tarzy. Chcia³bym obejrzeæ ten film.


2008-10-19

ROCZNICA MÊCZEÑSTWA.

Po po³udniu by³em u ¶w. Marcina na Ostrowie Tumskim. Ech, ³za siê w oku krêci. To ju¿ 10 lat, jak opu¶ci³em artystów dla proboszczowania u Matki Bo¿ej Czêstochowskiej. Dzi¶ nowy duszpasterz twórców przygotowa³ z nimi piêkne spotkanie z ksiêdzem Jerzym Popie³uszk± w poezji i pie¶niach. Poezja brzmia³a dramatycznie, a scenografia doskonale to podkre¶la³a. Pie¶ni – w sopranie i w tenorze – wzywa³y Jezusa i wo³a³y do Jego Matki wzruszaj±co. Mo¿na by³o siê modliæ i dziêkowaæ Bogu za to, ¿e ludzk± tragediê chcia³ przemieniæ w chwa³ê cz³owieka w nadziei zmartwychwstania. Gdy zgas³y 24 ¶wieczki przy portrecie Mêczennika, na o³tarzu pozosta³y trzy ¶wiece Eucharystii. One dawa³y ¶wiat³o. Nie pozwoli³y ciemno¶ciom zagarn±æ nas w ¶mieræ.


2008-10-18

SOBOTA.

Ufff! Co za sobota! Wikariusz z m³odzie¿± na pielgrzymce do grobu ¶w. Jadwigi w Trzebnicy. Ca³y dzieñ wêdrowania. Wróci pewnie ca³y obola³y, je¶li nie okulawiony… Ja siê uwija³em ca³y dzieñ w parafii. Trzy Msze ¶w. z krótkimi kazaniami. Jeden ¶lub, i to Polki z Niemcem. Przygotowa³em teksty dwujêzyczne. Wieczorem nabo¿eñstwo ró¿añcowe. W miêdzyczasie zbieranie materia³ów i redagowanie og³oszeñ parafialnych. Musz± byæ wyczerpuj±ce, krótko i zgrabnie podane. Po Mszy wieczornej przyszli rodzice ze skarg± na katechetê. Ale¿ tupet! Krzyczeli: wyrzuciæ go i koniec. Wyrzuciæ, bo inaczej wypiszemy nasze dzieci z religii w IV klasie. Na szczê¶cie o homilii zd±¿y³em ju¿ pomy¶leæ. Muszê jutro pogodziæ temat o „cesarskim i boskim” z tematyk± ¦wiatowego Dnia Misji. Mo¿e zd±¿ê znale¼æ w internecie Benedykta XVI Orêdzie na ten dzieñ. Ufff, powieki same opadaj±.



2008-10-17

W RATUSZU.

Wczoraj o 15-tej rozpoczê³a siê w Ratuszu uroczysto¶æ jubileuszowa 85-letniego ks. kardyna³a Henryka Gulbinowicza. Pan Prezydent Rafa³ Dutkiewicz przywita³ piêknie Jubilata i wszystkich wybranych, zgromadzonych go¶ci. Spotka³em tam niema³o dobrych znajomych z dawnych lat. Wielu z nich ju¿ w s³usznym wieku i na wa¿nych stanowiskach. W stylowym wnêtrzu Starego Ratusza, ju¿ po czê¶ci artystycznej, wokó³ d³ugiego sto³u, wszyscy byli rozradowani. Wielu odnalaz³o siebie nawzajem po parunastu i wiêcej latach. Pytaniom, ¶miechom i u¶ciskom nie by³o koñca. Przypomnia³y siê stare, dobre, choæ trudne lata. Warto by³o na tê chwilê wyrwaæ siê zza rzeki i spod lasu do miasta! Ksi±dz Kardyna³, który zachwyci³ go¶ci ¶wietnym przemówieniem, przechodzi³ na koniec w towarzystwie pana Prezydenta przez salê, zatrzymuj±c siê przy poszczególnych grupkach profesorów, dyrektorów i prezesów czêstuj±cych siê suto jad³em i napojem. Przy wyj¶ciu ka¿dy pisa³ na wcze¶niej otrzymanych serduszkach swe ¿yczenia i s³owa uszanowania dla Jubilata, za to otrzymywa³ artystyczny prezent. By³o naprawdê rado¶nie, choæ spotka³em te¿ jedn± zszarza³± twarz o niewidz±cym spojrzeniu.


2008-10-16

KONSTERNACJA.

Wszyscy dzi¶ wspominaj± s³odko i rado¶nie chwilê sprzed 30-tu lat, gdy ¶wiat dowiedzia³ siê, ¿e nowym papie¿em zosta³ wybrany nasz rodak Karol Wojty³a. Ale nie wszystkim Polakom wtedy by³o tak s³odko.

W Warszawie w gmachu KC Stanis³aw Kania powiadamiaj±c telefonicznie o tym Edwarda Gierka, us³ysza³ jedynie: „O, rany boskie!”. Najwy¿szy ubek od spraw wyznañ, Kazimierz K±kol, tak opisa³ atmosferê w¶ród towarzyszy w Komitecie Centralnym PZPR: „Absolutnie zdegustowani naradzaj± siê towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, £ukasiewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie fili¿ankê czarnej kawy. Westchnienia. Ciê¿kie. Czyrek ³aduje siê z tez± – wypracowan± przez nas z SDP do KC – „zastanówmy siê… ostatecznie lepszy Wojty³a jako Papie¿ tam, ni¿ jako Prymas tu”. Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”.

W Krakowie natomiast na zebraniu partyjnym Zwi±zku Literatów Polskich „Na salê dyskretnie wchodzi bufetowa. Pochyla siê nad Tadeuszem Ho³ujem i szepce. Ho³uj zrywa siê i og³asza: „Koniec z nami. Radio poda³o, ¿e Wojty³a zosta³ papie¿em!”



2008-10-15

FIKO£EK.

Paskudne rzeczy dziej± siê miêdzy premierem a prezydentem. Samolotowa afera zadziwi³a wszystkich zdrowo my¶l±cych w Polsce i za granic±. Delegacja rz±dowa nie mo¿e siê zmie¶ciæ w wielkim samolocie do Brukseli razem z delegacj± prezydenck±! Widzia³ to kto kiedy? W Parlamencie Europejskim rz±dowcy pogrywaj± prymitywnie, zabieraj±c przepustki na obrady przeznaczone dla delegatów prezydenckich. Pan Tusk widocznie ci±gle odreagowuje dawn± pora¿kê polityczn±. W³adza (wreszcie zdobyta) uderzy³a do g³owy. Wydaje siê, ¿e nieokie³znana ambicja szefa rz±du fiknê³a dzi¶ koz³a na oczach ca³ej Polski. To nie wyjdzie Polakom na zdrowie.


2008-10-14

INTRYGA.

Znów odezwa³ siê naczelny wychowawca biskupów, pan Tomasz Terlikowski. Przeczyta³ w wywiadzie ks. abpa Henryka Muszyñskiego dla KAI, ¿e w teczce ubeckiej nazwisko abpa figuruje w¶ród tajnych wspó³pracowników. Abp Muszyñski wyznaje: „by³o to dla mnie ogromne i bolesne zaskoczenie” i dodaje: „Nigdy, w ¿adnej formie – ani ustnej, ani pisemnej – nie wyrazi³em zgody na jak±kolwiek formê wspó³pracy z SB. Nigdy te¿ nie zgodzi³em siê na ¿adne spotkanie dobrowolnie czy z w³asnej inicjatywy, wszystkie one mia³y charakter konieczny lub nawet wymuszony”. Takie wyznanie nie robi wra¿enia na panu Terlikowskim, raczej ufa w³asnemu nosowi i snuje domys³y na temat: dlaczego ks. arcybiskup teraz o tym mówi? Redaktor móg³by po prostu zapytaæ metropolitê, ale po co? Duchowny mo¿e popsuæ szyki sw± „niepoprawn±” odpowiedzi±. Redaktor woli w³asnego autorstwa intrygê i podejrzewa, ¿e „wywiad jest zwi±zany z mo¿liwo¶ci± wyniesienia hierarchy do godno¶ci prymasa. Arcybiskup „ucieka do przodu” i wytr±ca broñ z rêki tym, którzy chcieliby wyci±gn±æ fakt rejestracji przed sam± (jeszcze nieprzes±dzon±) nominacj±". Oczywi¶cie, naczelny wychowawca biskupów wola³by przygwo¼dziæ metropolitê gnie¼nieñskiego tu¿ przed nominacj± na prymasa. Krzykn±³by wtedy na ca³± Polskê, ¿e jego katolickie sumienie nie mo¿e zgodziæ siê na takiego (jakiego?) prymasa. Niestety, straci³ pan redaktor gratkê. Ale my¶lê, ¿e i za ten komentarz do wywiadu abpa otrzyma³ niez³± dolê.



2008-10-13

NA SZACHOWNICY.

Od dawna towarzyszê „Solidarno¶ci” politechnicznej w pos³ugiwaniu kap³añskim w niezwyk³ych czasach i najzwyczajniejszych sytuacjach, ali¶ci Komitet Zak³adowy zapragn±³ „formalnego” kapelana. Jaki tego skutek? Od samego Metropolity Wroc³awskiego sfrunê³a na me biurko nominacja na asystenta ko¶cielnego „Solidarno¶ci” Politechniki Wroc³awskiej. „Kapelan” mi niestraszny, ale co siê czai pod przykrywk± „asystenta ko¶cielnego”? No có¿, nominacja jest nominacj±! Pionek zosta³ postawiony na szachownicy czarno-bia³o-czerwonej. I jak tu siê nie cieszyæ…?

 



2008-10-12

¯YWA PAMIÊÆ.

Ju¿ ósmy „Dzieñ Papieski” zaowocowa³ nie tylko 9-cioma milionami z³otych podczas zbiórki do puszek na stypendia dla zdolnej, a ubogiej m³odzie¿y. By³y koncerty i spotkania modlitewne, emisje filmowe i sympozja. By³o tak¿e po¶wiêcenie pomników papieskich. Na Wawelu postawiono na balach dêbowych dziewi±t± krakowsk± figurê papie¿a Polaka, ponoæ bez ¿adnych pozwoleñ urzêdników miejskich. Jednak najciekawsz± pami±tk± wydaje siê byæ projekt Centrum Jana Paw³a II „Nie lêkajcie siê” w miejscu, gdzie m³ody Wojty³a pracowa³ podczas wojny. Centrum z pewno¶ci± da okazjê i stworzy narzêdzia do poznawania nauczania papieskiego. Mo¿e wtedy skoñczy siê uporczywe i krzywdz±ce narzekanie pewnych ¶rodowisk na katolików polskich, ¿e Ojca ¶w. czcz±, ale jego nauki nie wdra¿aj± w swoje ¿ycie. Krzywda tej 30-toletniej uporczywo¶ci medialnej polega na tym, ¿e ogl±da siê t³umy, a nie dostrzega siê cudów ³aski we wnêtrzu indywidualnego cz³owieka. Wielu m³odych ludzi swe nawrócenie ku Chrystusowi zawdziêcza duchowemu spotkaniu (w przeró¿ny sposób) z Janem Paw³em II.



2008-10-11

W POCI¡GU.

Na dworcu w Kielcach do przedzia³u wsiad³a starsza pani o ¶niadej karnacji i z piêknymi siwymi lokami okalaj±cymi jej twarz. Oczy mia³a czarne jak dwa wêgielki. Siadaj±c naprzeciw, zainteresowa³a siê moim brewiarzem. - Pan czyta psalmy? – Tak, jestem ksiêdzem. – Ja te¿ czytam, ale po hebrajsku. Niedawno wróci³am ze Stanów. Dla mnie w Polsce bi³y Bo¿e ¼ród³a od urodzenia. Tu chcê umrzeæ. Tutaj dozna³am najwiêkszej mi³o¶ci. Tu uratowano moje ¿ycie.

Poci±g pêdzi³, czas ucieka³, a rozmowa miejscami zmienia³a siê w barwne monologi i by³o w niej du¿o wdziêczno¶ci dla wielu katolików, s±siadów z czasów dzieciñstwa. Na koniec piêkna, szlachetna pani dorzuci³a wdziêczno¶æ dla pewnego hierarchy rzymskiego, który u³atwi³ jej wyjazd do Ameryki. Wtedy zapyta³em o Piusa XII, czy go zna³a. Odpowied¼ by³a zdecydowana: bez niego „monsignor” nie odnalaz³by mnie w Rzymie. Nie wytrzyma³em i opowiedzia³em o sprzeciwie rabina z Hajfy wobec beatyfikacji Piusa XII. Odpowied¼ mnie zaskoczy³a. Nie znam tego rabina – powiedzia³a pani - ale wiem, ¿e w Ameryce ¯ydzi nie d±¿± do pojednania z kimkolwiek innym. Stare ¿ydowskie rodziny w Nowym Jorku przed oczami maj± tylko bogactwo. Mówi±, ¿e Adonai im b³ogos³awi, skoro fortuna ro¶nie. O biedocie na wschodzie Europy nie rozmawiaj±. Zawsze siê ich wstydzili i milczeli.

Na stacji Koniecpol moja rozmówczyni obdarzy³a mnie ciep³ym u¶miechem na po¿egnanie. Jej oczy b³yszcza³y. Nie zapomnê tego wejrzenia. - Niech pan przeczyta psalm 73 – powiedzia³a cicho, odbieraj±c ode mnie na peronie swoj± torbê podró¿n±.



2008-10-10

WRESZCIE.

Dzisiaj Sejm przyj±³ ustawê przygotowana przez Prezydenta Rzeczypospolitej o finansowaniu KUL-u z bud¿etu pañstwa. W ten sposób katolicka uczelnia zosta³a zrównana z innymi uczelniami publicznymi. Odt±d rektor, po zap³aceniu wynagrodzeñ pracownikom KUL-u, nie bêdzie ju¿ suszy³ sobie g³owy, sk±d wzi±æ pieni±dze na inwestycje uniwersytetu. Piêtnastu pos³ów wstrzyma³o siê od g³osowania za ustaw±, a piêciu opowiedzia³o siê przeciw ustawie. Wynik g³osowania bardzo dobry, widocznie ¶.p. ks. Radziszewski, za³o¿yciel KUL-u w 1918 roku, z za¶wiatów przemówi³ wielu pos³om do rozumu.



2008-10-09

RABIN HERZOG.

Po wypowiedzi rabina z Hajfy w prasie w³oskiej natychmiast zawrza³o. Watykanista Andreas Tornielli przypomnia³ s³owa wielkiego rabina Jerozolimy Izaaka Herzoga z 1944 roku: „Naród izraelski nigdy nie zapomni tego, co Jego ¦wi±tobliwo¶æ i Jego wybitni delegaci, inspirowani odwiecznymi zasadami religii, stoj±cymi u podstaw autentycznej cywilizacji czyni± dla naszych nieszczêsnych braci i sióstr w najtragiczniejszej godzinie naszych dziejów”. A po ¶mierci papie¿a Pacellego w roku 1958 ten sam rabin Herzog o¶wiadczy³: „¦mieræ Piusa XII jest powa¿n± strat± dla ca³ego wolnego ¶wiata. Nie tylko katolicy op³akuj± jego ¶mieræ”.[za IDK z dnia 7.10.2008]. Po 60-ciu latach od holokaustu niektóre ¶rodowiska nie chc± dopu¶ciæ, by wystyg³ tak porêczny politycznie mit antysemityzmu.



2008-10-08

¯YD NA SYNODZIE.

Rabin Hajfy Kohen zachowa³ siê schizofrenicznie na Synodzie Biskupów w Rzymie. Na sali obrad powiedzia³: „Moja obecno¶æ na Synodzie Biskupów jest sygna³em nadziei, przes³aniem mi³o¶ci, koegzystencji i pokoju dla naszego i przysz³ych pokoleñ”, a w kuluarach do dziennikarzy z ca³ego ¶wiata o¶wiadczy³, ¿e jest przeciwny beatyfikacji papie¿a Piusa XII: „Uwa¿amy, ¿e nie powinien byæ beatyfikowany czy stawiany za wzór, poniewa¿ nie zabra³ g³osu, chocia¿ stara³ siê nam w ukryciu pomagaæ. Pozostaje jednak faktem, ¿e nie mówi³, mo¿e ba³ siê, a mo¿e mia³ inne powody, my jednak nie mo¿emy o tym zapomnieæ”.

To by³ policzek wymierzony obecnemu ojcu ¶w., który niedawno ods³oni³ w archiwach watykañskich wielkie dzie³o pomocy i obrony prze¶ladowanych ¯ydów, jakiego dokona³ Pius XII.



2008-10-07

SIOSTRA ¦MIERÆ.

Zmar³ dzi¶ pierwszy ordynariusz sosnowiecki, 75-letni ks. bp Adam ¦migielski, salezjanin. Wieczny odpoczynek racz mu daæ, Panie. Pamiêtam jego spokojn±, lekko zawstydzon± twarz, gdy w 1992 nasz kardyna³ w auli seminaryjnej wywo³a³ go z t³umu duszpasterzy m³odzie¿owych i przedstawi³ jako nowego biskupa nowej diecezji w Sosnowcu. Otrzyma³ od Ojca ¶w. Jana Paw³a II nie³atwe zadanie: stworzyæ na ¦l±sku nowe struktury diecezjalne: kuriê, seminarium duchowne, s±d duchowny, Caritas… Podo³a³ temu i s³u¿y³ ludziom przez 16 lat. Zmog³a go choroba nowotworowa, nie przestraszy³ siê wyroku ¶mierci, jaki nios³a ze sob±. Poddawa³ siê w spokoju ubytkowi czasu i zmniejszaniu siê sukcesywnie szans na wyzdrowienie. Z¿y³ siê ze ¶mierci± jak z siostr±, która mia³a go przeprowadziæ przez bramê wieczno¶ci. Wyobra¿am sobie jego radosne spotkanie z ksiêdzem Bosko.



2008-10-06

ZABOBON.

Krzy¿, Obraz i pusta rama to znaki, które przera¿a³y komuchów. Dlaczego siê bali, przecie¿ sami a¿ w nadmiarze u¿ywali znaków i symboli? Tak, ale dobrze wiedzieli, ¿e za ich znakami nic nie stoi, s± puste, wymy¶lone na potrzeby chwili politycznie usprawiedliwianej. Mam podejrzenie, a budujê je na wielu spotkaniach i rozmowach z koniunkturalistami niewierz±cymi, ¿e w duszach polskich komunistów – ochrzczonych i katechizowanych w m³odo¶ci – miejsce wiary zaj±³ zabobon. Zabobon jest potê¿nym ¼ród³em lêku wobec metafizycznego ¶wiata. O tym w³a¶nie mówi (emitowany dzi¶ wieczorem w TVP) film Paw³a Woldana p.t.: „Z³odziej w sutannie”. Film opowiada historiê z lat 70-tych o uwolnieniu przez m³odego ksiêdza Józefa Wójcika kopii obrazu Matki Bo¿ej Czêstochowskiej wêdruj±cej po parafiach polskich, a przez ubecjê na rozkaz Gierka „zaaresztowanej” w bocznej kaplicy Bazyliki Jasnogórskiej. Film jest potrzebny m³odemu pokoleniu, a mo¿e przede wszystkim  m³odzie¿ówce dzisiejszej lewicy, by zobaczono do jakich absurdów dochodzi³a komuna w PRL-u.



2008-10-05

SYNOD.

W Bazylice ¶w. Paw³a za Murami w Rzymie dzi¶ rozpocz±³ swe obrady 12. Zwyczajny Synod Biskupów. Uczestniczy w nim 253 ojców synodalnych: 51 z Afryki, 62 z Ameryki, 41 z Azji, 90 z Europy i 9 z Oceanii, a tak¿e zaproszeni przez papie¿a delegaci innych wyznañ chrze¶cijañskich na czele z patriarch± Konstantynopola Bart³omiejem I, oraz - po raz pierwszy przedstawicielem judaizmu - g³ównym rabinem Hajfy Szear-Jaszuw Kohenem.
Delegatami episkopatu Polski s±: metropolita poznañski arcybiskup Stanis³aw G±decki, arcybiskup Marian Go³êbiewski z Wroc³awia, biskup Zbigniew Kiernikowski z Siedlec oraz zaproszony osobi¶cie przez Benedykta XVI metropolita krakowski, kardyna³ Stanis³aw Dziwisz. Kardyna³owie i biskupi bêd± obradowaæ przez trzy tygodnie na temat: „S³owo Bo¿e w ¿yciu i misji Ko¶cio³a”.


2008-10-04

OBROÑCA WARTO¦CI.

Ciekawy jestem, kto pisze oskar¿onemu Jaruzelskiemu teksty obronne odczytywane przez genera³a w s±dzie warszawskim? Siêgaj± do historii Polski, przywo³uj±c piêkne karty bohaterskich powstañców i obroñców ojczyzny – wszystko to jako t³o dla rzekomo odwa¿nej i koniecznej decyzji z 12 grudnia 1981 roku o urz±dzeniu ciê¿kiej i d³ugotrwa³ej jatki w³asnemu narodowi. Teksty te kreuj± genera³a Jaruzelskiego na ratownika Polski, tylko nie mówi±, ¿e s±dzony teraz genera³ mia³ na my¶li Polskê socjalistyczn±, a wiêc nie polsk±, lecz moskiewsk±, zsowiecon±, tak zwan± „ludow±”. Te teksty chc± postawiæ Jaruzelskiego - wielkiego obroñcê „warto¶ci socjalistycznych”- na pocz±tku drogi Polaków do wolno¶ci i suwerenno¶ci. Kompletny brak wstydu i czysta bezczelno¶æ! Ciekawe, czyja to szko³a pisania?



2008-10-03

POLOWANIE NA LWA.

Mia³ Kraków dawniej swego smoka, ma teraz lwa, albo zupe³nie ma³ego lewka. Niektórzy wabi± go „Nobel, Nobel”, a inni dali mu imiê „Lew Polski”. Tak czy inaczej, du¿y czy ma³y, ale z pewno¶ci± zwierz polski to jest, bo na zorganizowanie dzi¶ ³owów na niego wydano ju¿ 50 tysiêcy z³otych polskich. To niema³o, a jak ³owy potrwaj± d³u¿ej, to Lew Polski wyci±gnie jeszcze wiêcej z³otówek z kieszeni podatników polskich.



2008-10-02

WARTO¦CI.

Dzi¶ w 44-tym skapitulowa³o Powstanie Warszawskie. Aby przypomnieæ bohaterstwo i zwyczajno¶æ tamtych m³odych ludzi, re¿yser Marcin Piwowarczuk nakrêci³ film o mi³o¶ci i ¶lubach ko¶cielnych w zburzonej i walcz±cej Warszawie pod tytu³em „¯ó³ta bluzka ze spadochronu”. Tytu³ zaczerpniêty z wypowiedzi panny m³odej, która innego stroju ¶lubnego nie mia³a, a materia³ zdoby³ jej narzeczony. Jaki by³ sens ¶lubowania ma³¿eñskiego w perspektywie nieznanego jutra? Sens wyrasta³ z wiary w Boga, mi³o¶ci mocniejszej ni¿ ¶mieræ i wierno¶ci, która trwa, jak wynika ze ¶wiadectwa ¿yj±cych par, do dzi¶. ¦lub by³ wyrazem poczucia wolno¶ci i stanowi³ pieczêæ po³o¿on± osobi¶cie na tych wielkich warto¶ciach. TVP Historia wyemitowa³a ten film w³a¶nie dzisiaj. Bêdzie powtarzany. Warto zobaczyæ, ¿e nie zawsze ¶lubowanie mi³o¶ci wzajemnej przed Bogiem trwa tylko kilka czy kilkana¶cie miesiêcy.



2008-10-01

KO¯UCH.

Na Politechnice Wroc³awskiej w auli pe³na gala inauguracyjna. Kogo tam nie by³o! Czytanie nazwisk osób powitanych zajê³o kilkana¶cie minut. Wszyscy byli posegregowani i zaszeregowani odpowiednio, no i oczywi¶cie dok³adnie zachowana hierarchia w³adzy… Na koñcu tej nudy i udawanych braw (inaczej popuch³yby d³onie!) zdarzy³ siê piêkny kwiatek do ko¿ucha. By³em zaskoczony i prawdziwie wzruszony, gdy pan rektor na koñcu powita³ swoj± ¿onê. I podobnie poczu³em ciep³o pod sercem, gdy odchodz±cy pan rektor równie¿ podziêkowa³  swojej ¿onie i przeprosi³ za nisk± frekwencjê swej obecno¶ci w domu rodzinnym, zszed³ z podestu na salê i ofiarowa³ bukiet czerwonych ró¿. Proszê o czêstsze podobne kwiatki do naukowego ko¿ucha.



2008-09-30

BUMERANG.

Na szczytach w³adzy wa¿± siê losy peerelowskich, w tym esbeckich, generalskich emerytur. A na dole wrzenie jak w tyglu. Jedni przyklaskuj± projektowi odebrania, bo to bêdzie akt dziejowej sprawiedliwo¶ci, inni w±tpi±, wskazuj±c na tysi±ce stanowisk i funkcji, gdzie ludzie wys³ugiwali siê re¿ymowi i dziêki którym esbecja mog³a pokryæ sw± sieci± donosicieli ca³y kraj. W jaki sposób teraz dope³niæ sprawiedliwo¶ci? Jedni mówi±: dzi¶ za pó¼no, trzeba by³o na pocz±tku przemiany ustrojowej tych ludzi odsun±æ od sto³ków i ¿³obów, a drudzy pytaj±: sk±d wtedy by³o wzi±æ ludzi czystych na ich miejsce? I tak to po æwieræwieczu wraca, jak bumerang, piêkna teoretycznie - ale czy naprawdê chrze¶cijañska w zastosowaniu? - idea „grubej kreski” pierwszego po komunie demokratycznie wybranego premiera. Chrze¶cijañska interpretacja „grubej kreski” brzmi ca³kiem prosto: przebaczamy i wspó³pracujemy dla dobra wolnej ojczyzny, ale po wyznaniu winy i pokucie, a przynajmniej po przeproszeniu przez ciemiê¿ycieli. Potwierdzi³ to abp Nycz w swym niedawnym li¶cie pasterskim na temat nawrócenia ¶w. Paw³a.



2008-09-29

DO PRZODU.

Æwieræwiekowy nobel 65-letniego Lecha Wa³êsy, lidera zwyciêskiej „Solidarno¶ci”, przyci±gn±³ wielu go¶ci do Zamku Królewskiego w Warszawie. Pan Jubilat by³ dzi¶ w zupe³nie innej kondycji psychicznej ni¿ przed tygodniami, gdy mu stawiano przed oczy dokumenty o wspó³pracy z ubecj±. Nie ogania³ siê i nie wyzywa³. Mo¿na by³o zauwa¿yæ, ¿e w przemowach czê¶ciej obok „ja, moje, mnie” dodawa³ tak¿e „nasze”. Edukacyjnie to wa¿ny krok do przodu w drodze by³ego prezydenta. Na uroczysto¶ci Episkopat Polski reprezentowa³o trzech (dy¿urnych) dostojników w fioletach, brak³o purpuratów.



2008-09-28

BEATYFIKACJA.

Dzisiaj w Bia³ymstoku sub divo, przed Sanktuarium Mi³osierdzia Bo¿ego, podczas uroczystej Mszy ¶w. pod przewodnictwem legata papieskiego abpa Angelo Amato, wyniesiony zosta³ do chwa³y o³tarzy ks. Micha³ Sopoæko. To ju¿ druga osoba, po s. Faustynie, zaanga¿owana w g³oszenie Orêdzia o Bo¿ym Mi³osierdziu w XX wieku, której Ko¶ció³ przyzna³ prawo do kultu liturgicznego. W latach trzydziestych niecierpliwemu i gor±cemu sercu zakonnicy przychodzi³a z pomoc± teologiczna refleksja i rozwaga ksiêdza profesora. Gdy s. Faustyna chcia³a w sprawie ¦wiêta Bo¿ego Mi³osierdzia udaæ siê do Papie¿a, on pisa³ do niej: „¦wiêto Mi³osierdzia Bo¿ego, którego siê domaga Pan Jezus przez Siostrê, bêdzie ustanowione bez udania siê Siostry do Ojca ¦wiêtego, zreszt± osobiste udanie siê Siostry do Rzymu sprawy nie posunê³oby naprzód, a mog³oby zaszkodziæ" - pisa³ ks. Sopoæko 10 lipca 1936 r. W swej roztropno¶ci kap³añskiej radzi³ s³usznie: "Trzeba naprzód przygotowaæ grunt, u¶wiadomiæ ogó³ o potrzebie tego ¶wiêta, spowodowaæ zbiorow± pro¶bê ca³ego narodu naszego, a przede wszystkim naszych najczcigodniejszych kardyna³ów, arcybiskupów i biskupów, a wówczas ustanowienie owego ¶wiêta bêdzie tylko kwesti± czasu". To proroctwo spe³ni³o siê co do joty za przyczyn± metropolity krakowskiego, ks. Karola Wojty³y, pó¼niej papie¿a Jana Paw³a II. On pokona³ opór urzêdników watykañskich i on og³osi³ drug± niedzielê Wielkanocy ¶wiêtem Bo¿ego Mi³osierdzia. On wyniós³ do chwa³y ¶wiêtych s. Faustynê i konsekrowa³ ¶wiatowe sanktuarium Bo¿ego Mi³osierdzia w krakowskich £agiewnikach. Jego proces beatyfikacyjny zakoñczy siê najprawdopodobniej w przysz³ym roku.



2008-09-27

NOWA BRYKA.

Nasz prezydent miasta r±czo dzi¶ ruszy³ pod górkê ku stolicy. Powozi piêkn± bryk± o d¼wiêcznej nazwie „Polska XXI”. Czy zasi±dzie na tronie prezydenta kraju? – Zobaczymy. ¯yczê mu dobrze, próbujê zrozumieæ ambicje polityczne, ale czy bêdzie mu tam tak dobrze, jak we Wroc³awiu dotychczas? Jego poprzednik poszed³ w kamaszach na ministra kultury, ale jak¿e mu zbiednia³a buzia, a jeszcze nie wiadomo, jaki bêdzie fina³ awantury wokó³ mediów publicznych. Ta zadyma mo¿e go wyzuæ z kamaszy. Warszawa raczej jest przewidywalna, gdy chodzi o nieudanych z tej czy z owej strony.


2008-09-26

OJCIEC WIKTOR.

We wroc³awskim radiu „Rodzina” wspominano dzi¶ wieczorem jezuitê z Alei Pracy, ¶.p. o. Adama Wiktora, którego patriotyzm nierozerwalnie zwi±za³ siê z duszpasterstwem i jako jedno¶æ w pamiêci wroc³awian ¶wieci czystym blaskiem. Za jego proboszczowania w okresie stanu wojennego ko¶ció³ Matki Bo¿ej Pocieszenia by³ autentycznym ¼ród³em pociechy i nadziei dla wszystkich umêczonych wojn± jaruzelsk±. Ojciec Adam by³ cz³owiekiem modlitwy i zakochany po uszy w Maryi, Matce Jezusa. Mówi± o tym ci, którzy wy³apywali wzrokiem jego krótkie, pe³ne mi³o¶ci spojrzenia na obraz w g³ównym o³tarzu. Gromadzi³ przed obrazem na modlitwie wszystkie grupy spo³eczne, m³odzie¿ i starszych, robotników i intelektualistów, artystów i ludzi nauki. Uczy³ wiary, pociesza³ w tarapatach, a gdy trzeba by³o, karmi³ i pomaga³ materialnie. Swoich parafian zna³ z autopsji. Je¼dzi³ rowerem ulicami swej dzielnicy, zatrzymywa³ siê na krótka rozmowê, podwozi³ zakupy staruszkom pod dom, a dzieciaków raczy³ s³odyczami z kieszeni. By³ odwa¿ny, wobec ubeków zachowywa³ kamienn± twarz jak kto¶, kto wie swoje i robi, co do niego nale¿y. Przyjació³ obdarza³ czêsto s³onecznym u¶miechem. By³ ¶wietnym managerem, nie robi³ wszystkiego za innych. Pokornie t³umaczy³ siê, ¿e czego¶ nie potrafi i prosi³, aby inni to zrobili. I robili, a on siê u¶miecha³. By³ cz³owiekiem pomys³owym duszpastersko, ale zawsze uwa¿nie przyjmowa³ pomys³y innych. Kocha³ swoich parafian i wierny by³ swemu jezuickiemu powo³aniu. A jednak odchodzi³ z tego ¶wiata (poza Wroc³awiem) z nutk± ¿alu w sercu. Kiedy¶ jego prze³o¿eni, prowincjalni czy diecezjalni, spotkaj± go w Dolinie Jozafata. Czy przeprosz± go?


2008-09-25

KOCHAM WROC£AW.

¦piewano dawniej piosenkê „Warszawa da siê lubiæ…”. Dzisiaj ju¿ siê nie da tak ¶piewaæ. Zreszt±, czy kto¶ chce? Natomiast wêdruj±c po moim mie¶cie, choæby od Wyspy Tumskiej a¿ do Rynku, mogê nawet tañczyæ, bo Wroc³aw pokochaæ mo¿na. Jest za co. Miasto piêknieje nam w oczach! Pamiêtam gruzy d³ugo, d³ugo po wojnie strasz±ce wypalonymi zgliszczami. Pamiêtam „szaberplac” niedaleko Hali Targowej i czarne oczodo³y martwych kamienic w s±siedztwie urszulanek i uniwersytetu. Ko¶ció³ ¶w. Wincentego pusty i zasêpiony nie mia³ si³, by nie¶æ mod³y do nieba. A dzisiaj? Jak¿e tu piêknie! Nie mówiê o odnowionym Rynku, bo ca³a Europa siê nim zachwyca. Ale Wroc³aw to nie tylko szklana fontanna, nowe bruki i kolorowe twarze kamieniczek. Urzekaj±cy Wroc³aw to przede wszystkim wewnêtrznie piêkni ludzie! Przed wojn± jaruzelsk± bezbo¿ni z ca³ego kraju dobrze siê tu czuli i mówili, Wroc³aw to miasto, w które mo¿na siê bezpiecznie wpasowaæ. Sieæ agenturalna politycznej milicji by³a tu szczególnie gêsta. Wy³apano i zamordowano wielu ¿o³nierzy AK. A w stanie wojennym miasto têtni³o ¿yciem jednocze¶nie na dwóch poziomach: na powierzchni i w podziemiu. To prawda, ¿e ubecy mieli pe³ne rêce roboty, a wiêzienia i areszty pêka³y w szwach. Ale to w³a¶nie dlatego, ¿e wroc³awianie na powierzchni gromadzili siê w ko¶cio³ach na patriotycznych wyk³adach i modlitwie za Ojczyznê, a w podziemiu podcinali korzenie wiêdn±cej komunie. Gdy przysz³a prawdziwa Polska, zupe³nie inny Wroc³aw pojawi³ siê na ulicach w pielgrzymkach, drogach krzy¿owych i procesjach. ¦piewaj±ce miasto rozkwit³o wiar±! Kocham to miasto tak, jak tysi±ce moich sióstr i braci spod Krzy¿a Jezusowego, i nie ¿a³ujê strachu, ani bólu, ani nocy nieprzespanych, dr¿enia kolan w drodze na katedraln± ambonê, ani aresztu, s±du i przes³uchañ na Podwalu. Bóg niech to przyjmie w darze dla mojego miasta.

 



2008-09-24

APOKALIPSA.

W Berlinie organizacja „Pro Familie” bije na alarm: w klinikach niemieckich rocznie morduje siê kilkaset dzieci w szóstym miesi±cu ci±¿y. Wiele kobiet decyduje siê na pó¼n± aborcjê, gdy w wyniku badañ prenatalnych okazuje siê, ¿e dziecku grozi upo¶ledzenie. Na przyk³ad, w przypadku diagnozy, ¿e dziecko urodzi siê z zespo³em Downa, aborcjê w szóstym i pó¼niejszym miesi±cu ci±¿y wybiera 90 % Niemek. I jest to zgodne z obowi±zuj±cym od 1995 roku prawem. Syte i wygodne spo³eczeñstwo Boga siê nie lêka! Odeprzeæ Boga jak najdalej, a wtedy mo¿na wygodnie i beztrosko ¿yæ!

Có¿ powiedzieæ? Poganiej±ca Europa t³umnie pakuje siê do piek³a. To nie jest ¿art. Kobiecy syndrom poaborcyjny a¿ nadto dowodzi, ¿e piek³o zaczyna siê na ziemi. Pan Bóg jest s³owny: „Oto przyjdê niebawem, a moja zap³ata jest ze Mn±, by tak ka¿demu odp³aciæ, jaka jest jego praca” (Apokalipsa 22,12).



2008-09-23

AGRESYWNA PUSTYNIA.

W Indiach od miesiêcy leje siê krew chrze¶cijan, p³on± ko¶cio³y, pustoszej± napadane przez niechrze¶cijan i ograbiane domy, ludzie wierz±cy w Chrystusa uciekaj± w przera¿eniu i ukrywaj± siê w lasach. Parlament Europejski, jak wielkie, nieruchawe cielsko dinozaura, dopiero zaczyna reagowaæ na te prze¶ladowania i jawne gwa³cenie prawa wolno¶ci religijnej. Zredagowano wreszcie tekst rezolucji wzywaj±cej w³adze Indii do natychmiastowego powstrzymania narastaj±cej przemocy wzglêdem mieszkaj±cych tam chrze¶cijan. Niestety, wynik g³osowania nad przyjêciem rezolucji nie jest pewny, gdy¿ partiom lewicowym takie zajêcie stanowiska wobec mordowania chrze¶cijan nie jest na rêkê, krytykuj± projekt, odwlekaj± g³osowanie. A jednocze¶nie ci sami eurodeputowani popieraj± projekty budowania ogromnych meczetów w miastach od wieków chrze¶cijañskich i broni± prawa do spacerów po Europie niedok³adnie ubranych, wrzeszcz±cych kobiet i mê¿czyzn z grup „kochaj±cych inaczej”.

Czy Jezus Chrystus, obecny w swych wyznawcach XXI wieku, oprze siê dzisiejszym tak agresywnym kuszeniom szatana na pustyni ¶wiata?



2008-09-22

P£ATNO¦Æ.

Znowu g³o¶no w¶ród profesorów z IPN-em w tle. (Trudno siê dziwiæ, ¿e wielu z nich staje ostro  przeciwko lustracji). TW „Lange” to wybitny astronom toruñski, odkrywca planety poza nasz± galaktyk±, znany na wielu uniwersytetach cz³owiek nauki. Ten przypadek ujawnia cenê, jak± ambitni Polacy w PRL-u p³acili za wydostanie siê przez ¿elazn± kurtynê do zachodnich ¶rodowisk naukowych. Niewychowywana ambicja jest si³± destrukcyjn±. Sytuacja by³a tym trudniejsza, ¿e oni wtedy nie czuli swej "p³atno¶ci", to w³a¶nie im p³acono w banknotach i w trudno zdobywanej naturze. Czy wolno im by³o p³aciæ tê cenê? – Nie wolno! Ale to zale¿y zwykle od tego, czy cz³owiek w swym wnêtrzu s³yszy G³os, który o tym mówi.

 

 



2008-09-21

KOEGZYSTENCJA.

¯yjemy w jakiej¶ strasznie sko³tunionej mgle medialno-informacyjnej. Dwie grupy spo³eczne, nierozerwalne w swoim wrêcz bachicznym pragnieniu koegzystencji, politycy i dziennikarze, nakrêcaj± siê wzajemnie w jakim¶ nowoczesnym tañcu chocholim. Z tego polskiego wesela znika codziennie realny dookolny  ¶wiat. Czy nie ma na to lekarstwa? – Ale¿ jest! – mówi nie kochaj±ca polityków dziennikarka Ewa Szumañska: „Przecie¿ gdyby tych panów przestaæ nagle fotografowaæ i nagabywaæ o wypowiedzi, po paru dniach zesz³oby z nich powietrze, a kraj sta³by siê spokojniejszy, m±drzejszy i bardziej estetyczny”. S³usznie, ale przy tym, czy nie trzeba by przywo³aæ do porz±dku moralnego w³a¶cicieli mediów?



2008-09-20

¯ENADA.

Trzem Mêdrcom ongi¶ ani przez g³owê nie przesz³o, ¿e kiedy¶, w XXI wieku,  kto¶ bêdzie gard³owa³ przeciwko nim! Rzecz zaczê³a siê w £odzi, zebrano a¿ 700 tysiêcy podpisów pod petycj± do parlamentu polskiego o przywrócenie katolickiemu narodowi ¶wiêta „Trzech Króli” odebranego przez komunê. Wierzê, ¿e to „genius loci” miasta £odzi zmobilizowa³ ten poryw dla uczczenia tak znakomitych go¶ci w Betlejem. Kompletn± ¿enad± „zawonia³o” wczoraj w sejmie, gdy PO uzasadnia³a swój sprzeciw wobec projektu. PO i postkomuchy nie chc± ¶wiêta Trzech Króli wolnego od pracy. Nie tak dawno ogl±dali¶my zbratanie demokratów z lewic±, i co pozosta³o po nim? ¦miech na sali! Pan Kropiwnicki osi±gnie cel swej inicjatywy sejmowej, gdy¿ popiera j± nie 700 tysiêcy podpisów, ale 30 milionów wierz±cych Polaków.



2008-09-19

PSIA MAÆ.

Podziwia³em i podziwiam pani± And¿elikê Borys za jej dzieln± obronê praw Polaków na Bia³orusi. Polskie w³adze poprzednie wspiera³y j± podczas niewybrednych ataków £ukaszenki. Wspó³czujê jej teraz, gdy Tuskowi ludzie chc± j± rzuciæ na po¿arcie bia³oruskiemu prezydentowi. A ten na dwoje wró¿y (z fusów!), jak wygraæ siebie: w sojuszu z Rosj±, czy z NATO. I jak uciszyæ zbyt pañski i wolny g³os Lachów. Ot, polityka, psia maæ!


2008-09-18

KARATEKA.

Zaczyna siê rozwidniaæ wokó³ tajemniczej ¶mierci ks. Stefana Niedzielaka. Tygodnik „Wprost” poda³ w sobotê [13.09.2008] na swojej stronie internetowej, powo³uj±c siê na materia³y ze ¶ledztwa prowadzonego od 2001 roku przez IPN, ¿e tego proboszcza warszawskiej parafii ¶w. Karola Boromeusza w styczniu 1989 roku zabi³ najprawdopodobniej by³y oficer Komendy Sto³ecznej Policji, wcze¶niej funkcjonariusz SB, wyæwiczony karateka, który potrafi³ zabiæ ciosem krawêdzi otwartej d³oni uderzaj±c w kark.

Ksi±dz Niedzielak na Pow±zkach prowadzi³ dzia³alno¶æ upamiêtniaj±c± Polaków poleg³ych na Wschodzie, by³ wspó³za³o¿ycielem Rodziny Katyñskiej, inicjatorem ustawienia na cmentarzu Krzy¿a Katyñskiego. Wspiera³ te¿ opozycjê. Za swoj± dzia³alno¶æ niepodleg³o¶ciow± by³ nieustannie nêkany i szykanowany, otrzymywa³ listy i telefony z pogró¿kami, bezpieka wielokrotnie podejmowa³a próby zastraszenia go. ¦ledztwo umorzono podaj±c, ¿e ksi±dz spad³ z fotela i umar³. Bezczelno¶æ i kpiny w ¿ywe oczy „niezawis³ych” ludowych organów!



2008-09-17

GOLGOTA WSCHODU.

17 wrze¶nia 1939 roku o godz. 3:00 nad ranem wojska sowieckie przekroczy³y granicê Polski. Nó¿ w plecy! Wielka gehenna milionów Polaków wziêtych w dwa ognie totalitarne. Wcze¶niej w wielkiej tajemnicy, 23 sierpnia 1939 roku, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop i ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczes³aw Mo³otow podpisali pakt o nieagresji z do³±czonym tajnym protoko³em, dokonuj±cym podzia³u stref wp³ywów Niemiec i ZSRR. Ten pakt wykre¶la³ Polskê z mapy Europy, a Polakom przygotowa³ „Golgotê Wschodu”, która istnia³a dla bardzo wielu jeszcze d³ugo po zakoñczeniu wojny. A¿ do roku 1989 nie wolno by³o o tym mówiæ ani pisaæ. Od wielu lat modlê siê za tych, którzy nie wrócili z Syberii i jednocze¶nie zastanawiam siê, jak mogli o tym nie wiedzieæ wszyscy zarz±dcy PRL-u i jak móg³ gen. Jaruzelski urz±dziæ Polakom stan wojenny w latach 80-tych XX wieku?

2008-09-16

ZERO BABIEGO LATA.

Jaka¶ pretensja pomieszkuje w sercu. Nie wiem do kogo. Po³owa wrze¶nia minê³a, a tu ju¿ tak nieprzyjemnie zimno w przyrodzie. Gdzie¿ to „babie lato” ze s³oñcem niskim, ale ciep³ym i ³agodnym? Têskniæ siê nie chce. Nostalgie odp³ynê³y. Co siê z dusz± rozmarzon± sta³o? Cz³owiek zmarzniêty kuli siê, sztywnieje i staje siê nieprzyjemny. Ch³opakom na rusztowaniach kiepsko siê pracuje, ale mo¿e do koñca miesi±ca zejd± z ko¶cio³a? Pozostanie jeszcze gruz do wywiezienia.


2008-09-15

PO¯EGNALNY U¦MIECH.

Podczas homilii we Mszy przedpo³udniowej w Lourdes, ojciec ¶w. Benedykt XVI podarowa³ Francji u¶miech Maryi. U¶miech po¿egnalny. Dzisiejsza liturgia pokazuje Maryjê jako Matkê Bo¿± Bolesn± stoj±c± pod krzy¿em swego konaj±cego Syna. Dzi¶ Chrystus zmartwychwsta³y tryumfuje w niebie; z twarzy Jego Matki zniknê³y ³zy, na ich miejsce pojawi³ siê u¶miech. Ten tajemniczy u¶miech, który chcieli nam przekazaæ ¶redniowieczni mistrzowie pêdzla i d³uta. Maryja u¶miecha siê nios±c pociechê szczególnie ludziom cierpi±cym. Po homilii papie¿ udzieli³ przed grot± ludziom na wózkach Sakramentu Chorych.


2008-09-14

WIERNO¦Æ.

Dzi¶ ¶wiêto Podwy¿szenia Krzy¿a Chrystusa Pana. „Stat crux dum volvitur orbis” – krzy¿ stoi, gdy ¶wiat siê krêci. Tak powtarzaj± kartuzi od tysi±ca lat. W ka¿dej zawierusze dziejowej krzy¿ Chrystusa zawsze jest tym samym fundamentem wierno¶ci i to¿samo¶ci chrze¶cijanina. Czy¿ nie jest wzruszaj±cym przyk³adem kardyna³ Adam Sapieha, który podczas okupacji hitlerowskiej przyj±³ namiestnika Krakowa czarnym chlebem i czarn± lur±? A podczas d³ugich i wyniszczaj±cych rz±dów komunistycznych, czy¿ nie zadziwi³ ¶wiata kardyna³ Stefan Wyszyñski, stawiaj±c tamê ¿±daniom ludowej w³adzy: „Non possumus!”?


2008-09-13

UBECKA LEKTURA.

Czytam IPN-owsk± „Ojczyznê woln±…” z rosn±cym zainteresowaniem. Znalaz³em tam nawet fragment z moim nazwiskiem. S± relacje ze spotkañ ks. kardyna³a z duszpasterzami akademickimi. W g³owê zachodzê, który to „m³odzie¿owiec” tak ochoczo kablowa³ bezpiece o naszych spotkaniach. A wydawa³o siê, ¿e duszpasterze akademiccy to taka zwarta, solidarna i solidna grupa kap³añska, zupe³nie niepodobna do innych. Ta lektura mo¿e bardzo o¶wieciæ. Mnóstwo tam zrelacjonowanych rozmów ubeka z bohaterem ksi±¿ki.



2008-09-12

KOMENTARZ DO DZIEJÓW.

By³em dzi¶ na promocji ksi±¿ki IPN-u o komunistycznej bezpiece wobec kardyna³a Henryka Gulbinowicza w latach 1970-1990. Spotkanie prowadzi³ prof. W³odzimierz Suleja w sali konferencyjnej Hotelu Jana Paw³a II na Ostrowie Tumskim. Publiczno¶æ wype³ni³a szczelnie du¿± salê. Osiemdziesiêciopiêcioletni Kardyna³ przemawia³ ze swad±, z humorem i z nostalgi±. Zupe³nie nie mia³ potrzeby mówiæ o swoich zas³ugach, szczególnej odwadze czy czym¶ podobnym. Natomiast przywo³a³ trzy nawa³y azjatyckie na Europê (w latach 1241, 1683 i 1920), które mog³y zniszczyæ chrze¶cijañstwo, gdyby nie odwaga i wiara tak¿e i Polaków. Mówca nie zapomnia³ o czasie „Solidarno¶ci”, ale nie rozwodzi³ siê. Ideê Mi³osierdzia Bo¿ego, rozkwitaj±c± na naszych oczach w XX wieku, nazwa³ komentarzem do naszych dziejów. W tym komentarzu pojawiaj± siê Polacy, którzy g³osz±c Bo¿e Mi³osierdzie, s³u¿± Polsce, Europie i ca³emu ¶wiatu. Ks. kardyna³ wymieni³ siostrê Faustynê Kowalsk±, ks. Micha³a Sopoækê i Jana Paw³a II.

Zabra³em siê ju¿ do lektury. Widzê, ¿e warto.


2008-09-11

CZASY I OBYCZAJE.

Wizyta w s±dzie. By³em przes³uchiwany w sprawie, wydawaæ by siê mog³o, prostej. Przed trzema laty wodoci±gi miejskie naliczy³y dla plebanii rachunek za zu¿ycie w ci±gu 12 miesiêcy ponad 3100 metrów sze¶ciennych wody. Wynik³a z tego suma nie do zaakceptowania. Poprosi³em firmê, by zweryfikowa³a swe obliczenia, bo jest niemo¿liwo¶ci± u¿ycie takiej ilo¶ci wody przez dwie osoby przy normalnym korzystaniu z wody. Basenu ani fontanny nie mamy. ¯adne bajoro siê nie ujawni³o na placu przyko¶cielnym. Urzêdnicy prywatnie potwierdzali tê niemo¿liwo¶æ, ale plebania skutków tego nie odczu³a. Rachunek wisi jak siekiera nad g³ow± do dzi¶. No i trzeba siê s±dziæ. O, tempora! O, mores!!!


2008-09-10

NIEMORALNY DOGMAT.

Prawdziw± rado¶æ prze¿ywaj± mieszkañcy wsi Palêdzie ko³o Poznania, przygotowuj±c siê do ods³oniêcia obelisku upamiêtniaj±cego st±d pochodz±cego polskiego werbistê, zakonnika i misjonarza, ojca Mariana ¯elazka, który ca³e swe bogate kap³añskie ¿ycie ofiarowa³ Jezusowi obecnemu w trêdowatych Hindusach. Dla nich za³o¿y³ kilkusetosobow± koloniê nad Zatok± Bengalsk±. Zapewni³ im mieszkanie, pracê, leczenie i dla dzieci naukê w szkole. ¯y³ z nimi jak jeden z nich bez obrzydzenia i histerycznego lêku przed zara¿eniem siê chorob±. Zmar³ maj±c blisko 90 lat. To wielki Polak i wzór dla ch³opców szukaj±cych swego powo³ania.

Dlaczego o tym ksiêdzu, bohaterskim Polaku, media nie rozpisuj± siê szeroko? Niedawno minê³a 10. rocznica ¶mierci b³ogos³awionej Matki Teresy z Kalkuty, dlaczego by³o zupe³nie cicho na temat pracy w Polsce Misjonarek Mi³o¶ci?... Dlaczego chciwie podchwytuje siê w mediach ka¿d± sensacjê z³ego ¿ycia ksiê¿y czy zakonnic? Dlaczego obrzydza siê Polakom obraz Ko¶cio³a i obni¿a autorytet nauczaj±cych ksiê¿y biskupów? Dogmat medialny, ¿e obywatel musi wszystko wiedzieæ, jest niemoralny i szkodliwy, gdy dziennikarze nie kieruj± siê zasad± mi³o¶ci i dobra duchowego swych odbiorców.


2008-09-09

DIABE£ I POWO£ANIE.

Od kilku dni prasa krajowa bardzo „przejmuje siê” spadkiem liczby powo³añ do kap³añstwa. Jedni ubolewaj±, inni niezbyt dok³adnie ukrywaj± sw± dziwn± satysfakcjê. Najbardziej „poruszaj±ca” troska pojawia siê w Trybunie i, oczywi¶cie, w Wyborczej. Jako¶ nikt nie pamiêta politycznego diab³a marksizmu przez 50 lat wyrywaj±cego z dusz polskich wiarê w Boga, a dzi¶ nikt nie chce widzieæ diab³a liberalizmu buszuj±cego w sumieniach m³odych Polaków. Diabe³ niezmiennie jest jeden i ten sam: nieprzyjaciel cz³owieka w masce przyjaciela.

Gdy mówi siê o powo³aniu kap³añskim, trzeba pamiêtaæ, ¿e pierwsze s³owo w duszy cz³owieka ma Bóg. Jakkolwiek wa¿na jest liczba m³odych ch³opców zg³aszaj±cych siê do seminarium, to równie wa¿na i pocieszaj±ca jest niemalej±ca liczba pozostaj±cych w seminarium.


2008-09-08

GODNO¦Æ MATKI.

Dzi¶ urodziny Matki Bo¿ej. Od V wieku Ko¶ció³ w Jerozolimie, a od VII w Bizancjum i w Rzymie wspomina fakt narodzenia Maryi pochodz±cej z pokolenia Judy, z królewskiego rodu Dawida. Teksty liturgiczne dnia dzisiejszego mog± wywo³aæ zdziwienie. Nic tam nie ma o narodzinach dziewczynki, córki Joachima i Anny, a raczej mówi siê o narodzinach ch³opca Jezusa, syna Maryi. Oczywi¶cie, Nowy Testament ma swój pocz±tek w Nazarecie i w Betlejem, ale przecie¿ nie by³oby narodzenia Jezusa, gdyby wcze¶niej nie przysz³a na ¶wiat Jego Matka Naj¶wiêtsza. I to jest ogromnie wzruszaj±ce (chocia¿ tak naturalne). Bowiem, je¿eli prorocy zapowiadali i uczeni w Pi¶mie odczytywali, miejsce i czas przyj¶cia Mesjasza, to Bóg pomy¶la³ jeszcze wcze¶niej, ustalaj±c w swym planie zbawczym miejsce i czas dla Maryi. A nawet trzeba siê cofn±æ a¿ do pocz±tku historii ludzi, gdzie Bóg pierwszym rodzicom wypêdzonym z Raju ukazuje postaæ Niewiasty z Dzieckiem na rêku, Ono zetrze g³owê wê¿a. I w tym le¿y wielka godno¶æ Maryi, a z niej p³yn± soki zasilaj±ce godno¶æ ka¿dej matki.


2008-09-07

PRZE¦LADOWANIA

Diabe³ szaleje na Dalekim Wschodzie. Wietnam, Irak, Indie to tereny, na których od d³u¿szego czasu dziej± siê brutalne, krwawe prze¶ladowania wyznawców Chrystusa. S± zabici i ranni. Palone s± ¶wi±tynie katolickie, niszczone domy. Chrze¶cijanie uciekaj± z miast, kryj± siê po lasach. Je¿eli o minionym XX wieku mówi siê, ¿e by³ ¶wiadkiem najwiêkszej w dziejach eksterminacji chrze¶cijan, to jak oceni historia wiek XXI? Czy nasta³y ju¿ czasy apokaliptyczne?

 



2008-09-06

POMOC.

Amerykanie wreszcie ruszyli na pomoc Gruzji w konflikcie z Rosj±. Wiceprezydent USA w Tbilisi u¿y³ ostrych s³ów mówi±c o inwazji armii rosyjskiej na suwerenne terytorium Gruzji. Wielki straszak, supernowoczesny, amerykañski okrêt wojenny p³ynie w kierunku Gruzji z 17-tu tonami pomocy humanitarnej na pok³adzie. Czy Moskwa siê przestraszy?



2008-09-05

£ADNE RZECZY 

- Hej, Horacy, czy to nie ciebie widzia³em w niedzielê wychodz±cego z ko¶cio³a? – Zapyta³ David swego kolegê na korytarzu w gmachu Parlamentu Europejskiego. – A, cze¶æ….Ttaak, by³em z ¿on±, odwiedzi³a mnie z kraju. – Nu, stary – David za¶mia³ siê rubasznie i poklepa³ go po ramieniu – rozumiem. Pytam, bo wczoraj nie zauwa¿y³em, by¶ siê wstrzyma³ od g³osu nad rezolucj±. Przecie¿ to twój Ko¶ció³ by³ krytykowany za to, ¿e nie kocha aborcji, he he. Horacego ubod³a ta uwaga kolegi parlamentarnego. Wzi±³ go pod rêkê i poszli razem do baru. Przy kolorowym drinku, w g³êbokich fotelach w ciemnym k±cie, zacz±³ spowiadaæ siê do ucha koledze. – David, nie ¶miej siê, mia³em powa¿n± awariê ¿yciow±. Moja znajoma, no wiesz, ta panienka, któr± tu pozna³em wiosn±, da³a siê zap³odniæ. Cholera! I to wylaz³o w czasie, kiedy ¿ona zapowiedzia³a siê z odwiedzinami. Zap³aci³em za skrobankê. No, powiedz sam, czy ja mog³em g³osowaæ przeciw lub wstrzymaæ siê? Przecie¿ mam sumienie, nie mogê dziewczyny potêpiæ. David niespokojnie poprawi³ siê w fotelu, nogê praw± za³o¿y³ na lew±. – Co ty pleciesz, o jakim sumieniu? Po prostu powiniene¶ by³ siê zabezpieczyæ, nie mia³e¶ gumki ze sob±? Horacy poczerwienia³ na twarzy, zacz±³ nerwowo mrugaæ powiekami i szepn±³ z kwa¶nym u¶miechem na wargach: przecie¿ sam dobrze wiesz, ¿e bez gumki przyjemniej. David dokoñczy³ szybkim haustem drinka, wsta³, zapali³ camela z filtrem i na odchodnym powiedzia³: Nu, ³adne rzeczy…



2008-09-04

IMIÊ BOGA.

Nie bêdziemy ju¿ w liturgii u¿ywaæ biblijnego imienia Boga: Jahwe. Po pierwsze, jak w tradycji ¿ydowskiej, ze wzglêdu na uszanowanie dla naj¶wiêtszego Boga imiê to ma byæ niewypowiedziane. Po drugie, tak¿e na¶laduj±c tradycjê ¿ydowsk±, bêdziemy u¿ywaæ s³owa Adonai, czyli Pan, niezbêdnego dla zrozumienia boskiej to¿samo¶ci Chrystusa, który w Nowym Testamencie jest ukazany jako Adonai (po hebrajsku), Kyrios (po grecku), czyli Pan (po polsku).

Taka jest wola Ojca ¶w. Benedykta XVI przekazana wszystkim konferencjom episkopatu. A co na to ¦wiadkowie Jehowy?


2008-09-03

FACHOWCY.

Ju¿ od kilku tygodni nie mamy ciep³ej wody. £a¼nia „harcerska” ju¿ staje siê nieco uci±¿liwa. Zg³oszeni na dzi¶ hydraulicy mieli wieczorem zamontowaæ nowy kocio³… Czy kto¶ s³ysza³ o dotrzymanym s³owie „fachowców” dzisiejszych? Poszukujê.



2008-09-02

MONACHOMACHIA.

No i mamy wspó³czesn± monachomachiê, wojnê mnichów. Ca³e szczê¶cie, ¿e nie w Polsce, bo nie widzê dzi¶ tak pogodnego i z takim poczuciem humoru autora, który móg³by bez poprawno¶ci politycznej i bez nienawi¶ci do Ko¶cio³a j± opisaæ. Rzecz dzieje siê w Grecji, na Górze Atos, gdzie w 20-tu klasztorach mieszkaj±, modl± siê i…bij± prawos³awni mnisi. O co siê bij±? – Jak zwykle, o s³uszne i niezbywalne idea³y i warto¶ci. Dwudziestu przeciwników porozumienia z Watykanem, zagro¿onych wydaleniem z Góry po upomnieniu przez Bart³omieja I, patriarchê Konstantynopola, zabarykadowa³o siê w klasztorze Esfigmenu i wywiesi³o bia³± p³achtê z napisem: „Prawos³awie albo ¶mieræ”. Zaatakowani przez innych swych braci, odparli nawa³ê i zagrozili wysadzeniem siê w powietrze. Atakuj±cym uda³o siê jedynie uwolniæ uwiêzionego w samochodzie na parkingu przyklasztornym archimandrytê, ich prze³o¿onego. Losy dalsze tej monachomachii nie s± przewidywalne. Wiadomo tylko, ¿e przed pó³tora rokiem podobn± wojnê wznieci³o 80 mnichów – „integrystów”. Widocznie animuszu i si³ uby³o, albo po czê¶ci rozum powróci³.



2008-09-01

SMUTEK I LÊK.

Nasza szko³a podstawowa nosi imiê Bohaterów Westerplatte, dlatego rozpoczêcie roku szkolnego by³o powa¿ne i uroczyste, i oczywi¶cie, nie zabrak³o wiersz Ildefonsa Ga³czyñskiego: „…prosto do nieba czwórkami szli ¿o³nierze z Westerplatte”. Pocz±tek tego roku odbywa siê niezbyt rado¶nie, w tle majacz± strajki i pikiety nauczycieli. Ludzie s± autentycznie zmêczeni. Brakuje u¶miechu na twarzy, mimo ¿e to czas po wakacjach.

Dzi¶ równie¿ odbywa³y siê obchody 69. rocznicy najazdu Niemiec na Polskê. W Wieluniu i na ca³ym prawie Wybrze¿u by³y Msze ¶w. za poleg³ych, by³y kwiaty sk³adane na mogi³ach, pod pomnikami i tablicami pami±tkowymi. A wszystko to dzia³o siê dzi¶ w cieniu szczytu UE w Brukseli, gdzie omawiano sprawê napadu Rosji na Gruzjê. Smutek i lêk przed przysz³o¶ci±.



2008-08-31

RANGA.

Niektórzy politycy mówi±, ¿e nieobecno¶æ Lecha Wa³êsy na dzisiejszych obchodach 28. rocznicy podpisania Porozumieñ Sierpniowych obni¿a rangê uroczysto¶ci.

¦miem jednak my¶leæ, ¿e ta nieobecno¶æ raczej obni¿a rangê osobowo¶ci Pana Wa³êsy.



2008-08-30

DOBRY KATOLIK.

To jest konsekwentne, gdy lider Wa³êsa, który kilka dni temu naubli¿a³ innym cz³onkom Solidarno¶ci, dzi¶ – w przeddzieñ 28. rocznicy podpisania Porozumieñ Sierpniowych - sk³ada samotnie kwiaty pod Pomnikiem Poleg³ych Stoczniowców w Gdañsku. Komentarz te¿ prosty i wystarczaj±cy: „Przecie¿ nawet nie wypada mi z tymi lud¼mi, którzy kradn± zwyciêstwo, czy którzy przeciwko przywódcy wystêpuj±”. Na Mszê ¶w. uroczyst± jutro „dobry katolik” te¿ nie pójdzie, by nie podaæ rêki drugiemu katolikowi na znak pokoju.
A co na to g³ówny celebrans – Pan Jezus?


2008-08-29

OBROÑCA DZIECI.

Nowy Rzecznik Praw Dziecka napisa³ swój pierwszy list do dzieci na pocz±tek roku szkolnego, a w nim: "Nikt nie ma prawa Was biæ ani poni¿aæ. Nikt nie ma prawa Was obra¿aæ. Macie prawo byæ wys³uchani w ka¿dej sprawie (…) To s± Wasze prawa”. Czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Nie widzê tu pozytywnych praw dziecka, ucznia, co najwy¿ej te s³owa buduj± mur obronny przed starszymi kolegami czy nauczycielami. A ju¿ konia z rzêdem temu, kto w tym li¶cie znajdzie choæby jedno zdanie o obowi±zkach ucznia.

Nie ma wyobra¼ni przenikliwej ten obroñca dzieci, kto nie wdra¿a je w podstawowe obowi±zki wobec innych. Nie kocha dzieci, bo nie widzi, ¿e wprowadza ich przysz³o¶æ na drogê ¿ycia bez idea³ów, bez warto¶ci. Same prawa tu nie wystarczaj±.



2008-08-28

M¡DRE S£OWA.

Warto przytoczyæ s³owa ks. abpa Kazimierza Nycza, które ujawni³y burzê w sercu Lecha Wa³êsy. „Pytamy dzi¶, czy kto¶, kto zawiód³, zdradzi³, mo¿e uczestniczyæ w budowaniu naszej ojczyzny i jej struktur. Patrz±c na ¶wiêtego Paw³a, musimy powiedzieæ, ¿e mo¿e i powinien uczestniczyæ, pod warunkiem, ¿e prze¿y³ nawrócenie tak jak on. ¯e siê przyzna³ i ¿a³owa³, i tak jak ¶wiêty Pawe³ do koñca by³ ¶wiadom swojej niegodno¶ci”. S± to s³owa m±dre, choæ twarde, i bardzo potrzebne. Oczywi¶cie panikuj±cym przeciwnikom lustracji oczyszczaj±cej nie spodobaj± siê. A nawiasem mówi±c, z poczuciem „swojej niegodno¶ci” wyra¼ny k³opot maj± obaj ex-prezydenci na naszych oczach.



2008-08-27

AMOK.

By³y prezydent znów „paln±³” i to w autorytet warszawskiego abpa Kazimierza Nycza. By³ „w amoku” i zasugerowa³, ¿e w zbiorach IPN-u s± dokumenty ¶wiadcz±ce o wspó³pracy abpa z SB. Opamiêta³y go g³osy opinii publicznej i przeprosi³ hierarchê warszawskiego: „…jestem dobrym katolikiem, chodzê do ko¶cio³a (…) Jestem zewsz±d atakowany, wiêc by³em w amoku, nie zrozumia³em i wypali³em, ¿e ró¿ne materia³y kr±¿±. O ile wiem, nie ma nic na arcybiskupa Nycza, wiêc go gor±co przepraszam”.

Ciekawy jestem, kiedy ten "dobry katolik"wyjdzie z amoku, przestanie psuæ opiniê chodz±cym do ko¶cio³a i przeprosi wszystkich solidarno¶ciowców, których niejednokrotnie poni¿a³ i miesza³ z b³otem?


2008-08-26

NA ODPU¦CIE.

Dzi¶ w¶ród kap³anów na odpu¶cie, oczywi¶cie, temat gor±cy: wczorajsza debata ksiê¿y biskupów na Jasnej Górze o kadencyjno¶ci urzêdu proboszcza. Niestary rz±dca parafii próbowa³ przekonaæ resztê, ¿e nasi arcypasterze ju¿ rozwi±zali wszystkie k³opoty duszpasterskie. Pozosta³ tylko ten jeden: pe³nia w³adzy nad proboszczami.

Z uwag± s³ucha³em dzi¶ w Sygna³ach Dnia w radiowej Jedynce s³ów rzecznika Episkopatu Polski. Chcia³em dos³uchaæ siê odpowiedzi na podstawowe pytanie: „cui bono”? I dos³ucha³em siê. Ks. Józef Kloch dobitnie siê wyrazi³: „Ja chcê powiedzieæ i podkre¶liæ to bardzo mocno – biskupom chodzi o to, aby i w parafii by³o dobrze, i je¶li chodzi o danego proboszcza, ¿eby te¿ by³o to dla jego dobra”. Wyra¼nie s³ychaæ, ¿e dyskutanci odpustowi otrzymali oficjalne „dementi”: Nieprawd± jest, ¿e ksiê¿om biskupom chodzi jedynie o ich dobro.



2008-08-25

PO PRZERWIE.

Dalajlama bezskutecznie dobija siê do najwy¿szych progów pañstwowych w Europie Zachodniej, nikt z najwy¿szego piêtra VIP-ów nie ma czasu dla tybetañskiego mnicha i wodza duchowego, przebywaj±cego od 1959 roku na uchod¼stwie. Przeszkod± do spotkañ jest strach przed utrat± licznych interesów handlowo-przemys³owych z Chinami, a ostatnio zapatrzenie w wielko¶æ, rozmach i bogactwo (na pokaz) Olimpiady w Pekinie.
Tymczasem w³adze komunistyczne Pañstwa ¦rodka wcale nie ogl±daj± siê na wydelikaconych polityków, wracaj± do swojej roboty. Prze¶ladowania religijne, zawieszone na czas igrzysk sportowych, wznowiono jeszcze przed zgaszeniem p³on±cego symbolu pokoju i jedno¶ci ¶wiata. Ks. bp Ko¶cio³a podziemnego, wiernego Stolicy Apostolskiej, Juliusz Jia Zhiguo zosta³ zatrzymany podczas sprawowania niedzielnej Mszy ¶w. w katedrze w Wuqiu. W czasie liturgii do ko¶cio³a weszli policjanci i na oczach kilku wiernych wyprowadzili biskupa. Na razie nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany. Agencja Asia News przypomina, ¿e 73-letni bp Jia Zhiguo od 1989 r. przebywa w areszcie domowym i jest nieustannie nadzorowany przez policjê. Wcze¶niej 15 lat spêdzi³ w komunistycznych wiêzieniach.


2008-08-24

BAJKA SKOÑCZONA.

Ogieñ olimpijski zgas³. Wybrzmia³a muzyka, usta³ taniec setek w z³otych odcieniach tancerzy, ucich³y przemówienia, dym z sycz±cych fajerwerków sp³yn±³ na miasto Pekin. Panie w szarych spodniach i be¿owych bluzach z miot³ami i szufelkami cierpliwie doczeka³y, a¿ 90 tysiêcy kibiców opu¶ci³o najwiêksze stalowe, przeszklone Ptasie Gniazdo. Koniec.

I co dalej, panie i panowie sportowcy? Radosne uniesienie zwyciêzców (przewa¿nie Chiñczyków), kwa¶ne miny zdetronizowanych Amerykanów, lizanie ran przegranych czy ma³o-wygranych ( w tym Polaków)? Co dalej, panowie politycy zauroczeni i otumanieni przez Wielkiego Smoka?... A mo¿e by tak wdrapaæ siê na „dach ¶wiata” i zobaczyæ, co dzieje siê z t³amszonym rêkami komunistów chiñskich religijnym Tybetem?

 



2008-08-23

WYCIECZKA W GÓRY.

Porówna³bym wchodzenie pod górê do wieku m³odzieñczego, a schodzenie z góry do wieku starczego. Obie drogi maj± swój trud, ale trud starca zwykle ³±czy siê z bólem. Bólu nie wynagradza m±dro¶æ zdobyta w do¶wiadczeniu ¿yciowym, pozwala jedynie ³atwiej godziæ siê nañ.



2008-08-22

KRZESZÓW.

Dzi¶ krokami moimi kierowa³a wyra¼nie Naj¶wiêtsza Maryja Panna, patronka dnia – Królowa wszech¶wiata. Zupe³nie niespodzianie, dziêki zaproszeniu ks. kustosza, stan±³em przy o³tarzu w Bazylice Mariackiej w Krzeszowie. Z wycieczkowicza sta³em siê pobo¿nym pielgrzymem. Piêkno, które tam otacza i unosi siê nad o³tarzem, poch³onê³o mnie, a ³aska p³yn±ca z Naj¶wiêtszej Ofiary, wyzwoli³a w sercu rado¶æ wdziêczno¶ci.  Cieszy³em siê jak dziecko, ¿e znów stojê na tym ¶wiêtym i przepiêknym miejscu. Pierwszy raz s³u¿y³em tu Maryi, jako kleryk, podczas praktyki wakacyjnej blisko pó³ wieku temu. Ma³e rado¶ci s± jak kolorowe kamyki w wielkiej mozaice szczê¶cia, która objawi swe ca³e piêkno w ostatnim tchnieniu ¿ycia.



2008-08-21

POZA MIASTEM.

Ucieczka wakacyjna z wielkiego miasta pozwala cz³owiekowi nie tylko zakosztowaæ ciszy, ale daje mo¿liwo¶æ rozpoznania ró¿nych pok³adów ciszy. Cisza potrafi obmyæ cz³owieka ze wszystkich brudów i niepotrzebno¶ci nawarstwionych poprzez ci±g³e zabieganie, zaaferowanie, zakrêcenie morderczego ¿ycia w mie¶cie. Oczywi¶cie, cz³owiek sam stworzy³ molocha wielkomiejskiego i sam na³o¿y³ na siebie jarzmo i ciê¿ar, i niestety, musi w tym kieracie chodziæ, nie zawsze w pe³nej swej wolno¶ci. Odkrycie ciszy poza miastem daje szansê oswobodzenia. Nie tylko chodzi o to strzepniêcie prochu miejskiego, uwolnienie psychiki, pozbycie siê k³opotów, wa¿niejsza jest wolno¶æ ducha, której udziela Duch ¦wiêty, gdy cz³owiek pozwala odp³yn±æ otaczaj±cemu ¶wiatu, by nie zacie¶nia³ widnokrêgu. Wtedy cisza staje siê ¶cie¿k± do nieba.



2008-08-20

SKANDAL.

Skoñczy³a siê niepewno¶æ w sprawie „spokoju sumienia” naszej pani minister zdrowia uczestnicz±cej we Mszy ¶w. po u³atwieniu dokonania aborcji u 14-letniej dziewczynki. Nowy prefekt Najwy¿szego Trybuna³u Sygnatury Apostolskiej abp Raymond Burke potwierdzi³ opinie podnoszone niedawno w Polsce, ¿e katolicy, którzy publicznie broni± aborcji, nie mog± przyjmowaæ Komunii ¶w. Tym, którzy podnosz± argument skandalu przy publicznym odmówieniu Komunii ¶w., abp Burke odpowiada, i¿ skandalem jest nie tyle nieudzielenie komu¶ Komunii ¶w., ile raczej fakt, ¿e kto¶ my¶li, i¿ mo¿e j± otrzymaæ w stanie grzechu ¶miertelnego.

2008-08-19

KRZ¡TANINA DYOLOMATYCZNA.

Strach maluje wyobra¼niê Polaków ognistymi kolorami. Liczba zwolenników amerykañskiej tarczy rakietowej wzros³a podwójnie po napadzie Rosji na Gruzjê. Jutro w Warszawie podpisanie umowy z USA. Condoleezza Rice przylecia³a ju¿ do Polski.

Rosjanie w dalszym ci±gu ok³amuj± wszystkich dooko³a. Miedwiediew bez zmru¿enia oczu mówi o wycofywaniu armii spod Tbilisi, ¿o³nierze w Gori twierdz±, ¿e nic im o takich rozkazach nie wiadomo. Wydaje siê, ¿e wreszcie politycy Europy i USA przejrzeli na oczy. Wzmaga siê krz±tanina dyplomatyczna wschód – zachód. Po tylu dniach!...



2008-08-18

PROF. ¦WIDERKÓWNA.

W szpitalu warszawskim w sobotê zmar³a 83-letnia prof. Anna ¦widerkówna. Mia³a bogate, pobo¿ne i piêkne ¿ycie prowadz±ce j± od staro¿ytnej klasyki do bogactw Objawienia biblijnego. Pamiêtam sprzed ponad dziesiêciu lat jej drobn± i pokorn± sylwetkê i szybkie reakcje my¶lowe w rozmowie przy mikrofonie Katolickiego Radia RODZINA. Po raz pierwszy spotka³em pani± Profesor w seminarium duchownym podczas go¶cinnego wyk³adu biblijnego. Tam w³a¶nie da³a siê zaprosiæ do rozmowy na naszej antenie. Niech Bóg jej wynagrodzi tê niezmordowan± pracê nad popularyzacj± znajomo¶ci tekstów biblijnych.



2008-08-17

NADZIEJA.

Cieszy fakt, ¿e dzi¶ w wielu ko¶cio³ach wierni modl± siê i za ofiary huraganu, i za ofiary napa¶ci rosyjskiej. Z modlitw± w parze idzie ofiarno¶æ na pomoc konkretn± dla poszkodowanych. Pierwszy transport z Polski ju¿ dotar³ do Gruzji. Ojciec ¶w. dzi¶ apelowa³ o stworzenie korytarza powietrznego dla samolotów nios±cych najpotrzebniejsze produkty spo¿ywcze, leki i odzie¿. To budzi nadziejê, choæ ruscy nie wycofuj± siê.



2008-08-16

TR¡BA POWIETRZNA. 

Niezale¿nie od tego, czy rz±d uzna to, co siê wczoraj sta³o, za klêskê ¿ywio³ow± czy nie, pewne jest, ¿e by³a to klêska dla wielu, bardzo wielu ludzi po przek±tnej kraju od ¦l±ska a¿ po Podlasie. Stracili swój maj±tek, niejednokrotnie dorobek ca³ego nie³atwego ¿ycia. Ze wszystkich dotychczasowych, niedawnych wichur ta by³a najbogatsza w owoce klêski. Samochody wpada³y na siebie. Przewraca³y siê tiry i autobusy z lud¼mi. Blisko 200 domów ruszy³o z miejsca lub straci³o dachy. Ludzie rozpaczaj± nad ruinami swoich domostw. Kto¶ zosta³ zabity zwalonym drzewem w swoim domku letnim, kto¶ inny przygnieciony powa³± swego mieszkania. M³ody cz³owiek na ulicy umar³ pora¿ony pr±dem z zerwanej trakcji elektrycznej. Szereg ma³ych koñców ¶wiata. Jak to wszystko nazwaæ z perspektywy Opatrzno¶ci Bo¿ej? Czy stamt±d nie widaæ tego? Widaæ i to bardzo dok³adnie, i nie tylko to, co zewnêtrzne. Bóg nie jest globalnym ubezpieczycielem, ale Jego mi³osierdzie przep³ywa kana³ami indywidualnymi z serca do serca. Trzeba ciszy i modlitwy. Byæ mo¿e, wielu z tego musi siê nauczyæ wiele. Bóg jednak nie pozwala zagl±daæ sobie do rêkawa, zw³aszcza dziennikarzom.



2008-08-15

¦WIÊTO WOJSKA.

Dzi¶ wszystko o wojsku. W Warszawie ulewa, zmiana warty przed Grobem Nieznanego ¯o³nierza, Apel Poleg³ych i wieñce od polityków. Patrzy³em na pos³a Niesio³owskiego pod parasolem, sta³ znudzony, ale przemówienie (bez kartki) pana prezydenta Kaczyñskiego obserwowa³ czujnie, zw³aszcza, gdy by³a mowa o sk³óceniu w¶ród polityków.

Na ulicach Stolicy defilada i pokaz (mokrych) si³ zbrojnych, które wobec wyposa¿enia rosyjskiej armii wygl±daj± jak szabelki na konikach w 39-tym. W Tbilisi zrozpaczony Gruzin apeluje do polskiej kamery: wy nam nie przysy³ajcie prezydentów, lecz karabiny. Rosyjscy ¿o³nierze pl±druj± i grabi± zbombardowane, opuszczone miasto Gori. Prezydent Francji u¶miechniêty przyjmuje pani± sekretarz stanu USA w swej letniej rezydencji nad Morzem ¦ródziemnym. Dyplomacja zawsze ma czas, a cierpi±cy ludzie? Ich nigdy nie zabraknie.

W ko¶cio³ach wspomina siê o cudzie nad Wis³± 1920 roku. Wydarzenie na pewno warte pamiêtania, zw³aszcza na tle najazdu na Gruzjê. Bo có¿ cz³owiek mo¿e bez wsparcia nadprzyrodzonego?



2008-08-14

POLITYCY.

Jestem zdumiony, a nawet zaskoczony opini± (wrêcz jednorodn±) mieszkañców „zag³êbia” gdañskiego na temat polityków st±d pochodz±cych. Taksówkarz w Gdyni o Lechu Wa³êsie powiedzia³ twardo: „to zdrajca”. – Czy pan mówi tak po aferze z ksi±¿k± o Wa³êsie? Mo¿e da³ sobie pan wmówiæ tamte negatywne opinie? – „Niczego nie da³em sobie wmówiæ, zreszt±, proszê popytaæ innych na Wybrze¿u. Nikt go tutaj nie lubi. Zarozumialec. Nie potrafi³ wykorzystaæ swojej szansy dla wolnej Polski. W sumie biedny cz³owiek”.

Na Helu Kaszubi byli mniej rozmowni. Stary rybak, jeden z trzech siedz±cych na ³awie pod cha³up± w Jastarni, na pytanie: czy lubicie tutaj pana Wa³êsê? –parskn±³ ¶miechem i powiedzia³ tylko: „jo, jo”. Drugi odpowiedzia³ pytaniem: „Widzia³ ksi±dz, jak on ¿yje sobie?” – Trzeci doda³: „Gwiazda i pani Ania mieszkaj± w bloku. Skromnie”.

Zapad³a d³uga cisza, rybacy patrzyli w stronê zatoki. Odwa¿y³em siê odezwaæ jeszcze raz: ale Donald Tusk to wasz cz³owiek... ¯achn±³ siê ten w ¶rodku: „Przepad³. Swego dziada zdradzi³”. Wyba³uszy³em oczy: jak to?... Zapad³a cisza. Najstarszy z rybaków wstaj±c z ³awki, powiedzia³ w moj± stronê: „On nie ma religijno¶ci, proszê ksiêdza”.



2008-08-13

HEGEMON P£ACZE.

Rosja og³osi³a ¿a³obê narodow± dla uczczenia ofiar wojny z Gruzj±. Flagi opuszczone do po³owy masztu, kokardki czarne na flagach, twarze… Ot, i wydumali!



2008-08-12

POTWÓR.

Rosja og³osi³a zakoñczenie operacji wojskowych w Gruzji, ale samoloty nadal zrzucaj± bomby na miasto Gori. Czy s³owa w³adców kremlowskich mia³y kiedy¶ jakie¶ znaczenie, choæby zbli¿one do prawdy?... Owszem, ¶wiat us³yszy o koñcu wojny, ale czo³gi nie znikn± z ulic miast. Nielekki bêdzie teraz los Gruzinów, sto tysiêcy mieszkañców opu¶ci³o w pop³ochu swoje domostwa. Jak ¿yæ? - pytaj± kobiety d¼wigaj±ce w tobo³ach to, co siê uda³o uratowaæ z p³on±cych domów.

Potwór sowiecki wychyn±³ znów z pieczary pierestrojki. D³ugo milcza³. Jest g³odny i ¿±dny ludzkiej krwi. Prezydenci Francji, Polski i krajów nadba³tyckich pojechali z propozycjami dyplomatycznymi, ale, jak na razie, nie ma zgody na zawarcie pokoju. Moskwa wmawia ¶wiatu, ¿e wys³a³a do Gruzji samoloty i czo³gi dla zapewnienia pokoju. Potwór chce ca³y Kaukaz wyzwoliæ z wolno¶ci.



2008-08-11

CARSKIE PIEK£O.

Bomby, czo³gi, ogieñ i zgliszcza. ¦mieræ, zgroza, ból i ³zy niewinnych Gruzinów. Ucieczka jednych i determinacja pozostania na swoim innych zaatakowanych. Bezsilna modlitwa rannych i milczenie zabitych. A ponad tym wszystkim ¿ar³oczny, bezkarny ogieñ i ¿r±cy, truj±cy dym. Pod niebem bezczelne k³amstwa naje¼d¼ców i parali¿ umys³owy dyplomacji Zachodu. Car nikomu nie pozwoli panowaæ na Kaukazie.

Dlaczego osi±ganie wielkich celów musi byæ po³±czone z ogromnym cierpieniem niewinnych ludzi? Jakie piek³o dla siebie otwieraj± politycy gotuj±c piek³o wojny dla innych?



2008-08-10

CYNIZMU CI¡G DALSZY.

Od wczoraj trwa wojna w Gruzji. Rosyjskie samoloty i czo³gi niszcz± dawn± republikê, która siê nie zgodzi³a trwaæ we wspólnocie dawnych Sowietów. Kara musi byæ, a do tego ka¿dy pretekst jest dobry. Gdyby tam nie by³o ropy, Rosjanie machnêliby rêk± na tê „dziecinadê samodzielno¶ci” na Kaukazie. Rosjanie zabili dzi¶ 150 Gruzinów w ich suwerennym pañstwie tylko dlatego, ¿e zauwa¿ono „bezpo¶rednie zagro¿enie dla ¿ycia rosyjskich obywateli w Osetii”. Cynizm Miedwiediewa nie mniejszy ni¿ Putina czy Stalina.



2008-08-09

CHIÑSKIE HAS£O.

Od pocz±tku budzi we mnie dziwny niepokój has³o chiñskich igrzysk: „Jeden ¶wiat, jedno marzenie”. Tre¶æ tego zdania zale¿y od tego, kto je wypowiada. Bojê siê, ¿e w ustach komunistycznej w³adzy pañstwa licz±cego miliard trzysta milionów obywateli ¶ci¶niêtych w przyciasnym kraju, to has³o mo¿e nie¶æ ukryt± zapowied¼ pojawienia siê nowoczesnej, ¿ó³toskórej hordy w piêknych i bogatych miastach Europy (tak¿e nad Wis³±). Komunistyczni w³adcy lubuj± siê w przywo³ywaniu wielkiej historii podbojów. Maj± ju¿ w swych rêkach ogromn± sieæ biznesow± oplataj±c± Europê i Amerykê. Jeden ¶wiat – sko¶nookich? Jedno marzenie – upojenie globaln± w³adz±? Wszyscy pod jednym ber³em, a raczej, pod jedn± pa³k±?...



2008-08-08

OLIMPIJSKA ¦CIEMA.

Przez 4 godziny w Pekinie wszystko by³o wielkie, kolorowe i ¶wietliste. Da³bym siê bez reszty zauroczyæ tej magicznej scenerii, bo rzeczywi¶cie, zw³aszcza w pierwszej godzinie spektaklu, wszystko by³o urzekaj±ce staro¿ytno¶ci±, bajeczno¶ci± i kulturalnym orientem. Brak³o mi w tym przedstawieniu elementów wspó³czesnych, dzisiejszych. Nagle sobie u¶wiadomi³em, ¿e ogl±dam internetow± bajkê o staro¿ytnym Pañstwie ¦rodka. Takich Chin nie ma dzisiaj! Spoza cyberprzestrzeni wychylili siê jedynie dwa razy chiñscy ¿o³nierze. Ludzie z krwi i ko¶ci, którzy wci±gali obie flagi, chiñsk± i olimpijsk±, na maszty. Ich martwe (dumne?) twarze, ich wyæwiczony do perfekcji krok w wysokich cholewkach, ich mechaniczne poruszanie siê (bez muzyki) przypomnia³y mi czasy okupacji hitlerowskiej i sowieckiej. Ci ludzie w czarnych mundurach i z okr±g³ymi czapkami sw± obecno¶ci± powiedzieli najwiêcej o Ludowej Republice Chiñskiej: o okrutnych prze¶ladowaniach religijnych, o masakrze kilku tysiêcy studentów na Placu Niebiañskiego Spokoju - Tien An Men, o despotycznej okupacji Tybetu. Ca³e dzisiejsze przedstawienie to jedna wielka (i kosztowna strasznie) ¶ciema rzucona w oczy polityków ¶wiata. Kto po takim oczarowaniu bêdzie chcia³ zaraz s³uchaæ o tym, ¿e jacy¶ ¿o³nierze torturuj± jakiego¶ mnicha tybetañskiego w piwnicy jakiego¶ urzêdu bezpieczeñstwa?



2008-08-07

NAD MORZEM.

S³oñce na przemian z deszczem. Bia³e ob³oki przeganiane przez czarne chmury. Morze po sztormie uspokaja siê powoli. Grzywy fal wci±¿ jeszcze wysokie wal± siê bezceremonialnie na piasek i siêgaj± czêsto a¿ do po³owy pla¿y. Najwiêksz± zabawê z nimi maj± dzieci, a rodzice niema³± troskê, bo fale cofaj± siê wcale nieleniwie. Wyciszony od wczoraj wiatr zachodni troszkê ³agodzi operacjê promieni s³onecznych, a mo¿e tylko oddala skutki upragnionego opalania? Wakacyjne cia³o leniwie bezw³adne wodzi dooko³a nieciekawymi niczego oczami, a westchnienia, niby nostalgiczne - bo i za czym tu têskniæ? – zamieraj± natychmiast w powietrzu. Pole¿eæ na piasku zbyt d³ugo siê nie da. I¶æ do wody nie ma ochoty, bo zi±b okrutny. Pozosta³ spacer, ale jak d³ugo po¿yje ta chêtka, skoro cia³o tak ociê¿a³e i rozleniwione. No, ale duch, gdzie siê podzia³ ho¿y duch? – zapytaæ móg³by kto¶. Usn±³ przy hibernacji ho¿ego cia³a. Historia wrêcz nieprawdopodobna.



2008-08-06

SO£¯ENICYN.

Pogrzebano dzi¶ Aleksandra So³¿enicyna. W Moskwie. D³ugowieczny i wielkiej odwagi cz³owiek. Pisarz. Jego odwaga p³ynê³a z przywi±zania do prawdy i woli dawania ¶wiadectwa prawdzie. Cierpia³ dla niej. Krytykowa³ komunistów sowieckich za zbrodnie ludobójstwa. Krytykowa³ te¿ libera³ów amerykañskich za ich bezserce wobec ubogiej ludno¶ci. So³¿enicyn nosi³ w sobie Bo¿y Dekalog. I nie móg³ temu zaprzeczyæ, ani te¿ nie chcia³. Nazwano go w pewnych krêgach wspó³czesnym prorokiem. Czy¿by na wzór w XIX wieku Fiodora Dostojewskiego – budziciela sumieñ? Na pewno pisarz, jak wielki prorok, odczu³ na sobie bolesne skutki sprzeciwów wobec Stalina i jego bolszewickiej polityki.
Jego cia³o, ¿egnane przez tysi±ce moskwiczan, spoczê³o na cmentarzu przy Monastyrze Doñskim, gdzie chowano zmar³ych z ksi±¿êcych rodów rosyjskich i przywódców bia³ej kontrrewolucji. Ceremonia po¿egnalna mia³a charakter religijny. Odby³a siê w dniu Przemienienia Pañskiego, w uroczysto¶æ niezwykle wa¿n± i cenion± w Prawos³awiu.

Pamiêtam, jak w latach 70-tych przewozi³em nielegalnie przez granicê dwa opas³e tomy „Archipelagu Gu³ag” po polsku. W kraju ta opowie¶æ, która przynios³a autorowi wieloletni± tu³aczkê bezpañstwowca i nagrodê Nobla, ukaza³a siê dopiero w nowej rzeczywisto¶ci ustrojowej, w 1990 roku.



2008-08-05

LUSTIGER.

Mija dzi¶ pierwszy rok po po¿egnaniu na drogê do wieczno¶ci kardyna³a Jean-Marie Lustigera w katedrze Notre-Dame w Pary¿u. Mam nadziejê, ¿e ju¿ wmurowano, jak zapowiadano, w ¶cianê piêknej gotyckiej ¶wi±tyni tablicê z wyznaniem zmar³ego jej Gospodarza: "Urodzi³em siê ¯ydem, po dziadku ze strony ojca otrzyma³em imiê Aron. Staj±c siê przez wiarê i chrzest chrze¶cijaninem, pozosta³em ¯ydem, tak jak Aposto³owie. Moi patroni, to arcykap³an Aron, Aposto³ Jan i ³aski pe³na Maryja”. Pamiêtam jego dostojn±, a jednocze¶nie pokorn±, postaæ przy o³tarzu w otoczeniu mê¿czyzn i kobiet w d³ugich albach.

Kardyna³ Lustiger pochodzi³ z rodziny polskich ¯ydów, ale urodzi³ siê w Pary¿u. W wielu 14 lat przyj±³ w katedrze w Orleanie sakrament Chrztu ¶w. By³ to rok 1940, a wiêc rok mego urodzenia. Nikt wtedy nie móg³ przewidzieæ, ¿e za nastêpne lat 14 w tej samej katedrze 28-letni Jean-Marie Lustiger otrzyma ¶wiêcenia kap³añskie. Mówiono o nim, ¿e trawi³a go „pasja ewangelizacji”, z ni± w sercu s³u¿y³ najpierw jako biskup w diecezji orleañskiej, a nastêpnie przez 24 lata jako abp Pary¿a. Pamiêtam, jakim wydarzeniem by³o wydanie w Polsce ¶wietnych, bo prostych, kazañ Lustigera. Sztuk± by³o zdobycie tego niewielkiego zbioru.



2008-08-04

PATRON PROBOSZCZÓW.

Dzi¶ proboszczowie czcz± swego patrona, ¶w. Jana Vianneya. Cz³owiekowi spotkanemu na drodze do Ars, swej nowej parafii, wyzna³ sens swego pos³ugiwania: zaprowadzê ciê do Nieba. I uda³o mu siê. Przywróci³ Panu Bogu ca³e miasteczko, którego mieszkañcy od dawna nie umieli nawet my¶leæ o pobo¿nych sprawach. Co wiêcej, jego potê¿na wiara karmiona gor±c± mi³o¶ci± do Chrystusa poruszy³a ca³y kraj. Przem±drzali Francuzi czasu porewolucyjnego zaczêli szukaæ ¼ród³a swej odnowy w rozmowie z pokornym s³ug± Ko¶cio³a w nieznanym Ars. Pusta nawet w niedziele maleñka ¶wi±tynia zaczê³a wype³niaæ siê pielgrzymami zdolnymi czekaæ ca³± dobê w kolejce przed konfesjona³em. ¦wiêty Proboszcz spowiada³ ca³ymi godzinami odmawiaj±c sobie czêsto snu i jedzenia. ¦w. Jan do codziennych swych obowi±zków duszpasterskich w³±cza³ modlitwê, a poza nimi ju¿ na nic innego nie mia³ czasu. Nie remontowa³ ko¶cio³a, nie osusza³ murów, nie malowa³ ¶cian, nie brukowa³ ¶cie¿ki procesyjnej wokó³ ko¶ció³ka, nie zajmowa³ siê ogrodzeniem. Dla Jezusa Eucharystycznego jednak ufundowa³ du¿e, z³ote tabernakulum. Najwa¿niejsza dla niego by³a Msza i katecheza niedzielna, a resztê czasu w tygodniu przesiedzia³ w konfesjonale (bardzo niewygodnym!). Tego ¶wiêtego kap³ana móg³ mieæ na my¶li Benedykt XVI, gdy w Warszawie mówi³ do ksiê¿y, ¿e ¶wiat dzi¶ nie czeka na kap³anów znaj±cych siê na budownictwie i sprawach ekonomiczno-politycznych. Dzisiejszy ksi±dz musi byæ przede wszystkim duszpasterzem rozmodlonym. Oj, ¶w. Janie, mój patronie, powiedz co¶ dobrego Jezusowi w niebie w mojej obronie.



2008-08-03

PIELGRZYMOWANIE.

My¶lê dzi¶ o niezwyk³ym fenomenie spo³ecznym i religijnym, gdy ca³a Polska pokry³a siê siatk± wêdruj±cej modlitwy. Pielgrzymka do miejsca ¶wiêtego przedziwnie pomaga cz³owiekowi w poszukiwaniu sensu ¿ycia. W takiej drodze mo¿na odnale¼æ to, co siê w biegu zgubi³o. Poszukiwacz pielgrzymkowy wspomagany jest ró¿nymi „narzêdziami”: Eucharystia, wyk³ady i konferencje, muzyka i wspólny ¶piew, dobre reakcje spotykanych ludzi oferuj±cych go¶cinê na postojach i wreszcie prze¿ycie wspólnoty z lud¼mi, dla których wiara nie jest bzdur± tr±c±c± myszk±. A ilu¿ prawdziwych „anio³ów” towarzyszy wêdrowcom po to, by poprawiæ kondycjê ich umêczonych stóp! Modlitwa na pielgrzymce, wszystko jedno, czy ta wznosz±ca siê pod niebiosy, czy ta zaczynaj±ca dopiero raczkowaæ, ma szczególn± wewnêtrzn± moc, bo wspomagana jest licznymi wstawiennictwami ludzi starych i chorych. Potê¿na armia ludzi uwiêzionych niemoc± w domach i w szpitalach, posy³a swoj± modlitwê na drogê pielgrzymów.

Nigdy nie dziwiê siê, gdy m³ody cz³owiek mówi mi: proszê ksiêdza, ja nawróci³em siê na pielgrzymce. - To jasne! Przecie¿ tyle mocy Bo¿ej i wysi³ków ludzkich wtedy siê uruchomi³o w³a¶nie po to.



2008-08-02

METODA ANIO£ÓW.

Od wczesnego rana, siedz±c wygodnie w samolocie, po przebiciu siê przez gruby ko¿uch chmur, fascynowa³em siê niezwyk³ymi krajobrazami „zimowymi” zbudowanymi ze ¶nie¿nobia³ych ob³oków. Niezwykle skuteczny to sposób, gdy siê nie chce ogl±daæ „brzydkiej” ziemi. Pewnie wymy¶lili to anio³owie zmêczeni ingerencjami na ziemi w¶ród grzesznych ludzi i organizacji przez nich stworzonych. Hmm, a ja tak mocno denerwujê siê czasem na zaci±gniête grub± kurtyn± niebo. Przepraszam was, ¶wietli¶ci anio³owie Pañscy, za to, ¿e nie dostrzega³em potrzeby odpoczynku po waszej wyczerpuj±cej pracy w¶ród nas. Dopiero, gdy cz³owiek wzniesie siê nieco pod niebo, ma szansê zauwa¿yæ ró¿nicê miêdzy ziemi± a niebem.



2008-08-01

GODZINA "W".

Mia³em wtedy ju¿ 4 lata. ¯y³em (jeszcze!) na Wo³yniu w obronnym obozie wokó³ Przebra¿a, gdy w Warszawie wybi³a „Godzina W”. Godzina walki o wolno¶æ! Powstanie Warszawskie wyros³o ze zranionej polskiej dumy i z nie¶miertelnych snów i marzeñ o wolno¶ci. Polacy zakleszczeni miêdzy dwiema nieprzyjacielskimi armiami chcieli powiedzieæ Europie: tu jeste¶my na swojej ziemi! Bronimy swego dziedzictwa tysi±cletniego, naszej Ojczyzny i naszej wiary!

Wiemy, ¿e g³os by³ s³yszany na kontynencie, ale nie by³ us³yszany przez polityków. Ci±¿± na nich tysi±ce przedwcze¶nie zgaszonych ludzkich istnieñ i cierpienia ich rodzin. Wielka barbarzyñska krzywda obci±¿a sumienia polityków, którzy widzieli tylko w³asne racje i argumenty ponad g³owami mordowanego (sprzymierzonego!) narodu. Ka¿dy z nich musi zdaæ sprawê przed Bogiem na s±dzie ostatecznym. Musz± ponie¶æ sprawiedliw± karê! Jezus jednoznacznie oceni³ zdradê: ” Wprawdzie Syn Cz³owieczy odchodzi wed³ug tego, jak jest postanowione, lecz biada temu cz³owiekowi, przez którego bêdzie wydany” (£k 22,22).
Dzisiaj o godz. 17:00 zapalê ¶wieczkê w oknie i zmówiê modlitwê o szczê¶cie wieczne dla wszystkich zmar³ych ¿o³nierzy AK, dla harcerzy i harcerek, dla m³odziutkich ³±czników i sanitariuszek, dla poetów Baczyñskiego, Gajcego i innych, dla wszystkich bohaterów Powstania.


2008-07-31

URATOWANY SKARBIEC.

¯al odje¿d¿aæ z Henrykowa. Nie by³o mo¿liwo¶ci, by w czasie æwiczeñ rekolekcyjnych obejrzeæ dok³adnie wszystkie skarby sztuki sakralnej, które tu uratowano przed grabie¿± w³adzy ludowej. Uda³o mi siê zobaczyæ i dotkn±æ(!) doskona³ego reprintu Ksiêgi Henrykowskiej z pierwszym zapisanym zdaniem w jêzyku polskim. Dobrze siê sta³o, ¿e mo¿na tu przyje¿d¿aæ i zwiedzaæ tak odrestaurowane reprezentacyjne sale opactwa, jak i bogate w dzie³a sztuk plastycznych wnêtrze ko¶cio³a. ¦wietnie prezentuj± siê nie tylko stalle i rze¼by ¶wiêtych cysterskich, ale zupe³nie z bliska mo¿na tu przyjrzeæ siê obrazom mistrza Wilmana… A nade wszystko przyci±ga tu cisza. G³êboka cisza pod czystym, b³êkitnym niebem. Mo¿e zawitam tu jeszcze kiedy¶ jako turysta.



2008-07-30

HENRYKÓW.

W dawnym opactwie cysterskim mieszka ks. Kardyna³ Henryk Gulbinowicz, 85-letni, dziarski jeszcze arcybiskup-senior, by³y metropolita wroc³awski. Przychodzi na wspólne z ksiê¿mi i z klerykami posi³ki, jest ¿yczliwie u¶miechniêty do wszystkich spotkanych na korytarzach gmaszyska. Dzi¶ zaprosi³ ksiê¿y bior±cych rekolekcje na kawê popo³udniow± do sali purpurowej. Jak zawsze, przykuwa³ uwagê swym kunsztem gawêdziarskim i opowie¶ciami z wy¿szych sfer ko¶cielnych. Chocia¿ nazwa Henrykowa korzeniami siêga ¶redniowiecznych Piastów, hojnych donatorów opactwa, to jednak od ostatniej dekady XX wieku imiê kardyna³a Henryka mocno przylgnê³o do Henrykowa. I s³usznie, i sprawiedliwie. Kardyna³ uratowa³ tê wielk± ruinê zdewastowan± podczas wojny i w czasie pó¼niejszym, gdy w³adza ludowa zabra³a Ko¶cio³owi prawo w³asno¶ci do tego obiektu sakralnego i umie¶ci³a w nim technikum rolnicze. Pod kuratel± Ko¶cio³a Wroc³awskiego opactwo odrodzi³o siê. Dzi¶ mie¶ci siê w nim seminarium duchowne, rezyduje tu pierwszy rocznik kleryków - annus propedeuticus. Od piêciu lat dzia³a tu Katolickie Liceum Ogólnokszta³c±ce im. B³. Edmunda Bojanowskiego z internatem dla ubogiej m³odzie¿y wiejskiej. Poza tym Caritas prowadzi tu dom pogodnej staro¶ci oraz warsztaty terapeutyczne dla niepe³nosprawnych. Tutaj te¿ podczas wakacji ksiê¿a odprawiaj± swe æwiczenia rekolekcyjne. ¯ycie wróci³o na tê cystersk± i henrykowsk± ziemiê.



2008-07-29

REKOLEKCJE.

„B±d¼my uczniami Chrystusa” – pod takim has³em wchodzê dzi¶ w rekolekcje kap³añskie. W ten sposób rozpoczynam swój urlop parafialny. Czujê w ko¶ciach zmêczenie. Remonty przy ko¶ciele dobijaj± psychicznie proboszcza. Có¿, kto¶ to musi wykonaæ. Mam nadziejê, ¿e z³apiê trochê oddechu dla cia³a i dla ducha, bo rekolekcje odbywaj± siê w starym opactwie cysterskim w Henrykowie. Grube mury, wysokie i piêknie ozdobione sztukateri± sale, przytulna kaplica. Na zewn±trz dooko³a zieleñ i zieleñ, no i ta niespotykana cisza. Tak ³atwo zanurzyæ siê w ni± pod rozs³onecznionym niebem.

Nie mogê przewidzieæ tre¶ci tych rekolekcji, bo has³o brzmi identycznie jak ca³oroczny program duszpasterski, a wiêc zbyt pojemny kosz. Z drugiej jednak strony z tego samego powodu mo¿na mieæ dobr± nadziejê w zale¿no¶ci od tego, co rekolekcjonista bêdzie wydobywa³ z tej pojemno¶ci, no i oczywi¶cie, jak bêdzie podawa³. Æwiczenia prowadzi m³ody salwatorianin, ks. Jacek.



2008-07-28

HERBERT.

Mija dzi¶ dok³adnie 10 lat od ¶mierci Zbigniewa Herberta, poety, którego zapomnieæ niepodobna. W strasznym czasie stanu wojennego szuka³ nadziei, utwierdzaj±c w przekonaniu, ¿e ostatnie s³owo nie nale¿y do „potwora”. Od lutego trwa w Polsce Rok Herbertowski.

Pamiêtam pierwszy wiersz Herberta, z jakim siê zetkn±³em w m³odo¶ci. By³ to „G³os wewnêtrzny” z tomu „Studium przedmiotu” z roku 1961. Temat sumienia ludzkiego zawsze mnie interesowa³ i wci±¿ frapuje, bo przy ka¿dym spotkaniu z nim dowiadujê siê o mojej ci±gle istniej±cej niepewno¶ci. „G³os wewnêtrzny” wzbudza³ we mnie ró¿ne uczucia, najczê¶ciej z³o¶ci³, bo ¿adna analiza wiersza nie dawa³a mi pewno¶ci. Chyba to dobrze ¶wiadczy o utworze, i¿ nie daje siê zamkn±æ definitywnie w jednej skoñczonej interpretacji. Ale tak naprawdê nie zale¿a³o mi na wierszu, chcia³em wydrzeæ Poecie tajemnicê sumienia – co on o nim wie? Ostatnio wydaje mi siê, ¿e Poeta zakpi³ sobie z mojej nieustannej potrzeby pewno¶ci. G³os wewnêtrzny „nie mówi ani tak / ani nie”.



2008-07-27

MIESI¡C TRZE¬WO¦CI.

U progu sierpnia, jak co roku, czytano dzi¶ w ko¶cio³ach list zachêcaj±cy do abstynencji alkoholowej w miesi±cu, „który w historii naszej ojczyzny naznaczony jest heroiczn± walk± o wolno¶æ i godno¶æ, walk± o wiarê i nadziejê na ¿ycie w bezpiecznym i suwerennym pañstwie”. Ten list „trze¼wo¶ciowy” po raz pierwszy porusza sprawê nagminnego picia piwa i wskazuje na potê¿n± machinê reklamow± przez ostatnie kilka lat nachalnie zachêcaj±c± do picia wszêdzie i przy ka¿dej okazji. Czy nasze rodziny rozpoznaj± z³o czyhaj±ce na dnie ka¿dego kufla?... Nale¿y wierzyæ i modliæ siê o uzdrowienie narodu. Dlatego ucieszy³a mnie przytoczona w koñcu listu maryjna modlitwa s³ugi Bo¿ego Jana Paw³a II: „Maryjo, Królowo Polski, Pani Jasnogórska, b±d¼ natchnieniem polskich sumieñ. B±d¼ nasz± Matk± i Wychowawczyni±! Nie zra¿aj siê naszymi s³abo¶ciami. B±d¼ dla nas wymagaj±ca![…] Prowad¼ nas, Ty, która jeste¶ pierwsz± w¶ród wszystkich wierz±cych – prowad¼ Lud Bo¿y na tej polskiej ziemi w pielgrzymce wiary i nadziei. […] Pani Jasnogórska, spraw, aby cz³owiek na polskiej ziemi zwyciê¿a³ moc± tej nadziei, która rodzi siê z Chrystusa, z Eucharystii”.

2008-07-26

OSTATNI BASTION.

Na Mszy ¶w. pogrzebowej coraz czê¶ciej mo¿na zaobserwowaæ, ¿e rodzina osoby zmar³ej nie przystêpuje do Komunii ¶w. Jest to wrêcz cecha charakterystyczna rodzin inteligenckich. I to jest przera¿aj±ce. Run±³ ostatni bastion wiary katolickiego spo³eczeñstwa my¶l±cego. W naszej wolnej Polsce, obserwuje siê czêste odej¶cia od praktyk religijnych i motywacji nadprzyrodzonych. Smutnym zjawiskiem jest znikoma ilo¶æ go¶ci weselnych przyjmuj±cych Komuniê ¶w. na Mszy ¶lubnej, ale do niedawna jeszcze by³o nie do pomy¶lenia odprowadzenie cz³owieka na drogê wieczno¶ci bez daru Chleba eucharystycznego. Przed ka¿d± Msz± pogrzebow± ustawia³y siê kolejki przy konfesjonale, dzi¶ ju¿ tego nie widaæ, przynajmniej w wielkim mie¶cie. Co wiêcej, go¶cie pogrzebowi wybieraj± raczej obecno¶æ po¿egnaln± przy grobie ni¿ wokó³ o³tarza eucharystycznego. Pogrzeby wielkich, znanych Polaków sta³y siê manifestacjami (czêsto politycznymi). Nawet motywacja oddania ho³du i wyra¿enia wdziêczno¶ci koñczy siê tu, na grobie. Nikt nie docieka dalszej drogi, tej po przekroczeniu bramy ¶mierci. Czy to jest strach, czy to jest wstyd?... Czy co to jest?



2008-07-25

MULTIKOMPLEKS.

Pamiêtam czas, gdy siostry karmelitanki nie mog³y modliæ siê tu¿ przed murem hitlerowskiego obozu zag³ady Auschwitz. Z Holandii przyje¿d¿ali ¯ydzi, przeskakiwali przez mur klasztoru i dobijali siê do drzwi, by wyrzuciæ zakonnice, które nic innego nie robi³y, jak tylko modli³y siê za miliony wojennych ofiar szatañskiej nienawi¶ci. Rejwach zrobi³ siê i w Nowym Jorku, i w Tel Awiwie o naruszenie wiecznej ciszy zg³adzonych ¯ydów. W imiê zgody i mi³o¶ci kard. Macharski przeniós³ karmel w inne miejsce, nie zmieniaj±c celu obecno¶ci sióstr w O¶wiêcimiu.

Ali¶ci dzi¶ dowiadujê siê, ¿e w Lublinie przy ulicy Lipowej, tu¿ za wielkim cmentarzem, od roku straszy ogromna „Plaza”, potê¿ne centrum rozrywkowe i (oczywi¶cie!) handlowe. To nie blisko¶æ katolickiej nekropolii tak mnie bulwersuje, ale fakt, ¿e Plaza wyros³a na miejscu, gdzie w latach 1939-1943 by³ obóz pracy SS dla ¯ydów, z których kilka tysiêcy zamordowano obok Lublina na Majdanku.

Kto ten multikompleks rozrywkowo-handlowy tu w³a¶nie wybudowa³? – Ano, nie do wiary, bogaci biznesmeni ¿ydowscy.



2008-07-24

GOR¡CY NAPIS.

„Patrz, pan. Patrz, pan!” – stara³ siê zwróciæ moj± uwagê lekko przyæmiony wspó³pasa¿er w tramwaju, pokazuj±c mijan± ¶cianê odrapanego domu, a na niej du¿y, ko¶lawy napis: „(s)pali(æ) kota!”. Wszyscy patrzyli w to okno. Zaskoczy³y mnie te wielkie nawiasy. Pewna korpulentna pani powiedzia³a na g³os: „a pewnie, nic mu siê wiêcej nie nale¿y”. Za plecami us³ysza³em spokojn± replikê: „Chamstwo pleni siê jak robactwo w tej izbie”.

Nic dodaæ, nic uj±æ!


2008-07-23

GRONOSTAJE.

Benedykt XVI po wakacjach sierpniowych (ze swoja ulubion± czarn± kotk±) mo¿e siê spodziewaæ we wrze¶niu wizyty w³oskich mi³o¶ników zwierz±t i ekologów, którzy ju¿ zbieraj± w internecie podpisy pod listem, w którym prosz± Ojca ¶w., by nie przyodziewa³ siê futerkami gronostajów, bo „zwierzêta czuj± i cierpi±, boj± siê ¶mierci, gdy id± na rze¼”.

Dodam, ¿e kardyna³owie te¿ nie powinni lekcewa¿yæ tej akcji, bo Internet szybko rozlewa siê po ³±czach ekologicznych. Nastêpna grupa VIP-ów, która nie mo¿e spaæ spokojnie, to rektorzy wy¿szych uczelni.

Hmm, ale co ci delikwenci (z papie¿em na czele) maj± zrobiæ z piêknymi szcz±tkami dawno u¶mierconych stworzeñ Bo¿ych? – Niech sprzedadz± bogatym Amerykanom i pieni±dze przeka¿± ekologom, a ci, je¿eli nie zdo³aj± ufundowaæ nowych salonów piêkno¶ci dla suczek, to przynajmniej przyczyni± siê do odnowienia pomników na cmentarzach czworono¿nych ulubieñców.


2008-07-22

REWIZYTA.

Hiszpania bêdzie miejscem ¶wiatowego spotkania m³odzie¿y w 2011 roku. Tak og³osi³ Benedykt XVI. Pewnie Zappatero zrewizytuje Napieralskiego, by w Polsce nauczyæ siê organizowania ¶wiêtego czasu rado¶ci i m³odo¶ci. A mo¿e obaj panowie zajadli socjali¶ci zechc± uwa¿nie pos³uchaæ niekwestionowanego autorytetu moralnego? Na naukê nigdy za pó¼no.


2008-07-21

POGRZEB.

Dzi¶ na pogrzebie na Pow±zkach, przy grobach Bronis³awa Geremka i Jacka Kuronia, redaktor Michnik zia³ ogniem mi³o¶ci ¿ydowskiej do Polaków. Wykorzysta³ swoje piêæ minut na polskiej ziemi ¶wiêtej.


2008-07-20

SPOTKANIA.

Oprócz m³odzie¿y do Sydney przyjecha³o wielu ludzi ze ¶wiata kultury i polityki z tamtejszego regionu globu ziemskiego. Dla nich, ze wzglêdu na odleg³o¶æ z Rzymem, jest to jedyna okazja na spotkanie z g³ow± Ko¶cio³a Katolickiego. Jak podaje „The Daily Telegrach”, przyjecha³ do Sydney prezydent Timoru Wschodniego Jose Ramos Horta. Polityk podziêkowa³ Ojcu ¦wiêtemu za troskê, jak± mu okazywa³ po zamachu na jego ¿ycie sprzed kilku miesiêcy. - Mówiono mi w szpitalu, ¿e co dzieñ by³ telefon z Watykanu z pytaniem o moje zdrowie - ujawni³ Ramos Horta. Doda³, ¿e sam jest katolikiem i choæ jest g³ow± pañstwa, to uwa¿a papie¿a za swego prze³o¿onego.
Wielkie emocje, prze¿ycia i wielkie skupienie modlitewne ¦wiatowych Dni M³odzie¿y w Sydney dzi¶ zakoñczy³y siê. By³o wiele, najró¿niejszych w swych kszta³tach, kolorach i temperaturze, spotkañ, ale – jak wynika z przekazów medialnych – najwa¿niejszym i powszechnie przez m³odzie¿ podkre¶lanym – by³o spotkanie z Chrystusem.


2008-07-19

ROZ£AM.

Wspólnota Ko¶cio³ów Anglikañskich rozpada siê, taka panuje opinia miêdzy biskupami zgromadzonymi w Canterbury na Konferencji, na której tradycyjnie, co 10 lat omawia siê bie¿±ce problemy anglikanizmu w ¶wiecie. Roz³am spowodowany zosta³ udzieleniem homoseksuali¶cie  sakry biskupiej i uchwaleniem zupe³nie niedawno prawa kobiet do ¶wieceñ biskupich. Na znak protestu 300 parafii w USA odmówi³o pos³uszeñstwa swemu biskupowi i przy³±czy³o siê do prowincji w Afryce, gdzie 250 biskupów na znak niezgadzania siê z nowymi uchwa³ami zbojkotowa³o udzia³ w obecnej Konferencji Lambeth. Prymas anglikañski, abp Rowan Williams, uchodz±cy w Wielkiej Brytanii za cz³owieka bardzo m±drego, wyrazi³ ubolewanie, ¿e wzajemne stosunki miêdzy biskupami „przyæmi³ grzech”.

W tej sytuacji wolno chyba zapytaæ: a co innego „przyæmi³o” stosunki miêdzy biskupami, gdy Henryk VIII oderwa³ Anglików od Ko¶cio³a Rzymskokatolickiego?


2008-07-18

GIGANTYCZNA DROGA.

Dziêki katolickiej telewizji „Trwam” mog³em we Wroc³awiu uczestniczyæ dzi¶ w gigantycznej Drodze Krzy¿owej odprawianej w Sydney. Tysi±ce m³odych ludzi gromadzi³y siê w ró¿nych czê¶ciach miasta, gdzie by³y celebrowane poszczególne stacje pasyjnego nabo¿eñstwa, a jednocze¶nie dziêki telebimom ka¿dy móg³ uczestniczyæ we wszystkich stacjach. Zwykle bojê siê teatralizacji ¶wiêtych wydarzeñ, ale tym razem ca³a oprawa teatralno – muzyczna, uwypuklaj±c tajemnicê zbawienia, pozwala³a na wyciszenie siê uczestników. Kamera pokazywa³a m³ode twarze z wyrazem skupienia i napiêcia modlitewnego. Tre¶æ ka¿dej stacji podawana by³a przez m³odych w trzech segmentach: s³owo Ewangelii, rozwa¿anie i modlitwa. W pierwszej stacji modlitwê odmówi³ sam Ojciec ¶w. Rozwa¿ania by³y lapidarnie skomponowane, a w ka¿dej stacji co¶ zatrzymywa³o moj± uwagê, by³o odkrywcze, ¶wie¿e. Na przyk³ad w stacji 9. „Jezus obna¿ony i ukrzy¿owany” znalaz³y siê takie s³owa: „Ubranie chroni nas przed ¿ywio³ami, zapewnia nam prywatno¶æ i wyra¿a nasz± osobowo¶æ. Byæ obna¿onym to byæ jednocze¶nie tego wszystkiego pozbawionym. (...) Czasem przychodz± nam my¶li, ¿e Boga mo¿e nie ma, albo ¿e nas opu¶ci³. Powodem do tego mo¿e byæ agresywny ateizm, który chce nas ograbiæ z nadziei i mi³o¶ci”.

Ogl±da³em to „¶wiête theatrum” przed po³udniem, ale w Sydney by³ ju¿ wieczór. Kiedy Jezus sk³oni³ na krzy¿u w ¶miertelnym znaku g³owê, miasto okry³y ciemno¶ci.

 



2008-07-17

ZABÓJSTWO.

Niegdysiejszy redaktor naczelny „Wiêzi”, a wiêc katolik, dzi¶ na ³amach „Gazety Wyborczej” (sic!) wyra¿a sw± opiniê wobec stanowiska rzecznika krakowskiej kurii, pytaj±c: „ czy s³uszne jest u¿ywanie wobec aborcji, która jest niew±tpliwie niszczeniem ludzkiego ¿ycia, okre¶lenia ‘zabójstwo’?”. Wyja¶nienia pana redaktora id± w kierunku, ¿e to nie jest s³uszne, bo przecie¿ kobiety, które podda³y siê aborcji, nie nazw± siebie zabójczyniami, one jedynie bêd± mówi³y, „¿e tylko odmówi³y uczestnictwa w urodzeniu dziecka”. A poza tym takie nazywanie po imieniu aborcji, g³êbiej podzieli nasze spo³eczeñstwo. Czyli dajmy sobie z tym spokój, bo to „niewiele pomo¿e zarówno dzieciom nienarodzonym, jak i kobietom w rozterce”.

Ja jednak nie widzê s³uszno¶ci takiego spokoju. Trzeba u¶ci¶liæ: aborcja nie jest jakim¶ tam „niszczeniem ludzkiego ¿ycia”, jest unicestwieniem konkretnego cz³owieka! Taka jest nauka Ko¶cio³a. Nie rozmywajmy pojêæ, a tym samym odpowiedzialno¶ci za dzieciobójstwo. Kobiety (czy ktokolwiek inny) po dokonaniu aborcji, swe rozterki powinny niwelowaæ nie przez szukanie ³agodnych okre¶leñ dla swego grzechu, ale przez wyznanie winy w konfesjonale i przez gor±c± pro¶bê do Dawcy ¿ycia o zmi³owanie. A co do pog³êbiania podzia³ów spo³ecznych, trzeba pamiêtaæ o nauce Chrystusa: „ Niech wasza mowa bêdzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Z³ego pochodzi” (Mt 5,37).


2008-07-16

BARANGAROO.

Wczoraj, we wtorek, podczas Eucharystii rozpoczynaj±cej 23. ¦wiatowe Dni M³odzie¿y na stadionie Barangaroo w Sydney, kard. George Pell wyg³osi³ bardzo m±dr± i pokorn± zarazem homiliê. Oto maleñki fragment:  „Mam nadziejê i oczekujê, ¿e przez te nastêpne piêæ dni modlitwy i celebracji wasze dusze podnios± siê, tak jak moja zawsze siê podnosi w podekscytowaniu przed tymi ¦wiatowymi Dniami M³odzie¿y. Je¶li taka wola Bo¿a niech ka¿dy z nas siê raduje, ¿e wzi±³ w nich udzia³ pomimo kosztów, niewygód i przebytych odleg³o¶ci. W czasie tego tygodnia mamy wszelkie powody do rado¶ci i ¶wiêtowania wyzwolenia z naszego ¿alu, odnowienia wiary. Jeste¶my wezwani, by otworzyæ nasze serca na moc Ducha. A wam m³odym chcê delikatnie przypomnieæ, by¶cie w waszym entuzjazmie i podekscytowaniu nie zapomnieli s³uchaæ i modliæ siê!  Wielu z was przeby³o tak d³ug± drogê po to, by móc uwierzyæ, ¿e dotarli¶cie a¿ na krañce ziemi! Je¶li tak siê sta³o, to dobrze, gdy¿ Pan nasz powiedzia³ swoim pierwszym uczniom, ¿e bêd± Jego ¶wiadkami w Jerozolimie i a¿ po krañce ziemi. To proroctwo wype³ni³o siê w ¶wiadectwie wielu misjonarzy, którzy przybyli na ten wielki po³udniowy kontynent, a dzi¶ spe³nia siê ponownie przez wasz± obecno¶æ tutaj”.



2008-07-15

PRL - NR II. 

Czy to tylko takie wredne wra¿enie, czy to powrót PRL-u? TV podaje tylko strzêpy wiadomo¶ci o tym, co siê (nie)dzieje w Sydney. A do tego wybieraj± w±tki idiotyczno - sensacyjne, jakby setki tysiêcy zgromadzonej m³odzie¿y nie modli³y siê, nie radowa³y siê na ulicach, nie uczestniczy³y we Mszy ¶w. na rozpoczêcie ¦DM… Jakby nie by³o ciep³ych i m±drych s³ów homilii ordynariusza Sydney i jakby gospodarze tego spotkania nie robili nic, by go¶ciom by³o w Australii jak najlepiej… A co jest w Sydney wg telewizji w Polsce? – Jedynie protesty wobec papie¿a, przygotowywane pytania do niego na temat pedofilii ksiê¿y australijskich i wo³anie o przeproszenie za nich.

Gdzie¿ tu skala problemów i zjawisk? Czy to ignorancja, czy g³upota polityczna? Jak mo¿na tak obra¿aæ miliony katolików w Polsce? Autentyczny PRL – nr 2. Przypomina mi to puste albo starymi lud¼mi obstawione ulice pokazywane w TVP podczas pierwszych pielgrzymek Jana Paw³a II do Ojczyzny.

 

 

 



2008-07-14

AUSTRALIA.

Benedykt XVI wczoraj, w niedzielê, przyby³ do Australii na spotkanie z m³odzie¿± ¶wiata. Po wyl±dowaniu w Sydney mia³ do¶æ unoszenia siê w powietrzu, zrezygnowa³ z helikoptera i samochodem uda³ siê do o¶rodka rekolekcyjnego Opus Dei w Kenthurst w Górach Niebieskich. Bêdzie tam odpoczywa³ do czwartku. Trzeba sobie uzmys³owiæ, ¿e Ojciec ¶w. ma ju¿ 81 lat i ¿e 21 godzin lotu nie mog³o go nie zmêczyæ. A trzeba jeszcze dodaæ i to, ¿e przecie¿ na po³udniowej pó³kuli jest teraz pora zimowa i aura zupe³nie inna ni¿ w Rzymie. Potrzeba trochê czasu na akomodacjê organizmu. Pamiêtam sprzed kilkunastu lat, jak ciê¿ko znosi³em dwa pierwsze dni po przylocie do upalnej w styczniu Australii. Najtrudniej by³o z mijaniem czasu. Gdy moi gospodarze ¿yczyli mi „dobrej nocy”, ja mia³em najwy¿sz± ochotê do rozmów, trudno by³o zasn±æ. Rankiem znów trudno by³o siê przyzwyczaiæ do s³oñca wschodz±cego po prawej stronie horyzontu.

Jan Pawe³ II odwiedzi³ Australiê trzy razy (pierwszy raz jako kard. Karol Wojty³a), ale nawet podczas trzeciej wyprawy (1995) mia³ 6 lat mniej ni¿ obecnie ma papie¿.



2008-07-13

¦MIERÆ POLITYKA.

Dzi¶ zmar³ tragicznie, w katastrofie samochodowej, polityk, eurodeputowany, historyk, prof. Bronis³aw Geremek. Ani pasa¿erce profesorskiego mercedesa, ani pasa¿erom dostawczego ducato w tym zderzeniu z³o wiêksze siê nie sta³o. Wg wypowiedzi ¶wiadka, profesor by³ w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Dlaczego wiêc nagle skrêci³ na lewy pas jezdni? Odpowied¼ jest jedna: ¿eby spotkaæ siê ze ¦mierci±. – Mam jednak ¿al do Niej. Dlaczego urz±dzi³a to spotkanie w taki niehumanitarny sposób?...

To jest tajemnica, do której my w tym ¿yciu nie dotrzemy. Bronis³aw Geremek ju¿ j± pozna³. Stoi na progu wieczno¶ci pokorny. Tu siê buntowa³ przeciwko lustracji, tam ju¿ zosta³ najdok³adniej zlustrowany. „Wieczny odpoczynek racz mu daæ, Panie”. Ziomkowie, je¶li wierz±, niech zmówi± „Kadysz”.

 



2008-07-12

RACJA.

Dzielny ten nasz pan Prezydent. Wszyscy doko³a, w kraju i za granic±, naciskaj± na niego, by podpisa³ Traktat Lizboñski. A on czeka niez³omny. Nie boi siê jechaæ na miêdzynarodowe spotkanie do Pary¿a, choæ spotka siê tam z Sarkozym, który niedawno bardzo nieprzychylnie oceni³ polskie zwlekanie. Widocznie demokratyczny duch Irlandczyków utwierdzi³ na „nie” pana Prezydenta Polaków. Kto ma racjê ? Wieka Europa, czy ma³a Irlandia oraz niski wzrostem pan Prezydent nad Wis³±…



2008-07-11

WO£YÑ W OGNIU.

W niedzielê 11 lipca 1943 roku na Wo³yniu banderowcy pu¶cili z dymem, po uprzednim wymordowaniu polskich rodzin, gospodarstwa w 125 miejscowo¶ciach. A by³a to nie pierwsza i nie jedyna rze¼ polskiej ludno¶ci. W latach 1942 – 1944 z r±k UPA zginê³o 60 tysiêcy Polaków. Nad piêkn± wo³yñsk± ziemi± unosi³ siê czarny dym i sw±d pal±cych siê ¿ywcem zwierz±t. By³ tam ludzki ból, strach, przera¿enie i rozpacz. Znam to z opowiadañ moich krewnych, a przede wszystkim mojej drogiej Mamy. Mia³em wtedy zaledwie trzy lata. Musieli¶my noc± uciekaæ z p³on±cej wsi rodzinnej Rudnia. Potem przegoniono nas ze wsi parafialnej Ko³ki, a¿ schronienie znale¼li¶my na Przebra¿u w¶ród 25 tysiêcy innych uciekinierów. Moi wujkowie, wtedy m³ode ch³opaki, wycinali w okolicznym lesie olchy i osiki i stawiali sza³asy, w których trzeba by³o ¿yæ i broniæ siê. Partyzanci okopali ca³y obóz i ustawili posterunki i wartowników.

Potem by³y Kiwerce i ewakuacja w bydlêcych wagonach, przez Kielce, na Ziemie Odzyskane. Przebaczenie odda³em Jezusowi. Jednak pamiêæ bolesna odzywa siê wraz z piek±cym na dnie serca przera¿aj±cym zdumieniem: jak g³êboko mo¿e cz³owiek stoczyæ siê w diabelsk± nienawi¶æ?



2008-07-10

SUMIENIE GENERA£A

Genera³ Czes³aw Kiszczak winny, ale nieukarany. Przepisy dla milicji wtedy by³y inne. Sprawê przedawnion± umorzono. Ciekawe, jakby go os±dzi³ Trybuna³ Norymberski? S±d w III RP przy wydawaniu wyroków poprzednio i dzi¶ na wspó³autora stanu wojennego, nie by³ zdolny zauwa¿yæ, ¿e ¶mieræ 9-ciu górników wtedy i dzi¶ by³a i jest taka sama i ten sam ból nosz± w sobie rodziny zamordowanych ojców, mê¿ów i braci. Kiszczak zadowolony zaprasza³ dzi¶ po rozprawie na wódkê do knajpy. Górnicy z kopalni „Wujek” mówi±: „To skandal! To niepojête! Genera³ Kiszczak powinien sam siê przyznaæ, przyj¶æ w mundurze i siê ukorzyæ”. Kazimierz Kutz podejrzewa nawet genera³a, ¿e ma sumienie. Niew±tpliwie genera³ Kiszczak ma sumienie - ale jakie? – komunistyczne, jak generalissimus Stalin.



2008-07-09

STARO¦Æ.

¦mieszna by³aby staro¶æ, gdyby nie jej bolesno¶æ. Bóle czyhaj± na staruszka z ka¿dej jego dziury.

Ju¿ od 60-tki ¿ycie podobne do plastra sera szwajcarskiego; widzisz du¿o wiêcej, ale nic bez bólu.


2008-07-08

ROZWODY.

Media polskie informuj± o wzro¶cie liczby rozwodów ma³¿eñskich. Zjawisko bardzo niepokoj±ce. Niepokój musi tak¿e wzbudzaæ inne pojawiaj±ce siê zjawisko w naszym kraju. Rosn± jak grzyby po deszczu kancelarie adwokackie proponuj±ce pomoc rozwodnikom w sk³adaniu pozwu do s±du duchownego o „uniewa¿nienie ma³¿eñstwa ko¶cielnego”. Rzeczywi¶cie s±d duchowny ma inne procedury ni¿ s±d ¶wiecki, ale nie ma potrzeby uciekania siê po pomoc do adwokatów. S±d duchowny nie przeprowadza rozwodów, ani nie uniewa¿nia ma³¿eñstw wa¿nie zawartych w Ko¶ciele katolickim, a jedynie sprawdza, czy dane ma³¿eñstwo by³o zawarte niewa¿nie, czyli nie zaistnia³o jako zwi±zek sakramentalny. Ma³¿onków katolickich wa¿nie przysiêgaj±cych sobie wzajemn± mi³o¶æ ³±czy sam Bóg a¿ do koñca ich ¿ycia. Nie da siê tego uniewa¿niæ! Wszelkie manipulacje nieprawdziwymi, a wygodnymi dla mê¿a lub dla ¿ony, zeznaniami ob³o¿one s± sankcj± grzechu ¶miertelnego, a wiêc gro¿± utrat± zbawienia wiecznego. Najwiêkszym nieszczê¶ciem dla duszy katolika jest otrzymanie orzeczenia s±du duchownego o „niewa¿nie zawartym ma³¿eñstwie” na podstawie zeznañ nieprawdy. Wtedy bowiem sakrament danego ma³¿eñstwa nadal jest wa¿ny przed Bogiem, a wspó³¿ycie ma³¿onków w nowym zwi±zku (nawet uroczy¶cie ¶lubowanym w ko¶ciele) zrywa ¿yw± wiê¼ z Bogiem. Grzesz± wtedy równie¿ ci, którzy pomagaj± w sk³adaniu fa³szywych zeznañ.


2008-07-07

NOWY KWIATEK.

Po Maleszce nowy kwiatek do ogródka firmy „Adam Michnik & s-ka”. Po dziesiêciu latach ¿ona Jacka Kalabiñskiego, znanego korespondenta, wydrukowa³a w Rzeczpospolitej rozmowê telefoniczn± mê¿a z zastêpczyni± naczelnego GW. Kalabiñski by³ wtedy ¶miertelnie chory: „-Jak siê czujesz? -Lepiej. W³a¶nie szykujê siê wróciæ do pisania. -Nie musisz. W³a¶nie dyskutowali¶my tu w redakcji i zdecydowali¶my, ¿e "Gazeta" nie mo¿e ponosiæ ryzyka trzymania nieubezpieczonego korespondenta. Zaraz dostaniesz faksem zwolnienie. Widzisz, nie jeste¶my bezwzglêdnymi kapitalistami, tylko humanitarnymi demokratami, dlatego nie dzwonili¶my do ciebie w lutym, kiedy gorzej siê czu³e¶”.[Rzeczpospolita z 3 lipca 2008r.].

Nie wiadomo, co tu bardziej szokuje: cynizm, ob³uda czy oportunizm?


2008-07-06

CIA£O I ¦MIERÆ.

Pierwsza niedziela pierwszego miesi±ca wakacyjnego. Co najmniej po³owa parafian wyjecha³a na urlopy. W sam± niedzielê drogi w kierunku morza ju¿ by³y puste. Dystans z Wroc³awia do Miêdzywodzia mo¿na by³o przejechaæ w 5 godzin. Rekord! A na pla¿ach niespotykany t³ok. Cia³o obok cia³a. W Liturgii w³a¶nie dzi¶ ¶w. Pawe³ twardo mówi do Rzymian: „je¿eli bêdziecie ¿yli wed³ug cia³a, czeka was ¶mieræ” [Rz 8,13]. Wyja¶nia³em w homilii, co ¶w. Pawe³ rozumie przez ¿ycie wg cia³a z pomijaniem wymogów Ducha, i jak nale¿y rozumieæ czekaj±c± ¶mieræ. A jednak po Mszy ¶w. kobieta przechodz±ca obok mnie, lekko tylko zwalniaj±c kroku, rzuci³a w moj± stronê: mój m±¿ zdradzi³ mnie nad morzem i wróci³ do domu ¿ywy i szczê¶liwy… To nie by³ zwyciêski g³os. Us³ysza³em w nim ból. Có¿ mog³em na prêdce odpowiedzieæ oddalaj±cej siê kobiecie? Tylko tyle: czekaj±ca ¶mieræ jest bardzo cierpliwa.


2008-07-05

RELIKWIE.

To by³a niezwyk³a sobota, spotkanie ze znajomymi w Borowicach na odpu¶cie ¶w. Jana z Dukli. To maleñkie sanktuarium, „Dukielka”, liczy sobie ju¿ 10 lat. I to by³ pierwszy powód szczególnej podnios³o¶ci tegorocznego odpustu, a drugi to przekazanie temu sanktuarium relikwii ¶w. Patrona. Chwila przekazania przez o. Kazimierza, relikwii i uca³owania ich by³a bardzo wzruszaj±ca. Zakonnik przez 50 lat nie rozstawa³ siê z t± drobin± ko¶ci ¶w. Jana Duklañskiego po to, by dzi¶ ofiarowaæ j± w poz³acanym relikwiarzu tej skromnej kapliczce, któr± ufundowali w Karkonoszach Ewa i Andrzej Jackiewiczowie, arty¶ci plastycy z Wroc³awia. Odczytujê w tym szczególny znak Opatrzno¶ci Bo¿ej. Któ¿ by móg³ przewidzieæ to przed pó³ wiekiem, a Bóg po prostu realizowa³ swój plan, by na Dolnym ¦l±sku rozwija³ siê kult tak wiernego ¶wiadka Jezusa Chrystusa. Sam ¦wiêty widocznie tego pragn±³, bo wys³ucha³ gor±cych pró¶b rodziny, która w latach prze³omu ustrojowego znalaz³a siê w wielkich tarapatach. A oni, wdziêczni, ufundowali mu kapliczkê. Siedmiu ksiê¿y dzi¶ otoczy³o o³tarz wraz z pielgrzymami z ró¿nych stron Polski. By³o bardzo przyja¼nie.


2008-07-04

MI£O¦Æ OKRʯNA.

Mija ju¿ miesi±c od m³odzie¿owego ¶wiêtowania na Polach Lednickich pod wodz± dominikanina ojca Jana Góry. Spotkania odby³y siê ju¿ po raz dwunasty, a przyby³o nad Jezioro Lednickie 70 tysiêcy m³odych pielgrzymów. Mam wra¿enie, ze w mediach zbyt skromny wyraz znalaz³o to bogate i wielkie duchowe wydarzenie. Niestety, w³adcy i w³a¶ciciele mediów w Polsce nie s± zainteresowani g³oszeniem warto¶ci nieprzemijaj±cych, nadprzyrodzonych. ¬le siê dzieje ju¿ nie tylko na Zachodzie. Jednak prawdziwe warto¶ci noszone s± w sercach uczestników i przez nich trafiaj± do innych serc. Naprawdê ciekawe s± opowie¶ci tych, którzy przeszli przez Bramê – Rybê, ale ja dzi¶ spotka³em cz³owieka, który powiedzia³ mi: by³em na Lednicy. – To pewnie masz wspania³e wspomnienia? – Tak, by³em w grupie porz±dkowej i cieszê siê z tego, s³u¿y³em innym.

Przypomnia³em sobie moje wspó³czucie w sercu dla tych, których ogl±da³em podczas pielgrzymek Jana Paw³a II do Ojczyzny, jak w ¿ó³tych fura¿erkach stali na obrze¿ach, z dala od o³tarza, a czasem musieli patrzeæ na t³um pielgrzymów odwróceni plecami do o³tarza. Zdarza³o siê, ¿e w ogóle nie widzieli Ojca ¶w. Warto pomy¶leæ z wdziêczno¶ci± o wolontariuszach w Lednicy. By³o ich pó³tora tysi±ca: ratownicy, lekarze, ¶mieciarze, ochroniarze, s³u¿±cy przy wydawaniu posi³ków, przewodnicy, informatorzy itp. Kochali Chrystusa mi³o¶ci± okrê¿n±, s³u¿±c bli¼nim. Oni s³u¿yli, by inni mogli modliæ siê i prze¿yæ wyj±tkowe spotkanie z Chrystusem. To mo¿e byæ odpowied¼ tym wszystkim, którzy pytaj±, czy mo¿na wielbiæ Boga, stoj±c czasem ty³em do o³tarza, ale zawsze twarz± do ludzi?



2008-07-03

OTCH£ANIE WIARY.

Nie szukam w ¿yciu wiary tylko s³odyczy i rado¶ci, pociechy i uniesienia duchowego, choæ muszê przyznaæ, ¿e najczê¶ciej modlê siê do Jezusa, by nie do¶wiadcza³ mnie bole¶nie, bo nie wiem, czy wytrzyma³bym próbê. Jednak wyznania Matki Teresy parali¿uj± mój nerw wiary. Jestem zachwycony jej wewnêtrzn± moc± wierno¶ci Jezusowi, ale z drugiej strony zawstydza mnie, a nawet przera¿a, ma³o¶æ mojej kondycji wiary i mi³o¶ci dla Jezusa.

Dlatego siêgam do innej lektury, choæby na pewien czas. U Brata Rogera z Taizé czytam: „We wnêtrzu cz³owieka zalegaj± pok³ady niepewno¶ci, zw±tpienia, jemu tylko znanych udrêk…, a tak¿e czelu¶ci nie wiadomo sk±d siê bior±cego poczucia winy. Z wolna jednak zaczynamy rozumieæ, ¿e Chrystus modli siê w g³êbi osoby ludzkiej gorêcej, ni¿ przypuszczamy. Z dzieciêc± ufno¶ci± pozwólmy Duchowi ¦wiêtemu, aby modli³ siê w nas, a zrozumiemy, ¿e owe otch³anie s± zamieszkane. I pojawiaj± siê chwile, w których Bóg jest wszystkim.



2008-07-02

SPOWIED¬.

Czytam o Matce Teresie z Kalkuty i jej prywatne pisma. Ksi±¿ka mnie momentami denerwuje i zniecierpliwia, bo wszechobecny komentarz do pism Matki jest nie do zniesienia. Z drugiej strony same pisma czasem przera¿aj± ciemno¶ci± i pustk± w duszy. My¶lê, ¿e z tych pism mo¿na wyczytaæ najtragiczniejsz± definicjê wiary ogo³oconej. Tam nie ma ¿adnych widzeñ, b³ysków obecno¶ci, ¿adnych cudów na potwierdzenie wiary. Ciemna otch³añ, czelu¶æ bez Boga. I jest odwaga cz³owieka wchodz±cego w to bezdno, by doj¶æ do Boga.

Dla przyk³adu przytoczê fragment z notatek spisanych przez Matkê Teresê po spowiedzi: „Czujê w duszy po prostu ten straszliwy ból z powodu utraty – Boga, który mnie nie chce – Boga, który nie jest Bogiem – Boga, który naprawdê nie istnieje (proszê, Jezu, wybacz moje blu¼nierstwa – kazano mi pisaæ wszystko). Ta ciemno¶æ, która otacza mnie z ka¿dej strony – nie potrafiê wznie¶æ swej duszy do Boga – nie dociera do niej ¿adne ¶wiat³o ani natchnienie. […] Nie mam w sercu wiary – ani mi³o¶ci – ani zaufania – tak wiele tam bólu – bólu z powodu têsknoty, bólu z powodu poczucia, ¿e nie jestem chciana. – Chcê Boga ze wszystkich si³ mojej duszy – a mimo to jest miêdzy nami – to straszliwe oddzielenie”. [str. 263-264]. Jestem w pop³ochu.



2008-07-01

KSI¡¯KI.

Osio³kowi w ¿³oby dano… Wieczorem dostuka³ siê do mnie kurier z Krakowa. „Znak” przys³a³ dwie ksi±¿ki. Obie piêknie wydane, ale obie jak¿e ró¿ne! Powinny stan±æ daleko od siebie w mej bibliotece. Nie stan± jednak i nie bêd± le¿a³y. Obie trzymam w rêku, przegl±dam, wertujê, która ciekawsza? Obie znam z recenzji. Ka¿da z nich potr±ca inn±, odmienn± strunê duszy. Muszê przeczytaæ. Ale od której zacz±æ? Zacznê chyba od ciemno¶ci wiary Matki Teresy z Kalkuty, bo Piotrek, gdy siê dowie, ¿e ju¿ mam tê ksi±¿kê, wyrwie mi z r±k. Podobnie by³o przy lekturze pism ¶w. Jana od Krzy¿a, musia³em mu natychmiast po¿yczyæ. Ksi±¿ka o szpiegach sowieckich w Watykanie bêdzie musia³a nieco poczekaæ, tym bardziej, ze od wczoraj zacz±³em Wildsteina „Dolinê Nico¶ci”. Za du¿o by³oby naraz obrzydliwo¶ci i diabelstwa politycznego. Wierzyæ siê nie chce, „a to Polska w³a¶nie”!

Biorê wiêc do rêki prywatne pisma „¦wiêtej z Kalkuty”. Mo¿e jej ciemno¶ci wiary wydr±¿± tunel ¶wiat³a w mojej duszy.


2008-06-30

TAK ONGI¦ BY£O.

W Uroczysto¶æ ¶w. aposto³ów Piotra i Paw³a przed 44 laty sprawowa³em po raz pierwszy Naj¶wiêtsz± Ofiarê. W przeddzieñ otrzyma³em ¶wiêcenia prezbiteratu z r±k kard. Boles³awa Kominka w prokatedrze ¶w. Stanis³awa, Wac³awa i Doroty we Wroc³awiu. Prymicje odbywa³y siê w Kostrzy, niedaleko Strzegomia. Tam moi rodzice ciê¿ko pracowali w kamienio³omach na 6-cioletnie kszta³cenie w seminarium duchownym. Oczywi¶cie, w³adza ludowa nie dostrzega³a Polaków, którzy chcieli s³u¿yæ Panu Bogu. ¯adnych stypendiów dla studentów i ¿adnej pomocy na prowadzenie uczelni duchownej. Nie przyznawano nam nawet legitymacji studenckich, a wiêc nie mieli¶my ¿adnych ulg w komunikacji kolejowej czy miejskiej. Nie by³o te¿ dla kleryków ubezpieczenia pañstwowego, ani leczenia, ani wczasowania na koszt skarbu pañstwa. Ukoñczenie seminaryjnych studiów filozoficzno-teologicznych to by³o prawdziwie wielkie zwyciêstwo na ró¿nych p³aszczyznach. Ciê¿ko by³o, ale tym rado¶niejsze by³y prymicje. Zjecha³a ca³a rodzina z ró¿nych stron Polski, najbardziej cieszy³a mnie obecno¶æ wielkiej grupy studentów z Duszpasterstwa Akademickiego „Pod 4” we Wroc³awiu. W ostatnich latach studiów kleryckich z nimi w³a¶nie ³amali¶my sobie g³owy nad ró¿nymi filozoficznymi, teologicznymi i ¿yciowymi problemami w kole „Paradoks”. Czuwa³ nad nami ks. Aleksander Zienkiewicz.

 

Mój Bo¿e, od wst±pienia do seminarium mija w tym roku ju¿ 50 lat. Pó³ wieku! Czas ucieka, wieczno¶æ czeka…

 



2008-06-29

POKORA

Uroczysto¶æ ¦wiêtych Aposto³ów Piotra i Paw³a. Obaj s± wielkimi autorytetami dla wszystkich chrze¶cijan, przez dwa tysi±clecia odbieraj± najwy¿sz± cze¶æ od wspó³wyznawców i wdziêczno¶æ za ich wiarê, któr± przekazali nastêpnym pokoleniom.

A przecie¿ nie od pocz±tku byli godni na¶ladowania. Obaj rozpoczynali jako s³abi, b³±dz±cy ludzie. Ale obaj umieli przyznaæ siê do grzechu. ¦w. Piotr zdradzi³ Jezusa w najtrudniejszej dla Mistrza sytuacji, gdy skazywano Go na ¶mieræ. Piotr zdekonspirowany jako uczeñ Chrystusa „pocz±³ siê zaklinaæ i przysiêgaæ: ’Nie znam tego Cz³owieka’. I w tej chwili kogut zapia³. Wspomnia³ Piotr na s³owo Jezusa, który mu powiedzia³: ‘Zanim kogut zapieje, trzy razy siê mnie wyprzesz’. Wyszed³ na zewn±trz i gorzko zap³aka³” (Mt 26,74-75). Umia³ ¿a³owaæ i w pó¼niejszym nauczaniu nie przysypywa³ swego grzechu stert± wielkich s³ów o swych dokonaniach. Ewangeli¶ci przekazali to wydarzenie ca³emu Ko¶cio³owi i nikt siê nie boi do dzi¶, ¿e to mo¿e pomniejszyæ zas³ugi pierwszego Aposto³a.

¦w. Pawe³ rozpoczyna³ sw± drogê chrze¶cijañsk± od prze¶ladowania Ko¶cio³a. Nawrócony pod Damaszkiem, skutecznie ewangelizowa³ pogan. W li¶cie do Galatów odwa¿nie przyznaje siê: „S³yszeli¶cie przecie¿ o moim postêpowaniu ongi¶, gdy jeszcze wyznawa³em judaizm, jak z niezwyk³± gorliwo¶ci± zwalcza³em Ko¶ció³ Bo¿y i usi³owa³em go zniszczyæ…” (Ga 1,13). Do ochrzczonych w Koryncie pisze z ogromn± pokor±: „Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich aposto³ów i niegodzien zwaæ siê aposto³em, bo prze¶ladowa³em Ko¶ció³ Bo¿y” (1 Kor 15,9). W XX wieku Matka Teresa z Kalkuty mówi³a: „Znajomo¶æ Boga daje mi³o¶æ, znajomo¶æ samego siebie daje pokorê. Pokora nie jest niczym innym jak prawd±”. Sztuka ¿ycia w pokorze wyklucza k³amstwo i „zamiatanie pod dywan”.

 



2008-06-28

PIERWSZY KROK

Od rana zaczê³y siê rozruchy w Poznaniu 52 lata temu. By³em ju¿ licealist±. Wiadomo¶ci z Poznania sk±po sp³ywa³y w Polskê. Miasto otoczy³a milicja, czo³gi wyjecha³y na ulice. Ponad 10 tysiêcy ¿o³nierzy pacyfikowa³o robotników. Strzelanina i strach i ¶mieræ i ¿a³oba. Wiele setek rannych, ponad pó³ setki zabitych. 250 osób aresztowanych. Powstañcy wyzwolili jeñców politycznych w obozie koncentracyjnym NKWD i UB. Nazajutrz przez radio przemawia³ ³ysy premier, Józef Cyrankiewicz. (Jego portrety wisia³y wszêdzie w szkole obok Bieruta i Rokossowskiego). To by³ bardzo elokwentny i inteligentny konformista. Umia³by siê zachowaæ przy ka¿dej innej partii. Serce mia³ zdeprawowane, ale nie ideami socjalistycznymi. ¯³obu trzyma³ siê bardzo d³ugo, bo niewielu ludzi tak inteligentnych posiada³a partia.. On mia³ czelno¶æ groziæ robotnikom, ¿e rêka podniesiona na w³adzê ludow± bêdzie odr±bana. Pomyli³ siê wierutnie. Czerwiec i Pa¼dziernik roku 1956 to pierwszy dynamiczny krok Polaków ku wolno¶ci. Destalinizacja i uwolnienie kard. Wyszyñskiego otworzy³o drogê ku likwidacji PZPR-u. D³uga to by³a droga i bardzo kosztowna – ¿ycie ludzkie jest bezcenne. O, ¿eby chcieli o tym dzi¶ pamiêtaæ sk³óceni ze sob± politycy.

Pamiêtam o tym Czerwcu, bo dr¿a³em wtedy o los starszego kolegi, który studiowa³ w Poznaniu. Jak¿e siê cieszy³em listem od niego, w którym pisa³, ¿e jedynie nogê nadwerê¿y³ w gonitwie po ulicach z milicj±.

 



2008-06-27

FILM O SERCU.

Trudno mi otrz±sn±æ siê z przygnêbienia po obejrzeniu „Trzech kumpli”. Najwiêkszym obrzydzeniem napawaj± cyniczne odpowiedzi zdekonspirowanego Maleszki. Totalne odkorowanie sumienia. Film pokazuje serce cz³owieka, który (z jakiej przyczyny?) potrafi uszlachciæ, jak ¶winiê, swoje wy¿sze uczucia, aby ze smakiem konsumowaæ ¿ycie. A przecie¿ niejeden taki „maleszka” zosta³ zagarniêty w sieæ ubeck±. Ilu z nich ogl±daj±c ten film, zawstydzi siê, otrz±¶nie i nawróci siê? Bólem przenika mnie ¶wiadomo¶æ, bo przecie¿ to s± Polacy, ludzie ochrzczeni, a jednak ich serca da³y siê uwie¶æ skre¶laniu przesz³o¶ci… Chcia³bym, by do ich serc dotar³o ¿arliwe wezwanie Matki Teresy z Kalkuty:

„Przemieñcie wasze serca… Je¶li nie przemienimy naszych serc, nie bêdziemy nawróceni. Zmiana miejsca nie jest odpowiedzi±. Zmiana zajêcia nie jest odpowiedzi±. Odpowiedzi± jest przemiana naszych serc. A jak przemienia siê serca? Poprzez modlitwê”.

2008-06-26

NADZWYCZAJNY.

Les³aw Maleszka, ubecki kryptonim „Ketman”, donosiciel na swoich przyjació³ z SKS w Krakowie, na d³ugie lata zostanie symbolem pod³o¶ci i wydr±¿onego sumienia. Nikt nie w±tpi, ¿e bez jego agenturalnej penetracji krakowskiego, studenckiego ¶rodowiska opozycyjnego, Stanis³aw Pyjas ¿y³by do dzi¶. Tymczasem a¿ do dzi¶ agent Maleszka pracowa³ w Gazecie Wyborczej, mimo ¿e kierownictwo wiedzia³o od 2001 roku o jego obrzydliwym procederze. Nie da siê ukryæ, g³êboki cieñ pada na ten wielonak³adowy dziennik. Koledzy ubecy bez ¿enady wyja¶niaj±, ¿e Les³aw Maleszka by³ nie tylko cennym donosicielem, on by³ nadzwyczajny! No i ¿y³ z tego. Czy ta „nadzwyczajno¶æ” sprawi³a, ¿e przez tyle lat agent ubecki nie móg³ zamkn±æ drzwi z zewnêtrznej strony redakcji Gazety Wyborczej?


2008-06-25

DOBRE RÊCE.

Porywasz mnie, Panie, mimo, ¿e ja wywijam Ci siê z r±k jak ¶liski wêgorz. Wydaje mi siê po wyci±gniêciu z sieci, ¿e znów jest dobrze, bo p³ywam w wodzie. A prawda jest taka, ¿e p³ywam na dnie ³ódki rybackiej. Wiem, ze wybierasz mnie stamt±d, by wypu¶ciæ znów na g³êbiê. Ale dlaczego ja wyrywam siê z dobrych r±k Twoich?

 



2008-06-24

SPRZECIW.

Ojciec Jana Chrzciciela stan±³ przed narodzinami syna jak przed wielk± tajemnic±. Anio³ j± przyniós³. Nie móg³ jej poj±æ, chcia³ dyskutowaæ. I dlatego musia³ zamilkn±æ. Ciê¿ka próba, ale u jej koñca by³ ju¿ pos³uszny Bogu. Stan±³ wobec wszystkich przeciwnych s±dów i napisa³ na tabliczce: „Jan mu bêdzie na imiê!”. Jego mocny sprzeciw wobec ludzi zrodzi³ siê z mocnego zaufania Bogu.


2008-06-23

ZNIEWAGA.

Pani minister zdrowia Kopacz czuje siê dobrze po Mszy niedzielnej. Spe³ni³a swój obowi±zek urzêdnika pañstwowego, wskazuj±c szpital, gdzie 14-letnia Agata podda³a siê skrobance. Dziecko w dziecku zamordowano, nie licz±c siê zupe³nie z psychik± 14-latki i z syndromem poaborcyjnym. Internauci z Frondy wszczêli alarm o ekskomunikê katoliczki na ministerialnym sto³ku, a pan pose³ Gowin (PO, katolik) wspomnia³ o mo¿liwo¶ci dymisji z urzêdu pañstwowego, gdy zachodzi konflikt sumienia.

A mo¿e by tak pañstwo katolicy zaczêli mówiæ o Panu Bogu i o zniewadze Bo¿ej Mi³o¶ci, jakiej dokonano na oczach wszystkich? Ta zniewaga nie zaczyna siê od fotela ginekologicznego.


2008-06-22

BY£Y IMIENINY.

By³em na niesamowitych imieninach. W zielonych ogrodach, za którymi biela³y w dali trzy monumentalne krzy¿e, przewala³ siê pó³tysieczny t³um elegancko ubranych ludzi w garniturach, sutannach i habitach bia³ych. Strumieñ ludzki powoli przesuwa³ siê w kierunku gospodarza, który odbiera³ prezenty od go¶ci. Przeró¿ne rzeczy dawali ludzie w±satemu solenizantowi. Na piersiach ka¿dego z go¶ci zauwa¿y³em tabliczkê z jakim¶ napisem. Ciekawostk± by³o to, ¿e na pocz±tku ka¿dej tabliczki widnia³o wyra¼ne s³owo „by³y”. By³y prezydent, by³y prowincja³, by³y proboszcz, by³y sekretarz, by³y szef ochrony rz±du, pañstwa, bezpieczeñstwa, by³y komuch itp.

Szampanki posz³y w górê, gospodarz zacz±³ zamykaæ i otwieraæ oczy i zwil¿aæ jêzykiem wargi, znak, ¿e za chwilê przemówi. Kiedy pad³y spodziewane s³owa: „Nie chcem, ale muszem”, ogólny aplauz wzruszonych go¶ci nie pozwoli³ solenizantowi dalej mówiæ. W¶ród wiwatów i okrzyków zachwytu na ¶rodek wniesiono na ogromnej tacy pieczonego strusia. Danie by³o piêknie przystrojone mieni±cym siê wszystkimi kolorami ogonem z pawich piór! Gospodarz ukroi³ pierwszy kawa³ek pysznego strusia, uniós³ widelec wysoko i mocnym g³osem wypowiedzia³ s³owo: BY£EM! I wtedy pospada³y tabliczki z piersi go¶ci, którzy w pop³ochu zaczêli szukaæ wyj¶cia, ukradkiem zabieraj±c ze sob± ofiarowane prezenty.

Z nieba sp³ynê³a srebrzysta ¶wiat³o¶æ, a z ni± cudowna muzyka sfer. I nagle otwar³y siê bramy ogrodu i wtargn±³ na murawê t³um robotników. Na czele sz³a starsza, drobna pani w grubych okularach. Wyci±gnê³a w stronê gospodarza rêkê, ten uj±³ j± i… przebudzi³em siê.


2008-06-21

PARTYNICE.

Mia³em wtedy 19 lat kap³añstwa. Wczesnym rankiem szed³em na spotkanie z Ojcem ¶w. Z ka¿dej strony miasta ci±gnê³y kilometrowe sznury ludzi, a wszystkie zlewa³y siê w jeden wielki trakt u samej bramy hipodromu na Partynicach. Kilka chwil nieprzyjemnych podczas kontroli osobistej w bramie, i ju¿ w krainie wolno¶ci! Takie wra¿enie w³a¶nie sprawia³ potê¿niej±cy z ka¿d± chwil± kolorowy t³um w ogromnej przestrzeni hipodromu. Oczywi¶cie, t³um by³, zw³aszcza w pobli¿u gigantycznego o³tarza i na trybunach, poprzetykany ubekami, ale kto by siê nimi dzisiaj przejmowa³.

Aktorzy wroc³awscy przy mikrofonach ¶piewali i recytowali cudowne strofy patriotyczne. Do milionowej rzeszy ludzi dociera³y upragnione s³owa: wolno¶æ, mi³o¶æ, solidarno¶æ, braterstwo i bohaterstwo… Ale te¿ by³y tam s³owa o cierpieniu, wiêzieniu i przemocy, o barbarzyñstwie i zniewolonym umy¶le, o bezprawiu i tragicznej samotno¶ci. Arty¶ci dodawali otuchy, budzili nadziejê i podnosili ludziom zwieszone smutno w stanie wojennym g³owy. Piêknie wygl±da³y te twarze w jasnym s³oñcu, nad którymi ³opota³y bia³o-czerwone flagi i transparenty. Nad t± rado¶ci± religijno-patriotyczn± unosi³ siê Chrystus Zmartwychwsta³y w czerwonym, królewskim p³aszczu, z d³oni± uniesion± do b³ogos³awieñstwa, a palce wskazywa³y znak V, proroczy znak zwyciêstwa. Chrystus wychodzi³ ku nam z otwartego na tle niebios Krzy¿a. Nie widzia³em dot±d piêkniejszej ilustracji Norwidowych s³ów: „-Gdzie¿ podzia³ siê krzy¿? -Sta³ siê nam: b r a m ±”.

Jan Pawe³ II „sfrun±³” ku nam z b³êkitu w bia³ym helikopterze. Witano go ¶piewem, brawami i okrzykami rado¶ci. Sta³em przy ni¿szej ambonce na stopniach o³tarza i my¶la³em, ¿e serce mi ustanie z emocji, gdy Ojciec ¶w. przechodzi³ obok po ¿ó³tym kobiercu na bia³ych schodach. Trudno te¿ by³o opanowaæ ogromny aplauz t³umu na widok bia³ej postaci pozdrawiaj±cej wiernych sprzed o³tarza. Czy to cud?  -pyta³em jako komentator sam siebie. Musia³em siê uszczypn±æ i powiedzieæ sobie: tak, to jest cud, papie¿ po raz pierwszy we Wroc³awiu! Stoi tu, przed nami. Dzban szczê¶cia wype³ni³ siê po brzegi, gdy po wszystkim, nam s³u¿±cym przy o³tarzu wolno by³o uca³owaæ pier¶cieñ Rybaka. To dzia³o siê naprawdê dok³adnie 25 lat temu.



2008-06-20

KOMITET.

Prawie po³owa Polaków nie dowierza zapewnieniom Lecha Wa³êsy, ¿e nie by³ uwik³any we wspó³pracê z SB, a 60% Polaków uwa¿a, ¿e jego agenturalna przesz³o¶æ nie odbiera mu zas³ug pierwszego lidera „Solidarno¶ci”. Polacy z u¶miechem (niektórzy ze zdenerwowaniem) przyjmuj± obronne s³owa by³ego prezydenta w stylu: to ja obali³em komunê. W Szczecinie powsta³ Komitet Obrony Lecha Wa³êsy.

To wszystko dzieje siê przy nieznajomo¶ci tekstu ksi±¿ki o Wa³êsie i SB. Ka¿dy z dyskutantów telewizyjnych i radiowych przyznaje siê, ¿e ksi±¿ki nie czyta³. Przypomina mi to czasy komuny, gdy organizowano wielkie zgromadzenia robotników, na których wybrani dzia³acze odczytywali teksty potêpiaj±ce biskupów polskich za napisanie listu do biskupów niemieckich. Oczywi¶cie, tre¶æ listu nigdzie nie by³a opublikowana.


2008-06-19

TAJFUN.

Rozkrêca siê z wielk± si³± ju¿ nie burza, a tajfun z Lechem Wa³ês± po¶rodku! Przybywa w±tków w dyskusjach medialnych, a ka¿dy nowy zasila wywody albo fanów „ikony”, albo zwolenników „wolno¶ci s³owa”. Gdy w³±czyli siê w debatê politycy, widaæ wyra¼nie ideologizacjê sporu. Sam Wa³êsa broni siê impulsywnie, nerwowo reaguje, nie odpowiada na zarzuty, niczego nie wyja¶nia. Robi siê gor±co i duszno. Czort zacz±³ krêciæ t± karuzel±. Ksi±¿ki jeszcze na rynku nie ma, ale jarmark wokó³ niej wielki. Z fragmentów ujawnionych w „Rzeczpospolitej” i z filmu Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „TW Bolek”, wy¶wietlanego wczoraj w I programie TVP, wy³ania siê nieciekawy obraz elit posolidarno¶ciowych. Dzi¶ w rozmowie ze weteranem „Solidarno¶ci” us³ysza³em gorzkie s³owa: „my¶my cierpieli, a ci na górze w³asne interesy uklepywali z komuchami”! Przypomnia³ siê zesz³oroczny film „Nocna zmiana”, rozpowszechniany na CD.

Niedobry to tajfun, bo dzieli znów Polaków i odwraca uwagê od spraw istotnych w kraju.



2008-06-18

OTWIERANIE OPINII.

Ksi±¿ka S³awomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wa³êsa. Przyczynek do biografii” ju¿ toczy swoje ¿ycie publiczne. Tocz± siê te¿ debaty publiczne. We wstêpie do ksi±¿ki mo¿na przeczytaæ: „Znaczna czê¶æ uczestników tych debat odruchowo odrzuca mo¿liwo¶æ, i¿ m³ody cz³onek komitetu strajkowego Stoczni Gdañskiej w 1970 r. przez kilka nastêpnych lat móg³ – samotny w zderzeniu z machin± SB – byæ tajnym wspó³pracownikiem bezpieki, a nastêpnie zerwaæ tê wspó³pracê i zaanga¿owaæ siê w dzia³ania opozycji demokratycznej i Wolnych Zwi±zków Zawodowych, odrzuciæ próby ponownego werbunku przez SB, a dziêki swej osobowo¶ci i momentowi historycznemu móg³ zostaæ symbolicznym liderem wielkiego ruchu „Solidarno¶ci” i ¶wiatow± ikon± antykomunistycznego oporu. Wreszcie jako prezydent wolnej ju¿ Polski musia³ ustosunkowaæ siê do tego epizodu w³asnej przesz³o¶ci – i ¿e wszystkie powy¿sze ods³ony dotycz± biografii jednego cz³owieka, któremu miejsca w historii Polski nikt nie odbiera”. Jest to wyra¼na odpowied¼ dana sygnatariuszom niedawno opublikowanego listu w obronie Wa³êsy (z krêgu Michnikowej GW), ale jak¿e inna w swym tonie, jak spokojna i wywa¿ona to odpowied¼. Autorzy ksi±¿ki, wydaje siê, chc± otworzyæ opiniê publiczn± na ewentualny fakt przyznania siê Lecha Wa³êsy do trudnej prawdy bez uszczerbku dla jego wizerunku patriotycznego. Z pewno¶ci± tak mo¿na równie¿ odczytaæ wypowied¼ Janusza Kurtki, prezesa IPN: „My¶lê, ¿e po 1976 r. mo¿na mówiæ z ca³± pewno¶ci± o tym, ¿e Lech Wa³êsa by³ autentycznym uczestnikiem opozycji, a pó¼niej autentycznym przywódc±, to nie ulega w±tpliwo¶ci”.

2008-06-17

JAGÓD DZBAN.

„Rzeczpospolita” zaczê³a drukowaæ fragmenty ksi±¿ki o Lechu Wa³êsie z ubekami w tle. Ksi±¿ka bêdzie w sprzeda¿y za tydzieñ, na ¶wiêtego Jana. „Na ¶wiêty Jan – pe³en jagód dzban”. Wydaje mi siê, ¿e nie bêd± to s³odkie jagody, ani dla Wa³êsy, ani dla Polski. Trzeba bêdzie ten deser prze³kn±æ. Z reakcji by³ego prezydenta RP, który ju¿ zna ten smak, mo¿na wnioskowaæ o ciê¿kim zatruciu ducha. Nie bêdzie zdrowo w Polsce przez pewien czas.     



2008-06-16

KSI¡DZ FRANEK.

W piêknym plenerze Gór Sowich, oko³o 70 km na po³udniowy zachód od Wroc³awia, w Jugowicach odby³o siê spotkanie mojego rocznika kap³añskiego. W skromnej kaplicy na poddaszu „Albertówki”, za³o¿onej przed laty przez naszego znakomitego kolegê ks. Franka G³oda, dziêkowali¶my Panu Bogu za 44 lata s³u¿by w kap³añstwie. Gospodarz przyj±³ nas wielkodusznie w jadalni, i z wyra¼nym ukontentowaniem pokazywa³ dzie³o swego ¿ycia – „Albertówkê”, gdzie znajduj± swoje nowe miejsce w ¿yciu ludzie pogubieni, bezdomni, wyrzuceni poza nawias spo³eczny. Z nimi w³a¶nie stworzy³ cudowne miejsce pod niebem, gdzie mo¿na znale¼æ spokój. Ogl±daj±c to wielkie gospodarstwo, nie³atwo wyj¶æ z podziwu nad tym, co siê widzi i nad planami rozwoju. U ksiêdza Franka zawsze mo¿na by³o zauwa¿yæ mi³o¶æ do natury i do wszystkiego, co Bóg stworzy³. Odziedziczy³ to umi³owanie po swym ojcu Ignacym, ongi¶ pierwszym gospodarzu na Zabrniu w parafii Szczucin w ziemi tarnowskiej. „Albertówka” to nie jedyne dzie³o ks. G³oda, jego parafialna jad³odajnia we Wroc³awiu wydaje dziennie 300 posi³ków dla ubogich. Wszystkie biedne dzieci w jego parafii zd±¿y³y prze¿yæ przynajmniej raz piêkne wakacje w Górach Sowich. M³odzie¿owe grupy parafialne nie musz± siê martwiæ, gdzie zorganizowaæ kolejny weekend odosobnienia i skupienia modlitewnego.

Ks. dr Franciszek G³ód przed 30-tu laty ukoñczy³ studia psychologiczne na KUL-u. Za³o¿y³ Studium Rodzinne w  parafii ¶w. El¿biety, prowadzi wyk³ady z zakresu psychologii rodziny na Papieskim Wydziale Teologicznym, wyda³ kilka m±drych i praktycznych ksi±¿ek. Ale przede wszystkim jest proboszczem na ul. Grabiszyñskiej we Wroc³awiu.



2008-06-15

ARTY¦CI.

U ¶w. Marcina odby³o siê dziêkczynienie za 25 lat istnienia Duszpasterstwa ¦rodowisk Twórczych we Wroc³awiu. Przewodniczy³ i s³owo powiedzia³ ( w otoczeniu kolejnych duszpasterzy) ks. abp Marian Go³êbiewski. Piêknie brzmia³a oprawa muzyczna liturgii. Po Mszy ¶w. by³a agapa w Domu Jana Paw³a II obok ko¶cio³a ¶w. Krzy¿a na Ostrowie Tumskim.

W rozmowach wspominano ludzi i ró¿ne wydarzenia artystyczne, które mia³y miejsce w minionym æwieræwieczu. We wspomnieniach, jak zwykle, nie pamiêtano chwil z³ych czy nieudanych i nieprzyjemnych. Dlatego atmosfera by³a pe³na rado¶ci i mi³ego na nowo rozpoznawania czasu. Potrzebne s± takie chwile ludziom bezsprzecznie starzej±cym siê, ale i tym m³odym, przypatruj±cym siê z ¿yczliwo¶ci± temu co by³o. Pani historia uczy nowe pokolenia na materiale ju¿ przerobionym.Dwadzie¶cia piêæ lat naszego Duszpasterstwa, które powsta³o w czasie stanu wojennego, to tak¿e dokonania Pana Boga w duszach twórców. Trudny czas przyniós³ wiele nawróceñ, otwarcia serc na dzia³anie ³aski Bo¿ej. Zaanga¿owanie artystów w prace i wydarzenia duszpasterstwa wynika³y nie tylko z chêci zaistnienia w tak niezwyk³ej przestrzeni, jak± stwarza wnêtrze ¶wi±tyni, ale w wielu wypadkach prowokowane by³o odnalezion± w sercu now± têsknot± i wewnêtrznym parciem ku najwy¿szym warto¶ciom. I za to przede wszystkim dziêkowa³em dzi¶ Panu Bogu podczas jubileuszowej Eucharystii.

2008-06-14

BICIE PIANY.

Dzieci zafundowa³y sobie dziecko, a starsi maj± problem… polityczny.

A swoj± drog±, sk±d u pana Millera tyle troski o 14-latkê? I po co mu ta autoaureola dobrego dziadziusia funduj±cego zagraniczn± skrobankê?

Komuna zawsze ¿ywi³a siê ludzkim nieszczê¶ciem, zdejmowaniem krzy¿a i odbieraniem praw katolikom. Przez jaki¶ czas bêdzie s³ychaæ bicie piany lewicowej w Polsce.



2008-06-13

KLUCZ.

Dzi¶ wieczorem zauwa¿y³em, jak m³ody ch³opak zapali³ czerwon± ¶wiecê przed figur± ¶w. Antoniego, a potem  klêcza³ skupiony. Zagadn±³em znienacka: czy to dlatego, ¿e on zawsze by³ m³ody? -To mój patron, a poza tym kiedy¶ zgubi³em siê Panu Bogu, a on mnie odnalaz³. Ksi±dz wybaczy, ale nie chcê do tego wracaæ. Odwróci³ siê i szed³ ku wyj¶ciu. – Szczê¶æ Bo¿e! - rzuci³em mu w plecy. Odwróci³ siê i z u¶miechem odda³: no, ¿eby ksi±dz wiedzia³, to ogromne szczê¶cie! Nie chcia³ dalej rozmawiaæ. Popatrzy³em na figurê ¶wiêtego z Jezusem na rêku i z bu³k± w drugiej d³oni i pomy¶la³em: zawsze odnajdywa³e¶ zapodziane gdzie¶ klucze. Czy to znaczy, ¿e cz³owiek pasuje do zamka w bramie Królestwa niebieskiego?


2008-06-12

ZA OCEANEM.

Pamiêtam sprzed wielu lat piêkne ma³¿eñstwo pracuj±ce w polskiej parafii w Mississauga, blisko Toronto w Kanadzie. Zadziwiali mnie swoim radosnym usposobieniem w pracy charytatywnej, uczynno¶ci± i profesjonalizmem w prowadzeniu ró¿nych projektów duszpasterskich w wielkiej parafii. Dopiero w niedzielê przy o³tarzu odkry³em, ¿e on jest diakonem sta³ym. Pokora i zwyczajno¶æ w traktowaniu siebie.

W Polsce musi ruszyæ front dzia³añ formacyjnych wobec m³odych ma³¿eñstw. Bowiem w procedurach kancelaryjnych przed zawarciem ma³¿eñstwa zwykle wychodzi na jaw ¿enuj±co niski poziom wiedzy religijnej, a zachowanie m³odych go¶ci na Mszy ¶lubnej przypomina niemy spektakl teatralny. Trzymiesiêczne kursy przedma³¿eñskie, jak siê okazuje, czêsto s± nikomu niepotrzebn± formalno¶ci±. M³odzi zwykle zadyszani biegaj± po parafiach na miesi±c przed ¶lubem w poszukiwaniu kursu. Duszpasterze ratuj± sytuacjê i poprzestaj± na kilkutygodniowych spotkaniach, albo, ostatecznie przyparci do muru, proponuj± weekendowe dni skupienia dla narzeczonych. Beznadziejno¶æ wychyla siê te¿ z faktu, ¿e narzeczeni nigdy narzeczonymi nie byli.

Za oceanem mówi siê o katolikach, ¿e gdy zdeklaruj± siê wierz±cymi, to nale¿± do Ko¶cio³a cia³em i dusz±. Anga¿uj± siê mocno w ¿ycie parafialne. M³odzi piêknie dojrzewaj± do wiary i do aposto³owania w wierze. Z m³odych rodzin ³atwo jest wybraæ i wykszta³ciæ sta³ych diakonów.



2008-06-11

DIAKONI.

Mamy ju¿ w Polsce sta³ych diakonów. Na razie po jednym w Toruniu i w Pelplinie. Owoc czasu soborowego dojrzewa³ d³ugo w naszym Ko¶ciele. Biskupi polscy bardzo ostro¿nie id± drog± w³±czanie ¶wieckich w struktury Ko¶cio³a. Po prostu ten skamienia³y klerykalizm nie krusza³, bo do¶æ by³o kap³anów. Dzisiaj to siê zaczyna zmieniaæ. Kraje Zachodu w³a¶nie z braku powo³añ, natychmiast otwar³y bramy dla diakonów ¿onatych. U nas pierwszym krokiem, i to od niedawna, by³o ustanowienie ¶wieckich szafarzy Eucharystii w parafiach. Diakon w parafii ma wiêksze prerogatywy: mo¿e odprawiaæ nabo¿eñstwa, b³ogos³awiæ ¶luby, prowadziæ pogrzeby, udzielaæ Komunii i g³osiæ kazania. Nie mo¿e jednak odprawiaæ Mszy ¶wiêtej i s³uchaæ spowiedzi.

Dobrze jest, gdy ilo¶æ powo³añ kap³añskich nie maleje, bo kap³an nieprzeci±¿ony prac± w parafii jest skuteczniejszy i bardziej pomys³owy duszpastersko. Ale z drugiej strony Ko¶ció³ nie mo¿e byæ rzeczpospolit± duchownych.



2008-06-10

URZ¡D.

Fiskus wojewódzki to tak wielka machina biurokratyczna, ¿e nikt nie powinien zbytnio siê gorszyæ, spotykaj±c siê z urzêdniczym ba³aganem. A po drugie cz³owiek jest u³omny i ka¿demu pomy³ka mo¿e siê zdarzyæ.  Ja siê nie gorszê, ale ¿yjê z lêkiem pod skór±, bo mogê us³yszeæ przez telefon, ¿e pani urzêdniczka chce siê upewniæ, czy ma wszystko OK w szufladzie z moimi papierami i poprosi mnie, bym przyby³ z duplikatami, albo je przys³a³ faxem. Oczywi¶cie, pobiegnê z dowodami w zêbach, albo je przefaksujê, bo lubiê te mi³e panie. Ale w g³owie bêdzie mi siê jarzy³o pytanie, czy urzêdniczka nie mo¿e poprosiæ sw± kole¿ankê z archiwum o sprawdzenie? - Nie mo¿e, bo w takiej masie papierów grzebanie w szafach z dokumentami mo¿e spowodowaæ ba³agan (albo go ujawniæ), a kole¿anka mo¿e siê nieprzyjemnie obruszyæ. Siedzi wiêc (nie)mo¿ny urz±d na swoim miejscu, a podatnicy (odrywaj±c siê od swojej pracy) raz i drugi, i trzeci dobiegaj± promieni¶cie. Kto tu i z czyich pieniêdzy bierze pensje? Kto tu komu powinien s³u¿yæ?

 



2008-06-09

SPORT.

Nie wszyscy Polacy przegrywaj±. Robert Kubica wygra³ w Kanadzie!


2008-06-08

PI£KA EURO.

Polska rozpoczê³a kopane Euro 2008 i to z Niemcami. Ju¿ dwa tygodnie wcze¶niej da³ siê s³yszeæ huk medialny o wygranej Polskiej dru¿yny. W tym huku nie mo¿na by³o dojrzeæ ¿adnego rozs±dnego sportowca czy kibica. Nawet prezydent Wroc³awia ba³ siê wychyliæ z poprawno¶ci obowi±zuj±cej, bo przecie¿ okrzyczany by³by niepatriot±! To siê nazywa dodawanie medialnego „pa³era” naszym ch³opakom. No i wygrali… handlarze piwa. Na wlewanie w siebie obie sytuacje, wygrana czy przegrana, s± dobre.

Gdy na 20 minut przed koñcem meczu us³ysza³em w radiowej jedynce: „Niemcy prowadz± 1: 0, ale nasza reprezentacja wcale nie rezygnuje”, pomy¶la³em, ¿e to pasuje na zakoñczenie Mistrzostw Euro 2008. Nawet druga pi³ka w naszej siatce nie wtr±ci³a mnie w przepa¶æ rozpaczy!



2008-06-07

LEDNICA.

Piêknem Lednicy jest nie woda, nie brzegi poro¶niête zielonym tatarakiem, nawet nie wielka stalowa ryba-brama. Lednica promieniuje rado¶ci±, to jest jej prawdziwe piêkno. W tym roku m³odzi zgromadzili siê, by us³yszeæ Chrystusowe wyznanie: „Jeste¶cie moimi przyjació³mi”. Ka¿da dziewczyna i ka¿dy ch³opak, który tam siê znalaz³, musi us³yszeæ w swojej duszy bardzo intymne, pe³ne mi³o¶ci, ale i uszanowania dla wolno¶ci, indywidualne pytanie: czy chcesz byæ moim przyjacielem? Tak pyta Jezus, który nas wszystkich wcze¶niej umi³owa³.

W homilii ks. bp Edward Dajczak powiedzia³: „Przyja¼ni nam potrzeba. Co¶ siê sta³o, ¿e nie ma miejsca w ¿yciu na przyja¼ñ, bo ledwie podro¶niemy ju¿ jest ch³opiec i dziewczyna, ju¿ musi byæ gra mi³o¶ci”. Straszna cywilizacja obrazkowo-doznaniowa okrawa m³odo¶æ z jej najpiêkniejszych, najdelikatniejszych i bezinteresownych, wielkich uczuæ i doznañ. M³odzi zbyt szybko i niecierpliwie uruchamiaj± miêdzy sob± cia³o, a ca³y cudowny skarbiec duszy, zostawiony na pó¼niej, mo¿e nigdy nie byæ otwarty.

Przej¶cie przez rybê-bramê z odrzuceniem maski i przyjêciem Jezusa jako Przyjaciela, mo¿e tak¿e otworzyæ dusze na przyja¼ñ wzajemn± m³odych. Jezus doskonale uczy przyja¼ni. Jego Ewangelia zawiera wiele lekcji na temat prawdziwych przyjació³.



2008-06-06

¦WIÊTE ODWIEDZINY.

Po kraju wêdruj± relikwie kilku ¶wiêtych Pañskich. B³ogos³awiona Karolina Kuzkówna przyjmowana jest w ¶rodowisku m³odych, szczególnie w Ma³opolsce. Tam ona wzrasta³a i tam dojrzewa³a jej wiara a¿ do bohaterstwa w walce o czysto¶æ dla Chrystusa. Tam tworz± siê liczne krêgi jej m³odych na¶ladowców. Ch³opcy i dziewczêta, stoj±cy na progu do ma³¿eñstwa, zapatrzeni w Karolinê, przyrzekaja Bogu piêkne ¿ycie narzeczeñskie, czysto¶æ a¿ do ¶lubu sakramentalnego.

Najnowszy ¶wiêty go¶æ przybywa z Italii. Bohaterska matka, która odda³a swe ¿ycie dla uratowania rodzonego dziecka. Joanna Beretta Mola, m³oda, z pe³n± kultur±, piêkna i zadbana pani, romantycznie kochaj±ca swego mê¿a i bezgranicznie oddana ich w³asnym dzieciom, przynosi ze sob± wzór wspó³czesnej ¶wiêto¶ci. Jej relikwie odwiedzaj± obecnie archidiecezjê wroc³awsk±, w przysz³ym roku powitamy je w samym Wroc³awiu.



2008-06-05

BLISKO¦Æ.

 W przestrzeni wiary jest pojêcie: blisko¶æ, wyra¿a ono ludzkie pragnienie spotkania z Bogiem. Miejsca ¶wiête odwiedzane s± przez p±tników dlatego, ¿e zosta³y wybrane spo¶ród innych miejsc na ziemi dla spotkania cz³owieka z Bogiem. Podobnie i ludzie ¶wiêci s± znakami blisko¶ci Boga na ziemi. Po ¶mierci ich relikwie w dalszym ci±gu przypominaj± nam o obecno¶ci Boga dzia³aj±cego na ziemi. Przez przyjêcie w domu, czy w parafii relikwii, dziêkujemy Bogu za u¶wiêcenie cz³owieka, a jednocze¶nie czujemy blisko¶æ tego wyj±tkowego i kochanego cz³owieka. Wielu niedowiarków gorszy³o siê widokiem t³umów przepychaj±cych siê ku Janowi Paw³owi, ka¿dy chcia³ go dotkn±æ, poczuæ obecno¶æ cz³owieka niezwyk³ego, wybrañca Bo¿ego. Nie gorszyæ siê tu trzeba, ale pochyliæ siê z pokor± wobec blisko¶ci Boga mieszkaj±cego w cz³owieku.



2008-06-04

P£ACZ WE WROC£AWIU.

Sportowcy dzi¶ smuc± siê w ca³ej Polsce, ale we Wroc³awiu najbardziej przejmuj±cy jest szloch tych, którzy do koñca czuwali przy Agacie Mróz, z³otej siatkarce, w jej ostatnim meczu. Przegra³a z bia³aczk±. Przeszczep szpiku ko¶ci nie uratowa³ jej ¿ycia. P³acz± kole¿anki z dru¿yny. Cierpi mama Agaty. Dzielnie ten smutek znosi m±¿ Jacek, którego ¿ona dwa miesi±ce temu obdarzy³a dzieci±tkiem, ma dalej dla kogo ¿yæ.

Ciê¿ko jest ¿egnaæ osobê odchodz±c± z tego ¶wiata, gdy ma zaledwie 26 lat i piêknie rokuj±c± nadziejê dynamicznego ¿ycia. Walka o ¿ycie zawsze obowi±zuje. Tak samo jak walka o Wieczno¶æ. P³acz w jednym i drugim wypadku niewiele pomaga, chyba ¿e jest to p³acz serca rozmodlonego.



2008-06-03

MASKOTKA.

¯yw± Maskotkê zafundowa³a sobie PO. Choæ ¿yje od dawna i bulwersuje opiniê publiczn±, to dopiero od niedawna otrzyma³a nominacjê na dynamiczne logo obozu rz±dz±cego. Bo jak¿e inaczej traktowaæ naganê, w sytuacji, gdy opinia publiczna oczekiwa³a wykluczenia. Sama Maskotka obawia³a siê tego najgorszego. Dzi¶ wie, ¿e zupe³nie niepotrzebnie, bo jest potrzebna partii. Kto to taki? Pewien bogaty pan, który wst±pi³ w szeregi polityków, by w¶ród nich pobawiæ siê nieco, a¿ mu siê znudzi. Bawi siê fata³aszkami i ró¿nymi brzydkimi rzeczami. Produkuje brzydkie oskar¿enia i durne pytania, byleby tylko dokuczyæ m±drzejszym od siebie. Fascynuj± siê nim media dworskie.

Nurtuje mnie tylko jedno pytanie: czy to prawda, ¿e wyborcy dumni s± z takiego ich przedstawiciela w Sejmie polskim?



2008-06-02

S¡SIEDZI.

Wyra¼nie mamy wielki urodzaj na ró¿nego rodzaju „dni”. Dzi¶ w Europie obchodzi siê Dzieñ S±siada. Podobno zwolenników tej idei w 29 krajach UN jest ju¿ oko³o 8 milionów. Idea jest prosta, jak wiele innych dobrych pomys³ów wymy¶lonych przez Francuzów. Trzeba po prostu zdobyæ siê na odwagê i zaprosiæ s±siadów na kawê czy herbatê popo³udniow±. Proste to, ale i trudne.

W naszej parafii, gdzie domki s± otoczone ogródkami, p³ot ogrodu jest granic± nie do przekroczenia. Ka¿da posesja to suwerenne terytorium, nawet kotu nie wolno przekraczaæ granic. S±siedzi z koñca ulicy nie znaj± nazwiska s±siada mieszkaj±cego na pocz±tku. W bardzo wielu domkach mieszkaj± staruszkowie, z których jedna osoba ma trochê wiêcej si³y i opiekuje siê drug±. W parafii mieszka sporo wdów, mê¿czy¼ni szybciej schodz± z tego ¶wiata. Osamotnione babcie ¿yj± jedn± ide±: chroniæ! Trzeba pilnowaæ willi a¿ do powrotu wnucz±t, których rodzice przed laty wyprowadzili siê do blokowisk. Inne pilnuj±, choæ ju¿ nie maja na kogo czekaæ, bo dzieci czy wnuki wyfrunê³y za granicê i na razie nie zdradzaj± chêci powrotu. Gdy odwiedzam te osoby, czêsto muszê d³ugo dzwoniæ u bramy i czekaæ, nim wszystkie rygle zostan± odci±gniête.

W rodzinach ¶redniego wieku nikt na nic nie ma czasu. Nowe firmy tak ¿y³uj± swych m³odych pracowników, ¿e ci wychodz± rankiem, a wracaj± wieczorem do domu. Jedynie dzieci potrafi± prze³amywaæ opory i granice. Graj± w pi³kê na ca³ej ulicy, lub zapraszaj± kole¿eñstwo do mieszkania na gry komputerowe bez zwa¿ania na ogrodzenia posesji.



2008-06-01

D£UG WDZIÊCZNO¦CI.

Dzieñ Dziêkczynienia zosta³ dzi¶ zainaugurowany przez abpa Kazimierza Nycza na Polach Wilanowskich w Warszawie. By³a uroczysta Eucharystia i wokó³ ¦wi±tyni Opatrzno¶ci wielki piknik rodzinny, bo przecie¿ dzi¶ jest Dzieñ Dziecka. Ordynariusz warszawski ma nadziejê, ¿e z biegiem lat idea Dnia Wdziêczno¶ci w ka¿d± pierwsz± niedzielê czerwca obejmie ca³± Polskê, bo Polacy maj± komu i maj± za co dziêkowaæ. Pomys³ ten powsta³, jak mo¿na siê domy¶laæ, z wo³ania dziadów i pradziadów naszych, którzy przed dwustu laty, w podziêce za opiekê, przyrzekli Opatrzno¶ci Bo¿ej wybudowaæ ¶wi±tyniê. Dzi¶ znowu cieszymy siê suwerenno¶ci± kraju, trzeba wiêc podziêkowaæ Bogu, ¿e przeprowadzi³ nas bezpiecznie przez wieki niewoli i doprowadzi³ a¿ do dzisiejszej wolno¶ci. Sp³acaj±c d³ug przodków, do³±czamy do nich z w³asnym dziêkczynieniem. Poza Panem Bogiem winni¶my nasz± wdziêczno¶æ okazaæ wielkim Polakom, ta ¶wi±tynia bêdzie równie¿ pomnikiem ich bohaterstwa, chwa³y i ¶wiêto¶ci. Ten coroczny dzieñ bêdzie tak¿e przypomina³ nam o sztuce dziêkowania sobie wzajemnie w rodzinach, w pracy, na uczelniach, wszêdzie.

Jest to na pewno dobra idea i ¶wietny pomys³. Dzisiejsza zbiórka pieniêdzy w ko¶cio³ach nie tylko wesprze budowê ¶wi±tyni, ale tak¿e u¶wiadomi Polakom, jak piêkne jest polskie s³owo „dziêkujê”.


2008-05-31

KAP£AÑSTWO NIE DLA KOBIET.

Ochronie natury i wa¿no¶ci sakramentu kap³añstwa, a wiêc aby nie wypaczano woli Chrystusa rozumianej jednoznacznie od pocz±tku przez Ko¶ció³ na Wschodzie i na Zachodzie, ma s³u¿yæ obowi±zuj±cy odwczoraj dokument Kongregacji Nauki Wiary. Z tre¶ci dokumentu wynika, ¿e osoba usi³uj±ca udzieliæ ¶wiêceñ kap³añskich kobiecie, jak i kobieta usi³uj±ca je przyj±æ, podlegaj± karze ekskomuniki wi±¿±cej moc± samego prawa, zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej.

W ostatnich trzydziestu latach ró¿ne ¶rodowiska ¶wieckie, zw³aszcza w krajach mocno dotkniêtych reformacj±, stara³y siê stworzyæ wra¿enie wielkiej krzywdy uczynionej kobietom przez niedopuszczanie ich do ¶wiêceñ kap³añskich. Pamiêtam, jak w mediach anglo- i niemieckojêzycznych krytykowano Jana Paw³a II za wypowied¼, i¿ sam Chrystus wyznaczy³ do sakramentalnego kap³añstwa tylko mê¿czyzn. Teraz abp Angelo Amato, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, jednoznacznie potwierdza s³owa S³ugi Bo¿ego: „Podstawowa racja jest jedna. Ko¶ció³ nie czuje siê w³adny zmieniaæ wolê swego Za³o¿yciela Jezusa Chrystusa”. Tak wiêc kropka nad „i” postawiona.  Roma locuta, causa finta!


2008-05-30

POWO£ANIE KAP£AÑSKIE.

Dzi¶, w Uroczysto¶æ Naj¶wiêtszego Serca Pana Jezusa, ca³y Ko¶ció³, ju¿ po raz czternasty, modli siê o u¶wiêcenie kap³anów. Kongregacja ds. Duchowieñstwa wystosowa³a z tej okazji specjalny list, w którym mo¿na przeczytaæ: „Jedynym w³a¶ciwym wymiarem naszego ¶wiêtego powo³ania jest radykalizm. To ca³kowite po¶wiêcenie mo¿e dokonaæ siê w nas jedynie jako ponawiana i przemodlona decyzja, któr± Chrystus urzeczywistnia potem dzieñ po dniu. Jakakolwiek postawa inna ni¿ rzeczywista relacja z Nim mo¿e staæ siê ideologiczna”.

Z tym dokumentem Stolicy Apostolskiej piêknie, ale i niepokoj±co, wspó³brzmi± s³owa biskupów polskich w li¶cie do kap³anów na tegoroczny Wielki Czwartek: „U niektórych kap³anów pojawi³o siê my¶lenie o zatrudnieniu w Ko¶ciele jako o umowie z Ko¶cio³em, któr± mo¿na zawrzeæ, podpisaæ, i któr± mo¿na równie¿ zmieniæ, a nawet zerwaæ.[…] Powiedzmy jasno: nie ma Chrystusa bez Ko¶cio³a. I nie ma Ko¶cio³a bez Chrystusa. Fundamentem Ko¶cio³a – wspólnoty uczniów Jezusa Chrystusa – jest On sam: ukrzy¿owany i zmartwychwsta³y Pan. Osobista, g³êboka wiê¼ z Chrystusem, przyjêcie Jego stylu s³u¿by cz³owiekowi powinno stanowiæ najwa¿niejszy rys to¿samo¶ci ka¿dego chrze¶cijanina, a tym bardziej ka¿dego kap³ana”.

Modliæ siê trzeba gor±co do Chrystusa-Kap³ana, aby ¿aden m³ody ksi±dz nie usprawiedliwia³ siê przed swym prze³o¿onym: „takie czasy, jeste¶my innym pokoleniem”.

 



2008-05-29

BALONIKI Z WOD¡.

Wczorajszy dzieñ by³ zupe³nie inny w Poczdamie dla Eryki Steinbach, szefowej Zwi±zku Wypêdzonych, ni¿ dla Nicolasa Sarkozy w Warszawie. Kiedy¶ i pani Steinbach by³a w Warszawie. Pamiêta, ¿e na Uniwersytecie Kardyna³a Stefana Wyszyñskiego by³a grzecznie przez studentów wys³uchana. Nic dziwnego, by³a przecie¿ go¶ciem w ¶rodowisku m³odej inteligencji polskiej.

Na uniwersytecie poczdamskim studenci nie tylko nie pozwolili jej mówiæ o wysiedleniach po II wojnie ¶wiatowej, ale w ogóle nie wpu¶cili jej do Audytorium Maximum. W progu powita³ j± wielki transparent z jednym s³owem: „Spieprzaj!” A m³odzie¿ obrzuci³a j± balonikami z wod±. Przez trzy budynki ratowa³a siê ucieczk±, nigdzie nie znalaz³a przyjêcia. Wezwana policja nie mog³a uspokoiæ rozgniewanych m³odych Niemców, którzy do¶æ maj± rewan¿yzmu, upolityczniania i fa³szowania historii.

Nieszczê¶liwa wyk³adowczyni skar¿y³a siê, ¿e nigdy wcze¶niej w ¿adnym uniwersytecie nie dozna³a takiego (nie)przyjêcia. Tempora mutantur… To mo¿e oznaczaæ pocz±tek koñca dla tych, którzy nie¼le sobie zarabiaj± -w¶ród starych Niemców mieszkaj±cych kiedy¶ nad Odr±- na tragicznym temacie powojennego przesiedlenia w g³±b Rzeszy. Studenci wyja¶nili pani Eryce (na transparencie), ¿e w wyborach do Reichstagu w 1933 roku Hitler mia³ najwiêcej zwolenników w³a¶nie na ziemiach, które dzi¶ nale¿± do Polski!



2008-05-28

M¡¯ STANU.

Nicolas Sarkozy przylecia³ do Warszawy dok³adnie na pó³ dnia. Podpisa³ z naszym prezydentem deklaracjê o polsko-francuskim partnerstwie strategicznym, która mówi o ¶cis³ej wspó³pracy politycznej, gospodarczej, spo³ecznej i kulturalnej. Spotka³ siê te¿ z naszym premierem. Pan Tusk w swojej kiepsko dopasowanej marynarce, z niesk³adnymi ruchami r±k i rozbieganymi oczami robi³ wra¿enie siostrzeñca, którego odwiedzi³ niespodzianie bardzo bogaty wuj. Francuski go¶æ obdarowa³ naszych najwy¿szych polityków takimi samymi butelkami najwy¿szej klasy koniaku. Oczywi¶cie dziennikarze natychmiast podzielili siê na dwa obozy. Jedni zakrzyknêli: faux-pas! Taki Francuz i takie faux-pas!!! A drudzy odpowiedzieli: ale¿ to wspania³y i wymowny symbol! Prezydent francuski chcia³, traktuj±c równo, pogodziæ zwa¶nionego polskiego premiera z polskim prezydentem. -Inna rzecz, ¿e zwykle ludzie godz± siê, pij±c wspólnie koniak, a nie zabieraj±c ka¿dy swoja butelkê do domu...

Oczywi¶cie, gwo¼dziem programu wizyty by³o przemówienie prezydenta Francji w polskim Parlamencie. Oczarowa³ wszystkich! Mówi³ zgrabnie, ze swad±, z u¶miechem i, gdy trzeba, z powa¿n± min±. ¯onglowa³ s³owami: przyja¼ñ, wierno¶æ, przesz³o¶æ, przysz³o¶æ, Europa… Szczytu siêgn±³, gdy obieca³, ¿e od pierwszego lipca polski robotnik bêdzie móg³ pracowaæ dla francuskiego pana. D³uga owacja na stoj±co. Kilka s³odkich u¶miechów do kamery, subtelne pa-pa d³oni± prezydenck± i… koniec.

Pan Wojciech Pszoniak, aktor bywaj±cy na paryskim bruku, westchn±³ ¿a³o¶nie w TVN co¶ na temat braku w Polsce takiego mê¿a stanu.



2008-05-27

NIESPRAWIEDLIWO¦CI CI¡G DALSZY.

Wyrok na Ireneusza K., zabójcê Grzegorza Przemyka, dzi¶ wydany: 4 lata pozbawienia wolno¶ci. Wobec poprzednio 4-krotnego uniewinnienia jest to zwyciêstwo sprawiedliwo¶ci, tak podaj± niektóre komentarze. My¶lê, ¿e nawet przy tym wyroku nie mo¿e byæ mowy o sprawiedliwo¶ci. Skatowanie przez milicjantów cz³owieka na ¶mieræ tylko dlatego, ¿e nie mia³ przy sobie dowodu osobistego, jest zbrodni± wo³aj±c± o pomstê do Nieba! Zbrodnia ta wywo³a³a wielkie trzêsienie ziemi na szczytach bezpieki. I tam przede wszystkim trzeba szukaæ winnych. Ireneusz K., królik do¶wiadczalny pseudo sprawiedliwo¶ci post komunistycznej, przez 25 lat – po zmianie ustroju - nie zazna³ spokoju – piêæ razy s±dzony w tej samej sprawie! Wyroki uniewinniaj±ce spokoju mu nie przysparza³y. Cierpieli równie¿ zupe³nie niewinni ludzie – sanitariusze. Tymczasem genera³ Kiszczak, dyktuj±cy brzmienie wyroku ze wskazaniem na sanitariuszy jako sprawców morderstwa, chodzi sobie w pe³nej wolno¶ci po polskiej ziemi.



2008-05-26

DZIEÑ MATKI.

Zaprosi³em parafian na modlitwê za w³asne mamy. Ko¶ció³ by³ piêknie wype³niony. Modlili¶my siê najpierw na majówce, a potem w modlitwie wiernych podczas Mszy ¶w. Poprosi³em wczoraj, by, kto zechce, napisa³ s³owa wdziêczno¶ci i mi³o¶ci dla swojej mamy, ¿yj±cej na ziemi czy ju¿ w wieczno¶ci, i z³o¿y³ na o³tarzu. Nasza modlitwa powszechna by³a poszerzona w³a¶nie o te piêkne wyznania i pro¶by.

Pierwszy raz zaproponowa³em tak± formê modlitwy. My¶lê, ¿e w nastêpnych latach nabierze  rumieñców. Wa¿ne jest, by uroczysto¶ci i ¶wiêta rodzinne wi±zaæ z Eucharysti±, z modlitw± wspólnotow±, z otwarciem siê rodzin nawzajem na siebie w parafii. Starsze, samotne panie mia³y ³zy w oczach, bo zobaczy³y, ¿e nie s± a¿ tak samotne, jak w swoich czterech ¶cianach odczuwaj±, bo przecie¿ kto¶ i za nie dzi¶ pomodli³ siê.


2008-05-25

ZNICZ WIARY DLA CHIN.

Z inicjatywy europejskiej organizacji „Ko¶ció³ w Potrzebie” wczorajsza sobota by³a dniem modlitw za Ko¶ció³ katolicki w Chinach. Oba Ko¶cio³y chiñskie, i ten oficjalny, tolerowany i manipulowany przez komunistów, i ten podziemny, tropiony i prze¶ladowany za ³±czno¶æ ze Stolic± Apostolsk±, s± w wielkiej potrzebie. Potrzebuj± gigantycznego wsparcia w modlitwie ca³ego Ko¶cio³a powszechnego.

Wszystkie poczynania dyplomacji watykañskiej d±¿±ce do porozumienia z rz±dem chiñskim owocuj± jedynym skutkiem: mno¿eniem warunków stawianych Stolicy Apostolskiej. Ze strony chiñskiej nie ma ustêpstw. W zwi±zku z przysz³± Olimpiad± w Kraju ¦rodka, dla zrobienia wra¿enia na Europie, komuni¶ci pos³ali ¶piewaków i orkiestrê do Watykanu z muzyk± Mozarta. Ta maska jednak nie zrobi³a wra¿enia na monsiniorach za ¯elazn± Bram±. Papie¿ pragnie porozumienia, bo chce ul¿yæ tragicznej doli katolików ¶wieckich, biskupów i kap³anów, ale s± granice, których przekroczyæ nie wolno.

Buta polityczna i pewno¶æ siebie w³adców chiñskich jest tak wielka, ¿e chyba tylko Bóg potrafi ich doprowadziæ do pokornej tolerancji wobec religii.



2008-05-24

MEMENTO Z NIEBA.

Dzi¶ we Lwowie odby³a siê wielka uroczysto¶æ beatyfikacji s. Marty Wieckiej, polskiej szarytki, która umar³a w 1904 roku maj±c 30 lat, w tym 12 w zakonie jako pielêgniarka w szpitalach we Lwowie, Podhajcach, w Bochni i w ¦niatyniu, a pochodzi³a z Pomorza. Tysi±c sióstr zakonnych otoczy³o wizerunek nowej B³ogos³awionej, która potrafi³a pielêgnowaæ chorych bez wzglêdu na narodowo¶æ czy religiê; w ka¿dym chorym widzia³a Chrystusa, Jemu us³ugiwa³a. Sama wiele cierpia³a i du¿o siê modli³a.

Do¶wiadczy³ j± Pan Jezus wielkim cierpieniem duchowym. Jeden z zazdrosnych (i zdemoralizowanych) pacjentów, po wyj¶ciu ze szpitala, rzuci³ haniebn± potwarz na s. Martê, rozpowiadaj±c plotkê, ¿e jest w ci±¿y. Obrzucona takim b³otem pokorna pielêgniarka cierpia³a potwornie. Jej prze³o¿ona by³a dla niej ostoj± i pociech±. Oszczerca próbowa³ nawet atakowaæ zakonnice z no¿em w rêku. Dopiero na ³o¿u ¶mierci wyzna³ swoje ³otrostwo i odwo³a³ oszczerstwo. Jezus cudownie przemówi³ do niej z krzy¿a, zachêcaj±c do cierpliwego znoszenia przeciwno¶ci. Siostra Marta zarazi³a siê tyfusem przy odka¿aniu sali chorych, a podjê³a siê tej roboty, z ca³± ¶wiadomo¶ci± zagro¿enia, wyrêczaj±c pielêgniarza, który mia³ rodzinê na utrzymaniu.

¦wiadkowie jej umierania chwilê przyjêcia Wiatyku i odej¶cie pe³ne spokoju nazwali mi³osn± ekstaz±. Jezus mi³osierny zabra³ j± do Nieba.¦wiat medyczny otrzyma³ now± patronkê. Ale te¿ dziennikarze, którzy jak g³odne hieny rzucaj± siê na ka¿d± plotkê seksualn±, tratuj±c po drodze godno¶æ ludzk± i honor kobiety, otrzymali wyra¼ne memento prosto z Nieba.

 



2008-05-23

NIESPODZIANKA.

Dzi¶ w kancelarii mia³em trudn± rozmowê. To siê zdarza z ma³¿eñstwami tak zwanego drugiego rzutu. Zaczê³o siê od ostrego ataku na Ko¶ció³ (oczywi¶cie, oberwa³o siê przede wszystkim mnie, proboszczowi) za ból serca rodziców, którym nie pozwala siê przyj±æ Komunii ¶w., gdy dziecko czyni to pierwszy raz. Mê¿czyzna przytoczy³ jeszcze inn± sytuacjê, gdy w jakiej¶ wiejskiej parafii nie dopuszczono go do roli ojca chrzestnego, gdy¿ jego pierwsza ¿ona, ¶lubna, ¿yje i tam mieszka. Emocje szybko siêgnê³y zenitu i zrobi³o siê bardzo nieprzyjemnie. W koñcu powiedzia³em: nikt by inaczej pañstwu istoty tej kwestii nie przedstawi³, ani nasz kochany Ojciec ¶w. (na którego dobroæ i m±dro¶æ kilka razy pani siê powo³ywa³a), ani Ojciec Pio, ani Siostra Faustyna… Wreszcie, na po¿egnanie, zaprosi³em rozgoryczon± parê na wieczorn± Eucharystiê.

Szed³em ciê¿kimi stopami do o³tarza, jak pod wielk± górê. A tam ¿ywa niespodzianka - czeka³ na mnie mój Pan, Wspomo¿yciel. Spojrza³em pod chór, gdy czyta³em Ewangeliê: „Kto oddala ¿onê swoj±, a bierze inn±, pope³nia cudzo³óstwo wzglêdem niej. I je¶li ¿ona opu¶ci swego mê¿a, a wyjdzie za innego, pope³nia cudzo³óstwo” (Mk 10,11-12). Jezus, stan±³ po mojej stronie. Chwa³a Tobie, Panie! W homilii powtórzy³em w skrócie to, co wyja¶nia³em w kancelarii: cudzo³óstwo – zapisane w Dekalogu - jest grzechem ¶miertelnym, zabija ¿ycie Bo¿e w duszy. Cz³owiek mo¿e powróciæ do ¿ycia duchowego przez radykalne swe nawrócenie. Bóg na nowo musi byæ zaproszony jako niepodwa¿alny Autorytet.

Po Eucharystii zupe³n± niespodziank± by³o to, ¿e ci pañstwo przyszli do zakrystii z jednym zdaniem: „Dziêkujemy za zaproszenie na Mszê ¶wiêt±”.

 



2008-05-22

KO£O SIÊ TOCZY

Paskudna gra nieprzyjemnie siê rozszerza. GW wydrukowa³a (niestety, napastliwy) apel wielu znanych osób publicznych w obronie dobrego imienia Lecha Wa³êsy, przeciwko redaktorom niewydanej jeszcze ksi±¿ki na temat „Bolka”. Nied³ugo potem ukaza³ siê apel kilkunastu mniej lub wiêcej znanych dzia³aczy w obronie wolno¶ci badañ naukowych, historycznych. Za jednymi i drugimi tworz± siê sznurki rozochoconych komentatorów w sieci. Nie przebieraj± w s³owach. Lej± na o¶lep.

Gdy przeczyta³em Andrzejowi listê nazwisk w GW, ze zdziwieniem pytaj±c, czy wie, co tam robi pan Jerzy Buzek, us³ysza³em odpowied¼ charakterystyczn±: no, jednego porz±dnego to oni mog± mieæ.

Gra pewnie toczyæ siê bêdzie dalej, jak ko³o puszczone z wysokiej góry. Mo¿e wydanie ksi±¿ki j± zakoñczy, a mo¿e nie… Nasze czasy (drugiej odzyskanej wolno¶ci) nie maj± szczê¶cia, jak wtedy po roku 1918. Tamtym prezydentom historia do dzi¶ w pas siê k³ania.

 



2008-05-21

MONITORING.

Konkubent 36-letniej Iwony K. zakatowa³ na ¶mieræ jej 3,5- letniego synka Bartka. Pos³ów w naszym Sejmie ogarnê³a zgroza. Zaczêli my¶leæ, bo przecie¿ tak nie mo¿e byæ! I co wymy¶lili? Jakie remedium znale¼li? – Wprowadzenie w kraju elektronicznego monitoringu wszystkich dzieci. Jasne! Ju¿ przecie¿ mamy elektroniczne opaski dla przestêpców przebywaj±cych poza wiêzieniem.

Gdy s³yszê dzi¶ tê straszn± historiê „ludzi wolnych”, przypominam sobie sprzed lat pe³ne ob¶mianie w sejmie projektu prawicowych pos³ów dotycz±cego sprawdzanie uczniów szwêdaj±cych siê poza domem po godzinie 21-ej. Jaki¿ krzyk podniós³ siê wtedy w fotelach po lewej stronie sejmowej: zamach na podstawowe prawo cz³owieka, na wolno¶æ osobist±!

I pamiêtam te¿ sprzed 44-ech lat s³owa bardzo m±drego kap³ana, mego pó¼niejszego szefa w DA, ksiêdza Aleksandra Zienkiewicza, na moich prymicjach. Mówi³ wtedy o zbli¿aj±cym siê zagro¿eniu bezpieczeñstwa spo³ecznego poprzez likwidowanie hamulców moralnych w rodzinie, w szkole i w zbiorowiskach pracy. Mówi³: gdy siê wyeliminuje Dekalog i Ewangeliê z ¿ycia spo³ecznego, co pozostanie? – Trzeba bêdzie stworzyæ now± klasê urzêdników: kontrolerów, nad- i podkontrolerów, kontrolerów ogólnych i szczegó³owych, kontrolerów, którzy bêd± kontrolowaæ innych kontrolerów, itd… Piramida kontrolerów. Monitoring to bardzo nowoczesne s³owo.


2008-05-20

GRA W DUPAKA.

Komu zale¿y na tej paskudnej grze w Polsce? IPN og³asza, ¿e za kilka tygodni wyda ksi±¿kê z najnowszymi odnalezionymi w archiwach SB dokumentami maj±cymi ¶wiadczyæ o wspó³pracy Lecha Wa³êsy z bezpiek±. By³y prezydent wzburzony wyra¼nie dzi¶ rano w radiowej Jedynce replikuje: ”O¶wiadczam panu, ca³ej Polsce i ¶wiatu – nigdy nie by³em agentem SB”.

Trudno poj±æ tê sytuacjê. Czy historycy, maj±c dokumenty na temat agentury ubeckiej pana Wa³êsy, nie mog± spotkaæ siê z nim i skutecznie doj¶æ do prawdy przed wydaniem ksi±¿ki? Czy naukowiec badaj±cy niedawn± przesz³o¶æ nie powinien skonfrontowaæ swych wniosków z ¿yj±cym cz³owiekiem – ¼ród³em osobowym? I wreszcie, czy ludzi nauki nie obowi±zuj± zasady etyczne chroni±ce cze¶æ i honor cz³owieka?

Z drugiej strony, dlaczego cz³owiek kryszta³owo czysty tak bardzo nerwowo reaguje we w³asnej obronie? Dlaczego nie ujawnia prawdy (skoro j± zna), a jedynie og³asza, ¿e jest w posiadaniu niezbitych dowodów? Po co to rozlewanie na Polskê nieprzyjemnych i jadowitych domys³ów? Ta gra sk³óca ludzi w ca³ym kraju. Na co komu to czekanie?...

To jest wyra¼nie (lekko zmodyfikowana) „gra w dupaka”. Jeden drugiemu chce przylaæ, ale zwleka, bo nie wiadomo, kto komu przyleje mocniej.


2008-05-19

W DESZCZU.

W rzêsistym deszczu na ziemi dolno¶l±skiej odby³a siê wczoraj niezwyk³a uroczysto¶æ og³oszenia przez Stolicê Apostolsk± ¶wiêt± Mariê de Mattias patronk± miasta Boles³awiec, W³oszkê, za³o¿ycielkê Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Og³oszenia dokona³ w obecno¶ci licznie zgromadzonych mieszkañców ks. abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski. By³a te¿ obecna prze³o¿ona generalna Zgromadzenia, s. Bernarda Kristiè, Chorwatka, wraz z cz³onkiniami Rady Generalnej i ¶wieckimi dzia³aczami w³oskiego miasta Vallecorsa, miejsca urodzenia ¶w. Patronki.
Po II wojnie ¶wiatowej polskie siostry adoratorki w Chorwacji skorzysta³y z otwarcia granic i z wieloma polskimi rodzinami przyby³y do Polski i osiad³y tu¿ za now± granic±, w³a¶nie w Boles³awcu. Spe³ni³o siê marzenie s. Lidwiny Sikory, pierwszej polskiej adoratorki Krwi Chrystusa, która jeszcze przed I wojn± ¶wiatow± spod Krakowa zawêdrowa³a do Chorwacji i tam odnalaz³a sens swego powo³ania. Przez ponad 40 lat nosi³a w sercu pragnienie przeszczepienia charyzmatu do Ojczyzny. Wyjazd z Chorwacji by³ równie¿ znakiem Opatrzno¶ci Bo¿ej. Dziêki temu siostry uniknê³y prze¶ladowania, jakie wkrótce rozpêta³ w Jugos³awii komunistyczny re¿ym Josipa Broz-Tito. W Boles³awcu siostry zapisa³y siê dobrymi czynami i modlitwami w sercach wierz±cych mieszkañców, potrzebuj±cych wyra¼nego duchowego stymulatora w procesie integracji powojennej. Stworzy³y wspania³y o¶rodek rekolekcyjny dla m³odzie¿y ca³ej Metropolii Wroc³awskiej. Dzi¶ bez sióstr, jak i bez ceramiki, nie mo¿na sobie wyobraziæ Boles³awca. Na rogatkach obok dzbanów powinna teraz stan±æ figura ¶w. Patronki.
Koncelebrowa³em w deszczu, maj±c za sob± pod parasolami rzeszê mieszkañców z prezydentem miasta na czele, i my¶la³em sobie: tak w³a¶nie nale¿y budowaæ wed³ug Serca Jezusowego nowy dom europejski, uwolniony od totalitaryzmów.



2008-05-18

JAN PAWE£ ¯YJE.

Gdyby Jan Pawe³ II ¿y³, obchodzi³by dzi¶ 88-me urodziny – tak± informacjê us³ysza³em dzi¶ rano przez radio. - Ale¿ On ¿yje! – krzykn±³em i dreszcz przeszed³ mi po plecach. ¯yje i to wcale nie tylko w naszych my¶lach i wspomnieniach. Nasza pamiêæ jest za krucha, by ud¼wign±æ jego ¿ycie. Jan Pawe³ ¿yje realnie, choæ niewidzialnie, samodzielnie i niezale¿nie od naszych chêci czy pragnieñ. Gdyby tak nie by³o, to psu na buty przyda³yby siê nasze modlitwy o Jego wyniesienie do chwa³y o³tarzy, a wo³anie o rych³± beatyfikacjê, „santo subito”, by³oby zwyk³± rozrób± wewn±trz Ko¶cio³a.

Jan Pawe³ II ¿yje w Bogu. To jest inny porz±dek istnienia. Ten porz±dek jest bardziej realny ni¿ nasze prze¿ywanie doczesno¶ci, a przede wszystkim, gdy doczesno¶æ ma swój pocz±tek i koniec, ¿ycie w Bogu ju¿ siê nie skoñczy. Komu bardziej, ni¿ Janowi Paw³owi, najgorliwszemu s³udze Eucharystii w XX wieku móg³ Chrystus obiecaæ realno¶æ wieczno¶ci? „Kto spo¿ywa ten chleb, bêdzie ¿y³ na wieki. Kto mnie spo¿ywa, bêdzie ¿y³ przeze Mnie” (J 6,51.57).


2008-05-17

KR¡PIEC, OP.

Wczoraj Lublin po¿egna³ swego od wielu dziesi±tków lat naj¶wiatlejszego obywatela, zakonnika i profesora, ojca Alberta Mieczys³awa Kr±pca. Trumna z cia³em o. Rektora, zanim spoczê³a na cmentarzu przy ul Lipowej, odby³a prawdziwie królewsk± drogê po Mszy ¶w. od ko¶cio³a oo. dominikanów a¿ do ko¶cio³a akademickiego na KUL-u, gdzie odby³o siê wzruszaj±ce po¿egnanie. ¯egnano cz³owieka, który nie tylko mocno wrós³ w struktury tej 90-letniej katolickiej uczelni, ale go odnawia³ i przetwarza³, mimo trudnych warunków istnienia w czasach PRL-u. Dziêki jego twórczej my¶li powsta³a tu licz±ca siê w ca³ym ¶wiecie szko³a filozoficzna. Pamiêtam z czasów mego studiowania, ¿e o kulowskiej filozofii mówi³o siê po prostu: „trzej Panowie K”. Znaczy³o to: Kr±piec, Kamiñski i Kurdzia³ek. Z tej trójki ostatni odszed³ o. Kr±piec. Im sw± m±dro¶æ i karierê naukow± zawdziêcza spora liczba absolwentów i wspó³pracowników na Wydziale Filozofii, m.in. s. Zofia Zdybicka, urszulanka i ks. bp Ignacy Dec, pierwszy ordynariusz nowej Diecezji ¦widnickiej.

Jestem przekonany, ¿e wra¿liwe dusze filozofów chrze¶cijañskich spotkaj± nieraz na korytarzach KUL-u przechadzaj±ce siê postaci ¶w. Tomasza i o. Kr±pca, rozprawiaj±ce o istocie bytu.


2008-05-16

DOLINA KRZEMOWA.

Prezydent Wroc³awia to jest go¶æ! Wszyscy go pokazuj± w telewizji, chc± z nim rozmawiaæ, ostatnio o centrum badañ naukowych w³a¶nie w stolicy Dolnego ¦l±ska. Bêdzie, czy nie bêdzie tutaj EIT? Dlaczego ma byæ? Bo ca³a Europa bêdzie na nas patrzy³a. Ma siê staæ zupe³nie nowy, oryginalny „Cud nad Odr±”. Miliard euro przyp³ynie do Wroc³awia. Przyjad± nobli¶ci z ca³ego ¶wiata i bêd± dyskutowaæ razem z naszymi rodzimymi uczonymi, a nawet ze studentami (a jak¿e!), na ró¿ne bardzo m±dre i trudne tematy. Wszystkie zacne i uczone oczy skierowane s± na Pracze Odrzañskie, gdzie powstanie campus – istna „dolina krzemowa” europejska.

Tymczasem oczy naszych parafian wczoraj pod wieczór by³y skierowane na „Juwenalia 2008” – nawet nie¼le s³ychaæ je by³o na ca³ym Zalesiu. Pole Marsowe jak pobojowisko. Leg³o pokotem wojsko zachlane przysz³ych koryfeuszy wiedzy i nauki. Wielu jeszcze dzielnie trzyma³o w jednej rêce flaszkê czy puszkê, a drug± ob³apia³o ho¿e markietanki. Niektórym z nich przydarzy³o siê rozdziaæ zupe³nie, pewnie dla ozdoby scenerii nowego narybku m³odej inteligencji.

Ciekawe, od jakiego tematu rozpoczn± swe dyskusje mêdrcy w rodzimej „dolinie krzemowej?


2008-05-15

OBROTNI GÓRALE.

Jasiek, Józek i Tadek, obrotni bracia z Poronina, jak przysta³o na górali, po ¶mierci ukochanego Ojca ¶wiêtego zamknêli sw± agencjê towarzysk±, co dawa³a niema³± rado¶æ ¿ycia za kilkaset zielonych, albo innych grajcarów, ch³opom z kraju i zagranicy. Wyrzekli siê grzechu rozwi±z³o¶ci i wyuzdania w Poroninie. Dziwili siê okoliczni gazdowie temu nag³emu nawróceniu, ale skoro górale mówili pod s³owem honoru, to nie wypada nie wierzyæ. W Poroninie grzeszne dzia³anie siê skoñczy³o jak amen w pacierzu…

Ale zaczê³o siê w Zakopanem. Braciszkowie najêli 84-letniego  staruszka i to on firmowa³ agencjê towarzysk± dla mêskiej rado¶ci. Tak siê sta³o, bo nie do pogardzenia by³y wartkie strumyki zagranicznych dutków, teraz jeszcze obficiej sp³ywaj±ce z kieszeni ¶wiatowych turystów. Wszystko by³o cicho sza, biznes siê krêci³. Braciszkowie niewinnie milczeli jak grób. Przecie¿ dali papie¿owi s³owo honoru.

Ale czy to diabe³ da kiedy takim spokój? Nie wiadomo sk±d wzi±³ siê w Zakopanem obcy prokurator i zacz±³ wêszyæ. I wywêszy³! I co teraz bêdzie z dutkami i grajcarami, co z biznesem?...

A co z góralskim s³owem honoru?


2008-05-14

SPRAWIEDLIWO¦Æ.

Mija dzi¶ 25 lat od ¶mierci brutalnie pobitego przez funkcjonariuszy MO Grzegorza Przemyka, zgarniêtego z ulicy. Dzisiaj te¿ rozpocz±³ siê ju¿ pi±ty s±d nad sier¿antem MO Arkadiuszem Denkiewiczem, który w warszawskim komisariacie radzi³ kolegom, jak maj± biæ, by nie pozosta³y ¶lady na ciele. Sier¿ant poprzednio skazany, jednak nie odsiedzia³ ani jednego dnia swej kary. Jego kolegom umorzono sprawy z braku dowodów. W³adze komunistyczne skutecznie zaciera³y ¶lady odpowiedzialno¶ci milicjantów za ¶mieræ Grzegorza, maturzysty. Czy teraz wyjdzie prawda na jaw?

Grzegorz Przemyk nie by³ jedyn± ofiar± zbrodniczych akcji milicyjnych. Wielu ch³opców w jego wieku zakatowano na komisariatach tak, ¿e zmarli po kilku dniach. Bardzo wielu ¿yje do dzisiaj i pamiêta pa³owanie podczas wpêdzania do okratowanych bud po Mszy ¶w. za Ojczyznê. Druga ³a¼nia” odbywa³a siê na komisariatach. Urazy i rany goi³y siê bardzo d³ugo.

Tak mogli postêpowaæ ludzie, którzy nie boj± siê s±du Bo¿ego. Ale w³a¶nie oni s± godni najwiêkszego po¿a³owania, bo Bo¿a sprawiedliwo¶æ nie dopuszcza ¿adnego zacierania ¶ladów, ani niszczenia dowodów winy. I nie potrzebuje czasu.


2008-05-13

TRZÊSIENIE ZIEMI.

Duchowy przywódca Tybetu wys³a³ dzi¶ wyrazy wspó³czucia dla Chiñczyków dotkniêtych wczoraj trzêsieniem ziemi, które poch³onê³o tysi±ce ofiar ludzkich. Dalajlama XIV pokazuje, ¿e nie jest wrogiem narodu chiñskiego, wysy³a swych przedstawicieli do rozmów z pro¶b± o uwolnienie wiê¼niów tybetañskich. Nie wystêpuje w roli polityka, lecz jako s³uga Ducha chce pokazaæ, jak bardzo w przyrodzie cz³owiek jest ma³y i jak potrzebna jest mu pokora i przyja¼ñ z drugim cz³owiekiem.

Podziwiam duchowego przywódcê Tybetu. Od lat pokornie prosi dyplomacjê europejsk± o pomoc w pokojowym rozwi±zaniu konfliktu. A co politycy zachodni na to? Prezydent Niemiec i pani kanclerz odmówili spotkania z Dalajlam± ze wzglêdu na brak czasu. Zbyt wielkie interesy biznesmenów niemieckich ulokowane w Chinach, nie pozwalaj± na dra¿nienie tygrysa z Pañstwa ¦rodka.

Europo! Jakiego trzêsienia ziemi ci  potrzeba, by¶ do cna nie spogania³a?



2008-05-12

SZCZEGÓLNY DAR.

Kiedy¶, dawno temu, ¶wiêty Augustyn mówi³, ¿e Bóg pragnie naszego pragnienia, czyli pragnie, aby¶my Go pragnêli. I chyba w tym duchu odbywa³o siê dzi¶ bierzmowanie – umacnianie wiary w sercach naszej m³odzie¿y. Prze¿yli¶my doprawdy piêkny wieczór. Ks. bp Józef – senior - przyniós³ ze sob± szczególny dar Ducha ¦wiêtego: „dar czasu pog³êbionego i wyciszonego”. Jego homilia przywo³a³a ten potê¿ny wicher Ducha, który przyprowadzi³ ongi¶ pod drzwi jerozolimskiego wieczernika pierwszych katechumenów spragnionych prawdy i zbawienia. Nasi m³odzi, zas³uchani ch³opcy i dziewczêta, dowiedzieli siê, ¿e równie¿ dzisiaj dzia³a moc Ducha ¦wiêtego. Ksi±dz biskup przywo³a³ ze swej bogatej pamiêci bardzo dramatyczne wydarzenia z koñca XX wieku. Jako ojciec duchowny, z okna na II piêtrze w seminarium, obserwowa³ ludzi id±cych do katedry na Mszê ¶w. za Ojczyznê ka¿dego 13-go dnia miesi±ca. Widzia³ te¿, jak ZOMO otacza³o ¶wi±tyniê i pa³owa³o pobo¿nych ludzi, a oni mimo wszystko, niektórzy powaleni na bruk, podnosili siê i wchodzili do katedry pe³ni bólu i skargi, aby prosiæ Boga o uwolnienie Polski od tej brutalnej przemocy. Prosili i uprosili! Ich mocna wiara utorowa³a drogê wolno¶ci dla naszej Ojczyzny.

Podczas modlitwy biskupiej, spraszaj±cej dary Ducha ¦wiêtego na m³odych, gdy wyci±gn±³em nad ich g³owami swe d³onie, czu³em rado¶æ i pokój wewnêtrzny. Moje serce wo³a³o: „Niech zst±pi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. Tej, spragnionej Bo¿ych warto¶ci i sensu, m³odej ziemi.


2008-05-11

PIÊÆDZIESI¡TNICA.

Wieczernik w Jerozolimie dzi¶ nie wygl±da ciekawie, nawet trudno sobie wyobraziæ, jak mog³a tam odbywaæ siê dziewiêciodniowa modlitwa osieroconego pra-Ko¶cio³a. Jedno jest pewne, ¿e to w tym miejscu Ko¶ció³ otrzyma³ moc nadprzyrodzon±. Aposto³owie przestali siê baæ tych, którzy zabili Jezusa i mogli przyj¶æ i zrobiæ z nimi to samo. Ich modlitwa by³a tak serdeczna i tak p³omienna, ¿e z ognistymi nad g³owami jêzykami wyszli na zewn±trz, gdzie czeka³a na nich niespodzianka. Duch ¦wiêty, rozpoznany w potê¿nym wietrze, przyprowadzi³ do nich tysi±ce pielgrzymów z wielu narodów, mówi±cych ró¿nymi jêzykami. Pierwszemu kazaniu o Jezusie zmartwychwsta³ym towarzyszy³ cud rozumienia Dobrej Nowiny przez wszystkich s³uchaczy. Duch ¦wiêty da³ mêstwo rozmodlonym aposto³om, ale równie¿ otworzy³ serca kilkutysiêcznej, ró¿nojêzycznej rzeszy pielgrzymów. Pytali: „Có¿ mamy czyniæ, bracia?” A Piotr odpowiedzia³: „Nawróæcie siê, (…) a we¼miecie w darze Ducha ¦wiêtego” (Dz 2,37-39).
Mówi siê ostatnio do¶æ czêsto o s³abo¶ci Ko¶cio³a w Polsce, ¿e hierarchia bez Jana Paw³a II jest zalêkniona i bezradna wobec laicyzacji p³yn±cej z Zachodu. Cokolwiek by siê nie powiedzia³o, Ko¶ció³ rozmodlony i nawracaj±cy siê mo¿e zawsze odnale¼æ w Piêædziesi±tnicy ¼ród³o mocy nadprzyrodzonej. Duch ¦wiêty nie przesta³ dzia³aæ w Ko¶ciele.


2008-05-10

JÊZYK MI£O¦CI.

Uczestniczy³em dzi¶ w niezwyk³ej uroczysto¶ci ¶lubnej – miêdzynarodowej: ona: Karolina – Polka, on: Oliver – Niemiec. Pe³en ko¶ció³ dwujêzycznego towarzystwa. Us³ysza³em tam wiele s³ów pe³nych dobroci i mi³o¶ci. Biblia by³a licznie cytowana z Hymnem o mi³o¶ci ¶w. Paw³a w³±cznie. S³owa polskie i niemieckie prze¶ciga³y siê, by wyraziæ rado¶æ, jaka panowa³a w¶ród zgromadzonych.

W pewnym momencie u¶wiadomi³em sobie, ¿e jestem w ko¶ciele ¶w. Marcina we Wroc³awiu i ¿e jedynie tu przed wojn± mog³a modliæ siê Polonia niemiecka. Jednak po roku 1933 nienawi¶æ hitlerowska dotar³a i tu. Dekret o zakazie u¿ywania jêzyka polskiego w nabo¿eñstwach bole¶nie dotkn±³ Polaków ¿yj±cych we Wroc³awiu. Dom Bo¿y okry³ siê zas³on± smutku. Wojna przynios³a tu mieszkaj±cym Polakom dalsze nienawistne prawa nazistowskie. Aresztowania koñczy³y siê dla wielu wywózk± do obozu koncentracyjnego i ¶mierci±.

I oto dzi¶, w wigiliê Uroczysto¶ci Zes³ania Ducha ¦wiêtego, w tym historycznym miejscu, ludzie z obu brzegów Odry mówili tym samym jêzykiem mi³o¶ci. Kiedy pod koniec Mszy ¶w. poprosi³em, by Polacy i Niemcy podnie¶li swe rêce i razem za¶piewali „alleluja”, zrobi³o siê nadzwyczaj rado¶nie i nie by³o w±tpliwo¶ci, ¿e Duch ¦wiêty jest ju¿ miêdzy nami.

 



2008-05-09

CODZIENNA MSZA.

Ks. kard. Karol Wojty³a kiedy¶ wyzna³ bez przechwalania siê, ¿e nie by³o w jego ¿yciu kap³añskim ani jednego dnia bez Mszy ¶w. To jest wzruszaj±ce, je¿eli spojrzy siê w jego ¿ycie przed kap³añstwem. Koledzy szkolni po bardzo wielu latach dawali ¶wiadectwo, ¿e Karol codziennie wstêpowa³ do ko¶cio³a i ¿e bardzo ceni³ sobie udzia³ we Mszy ¶w. Duch ¦wiêty wyra¼nie rze¼bi³ od m³odo¶ci duszê przysz³ego papie¿a. Rze¼bi³ w jedynym celu, by Karol umia³ i chcia³ wspó³zbawiaæ z Jezusem ¶wiat. W ostatniej chorobie Jan Pawe³ II, przykuty do ³ó¿ka, prosi³ swego kapelana, by móg³ z nim koncelebrowaæ. W ten sposób swoje cierpienie ³±czy³ z Ofiar± Jezusa Chrystusa. Pamiêtam swe wzruszenie serdeczne, gdy ogl±da³em w telewizji ciê¿ko chorego papie¿a z krzy¿em w rêku wpatruj±cego siê w pasjê Jezusa Chrystusa, gdy na ekranie przesuwa³a siê procesja wielkopi±tkowej Drogi Krzy¿owej w Koloseum. Jan Pawe³ II wyra¼nie by³ zjednoczony z cierpieniem Jezusa Chrystusa – Zbawiciela ¶wiata.

Jak¿e potrzebna jest ta ¶wiadomo¶æ ksiêdzu, zw³aszcza wtedy, gdy na Mszy ¶w. uczestniczy jedna lub dwie osoby. To takie nieekonomiczne, s±dz±c po ludzku. Ale przecie¿ w ka¿dej Mszy ¶w. Chrystus zbawia ca³y ¶wiat! Dlatego Msza ¶wiêta jest potrzebna nawet w takim ubogim wydaniu.



2008-05-08

BUKIET BZU.

Uroczysto¶æ ¶w. Stanis³awa, biskupa i mêczennika. Od dzieciñstwa pamiêtam, ¿e zawsze by³ to wa¿ny dzieñ w naszej rodzinie – imieniny ojca! Z niepokojem obserwowa³em nadchodz±c± wiosnê, zd±¿±, czy nie zd±¿± zakwitn±æ bzy? Rado¶æ ogromna, gdy do ¿yczeñ imieninowych mog³em do³±czyæ wielki bukiet bia³ych lub fioletowych ki¶ci pachn±cych kwiatów. Stanis³aw nie od urodzenia towarzyszy³ memu ¿yciu. Po wojnie, w której straci³em tatê, pojawi³ siê jako drugi m±¿ mej mamy. Nie³atwo by³o siedmioletniemu ch³opakowi zaakceptowaæ „obcego” w rodzinie. Ale przecie¿ to pod jego opiek± dorasta³em w szko³ach i dojrzewa³em do decyzji o wst±pieniu na s³u¿bê kap³añsk±. Przez te lata ros³a w mym sercu prawdziwa przyja¼ñ do ojca, a jego autorytet, podkre¶lany czêsto przez mamê, by³ niepodwa¿alny. Bóg sprawi³, zabieraj±c mamê, ¿e ostatnie lata prze¿yli¶my razem z ojcem Stanis³awem. Czêsto odwiedza³ mnie na Ostrowie Tumskim. Du¿o rozmawiali¶my na ró¿ne tematy, tak¿e o mamie. Du¿o te¿ milczeli¶my wspólnie. Ojciec po prostu lubi³ siedzieæ w pokoju, gdzie pracowa³em przy biurku. Prze¿ywali¶my te¿ razem jego ostatni± drogê. W szpitalu kilka dni le¿a³ nieprzytomny na ¶miertelnym ³ó¿ku, du¿o mówi³em mu do ucha. W ostatnim dniu, gdy trzyma³em jego rêkê w d³oni, powiedzia³em, bêdziemy siê teraz modliæ. Wtedy poczu³em lekkie drgniêcie jego palców i na ustach na mgnienie oka pojawi³ siê delikatny u¶miech. Tak go zapamiêta³em. Cia³o pochowali¶my na katedralnym cmentarzu ¶w. Wawrzyñca we wspólnej z mam± mogile. Pójdê tam z bukietem piêknie rozkwit³ego bzu.


2008-05-07

¦WIÊTO W BUCKINGHAM PALACE.

Dzi¶ w Pa³acu Buckingham w Londynie Polak, ks. prof. Micha³ Heller odebra³ Nagrodê Templetona z r±k ma³¿onka królowej El¿biety, ksiêcia Edynburga, Filipa. Ksi±dz katolicki, naukowiec i cz³owiek g³êbokiej wiary, przekracza³ bramê pa³acu królewskiego, id±c ¶ladami innych wielkich wyznawców katolickich: Matki Teresy z Kalkuty, Chiary Lubich i Brata Rogera. Wszyscy oni ju¿ s± w niebie. Ksi±dz kosmolog musi jeszcze trochê popracowaæ na ziemi nad relacjami miedzy religi±, teologi± a naukami przyrodniczymi, by zarobiæ na niebo. Zreszt± jest jeszcze m³odym cz³owiekiem. Od Benedykta XVI jak i z wielu ¶rodowisk naukowych z ca³ego ¶wiata nap³ynê³y gratulacje i wyrazy uznania. Ksi±dz Heller przyj±³ nagrodê spokojnie i ju¿ zapowiedzia³, ¿e ca³± sumê 1,6 miliona dolarów przeznaczy na rozwój interdyscyplinarnego Centrum Kopernika w Krakowie. Wspó³pracownik i kolega laureata, ks. abp ¯yciñski mówi o nim: „Ks. prof. Heller nigdy w ¿yciu nie przyk³ada³ uwagi do pieniêdzy. Zawsze zostawia³ te sprawy na boku. Kto inny organizowa³ mu zakupy, zawsze sporo osób usi³owa³o go naci±gn±æ. Teraz chyba nie zd±¿± (…)”.

Spoko lat minê³o, gdy mia³em ksi±¿kê Micha³a Hellera „Wszech¶wiat i s³owo” w rêku. Nie³atwa to lektura… Do duszy natomiast przemawia³ podczas rekolekcji wielkopostnych.


2008-05-06

NOWY MOST.

Po roku czasu zaczyna siê coraz g³o¶niej mówiæ o tym, ¿e w Europie, niby odnowiony most duchowy spinaj±cy oba brzegi Odry, o¿y³a inicjatywa polsko-niemiecka pod nazw± „Fundacja im. Maksymiliana Kolbego dla dróg pojednania moc± pamiêci”. Podjêli tê inicjatywê katolicy pomagaj±cy po wojnie wiê¼niom obozów koncentracyjnych i gett pod szyldem „Maximilian-Kolbe-Werk”. Aspekt pamiêci podkre¶lony w nazwie fundacji rokuje nadzieje, ¿e problem pojednania miêdzy Niemcami a Polakami wyjdzie z ram sporów politycznych i roszczeniowych, a wst±pi na drogê dochodzenia w prawdzie i sprawiedliwo¶ci do w³a¶ciwej oceny wydarzeñ od pocz±tku wrze¶nia 1939 roku w samym ¶rodku Europy. Oba episkopaty zaakceptowa³y cele i plany dzia³ania fundacji. A to znaczy, ¿e Ko¶ció³ katolicki w obu krajach nie zapomnia³ listu hierarchów polskich do „niemieckich braci w biskupstwie” z roku 1965, ani wyznania win przez Jana Paw³a II podczas Wielkiego Jubileuszu 2000 roku. Ks. bp Wiktor Skworc lapidarnie okre¶li³ cel Fundacji: „doprowadzenie do pojednania ludzi niepojednanych”. Patron Fundacji ¶w. Maksymilian pozwala wierzyæ, ¿e cel bêdzie sukcesywnie osi±gany. ¦wiêta Jadwiga ¦l±ska z pewno¶ci± uzyska³a w nim solidne wsparcie u tronu Bo¿ego.


2008-05-05

WIOSNA.

Jest maj. Bzy rozkwit³y i pachn± odurzaj±co. Przyjemnie jest przej¶æ siê obok tych m³odych krzewów z cich± ¶wiadomo¶ci± pod powiekami, kto i kiedy je sadzi³ przy p³ocie plebanijnym. Ile¿ pracy przez dziesiêæ lat w³o¿y³ w tê ziemiê Richard (neofita, kleryk, diakon, a ostatnio ju¿ kap³an) dla upiêkszenia otoczenia ¶wi±tyni pod wezwaniem Matki Bo¿ej Czêstochowskiej. Podgl±da³em go wieczorem, gdy po przylocie z Londynu odwiedza³ swoje kolorowe ogródki zdobi±ce plac wokó³ ko¶cio³a. Patrz±c na rozkwit³e krzewy, mówi³: tutaj wypoczywam. Doprawdy, maj przynosi cz³owiekowi rado¶æ g³êbszego oddechu, zanurzenie w kolorach i ¶wiergocie szalej±cych w krzewach ptaków. Trudno siê dziwiæ, ¿e wierz±cy cz³owiek ¶piewa w maju cze¶æ Matce Bo¿ej, najpiêkniejszej ozdobie rodzaju ludzkiego. Natura wiosn± narzuca swoje prawa cz³owiekowi.


2008-05-04

STRACH S£UCHAÆ!

Radio Watykañskie poda³o wiadomo¶æ, ¿e „29 czerwca podczas uroczysto¶ci ¶wiêtych Aposto³ów Piotra i Paw³a w Watykanie odbêdzie siê tradycyjne na³o¿enie paliuszy nowym metropolitom. W¶ród nich bêdzie arcybiskup gdañski S³awoj Leszek G³ód¼”.

A co na to pan Lech Wa³êsa, ju¿ zdeklarowany „wierny syn Ko¶cio³a katolickiego”? Co na to redaktor Tomasz Terlikowski, naczelny dydaktyk biskupów polskich? Mo¿e zacznie siê nowa lekcja na temat, co i jak powinien papie¿?... Horribile auditu!

 



2008-05-03

¦WIÊTO POLONII.

O Dniu Emigranta Polskiego, prócz biskupów polskich, kto dzi¶ pamiêta³? Ks. bp Zygmunt Zimowski napisa³ list do Polaków za granic± z okazji dzisiejszego ¶wiêta, w którym pokaza³ istotne zagro¿enie dla ¿ycia duchowego w diasporze. „Otaczamy dzisiaj modlitw± przebywaj±cych z dala od swoich ojczyzn ludzi ze wszystkich narodów, ale szczególnie ca³± Poloniê. Jest to bowiem wyj±tkowa dla nas, Polaków, uroczysto¶æ, w której my¶li i serca biegn± w duchowej pielgrzymce na Jasn± Górê. (…) Umi³owani Rodacy! Chciejcie uczyniæ Eucharystiê sercem i centrum waszego ¿ycia osobistego, rodzinnego i ¶rodowiskowego. B±d¼cie wierni wa¿nej powinno¶ci uczestnictwa we Mszy ¦wiêtej.(…) Desakralizacja i lekcewa¿enie niedzieli jest jednym z najg³êbszych upadków wspó³czesnego chrze¶cijanina, a zarazem jedn± z najgro¼niejszych prognoz dotycz±cych ludzko¶ci. (…) Dlatego niestety tam, „gdzie uda siê wykorzeniæ niedzielê - jak napisa³ Romano Guardini - tam cz³owiek straci swe religijne oparcie i zostanie wydany politycznym i ekonomicznym si³om". Dodajmy tak¿e - utraci horyzont ¿ycia wiecznego, a nadzieja chrze¶cijañska zostanie zredukowana do osobistego i zbiorowego egoizmu opartego na przyjemno¶ci i konsumpcji”.



2008-05-02

FATALNY DZIEÑ.

Co za dzieñ! ¦wiêto flagi polskiej, ale na ulicach s³abiutko z bia³oczerwon±. O, gdyby to by³o po meczu!.... Czwarty ju¿ rok telewizja nawo³uje do wywieszania barw narodowych z okien i balkonów, najczê¶ciej powo³uj±c siê na patriotyzm amerykañski. Wygl±da na to, ¿e Polacy co innego chcieliby braæ od Amerykanów.

Dzieñ naprawdê fatalny, nawet nie z powodu niesmacznego orêdzia Tuskowego o solidarno¶ci miêdzypokoleniowej. Premierzy ostatnio nabrali zwyczaju wycierania sobie gêby politycznej s³owem „solidarno¶æ”.

Jednak najbardziej popsu³a mi dzi¶ humor wiadomo¶æ z Turcji, i to z wiêzienia, ¿e Ali Agca, zamachowiec na Jana Paw³a II w 1981 roku, chce zostaæ Polakiem!!! Tak zapa³a³ mi³o¶ci± do naszego pañstwa, ¿e gotów jest odsiedzieæ koñcówkê swej kary za zabójstwo dziennikarza w³a¶nie w polskim wiêzieniu. Kogo tu jeszcze licho przyniesie?


2008-05-01

¦WIAT£O NA SKALE.

Dzi¶ dok³adnie mija 1300 lat od powstania sanktuarium Mont-Saint-Michel w Normandii, a w³a¶ciwie na wodach Atlantyku przy zachodnim brzegu Europy. My¶lê z rado¶ci± o tym, bo od dawna moje serce przylgnê³o do tego piêknego miejsca. Dzi¶, tak samo jak w m³odo¶ci, ogl±dam z przyspieszonym oddechem zdjêcia tej wysepki, miasteczka i potê¿nego klasztoru z wie¿±, na szczycie której b³yszczy w z³otej zbroi Archanio³ Micha³ i niestrudzenie obwieszcza ¶wiatu: „Któ¿ jak Bóg!”. Góruje na stra¿y granic Francji. Podczas wojny stuletniej skutecznie odpar³ najazd Anglików na ksiêstwo Normandii.

Pytanie, dlaczego nie obroni³ Francuzów przed krwaw± katastrof± rewolucji francuskiej? Pewnie dlatego, ¿e sta³ daleko od Pary¿a, na rubie¿y, a najtrudniej jest stawiaæ opór wrogowi wewnêtrznemu. Po zburzeniu Bastylii krajobraz duchowy najstarszej córy Ko¶cio³a uleg³ radykalnej zmianie. Rewolucjoni¶ci nie tylko wywlekali trupy królów z ich wiekowych sarkofagów i ucinali g³owy pos±gom ¶wiêtych postaci w ko¶cio³ach, ale te¿ wieszali na latarniach biskupów i ksiê¿y katolickich. Zasiane wtedy pogañstwo francuskie, dzi¶ plonuje ¶lepot± historyczn±, nie pozwalaj±c Europie zachodniej odnale¼æ jej korzeni chrze¶cijañskich.

W roku 1975 zwiedzaj±c tê maleñk±, skalist± wyspê, dozna³em gorzkiego smutku we wnêtrzu pustego i zimnego ko¶cio³a pobenedyktyñskiego. Od dawna nikt tam nie móg³ us³yszeæ cudownych ¶piewów gregoriañskich na chwa³ê Bogu, a ludziom ku zbawieniu. Ale okaza³o siê wkrótce, ¿e benedyktyni to zakonnicy uparci. Powrócili w 1978 roku i na nowo zapalili wieczn± lampkê eucharystyczn±, czerwone ¶wiat³o na krañcach Europy.


2008-04-30

MA£ODUSZNO¦Æ.

Dzisiejsi m³odzi Polacy wyje¿d¿aj±cy za zarobkiem nie robi± t³umów w ko¶cio³ach angielskich, bo i w kraju nie robili. Od dawna w naszych parafiach na Mszach niedzielnych brakuje wiernych ¶redniego przedzia³u wiekowego, m³odych rodzin. Jan Pawe³ II, gdy przybywa³ do kraju, móg³ liczyæ na wielk± frekwencjê podczas uroczystych celebracji, ale Pan Jezus w zwyk³± niedzielê, niestety, nie mo¿e. Bywa czêsto, ¿e pogoda znacznie przerzedza obecnych w ko¶ciele. W niedzielê s³oneczn± trzeba wyruszyæ za miasto, cz³owiekowi przecie¿ nale¿y siê odpoczynek. A gdy d¿d¿ysto na ¶wiecie, jak¿e tu wyj¶æ z domu? Mo¿e do wieczora przestanie padaæ?... Co wiêcej, nawet w¶ród nielicznych m³odych rodzin narasta (czy nowe?) kulturowe zjawisko, ¿e do ko¶cio³a w pogodn± niedzielê wybieraj± siê przy okazji spaceru ze swymi pociechami. W takiej sytuacji ci±g³e mitygowanie znudzonego dziecka, lub uganianie siê za nim po ca³ym ko¶ciele, zabiera rodzicom jedyn± w tygodniu okazjê, by wyciszyæ duszê i wg³êbiæ siê w Tajemnicê Boga zbawiaj±cego tu i teraz. Niestety, dla nich Msza ¶w. nie jest upragnionym spotkaniem z Panem Jezusem w znaku Eucharystii, a jedynie obowi±zkiem niedzielnym, ko³acz±cym gdzie¶ jeszcze na dnie sumienia. Mowy nie ma, by m³odzi rodzice chcieli osobno chodziæ o innej godzinie na Mszê ¶w.

Ma³oduszno¶æ nasycana lenistwem duchowym sieje spustoszenie na polu wiary. Zauwa¿any, czy nie, wróg Boga (i cz³owieka!) nie zasypia gruszek w popiele tak w kraju, jak i na emigracji.



2008-04-29

POWIERZCHOWNO¦Æ.

Redaktor naczelny Wiadomo¶ci KAI wskazuje na alarmuj±ce wie¶ci od duszpasterzy emigracyjnych o bardzo niskiej, zaledwie kilkuprocentowej, frekwencji Polaków na Mszach niedzielnych. Czy to ¶wiadczy o powierzchowno¶ci praktykowania wiary w kraju ojczystym? – pyta Marcin Przeciszewski. - Tak. I to nie od dzisiaj. W latach sze¶ædziesi±tych, gdy ¦l±zacy mogli emigrowaæ jako Niemcy do DDR-u, m³ode rodziny w okolicach Lipska czy Mi¶ni, po otrzymaniu wstêpnej zapomogi od proboszcza, rych³o zapomina³y drogi do ko¶cio³a. Dlaczego? Przecie¿ na ¦l±sku ci ludzie chodzili w ka¿d± niedzielê. Najczê¶ciej odpowied¼ brzmia³a: bo w Polsce by³a moda na chodzenie do ko¶cio³a, a tutaj nie ma. S³owo „moda” przykrywa tu po prostu brak kontroli spo³ecznej (rodziców, krewnych i s±siadów) nad praktykami parafian. W po-protestanckim, spogania³ym DDR-owie w niedzielê wykonywa³o siê prace domowe, na które nie starczy³o czasu w tygodniu. Przeje¿d¿aj±c przez nowe blokowiska Berlina czy Lipska mo¿na by³o zobaczyæ rozwieszanie bielizny na balkonach.

Nie wiem, jak teraz jest we Francji, Anglii czy w Irlandii. Pamiêtam z lat 70-tych, ¿e w Pary¿u „na Konkordzie” podczas Mszy wiêcej Polaków sta³o pod polskim ko¶cio³em ni¿ wchodzi³o do wnêtrza. Wtedy uciekinierzy z kraju przychodzili tu po prostu, by dowiedzieæ siê o mo¿liwo¶ci pracy czy mieszkania. By³a to równie¿ okazja do wymiany wie¶ci o tym, co s³ychaæ w kraju, albo odebrania przesy³ki od rodziny.

 



2008-04-28

TRUDNA POEZJA.

Obejrza³em dzi¶ pierwsz± czê¶æ filmu o Janie Pawle II wed³ug ksi±¿ki Jerzego Weigla „¦wiadek nadziei”. W 60-minutowej pigu³ce ca³e ¿ycie Karola Wojty³y, a¿ do wyboru na Stolicê Apostolsk±. Króciutkie, jak b³ysk flesza, dotkniêcia tajemnicy Stwórcy rze¼bi±cego swój obraz w duszy cz³owieka. Znalaz³o siê tam równie¿ miejsce na poezjê Karola. Marek Skwarnicki, który kiedy¶ redagowa³ wydanie wierszy Wojty³y, powiedzia³ w filmie, ¿e poezja Karola Wojty³y to trudna poezja i gdyby autora nie wyniesiono na tron Piotrowy, pozosta³aby w ukryciu. Mo¿na wierzyæ panu Markowi, wszak to poeta mówi o poecie, ale ja noszê w sercu kilka zachwytów, które rozb³ys³y mi przy tej lekturze. Najczê¶ciej przywo³uj± moje serce dwie Pie¶ni: O Bogu ukrytym i O blasku wody. Wracam do nich w ró¿nych pogodach mej duszy. Tam mo¿na skryæ siê przed s³oñcem i odpocz±æ w cieniu k³osów z³ocistych. Tam mo¿na odnale¼æ i g³êbiê, i blask innych oczu, a u studni omywaæ wod± twarz utrudzon±, skosztowaæ sensu umêczenia pustyni±. Kiedy pojawi³ siê Tryptyk rzymski, oczywi¶cie, najd³u¿ej zatrzyma³a mnie pierwsza czê¶æ (choæ najkrótsza) – Strumieñ. Tu rozlega siê nostalgiczne wo³anie: „Gdzie jeste¶, ¼ród³o?!”. Wed³ug Wojty³y cz³owiek jest przyrod±, ma tam swoje miejsce, ale jest wiêcej ni¿ przyrod±. P³ynie z czasem, jak strumieñ, ale potrafi wracaæ do swego ¼ród³a. Mo¿e siê obejrzeæ za siebie, mo¿e my¶l± dotkn±æ swego pocz±tku, spotkaæ Stwórcê.


2008-04-27

SZKO£A BOGA.

Czas wielkanocny pomaga pamiêtaæ Wielk± Sobotê sprzed lat, gdy Richard ubrany w albê pochyli³ g³owê nad kamienn± czasz± chrzcielnicy. P³aka³ ze szczê¶cia, gdy dawa³ ¶wiadectwo o tym, co siê zmieni³o w jego duszy od przyjazdu do Polski. Potem nast±pi³y miesi±ce wielkiej mi³o¶ci do S³owa Bo¿ego. Richard nie rozstawa³ siê z Bibli±, czyta³ wszêdzie, nawet na schodach podczas przerw miedzy lekcjami. A¿ wreszcie wypali³: zak³adam w³asn± szko³ê jêzykow±! Wszystko jest bez sensu, je¿eli nie mogê mówiæ o Bogu!!! Szko³a Richarda wybuch³a we Wroc³awiu jak gejzer gor±cy. Bardzo szybko osi±gnê³a pu³ap 200 uczniów, trzeba by³o ¶ci±gaæ lektorów z Anglii i z USA. Bóg by³ osob± i tematem wszechstronnie prze¿ywanym. O Bogu rozmawia³o siê na lekcjach, dzieci chêtnie uczy³y siê Ojcze nasz i Zdrowa¶ po angielsku. Co miesi±c uczniowie razem modlili siê jak zakonnicy w Taizé przy ¶wieczkach ¶piewaj±c psalmy angielskie. Jesieni± i wiosn± ca³a szko³a spotyka³a siê na pikniku nad Odr±, gdzie ka¿dy móg³ porozmawiaæ (tak¿e po angielsku) z Richardem, o czym tylko chcia³. A jak¿e ciekawe by³y zajêcia podczas 10-dniowego wakacyjnego obozu jêzykowego w Tatrach czy Karkonoszach! S³u¿y³em tam czasem za kapelana. Richard swoj± osobowo¶ci± gor±cego neofity i talentem dydaktycznym o¿ywia³ ducha swej szko³y. Nada³ jej tytu³ wiele znacz±cy: „Dove School”. Richard udowodni³, ¿e Bóg doskonale czuje siê w szkole, nie nale¿y Go stamt±d wypêdzaæ.


2008-04-26

STARO¦WIECKO¦Æ.

„Go¶æ Niedzielny” podaje, ¿e podrêczniki i programy do nauczania jêzyków obcych wyprane s± z tre¶ci religijnych. Dlaczego? Bo to takie staro¶wieckie mówiæ o Bogu. Przychodzi mi na my¶l historia lektora z Cambridge Richarda Nesbitta. Na pocz±tku lat 90-tych przyjecha³ do Wroc³awia, aby uczyæ tu jêzyka angielskiego. To by³a jego misja pomocy Polsce zbudzonej do wolno¶ci po niewoli komunistycznej. M³ody, wyzwolony ch³opak, ¶wietny dydaktyk uczy³ renomowanych Kolegium Jêzyków Obcych wed³ug renomowanych podrêczników sprowadzonych z Anglii. W jego domu nigdy nie rozmawiano o Bogu. Ale w Polsce nie da siê ¿yæ tak, by nie napotykaæ znaków Boga. Mieszka³ na stancji w kamienicy i dziwi³ siê, dlaczego ludzie w niedziele nie ¶pi±, tylko od rana chodz± do ko¶cio³a, a czasem t³umnie wylewaj± siê z ko¶cio³ów na ulice miasta i ¶piewaj±. Uczy³ ¶wietnie, wiêc uczniów prywatnych mu przybywa³o, a w¶ród nich kilku g³êboko wierz±cych katolików. Szukali lokalu na lekcje i w³a¶nie tak trafili do mego mieszkania. Richard, gdy dowiedzia³ siê, ¿e jestem ksiêdzem, czu³ za¿enowanie, ale jednocze¶nie by³ mocno zaciekawiony. Rozmowy by³y trudne, bo Anglik nie zna³ wcale jêzyka polskiego. Po ka¿dej rozmowie nie czuli¶my r±k, a stó³ by³ zas³any kartkami z dziwnymi rysunkami i znakami religijnymi. Na lekcjach pan lektor zacz±³ rozmawiaæ z doros³ymi uczniami o ¿yciu religijnym. Musia³em go wreszcie skontaktowaæ z biblist± i filozofem, profesorami z fakultetu teologicznego, którzy znali doskonale angielski. Jak¿e szczê¶liwy by³, gdy podczas choroby opiekowa³a siê nim siostra zakonna, która wróci³a ze Stanów Zjednoczonych. Godzinami konferowali o Bogu i o ¿yciu zakonnym. Trzy lata trwa³ ten niesamowicie dynamiczny katechumenat angielskiego ateisty. A¿ którego¶ dnia Richard poprosi³ o chrzest.

Ju¿ pó¼no, jutro skoñczê tê historiê.

 



2008-04-25

U¦MIECH WEWNÊTRZNY.

U¶miecha³em siê w duszy, gdy s³ucha³em dzi¶ m³odego proboszcza, który przyjecha³ (tak¿e) wy¿aliæ siê. Dowiedzia³ siê niedawno, ¿e go pewne parafianki obsmarowa³y na jakim¶ spotkaniu towarzyskim po tym, jak og³osi³ z ambony zbiórkê pieniêdzy na remont prezbiterium zniszczonego przez czas i wilgoæ. Obrzuca³y epitetami i k³amstwami jak b³otem i to z g³êbok± trosk± o parafiê i z zaniepokojeniem o zgorszenie w¶ród ludzi. Pocieszy³em (?) kolegê mówi±c, ¿e nazwanie go „materialist±” i „zdzierc±” to nie szczyt, jeszcze d³uga droga krzy¿owa przed nim. A dlaczego siê u¶miecha³em wewnêtrznie? Bo tê lekcjê proboszczowania mam ju¿ za sob± (choæ nie wiadomo czy do koñca). Choæby dwie trzecie pañ w biurach, czy w gabinetach, w sekretariatach, czy pokojach nauczycielskich blu¼ni³o przeciw ksiêdzu, to pozosta³a jedna trzecia parafian bêdzie twardo i wiernie budowaæ wspólnotê Ko¶cio³a razem z proboszczem.

Na zakoñczenie rozmowy wyprowadzi³em kolegê na plac ko¶cielny, by zobaczy³: z jednej strony fasadê ¶wi±tyni odremontowan±, a z drugiej strony ludzi na rusztowaniach spokojnie pracuj±cych przy tynkowaniu dalszej czê¶ci murów. Powiedzia³: mo¿esz byæ szczê¶liwy. Zamy¶li³em siê (zawsze tak jest, gdy mowa o szczê¶ciu) i po chwili odpar³em: niekoniecznie, bo serce mi dr¿y, gdy pomy¶lê o blu¼niercach i oszczercach na s±dzie Bo¿ym.


2008-04-24

NAD GROBEM.

Podczas ceremonii pogrzebowej na cmentarzu dosz³o do nieporozumienia w¶ród uczestników drogi po¿egnania. Sta³em d³u¿sz± chwilê i czeka³em samotnie przy trumnie nad wykopanym grobem, a uczestnicy toczyli spór przy innym grobie. Podobno wykopano mogi³ê na cudzym, ju¿ wykupionym miejscu. Wreszcie odwa¿y³em siê zaprosiæ wszystkich mówi±c, ¿e to niewa¿ne, gdzie bêdzie le¿a³o cia³o nieboszczki, tu czy 4 metry dalej. I wtedy us³ysza³em dono¶ny kobiecy g³os: a dla mnie wa¿ne! To by³y s³owa, oczywi¶cie(!) ¿yj±cej pani, która zap³aci³a za to zaanektowane (przez pomy³kê) miejsce.

No có¿, dopóki ¿yjemy, pieni±dze bêd± mia³y prawo zak³óciæ ka¿d± ciszê.


2008-04-23

PROFANACJA.

Neapol nie mo¿e uporaæ siê z setkami ton ¶mieci i odpadów zalegaj±cych niesprz±tane ulice i place miasta. Ale to nie jedyny problem miasta. Abp Neapolu, kard. Crescenzio Sepe od blisko trzech tygodni ma k³opot z bezdomnymi, którzy wyrzuceni z bezprawnie zajmowanych mieszkañ przenie¶li siê do… katedry. Wnêtrze wielkiej ¶wi±tyni wygl±da jak pobojowisko, w nawach i bocznych kaplicach koczuj± ca³e rodziny sfrustrowanych neapolitañczyków i mieszkañców okolic spod Wezuwiusza. Kobiety na o³tarzu gotuj± posi³ki na kuchenkach elektrycznych. Liczba koczowników wzros³a ze 150 do 348 osób. Kardyna³ g³owê sobie ³amie nad profanacj± miejsca ¶wiêtego, ale sposobu zlikwidowania tej okupacji nie widzi.
Co zrobi³by Jezus w tej sytuacji?... Czy przyszed³by z powrozem i wypêdzi³ t³um z „domu Ojca”? Czy zacz±³by negocjowaæ z w³adzami komunalnymi miasta? A mo¿e jak francuski zakonnik, ojciec Duval, zacz±³by razem z bezdomnymi budowaæ osiedle dla nich?...


2008-04-22

NOWA ZADYMA.

Nasz superdydaktyk i niestrudzony oceniacz kondycji polskiego episkopatu, dziennikarz Tomasz P. Terlikowski, znowu da³ g³os. Przesta³ gry¼æ abpa G³ódzia i zacz±³ u¿alaæ siê nad ma³± frekwencj± biskupów w ostatni± sobotê na po¿egnaniu abpa Goc³owskiego odchodz±cego na emeryturê. Zupe³nie nie wiadomo, po co ta nowa zadyma. Czy chcia³ pocieszyæ abpa-seniora? Je¿eli tak, to osi±gn±³ skutek wprost przeciwny i bardzo fatalny. Wzbudzi³ bowiem lawinê komentarzy tu¿ pod swym artyku³em w dzisiejszej Rzeczpospolitej, w których wiêkszo¶æ autorów wypowiada³a siê negatywnie o by³ym ordynariuszu gdañskim. Nied¼wiedzia przys³uga.
Panu redaktorowi dobrze siê ¿yje, widaæ na fotografiach prasowych i w TV u¶miechniêt± buziê z dodatkowymi zasobami cia³a pod brod±, ale przecie¿ nie wolno zapomnieæ, ¿e nieodmiennie i w dalszym ci±gu: „kto wiatr sieje, zbiera burzê”. Wcze¶niej czy pó¼niej.


2008-04-21

AB URBE CONDITA.

Dzi¶ mija, wg Liwiusza z Padwy, 2761 lat od za³o¿enia Rzymu – „ab urbe condita”. Czy kto¶ zauwa¿a tê (z pewno¶ci± legendarn±) datê? Cesarstwo rzymskie, które ubogaci³o i upiêksza³o miasto Rzym, zosta³o podzielone pod koniec III wieku na zachodnie i wschodnie, co w rezultacie przynios³o koniec zachodowi w V wieku, a pozwoli³o przetrwaæ na wschodzie  jeszcze 10 wieków. Dzisiejszy Rzym pieczo³owicie zachowuje staro¿ytne swe kamienie, ale prawdziwe swe piêkno i znaczenie we wspó³czesnym ¶wiecie zawdziêcza zupe³nie nowej kulturze, której kamieniem wêgielnym jest Jezus Chrystus, a no¶nikiem - a¿ na krañce ¶wiata – Dobra Nowina g³oszona przez Aposto³ów.
Chrze¶cijañstwo uratowa³o Rzym przed kompletnym zniszczeniem w czasie najazdu pogañskich hord z pó³nocy kontynentu. Gdyby dzisiejsi politycy zachodni g³êbiej zagl±dali w historiê, mo¿e odzyskaliby pamiêæ i nie zaprzeczali znaczeniu chrze¶cijañstwa w procesie powstawania dzisiejszej Europy. Zburzenie Bastylii przed z góra 200 laty zaburzy³o im widzenie historycznej prawdy. Przypomina mi to idiotyzm polskich komunistów, którzy po roku 1944 zaczêli wmawiaæ Polakom, ¿e nasza historia rozpoczyna siê od „Manifestu Lipcowego”. A¿ wstyd o tym mówiæ.


2008-04-20

CHRYSTOCENTRYZM  20 kwietnia

Ameryka po¿egna³a Benedykta XVI. Na zakoñczenie papie¿, rozwa¿aj±c s³owa z dzisiejszej Ewangelii, w których Chrystus jednoznacznie stawia siebie jako centrum i apogeum ¿ycia chrze¶cijañskiego, skierowa³ do uczestników ¶wiêtej liturgii gor±c±, ojcowsk± zachêtê: „Zwróæmy siê do Jezusa! On jeden jest Drog±, która prowadzi do wiecznego szczê¶cia, Prawd±, która zaspokaja najg³êbsze oczekiwania ka¿dego serca, i ¯yciem, które zawsze przynosi now± rado¶æ i nadziejê dla nas i naszego ¶wiata”.
Czy spo³eczeñstwo amerykañskie odnajdzie po 200 latach i ofiaruje na powrót Chrystusowi centralne miejsce w swym (zbyt mocno podbitym biznesem) ¿yciu?


2008-04-19

POKORNA WIELKO¦Æ.

Dzi¶ wieczorem otrzyma³em mi³y telefon od pani Jadwigi Skupnik, wroc³awskiej aktorki i profesorki naszej Wy¿szej Szko³y Teatralnej. Mówi³a o moim raptularzu, który czyta i smakuje. Cenne s± s³owa o „pisaninie” od cz³owieka, który w sposób nadzwyczaj kunsztowny pracuje w s³owie mówionym. Wspomnia³a o pocz±tku zapisanych tam wydarzeñ, które ju¿ zd±¿y³y cofn±æ siê o trzy lata. Tak, dok³adnie trzy lata temu, po wielkim smutku i po¿egnaniu Jana Paw³a II, us³yszeli¶my na Placu ¶w. Piotra nowe „Habemus papam”. Po Polaku na stolicê apostolsk± wst±pi³ Niemiec. Sta³o siê tak, jak przewidzia³ charyzmatyczny Autor „Tryptyku Rzymskiego” pisz±c: Duch ¦wiêty wska¿e.

Dzi¶ sw± trzeci± rocznicê pontyfikatu Benedykt XVI prze¿ywa w Nowym Jorku, w katedrze ¶w. Patryka. Po¶ród wielkich tego ¶wiata, otaczaj±cych o³tarz i wype³niaj±cych wnêtrze ¶wi±tyni, on jeden, maleñki w swej posturze, wyciszony, autentycznie pokorny. On jeden zdawa³ siê u¶wiadamiaæ sobie, ¿e prawdziwie wielki jest tylko Jezus Chrystus. Z Niego czerpa³y moc i wielko¶æ pokorne s³owa papie¿a.


2008-04-18

TEOLOG I DUSZPASTERZ.

Dziennikarze wielkich i ma³ych agencji prasowych powielaj± przy wizycie Benedykta XVI w USA te same has³owe tematy: pedofilia ksiê¿y, po³ajanie biskupów amerykañskich za kiepskie rozwi±zywanie tego skandalu i oddanie ho³du ofiarom tragedii z 11 wrze¶nia 2001 r. Oczywi¶cie, te tematy mo¿na by³o przewidzieæ na ca³e tygodnie wcze¶niej. Papie¿ rzeczywi¶cie o tym mówi, ale zdumiewaj±cy jest sposób, w jaki rozwi±zuje trudne sprawy. Jest jednocze¶nie dog³êbnym teologiem i duszpasterzem. Czy¿ nie o m±dro¶ci duszpasterskiej ¶wiadczy jego (niezaplanowane!) spotkanie z kilkoma ofiarami molestowania? On z nimi rozmawia³ i po prostu z nimi modli³ siê. W Ameryce jest tym, kim jest wszêdzie.
Bardzo trafn± charakterystykê trzech lat pontyfikatu Benedykta XVI poda³ w kilku zdaniach kardyna³ Georges Cottier OP, by³y teolog Domu Papieskiego: „Mnie, teologa, cieszy fakt, ¿e Papie¿ po³o¿y³ akcent na misterium wiary: mi³o¶æ i nadziejê. Benedykt XVI towarzyszy nam w pielgrzymowaniu do centrum ¿ycia chrze¶cijañskiego, którym jest ¿ycie w jedno¶ci z Chrystusem i Jego Mistycznym Cia³em. W ten sposób pomaga nam odkryæ prawdziw± to¿samo¶æ chrze¶cijañsk±. Trzeba te¿ odnotowaæ wielkie uroczysto¶ci liturgiczne. Benedykt XVI przyk³ada du¿± wagê do liturgii i przygotowuje wspania³e homilie. Homilia jest aktem liturgicznym, a wiara znajduje swój szczególny wyraz w³a¶nie w liturgii”.


2008-04-17
PODWÓJNY SMUTEK.

Dzi¶ koñczy sw± wizytê przyjacielsk± premier Izraela Szimon Peres. Naprawdê przyjacielsk±! Nigdy wcze¶niej cz³owiek z Knesetu nie wypowiedzia³ wobec ¶wiata takich s³ów: „Gdyby nie by³o niemieckiego najazdu na Polskê, do tej tragedii by nie dosz³o. Równie¿ Polacy zap³acili wysok± cenê podczas okupacji”. Prezydent RP Lech Kaczyñski podkre¶li³ przy tej okazji wielki wk³ad Polaków pochodzenia ¿ydowskiego w walkê o wolno¶æ naszego kraju: „Tysi±ce ¿ydowskich ¿o³nierzy walczy³o w wojnie 1939 roku. Wcze¶niej bili siê w Legionach Pi³sudskiego i w powstaniach. W armii Ksiêstwa Warszawskiego by³y ¿ydowskie pu³ki”. Chwa³a tym bohaterskim ¯ydom!

Pamiêæ jednak biegnie dzi¶ te¿ w innym kierunku. Do Wroc³awia 17 kwietnia 1945 roku przybyli ubecy z Kielc i z Krakowa. Dymi±ce jeszcze zgliszcza Wroc³awia nie pozwoli³y im zamieszkaæ w stolicy Dolnego ¦l±ska. Osiedli najpierw w K±tach Wroc³awskich, a nastêpnie w Legnicy. W koñcu roku 1945 osiedlili siê na sta³e i zaczêli swój zbrodniczy proceder we wroc³awskich kazamatach pogestapowskich. W¶ród nich obok sowieckich enkawudzistów byli te¿ ¿ydowscy komuni¶ci. Ich „normaln±” prac± by³o wy³apywanie, torturowanie i mordowanie ukrywaj±cych siê na „Ziemiach Odzyskanych” patriotów polskich, bohaterów AK. Zaro¶niête, d³ugo ukrywane groby na Cmentarzu Osobowickim zabra³y na wieczny S±d Bo¿y ten ogrom niesprawiedliwo¶ci i nienawi¶ci. Rodziny zabitych d³ugo musia³y przechowywaæ w sercach ogromny ból po stracie najbli¿szych. Dopiero „Solidarno¶æ” wydoby³a z zapomnienia losy nieszczêsnych ¿o³nierzy zg³adzonych ju¿ po zakoñczeniu wojny.

Je¿eli „smutek narodu ¿ydowskiego”, z którym przyjecha³ do Polski premier Szimon Peres (urodzony zreszt± w Polsce), ogarnia i te wydarzenia z udzia³em komunistów ¿ydowskich, to ja jestem gotów smuciæ siê z panem Peresem.



2008-04-16

URODZINY PAPIE¯A.

Ojciec ¶w. swe 81 urodziny i 3 rocznicê pontyfikatu uroczy¶cie i w radosnym nastroju prze¿ywa w Bia³ym Domu. 12 tysiêcy go¶ci w ogrodach prezydenckich za¶piewa³o Benedyktowi XVI g³o¶no „Happy Birthday”. Na powitanie Ojciec ¶w. powiedzia³: „Jestem przekonany, ¿e stoj±c przed coraz bardziej z³o¿onymi kwestiami moralnymi i politycznymi, naród amerykañski znajdzie w swej wierze cenne ¼ród³o wiedzy i inspiracji . (…) Wolno¶æ to nie tylko dar, to tak¿e wezwanie do osobistej odpowiedzialno¶ci. Zachowanie wolno¶ci wymaga kultywowania cnoty, samodyscypliny, po¶wiêcenia dla ogólnego dobra”.

Widaæ wyra¼nie, ¿e Benedykt XVI jest dok³adnie poinformowany na temat nastrojów panuj±cych w niektórych ¶rodowiskach katolickich w USA. Od pierwszego s³owa bierze „byka za rogi”. W samolocie na konferencji prasowej nie pomin±³ sprawy ksiê¿y – pedofilów amerykañskich, a w s³owie powitalnym grzecznie, lecz zdecydowanie daje odpowied¼ Amerykanom, którzy upro¶cili naukê Ewangelii. Streszczenie tych nastrojów mo¿na znale¼æ w wypowiedzi prezesa stowarzyszenia Katolicy za Wolnym Wyborem: „Katolicy w Ameryce uciekaj± siê do aborcji nie rzadziej ni¿ ludzie innych wyznañ czy atei¶ci. (…) W wielu kwestiach katolicy kieruj± siê nie naukami Ko¶cio³a, lecz w³asnym sumieniem. Sami odpowiadaj± sobie na pytanie, co jest dobre, a co z³e. Co jest dobre dla nich i dla ich rodzin. (…) To nie jest tak, ¿e w Ko¶ciele biskupi wyznaczaj± regu³y, a my, wierni, mamy ich ¶lepo przestrzegaæ. Je¶li wierni w przyt³aczaj±cej wiêkszo¶ci odrzucaj± czê¶æ nauk Ko¶cio³a, to oznacza, ¿e co¶ jest z tymi naukami nie tak. ¯e nie s± w³a¶ciwe. (…)Oczekiwanie od ludzi, ¿e bêd± siê po¶wiêcaæ, jest moim zdaniem wysoce niew³a¶ciwe”.



2008-04-15

OFIARA I WIERNO¦Æ.

Ojciec ¶w. Benedykt XVI dzi¶ wieczorem l±duje na ziemi amerykañskiej. Jego ósma pielgrzymka zagraniczna. Bêdzie tylko w Nowym Jorku i w Waszyngtonie. Mam nadzieje, ¿e katolicy amerykañscy znajd± czas na spotkania z papie¿em, nie pozwol± zdominowaæ swej wolno¶ci i swych my¶li przez szaleñstwo przedwyborcze.
Ciekawy jestem, co dzi¶ zrobi Ewa Szumañska, znana dziennikarka, podró¿niczka i pisarka. Podarowa³a mi kilka swoich ksi±¿ek. Nasza znajomo¶æ siêga czasu stanu wojennego, pracy w duszpasterstwie twórców i dzia³ania w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym. Ewa ma wielki dar opowiadania, przy niej nie mo¿na siê nudziæ. Ale uwaga, tu na niejednego czeka pu³apka, bo na spotkaniu z Ew± i ze Zbyszkiem (jej mê¿em, profesorem politechniki) nie ma tematów byle jakich, ³atwych, ble-ble po pró¿nicy. Kto nienauczony gimnastyki umys³owej, lepiej niech swe wyrazy pamiêci przeka¿e telefonicznie…
Otó¿ Ewa, nieus³uchana palaczka, od pierwszego pielgrzymowania Jana Paw³a II, rzuca³a papierosy na czas papieskiej pielgrzymki. Ssanie nikotynowe bardzo jej dokucza³o, ale wytrzymywa³a, ¿eby wyprosiæ u Boga b³ogos³awieñstwo dla papie¿a i dla tych, do których przybywa³. Walczy³a dzielnie przez ca³y pontyfikat Polaka.
Czy dzi¶ tak samo zrobi³a? Nie wiem, bom winowajca wielki i sporom czasu ¿adnych wie¶ci stamt±d nie zaci±ga³. Ale podziw mój dla jej „pro papieskiej ascezy” nie zmala³. Spotykam czasem jej my¶li na ostatniej stronicy Tygodnika Powszechnego (a to ju¿ osobna historia trwa³ej wierno¶ci).


2008-04-14

ZBRODNIA I K£AMSTWO.

Z wczorajszego kazania bpa polowego WP Tadeusza P³oskiego:

„Sk³adamy dzi¶ ho³d pamiêci zdradziecko zamordowanym polskim jeñcom wojennym (…) przetrzymywanym w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.(…)
Ofiary tamtej zbrodni to kwiat polskiej inteligencji. Obok zawodowych oficerów, oficerowie-rezerwi¶ci – ludzie wielu zawodów, ró¿nych spo³ecznych ról i urzêdów. W codziennym ¿yciu byli profesorami wy¿szych uczelni, nauczycielami, adwokatami, sêdziami, lekarzami, przedsiêbiorcami, w³a¶cicielami ziemskimi, dziennikarzami, pisarzami, itp. (…)
Katyñ to nie tylko straszliwa zbrodnia wykonana w majestacie sowieckiego prawa, to równie¿ k³amstwo. K³amstwo powtarzane tysi±ce razy... Na ca³e pokolenia s³owo „Katyñ” w Polsce i na ca³ym ¶wiecie pozostanie znakiem ludobójstwa i zbrodni wojennej. U podstaw zbrodni katyñskiej le¿y decyzja najwy¿szych w³adz pañstwowych i partyjnych Zwi±zku Sowieckiego z 5 marca 1940 roku, na mocy której pozbawiono ¿ycia 21857 (w samym dokumencie mówi siê o 25700 osobach) starannie wyselekcjonowanych przez NKWD obywateli polskich. (…)

Dzi¶ Polacy oczekuj± od Rosji uznania zbrodni katyñskiej za zbrodniê przeciwko ludzko¶ci, za zbrodniê ludobójstwa, bo tak± w³a¶nie by³a. (…) Oczekujemy te¿, ¿e poznamy inne, nieznane jeszcze miejsca ka¼ni Polaków, poza Katyniem, poza Miednoje, Piatichatkami, Kuropatami czy Bykowni±. Zgodnie z nasz± wiar±, naszym pomordowanym braciom nale¿± siê mogi³y. (…)

Polskie drogi splataj± siê od stuleci z drogami Chrystusa. A ci, którzy umieraj± z Chrystusem, zmartwychwstaj± wraz z Nim do nowego ¿ycia. Wierzymy, ¿e ci nasi bracia, w ¶wiêtych obcowaniu doznaj± chwa³y Zbawienia, która jest przecie¿ powo³aniem cz³owieka.
Pamiêtaj zatem, Polsko, o dzieciach swoich, które mi³o¶æ do Ciebie ¶mierci± okupi³y. Amen”.


2008-04-13

PAMIÊÆ KATYNIA.

Dzieñ pamiêci o zbrodni katyñskiej. W telewizji migawki ze spotkañ rodzin katyñskich. Niewiele z tego mo¿na by³o wyczytaæ. A przecie¿ g³ówny problem jest wielkiej wagi: przebaczenie. Jak przebaczyæ, gdy nikt nie prosi o przebaczenie. Rosjanie nie uznaj± tej zbrodni za ludobójstwo i nie chc± siê ni± po 60 latach zajmowaæ. Sumienie katolickie dokucza i mówi: nale¿y przebaczyæ, Modlitwa Pañska wyra¼nie stawia ten warunek. Jedni zgadzaj± siê i mówi±: przebaczyæ tak, ale zapomnieæ – nigdy! Najbardziej wzruszy³ mnie g³o¶ starszej pani, która ze ³zami w oczach mówi³a: ja im przebaczam, ale zapomnieæ tak trudno. Oj, jak trudno…

We wszystkich Mszach dzisiaj modlili¶my siê za pomordowanych Polaków w Katyniu i okolicach. Nie przysz³a mi do g³owy intencja za oprawców. Niestety.


2008-04-12

WYSTRZELAÆ PTAKI. 

Czy rzeczywi¶cie biskupi polscy chc± wystrzelaæ ptaki ¶piewaj±ce pod ich oknem? Tak twierdzi red. Terlikowski. Oczywi¶cie ten ¿art ma o¶mieszyæ episkopat, który upomina siê o to, by media nie tworzy³y nacisku na kierownictwo Ko¶cio³a przy decyzjach personalnych w obsadzaniu diecezji oraz by dziennikarze (szczególnie katolicy) nie siali zamêtu w ludzie Bo¿ym, dziel±c biskupów na nadaj±cych siê i nienadaj±cych siê… Powinno¶ci dziennikarskiej „s³u¿yæ prawdzie” nie mo¿na oddzielaæ od mi³o¶ci, bo wtedy prawda przeczy sobie, krzywdz±c cz³owieka. Gdy siê staje na jednym placu z Chrystusem wobec grzesznika, trzeba wreszcie wypu¶ciæ kamieñ z gar¶ci.

My¶lê, ¿e nie tylko episkopat polski - liczni ¶wieccy i szeregowe duchowieñstwo równie¿ - chce, by ptaki ¶piewa³y, ale niech nie bêd± to „s³owiki jak byki” (pamiêtam z dawna te s³owa z piosenki o mi³o¶ci). Ko¶ció³ w Polsce pragnie spokoju.


2008-04-11

IKONA TRACI BLASK.

Tylu ludzi mówi³o mi dzi¶ o panu Lechu Wa³êsie. Niestety, nie mówili dobrze. Maj± mu za z³e wetowanie mo¿liwo¶ci przeniesienia abpa z Warszawy-Pragi do Gdañska. Wa³êsowe „on tu nie pasuje” wielu wroc³awian uzna³o za bezczelno¶æ, a niektórzy mówi± o pysze czy wodzie sodowej. „Wa³êsa znów da³ plamê!” – to okrzyk zbulwersowanego studenta; jego kole¿anka przypomnia³a obra¼liwe s³owa wypowiedziane nie tak dawno o obecnym prezydencie Rzeczypospolitej.

Serce marnieje, gdy siê s³yszy nieopanowane opinie z ust tak znanej osobisto¶ci. Autorytetem spo³ecznym ju¿ dawno pierwszy lider Solidarno¶ci przesta³ byæ, zw³aszcza w kraju. Ale za granic±, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Lech Wa³êsa jest wci±¿ ikon± Polski. Jeszcze wielu spryciarzy zbiera punkty w¶ród Polonii powo³uj±c siê na znajomo¶ci z Panem Lechem. Ikony blakn± niezauwa¿enie i z daleka nie widaæ utraty blasku.


2008-04-10

WIARA I NOMINACJA.

Kiedy przed czterdziestu kilku laty przyjmowa³em ¶wiêcenia kap³añskie, wymagano ode mnie z³o¿enia przysiêgi na rêce mego ordynariusza, ¿e bêdê pos³uszny jemu i jego nastêpcom. Zrobi³em to z g³êbok± wiar±, ¿e samemu Chrystusowi jestem i chcê byæ pos³uszny. Mój ordynariusz to wyraziciel woli Bo¿ej wybrany i namaszczony przez Ducha ¦wiêtego. Oczu nie mam zamkniêtych, widzê dok³adnie ludzk± (pe³n± s³abo¶ci i grzeszno¶ci) stronê Ko¶cio³a (a wiêc i hierarchów), ale jednocze¶nie ufam, ¿e zawsze na koñcu bêdzie tak, jak Jezus chce. Wiem, ¿e ju¿ nieraz w dziejach wspólnoty Ko¶cio³a ta wiara siê zrealizowa³a. To nie jest ³atwa wiara, ale bez niej – jako wielkiego daru £aski – nie móg³bym w równowadze prze¿yæ ani jednego dnia mego kap³añstwa, mego ¿ycia. Ka¿dy prawdziwie ¿yj±cy mi³o¶ci± i nadziej± w Ko¶ciele, ma przecie¿ sumienie. To w³a¶nie przez nie Chrystus przezwyciê¿a wiêksze czy mniejsze tragedie. W tym jest zakotwiczona obietnica zwyciêskiego przetrwania Ko¶cio³a do koñca czasów.

Obecne, szczególnie nieprzyjemne dla katolika, wrzaski dooko³a (maj±cej dopiero nast±piæ) papieskiej nominacji nowego ordynariusza w Gdañsku wydaj± siê zdradzaæ brak takiej wiary.


2008-04-09

DIABELSKIE ¯NIWO.

Co siê dzieje w Polsce?... Nie tak dawno by³o samobójstwo Barbary B. w chwili, gdy zobaczy³a we w³asnym mieszkaniu ludzi z nakazem rewizji. Przedwczoraj znaleziono w celi wiêziennej wisielca na prze¶cieradle, S³awomira K., który odsiadywa³ do¿ywocie za brutalne porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena miêsnego. Jesieni± w ubieg³ym roku podobn± ¶mieræ wybra³ jego szef gangsterski Wojciech F. Dzi¶ znowu odnaleziono trupa sêdziego w Garwolinie, powiesi³ siê po wczorajszej rewizji ABW w jego domu, w zwi±zku z akcj± antykorupcyjn± w¶ród ludzi rozstrzygaj±cych o czyjej¶ winie lub niewinno¶ci.

Je¿eli do tego do³±czyæ sprzed kilkunastu miesiêcy samobójstwa uczniów, to mróz przechodzi po plecach. Nie dla oskar¿enia kogokolwiek trzeba na to zwróciæ uwagê, ale by ujrzeæ rosn±ce ¿niwo ¶mierci jako skutek odrzucenia fundamentu wiary w mi³uj±cego Boga. Dekalog, je¿eli nie wróci na swoje poczesne miejsce w ¿yciu spo³ecznym, zostawi pustkê nihilistyczn±, w której nasz naród sparcieje i scze¼nie.


2008-04-08

DYNAMIZM PASCHALNY.

Benedykt XVI od pocz±tku pontyfikatu nie ukrywa zauroczenia niezwyk³± osobowo¶ci± i ¶wiêto¶ci± ¿ycia Jana Paw³a II. Mówi³ o nim tak piêknie w trzeci± rocznicê ¶mierci! Nie przypominam sobie, by który¶ z piêciu biskupów Rzymu, jakich prze¿y³em przed obecnym papie¿em, tak czêsto i z tak± pobo¿n± czci± wspomina³ swego poprzednika. Ta nowo¶æ jest uderzaj±cym, osobistym rysem pierwszych trzech lat obecnego S³ugi s³ug Bo¿ych.

Homilia na Placu ¶w. Piotra wyg³oszona 2 kwietnia, pokazuj±c „Serce Ko¶cio³a wci±¿ jeszcze zanurzone g³êboko w tajemnicê Zmartwychwstania Pañskiego”, rozwidni³a obraz nieod¿a³owanej pamiêci S³ugi Bo¿ego, który trzydzie¶ci lat wcze¶niej przyszed³ jako pielgrzym „z dalekiego kraju”, by poddaæ siê Duchowi ¦wiêtemu w s³u¿bie Jezusowi i Jego Ko¶cio³owi.

Benedykt XVI mówi³: „Jego pontyfikat w ca³ej swej pe³ni (…) jawi siê nam jako znak i ¶wiadectwo Zmartwychwstania Chrystusa. Dynamizm paschalny, który uczyni³ z ¿ycia Jana Paw³a II ca³kowit± odpowied¼ na wezwanie Pana, nie móg³ wyraziæ siê bez udzia³u w cierpieniach i ¶mierci boskiego Nauczyciela i Odkupiciela”. Czêsto powtarzane „Jego Nie lêkajcie siê opiera³o siê nie na si³ach ludzkich ani na odniesionych sukcesach, lecz wy³±cznie na S³owie Bo¿ym, na Krzy¿u i Zmartwychwstaniu Chrystusa. W miarê, jak pozbawiany by³ wszystkiego, w koñcu nawet mowy, to zawierzenie Chrystusowi jawi³o siê coraz wyra¼niej. Jak w przypadku Jezusa, tak¿e u Jana Paw³a na koniec s³owa ust±pi³y miejsca najwy¿szej ofierze, darowi z samego siebie. (…) S³uga Bo¿y Jan Pawe³ II zazna³ i prze¿y³ osobi¶cie straszliwe tragedie XX wieku i przez d³ugi czas zadawa³ sobie pytanie, co mog³oby powstrzymaæ falê z³a. Odpowied¼ mog³a znajdowaæ siê jedynie w mi³o¶ci Boga. (…) Dlatego podczas ostatniej wizyty w Polsce, powracaj±c na sw± rodzinn± ziemiê, powiedzia³: Nie ma dla cz³owieka innego ¼ród³a nadziei, jak mi³osierdzie Boga”.

Karol Wojty³a wypowiedzia³ te s³owa w 2002 roku w Krakowie - £agiewnikach przed obliczem Jezusa mi³osiernego. Wtedy te¿ pokaza³ nam Bosk± perspektywê czasu, wspominaj±c jak w m³odo¶ci, w latach z³a i nieszczê¶cia wojennego, przychodzi³ w drewniakach z kamienio³omu do tego miejsca na modlitwê, by wo³aæ: „Jezu, ufam Tobie”. Na tle tego wspomnienia wzruszaj±co i pokornie przebiega³a uroczysto¶æ konsekracji ¶wiatowego sanktuarium Mi³osierdzia Bo¿ego. To by³o po¿egnanie Ziemi Ojczystej.



2008-04-07

DWORZANIN.

Zawsze szkoda mi cz³owieka, który bezsilnie dowodzi swego. Na p³achtach „Rzeczpospolitej” redaktor Tomasz P. Terlikowski dzielnie walczy o swoje s³owa, które wyrzuca³ z siebie w twarz abpa Wielgusa ponad rok temu, a które dzi¶ wydaj± siê byæ zapomniane. A mo¿e nawet i podeptane, skoro na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przez lata ks. Stanis³aw Wielgus by³ profesorem i rektorem, przyznano mu nagrodê Ksiêdza Radziszewskiego, za³o¿yciela KUL-u w 1918 roku.

Redaktor ze swad± reformatorsk± walczy dalej, dziel±c episkopat polski na dobrych i z³ych biskupów i stwierdzaj±c zupe³nie powa¿nie, ¿e „polski Ko¶ció³ niczego siê nie nauczy³”. Arcydydaktyk sprzed roku i ujadacz episkopatu dobra³ siê teraz do abpa S³awoja G³ódzia z praskiej Warszawy. Ze wszystkich tajemnic poliszynela, jakie kr±¿± po kraju, wyci±gn±³ na ¶wiat³o dzienne jedn±, najbardziej aktualn±, ¿e abp prawobrze¿nej Warszawy bêdzie wkrótce ordynariuszem gdañskim. I postanowi³ do tego nie dopu¶ciæ. Ca³y artyku³ pomieszczony w „Rzeczpospolitej” s³u¿y publicznemu obrzydzeniu osoby by³ego bpa polowego.

¯al mi serdecznie pana redaktora, bo chyba nie siêgn±³ ani razu do gazet z naj¶wietniejszego okresu PRL-u. Nihil novi sub sole! Dusze dworskie w ka¿dym systemie odnajd± swe miejsce, nawet je¿eli król jest nie³atwo identyfikowany.

Gdy siê jednak ma trochê oliwy w zapasie i przy lampie ewangelicznej choæ odrobinê przypatrzy siê dzia³aniu Jezusa z Nazaretu, nie popadnie siê w nihilizm w¶ciek³o¶ci.



2008-04-06

SPOTKANIA NA DRODZE.

Ja te¿ mia³em kiedy¶ spotkanie na drodze, ale nie z Bogiem i nie z cz³owiekiem, i nie skoñczy³o siê dla mnie szczê¶liwie. Tak zagadn±³ mnie Adam z politechniki dzi¶ po kazaniu o spotkaniu uczniów z Emaus na drodze z Chrystusem. – To by³o spotkanie z…bilbordem. Zaszokowa³em ksiêdza? Wielka p³achta reklamowa pojawi³a siê na mojej drodze do pracy. By³y tam ró¿ne obrazki, bardziej lub mniej ciekawe, czasem przytrzymywa³y mój wzrok. A¿ którego¶ dnia zobaczy³em na bilbordzie panienkê, która trzyma w rêku urz±dzenie elektroniczne, które potrzebowa³em do mojego projektu, a którego w Polsce nigdzie nie mog³em zdobyæ. Zacz±³em wydzwaniaæ i dobijaæ siê w internecie do ró¿nych firm, do których prowadzi³ mnie, jak po nitce do k³êbka, pokazany adres mejlowy na afiszu. Niestety, k³êbek nie chcia³ siê ³atwo odnale¼æ. Wreszcie znalaz³em na eBay’u. Klops w tym, ¿e eBay w Polsce jeszcze nie funkcjonowa³. Nie³atwo mi by³o znale¼æ w³a¶ciwy typ urz±dzenia. Siedzia³em po kilka godzin w nocy przy kompie i szuka³em i czeka³em. Nawi±za³em kontakty z dziesi±tkami ró¿nych sklepów i firm, zw³aszcza w Niemczech. Przez dwa miesi±ce chodzi³em jak w amoku, spaæ nie mog³em. Mój projekt naukowy le¿a³, a czasu by³o coraz mniej. Wreszcie znalaz³em oferenta aukcyjnego, który sprzedawa³ w³a¶nie mój model urz±dzenia. Chêtnych do kupna by³o wiêcej, podbijali cenê. Ale ja siê upar³em i wreszcie kupi³em. Zd±¿y³em na pó³ minuty przed zakoñczeniem aukcji. Sporo nerwów mnie to kosztowa³o, nie mówi±c o pieni±dzach. Kupi³em, i tu siê zaczê³a moja prawdziwa gehenna. Urz±dzenie mog³em odebraæ jedynie w Niemczech. Zacz±³em szukaæ cz³owieka, który mieszka za granic± i mo¿e mi kupiæ urz±dzenie i dostarczyæ do Polski. Szuka³em przez ró¿ne znajomo¶ci i nieznajomo¶ci. W koñcu znalaz³ siê pewien student w Aachen. Kupi³, ale za¿±da³ podwojonej sumy. Za g³owê siê chwyci³em, ale có¿ by³o zrobiæ? Przes³a³em pieni±dze. Facet obieca³, ¿e prze¶le poczt±. Czeka³em bardzo niecierpliwie, mejlowa³em, dzwoni³em, odwiedza³em codziennie  urz±d pocztowy… i cisza. Nikt nic nie wiedzia³. Student wyprowadzi³ siê z akademika. Kamieñ w wodê!

Oczy otwiera³em zdumiony, jakie te¿ to skojarzenia mog± mieæ s³uchacze kazañ niedzielnych! Adam zakoñczy³ nasz± rozmowê: ksi±dz jest optymist±, ale nie ka¿dy ma  dobre spotkania na drodze. Tamci z Emaus mieli wielkie szczê¶cie!


2008-04-05

WEZWANIE WIOSNY.

Dzi¶ jest cieplutko. Jestem zdolny uwierzyæ, ¿e ¶wiat mo¿e byæ kolorowy, kwitn±cy i kwiecisty. Bardzo potrzebna mi ta wiara! Chodzenie z Panem Jezusem do chorych nie nastraja wiosennie. Odwiedzi³em kilkana¶cie mieszkañ. (Moje chore kolana bardzo odczu³y wysokie ganki i piêtra). Wszêdzie starzy, schorowani ludzie, najwiêcej osamotnionych kobiet. Wprawdzie jest zwykle jaka¶ osoba us³uguj±ca, czy pielêgniarka na trzy godziny dziennie, ale to nie wyczerpuje zapotrzebowania na cz³owieka, nie zaspokaja tej trudnej do okre¶lenia, ale wyra¼nej têsknoty. Czêsto czujê siê niezrêcznie, bo gdy wstajê do wyj¶cia, widzê niepokój w oczach, a gdy próbujê rozmawiaæ, brakuje tematu. Moje pytania zostaj± bez odpowiedzi. Najtrudniejsze jest to, ¿e te staruszki nie chc±, czy nie umiej± rozmawiaæ o Panu Jezusie. Mam podejrzenie, i¿ nie w pe³ni pojmuj± sens tych odwiedzin. Ksiêdzem siê ciesz±, owszem, ale traktuj± go jak domokr±¿cê sezonowego, który co¶ przyniós³, i to za darmo. Czym te skorupki nasi±knê³y za m³odu? Jaka by³a ich religijno¶æ przed starczym zdziecinnieniem? One maj± po 80, 90 lat. Prze¿y³y dwie wojny ¶wiatowe, dwie d³ugie okupacje, w tym mordercz± indoktrynacjê ducha. Czy kto¶ zauwa¿a ten skutek do¶wiadczeñ miêdzy- i powojennych czasów w naszym kraju?

Wiosno, przyjd¼ jak najprêdzej i rozgo¶æ siê u nas!


2008-04-04

LIST DO ARTYSTÓW.

Mija dzi¶ dok³adnie 9 lat od napisania „Listu do artystów” przez Jana Paw³a II. Pamiêtam, ¿e w odpowiedzi na ten list i na zaproszenie Papie¿a na obchody Wielkiego Jubileuszu arty¶ci wroc³awscy byli w Rzymie jedyn± grup± z Polski podczas modlitwy jubileuszowej ¶wiata sztuki. I tym wiêksz± rado¶æ i zadowolenie przywie¼li do kraju, bo Ojciec ¶w. ofiarowa³ im sporo swego czasu na specjalnej audiencji.

W wigiliê dzisiejszej rocznicy „Listu” aktorzy w radiowej Jedynce oddali ho³d papie¿owi Polakowi jako wielkiemu arty¶cie i podziêkowali za to fundamentalne dla ich twórczo¶ci przes³anie. Czerpali ca³ymi gar¶ciami z tre¶ci tego pisma.

Ojciec ¶wiêty pisa³ z g³êbok± m±dro¶ci±: „Ka¿da autentyczna forma sztuki jest swoist± drog± dostêpu do g³êbszej rzeczywisto¶ci cz³owieka i ¶wiata. Tym samym stanowi te¿ bardzo trafne wprowadzenie w perspektywê wiary, w której ludzkie do¶wiadczenie znajduje najpe³niejsz± interpretacjê”. Na zakoñczenie swego przes³ania Jan Pawe³ II z³o¿y³ twórcom ¿yczenie: „Niech wasza sztuka przyczynia siê do upowszechnienia prawdziwego piêkna, które bêdzie niejako echem obecno¶ci Ducha Bo¿ego i dziêki temu przekszta³ci materiê, otwieraj±c umys³y na rzeczywisto¶æ wieczn±”.



2008-04-03

MODLITWA I PAMIÊÆ.

Nadspodziewanie du¿o ludzi przysz³o do naszego ko¶cio³a wczoraj na „Apel Papieski” o godz. 21:00. Wszystkie ³awki zajête! Wyciszenie i rozmodlenie wzruszaj±ce. Modlili¶my siê o jak najszybsze publiczne stwierdzenie Stolicy Apostolskiej o przyjêciu do chwa³y ¶wiêtych w Niebie Jana Paw³a II. Wys³uchali¶my bardzo ciep³ego i serdecznego przemówienia papie¿a do chorych w Krakowie w 1979 roku, a po nim s³uchali¶my polskiego t³umaczenia ¶wiadectwa siostry Marie Simon Pierre, uzdrowionej z choroby Parkinsona za przyczyn± s³ugi bo¿ego Jana Paw³a II. O godz. 21:37 zakoñczyli¶my Apel.

Dzi¶ rano agencje poda³y, ¿e o takiej samej godzinie ludzie modlili siê w Rzymie przy grobie Jana Paw³a II, w Japonii, w Toronto, na Filipinach, w Moskwie… W ca³ej Polsce na bardzo wielu miejscach m³odzi i starzy gromadzili siê przy ¶wiat³ach zapalonych ku czci i pamiêci papie¿a Polaka. By³y te¿ sympozja, koncerty i wystawy. We Wroc³awiu odby³ siê marsz m³odych z katedry na Rynek, zwieñczony piêknym koncertem w garnizonowym ko¶ciele ¶w. El¿biety. Ogromna bazylika pomie¶ci³a setki uczestników rozmodlonych.

Dzi¶ wieczorem w galerii „Na Jatkach” uczestniczy³em w wernisa¿u plastyków i poetów pod has³em „Niech zst±pi Duch Twój…” Kameralne spotkanie dla uczczenia 3. rocznicy odej¶cia JP II do Ojca zgromadzi³o wielu artystów z ró¿nych miast kraju. W czê¶ci nieoficjalnej czêstowano kremówkami papieskimi.

W ¶wiadomo¶ci wiernych polskich ro¶nie pytanie, czy - przy przeniesieniu cia³a do Bazyliki ¶w. Piotra - Kraków otrzyma serce Karola Wojty³y, by z³o¿yæ je na Wawelu? I czy od razu bêdzie mu przys³ugiwa³ tytu³ „¶wiêty”?  Poczekajmy spokojnie.

 



2008-04-02

JAK ODDYCHANIE.

Trzy lata nie zatar³y bogatego obrazu tamtych papieskich dni. Wszystko ¿yje jakby tu¿ za zas³on±. Wystarczy s³owo, fotografia, film czy wspomnienie spotkania, by my¶leæ o tym, jakby to by³o wczoraj. Kto¶ mi dzi¶ zada³ pytanie: czy bardzo kocha³em Jana Paw³a II? Zaskoczony zwleka³em z odpowiedzi±, bo mi³o¶æ do Papie¿a-Polaka to co¶ tak po prostu istniej±cego jak powietrze, którym oddycham w ka¿dej chwili. Nie my¶lê o oddychaniu, ale przecie¿ moje ¿ycie od niego zale¿y. Mogê jedynie zauwa¿yæ dzi¶, ¿e ta mi³o¶æ rozwija³a siê wraz z ¿yciem up³ywaj±cym. Dalej mi by³o do Papie¿a m³odego, dzielnego, zapracowanego, rozrywanego po ca³ym ¶wiecie, zajmuj±cego siê tak dynamicznie najwa¿niejszymi sprawami ¶wiata i Ko¶cio³a. Z biegiem umykaj±cych lat ten dystans skraca³ siê. Papie¿ starza³ siê i ja te¿, choæ dzieli³o nas zawsze te dwadzie¶cia lat. On wyprzedza³ mnie. To, jak prze¿ywa³ sw± kondycjê zdrowotn±, by³o zawsze dla mnie szko³± ¿ycia wcze¶niej pokazanego. Pamiêtam, ¿e u¶miechn±³em siê przy lekturze listu papie¿a do dzieci. Ten filozof nie umia³ pisaæ do dzieci, chocia¿ bardzo spontanicznie okazywa³ im swe uczucia ojcowskie. Ale gdy przeczyta³em list do ludzi starych, rozrzewni³em siê. To pisa³ cz³owiek znaj±cy kondycjê starców. Zawar³ tam nie tylko mi³o¶æ do ludzi podobnych jemu, ale i prawdê podnosz±c± z kolan ku obliczu Bo¿emu. Trudne tygodnie ciê¿kiej choroby zabieraj±cej mu wszystko, poczynaj±c od mo¿liwo¶ci poruszania siê a¿ po niemo¿liwo¶æ mówienia, wyzwala³y we mnie zwyczajne odruchy wspó³-czucia. Widz±c go tak odzieranego przez chorobê, nie mog³em byæ radosny. P³aka³em na wie¶æ o ¶mierci. Potem przysz³a modlitwa i uspokojenie. Papie¿ ju¿ jest znów m³ody. Mi pozosta³o jeszcze nieco do starzenia siê… Mam na stoliku jego fotografiê, rozmawiam z nim codziennie wieczorem, gdy proszê o cud uzdrowienia m³odego ksiêdza, jak on, filozofa.



2008-04-01

UMIERANIE S£UGI BO¯EGO

Wierzyæ siê nie chce, ale dzi¶ up³ywa ju¿ trzeci rok od tych dni, gdy ca³y Ko¶ció³ prze¿ywa³ d³ugie, bolesne umieranie Papie¿a Polaka na Watykanie. I pomy¶leæ, przez te wszystkie dni p³ynie nieustanna rzeka pielgrzymów, którzy ze wszystkich kontynentów przybywaj± pomodliæ siê na grobie Jana Paw³a II.

Marco Politi, watykanista, w swej ksi±¿ce tak wspomina odej¶cie Ojca ¶w. do Ojca: „by³o to wydarzenie, które poruszy³o wyobra¼niê ludzi, bez wzglêdu na to, czy byli to katolicy praktykuj±cy, czy niepraktykuj±cy, protestanci, ¿ydzi, muzu³manie, agnostycy. Historia Jana Paw³a II sk³ada siê z wielu rozdzia³ów, o których mo¿na dyskutowaæ, zgadzaj±c siê z nim lub nie. Ale dwa ostatnie miesi±ce ¿ycia i jego ¶mieræ s± rozdzia³em samym w sobie. To „dramat sakralny”, podobny do tych, jakie odbywaj± siê w Kalwarii Zebrzydowskiej, albo tragedia grecka. Mamy silnego bohatera, który nagle staje siê s³aby, nagi, bezbronny i przekszta³ca tê swoj± nêdzê w przes³anie do ¶wiata. Jest to przes³anie o godno¶ci osoby chorej, o warto¶ci cierpienia; przes³anie, które cz³owiekowi wiary mówi, ¿e jego cierpienie jest udzia³em w cierpieniu Chrystusa, a niewierz±cym – ¿e samo cierpienie i akceptacja cierpienia mo¿e mieæ znaczenie dla ich przekonañ”.

 



2008-03-31

PARADA Z OGNIEM.

Ogieñ olimpijski zap³on±³ dzi¶ w Pekinie. St±d pobiegnie w sztafecie do wielu krajów, ma zwiastowaæ ¶wiatu „rado¶æ i pokój”. Na placu Niebiañskiego Spokoju, gdzie trawa do dzi¶ pamiêæ pomordowanych studentów, sypano piêknymi, dy¿urnymi s³owami. ¦wiat byle jak s³ucha, ale czy rzeczywi¶cie nie uspokaja siê nimi? Politycy zebrani na szczycie w S³owenii nie podjêli decyzji o zbojkotowaniu igrzysk w Chinach. Za du¿e by³yby straty wielkiego biznesu. Zdecydowali siê jedynie na wyra¿enie potêpienia wobec przemocy w Tybecie.

Nikt nie s³ucha g³osu Dalajlamy – niszczenie Tybetu przez komunistów chiñskich trwa przecie¿ nie od dzi¶. W autobiografii przywódcy duchowego Tybetañczyków mo¿na przeczytaæ wstrz±saj±ce ¶wiadectwo: „metody, jakimi Chiñczycy próbowali zastraszyæ ludzi, by³y tak potworne, ¿e przerasta³y moj± wyobra¼niê. Dopiero kiedy przeczyta³em opublikowany w 1959 roku raport Miêdzynarodowej Komisji Prawników, uwierzy³em we wszystko, co mi opowiadano. Powszechnymi praktykami sta³y siê: krzy¿owanie, wiwisekcje, wypruwanie wnêtrzno¶ci i æwiartowanie. Tybetañczyków ¶cinano, bito na ¶mieræ, palono i zakopywano ¿ywcem, nie mówi±c ju¿ o wleczeniu za galopuj±cymi koñmi, wieszaniu g³ow± w dó³ czy wrzucaniu zwi±zanych do lodowatej wody. ¯eby prowadzeni na egzekucjê nie krzyczeli: „Niech ¿yje dalajlama!”, wyrywano im jêzyki rze¼nickimi hakami”.

Jak mo¿na by³o powierzyæ Chinom organizacjê igrzysk??? ¦lepota ¶wiata jest przeogromna!


2008-03-30

ZWIERZÊTA W NIEBIE.

Dzi¶ u znajomych rozwinê³a siê dyskusja na temat duszy u zwierz±t. Temat musia³ siê pojawiæ, bo w domu s± dwa koty, dwa psy i drapie¿na fretka. Wszystko ¿yje w zgodzie ze sob±, aczkolwiek nie bez scysji marginalnych za¿egnywanych przez gospodyniê, która zna psychikê ka¿dego z tych zwierz±t i wie jak je u³agodziæ czy uspokoiæ. Czy na tej podstawie mo¿na mówiæ o duszy w zwierzêciu? Niechybnie pojecie duszy jest do¶æ pojemne.

Zaskoczy³o mnie zdanie m³odej damy: nie chcê byæ w niebie, gdzie nie bêdzie zwierz±t. Bóg, kochaj±cy Stworzyciel i Ojciec, z pewno¶ci± rozwi±za³ ju¿ dawno ten problem. Jednak¿e na ziemi „ucieczka w zwierzêta” mo¿e dowodziæ braku stabilnego miejsca w¶ród ludzi, a to z kolei mo¿e t³umaczyæ brak zainteresowania miejscem i rol± Boga w niebie.

Teologowie nie stawiaj± w pierwszym rzêdzie pytania o duszê i miejsce zwierz±t w niebie pewnie i dlatego, ¿e wyznawcy reinkarnacji maj± ju¿ ten problem rozpracowany.


2008-03-29

Z£OTY JUBILEUSZ.

Dzisiejsze przedpo³udnie spêdzi³em na modlitwie w Karmelu. Siostra Stanis³awa dziêkowa³a Bogu za 50 lat swej konsekracji zakonnej. Cz³owiekowi ruchliwemu, zwiedzaj±cemu ¶wiat ca³y, a¿ trudno zrozumieæ, jak mo¿na prze¿yæ pó³ wieku w jednym domu i to zamkniêtym. Chyba tylko modlitwa, uwielbianie codzienne Boga, mo¿e cz³owiekowi wype³niæ tak czas, aby klauzura nie przemieni³a siê w wiêzienie. Wtedy rok liturgiczny ze swoimi ró¿norodnymi akcentami, upamiêtniaj±cymi wydarzenia zbawcze, staje siê przestrzeni±, w której ludzkie ma³e „ja” spotyka wielkie i naj¶wiêtsze, Boskie „Ty”.

Z³otej Jubilatce, Siostrze Stanis³awie napisa³em w li¶cie: „W ¶wiat³ach Zmartwychwsta³ego Jezusa bledn± wszelkie krwawe rany, gasn± pal±ce bóle i ustêpuj± mroki niepokoju duszy. Razem z Siostr± Stanis³aw± dziêkujê Bogu za wielk± ³askê jej powo³ania karmelitañskiego i za doczekanie tak piêknego, Z³otego Jubileuszu trwania przy Sercu Jezusowym. Niech Jezus Mi³osierny nadal przytula i b³ogos³awi, a dziêki modlitwom Siostry Stanis³awy niech udziela swego mi³osierdzia najzatwardzialszym grzesznikom.


2008-03-28

DAR WIARY.

Min±³ pracowity Wielki Tydzieñ z Niedziel± Zmartwychwstania, zbli¿a siê ¦wiêto Mi³osierdzia Bo¿ego. Dni po¶wi±teczne pozwalaj± nieco odetchn±æ, tak¿e podczas Liturgii ¶wiêtej. Czytania biblijne w prostych s³owach mówi± o spotkaniach uczniów ze Zmartwychwsta³ym Jezusem. My¶lê o eksksiêdzu Tomaszu Wêc³awskim (dlaczego akurat o nim?), o jego nieszczê¶ciu utraty wiary w Syna Bo¿ego. Przecie¿ jeszcze przed dziesiêciu laty pisa³ w „Znaku”: „ca³a tre¶æ i ca³y sens s³owa „zmartwychwstanie” ma ¼ród³o w tym wydarzeniu, do którego zostaje ono tu odniesione, ale wydarzenie to z zasady przekracza i rozsadza kategorie, w których jeste¶my zdolni o nim mówiæ” (10/1998, s.45).  Co¶, co jest, a przekracza ludzkie kategorie my¶lenia dowodzi tego, ¿e nie cz³owiek to wymy¶li³, ¿e zosta³o mu dane.
Jak straszn± rzecz± jest utrata wiary! Sensu ¿ycia nie widzia³bym dla siebie, gdybym po przebudzeniu nie móg³ powiedzieæ Jezusowi: dziêkujê Ci za ¿ycie, za Tw± mi³o¶æ i za dar wiary. Czasami w ci±gu dnia wo³am: wierzê, Panie, ale wspomó¿ moje niedowiarstwo. Jezu, ufam Tobie.


2008-03-27

WYSYPKA.

Wychowywanie m³odego cz³owieka nigdy nie by³o ³atwe. Jednak¿e dzi¶, gdy w rodzinach i w szkole autorytet Boga nie ma wcale, albo bardzo malutkie miejsce w sercach rodziców czy wychowawców, praca nad dojrza³o¶ci± osoby ludzkiej sta³a siê bardzo trudna.

Cz³owiek, od dziecka wychowywany w poczuciu otaczaj±cej go Bo¿ej mi³o¶ci, wie, ¿e Bóg swoimi nakazami i zakazami nie chce go udrêczyæ, ale wykuwa mu kamienist± ¶cie¿kê do autentycznego szczê¶cia. M³ody s³ysz±cy i s³uchaj±cy w sumieniu g³osu Boga, choæ w okresie dojrzewania bêdzie boryka³ siê z wielu trudno¶ciami, to jednak nie bêdzie potrzebowa³ od spo³eczno¶ci w¶cibskiego inwigilowania i podgl±dania. Bóg, najwy¿szy i ukochany autorytet przemawiaj±cy w sumieniu, potrafi przeprowadziæ go bezpiecznie przez ka¿d± „ciemn± dolinê” (Ps 23,4).

O, ¿eby to zrozumieli dzisiejsi medialni ob¶miewacze, którzy dostaj± wysypki na swej skórze, gdy s³ysz± o przykazaniu „Nie cudzo³ó¿!”.



2008-03-26

PRAWO I DOJRZA£O¦Æ.

Kiedy Bóg tworzy³ cywilizowan± spo³eczno¶æ z 12 wielkich rodów semickich, wyprowadzonych z niewoli egipskiej, podarowa³ jej na górze Synaj Dekalog, fundamentalne prawo dla zachowañ moralnych. W tym Bo¿ym Prawie znalaz³ siê tak¿e zakaz ¿ycia seksualnego poza ma³¿eñstwem: Nie cudzo³ó¿! Zakaz ten, tak jak i inne zapisy Dekalogu, s³u¿y dojrza³o¶ci duchowej i fizyczno – psychicznej cz³owieka.

Prawo tworzone przez cywilizowan± spo³eczno¶æ musi wzi±æ w obronê i tê intymn± sferê ¿ycia osoby ludzkiej. Jakie osoby, taka i spo³eczno¶æ. Ale, ¿eby dobrze skutkowaæ, takie prawo musi byæ otoczone dobr± wol± i zrozumieniem celu, któremu ono s³u¿y. Niestety, na wysokich sto³kach siedzi dzi¶ mnóstwo ludzi, którzy chc±c zatrzeæ z³e wra¿enie  swoich grzechów, zamienili „niewierno¶æ wobec bli¼niego” na „wierno¶æ wobec siebie”. Oczywi¶cie, ta fa³szywie pojêta wolno¶æ bêdzie siê sprzeciwiaæ ka¿demu zakazowi, zw³aszcza tycz±cemu przyjemno¶ci bez granic i za wszelk± cenê.

Dzisiejsi medialni naganiacze sensacji za chwilê ucichn±. Jak ob¶miali propozycjê prawnego zakazu seksu do lat osiemnastu, z tak± sam± bezodpowiedzialno¶ci± wejd± do alkowy którego¶ z prezydentów, by wystawiæ na publiczny bezwstyd jego ¿ycie seksualne.

 



2008-03-25

¦MIECH NA SALI.

Pani rzecznik praw dziecka nie znalaz³a dobrego ucha u dziennikarzy, spikerów, prezenterów i komentatorów medialnych, mówi±c na KUL-u o propozycji prawnego zakazu stosunków seksualnych do lat 18. Wszyscy podawali tê wiadomo¶æ w otoczce ³atwo uchwytnej kpiny i lekcewa¿±cego u¶miechu. Wszyscy chowali w zanadrzu przekonanie: nowy wyg³up pani rzecznik. Nikt nie skomentowa³ pozytywnie tego pomys³u.

A szkoda, bo móg³by byæ punktem wyj¶cia ku rozwi±zaniu pakietu bardzo niebezpiecznych i czêsto tragicznych problemów: szkolnej ci±¿y, gwa³tów i nieobyczajnych zabaw w¶ród gimnazjalistów i licealistów, a tak¿e coraz czêstszych samobójstw w¶ród m³odzie¿y.

Niestety, bardzo „nowoczesne” i modne sta³o siê twierdzenie w opinii publicznej, ¿e przecie¿ prawo niczego nie za³atwia. Czy rzeczywi¶cie niczego?



2008-03-24

PRZYZWYCZAJENIE.

Wewnêtrznie siê u¶miecha³em (choæ to wcale nie jest ¶mieszna historia), gdy czyta³em dzi¶ na liturgii fragment Ewangelii o przekupstwie i k³amstwie starszych ¿ydowskich na temat zmartwychwstania Jezusa. ¯o³nierze rzymscy dali siê z³apaæ na tê szalbiersk± zagrywkê po prostu dlatego, ¿e otrzymali forsê i zapewnienie, i¿ prze³o¿eni nie dowiedz± siê o tym.
Prawda zawsze mia³a i ma k³opoty w ustach nieuczciwych ludzi. Po dwudziestu wiekach od tamtych wydarzeñ by³o jeszcze gorzej. W rz±dach komuny wszystko opiera³o siê na k³amstwie. Polityka, gospodarka, historia, s±downictwo, a nawet stosunki towarzyskie – wszystko budowane by³o na k³amstwie czasem brutalnym, a czasem misternie nici± piêknych s³ów szytym. Na k³amstwie i przekupstwie opiera³ siê dobór kadry kierowniczej i zasady nagradzania, ordery, premie, wczasy „darmowe”. Pochwalane i nagradzane k³amstwo rodzi³o donosicieli i kolaborantów. Sta³± wizytówk± k³amstwa by³y akademie i pochody majowe czy lipcowe. A prasa, radio i telewizja czym¿e by³y?... A nad tym wszystkim unosi³ siê strach i podejrzliwo¶æ.
Ile z tych przyzwyczajeñ przesz³o z lud¼mi w XXI wiek, do tzw. „demokratyczno – liberalnej” Polski?


2008-03-23

ZMARTWYCHWSTANIE.

W ponury, mroczny ranek us³ysza³em dzi¶ pretensjê starszej osoby: co te¿ Pan Bóg wyprawia z t± pogod±, kto to widzia³ tak± niedzielê wielkanocn±? – A po po³udniu, gdy wysz³o spoza ciemnych chmur jasne s³oñce, pomy¶la³em z rado¶ci±: ale te¿ Pan Bóg wyprawia! Rozkoszowa³em siê tym wytêsknionym ¶wiat³em i blaskiem niedzieli zmartwychwstania. „Bóg jest ¶wiat³o¶ci±!”(1 J 1,5). Kiedy¶ Jezus na Taborze ukaza³ swój boski blask swym trzem przyjacio³om, wybranym aposto³om. Samego zmartwychwstania nikt nie widzia³. Ono odby³o siê noc±, ale – jak zauwa¿y³ dzi¶ kard. Dziwisz w Krakowie – by³a to najja¶niejsza noc w dziejach. Badacze wizerunku na ca³unie turyñskim mówi±, ¿e nie móg³ tego obrazu namalowaæ ¿aden artysta i nie móg³ on powstaæ tylko wskutek przenikniêcia do p³ótna naturalnych p³ynów organicznych. Ten wizerunek powsta³ i utrwali³ siê na skutek potê¿nego, wrêcz kosmicznego, rozb³ysku ¶wiat³a. Tak siê sta³o, gdy Jezus wyszed³ z grobu odwalaj±c ciê¿ki kamieñ i zostawiaj±c w grobie pogrzebowe chusty.

 

Aby to przyj±æ, trzeba wiary! Sam rozum ludzki nie wystarczy, choæ wiele mo¿e pomóc. Podobnie wiary potrzebuje dzisiejsza niedziela, ¿e Jezus zmartwychwsta³ w moim sercu. Dzi¶ na ziemi nie ma innego miejsca na zmartwychwstanie Jezusa. On da³ mej duszy na nowo swój Boski blask.

 



2008-03-22

WIELKA SOBOTA.

Dzieñ dzisiejszy w Ko¶ciele to dzieñ ciszy i oczekiwania. Czas na refleksjê, a jest o czym my¶leæ. Jezus kieruje nasze my¶li ku cierpi±cym dzi¶ uciemiê¿enie i niesprawiedliwo¶æ.

W po³owie Wielkiego Tygodnia ojciec ¶w. Benedykt XVI upomnia³ siê o los Tybetañczyków: „Moje ojcowskie serce odczuwa smutek i ból w obliczu cierpienia tak wielu osób. Tajemnica mêki i ¶mierci Jezusa, któr± prze¿ywamy na nowo w Wielkim Tygodniu, pomaga nam byæ szczególnie wra¿liwymi na ich sytuacjê. Przemoc± nie rozwi±zuje siê problemów, tylko siê je pogarsza. Wzywam was, by¶cie przy³±czyli siê do mej modlitwy. Pro¶my Boga Wszechmog±cego, ¼ród³o ¶wiat³o¶ci, aby o¶wieci³ umys³y wszystkich i obdarzy³ ka¿dego odwag± wyboru drogi dialogu i tolerancji”.
Tybetañczycy mieszkaj±cy w Europie podziêkowali Ojcu ¶w., natomiast chiñskie MSZ odpowiedzia³o niezgod± na s³owa papie¿a o tolerancji wobec mieszkañców Tybetu, nazywaj±c ich kryminalistami, których nale¿y ukaraæ zgodnie z prawem. (Sk±d my to znamy!?).
Ordynariusz Hongkongu, Chiñczyk, kard. Joseph Zen Ze-kiun przyzna³ w Radiu Watykañskim, „¿e minie jeszcze wiele czasu, zanim dojdzie do normalizacji stosunków miedzy Watykanem a Pekinem”. Czyli pokój z chiñskimi komunistami - tak, ale nie za wszelk± cenê.


2008-03-21

WIELKI  PI¡TEK.

¦nieg uciek³ przed s³oñcem, wsi±kn±³ w ziemiê, ale zimno pozosta³o, nawet bardzo przenikliwe. To rzadko¶æ taka zimowa pogoda w Wielkim Tygodniu. Chocia¿ pamiêtam z m³odo¶ci seminaryjnej Rezurekcjê w ¶niegu po kolana. Tak by³o na praktyce diakoñskiej w Zgorzelcu.

Przypominam sobie te¿ zupe³nie inny Wielki Tydzieñ, bardzo gor±cy. Wszystkie wentylatory musia³y byæ w nieustannym ruchu. Tak by³o pewnego roku w Melbourne. Ale te¿ pamiêtam moje wielkie, pozytywne zaskoczenie ogromn± ilo¶ci± wiernych w Wielki Pi±tek na wieczornym nabo¿eñstwie Mêki Pañskiej. A nazajutrz, w Wigiliê Paschaln±, t³umów ju¿ nie by³o. Tak samo by³o w Kanadzie. W krajach anglosaskich, niekatolickich, Wielki Pi±tek jest najwa¿niejszym dniem w ca³ym roku liturgicznym. Tam te¿ jest to dzieñ wolny od pracy.

Sceptycznie patrzê na wysi³ki niektórych polityków, by i w Polsce wprowadziæ ten dzieñ jako wolny od pracy. Katolicy wpatrzeni s± raczej w jasno¶æ Dnie Zmartwychwstania ni¿ w mrok cierpienia i ¶mierci Pana Jezusa. Z podobnym sceptycyzmem s³ucha³em nie tak dawno propozycji obwo³anie Chrystusa Królem Polski. Jednak tytu³ Królowej Polski, który od wieków funkcjonuje w naszej religijno¶ci, ma inny historyczny wymiar. To nie jest to samo.



2008-03-20

WIELKI CZWARTEK.

¦nieg we Wroc³awiu. Nasypa³o noc± i nadal sypie.

Dzi¶ rano w katedrze wroc³awskiej nasz parafianin, prof. Tadeusz Luty, rektor Politechniki Wroc³awskiej, zosta³ z woli ojca ¶w. Benedykta XVI uhonorowany Orderem Rycerskim ¶w. Sylwestra, a tym samym w³±czony do grona Rycerzy z osobistym tytu³em szlacheckim. Mo¿e nosiæ specjalny, uroczysty strój z Krzy¿em Maltañskim i szpad± rycersk±. Jego wnukom pewnie bardzo by siê spodoba³.

Profesor Luty przewodniczy kolegium rektorów ¶rodowiska naukowego Wroc³awia i Opola. Cieszy siê wielkim autorytetem w¶ród kolegów - profesorów w Polsce. Ze wzruszeniem s³ucha³em dzi¶ jego podziêkowania w katedrze, a szczególnie, gdy wspomnia³ swych nie¿yj±cych rodziców i ich wiarê. Obieca³ te¿ rozwijanie swego ¿ycia wiary. To mo¿e byæ po¿yteczne dla wnuków!



2008-03-19

NAJWIÊKSZA REWOLUCJA.

Halina Bortnowska – znów j± spotykam (na ³amach „Tygodnika Powszechnego”). Pamiêtam tê pani± z bardzo m³odych moich lat kap³añskich. Zawsze z werw±, zawsze bezkompromisowa i inteligentnie zjadliwa wobec wszelakiego skostnienia, szczególnie z satysfakcj± tropionego w Ko¶ciele. Zreszt± wtedy Ko¶ció³ by³ jedyn± woln± przestrzeni±, gdzie mo¿na by³o sobie pou¿ywaæ swobodnym, czy niefrasobliwym jêzykiem. Inne przestrzenie mia³y kraty i zamyka³y do ¶rodka. Dzi¶ patrzy ze zdjêcia stateczna, mi³a, w pó³u¶miechu pani pod wielkimi okularami. Dawniej czu³o siê w niej kosê. Studiowa³a du¿o i w ró¿nych miejscach, tak¿e we Wroc³awiu. Nie stroni³a od duchowieñstwa, zw³aszcza m³odego. Czuli¶my, ¿e lubi nas pouczaæ. Kiedy¶ przysz³a, usiad³a na stoliku szkolnym, za³o¿y³a nogê na nogê (wiedzia³a, ¿e robi wra¿enie na nas) i zaczê³a mówiæ non stop przez 45 minut. Rzuca³a kontrowersjami jak pi³eczkami golfowymi. ¯aden profesor by jej nie przegada³. Po wyk³adzie w grupach s³ysza³o siê: „piekielnie inteligentna baba!”.

Dzi¶ czytam jej intelektualn± drogê krzy¿ow±. Jeszcze wiêksza m±dro¶æ. Bez kontrowersji. Zatrzyma³o mnie szczególnie piêkne i m±dre zdanie: „Jezus móg³by zbawiæ ¶wiat przez to, ¿e urodzi³by siê na nim i zerwa³ jedn± ró¿ê, mówi±c, ¿e jest piêkna. Wybieraj±c ¶mieræ tak± jak nasza, odnalaz³ nas tam, gdzie faktycznie jeste¶my”.

My¶lê sobie: odnalaz³ nas i poprowadzi³ dalej, poza ¶mieræ. I to jest najwiêksza rewolucja Jezusowa!

 



2008-03-18

REMIZA.

Walka o media jest walk± o w³adzê, o rz±d dusz. Ale czy to upowa¿nia panów pos³ów i panie pos³anki do takiego zachowania siê w sejmie jak dzi¶ przy uchwalaniu ustawy o mediach? Ogl±daj±c obrady przez okienko TVP mia³em wra¿enie, ¿e zagl±dam do wiejskiej remizy stra¿ackiej ju¿ po pó³nocy, gdy zabawa na dobre siê rozhula³a. Awaria kompletna hamulców obyczajowych.  Przepraszaj±c stra¿aków, czy ch³opaków i dziewczyny na wsi, pytam: kto da³ parlamentarzystom polskim prawo do publicznego chamstwa?


2008-03-17

TYBET MORDOWANY.

Lhasa, piêkne, choæ obce mi kulturowo, miasto. Inna architektura, inaczej ubrani ludzie na ulicach, inne zwyczaje, inna religijno¶æ. Tybet znam jedynie z lektur i z filmów, no i oczywi¶cie, z obserwacji medialnej spotkañ XIV dalajlamy z Janem Paw³em II.

To co okupanci chiñscy zrobili w tych dniach Tybetañczykom jest ze wszech miar godne potêpienia. Dalajlama okre¶la to jako „kulturowe ludobójstwo” i apeluje do rz±dów w ¶wiecie o pomoc. Najwy¿ej po³o¿one pañstwo w Himalajach zosta³o odciête od ¶wiata nie przez mrozy i lawiny ¶nie¿ne, lecz przez propagandê i wojsko re¿ymu chiñskiego. Rz±d komunistycznych naje¼d¼ców najbezczelniejszym k³amstwem przeczy wiadomo¶ciom przekazywanym przez turystów. Sk±d my to znamy?

¦wiat popiera Tybetañczyków, bo dzieje siê im grozê budz±ca krzywda, zbrodnia na oczach ¶wiata! Dlatego smuci mnie opinia polityków watykañskich o tym, ¿e Ojciec ¶w. nie wspomina publicznie o tragedii Tybetañczyków, bo nie ma w Lhasie nuncjusza, który by potwierdza³ doniesienia z Tybetu. Polityka w poprzek Ewangelii?


2008-03-16

NATCHNIENIE.

Dzi¶ rano przebudzi³em siê z dziwnym przekonaniem, wrêcz z imperatywem kategorycznym: wstawaj i id¼ do konfesjona³u! Pomy¶la³em: Niedziela Palmowa tak wo³a, bo chocia¿ ju¿ u nas po rekolekcjach, to zawsze znajdzie siê jaki¶ „niedobitek”, spó¼nialski, cz³owiek swymi k³opotami „zakrêcony”, wahaj±cy siê, czy z d³ugim okresem decyzyjnym w duszy. Usiad³em w konfesjonale, choæ ko¶ció³ by³ prawie pusty. Wierni przychodzili, zajmowali miejsca w ³awkach; jedni szli do samego o³tarza, inni wspinali siê na chór ko¶cielny, m³odzi gnie¼dzili siê w pó³mroku pod chórem niedaleko konfesjona³u, ale do kratek nikt nie podchodzi³. Czas p³yn±³ leniwie. Pomy¶la³em sobie, Mirek, masz zaburzony instynkt czasu liturgicznego, kto siê mia³ wyk±paæ w mi³osierdziu Bo¿ym, ten ju¿ to zrobi³ korzystaj±c z pomocy zaproszonych spowiedników. Westchn±³em zawiedziony i nieco roz¿alony: nie wszystkie natchnienia s± autentycznie Bo¿e. Chyba zblu¼ni³em, bo w³a¶nie w tym momencie kto¶ pad³ na kolana u kratki konfesjona³u. Opowie¶æ by³a d³uga i dramatyczna. Czas p³yn±³ niezauwa¿enie, a ja stawa³em wobec cudzych problemów coraz bardziej bezradny. S³ucha³em i wo³a³em w duszy o pomoc Ducha ¦wiêtego. Meandry ludzkiego sumienia nie rozwi±zywa³y siê, ale stawa³y siê coraz wyra¼niejsze. I zobaczy³em ból wewnêtrzny cz³owieka. Na koniec zapyta³em: masz zaufanie do mi³osierdzia Jezusa? Otrzyma³em odpowied¼: ju¿ tylko ono mi zosta³o.

Zdumiony podnios³em rêkê w znaku rozgrzeszenia. Ca³y dzieñ nosi³em w sercu poczucie spe³nienia. Trzeba s³uchaæ Bo¿ych natchnieñ!


2008-03-15

DOWARTO¦CIOWANIE.

Powszechnie wiadomo, byæ dzi¶ ksiêdzem katechet± w liceum, a tym bardziej w gimnazjum, to ciê¿ka harówa codzienna, ogromne obci±¿enie psychiczne, mordercza eksploatacja w³asnych zasobów duchowych. Niszczenie w zaskakuj±cym tempie „postronków” nerwowych. Je¶li do tego doda siê (istniej±ce w wielu szko³ach) niezrozumia³e prawid³a wp³ywania na dyrekcjê szko³y tak zwanych „sponsorów”, czyli bogatych rodziców, którzy niejednokrotnie zupe³nie po pogañsku traktuj± lekcje religii, to zaiste nie³atwo w dzisiejszej szkole byæ stra¿nikiem tablic Dekalogu i g³osiæ Ewangeliê Pana Jezusa.

Warto pomy¶leæ, czy nie powinna byæ ustalona jaka¶ specjalna forma dowarto¶ciowania m³odych ksiê¿y, zw³aszcza tych startuj±cych w nauczaniu. Byæ mo¿e, co¶ zaczê³o siê dziaæ w tym wzglêdzie, bowiem od jakiego¶ czasu na imieninach czy innych spotkaniach ksiê¿a poszeptuj± (dlaczego tak dyskretnie?) o li¶cie dziêkczynnym podpisanym przez naszego ordynariusza. Nie widzia³em go jeszcze, ale ponoæ pismo jest wydrukowane piêknie na grubym, kremowym papierze z wielk± pieczêci± herbow±. To móg³by byæ strza³ w dziesi±tkê!

 



2008-03-14

WARTO PAMIÊTAÆ.

Diabe³ szuka ka¿dej bramy do cz³owieka. Nie ustanie, a¿ znajdzie jak±¶ furtkê czy choæby dziurê. On nie ma ¿adnego innego celu, jak tylko zepsuæ cz³owieka od wnêtrza. Wwierca siê jak robak ¿ar³oczny i wy¿era wszelkie ¶wiat³o w duszy, które czyni cz³owieka chwa³± Boga. Odebraæ Bogu chwa³ê, uczyniæ ¶wiat ludzki ciemno¶ci±, to jest jedyny, potêpieñczy sens upad³ego anio³a. On nie ustanie w swej robocie.
¦wiêta Wielkanocne przypominaj±, ¿e Chrystus jest mocniejszy od diab³a.



2008-03-13

OSTRO¯NO¦Æ.

Pan Jaros³aw Gowin z Krakowa powiedzia³ w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” na temat ksiêdza podejrzanego o pedofiliê w szczeciñskim Ognisku ¶w. Brata Alberta: „Jestem przekonany, ¿e znaczna czê¶æ przedstawionych ks. Andrzejowi zarzutów jest prawdziwa. Nie wierzê, ¿e du¿a grupa g³êboko zwi±zanych z Ko¶cio³em ludzi mog³aby zostaæ zmanipulowana. Ale chcia³bym te¿ podkre¶liæ, ¿e w sprawach molestowania i pedofilii trzeba byæ nies³ychanie ostro¿nym”.
Wierzê, ¿e pan senator zapozna³ siê z dokumentami na temat dzia³alno¶ci (nie os±dzonego jeszcze) ks. Andrzeja, ale nie mogê oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e pan Gowin nie by³ „nies³ychanie ostro¿ny” w tym wywiadzie.



2008-03-12

KTO¦ POWINIEN.

Cz³owiek niezrozumiany przez otoczenie nie rozumie, dlaczego nie jest rozumiany w ¶rodowisku. Dobrze siê stanie, gdy wreszcie zrozumie on, albo jego otoczenie.



2008-03-11

EUREKA.

Dos³ownie m³yn! M³yn rekolekcyjny w parafii. Grupa za grup±: starsi, dzieci, znów starsi, m³odzie¿, dzieci specjalnej troski… Spowiadanie godzinami we w³asnej parafii i odrabianie d³ugów u s±siadów. Trzeba te¿ zadbaæ, by ¿aden z pracowników winnicy nie by³ g³odny. Wieczorem grupa Odnowy w Duchu ¦wiêtym w³±czy³a siê do „u¶wietnienia” Liturgii Eucharystycznej. Na wszystko proboszcz musi mieæ uwa¿nie po³o¿one oko.

Przy okazji czego¶ siê nauczy³em. Kaznodzieja mówi³ o chrze¶cijañskiej nadziei. Spokojnym g³osem sypa³ wzruszaj±cymi przyk³adami o ludziach, którzy mieli nadziejê. W ¶wi±tyni jak makiem zasia³.

Ju¿ po wszystkim, gdy zamkn±³em ko¶ció³, usiad³em przed wielkim obrazem (namalowanym przez Aniê), popatrzy³em w piêkne, radosne oczy Jezusa i powiedzia³em, jak zwykle, Jezu, ufam Tobie, mam nadziejê! I w³a¶nie wtedy o¶wiecenie, eureka! To Ty, Panie, masz nadziejê! I to jeszcze jak±! Nie zw±tpi³e¶ we mnie. Ju¿ tyle razy…



2008-03-10

SPI¯OWA POSTAÆ.

Spi¿owe epitafium w katedrze wroc³awskiej, a na nim dzisiejsza data, bole¶nie umocowana w pamiêci Dolno¶l±zaków przed trzydziestu czterema laty. Umar³ wtedy wielki Polak, ¶wiat³y Metropolita Wroc³awski i wierny kardyna³ rzymskokatolickiego Ko¶cio³a. P³akali¶my we Wroc³awiu. Z ca³ego ¶wiata p³ynê³y kondolencje. Pog³êbieni w wierze chrze¶cijanie niemieccy nie ukrywali swego g³êbokiego ¿alu po stracie wielkiego rzecznika sprawy pojednania miêdzy naszymi narodami. Komuna odetchnê³a z ulg±.

Pogrzeb, przy obecno¶ci ca³ego Episkopatu Polski, by³ wielk± manifestacj± mocy polskiego Ko¶cio³a na Dolnym ¦l±sku. Uroczysto¶ciom przewodniczy³ ks. Prymas Stefan Wyszyñski.

By³ te¿, oczywi¶cie, Metropolita Krakowski kard. Karol Wojty³a. Ciep³e i jêdrne s± jego wspomnienia o zmar³ym swym Przyjacielu: „Kard. Boles³aw Kominek chêtnie siê udziela³ przy ró¿nych okazjach nie tylko duszpasterskich, ale i towarzyskich. Gdy znalaz³ siê w towarzystwie, natychmiast wszyscy siê rozpogadzali. Mia³ szczególny dar pogodnego obcowania z lud¼mi. Nawet w sytuacjach nie³atwych i przygnêbiaj±cych. […] Jest tych wspomnieñ niema³o. Poprzez wszystkie powraca do mnie Jego Postaæ, wyrazista, dynamiczna, kap³añska, biskupia, zaanga¿owana, odwa¿na – cz³owiek szerokich horyzontów, pionier polsko¶ci, hierarcha Ko¶cio³a, s³uga Boga i ludzi. Postaæ jednoznaczna, Postaæ wyrazista, Postaæ historyczna, Postaæ niezwyk³a. Stale modlê siê za Jego duszê. Pozosta³ mi bliski”. Przy mo¶cie ¶w. Jadwigi na Ostrowie Tumskim stoi spi¿owa postaæ Kardyna³a Boles³awa Kominka, a u jej stóp widnieje napis z jego pamiêtnymi s³owami skierowanymi do Niemców: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W twarz na pomniku nie mo¿na d³ugo siê wpatrywaæ (niestety, nie najwy¿szego lotu to sztuka!), ale te s³owa powinny wci±¿ wo³aæ w sumieniach po obu stronach Odry.



2008-03-09

¦WIADEK CHRYSTUSA.

W Krakowie zakoñczy³ siê proces kanonizacyjny na szczeblu diecezjalnym s³ugi Bo¿ego ks. W³adys³awa Bukowiñskiego, urodzonego w 1904 roku w Berdyczowie. Mówi³o siê o nim we Wroc³awiu, gdy przyje¿d¿a³ w latach 70-tych na urlop do Polski. Podawano sobie z r±k do r±k jego wzruszajace notatki o pracy duszpasterza na dalekim zes³aniu. Choæ ¶wiêcenia kap³añskie przyj±³ na Wawelu w 1931 roku, to ju¿ w 1939 pracowa³ w £ucku na Wo³yniu (jak¿e bliskim memu sercu). Od roku 1941 komuni¶ci nie trawili jego ¿ywej wiary piêknie owocuj±cej w duszpasterskiej pracy. Wiêzili trzykrotnie, skazali do ³agru i wreszcie wypêdzili do Kazachstanu. Traktowa³ swój pobyt z dala od Polski jako wolê Bo¿± na s³u¿bie rodakom (i Niemcom) rozproszonym po ziemi kazachskiej, któr± uzna³ za swoja parafiê. By³ duszpasterzem-domokr±¿c±, dociera³ tam, gdzie go potrzebowali ludzie pragn±cy spowiedzi, chrztu czy ¶lubu ko¶cielnego. Mszê ¶w. odprawia³ w domach prywatnych wieczorem po przyje¼dzie i nazajutrz rano. Pomiêdzy celebrami spowiada³, katechizowa³ i b³ogos³awi³ ma³¿eñstwa. Kocha³ swoj± pracê, a co ciekawe, w jego pismach jest piêknie zapisana ta mi³o¶æ do najprostszych ludzi i do prze¶ladowców spod czerwonej gwiazdy. Móg³ wróciæ do Polski w 1955 roku, nie uczyni³ tego, bo ¿al mu by³o ludzi pozostawionych bez opieki duszpasterskiej. By³ do koñca wiernym ¶wiadkiem Chrystusa. W Karagandzie pracowa³ do koñca, umar³ w roku 1974, tam  te¿ pochowano jego doczesne szcz±tki – znak ¿ywej wiary i wielkiej mi³o¶ci.

2008-03-08

¦WIÊTOWANIE.

Spora przemiana w tubie medialnej. Gdzieniegdzie kto¶ wspomni o ¶wiêtowaniu kobiet i o ich równouprawnieniu z mê¿czyznami. Wszêdzie natomiast (jak na komendê) bêbni siê o ¶wiêtowaniu marca ’68 roku. Okr±g³a rocznica szczytu powodzenia „Dziadów” w re¿yserii Dejmka i pacyfikacji manifestuj±cych studentów warszawskich (chodzi³o wtedy tak¿e o uwolnienie studenta Michnika) przez s³u¿by komunistyczne pa³uj±ce w przebraniu za robotników. Nie us³ysza³em w dzisiejszym rocznicowaniu ¿adnego zdziwienia na temat nobilitowania po stanie wojennym komunisty gen. Kiszczaka przez red. Michnika.

Wspomina siê dzi¶ równie¿ o „deportacji” na Zachód wyszydzonych przez Gomó³kê (te¿ komunistê) ¯ydów. Tutaj podejrzewam, ¿e kto¶ chce pisaæ historiê na nowo. Pamiêtam z tamtego czasu, jak wyje¿d¿aj±cy ¯ydzi cieszyli siê z tej mo¿liwo¶ci przebicia siê przez ¿elazn± kurtynê. Zabierali ze sob± wszystko, co siê da³o. S±siad z ulicy (wtedy dopiero okaza³o siê, ¿e by³ ¯ydem) mia³ k³opoty na granicy, bo jego maszyna do szycia „Singer” podpad³a celnikom zbyt ¶wie¿o pomalowanymi na czarno nogami ze… z³ota.



2008-03-07

BO¯E TABLICE.

Pielêgniarka, która nie chcia³a przyj±æ dziecka w szpitalu bez skierowania od lekarza domowego, zosta³a dzi¶ zawieszona w pracy. Dziecko zmar³o, a pielêgniarka zas³ania siê przepisami. Pani minister zdrowia (Kopacz) powiedzia³a, ¿e oprócz przepisów i papierków potrzebny jest zdrowy rozs±dek. Ciekawy jestem, co by powiedzia³a, gdyby pielêgniarka przyjê³a dziecko, wbrew woli lekarza czy dyrektora (bez skierowania) i gdyby dyrektor zwolni³ pielêgniarkê. Nie tak dawno podobne zas³anianie siê przepisami doprowadzi³o do ¶mierci nieprzyjêtego pacjenta w przychodni. Dzi¶ posypa³y siê smsy w mediach opisuj±ce podobne i inne utrudnienia w przepisach s³u¿by medycznej wobec pacjentów. Kto ustanawia³ te przepisy? I czy wystarczy skwitowaæ problem brakiem zdrowego rozs±dku u pielêgniarki?

Je¿eli do medycyny nie wróc± Tablice Dziesiêciu Przykazañ Bo¿ych (które postanowiono zast±piæ setkami przepisów prawnych!), sytuacja ludzi chorych bêdzie tylko coraz gorsza i gorsza.

2008-03-06

HOLOUBEK.

Dzi¶ w wieku 85 lat zmar³ Gustaw Holoubek, najwiêkszy dramatyczny aktor polski drugiej po³owy XX wieku, syn Czecha i Polki z Krakowa, m±¿ trzech ¿on, którym zostawi³ na tej ziemi po jednym dziecku. Czarowa³ widzów i s³uchaczy swym niepowtarzalnym g³osem i wspania³ym talentem operowania nim na scenie czy przed mikrofonem radiowym. Powinni go przywitaæ w za¶wiatach z wdziêczno¶ci± i Szekspir, i Mickiewicz, i S³owacki, a nawet Norwid. Mi³osierdzie Pañskie niech dosiêgnie jego duszy.



2008-03-05

PREZYDENCKIE ¯YCIE.

My¶lê z wdziêczno¶ci± wobec Opatrzno¶ci Bo¿ej o prezydencie Wroc³awia. O nim mówi siê jak najlepiej, chocia¿ m±dro¶æ ludowa nakazuje zawsze ostro¿no¶æ: „Nie chwal dnia przed zachodem s³oñca”.

Poznañ dzi¶ prze¿ywa swój wstyd prezydencki. Niegospodarno¶æ (potwierdzona przez s±d strat± 7-miu milionów z³otówek) zakoñczy³a karierê polityczn± prezydenta Poznania, bez wzglêdu na wysoko¶æ kary i brzmienie wyroku.

Wcze¶niej wydawa³o siê, ¿e Olsztyn to takie senne miasto, w którym nic nie mo¿e siê staæ. Ale z³o wszêdzie mo¿e siê staæ, a im spokojniej na powierzchni, tym wiêkszy ogieñ potrafi rozpaliæ diabe³ wewn±trz cz³owieka czy spo³eczno¶ci.

Gdyby przysz³a do mnie znana dzia³aczka z pro¶b± o odprawienie Mszy ¶w. za urzêdniczki molestowane przez prezydenta, odmówi³bym przede wszystkim dlatego, ¿e okoliczno¶ci pro¶by o tê intencjê maj± znamiona „odwetu” za ju¿ odprawion± Mszê ¶w. w intencji cz³owieka oskar¿onego o molestowanie. Do takiej walki nie mo¿na w³±czaæ tego, co naj¶wiêtsze – Eucharystii. Oczywi¶cie, mieszkañcom Olsztyna, którzy wcze¶niej przyszli prosiæ o Mszê w intencji pomówionego o przestêpstwa seksualne prezydenta, nale¿a³o zaproponowaæ albo odprawienie Mszy ¶w. bez rozg³osu, albo rozszerzenie intencji, np. „o spokój w mie¶cie”, czy te¿, „aby z³o zosta³o zwyciê¿one przez dobro”, albo wreszcie, „by nie rzucaæ b³otem na cz³owieka przed udowodnieniem jego winy”.

 



2008-03-04

NIEMODNY ¦WIÊTY.

O „Kaziukach” w Poznaniu mo¿na dowiedzieæ siê ju¿ od kilku dni w mediach i to w sposób b³yskotliwie handlowy. O ¶w. Kazimierzu – nie. Przeszuka³em wszystkie artyku³y o ¶wiêtych, jakich sporo przez lata nazbiera³o siê w witrynie „Opoka”, ale o dzisiejszym Patronie dnia nie znalaz³em niczego. A przecie¿ w tym roku dok³adnie mija 550 lat od jego przyj¶cia na ¶wiat w rodzinie królewskiej Kazimierza Jagielloñczyka i El¿biety Rakuszanki, by³ ich drugim synem. Umar³ m³odo, zmiot³a go gru¼lica w 26 wio¶nie ¿ycia. W Wilnie Polacy i Litwini pamiêtaj± o nim, bo tam odda³ Bogu swego ducha. Po II wojnie ¶wiatowej Polacy lêkaj±cy siê wracaæ do komunistycznej Polski, emigrowali za ocean. Ci z Wileñszczyzny wziêli ze sob± w sercach ¿yw± pamiêæ o ¶w. Kazimierzu. Na wschodnim wybrze¿u Ameryki, w Toronto, wybudowali polskiemu Królewiczowi ko¶ció³ i za³o¿yli pod jego ¶wiêtym wezwaniem parafiê polonijn±. Pamiêtam w stanie wojennym piêkny ho³d z³o¿ony ¶w. Kazimierzowi w dniu jego ¶wiêta w katedrze wroc³awskiej podczas wieczoru religijno - patriotycznego. Kompletna cisza zaleg³a wype³nion± po brzegi ¶wi±tyniê, gdy wroc³awscy aktorzy recytowali i ¶piewali s³owa poematów na cze¶æ wolnej i niepodleg³ej Najja¶niejszej Rzeczypospolitej. Kilkana¶cie lat pó¼niej Wroc³awski Metropolita kard. Gulbinowicz, rodem z Wileñszczyzny, konsekrowa³ we Wroc³awiu piêkn± ¶wi±tyniê ku czci ¶w. Kazimierza Królewicza.

Przykra (i znacz±ca) jest ta dzisiejsza cisza o polskim ksiêciu, piêknym, m³odym cz³owieku, który opar³ siê pokusom dworskiego ¿ycia w komnatach pa³acowych i Bogu ¶lubowa³ swoj± czyst± m³odo¶æ.



2008-03-03

NIED¬WIED¬.

Rosja ma nowego prezydenta Miedwiediewa. ¦miech poszed³ po ¶wiecie na samo brzmienie s³owa „wybory” w Rosji. Ostro¿na opozycja nazywa je plebiscytem dla wybranego wcze¶niej na Kremlu pupila „cara” Putina. Dzi¶ wysz³y na ulice manifestacje z has³ami sprzeciwu wobec tych wyborów. ¯a³osny widok, pisk myszy pod potê¿n± ³ap± nied¼wiedzia, który (gdy tylko zechce) wetrze j± w ziemiê. Urzêdnicy obwodu leningradzkiego ju¿ sprawdzaj±, kto i dlaczego nie poszed³ do wyborów, bo Putinowi nie podoba siê tamtejsza o 10 procent ni¿sza od ¶redniej krajowej frekwencja wyborcza.

W czasach zimnej wojny pierwszy sekretarz KC w Moskwie wymachiwa³ atomówk±, gro¿±c Zachodowi: spróbujcie tylko ruszyæ w nasz± stronê! Dzi¶ nowy prezydent trzyma w rêku kurek GAZPROMU i zapowiada niewiernej Ukrainie przerwê w dop³ywie gazu. A co czeka niepokorn± Polskê? Bêdziemy jedli ciasto (surowe) zamieszane wcze¶niej przez rz±dy postkomunistów?...



2008-03-02

EMMA.

Podziêkowali¶my dzi¶ naszej Patronce za to, ze Emma nas ominê³a, mimo ¿e ponury szum huraganu s³ychaæ by³o nad Wroc³awiem ju¿ o pó³nocy. To by³o niesamowite zjawisko, przewalaj±ce siê czarne chmury i ten nadci±gaj±cy g³uchy odg³os, jakby nie wiadomo ilu potê¿nych machin wojennych. Nasz ogromny platan zacz±³ wy³apywaæ coraz to potê¿niejsze podmuchy wiatru najpierw na szczycie korony, ale stopniowo targanie ga³ê¼mi stacza³o siê w dó³. Ca³e szczê¶cie, ¿e si³a podmuchu szybko przetoczy³a siê do¶æ wysoko nad naszymi domami, nad ko¶cio³em, nad drzewami w parku. W dzieñ nie zauwa¿ono w okolicy wyrwanych z korzeniami, ani z³amanych drzew.

Bogu niech bêd± dziêki! Cz³owiek powinien w ka¿dej chwili dziêkowaæ Bogu za ¿ycie, ale w chwilach zagro¿enia, zw³aszcza, gdy s³yszy siê o ¶mierci i o zniszczeniach w¶ród ludzi, modlitwa wdziêczno¶ci sama ci¶nie siê na usta.



2008-03-01

BÓL DUSZY.

Biedni i godni lito¶ci s± starzy rodzice, których dzieci utraci³y wiarê. W naszej parafii jest bardzo wiele starych wdów. Przede wszystkim boli dusza. Matka nie mo¿e bez bólu patrzeæ na syna, który wypêdza ¿onê i sprowadza sobie inn± kobietê. Matka, lekcewa¿ona przez syna i niezauwa¿ana przez konkubinê, do¿ywa swej staro¶ci w jednym pokoiku, czêsto zagraconym i zaniedbanym z braku si³ do sprz±tania. Dorastaj±ce wnuki chodz± zbuntowane po mieszkaniu, potem siê wyciszaj± i szukaj± najbli¿szej okazji, by wydobyæ siê z tego „obcego” domu. Bez matki dom przestaje byæ „swój”.

Umówiony co miesi±c w sobotê odwiedzam z Naj¶wiêtszym Sakramentem te smutne domy. Nie zawsze jestem wpuszczony, bo schorowana wdowa si³ nie ma, by wstaæ i otworzyæ drzwi. W pozosta³ych sypialniach g³ucho i sennie, nawet pies nie obudzi siê, choæ s³oñce ju¿ z wysoka patrzy na ziemiê. Bardzo czêsto nie ma miejsca, gdzie mo¿na by po³o¿yæ z godno¶ci± Naj¶wiêtszy Sakrament, nie mówi±c ju¿ o krzy¿u czy ¶wieczkach zapalonych. Doprawdy, taka wizyta nie odbywa siê bez bólu wewnêtrznego.



2008-02-29

ZAWIERZENIE.

Dzi¶ nasi liceali¶ci-maturzy¶ci pojechali autokarami w pielgrzymce na Jasn± Górê. Dzieñ m³odo¶ci Archidiecezji Wroc³awskiej przed tronem Królowej Polski. To jest wa¿na podró¿ m³odego cz³owieka. Oczywi¶cie, dzi¶ zupe³nie inaczej ni¿ za mojej m³odo¶ci, gdy taka podró¿ by³a bardzo czêsto pierwszym dalekim wyjazdem poza swe ¶rodowisko. Dzi¶ niejeden m³ody ju¿ zwiedzi³ Europê i byæ mo¿e modli³ siê w ró¿nych sanktuariach. A jednak ten wyjazd to pielgrzymka do domu Matki Polaków z ofiarowanym sercem – dr¿±cym i niepewnym przed egzaminem dojrza³o¶ci. Pielgrzymka zawierzenia Matce swego projektu m³odo¶ci i nadziei na szczê¶cie, na mi³o¶æ. Z pewno¶ci± w tym zawierzeniu jest wielka pro¶ba o zdanie matury, dr¿enie jest podszyte strachem, ale w sumie jest to postawa bezradnego dziecka wobec nieznanej przysz³o¶ci, w której Matka mo¿e obroniæ i uprosiæ moc u Jezusa.

Martwiæ mo¿e jedynie to, ¿e tak ma³o m³odych z klas maturalnych zdecydowa³o siê na tê pielgrzymkê, i to wcale nie ze wzglêdu na brak pieniêdzy. Na pewno jest to ¶wiadectwo obecnych czasów.



2008-02-28

W£ADZA MÓWI.

W Afganistanie zginê³o dwóch ¿o³nierzy polskich w samochodzie zbyt s³abo opancerzonym. Wpadli na minê, która rozerwa³a samochód na strzêpy. Ci m³odzi ch³opcy s± ¿ertw± wojenn± dla naszej generalicji, która znów siê zastanawia, czy i jakie nowe samochody, lepiej opancerzone, nale¿y zakupiæ dla polskiej armii na prawdziwej wojnie. Panowie genera³owie w Warszawie dzi¶ salutowali trumny, dokonali po¶miertnego awansu ¿o³nierskiego. Ale kto ich wezwie do raportu, bo przecie¿ o tych kiepsko opancerzonych samochodach, nie daj±cych pe³nego bezpieczeñstwa naszym ¿o³nierzom, mówiono przy poprzednich ofiarach ¶miertelnych. W³adza jak mówi, ¿e zrobi, to mówi.



2008-02-27

POLITYCZNA OB£UDA.

Rz±d polski zaaprobowa³ oderwanie siê albañskiego, muzu³mañskiego Kosowa od s³owiañskiej, prawos³awnej Serbii. Teraz rz±d zastanawia siê nad wys³aniem delegacji do Serbii z misj± – jak±? Pocieszenia? Ob³udnicy. To tak, jakby urwaæ komu¶ nogê i stan±æ przy nim na dwóch nogach.



2008-02-26

EMIR.

Moje pseudo ma dwa wyja¶nienia. Oba s± bardzo wcze¶nie urodzone. Czas narodzin "Emira" to czas g³êbokiej komuny w Polsce, gdy nie wolno by³o duszpasterzom akademickim "zrzeszaæ siê" z braci± studenck± nigdzie, a zw³aszcza podczas wakacji na obozach turystycznych. Mój kolega z DA, obecnie biskup - senior (czytaj: emeryt!) w Zielonej Górze, otrzyma³ od m³odych nazwanie "Harna¶", gdy¿ ³azili bez przerwy po górach. Mnie nazwano (trochê pó¼niej zacz±³em pracowaæ w DA) "Emirem". Dlaczego? Wyja¶niam:
a) -bo zwykle podpisywa³em siê skrótem: "Mir". Na pierwszym obozie, na którym by³a ogromna przewaga dziewczyn, pewien (zazdrosny?) student powiedzia³: masz harem, jeste¶ jak emir!!! Wszystkim to siê spodoba³o i tak powsta³ „Emir”.
b) -bo kto¶ znaj±cy mój skrócony podpis zdenerwowa³ siê kiedy¶ na mnie i na zakoñczenie rozmowy machn±³ rêk±: e, Mir!!! Czyli „Emir” to kto¶, na kogo mo¿na machn±æ rêk±.
Oba wyja¶nienia s± równouprawnione. Kto mo¿e u¿ywaæ tego s³owa wobec mnie? Tylko moi bliscy. Niektórzy (dalecy) z grzeczno¶ci próbuj± do mnie zwracaæ siê per "ksiê¿e Emirze". Niedopuszczalna hybryda, choæ wybaczalna.



2008-02-25

PO GALI.

Wczoraj wiele nadziei, du¿o s³ów i u¶miechniêta twarz Andrzeja Wajdy. Dzi¶, niestety, buzia w podkuwkê. Nie ma Oskara dla „Katynia”. Tryumfuj± ci w internecie, którzy nie ¿a³owali re¿yserowi gorzkich s³ów, wyci±gaj±c z jego biografii peerelowskie grzechy.
Ale wytwórnia filmowa Se-ma-for, w której powstawa³ animowany angielsko-polski film „Piotru¶ i wilk”, ma powody do rado¶ci. Film angielski, ale pó³ rado¶ci polskiej!
Oczywi¶cie, mnie ucieszy³ Oskar dla Marion Cotillard za rolê Edith Piaf w filmie „Niczego nie ¿a³ujê”. Jestem w dalszym ci±gu urzeczony oryginalnym g³osem Piaf, który s³ychaæ w filmie. Od¿y³a wiêc legenda wielkiej piosenkarki francuskiej o bardzo trudnym ¿yciu na ziemi. A jaki jest jej los w Wieczno¶ci? Nieraz o tym my¶lê i modlê siê o Niebo dla niej.


2008-02-24

PRZY STUDNI.

Bardzo bogata niedziela. Na Kubie watykañski kardyna³ przypomina o wizycie Jana Paw³a II przed 10-ciu laty i ods³ania pomnik, a Raul, syn dyktatora Castro, przygotowuje siê na prezydenta. W Rosji Putin „paduma³” i postanowi³ odwiesiæ zakaz brania duchownych do armii, a patriarcha prawos³awny rzuca ¿abami. W Kosowie Albañczycy ciesz± siê og³oszon± wolno¶ci±, w Serbii p³on± ambasady. W Obersdorfie lataj± dru¿ynowo na nartach, Austriacy po mistrzowsku, Polacy raczej s³abiutko, Finowie wracaj± do domu ze smutnymi minami. W gabinecie polskiego premiera pianie kogutów nad wspania³o¶ci± obietnic po 100 dniach Tuskowego rz±du z programem dalszych obietnic a¿ do 2015 roku. Lewica polska wybiera siê do Hiszpanii na korepetycje, by nauczyæ siê walki z Ko¶cio³em. Ju¿ zapomnieli?!

Wielkie dzianie siê na ca³ym ¶wiecie!

Tylko Jezus (jedyny spokojny) przy studni Jakuba niezmiennie pomaga cz³owiekowi odkrywaæ w swym wnêtrzu ¼ród³o najg³êbszego pragnienia.

 



2008-02-23

CO Z FORM¡?

Ma³ysz dziewi±ty w narciarskim lataniu w Obersdorfie, to jego najlepszy wynik w tej klasie. Wszyscy pamiêtaj± jego zwyciêstwa i chwa³ê, jak± otrzymywa³ od fanów. Zachwyca³ nie tylko kolejnymi osi±gami sportowymi. Wzrusza³ swoj± m³odzieñczo¶ci± i pokor± w przyjmowaniu gratulacji i pochwa³. Ten m³ody ewangelik urzeka³ swym nieukrywanym, odniesieniem do warto¶ci chrze¶cijañskich. Dzi¶ wyra¼nie jest zmêczony seri± dalszych miejsc w zawodach. Nie ma ³atwego ¿ycia, tak¿e psychicznego. Ale mam wra¿enie, ¿e Adam jakby nieco zel¿a³ w swoim zaufaniu do Jezusa. Wszyscy ka¿± mu liczyæ na siebie, dopinguj± go, æwicz±, kieruj± jego wol±, zaw³adnêli nim… On jakby zacz±³ siê wyra¿aæ o sobie pod dyktat spo³eczny. A opinia medialna, no có¿, z aplauzem wita jedynie zwyciêzców. Mo¿e jednak Adam Ma³ysz wróci do swego duchowego wnêtrza.

 



2008-02-22

DUSZA SAMOTNA.

Zatrzyma³ mnie kiedy¶ króciutki fragment z „Dzienniczka” ¶w. Faustyny. Siostra zakonna, ¿yj±ca we wspólnocie klasztornej, wo³a³a do Pana sercem têskni±cym podczas adoracji: „Jezu, przyjacielu duszy samotnej!” To wzruszaj±ce i… zastanawiaj±ce. Ale nie zd±¿y³em z zastanawianiem siê, gdy poczu³em nagle, ¿e to s± moje s³owa, wyjête mi z serca. To dziwne, bo choæ ¿yjê wci±¿ miêdzy lud¼mi, pracujê dla nich, rozmawiam, smucê i weselê siê z nimi, to jednak ¿adne inne cudze s³owa nie przylgnê³y mi tak do serca jak w³a¶nie te o samotno¶ci duszy.

Od pocz±tku klerykatu wszyscy wychowawcy wmawiali mi, ¿e chrze¶cijanin nie mo¿e byæ samotny. Modli³em siê do Jezusa, ale nie przyznawa³em siê, ¿e czasami jestem g³êboko samotny. ¦wiêta Faustyna u¶wiadomi³a mi, ¿e Jezus jest przyjacielem duszy samotnej. To wielka ulga. I jaka piêkna modlitwa!

 



2008-02-21

M¡DRY TE¦Æ.

Pan premier pomy¶la³ dzi¶, ¿e trzeba ukróciæ w³adzê pana prezydenta. Nie komentujê tego najbardziej potrzebnego dzi¶ Polsce dzia³ania, ani te¿ nie podpisujê siê pod komentarzem pana Kalisza, ¿e konstytucja Kwa¶niewskiego jest zupe³nie wystarczaj±ca. Pan premier wróci³ z zagranicznego urlopu, opalony, wypoczêty i staæ go na rewelacje rangi wrêcz historycznej. Szkoda, ¿e nie spenetrowa³ dok³adniej szuflady w apartamencie hotelowym, gdzie zawsze znajduje siê egzemplarz Biblii. Mo¿na tam znale¼æ bardzo ciekaw± radê, jak± da³ Moj¿eszowi jego te¶æ, ogl±daj±cy t³umy zmêczonego ludu, w d³ugich kolejkach oczekuj±cego na rozwi±zanie konfliktów s±siedzkich: „Wyszukaj sobie z ca³ego ludu dzielnych, boj±cych siê Boga i nieprzekupnych mê¿ów, którzy siê brzydz± niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich prze³o¿onymi ju¿ to nad tysi±cem, ju¿ to nad setk±, ju¿ to nad piêædziesi±tk± i nad dziesi±tk±, aby mogli s±dziæ lud w ka¿dym czasie (…) Je¶li tak uczynisz, a Bóg ciê do tego sk³oni, podo³asz, a tak¿e lud ten zadowolony powróci do siebie” (Wj, 18,21-23). Dobrze jest mieæ m±drego te¶cia, który potrafi skierowaæ my¶li od po¿±dania w³adzy ku prawdziwej trosce o naród.


2008-02-20

SKARB CISZY.

Jak pomóc choremu, gdy siê nie jest lekarzem?… Zwykle stajê bezradny, bo cz³owiek chory to zupe³nie inna istota ni¿ ten, którego zna³em, gdy by³ zdrowy. Choroba os³abia ciele¶nie cz³owieka, a jednocze¶nie mo¿e skierowaæ go do jego wnêtrza, je¿eli kiedykolwiek ¿y³ sprawami ducha. Ale i to nie jest prost± spraw±, gdy¿ os³abienie chorob± bardzo czêsto uniemo¿liwia ¿yw± modlitwê. Jest jednak i na to prosty sposób: krótkie akty strzeliste wielbi±ce Boga. A czasami wystarcza „widzieæ” w swej duszy jedno ukochane imiê: Jezus.
Gdy siê idzie w odwiedziny do chorego, nie nale¿y siê zbytnio martwiæ: co ja mu powiem, co on chêtnie by zjad³, a mo¿e chcia³by przeczytaæ jak±¶ lekk±, roz¶mieszaj±c± ksi±¿kê? Nie nale¿y mu bez przerwy trajkotaæ o najnowszych ploteczkach, ani litowaæ siê nad nim. Ten cz³owiek najbardziej potrzebuje twojej ciszy. To nie znaczy, ¿e masz ca³y czas milczeæ przy ³ó¿ku. Przynie¶ mu w sercu swoj± ciszê. Rozmawiaj z nim w taki sposób, aby twój skarb ciszy przelewa³ siê do jego duszy.


2008-02-19

WOLNO¦Æ.

Wolno¶æ cz³owieka jest uczestnictwem w doskona³o¶ci Boga. Tak samo jak rozumno¶æ. Czy to nie zabrzmia³o zbyt ¶miele? Ale przecie¿ w Ksiêdze Rodzaju czytam: „ A wreszcie rzek³ Bóg: Uczyñmy cz³owieka a Nasz obraz, podobnego Nam” (1,26). W czym cz³owiek mo¿e byæ podobny Bogu? Przecie¿ nie w ciele, bo Bóg jest doskona³o¶ci± duchow±. Swój obraz Bóg umie¶ci³ w duszy ludzkiej: w rozumno¶ci i wolno¶ci. Nawet kiedy do¶wiadczam swej doskona³o¶ci popsutej grzechem pierworodnym, dalekiej od doskona³o¶ci Boga, to jednak Jezus potwierdzi³ moja têsknotê (i prawo) do niej: „B±d¼cie wiêc wy doskonali, jak doskona³y jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,58). Czym¿e wiêc jest wolno¶æ na ziemi? –Je¿eli nawet nie jest czynieniem zawsze i tylko dobra, to jest d±¿eniem do dobra. Co wiêcej, prawdziwa wolno¶æ rodzi siln± wolê pokonywania przeszkód le¿±cych na drodze do dobra. Ta wolno¶æ, na któr± siê decydujê w ¿yciu, zawsze jest wspomagana przez ³askê Boga.
Myl± siê ci, którzy twierdz±, ¿e wolno¶æ pozwala im na czynienie z³a, albo ¿e wtedy s± wolni, gdy czyni± z³o. Od pocz±tku swej historii cz³owiek czyni³ z³o pod wp³ywem kusiciela. Szatan nie daje wolno¶ci, bo jej nie ma. Jednak jest na tyle inteligentny i sprytny (tysi±ce lat do¶wiadczenia!), by cz³owiek prowadzony do z³a mia³ wra¿enie, ¿e czyni sam i wybiera dla siebie dobro.


2008-02-18

PUPA CHRONIONA.

Rzeczniczka praw dziecka zapowiada wprowadzenie do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuñczego zakazu klapsa rodzicielskiego. W imiê czego? – W imiê poszanowania godno¶ci dziecka. Pupa chroniona ma byæ wyrazem godno¶ci, a dlaczego? Bo tak jest w UE. Dwadzie¶cia kilka lat temu pewna babcia odwiedzi³a rodzinê córki w Szwecji. Kiedy¶ posz³a z wnukiem na spacer po mie¶cie. Na skrzy¿owaniu w ostatniej chwili, ju¿ na ¿ó³tym ¶wietle, malec pu¶ci³ siê przez jezdniê na druga stronê. Zd±¿y³, ale w babci serce omal nie wyskoczy³o z piersi. Do³±czy³a do wnuka na zielonym ¶wietle i da³a mu klapsa po portkach. Wtedy us³ysza³a krzyk przera¿onego przedszkolaka: babciu, co¶ ty zrobi³a? –Da³am ci klapsa za nara¿anie swego ¿ycia. – Ale teraz przyjd± policjanci i pójdziesz do wiêzienia!

W Polsce doczekali¶my siê ju¿ populacji m³odych ludzi wychowywanych w dzieciñstwie bezstresowo. Chamskie zachowanie w autobusach i w tramwajach. Chuligañskie korzystanie z urz±dzeñ w poci±gach, na przystankach, czy na stadionach. Szczytem przechodz±cym wszelk± wyobra¼niê jest zachowanie uczniów w szko³ach wobec kole¿anek, kolegów czy nawet nauczycieli. Wiemy ju¿: wychowywanie bezstresowe generuje stresy nieustanne doko³a wychowywanego. Nie mo¿e byæ wychowanie sterowane zakazami i nakazami tylko prawnymi. Musi byæ moralno¶æ, której ¼ród³em i celem jest naj¶wiêtszy Bóg.



2008-02-17

SUKCES W BERLINIE.

Wielki sukces Andrzeja Wajdy: „Katyñ” pokazany na Festiwalu Filmowym w Berlinie. Znakomita plejada artystów, dziennikarzy i polityków (z pani± kanclerz Angel± Merkel na czele) przyby³a na europejsk± premierê filmu. Wzruszenie ogl±daj±cych ujawni³o siê najwyra¼niej w d³ugiej, nieruchomej niemal¿e, ciszy po zakoñczeniu projekcji. A nastêpnie wielkie brawa na stoj±co. Re¿yser, jak maturzysta u¶miechniêty i stremowany, ale bardzo szczê¶liwy, patrzy³ w oczy pani Kanclerz, która z wielkim wzruszeniem sk³ada³a mu gratulacje. Ten film wojenny - tak stonowany, ascetyczny, bez epatowania obrazami grozy walki – przemilczan± przez pó³ wieku tragediê polskich oficerów wykrzycza³ na ca³± Europê. I to jest jego wielkie znaczenie spo³eczne i polityczne. W tej chwili „Katyñ” nominowany do „Oskara” czeka na werdykt amerykañskiej Akademii Nauk i Sztuk Filmowych w Los Angeles. Ciekawy jestem, jak bêdzie przyjêty w Rosji, jak go oceni± ¶rodowiska kryptosowieckie. Czy pozwol± na szerok± projekcjê i… kiedy go zdejm±?



2008-02-16

ROZUMNE SERCE.

Nie wylecia³o mi jeszcze z pamiêci, jak to dawniej w ró¿nych miejscach, budzi³y siê nowatorskie pomys³y maj±ce uatrakcyjniæ przekaz s³owa Bo¿ego. Pamiêtam s³awnego francuskiego zakonnika, o. Duwala, który u¿ywa³ gitary do ewangelizacji. On jednak wychodzi³ z instrumentem na estradê czy scenê teatraln±. W Polsce te¿ by³a epoka kaznodziejów z gitar± na ambonie. Ks. Sierla zachwyca³ swymi piosenkami s³uchaczy pod ambon± na ¦l±sku. We Wroc³awiu by³ przeuroczy o. Antoni, który przyzwyczai³ rodziców na Mszy dla dzieci, ¿e co niedzielê zastanawiali siê, z czym te¿ wyjdzie na kazanie? Kiedy¶ wyszed³ z wiaderkiem ziemniaków, usiad³ przed s³uchaczami i zacz±³ obieraæ. Czeka³ na reakcjê. I doczeka³ siê, nazajutrz otrzyma³ list od arcyszefa zaniepokojonego. Kilkana¶cie lat temu w Sydney m³ody ksi±dz australijski we ¦rodê Popielcow± wyla³ wodê ¶wiêcon± z kropielnicy, a nasypa³ do niej piachu. Skala pomys³owo¶ci kaznodziejskiej chyba jest nieograniczona.

„Ach mój mi³y Augustynie, wszystko minie, minie, minie”. Minê³a epoka gitarowców na ambonie i bitowych Mszy m³odzie¿owych, a pos³ugiwanie siê czystym i piêknym s³owem ludzkim w wyja¶nianiu Tajemnicy S³owa Bo¿ego pozostaje nadal i wo³a o rozumne serce.



2008-02-15

KAZNODZIEJA.

W Krakowie zawsze mo¿na co¶ ciekawego spotkaæ. W ko¶ciele na Rynku Podgórskim we ¦rodê Popielcow± mo¿na by³o zobaczyæ rower rehabilitacyjny i na nim m³odego kaznodziejê w ornacie. W ten sposób pomys³owy duchowny chcia³ przekazaæ wiernym, na czym polega Wielki Post, na æwiczeniu, a nie na narzekaniu i ¿aleniu siê. Ponoæ duszpasterz ten na Mszach akademickich u¿ywa laptopa, wy¶wietla krótkie filmy i prezentacje medialne. Wszystko dla ludzi z epoki kolorowych obrazków, z wyciêt± wyobra¼ni±. Nale¿a³oby chyba pochwaliæ poszukuj±cego kap³ana, ale i przestrzec. Homilia nie jest w ¿adnym wypadku wyk³adem czy prelekcj±, ani nawet katechez± szkoln±. Trzeba zachowaæ ostro¿no¶æ w g³oszeniu s³owa Bo¿ego, by nie przepêdziæ zeñ ukrytej Tajemnicy.

Niedawno w³a¶nie w Krakowie podjêto inicjatywê internetowego dokszta³cania kaznodziejów (odp³atnie) on-line. Kto wie, mo¿e bêdzie to oryginalna wylêgarnia wystrza³owych pomys³ów i talentów homiletycznych? A poza tym w obecnej dobie poszukiwania pieniêdzy ¿aden uczciwy sposób na robienie kasy nie mo¿e byæ z³y.



2008-02-14

WALENTYNKI.

Trzeba przyznaæ, ¿e sza³ walentynkowy zaczyna przycichaæ. W latach 90-tych, gdy to „¶wiêto mi³o¶ci” torowa³o sobie drogê do naszych serc z drugiej pó³kuli, ca³a Polska by³a „zawalentynkowana” i zaczerwieniona. Wszêdzie czerwone serduszka. Witryny sklepowe i okienka pocztowe emanowa³y kolorem serdecznej krwi. TVP tak siê zaanga¿owa³a w to amerykañskie promowanie mi³o¶ci, ¿e ca³e studio bi³o po oczach czerwonymi, pulsuj±cymi serduchami, rozedrganymi blaskami i rozb³yskami ¶wietlnymi. Wszystko w s³u¿bie komercji i obcego kapita³u. Musia³a to byæ niez³a dola, skoro prezenterzy tak mocno siê w tym przedsiêwziêciu eksploatowali. Nawet co poniektórzy duchowni w oknach internetowych próbowali dopasowaæ sza³ mi³osny do patrona epileptyków. Panie chwyci³y bakcyla, bo kto nie chce otrzymywaæ wyrazów i dowodów mi³o¶ci? Panowie zaczêli pisaæ mi³osne wierszyki, a importowane z Ameryki walentynkowe kartki przewo¿one by³y w workach pocztowych dziesi±tkami tysiêcy z jednej na drug± stronê Polski. Tak siê wype³nia pustkê promocyjn± miêdzy Bo¿ym Narodzeniem a Wielkanoc±!



2008-02-13

CZYSTE SZALEÑSTWO. 

W pó¼niejszym ¿yciu, chyba dojrzalszym, moje serce by³o jeszcze raz dotkniête radosnym szczê¶ciem. By³o to w Rzymie dnia 22 pa¼dziernika 1978 roku Pañskiego. Najpierw siedzia³em na plastykowym krze¶le, jakich by³y setki przed bazylik± ¶w. Piotra, i w skupieniu czeka³em na inauguracjê pontyfikatu nowego papie¿a, Polaka. W pewnym momencie zakot³owa³o siê wokó³ mnie, wszyscy duchowni stanêli na krzes³ach, wiwatowali, krzyczeli, machali chusteczkami. Nie wytrzyma³em, wskoczy³em na krzes³o, choæ to wydawa³o mi siê bardzo niestosowne. Zauwa¿y³em, ¿e mój s±siad, nieporuszony, ascetyczny kapucyn z hiszpañsk± bródk±, po chwili znalaz³ siê obok mnie na krze¶le. Czyste szaleñstwo rado¶ci. Karol Wojty³a stan±³ przy papieskim o³tarzu! My¶la³em, ¿e mi serce wyskoczy z piersi. Dar³em siê w niebog³osy. Mnich krzycza³ w swoim jêzyku. Szczê¶cie unosi³o siê nad placem ¶w. Piotra. £zy rado¶ci zamgli³y mi oczy.



2008-02-12

SZCZʦCIE SPOTKANIA.

Kupi³em dzi¶ film na DVD o ¿yciu Edith Piaf: „Niczego nie ¿a³ujê”. Tytu³ filmu wziêty z piosenki, któr± ¶piewa³a przejmuj±co w paryskiej Olimpii. W m³odzieñczych latach wprost uwielbia³em jej g³os, s³uchaj±c, a w tamtych latach nieczêsto siê to przytrafia³o, zawsze dreszcz przenika³ moje serce. Zauroczony by³em tym oryginalnym brzmieniem do tego stopnia, ¿e niepostrze¿enie przela³em swój aplauz i dla Mireille Mathieu, która zaczê³a sw± karierê piosenkarki od na¶ladowania Edith Piaf. Nie by³em w tym zachwycie osamotniony. Gdy pierwszy raz wyje¿d¿a³em do Pary¿a, kolega prosi³ mnie, po³ó¿ czerwon± ró¿ê na grobie Piaf. Zrobi³em to. I pomodli³em siê, choæ pierwszym grobem, jakiego szuka³em, by³a p³yta Norwida. Szczê¶liwym trafem uda³o mi siê otrzymaæ (i to w prezencie!) bilet na koncert do Olimpii. Piêkn± tradycj± by³o wtedy zaczynaæ ka¿dy koncert, któregokolwiek artysty, od przypomnienia Edith Piaf i jej piosenek. Ch³on±³em ca³ym sob±. By³em przeszczê¶liwy!



2008-02-11

DZIEÑ CHOREGO.

Dzi¶ Ko¶ció³  wspomina wydarzenia sprzed 150 lat w Lourdes. Matka Bo¿a wybra³a sobie miejsce w Pirenejach, aby potwierdziæ Jej tytu³ Niepokalanego Poczêcia i by uczyniæ grotê w massabielskiej skale miejscem szczególnym dla po¶rednictwa ³ask Bo¿ych, a nade wszystko ³aski uzdrowienia tak cia³a jak i ducha. Dlatego Jan Pawe³ II w 1992 roku og³osi³ ten dzieñ jako ¦wiatowy Dzieñ Chorego. Pamiêtam Ojca ¶w. z roku 2004 w Lourdes jako pielgrzyma bardzo cierpi±cego, poruszaj±cego siê na wózku, potrzebuj±cego opieki i mi³osierdzia, jak tysi±ce innych pielgrzymów z ca³ego ¶wiata. Jego modlitwa rozdziera³a moje serce: „Dobra Matko, miej lito¶æ dla mnie; ca³kowicie oddajê siê Tobie po to, aby¶ ofiarowa³a mnie swojemu dobremu Synowi, którego pragnê kochaæ ca³ym sercem. Moja dobra Matko, spraw, aby moje serce ca³e p³onê³o dla Jezusa”.

Wczorajszej niedzieli spotka³y siê polskie organizacje i stowarzyszenia pacjentów, aby daæ znaæ o sobie. Pacjenci nie strajkuj±, ale postanowili powiedzieæ rodakom, ¿e dzieje siê im krzywda wyrz±dzona przez tych, którzy zobowi±zali siê pod przysiêg± nie¶æ im pomoc w chorobie i opiekowaæ siê ich ciê¿ko do¶wiadczonym ¿yciem.

Z du¿± satysfakcja czyta³em wczoraj w ko¶ciele list naszego Metropolity w lwiej czê¶ci po¶wiêcony ludziom chorym. Z duszpasterskiego punktu widzenia bardzo celowy by³ fragment mówi±cy o sakramencie chorych, uodwa¿niaj±cy starych i schorowanych ludzi do przyjmowania tego wspania³ego Jezusowego lekarstwa.

Nie mogê nie wspomnieæ dzi¶ ks. bpa Paw³a Latuska, którego po ciê¿kich cierpieniach 35 lat temu zabra³a ¶mieræ do Wieczno¶ci. By³ moim rektorem w Seminarium. Mi³osierny Jezu, przyjmij go do swojej rado¶ci w domu Ojca.



2008-02-10

PUSTYNNA LEKCJA.

Dlaczego szatan przegra³ kuszenie Jezusa na pustyni? – Bo zacz±³ od zapowiedzi cudu, a skoñczy³ na k³amliwych obietnicach. No, a w miêdzyczasie ¿±da³ rzeczy niemo¿liwych, zagubi³ zdrowy rozs±dek.

I pomy¶leæ, ¿e tej wa¿nej lekcji politycy nie potrafi± siê nauczyæ.



2008-02-09

DRZAZGA.

„Nasz cz³owiek w Warszawie”. Tak Rosjanie nazwali polskiego premiera Donalda Tuska podczas jego wizyty w Moskwie. Putin zacz±³ od ironii na temat poprzedniego premiera Polski, który do Moskwy siê nie wybiera³, a Tusk by³ zachwycony miastem, które jest stolic± wielkiego mocarstwa. Klimat wyra¼nie siê ociepli³… Lody topniej±… Oj! A co dalej?...

Komentatorzy nie spodziewali siê wymiernych owoców tej wizyty. Sceptycyzm. Bo i có¿ Polska mo¿e siê spodziewaæ od pañstwa, które na swoje nowe ¶wiêto narodowe wybra³o historyczny dzieñ przepêdzenia Polaków z Moskwy? Najwyra¼niej drzazga w sercu siedzi…



2008-02-08

ZA ¯YDÓW.

Ojciec ¶w. Benedykt XVI chce, by Ko¶ció³ w Wielki Pi±tek modli³ siê za ¿ydów; zatwierdzi³ nowe s³owa dla msza³u z roku 1962: ”Módlmy siê za ¿ydów. Aby Bóg i Pan nasz o¶wieci³ ich serca, aby poznali Jezusa Chrystusa, zbawiciela wszystkich ludzi. Wszechmog±cy wieczny Bo¿e, który chcesz, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy, spraw ³askawie, aby ca³y Izrael zosta³ zbawiony, kiedy wszystkie narody wejd± do Twego Ko¶cio³a”.

Rabini rzymscy i jerozolimscy nie chc± tej modlitwy. Nie chc±, „aby Pan nasz o¶wieci³ ich serca”, nie chc± doj¶æ „do poznania Prawdy”, ani nie ¿ycz± sobie, „aby ca³y Izrael zosta³ zbawiony” na koñcu zgromadzenia siê wszystkich narodów w Ko¶ciele. Oprotestowali modlitwê.

Z Watykanu kard. Walter Kasper, odpowiedzialny za dialog z ¿ydami, wyrazi³ rzetelne zdziwienie: „Nie rozumiem, dlaczego ¿ydzi nie mog± zaakceptowaæ tego, ¿e korzystamy z naszej wolno¶ci w formu³owaniu naszych modlitw” (Corriere della Sera, 5.02.2008).

No i có¿ tu dodaæ?


2008-02-07

STUDNIÓWKA.

Skoñczy³ siê karnawa³ i jest… k³opot. Nie wszyscy uczniowie przedmaturalni zd±¿yli wybawiæ siê na studniówkach. Karnawa³ by³ bardzo krótki, za krótki. Wiêc co? Czy Ojciec ¶w. (a przynajmniej nuncjusz apostolski w Polsce) nie powinien uczniom klas maturalnych udzieliæ dyspensy od czwartego przykazania ko¶cielnego, które nakazuje katolikowi „w okresach pokuty powstrzymaæ siê od udzia³u w zabawach”?... M³yny ko¶cielne powoli miel±. Do Watykanu czy do Warszawy nie ka¿demu blisko czy po drodze. Pozostaje jeszcze w odwodzie ks. proboszcz parafii miejsca zamieszkania ucznia czy miejsca szko³y. On mo¿e dla s³usznej przyczyny udzieliæ w poszczególnych wypadkach dyspensy od obowi±zku zachowania dnia pokuty, albo dokonaæ zamiany tego obowi±zku na inne uczynki pobo¿ne.

2008-02-06

MAGIA POPIELCA.

Jest jaka¶ magia przyci±gaj±ca ludzi do ceremonii posypywania g³owy popio³em. Od kiedy pamiêtam, ¶roda popielcowa gromadzi³a na Mszy ¶w. zawsze bardzo du¿o wiernych. Bardzo du¿o, a to znaczy, ¿e byli tam i niewierni. Co jest w tym „prochu ziemi”, ¿e przyci±ga ¿yj±cych jak grzechotnik swoj± ofiarê. Rzeczywi¶cie s³owa wypowiadane przy posypywaniu g³ów przenikaj± dreszczem – „w proch siê obrócisz” – a przecie¿ dobrowolnie idziemy ku temu znakowi unicestwienia.

Mo¿e jest w nas jaki¶ atawizm pokutnika, którym zobowi±za³ Bóg cz³owieka przepêdzaj±c go z raju: „przeklêta niech bêdzie ziemia z twego powodu: w trudzie bêdziesz zdobywa³ od niej po¿ywienie dla siebie po wszystkie dni twego ¿ycia” (Rdz 3,17). Nak³adaj±c na siebie popió³, op³akujemy raj i poddajemy siê wyrokom Boskim obowi±zuj±cym na zwyk³ej ziemi, cierñ i oset rodz±cej.

Ale znam jeszcze inne wyt³umaczenie dla tej przedziwnej, nienaturalnej i sprzecznej z wszelkimi d±¿eniami do szczê¶cia magii Popielca. Wyja¶nia to ¶w. Pawe³ w Li¶cie do Filipian: Jezus w swym cz³owieczeñstwie pos³uszny Ojcu, poddaj±c siê prawu ¶mierci, „uni¿y³ samego siebie (…) Dlatego te¿ Bóg Go nad wszystko wywy¿szy³” (2,8-9).
Mam zaufanie do Jezusa. Skoro On przez pos³uszeñstwo Ojcu a¿ do ¶mierci, zosta³ wywy¿szony, to i ja, ³±cz±c siê z Nim, uni¿am siê przed moim Stwórc± i w poczuciu swej znikomo¶ci przyjmujê na siebie znak ¶mierci. W trzy dni wywy¿szony bêdê!

 

 



2008-02-05

WIELKA PUSTKA.

Rozmawia³em wczoraj wieczorem w klasztorze sióstr Adoratorek o pracy sióstr polskich na parafii w Krasnojarsku. Parafia terytorialnie ogromna, ludzi tylko 100 i to jeszcze porozrzucanych po wsiach dooko³a miasta. Wielka bieda i zacofanie w tych zapad³ych syberyjskich wsiach. Rosjanie nagminnie praktykuj± czary! W ka¿dej wsi jest czarownica, do niej przychodz± z najró¿niejszymi pro¶bami. Bardzo czêsto prosz± o zemstê nad s±siadem czy krewnym, który „zalaz³ im za skórê”. Wielka pustka po Bogu w duszy posowieckiej szuka wype³nienia, niestety, cofaj±c siê do ciemnoty pogañskiej. Tak± ciemnot± mo¿na swobodnie manipulowaæ.

Widaæ to jak na d³oni, gdy tak zwana niezawis³a, prokremlowska gazeta informuje, ¿e zbrodniê katyñsk± w 1940 roku pope³nili Niemcy, a nie NKWD na rozkaz Stalina. Czysta manipulacja i bezczelno¶æ! Powa¿ni historycy nazwali to bzdur±. Tak, ale w ten sposób Putin zapobiegnie strasznym skutkom, jakie mo¿e w umys³ach Rosjan spowodowaæ nominowany do Oskara film Andrzeja Wajdy „Katyñ” (je¿eli oczywi¶cie przedostanie siê do Krasnojarska).



2008-02-04

DRUGA ¦WIECA.

Do¶æ dobrze pamiêtam drug± ¶wiecê, tê od I Komunii ¶w. Moje pierwsze pe³ne uczestnictwo w Eucharystii prze¿ywa³em, maj±c 8 lat, w ko¶ciele parafialnym w Roztoce na Dolnym ¦l±sku (miêdzy Jaworem a Bolkowem). Jak¿e to daleko od mojej kolebki wo³yñskiej! Je¿eli „wypêdzeni” pani Eriki Schteinbach opuszczali (jasne, ¿e z ciê¿kim sercem) tutejsze swe domy, to znajdowali nowe zasiedlenie w ¶rodowisku o tej samej kulturze i religii. Nasze rodziny natomiast przyjecha³y na piastowsk± ziemiê, gdzie od kilku wieków zupe³nie inna kultura budowa³a zupe³nie inne ko¶cio³y. W wielu miejscowo¶ciach sta³y dwa ko¶cio³y, katolicki i protestancki, lecz có¿ z tego? Wyboru nie by³o, bo katolicki przewa¿nie le¿a³ w gruzach.

Swoj± I Komuniê ¶w. prze¿ywa³em w mrocznym, obcym mi architektonicznie, ciê¿kim, neoromañskim ko¶ciele poprotestanckim. Nawet nie mieli¶my przy czym uklêkn±æ, aby przyj±æ Cia³o Pañskie. Nie by³o „sto³u Wieczerzy Pañskiej”, czyli balasek. By³ za to obrus bia³y po³o¿ony „w powietrzu”, d³ugi kawa³ p³ótna z obu stron trzymany przez starszych ministrantów. Klêkali¶my w d³ugim rzêdzie i trzeba by³o uwa¿aæ, by siê nie oprzeæ o ten „stó³” ³okciami, gdy z ty³u napiera³a nastêpna „linia szturmowa”. I przy ca³ym moim staraniu o skupienie, najwa¿niejsz± my¶l± by³o, by nie podpaliæ czy poplamiæ woskiem p³ótna. Zanios³em ¶wiecê do domu. By³a cenn± pami±tk±, ale równie¿ czêsto s³u¿y³a przy odrabianiu lekcji, gdy wieczorami elektrownia pr±d wy³±cza³a.



2008-02-03

PIERWSZA ¦WIECA.

Dzi¶ ¶w. B³a¿ej leczy gard³a przyk³adaj±c zapalone ¶wiece do krtani.

Nie pamiêtam mojej pierwszej ¶wiecy, od Chrztu ¶wiêtego. Tyle lat minê³o, gdzie¶ siê zapodzia³a, a najpewniej wypali³a siê dawno i daleko, za Bugiem. Kiedy pojecha³em pierwszy raz do £ucka, chcia³em koniecznie odnale¼æ moj± wie¶ rodzinn±, Rudniê. Nie by³o jej ani w przestrzeni tej piêknej, nostalgicznej równiny wo³yñskiej, ani na mapie. Zosta³a zrównana z ziemi±. Taki los j± spotka³, bo przed wojn± ca³a by³a polska. Odszuka³em we wsi parafialnej, w Ko³kach, mój ko¶ció³. Chcia³em uklêkn±æ przy chrzcielnicy i podziêkowaæ Bogu Ojcu za ³askê usynowienia mnie w Jezusie Chrystusie. Pragn±³em spojrzeæ w górê i us³yszeæ w sercu trzepot skrzyde³ bia³ej go³êbicy, postaci Ducha ¦wiêtego, i podziêkowaæ za uczynienie mej duszy przybytkiem Boga Naj¶wiêtszego. Chcia³em poczuæ zapach p³on±cych woskowych ¶wiec, pewnie gdzie¶ tam pod stropem tak¿e mojej ¶wiecy ulokowa³ siê ¶lad. Niestety, ko¶ció³ by³ zamkniêty na k³ódkê, a na dachu gnie¼dzi³y siê dwie kopu³y cebulaste. ¯ywej duszy dooko³a. W tej kompletnej ciszy upalnej ukl±k³em na progu ko¶cio³a, tu siê dokona³a mistagogia wdziêczno¶ci za pocz±tek wiary.

 



2008-02-02

GROMNICZNA.

Pamiêtam z lat dzieciêcych obraz Stachiewicza przedstawiaj±cy zimow± noc± Matkê Bo¿± z gromnic± w rêku przepêdzaj±c± zg³odnia³e wilki od domostw wiejskich. U nas w domu zawsze stawia³o siê zapalon± gromnicê w oknie, gdy burza z g³uchymi gromami nadci±ga³a. W ró¿nych trudnych sprawach, gdy klêkali¶my do modlitwy, aby prosiæ o pomoc i obronê, najpierw zapalali¶my gromnicê. Pamiêtam te¿ pierwsze umieranie w naszym domu. Gdy dziadek Józef odchodzi³, ojciec w³o¿y³ mu w splecione jak do modlitwy palce w³a¶nie gromnicê zapalon±. Jej p³omieñ symbolizowa³ Maryjê odpêdzaj±c± szatana od ³ó¿ka dziadka.

Dzisiaj, gdy staro¶æ gramoli siê mi na plecy ju¿ siódmym krzy¿ykiem, codziennie rano i wieczorem proszê Maryjê o obronê od wszelkich wilków ¿ar³ocznych i w¶ciek³ych.



2008-02-01

POLUZOWA£O.

Skoñczy³ siê najd³u¿szy, jak dot±d, strajk górników. Zwyciêzców nie ma, ale dobrze, ¿e rozum wróci³. Po jednej jak i po drugiej stronie za d³ugo emocje gra³y pierwsze skrzypce. Za chwilê zacznie siê obliczanie strat, a bêd± du¿e po obu stronach. Kto bêdzie p³aci³? Pewnie odbiorcy wêgla. Tak to zwykle bywa.

Podobnie i na granicy wschodniej poluzowa³o. Zmniejsza siê z godziny na godzinê na przej¶ciach granicznych ilo¶æ oczekuj±cych tirów. Celników przybywa przy odprawach. Ale i tutaj straty niema³e. Ju¿ siê daj± s³yszeæ glosy o wielomilionowych roszczeniach. Kto komu? I z czego? Konflikt miêdzynarodowy chyba ju¿ siê zawi±zuje…

Demokracja – czy to rzeczywi¶cie najlepszy sposób na spokojne ¿ycie we wspólnotach?



2008-01-31

S£U¯BA.

Wielki wychowawca m³odzie¿y, ¶wiêty Jan Bosko odkry³ najwa¿niejsz± zasadê pracy z m³odymi i dla m³odych: s³u¿yæ! W li¶cie do wspó³pracowników zwierza³ siê: „Ile¿ to razy, Synowie moi, musia³em w ci±gu mojego d³ugiego ¿ycia uczyæ siê tej wielkiej prawdy, ¿e ³atwiej jest gniewaæ siê ni¿ cierpliwie znosiæ, groziæ ni¿ przekonywaæ, a nawet ³atwiej jest z powodu naszej niecierpliwo¶ci i pychy ukaraæ opornego ni¿ poprawiæ zachowuj±c siê stanowczo i przyja¼nie”.

Jego s³owa kierowane ongi¶ do wychowawców, mo¿na w ca³ej rozci±g³o¶ci odnie¶æ do naszych rz±dz±cych polityków: „Tych, nad którymi sprawujemy jak±kolwiek w³adzê, uwa¿ajmy za synów. Stañmy siê ich s³ugami, podobnie jak Jezus, który przyszed³ s³u¿yæ, nie za¶ aby Mu s³u¿ono. Nie panujmy nad nikim, chyba tylko po to, aby lepiej s³u¿yæ”.

Nasi pos³owie tak¿e mog± wiele siê nauczyæ od wielkiego i ¶wiêtego Wychowawcy: „¯adnego zagniewania, ¿adnej pogardy, ¿adnej obelgi. W szczególnie trudnych wypadkach nale¿y raczej pokornie i ufnie b³agaæ Boga, ni¿ wylewaæ potok s³ów, które tylko obra¿aj± s³uchaj±cych, lecz nie przynosz± ¿adnego po¿ytku winowajcom”.



2008-01-30

KONSEKWENCJA.

Prof.Tomasz Wêc³awski nie schodzi z my¶li wielu ludzi. Apostazja tak ¶wiat³ego kap³ana i wielkiego erudyty teologicznego (i nie tylko) w jednych wzbudza najwy¿sze zdziwienie, u innych wielki ból serca. Jedni obserwatorzy mówi±, ¿e u tak radykalnego my¶liciela konsekwencja my¶lenia by³a wy¶rubowana do maksimum i skoro w swej wolno¶ci stan±³ nad przepa¶ci±, musia³ w ni± skoczyæ. Inni natomiast, raczej bez finezji intelektualnej (ci nie wywodz± siê z krêgu przyjació³ Profesora), podejrzewaj± go o „uniewa¿nienie” swego zobowi±zania celibatu. Tak czy inaczej, mówi±cy o Wêc³awskim maj± ¶wiadomo¶æ, ¿e to by³ cz³owiek nieprzeciêtnie konsekwentny w swej m±dro¶ci, po prostu geniusz w ka¿dym calu. Dariusz Jaworski, ¶ledz±c w „Tygodniku Powszechnym tropy geniusza, stwierdza: Wêc³awski „- do bólu konsekwentny w swoich decyzjach, uparty. Gdy co¶ po g³êbokim namy¶le postanowi, nie sposób go od tego odwie¶æ”.

To stwierdzenie przywodzi mi na my¶l innego cz³owieka. Nikt go za ¿ycia geniuszem nie nazywa³, ale po ¶mierci natychmiast ca³y chrze¶cijañski ¶wiat nada³ Mu przydomek „Wielki”. Opowiada³ mi pewien watykanista, ¿e Jan Pawe³ II nieraz trudne sprawy d³ugo nosi³ w sobie, pytaj±cym nie odpowiada³, co ich bardzo denerwowa³o, ale gdy powsta³ z klêczek po rozmowie z Bogiem, ¿adna si³a nie mog³a go odwie¶æ od powziêtej decyzji.

Utrata wiary w Boga jest najwiêksz± ludzk± tragedi±, niesie najg³êbsze nieszczê¶cie ¿ycia. To jest konsekwencja rozmawiania cz³owieka z samym sob± i tylko z sob±.



2008-01-29

JAWOROWI LUDZIE.

Spotka³em dzi¶ jaworzanina po maturze, studenta I roku medycyny. Opowiada³ o swoim LO. S³ucha³em uwa¿nie, z lekkim wzruszeniem, bo przecie¿ to by³o tak¿e i moje liceum. Dok³adnie w czerwcu up³ynie ca³e pó³ wieku od mojej matury. S³ucha³em z przyjemno¶ci± s³ów m³odego Adama, który z przejêciem mówi³ o naszej szkole i o Jaworze.

Z tych zielonych lat zapamiêta³em mocno ko¶ció³ ¶w. Marcina, ksiêgarniê pod arkadami i kino „Pionier”. Ksiêgarni ju¿ tam nie ma (jest sklep obuwniczy) i kino gdzie indziej wybudowano. Jedynie stary gotycki ko¶ció³ stoi na dawnym miejscu. Kocha³em jego mroczne wnêtrze z piêkn±, potê¿n± barokow± nastaw± o³tarza i z kulami mlecznymi lamp umieszczonymi w ³awkach wzd³u¿ nawy g³ównej. Lampy pali³y siê rzadko. Pó³mrok w ko¶ciele pozwala³ na skupienie przed Tabernakulum, czerwone ¶wiate³ko przywo³ywa³o wyra¼nie: tu jest Pan. Codziennie przed lekcjami, po wyj¶ciu z poci±gu ca³± chmar± wpadali¶my na chwilê do Pana Jezusa. Szko³a wtedy prze¿ywa³a pierwszy polski „wielki czas”. By³ „Pa¼dziernik ‘56”. Partia po raz pierwszy zaczê³a trzeszczeæ i chocia¿ do jej z³amania by³o jeszcze daleko, to przecie¿ moja zielona m³odo¶æ otrzyma³a wtedy spora dawkê adrenaliny. Nocami szyli¶my i kleili transparenty, a w dzieñ wychodzili¶my na manifestacjê. By³o ¶miesznie, bo ani rodzice, ani milicjanci nie wiedzieli, co z nami zrobiæ, a partyjniacy przyjêli nas z wymuszonym szacunkiem, gdy weszli¶my na salê obrad Komitetu Powiatowego z transparentem „Nic o nas bez nas!”. Dyrektor potem musia³ nam napsuæ trochê krwi, ale i tak siê op³aca³o, bo przecie¿ to „Pa¼dziernik ’56” przywróci³ religiê w szkole. W dniu 6. grudnia urz±dzili¶my (by³em wtedy przewodnicz±cym uczniowskiego zarz±du) przepêdzenie Dziada Mroza i oficjalnie wprowadzili¶my do auli ¶w. Miko³aja w kapie i mitrze, z pastora³em biskupim w rêku. Rado¶ci by³o co niemiara!

Ciekaw jestem, co Adam bêdzie wspomina³ o swym Jaworze po piêædziesiêciu latach?...



2008-01-28

KIEPSKI „JAGIELLOÑCZYK” .

Ks. Prof. Julian Michalec, który mnie uczy³ sztuki kaznodziejskiej, mawia³ na æwiczeniach z homiletyki: gdy pos³ucham kiepskiego kazania na ambonie, niekoniecznie muszê wyj¶æ z przekonaniem, ¿e straci³em mój cenny czas. Po prostu utwierdzi³em siê w przekonaniu, ¿e wiem, co to jest kiepskie kazanie. To te¿ jest cenna zdobycz.

Ta pocieszaj±ca uwaga przysz³a mi na my¶l przy lekturze tekstu pomieszczonego dzi¶ w „Dzienniku” przez jego wicenaczelnego. Tekst o polskim Ko¶ciele z poznañskim apostat± w tle. Istne krakanie na pogrzebie! Mój Bo¿e, ilu¿ to ju¿ speców wk³ada³o Ko¶ció³ do trumny! (Dotychczas mia³em ca³kiem dobre mniemanie o polonistach z Jagiellonki). Gdy siê pisze o Ko¶ciele, nie wystarczy „studiowaæ dyskusje zamieszczane przez internetowy portal Pracowni Pytañ Granicznych”, tam rzeczywi¶cie mo¿na nas³uchaæ siê do woli marszów pogrzebowych. Warto siêgn±æ do tradycji teologicznej wielu wieków, by dowiedzieæ siê, ¿e z trudno¶ciami chrystologicznymi czy eklezjalnymi Ko¶ció³ zetkn±³ siê nie po raz pierwszy przez Wêc³awskiego, i nie umar³ z tego powodu. Rozsmieszaj±ce jest przywo³ywaæ w tym kontek¶cie Marcina Lutra. Prawda, ¿e cytowani przez eseistê wielcy hierarchowie polscy ju¿ nie ¿yj±, ale ich zapisane my¶li s± wci±¿ dostêpne i mo¿na do nich siêgn±æ (bez tendencyjno¶ci) i zauwa¿yæ wewnêtrzn± moc Ko¶cio³a, którego Za³o¿yciel jest nie¶miertelny. Ko¶ció³ jest wielopoziomow± wspólnot± ¿yj±c± i dynamiczn±, a jego fazy rozwojowe nie s± wyznaczane przez fantasmagorie eseistów czy werdykty dziennikarzy lustruj±cych biskupów. A¿ dziw bierze, i¿ autor jest tak zupe³nym kleryka³em, widzi tylko biskupów i „wali w nich jak w bêben”.



2008-01-27

VITA CONSECRATA.

Czytany dzi¶ w ko¶cio³ach list pasterski o osobach konsekrowanych chyba dobrze przygotowa³ Polaków na dzieñ 2. lutego, który jest ¶wiêtem o¿ywiaj±cym charyzmat konsekracji tak niewiast jak i mê¿czyzn sk³adaj±cych potrójne ¶luby Panu Bogu. List podkre¶la tê przedziwn± s³u¿bê (która nigdzie indziej siê nie zdarza) Bogu poprzez us³ugiwanie cz³owiekowi. Autor listu, ks. bp Kazimierz Gurda, spec w episkopacie od spraw zakonnych, zasypa³ czytelnika, czy s³uchaczy, stert± liczb, próbuj±c ukazaæ wielko¶æ dzie³a charytatywnego prowadzonego w Polsce dla i w imiê Jezusa Chrystusa. My¶lê, ¿e ta dawka zewnêtrznych danych dobitnie mówi o dynamice wiary i dzia³alno¶ci Ko¶cio³a w Polsce. Kto m±dry, bêdzie umia³ uznaæ zarzuty lewicy, jak i polityków liberalnych, kierowane przeciwko Ko¶cio³owi za najzwyklejsz± bzdurê i niesprawiedliwo¶æ. Zakonnicy i zakonnice nie tylko nie s± paso¿ytami wyjadaj±cymi z kieszeni polskich podatników, ale wprost przeciwnie, prowadz±c dzie³a charytatywne, odci±¿aj± skarbiec pañstwa w ¶wiadczeniach na rzecz obywateli dotkniêtych nieszczê¶ciem. No có¿, ¿aden niewierz±cy czy libertyn nie jest zdolny zrozumieæ cz³owieka pe³nego wiary, który w zniekszta³conej twarzy cz³owieka cierpi±cego potrafi dojrzeæ oblicze Jezusa.



2008-01-26

KONCERT.

U ¶w. Marcina na Ostrowie Tumskim prze¿y³em dzi¶ piêkny koncert wokalny. Piêciu ksiê¿y - tenorów ¶piewa³o pie¶ni ró¿nych autorów osnutych na powszechnie znanym tek¶cie modlitewnym "Ave Maria". Przyjemn± niespodziank± by³a pie¶ñ niewolników z opery Verdiego "Nabucco". W drugiej czê¶ci koncertu by³y piêkne kolêdy polskie, oczywi¶cie by³a i ³aciñska kolêda "Adeste fideles". Wszyscy ksiê¿a ¶piewaj±cy maj± pe³ne wy¿sze wykszta³cenie muzyczne, pracuj± przewa¿nie jako wyk³adowcy muzyki ko¶cielnej w seminariach, czy w akademiach muzycznych, a od czasu do czasu spotykaj± siê gdzie¶ w Polsce, by wspólnie po¶piewaæ Bogu na chwa³ê, ludziom ku rado¶ci, a sobie dla przyjemno¶ci. Dzi¶ brawa by³y bardzo rzêsiste. Wzruszenie opanowa³o s³uchaczy szczelnie wype³niaj±cych ¶wi±tyniê wroc³awskich artystów. Duszpasterz ks. dr Zdzis³aw Madej, który nale¿y do tej ¶wietnej pi±tki ¶piewaków, by³ ca³y rozradowany i wyrazy aplauzu i wdziêczno¶ci umiejêtnie kierowa³ w stronê swych kolegów. Kto¶ podszed³ do mnie po koncercie i powiedzia³: wielki kwartet w³oskich tenorów skoñczy³ siê, teraz mamy kwintet polski. Chyba nie by³ daleki od prawdy.

 



2008-01-25

LOTNICY.

Dzi¶ w samo po³udnie Polska stanê³a na jedn± minutê w ¿a³obnej zadumie po ¶rodowej katastrofie lotniczej. Sp³onê³o w spadaj±cym samolocie czterech pilotuj±cych ¿o³nierzy i szesnastu najwy¿szej rangi oficerów polskiego lotnictwa.

Panie, nie pytam, dlaczego? Chocia¿ tak naprawdê to tylko Ty jeden znasz odpowied¼. Nie chodzi mi o czarn± skrzynkê. Wcze¶niej, czy pó¼niej specjali¶ci j± odczytaj±, ale czy dowiedz± siê, dlaczego ¶mieræ poch³onê³a naraz dwadzie¶cia istnieñ ludzkich, tych istnieñ? Czy dowiedz± siê, dlaczego ich bliscy, przyjaciele i koledzy, którzy jeszcze dwie godziny wcze¶niej bawili siê z nimi, dyskutowali, ¿artowali po ¿o³niersku, kre¶lili plany na przysz³o¶æ, nagle zostali sparali¿owani wszechogarniaj±cym bólem ¿a³o¶ci?

Tylko Ty, Panie, znasz los cz³owieczy od pocz±tku do koñca. Ty na pytanie „dlaczego” ju¿ odpowiedzia³e¶ najbardziej precyzyjnie ka¿demu z osobna, gdy stanêli przed Twoim Boskim Majestatem. Jedynie oni mieli prawo postawiæ to pytanie. Twój s±d jest najsprawiedliwszy, bo tylko Ty wiesz, co jest najg³êbiej w cz³owieku.

Boski Zbawicielu, nie pytam, dlaczego? Jedynie pokornie proszê o wielkie mi³osierdzie dla ka¿dego z tych polskich lotników. I o pociechê dusz zranionych ich tragicznym odej¶ciem.


2008-01-24

KOLIA.

Z przedwyborczych obietnic nowy szef rz±du utworzy³ cudownie b³yszcz±c± koliê kamieni ostrym i gor±cym s³owem szlifowanych i zawiesi³ na swej piersi. Lud spragniony cudów g³o¶no klaska³ w d³onie i krzycza³ w euforii: hurra! niech ¿yje nowy kaczor (Donald), precz ze starym. Ali¶ci po trzech miesi±cach daje siê zauwa¿yæ, ¿e kamienie jakby poczê³y matowieæ, nie rzucaj± ju¿ blasku na oblicze szefa. Co wiêcej, brzegi kamieni dziwnie siê zaostrzaj±, a nawet wyrastaj± w kolii ostre rogi (pensje pielêgniarek, strajki lekarzy, g³odówki górników, etyczne „in vitro”, k³opot ze ¶ci±galno¶ci± abonamentu radiowo-telewizyjnego, nieprzyjazne ruchy w szko³ach). Kolia zaczyna wygl±daæ jak zaciskaj±ca siê obro¿a. Nie³atwo byæ nowym kaczorem. Mo¿na siê udusiæ w³asnymi b³yskotkami.


2008-01-23

APOSTAZJA.

Z dzisiejszego O¶wiadczenia Kurii Metropolitalnej w Poznaniu:

Tomasz Wêc³awski 21 grudnia 2007 roku publicznie, w obecno¶ci proboszcza parafii zamieszkania i dwóch ¶wiadków, dokona³ aktu apostazji, czyli odstêpstwa od Ko¶cio³a rzymsko-katolickiego. Taki akt jest wyrzeczeniem siê wyznawanej przez wspólnotê Ko¶cio³a wiary i powoduje zaci±gniêcie kary ekskomuniki moc± samego prawa (kanon 1364 Kodeksu Prawa Kanonicznego). G³oszone przez prof. Tomasza Wêc³awskiego pogl±dy od d³u¿szego czasu budzi³y powa¿ne w±tpliwo¶ci co do ich zgodno¶ci z nauczaniem Ko¶cio³a.

Rok nie min±³ od porzucenia kap³añstwa, a teraz odszczepieñstwo od wspólnoty Ko¶cio³a z powodu utraty wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Nie wiem, czy to sta³o siê z przegrzania neuronów w szarych komórkach teologicznego umys³u, czy jest wynikiem zlodowacenia serca.

Kiedy jaki¶ drañ zbezcze¶ci w ¶wi±tyni katolickiej tabernakulum i rozsypie konsekrowany chleb, biskup zarz±dza dni pokuty i intensywnej modlitwy wynagradzaj±cej. Tutaj zbezczeszczona zosta³a dusza nauczyciela Ewangelii! Czy w Seminarium Duchownym i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Poznañskiego kto¶ podj±³ pokutê w intencji wynagrodzenia Jezusowi tej zniewagi? Czy kto¶ odwa¿y³ siê publicznie wskazaæ strasznego drania, który do tej katastrofy prowadzi³ konsekwentnie? Cz³owiek jest nie tylko drog± Ko¶cio³a, jest przede wszystkim ¶wi±tyni± Boga.



2008-01-22

CZARNY PAPIE¯.

W Rzymie podczas kongregacji generalnej, maj±cej wybraæ nowego genera³a zakonu (po ust±pieniu o. Petera-Hansa Kolvenbacha), jezuici musieli wys³uchaæ w homilii zdecydowanego napomnienia od kard. Franc Rode, prefekta Kongregacji ¯ycia Konsekrowanego: „Jezuici winni skorygowaæ swoj± krytyczn± postawê wobec w³adzy ko¶cielnej. […] Liderzy zakonu powinni wzmocniæ tradycjê ustanowion± przez ¶w. Ignacego z Loyoli, akcentuj±cego lojalno¶æ wobec Ko¶cio³a i papie¿a”.

Odpowied¼ przysz³a natychmiast. Nowo wybrany genera³, o. Adolfo Nicolas, podczas Mszy inauguruj±cej jego urz±d, powiedzia³: „Izajasz powiada nam: s³u¿yæ to robiæ przyjemno¶æ Bogu. Liczy siê s³u¿ba. S³u¿ba Ko¶cio³owi, s³u¿ba ¶wiatu, s³u¿ba ludziom, s³u¿ba Ewangelii.[…] ¦wiêty Ignacy powiedzia³, do czego ma siê sprowadzaæ nasze ¿ycie: we wszystkim mi³owaæ i s³u¿yæ”.

Pewnie siê zatrzês³y profesorskie sto³ki jezuickich teologów w zachodnich uniwersytetach. Nowy genera³ dotychczas pracowa³ na Wschodzie, by³ prze³o¿onym prowincji japoñskiej.



2008-01-21

POGODA.

„¦wiêta Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka”. Dzi¶ tak ciep³o we Wroc³awiu – jedena¶cie stopni Celsjusza! Czy¿by p³anetnicy niebiescy powrócili do starych zwyczajów pogodowych, gdzie ¶w. Marcin przyje¿d¿a na bia³ym koniu zwiastuj±c zimê, a ¶w. Agnieszka zapowiada wiosnê? Wspó³cze¶ni meteorolodzy kiwaj± g³owami zdezorientowani i mówi± o przedziwnych anomaliach w naturze.

Kto to sprawdzi, gdzie jest norma, a gdzie przyrodnicze anomalie?

 



2008-01-20

WIELKI BRAK.

Tydzieñ Modlitw o Jedno¶æ Chrze¶cijan. Od samego pocz±tku by³y podzia³y. Cokolwiek by siê nie powiedzia³o o przyczynach podzia³ów i rozdrobnieñ w chrze¶cijañstwie, to w ka¿dym wypadku jasno widaæ, ¿e pocz±tkiem zawsze by³o pêkniêcie w naturze ludzkiej spowodowane incydentem w raju, rozd¼wiêk miêdzy doskona³o¶ci± Boga, a Jego obrazem i podobieñstwem w duszy ludzkiej.

O co wiêc w istocie modli³ siê Jezus, prosz±c Ojca, aby byli jedno? Chyba nie o to, by Aposto³owie trzymali siê razem, skoro przed swoim wniebowst±pieniem wysy³a ich w ró¿ne miejsca ¶wiata. Czy chodzi³o Jezusowi, by my¶leli wszyscy tak samo? Nonsens! Bóg nie zatamowa³by tak drastycznie wolno¶ci, w któr± sam wyposa¿y³ cz³owieka. Mo¿e zale¿a³o Jezusowi, by Aposto³owie g³osili tê sam± Prawdê? Ale przecie¿ nikt z ludzi Bo¿ej Prawdy nie dociecze do koñca, a wiêc mo¿liwo¶æ ró¿nych jej interpretacji i odmiennego pojmowania jest naturalna i nieunikniona. Czy mo¿e chodzi³o tu o mi³o¶æ? Chyba tak, a nawet na pewno tak, bo tylko mi³o¶æ jest lekarstwem, które zdolne jest ³agodziæ ból rany zadanej przez grzech pierworodny.

Ale, czy staj±c wobec ogromu braku mi³o¶ci w chrze¶cijañstwie, mogê go ud¼wign±æ moj± maleñka mi³o¶ci±?... Modlê siê wiêc dzi¶ o co¶ u³amkowego, by zm±drza³ patriarcha moskiewski i nie miesza³ porz±dku religijnego z politycznym.


2008-01-19

ANIO£EK.

O piêknym spotkaniu us³ysza³em dzi¶ na kolêdzie. Pewnych pañstwa, którzy jako bardzo m³odzi ludzie przyjechali po wojnie do Wroc³awia i zasiedlili pusty dom po Niemcach, odwiedzi³a nieznajoma pani. Najpierw przygl±da³a siê ich willi z ulicy, próbowa³a obejrzeæ z ka¿dej strony. Wreszcie odwa¿y³a siê wej¶æ do ¶rodka. Zapyta³a po niemiecku, czy mog³aby tu trochê posiedzieæ. Konsternacja u gospodarzy spora, jednak nie przeszkadzali. Pani, nieco m³odsza od gospodarzy, zapyta³a, czy mo¿e obejrzeæ salon, gabinet, kuchniê… Pozwolili. Wszyscy czuli, ¿e ro¶nie jaka¶ tajemnica, powietrze nabrzmia³o dziwnymi, mieszanymi uczuciami. Wreszcie obca pani wyci±gnê³a z torebki zdjêcia i przegl±daj±c podawa³a po kolei gospodarzom. Na zdjêciach zobaczyli w³asne mieszkanie, nawet niektóre meble by³y te same. Pani dziwnie zaczê³y dr¿eæ usta i wskazuj±c palcem drzwi zamkniêtego pokoju zapyta³a, czy tam test sypialnia? Tak, odpowiedzia³ gospodarz, tam jest sypialnia. Czy mogê tam wej¶æ? Oczywi¶cie! Kobieta jakby straci³a zupe³nie pewno¶æ siebie, jakby walczy³a ze sob±: wej¶æ, czy nie wej¶æ? Dolna warga zupe³nie niepohamowanie drga³a g³uchym szlochem. Gospodarze obserwowali uwa¿nie go¶cia i nagle poczuli, ¿e i ich co¶ chwyta za gard³o. Napiêcie dochodzi³o do szczytu. Kobieta ujrza³a niewielkiego barokowego anio³ka i wybuchnê³a g³o¶nym p³aczem. Przywar³a policzkiem do ¶ciany, na której wisia³ anio³ek. Trwa³a tak przez chwilê, jakby w zapomnieniu, nie wstydz±c siê ³ez niepowstrzymanych. Kiedy wyszli z sypialni, i go¶æ i gospodarze, i zasiedli przy stole, kobieta pokaza³a na fotografii maleñki czarny kszta³t na ¶cianie. Gospodarz przyjrza³ siê przez szk³o powiêkszaj±ce. To by³ ten anio³ek! Tajemnica pêk³a. Ju¿ nie by³o mocnych, wszyscy p³akali przy stole. Pani powiedzia³a cicho: to mój ukochany anio³ek, pami±tka chrztu ¶wiêtego. Gospodarz wsta³, zdj±³ anio³ka ze ¶ciany i poda³ kobiecie: jest przecie¿ twój.

Kiedy koñczy³em odwiedziny kolêdowe, gospodyni szepnê³a mi przy drzwiach: ksiê¿e proboszczu, mój m±¿ by³ przywi±zany jak dziecko do tego anio³ka, od samego pocz±tku, jak tylko nastali¶my.


2008-01-18

PIÊKNE URODZINY.

Otrzyma³em z Uniwersytetu Opolskiego ksi±¿kê: „Edmund Jan Osmañczyk. Dziennikarz – publicysta – parlamentarzysta we wspomnieniach bliskich i przyjació³”. W ksi±¿ce znalaz³em wypowied¼ Barbary Su³ek-Kowalskiej, któr± spotka³em w ub. r. podczas rekolekcji adwentowych w Krakowie. Wypowied¼ jest bardzo zgrabna literacko i ma cechy piêknego, przyjacielskiego ¶wiadectwa. sam pozna³em kiedy¶ pana Osmañczyka a w koñcu by³em na jego pogrzebie w Opolu przy ko¶ciele Maryi Panny. Du¿o wtedy wypowiedziano s³ów o zmar³ym, ale kryszta³owego ¶wiat³a nikt nad grobem nie zapali³. Mo¿e wiêc warto przytoczyæ pocz±tkowy fragment ¶wiadectwa Barbary: „[…]¶wiêtowali¶my jubileusz 75-lecia Edmunda Jana Osmañczyka. Piêkne urodziny! Wraz z ca³± rodzin± spêdzili¶my u Jubilata niezwyk³y poranek, kiedy wci±¿ dzwoni³y oba telefony z ¿yczeniami i dzwonek do drzwi zwiastuj±cy kolejne telegramy i kwiaty. W¶ród nich – telefonów i dzwonków do drzwi – tak¿e ten, wielokrotnie powtarzany, z kancelarii genera³a Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego szefa rz±dz±cej naszym krajem partii i sterowanej przez ni± Rady Pañstwa. I odpowied¼, te¿ powtarzana: - Nie, pan Osmañczyk nie przyjmie ¿yczeñ od pana genera³a”.

 



2008-01-17

OJCIEC DUCHOWNY.

Pomy¶la³em o moim pierwszym ojcu duchownym. Z pewno¶ci± dlatego, ¿e w kalendarzu liturgicznym dzi¶ wspomina siê ¶w. Antoniego Pustelnika. Ks. Antoni Kamiñski przywita³ nas w kaplicy na pierwszym roku w seminarium duchownym anegdotk± góralsk± o tym, jakie przykazania dawa³ gazda synowi „na ksiêdza” siê wybieraj±cemu: „po pirwse rechtora s³uchoj, po drugie kuferek zamykoj, a po trzecie swoje se my¶l”. ¦miali¶my siê wszyscy do rozpuku, a siedzia³o nas w ³awach a¿ 75 m³odych ch³opaków. Na zakoñczenie pierwszej konferencji duchownej ks. Antoni powiedzia³ nam (pamiêtam to do dzi¶): ksi±dz to „spec od modlitwy”. Rzeczywi¶cie, obserwuj±c ksiêdza Kamiñskiego i w seminarium, i pó¼niej na parafii w Sobieszowie-Jeleniej Górze, widzia³em w nim wielkiego speca od modlitwy. On by³ zatopiony w modlitwie. Nieustanne obcowanie z Bogiem uczyni³o go cz³owiekiem wielkiej delikatno¶ci. Nigdy nie podnosi³ na nikogo g³osu. Na wyk³adzie czy w rozmowie by³ zawsze wyciszony. Oczywi¶cie, cierpia³ mocno, gdy¶my tabunem przelatywali z refektarza do kaplicy po obiedzie. By³ ¶wietnym spowiednikiem, pozwala³ klerykowi wy³o¿yæ duszê przed nim, nie ¿a³owa³ czasu na s³uchanie. Pamiêtam d³ug± rozmowê do pó¼na w nocy w gabinecie na temat mi³o¶ci. W koñcu podszed³ do rega³u i wyj±³ z niego tomik poezji afrykañskiego poety o mi³o¶ci dwojga. Najpierw by³em zdziwiony, potem zdumiony, a wreszcie zachwycony. Zagl±da³em do tej poezji czêsto. Ojciec duchowny oduczy³ mnie zak³adania tabu na „wstydliwe” tematy i przed lud¼mi, i przed Bogiem.

Daleko pó¼niej, ju¿ po ¶wiêceniach kap³añskich, opowiada³ mi ks. Antoni Kamiñski o swych prze¿yciach podczas wojny, gdy sowieci napadli na Polskê. Na w³asnej skórze odczu³ to, co czynili ¿o³nierze i oficerowie z ludno¶ci± cywiln±. Jego ¶wiadectwo zapad³o mi g³êboko w duszê. Przez d³u¿szy czas nie mog³em spokojnie ani spaæ, ani je¶æ, ani my¶leæ. Nigdy ju¿ w ¿yciu nie uwierzy³em has³om aparatczyków moskiewskich w Polsce.


2008-01-16

SYBIRAK.

We Wroc³awiu mo¿na spotkaæ jeszcze sporo sybiraków. Dzi¶ rozmawia³em ze starszym panem, który z matk± i bratem prze¿y³ sze¶æ lat na Sybirze. Za co zostali wywiezieni? – Za nic, ale ojciec s³u¿y³ w marynarce wojennej. To wystarczy³o. ¯ycie tam by³o ciê¿kie, na granicy ¶mierci g³odowej. Mo¿na te¿ by³o zamarzn±æ na ¶mieræ, zim± temperatura spada³a do minus 40 stopni Celsjusza, trzeba by³o umiejêtnie oddychaæ na ¶wie¿ym powietrzu, inaczej grozi³o zniszczenie wewnêtrznych narz±dów. Z bratem mieli tylko jedn± parê walonek. Gdy jeden wychodzi³ obuty do garkuchni po blaszankê zupy, drugi musia³ czekaæ w ziemiance g³êboko zagrzebany w s³omie. Zim± te¿ plag± by³y zg³odnia³e wilki, które podchodzi³y nocami do ziemianek. Ciê¿ko by³o zimowaæ, ale gdy przysz³o lato, nadzieja od¿ywa³a w sercach, bo kraina zachwyca³a piêknem. Zes³añcy nauczyli siê od sta³ych mieszkañców Syberii rozpoznawaæ jadalne zio³a i jagody, na przyk³ad z mleczu mo¿na by³o przygotowaæ ró¿ne potrawy utrzymuj±ce przy ¿yciu. Starzy Rosjanie mówili Polakom, nie narzekajcie na cierpienie, jeste¶cie w lepszej sytuacji ni¿ my. Wy wyjedziecie, a my dalej bêdziemy tu cierpieæ, a¿ pomrzemy.

Po sze¶ciu latach – mówi mój rozmówca – wracali¶my do Polski przez dwa tygodnie w zaryglowanych bydlêcych wagonach, konwojowani przez uzbrojonych so³datów sowieckich. Raz dziennie otrzymywali¶my „kipiatok” – gor±ca wodê. Nie opowiada³ tego z gorycz±, czy nienawi¶ci±. W jego g³osie mo¿na by³o zauwa¿yæ nawet nutê dumy, gdy na koniec powiedzia³: to nasza rodzinna tradycja, nasz dziad by³ sybirakiem za batiuszki cara.


2008-01-15

OHYDA APOKALIPTYCZNA.

Zaniepokoi³a mnie dzi¶ wiadomo¶æ, ¿e mo¿e nie byæ w tym roku matury, bo nauczyciele bêd± strajkowaæ. Ludzie, co siê dzieje w Polsce? Dyrektorzy przewo¿± chorych ze szpitala strajkuj±cego do szpitala jeszcze nie strajkuj±cego; lekarze odchodz± od ³ó¿ek ludzi chorych lub ich w ogóle nie przyjmuj± na izbie chorych; pielêgniarki zapowiadaj± pój¶cie ¶ladami lekarzy, no i teraz nowy skandal wykluwa siê – nauczyciele strajkuj±cy! Ohyda apokaliptyczna!

Niemoralny charakter tej walki o wiêksze pieni±dze polega na tym, ¿e krzywda dzieje siê osobom trzecim, spoza tej walki. Zupe³nie jak w filmie gangsterskim, gdzie zbrodniarz dla uratowania swej skóry zniewala kobietê lub dziecko i przyk³ada im nó¿ do gard³a.


2008-01-14

SMUTNE OCZY.

Kolêdowa³em dzi¶ w Dzieciêcym Domu przy ul. Parkowej w¶ród ma³ych dzieci. Dom mie¶ci blisko siedemdziesiêcioro dziewczynek i ch³opczyków, spora grupa to niemowlaki i ma³e przedszkolaki – te dzieci spa³y snem poobiednim. Starsze wróci³y ze szko³y i chêtnie ¶piewa³y kolêdy. Zaraz po modlitwie sta³y w krêgu nieruchomo, mocno onie¶mielone, z oczkami uciekaj±cymi do pod³ogi. Ale wystarczy³y dwie radosne wspólne kolêdy (i cukierki), by to zachmurzenie ust±pi³o. Zaczê³y siê szaleñstwa dzieciêce. I choæ te najstarsze trzyma³y lekki dystans, to maluchy prze³ama³y wszelkie opory. By³em dla nich tat±, ¶w. Miko³ajem, stangretem, co wozi dzieci na kolanach, a wreszcie karuzel±. Spoci³em siê przy tej zabawie jak mysz, zapomnia³em, ¿e mam siódmy krzy¿yk na karku.

Nie wiem, dlaczego o tym piszê. Mo¿e sprowokowa³ mnie ten smutny wyraz oczu na po¿egnanie, zabra³ siê ze mn± do domu. Dziecko musi mieæ kochaj±cych rodziców, inaczej nigdy nie bêdzie szczê¶liwe.



2008-01-13

CENNA P£YTA.

Ju¿ minê³o 26 lat od tego wieczoru, gdy ca³a katedra by³a zape³niona wroc³awianami, którzy w miesi±c po og³oszeniu stanu wojennego przyszli na pierwsz± Mszê ¶w. za Ojczyznê. Pamiêtam, jak ca³y skamienia³y sta³em przy ambonce w prezbiterium i próbowa³em wypowiedzieæ to, co nazbiera³o siê w moim sercu przez pierwszy miesi±c wojny jaruzelskiej.

Dzi¶ w Klubie Muzyki i Literatury, w otoczeniu kilkudziesiêciu osób, s³uchali¶my z p³yty tego pierwszego mego „wojennego” kazania. Przez 24 minuty cisza by³a jak w katedrze. Panu Bogu dziêkujê, ¿e pozwoli³ mi wypowiedzieæ to kazanie i ¿e mia³o tak szeroki odd¼wiêk. Nazwa³em w nim po imieniu wszystkie tragiczne skutki rz±dów WRON-y chc±cej na³o¿yæ narodowi komunistyczny kaganiec. Dziêkujê te¿ Bogu za to, ¿e Ko¶ció³ w Polsce, w warstwie szeregowych pracowników winnicy Pañskiej, natychmiast stan±³ przy skrzywdzonym narodzie i ¿e naród wtedy znów podniós³ dumnie g³owy. Dziêkujê te¿ za Jana Paw³a II. Jego modlitwa za Polskê i ówczesne nauczanie by³o wielkim natchnieniem dla moich kazañ i si³± podczas licznych przes³uchañ po kazaniach na ubeckim Podwalu.



2008-01-12

ZAP£AKANA KOBIETA.

Wróci³em dzi¶ z kolêdy bardzo zasmucony i z bolesn± dusz±. W jednym domu zasta³em kobietê samotn±, zap³akan±. Wczoraj wieczorem odwioz³a do szpitala mê¿a z podejrzeniem o zawa³ serca. Najpierw z córk± zawioz³a go do kliniki przy ul. Pasteura, by³a godzina tu¿ przed 21:00, pacjentów na izbie przyjêæ nie by³o ¿adnych. Dwaj lekarze, cz³owieka z bolesno¶ci± w ca³ej klatce piersiowej i z pieczeniem w okolicy mostka nie przyjêli, bo uznali, ¿e to nie jest ciê¿ki zawa³. Kobieta b³aga³a z p³aczem, prosi³a: zbadajcie mê¿a, on jest chory na cukrzycê, bardzo cierpi, nie przyjêli, nie zbadali. Kazali odjechaæ. Czy to nie jest przestêpstwo?
Próbowa³em uspokoiæ p³acz kobiety, pocieszyæ – jak¿e trudno znale¼æ w³a¶ciwe s³owa w tak dramatycznej sytuacji. Odpowiedzia³a mi: ksiê¿e, nie mogê siê uspokoiæ nie tyle zasmucona stanem zdrowia mê¿a, bo przyj±³ go szpital wojskowy i jest pod dobr± opiek±, ale do dzi¶ prze¿ywam tê rozmowê z lekarzami na Pasteura. Jak oni mogli tak potraktowaæ powa¿nie chorego cz³owieka? Przecie¿ wykszta³cono ich po to, by ratowali zdrowie ludzi. Co siê sta³o z ich cz³owieczeñstwem?


2008-01-11

ZAGADKA.

Krowa, co du¿o ryczy, ma³o mleka daje. Okazuje siê, ¿e to przys³owie sprawdza siê nie tylko na ³±ce. Mi, mieszczuchowi, nie powinno przeszkadzaæ, a jednak… Kiedy kto¶ przez ca³y dzieñ nadaje ci za uchem o swoich sukcesach (albo bol±czkach), kiedy odbierasz od swych wspó³pracowników jedynie obietnice (na dzia³anie musisz czekaæ miesi±cami), kiedy szef zwierza siê przed tob± ze swych marzeñ o pieni±dzach, a ka¿dego wspó³pracownika przelicza na z³otówki… Wtedy naprawdê masz ochotê znale¼æ siê na piêknej ³±ce, gdzie nie ma ani jednej krowy. Ciekawe, czy kto¶ odgadnie, dlaczego to przys³owie przysz³o mi na my¶l w ¶rodku zimy?


2008-01-10

WIÓRY.

To prawda, ¿e gdzie drwa r±bi±, tam wióry lec±, ale przecie¿ nie genera³owie gin± na wojnie, lecz szeregowcy i to t³umnie. Tam, gdzie ludzie zamieniani s± na wióry, czy mo¿na mówiæ o demokracji? A o sprawiedliwo¶ci?... Problem stary jak ¶wiat, a od króla Dawida bardzo uwyra¼niony. Jahwe Bóg umia³ poradziæ sobie z tym problemem. I tylko Jahwe.


2008-01-09

POLITYKA.

Jestem niemile zdziwiony wiadomo¶ci± o zamkniêciu w Moskwie jedynego katolickiego tygodnika w jêzyku rosyjskim „¦wiat³o Ewangelii”. Zamkn±³ je nowy metropolita moskiewski abp Paolo Pezzi, który nie tak dawno zast±pi³ abpa Tadeusza Kondrusiewicza. Pamiêtam spotkanie z ks. abpem Tadeuszem podczas Kongresu Eucharystycznego we Wroc³awiu w 1997 roku. Przed audycj± w Radiu „Rodzina” rozmawiali¶my d³u¿szy czas poza anten±. Go¶æ mimo zmêczenia d³ug± podró¿± tryska³ energi± i mia³ tyle do opowiedzenia o wszystkim, co uda³o mu siê wprowadziæ do swej metropolii w Moskwie. Pochwali³ nasze m³ode wroc³awskie radio katolickie, marzy³ o podobnym w Rosji, ale te¿ z dum± opowiada³ o swoim medium w jêzyku rosyjskim, w³a¶nie o „¦wietle Ewangelii”. To nowe jego ulubione „dziecko” mia³o ju¿ trzy lata. Redagowane by³o przez ¶wieckich, ¶wiat³ych katolików. Cieszy³ siê mówi±c o rado¶ci ludzi prostych, którzy mogli przeczytaæ w swoim jêzyku o Panu Bogu, o archidiecezji i o tym, co dzieje siê w Ko¶ciele Powszechnym.
Oczywi¶cie, abp Pezzi jako watykañczyk wiernie realizuje liniê „polityki wschodniej” Stolicy Apostolskiej. Ale mo¿e dziwiæ nas Polaków, ¿e do¶wiadczenia kard. Wyszyñskiego i Jana Paw³a II niczego nie nauczy³y urzêdników watykañskich politykuj±cych z Cerkwi± moskiewsk±. Historia uczy, ¿e tam, gdzie duch duszpasterski musia³ ustêpowaæ zasadom polityki, najbardziej ucierpia³ lud Bo¿y. Wystarczy przypomnieæ s³ynny film Rolanda Joffé pt. „Misja”.


2008-01-08

SATYSFAKCJA.

Ludzie nie za bardzo chc± na kolêdzie rozmawiaæ o Panu Bogu. Tam, gdzie s± dzieci, temat ogranicza siê do spraw katechezy, zeszytu, a ostatnio mówi siê czê¶ciej o katechetach, jacy s±. Przera¿a mnie brak krytycyzmu u rodziców, którzy z jak±¶ dziwn± zawi¶ci± atakuj± nauczycieli religii w obronie w³asnego przekonania o grzeczno¶ci ich pociech na lekcjach.

Niewiele te¿ spotykam prowokacji do rozmów o polityce. Ludzie s± zniechêceni. W parafii mam wiele emerytów i rencistek. Dla nich polityka to przegl±danie recept z ostatniej wizyty lekarza w domu i zastanawianie siê, któr± z nich trzeba koniecznie wykupiæ, a któr± zostawiæ na nastêpn± rentê. Spotkani lekarze te¿ nie politykuj±. Czasami mówi± o pieni±dzach, ¿e ich maj± za ma³o.

Dalekie od Pana Boga i od polityki s± osoby samotne, niekoniecznie stare, ale opuszczone przez najbli¿szych. Tutaj naj³atwiej poczuæ siê potrzebnym. Tu nie mo¿na wpa¶æ jak po ogieñ. D³uga rozmowa potrafi odnowiæ nik³y u¶miech na twarzy. Tutaj najczê¶ciej mo¿na us³yszeæ szczere, z iskierk± nadziei, dziêkujê. Takie kolêdowanie to satysfakcja.


2008-01-07
KLÊSKA.

Polsce grozi lawina strajków. Po górnikach, lekarzach i pielêgniarkach o strajku ju¿ my¶l± zwi±zki zawodowe, bo kto¶ tam doszed³ do wniosku, ¿e walka o podwy¿ki dla jednego czy drugiego ¶rodowiska to wbrew zasadom Solidarno¶ci. Trzeba wiêc solidarnie upomnieæ siê o podwy¿ki p³ac w ca³ej bud¿etówce! Ciekawe, jak ta walka bêdzie trwa³a np. w szkole? A jak w urzêdach? Np. co wymy¶l± urzêdnicy fiskusa, a co panie i panowie w urzêdzie wojewódzkim? Jak zawalcz± policjanci?

Czy naprawdê w Polsce nie ma ju¿ m±drych i moralnych ludzi? Czy nikt ju¿ nie rozumie, ¿e z pustego i Salomon nie naleje? Czy¿ budowania dobrobytu w biednym, zapó¼nionym kraju nie nale¿y zacz±æ od produkcji, a nie od konsumpcji? W polskiej sytuacji zbyt po¿±dliwe zapatrzenie na pensje zachodnie jest niebezpieczne. Prowadzi do opustoszenia kraju (co ju¿ obserwujemy) lub mo¿e doprowadziæ do demonta¿u porz±dku spo³ecznego w ojczy¼nie.

 



2008-01-06

PIERWSZE KAZANIE.

Przed czterdziestu sze¶ciu laty wyg³osi³em pierwsze w ¿yciu kazanie. By³o to w Uroczysto¶æ Objawienia Pañskiego w wiejskim ko¶ciele niedaleko ¦widnicy (parafii, ani nazwiska proboszcza nie pamiêtam). Koñczy³a siê praktyka zimowa czwartego roku. By³em po tzw. „¶wiêceniach ni¿szych”, czyta³em na liturgii s³owo Bo¿e, z wy³±czeniem Ewangelii. Codziennie bardzo siê do tego przygotowywa³em. Na trzy dni przed uroczysto¶ci± proboszcz powiedzia³ przy ¶niadaniu: Mirek, powiesz kazanie na Trzech Króli. Zbarania³em zupe³nie, nawet nie ¶mia³em zapytaæ, czy jest pewien, ¿e mi wolno stan±æ na ambonie. Odmówiæ nie mog³em, to proboszcz przecie¿ pisze dla Seminarium opiniê o praktyce parafialnej kleryka. Ale te¿ odmówiæ nie chcia³em, wci±gnê³o mnie to zadanie. Ba³em siê, jak nie wiem co, ale siedzia³em godzinami codziennie i wertowa³em ró¿ne pomoce kaznodziejskie. Pisa³em i kre¶li³em, i dar³em, i pisa³em znowu, a¿ w koñcu wysma¿y³em elaborat. Proboszcz zaakceptowa³ z pó³u¶miechem. Nie pamiêtam, jak ustawi³em temat, o czym konkretnie mówi³em (i czy konkretnie?), ale pozosta³o mi g³êboko w pamiêci zdanie z pierwszego czytania (wtedy nazywano to „lekcj±”). Zauroczy³o mnie: „Powstañ, ¶wieæ, Jeruzalem…” (Iz 60,1). Mia³em wtedy 22 lata. Do dzi¶ powtarzam je jak modlitwê w trudnych chwilach.


2008-01-05

SEKCIARZE.

Lewica (dzi¶ z rodzimymi, niestety, demokratami) objawia najwyra¼niej wybijaj±c± siê cechê sekty: sens jej istnienia zasadza siê na niszczeniu Ko¶cio³a, soki ¿ywotne jej ideologowie czerpi± z nienawi¶ci do duchowieñstwa. Czasy stalinowskie przera¿a³y okrucieñstwem lewicy. W stanie wojennym rzecznik rz±du Jaruzelskiego che³pi³ siê sw± nienawi¶ci±. A ile¿ by³o wtedy k³amstwa! Czy dzisiaj dzieje siê inaczej? Gdy ordynariusz warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz w projekcie budowy ¦wi±tyni Opatrzno¶ci Bo¿ej wyodrêbni³ czê¶æ kulturaln± i gdy Sejm pod koniec grudnia przeznaczy³ na ni± 30 milionów z³, LiD ustami swej wiceszefowej nazwa³a to „szalbierstwem” i „dojeniem pañstwa”. W ten sposób lewica, dzi¶ w ma³o licz±cej siê partii bezbo¿ników, od¶wie¿a co jaki¶ czas swoj± twarz (je¿eli j± jeszcze ma). Zupe³nie niedawno, gdy biskupi polscy wyrazili moralny sprzeciw wobec zap³odnienia „in vitro”, lewica stanê³a przeciw Ko¶cio³owi w obronie rodzin bardzo pragn±cych mieæ dzieci. A przecie¿, gdy Ko¶ció³ w obronie ¿ycia ludzkiego twardo wyra¿a³ swój brak zgody na aborcjê czy eutanazjê, kto wszczyna³ wielkie batalie antyklerykalne? - Kobiety lewicowe upomina³y siê o „prawo do swego brzucha” i ubolewa³y nad losem cierpi±cych, którym Ko¶ció³ nie pozwala umrzeæ.

Sekta zawsze ¿ywi siê negacj±, niszczeniem i nienawi¶ci±.


2008-01-04

POD KONTROL¡.

Wydawa³o siê rankiem, ¿e dzieñ bêdzie piêkny. W „Sygna³ach dnia” minister od bezpieczeñstwa wewnêtrznego w kraju zapewnia³, ¿e ¿adnego niebezpieczeñstwa dla zdrowia nie ma, pacjenci s± bezpieczni: „Ochrona zdrowia, tak jak powiedzia³em, jest rzecz± wa¿n± i sprawa jest absolutnie pod kontrol± i dyrektorów szpitali, ministra zdrowia i tego rz±du”. Czy¿ to nie wieje optymizmem? Ali¶ci redaktorzy Jedynki natychmiast zostali dos³ownie zasypani przez s³uchaczy mejlami, sms-ami i telefonami na temat prawdziwej sytuacji w przychodniach, pogotowiu i w szpitalach. Nikt z nich nie czu³ siê bezpieczny. Zagro¿enie ¿ycia pacjentów ogromne! Nowe przepisy unijne okre¶laj±ce czas pracy lekarzy, k³ótnie zwi±zkowców z dyrektorami szpitali, gro¼ba ewakuacji pacjentów, odej¶cia lekarzy od ³ó¿ek i ziej±ce pustk± kasy s³u¿by zdrowia, to wszystko nie daje poczucia bezpieczeñstwa ¿ycia i poprawy zdrowia Polaków. Czy¿by minister Schetyna mia³ swoiste poczucie bezpieczeñstwa „pod kontrol±”?


2008-01-03

IMIÊ JEZUSA.

Dzisiejszy dzieñ w ksiêgach liturgicznych jest po¶wiêcony imieniu Jezusa. Rubryki jednak jakby wstydzi³y siê tego dnia, przypisuj±c mu rangê zaledwie „wspomnienia” i to tylko „dowolnego”. A przecie¿ ¶wiêty Pawe³ pisze do zaprzyja¼nionych chrze¶cijan w Filipii: Chrystus… „uni¿y³ samego siebie, stawszy siê pos³usznym a¿ do ¶mierci – i to ¶mierci krzy¿owej. Dlatego te¿ Bóg Go nad wszystko wywy¿szy³ i darowa³ Mu imiê ponad wszelkie imiê, aby na imiê Jezusa zgiê³o siê ka¿de kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki jêzyk wyzna³, ¿e Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca”(Flp 2,8-11).

Jezus Chrystus jest PANEM – to jest pe³nia tre¶ci imienia Jezusa. Moim PANEM - w tym mie¶ci siê pe³nia moich zobowi±zañ wobec Syna Bo¿ego i pe³nia mojej satysfakcji czekaj±cej w Niebie. Choæ doskona³o¶æ ucieka przede mn± jak króliczek, to jednak ¿yjê Nadziej±!


2008-01-02

ROZWODY.

We wszystkich mediach podliczanie, zestawianie plusów i minusów, statystyki. Jedni tryumfuj±, inni bolej±. Rzadko jednak mo¿na spotkaæ jak±¶ g³êbsz± analizê. Dzi¶ rano media donios³y, i¿ zwiêkszy³a siê liczba rozwodów. Od pocz±tku nowego wieku liczba rozwiedzionych ma³¿eñstw podwoi³a siê w Polsce. Przyczynê tego „postêpu” upatruje siê w emigrowaniu panów (lub pañ) samotnie opuszczaj±cych rodzinê. Smutny jest ten wynik, ale smutniejsza jest przyczyna. Sam fakt emigracji nie musi przyczyniaæ siê do niewierno¶ci ma³¿eñskiej. Smutek przynosi my¶l na temat wiary tych rodzin. Ich chrze¶cijañstwo nie wytrzymuje próby rozstania. A inne próby wytrzymuje? M³ode rodziny przewa¿nie nie uczêszczaj± na Mszê ¶w. niedzieln±. ¯ycie sakramentalne zawieszone na ko³ku. Rodzice potrafi± zadbaæ dla swych dzieci o szeroki wachlarz zajêæ pozalekcyjnych, ale nie o pog³êbianie ¿ycia religijnego. Dorastaj±ca m³odzie¿ w du¿ym procencie gardzi lekcjami religii, bo otrzymuje przyzwolenie od swych wyziêbionych religijnie rodzicieli. Jak w takich warunkach ma zagnie¼dziæ siê w rodzinie cnota wierno¶ci ma³¿eñskiej i praktyka opanowania zmys³ów? Trudne warunki, jakie niesie ze sob± wyjazd „za chlebem”, nie krzesz± nowych iskier dla podtrzymywania mi³o¶ci dozgonnej, bohatersko wiernej i szlachetnej.
W mediach ekrany (okupowane przez ca³e rodziny) zapchane s± obrazami „seksiastymi”; miêdzy kobiet± a mê¿czyzn± mo¿esz znale¼æ wszystko prócz wierno¶ci ma³¿eñskiej. I na tych samych ekranach zjawia siê ubolewanie nad podwojon± liczb± rozwodów. Paranoja zupe³na! Smutno, choæ tak bardzo europejsko.



2008-01-01

NOWY ROK.

Smêtny dzieñ. Wszyscy ³a¿± jak muchy w smole z nijakim wyrazem twarzy. Totalne zmêczenie, frustracja. Mo¿e ra¼niej porusza³y siê dzi¶ rano jedynie s³u¿by sprz±taj±ce Rynek. Góry ¶mieci, tony szk³a.
A ja po po³udniu zakolêdowa³em w naszym Karmelu. Tu nikt nie by³ sfrustrowany ani zmêczony. Na twarzach ¿ywa rado¶æ. ¦piewali¶my kolêdy i wspominali¶my nie tylko stary rok. Czyta³em fragmenty z Raptularza. Pogodne wyciszenie przynios³y wpisy wspominaj±ce ostatnie dni Jana Paw³a II. Nie by³ to smutek, lecz powaga rozpogodzona, bo gdy dotar³em do spontanicznych krzyków m³odzie¿y podczas homilii kard. Ratzingera i do jego nieformalnej beatyfikacji, siostry buchnê³y ¿ywio³ow± rado¶ci±. Na koñcu spotkania by³y uroczyste Nieszpory ¶piewane. Modlili¶my siê przed Naj¶wiêtszym Sakramentem. Przy po¿egnaniu obdarzony zosta³em piêkn± ksi±¿k± poetyck±: wiersze Charles Péguy o cnocie nadziei. To jasne, pó³ nocy bêdê mia³ zarwane!


2007-12-31

OGIEÑ.

Koniec roku mija pod znakiem ognia. Blisko sto osób ogieñ pokaleczy³ i wys³a³ do szpitala. Kilkana¶cie m³odych i starych osób zaczadzonych, poparzonych i spalonych rozsta³o siê z doczesno¶ci±. Miej, Panie, mi³osierdzie dla dusz w tak tragicznych okoliczno¶ciach staj±cych przed Twym Boskim Majestatem.
A co mo¿na powiedzieæ o tych, którzy postanowili zabawiæ siê petardami i ju¿ nigdy na zabawie sylwestrowej nie poka¿± swej twarzy, nie zobacz± ju¿ kolorów i nigdy nie dotkn± niczego w³asnymi palcami?... Kto siê zlituje nad ich g³upot±?


2007-12-30

MA£¯EÑSTWO.

Dzisiejszy list Episkopatu o rodzinie przypomina jednoznacznie: „U podstaw ka¿dej rodziny stoi ma³¿eñstwo. Chrze¶cijañskie patrzenie na ma³¿eñstwo w pe³ni uwzglêdnia wyj±tkow± naturê tej wspólnoty osób. Ma³¿eñstwo to zwi±zek mê¿czyzny i niewiasty, zawierany na ca³e ich ¿ycie […] Tylko tak rozumian± wspólnotê mê¿czyzny i niewiasty wolno nazywaæ ma³¿eñstwem. ¯aden inny zwi±zek osób nie mo¿e byæ nawet przyrównywany do ma³¿eñstwa. Chrze¶cijanie decyzjê o zawarciu ma³¿eñstwa wypowiadaj± wobec Boga i wobec Ko¶cio³a. Tak zawierany zwi±zek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnic± u¶wiêcenia ma³¿onków, znakiem swojej obecno¶ci we wszystkich ich sprawach, a jednocze¶nie ¼ród³em specjalnej ³aski dla nich. G³êbia duchowo¶ci chrze¶cijañskich ma³¿onków powstaje w³a¶nie we wspó³pracy z ³ask± sakramentu ma³¿eñstwa”

Czy wszyscy Polacy mog± pokochaæ biskupów za te s³owa? – Mog±, je¿eli autentycznie pokochaj± Chrystusa. To nie do wiary, jak mocno Chrystus Pan szczê¶cie ma³¿onków i trwa³o¶æ ich mi³o¶ci zwi±za³ ze swoj± w nich obecno¶ci±.


2007-12-29

IN VITRO.

Problem refundowania kosztów zabiegu zap³odnienia „in vitro” porusza dzi¶ polskie umys³y. Populistyczne obietnice premiera i pani minister zdrowia postawi³y ludzi przeciwko sobie. Strony walcz±ce nie chc± s³uchaæ siebie nawzajem. Profesor nauk medycznych, lekarz ginekolog, biolog czy in¿ynier biotechnik widz± w zarodku jedynie materia³ biologiczny nadaj±cy siê do prowadzenia wszelkich eksperymentów i to w celu polepszenia ¿ycia i zdrowia ludzkiego. A wiêc, dlaczego nie eksperymentowaæ? Ile¿ szczê¶cia i rado¶ci ze spe³nionych marzeñ mo¿e otrzymaæ rodzina, której urodzi³o siê wreszcie dziecko „z próbówki”?  My¶lê jednak, ¿e by³oby o wiele mniej szczê¶cia w oczach tych rodziców, gdyby mogli zobaczyæ gromadê rówie¶ników ich wymarzonego dziecka przy tej okazji pozbawionych ¿ycia.
Z punktu widzenia Ko¶cio³a z cz³owiekiem mamy do czynienia od chwili zap³odnienia. Z woli Stwórcy cz³owiek, jego ¿ycie i jego nadprzyrodzona godno¶æ nale¿± do najwy¿szych warto¶ci na ziemi. Nie mo¿na ich bezkarnie bezcze¶ciæ nawet dla eksperymentów naukowych, a tym bardziej w celach komercyjnych. W zap³odnieniu „in vitro” tworzy siê wiele zarodków ¿ycia ludzkiego, a w organizm kobiety wszczepia siê tylko jeden. Co z reszt±? Trzeba bêdzie je u¶mierciæ. Wyra¼nie mamy tu do czynienia z zabiciem istoty ludzkiej – przy okazji spe³nienia marzeñ bezdzietnej rodziny i przy zadowoleniu nielicho op³acanych pracowników kliniki nowoczesnej.


2007-12-28

HEROD ¯YJE.

Liturgiczne wspomnienie rzezi niewini±tek. Dzieñ pe³en krwi, p³aczu dzieci i rozpaczy matek. Niestety, to nie jest tylko wspomnienie. Antychryst nie z³o¿y³ broni. Lata i wieki mijaj±, a Herod wci±¿ odradza siê w ka¿dym szaleñcu poddanym s³odkim obietnicom demona nienawi¶ci. ¦wiat ci±gle jest wielkim zagonem jego siejby niezgody i ¿niwa ¶mierci. Wczoraj w Pakistanie terrorysta zastrzeli³ by³± premier, która wróci³a z wygnania - Benazir Bhutto, nastêpnie zdetonowa³ na sobie ³adunek wybuchowy, zabijaj±c przy tym kilkana¶cie osób. Nie ma dnia, aby agencje informacyjne nie odkrywa³y nowych w ¶wiecie miejsc ognia, krwi i rozpaczy.
Jezus uszed³ bezpiecznie do neutralnego kraju. Ale gdy wróci³, co z Nim zrobili? Czy dzi¶ Chrystus mo¿e staæ siê ratunkiem dla takiego ¶wiata?... Dzieci zherodowane wci±¿ wo³aj± o mi³o¶æ!

 



2007-12-27

NIEZROZUMIENIE.

Sk±d siê bierze u 18-latka pragnienie kontemplacji? Czym wyt³umaczyæ u niego potrzebê wyciszenia a¿ tak przejmuj±cego, ¿e ca³y ¶wiat ze swym ha³asem przestaje istnieæ, a rzeczywisto¶æ staje siê jednym punktem? Gdy inni czas swój przegrywaj± na komputerach w przygodowych grach lub w ogl±daniu „obrazków”, on zatapia siê w lekturze ksi±¿ki na temat ¿ycia pustelniczego. Nie szuka metod modlitwy my¶lnej, co jaki¶ czas we wspólnocie modli siê z innymi, pochylaj±c siê nad Pismem ¶w. i dziel±c siê s³owem Bo¿ym, ale gdy przychodzi cichy wieczór, czuje w sobie przemo¿ne pragnienie, jak mówi, „kontemplacji”. Jedno imiê: JEZUS obecne w duszy wystarcza, by by³ ogarniêty pokojem i… mi³o¶ci±. Nie dziwiê siê, ¿e rodzice go nie rozumiej±.


2007-12-26

£ASKA.

Szawe³ z Tarsu przygl±da³ siê kamienowaniu diakona Szczepana za murami Jerozolimy. Najwidoczniej przyzwala³ na ten mord, skoro wykonawcy z³o¿yli swe szaty u jego stóp. To jest miara wielko¶ci ³aski nawrócenia, jakiej dozna³ pó¼niej pod Damaszkiem. Co ten m³ody faryzeusz mia³ na samym dnie swej duszy, ¿e Jezus dogoni³ go i ogarn±³ tak wielkim Mi³osierdziem?

Choæ z niechêci± my¶lê o generale, autorze stanu wojennego, to jednak zapyta³em dzi¶ Jezusa w modlitwie: Panie, czy tylko jedn± mia³e¶ tak wielk± £askê?



2007-12-25

WZRUSZENIE.

Du¿o s³ów piêknych dzi¶ da³o siê s³yszeæ w eterze. Telefon i sieæ dostarczy³y mi sporo ciep³ych my¶li i uczuæ. Taki to ju¿ jest ten dzieñ: Bo¿e Narodzenie. Ale ja wzruszy³em siê dopiero wieczorem, ogl±daj±c dobranockê dla dzieci przed Wiadomo¶ciami TVP 1.Pokazano film rysunkowy z histori± betlejemskiego narodzenia Jezusa. Podoba³ mi siê ten kolorowy przekaz, historia piêknie opowiedziana. Ale najbardziej wzruszy³ mnie fakt, ¿e taki film zosta³ wyemitowany w tym dniu. Pamiêtam usi³owania w Polsce, by Bo¿e Narodzenie zast±piæ „¶wiêtami rodzinnymi” czy „¶wiêtami zimowymi”. Nic pobo¿nego nie zobaczy³e¶ na srebrnym ekranie, tym bardziej w audycji dla dzieci. Próbowano zast±piæ tre¶ci religijne ró¿nymi bajkami, czasem nawet potrafi±cymi roz¶mieszyæ. Podobnie próbowano zmieniæ nazwê „Katowice” na „Stalinogród”. Jak wiele zmieni³o siê w Polsce! – Ta w³a¶nie refleksja tak mocno mnie dzi¶ wieczorem wzruszy³a. Doprawdy, jestem ju¿ dzieckiem…


2007-12-24
WIGILIA. Czasem my¶lê, ¿e chcia³bym spotkaæ prarodziców, Adama i Ewê, i zadaæ im kilka pytañ. Gdy widzê wielkie, niczym nieusprawiedliwione cierpienia, piê¶ci same siê zaciskaj± i gdybym ich spotka³, rozkwasi³bym im nosy. No, bo jak mo¿na usprawiedliwiaæ sw± chorobliw± ciekawo¶æ pragnieniem usprawiedliwienia czy obrony Boga przed szatanem? Ze z³ym duchem siê nie pertraktuje, zw³aszcza gdy ten przybiera postaæ przebieg³ego wê¿a.

2007-12-23
SZAD¬.
Nocna mg³a nad ranem osiad³a szadzi± na dachach, na drzewach i krzakach. Zabieli³a ¶wiat doko³a. Nie jest to wymarzony puszysty ¶nieg, którego biel doprawdy czyni ¶wiat od¶wiêtnym, uroczystym.
Ale podobn± naskórkowo¶æ mo¿na spotkaæ coraz czê¶ciej w Polsce. Polityk, gdy mówi o mi³o¶ci, to mówi. Jego dzia³ania nie spiesz± za s³owami. Pod cienk± warstw± czaruj±cych wyznañ ukrywa siê (albo nie ukrywa, bo po co? – przecie¿ ju¿ po wyborach) ten sam cz³owiek, który zrobi³ wszystko, by zdobyæ w³adzê.


2007-12-22

CZAS PRZY£APANY.

Ksi±¿ka siê przyjê³a. Od kilku dni otrzymujê telefony, mejle i sms-y z gratulacjami i podziêkowaniami za ten pamiêtnik. Moi korespondenci dziel± siê tak¿e wspomnieniami. Ka¿dy z nich mia³ swój udzia³ w trudnych wydarzeniach stanu wojennego. W ka¿dej stronie Polski byli odwa¿ni ksiê¿a, ofiarni drukarze, zdecydowani ³±cznicy i radiowcy. W wielu domach by³y skrzynki kontaktowe, skrytki z bibu³±. Wielu bezinteresownie, a zawsze z nara¿eniem swej wolno¶ci, s³u¿y³o w ró¿ny sposób dzia³aczom Solidarno¶ci. Wielu u¿ycza³o swych samochodów, a przecie¿ z benzyn± by³o krucho, któ¿ nie pamiêta kilometrowych kolejek nocami przed stacjami paliw. Dzi¶ na ka¿dym wiêkszym skrzy¿owaniu mo¿na zatankowaæ, a wtedy Wroc³aw mia³ jedynie kilka stacji benzynowych. Benzyna, jak wszystko, by³a na kartki.

Pomys³ pana Prezydenta Lecha Kaczyñskiego, by nagradzaæ i dekorowaæ orderami w³a¶nie tych „niezauwa¿onych ludzi walki o wolno¶æ” jest ze wszech miar utrafiony! Mo¿e warto by zrobiæ jeszcze co¶, by ka¿dy z tych anonimowych solidarno¶ciowców by³ uhonorowany, a przynajmniej zauwa¿ony chocia¿by w grupie. Mo¿e warto ustanowiæ „dzieñ bezimiennego bojownika o wolno¶æ”, czy „¶wiêto cichego s³ugi wolno¶ci”…


2007-12-21
SCHENGEN.
Rado¶æ przez ca³± noc na granicy. Otwarcie bram. ¦piewy, gratulacje, piwo i fajerwerki! Mam przed sob± niedawno wydan± przez Znak ksi±¿kê Jonathana Fenby’ego: „Alianci. Stalin, Roosevelt, Churchill. Tajne rozgrywki zwyciêzców II wojny ¶wiatowej”. Ró¿nili siê osobowo¶ciowo wszystkim prócz jednego: mieli c z ³ o w i e k a g³êboko w d… Zadali tyle cierpieñ milionom ludzi, racz±c siê wyszukanym jedzeniem, cygarami i alkoholem. Trzeba by³o ponad sze¶ædziesiêciu lat, aby odkrêciæ to, co zapêtlili - koñcz±c wojnê - na Kremlu, w Teheranie i Ja³cie. Przedzielili Europê ¿elazn± kurtyn±.
Dzi¶ granice znów otwarto! Ale ile wysi³ku op³aconego cierpieniem wielu szlachetnych ludzi poprzedzi³o tê chwilê. Mam na my¶li chocia¿by soborowych biskupów polskich z kardyna³em Stefanem Wyszyñskim na czele, którzy przez mur berliñski i zasieki graniczne wyci±gnêli pojednawczo rêce do biskupów niemieckich, katolików i protestantów. Mam przed oczyma niewybredn± i krzywdz±c± nagonkê w³adzy ludowej organizowan± we wszystkich ¶rodowiskach na abpa Boles³awa Kominka, g³ównego autora orêdzia pojednania. Ale te¿ pamiêtam satysfakcjê, jak± wroc³awianie w kilkutysiêcznym t³umie dali swemu ordynariuszowi s³uchaj±c w wielkiej ciszy jego m±drego kazania w katedrze po powrocie z Soboru Watykañskiego.


2007-12-20

NIEWINNO¦Æ.

Uniewinniona nie znaczy niewinna!

Nawet wtedy, gdy dotyczy to kultury na koturnach.



2007-12-19

SZKOLNE REWELACJE.

Oczy dzi¶ przeciera³em z niedowierzaniem, s³uchaj±c m³odego cz³owieka w telewizji, który podawa³ siê za rzecznika praw ucznia. Nies³ychane! Nauczyciel nie ma prawa zadawaæ uczniom zadania domowego. Kompletna nieznajomo¶æ procesu przyswajania i utrwalania wiedzy. Druga rewelacja: uczeñ nie ma obowi±zku uczêszczaæ na lekcje w szkole! Bo to szko³a jest dla ucznia, a nie uczeñ dla szko³y!

Albo kto¶ pomyli³ daty, bior±c dzieñ dzisiejszy za 1. kwietnia, albo jest to demonta¿ szko³y polskiej, który zacz±³ siê kilkana¶cie lat temu, gdy religia w polskiej szkole sta³a siê sol± w oku  liberalnych klubów.


2007-12-18
POTRZEBA ROZMOWY.

Tydzieñ temu o. Tadeusz Rydzyk napisa³ otwarty list do obecnego premiera, u¶wiadamiaj±c go w kilku punktach, ¿e, cytujê: „niechêæ, któr± wyra¿a³ Pan i Pana ugrupowanie od paru lat wobec Radia Maryja, nie skoñczy³a siê, ale przeobrazi³a w dzia³anie prowadz±ce do jego zniszczenia” (Wiadomo¶ci KAI, nr 51, s. 7).  Czy premier zareaguje, trudno przewidzieæ. Ale bojê siê, ¿e na czyj¶ rozkaz w mediach znów rozpocznie siê walka z dzielnym i nieugiêtym redemptoryst±, znowu kub³y inwektyw bêd± wylewane na Radio Maryja w Toruniu. I pop³ynie od nowa rzeka nienawi¶ci przez Polskê…

Ale z drugiej strony, czy mo¿na milczeæ, widz±c napastliwe dzia³ania ze strony ministrów? Na miejscu o. Dyrektora uda³bym siê na najzwyklejsz± rozmowê do gabinetu szefa rz±du.


2007-12-17

GENEALOGIE.

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawidowego… Dzi¶ czyta³em w Ewangelii. Po co to komu potrzebne? Sam Jezus nie wystarczy?– zapyta³ mnie lektor po Mszy ¶w. Niestety, nie znajdujê w sobie ¿ydowskiego przywi±zania do praprzodków i my¶lê, ¿e na swój autorytet powinien ka¿dy pracowaæ osobi¶cie bez pos³ugiwania siê protezami genealogicznymi. Ale w³a¶nie to pytanie starszego ministranta przypomnia³o mi dawne lekcje historii Polski w liceum, gdy wmawiano nam, m³odym ch³opakom i dziewczynom, ¿e wszystko zaczê³o siê od „Manifestu Lipcowego” komunistów w 1944 roku, ¿e to by³ pocz±tek Polski. Zak³amywanie naszych dziejów posz³o tak daleko, ¿e z trudem mo¿na by³o znale¼æ miejsce w Polsce, gdzie uczono prawdy. O Mi³oszu i ca³ej piêknej literaturze emigracyjnej dowiedzia³em siê dopiero na studiach polonistycznych na KUL-u. Sta³o siê co¶ jeszcze straszniejszego. Odr±bywanie ¶wiadomo¶ci m³odych Polaków od korzeni tysi±cletniego narodu sprawia³o, ¿e twórcy Polski Ludowej czuli siê nieskrêpowani w tropieniu przeciwnych opcji historycznych i bezkarni w likwidowaniu ich upartych wyznawców. Ta walka z praprzodkami przymno¿y³a mogi³ na ziemi polskiej po zakoñczeniu drugiej wojny ¶wiatowej.


2007-12-16

ORGANA SPRAWIEDLIWO¦CI.

Zbrodnia Krajowej Rady Ocalenia Narodowego (z genera³ami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele), dokonana si³ami ZOMO, po 26 latach nie zosta³a jeszcze os±dzona przez polskie s±dy. Tak jak nie wskazano jeszcze winnych tragedii w Gdañsku w 1970 roku. Kto jeszcze ma w Polsce czelno¶æ powo³ywaæ siê na niezawis³o¶æ organów sprawiedliwo¶ci?! Politycy czêsto w minionym æwieræwieczu przywo³ywali tê zasadê w obronie swych sto³ków.
Czy zapowiedziane dzi¶ przez premiera Tuska powo³anie specjalnego trybuna³u przyniesie zmianê w tej kuriozalnej sytuacji?... A któ¿ inny przerwa³ proces deubekizacji?


2007-12-15

TRUDNO¦Æ.

Czy kto¶ mnie kiedy¶ nauczy zwracaæ uwagê (s³uszn±) komu¶, kogo lubiê i szanujê? To chyba najtrudniejsze dla mojego serca. Chodzê niezadowolony, gdy widzê niedoróbê i jestem struty, gdy zwrócê uwagê komu¶, ¿e zrobi³ ¼le, nie tak jak potrzeba.

Wiem, Panie Jezu, ¿e powiedzia³e¶ Piotrowi: „Id¼ precz, szatanie!” (Mt 4,10). Ale ja tak nie potrafiê. Czy mam Ciê prosiæ o tak± ³askê?

 



2007-12-14

STOICYZM.

Od kilku tygodni czekam na przesy³ki z ksi±¿kami. Dawno zamówione, op³acone i obwarowane obietnic±, ¿e zamówienie bêdzie zrealizowane w ci±gu 24 godzin. Dzi¶ ksiêgarnia internetowa doda³a komunikat, ¿e czas przed¶wi±teczny mo¿e spowodowaæ wyd³u¿enie okresu dostarczenia przesy³ek. Do kogo te s³owa? Przecie¿ kiepskie wykonywanie obowi±zków przez pracowników poczty (¼le op³acanych) znane jest na d³ugo przed okresem ¶wi±tecznym. Poczta Polska ze stoickim spokojem przyjmuje wy¿sz± op³atê za list z piecz±tk± „priorytet” wiedz±c, ¿e zamiast nazajutrz list dotrze do adresata po trzech tygodniach. Nikt nikogo nie przeprasza, ani pieniêdzy nie zwraca. Czym wyt³umaczyæ ten niezrozumia³y stoicyzm?



2007-12-13

ODCZAROWANIE.

Koniecznie trzeba odczarowaæ tê feraln± datê! W auli Politechniki Wroc³awskiej na promocji mego internetowego „Dziennika”, który w druku uzyska³ tytu³ „Czas przy³apany”, kto¶ z sali, widz±c ksi±¿kê w moim rêku, zapyta³: dlaczego taka czerwona? Odpowiedzia³em: ¿eby odczarowaæ kolor czerwony zaw³aszczony przez komunê. To jest kolor ognia i ciep³a, kolor ¿ycia i mi³o¶ci, kolor naj¶wiêtszej Ofiary, trzeba go odebraæ zbrodniarzom, rewolucyjnym krwiopijcom spod Bastylii i z „Aurory”.
Podobnie nale¿y zdj±æ obelgê na³o¿on± w 1981 roku przez moskiewskich janczarów na dzieñ ¶w. £ucji, dziewicy i mêczennicy z pierwszych wieków chrze¶cijañstwa. Przed po³udniem przy pomniku „Solidarno¶ci” prof. Wiszniewski powiedzia³: stan wojenny paradoksalnie przybli¿y³ nam utêsknion± wolno¶æ i obecn± demokracjê. St±d to bior± siê te uroczysto¶ci rocznicowe 13. grudnia. Polacy ró¿ne maj± pomys³y na odczarowanie tej feralnej daty. Niedawno otrzyma³em list z Pomorza od Jarka, który za³o¿y³ rodzinê i chcia³ zbudowaæ wspólny, w³asny dom: „Marzyli¶my. Chcieli¶my znale¼æ jaki¶ dom na koñcu ¶wiata i ¿yæ spokojnie. […] Mieszkamy. Trzynastego grudnia min± trzy lata. I tak te¿ odczarowali¶my tê datê. Dla nas to dzieñ rado¶ci, a nie smutna rocznica”. Niez³y sposób.


2007-12-12

PASKUDNA WIGILIA.

 Za niewiele godzin mia³ w 81 wybuchn±æ stan wojenny. Dzi¶ widaæ wyra¼nie: Polska by³a podzielona na tych co wiedz± i na tych co nie wiedz± o tym, co stanie siê za nied³ugo. Ogromna mniejszo¶æ szykowa³a zgubny los ca³ej reszcie. Towarzysze bogowie postanowili zdyscyplinowaæ los niewygodnego mot³ochu, niewartego wolno¶ci, skoro nie rozumie jedyno¶ci i wystarczalno¶ci socjalizmu – ¼ród³a niebiañskiego pokoju. Noc±, z uzbrojon± po zêby odwag±, rzucili siê na naród. Stali siê szybkimi zwyciêzcami. Wszêdzie porozstawiali swe militarne znaki, od rzeczy, przez przepisy a¿ po osoby, aby gnêbiæ i zabijaæ innych, ale nie wiedzieli jednego, ¿e jest to ich bój ostatni. Z but± wywo³ywali z przysz³o¶ci s±d historii, który ma uznaæ i nagrodziæ ich wojnê.
S±d historii rzeczywi¶cie, po æwieræwieczu, ju¿ siê wykluwa ze stosów i kilometrów esbeckich i wojskowych materia³ów odkrywanych przez IPN. Jak brzmi wyrok? Hañba! Ro¶nie z ka¿dym dniem hañba towarzyszy zbrodniarzy, im wiêcej ¶wiadectw cierpienia wychodzi na ¶wiat³o dzienne.


2007-12-11

CUD PRZED NAMI. 

¯elazna Dama w Berlinie z ustabilizowan± mimik± trzyma³a tward± rêk± interes Niemców zerkaj±cych ku ¼ród³om ropy hen ponad Polsk±, a jej s³odki Go¶æ zza Odry, ton±c w u¶miechach, g³adko po³yka³ zapewnienia, ¿e na wszystko jeszcze za wcze¶nie. Nie pomog³y zapewnienia o rozmowach (tak¿e o Gdañsku) w atmosferze przyjacielskiej, media orzek³y: prze³omu nie by³o. Tak wiêc pierwszy (zagraniczny) cud jeszcze przed nami.


2007-12-10

LUSTRO.

Co bardziej podziwiaæ u tych ludzi, którzy przez powa³ê spu¶cili na noszach chorego cz³owieka i po³o¿yli tu¿ przed nauczaj±cym w mieszkaniu Jezusem? ¦w. £ukasz zauwa¿a, i¿ Nauczyciel podkre¶li³ ich wiarê (£k 5, 20). By³a mocna, skoro dla niej w³a¶nie Jezus uleczy³ duszê i cia³o sparali¿owanego. Ale by ten wewnêtrzny dar „uruchomiæ”, ci ludzie musieli mieæ jeszcze inne bogactwa duszy: wyobra¼niê, determinacjê, przyja¼ñ i dobroæ, czy wreszcie niebywa³± fantazjê. To s± cechy, które gromadz± ludzi i pomagaj± tworzyæ skutecznie dzia³aj±c± wspólnotê…. Zdecydowanie czê¶ciej ludzie prawicy winni przegl±daæ siê w Ewangelii jak w lustrze.


2007-12-09

NAWRÓCENIE.

Niesamowita postaæ Jana Chrzciciela, cz³owieka z pustyni z pasem skórzanym wokó³ bioder, i jego gromkie wo³anie: Nawróæcie siê! Wo³anie tym dramatyczniejsze, gdy pojawia siê „siekiera przy³o¿ona do korzenia”, siekiera skierowana do arystokracji religijnej narodu wybranego.
¯eby siê prawdziwie nawróciæ, trzeba zrobiæ dwa ruchy i to radykalnie w przeciwnych kierunkach. Najpierw trzeba siê odwróciæ od…, a nastêpnie zwróciæ ku… Wydaje siê, ¿e PiS-owska arystokracja nie potrafi zrobiæ pierwszego ruchu, ani te¿ wie, w któr± stronê  ma j± skierowaæ drugi ruch. Czyli Kongres bezowocny, pomijaj±c jeden owoc, który ba³ siê, ¿e spadnie, ale nie spad³.



2007-12-08

NIEPOKALANA. 

A¿ trudno zrozumieæ, ¿e kult i formu³a dogmatu o niepokalanym poczêciu Maryi, matki Syna Bo¿ego, musia³a mieæ tak d³ugie i burzliwe dzieje. Czy¿ Stworzyciela nie staæ na specjalne przygotowanie najczystszego mieszkania dla swego Syna wcielonego? Czy Przedwieczny mia³by byæ skrêpowany czasem w aplikowaniu Maryi zas³ug Jezusowych wys³u¿onych na krzy¿u? Przecie¿ od pocz±tku dziejów grzechu pierworodnego Bóg w swym planie zbawczym mia³ miejsce dla Niewiasty z Dzieckiem, które zniszczy moc szatana, sprawcy grzechu. Ta bezpo¶rednia blisko¶æ Matki i Syna sprzeciwia siê obecno¶ci w niej najmniejszego nawet ska¿enia grzechem.
            Wielowiekowa historia dojrzewania dogmatu dodatkowo jest dowodem na wielk± cierpliwo¶æ i delikatno¶æ Ducha ¦wiêtego, który nie ³amie barier ograniczaj±cych zdolno¶æ poznania ludzkiego. Metoda objawienia przez Boga ludziom tej prawdy by³a dzieciêco prosta: od serca przez modlitwê do pojêcia umys³owego. Wiara ca³ego Ko¶cio³a wymog³a na Urzêdzie Nauczycielskim sformu³owanie dogmatu. Sta³o siê to dopiero w roku 1854. Kropkê nad i, zaledwie 4 lata pó¼niej, postawi³a sama Maryja w Lourdes, mówi±c wyra¼nie do Bernadety Soubirous: „Jestem niepokalanie poczêta”. I jak¿e w porannej modlitwie mo¿na nie powitaæ serdecznie Maryi: Witaj, Najpiêkniejsza! Witaj, Niepokalana! To jest moja codzienna rado¶æ.


2007-12-07

MYDLENIE OCZU.

Wczoraj w Brukseli polska delegacja nowego rz±du odblokowa³a veto starego rz±du w sprawie ustanowienia dnia 10 pa¼dziernika „Europejskim Dniem przeciwko Karze ¦mierci”, nie widz±c ¿adnego powodu, dla którego to veto powinno istnieæ. Dzi¶ wiêc Rada Unii Europejskiej dokona³a od³o¿onego we wrze¶niu tego ustanowienia. Darmo szukaæ w wypowiedzi delegata Polski dla prasy zagranicznej odniesienia do faktycznej przyczyny postawienia polskiego veta. Ówczesny premier J. Kaczyñski domaga³ siê na forum UE rozpatrywania problemu odbierania ¿ycia cz³owiekowi  w majestacie prawa w szerokim kontek¶cie kary ¶mierci, aborcji i eutanazji. Rz±dy europejskie nie chc± o tym s³yszeæ, bo w wielu krajach uchwalono ju¿ prawo do eutanazji i aborcji. Czym¿e wiêc jest ustanowienie dnia sprzeciwu wobec kary ¶mierci? Mydleniem oczu, udawaniem, ¿e wszystko jest w porz±dku, ucieczk± od prawdy. Tymczasem prawda od wieków jest tak samo wyra¼na. Bóg powiedzia³: „Nie zabijaj!”. Czy mo¿na bardziej lapidarnie uj±æ problem prawa cz³owieka do ¿ycia? Nie wolno okrawaæ prawdy!!!


2007-12-06

¦WIÊTY MIKO£AJ.

Bardzo ma³o rodziców przyprowadzi³o dzi¶ do ko¶cio³a dzieci na spotkanie ze ¶w. Miko³ajem. Rodzice nie maj± czasu zajmowaæ siê kompletowaniem prezentów i przynoszeniem wcze¶niej do ko¶cio³a. Poza tym duchowny przebrany w szaty biskupie jest wymagaj±cy, pyta dzieci pacierza, domaga siê poprawy zachowania w domu i w szkole, zadaje pytania z religii i czasami nawet postawi rodziców w niezrêcznej sytuacji prosz±c, by zechcieli podpowiedzieæ dziecku w³a¶ciwe s³owo. Po co taki stres, gdy w supermarkecie wystarczy zatelefonowaæ i ustaliæ wysoko¶æ ceny prezentu, a krasnale w czerwonych czapkach wszystko ju¿ sprawnie przeprowadz±… I tak bezbole¶nie przebiega proces sekularyzacji ¿ycia polskiej rodziny katolickiej. Bez jakiegokolwiek nacisku.


2007-12-05

KONSOLATA.

Dzi¶ dobieg³a mnie wie¶æ z Opola o ¶mierci mej dawnej znajomej, prze³o¿onej wspólnoty klasztornej szkolnych sióstr w ¦wiebodzicach. Siostra Konsolata by³a cz³owiekiem wielkiej wiary. Jej zawierzenie Bogu dawa³o siê ³atwo rozpoznaæ po jej modlitwie, a z rozmodlenia wynika³o jej wyciszenie. Zawsze delikatna, gdy rozmawia³a, patrzy³a w oczy, zawsze umia³a pocieszyæ. Kocha³y j± wspó³siostry i garnê³y siê do niej dzieci niepe³nosprawne z Zak³adu, w którym zakonnice mog³y pracowaæ. W latach piêædziesi±tych w³adza ludowa zabra³a Ko¶cio³owi wszelkie szko³y i o¶rodki wychowawcze, ale przy dzieciach niedorozwiniêtych fizycznie i psychicznie pozwolono siostrom pracowaæ, gdy¿ nikogo innego nie staæ by³o na tyle mi³o¶ci, ile potrzebowa³y te biedne istoty. Siostra Konsolata obdarza³a mi³o¶ci± nie tylko te dzieci, ale równie¿ przygarnia³a do matczynego serca siostry pielêgniarki i opiekunki, gdy zupe³nie zmordowane koñczy³y dy¿ury przy dzieciach. Ostatni etap d³ugiego ¿ycia po¶wiêci³a pracy w domu prowincjalnym w Opolu.

2007-12-04

ENCYKLIKA.

Ojciec ¶w. Benedykt XVI og³osi³ drug± swoj± encyklikê. Tym razem o nadziei. Pierwsza by³a o mi³o¶ci, druga jest o nadziei, a o czym bêdzie trzecia? Nietrudno zgadn±æ - o wierze – ale pewno¶ci mieæ nie mo¿na. Trzeba czekaæ, oczywi¶cie rozczytuj±c siê w tym, co ju¿ zosta³o napisane. Pojawi³y siê pierwsze komentarze i omówienia w Europie. To dobrze. Ja czekam na tekst po polsku. Pali mnie ciekawo¶æ, bo przecie¿ ju¿ prze¿ywali¶my ten temat na Kongresie Eucharystycznym we Wroc³awiu. Jak ten czas ucieka! To ju¿ 10 lat minê³o, jak z bicza trzas³.



2007-12-03

MIÊDZYNARODOWE SANKTUARIUM. 

Po po³udniu, tu¿ przed piêtnast±, Bazylika zaczê³a siê wype³niaæ pielgrzymami. U wej¶cia s³ychaæ ró¿ne jêzyki europejskie. Piêkny ¶piew sióstr rozpocz±³ Godzinê Mi³osierdzia. Cisza jak makiem zasia³. Rozwa¿ania p³ynê³y najpierw w jêzyku polskim, a potem w angielskim. Koronkê równie¿ odmawiano dwujêzycznie. Sanktuarium ³agiewnickie jest ju¿ miêdzynarodowym centrum kultu Mi³osierdzia Bo¿ego. Zapalona przez siostrê Faustynê iskra mi³osierdzia rozp³omienia siê w ¶wiecie… Tylu m³odych Amerykanów spotka³em dzi¶ przed Bazylik± Mi³osierdzia! Wysypali siê z dwóch ogromnych busów. Dwa razy ich obserwowa³em. Raz w sklepie pami±tkowym i z napojami ch³odz±cymi, to by³ ¿ywio³ nie do okie³znania, wszystkiego ciekawy. Oczywi¶cie ka¿dy natychmiast musia³ sobie zafundowaæ co¶ rodzimego, bliskiego: „coca-colê”. Drugi raz zauwa¿y³em tych samych m³odych w Bazylice podczas Godziny Mi³osierdzia. Wielu z nich, zapatrzonych w obraz „Jezu, ufam Tobie” i w Tabernakulum, ca³y czas na klêczkach odmawia³o Koronkê. Wszystkich nas ogarnia³a, jakby z góry sp³ywaj±ca, ¶wiêta, dobra cisza.


2007-12-02

OJCZYZNA.

Sanktuarium Mi³osierdzia piêknieje. Za ka¿dym przyjazdem widzê tu co¶ nowego, co¶ dokoñczonego. Dostrzeg³em dzi¶ wielki hol pod bazylik±, a z niego d³ugi korytarz prowadz±cy do kaplicy ¶w. siostry Faustyny. Tam sprawowali¶my codziennie Eucharystiê. Tam te¿ przed o³tarzem, na wysoko¶ci serca klêcz±cego cz³owieka, umieszczono relikwie ¶wiêtej Zakonnicy. Uca³owa³em je, lubiê siê tak witaæ z Faustyn±! W tej kaplicy, otoczonej innymi pomieszczeniami, jest cisza wrêcz doskona³a. Tu cz³owiek niejako otrzymuje pozwolenie na wy³±czenie siê z gwaru ¶wiata dookolnego.   Obok spotykam now± kaplicê z kolorow± mozaik± ¶wiêtych kobiet i mê¿czyzn polskich. G³owa przy g³owie, na  dwu przeciwleg³ych ¶cianach, dwa d³ugie szeregi twarzy ludzi, którzy kiedy¶ chodzili po tej samej, wspólnej naszej ziemi. Patrz±c na tych ¶wiêtych, ³atwiej wydobyæ z serca odpowied¼ na pytanie, co to jest Ojczyzna. ¦wiêci polscy obejmuj± w czasie i w przestrzeni nasz± Ojczyznê i unosz± j± ku Niebu. Taka by³a ich droga i tak swym ¿yciem d¼wigaj± nasz± wspóln± Ojczyznê. I jeszcze jedna kaplica, ufundowana przez greko-katolików, zosta³a gustownie wyposa¿ona w ikonostas i g³ówn± bramê do prezbiterium oraz skromne i piêkne ikony Maryi i ¶wiêtych wschodnich. To te¿ jest historyczny aspekt Polski.

2007-12-01

OD NOWA!

My¶lê, ¿e piêknie rozpocz±³em nowy rok ko¶cielny, by³em na rekolekcjach. W wieczór andrzejkowy, zamiast laæ wosk i inne tego typu rzeczy robiæ, s³ucha³em (prze)m±drego liturgisty dominikañskiego w Sanktuarium Mi³osierdzia Bo¿ego nad Solvayem i nad Krakowem. Powiem szczerze, mówienie na tych rekolekcjach nie by³o najmocniejsz± ich stron±. Cisza by³a porywaj±ca. Gdy wszed³em pierwszy raz do betonowego walca poprzecinanego pionowymi prze¶witami witra¿y pe³nych mieni±cych siê zieleni± i b³êkitem prosto w górê id±cych ro¶lin, natychmiast zosta³em otulony mi³±, ciep³± i przyjazn± cisz±. Wszystko inne przesta³o siê liczyæ. By³a tylko wo³aj±ca ¶wiat³em monstrancja z bia³ym, naj¶wiêtszym kr±¿kiem Chleba. Ciszy, ciszy mi by³o potrzeba.


2007-11-26
Tu siê koñczy pierwszy tom "Dziennika", który w druku nosi tytu³ " Czas przy³apany. Raptularz niecodzienny 2005-2007". Ksi±¿ka uka¿e siê drukiem jeszcze w grudniu br.

2007-11-25

MÓJ KRÓL.

Niedziela dzisiejsza obiecuje mi: zobaczysz swego Króla… Jak ka¿dy s³aby cz³owiek potrzebujê oparcia w kim¶ mocnym. Potrzebujê opoki, chcê zawierzyæ komu¶ siebie bez reszty. I choæ s³owo „król” przywo³uje nienajlepsze skojarzenia historyczne, to jednak potrzebujê Króla, który by³by ¼ród³em mojej pewno¶ci i zabezpieczeniem osobistej suwerenno¶ci, który potrafi³by te¿ zobaczyæ moje serce.

Ale liturgia prowadzi mnie pod krzy¿e na Golgocie. Ukazuje mi konaj±c± twarz Jezusa. Tak, ma koronê na skroniach, ale uwit± z krzaka cierniowego. Krew cienkimi stró¿kami sp³ywa po obola³ych policzkach. T³um ¿ydowski stoi i patrzy, a maj±cy w³adzê nad sumieniami, widz±c to ogromne cierpienie, urz±dzaj± haniebne igraszki s³owne, drwi± bezwstydnie, blu¼ni± i bawi± siê tym.

I to ma byæ mój Król!? Oczy nie chc± wierzyæ. Jednak uszy ka¿± mi siê zatrzymaæ. Z krzy¿a obok wiatr przynosi umêczon± i pokorn± pro¶bê: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (£k 23,42). Na oczach gasn±cych Jezusa powieki lekko siê unios³y, a z ust sp³ynê³o ciche, ale wyra¼ne, zapewnienie: „Dzi¶ ze mn± bêdziesz w raju” (£k 23,43). Serce ma³o mi piersi nie rozwali³o. Tak! - krzyczê g³o¶no - chcê takiego Króla! Któ¿ inny potrafi us³yszeæ moj± skargê i moj± pro¶bê, gdy wo³am z g³êbi mej grzeszno¶ci? Jezu, jeste¶ moim Królem! „Jezus Chrystus wczoraj i dzi¶, ten sam tak¿e na wieki” (Hbr 13,8).

 



2007-11-17

JUBILEUSZ I DZIÊKCZYNIENIE.

Dzi¶, w sobotê przed po³udniem, korki na ulicach jak w godzinach szczytu s±dnego dnia! Do katedry jecha³em taksówk± 45 minut, dystans, który pokonujê pieszo spokojnie w pó³ godziny… I oczywi¶cie spó¼ni³em siê na dziêkczynn± koncelebrê za beatyfikacjê za³o¿ycielki ss. el¿bietanek, matki Marii Luizy Merkert, w dniu patronalnym ¶w. El¿biety Wêgierskiej, która urodzi³a siê przed 800 laty. Siedzia³em jak czarna owca w prezbiterium miêdzy bia³ymi i z³otymi ornatami, nad którymi wokó³ o³tarza porusza³o siê siedem infu³ biskupich i jedna niebiskupia. Trzy diecezje dolno¶l±skie by³y godnie reprezentowane. Kiepsko cz³ek uczestniczy we Mszy ¶w., gdy ominie go akt pokuty na pocz±tku, a tym samym zbyt szybko kazanie zaatakuje uszy (kiedy ja siê przyzwyczajê do tych s³ów czytanych jak wbijanie m³otkiem gwo¼dzi do mózgu?). Ale s³ucha³em z ca³± moj± uwag±; dwaj klerycy naprzeciwko równie¿ s³uchali uwa¿nie. Gdy kaznodzieja wspomnia³ o ¶w. El¿biecie, ¿e z³o¿y³a ¶lub czysto¶ci po ¶mierci mê¿a, dwa spojrzenia znacz±ce skrzy¿owa³y siê wzajemnie i utonê³y w dyskretnych u¶miechach. Mo¿e bym i osi±gn±³ ³atwiej skupienie, gdyby nie za¿ywna g³owa pewnego koncelebransa, która nieopodal krêci³a siê jak na patyku i pó³g³osem z i¶cie generalsk± swad± serwowa³a s±siadowi swe komentarze.
W ogóle w wielkich celebrach liturgicznych, my¶lê, ¿e  tylko ¶wiêci kap³ani potrafi± utrzymaæ swój skupiony kontakt z Jezusem. A co z innymi? Ecclesia supplet?... Po Mszy d³ugo wiêc na klêczkach przeprasza³em Jezusa. Wstydzi³em siê wobec ¶wiêtej El¿biety, bo to o niej rano przeczyta³em s³owa jej spowiednika: „Wobec Boga stwierdzam, ¿e pomimo jej czynnego ¿ycia rzadko spotyka³em niewiastê, która by w tak wysokim stopniu obdarzona by³a darem kontemplacji”(Godzina czytañ). W koñcu odwa¿y³em siê pój¶æ do uca³owania jej ¶wiêtych relikwii.


2007-11-16

WIARA.

„G³upi ju¿ z natury s± wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdo³ali poznaæ Tego, który jest, patrz±c na dzie³a nie poznali Twórcy, […] nie s± bez winy: je¶li siê bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarn±æ wszech¶wiat - jak¿e nie mogli rychlej znale¼æ jego Pana?” (Mdr 13,1.8-9).
Zdumiewaj±c siê ostro¶ci± s±du o ludziach uczonych wydanego przez Mêdrca Starego Testamentu, pisz±cego pod natchnieniem Bo¿ej M±dro¶ci, my¶lê o ¦wiêcie Wroc³awskiej Nauki, które rozpoczê³o siê wczoraj porann± Msz± ¶w. w ko¶ciele N. Serca Pana Jezusa, obok Politechniki Wroc³awskiej. Dostrzeg³em od o³tarza skromn± grupê starych profesorów Politechniki z jej rektorem Tadeuszem Lutym w pierwszej ³awce. Widzia³em te¿ jednego profesora z Uniwersytetu Wroc³awskiego, matematyka Józefa £ukaszewicza, który jeszcze d³ug± chwilê po Eucharystii trwa³ na modlitwie adoracyjnej. Nie widaæ by³o m³odych twarzy. Jeszcze 20 i 30 lat temu mówi³o siê (i po kolêdzie mo¿na by³o to sprawdziæ), ¿e stara kadra profesorska ze Lwowa to przewa¿nie agnostycy, Bogu istnieæ nie przeszkadzali, ale ¿eby siê Nim zajmowaæ?... Mo¿na by³o w tej czy tamtej rodzinie po¶piewaæ kolêdy, ale zaproszenie na Mszê niedzieln± zbywali mi³ym u¶miechem. O biskupach i ksiê¿ach mówili krytycznie albo humorystycznie. M³odzi naukowcy, ju¿ wroc³awscy, byli bardziej przyja¼ni Ko¶cio³owi. Wielu z nich nawróci³o siê podczas „wojny jaruzelskiej”. Ci s± wierni do dzi¶. Ale czy wychowali w duchu wiary m³ode pokolenie swych nastêpców?


2007-11-15

DOBRY PRECEDENS.

Mieszam stopami opad³e miêdzy starymi bukami kolory jesieni. Patrzê w niebiesko¶æ z przelatuj±cymi ciê¿kimi chmurami i, w drodze od sióstr karmelitanek, z podziwem my¶lê o ¶w. Rafale Kalinowskim, który umar³ w Wadowicach dok³adnie przed stu laty. By³ in¿ynierem, nauczycielem i wychowawc±, walczy³ w powstaniu styczniowym, prze¿y³ katorgê na Syberii. Wróci³ do kraju, by rzuciæ siê w przepa¶æ niezg³êbionej mi³o¶ci Bo¿ej. Wst±pi³ do zakonu karmelitañskiego, za³o¿y³ klasztor w Wadowicach. S³u¿y³ ludziom jako niezmordowany niewolnik konfesjona³u i wielu duszom przywróci³ sens ¿ycia i nadziejê zbawienia. Kocha³ go, jako wzór wiary, m³ody wadowiczanin Karol Wojty³a i na¶ladowa³ go w pracowito¶ci jako ksi±dz, a pó¼niej papie¿ Jan Pawe³ II. On te¿ wyniós³ o. Rafa³a do chwa³y o³tarzy. £±czy³a ich ta sama duchowo¶æ czerpana z pism ¶w. Jana od Krzy¿a i ¶w. Teresy z Avila. Teraz ju¿ obaj s± w Domu Ojca. Senat Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 14 wrze¶nia br. jednog³o¶nie podj±³ uchwa³ê w sprawie uznania ¶w. o. Rafa³a za wzór Polaka „bez reszty oddanego sprawom Ojczyzny, buduj±cego fundamenty narodu w oparciu o jego moraln± przemianê, poszukuj±cego jedno¶ci spo³ecznej”. Uchwa³a bezprecedensowa!!! Prze¿ywamy w kraju i w¶ród Polonii, zw³aszcza na wschodzie, „Rok ¦wiêtego Ojca Rafa³a Kalinowskiego”.

 



2007-11-10

KATYÑSKIE EGZEKWIE.

Wczoraj i dzi¶ przez ca³y dzieñ od rana trwa na Placu Pi³sudskiego w Warszawie odczytywanie nazwisk w ramach uroczysto¶ci nadania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej po¶miertnie wy¿szych stopni oficerskich i s³u¿bowych ¿o³nierzom Wojska Polskiego oraz funkcjonariuszom policji, stra¿y  granicznej i s³u¿by wiêziennej zamordowanym przez NKWD w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Lista odznaczonych po¶miertnie, w 67 roku po ich zamordowaniu, wynosi 14.112 osób zidentyfikowanych. Ta uroczysto¶æ to prawdziwie narodowe egzekwie, które zakoñczy wieczorem Msza ¶w. ¿a³obna. Naród siê modli. Rodacy wspieraj± swych przodków, wypraszaj±c im Bo¿e mi³osierdzie na drodze do szczê¶liwej Wieczno¶ci.
Jutro ¦wiêto Niepodleg³o¶ci. Dzieñ dziêkczynienia Bogu za zwyciêstwa, a ludziom za bohatersk± daninê krwi i ¿ycia, a tak¿e potu codziennego w budowaniu Ojczyzny.


2007-11-08

JESIEÑ CUDNA.

Droga do Karmelu (przez park Szczytnicki) us³ana ju¿ z³ocisto-br±zowym dywanem!

 



2007-11-06

ODWET.

Z samego rana strza³ w plecy. Przywita³ mnie krótki mejlik: jak mo¿na nazywaæ porzucenie sutanny ³agodnym ¶wiat³em? Atak, choæ niecelny, jednak zmuszaj±cy do odwetu. Koñczê w³a¶nie lekturê niewielkiej ksi±¿ki ks. Piotra Dzedzeja „Porzucone sutanny” (Znak 2007). Wyznania odwa¿nych duchownych, którzy zdecydowali siê rozmawiaæ o swym odej¶ciu z szeregów kap³añskich. Z ka¿dej rozmowy tchnie przera¼liwy smutek, nawet je¿eli któremu¶ eks-ksiêdzu uda³o siê (z pomoc± znajomych, czy urzêdników wydzia³u wyznañ) przyzwoicie u³o¿yæ swe ¿ycie we dwoje, czy nawet od razu we troje. Z moich czasów kleryckich pamiêtam szok na wie¶æ o „o¿enku” starszego kolegi w trzy miesi±ce po przyjêciu ¶wiêceñ kap³añskich.

Mejl znad morza prawdziwie przyniós³ mi „³agodne ¶wiat³o”, bo czytam w nim: „Ksiêdzem nie zosta³em i po latach oceniam to jako w³a¶ciwy wybór”. Ile trzeba mieæ w sobie mocy, jaki charakter w tak m³odym wieku, by oprzeæ siê ogromnej presji opinii spo³ecznej (parafialnej!), a przede wszystkim nie ugi±æ siê pod ciê¿arem wielkiego ¿alu kochaj±cej matki. Taka decyzja przed ¶wiêceniami – po wewnêtrznym rozpoznaniu drogi ¿yciowej – ma znamiona bohaterstwa. Tym bardziej dzi¶, bo nie przepad³a wiedza teologiczna zdobyta w seminarium duchownym. M³ody m±¿ i ojciec uczy religii w szkole, jest kochany przez dzieci i szanowany przez ich rodziców.

 



2007-11-05

SICUT ERAT.

Nowa kadencja parlamentu i… sicut erat! Politycy sami dopraszaj± siê, by nie traktowaæ ich powa¿nie. Przedszkole. ¯adnej klasy! Ani w sejmie, ani w senacie.

 

 



2007-11-04

£AGODNE ¦WIAT£O.

Napisa³ mejla po wielu, wielu latach… Pozna³em go kiedy¶ w wakacyjnym ko¶ciele nad morzem, by³ klerykiem. Zwraca³ wszystkich uwagê wszystkim, co robi³, jak chodzi³, klêka³, podawa³ ampu³ki, czyta³ lekcjê, modli³ siê. Ksi±dz proboszcz nie wyra¿a³ g³o¶no swego zdania, ale mama by³a synem w sutannie zachwycona, no i dziewczêta w parafii. Trzyma³ je na dystans, jednocze¶nie czaruj±c u¶miechem, spojrzeniem, czy s³owem rzadkim, wypowiadanym od niechcenia. By³ nietykalny. A przecie¿ nie stroni³ od rówie¶ników, w grupie wyra¼nie gra³ pierwsze skrzypce. Po jakim¶ czasie dotar³a do mnie wiadomo¶æ, ¿e ksi±dz kleryk, po pi±tym roku studiów, zdj±³ sutannê. Na zawsze. Zaskoczenie totalne. Nie wiem do dzi¶, dlaczego, czy dla kogo? Znik³ z horyzontu. Kamieñ w wodê. Nie szuka³em… A¿ tu nagle ten mejl niespodziany: „Znalaz³em u znajomej w internecie adres i postanowi³em przes³aæ pozdrowienia. Czy ksi±dz mnie pamiêta?” – Pamiêtam, odpisa³em, nie ocenia³em Ciê. Pamiêtam… Sam nie wiem, w jaki przedziwny sposób otwar³a siê moja sko³atana pamiêæ. Przecie¿ rozmów w sumie by³o niewiele. Mo¿e jednak by³y wa¿ne… Na tle niedawnych prze¿yæ Uroczysto¶ci Wszystkich ¦wiêtych ten mejl odebra³em jak "¶wiat³o z za¶wiatów". Bardzo ³agodne ¶wiat³o dobrej pamiêci.

 



2007-11-03

ZMIANA.

Widzê wyra¼n± zmianê w komentowaniu Uroczysto¶ci Wszystkich ¦wiêtych i Dnia Zadusznego w mediach pañstwowych. Zachwyt nad „Halloween” zredukowano maksymalnie. W „Teleexpressie” wyja¶niono nawet kto, kiedy i po co „za³o¿y³” w komunie „¶wiêto zmar³ych”. Zdumiony pomy¶la³em pó³ serio, pó³ ¿artem, ¿e pewnie redaktor rano by³ w ko¶ciele na Mszy ¶w. i wys³ucha³ uwa¿nie dobrego kazania. To dobra zmiana, potwierdzaj±ca ci±g dalszy powracania do prawdy po jej gruchotaniu i eliminowaniu w PRL-u.

 



2007-11-02

PRACOWITA SIOSTRA.

¦mieræ jest codzienno¶ci±! Donosz± o tym dzienniki ca³ego ¶wiata wraz z bu³kami na ¶niadanie. ¦mieræ pracuje intensywnie. Z samochodów ciê¿arowych przesiada siê do limuzyn, je¼dzi na gapê furgonetkami, nie gardzi rowerami i motocyklami. Czasem próbuje podró¿y extra na motolotniach czy szybowcach, od czasu do czasu lokuje siê na wielkich maszynach lataj±cych. Lubi niebotyczno¶æ. Bez lêku wêdruje po lodowcach i wspina siê na najwy¿sze, o¶nie¿one szczyty. Czy stamt±d bli¿ej jej do domu?...

¦mieræ nie boi siê morza, kocha wszelkie sztormowe szaleñstwa, zw³aszcza na kutrach rybackich, wpada te¿ na ciê¿kie, wypakowane samochodami i lud¼mi miêdzynarodowe promy. Potrafi nawiedziæ nawet najnowocze¶niejsze, skomputeryzowane jachty i ³odzie bogaczy. Nie stroni od eleganckich, ogromnych transatlantyków. Ech, gdzie jej nie spotkasz?! Po prostu jest wszêdzie i codziennie. Na wiejskiej drodze, na ulicy, w bramie, na parterze i na piêtrze, w windzie…

Tak czêsto jest po¶ród nas, a jednak boimy siê jej, bo w ka¿dym wypadku tragicznym widzimy jedynie poszarpane, zniekszta³cone cia³o ludzkie, martwe zw³oki. Kto¶, kto patrzy z tamtej strony, widzi siostrê mi³osierdzia, która zdezorientowan± duszê podejmuje z ziemi i wiedzie do domu Ojca. A na cmentarzu?... Co¶ próbujesz zrozumieæ, czujesz j±, bo wstrz±sa ciê zimnym dreszczem wspomnienia. Bywa, ¿e ³zy wyciska, a czasem budzi nostalgiê, zupe³nie niezrozumia³±.

 



2007-11-01

TRYUMF KO¦CIO£A.

W ubieg³± niedzielê w watykañskiej bazylice ¶w. Piotra beatyfikowano 498 Hiszpanów zamordowanych podczas wojny domowej. Nie s± mêczennikami wojny, lecz oddali ¿ycie za wiarê w Jezusa Chrystusa i byli wierni Jego Ko¶cio³owi. Ich krew mêczeñska wo³a³a potê¿nym wo³aniem do Ojca w Niebie. I ka¿dy z nich osobno zosta³ os±dzony przez Stwórcê. Chrystus natychmiast wprowadzi³ ich do Bo¿ego Królestwa. ¦mieræ mêczeñska g³adzi wszystkie grzechy tak, jak sakrament chrztu.

W wojnie hiszpañskiej (1936-1939) zginê³o niemal siedem tysiêcy osób duchownych. Ksiê¿y nie tylko rozstrzeliwano, ale bywa³o, ¿e krzy¿owano, duszono, wyrzucano z okien wielopiêtrowych budynków. Siostry zakonne by³y gwa³cone, a ko¶cio³y bezczeszczone i burzone. – Kto to uczyni³? - Ten sam diabe³, który czyni³ spustoszenie ¶mierci w Ko¶ciele podczas rewolucji francuskiej. Ten sam, który po 1917 roku przeciwników bezbo¿nictwa zamyka³ w ³agrach, bestialsko mordowa³ i zag³odzi³ na ¶mieræ miliony ludzi w imperium sowieckim. Ten sam diabe³, który swe ¶mierciono¶ne machiny i uzbrojone hordy ¿±dne zabijania i zdobywania cudzego przetoczy³ w XX wieku dwa razy przez Europê tam i z powrotem. Ten sam diabe³, który przetrzebi³ bezlito¶nie plemiona i narody afrykañskie, i wznieca burze wojenne w Azji i w Ameryce Po³udniowej. Ten sam! Nigdy nie spoczywa, a imiê jego anty-Chryst, czyli nienawi¶æ do Boga i wszystkiego, co chwa³ê Boga w sobie nosi. Zawsze potrafi znale¼æ i opêtaæ swych wyznawców, i roznieciæ w nich piekielny ogieñ nienawi¶ci… A czy¿ on nie pêta siê po naszym kraju? Czasem z podkulonym ogonem, a kiedy indziej z g³ow± arogancko uniesion±…

Dzisiejsza uroczysto¶æ, ukazuj±ca rado¶æ ¶wiêtych w Niebie, przynosi nam potwierdzenie nadziei: to Chrystus jest zwyciêzc±, On ma ostatnie s³owo w dziejach wszech¶wiata.

 



2007-10-23

WÊGRZY NIEZADOWOLENI.

Wêgierska Rewolucja wybuch³a 23 pa¼dziernika 1956 roku. Sowieci na czo³gach wjechali do wêgierskiej stolicy 4 listopada i krwawo st³umili wolno¶ciowe powstanie naszych Bratanków. Zginê³o 2700 Wêgrów, 20 tysiêcy zosta³o rannych, a 200 tysiêcy opu¶ci³o swoj± ojczyznê.

Ponad pó³ wieku uciek³o, zdawaæ by siê mog³o bezpowrotnie, od tamtych wydarzeñ, a jednak demokratyczni Wêgrzy boj± siê powrotu czerwonego Brata i corocznie wyra¿aj± swój sprzeciw wobec rz±du kierowanego przez socjalistycznego premiera. Boj± siê moskwicina,  który, jako od¼wierny pañstwa otworzy bramy nacieraj±cym wyzwolicielom.


2007-10-22

PO WYBORACH.

Eksprezydent Kwa¶niewski og³osi³: to koniec IV Rzeczpospolitej, a wicemarsza³ek senatu Putra zripostowa³: to koniec Kwa¶niewskiego, bo opowiada od d³u¿szego czasu g³upoty.

PiS przechodzi do opozycji. PO zastanawia siê nad budow± koalicji. LiD ma³o zadowolona, bo tylko 13% wyborców odda³o na ni± g³osy, ale uwaga! - tej hydrze wci±¿ odrastaj± g³owy. Ciekawe, ¿e geniusz ¿ydowski przykleja siê zwykle do partii bezbo¿nych. PSL wesz³a do parlamentu dziêki spokojowi i wywa¿onej w obietnicach kampanii przedwyborczej. Na pewno bêd± siê targowaæ o sto³ki przy wej¶ciu do koalicji. Nie bêdzie w polskim parlamencie ani LPR-u, ani Samoobrony z Lepperem (ju¿ go prokurator zacz±³ ¶cigaæ).

Liderzy PO i LiD-u zakrzyknêli: wygra³a demokracja! - I to jest, niestety, nieprawda, a je¿eli ju¿, to tej wygranej dokonano bardzo brudnymi rêkami i w sposób obra¿aj±cy bardzo wielu Polaków. Twarze krzykaczy powinny raczej okryæ siê czerwieñcem wstydu.
Psalmista Pañski przestrzega: Kto wst±pi na górê Pana, kto stanie w Jego ¶wiêtym miejscu?
Cz³owiek o rêkach nieskalanych i o czystym sercu, który nie sk³oni³ swej duszy ku marno¶ciom i nie przysiêga³ fa³szywie (Ps 24,3-4).


2007-10-20

JUBILEUSZ AKCh.

Dzi¶ a¿ w trzech miejscach po kolei obchodzony by³ srebrny jubileusz dzia³ania Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego: w katedrze, w auli seminaryjnej i w muzeum.

W katedrze wroc³awskiej by³a Msza dziêkczynna za to minione æwieræwiecze praktycznej realizacji s³ów Jeden drugiego brzemiona no¶cie (Gal 6,2), która rozpoczê³a siê na wie¶æ o aresztowaniach i internowaniach po 13 grudnia 1981 roku. Modlili¶my siê pod przewodnictwem Metropolity Wroc³awskiego, ks. abpa Mariana Go³êbiewskiego, za pracowników, wolontariuszy i licznych darczyñców z kraju i z zagranicy. Dziêkowali¶my za to ogromne dobro, które uda³o siê nam za £ask± Bo¿± uczyniæ w zdecydowanej odpowiedzi na dotykalne, fizyczne i moralne z³o, jakie komuna zafundowa³a polskiemu narodowi w stanie wojennym i d³ugo jeszcze potem. Polecali¶my Bogu ¿yj±cych i tych, którzy ju¿ zostali powo³ani po nagrodê w Niebie.

W seminarium by³a akademia: wspomnienia, wyk³ad o dzia³aniach ubecji przeciw cz³onkom Komitetu oraz wyró¿nienia dyplomami i nagrodzenie najwierniejszych cz³onków srebrnymi pier¶cieniami z wizerunkiem romañskiego krzy¿a pektoralnego pierwszego biskupa wroc³awskiego Jana. Pier¶cienie wrêcza³ ks. kard. Henryk Gulbinowicz, wierny ¶wiadek i ostoja od pierwszych dni dzia³alno¶ci Komitetu. Osiemdziesiêcioczteroletni Kardyna³ by³ w ¶wietnej kondycji psychofizycznej, tryska³ humorem opowiadaj±c historie, które wtedy budzi³y lêk i niepewno¶æ. Wyra¼nie dawa³ poznaæ, ¿e jest dumny z tego jubileuszu i bardzo wdziêczny Komitetowi.

W Muzeum Archidiecezjalnym otwarta zosta³a wystawa dokumentów i fotografii obrazuj±ca dzia³anie niezmordowanego, wolnego ducha Polaków. Uczestnicy t³umnie gromadzili siê przy fotogramach, pokazywali siebie na wspólnych zdjêciach i odczytywali ró¿ne ulotki, spisy internowanych i uwiêzionych oraz dokumenty unaoczniaj±ce grozê i niebezpieczeñstwa, ale te¿ i rado¶ci, i ma³e i du¿e zwyciêstwa dobra w tamtym czasie.

Dzisiejsza uroczysto¶æ zamykaj±ca dzia³anie AKCh by³a oddaniem ho³du i serdecznym podziêkowaniem setkom ludzi spontanicznie i konkretnie mi³uj±cych bli¼niego. Prawdziwie byli bohaterami.


2007-10-19

DZIEÑ NARODZIN.

W roku 1984 to by³ równie¿ pi±tek. Na krótko przed pó³noc± rozegra³a siê ponura tragedia na tamie we W³oc³awku. Trzej mordercy z urzêdu wyznañ wrzucili w worku obci±¿one kamieniami cia³o ksiêdza Jerzego Popie³uszki do Wis³y. Dusza Mêczennika wiernego Chrystusowi w chwili ¶mierci narodzi³a siê do szczê¶cia wiecznego, znalaz³a siê w rêkach Boga. Od 2001 roku czekamy na beatyfikacjê najwspanialszego kap³ana naszych czasów, ¿yj±cego gor±c± wiar± w Chrystusa, ca³kowicie oddanego powierzonym mu ludziom. Najczê¶ciej modlitwa by³a jego odpowiedzi± na terror w³adzy w stanie wojennym. W prostocie swego serca zwraca³ siê do Chrystusa i powierza³ Mu bie¿±ce, wa¿ne sprawy Ojczyzny: Musimy byæ silni Tob±, Jezu Chryste, aby nie daæ siê uwie¶æ tym, którzy chc± budowaæ nasz± Ojczyznê na tym, co ziemskie, na tym, co przemijaj±ce, którzy wlewaj± w serca, zw³aszcza dzieci i m³odzie¿y, ateizm. By³ m³odym cz³owiekiem i w sercu nosi³ g³êbok± troskê o m³ode pokolenie. Naucza³ w ostatnim roku swego ¿ycia: Jedynie wspólny wysi³ek Ko¶cio³a, rodziców i wychowawców mo¿e uchroniæ m³odzie¿ od tego, aby bocznym torem nie odesz³a od zdrowego nurtu Bo¿ego, od zdrowego patriotyzmu, który p³ynie przez nasz Naród od przesz³o dziesiêciu wieków.
Kto dzi¶ bierze sobie do serca te s³owa? A przecie¿ komunistyczna ideologia bezbo¿nictwa zastêpowana jest obecnie ateizmem praktycznym uwalniaj±cym wszystkie hamulce moralne dla u¿ywania ³atwych rozkoszy bez ¿adnej odpowiedzialno¶ci.
Ksi±dz Jerzy ze swoj± twórcz± mi³o¶ci± Ojczyzny musi dopukaæ siê do ¶wiadomo¶ci m³odych Polaków!


2007-10-18

PAMIÊÆ O¯YWIA SERCA.

Jest we Wroc³awiu na Wielkiej Wyspie niewielki cmentarz parafialny. Ten szczególny skrawek ziemi, zwyczajowo nazywany „miastem umar³ych”, jest w pewnym sensie zaprzeczeniem swej nazwy. Tutaj dostrzega siê dynamiczne ¿ycie pamiêci i to nie tylko w Uroczysto¶æ Wszystkich ¦wiêtych czy w Dniu Zadusznym. Tutaj przy pomniku Orl±t Lwowskich starzy lwowiacy i m³odzi wroc³awianie ogarniaj± sw± modlitw± przesz³e pokolenia Najja¶niejszej Rzeczypospolitej. Tutaj przy Krzy¿u Katyñskim zapalaj± ¶wiat³a pamiêci ¿ony, dzieci i wnuki polskich oficerów zamordowanych strza³em w ty³ g³owy i wrzuconych do do³ów w Charkowie, Miednoje i Katyniu. Tutaj dzi¶, jak co roku, „Solidarno¶æ” dolno¶l±ska odda³a ho³d mêczennikowi za wiarê i prawdy zasad chrze¶cijañskich, s³udze Bo¿emu ks. Jerzemu Popie³uszce. Pod prostym, czarnym krzy¿em le¿y du¿a p³yta granitowa po¶wiêcona pamiêci kapelana „Solidarno¶ci”, a wokó³ niej mniejsze tablice ku czci ksiê¿y zamordowanych przez komunê w czasach PRL-u. Najpierw modlili¶my siê t³umnie na Mszy ¶w. w ko¶ciele wype³nionym przez delegacje i poczty sztandarowe „Solidarno¶ci”. Najbardziej jednak cieszy³a obecno¶æ nauczycieli i uczniów z okolicznych szkó³. Przyszli ubrani od¶wiêtnie ze swoimi sztandarami szkolnymi. Kaznodzieja, ks. profesor Piotr Nitecki, szczególnie do nich, licealistów i gimnazjalistów, skierowa³ swe s³owo o mi³o¶ci Ojczyzny, która ma swe ¼ród³o w niezachwianym zaufaniu Bogu. Na cmentarzu ¶piewali¶my, oczywi¶cie, pie¶ñ stanu wojennego: Ojczyzno ma, tyle razy we krwi sk±pana… M³odzi s³uchali w zadumie. Wieñce i wi±zanki kwiatów zas³a³y ca³e miejsce wokó³ krzy¿a ksiêdza Jerzego. Wolno mi by³o dzi¶ pomy¶leæ, ¿e mimo tej niechêci i nienawi¶ci gotuj±cej siê przed wyborami w g³owach polityków biegn±cych po w³adzê, w sercach m³odych Polaków jest miejsce na piêkny patriotyzm. Iszcz± siê ju¿ ¿yczenia Jana Paw³a II nad mogi³± kap³ana - mêczennika: Oby z tej ofiary wynik³o dobro tak, jak ze ¶mierci zmartwychwstanie.


2007-10-16

LEKCJA PATRIOTYZMU. 

Dzi¶ odby³o siê po¿egnanie ¶p. ks. pra³ata Zdzis³awa Peszkowskiego. Pogrzeb i¶cie królewski. Kilka tysiêcy rozmodlonych ludzi przysz³o do katedry warszawskiej, aby podziêkowaæ kapelanowi Rodzin Katyñskich za jego uparte dr±¿enie prawdy o potwornym ludobójstwie s³u¿b stalinowskich, za otwieranie oczu ¶wiata na k³amstwo komunistów i za obna¿anie perfidnej zmowy milczenia polityków zachodnich na temat Golgoty Wschodu.

Ta uroczysto¶æ po¿egnalna by³a przede wszystkim wyrazem ho³du dla kap³ana – Polaka, dla jego ¶wiêcie spe³nianego powo³ania, jego modlitewnego po¶rednictwa miêdzy ofiarami zbrodni a mi³osiernym Bogiem. Gor±ce modlitwy p³ynê³y z serc tych, którzy przez tê zbrodniê zostali osieroceni i d³ugo musieli ¿yæ w niewiedzy, pustej têsknocie i fa³szywej nadziei na powrót z wojny. Ks. pra³at Peszkowski jak dobry ojciec gromadzi³ na modlitwie , koi³ bóle sieroce, tuli³ do Serca Jezusowego. Swoj± modlitw± wlewa³ w dusze now± nadziejê, nadprzyrodzon±, na spotkanie z utraconymi najbli¿szymi.

Wzruszaj±ca by³a obecno¶æ wielkiej liczby m³odych ludzi na pogrzebie. Wszystko bowiem, co siê dzia³o wokó³ trumny zas³u¿onego dla Polski kap³ana, by³o piêkn± lekcj± patriotyzmu, ujawnianiem si³y wewnêtrznej cz³owieka kochaj±cego swych rodaków.  ¬ród³em tej si³y by³a w sposób oczywisty jego wiara w Boga.



2007-10-15

DONALD – OLO! 

Do czego s³u¿y³a ta debata? Do promowania partii, a sposób promowania nie omija³ ¿adnego grzechu, jaki mo¿na pope³niæ mow± ludzk±. Transmisja telewizyjna tej debaty powinna byæ poprzedzona ostrze¿eniem: tylko dla doros³ych.

Nie tak dawno w pewnym liceum odpytywany z ostatniej katechezy uczeñ (syn wykszta³conych i bogatych rodziców) odpowiedzia³ ksiêdzu: odpieprz siê, czego siê czepiasz!... A politycy domagaj± siê nowych debat. A dziennikarze nadal ripostuj±: obywatel ma prawo widzieæ i us³yszeæ…

Wszystko to dzieje siê w Kraju, gdzie kolejna rocznica wyboru Polaka na Stolicê Piotrow± otaczana jest wielkim ¶wiêtowaniem pod has³em: „Jan Pawe³ II – obroñca godno¶ci cz³owieka”. O, Wielki Polaku, s³ugo Bo¿y, jak wiele jeszcze musisz z Nieba pracowaæ nad swymi wspó³rodakami!!!

 



2007-10-13

WIE¯A.

Ni st±d, ni zow±d zjawi³a mi siê przed oczami wie¿a. Jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, przyci±gaj±ca wzrok: Tour d’Eiffel. Stoj±c kiedy¶ na jej platformie widokowej, zamiast dachów Pary¿a czy miejsc znacz±cych w panoramie miasta, zobaczy³em grub± siatkê drucian±. By³a tak blisko, tu¿ przed oczami. Dlaczego taka nachalna? Po co siê tu znalaz³a? W przewodniku zaznaczono jednym zdaniem: to przed samobójcami.

Ludzie dobrowolnie rzucaj± siê w dó³? Nikt, kto kocha, nie rzuca siê w ramiona ¶mierci. Kto straci³ mi³o¶æ, chce umieraæ. Mój Bo¿e! Ci wszyscy, którzy skoczyli z wie¿y Eiffela s± szczególnymi ¶wiadkami mi³o¶ci, ¿e jest i mo¿e staæ siê… nieosi±galna. Poza mi³o¶ci± jest ciemno¶æ i pustka: wsysa cz³owieka i staje siê ¶mieræ! Zupe³nie inaczej ni¿ u Norwida, a przecie¿ w tym samym mie¶cie.



2007-10-12

DEBATA.

Mo¿na by jej nie zauwa¿yæ, gdyby nie wrzaskliwa publika za plecami sprzeczaj±cych siê polityków.

I by³ jeszcze jeden ¶wiec±cy punkt na tym ringu wcale niepolitycznym: blond w³osa ksiê¿niczka w TVN, jak onegdaj w TVP, b³yskotliwie zapominaj±ca o uszanowaniu dla rozmówcy.



2007-10-11

BETANKI.

Wojna dwuletnia w Kazimierzu wczoraj zakoñczona. Mienie zakonne zosta³o przez komornika odzyskane. Do piêknych, pod l¶ni±cymi dachami, budynków wprowadzi³y siê „prawowite w³a¶cicielki”.

Ale co bêdzie z kop± m³odych dziewcz±t, postulantek i kandydatek na zakonnice, wyprowadzonych z eskort± policyjn± poza mury klasztoru?

Omami³a je wizjonerka. Nie rozpozna³y jej choroby. By³a ich najwy¿sz± prze³o¿on± w zgromadzeniu. Chcia³y byæ jej pos³uszne, bo to ¶wiêty obowi±zek w zakonie, a poza tym prze³o¿ona gra³a na ich najpiêkniejszych uczuciach mi³o¶ci do Pana Boga. Która m³oda dziewczyna w takiej sytuacji mo¿e bez trudu zdobyæ siê na dystans psychiczny wobec swego ¶wiêtego oczarowania?...

Kto¶ jednak w Ko¶ciele musi wzi±æ za nie odpowiedzialno¶æ i to nie tylko za uraz psychiczny, ale za skrzywienie duchowo¶ci, wypaczenie ¶cie¿ki do Pana Boga. Czy Duch ¦wiêty nie da³ Ko¶cio³owi mocy do walki ze z³ym duchem, ojcem wszelkiego k³amstwa i omamów? Czy pe³nia Ducha ¦wiêtego nie spoczê³a w dniu konsekracji na ojcu diecezji? Czy zosta³y u¿yte wszystkie ¶rodki, jakie daje Ewangelia, by uratowaæ te m³ode powo³ania?



2007-10-10

WESO£A ROCZNICA.

Rok 1982. Wtedy by³a to niedziela. Przed po³udniem na Placu ¶w. Piotra w Rzymie odbywa³a siê uroczysto¶æ wyniesienia na o³tarze ¶w. Maksymiliana Marii Kolbego. Z Polski komuni¶ci wypu¶cili niewielk± grupê pielgrzymów. Ks. prymas Józef Glemp w ponurej sytuacji, jaka panowa³a wówczas u nas (stan wojenny), postanowi³ pozostaæ w kraju. Jan Pawe³ II mówi³ o ³zach, jakie dostrzeg³ na twarzach polskich pielgrzymów, a nie by³y to ³zy rado¶ci. Tak, to by³a bardzo powa¿na i smutna sytuacja w Polsce. Komuna bardzo ba³a siê tej uroczysto¶ci. Transmisja w TVP by³a przesuniêta z godz. 10-tej na 17-t±. Cenzorzy mocno musieli pracowaæ. Paralele historyczne by³y a¿ nadto wyra¼ne. W Katedrze podczas Mszy akademickiej po³udniowej nawi±za³em do sytuacji hitlerowskiej, w jakiej znalaz³ siê ¶wiêty Maksymilian w obozie koncentracyjnym w Auschwitz: gdy rz±dz± nieprzyjaciele Boga, nikt z ludzi nie jest bezpieczny. Zwykle ubecy przychodzili po mnie na trzeci lub drugi dzieñ po kazaniu, tym razem zasadzili siê na ca³ej ul. Katedralnej ju¿ po po³udniu. Nie mieli szczê¶cia, bo kto inny o tej porze mia³ kazanie w Katedrze. Ale i ja nie mia³em szczê¶cia. Jeden z ubeków z Podwala rozpozna³ mnie niedaleko „Czwórki”, gdzie mieszka³em. Kiedy spostrzeg³em, ¿e jestem otoczony smutnymi twarzami, w ostatniej chwili rzuci³em siê w najbli¿sz± bramê i zatrzasn±³em im przed nosem, czterech ich by³o. Ogródkami nad Odr± przeszed³em na taras rezydencji arcybiskupiej i zapuka³em w oszklone weneckie drzwi. Gospodarz by³ w Rzymie, zakonnice ogl±da³y transmisjê. Dosiad³em siê, ale siostry dziwnie na mnie patrzy³y, by³em ponoæ blady jak ¶ciana. Poprosi³em o herbatê. Wezwany telefonicznie ks. Andrzej Dzie³ak przykry³ mnie kocem w swym samochodzie i pod okiem ubeków, okupuj±cych g³ówne wej¶cie naszego duszpasterstwa akademickiego, wywióz³ mnie z Wroc³awia w góry, na plebaniê przedobrego i bardzo radosnego ks. Ludwika Sosnowskiego. Kiedy och³on±³em za miastem, zacz±³em siê d³ugo, serdecznie ¶miaæ. Do dzi¶ jest to dla mnie  weso³a rocznica.

 



2007-10-09

MECZ.

Trwa wielki mecz przedwyborczy. Politycy garn± siê koniecznie na ring pod jupitery! Nie widaæ, by im chodzi³o o Polskê. Oni graj± o w³adzê! Dzisiejszy wynik miêdzy lewic± a prawic± dla Polaków brzmi: jeden do jednego. Oba gole samobójcze.
W Szczecinie na spotkaniu lewicy eksprezydent, lokomotywa LiD-u, przysn±³ sobie na moment zmo¿ony tym, co wcze¶niej wla³ w siebie. W Krakowie eksminister, gor±cy sympatyk PO, znowu u¿y³ swego autorytetu i charakterystycznego „s³owotoku”, by innych (nie postkomunistów!) podeptaæ swymi w±tpliwej jako¶ci skojarzeniami. Zas³u¿ony sk±din±d staruszek schodzi³ z mównicy z u¶miechem pod okularami i w¶ród oklasków, ale zauwa¿y³em jednocze¶nie, ¿e nie na wszystkich otaczaj±cych twarzach go¶ci³a weso³o¶æ. Pojawi³ siê niesmak, a mo¿e i troska.
Kwa¶niewskiego kocham od zawsze tak, jak Pan Jezus nakaza³ w przykazaniu mi³o¶ci nieprzyjació³. Ale niech mi kto¶ powie, jak mam teraz kochaæ profesora Bartoszewskiego? Z politowaniem???



2007-10-08

PRA£AT PESZKOWSKI.

Dzisiaj rano Bóg odwo³a³ do wieczno¶ci 89-letniego, siwiuteñkiego lecz pogodnego, ks. pra³ata Zdzis³awa Peszkowskiego, kapelana Sybiraków. Na wojennym wschodzie Bóg zachowa³ go przy ¿yciu, wybieraj±c spo¶ród tysiêcy polskich jeñców zamordowanych na rozkaz Stalina wiosn± 1940 roku. Cudownie uratowany 22-letni Zdzis³aw z armi± gen. Andersa przedosta³ siê na Zachód, nastêpnie ukoñczy³ studia teologiczne i przyj±³ ¶wiêcenia kap³añskie. Gdy po zawarciu pokoju ¿o³nierze wracali do domów, pragn±c jak najszybciej zapomnieæ o okropno¶ciach strasznej wojny ¶wiatowej, ks. Peszkowski zrozumia³, ¿e podarowane mu ¿ycie nie do niego ju¿ nale¿y, lecz do kolegów, których cia³a zakopane pozosta³y w wielu zbiorowych mogi³ach na „nieludzkiej ziemi”. Jego wielk± zas³ug± pozostanie dla pokoleñ odk³amywanie i umieszczenie w ¶wiadomo¶ci Europejczyków prawdy o „Golgocie Wschodu”. Sw± modlitw± kap³añsk± jak banda¿em opatrywa³ brocz±c± bólem pamiêæ o sowieckim ludobójstwie i tuli³ do Serca Jezusowego pogr±¿one w smutku „rodziny katyñskie”. Dzi¶ ju¿ stoi przed tronem sprawiedliwo¶ci Bo¿ej. Matka Bo¿a katyñska, pochylona nad cz³owiekiem z przestrzelon± czaszk±, niech mu wyb³aga u  Syna swojego wieczn± rado¶æ i do³±czenie w Niebie do kolegów wojennych.


2007-10-05

SIOSTRA FAUSTYNA 

Dzi¶ w liturgii wspominamy ¶w. Faustynê, „sekretarkê Mi³osierdzia Bo¿ego”. Jak ¿adna Polka potrafi w naszych czasach umocniæ cz³owieka wiar± ¿yj±cego.
Có¿ to szkodzi mi ¿yæ otoczona sercami niechêtnymi, gdy mam pe³niê szczê¶cia w duszy w³asnej? Albo co mi pomo¿e ¿yczliwo¶æ serc innych, je¿eli nie posiadam we w³asnym wnêtrzu Boga? Kiedy mam Boga we w³asnym wnêtrzu, có¿ mi kto szkodziæ mo¿e? (Dz. 455).


2007-10-04

PRZED WYBORAMI

Ksiê¿a biskupi wczoraj w Warszawie przypomnieli, ¿e Ko¶ció³ nie ma ¿adnej politycznej reprezentacji, a co za tym idzie partii politycznej, która mia³aby prawo przemawiac w imieniu Ko¶cio³a lub powo³ywaæ siê na jego poparcie. Zauwa¿amy jednak, ¿e programy niektórych ugrupowañ politycznych i ich praktyka zaanga¿owania politycznego s± bli¿sze chrze¶cijañskiej wizji cz³owieka i spo³eczeñstwa, za¶ programy innych partii s± odleg³e od nauczania Ko¶cio³a lub wrêcz z nim sprzeczne. St±d odpowiedzialne oddanie g³osu w wyborach wymaga rzetelnego rozeznania zarówno kandydatów, jak i programów.
Apelujemy o kulturê prowadzenia kampanii wyborczej. Nie mo¿e w niej byæ miejsca na wzajemn± agresjê i narastaj±cy konflikt. Nie powinni¶my raniæ podczas kampanii wspólnoty, któr± nazywamy nasz± Ojczyzn±, gdy¿ zawsze potrzebuje ona solidarno¶ci opartej na prawdzie.
Ten apel jest trochê spó¼niony, ale do wyborów jeszcze ponad dwa tygodnie, wiêc mo¿e siê przydaæ taki g³os tonuj±cy emocje i studz±cy g³owy polityków i dziennikarzy.


2007-10-03

PI¡TE PRZYKAZANIE.

Có¿ z tego, ¿e w tym czy innym szpitalu lekarze wydêbili swoj± wy¿sz± dolê u swych dyrektorów, skoro w innym mie¶cie inny chorzy zostali opuszczeni? Fala prób uzyskiwania w ten sposób wy¿szych pensji mo¿e przej¶æ przez ca³± Polskê… Najsmutniejsze jest to, ¿e w³a¶nie na naszej ziemi dobre imiê lekarza zosta³o zszargane. Zaufanie mocno nadw±tlone. Mieli¶my wej¶æ do mrocznej moralnie Europy z naszym ¶wiat³em wiary. Tymczasem Pi±te Przykazanie Dekalogu przez ludzi maj±cych s³u¿yæ ¿yciu i zdrowiu, zosta³o uniewa¿nione. Dla jakich celów?

 



2007-10-01
LEKARZE.
Gor±co siê zrobi³o w polskich szpitalach. Nadszed³ czas dobrowolnych wymówieñ pracy lekarzy. Sale pustoszej±, karetki uwijaj± siê, przewo¿±c chorych do innych miast. Pacjenci w rozgoryczeniu przeklinaj± s³u¿bê zdrowia i wypominaj± lekarzom: za nasze pieni±dze przecie¿ kszta³cili siê! Spora czê¶æ ofiarnych lekarzy pracuje ponad si³y, zastêpuj±c kolegów, którzy opu¶cili ludzi powierzonych ich opiece. W¶ród odchodz±cych m³odych panów doktorów s³ychaæ cyniczne usprawiedliwienie: nie bêdê pracowa³ dla idei… Doktor Judym ob¶miany totalnie!
Bezideowo¶æ jest ¶wiadectwem bezduszno¶ci i bezbo¿no¶ci.
Kto usensowni pracê lekarza na powrót jako powo³anie? Kto poka¿e kierunek m³odym ludziom zagubionym w¶ród pseudowarto¶ci? Medycy emigruj±cy za chlebem z szynk± niech po drodze wst±pi± na grób Jana Paw³a II, mo¿e tam us³ysz± w duszy echo jego nauczania na polskiej ziemi: "Dzisiaj, kiedy zmagamy siê o przysz³y kszta³t naszego ¿ycia spo³ecznego, pamiêtajcie, ¿e ten kszta³t zale¿y od tego, jaki bêdzie cz³owiek. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowa³a. Naród za¶ jest przede wszystkim bogaty lud¼mi. Bogaty cz³owiekiem!" (Jasna Góra, 18.06.1983).


2007-09-29
NIEPRZYZWOITO¦Æ.
Nie wiem, na jakiej podstawie ludzie mediów przyznaj± politykom w czasie kampanii wyborczej wiêksze, ni¿ kiedy indziej, prawo do nieprzyzwoito¶ci. Wszyscy na tym przecie¿ trac±. Nie ma ju¿ autorytetów. Polska to jedno wielkie klepisko, gdzie diabli cepami na o¶lep m³óc±. Jaki z tego mo¿e byæ chleb?
Licznie nagradzany osiemdziesiêciopiêcioletni polityk, by³y minister spraw zagranicznych, celuj±c w swych przeciwników ideowych, wypowiada s³owa, których by z pewno¶ci± nie powiedzia³ w czasach niewoli i udrêki ojczyzny. Czy to ferwor przedwyborczy go poniós³, czy huraganowy aplauz po¶ród swoich, czy co?... Pokala³ siê staruszek.


2007-09-24

CHORY CZ£OWIEK.

Jak siê zachowaæ wobec cierpienia drugiego cz³owieka? Czy wzi±æ go na rêce i nie¶æ?... (Choroba upokarza, wywo³uje falê wstydu; chowamy sprzed oczu innych swe niedo³êstwo. Ukrywamy siê choruj±c nie tylko dlatego, ¿e potrzeba nam spokoju).

£atwiej jest trwaæ przy cz³owieku, który pogodzi³ siê z chorob± i umie ju¿ przyjmowaæ pomoc przyjació³. Ale jak patrzeæ cz³owiekowi w oczy, który udaje, ¿e wszystko jest w najlepszym porz±dku? Uszanowaæ jego postawê? Udawaæ podobnie?... Graæ przed nim komediê?

Co robi³ Chrystus? Uzdrawia³ wymagaj±c wiary. Czyli domaga³ siê prawdy: ¿aden ¶lepiec, chromy, czy g³uchoniemy nie udawa³ przed Nim. Trzeba nie¶æ drugiego tak, by siê czu³ jak id±cy o w³asnych si³ach.

 



2007-09-23
NOWINA.
Kwa¶niewski pijany! Ale¿ mi to nowina!!! A gdzie on nauczy³ siê tak rosyjskiego?...


2007-09-22
KATYÑ NA FILMIE.
W liceum najpierw na propozycjê pój¶cia na film o Katyniu odpowiedzieli wzruszeniem ramion. Pani wychowawczyni klasy przekonywa³a, namawia³a, wreszcie zaproponowa³a wspólne wyj¶cie i tanie bilety. Poszli. Cisza zapad³a od pierwszych kadrów na ekranie. W ciemno¶ci ka¿dy po swojemu prze¿ywa³ spotkanie z zupe³nie nowym tematem. Wyobra¼nia ³adowa³a siê niespotykanymi obrazami. Wojna rozdzieraj±ca, straszna, a jednocze¶nie przykuwaj±ca uwagê, bo pokazuj±ca ludzi ¿yj±cych po wojnie. Ludzi oczekuj±cych, têskni±cych, poszukuj±cych, niepoddaj±cych siê k³amstwu i rozpaczy. Ludzi bliskich tera¼niejszo¶ci m³odych widzów i ich rodziców. Nawet koniec seansu nie sp³oszy³ ciszy, a zapalaj±ce siê ¶wiat³a sali objawi³y twarze powa¿ne i skupione.
Magiczne i jak¿e potrzebne dzia³anie kina na dzisiejsz± ¶wiadomo¶æ m³odych ludzi. Otrzymali lekcjê historii i potê¿n± dawkê dobrych, patriotycznych uczuæ. Meblowanie umys³u i wype³nianie serca.


2007-09-20
SZLABAN I CIERPIENIE.
A propos tego, co sta³o siê wczoraj w Polsacie, pamiêæ moja przywo³uje podobne wydarzenie z lat dziewiêædziesi±tych, gdy dyrektorowa³em Katolickiemu Radiu RODZINA we Wroc³awiu. Przygotowywano wybory. Podczas narady redaktorów ustalili¶my, ¿e promujemy wszystkie ¶rodowiska polityczne oprócz lewicowych. Wszystkie ¶rodowiska pozbawione jadu komunistycznego traktujemy równo, jednakowy czas im przydzielaj±c. Na ogó³ w naszym ma³ym Radiu wszyscy mieli¶my do siebie zaufanie. Niestety, zaperzenie polityczne potrafi wszystko zrujnowaæ miêdzy lud¼mi. Panowie z redakcji spraw politycznych wybrali tylko jedno ugrupowanie i je promowali. Za³o¿y³em szlaban na emisjê cyklu przedwyborczego. Panowie siê pogniewali, redakcja siê rozpad³a. Do dzi¶ jestem przekonany o s³uszno¶ci tamtej decyzji i do dzi¶ cierpiê, bo utraci³em przyja¼ñ rodziny Marka.

2007-09-19
LIS.
„Chodzi lis ko³o drogi,
nie ma rêki ani nogi…”
Wierszyk z dziecinnej zabawy dawno, dawno temu, ale…

2007-09-17
ZAGRO¯ENIE.
Dok³adnie 20 lat temu Jan Pawe³ II mówi³ do Amerykanów w Monterey: „W tych ostatnich latach XX wieku, u progu trzeciego tysi±clecia ery chrze¶cijañskiej, czê¶æ ludzkiej rodziny […] ma szczególn± pokusê, aby na¶ladowaæ dawny wzór wszelkiego grzechu: pierworodny bunt wyra¿ony s³owami: „Nie bêdê s³u¿y³”. Pokusê próby zbudowania ¶wiata dla siebie samych, zapominaj±c Stwórcê, Jego zamys³ i Jego czu³± opatrzno¶æ. Ale prêdzej czy pó¼niej musimy zrozumieæ, ¿e zapominanie Boga, udawanie, ¿e Bóg umar³, prowadzi do ¶mierci cz³owieka i ca³ej cywilizacji. Jest zagro¿eniem egzystencji jednostek, wspólnot i ca³ych spo³eczeñstw”. Warto przypomnieæ te s³owa nie tylko z okazji 86. rocznicy napadu na Polskê wielkiego imperium ateistycznego, którego ju¿ dzi¶ nie widaæ. Te s³owa w niespodziewany sposób aktualizuj± siê w Polsce dzi¶, gdy paranoiczny bieg po w³adzê przekracza wszelkie granice uszanowania dla osoby ludzkiej. Politycy udaj±, ¿e Bóg umar³. Zapomnieli Stwórcê, na którego obraz i podobieñstwo zosta³ stworzony cz³owiek.


2007-09-16
¯YWY CUD.
Ksiê¿a Marianie, duszpasterze tysiêcy pielgrzymów i budowniczy Bazyliki maryjnej w Licheniu, prze¿ywali dzi¶ swe wielkie ¶wiêto. Podczas uroczystej sumy legat papieski, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, ks. kard. Tarcisio Bertone w otoczeniu 120 koncelebransów zaliczy³ do chwa³y b³ogos³awionych ojca Stanis³awa Papczyñskiego (XVII w.), za³o¿yciela zakonu Marianów. Jak powszechnie wiadomo, do beatyfikacji potrzebne jest stwierdzenie autentycznego cudu dokonanego za przyczyn± kandydata na o³tarze. Podczas tej uroczysto¶ci uczestnicy mogli prze¿yæ nies³ychanie wzruszaj±cy moment. W procesji z darami na Ofiarowanie do o³tarza szed³ sze¶cioletni ch³opiec wraz ze swoimi rodzicami, nios±c relikwie B³ogos³awionego. Jak powiedzia³ komentator Liturgii Eucharystycznej, jego uzdrowienie w ³onie matki – po tym, jak lekarze orzekli wcze¶niej, ¿e p³ód za martwy – uznano za cud dokonany za wstawiennictwem o. Stanis³awa Papczyñskiego.
W ten przepiêkny sposób Pan Bóg jeszcze raz potwierdzi³ swe s³owa do ludzi bardzo dawno wypowiedziane: „My¶li moje nie s± my¶lami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana” (Iz 55:8).


2007-09-13
KAMPANIA PRZEDWYBORCZA.
Dzisiejsza scena polityczna jest bardzo ruchoma, obrotowa, z czêst± zmian± kulis, t³a i ¶wiat³a. O horyzoncie zapomniano i st±d ten widok sp³aszczony… Chyba mechanizm opuszczania kurtyny zosta³ zablokowany, bo wszelkie zmiany dokonuj± siê na oczach wszystkich. Bez przerwy, czy to z prawa, czy z lewa, kto¶ manipuluje przy zapadni.
A co graj±? Znów niebosk± komediê, okropnie ludzk± i haha-demokratyczn±.


2007-09-11
W£ADEK.
Oniemia³em z wra¿enia, gdy zobaczy³em w TV W³adys³awa Frasyniuka, na niedzielnej konwencji nowej postkomunistycznej partii LiD, wykrzykuj±cego has³o: Mówimy "nie" dla konserwatywno-katolickiej prawicy w Polsce! Ten „ch³opak z MPK”, jak go nazywaj± we Wroc³awiu, od „Solidarno¶ci” przeby³ krêt± drogê po ró¿nych formacjach demokratyczno-liberalnych i wyl±dowa³ u Kwa¶niewskiego. Wyprzedzi³a go o kilkana¶cie lat Labudowa, te¿ wroc³awianka.
Nie rozumiem, jak cz³owiek my¶l±cy mo¿e a¿ tak zagubiæ siê w ¿yciu. Wspó³czujê serdecznie ksiêdzu Stachowi Orzechowskiemu, który ca³± dusz± broni³ i wspomaga³ W³adka w tragicznych latach stanu wojennego.


2007-09-10
BENEDYKT XVI.
Apostolski Pielgrzym powiedzia³ w Austrii: „Wspólny dom europejski bêdzie miejscem dobrym do zamieszkania tylko wtedy, gdy zostanie zbudowany na solidnym kulturalnym i moralnym fundamencie wspólnych warto¶ci, jakie przekaza³y mu jego dzieje i tradycja”.
Nie mogê siê nadziwiæ smutnemu faktowi, ¿e o chrze¶cijañskich korzeniach Europy trzeba zachodnich Europejczyków przekonywaæ, dowodziæ…


2007-09-09
DON LUCIANO.
O Pavarottim mówi siê dzi¶ wszêdzie! Ten, który swym g³osem oczarowa³ ca³y ¶wiat, dzi¶ ju¿ nie ¿yje. Wczoraj ca³a Italia ¿egna³a swego ulubieñca, króla tenorów. W Modenie rozdzwoni³y siê wszystkie dzwony ko¶cielne w czasie Mszy pogrzebowej. P³akali z pewno¶ci± ubodzy, bo tam, w swym rodzinnym mie¶cie, Don Luciano da³ pierwszy koncert charytatywny. Pamiêtam sza³, jaki opanowa³ melomanów w 1990 roku po koncercie Trzech Tenorów w Rzymie. P³yta z nagraniem koncertu rozesz³a siê w Polsce natychmiast. Luciano Pavarotti królowa³ z bia³ym szalikiem (rêcznikiem?) na szyi. Trudno by³o oderwaæ oczy od obrazu. W tle ukazywa³y siê ruiny term Karakalli. Wspania³a, pod go³ym niebem opera.
Dzi¶ w autobusie tu¿ przede mn± siedzia³a matka ze sw± 8- albo 9-letni± córk± i czyta³a gazetê. Dziewczynka zagl±da³a jej przez ramiê. W pewnym momencie s³yszê ¶ciszone pytanie: mamo, czy to prawda, ¿e Pavarotti mia³ cudowny, anielski g³os? Hmm - odpowiedzia³a matka - mo¿na tak powiedzieæ. –No to pewnie jest teraz w Niebie – kontynuowa³a córeczka. Pewnie jest – zakoñczy³a matka sk³adaj±c zadrukowane p³achty papieru. Posmutnia³em, bo nie wiem, jak Luciano Pavarotti wyt³umaczy siê ¶w. Piotrowi(?) w bramie niebieskiej ze swego rozwodu. To przecie¿ nie jest sprawa b³aha, ani tu, ani Tam.


2007-09-08
¦WIÑSTWO.
Paskudne wie¶ci rozchodz± siê szybko i w niewybredny sposób. Na przystanku autobusowym, tymczasowym, bo przecie¿ komunikacja miejska u nas jest do góry nogami przewrócona, z³apa³ mnie samotny „perrorysta” i nadawa³: s³ysza³ ksi±dz, co zrobi³ ten Kwa¶niewski? –Który? –No by³y prezydent za przeproszeniem, poradzi³ Niemcom, ¿eby Polakom ¶rubê dokrêcili. Jak Sowiet jaki. –Jak± ¶rubê, co pan mówi? –No polityczn±… Ju¿ on tam wie jak±. Niech ksi±dz tylko pomy¶li, on jecha³ z naszym papie¿em na jednym wózku, papamobile znaczy siê. Ten sukinkot wstydu nie ma. ¦wiñstwo i wieprzowina! Wykrzykn±³, zapali³ papierosa i poszed³ dalej.


2007-09-07
JEZUS JEST PANEM.
Pó¼nym wieczorem zadzwoni³ do mnie student z po³udniowo-wschodniego krañca Polski. Pe³en radosnych emocji zacz±³ z miejsca: by³em dzi¶ na rekolekcjach jubileuszowych. By³o piêkne kazanie o Jezusie. Jezus jest wspania³y, cudowny, kochany. Kocham Jezusa! Kiedy misjonarz zaproponowa³, by ludzie podeszli do krzy¿a, ja te¿ podszed³em i powiedzia³em g³o¶no „Jezus jest moim Panem”. Proszê ksiêdza, jestem szczê¶liwy!
Czu³em to. £zy zakrêci³y siê mi w oczach. Dobrze, ¿e tego nie widaæ przez telefon.


2007-09-03
BEZ ZGODY.
Tekst kardyna³a Dziwisza wyg³oszony do ordynariuszy diecezji polskich, postuluj±cy zmianê zarz±du Radia Maryja i Telewizji Trwam, redaktor krakowskiego Tygodnika Powszechnego, który szanuje powoln± i bez rozg³osu pracê instytucji ko¶cielnych, odwa¿y³ siê opublikowaæ bez zgody autora (swego szefa!), wiedz±c ponadto, ¿e tekst ten nie by³ przeznaczony do druku. Powa¿ne wykroczenie przeciwko prawu prasowemu i karygodne uchybienie wobec autora (chyba, ¿e autor machn±³ rêk± i powiedzia³: drukuj, ale ja nic o tym nie chcê wiedzieæ; tak te¿ mog³o byæ).
Zastanawiam siê ze smutkiem, ile musi byæ w sercu ksiêdza redaktora dobrowolnej, darmowej i bezinteresownej nie¿yczliwo¶ci wobec ojca Rydzyka?... I ilu wspó³-my¶licieli z GW, TVN czy PO, klaskaniem maj±cych obrzêk³e prawice?...


2007-09-01
INTELIGENCKA TKANKA.
Czymkolwiek s± pods³uchane rozmowy telefoniczne polityków, jakie zaprezentowano wczoraj w telewizji, mówi± one o jednym: kultura klasy politycznej siêgnê³a dna. Kto tych polityków kszta³ci³ i wychowywa³, do jakich szkó³ chodzili?...
Tak owocuje wybicie do nogi podczas wojny i po wojnie ca³ej inteligencji polskiej. Z pustego i Salomon nie naleje! Pó³ wieku minê³o od katastrofy ¶wiatowej! Polska wo³a o ludzi sumienia, jak to ju¿ wcze¶niej zauwa¿y³ Jan Pawe³ II. Wo³a te¿ o ludzi uformowanych g³êboko patriotycznie, którzy s³u¿by Ojczy¼nie nie bêd± zamieniaæ na robienie w³asnej kasy.
Ile lat, a mo¿e i wieków, musi up³yn±æ, by odrodzi³a siê tkanka inteligencji w „mistycznym ciele ojczyzny”?


2007-08-31
PAMIÊÆ BRZEMIENNA.
Dzi¶ mija 25 lat od dnia walki ZOMO z robotnikami Lubina (warto zajrzeæ na stronê: www.lubin82.pl/). Uroczysto¶ci przypominaj±ce te smutne wydarzenia sprzed æwieræwiecza zaszczyci³ sw± obecno¶ci± pan Prezydent.
Pamiêtam tamten czas. Ca³y rok 1982 by³ rokiem wielkiej dzia³alno¶ci Solidarno¶ci w podziemiu. ¦mieræ trzech robotników w Lubinie pobudzi³a na nowo spo³eczeñstwo. Arty¶ci zaczêli dzia³aæ pod skrzyd³ami Ko¶cio³a w parafiach. Rok 1982 by³ jednocze¶nie rokiem przygotowañ do przyjazdu Jana Paw³a II do Polski. Duszpasterstwo ¦rodowisk Twórczych we Wroc³awiu przywita³o Ojca ¶w. w czerwcu 1983 roku ogólnokrajow± wystawê i sympozjum „Droga i Prawda”. W ogromnym ko¶ciele ¶w. Krzy¿a znalaz³o miejsce ponad sze¶æset obrazów i rze¼b profesjonalnych artystów i amatorów. Pamiêtam uderzaj±cy widok w ¶wi±tyni naprzeciw wej¶cia: trzy wielkie p³ótna amatorskie przypominaj±ce wydarzenia lubiñskie: mostek, na który pad³y ¶mierciono¶ne kule z karabinów milicyjnych, grupa robotników d¼wigaj±cych ¶miertelnie ranionego kolegê i wielki, samotny trampek zgubiony w po¶piesznej akcji ratowania ¿ycia na ulicy zaatakowanej przez ZOMO. Te obrazy u¶wiadomi³y wielu ludziom tragediê stanu wojennego. Dramatyczne obrazy z Lubina g³êboko przemawia³y do serc wielotysiêcznej rzeszy Polaków zwiedzaj±cych wystawê przez kilka tygodni. Wizyta Ojca ¶w. otoczy³a jakby ochronnym parasolem tê cenn± inicjatywê wolnych twórców, nieprzera¿onych gro¼bami cenzora ubeckiego.
Koñczy siê sierpieñ, miesi±c brzemiennej narodowej pamiêci. W wielu rodzinach polskich zachowano abstynencjê alkoholow± dyktowan± w³a¶nie t± pamiêci± patriotyczn±, przypomnian± przez biskupów polskich.



2007-08-26
WYWIAD.
W dzisiejszym, weekendowym wydaniu „Rzeczpospolita” wydrukowa³a wywiad z poet± Jaros³awem Markiem Rymkiewiczem z Warszawy: „Jaros³aw Kaczyñski ugryz³ ¿ubra”. Jest to tekst dos³ownie: nies³ychany! Dzi¶ tak nikt nie mówi, ani pisze. Naprawdê tekst fragmentami jest fascynuj±cy, jeden z niewielu dzi¶, przy którym mo¿na siê pogodnie u¶miechn±æ.
„Pytanie: A dlaczego krytycy Kaczyñskich mieliby chcieæ, ¿eby by³o gorzej? Odpowied¼: Dlatego, ¿e jak tu bêdzie gorzej, to im bêdzie lepiej. Dowiod³y tego lata dziewiêædziesi±te – wszyscy wiemy, komu siê wtedy w Polsce dobrze ¿y³o. To w³a¶nie ci ludzie mówi± teraz, ¿e w Polsce nie ma demokracji i ¿e to jest pañstwo totalitarne. Pytanie: Ale to, ¿e Jaros³aw Kaczyñski ma ci±goty autorytarne, jest rutynow± tez± podnoszon± w potyczkach publicystycznych(...)Mo¿e co¶ w tym jest? Odpowied¼: W Polsce nie wolno robiæ tylko jednej rzeczy – nie wolno szkodziæ Polsce. Ci, którzy mówi±, ¿e bracia Kaczyñscy zaprowadzaj± rz±dy autorytarne czy totalitarne, szkodz± Polsce. Chc± odebraæ Polsce, czyli nam wszystkim, tê wielk± szansê, któr± dostali¶my, jakim¶ cudem, po latach niewoli. […] Gdyby Polacy uwierzyli w to, co mówi telewizja i co pisz± niektóre gazety, to ju¿ dawno by wypluli ze swoich ust braci Kaczyñskich. Nie wypluli, czyli nie wierz± gazetom. […] ¯ycie mówi za¶ Polakom co¶ zupe³nie innego. Mówi im, ¿e w Polsce dzieje siê teraz co¶ wspania³ego. I Polacy – to jest rzecz dla mnie niezwykle wa¿na – znów s± dumni z tego, ¿e s± Polakami. S³yszê to i widzê naoko³o – ¿e ciesz± siê ze swojego tutejszego ¿ycia. To jest w³a¶nie wspania³e, bo przecie¿ jeszcze kilkana¶cie lat temu wstydzili siê Polski i tego, ¿e s± z tego kraju”.


2007-08-25
KONWENCJA.
Na Konwencji PiS-u w gdañskiej Hali Olivia pani wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska swe wyst±pienie zakoñczy³a emocjonalnie: „Cz³owieku, co ciê napad³o? Co ciê napad³o?!”. By³a to niekonwencjonalna riposta na nies³ychan± ocenê pracy premiera Kaczyñskiego przez lidera PO Tuska: „Cz³owiek uczciwy nie mo¿e pracowaæ z Kaczyñskim”.
Prof. Religia, minister zdrowia, zareagowa³ w³a¶ciwym sobie tonem refleksyjnym: Patrz±c wstecz na dwa lata swej pracy w rz±dzie Jaros³awa Kaczyñskiego, mam prawo powiedzieæ: „Religa, ty jeste¶ uczciwy cz³owiek!”. Zgromadzeni w Olivii za¶piewali Profesorowi „Sto lat”.


2007-08-15
CHWILA WZRUSZENIA.
Wrócili¶my z ko¶cio³a po uroczystej celebrze maryjnej. Ks. Richard stan±³ przede mn±, popatrzy³ g³êboko w oczy i powiedzia³ cicho, ze wzruszeniem: Emirze, i kto by pomy¶la³?…
Rzeczywi¶cie, kto by pomy¶la³ przed 17 laty, ¿e ten nauczyciel jêzyka angielskiego z Cambridge, kompletny ateista, poszukiwacz przygód stanie ze mn± przy jednym o³tarzu w kap³añskim ornacie. Nadziwiæ siê nie